Zaloguj się

Zobacz pełną wersję : Jesienne Barłożenie



Petefijalkowski
03-10-2019, 14:06
Hej, z tęsknoty za Karpatami spróbuję napisać krótką relację z zeszłorocznego "Barłożenia" w Hryniawach i okolicy.

Namówiłem Grześka Kuzyna(akcja słupy 2013) oraz Globusa(m.in.Rodniany zimą 2014) żeby pojechać na spokojnie w Hryniawy, pochatkować, napić się dobrej nalewki i po prostu chłonąć góry. Myślę że udało się nam to, choć pogoda mogłaby być lepsza.

Po spotkaniu się w Przemyślu i dojeździe do Lwowa nastąpił mały obiad i za chwilę jedziemy już pociągiem do Worochty. Rozpakowujemy co tam każdy ma swojego, podsypiamy, toczymy się :)
464044640546406

W Worochcie już czeka na nas polecony przez Tarasa Wasyl, który zabiera nas automobilem do Werchowyny na nockę. Rano na kulturce pełne śniadanko (m.in. mamałyga) i meldujemy się na dworcu autobusowym pod mój ulubiony autobus, a potem po wąwozie Hramitnego wysiadamy i ruszamy przed siebie :) Pogoda i pora roku cokolwiek mało póki co fotogeniczna, ale dla nas pełen bajer bo chcemy się oderwać od cywilizacji. A jak się wkrótce okaże, atrakcji będziemy mieli sporo :)
464074640846409

Petefijalkowski
03-10-2019, 14:37
Pierwszy raz jestem w Hramitnym, ciekawie się rozglądam, ale w sumie... no dolina jak dolina, widać że trochę zapomniana przez ludzi i cywilizację. Po przejściu mniej więcej połowy skręcamy w boczną dolinę i podchodzimy mało uczęszczanym grzbietem, nieoczywistym, z nadzieją na znalezienie dziś pod wieczór chatki na nocleg. 46410

Po około godzinie wychodzimy na kolejne "przejaśnienie" polanę - na grzbiecie Komarnicznyj. Widzę jakąś chatę, trawa jest już pokryta śniegiem. W sumie nie wiemy co to za miejsce, ale zaczyna szczekać pies, a następnie dostrzegam ślady zwierząt na śniegu. Wyglądamy zza płotu a tam parę krów oraz dwa konie. Nie za bardzo wiemy jak obejść w sumie dość spore gospodarstwo więc kieruję się z kolegami do środka, pod chatę. Zagaduję starszą panią która wyszła z chaty sprawdzić powód szczekania psów. Witam się, dopytuję jak trafić dalej w kierunku głównego grzbietu Hryniaw, wymawiam nazwy połonin.
Pani woła męża, zaczynamy rozmawiać, tłumaczy nam drogę. Po czym następuje pytanie: "A może na kawę wejdziecie" ?

coshoo
03-10-2019, 16:32
Czytania o fajnych wędrówkach nigdy za wiele...

Petefijalkowski
04-10-2019, 14:59
Koledzy na tę propozycję spojrzeli cokolwiek z rezerwa, chyba nie chcąc się bratać i tracić czasu na wizytę w chacie. Ja jednak wiedziałem że to jest okazja która obowiązkowo musimy wziąć :) Od razu się zgodziłem i powiedziałem kumplom - zaufajcie, na coś takiego właśnie czekamy. Będzie dobrze! Państwo Rubaniak (pani miała na imie Jewdocha/Jewdokija) zaprosili do kuchni letniej czyli takiego małego budyneczku gdzie wszystko się przygotowuje do jedzenia a może i śpi podczas dużych mrozów, łatwiej ogrzać ten budynek z tylko jednym pomieszczeniem oraz przedsionkiem.

No i tak... Zdejmujemy plecaki, bierzemy coś tam słodkiego i wchodzimy do środka, a tam wielki piec narożnikowy i pan maż właśnie.. Kończy destylację samogonu z dużej kanki na mleko do słoików... Ma dwa słoiki samego dobra.. Pani Jewdocha mówi - daj poprobowac chłopcom. Spojrzenie po sobie - będzie dobrze. Wyjmuja stakanczyki, nalewają raz i drugi, trzeci... Wyjmuja chleb, sało, otwierają grzybki marynowane, salatke grzybowa. Drugi typ sała.. Rozwiazuja się nam wszystkim języki.. Ja też przychodzę z swoim własnym robionym domowym sałem, bakaliami, wódka z plecaka. To jednak tylko niewielkie odwdzięczenie się..

Zaczynamy rozmawiać, tłumacza nam że pani się tutaj urodziła, tu na połoninie. Mieszkaja caly rok, z chudoba. Typowa zimarka, pierwszy raz widziałem.. Maja trójkę dzieci, wszystkie "w dolinie lub w miasteczku" - nikt nie przejmie po nich schedy... My opowiadamy o nas, o Polsce, o miastach skad jesteśmy, o planach wędrówki..

