Zobacz pełną wersję : Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku
Petefijalkowski
02-03-2020, 15:55
Tak naprawdę nie wiem od czego zacząć, temat tej trasy kołatał mi się od około 10lat. Trzy podejścia w międzyczasie, zbieranie doświadczenia terenowego, dobór odpowiednich partnerów, odbicia od huraganowego Popa Iwana i myśli - może zostawmy marzenie i ideał trasy narciarskiej w Karpatach Wschodnich nieruszany... Z różnymi myślami się biłem.
Parę lat temu moje dążenia powtórzenia trasy zostały wzmocnione poprzez dorwanie książki - osobistej T.Studzińskiego "5 Mostów i inne akcje" wraz z pieczątką i podpisem autora, kilkunastoma wklejkami z ksero odznaczeń kombatanckich i notatek prasowych.. To czego mi jeszcze brakuje to umówienie się na kawę z synem Pana Tadeusza.. Chyba jestem gotowy.
Wreszcie tego roku udało się wyruszyć kolejny raz w teren z dwoma kolegami. nie brakowało dramatyzmu i zwiątpień czy damy radę przejść całość, nie brakowało też myśli (!!!) czy na pewno Studziński na sprzęcie z epoki przeszedł tę trasę, czy może to była literacka wizja...
Po 7 dobach od początku w Dzembronii osiągnęliśmy metę w Szybenem niesamowicie szczęśliwi, ale też o lekkim smutku że się już skończyło...
Od razu chcę też podkreślić - trasa nie jest 100% odzwierciedleniem opowieści Tadeusza Studzińskiego. Ze względu przemian w górach (chaty, pasterstwo, gospodarka wodna) nie jest możliwe jej wierne odtworzenie. Poruszaliśmy się grzbietem - nie zjeżdżaliśmy tak jak Pan Tadeusz np. do schroniska w Bałtagulu. Trasa wystarczająco była wykańczająca, oraz w mojej szczerej opinii oddaje duch którego staraliśmy się poczuć w naszej wędrówce. Duch legendy - Tadeusza Studzińskiego.
Trasę pokonaliśmy w całości na nartach:
47208
sir Bazyl
02-03-2020, 16:49
Moje gratulacje! Z niecierpliwością czekam na opowieść.
"Kulminowaliście"? :)
Petefijalkowski
02-03-2020, 16:52
Moje gratulacje! Z niecierpliwością czekam na opowieść.
"Kulminowaliście"? :)
Tak... Kulminowaliśmy, ale niektóre rzeczy które stały się w Czywczynach powinny pozostać na zawsze milczeniem...
P.
sir Bazyl
02-03-2020, 17:10
Tak... Kulminowaliśmy, ale niektóre rzeczy które stały się w Czywczynach powinny pozostać na zawsze milczeniem...
P.
I dobrze Wam tak! :wink: Z czasem to te "najgorsze" wspomnienia są najlepsze :)
Zapowiada się ciekawie...
bartolomeo
04-03-2020, 15:50
Wczoraj ponownie przeczytałem "Kurniawę ...", zimno się zrobiło. I straszno. I pięknie! :wink:
wojtekzwierzyń
04-03-2020, 22:58
Szacun dla Pete i jego kompanów, nie mniejszy dla Bazyla,który jak sądzę publikując przed laty"Kurniawę..." zapalił Pete do pójścia śladami T.Studzińskiego a mnie do czytania pisma "Płaj"już trzeci dzień.
Petefijalkowski
21-03-2020, 19:50
Przygotowania toczyły się od dłuższego czasu, można powiedzieć że ja co jakiś czas uzupełniałem swoją wiedzę o różne aspekty, sprzętowe, terenowe - by być maksymalnie dobrze przygotowanym. Wiedziałem gdzie są główne niebezpieczeństwa nieukończenia -to kawałek początkowy Czarnohory oraz czas. Czas - w sensie czy do Stoha dotrzemy w odpowiednim czasie żeby sie odważyć wejść w Czywczyny i mieć odpowiednio sił/czasu/pożywienia by potem zawrócić przez Hryniawy.
Te wątpliwości brały się z mojej samotnej próby sprzed 5lat. Wtedy zajęło 2,5dnia by dojść z Dzembroni do połoniny Radul. Wytahało mnie solidnie na grzbiecie, psycha siadła, zeżarłem za dużo prowiantu i zużyłem za dużo gazu.. Nie odważyłem się iść dalej.
Tutaj zdjęcia i krótkie filmiki z tamtego wypadu:
https://goo.gl/photos/hnzJwBSuPLgM1cDx6
Tym razem ruszyliśmy w piątkowe wczesne popołudnie z Poznania - Krzysiek mnie zgarnął i wieczorem zgarnęliśmy z Wawy Globusa. Pojechaliśmy autem na przejście w Budomierzu - zameldowaliśmy się jakoś około północy. Był to mój pierwszy wypad autem na Ukrainę i w sumie muszę powiedzieć że był dobry wybór. W Budomierzu dosłownie w 30min załatwiliśmy cały proces graniczny i byliśmy po drugiej stronie. Ta... Jak się pewnie część z Was orientuje po drugiej stronie wkrótce się kończy droga i około 10km jedziesz po wybojach prawie takich jak w dolinie Czarnego Czeremoszu. Masakra. Mi wypadło prowadzić, potęgowało jeszcze że prowadziłem nie swoją furę - więc obawy o zawieszenie itp. itd.
W rejonie Lwowa zmęczenie już było poważne, dodatkowo zaczął padać deszcz a światła drogowe w aucie - no mogłyby być lepsze. Tam gdzie mogłem włączyć długie - ok. A tak to trochę z duszą na ramieniu mijałem się z autami z naprzeciwka. Koledzy mnie nawigowali tak by było jak najsprawniej (jechaliśmy jakimś wariantem do okolic Stryja i potem chyba na Żurawno, nie wiem, Jechałem "w lewo, w prawo". Zaufaliśmy nawigacji. Potem poszedłem spać na tylne siedzenie i obudziłem się chyba w Mikuliczynie. Fajnie.
Dojeżdżając do Ilcii zajechaliśmy o 8 (szybko!) do lokalnego sklepu po małe zakupy i piwo które miało na nas poczekać na koniec wycieczki. Chcieliśmy tez zjeść jakieś śniadanie, ale pani ekspedientka potrafiła nam poradzić tylko Werchovel więc daliśmy sobie siana i pojechaliśmy prosto do campingu Biały Słoń w Dzembronii, gdzie planowaliśmy zostawić auto i dac się zawieźć 4x4 do werchnego Bystreca.
Planowaliśmy zanocować u stóp Gadżyny w nowym schronisku znajomych z TURE.UA, ale jak to bywa w sobotni poranek - spotkaliśmy w jadalni przy kawce i pierogach znajomych - przewodników i ratowników dobrowolnych. W rozmowie z Serhiejem wyszło że prognozy co do wiatru na następny dzień na grani nasiliły się do ok 100kmh.... Właściwie piekło miało się zacząć już dziś - w sobotę wieczór i potrwać z dwa dni..
https://i.ibb.co/r3Dwh4H/20200222-103623.jpg (https://ibb.co/bFcKVzX)
https://i.ibb.co/5RnRqJk/20200222-094107.jpg (https://ibb.co/tJxJy1z)
https://i.ibb.co/LJG6jnQ/IMG-5273.jpg (https://ibb.co/QC5nSr8)
Jako że plany zakładały na następny dzień przejście z podnóża Gadżyny przez okolice Kizich Ułohów, Rozszybenyka na Menczula i dalej przez górę Dzembronia na Popa - przejście którego i tak się trochę obawiałem przy normalnej pogodzie, zdecydowaliśmy się na szybką zmianę.
Pomimo że byliśmy po całonocnej podróży zdecydowaliśmy się już dziś dojść na Popa Iwana (w swojej naiwności przy śniadaniu rozmawialiśmy "dojść dziś i minąć dziś Popa"!!!). O godz 11 chłopaki z campingu zawieźli nas w kierunku Czufrowej tam gdzie się dało dojechać autem (ostatnie zabudowania) i ruszyliśmy ok 12 w kierunku Popa przez połoninę CZufrową.
https://i.ibb.co/gzd1TM0/IMG-5276.jpg (https://ibb.co/MMfTVDz)
https://i.ibb.co/QfzJp3F/IMG-5281.jpg (https://ibb.co/ZVtfGp6)
https://i.ibb.co/QncSB8T/20200222-141711.jpg (https://ibb.co/vmBy5sT)
Początek był piękny, choć z małą orientacyjną wtopą (ok 15min straty), oraz w rejonie CZufrowej też kolega poszedł po śladach narciarzy jednodniowych którzy szli na Stepanec i tu też ok 15min straciliśmy.
https://i.ibb.co/vsxk5YS/IMG-5290.jpg (https://ibb.co/B4VBDN9)
Widoczność była spoko, ale jak się człowiek przyjrzy to u góry "się zaczynało". No ale nie wyprzedzajmy faktów...
https://i.ibb.co/BsDxDzw/IMG-5293.jpg (https://ibb.co/LpwWwkv)
Petefijalkowski
21-03-2020, 20:03
Co do sprzętu który zabraliśmy ze sobą - wszyscy trzej jesteśmy "telemarkowcami" i to zabraliśmy ze sobą. Można powiedzieć że ja i Globus mieliśmy mocne BC (czyli MAdshus Epoch z łuską + Voile3pin - dla niewtajemniczonych takie pancerne NN75), Globus Madshus Annum z łuską + Voile3pin, Krzysiek chyba jakieś Majesty plus G3 telemarkowe. My we dwójkę większość trasy zrobiliśmy z łuski, ze 4 razy foki nałożyliśmy, Krzysiek się męczył na fokach całość. Teren jest zdecydowany na fajną łuskę i jeżeli ktoś by myślał o wyjeździe narciarskim tam - to moim zdaniem skitury (poza rejonem Popa) to przesada - od razu polecam w 3piny, mniej upierdliwe, nie ma się co zepsuć. Ok wiem, wiem - jestem zakręcony na punkcie telemarku.
Plecaki - tu jestem dumny z moich kolegów i z siebie też. Wszyscy zabraliśmy plecaki ok 40litrowe, waga wahała się ok 14-15kg co uważam za super rezultat. Mogliśmy to osiągnąć poprzez sporą ilość liofilizatów to raz. Dwa - naprawdę zabraliśmy niezbędne rzeczy i praktycznie nie było wyposażenia którego nie użylibyśmy. No ale coś za coś. Nie było za dużo miejsca na błąd na wyjeździe.
Kwestia noclegów. Przed wyjazdem mieliśmy rozpykane ponad 20 "chatek" różnego typu, różnego standardu z danymi GPS - wbitymi w urządzenie. Zabraliśmy dwie płachty biwakowe oraz jeden mikronamiocik. Czyli - nie mieliśmy zabezpieczenia jakby trzeba pośrodku pomiędzy chatkami kiblować. Trzeba było dotrzeć do chaty. Oczywiście - przeżylibyśmy w tych płachtach itp. ale nie ukrywajmy - nie chcieliśmy tego robić... Zaskutkowało to dwukrotnym kończeniem mocno po ciemku o czym za chwilę.
Narty i plecak poniżej.
https://i.ibb.co/GHXDDgc/20200214-174721.jpg (https://ibb.co/7kHDD72)
https://i.ibb.co/WDczLDm/IMG-5355.jpg (https://ibb.co/M8R1m8F)
https://i.ibb.co/9cJ1DZf/IMG-5506.jpg (https://ibb.co/KbYfPKQ)
c.d.n.
Po wyjeździe zrobiłem przegląd zdjęć z jakim worem jeździłem na różne wyjazdy i wyszło jak mocno ciężkozbrojny wcześniej przeważnie jeździłem. Oczywiście nie w każdy teren tak można. Tutaj miałem całość już w różny sposób "schodzoną", znałem teren itp. Na przejście całego grzbietu Czarnohory tak bym się nie odważył bez namiotu.
bartolomeo
21-03-2020, 20:15
Kurczę, w takie góry zimą bez poważnego namiotu... No ale Studziński nawet koca nie miał :wink:
Petefijalkowski
21-03-2020, 20:56
Po wyjeździe jak staram się relacjonować co i jak było to mam przeważnie problem z określeniem godzinowym. Że wychodziliśmy ok 7:30-8 to spoko. Ale o której gdzie byliśmy to ciężej. Na szczęście dane sie zapisują w zrobionych zdjęciach :)
Tego pierwszego dnia mieliśmy sporo przewyższenia do zrobienia. Było tego ok 1000m. Z tego m.in. powodu szło nam no, nie za szybko plus zmęczenie po nocnej podróży. Troszkę lawirowaliśmy w rejonie Czufrowej, na podejściu na przełęcz nad Kwadratem. Gdy podchodziliśmy na tę przełęcz mówiłem z troską - kurczę, brakuje nam około jednej godziny, około półtorej godziny... Gdy weszliśmy na przełęcz mocniej dmuchnęło i się zaczęło.. W rejonie Pohanego Misca byliśmy w szarówkę - ok 17:30-17:45. Zachowało się zdjęcie z 18:14 gdy już byliśmy w okolicach zwornika grzbietu.
https://i.ibb.co/qFbSmbV/20200222-181434.jpg (https://ibb.co/Lh4F94H)
https://youtu.be/jyO6Wrlq8rA
Żeby oddać z czym musieliśmy się zmagać - ostatnie 4km zrobiliśmy w równe 4h. Huraganowy wiatr który wielokrotnie nas przewracał, ciemność która przyszła ok 18:30 i osłabienie fizyczne. Tak, można powiedzieć że tego wieczoru "kulminowaliśmy" a szczegóły obiecaliśmy sobie że zostaną wśród naszej trójki. Dość powiedzieć że około 1km przed szczytem zostawiliśmy narty bo iść na nich nie byliśmy w stanie wobec takiego wiatru, a przymocowane do plecaka przewracały nas.
Równo o 21 dotarliśmy do obserwatorium i po ogrzaniu się w pomieszczeniu u ratowników poszliśmy spać do tego zimnego pomieszczenia z podestami. JAcyś turyści byli i spali w ciepłym pomieszczeniu z kozą, tym na wprost jak się wchodzi do kulturalnej części, ratownicy u siebie.
Noc w sumie była ok, obawiałem się że będzie tam wilgotno, trochę przewiewnie, ale nie - muszę powiedzieć że te pomieszczenie jest spoko.
Tego wieczoru "starszym" był jakiś ratownik który parokrotnie odradzał nam dalszą wędrówkę i mocno nalegał byśmy schodzili do Szybenego. Dla nas było to nie do przyjęcia, nawet jakbyśmy nie dali rady ukończyć całości to chcieliśmy się zluzować w jednej ze staji pomiędzy Popem a
Stohem. Rano zakomunikowaliśmy swoją decyzję - że idziemy z powrotem po narty i po powrocie i wypiciu herbaty schodzimy w kierunku Waskula i dalej na Szczawnik. W międzyczasie przyszedł jako "Czergowy" Vasyl Fitsak i jako że się znamy i też był świadom że nie jest tak że nie mamy doświadczenia - rozmowa o naszej dalszej wędrówce była inna. Dopytał czy idziemy dalej gdzieś w Marmarosze. Jak się dowiedział że w CZywczyny jak się uda - życzył powiodzenia i poprosił tylko o smsa ze strefy lasu. Tak też zrobiliśmy.
Zdjęcia z poranka:
https://i.ibb.co/JRGjCPP/20200223-125121.jpg (https://ibb.co/gMfZ6CC)
https://i.ibb.co/n3N4XZL/20200223-125130.jpg (https://ibb.co/HNfRc1H)
Petefijalkowski
22-03-2020, 09:26
Poranna wycieczka po narty i z powrotem zajęła nam prawie 2h, dobrze że było już lżej z wiatrem. Zapakowaliśmy się i poszliśmy w kierunku Waskula. Jest to taka wąska grzęda która zimą przy zerowej widoczności może być zdradliwa. Można zejść za bardzo na lewo lub prawo i polecieć z jakimś obsuwem. Dlatego tak się człowiek cieszy gdy już się "wypłaszcza" i można nałożyć narty. Nie odważyliśmy się u góry na tej grzędzie tego robić. Może przy dobrej pogodzie można by to zrobić.
Jeszcze mały powrót do wczoraj - oraz tego odcinka Pohane Misce - Pop. Drugi raz szedłem zimą w takich warunkach i jest to taki zdradliwy kawałek że szczerze wątpię czy bez GPSa byśmy po ciemku trafili na szczyt. Niby jest sobie grzbiet - ale przez ilość "hopek" człowiek jest mocno zakręcony "ale jak to, wszedłem do góry, czemu teraz mam schodzić w dół, czy na pewno dobrze idziemy"?
JAk już można było przed Waskulem założyliśmy narty i od razu humory się poprawiły. Łatwiej było się przemieszczać. Dwie małe wtopy orientacyjne pomimo włączonego urządzenia nawigującego, ale spoko. Potem już przyjemny zjazd przez las, polanki itp. :)
Tego dnia po przeżyciach wieczora celem była staja na połoninie Wychid. W sumie moglibyśmy pójść na Radul, ale wiedzieliśmy że na Wychid będzie lepsza miejscówka, drewno i dostęp do wody. Co do planu pierwotnego byliśmy i tak "na zero".
https://i.ibb.co/r5gZPk9/20200223-144835.jpg (https://ibb.co/TPZHXcy)
https://i.ibb.co/jvcrXKS/20200223-160029.jpg (https://ibb.co/MDYC0Tm)
https://i.ibb.co/KDnDQYg/20200223-160337.jpg (https://ibb.co/JqZqbNT)
https://i.ibb.co/sKL1F26/IMG-5317.jpg (https://ibb.co/WkSzc6P)
Aż wreszcie o 16 (czyli dość szybko) doszliśmy do staji.
https://youtu.be/WkL6vAW1nWQ
Petefijalkowski
22-03-2020, 09:42
Staja na Szczawniku jest moją ulubioną w rejonie, nie jest za mocno odwiedzana miejscówka zimą. Jakbym miał wybrać chatkę na tydzień do zluzowania się to pewnie byłaby w pierwszej trójce. Jest tam obszerna izba z podestami na 3-4osoby, stół z ławami. W drugiej izbie bardzo wydajny piec, jakieś szafki i szczelne drzwi. Idąc wzdłuż budynku mamy później "kimnatę widpoczynku" (taki jest napis :) ), pomieszczenie do wyrobu sera, a na koniec zaopatrzona drewutnia. W drewutni jest bardzo dużo porąbanego drewna, szczapy mają na oko 70cm i za pierwszym razem przeraziłem się jak mamy tym palić... A tu po prostu piec jest taki wielki i długi - pasterze wiedzieli co robią.
No i zaczęło się. Próba numer dwa. Po wczorajszych problemach nazwijmy je górsko-fizycznych tym razem koledzy biorą mnie na solidną próbę "Ej, Wodzu, słuchaj... Tu jest tak fajnie, a zobacz to zbocze za oknem - jutro po spokojnym śniadanku rozjedziemy to na parę razy, znowu kawka... A najlepiej to byśmy tu dwa noclegi zrobili, gdzie mamy się śpieszyć"... Ta, kierownik faszysta oczywiście się nie zgodził. Plecaki mieliśmy dość lekkie, ale każdy z nas karnie nosił po flaszeczce eliksiru. Riesling, Calvados i Stroh 80%... Tu też ja jako kierownik faszysta musiałem ostudzać zapędy kolegów do korzystania z zawartości. Krótko mówiąc - zastanówcie się jak kiedyś ktoś ze mną będzie chciał jechać na zimowy wyjazd :D :D
https://i.ibb.co/Rcy89MF/20200224-071756.jpg (https://ibb.co/L15K8qF)
https://i.ibb.co/Hq41ZHb/IMG-5321.jpg (https://ibb.co/Pgj3k6P)
https://i.ibb.co/SxrmSB3/IMG-5327.jpg (https://ibb.co/W3tzCf2)
https://i.ibb.co/QNbGZbN/IMG-5331.jpg (https://ibb.co/fp17b1p)
Nocleg bardzo wygodny, komfortowy. Postawiliśmy duży gar na piecu, zdjęliśmy fajerki i dostęp do wrzątku był nieograniczony. Tak, taka rekonwalescencja była nam potrzebna, dobrze że skończyliśmy już o 16 i do 21 odpoczywaliśmy.
Rano nie było zmiłuj i o 6:00 zerwałem towarzyszy. A właśnie, odnośnie towarzyszy.. Pierwszą oficjalną piosenką wyjazdu (początkowej części) została "Nie mam nogi" Kazika :)
https://www.youtube.com/watch?v=QyCJMc-Essc
Petefijalkowski
22-03-2020, 10:00
A rano chata prezentowała się tak:
https://youtu.be/nP1pHdbfvTI
Tego dnia (poniedziałek rano) mieliśmy w planach dojść minimum do Wielkiej Budyjowskiej. Rozmawialiśmy otwarcie ze sobą że fajnie by było przeskoczyć Budyjowską i dojść do chaty parkowej pod Popadią. Ta... No dobra, ruszyliśmy - nie było łatwo po nocnym opadzie, torowanie na zmianę i mozolne zdobywanie odległości. Dodatkowo zaczęły się problemy ze stopami. Nie wdając się w szczegóły - to po prostu spowalnia tempo oraz sprawia że komfort jest mniejszy. Docieramy ok 10:30 do chatki pograniczników pod Stohem gdzie robimy prawie godzinną przerwę na kwestie ze stopami, a ja przyrządzam solidne drugie śniadanie. Musimy na tym pociągnąć aż do wieczora. Na chwilę odsłania nam się słońce i udaje się zrobić fajne zdjęcie ze Stohem. Pierwszy raz używamy łopaty do odgarnięcia śniegu sprzed drzwi chaty. JAk się potem przekonamy to dopiero preludium do takich akcji :)
Sama chatka bardzo komfortowa na 2osoby. Dwa podesty, piec typu koza, z tyłu drewutnia. Chlebak z jakimiś artykułami medycznymi, parę puszek świniny i jakieś karteluszki Prikordonnego Wojska.
https://i.ibb.co/q90Xjds/20200224-080641.jpg (https://ibb.co/5vYt468)
https://i.ibb.co/vLCnhhG/20200224-093544.jpg (https://ibb.co/bNj9FFZ)
https://i.ibb.co/YD3vqdL/20200224-100251.jpg (https://ibb.co/PTNBfW6)
https://i.ibb.co/THnS7nv/20200224-101833.jpg (https://ibb.co/ZhwPFwL)
https://i.ibb.co/7Q3SM6Z/20200224-102905.jpg (https://ibb.co/nBXwd5Y)
Idziemy powoli dalej. Stoha tylko trawersujemy - chociaż oczywiście przed wyjazdem był plan żeby wejść. No nic, są rzeczy ważne i ważniejsze. W naszym przypadku kalkulacja godzin, ilości kilometrów do przejścia - ruszamy dalej.
bartolomeo
22-03-2020, 11:10
Sama chatka bardzo komfortowa na 2osoby.Chcieliśmy się tam kiedyś schować na moment po całym dniu w ulewie, tylko na czas sprawdzania kwitów. Ale nie, to służbowe pomieszczenie, не дозволено! :wink: I na Stoha nas wtedy nie puścili groźnie potrząsając Kałasznikowami :sad:
Podziwiam!
Petefijalkowski
22-03-2020, 19:49
Dalsza wędrówka to jedno wielkie złudzenie. Złudzenie odległości, czasu... Można by powiedzieć że dzień bez historii. Teren pomiędzy Kopilaszem a Budyjowską to jedna wielka "preria" tak jak śpiewa Perkalaba:
https://www.youtube.com/watch?v=vdejjFidXgo
Spotykamy pierwsze zaspy, takie do 2,5m ale to i tak dopiero początek. Mijamy Kopilasz i chatkę rumuńskiej Politia de Frontiera. Spaliśmy tu z ekipą w lutym 2011. Pamiętam wtedy dość dużą rozkminę czy nocować w namiotach czy 10m od granicy po stronie rumuńskiej :) Teraz bym się zupełnie tym nie przejmował, wtedy jednak się stresował. Niedługo później decydujemy się na ścięcie jednego grzbietu żeby oszczędzić trochę czasu - wprawne oko dostrzeże to na filmiku z trasy który później zamieszczę.