Spędzamy u Rubaniaków ok 1,5-2h i wychodzimy na mróz cali uchachani. Na koniec jeszcze kupuję suszone grzyby od Pani (prawdziwki i opieńki) i po pożegnaniu się "na miśka" i całusami w polik idziemy dalej. A właściwie nie idziemy tylko biegniemy cali uniesieni tym co przed chwila przeżyliśmy, co otrzymaliśmy od losu - już na samym początku naszego barłożenia hryniawskiego... Zdjęcie nas wkleję później - powie wszystko w jakim stanie wychodziliśmy z zimarki Komarnicznyj :) :)

Wojtek Pysz
04-10-2019, 23:24
.... Mieszkaja caly rok, z chudoba. Typowa zimarka, pierwszy raz widziałem. ....

Zymarki w kilku miejscach opisuje Stanisław Vincenz w "Na wysokiej połoninie". Jeden z przykładów: Tylko tu i ówdzie w odległych od siebie samotnych zymarkach pozostali pasterze z bydłem przy sianie, którego nie można zwieźć z powodu wysokości i braku dróg. Zostaną tam do Bożego Narodzenia, a inni przyjdą do siana z bydłem na przedwiośniu przy końcu lutego.

Lub też Włodzimierz Szuchiewicz w książce "Huculszczyzna": Huculi, którzy mają swe sianożęci po za granicami zagrody, osobliwie w miejscach, skąd siano trudno przenieść do zagrody, budują na takich sianoźęciach osobne chałupy z bardzo nizkim dachem, i bez pieca, (od takiej chaty nie opłaca się podatku), ale z sieniami i przybudówką na owce; taką chałupę zamieszkuje gazda albo jego sługa zimą tak długo, aż bydło i owce na to miejsce przypędzone, zjedzą siano, ustawione w obrogach; chałupa taka, zamieszkana tylko zimą, zwie się z huculska zymarka, w przeciwstawieniu do powyżej opisanej chałupy posadkowej, w której żyje stale huculska rodzina. Pilnującemu bydła w zymarce donoszą jedzenia z chaty posedkowej.

Z powyższych opisów wnioskuję, że zymarka, to budynek, w którym zostawiało się na zimę siano, którego nie dało się zwieźć na dół. Aby wykorzystać to siano, zostawała tam część bydła z pasterzem.
Jeśli tam mieszkają ludzie na stałe, to nie jest - według klasyków - zymarka. Może być tak, że obiekt był kiedyś zymarką, ale odkąd ludzie mieszkają tam cały rok, to już nie jest zymarka :smile:

sir Bazyl
09-10-2019, 18:06
...wchodzimy do środka, a tam wielki piec narożnikowy i pan maż właśnie.. Kończy destylację samogonu z dużej kanki na mleko do słoików... Ma dwa słoiki samego dobra.. Pani Jewdocha mówi - daj poprobowac chłopcom. Spojrzenie po sobie - będzie dobrze. Wyjmuja stakanczyki, nalewają raz i drugi, trzeci... Wyjmuja chleb, sało, otwierają grzybki marynowane, salatke grzybowa. Drugi typ sała...

Ależ wspaniały wschodniokarpacki klimacik. Normalnie micha się sama uśmiecha :) Że też tak szybko opuściliście te gościnne progi! Nieładnie, bardzo nieładnie...
Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
Pozdrówka

sir Bazyl
09-10-2019, 20:28
Zymarki w kilku miejscach opisuje Stanisław Vincenz w "Na wysokiej połoninie". (...)
Lub też Włodzimierz Szuchiewicz w książce "Huculszczyzna": (...) Pilnującemu bydła w zymarce donoszą jedzenia z chaty posedkowej. [/I][/COLOR][/FONT]

Z powyższych opisów wnioskuję, że zymarka, to budynek, w którym zostawiało się na zimę siano, którego nie dało się zwieźć na dół. Aby wykorzystać to siano, zostawała tam część bydła z pasterzem.
Jeśli tam mieszkają ludzie na stałe, to nie jest - według klasyków - zymarka. Może być tak, że obiekt był kiedyś zymarką, ale odkąd ludzie mieszkają tam cały rok, to już nie jest zymarka :smile:
Klasycy opisywali huculszczyznę sprzed ponad 100 lat. Wiele słów w tak długim okresie czasu nabiera innych znaczeń bądź ich definicje zostają rozszerzone bądź zawężone. Być może tak jest z tą zi(y)marką? Tak sobie tylko gdybam - ciekawe czy Państwo Rubaniak używali tego słowa nazywając swoją sadybę zimarką? Może teraz jest to taka zimarka posedkowa :-D Na to pytanie pewnie niedługo odpowie nam Pete a do Ciebie Wojtku mam inne: polecasz tą książkę "Huculszczyzna" W. Szuchiewicza? Pytam, gdyż całość to dość spory wydatek, rzędu dwóch stów.

Petefijalkowski
10-10-2019, 10:18
Cześc Wojtku, Bazylu,
przyznaję że zymarka to moja (być może) nadinterpretacja. To co pisze Wojtek ma sens no i źródło porządne. Przypuszczam że to była zatem chata posedkowa, a jestem ciekaw co znaczy tak głębiej to posedkowa jakie jest pochodzenie tego słowa.

U Państwa Rubaniaków roztoczyła się rozmowa o ich trójce dzieci, którzy żyja w dolinach i nie maja zamiaru na połoninę przychodzić by przejać schedę po rodzicach.. Że kiedy oni (starzy) odejda z tego świata to pewnie ta chata jak wiele innych ulegnie stopniowemu zniszczeniu. Jakoś nie było za to tematów "a kiedy się zdrowie pogorszy to zejdziemy na dół"..

W trakcie przepijania samogonem pani bierze się do łuskania grochu...

Ten czas był magiczny u nich, zamieszczam parę zdjęc które dopiero wczoraj wydobył ze swojego aparatu foto kuzyn (po prawie roku).

4641146412464134641446415464164641746418

Petefijalkowski
11-10-2019, 10:18
Ruszamy w teren, cali uchachani. Chyba pierwszy raz taki po spożyciu chodziłem po górach. Jak barłożenie to barłożenie. No ale wiedzieliśmy że za ok 1-1,5h znajdziemy jakąś chatę. Pamiętam odczucie z tamtego popołudnia, że właśnie po taki stan folklorystyczny przyjechaliśmy i jest super. Idziemy przez las 2kilometry, wychodzimy na połoninkę i zaczynamy w szarówce szukać miejscówki. Napotykamy jeszcze kapliczkę, zapalamy świeczkę..

Wreszcie znajdujemy super chatę jednoizbową nowego typu, ogrodzoną płotem. Wchodzimy, jest jeszcze przedsionek i w środku piec, garnki, stół, trzy łóżka!!! Jesteśmy "w domu". Mamy tylko stresa, bo jest tak ładnie że przez caly wieczór żartujemy "Zaraz wpadnie Wasyl i każe nam pić ze sobą" :) Robimy kolację, spozywamy tez grzybki marynowane które dostaliśmy od Pani Jewdochy i długo siedzimy, rozmawiamy. Rano dopiero dociera do nas w jak pięknym miejscu spaliśmy.. Zaczęła się zima a wschód słońca oraz mroźne powietrze sprawia że ból głowy szybko przechodzi :)

Idę swoją opowieścią w kierunku Coshoo... Coshoo idzie w moim kierunku, ciekawe czy spotkamy się? Czy przetną się nasze ścieżki na tym "końcu geografii" ?

464194642046421464224642346424464254642646427

Wojtek Pysz
11-10-2019, 15:54
.... do Ciebie Wojtku mam inne: polecasz tą książkę "Huculszczyzna" W. Szuchiewicza? Pytam, gdyż całość to dość spory wydatek, rzędu dwóch stów.

Odpisałem w odrębnym wątku (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/10093-W%C5%82odzimierz-Suchewicz-Huculszczyzna), żeby nie psuć opisu Piotrka, które czyta się jak opowiadanie z innego świata ...

Petefijalkowski
18-10-2019, 10:02
Ruszamy zatem w kierunku głównego grzbietu Hryniaw który osiągamy w rejonie Stefulca. Podśpiewujemy przeróżne łemkowskie / ukraińskie pieśni, kalecząc i próbując sobie przypomnieć słowa...

https://www.youtube.com/watch?v=9G53yPCBlOI

https://www.youtube.com/watch?v=lkmCXlJsz0U

https://www.youtube.com/watch?v=VAWqdHz1Cbw

https://www.youtube.com/watch?v=xWuj4-5Ttis

Ruszamy Hryniawami przy pogarszającej się widoczności. Jeszcze rano wyglądało że ze dwie trzy godziny i chmary się rozstąpią i będzie lampa z widokiem na Czywczyny i Rodniany. Niestety. Mijamy trochę przewiewną ale z piecem chatę pasterską sezonową w rejonie Kremenca i zamkniętą chatę na połoninie Dukonia. Szkoda, bo to stara klimatowa chata huculska, ale widać właściciel lepiej ocenił że zamknąć. Swoją drogą rozmawialiśmy już na koniec wyjazdu ze znajomym z parku, mówił że udało im się przekonać szefa żeby na zimę chaty parkowe pozostawiać wszystkie otwarte. Że ludzie którzy chodzą zimą po górach nie spowodują zniszczeń w chatach, a w razie złych warunków pogodowych przy zamkniętej chacie może być gorszy efekt. Np. minus 15 i noc,zamknięta chata a ktoś nie wziął namiotu...

46464464654646646467

- - - Updated - - -

Niedługo potem na Połoninie Pnewie mamy towarzystwo. Z daleko już słyszymy dźwięk maszyn, potem wyłania się kawalkada ok 8 terenówek które prują przez połoninę rozjeżdżając murawę przysypaną lekko śniegiem. Robię zdjęcia oraz jeden filmik i trochę smutno - bo nie łamią tak naprawdę prawa. Są na granicy Werchowyńskiego Parku Narodowego, strażnicy parkowi nic im nie mogą zrobić, tak samo jak na drodze sistiemowej w Czywczynach. Jedyny sposób to byłoby zmobilizowanie leśników i zmiana ich podejścia, szlabany na każdym wjeździe w połoniny, w górę. Na tę chwilę to nierealne.