Nic się nie dzieje, mijają kolejne kilometry, pojawia się i znika wieża obserwacyjna na Rogach, oczywiście mamy przebłysk czy oko Saurona nas obserwuje i czy będzie towarzystwo czekało na nas tam w rejonie czy nie. Pojawiają się Michajłek i Farkaul, Pietros Budyjowski i chwilami części Toroiagi. Widzimy Czywczyna i potem namierzamy która to Budyjowska.
Co do złudzenia tego terenu.. Jakoś ok 15 Krzysiek się pyta jak daleko i czy dojdziemy przed zmrokiem. Z pełnym przekonaniem mówię - luz, na pewno, tylko jedno w lewo w prawo w dół i w górę i jesteśmy... No tak, na mapie to tak wygląda, wygląda to też tak naszym okiem. Praktyka jest że niekończące się prerie dziś nas czekają.
https://i.ibb.co/FBWXkt1/IMG-5354.jpg (https://ibb.co/LCPrDfy)
https://i.ibb.co/nPyFdGB/20200224-160322.jpg (https://ibb.co/z6gz9MF)
https://i.ibb.co/f2S07qN/20200224-162055.jpg (https://ibb.co/rmtyJFp)
W tym miejscu jest już godzina 18 a my do Budyjowskiej mamy jeszcze kawałek. Zaraz się ściemni. Doubieramy się, wyjmujemy latarki i ruszamy.
https://i.ibb.co/qNbsBRw/20200224-180233.jpg (https://ibb.co/GWg27Vj)
https://i.ibb.co/x5hx48j/IMG-5362.jpg (https://ibb.co/MNnFX5V)
Na podejściu na Budyjowską jest już ciemno, wiatr się wzmaga. Idziemy tą najstromszą częścia "na wprost", Krzysiek wyrwał do przodu i toruje zakosami. Nagle słyszę podrywające się ptaki i Krzysiek mówi "Przepraszam, nie chciałem Was spłoszyć" - było to najprawdopodobniej 5 głuszców.. Docieramy na Budyjowską ok 19:20 i szukamy krótko wg gpsa chaty wojska pogranicznego. Dwa lata temu zaprosili mnie tu żołnierze na herbatę, przegryzkę i wódeczkę :) Docieramy, jest 19:30. Przez chwilę konsteracja bo chata jest solidnie zawiana. Stoi w takim miejscu że na samej Budyjowskiej śniegu praktycznie nie ma, jest wywiane do traw, natomiast ok 100m od grzbietu stoi chata która w naturalny sposób stawia opór wiatrowi i masom śniegu. Wyjmujemy łopaty i zaczynamy odkopywać wejście.
https://i.ibb.co/vJKfvHL/20200224-192533.jpg (https://ibb.co/WcY7p6B)
https://i.ibb.co/Y7LTqWd/20200224-193038.jpg (https://ibb.co/kgS6WyD)
https://i.ibb.co/ncqzHc8/20200224-193305.jpg (https://ibb.co/mqr6LqF)
Po ok 10minutach wchodzimy do środka. Niestety pomimo prób nie jesteśmy w stanie dostać sie do tylnej części chaty która jest zupełnie zasypana na ok 2m - do drewutni. Jasne, wykopujemy jakieś wejście ale wszystko w środku jest zawiane. Nie wiadomo gdzie i czy w ogóle jest drewno. Rezygnujemy.
Jeszcze filmik:
https://youtu.be/BuodLA1R6FM
Sama chata kulturalna. Podest na ok 4-5osób, stół i piec typu koza. okno, szczelnie, fajnie. No ale sam nocleg średni - typowo na spędzenie nocy, zjedzenie kolacji śniadania i hajda. Krzysiek dodatkowo zgubił materacyk dmuchany więc śpi dziś na samych dechach. Podkłada sobie co tam da sie pod śpiwór, ale wiadomo - rewelki nie ma. Zasypiamy o dziwo we względnej ciszy pomimo że na dworze hula ostro wiatr.
https://i.ibb.co/K2G8HGw/20200224-221043.jpg (https://ibb.co/m9BP7B8)
Petefijalkowski
22-03-2020, 20:07
Ps. do noclegu. Mi chyba puszcza trochę stres - że jednak dotarliśmy i jesteśmy prawie w połowie Czywczynów. Pierwszy wyjmuję flaszkę i rozdysponowuję Stroha :)
sir Bazyl
23-03-2020, 22:03
"Dopadła nas zima zaskoczonych
Zjedliśmy wszystko co zjeść się dało
Nic nie zostało
Widoki na przyszłość są raczej nieciekawe
Zachciało się nam iść na wyprawę"
...ale inni mają jeszcze gorzej :) :) :) - fantastyczna wyrypa! Czytam, oglądam filmiki i zdjęcia i mało mi, i podziwiam, i proszę o więcej, i więcej, i więcej...
I jakbyś mógł też coś bliżej o tym Strohu bo wzbudził moje zainteresowanie :)
Petefijalkowski
24-03-2020, 09:11
" fantastyczna wyrypa! Czytam, oglądam filmiki i zdjęcia i mało mi, i podziwiam, i proszę o więcej, i więcej, i więcej...
I jakbyś mógł też coś bliżej o tym Strohu bo wzbudził moje zainteresowanie :)
"tak losować będziemy kto kogo zje, czekając aż ratunek nadejdzie" :)
Dzięki Bazyl za dobre słowo, postaram się dziś kontynuować :)
P.
Petefijalkowski
24-03-2020, 10:56
Naszym głównym zaopatrzeniowcem w płyny był Krzysiek. Przytargał trzy rodzaje destylatów (Riesling, Calvados, Czacza) oraz Globus który przytahał w trosce o nasze plecy rum Stroh 80% - żeby mniej nosić :) No i właśnie ja nosiłem dwie flaszeczki. Jak doszliśmy do chaty pograniczników na Bydyjowskiej i już wtoczyliśmy się z tumanem śniegu do środka otworzyłem termos z resztkami herbaty i wyciagnałem Stroha. Z herbata najlepiej wchodził :) Koledzy od razu zauważyli zmianę w moim zachowaniu i zaczęli sie nabijać "No, nawet Pit zaczyna pić" hehe. No i te płyny towarzyszyły nam przez cały wyjazd. W sumie na Popie jedna flaszkę straciliśmy, bo jak to prawdziwi Polacy jak już "przeżyliśmy" dojście do obserwatorium to wyciagnelismy flaszkę, dwie kiełbasy i postawiliśmy na stole wśród turystów i ratowników Ukraińskich. Taki wiecie, gest jak się wchodzi do kogoś do domu.
No i .. okazało się że była to pomyłka ponieważ nikt nie spożył, nie otworzył, nie wszamał kiełbasy... Wszystko zostało odłożone na parapet a nam było głupio rano zabierać coś co wyłożyliśmy. No więc Calvados został na Popie.
Wracajac do Budyjowskiej to wyjście z chatki nie było łatwe bo wiedzieliśmy jak wieje - ale na szczęście też mieliśmy świadomość że 20min i będziemy u podnóża gdzie będzie spokój. Sam zjazd między choinkami z Budyjowskiej w kierunku Kukulika był jednym z fajniejszych na wyjeździe :)
Tu jeszcze widok z Budyjowskiej w kierunku Czywczyna:
https://youtu.be/Wyxl3OqGQjc
https://i.ibb.co/QQQf9qm/20200225-075659.jpg (https://ibb.co/4tt7WDN)
https://i.ibb.co/mqHwcWQ/20200225-080333.jpg (https://ibb.co/jML2rX7)
https://i.ibb.co/DKmN3K8/20200225-090450.jpg (https://ibb.co/w68TD6w)
https://i.ibb.co/6YQqzNX/20200225-094359.jpg (https://ibb.co/XXHG1VY)
Nawet się coś tam rozpogodziło i mieliśmy słońce :) Przez chwilę ale zawsze :)
https://youtu.be/ZXkO8g_lSd4
Dociera do nas że pierwotne mrzonki i dojściu do chaty pod Popadia poprzedniego dnia były mało realne. Niby jest tak że "tylko zjazd z Budyjowskiej, trawers Kukulika, Czywczyniarza, Suligula….." Ale w praktyce zajmuje nam to 3h. Na pewno od 19:30 byśmy nie zrobili tego. Nie było sensu się zajeżdżać i... kończyć o 22:30-23? No way…
Mijajac Czywczyna zatrzymuję się i jest mi przykro że znowu na niego nie wejdę.. W moim życiu jest to piaty raz kiedy jestem u Jego podnóży i jeszcze nie wchodziłem na szczyt. Krzysiek mnie pociesza - przyjedziemy specjalnie na zjazdy Wodzu, zacumujemy w Starostaji w kulturalnych chatach i będziemy rozjeżdżać okoliczne stoki, Budyjowska, Czywczyna…
Zaczynam nucić piosenkę... Na noclegu na Budyjowskiej już leżac w śpiworach puściłem Ja z telefonu.. Chyba nie było lepszego momentu do odsłuchania..
"Spod Czywczynu na północ patrzę
Chciałbym być blisko, tak chciabym, chciał razem być
A kiedy pojadę w góry nad marzeń mych oceanem
to będzie ta najwyższa - na której nigdy nie stanę
I zawsze będę odkładał wędrówkę wyżej na jutro
I chociaż będę z nadzieja to będzie mi smutno
Spod Czywczynu wciąż patrzę i patrzę
Chciałbym tak usiasc u stóp u Twoich stóp, Twoich stóp
A kiedy pojadę w góry nad marzeń mych oceanem
to będzie ta najwyższa - na której nigdy nie stanę
I na nic moje patrzenie i na nic moje śpiewanie
Jak najpiękniejsza dziewczyna nigdy nie spojrzy na mnie
W Czeremoszu zanurzę dłonie
Opowiedz rzeko, Opowiedz o Niej mi, o Niej mi...
A kiedy pojadę w góry nad marzeń mych oceanem
to będzie ta najwyższa - na której nigdy nie stanę
I niechaj zawsze nade mna góruje taka wysoka
Proszę Cię o to Pani - Beskidzka Zielonooka"
Petefijalkowski
30-03-2020, 11:41
Za Czywczynem mamy rozległe pole pod Suligulem, tam onegdaj przechodził Hugo Zapałowicz w swojej górsko-botanicznej wędrówce z Czeremoszu w Gory Rodniańskie:
"Gdyśmy się pobudzili, słońce wesoło swiecilo i pogoda promieniała dokoła. Oddychaliśmy znowu swobodna piersią i już w następnej chwili zapomnieliśmy o naszej wczorajszej obawie przeziębienia się. Ochoczo podażylismy w drogę, idąc wzdłuż granicy lasów wschodnim stokiem Czywczyna na przełęcz Suligułu.
Może stad zobaczymy Alpy Rodneńskie?
Z przełęczy jednak nie było ich widać; bliższe góry zasłanialy je nam. Potrzeba było na szczyt się wznieść, lecz czas naglił i po krótkiej naradzie przekroczyliśmy granicę Galicyi i wstąpili na ziemie królestwa węgierskiego."
W tym miejscu też kiedyś Adam Kulewski znalazł głowicę głównego słupa polsko-rumuńskiego..
https://i.ibb.co/3FhDypZ/20200330-101009.jpg (https://ibb.co/3FhDypZ)
Zdjęcie pochodzi z wydawnictwa "Przedwojenne Bieszczady" ze zbiorów Andrzeja Wielochy.
Na trawersie Suligula kolejny raz korzystam ze źródła. Tym razem muszę się nagimnastykować żeby moc napełnić 3litrowa bańkę woda, ale udaje się. W ten sposób mamy zabezpieczona wodę na herbatę i posiłek - zaplanowany w parkowej chacie pod Popadia.
Chata pod Popadia to wypas nad wypasy. Jeżeli ktoś z Was zima będzie wędrował przez Czywczyny to zdecydowanie polecam. Rozmawiałem ze znajomym z Werchowynskiego Parku Narodowego - wszystkie sa zostawiane otwarte na zimę. W środku sa dwa piętrowe łóżka z pościelą, piec, stół, podstawowe naczynia oraz butla z gazem i palnikami. Palniki działają! Uzyczylismy wiec tego gazu żeby po wypiciu herbaty z termosu uzupełnić na maksa na nowo, nie wiadomo o której dziś skończymy wędrówkę...
https://i.ibb.co/KbQc4Fc/20200225-101757.jpg (https://ibb.co/4KDwvPw)
https://i.ibb.co/mSjmZ9V/20200225-110005.jpg (https://ibb.co/PtLRXcv)
https://i.ibb.co/wrVDW9H/20200225-121541.jpg (https://ibb.co/BKb8ZXD)
Na przełęcz Łostuńska super zjazd :) Obawiałem się go ze względów stromizny oraz wąskiej drogi, ale sniegu było dość dużo i poszło łatwo. Na dole czekolada, orzeszki, herbata i nałożenie fok. Teraz największe podejście tego dnia przed nami. Czas leci, ruszamy ok 15:20, ciemno jest o 18. W tym momencie jeszcze mamy w głowie - ok, godzina w górę do Pirie, będzie 16:20, 2h do połoniny Bałtagul - damy radę.
https://i.ibb.co/8b7pXkr/20200225-145856.jpg (https://ibb.co/7Q15bhn)
https://i.ibb.co/p08P1vH/20200225-151251.jpg (https://ibb.co/YRMWN75)
https://i.ibb.co/4ZdkL9x/20200225-153321.jpg (https://ibb.co/WWtCXq1)
https://i.ibb.co/Y7kGHYT/IMG-5380.jpg (https://ibb.co/vxP80gv)
Petefijalkowski
30-03-2020, 12:26
No i jesteśmy na zakrecie na Pirie ok 16:20. Mamy jako taka widoczność, w tym miejscu odslaniaja sie przed nami olbrzymie cielska Purula, Stewiory, Komana... Każde z nich to kawał góry. Patrzymy mniej więcej gdzie jest połonina Bałtagul i kręcimy nosami. Szybka konsultacja w naszej ekipie i postanawiamy jednak odpuścić. Nie mamy dziś ochoty iść kolejne 3h do chaty na Bałtagulu która nie jest wypasem z tego co wiem. Jakbyśmy mieli perspektywę takiej chaty parkowej - bez zmrużenia okiem byśmy poszli.
No i teraz tak.. Stres bo mamy zaznaczona chatke na połoninie Pirie Wielkie, ale kołacze mi w głowie że stan jest tam "aby przezyć". Zjeżdżamy pod las tam gdzie ona powinna być. No i nie do końca jest.. Jej ruiny stoja, dach po części zawalony, zero drzwi, okien... W środku co prawda podest na dokładnie 3 osoby, ale i tak średnio...
Cofamy się na górę w rejon zakrętu Pirie żeby popatrzeć w kierunku Ppołoniny Bałasinów gdzie jest tez chata parkowa. Ale robi się już późno, zmierzcha się a to kolejne ok 4-5km i bylibyśmy dalej od jutrzejszej trasy. Smutek, ale zjeżdżamy ponownie do naszej ruiny.
Rozpalamy ognisko, Krzysiek tnie sporo gałęzi świerkowych i mości posłanie na tym podeście (przypomnijmy - nie ma materaca od dwóch dni). Kładziemy na to dwa tarpy i będzie kulturalne spanie. Ognisko rozpalamy bardziej dla lepszego samopoczucia niż suszenia czy gotowania na nim. Idziemy tego wieczoru szybko spac. Noc bardzo ciepla, rano odwilż... Budza nas krople roztapiającego się sniegu z dachu, coś nam na posłanie kapie. Czas wstawać, ruszac…
Mimo wszystko będę wspominał ten nocleg jako super klimatowy, kwintensencję ekspedycji zimowej na pograniczu ukraińsko-rumuńskim. Żeby nie było za łatwo. Oraz nie ukrywajmy cieszę się że nic nam się na głowę tam nie zwaliło...
https://i.ibb.co/nn0NwBC/20200225-175248.jpg (https://ibb.co/txhTHzX)
https://i.ibb.co/kymGT27/20200225-180152.jpg (https://ibb.co/dcmfv4T)
https://i.ibb.co/P12xqmT/20200225-182643.jpg (https://ibb.co/c2WJ4gb)
https://i.ibb.co/WWjb670/20200226-075957.jpg (https://ibb.co/d0xdrXt)
https://i.ibb.co/1bkCRhx/IMG-5394.jpg (https://ibb.co/kMtLqkF)
https://i.ibb.co/VMvLTnB/IMG-5409.jpg (https://ibb.co/SVK6BYv)
https://i.ibb.co/6tjsmz6/IMG-5410.jpg (https://ibb.co/HP5gV6m)
sir Bazyl
30-03-2020, 17:07
Faktycznie jest klimacik noclegowy jak trzeba - śnieg w szałasie, łoże wyściełane świerczyną, dach z "lekka" pofalowany :) Super sprawa!
Jak tak sobie czytam Twoją relację i oglądam zdjęcia to mi troszkę żal, że jestem z nartami na bakier :(
Petefijalkowski
30-03-2020, 17:26
Jest środa rano. Wstajemy jak zwykle o 6-6:30 rano. Ciekawa ta środa jest o tyle że czas mamy przewidziany do piątku wieczór a jeszcze do Hnitessy nie doszliśmy :) Ale generalnie wszystko mniej więcej w planie. Po 20km dziennie.
Dziś wita nas jak już pisałem odwilż, a jak odwilż to zerowa widoczność.. Brniemy wzdłuż słupków sistiemowych w górę, w dół, w górę, w dół... Monotonia, nic się nie dzieje, nic nie widzimy. Ale pobłądzić tez nie ma jak. Jak to przy odwilży - zaczynamy mieć problem z fokami oraz nawet ze slizgami nart z łuską - parokrotnie zatrzymujemy się i woskujemy świeczka na ile sie da by był "poślizg".
https://i.ibb.co/yhty53W/20200226-103340.jpg (https://ibb.co/wJVWCvM)
https://i.ibb.co/N1107x9/20200226-110508.jpg (https://ibb.co/pWWHn2f)
https://i.ibb.co/KVZTXff/20200226-121645.jpg (https://ibb.co/1RVFLPP)
Ok 12, po 4h od wyjścia z Pirie meldujemy się na Palenicy w miejscu gdzie będziemy skręcać w lewo w kierunku Wesnarki i Chitanki. No tak, nie jest to łatwy moment wyjazdu. Nic nie widać, wiatrem i śniegiem duje że hej.. Sam mam wątpliwości nad sensem pakowania się na Hnitessę, ale gdy Globus pyta - "Trawers, na Hnitessę idziemy czy nie?" Odpowiadam jak najbardziej mogłem z pewnością siebie że tak, że to warunek wyjazdu i trasy :) :)
No tak, czasem idee fix czy jak to się pisze jest na tyle istotne że bez tego trudno uznać coś za udane / zaliczone. Tak jest w przypadku Hnitessy. Tadeusz Studziński w swoim opowiadaniu wprost opowiada:
"Do południowego cypelka granicznego za Hniatysią doszedłem o godzinie piętnastej i stałem na nim przez dłuższą chwilę. Szerokość Karpat w tym miejsca jest największa i wynosi jakieś dwieści kilometrów. Dookoła stał zbałwaniony ocean gór.(…) Pomyślałem wtedy, czy przede mną był już ktoś samotnie na nartach w grudniu na Hniatysi idąc grzbietami Czarnohory i Karpat Marmaroskich. Bardzo w to wątpiłem.
Słupek graniczny na cyplu odwiany był przez wichry i miał numer 56. Pomachałem ręką w kierunku Siedmiogrodu i zawróciłem na północ. Cztery kilometry szedłem swoimi śladami do płaskich połonin Gropy. Z wysokości 1750m zjeżdżałem przez zielsko stepowe do źródeł Czarnego Czeremoszu. Zmarzłe łodygi wystawały ze śniegu, ale nie hamowały pędu."
Ten odcinek opowiadania jest mega ciekawy i zastanawiający. Słup 56 był na samym zakręcie granicy, przed wejściem w Mencziła. Kto był to wie jak stromo jest od Hnitessy do tego punktu. Jakie mocne idee fix trzeba mieć żeby zimą zejść / zjechać tam na dół i potem wrócić z powrotem. Podziw dla Studzińskiego tym większy. My się zastanawialiśmy nad Hnitessą, Fata Banului nie była nawet opcją dla nas, chociaż byliśmy na pewno lepiej wyposażeni i w trójkę. Tak, tak. Zastanawiałem się czy na pewno był w miejscu słupa 56. Miałem nawet myśli czy cała historia nie jest wymysłem autorskiej wyobraźni. Wrócę do tego pod koniec, jest co najmniej jedno miejsco gdzie coś się z dniami nie zgadza.
Z naszej trójki Krzysiek decyduje się zostać na Palenicy i poczekać na nas. Jak potem przyzna pomimo doubrania się mocno go wywiało. Ja z Globusem ruszamy i po ok 40min jesteśmy na Hnitessie.
https://i.ibb.co/6bnYCTh/20200226-124444.jpg (https://ibb.co/Y8R2s19)
https://i.ibb.co/MCvzsW6/20200226-130923.jpg (https://ibb.co/mcjnG18)
https://i.ibb.co/pyXPxRX/IMG-5413.jpg (https://ibb.co/8c8B0d8)
https://i.ibb.co/M2tzTXm/IMG-5414.jpg (https://ibb.co/981xXM7)
Ciekawe jest to że na Hnitessie występuje bezproblemowy rumuński zasięg :) Korzystam, wysyłam pare smsów (zimą, z Hnitessy, kto by kiedyś pomyślał...). W roku 2011 kiedy byliśmy w 5 osób najmłodszy uczestnik naszego wyjazdu został zaopatrzony przez tatę w... telefon satelitarny. Wtedy troszkę się dziwiliśmy, troszkę podśmiechiwaliśmy, dziś to już nie do pomyślenia. Cywilizacja zasięgowa dociera coraz dalej i dalej na głęboką Huculię.
Petefijalkowski
30-03-2020, 17:54
Faktycznie jest klimacik noclegowy jak trzeba - śnieg w szałasie, łoże wyściełane świerczyną, dach z "lekka" pofalowany :) Super sprawa!
Jak tak sobie czytam Twoją relację i oglądam zdjęcia to mi troszkę żal, że jestem z nartami na bakier :(
Bazylu,
Czywczyny i Hryniawy są bardzo ale to bardzo łatwe narciarsko. Nasz wyjazd pod kątem technicznym nie stanowił żadnego wyzwania. Trudność to niezawodność sprzętu, twarde jak ze stali stopy, palce, paznokcie (hehe).. No i jasne, jakaś wprawa żeby móc zrobić te 15-20km dziennie na nartach i się nie zajechać (mięśniowo, stopowo, pachwiny itp. itd.). Krótko mówiąc - można, jakby odrzucić Popa Iwana z trasy :)
P.
Petefijalkowski
30-03-2020, 18:07
Po powrocie z Hnitessy (widoczność taka że w dwie strony szliśmy wg gpsa…) wzięliśmy zziębniętego Krzyśka i ruszamy wielką bulą Palenicy w kierunku Wesnarki. Na Wesnarce jeszcze z 10 lat temu były ruiny szałasu pasterskiego, teraz jest nic. Sam zjazd jest mega spoko, łagodny, długi - szybko meldujemy się na dole. Początkowo oczywiście mielismy małe problemy z doborem odpowiedniej linii aż załapaliśmy wyciętą przecinkę w kosodrzewinie.
https://youtu.be/0lX8FbNkqOU
https://i.ibb.co/f93cMdL/20200226-141713.jpg (https://ibb.co/RNX52Td)
https://i.ibb.co/KN3cVyn/IMG-5422.jpg (https://ibb.co/28f0cKJ)
https://i.ibb.co/KjTc0Rn/IMG-5425.jpg (https://ibb.co/wN5Z03t)
Potem małe lawirowanie leśne i podchodzimy pod Połoninę Chitankę :)
https://youtu.be/ZuMFzKblln4
https://youtu.be/Nrq5rHX1z8Y
https://i.ibb.co/kyN1v38/20200226-152527.jpg (https://ibb.co/rtDsNb6)
I szybko, bo o godz 16 (środa) docieramy w solidnej zadymce śnieżnej do chaty parkowej na Prełucznym :) Wypas, wypas i jeszcze raz wypas :)
https://i.ibb.co/5K1B84k/20200226-155031.jpg (https://ibb.co/8Ym65sb)
Petefijalkowski
30-03-2020, 18:18
no to na dziś tylko jeszcze zaprezentuję małą wańkę wstańkę :) Gdy dotarliśmy chata od strony drzwi wyglądała o właśnie tak:
https://i.ibb.co/vsJnGyy/20200226-155111.jpg (https://ibb.co/LQC7Wjj)
Oraz po 15minutach:
https://i.ibb.co/S3ZRYjw/20200226-160854.jpg (https://ibb.co/hmTDQ6F)
kulczyk1
30-03-2020, 23:04
Tak się składa , że każde kolejne części relacji wiążą sie u mnie z powrotem zimowej pogody i choć w małym stopniu to jednak pozwalają lepiej odczuć tytułową "kurniawę".
Skądinąd wiem , że była to wyprawa typu "spełniamy własne marzenia" i tu najwieksze gratulacje dla autora . Bo czymże byłoby nasze życie bez planów i marzeń oraz ich realizacji.
Wielkie gratulacje.
Ja sam cóż nie te lata i nie te zdrowie ale jak mawiał dziadek "poużywać to już nie poużywasz ale popatrzeć zawsze miło " :wink::lol: więc patrzę (i czytam) i czekam na całość.
Piotrze proszę o jak najszybsze zakończenie(patrz pierwszy wers) by po tej nijakiej zimie nastała wreszcie normalna wiosna.:lol:
Pete, jak zwykle wielki szacun za niesamowite dokonania i oczywiście za sam pomysł odtworzenia trasy, jaką w grudniu 1937 r podążał samotnie Tadeusz Studziński.
Co do Twoich wątpliwości co do tego, czy T. Studziński osiągnął cypel przedwojennej granicy Polski w siodle Styniszory przy słupku nr 56, to oczywiście ja też je podzielam. Myślę jednak, że Studziński nie „zmyślał” celowo, a jedynie popełnił błąd odtwarzając swoją trasę z pamięci i zapewne z jakiś tam notatek, a także korzystając z tej, zamieszczonej na końcu „płajowej” wersji opowiadania schematycznej mapki. Zresztą taki błąd był dosyć łatwy do popełnienia nawet jeśli założymy, że przy odtwarzaniu swej marszruty p. Studziński posługiwał się mapą dokładniejszą, a więc przedwojenną setką arkusz „Hryniawa”. Ta mapa ma to do siebie, że sam koniuszek Polski wychodzi tam poza arkusz główny tak, iż łatwo można się zasugerować, iż słupek nr 56 znajduje się na południowym wierzchołku Hnitesy, gdy tymczasem w rzeczywistości był posadowiony daleko na pd od szczytu w głębokim obniżeniu terenu. Zresztą z relacji samego autora wynika, że stojąc przy słupku nr 56 miał dookolny widok na „zbałwaniony ocean gór” i grzbiet wododziałowy Prutu i Cisy prowadzący dalej na południe, który to widok w rzeczywistości uniemożliwiałby mu zamykający południowy horyzont szeroki grzbiet Kreczeli.
Zresztą jeszcze jeden szczegół wskazuje, że T. Studziński odtwarzał swoją trasę patrząc na w/w mapkę i/lub przedwojenną „wigówkę”– autor w opowiadaniu napisał, że cofnął się po swoich śladach przez 4 kilometry do „płaskich połonin Gropy”. Taki oronim rzeczywiście występuje na rzeczonej mapce w miejscu Palenicy oraz na „wigówce” - zaznaczony nieco na pd-wsch od od szczytu Hnitesy. Oczywistym jest, że „Gropa” nie mogła desygnować połoniny, gdyż nazwa ta, zapożyczona z języka wołoskiego do ruskich gwar góralskich oznacza ‘stromy stok’, ‘urwisko’. Nasz bohater w rzeczywistości zawrócił więc zapewne z południowego wierzchołka Hnitesy na Palenicę i stamtąd „przez zielska stepowe” zjechał nie do źródeł Czarnego Czeremoszu, lecz przez połoninę Wesnarkę do miejsca w dolinie, gdzie Cz. Czeremosz powstaje z połączenia kilku własnych cieków źródłowych. Sprawę mogłaby ostatecznie wyjaśnić oczywiście dokumentacja fotograficzna, o ile p. Studziński był podczas swej wyprawy wyposażony w aparat fotograficzny i o ile takie archiwum w ogóle istnieje – trzeba by zwrócić się w tej sprawie do redakcji „Płaju”.
Petefijalkowski
02-04-2020, 19:25
Kulczyk, Luki,
dzięki za miłe słowa. Postaram się pociągnąć te brakujące Hryniawy czemprędzej. W kwestii archiwum - nie spodziewam się ażeby istniały fotografie, ale to tylko moja opinia. Tak jak wspominałem, mam telefon do syna pana Tadeusza i gdyby nie te całe klimaty koronawirusowe to chciałem w marcu spotkać się na kawę, "pochwalić" że w ten sposób uczciliśmy postać i dokonania Studzińskiego.
Co do chaty na Prełucznym - rok temu na jesieni obczaiłem ją podczas wyjazdu "Jesienne Barłożenie"
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/10088-Jesienne-Barłożenie
Więc szliśmy na pewniaka i humory od odejścia od Palenicy były bardziej niż dobre. Wszak - czekał nas super nocleg, piecyk, stosunkowo szybkie skończenie tego dnia (znowu o 16 już).
Jak to mawia Krzysiek - będzie czas na genisowanie (od niemieckiego słowa geniessen czyli nacieszyć się). Na początku solidne odkopywanie drzwi, jeszcze bardziej niż na Budyjowskiej. W środku najpierw przedsionek gdzie zostawiamy plastiki (od butów), wieszamy kurtki i przechodzimy do SALONU :) :)
https://i.ibb.co/vZ3hTtB/20200227-090424.jpg (https://ibb.co/BqyGQ1P)
https://i.ibb.co/M6YSbqP/20200227-090115.jpg (https://ibb.co/jRcfd73)
https://i.ibb.co/tZRsDbb/20200227-090054.jpg (https://ibb.co/gvYTJDD)
Tego popołudnia i wieczoru na spokojnie wiedziemy Polaków rozmowy, wodę znowu topimy ze sniegu, ale wychodzić nie trzeba nawet na zewnątrz tylko wystarczy uchylić drzwi żeby nabrać ze skarpy. Czas leci, mijają kolejne seteczki naszego dobra, jest ciepło przytulnie na tym krańcu geografii. Chłopaki skutecznie mi nawijają makaron na uszy "Pit, no ale jak nie tu to nigdzie już rano nie pogenisujemy, na spokojnie z celebrą wstaniemy, kawka, ciasteczko..." Daję się namówić że nie będę ich zrywał rano.
Tak. no to teraz jak obstawiacie o której wyszliśmy? Otóż celebra poranna bez pośpiechu na wyjeździe zimowym u mnie oznacza wyjście o... 9 :) :) :) no to ustalamy na rano i kładziemy się spac. Mój nowy śpiwór od kitajców jest zdecydowanie za ciepły na te warunki. Rozpinam się, rozbieram - nic nie pomaga. W końcu pół nocy śpię w samych bokserkach i przykryty polarem a nogi w śpiworze.
Rano spotyka mnie chyba najprzyjemniejszy moment wyjazdu. Nie zrywam się, patrzę spokojnie jak Krzychu wstaje, odpala maszynkę - jest ok 6:45. Słyszę nagle "Wodzu, czy mogę ci podać kawkę z ciasteczkiem do łóżka? Jeżeli tak, to powiedz czy kawa słaba czy z płaskiej łyżeczki?" :-D
Oto dokumentacja tego momentu:
https://i.ibb.co/TbnQ7jc/20200227-060644.jpg (https://ibb.co/JybYG6n)
Ta... hardkorowy zimowy wyjazd a tu nawet stoliczek mi pod nos podsunięto :) :) :)
Ech... Szkoda ze trasa nie do powtorzenia w warunkach letnich (z racji na zajete chaty...).
Czekam na ciag dalszy! :-)
Petefijalkowski
13-04-2020, 21:49
Ruszamy dość późno, jesteśmy na samym końcu Hryniaw - przed nami długie połogie pasmo. Idealne na rower - prawie wszystkie szczyciki mają swoje trawersy wygodnymi drogami leśnymi. Hryniawy są jak dla mnie jedną wielką połoniną na wysokości ok 1500m. My startujemy z okolic Przełęczy Szyja ok 1350m i niedługo potem podchodzimy w górę w rejon Hlistowatego.
Ciekawostką tego miejsca jest że przechodziła tu linia energetyczna łącząca dolinę Białego Czeremoszu z zastawą Czemirne - która znajdowała się parę kilometrów powyżej klauzy Łostuń. Nie ukrywam, ciekawią mnie te sprawy i z chęcią bym pogadał z jakimś wojskowym który pamięta czasy sojuza, jak to wszystko było zorganizowane...
https://i.ibb.co/7WLF0Wx/DSC09328.jpg (https://ibb.co/Hz3Q9zL)
Niedługo potem znajdujemy małą przenośną osadę leśników którzy pewnie jak śnieg zejdzie to będą działać mocno z wyrąbem lasu w tym miejscu :(
https://i.ibb.co/D1Cwj7K/20200227-093519.jpg (https://ibb.co/tHsY1bC)
https://i.ibb.co/zGwfYNZ/20200227-095748.jpg (https://ibb.co/jgF42HD)
https://i.ibb.co/LkM4fV1/20200227-095842.jpg (https://ibb.co/gjGsCkJ)
https://i.ibb.co/tH6k941/20200227-104850.jpg (https://ibb.co/p1TGSxk)
Ten dzień był dla nas kolejnym w którym musieliśmy się uwinąć, zrobić odległość - żeby na piątek popołudnie mieć szanse zlądować do Szybenego. Widoczności jakiejś specjalnej nie było, zjazdów też nie.. Można powiedzieć nuda... No ale w tej nudzie spotkaliśmy pierwszy raz od paru dni ślady ludzkie!!! :) :) To była dla nas atrakcja. A ile się zastanawialiśmy czy to pracownik parku, czy brakoniec (kłusownik) czy jeszcze inne licho sprowadza tu człowieka... Potem na wysokości połoniny Paukivka ślady schodziły a następnie zawracały z chaty parkowej(współrzędne 47.83981, 24.865849 - nie schodziliśmy, ale standard na pewno podobny do tych na Prełucznym i pod Popadią).
Już po wyjeździe znajomy z parku potwierdził że chodził tam ich pracownik na oglądzie "co słychać" w górach. Trzeba powiedzieć że park super, naprawdę super postawił chaty w górnym Czarnym Czeremoszu - które umożliwiają swobodne patrolowanie oraz dla nas - barłożenie w nich. Można sobie zrobić tygodniowy wyjazd z którkimi wycieczkami, zmianami z chaty na chatę - wszystko w mateczniku niedźwiedzia, poodwiedzać na spokojnie klauzy... Czemirne, niesamowite możliwości "na lekko" się tym samym otworzyły. Tutaj trójkąciki z 4 chatami w górnym dorzeczu. Jest więcej.
https://i.ibb.co/4NLwGnY/Upper-Czeremosz.jpg (https://imgbb.com/)
Petefijalkowski
13-04-2020, 22:14
Plecaki są już relatywnie lekkie, większość żarcia poszła, wręcz wychodzi na to że coś tam zostanie o ile nie przydarzy się przymusowe kiblowanie z jakiegoś powodu. Mijają kolejne połoninki, tutaj widać w tle chatę parkową na poł. Paukivka.
https://i.ibb.co/d5cpPHY/20200227-113811.jpg (https://ibb.co/9rv4bd5)
Z ciekawostek - już zaczyna się gadanie "co zjem lub wypiję w Szybenem" :) Mamy nadal 1,5dnia lekko licząc do wioski, ale czujemy Jej podmuch. Co chcę przez to powiedzieć - jeżeli by ktoś chciał startować z Szybenego i ma w porządku kondycję to w 2 dni (trzeba wliczyć podejście na grzbiet) jest w stanie dojść do chaty na Prełucznym. To jest niecałe 40km. Stąd już można działać - do klauzy Bałtagul (najwyżej położonej w Czarym CZeremoszu), do źródeł Czeremoszu, na Hnitessę, na drugą stronę do klauzy Perkalab arcyksięcia Rudolfa. Generalnie - po tym wyjeździe coraz bardziej widzę że przy dobrej organizacji i kondycji Hryniawy można fajnie lekko obskoczyć.
Ważne dla rowerzystów - z Szybenego na połoninę Łukawica jest od paru lat wygodna szeroka droga leśna. Dojeżdżając do Szybenego trzeba przekroczyć na lewo most za szlabanem i po ok 1km przy leśnictwie w lewo w górę. Super sprawa moim zdaniem w ten sposób wjechać na grzbiet.
Czasem coś się lekko przejaśnia, tu największe obniżenie w Górach Czywczyńskich (przełęcz Łostuńska)
https://i.ibb.co/zX59Bb3/20200227-135024.jpg (https://ibb.co/gS7qfw0)
Samotność w Hryniawach…
https://i.ibb.co/gSTVDJ0/20200227-135436.jpg (https://ibb.co/sKwHFqT)
Chłopaki byli pod ogromnym wrażeniem przestrzeni które tam są - w Czywczynach i Hryniawach. A trzeba podkreślić że już z niejednego pieca górskiego chleb jedli. To jest fakt, idziesz 3 dni Czywczynami a potem 2,5 dnia wracasz Hryniawami od Hnitessy. Kawał gór.
https://i.ibb.co/sKQ63Ms/20200227-112617.jpg (https://ibb.co/McpGN3P)
https://i.ibb.co/71MKDdC/20200227-141942.jpg (https://ibb.co/6W9FS7w)
https://i.ibb.co/VjNxRTZ/20200227-142212.jpg (https://ibb.co/qynCKpf)
https://i.ibb.co/YRhCMpP/20200227-172146.jpg (https://ibb.co/h7V6jDL)
Tego dnia mamy zaplanowane dojście w rejon Tarnicy (hryniawskiej :) ). W miarę jak się nabliża popołudnie obstawiamy godzinę o której dojdziemy do małego zestawu chat pomiędzy Babą Ludową a Tarnicą. Stawka jest wysoka - kto stawia pierwsze piwo w Szybenem :) Humory już nam dopisują, liczymy pomału ile nam zostało kilometrów itp. itd. Mijamy w końcu trawersem Babę Ludową (przepiękny!!!) i pierwsza próba noclegowa którą kojarzyłem - nieudana. Duża chata która podobno pełni funkcję czegoś w rodzaju schroniska - zamknięte na mocne kłódki, nie ma szans się dostać.
Na szczęście z obserwacji z roku 2015 wiem kilkaset metrów dalej są chaty mniejsze - któraś powinna być otwarta, choć wiadomo stres jest. Generalnie zasada jest taka - im większe zadupie tym większe prawdopodobieństwo otwartej i fajnej chaty. Im bliżej turystyki i ludzi, tym częściej te chaty są zamykane. Przykra ta prawidłość.
https://i.ibb.co/bHW0Zfn/20200227-174149.jpg (https://ibb.co/N1VvP4z)
Tu jeszcze wspomnienie sprzed 2h, zawsze staram się zapalić świeczkę w takich górskich kapliczkach.
https://i.ibb.co/txPLWv4/20200227-144631.jpg (https://ibb.co/Sd7f9MP)
https://i.ibb.co/026QGvD/20200227-161158.jpg (https://ibb.co/vqTDjRw)
Wreszcie równo o 18 docieramy do chaty która jest otwarta:
https://i.ibb.co/PGc6ycZ/IMG-5462.jpg (https://ibb.co/CKbHyb5)
Chłopaki pierwsi ją otworzyli, słyszę głosy zachwytu - że piec duży, że stół, że podesty na dużą ilość osób - słysząc to raduje się dusza, wprost miód na moje uszy :)
I tak jest w środku. Zabieramy się na początek za ogarnianie drewna, pieca, oraz wykańczamy resztki Stroha :)
https://i.ibb.co/z8Kf20Q/IMG-5461.jpg (https://ibb.co/GsgPMbn)
https://i.ibb.co/rvCH8fg/IMG-5460.jpg (https://ibb.co/zNyZ9H1)
I tutaj ciekawostka - Stroh 80% był noszony w honorowej butelczynie po... Tanicie (Tanita) - kultowym rumuńskim likierze który piliśmy 6lat wcześniej w trakcie przejścia granią Alp Rodniańskich:
https://i.ibb.co/C9RJvnM/DSC00111.jpg (https://ibb.co/vd0smJQ)
Petefijalkowski
13-04-2020, 22:52
Piec niby porządny, duży ale okazał się mocno popękany (płyta i fajerki). Po rozpaleniu też nie za suchym drewnem nastąpiła masakra dymna. Taka porządna porządna masakra. No nic, wzięliśmy się do roboty z glinobłotem (zużyliśmy resztki herbaty) i lepiliśmy powierzchnię i dziury. Udało się i po 1-1,5h już było znośnie. Potem wieczorem spokojnie mogliśmy posiedzieć i dokładać do pieca.
Tego wieczoru kolejny raz Krzysiek ścinał świerczynę by ułożyć na twardych dechach i mieć jako taki komfort. No, ale tak wygodnie to nas jednak góry nie puściły. Był to chyba najzimniejszy nocleg z całego wyjazdu. Świerczyna była zmarznięta i pełna kryształków lodu... Pół nocy kaszlał i pociągał nosem, w końcu przyjął puchówkę moją i zasnął. Globus też narzekał na temperaturę (piec niby nagrzaliśmy ale coś słabo trzymał). A ja? A ja jak cały wyjazd przespałem na komforcie bo miałem fajny materacyk dmuchany i nowy śpiwór chińczyka (Aegismax G3, bardzo polecam) to tej nocy oddałem swojego tarpa Krzyśkowi (na świerki). Jako że oddałem tarpa to wylądowałem na dechach podestu samym materacykiem. No i to nie problem ciepłościowy, ale... po ok 1h wiercac się przebiłem materacyk i spałem na samych dechach. Coś tam próbowałem dodmuchiwać, potem słożyć na pół - żeby mieć choć od nerek w górę podkład, ale stykało na chwilę...
https://i.ibb.co/HBNCj04/20200228-064046.jpg (https://ibb.co/7jgQqHC)
https://i.ibb.co/y08myC1/20200228-083456.jpg (https://ibb.co/p236zT8)
https://i.ibb.co/D8VPcch/20200228-083605.jpg (https://ibb.co/1dvYyy1)
Wieczorem jest rozmowa i kolejne próbowanie mnie pod kątem "Wodzu, to rano rozjeździmy Tarnicę i Babę Ludową". Tym razem nie mam nic przeciwko, bo odległość do cywilizacji "pod kontrolą" ale wskazuje że wtedy możemy nie zdążyć przed zmrokiem itp. itd. plus kwestie logistyczne z Szybenego do Dzembronii - do campingu Biały Słoń gdzie czeka na nas fura.
Ruszamy ok 8:30 wiedząc że "zaraz kończymy". Wg GPSa zostało nam ok 14km do Szybenego :) :) :) Zostaje parę fot zanim zaczęliśmy zjeżdżać w dół..
https://i.ibb.co/RHZhDW6/20200228-092334.jpg (https://ibb.co/9Yzwrj4)
https://i.ibb.co/JBrR9dX/IMG-5471.jpg (https://ibb.co/znPhz5K)
https://i.ibb.co/1bMWnc8/IMG-5477.jpg (https://ibb.co/3kvZsKB)
https://i.ibb.co/DVH13Cv/IMG-5482.jpg (https://ibb.co/98kpRT1)
https://i.ibb.co/hL5pW2S/IMG-5486.jpg (https://ibb.co/XjBmsFq)
Staja na Poł. Michajłowa
https://i.ibb.co/FVK40LY/20200228-101337.jpg (https://ibb.co/JQKjywp)
No a mnie łapie smutek i jakiś sentymentalizm.. Miałem to parę razy w życiu w górach gdy do czegoś mocno dążyłem i w końcu byłem bliski spełnienia.. Trudno to opisać.
https://i.ibb.co/SvBFXGK/20200228-105759.jpg (https://ibb.co/x56xSdM)
Ok 11:45 zaczynamy zjazd i szeroką drogą leśną mkniemy w dół. Troszkę wariujemy, ja o mało nie przypłacam jakąś kontuzją (spadłem z nasypu 3m) i po 45min jesteśmy na dole przy leśnictwie...
https://i.ibb.co/pr1zCGx/20200228-125232.jpg (https://ibb.co/93pTRzN)
Pakujemy narty na plecaki i ruszamy do szlabanu i do sklepu. Jest 12:50, idziemy przez Szybene. Coś mi w głowie już poprzedniego dnia wirowało że o 13 lub o 14 ma być autobus do Werchowyny. Dla nas byłaby to idealna opcja. Nie trzeba dzwonić po chłopaków z campingu lub inaczej kombinować, wydawać kasę na indywidualny transport. No nic, zobaczymy jak pójdą formalności na szlabanie i jak to jest z tym busem.
https://i.ibb.co/Nr9jY4b/20200228-130037.jpg (https://ibb.co/YXckjrw)
https://i.ibb.co/9YjKgv0/20200228-130220.jpg (https://ibb.co/q1wqjn8)
Jesteśmy ok 13:20 przy budce strażniczej, ja biorę na siebie rozmowę, pokazanie paszportów, druku maila z zezwoleniem itp. Generalnie jestem pewny siebie, ale wiadomo - mogą się przyczepić że nie zaczęliśmy od wizyty w Szybenem czy coś. Idzie gładko - po 10min już wsio zrobione. dopytujemy jeszcze o autobus i faktycznie - mamy równo 30min do odjazdu :) :)
No to co robimy.. piwko robimy. Potem drugie :) Siedzimy w wiacie przy szlabanie i delektujemy się chwilą. To była najszczęśliwsza, najbardziej wyluzowana chwila wyjazdu. IDEAŁ.
https://i.ibb.co/N30GPcx/20200228-134144.jpg (https://ibb.co/ZJQbPqd)
Wsiadamy o 14, cali uchachani (no bo zmęczenie 6dniami, bo dwa piwka na szybko...) No i następuje dramat. Niby 15km ale dziury jak cholera, tempo autobusu słabe a nasze pęcherze dostały przed chwilą po litrze piwa. Dalej opisywać nie będę, powiem krótko: bolało jak cholera.
Wysiadamy przy moście w Dzembronii… Coś się kończy...
https://i.ibb.co/64sX7XP/20200228-145958.jpg (https://ibb.co/0fJsRsM)
Idziemy się najeść i świętować nasz sukces. Tak, to jest sukces że udało się taką trasę dziabnąć zimą pomimo "szczytowania" już pierwszego dnia. Ja mimo wszystko jakoś czuję że coś się skończyło dla mnie. Coś... coś o czym marzyłem. Gdy realizujesz marzenie to potem część Ciebie umiera.
Odpalamy wifi w campingu, dochodzą nas informacje że "we Włoszech rozwija się koronawirus". Jeszcze nie kminimy powagi sytuacji i tego co na nas i na Polskę pod kątem zakazów spadnie zaledwie w 2 tygodnie. Udało się nam pojechać w ostatniej chwili.
Jestem w duchu mega ale to mega wdzięczny losowi że udało się, moim kompanom że byli tacy wyrozumiali dla "kierownika faszysty" i że cali zdrowi wróciliśmy.
Nocujemy na campingu, rano o 6 wsiadamy w furę i jedziemy na granicę (znowu Budomierz). Cała operacja na przejściu to 60min. Kulturka.
W ten sposób kończę moją opowieść. Opowieść zrobienia (wreszcie) trasy z jednej strony dla siebie, dla swoich ambicji górskich, zainteresowania, "czarnoczeremoszowania" którym się param od ok 10lat, z drugiej strony - oddanie hołdu Tadeuszowi Studzińskiemu.
Dziękuję za cierpliwość w czytaniu moich wypocin :) Oczywiście w razie pytań - dawajcie, postaram się odpowiedzieć.