46468


https://www.youtube.com/watch?v=kWuOGCRCG3E&feature=youtu.be

Po niecałej pół godziny spotykamy przygodowców ponownie. Rozwalił im się most w jednym z aut. Sprawność działania ekipy muszę powiedzieć podziwiam. Cześć jest już w trakcie rozpalania ogniska, część wyjmuje żarcie, a 4 próbuje zabrać się do naprawy auta, wyjmują spawarkę.

46469

Idziemy dalej, obyło się bez przepijania tym razem. Spotykamy znacznik parkowy że tu można złapać zasięg :)

46470

Petefijalkowski
18-10-2019, 10:23
Dalsza droga tego dnia zakładała dojście do Połoniny Prełuczny gdzie w maju 2015 roku z Wołodią i ekipą spaliśmy przy Ekspedycji kajakowej po Czarnym Czeremoszu. Zdjęcia i filmik z tamtej akcji tu:
https://goo.gl/photos/NSwjk9jGxiW3Z1Jq6

Mijamy jeszcze kapliczkę przy odgałęzieniu na Hostów, "Chatkę na kurzej łapce na Prełukach" - jej czas dobiega nieubłaganego końca... Mało już jest takich starych chatek które kiedyś służyły pewnie jako wysunięte pasterskie ramię z Chitanki lub Prełucznego... Blisko szlaku w kierunku Klauzy PErkalab niżnej mijamy jeszcze nową chatę parkową na trawersie masywu Prełuczny - w rewelacyjnym stanie, z kozą i nawet instalacją solarną :) I zanurzamy się w las, by dotrzeć przed zmrokiem do naszej przystani...

46471464724647346474464754647646477

Petefijalkowski
18-10-2019, 11:03
Tego wieczora będzie uczta :) Raz że wyśpimy się ponownie w super łóżkach, w naszej kuchniojadalni jest wielki piec który zaraz rozpalamy :) Wyjmujemy co tam mamy dobrego w plecakach i szykujemy ucztę. Siedzimy dość długo, opróżniamy ostatnią flaszkę :) i napawamy się poczuciem "jest koniec listopada, a my pod samą Palenicą, przy granicy z Rumunią"....

464784647946480464814648246483

Długo się zastanawiamy i nawet dopytujemy potem ukraińskich znajomych co to za rozrachunki znaleźliśmy w staji. Przeważa opinia że to jakieś rozliczenia ilości mleka / sera z okresu wypasu w lecie...

Petefijalkowski
19-10-2019, 10:26
Rano pogoda identyczna jak poprzedniego dnia, czyli mleko :) Ale klimacik jest :) Przeglądam jeszcze sąsiadującą staję (są dwie na tej połoninie). Tam też jest jak i gdzie się przespać :) Oraz trafiam na różne narzędzia gospodarstwa połoninnego :)

46484464854648646487

Ruszamy w dół w dolinę Prełucznego a następnie Perkalanbu, gdzie przy klauzie im. Arcyksięcia Rudolfa docieramy do starej granicy polsko-rumuńskiej z 1939. Jestem przekonany, patrząc na rozwój spraw "słupkowych" z ostatnich lat że w ziemii w tej dolinie leżą nadal stare słupy graniczne. Jednak ten wyjazd absolutnie nie ma tego na celu by się po krzakach tarabanić :)

Klauza jak to klauza, stoi i ma się dobrze. Stan ten sam co w styczniu 2010 kiedy byłem tu po raz pierwszy.

46488464894649046491

Petefijalkowski
19-10-2019, 10:31
Naszą wycieczkę kierujemy w górę potoku, wzdłuż starej granicy, teraz dolina jest zupełnie pusta - najbliższe parę kilometrów spotykamy tylko ze dwie rudery stare chaty oraz przekraczamy Perkalab... Przekraczanie potoku w końcu listopada przy padającym drobno śniegu jest ciekawym doświadczeniem :) Dobrze że zabraliśmy klapki ze sobą, jest prościej pod kątem kamyków w nurcie.

46492464934649446495

Niech najlepszym komentarzem będzie ten uśmiech Globusa :)


https://www.youtube.com/watch?v=s_MDNaFsQFY&feature=youtu.be

Petefijalkowski
19-10-2019, 10:56
Jak widzicie bawiliśmy się przednio :) :) :)

Niedługo zbliżamy się do zastawy wojska pogranicznego w Perkalabie (Kalynyczi), gdzie obowiązkowo musimy się zarejestrować przed dalszą wędrówką i uzyskać zezwolenie na wejście w grzbiet Czarnego Diłu :)

Zdjęcie ze stycznia 2010:
46496 46497

Oraz zdjęcia z pierwszego zimowego wyjazdu w tamten teren:
https://goo.gl/photos/61NFn3BQuCP2YnFC6

Wchodzimy na teren zastawy także przy bieli, podchodzimy do głównego budynku, na pewniaka, mam przecież wydrukowany mail do centrali z prośbą o dozwil. Rozmowa z wojskowymi skąd, dokąd, dlaczego, paszporty. Czy wysłaliśmy pismo. Oczywiście. Nawet wyjmuję wydruk i w spokoju czekamy na zewnątrz. Pani kucharka przynosi nam po kubku gorącej herbaty.