Piotrek
bartolomeo
13-04-2020, 23:26
Coś fantastycznego. Gratuluję! :smile:
Petefijalkowski
14-04-2020, 08:30
Coś fantastycznego. Gratuluję! :smile:
Dzięki :) Jeszcze zamieszczam obiecany "filmik" zrobiony na bazie śladu z GPS. Zdjęcia nie sa w dobrych miejscach jednakże pokazywane - jest przesunięcie godzinne (jeden sprzęt przestawił się, drugiego nie przestawiliśmy na czas ukraiński)
https://www.relive.cc/view/v36ArL1ejGq
bartolomeo
14-04-2020, 08:47
To jeszcze tylko się pochwalę: ja też mam "Pięć Mostów" Studzińskiego z odręcznym autografem Autora i dwoma czy trzema odręcznymi dopiskami w tekście i na zdjęciach zamieszczonych w książce :mrgreen:
Petefijalkowski
14-04-2020, 09:49
To jeszcze tylko się pochwalę: ja też mam "Pięć Mostów" Studzińskiego z odręcznym autografem Autora i dwoma czy trzema odręcznymi dopiskami w tekście i na zdjęciach zamieszczonych w książce :mrgreen:
Oooo dawaj zdjęcia! Koniecznie! Ja tez mam "Pięć Mostów" z pieczatka Tadeusza, podpisem i wieloma wklejkami z artykułów i odznaczeń (kopie) oraz kserem książeczki wojskowej:
https://i.ibb.co/k1ds2wh/20200414-084001.jpg (https://ibb.co/WtT4vMc)
https://i.ibb.co/x6FT3mK/20200414-084225.jpg (https://ibb.co/TtW3rKD)
bartolomeo
14-04-2020, 14:24
Oooo dawaj zdjęcia! Koniecznie!proszę bardzo:
https://podkarpacia.pl/forum/2020/piec_mostow.jpg
bartolomeo
14-04-2020, 20:51
I jeszcze dwa. Na kilku stronach są takie inicjały, nie wiem czy autora czy poprzedniego właściciela:
https://podkarpacia.pl/forum/2020/piec_mostow_2.jpg
Czy w Twoim egzemplarzu też coś takiego można znaleźć?
Jest także ręczny dopisek do jednego zdjęcia:
https://podkarpacia.pl/forum/2020/piec_mostow_3.jpg
I tyle. Nie ma żadnych wklejek, żadnych dokumentów :sad:
PS
A nie, jeszcze coś znalazłem:
https://podkarpacia.pl/forum/2020/piec_mostow_4.jpg
Wygląda jak ręcznie zmieniony kierunek na zdjęciu, ta strzałeczka po lewej.
włóczykij
14-04-2020, 21:43
Widzę po zdjęciach, że używacie jakichś szerokich nart. Możecie podszkolić laika co to jest za sprzęt? I jak go dobrać do wzrostu i wagi?
Dziękuję.
don Enrico
14-04-2020, 22:47
Ładna wyrypa, taka kosmicznie biała. Podnosi na duchu.
... a swoją drogą to jak w latach 30-tych można było chodzić bez gps-u ?
komisaRz von Ryba
15-04-2020, 00:50
Dzięki, cudowna relacja, dzięki po dwakroć
Petefijalkowski
15-04-2020, 12:33
Widzę po zdjęciach, że używacie jakichś szerokich nart. Możecie podszkolić laika co to jest za sprzęt? I jak go dobrać do wzrostu i wagi?
Dziękuję.
Hej Włóczykiju, to może sa szerokie narty, ale tylko jeżeli porównasz do biegówek czy jakichś back country na nizinne zastosowania, na Góry Izerskie. Na przykładzie nart i sprzętu mojego i Globusa powiem o co chodzi.
NARTY
Sa to narty firmy Madshus Epoch oraz Madshus Annum. Epoch maja szerokości 99-68-84 a Annum 109-78-95. Obydwa typy nart maja łuskę na ok 2/3 długości narty która to łuska pozwoliła na pokonanie większości schyłów na wyjeździe bez montowania foki. Oczywiście sa krawędzie metalowe na całej długości które usztywniają konstrukcje i np przy twardym śniegu pozwalają na krawędziowanie itp. Natomiast trzeba podkreślić że obydwie narty sa za szerokie do używania w torach do narciarstwa biegowego, tutaj bym dobierał węższe narty.
Narty nie sa płaskie, ale maja 1,5 komory odbiciowej. Normalna narta biegowa ma chyba 2krotna komorę odbiciowa - czyli wygiecie narty. Ułatwia to szuranie lub biegoszuranie w terenie.
Na tę nartę moja zamówiłem foki które były węższe o ok 3-4mm po każdej stronie w środkowej części narty - zaczepiane tylko o czób, bez tylnych zaczepów. W razie zakładania foki dawało to jeszcze trochę "poślizgu" odsłoniętej części ślizgu żeby było łatwiej się poruszać.
Dobór - ja mam 175cm wzrostu i 74kg i wybrałem pod katem wyjazdów z plecakiem dlugosc nart 185cm i uważam spoko. Globus jest cięższy i wyższy - wzial też 185, głównie w obawie o manewrowalność nie wzial 195cm. Dla przezmieszczania się w połogim terenie pewnie lepiej by było wziąć 195 dla Niego.
Wiazania.
Wiazania to Voile 3 pin z odczepianym kablem.
https://narty-biegowe.net.pl/wiazania-telemarkowe/284-voile-3-pin-cable.html
Wiazania takie to mocna wersja NN75, do której można wpiąć zwykły "stary" "tradycyjny" but biegowy, ale i można wpiąć wiekszosc mocnych skórzanych turystycznych/wyprawowych butów z kaczym dziobem, a także - to co my robiliśmy - plastikowe buty telemerkowe w systemie NN75 (kaczy dziob). Inny typ buta tu nie wchodzi. I teraz tak - wiązanie to ma regulacje "zapinania" buta na 2-3 grubości. Czyli można wpiąć but który ma chudszego dzioba, ale też grubszego dzioba.
Kabel jest demontowany - daje większa kontrolę na zjeździe, "reaktywność" wiązania, ale też ciężej się z nim chodzi po płaski / pod górę. Bazujac na swoim doświadczeniu że biorac but plastikowy na wyjazd i tak sobie poradzę - kable zostały w domu.
Buty
Przed wyjazdem mocno zastanawiałem się czy wziąć mocne skórzane buty (Alpina Alaska) czy plastikowe (mam Scarpa T4 oraz Crispi TCX). W skórzanych bym był nieporównywalnie szybszy ale kontrola na zjedzie dużo gorsza ORAZ kwestia suszenia skórzaka jest bardziej problamtyczna przy tygodniowym wyjeździe. OStatecznie jestem zadowolony że wzialem buty plastikowe dwuklamrowe, typowo turystyczne, jedne z lżejszych tego typu. Na weekendowy wyjazd w Gorce zabrałem powyższe narty i wiązania oraz buta skórzanego - i było spoko.
Nie ukrywam, buty na tym wyjeździe każdemu dały się we znaki. Na różne sposoby (obicia paznokci bo źle domknięte klamry, obtarcia, bable). Wytrzymała noga(stopa) która przeszła już niejedno oraz wygodne buty to podstawa na takich wyjazdach. Ja załatwiłem sobie paznokcia miesiąc wcześniej i na tym wyjeździe tylko dobiłem. Bolało. Wszystkich bolało :) :)
Na krótszych i lżejszych nartach oraz też na wiązaniach 3pin nn75 przeszedłem zima Góry Rodniańskie, choć pewnie wielu skiturowców poukałoby się w głowę. Ale trzeba przyznać - że na zjazdach była walka "byle w dół" zwłaszcza że był wór na plecach.
Tutaj zdjęcia z Rodnian:
https://photos.google.com/share/AF1QipOk498681Ndq5vyzls6fj9IEdHt0RZXH1DFbcnMS4kpHF SCHfIguf8YlKnSsJUJZg?key=VjV1RlF3OC11SUVqYUVtcTBnV WlnR0RYQkFUUndB
Petefijalkowski
15-04-2020, 12:54
Czy w Twoim egzemplarzu też coś takiego można znaleźć?
U mnie jest dużo wklejek - kser z odznaczeń, wycinków prasowych, korespondencji. Spróbowałem wrzucić to na dropbox, żeby tu nie śmiecić, daj znać czy możesz otworzyć i widzisz:
https://www.dropbox.com/sh/ceug4mrjd0xj2f8/AAAectVnkXG4LAy0jI7f4Swia?dl=0
A ja tego nie mogę czytać i oglądać fotek. Bo mnie aż skręca z bólu i tęsknoty. Właśnie teraz miałem se leżeć na Kostrzycy i oglądać trasę Pete w wersji live. A siedze przed lapatopem w wesji home office no i mnie skręca ..... Jeszcze będzie przepięknie.... jeszcze będzie normalnie ..... i zobacze se z Kostrzycy te Hryniawy, Czarnohory Czeremosze ........ Dzięki wielkie Piotr !!!!!
włóczykij
15-04-2020, 22:02
Hej Włóczykiju, to może sa szerokie narty, ale tylko jeżeli porównasz do biegówek czy jakichś back country na nizinne zastosowania, na Góry Izerskie. Na przykładzie nart i sprzętu mojego i Globusa powiem o co chodzi.
Wielkie DZIĘKUJĘ ! Właśnie o coś takiego mi chodziło. Czasami, gdy czytałem różne poradniki na stronach sklepów sportowych, to nie wiedziałem dla kogo te różne rady napisano ;)
Tomnatyk
16-04-2020, 23:07
U mnie jest dużo wklejek - kser z odznaczeń, wycinków prasowych, korespondencji
Masz unikatowy osobisty egzemplarz autorski Studzińskiego. Wydał ksiązkę własnym sumptem i uzupełniał chałupniczo. Ja mam egzemplarz z dedykacją dla czytelników + paroma doklejkami z 1993.
47464
Gratuluję wspaniałej wyrypy!
Pozdrawiam
Tom
Petefijalkowski
29-10-2020, 11:33
Przejechałbym się w Czywczyny i Hryniawy posiedzieć na dalekiej połoninie w chacie pasterskiej...
https://www.youtube.com/watch?v=uBR40d7Ztjo
AndrzejS
31-10-2020, 20:21
...jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie...
Super fota, piękny kadr, gratulacje :)
Tomnatyk
06-11-2020, 10:01
Przejechałbym się w Czywczyny i Hryniawy posiedzieć na dalekiej połoninie w chacie pasterskiej...
https://www.youtube.com/watch?v=uBR40d7Ztjo
Nostalgia nostalgią, ale może uzasadniłbyś w końcu zakwestionowanie rzetelności wspomnieniowej relacji Studzińskiego:
Zastanawiałem się czy na pewno był w miejscu słupa 56. Miałem nawet myśli czy cała historia nie jest wymysłem autorskiej wyobraźni. Wrócę do tego pod koniec, jest co najmniej jedno miejsco gdzie coś się z dniami nie zgadza.
Zaczął to rozkminiać luki:
Co do Twoich wątpliwości co do tego, czy T. Studziński osiągnął cypel przedwojennej granicy Polski w siodle Styniszory przy słupku nr 56, to oczywiście ja też je podzielam. Myślę jednak, że Studziński nie „zmyślał” celowo, a jedynie popełnił błąd odtwarzając swoją trasę z pamięci [...]
A Ty jakoś spasowałeś. Chyba nie rzucasz słów na wiatr?...;)
https://www.youtube.com/watch?v=Yl350iAFr8Y
Pozdrawiam jesiennie
Tom
Petefijalkowski
30-12-2020, 15:23
Cześć Tomnatyk,
zarobiony jestem stad brak odpowiedzi. W międzyczasie jak przeczytałem Twoje zapytanie ponownie wgłębiłem się w opowiadanie i poniekąd "czyhając na błąd" przeryłem jeszcze raz całość, w oryginale, z Płaju. Powiem tak.. Wycofuję się z mojego podejrzenia. To wszystko się wzięło z niesamowitej pustki i dalekości miejsc, odległości tam i zimy... Będac tam w trójkę, majac porządne mapy, gpsa, znając teren po prostu naszły mnie te waptliowści. Co do słupa 56 to trzeba to wziąć że się pomylił i miał na myśli 53/54. Życie. Generalnie jest więcej punktów które każa pomyśleć - no w mordę jeża, nie będąc tam na miejscu nie mógłby tego opisać. Takim meijscem jest Przełęcz Łostuńska, okolice Bałtagulu, kopalni Manganu na Prełucznym, widoku na klauzę Arcyksięcia Rudolfa.
Oczywiście we współczesnych realiach zastanawiam się po kiego wała wracał z powrotem do schroniska AZS :D ale w 1938 Szybene na pewno było zapuszczona wioska na końcu świata i prościej było pewnie mu przez schronisko jakoś się ewakuować. Ale pytania pozostaną - może nigdy nie dowiemy się jak potem wycofał się Studziński do cywilizacji...
Na końcu opowiadania "Kurniawa w Karpatach" trafia się wspomnienie o płk Ziętkiewiczu który razem z żołnierzami też zawitał do schroniska AZS gdy Studziński kończył swój rajd. Ziętkiewicz namówił Studzińskiego by opowiedział o swoich przygodach, a następnie by opisał opowiadania do "Sport Szkolny" i w Kurniawie Studziński wspomina że ukazał się ten tekst na wiosnę 1938. Teraz w dobie internetu i archiwów zajęło mi nie za dużo czasu dorwać się do tamtych pism i …..
faktycznie, w kwietniu i maju w pięciu kolejnych czasopismach ukazało się opowiadanie "Na szczytach Kurniawa" Jest tam zakres tylko tej ostatniej "kulminacyjnej" nocy.
Te wywody bardzo prosto prowadza do słynnego tekstu o tym że na próżno szukamy jagiellońskiej granicy i że zagubimy się w datach.....
Reasumujac - nie mam powodu by myśleć że Studziński tego nie zrobił. Trzeba mocno wziąć pod uwagę że wysportowany żołnierz z 1938 to nie to co my - cały rok za biurkiem przed kompem….
- - - Updated - - -
Nie mogę podłączyć tutaj pdfu z opowiadaniem (połączyłem z pięciu wydań). Jeżeli ktoś chce to zapraszam na priv - prześlę mailem, lub sami poszukajcie, "Sport szkolny", rok 1938, numer 30/31-32-33-34-35 (pierwszy numer podwójny).
Piotrek
Tomnatyk
30-12-2020, 20:11
To wszystko się wzięło z niesamowitej pustki i dalekości miejsc, odległości tam i zimy... Będac tam w trójkę, majac porządne mapy, gpsa, znając teren po prostu naszły mnie te waptliowści. [...] Reasumujac - nie mam powodu by myśleć że Studziński tego nie zrobił. Trzeba mocno wziąć pod uwagę że wysportowany żołnierz z 1938 to nie to co my - cały rok za biurkiem przed kompem….
Czołem Wyrypiarzu! Miło będzie sobie pogawędzić rocznicowo o wyczynie Studzińskiego, bo finiszował na "pętelce" właśnie w ostatnich dniach roku. Jedno zastrzeżenie na początek: skitura wieloosobowej ekipy współcześnie nie ma, bo mieć nie może, pełnej i miarodajnej analogii do wyczynu samotnika przed 80 laty. Nie dlatego, że wyruszyłeś "zza biurka", bo Ty akurat jesteś chyba wybiegany przez okrągły rok, nie?;) Natomiast zasadnicze różnice są w warunkach nawigacji i pokonywania górskich przestrzeni zimą. W zespole zmienialiście się na prowadzaniu, torując w głębszym śniegu. Warunki pogodowe i śnieżne niemal nigdy (poza wiosennymi firnami i betonami) nie będą analogiczne, a wystarczy jeden dłuższy etap w kopnym śniegu, albo łamliwej szreni bądź gipsie w zaspach, żeby wykończyć samotnika. Przy nawigacji musiał polegać tylko na własnym nosie. W zespole można korygować wzajemnie błędy w ustalaniu położenia czy wyborze kierunku, trasy zjazdu itd. Miał nad Wami przewagę w obciążeniu, idąc na lekko. Ale kosztem bazowania na schroniskach, do których musiał trafić po ciemku. Biwak bez śpiwora przeżył jedynie dzięki przypadkowi - wpadł w naturalną jamę śnieżną w głębokiej kosówce.
Co do słupa 56 to trzeba to wziąć że się pomylił i miał na myśli 53/54.
Nie spisał relacji na gorąco, po powrocie z gór, lecz po latach - wspomnieniowo. Pytanie: czy wspomagał się WiGowską "setką"? Przejawiał zamiłowanie do tych map. Gdyby miał je przed oczyma, to na pewno nie pomyliłby szczytu Hnitesy z najdalszym punktem terytorium II RP. Czyli jednak chyba konfabulacja, bo nie wspomina zjazdu z Hnitesy na Styniszorę z rumuńską pikietą tuż pod grzbietem, ani tym bardziej powrotu z niej (do Menczila nie zjeżdżał, bo to byłoby karkołomne przedsięwziecie).
zastanawiam się po kiego wała wracał z powrotem do schroniska AZS :D ale w 1938 Szybene na pewno było zapuszczona wioska na końcu świata i prościej było pewnie mu przez schronisko jakoś się ewakuować.
Zaplanował sobie "pętelkę" ze schroniska Ziemblica, któremu podał chyba datę powrotu. Dlatego pociągnął z Szybenego z powrotem w Czarnohorę, ale przeliczył się z siłami i kurniawa go zaskoczyła. W Szybenem mógłby przenocować choćby w strażnicy KOP, albo zjechać do Jawornika do leśniczówki. Generalnie odwrót doliną Czarnego Czeremoszu zimą byłby bezpieczniejszy, ale logistycznie o wiele bardziej kłopotliwy, niż przez Czarnohorę do kolejki na Foreszczence i kolei w Worochcie.
Na końcu opowiadania "Kurniawa w Karpatach" trafia się wspomnienie o płk Ziętkiewiczu który razem z żołnierzami też zawitał do schroniska AZS gdy Studziński kończył swój rajd. Ziętkiewicz namówił Studzińskiego by opowiedział o swoich przygodach, a następnie by opisał opowiadania do "Sport Szkolny" i w Kurniawie Studziński wspomina że ukazał się ten tekst na wiosnę 1938. Teraz w dobie internetu i archiwów zajęło mi nie za dużo czasu dorwać się do tamtych pism i ….. faktycznie, w kwietniu i maju w pięciu kolejnych czasopismach ukazało się opowiadanie "Na szczytach Kurniawa" Jest tam zakres tylko tej ostatniej "kulminacyjnej" nocy.
Dotarłem do wersji drukowanej lata temu. Ziętkiewicza interesował aspekt surwiwalowy nocnej przygody Studzińskiego pod Smotercem, a nie przebieg samej jego tury po Czywczynach i Hryniawach. Wspomnieniową relację z przejścia spisał i opublikował po wojnie, i to z problemami. Pytanie, czy zachowały się w schedzie po nim jakieś maszyno- czy rękopisy tego tekstu?
Te wywody bardzo prosto prowadza do słynnego tekstu o tym że na próżno szukamy jagiellońskiej granicy i że zagubimy się w datach.....
Nie przesadzajmy! Czasy Jagiellonów to jednak ciut dawniej, niż międzywojnie. Choć z drugiej strony autorowi tego słynnego tekstu zwidziały się kamienne słupki nad granicznym Menczilem... Licentia poetica płatała tam różne figle.
Pozdrawiam
Tom
Petefijalkowski
31-12-2020, 08:47
Czołem Wyrypiarzu! Miło będzie sobie pogawędzić rocznicowo o wyczynie Studzińskiego, bo finiszował na "pętelce" właśnie w ostatnich dniach roku .
:) Witaj :)
Jedno zastrzeżenie na początek: skitura wieloosobowej ekipy współcześnie nie ma, bo mieć nie może, pełnej i miarodajnej analogii do wyczynu samotnika przed 80 laty. Nie dlatego, że wyruszyłeś "zza biurka", bo Ty akurat jesteś chyba wybiegany przez okrągły rok, nie?;) Natomiast zasadnicze różnice są w warunkach nawigacji i pokonywania górskich przestrzeni zimą. W zespole zmienialiście się na prowadzaniu, torując w głębszym śniegu. Warunki pogodowe i śnieżne niemal nigdy (poza wiosennymi firnami i betonami) nie będą analogiczne, a wystarczy jeden dłuższy etap w kopnym śniegu, albo łamliwej szreni bądź gipsie w zaspach, żeby wykończyć samotnika. Przy nawigacji musiał polegać tylko na własnym nosie. W zespole można korygować wzajemnie błędy w ustalaniu położenia czy wyborze kierunku, trasy zjazdu itd. Miał nad Wami przewagę w obciążeniu, idąc na lekko. Ale kosztem bazowania na schroniskach, do których musiał trafić po ciemku. Biwak bez śpiwora przeżył jedynie dzięki przypadkowi - wpadł w naturalną jamę śnieżną w głębokiej kosówce.
Widzisz - i chyba z tego się to wzięło - będąc tam na miejscu w Kurniawie i przy braku widoczności przez prawie cały wyjazd w głowie zaczęły kołatać "kurdę, jak On to zrobił" Ja wiem że miał dużo trudniej, to bez dwóch zdań. Wiem też że w lutym bez wsparcia kolegów sam bym tego nie zrobił. Bo co zespół to zespół. Chociażby psychicznie... Lub - jak przełożę nasze huraganowe warunki od Pohanego Misca do Popa i sobie wyobrażę że sam miałbym tak nockę spędzić bez żadnego sprzętu (trzeba przyjać że był bardziej niż słabo ubrany Studziński) - to z tych wszystkich myśli zrodziła się wątpliwość. I cały czas musiałem się korygować - nie porównuj się drogi pracowniku korporacji XXI wieku do żołnierza IIRP :)
Nie spisał relacji na gorąco, po powrocie z gór, lecz po latach - wspomnieniowo. Pytanie: czy wspomagał się WiGowską "setką"? Przejawiał zamiłowanie do tych map. Gdyby miał je przed oczyma, to na pewno nie pomyliłby szczytu Hnitesy z najdalszym punktem terytorium II RP. Czyli jednak chyba konfabulacja, bo nie wspomina zjazdu z Hnitesy na Styniszorę z rumuńską pikietą tuż pod grzbietem, ani tym bardziej powrotu z niej (do Menczila nie zjeżdżał, bo to byłoby karkołomne przedsięwziecie)..
No tak, nie mógł być na dole na Styniszorze. Zapamiętałby ten zjazd hehe że hej... A powiedz, masz jakieś bliższe info gdzie ta rumuńska pikieta mogła być? NMie mogłem tego na WIGach znaleźć.
Zaplanował sobie "pętelkę" ze schroniska Ziemblica, któremu podał chyba datę powrotu. Dlatego pociągnął z Szybenego z powrotem w Czarnohorę, ale przeliczył się z siłami i kurniawa go zaskoczyła. W Szybenem mógłby przenocować choćby w strażnicy KOP, albo zjechać do Jawornika do leśniczówki. Generalnie odwrót doliną Czarnego Czeremoszu zimą byłby bezpieczniejszy, ale logistycznie o wiele bardziej kłopotliwy, niż przez Czarnohorę do kolejki na Foreszczence i kolei w Worochcie.).
I tu się kłania temat wizyty u syna Studzińskiego... Ostatnia osoba która może nam cokolwiek wyjaśnić jeżeli w ogóle..
Dotarłem do wersji drukowanej lata temu. Ziętkiewicza interesował aspekt surwiwalowy nocnej przygody Studzińskiego pod Smotercem, a nie przebieg samej jego tury po Czywczynach i Hryniawach. Wspomnieniową relację z przejścia spisał i opublikował po wojnie, i to z problemami. Pytanie, czy zachowały się w schedzie po nim jakieś maszyno- czy rękopisy tego tekstu? .).
Nie mam pojęcia... :(
bartolomeo
31-12-2020, 09:50
Wspomniane powyżej opowiadanie Studzińskiego (https://podkarpacia.pl/forum/2020/Studzinski_1938.pdf), załączam na prośbę Petefijalkowskiego.