Nagle coś idzie jednak nie tak.. Prosi mnie do środka jako "starszego" jeden z wojskowych i mówi że nasze zgłoszenie jest nieprawidłowe, nie doszło do centrali w Czerniowcach. Ja oczywiście zdębiałem, no bo jak i zaczyna mi się mimo woli robić ciepło. Mówią żebyśmy poszli się ogrzać do sali telewizyjnej, odpocząć a oni wyjaśniają dalej..

No to idziemy, jesteśmy w stali gdzie spałem dawno temu w tej jednostce (mają na wyposażeniu tu też banię ruską w osobnym budynku). Mamy sporo czasu jak się okazuje, spędzamy prawie 3h na jednostce. Rozglądam się i czytam co to za Heroj ma swoją gablotkę w rogu a na dziedzińcu widnieje Jego popiersie. Mykoła Szerbina Pawłowicz - kulomiot wojska radzieckiego który zginął 5 lipca 1941 roku, wcześniej wysadzając niemiecki czołg w rejonie Kołomyji. Żołnierz ten słuzył w tej jednostce w PErkalabie (więc niby musiała być już u początku wojny), w roku 64 nadano Jego imię tej zastawie wojska prikordonnego. Jeżeli ktoś ma ochotę poczytać coś więcej podaję linki:

http://www.e-reading.mobi/chapter.php/131374/132/Pogranichnaya_zastava_%28sbornik%29.html

http://history.org.ua/JournALL/kraj/kraj_2011_2/5.pdf?fbclid=IwAR2_Ds9CTz9a6oW6JhqWiyQx6l_E9_EHkbw 5lP2CVCPwayraapDxdgbjh5U

Oglądam też bardzo starą, pamiętającą czas Sowdepii makietę terenów górskich od Szybenego po Selatyn... Niesamowita.. Chętnie bym przygarnął ją do swojej piwnicy.. Na makiecie (technika taka jak makiety szkolne, tekturka) - znajdowały się zaznaczone wszystkie stare prikordonne zastawy stałe, punkty czasowe, wartownie, granice jednostek... Przebieg linii telekomunikacyjnych, energetycznych w rejonie. Krótko mówiąc pamiątka historii, za czasów ZSRR pewnie "tajne bardzo".

Oglądanie wiadomości ukraińskich przerywa mi żołnierz, mówi że mam pójść z nim do biura. Żołnierze patrzą na mnie jak na idiotę gdy utrzymuję że wysłałem pismo. Podają mi mój wydruk i mówią" Oj, Panie Petro, CZernihiv to nie Czerniowce, inna oblast" PAtrzę i faktycznie - przed wyjazdem na szybko szukałem adresu mailowego do Czerniowiec i wziąłem bardzo podobny ale z oblasti która jest ze 500km na wschód...

Żołnierze są bardzo ale to bardzo pomocni. Mogliby nas spławić ale mówią - idźcie na obiad, Marika Wam poda, a my załatwimy z centralą. Przygotowują takie samo pismo, łączą się z centralą - wysyłają (przez neta tam? PEwnie już mają rozwiązanie jakieś) i po pysznym dwudaniowym obiedzie na końcu geografii dostajemy zezwolenie że możemy kontynuować wędrówkę :D :D

Jeden z żołnierzy w asyście drugiego z kałachem odprowadza nas za sistiemę życzy powodzenia i w ten sposób kończy się kolejna przygoda z zastawą w Kalynyczi. Byłem tam już parę razy, za każdym razem coś innego. Krótko mówiąc przygody :)

Petefijalkowski
19-10-2019, 12:18
Ruszamy zatem drogą leśną dość mocno pod górę na Czarny Dił - jeszcze nigdy tam nie byłem i czuje się to, jak mawia Witek "nawet jak na tamtejsze rejony jest dziko" :)
Plus dopaduje ciągle trochę śniegu, robi się zimowo, fajnie :)

4649846499465004650146502

Zmierzamy ku chatce którą znajomy mi opisał jako "parkiwka". Pierwotnie myśleliśmy tego dnia dojść dalej, ale prawie 3h na Kalynyczach sprawiły że jesteśmy na niedoczasie i pomimo wczesnego zrywania chłopaków ze śpiworów podejmujemy w duchu decyzję że jeżeli znajdziejmy chatę na Czarnym Dile to tam zostaniemy na noc. Nie chcemy nocować w Saracie ani szukać po ciemku chaty w rejonie Pamiru gdzie wiedzie dalsza nasza trasa.

coshoo
19-10-2019, 19:15
Znajome tereny :grin:.

Petefijalkowski
20-10-2019, 19:00
Zyskujemy powoli wysokość, upewniamy się na mapie i GPS gdzie powinna być nasza chata, wreszcie wychodzimy na polany na przegięciu masywu - raptem ze 100m od drogi przecinającej te polany jest nasza chata parkowa. Kolega mówił że fajna, że z piecem, że prawdopodobnie otwarta. Ale zawsze jest stresik czy na pewno. Wreszcie trafiamy na boczną drogę prowadzącą tam i kolega mówi "wg GPS po linii prostej niecałe 100m :)

Wreszcie naszym oczom ukazuje się najbardziej klimatowy i najlepszy nocleg tego wyjazdu :)

Mamy sporo czasu, jest drewutnia, źródełko 10m dalej, pozwalamy sobie na powolne przyrządzanie posiłku a potem wieczorem podgrzewamy w dużych garnkach (na wyposażeniu chatki) wodę i się kąpiemy na śniegu tą ciepłą wodą :) Tego to się nie spodziewałem po barłożeniu w Hryniawach w końcu listopada :D :D

Uszczelniamy jeszcze piec gliną by mniej dymił. Chatka zdecydowanie luxurious. W kuchniospalni jest duży piec, stół, dwie ławy i duże łóżko na dwie osoby. Trzeci z nas śpi na wszystkich karimatach na podłodze. W drugiej większej izbie jest podest do spania na ok 5-6 ludzi ale nie ma pieca.

Jest to cudowny wieczór, ale brakuje nam jakiejś nalewki :D Żartujemy że młody (czyli kuzyn) ma skoczyć do Niżnego Jałowca po piwo albo do żołnierzy po flaszkę :) Tutaj jeszcze sobie dworujemy z Grześka bo na dole kuchareczka była picabelo :) Że pewnie by już nie wrócił :)

4650346504465054650646507465084650946510

Petefijalkowski
20-10-2019, 19:28
Rano ruszamy, to będzie kolejny piękny dzień... Po wielu latach wreszcie trafię do Saraty... Gdy pierwszy raz jechaliśmy z Michałem w Hryniawy w ogóle nie wiedzieliśmy co i jak, bez dozwilu, bez porządnej mapy... Były jeszcze wtedy kartki rejestracyjne na granicy.. Zacfaniakowaliśmy wtedy i w kartce rejestracyjnej wpisaliśmy "CAPATA" którą kartką się potem posługiwaliśmy u żołnierzy na noclegu w Kalynyczi jako uprawomocnieniem naszego pobytu tu... Że przecież zgłaszaliśmy na granicy :) Wtedy nie dotarliśmy do Saraty, tym razem to wreszcie się stanie i to o pięknej porze roku :D

Zapraszam na kolejny odcinek opowieści :)
46511

Petefijalkowski
20-10-2019, 19:54
Wracamy na główną "drogę" w kierunku Saraty, chmury dziś bardzo nisko.. Widok na grzbiet graniczny zawsze budzi we mnie tęsknotę by tam skoczyć, zwłaszcza że dostrzegamy chatkę(uroczysko Płaj na mapie) przy samej geograficznej granicy, a także zastanawiamy się czy ktokolwiek z turystów był na górze "Sarata". Nie jestem pewny :) Za to grzyby na pewno mają tam spokojne miejsce do rośnięcia.

4651246513465144651546516

Petefijalkowski
20-10-2019, 20:59
W Saracie nie spotykamy ani nie widzimy żadnego człowieka. Jedynie dwa koniec w okolicy jednego gospodarstwa oraz psa. W centrum(?) wsi spotykamy coś w rodzaju starego magazynu, oraz idziemy zobaczyć nową klauzę zbudowaną w miejscu starej. W sumie w samej Saracie nic nie ma :) Ruszamy zatem dalej, kierując się na Tomnatyk...

4651846519465204652146522465234652446525

Petefijalkowski
20-10-2019, 22:04
Przy wejściu na połoninę mijamy małą chatkę parkową(?) leśną(?) i krótko rozmawiamy z jednym panem który wraz z dwoma psami pilnuje szlabanu wjazdu na teren. Jeszcze kilkaset metrów, może kilometr i spełnia się moje kolejne marzenie tego wyjazdu - po raz pierwszy odwiedzam Pamir i to w tak niesamowitych zimowych białych okolicznościach :) Myszkujemy po wszystkich kopułach, w jednej z nich są resztki radaru, obecnie oszadzone na biało że wygląda jak wielki ptak z rozpostartymi skrzydłami. Pamiętam że parę miesięcy temu był w necie wielki raban nt rozbierania instalacji na Tomnatyku. Okazało się że rozenbrano jeden z podziemnych wielkich garaży - zezłomowano, oczywiście nielegalnie. Wszystkie kopuły są na swoim miejscu. Oglądamy też okoliczne stare budynki, znajdujemy też coś w rodzaju kantyny wojskowej, w jednym z budynków robimy krótką przerwę, pijemy czaj, jemy słodkie, resztki sała... "sało sało jego zawżdy mało"

465264652746528465294653046531


https://www.youtube.com/watch?v=xtQSfQWgcns

Petefijalkowski
20-10-2019, 22:19
ODcinek od Tomnatyka po Jarowicę jakoś mija nam bez echa, ale bardzo chciałbym w tym terenie pojeździć rowerem. Samo podejście na Jarowicę dość wyczerpujące. Potem idziemy w kierunku północno-zachodnim pomału zastanawiając się gdzie będziemy spać. Widzimy z daleka chatę na bocznym grzbiecie i po jakimś czasie schodzimy w tamtym kierunku. Jest to grzbiet w kierunku Saraty.