Tomnatyk
31-12-2020, 12:04
Widzisz - i chyba z tego się to wzięło - będąc tam na miejscu w Kurniawie i przy braku widoczności przez prawie cały wyjazd w głowie zaczęły kołatać "kurdę, jak On to zrobił" Ja wiem że miał dużo trudniej, to bez dwóch zdań. Wiem też że w lutym bez wsparcia kolegów sam bym tego nie zrobił. Bo co zespół to zespół. Chociażby psychicznie... Lub - jak przełożę nasze huraganowe warunki od Pohanego Misca do Popa i sobie wyobrażę że sam miałbym tak nockę spędzić bez żadnego sprzętu (trzeba przyjać że był bardziej niż słabo ubrany Studziński) - to z tych wszystkich myśli zrodziła się wątpliwość. I cały czas musiałem się korygować - nie porównuj się drogi pracowniku korporacji XXI wieku do żołnierza IIRP :)
Studziński był wtedy na podchorążówce. Żadnego specjalnego treningu kondycyjnego nie przeszedł. Natomiast miał w nogach i rękach setki przebytych km na wędrówkach pieszych i kajakowych po Polsce. Był na tamte czasy sportsmenem. No i niosła go młodość. Narty miał na pewno cięższe, ale plecak dużo lżejszy. Kurniawa go dopadła na finiszu, a Was na starcie. Historia widać lubi się powtarzać, lecz niekoniecznie w takiej samej kolejności zdarzeń. Prawdopodobnie na Pohanym Miscu by zginął. Nie miał puchowego ubrania, a jedynie wełniane + anorak czy wiatrówkę. Pohane jest faktycznie "pohane" i nie ma tam zmiłuj! Sam wcześniej zaliczyłeś falstart na pierwszej próbie, więc dobrze wiesz jakie jest obciążenie psychiczne, aby zapuścić się zimą w pustacie na pd-wsch. od Czarnohory. On miał o tyle łatwiej, że nie były to całkiem bezludne okolice. Funkcjonowały schroniska, a w dolinach Czeremoszu leśniczówki, stróżówki na klauzach, posterunki SG czy KOP-u, za Hnitesą natknął się nawet na huculskich drwali. Natomiast dzisiaj nieporównywalną przewagę w nawigacji daje GPS, no i łączność komórkowa i satelitarna umożliwiająca natychmiastowe przywołania pomocy (ratownicy dyżurują na Pop Iwanie i w Żabiu).
No tak, nie mógł być na dole na Styniszorze. Zapamiętałby ten zjazd hehe że hej...
Mógłby szusować przez połoninę Gropę, po pn-wsch. zboczach Hnitesy, które były wtedy bezleśne. A ze Styniszory mógłby wyciąć trawers ponad jarem Menczila na Zadnią Staję i Wesnarkę. Jednak wydłużyłoby to ten etap o parę godzin. No i na pewno wspomniałby o tym w relacji po latach. Zaliczenie słupa 56 wygląda więc na czystą konfabulację.
A powiedz, masz jakieś bliższe info gdzie ta rumuńska pikieta mogła być? Nie mogłem tego na WIGach znaleźć.
Masz ją zaznaczoną na "setce" WIG jako budyneczek bez nazwy tuż przy granicy poniżej słupa 55 (na pd. od niego). A tu z nazwą na rumuńskiej przedwojennej "25" (zaktualizowanej w 1959):
48040
I tu się kłania temat wizyty u syna Studzińskiego... Ostatnia osoba która może nam cokolwiek wyjaśnić jeżeli w ogóle..
Tak, trzeba się mu ukłonić, to może znajdą się u niego jakieś notatki czy brulion opowiadania, a może kluczowe okoliczności żyją jeszcze we wspomnieniach rodzinnych?...
Warto byłoby zrobić zestawienie porównawcze tras przejścia Studzińskiego i Waszej. Dałoby się na szeregu odcinków interpolować kilometraż i sumy podejść oraz zjazdów (międzyczasów nie ma sensu rzutować z wyżej wyszczególnionych względów).
Tomnatyk
03-01-2021, 21:57
Witam w Nowym Roku, 1 stycznia "rocznicowo" przeczytałem ponownie opowiadanie Studzińskiego z "Płaju" wraz z "Posłowiem" autora z 1992 roku. Nie wzmiankuje w nim, że posiadał jakieś notatki sprzed wojny, nie mówiąc już o zdjęciach (zapewne nie miał aparatu na wyrypie). Pisze, że jego prywatna biblioteka spłonęła podczas Powstania Warszawskiego. Prawdopodobnie więc bruliony "Kurniawy" poszły wtedy z dymem. Druga wersja opowiadania pochodzi z 1954 roku. Podaje kilometraże poszczególnych etapów dziennych, co mogłoby wskazywać, że korzystał wówczas z map topograficznych.
Wymienia jednak na trasie grzbietem Gór Czywczyńskich zaledwie kilka nazw terenowych, przy czym w kluczowym rejonie mylnie nazywa Palenicę "połoniną Gropa", która rozciąga się na pn-wsch. zboczach Hnitesy. Zastanawiające, że konsekwentnie używa kilkakrotnie rzadko spotykanej formy jej nazwy: "Hniatysia", choć na WIGówce i w przewodniku Gąsiorowskiego figuruje "Hnatasia". Nie jest to błąd zapisu Studzińskiego, ani przekręcenie tej nazwy, bo pojawia się ona w użytej przez niego formie po raz pierwszy(?) epizodycznie u Rehmana (1895), a w międzywojniu w ornitologicznych publikacjach Frydrychewicza (1934-1936). Nie zapożyczył z nich tej formy. Musiał ją zapamiętać ze słuchu w terenie. Gdyby się opierał na WIGówce, to zapewne podałby ją "poprawnie" w najpopularniejszej formie.
Nie utożsamia też najdalszego południowego punktu terytorium II RP z kulminacją Hnitesy, pisząc jednoznacznie: "do południowego cypelka granicznego za Hniatysią doszedłem...", a od słupa 56 wrócił się własnym śladem 4 km "do płaskich połonin Gropy" czyli Palenicy, by rozpocząć zjazd w źródliskowe zwory Czarnego Czeremoszu. Faktycznie taki właśnie dystans dzieli słupa 56 od Palenicy! Dlaczego jednak nie wspomniał o zjeździe na Styniszorę? Jeśli szusował przez połoninę Gropę na pn.-wsch. zboczach Hnitesy, to nie mógł widzieć rumuńskiej pikiety za grzbietem granicznym poniżej słupa 55. Tak więc ten enigmatyczny fragment wspomnieniowej relacji Studzińskiego może tylko pozornie wyglądać na "czystą konfabulację".
PS. W "Krótkim przewodniku po Huculszczyźnie" z 1933 roku na szczycie Hnitesy wzmiankowany jest "graniczny kamień 56":-)
Witaj Tomnatyk,
Nie utożsamia też najdalszego południowego punktu terytorium II RP z kulminacją Hnitesy, pisząc jednoznacznie: "do południowego cypelka granicznego za Hniatysią doszedłem...", a od słupa 56 wrócił się własnym śladem 4 km "do płaskich połonin Gropy" czyli Palenicy, by rozpocząć zjazd w źródliskowe zwory Czarnego Czeremoszu. Faktycznie taki właśnie dystans dzieli słupa 56 od Palenicy! Dlaczego jednak nie wspomniał o zjeździe na Styniszorę? Jeśli szusował przez połoninę Gropę na pn.-wsch. zboczach Hnitesy, to nie mógł widzieć rumuńskiej pikiety za grzbietem granicznym poniżej słupa 55. Tak więc ten enigmatyczny fragment wspomnieniowej relacji Studzińskiego może tylko pozornie wyglądać na "czystą konfabulację".
odległość się zgadza, lecz Studziński obliczył ją prawdopodobnie na podstawie skali mapy WIG, natomiast zastanawia ten brak wspomnienia o karkołomnym zjeździe z grzbietu w dół na przełęcz. Nie zgadza się też opis – w szczególności to, iż autor miał widok na „zbałwaniony ocean gór” dookoła. Czegoś takiego nie ujrzymy z siodła Styniszory (nawet biorąc pod uwagę inny niż dzisiaj ówczesny stan zalesienia), bo stamtąd widać jedynie coś niecoś na zachód – w głąb doliny Wazeru i na wschód – w stronę Czarnego Działu. Moim zdaniem Tadeusz Studziński stał przy słupie 55, bo stąd miał właśnie widok na „wysoki dział pomiędzy dorzeczami Cisy i Prutu” prowadzący dalej na południe, który to grzbiet jednak nie przesłaniał mu owej „dookolnej” panoramy całkowicie, gdyż z tamtego miejsca widoczne są chociażby i Rodniany z Pietrosulem i Suchardy z Omulem - czyli opis autora bardziej odpowiada obrazowi tego, co można zobaczyć spod słupka 55, niż 56 (co do nr słupa, to ten mógł być wówczas po prostu przesłonięty grubą warstwą śniegu i lodu). Nie chcąc się jednak powtarzać, nadal uważam, że autor nie konfabulował, a jedynie po latach odtwarzał z pamięci swą trasę - skąd mógł Studziński wiedzieć, że najdalej na południe wysunięty polski słupek posadowiony był głęboko w dolinie - rozszyfrowanie tego nawet na podstawie mapy WIG jest utrudnione, jeśli nie niemożliwe (o czym wspominałem w swoim poprzednim poście), a przecież wiedzy na ten temat nie mógł czerpać jak my współcześnie z forów i blogów internetowych, a nieliczne wzmianki w literaturze o tym fakcie traktujące mogły być mu po prostu nieznane. Natomiast pisząc swoje wspomnienia, mógł także posługiwać się ową mapką, zamieszczoną w „Płaju” na końcu swego opowiadania (o czym świadczy umieszczenie na niej oronimu Gropa w miejscu Palenicy). Jest to (o ile się nie mylę) ta sama mapa, która była dołączona do książki „Powroty w Czarnohorę” autorstwa Marka Olszańskiego i Leszka Rymarowicza (sprawdzę w domu), ale jej pochodzenie nie jest mi znane – w zasadzie z „płajowej” wersji opowiadania pana Tadeusza nie wynika, czy szlak swej marszruty autor nanosił na nią sam, czy raczej zrobił to ktoś z redakcji Płaju”. Jeśli to jednak rysunek jego autorstwa pojawił się na załączonej mapce, to wiele by to tłumaczyło – rozwiązuje się zagadka Gropy (bo taki oronim jest tam w miejscu Palenicy), a z kolei odległość pomiędzy słupkiem 56 a ową „Gropą” też mógł obliczyć na podstawie skali tej mapy, lub mapy WiG (jako żołnierz nie miał z tym zapewne żadnego problemu) – co więcej, ten ostatni fakt (czyli podanie dokładnej odległości w kilometrach i to mimo upływu wielu lat) już sam w sobie może stanowić argument e silentio za tym, że przy pisaniu wspomnień Studziński posługiwał się jakąś mapą. Także sam numer słupka zaczerpnął zapewne z mapki, albo z owego „Krótkiego przewodnika po Huculszczyźnie” o którym wspominałeś. Co do nietypowego imienia Hnitesy, jakim posłużył się Studziński („Hniatysia”) to (oprócz koncepcji wysuniętej przez Ciebie, iż taką nazwę, jako używaną wówczas „w terenie” mógł zapamiętać ze swej wyprawy) na pewno warto przeanalizować także, czy aby wersja taka nie figuruje gdzieś w spisie mian Hnitesy zebranych przez Jerzego Warakomskiego i zamieszczonych w „Płaju” (bodajże nr 42) w artykule pt. Imię góry. Panorama Hnitesy od strony językowej - podane są tam różnorakie wersje nazewnicze tego szczytu wraz ze źródłami do których udało się autorowi dotrzeć począwszy od Josephinische Landesaufnahme, czyli od II poł. XVIII wieku aż po czasy współczesne – lektura tego tekstu może więc prawdopodobnie pomóc w wytypowaniu „pomocy naukowych” jakimi ewentualnie posługiwał się Studziński przy pisaniu swych wspomnień.
Te wywody bardzo prosto prowadza do słynnego tekstu o tym że na próżno szukamy jagiellońskiej granicy i że zagubimy się w datach.....
Nie przesadzajmy! Czasy Jagiellonów to jednak ciut dawniej, niż międzywojnie. Choć z drugiej strony autorowi tego słynnego tekstu zwidziały się kamienne słupki nad granicznym Menczilem... Licentia poetica płatała tam różne figle.
A propos „jagiellońskiej granicy” - to czy od czasu publikacji w trzech kolejnych numerach „Wierchów” (z lat 2005 - 2007) pracowałeś jeszcze dalej nad zagadnieniem historii „Rozrogów”?
Pozdrawiam
Luki
Tomnatyk
05-01-2021, 21:53
Witam, składam wyrazy uznania za trafne objaśnienie znaczenia nazwy "Gropa". Jednak dotyczy ona niewielkiej połoniny na pn.-wsch. zboczu Hnitesy. Zastanawiające, dlaczego Studziński wymienia właśnie ją, utożsamiając z wielką połoniną Palenicy? Nazwa "Gropa" na Hnitesie figuruje tylko na "setce" WIG. Gdyby z niej korzystał to przecież nie popełniłby tak rażącej pomyłki i wymienił Palenicę. Nazwę "Gropa" musiał podać z pamięci. Gdzie się z nią zetknął, czy niedokładnie zapamiętał jej umiejscowienie, czy je zapomniał? - tego się już nie dowiemy. Mógł ją wziąć w terenie od Hucułów (drwali nad Bałtagułem?). W piśmiennictwie turystycznym nie występuje. Kojarzę ją jedynie z prac naukowych.
odległość się zgadza, lecz Studziński obliczył ją prawdopodobnie na podstawie skali mapy WIG [...] pisząc swoje wspomnienia, mógł także posługiwać się ową mapką, zamieszczoną w „Płaju” na końcu swego opowiadania (o czym świadczy umieszczenie na niej oronimu "Gropa" w miejscu Palenicy). [...] jej pochodzenie nie jest mi znane – w zasadzie z „płajowej” wersji opowiadania pana Tadeusza nie wynika, czy szlak swej marszruty autor nanosił na nią sam, czy raczej zrobił to ktoś z redakcji Płaju”. Jeśli to jednak rysunek jego autorstwa pojawił się na załączonej mapce, to wiele by to tłumaczyło – rozwiązuje się zagadka Gropy (bo taki oronim jest tam w miejscu Palenicy), a z kolei odległość pomiędzy słupkiem 56 a ową „Gropą” też mógł obliczyć na podstawie skali tej mapy, lub mapy WiG (jako żołnierz nie miał z tym zapewne żadnego problemu) – co więcej, ten ostatni fakt (czyli podanie dokładnej odległości w kilometrach i to mimo upływu wielu lat) już sam w sobie może stanowić argument e silentio za tym, że przy pisaniu wspomnień Studziński posługiwał się jakąś mapą. Także sam numer słupka zaczerpnął zapewne z mapki
Odległość słupa 56 od Palenicy mógł przypadkowo oszacować z dużą dokładnością, ewentualnie pomierzyć na mapie przeglądowej 1:300 tys. Stanowiła ona podkład kartograficzny do szkicowej mapki w "Płaju", w której znać rękę PiTeRa, czyli kartografa P. Kamińskiego. Trasę Studzińskiego naniósł zapewne PiTeR, zresztą w paru miejscach zupełnie błędnie (Popadyniec, Jawornik-Szybene). Zgodnie z relacją Studzińskiego, lecz zarazem mylnie umiejscowił też nazwę "Gropa" na Palenicy. Nie wiadomo, czy Studziński w ogóle widział tę mapkę przed publikacją. (Nawet z autorskimi mapami w "Płąju" działy się różne "cuda"). W każdym razie nie miała, bo mieć nie mogła, żadnej dla niego wartości źródłowej. Jest wytworem całkowicie wtórnym w stosunku do jego wspomnieniowej relacji. Na "trzysetce" nie było numerowania słupków. Numer "56" zaznaczył autor mapki za relacją Studzińskiego.
zastanawia ten brak wspomnienia o karkołomnym zjeździe z grzbietu w dół na przełęcz. Nie zgadza się też opis – w szczególności to, iż autor miał widok na „zbałwaniony ocean gór” dookoła. Czegoś takiego nie ujrzymy z siodła Styniszory (nawet biorąc pod uwagę inny niż dzisiaj ówczesny stan zalesienia), bo stamtąd widać jedynie coś niecoś na zachód – w głąb doliny Wazeru i na wschód – w stronę Czarnego Działu. Moim zdaniem Tadeusz Studziński stał przy słupie 55, bo stąd miał właśnie widok na „wysoki dział pomiędzy dorzeczami Cisy i Prutu” prowadzący dalej na południe, który to grzbiet jednak nie przesłaniał mu owej „dookolnej” panoramy całkowicie, gdyż z tamtego miejsca widoczne są chociażby i Rodniany z Pietrosulem i Suchardy z Omulem - czyli opis autora bardziej odpowiada obrazowi tego, co można zobaczyć spod słupka 55, niż 56 (co do nr słupa, to ten mógł być wówczas po prostu przesłonięty grubą warstwą śniegu i lodu).
Zjazd na Styniszorę przez połoninę Gropę pn.-wsch. zboczami Hnitesy trudno uznać za "karkołomny". Ale brak wzmianki o zjeździe faktycznie budzi kontrowersje. Grzbietem zapewne nie zjeżdżał, bo poniżej słupa 55 widziałby zabudowania pikiety rumuńskiej (wzmiankuje takową na Kopilaszu), a nie wspomina o żadnych obiektach na grzbiecie i w jego pobliżu, oprócz słupa 56. Dodam, że przy słupie 54 na przedwierzchołku (1762 m) stała wówczas wieżyczka triangulacyjna z pomiarów granicznych (widnieje na znanym zdjęciu z wycieczki Orłowicza, błędnie identyfikowanym przez Kowalika a następnie Wielochę jako ze szczytu Hnitesy). Pisze wyraźnie, że słup 56 "odwiany był przez wichry". Nie było więc na nim śniegu. Nie miałby żadnych trudności z prawidłowym odczytaniem jego numeru. Podążał właśnie do niego - zaznacza: "Niestety, nie mogłem dalej iść". Najdalszym celem wyrypy był bowiem nie sam szczyt Hnitesy, tylko właśnie "cypelek" za nim. Jednak faktycznie z głębokiego siodła Styniszory nie mógł mieć szerokiego widoku. Nie przypisuje mu wybitnej panoramiczności, a jedynie położenie w najszerszym miejscu Karpat: "Dookoła stał zbałwaniony ocean gór". Dopiero kolejne zdanie: "Szczyty ginęły w bladoniebieskiej dali" można z całą pewnością odnieść do widoku oglądanego ze szczytu Hnitesy, przez który przechodził dwukrotnie - do słupa 56 i z powrotem. Nie może to być pamięciowym błędem, bo przecież szczyty pamięta się najlepiej. Najwyraźniej zastosował celowy zabieg literacki, by w tym właśnie punkcie kulminacyjnym całej wędrówki i relacji spotęgować wrażenie rozległości przestrzeni górskiej.
skąd mógł Studziński wiedzieć, że najdalej na południe wysunięty polski słupek posadowiony był głęboko w dolinie - rozszyfrowanie tego nawet na podstawie mapy WIG jest utrudnione, jeśli nie niemożliwe (o czym wspominałem w swoim poprzednim poście), a przecież wiedzy na ten temat nie mógł czerpać jak my współcześnie z forów i blogów internetowych, a nieliczne wzmianki w literaturze o tym fakcie traktujące mogły być mu po prostu nieznane
Wiedza o położeniu słupa 56 w najdalszym punkcie terytorium II RP nad źródliskami Menczila była w latach 30. ogólnie dostępna w druku. Przed wyrypą Studziński z pewnością korzystał z przewodników turystycznych po Huculszczyźnie - Gąsiorowskiego, a być może też "od Hnitesy po Rogoze". Ale nie zaczerpnął z niego numeru słupa "56", bo przecież nie umiejscowił go błędnie na szczycie Hnitesy, lecz za nią. Trudności z czytaniem wojskowych map topograficznych na pewno nie miał, jako że kształcił się na inżyniera i odbywał techniczne przeszkolenie wojskowe na podchorążówce.
Co do nietypowego imienia Hnitesy, jakim posłużył się Studziński („Hniatysia”) to (oprócz koncepcji wysuniętej przez Ciebie, iż taką nazwę, jako używaną wówczas „w terenie” mógł zapamiętać ze swej wyprawy) na pewno warto przeanalizować także, czy aby wersja taka nie figuruje gdzieś w spisie mian Hnitesy zebranych przez Jerzego Warakomskiego i zamieszczonych w „Płaju” (bodajże nr 42) w artykule pt. Imię góry. Panorama Hnitesy od strony językowej- podane są tam różnorakie wersje nazewnicze tego szczytu wraz ze źródłami do których udało się autorowi dotrzeć począwszy od Josephinische Landesaufnahme, czyli od II poł. XVIII wieku aż po czasy współczesne – lektura tego tekstu może więc prawdopodobnie pomóc w wytypowaniu „pomocy naukowych” jakimi ewentualnie posługiwał się Studziński przy pisaniu swych wspomnień
Korzystam z własnych wypisów form tej nazwy, ale oczywiście dla porządku sprawdziłem też wykaz z artykułu Warakomskiego. Podał tę formę tylko z Rehmana. Nie uwzględnił w ogóle wcześniejszego zestawienia form owej nazwy z lat tuż przed- i powojennych, w którym figuruje m.in. "Hniatysia". Pomija, że u Rehmana jest to efemeryda obok innej częstszej formy. Lektura tego artykułu nie pomogła zatem ustalić źródła owej formy u Studzińskiego. Uważam, że nie zaczerpnął jej z żadnej publikacji, lecz najprawdopodobniej zasłyszał u Hucułów (drwali nad Bałtagułem?).
Reasumując, przy obecnym stanie wiedzy o wyrypie Studzińskiego i powstaniu jego relacji oraz wspomnień, nie da się pewnie wytypować z jakich źródeł piśmienniczych korzystał przy ich spisywaniu. Z kartograficznych na pewno można wyeliminować "setki" WIG. Nie sposób też miarodajnie zakwestionować wiarygodności najbardziej enigmatycznego fragmentu jego relacji z rejonu Hnitesy. Znaki zapytania jednak pozostają.
PS. Tematem „jagiellońskiej granicy” zajmuję się niepublikacyjnie.
Witam, składam wyrazy uznania za trafne objaśnienie znaczenia nazwy "Gropa". Jednak dotyczy ona niewielkiej połoniny na pn.-wsch. zboczu Hnitesy. Zastanawiające, dlaczego Studziński wymienia właśnie ją, utożsamiając z wielką połoniną Palenicy? Nazwa "Gropa" na Hnitesie figuruje tylko na "setce" WIG. Gdyby z niej korzystał to przecież nie popełniłby tak rażącej pomyłki i wymienił Palenicę.
Dziękuje za wyrazy uznania :-) .
Najwyraźniej więc jednak z „setki” WIG nie korzystał ani przy pisaniu wspomnień, ani w trakcie samej wyrypy, a przynajmniej w trakcie wyprawy nie korzystał z arkusza „Burkut” z 1932 r. , bo tam zaznaczone jest schronisko na Popadyńcu o którego istnieniu Studziński nie miał pojęcia. Ale z wiarygodnością relacji Studzińskiego, a konkretnie z kwestią – był czy nie był przy słupku nr 56 jest jeszcze co najmniej jeden problem (jeśli nie potraktujemy jednak jego relacji odnośnie wizyty w najdalszym zakątku II RP jako licentia poetica) – czas. Jeśli założymy bowiem, że był w siodle Styniszory, to nasze podejrzenia wzbudzić musi automatycznie godzina osiągnięcia tego najdalej na południe posadowionego polskiego słupa granicznego podana przez pana Tadeusza: „do południowego cypelka granicznego za Hniatysią doszedłem o godzinie piętnastej i stałem na nim przez dłuższą chwilę”. Jeżeli faktycznie Studziński byłby tam o piętnastej, to pamiętajmy, że w grudniu zmrok zapada ok. 16, tak więc (uwzględniając jeszcze ową „dłuższą chwilę”) T. Studziński nie zdążyłby przed zmrokiem nawet osiągnąć wierzchołka Hnitesy, a o taką lekkomyślność w planowaniu bym go nie podejrzewał. Zwróćmy uwagę, że kilka stron wcześniej opisując odcinek ze schroniska pod Pop Iwanem do schroniska pod Kopilaszem podkreśla, jak bardzo wówczas starał się, żeby na trasie nie zastał go mrok. W relacji drogi powrotnej z Hnitesy ani razu nie wspomina o pośpiechu, ani o tym, że na ostatnim odcinku dopadły go ciemności. Myślę więc, że jeżeli jednak dotarł do słupa nr 56, to był tam dużo wcześniej.
Co do nietypowej nazwy Hnitesy użytej przez Studzińskiego, to uważam, że możesz mieć rację sądząc, iż autor zasłyszał ją w terenie od Hucułów, z jednym wszelako zastrzeżeniem – pan Tadeusz zapisał ową formę nazewniczą jako „Hniatysia”, myślę jednak, że Huculi wymawiali to miano twardo – Hnatysja, a więc bez zmiękczenia ni. Zjawisko to, zwane palatalizacją to cecha odróżniająca język polski od m.in. j. ukraińskiego (co prawda nie obejmuje ona wszystkich polskich gwar, np. na Kujawach palatalizacja nie nastąpiła i wymawia się niespalatalizowane, twarde k’, g’ itd., np. kedyś w miejsce ogólnopolskiego kiedyś), tak więc Hnatysia została Hniatysią prawdopodobnie dopiero w zapisie u Studzińskiego. W nazwie tej nie ma zresztą nic nietypowego, rumuńska końcówka dzierżawcza -easa jako obca językom słowiańskim bywała zapewne dostosowywana do norm i nawyków językowych ludzi miano z takim sufiksem zapożyczających, stąd w miejsce końcówki dzierżawczej mamy „spieszczenie”, analogicznie jak w imionach np. Wasia, Marusia (personifikacja nazwy?).
P.S.
Natomiast pisząc swoje wspomnienia, mógł także posługiwać się ową mapką, zamieszczoną w „Płaju” na końcu swego opowiadania (o czym świadczy umieszczenie na niej oronimu Gropa w miejscu Palenicy). Jest to (o ile się nie mylę) ta sama mapa, która była dołączona do książki „Powroty w Czarnohorę” autorstwa Marka Olszańskiego i Leszka Rymarowicza (sprawdzę w domu)
Sprawdziłem, oczywiście mapki takiej, jak w siódmym numerze „Płaju” nie ma w przewodniku Olszańskiego i Rymarowicza, coś podobnego, ale w dużo mniejszej skali jest jedynie u Ossendowskiego w jego „Huculszczyźnie” (mapka obejmująca jednak dużo większy szmat terenu, bo z Czarnohorą i przyległościami i ze znacznie uboższą toponimią).
Tomnatyk
09-01-2021, 22:51
„do południowego cypelka granicznego za Hniatysią doszedłem o godzinie piętnastej i stałem na nim przez dłuższą chwilę”
Gratuluję spostrzegawczości! Faktycznie Studziński nie byłby w stanie po godz. 15. powrócić od słupa 56 przez Hnitesę na Palenicę i jeszcze za dnia zjechać do Bałtagułu. Zatem musiał dotrzeć na Styniszorę co najmniej o 1-1,5 godz. wcześniej. Że zjechał do doliny Czarnego Czeremoszu za dnia, świadczy napotkanie przezeń huculskich drwali, którzy spuszczali tam drewno ryzami. Nie robiliby tego po ciemku. Takich znaków zapytania przy czasach przejść może być więcej, dlatego zaproponowałem, żeby zestawić parametry jego trasy z danymi współczesnymi.
jeśli nie potraktujemy jednak jego relacji odnośnie wizyty w najdalszym zakątku II RP jako licentia poetica
Wszystko może być tu zmyślone, ale dlaczego Studziński miałby przy tym popełniać tak rażące błędy, jak mylne umiejscowienie połoninki Gropa na Palenicy, albo używać bardzo rzadkiej formy nazwy Hnitesy? Paradoksalnie właśnie te odchyłki od stanu faktycznego i ówczesnego turystycznego uzusu nazewniczego świadczą na korzyść wiarygodności autora relacji - pomimo innych rozbieżności, jak choćby czas przejścia.
pan Tadeusz zapisał ową formę nazewniczą jako „Hniatysia”, myślę jednak, że Huculi wymawiali to miano twardo – Hnatysja, a więc bez zmiękczenia ni. Zjawisko to, zwane palatalizacją
Nie tylko "pan Tadeusz", bo i Rehman, a także współczesny "panu Tadeuszowi" badacz-terenowiec. Co do fonetycznej postaci tej formy, jaką usłyszał Studziński, trudno się wypowiadać. Odnotowano w obiegu kilka odmian wymowy tej nazwy przez Hucułów i nawet spierano się o właściwą. Huculszczyzna nie była obszarem jednorodnym językowo, istniały spore różnice dialektologiczne. Nie sposób rozstrzygnąć na ile wiernie oddano w zapisie fonetykę.
w trakcie wyprawy nie korzystał z arkusza „Burkut” z 1932 r. , bo tam zaznaczone jest schronisko na Popadyńcu o którego istnieniu Studziński nie miał pojęcia
Owszem, jest tam zaznaczone schronisko, ale na połoninie Popadii, przez którą zjechał do Popadyńca. Było ono już wówczas w ruinie (nie ma go na II wydaniu tej mapy z 1938, a jest właśnie w Popadyńcu).
Sprawdziłem, oczywiście mapki takiej, jak w siódmym numerze „Płaju” nie ma w przewodniku Olszańskiego i Rymarowicza
Trudno, żeby była, skoro "Powroty w Czarnohorę" sięgają jedynie po Burkut i Stoha, ale na str. 151 znajdziesz mapkę o bardzo podobnym stylu kreślenia i liternictwa. Wyszła bowiem również spod tej samej ręki PiTeRa. Jeśli zaś koniecznie chcesz porównać sporządzony przez niego wyrys z "trzysetki" tego samego obszaru, to zajrzyj do "Płaju" nr 3. Nie wniesie to jednak nic nowego do naszych rozważań.
Sprawdziłem, oczywiście mapki takiej, jak w siódmym numerze „Płaju” nie ma w przewodniku Olszańskiego i Rymarowicza
Trudno, żeby była, skoro "Powroty w Czarnohorę" sięgają jedynie po Burkut i Stoha
No niekoniecznie, bo jak przecież dobrze Ci wiadomo dosyć obszernie m. in. o historii styku trzech granic w źródliskowych obszarach Czarnego i Białego Czeremoszu traktują właśnie Olszański i Rymarowicz w rozdziale pt. „Tędy przez stulecia biegła granica Rzeczypospolitej” (s. 108 – 110 przywoływanego tu dziełka), tak więc umieszczenie w książce ich autorstwa podobnej mapki byłoby logiczne i uzasadnione.
w trakcie wyprawy nie korzystał z arkusza „Burkut” z 1932 r. , bo tam zaznaczone jest schronisko na Popadyńcu o którego istnieniu Studziński nie miał pojęcia.
Owszem, jest tam zaznaczone schronisko, ale na połoninie Popadii, przez którą zjechał do Popadyńca. Było ono już wówczas w ruinie (nie ma go na II wydaniu tej mapy z 1938, a jest właśnie w Popadyńcu).
Zgadza się, miałem przed oczami wznowienie z 1938 roku, którego nie mógł widzieć przed i w trakcie wyprawy Studziński.
pan Tadeusz zapisał ową formę nazewniczą jako „Hniatysia”, myślę jednak, że Huculi wymawiali to miano twardo – Hnatysja, a więc bez zmiękczenia ni. Zjawisko to, zwane palatalizacją
Nie tylko "pan Tadeusz", bo i Rehman, a także współczesny "panu Tadeuszowi" badacz-terenowiec. Co do fonetycznej postaci tej formy, jaką usłyszał Studziński, trudno się wypowiadać. Odnotowano w obiegu kilka odmian wymowy tej nazwy przez Hucułów i nawet spierano się o właściwą. Huculszczyzna nie była obszarem jednorodnym językowo, istniały spore różnice dialektologiczne. Nie sposób rozstrzygnąć na ile wiernie oddano w zapisie fonetykę.
Na forum internetowym obowiązują jednak trochę luźniejsze zasady niż w publikacji naukowej (które każą tam zwyczajowo za pierwszym razem wymienić autora z imienia i nazwiska, dopiero potem zezwalając na posługiwanie się samym nazwiskiem bądź nazwiskiem i pierwsza literą imienia) – dlatego, aby nie powtarzać cały czas „autor”, bądź „Studziński” pozwoliłem sobie na użycie nieco bardziej familiarnej formy „pan Tadeusz”, która chyba w żaden sposób nie uwłacza jednak ani pamięci, ani godności bohatera analizowanych przez nas wspomnień.
Co do meritum – napisałem tak przychylając się do Twojej koncepcji, iż Studziński zasłyszał owo nietypowe miano Hnitesy z ust Hucułów (i nic nie ma tu do rzeczy regionalne zróżnicowanie dialektologiczne Huculszczyzny, twarda wymowa spółgłosek (brak palatalizacji) jest właściwa dla całego obszaru ukraińskojęzycznego) spuszczających drewno ryzami, ale w sumie nie wiadomo przecież, czy usłyszał tą nazwę w tej formie właśnie od nich. Równie dobrze mógł ją zasłyszeć od mieszkających na Huculszczyźnie Polaków (chociażby od inżyniera Ziemblica ze schroniska pod Pop Iwanem) i wówczas faktycznie brzmiała by ona Hniatysia.
„do południowego cypelka granicznego za Hniatysią doszedłem o godzinie piętnastej i stałem na nim przez dłuższą chwilę”
Gratuluję spostrzegawczości! Faktycznie Studziński nie byłby w stanie po godz. 15. powrócić od słupa 56 przez Hnitesę na Palenicę i jeszcze za dnia zjechać do Bałtagułu. Zatem musiał dotrzeć na Styniszorę co najmniej o 1-1,5 godz. wcześniej. Że zjechał do doliny Czarnego Czeremoszu za dnia, świadczy napotkanie przezeń huculskich drwali, którzy spuszczali tam drewno ryzami. Nie robiliby tego po ciemku. Takich znaków zapytania przy czasach przejść może być więcej, dlatego zaproponowałem, żeby zestawić parametry jego trasy z danymi współczesnymi.
jeśli nie potraktujemy jednak jego relacji odnośnie wizyty w najdalszym zakątku II RP jako licentia poetica
Wszystko może być tu zmyślone, ale dlaczego Studziński miałby przy tym popełniać tak rażące błędy, jak mylne umiejscowienie połoninki Gropa na Palenicy, albo używać bardzo rzadkiej formy nazwy Hnitesy?
Jeśli dysponował tylko wytartą „setką” WIG to wiele by mogło tu wyjaśniać, jeśli przetarcie znajdowało się akurat w miejscu Palenicy (tego, iż mapa, nawet po jednorazowym, ale intensywnym użyciu jest najczęściej poprzecierana, tego nie muszę chyba nikomu tłumaczyć). Jeśli zaś nie dysponował żadną mapą i pisał tylko „z pamięci” (wątpliwe, choć akurat z pamięci mógł podać właśnie nazwę Gropy) to jak wytłumaczyć dokładnie podany kilometraż, czy precyzyjne umiejscowienie schroniska Baltaguł (aczkolwiek błędne, winno być 47 49’, a nie 47 46’)? Na pewno autor miał zegarek (wspomina o nim w części relacji dotyczącej nocy spędzonej pod Smotrecem), pytanie tylko, czy dobrze wyregulowany? Wystarczyło bowiem, że spieszył się on o kilkanaście minut i wówczas cała relacja (z drobną wszak poprawką, o czym niżej) zaczyna trzymać się kupy.
Moim zdaniem więc najbardziej prawdopodobnym jest, iż Studziński dotarł do południowego krańca grzbietu Hnitesy przy słupku nr 55 (z którego to miejsca odwrót nastąpił przed piętnastą) , a potem, już spisując relację (w oryginale w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku?) odczytał nr słupka z mapy. Za tą wersją przemawiałby też fakt braku wzmianki o rumuńskiej „pikiecie” poniżej słupka nr 55, no i przede wszystkim o braku zjazdu w siodło Styniszory i związanego z tym późniejszego żmudnego podejścia z powrotem na grań (co oczywiście można jednak zwalić na karb niepamięci), nie wspominając już o niemożliwości osiągnięcia przed zmrokiem doliny Czarnego Czeremoszu.
Trudno orzec jaką mapą dysponował Studziński przy pisaniu swej relacji (z literatury zaś nasuwa się samo przez się, iż autor posiłkował się „Krótkim przewodnikiem po Huculszczyźnie (...)”, w którym to, jak trafnie zauważyłeś, na s. 70 stoi jak wół, iż na szczycie Hnitesy posadowiony był „graniczy kamień nr 56”. Jeśli zaś posługiwał się dodatkowo „wytartą” (?) setką to, tak jak napisałem już w moim pierwszym poście, ocena prawidłowego położenia słupka nr 56 jest tam utrudniona, ze względu na fakt, iż ostatni, najbardziej na południe wysunięty jej fragment, ów graniczny „cypelek” wykracza poza ramy mapy głównej, stąd brak punktów odniesienia na zewnątrz). Zwrócić jednak należy uwagę na to, że część map, stosujących jako podkład jeszcze niektóre stare austro-węgierskie sztabówki obarczonych było błędem takim mianowicie, iż granica galicyjsko-węgierska osiągała grzbiet wododziałowy dalej na północ, niż w rzeczywistości, a jeszcze dalej, niż posadowiony był późniejszy słupek polsko-rumuńskiej granicy o nr 56 ( o czym pisałem m in. tu: http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/9398-Wywczasy-w-Rumunii?p=167917&viewfull=1#post167917 ,a co widać bardzo dobrze na tej: http://maps.mapywig.org/m/WIG_maps/series/300K_admin/MARP_41-42-43_STANISLAWOW-CERNAUTI_(CZERNIOWCE)_1937.jpg mapie administracyjnej II RP w skali 1:300000 wyrysowanej na podkładzie mapy austriackiej, gdzie widoczna jest wyraźnie różnica w rysunku przebiegu granic galicyjskiej i polskiej w najdalej na południe wysuniętym ich fragmencie).
Tomnatyk
13-01-2021, 18:09
dosyć obszernie m. in. o historii styku trzech granic w źródliskowych obszarach Czarnego i Białego Czeremoszu traktują właśnie Olszański i Rymarowicz w rozdziale pt. „Tędy przez stulecia biegła granica Rzeczypospolitej” (s. 108 – 110 przywoływanego tu dziełka), tak więc umieszczenie w książce ich autorstwa podobnej mapki byłoby logiczne i uzasadnione.
Jest tam konturowa mapka całego Pokucia. Na schematyczną grzbietówkę nie mieli miejsca nawet dla samej Czarnohory (por. format "Powrotów..." i "Płaju"). Takie mapki m.in. dla rejonu Hnitesy-Kreczeli są w przewodniku SKPB po Karpatach Marmaroskich. Ale mniejsza o to. Ważne, że "Płajowa" mapka będąca wyrysem PiTeRa z "trzysteki" nie ma wartości źródłowej. Nie wyszła spod ręki Studzińskiego, ani nie zaznaczono jej autoryzacji przez niego.
pozwoliłem sobie na użycie nieco bardziej familiarnej formy „pan Tadeusz”, która chyba w żaden sposób nie uwłacza jednak ani pamięci, ani godności bohatera analizowanych przez nas wspomnień
Oczywiście, że jest to forma grzecznościowa dopuszczalna zarówno w Internecie, jak też w publikacjach naukowych. Nie mam co do jej stosowności w Twoim poście najmniejszych zastrzeżeń. Niepotrzebnie się sumitujesz.
Studziński zasłyszał owo nietypowe miano Hnitesy z ust Hucułów (i nic nie ma tu do rzeczy regionalne zróżnicowanie dialektologiczne Huculszczyzny, twarda wymowa spółgłosek (brak palatalizacji) jest właściwa dla całego obszaru ukraińskojęzycznego)
Huculszczyzna należy wprawdzie do "obszaru ukraińskojęzycznego", ale o starszym podkładzie wołoskojęzycznym i różnych naleciałościach m.in. polskojęzycznych. Przyjmuje się nawet, że pierwotnie istniał tam bilingwizm. Weź więc proszę pod uwagę cechy fonetyczne (brak palatalizacji) z rumuńskiego pogranicza językowego. Może twarda wymowa spółgłosek zanikała w dialekcie wschodniohuculskim?
w sumie nie wiadomo przecież, czy usłyszał tą nazwę w tej formie właśnie od nich. Równie dobrze mógł ją zasłyszeć od mieszkających na Huculszczyźnie Polaków (chociażby od inżyniera Ziemblica ze schroniska pod Pop Iwanem) i wówczas faktycznie brzmiała by ona Hniatysia.
Owszem, mógł ją równie dobrze przejąć za pośrednictwem Polaków zasiedziałych na Huculszczyźnie. Huculscy drwale nad Bałtagułem byli jednak pierwszymi (ale nie jedynymi) autochtonicznymi informatorami, którzy mogli mu tę nazwę podać in situ razem z Gropą. Pewności co do tego nigdy jednak mieć nie będziemy. Ważne, że jest to forma bardzo rzadka wówczas w polskim piśmiennictwie, a w ogóle nie występująca na mapach.
Jeśli dysponował tylko wytartą „setką” WIG to wiele by mogło tu wyjaśniać, jeśli przetarcie znajdowało się akurat w miejscu Palenicy (tego, iż mapa, nawet po jednorazowym, ale intensywnym użyciu jest najczęściej poprzecierana, tego nie muszę chyba nikomu tłumaczyć)
Winkiel graniczny poza ramką znajduje się w prawym dolnym rogu karty. Trzeba by nie lada sztuki, żeby go przetrzeć (musiałby składać mapę w harmonijkę szerokości paru cm). O wiele łatwiej urwać róg karty. Ale mniejsza o to. Nie wzmiankuje o używaniu mapy w Czywczynach. Pisze tylko o studiowaniu mapy pod Smotercem w feralną noc sylwestrową. Gdyby dysponował „setką” WIG przy spisywaniu wspomnieniowej relacji, to zapewne nie pomyliłby połoninki Gropa z Palenicą, a Hniatysia byłaby prawdopodobnie Hnatasią.
Jeśli zaś nie dysponował żadną mapą i pisał tylko „z pamięci” (wątpliwe, choć akurat z pamięci mógł podać właśnie nazwę Gropy) to jak wytłumaczyć dokładnie podany kilometraż, czy precyzyjne umiejscowienie schroniska Baltaguł (aczkolwiek błędne, winno być 47 49’, a nie 47 46’)?
Nie twierdzę, że nie dysponował żadną. Mógł korzystać z różnych map przeglądowych, np. 1:300 tys., na której można łatwo i stosunkowo dokładnie policzyć kilometraże i odczytać współrzędne geograficzne schroniska w Bałtagule.
Na pewno autor miał zegarek (wspomina o nim w części relacji dotyczącej nocy spędzonej pod Smotrecem), pytanie tylko, czy dobrze wyregulowany? Wystarczyło bowiem, że spieszył się on o kilkanaście minut i wówczas cała relacja (z drobną wszak poprawką, o czym niżej) zaczyna trzymać się kupy.
Bazował na schroniskach, więc mógł bez trudu codziennie korygować wskazania czasomierza, nawet gdyby ten nomen omen chronicznie przyspieszał. Ale godz. 15. na "granicznym cypelku" przy słupie 56 podał mylnie z pamięci. Wiadomo z dalszej relacji, że musiał tam być co najmniej o 1-1,5h wcześniej. Problem w tym, czy i jak to możliwe, żeby spiął dniówkę startując ze schroniska w Popadyńcu?
Moim zdaniem więc najbardziej prawdopodobnym jest, iż Studziński dotarł do południowego krańca grzbietu Hnitesy przy słupku nr 55 (z którego to miejsca odwrót nastąpił przed piętnastą) , a potem, już spisując relację (w oryginale w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku?) odczytał nr słupka z mapy
Zaplanował jako cel wyrypy dotarcie do najdalszego krańca terytorium II RP oznaczonego słupem 56. Pisałem Ci już o tym:
Pisze wyraźnie, że słup 56 "odwiany był przez wichry". Nie było więc na nim śniegu. Nie miałby żadnych trudności z prawidłowym odczytaniem jego numeru. Podążał właśnie do niego - zaznacza: "Niestety, nie mogłem dalej iść". Najdalszym celem wyrypy był bowiem nie sam szczyt Hnitesy, tylko właśnie "cypelek" za nim.
Nie mógłby pomylić numerów słupków w terenie, ani tym bardziej na mapie. Nie miał "setki" WIG z Czywczynów, ani nie korzystał z niej przy spisywaniu relacji.
Za tą wersją przemawiałby też fakt braku wzmianki o rumuńskiej „pikiecie” poniżej słupka nr 55
Wykluczone. Zabudowania pikiety były tuż przy grzbiecie i widziałby je jak na dłoni.
no i przede wszystkim o braku zjazdu w siodło Styniszory i związanego z tym późniejszego żmudnego podejścia z powrotem na grań (co oczywiście można jednak zwalić na karb niepamięci).
Nie sposób zapomnieć tak długiego zjazdu i podejścia. Brak choćby paru słów o zjeździe to największa zagadka całej relacji. Mogli ją z pewnością wyjaśnić u źródła redaktorzy "Płaju", ale nie zapytali Autora i jesteśmy skazani jedynie na spekulacje i domysły. Celowo albo przypadkowo pominął zjazd, kontaminując wzmianki o widoku z Hnitesy na "zbałwaniony ocean gór" z miejscem słupa 56 na Styniszorze. To jedyne logiczne wytłumaczenie, jakie się nasuwa.
Trudno orzec jaką mapą dysponował Studziński przy pisaniu swej relacji (z literatury zaś nasuwa się samo przez się, iż autor posiłkował się „Krótkim przewodnikiem po Huculszczyźnie (...)”, w którym to, jak trafnie zauważyłeś, na s. 70 stoi jak wół, iż na szczycie Hnitesy posadowiony był „graniczy kamień nr 56”.
Przy zliczaniu kilometraży musiał używać stosunkowo dokładnej mapy przeglądowej, a taką była np. mapa 1:300 tys. Spośród innych map małoskalowych trudno miarodajnie typować. W relacji wspomnieniowej nie widać żadnych śladów korzystania z literatury turystycznej, a w szczególności przewodnikowej. Jedno jest pewne: słup 56 oglądał Studziński za Hnitesą, więc nie opierał się na opisie z „Krótkiego przewodnika po Huculszczyźnie".
Jest tam konturowa mapka całego Pokucia. Na schematyczną grzbietówkę nie mieli miejsca nawet dla samej Czarnohory (por. format "Powrotów..." i "Płaju"). Takie mapki m.in. dla rejonu Hnitesy-Kreczeli są w przewodniku SKPB po Karpatach Marmaroskich. Ale mniejsza o to. Ważne, że "Płajowa" mapka będąca wyrysem PiTeRa z "trzysteki" nie ma wartości źródłowej. Nie wyszła spod ręki Studzińskiego, ani nie zaznaczono jej autoryzacji przez niego.
Ten fragment naszej dyskusji zaczął się koncentrować na zagadnieniu typu „ czy w przewodniku o Krakowie może znaleźć się także mapa okolic Krakowa”. Przecież już wcześniej przekonująco objaśniłeś genezę powstania tej mapki, więc po co drążyć temat?
Huculszczyzna należy wprawdzie do "obszaru ukraińskojęzycznego", ale o starszym podkładzie wołoskojęzycznym i różnych naleciałościach m.in. polskojęzycznych. Przyjmuje się nawet, że pierwotnie istniał tam bilingwizm. Weź więc proszę pod uwagę cechy fonetyczne (brak palatalizacji) z rumuńskiego pogranicza językowego. Może twarda wymowa spółgłosek zanikała w dialekcie wschodniohuculskim?