465324653346534

Ta chata nie jest zamieszkała, jest zrujnowana, nie nadaje się na nic... Jesteśmy w sumie zmęczeni po całym dniu i pomimo że kilkaset metrów dalej wygląda że chaty są zamieszkałe, kolejne "posedkowe chaty" to nie mamy dziś ochoty na męczenie gospodarzy, chcemy pobyć tę ostatnią noc w górach sami. Wyszukujemy na sąsiednim grzbiecie chaty i decydujemy się zejść kawałek w boczną dolinę oraz podejść na połoninkę w kierunku chaty / chat które nie wyglądają na zamieszkałe i mamy nadzieję że tam zanocujemy. Robi się już szarawo kiedy docieramy do najbardziej magicznego miejsca na tym wyjeździe...

Opuszczone małe osiedelko 3chat które na pewno miało kiedyś swoją świetność, widać to po obejściach oraz drzewach owocowych, drewutni... Może jeszcze od czasu do czasu ktoś tutaj zajrzy, nie wiem... Miejsce robi na nas olbrzymie wrażenie..

Zamieszczam parę zdjęć. Do nocowania z piecem nadaje się tylko jedna chata, ale piec mooocnoo podniszczony, nieszczelny, dużo czasu (spokojnie około godziny) zajmuje nam zanim możemy w miarę nie dusząc się przebywać w środku. Do tego czasu pijemy herbatę i podjadamy w przedsionku, kręcimy się po pozostałych chałupach, rąbiemy drewno itp..

465354653646537465384653946540

Petefijalkowski
20-10-2019, 22:37
46542465434654846544465454654646547

Tu żyli ludzie... Modlili się do Matki Bożej Bukowińskiej, pili "rosyjską" wódkę i robili bryndzę... Zostały po nich zdjęcia i wspomnienia.

Petefijalkowski
20-10-2019, 23:15
Nocleg nie jest najlepszy, izba brudna, zamiatamy czym mamy, rozkładamy folię i na karimatach śpimy na dechach. Jest ciepło, piec już tak nie dymi. Rano schodzimy na dół i wychodzimy pośrodku drogi między Saratą a Perkalabą :)

4654946550465514655246553

Docieramy do Perkalaby przy połączeniu rzek Perkalaba i Sarata w Biały Czeremosz. Idziemy dalej do Niżnego Jałowca, rozglądając się że może coś pojedzie w dół, żeby nas zabrało. No, nie ma szans tak wysoko w dolinie. Po cichu liczę że aż do Niżnego Jałowca nas nic nie weźmie żebyśmy mogli się napić piwa w sklepie :) :) :) a że potem na spokojnie już sobie te kilkadziesiąt kilometrów doliny przejedziemy jakimś lesowozem czy czymkolwiek.

Pierwsze życzenie się spełnia. Sklep co prawda zamknięty, ale idę po panią do Jej domu i niedługo później w mroźny karpacki poranek pijemy browara :)

46554465554655646557

Nasz przygody tego dnia się dopiero zaczynają i nie mamy pojęcia co nas jeszcze czeka... A czeka duuużooo...

Petefijalkowski
22-10-2019, 20:02
Posileni złocistym napojem o 10:30 :) ruszamy w dół doliną Białego Czeremoszu. Jest zupełna cisza wczesnej zimy na wioskach. Mijamy jedną panią z bydłem, a tak to nic się nie dzieje. Mija kilometr za kilometrem, a my deptamy nie mając nawet możliwości pomachania do aut żeby zatrzymały się na stopa, nic nie jedzie. A nie, wróć, z dwa auta w górę rzeki w tym dostawczak z pieczywem.


4658146582465834658446585465864658746588

Po 3h zaczynamy wchodzić do wioski Hołoszyno :) :)

Petefijalkowski
03-11-2019, 18:43
Wchodzimy do pierwszego sklepiku, zaraz za drugim mostem, gdzie rok wcześniej zostałem uraczony przez sprzedawczynię barszczem, hołubcami i wódeczką :) Tym razem też wchodzimy się zagrzać, prosimy o wino, pogdrzanie i siedzimy delektując się ciepłem i podgrzanym dosłodzonym winem :) Jest super !

Po czym ruszamy dalej, nic się nie dzieje, mijają kolejne kilometry. Dopiero w Białej Riczce udaje się nam złapać wracający z Wierchniego Jałowca (!) bus z pieczywem. Zziębnięci wsiadamy na pakę z ze skrzynkami z rozmaitym pieczywem, opatulamy się i ruszamy. Chwilę później konsternacja - kierowca zatrzymał się i otwiera drzwi. Kawę budete? No jasne że będziemy :) No to za chwilę już mamy po kawie kupionej nam przez wodija w kolejnym sklepie, "batończyk" do jedzenia i od razu humor nam się poprawia.