Bilingwizm, jak i brak twardej wymowy spółgłosek w dialekcie wschodniohuculskim to póki co jedynie supozycja – hipoteza, którą najpierw trzeba by udowodnić. Póki co nie mamy żadnych pewnych przykładów potwierdzających palatalizację na tym obszarze (w ruskich gwarach góralskich). Nieliczne „spalatalizowane” przykłady imienia Hnitesy świadczą o czymś wręcz przeciwnym - wszystkie wyszły spod pióra autorów polskich, bądź w drugiej grupie – mniej licznej – spod rysika kartografów austriackich, a w języku niemieckim palatalizacja jak wiadomo występuje. Dostosowywanie wymowy do własnych reguł językowych przy zapożyczeniu danej nawy to zresztą nic nadzwyczajnego – zajmowałeś się przecież trochę etymologią nazw karpackich to przecież musisz coś na ten temat wiedzieć (tu pozwolę sobie na małą dygresję – wyrazy uznania za prawidłową etymologię oronimu ‘Tatry’, który to, powtarzając się w nazewnictwie wielu punktów w Karpatach (a także poza nimi) każe traktować to miano jako oczywiście pierwotnie apelatywne i jako apelatyw żywe zresztą do niedawna właśnie w dialektach huculskich). Co do bilingwizmu – to istnienie takiego zjawiska suponował badacz wpływu języka rumuńskiego na gwary huculskie Jan Janów – twierdząc, że na wschodzie Huculszczyzny istnieć miała większa ilość zapożyczeń, ale że bardziej archaiczne pożyczki istniały w huculskich gwarach doliny Prutu (a więc w gwarach zachodniohuculskich). Ten ostatni fakt nie dziwi – wołoski dialekt Maramureszu, skąd szły te pożyczki był bardzo archaiczny. Natomiast szeroko pojmowane południowo-wschodnie pogranicze Huculszczyzny, odgraniczające od rumuńskojęzycznych mieszkańców dolin np. Złotej Bystrzycy, Mołdawy i Mołdawicy bardzo długo pozostawało niezasiedlone (za wyjątkiem sezonowej transhumancji pasterzy zapuszczających się w głąb karpackich dolin), co więcej „pierwotna” ludność zamieszkująca górskie (choć oczywiście nie najwyższe, pozostające bezludne) odcinki dolin tych rzek była ruskojęzyczna (o czym świadczy toponimia), która z czasem została językowo zwalachizowana (jeśli gdzieś występował bilingwizm, to właśnie tam), a więc nie mogła (z uwagi na pustki osadnicze) jako taka mieć jakiegokolwiek wpływu na bilingwizm również Hucułów z dolin obu Czeremoszów. W regionie czeremoskim możliwe było więc przenikanie językowe i zapożyczenia, ale raczej nie dwujęzyczność. Zresztą, owo przenikanie na pewno mogło mieć miejsce głównie w początkowych fazach zaludnienia górskich pustkowi (jednak z uwagi na ową pustkę osadniczą następowało ono później niż nad górnym Prutem i to głównie z mniej „archaicznego” dialektu mołdawskiego), z czasem wytworzyła się jednak ostra granica językowa między gwarami ruskimi a wołoskimi. O jakimkolwiek wpływie gwar rumuńskich na palatalizację w gwarach huculskich okresu międzywojennego na terytorium II RP nie może być więc mowy.
Owszem, mógł ją równie dobrze przejąć za pośrednictwem Polaków zasiedziałych na Huculszczyźnie. Huculscy drwale nad Bałtagułem byli jednak pierwszymi (ale nie jedynymi) autochtonicznymi informatorami, którzy mogli mu tę nazwę podać in situ razem z Gropą. Pewności co do tego nigdy jednak mieć nie będziemy. Ważne, że jest to forma bardzo rzadka wówczas w polskim piśmiennictwie, a w ogóle nie występująca na mapach.
Tutaj trzeba by założyć, że pan Tadeusz zachował w pamięci toponimię zasłyszaną w czasie krótkiej rozmowy sprzed kilkunastu (bądź kilkudziesięciu) lat (sam zaznaczyłeś wcześniej, że archiwum Studzińskiego (a więc zapewne i jego notatki odręczne) spłonęły w trakcie powstania warszawskiego). Zresztą, często zdarza się po prostu, że przekręcamy zasłyszane nazwy. Jednak istnienie tej nazwy w takiej formie, jaką przekazał Studziński i jeszcze co najmniej dwóch autorów, a także istnienie jej dokładnych, tyle, że pozbawionych palatalizacji odpowiedników przekonują o tym, że miano takie w tym właśnie brzmieniu musiało być rzeczywiście w użyciu (nadal podtrzymuję jednak swoje poprzednie mniemanie, iż wersja spalatalizowana jest jedynie wynikiem użycia jej przez polskich autorów, jakkolwiek zapewne istniała takowa również w mowie, ale Polaków zamieszkujących Huculszczyznę).
Winkiel graniczny poza ramką znajduje się w prawym dolnym rogu karty. Trzeba by nie lada sztuki, żeby go przetrzeć (musiałby składać mapę w harmonijkę szerokości paru cm). O wiele łatwiej urwać róg karty. Ale mniejsza o to. Nie wzmiankuje o używaniu mapy w Czywczynach. Pisze tylko o studiowaniu mapy pod Smotercem w feralną noc sylwestrową. Gdyby dysponował „setką” WIG przy spisywaniu wspomnieniowej relacji, to zapewne nie pomyliłby połoninki Gropa z Palenicą, a Hniatysia byłaby prawdopodobnie Hnatasią.
Mogę zamieścić zdjęcie swojej mapy pt. Muntii Maramuresului po jednym użyciu z przetarciami uniemożliwiającymi sensowne posługiwanie się nią w przyszłości akurat w górnym rogu – tam, gdzie była najintensywniej studiowana podczas wyprawy (zresztą na Hnitesę i właśnie w jej miejscu jest najbardziej poprzecierana) :-) .
Bazował na schroniskach, więc mógł bez trudu codziennie korygować wskazania czasomierza, nawet gdyby ten nomen omen chronicznie przyspieszał.
No tu mnie zaskoczyłeś. Jesteś chyba optymistą sadząc, że jakiekolwiek schronisko czy schron na południowy-wschód od schroniska po Pop Iwanem posiadało zegar :-) . Z tym „spieszeniem” to raczej miałem na myśli sytuację, że Studziński mógł np. nie nakręcić zegarka na noc na Maryszewskiej albo pod Pop Iwanem i w efekcie zmuszony był dostosować rano swój zegarek do wskazań zegara schroniskowego, które mogły być niewłaściwe.
Nie miał "setki" WIG z Czywczynów, ani nie korzystał z niej przy spisywaniu relacji.
Opis poszukiwań schroniska pod Popadią wskazuje na coś przeciwnego – musiał dysponować „setką” arkusz „Burkut” z 1932 r, bo tam – jak zresztą sam zauważyłeś - jest zaznaczone właśnie to schronisko (nie ma co do tego zresztą wątpliwości, bo Studziński podał to literalnie: „na mapie było oznaczone schronisko pod Popadią”).
Zaplanował jako cel wyrypy dotarcie do najdalszego krańca terytorium II RP oznaczonego słupem 56.
Zaplanował, ale czy dotarł?
Pisze wyraźnie, że słup 56 "odwiany był przez wichry". Nie było więc na nim śniegu.
Co do tego, że słup był „odwiany”, to ja też nie mam wątpliwości. Zwróć uwagę, że w opisie zjazdu z Palenicy Studziński napisał, iż jechał przez „zielska stepowe”. Jeśliby nadtopiona kosodrzewina nie wystawała faktycznie spod śniegu, nie napisałby o tym „zielsku”. Jest to moim zdaniem kolejny dowód e silentio na prawdziwość jego relacji (ale także na to, że zjeżdżał po widoku) - w opisie dnia poprzedzającego owo zdarzenie Studziński wspominał, że było bardzo ciepło i słonecznie (prawdopodobnie panowała wtedy w górach inwersja, o czym świadczy opinia Studzińskiego, że widoki tego dnia były „bardzo rozległe”), tak więc wszystko, co wystawało znad śniegu musiało odtajać.
godz. 15. na "granicznym cypelku" przy słupie 56 podał mylnie z pamięci
Nie sposób zapomnieć tak długiego zjazdu i podejścia. Brak choćby paru słów o zjeździe to największa zagadka całej relacji. Mogli ją z pewnością wyjaśnić u źródła redaktorzy "Płaju", ale nie zapytali Autora i jesteśmy skazani jedynie na spekulacje i domysły. Celowo albo przypadkowo pominął zjazd, kontaminując wzmianki o widoku z Hnitesy na "zbałwaniony ocean gór" z miejscem słupa 56 na Styniszorze. To jedyne logiczne wytłumaczenie, jakie się nasuwa.
No moim zdaniem nie jedyne, bo:
- zakładając, że nie było go przy słupie nr 56 mamy tylko jedną niezgodność (precyzyjnie, „z pamięci” podany nr słupka).
- zakładając, że był mamy dwie niezgodności – czas i opis niemożliwego z tego miejsca widoku. Trzecią niezgodnością, nie wyrażoną co prawda w tym wypadku explicite jest brak zaznaczenia faktu, iż słup 56 posadowiony był w głębokim siodle Styniszory i co za tym idzie brak opisu zjazdu do niego i mozolnego powrotu pod górę „po śladach”. Zgodnie więc z tzw „brzytwą Ockhama” przyjąłem rozwiązanie mające mniej słabych punktów.
Nie twierdzę, że Studzińskiego na pewno nie było w siodle Styniszory, ale wg mnie, podkreślam według mnie jest to – podpierając się wszak jedyną znaną nam relacją z tego wydarzenia - wersja bardziej prawdopodobna (przy czym cały czas uważam, że Studziński nie zmyślał celowo, a jedynie po latach po prostu odczytał nr słupa z mapy, sądząc w dobrej wierze, że był tam, dokąd w rzeczywistości nie dotarł).
Argument, że autor „nie mógł dalej iść” ponieważ przebywał przy słupku nr 56 jest o tyle nietrafiony, iż Studziński pisząc, że „nie mógł dalej iść” ma na myśli niemożność ruszenia dalej „śladami Daków”, a nie przebywanie pod słupem nr 56 (co oczywiście wiąże się z istnieniem granicy rumuńsko-polskiej, aczkolwiek nie literalnie z przebywaniem pod tym słupem). Zresztą, z całego kontekstu (opis widoków, zastanawianie się, czy ktoś był już przed nim o tej porze roku wędrując samotnie nartach na „Hniatysi”) wynikałoby, że autor cytuje swe myśli przebywając albo na wierzchołku Hnitesy, albo na południowym „cyplu” jej grzbietu. Zresztą, skąd wiadomo, że autor pomylił się (lub zrobił to celowo, jak zakładasz) akurat przy opisie widoku i odczytywaniu godziny, a nie właśnie przy podawaniu numeru słupka?
Wałkowanie na okrągło tego zagadnienia do niczego nas już jednak nie doprowadzi. Wątpliwości mógłby rozwiać ewentualnie chyba tylko syn pana Tadeusza, więc jedyną nadzieją jest kontakt z nim (Pete!), może ma on jakieś bruliony, brudnopisy, które z jakichś względów nie znalazły się ostatecznie w „płajowej” wersji opowiadania, może jest coś tam o zjeździe w siodło Styniszory???
Tomnatyk
15-01-2021, 21:16
Witam ponownie i gratuluję spostrzegawczości!
Ten fragment naszej dyskusji zaczął się koncentrować na zagadnieniu typu „ czy w przewodniku o Krakowie może znaleźć się także mapa okolic Krakowa”. Przecież już wcześniej przekonująco objaśniłeś genezę powstania tej mapki, więc po co drążyć temat?
Faktycznie w odpowiedzi na Twój pierwszy (w tej części dyskusji) post objaśniłem genezę:
szkicowej mapki w "Płaju", w której znać rękę PiTeRa, czyli kartografa P. Kamińskiego. Trasę Studzińskiego naniósł zapewne PiTeR (...) Nie wiadomo, czy Studziński w ogóle widział tę mapkę przed publikacją.
Mimo to jednak "drążyłeś" ten temat, szukając takiej mapki w "Powrotach...". Bądźmy jednak ściśli: nie "w przewodniku o Krakowie" - tylko po Czarnohorze, i nie "mapa okolic Krakowa" - tylko Gór Czywczyńskich i Hryniawskich. Widzisz różnicę?
Bilingwizm, jak i brak twardej wymowy spółgłosek w dialekcie wschodniohuculskim to póki co jedynie supozycja – hipoteza, którą najpierw trzeba by udowodnić. Póki co nie mamy żadnych pewnych przykładów potwierdzających palatalizację na tym obszarze (w ruskich gwarach góralskich). Nieliczne „spalatalizowane” przykłady imienia Hnitesy świadczą o czymś wręcz przeciwnym - wszystkie wyszły spod pióra autorów polskich, bądź w drugiej grupie – mniej licznej – spod rysika kartografów austriackich (...). W regionie czeremoskim możliwe było więc przenikanie językowe i zapożyczenia, ale raczej nie dwujęzyczność. (...) z czasem wytworzyła się jednak ostra granica językowa między gwarami ruskimi a wołoskimi. O jakimkolwiek wpływie gwar rumuńskich na palatalizację w gwarach huculskich okresu międzywojennego na terytorium II RP nie może być więc mowy.
Gratuluję pewności siebie, z jaką opowiadasz o dziejach zasiedlenia Huculszczyzny i jej zróżnicowaniu dialektologicznym, w tym cech fonetycznych. Ja niestety muszę skromnie poprzestać na domniemaniach i hipotezach, tudzież własnych obserwacjach wymowy przez Hucułów takich nazw i wyrazów jak np. Kiernyczny, kiernycia, kyczera, niagura. Podobnie wymawiali przed II wojną światową nazwę Hnitesy - jak podaje Gąsiorowski - była to wówczas "w języku tubylców Hnytesa", a formę Hniatysia mamy poświadczoną w druku od schyłku XIX wieku. Nie ośmielę się jednak spekulować, czy i na ile jest ona wierna w zapisie wymowie ludowej. Przypisywanie cechy fonetyki całego obszaru ruskojęzycznego wschodniej Huculszczyźnie, i to w jej najdalszym zakątku, uważam za nader ryzykowane, zważywszy, że nazwa połoniny (nie góry!) Hnitesy ucierała się od strony węgierskiej do formy Ihniatiesa, którą słyszałem na własne uszy od gospodarzących tam pasterzy z wioski Săcel w dolinie Izy. Nie twierdzę jednak, że jest ona współcześnie jedyna i najwłaściwsza.
Tutaj trzeba by założyć, że pan Tadeusz zachował w pamięci toponimię zasłyszaną w czasie krótkiej rozmowy sprzed kilkunastu (bądź kilkudziesięciu) lat
Niekoniecznie jednej i "krótkiej". Mógł nazwy terenowe z rejonu Hnitesy zasłyszeć również z ust mieszkańców schroniska w Bałtagule.
Mogę zamieścić zdjęcie swojej mapy pt. Muntii Maramuresului po jednym użyciu z przetarciami uniemożliwiającymi sensowne posługiwanie się nią w przyszłości akurat w górnym rogu – tam, gdzie była najintensywniej studiowana podczas wyprawy (zresztą na Hnitesę i właśnie w jej miejscu jest najbardziej poprzecierana) :-) .
Nie musisz się fatygować. Wierzę Ci na słowo i pojmuję już, że przetarcia Twojej mapy "w górnym rogu" to dla Ciebie całkowicie wystarczający dowód eksperymentalny na to, że Studziński miał WiGówkę poprzecieraną w dolnym rogu akurat w rejonie Hnitesy. Gratuluję miażdżącej logiki wywodu!
No tu mnie zaskoczyłeś. Jesteś chyba optymistą sadząc, że jakiekolwiek schronisko czy schron na południowy-wschód od schroniska po Pop Iwanem posiadało zegar :-) . Z tym „spieszeniem” to raczej miałem na myśli sytuację, że Studziński mógł np. nie nakręcić zegarka na noc na Maryszewskiej albo pod Pop Iwanem i w efekcie zmuszony był dostosować rano swój zegarek do wskazań zegara schroniskowego, które mogły być niewłaściwe.
Widzisz, jaki ze mnie niepoprawny optymista:oops:. Ale Ty mnie również zadziwiłeś szczegółową wiedzą o wyposażeniu przedwojennych schronisk w Czywczynach i Hryniawach. Składam wyrazy uznania! Może jednak masz też wiedzę o ich żywym inwentarzu? Bo jak na Berczeskiej była sabaka, to może gdzie indziej były koguty? Pianie kura "na zoriu" z pewnością dawałoby Studzińskiemu szansę wyregulowania czasomierza, nie uważasz? No chyba, że zjadłby kogutka na kolację...
Opis poszukiwań schroniska pod Popadią wskazuje na coś przeciwnego – musiał dysponować „setką” arkusz „Burkut” z 1932 r, bo tam – jak zresztą sam zauważyłeś - jest zaznaczone właśnie to schronisko (nie ma co do tego zresztą wątpliwości, bo Studziński podał to literalnie: „na mapie było oznaczone schronisko pod Popadią”).
Raz jeszcze muszę Ci pogratulować spostrzegawczości! Parę postów wyżej jednak napisałeś:
Najwyraźniej więc jednak z „setki” WIG nie korzystał ani przy pisaniu wspomnień, ani w trakcie samej wyrypy, a przynajmniej w trakcie wyprawy nie korzystał z arkusza „Burkut” z 1932 r.
A teraz to dementujesz, tylko dlaczego przypisując to mylne mniemanie akurat mnie? Przecież ja nic takiego nie stwierdziłem. Przeczytaj raz jeszcze ze zrozumieniem, bez wyrywania z kontekstu:
Nie mógłby pomylić numerów słupków w terenie, ani tym bardziej na mapie. Nie miał "setki" WIG z Czywczynów, ani nie korzystał z niej przy spisywaniu relacji.
Ten fragment wypowiedzi dotyczy identyfikacji słupa 56, więc w domyśle chodziło o mapę z jego oznaczeniem, a jak zapewne wiesz - nie mógł być to ark. "Burkut", lecz następny ark. "Hryniawa". Studziński nie miał "setki" WIG całych Czywczynów, bo mieć nie mógł, bo takiej w ogóle nie było (jak np. łączona 4-arkuszowa dla Tatr).
Co do tego, że słup był „odwiany”, to ja też nie mam wątpliwości. (...) cały czas uważam, że Studziński nie zmyślał celowo, a jedynie po latach po prostu odczytał nr słupa z mapy, sądząc w dobrej wierze, że był tam, dokąd w rzeczywistości nie dotarł
Skoro był "odwiany", to dlaczego miałby nie zobaczyć na nim numeru 56? Obejrzał go pewnie tylko z jednej strony? Skoro "po latach po prostu odczytał nr słupa z mapy", to dlaczego nie zlokalizował poprawnie połoninki Gropy, tylko utożsamił ją z Palenicą? Zapewne mapa była akurat "wytarta" w tym miejscu, ale jakimś cudem ocalał na niej numer akurat tego właśnie słupa? A od słupa 55 nie mógłby dojrzeć pikiety przy grzbiecie, bo mu pewnie opaska na oczy spadła? Eureka!
Zwróć uwagę, że w opisie zjazdu z Palenicy Studziński napisał, iż jechał przez „zielska stepowe”. Jeśliby nadtopiona kosodrzewina nie wystawała faktycznie spod śniegu, nie napisałby o tym „zielsku”.
Masz rację. W kosówce śnieg przepada między gałęziami, ale tylko na początku zimy i przy silnych odwilżach z reguły wiosną. Przy dużym opadzie siada na gałęziach i przygniata je swym ciężarem. Wystawanie ze śniegu „zielska stepowego” nie było jednak efektem wytapiania się badyli z pokrywy śnieżnej, lecz wywiewania śniegu na płaskowyżu Palenicy. Śnieg akumulował się tam w kosówkach. Na połoninie nic go nie trzymało.
Do ostatniego kluczowego fragmentu Twojego posta odniosę się w osobnym wpisie.
Pozdrawiam
Tom
Gratuluję pewności siebie, z jaką opowiadasz o dziejach zasiedlenia Huculszczyzny i jej zróżnicowaniu dialektologicznym, w tym cech fonetycznych
To nie żaden wyraz pewności siebie, tylko oparte na studiowaniu literatury przedmiotu spostrzeżenia, np. o różnicach w zapożyczeniu słów wołoskich do dialektów zachodnio- i wschodniohuculskiego wiadomości zaczerpnąłem (co już zresztą zasygnalizowałem) z prac Jana Janowa pt. „Wpływ słownictwa rumuńskiego na Podkarpacie, osobliwie na gwarę huculską” i „Pochodzenie Hucułów w świetle zapożyczeń”. Sadzę też, że publikacje o kolonizacji wołoskiej na Rusi Czerwonej takich autorów jak prof. Czajkowski czy Grzegorz Jawor są Ci doskonale znane (nie wspominając już o pracach autorów dawniejszych), a także m in. profesora Nalepy, który przekonywająco analizuje starsze podkłady toponimii północnej Mołdawii (w granicach dzisiejszej Rumunii) objaśniając jej genezę jako ruską (wschodniosłowiańską) – co zresztą zauważyłeś sam w swej publikacji w Wierchach z 2006 r. gdzie na s. 81 w przypisie nr 34 zaznaczasz za latopisem Mirona Costina iż jeszcze w XVII wieku „powiaty Czerniowce, Chocim, pół jaskiego, pół Suczawy wszystko Ruś” i dalej cytując Wincentego Pola, że jeszcze w połowie XIX wieku „siedziby Hucułów od wschodu przypierają po rzekę Seret od źródeł tejże po wieś Berehomet, dalej sięgają pod wsią Bałtyn rzeki Suczawy, a na południu sięgają źródeł rzek Mołdawy, Kirlibaby i Cibo”.
Co do pustkowi w górskich odcinkach Złotej Bystrzycy, Mołdawy i Suczawy (którą to rzekę zapomniałem oczywiście wymienić w poprzednim poście) to przecież o ich istnieniu można się przekonać m in z lektury tekstów właśnie Twojego autorstwa, m in wspomnianego już numeru „Wierchów” gdzie np. na s. 83 zamieszczasz cytat z tekstu tajnego traktatu między Jagiełłą a Zygmuntem Luksemburczykiem zawartego w Lubowli 15 maja 1412 roku dotyczącego planów przepołowienia i podzielenia Mołdawii wzdłuż „wielkich lasów Bukowiną zwanych” i dalej (cytuję już Twoją własną obserwację (opinię)), iż „poczynając od grzbietu owych „Alp” [czyli Karpat – L.] strefową rubież Korony Polskiej od Hospodarstwa Mołdawskiego nadal stanowił więc szeroki pas puszczy na wododziale Czeremoszu, Suczawy i Seretu”. Dalej na s. 85 zauważasz, że „określenie „Góry Branisko” należy identyfikować z pojęciem braniște, które ostało się do dzisiaj nad górną Mołdawą w nazwie miejscowej Braniștea , a etymologicznie wskazuje na obronną funkcję pogranicznych pustek [pogrubienie moje – chciałbym też dodać, że określenie braniște jest oczywiście słowiańskiego pochodzenia i wywodzi się od wyrazu „brana”, „brona”, oznaczająceg w terenie ‘miejsce obronne’ , a także ‘obronne przejście (przesmyk)’], natomiast na s. 81 zauważasz za Morgenbesserem (*), iż „graniczności owych bezludnych lasów między łańcuchem Karpat od stron Węgier a linią Prutu dowodzi tytulatura władców Mołdawii (...)” i dalej „rubieżą ziem ruskich korony polskiej od strony Mołdawii był więc pas puszczy na górskim wododziale między dolinami Czeremoszu i Suczawy oraz Seretu i Małego Seretu, sięgający na północy Prutu”.
Ja niestety muszę skromnie poprzestać na domniemaniach i hipotezach, tudzież własnych obserwacjach wymowy przez Hucułów takich nazw i wyrazów jak np. Kiernyczny, kiernycia, kyczera, niagura
Jeśli udowodnisz istnienie palatalizacji po spółgłoskach twardych w mowie w dialektach huculskich, to ja się będę tylko cieszył – zaoszczędzisz sporo roboty innym badaczom. Przypuszczam, że wymowa miękka mogła istnieć w zapożyczeniach, np. kiedr, Kiedrowaty (jakie nazwy drzew są w językach słowiańskich zapożyczone i dlaczego, to osobne zagadnienie, którego nie zamierzam tu wałkować), aczkolwiek w niektórych zapożyczonych wyrazach obserwujemy jednak swojską, twardą wymowę, np. Kermanycz(e). Dlaczego jednak miano Hnitesy (pochodzące wszak od imienia Ignacy) mieliby Huculi wymawiać inaczej, niż zgodnie z regułami własnego języka, tzn. Hnat lub Hnit (Hnyt)?
Podobnie wymawiali przed II wojną światową nazwę Hnitesy - jak podaje Gąsiorowski - była to wówczas "w języku tubylców Hnytesa"
Co do wymowy typu „Hnytesa”, to przecież, jako badacz, musisz wiedzieć, że ogólnosłowiańskie długie ū w procesie delabializacji przekształciło się w y na północy słowiańszczyzny, a w i dialektach południowosłowiańskich , tak więc huculska wymowa typu Hnytesa, Popywan świadczy tylko o prawidłowej kontynuacji fonetyki północnosłowiańskiej i przynależności dialektów huculskich (przynajmniej w obrębie tej części fonetyki) do północnosłowiańskiej grupy językowej.