4671446715467164671746718

Petefijalkowski
03-11-2019, 19:08
Z kierowcą byliśmy dogadani że zawiezie nas do Czarnego Mostu, ale potem okazuje się że lądujemy dalej, w Jabłunicy. Kierowca mocno przejął się nami - chcieliśmy wydostać się z doliny w rejon Werchowyny jeszcze tego dnia, a nawet może do Worochty chociaż to wiadomo, nierealne. Jest około 16:30 kiedy wysiadamy w Jabłunicy, nadciąga szarówka. Kierowca rozpytuje stojących na stajance kobiet czy jeszcze pojedzie bus do USterik - żebyśmy się mogli załapać. No nie, jest pozamiatane - pojechał z 20min temu... Przez chwilę staje nam przed oczami że zostaniemy tutaj i będziemy szukać noclegu. Ale za chwilę babki coś głośniej mówią i każą nam jak najszybciej iść na stronę "rumuńską" bo stamtąd za 10min ma jechać autobus do Wyżnicy, jadąc po prostu drogą prawą stroną Białego CZeremoszu.

Udaje się nam dotrzeć pod sklep dosłownie ze 2minuty zanim autobus nadjeżdża. Wsiadamy - jest już prawie mrok. No to jedziemy... Kombinujemy, co tu zrobić dalej - czy cokolwiek z Usterik ok 19 może nas zabrać w stronę Werchowyny? No i co dalej? Przypominam sobie że mój znajomy Jarek (Jarosław Zelenczuk, właściciel prywatnego super muzeum i pracownik Werchowyńskiego Parku Narodowego) namawiał mnie rok wcześniej na nocleg itp. No to biorę w tej dolinie Czeremoszu WIFI ze służbowego telefonu Globusa hehe i dzwonię do Jarka :) Załatwione - przyjedzie po nas z JAseniowa do Usterik i zabierze na nockę :) Uratowani hehe :)

Jarkowi wyświadczyłem pewną przysługę wcześniej, odwdzięczenie się przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie - w ciemny zimny wieczór końca listopada... Jestesmy na maksa wdzięczni.

Zostaliśmy ugoszczeni kolacją (żona Jarka przeprasza że tak skromnie bo nie wiedziała wcześniej...), oprowadza nas po swoim muzeum, oglądamy także słupy graniczne z dawnej granicy polsko-rumuńskiej, w tym także słup główny(!) a następnie zostajemy odwiezieni do starej huculskiej chaty (po babci Jarka) gdzie po udzieleniu instruktażu jak rozpalić w piecu zostajemy zostawieni na nocleg i umawia się z nami o której ma przyjechać by nas zawieźć na autobus do Werchowyny... Prawdziwy "karpacki" przyjaciel :)

4671946720467214672246723

- - - Updated - - -

Następnego dnia po pożegnaniu z Jarkiem jedziemy z przesiadkami do Lwowa i Przemyśla.. Kończy się nasza niesamowita przygoda "Jesienne Barłożenie w Karpatach"

A na koniec dodam - każdemu, ale każdemu polecam wizytę u Jarka w muzeum (blisko ronda w Jaseniowie). Zbiory które ma są najwyższej półki - spędza mnóstwo czasu na wyszukiwaniu i odkupianiu pamiątek historycznych z terenów huculszczyzny.

Polecam udać się na wycieczkę bez sztywnego planu, mogą się dziać ciekawe rzeczy... Może Was spotkać przygoda jesiennych Hryniaw :) :)

Dziękuję za uwagę!
Ps. Muzeum Jarka:
Етнографічний музей старожитностей Гуцульщини

https://www.google.pl/maps/place/48%C2%B010'26.5%22N+24%C2%B054'55.9%22E/@48.174025,24.9144307,274m/data=!3m2!1e3!4b1!4m14!1m7!3m6!1s0x4736ee6285fa9d7 3:0x3dcc576d44e7a456!2sWierchowina,+Obw%C3%B3d+iwa nofrankowski,+Ukraina,+78701!3b1!8m2!3d48.1543232! 4d24.8196945!3m5!1s0x0:0x0!7e2!8m2!3d48.1740254!4d 24.9155255

PaweleS
03-11-2019, 19:19
Niesamowita przyjemność czytania. Można się rozmarzyć.

jojo
03-11-2019, 23:14
Dziękuję PETE za relcję i to Wasze barłożenie.
Dopiero co wróciłem ze Świdowca, a przez Ciebie znowu mnie ciągnie do tej magicznej krainy, żeby zobaczyć muzeum Jarka i coś tam się poszwędać np. dla odmiany po Czarnohorze
Jeszcze raz dziękuję za opowieść.

Wojtek Pysz
04-11-2019, 22:11
Piotrek jest, jak zwykle, oryginalny i skromny. Dlaczego oryginalny - to chyba widać. Dlaczego skromny? Bo taką "wyrypę" nazywa "barłożeniem". Jedno ze słownikowych znaczeń czasownika "barłożyć się", to po prostu odpoczynek, wylegiwanie się.
P.S.Pominę niektóre inne znaczenia tego słowa, bo nie przystoi o nich mówić w dobrym towarzystwie;-)