Muszę tu jednak napisać jeszcze o czymś, czego nie zauważył Tomnatyk w jednym z moich poprzednich postów – otóż, koncentrując się na huculskich (ruskich) wariantach nazwy Hnitesy pominąłem istnienie jej wołoskich odpowiedników, które to są (czy też mogą istnieć) w formie spalatalizowanej, jak np. przywołana tu przez Tomasza Ihniatiesa wymawiana tak przez pasterzy z Săcel gospodarujących w okolicach tego szczytu. Otóż w języku wołoskim istniały najprawdopodobniej dwie formy wymowy imienia naszej góry – twarda - Ignăteasa (w wym. Ignatjesa) i miękka (wymawiana np. tak. jak owi pasterze napotkani przez Toma). Ale to nie wszystko. W swoich zbiorach posiadam zapisy dwóch rzadkich wersji nazewniczych Hnitesy (dotychczas nigdzie niepublikowanych), z objaśnieniem których dotąd nie mogłem sobie poradzić: 1. Nediesza i 2. Nedieza, a więc bez początkowego G(H). Możliwe, że zapis taki można objaśnić właśnie za pomocą palatalizacji w wymowie, analogicznie do tego, jak zmiękczają Włosi, np. Gnocchi, wymawiają Njoczczi (polskie imię Agnieszka wymówiliby na tej samej zasadzie Anjeszka), a więc z opuszczeniem protetycznego „g” lub „h”(czyli w wymowie wyjściowa forma Gnetesza/Hnetesza (Gnetjesza, Gnetesa lub Gnietjes(z)a) zostałaby zmiękczona i uproszczona do Nedjesza (Niedjesza, Niedjesa)). Możliwe, że na tej samej zasadzie objaśnić również można oronim Initeasa, który na niektórych mapach pojawia się w miejscu Hnitesy, a na innych desygnuje jej południowy wierzchołek – są to najprawdopodobniej dwie wersje nazewnicze imienia tego samego szczytu, z tym że pierwsza jest twarda, a druga spalatalizowana.
Oczywiście ta koncepcja wymaga jednak na pewno jeszcze konsultacji romanisty – najlepiej zaś rumunisty.
Nie mógłby pomylić numerów słupków w terenie, ani tym bardziej na mapie. Nie miał "setki" WIG z Czywczynów, ani nie korzystał z niej przy spisywaniu relacji.
Co do „Czywczynów” to zdaje się, że nie kto inny, jak właśnie Ty uważasz, że Góry Czywczyńskie kończą się na Przełęczy Łostuńskiej, a na dalej na południowy-wschód wysunięte pasmo postulujesz używanie zbiorczej nazwy „Rozrogi” - sądziłem więc, że pisząc o Czywczynach miałeś na myśli właśnie arkusz „Burkut”.
Raz jeszcze muszę Ci pogratulować spostrzegawczości! Parę postów wyżej jednak napisałeś:
„Najwyraźniej więc jednak z „setki” WIG nie korzystał ani przy pisaniu wspomnień, ani w trakcie samej wyrypy, a przynajmniej w trakcie wyprawy nie korzystał z arkusza „Burkut” z 1932 r.”
A teraz to dementujesz, tylko dlaczego przypisując to mylne mniemanie akurat mnie? Przecież ja nic takiego nie stwierdziłem. Przeczytaj raz jeszcze ze zrozumieniem, bez wyrywania z
kontekstu
Co do drążonej przez Ciebie kwestii – czy Studziński dysponował (i jaką dysponował) wersją mapy „Czywczynów”, to przecież, po zauważeniu swego błędu (co kilka postów wcześniej wszak sprostowałem pisząc, że miałem przed oczami wznowienie tej mapy z 1938 r, sądząc niesłusznie, że to wydanie z 1932 roku) napisałem, że Studziński "zapewne miał na wyrypie (jak i przy pisaniu wspomnień) przy sobie arkusz „Burkut” wyd. z 1932r o czym świadczy (…)". Sądzę jednak, że doskonale zrozumiałeś moje słowa, pytanie więc, w jakim celu kontynuowałeś (i kontynuujesz dalej) tą dyskusję, zarzucając mi bark zrozumienia własnych wpisów? (ta sama uwaga tyczy się kwestii kontynuowania dyskusji związanej z przewodnikiem Olszańskiego i Rymarowicza).
Do ostatniego kluczowego fragmentu Twojego posta odniosę się w osobnym wpisie
Czyżbyś miał od początku jakieś dodatkowe dane świadczące o tym, iż pan Tadeusz osiągnął jednak siodło Styniszory, pozostałych dyskutantów traktując jedynie jako statystów?
Co do pozostałych fragmentów Twojego wpisu (np. o znajomości przeze mnie żywego inwentarza schronisk gór Czywczyńskich i Hryniawskich, czy o tym, jakobym na podstawie przetarć własnej mapy udowadniał, że takie same przetarcia miał Studziński) to one nawet nie nadają się do dalszego komentowania (nie wspominając już o języku Twoich wypowiedzi, typu: „gratuluję miażdżącej logiki wywodu”, „nie musisz się fatygować” i kilku innych utrzymanych w podobnym tonie który to – delikatnie rzecz ujmując - odbiega od standardu kulturalnej dyskusji).
Jeśli więc chcesz dyskutować dalej na tym poziomie to dyskutuj tu sobie z kim tylko chcesz, ale już nie ze mną.
Tomnatyk
19-01-2021, 03:08
Muszę przyznać, że zaskoczyłeś mnie poziomem dyskusji w tym wątku. Zapewniam, iż jedynym jej celem dla mnie jest ustalenie przebiegu tytułowej wyrypy: "Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku". Nie zamierzam tu więc niczego udowadniać z dziejów zasiedlenia Huculszczyzny, czy północnej Bukowiny, bądź jej zróżnicowania dialektologicznego, a w szczególności form nazwy Hnitesa. Chciałbym tylko wyjaśnić parę kluczowych kwestii z Twojej wypowiedzi:
po zauważeniu swego błędu (co kilka postów wcześniej wszak sprostowałem pisząc, że miałem przed oczami wznowienie tej mapy z 1938 r, sądząc niesłusznie, że to wydanie z 1932 roku) napisałem, że Studziński "zapewne miał na wyrypie (jak i przy pisaniu wspomnień) przy sobie arkusz „Burkut” wyd. z 1932r o czym świadczy (…)"
Owszem, sprostowałeś tutaj:
Zgadza się, miałem przed oczami wznowienie z 1938 roku, którego nie mógł widzieć przed i w trakcie wyprawy Studziński.
Nie znajduję jednak następnego, wyżej zacytowanego przez Ciebie, fragmentu Twojej wypowiedzi (wyboldowałem go w cytacie).
Czy mógłbyś zacytować go z odsyłaczem do posta, w którym go - jak twierdzisz - napisałeś? Byłbym ogromnie wdzięczny, bo chyba go przeoczyłem.
Co do pozostałych fragmentów Twojego wpisu (np. o znajomości przeze mnie żywego inwentarza schronisk gór Czywczyńskich i Hryniawskich, czy o tym, jakobym na podstawie przetarć własnej mapy udowadniał, że takie same przetarcia miał Studziński) to one nawet nie nadają się do dalszego komentowania (nie wspominając już o języku Twoich wypowiedzi, typu: „gratuluję miażdżącej logiki wywodu”, „nie musisz się fatygować” i kilku innych utrzymanych w podobnym tonie który to – delikatnie rzecz ujmując - odbiega od standardu kulturalnej dyskusji).
Kilkakrotnie już gratulowałem Ci spostrzegawczości i składałem wyrazy uznania, szkoda więc, że od Twojego "standardu kulturalnej dyskusji" odbiega nie tylko język mojej wypowiedzi, ale też zwykłe "dziękuję". Dalibóg nie wiem, co niestosownego może być w słowach: „gratuluję miażdżącej logiki wywodu”, czy „nie musisz się fatygować”? Pozostaję pod wrażeniem siły Twojego wywodu i nie potrzebowałem, abyś ilustrował go fotokopią swojej mapy. Nie twierdziłem, że na tej podstawie udowadniasz, "że takie same przetarcia miał Studziński" - lecz tylko uznałem, że mógł mieć analogiczne przetarcia w dolnym rogu mapy z rejonem Hnitesy.
Co do "żywego inwentarza schronisk gór Czywczyńskich i Hryniawskich", to chyba też źle się zrozumieliśmy, bo jedynie zapytałem, czy masz może jakąś wiedzę na ten temat. Piotr Kontny badał stany pogłowia zwierzą hodowlanych na połoninach, to pomyślałem, że może masz jakieś spisy ze schronisk. Z tak absolutną pewnością siebie zakwestionowałeś, że były w nich zegary, iż uznałem Cię za znawcę tego tematu. Na jakimś radzieckim filmie widziałem scenę, jak przed II wojną światową Hucuł przemycał przez graniczny Czeremosz cały wór budzików (jeden mu zaczął nawet dzwonić w krzakach!). Nie pamiętam już niestety, czy przenosił je ze strony rumuńskiej na polską, czy na odwrót. Tak czy owak jednak w nadczeremoskiej okolicy musiało być przed wojną więcej budzików, niż w samym Berlinie! Krasnoarmiejcy musieli mieć wszak w tym zakresie miarodajne rozeznanie, skolko buło trofiejnych cziasow w kakoj stranie? Nie sądzisz? Pewnie i w prijutach "polskich panów" też niejeden im się trafił... Jeśli wyciągam mylne wnioski, to trudno i darmo, ale nie miej mi tego za złe.
Czyżbyś miał od początku jakieś dodatkowe dane świadczące o tym, iż pan Tadeusz osiągnął jednak siodło Styniszory, pozostałych dyskutantów traktując jedynie jako statystów?
Nie dysponuję, niestety, żadnymi takimi danymi, a dyskutujących ze mną traktują z należytym poważaniem, również Ciebie. Przykro mi, że mój poziom dyskusji Ci nie odpowiada. Cieszę się jednak, że doszliśmy wspólnie do kilku ustaleń i konkluzji.
Kilkakrotnie już gratulowałem Ci spostrzegawczości i składałem wyrazy uznania, szkoda więc, że od Twojego "standardu kulturalnej dyskusji" odbiega nie tylko język mojej wypowiedzi, ale też zwykłe "dziękuję" (...) Nie twierdziłem, że na tej podstawie udowadniasz, "że takie same przetarcia miał Studziński" - lecz tylko uznałem, że mógł mieć analogiczne przetarcia w dolnym rogu mapy z rejonem Hnitesy.
Albo ja opacznie zrozumiałem Twoje słowa, albo była w nich jednak odrobina sarkazmu. Jeśli to pierwsze - to niniejszym tym właśnie „sumituję się” ;-) .
Chciałbym tylko wyjaśnić parę kluczowych kwestii z Twojej wypowiedzi:
http://forum.bieszczady.info.pl/images/misc/quote_icon.png Zamieszczone przez luki_ http://forum.bieszczady.info.pl/images/buttons/viewpost-right.png (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?p=179635#post179635)
po zauważeniu swego błędu (co kilka postów wcześniej wszak sprostowałem pisząc, że miałem przed oczami wznowienie tej mapy z 1938 r, sądząc niesłusznie, że to wydanie z 1932 roku) napisałem, że Studziński "zapewne miał na wyrypie (jak i przy pisaniu wspomnień) przy sobie arkusz „Burkut” wyd. z 1932r o czym świadczy (…)"
Owszem, sprostowałeś tutaj:
http://forum.bieszczady.info.pl/images/misc/quote_icon.png Zamieszczone przez luki_ http://forum.bieszczady.info.pl/images/buttons/viewpost-right.png (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?p=179599#post179599)
Zgadza się, miałem przed oczami wznowienie z 1938 roku, którego nie mógł widzieć przed i w trakcie wyprawy Studziński.
Nie znajduję jednak następnego, wyżej zacytowanego przez Ciebie, fragmentu Twojej wypowiedzi (wyboldowałem go w cytacie).
Czy mógłbyś zacytować go z odsyłaczem do posta, w którym go - jak twierdzisz - napisałeś? Byłbym ogromnie wdzięczny, bo chyba go przeoczyłem
Dokładnie napisałem tak (cytowałem z pamięci, ale sens ten sam): „Opis poszukiwań schroniska pod Popadią wskazuje na coś przeciwnego – musiał dysponować „setką” arkusz „Burkut” z 1932 r, bo tam – jak zresztą sam zauważyłeś - jest zaznaczone właśnie to schronisko (nie ma co do tego zresztą wątpliwości, bo Studziński podał to literalnie: „na mapie było oznaczone schronisko pod Popadią”).”
Jeśli koniecznie chcesz, to mogę swoją wypowiedź „uładzić” w sposób następujący: „Sądziłem początkowo, że Studziński nie miał ze sobą mapy WIG arkusz Burkut z 1932 roku, ale pomyłka moja wynikła z faktu, że miałem przed oczami wznowienie tej mapy z 1938 roku, którego z kolei pan Tadeusz nie mógł mieć z oczywistych względów w trakcie wyrypy. Miał za to zapewne właśnie arkusz z 1932 roku, na którym to zaznaczone jest schronisko po Popadią, którego poszukiwał Studziński, a które – co wynika z relacji autora – było już wówczas w ruinie. Natomiast na mapie tej nie było zaznaczonego schroniska nad Popadyńcem (bo w 1932 roku jeszcze nie istniało), na które Studziński trafił przypadkiem (kierując się doliną Popadyńca do gajówki Stefulec w dolinie Czarnego Czeremoszu)”.
Co do "żywego inwentarza schronisk gór Czywczyńskich i Hryniawskich", to chyba też źle się zrozumieliśmy, bo jedynie zapytałem, czy masz może jakąś wiedzę na ten temat. Piotr Kontny badał stany pogłowia zwierzą hodowlanych na połoninach, to pomyślałem, że może masz jakieś spisy ze schronisk. Z tak absolutną pewnością siebie zakwestionowałeś, że były w nich zegary, iż uznałem Cię za znawcę tego tematu. Na jakimś radzieckim filmie widziałem scenę, jak przed II wojną światową Hucuł przemycał przez graniczny Czeremosz cały wór budzików (jeden mu zaczął nawet dzwonić w krzakach!). Nie pamiętam już niestety, czy przenosił je ze strony rumuńskiej na polską, czy na odwrót. Tak czy owak jednak w nadczeremoskiej okolicy musiało być przed wojną więcej budzików, niż w samym Berlinie! Krasnoarmiejcy musieli mieć wszak w tym zakresie miarodajne rozeznanie, skolko buło trofiejnych cziasow w kakoj stranie? Nie sądzisz? Pewnie i w prijutach "polskich panów" też niejeden im się trafił... Jeśli wyciągam mylne wnioski, to trudno i darmo, ale nie miej mi tego za złe.
Nie zakwestionowałem niczego z „absolutną pewnością” a jedynie zaskoczyło mnie, że zakładasz, iż w schroniskach Gór Czywczyńskich i Hryniawskich mogły być zegary. To, że Huculi przemycali na dużą skalę budziki to jedno, a to, że budzików (bądź zegarków) używali, to drugie (oczywiście nie staram się swojej opinii w tym względzie rozciągnąć na całą Huculszczyznę, zapewne co bardziej „oświeceni” członkowie tej grupy etnograficznej w międzywojniu już zegarkami się posługiwali). Pamiętam jednak opis (oczywiście o wiek starszy niż ten czas, o którym tu rozmawiamy) zdaje się, że pióra Wincentego Pola, jaki strach wywołało u towarzyszących jego wyprawie Hucułów okazanie nakręconego zegarka. W międzywojniu wielu mieszkańców Huculszczyzny nadal było zabobonnych (czego przykład daje zresztą sam Studziński w opisie zachowania człowieka gazdującego w schronie na Połoninach Hryniawskich); zresztą w jakim celu miałby posługiwać się zegarkiem samotnie pilnujący schroniska pod Kopilaszem Hucuł, czy cygańska (?) rodzina z Bałtagułu. To już najprędzej o posiadanie zegara podejrzewałbym właściciela nowego schroniska nad Popadyńcem, aczkolwiek w to także wątpię.
Żeby nie być gołosłownym, przytoczę pewien przykład: pamiętam dokładnie opowieści mojego śp. ojca, jak rano udawał się z rodzeństwem przez las na autobus do szkoły na „wyczucie”, bo w całym przysiółku nie było zegara ( to oczywiście nie żaden „miażdżący” dowód na to, że zegarów nie było też w górze doliny Czarnego Czeremoszu), a były to już lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku. I żeby nie było nieporozumień - zegara w domu nie było, a były książki i mimo niesprzyjających warunków (jak na dzisiejsze czasy) większości rodzeństwa udało się zdobyć wykształcenie wyższe (uprzedzam ewentualne wątpliwości – bez punktów „za pochodzenie” – mój ojciec został usunięty z liceum po tym, jak wraz z kolegami malował plakaty na święto Konstytucji 3 maja i wpadł w ręce UB (kilka dni przeleżał na węglu w piwnicy budynku Urzędu Bezpieczeństwa) – ojcu się „upiekło” o tyle, że nie miał jeszcze piętnastu lat i skończyło się „tylko” na potępiającym go apelu w szkole. Ale nie było tego złego co by na dobre nie wyszło – mógł bowiem kontynuować naukę, ale na kierunku przydatnym dla władzy ludowej – został więc najpierw felczerem, a następnie ukończył medycynę (ale to już za Gomułki, kiedy na fali popaździernikowej odwilży mógł wreszcie przystąpić do egzaminów wstępnych na studia)).
Cieszę się jednak, że doszliśmy wspólnie do kilku ustaleń i konkluzji
Ja również i dlatego chciałbym, jeśli pozwolisz, mieć do Ciebie dwa pytania, bo jak sadzę masz w tym względzie najlepszą wiedzę:
- jeśli dobrze rozumiem, to w swoim poprzednim wpisie sugerowałeś, że owo „zielsko stepowe” o którym wspominał pan Tadeusz to odwiane ze śniegu parte szczytowe Palenicy. Jak pogodzić to jednak z faktem, że – według znanych mi zapisów (które zapewne mogą nie odzwierciedlać stanu z lat trzydziestych dwudziestego wieku) owo „olbrzymie cielsko Palenicy” porosłe było w całości „największym w Karpatach” „morzem kosówki”? Czy w latach trzydziestych to „morze” w partiach szczytowych było już wytrzebione?
- Istotną informacją dla naszych rozważań byłoby to, czy „pikieta” rumuńskich „pograniczników” działała także zimą. Bo jeżeli tak, to może to rumuńscy strażnicy nie przepuścili dalej Studzińskiego, a on, z jakichś względów nie wspomniał o tym po latach w swej relacji?
Tomnatyk
20-01-2021, 23:29
Albo ja opacznie zrozumiałem Twoje słowa, albo była w nich jednak odrobina sarkazmu.
Może ciut przesadziłem z tą "miażdżącą logika wywodu";). Istotne, że wiadomo, iż Studziński miał arkusz „Burkut” z 1932 r. Najprawdopodobniej zaś nie miał arkusza "Hryniawa", bo nie pomyliłby umiejscowienia połoninki Gropa na Hnitesie i zapewne stosowałby jej nazwę w formie "Hnatasia" - jak na mapie.
Nie zakwestionowałem niczego z „absolutną pewnością” a jedynie zaskoczyło mnie, że zakładasz, iż w schroniskach Gór Czywczyńskich i Hryniawskich mogły być zegary.
Na wyposażeniu schronisk zagospodarowanych zapewne znajdowały się budziki, aby nocujący turyści mogli wstawać o wyznaczonej wczesnej porze. Jednak zegarek Studzińskiego wcale nie musiał spieszyć, czy być źle wyregulowany. Pomyłkowe podanie godziny w relacji po latach wydaje się o wiele bardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem rozbieżności czasowych w marszrucie w rejonie Hnitesy i Palenicy.
jeśli dobrze rozumiem, to w swoim poprzednim wpisie sugerowałeś, że owo „zielsko stepowe” o którym wspominał pan Tadeusz to odwiane ze śniegu parte szczytowe Palenicy. Jak pogodzić to jednak z faktem, że – według znanych mi zapisów (które zapewne mogą nie odzwierciedlać stanu z lat trzydziestych dwudziestego wieku) owo „olbrzymie cielsko Palenicy” porosłe było w całości „największym w Karpatach” „morzem kosówki”? Czy w latach trzydziestych to „morze” w partiach szczytowych było już wytrzebione?
W szczytowych partiach płaskowyżu Palenicy została sztucznie wyrobiona całkiem spora połonina. Jej częściowy zasięg masz wykropkowany na "setce" WIG z 1934 r. Otaczało ją zewsząd "morze kosówek" z paroma przesmykami. Największy z nich, istniejący do dziś, to język tej połoniny schodzący w źródliska Czornego Potoku, z płajem przewijającym się wschodnimi stokami masywu przez połoninkę Zadnia Staja na Wesnarkę (jest to tytułowy "Płaj 9 Źródeł" z opowiadania Krygowskiego). Jednak Studziński nim nie zjechał, bo była to najlepsza trasa letnia, a zimą orientacyjnie problematyczna i znacznie dłuższa, niż zjazd wprost w zwory źródliskowe Czarnego Czeremoszu. Wiemy już, że nie miał za wiele czasu do zachodu Słońca. Wspomniane „zielsko stepowe” to mogły być np. badyle ciemierzycy zielonej, która jest rośliną wieloletnią i do dzisiaj obficie rośnie na grzbiecie Palenicy.
Istotną informacją dla naszych rozważań byłoby to, czy „pikieta” rumuńskich „pograniczników” działała także zimą. Bo jeżeli tak, to może to rumuńscy strażnicy nie przepuścili dalej Studzińskiego, a on, z jakichś względów nie wspomniał o tym po latach w swej relacji?
Pikiety były zimą nieobsadzone. Gdyby Studziński napotkał jakichś ludzi w rejonie Hnitesy, to na pewno by o tym wspomniał. Kontakty polskich turystów z patrolami graniczarów rumuńskich nie zawsze pozostawiały miłe wspomnienia, jak u Kazimierza Hempla. Samotnego pana Tadeusza mogliby np. "odciążyć" od zegarka. Jednak on nawet nie był w stanie dostrzec przy grzbiecie zabudowań pikiety, bo prawdopodobnie zjeżdżał pn.-wsch. stokami przez połoninkę Gropa.
PS. W osobnym poście odniosę się do Twoich końcowych konkluzji z "brzytwą Ockhama".
Najprawdopodobniej zaś nie miał arkusza "Hryniawa", bo nie pomyliłby umiejscowienia połoninki Gropa na Hnitesie i zapewne stosowałby jej nazwę w formie "Hnatasia" - jak na mapie.
Prawdopodobnie jednak mapę na wyrypie ze sobą miał, bo jak niby inaczej mógłby „nawigować” w nieznanym sobie terenie, natomiast mógł jej faktycznie nie mieć przy pisaniu wspomnień.
Mnie zastanawia cały czas coś innego - dlaczego jednak, w kluczowym momencie swej relacji, wiedząc, że ktoś po latach może to roztrząsać, nie wspomina nic o zjeździe do słupka nr 56 w siodle Styniszory (tym bardziej, że mniej „ważne” odcinki swej trasy potrafił Studziński niejednokrotnie opisać szczegółowo)? Odpowiedź, być może jest następująca:
Żeby prawidłowo rozwikłać zagadkę jego trasy tego dnia, trzeba, w miarę oczywiście możliwości poprawnie odczytać nieliczne wskazówki dodatkowe, jakie daje nam tu autor. Na wstępie wypada zaznaczyć więc, że około godziny stracił Studziński błądząc w okolicach Przełęczy Łostuńskiej (to zresztą kolejny dowód e silentio na prawdziwość jego relacji - przełęcz ta, choć niby to takie niepozorne miejsce faktycznie stanowić może pułapkę - pamiętam, jak w 2015 roku samemu zajęło mi trochę czasu ustalenie, w którą stronę należy się udać, żeby dostać się na Pirje – płaj graniczny przechodzi tam bowiem nieoczekiwanie „jakby” na równoległy grzbiet (przynajmniej takie odczucie ma się na dole, bo trzeba niespodziewanie, idąc od strony Łostunia zakręcić o 90 stopni na lewo)), tak więc był w niedoczasie i na pewno nie ryzykowałby czasochłonnego obejścia grzbietu Hnitesy jej wschodnim, stromym zboczem (tym bardziej, że miał w świeżej pamięci bezsensowny trawers Pop Iwana, który kosztował go niedotarcie przed zmrokiem do celu). Zresztą, gdzieś od wysokości Komanowej doskonale widział już wybiegający na południe grzbiet z kulminacją Hnitesy, a akurat ten skręt o 90 stopni na prawo jest łatwy orientacyjnie; co więcej łagodne wejście na Hnitesę od tej strony nie nastręcza żadnych trudności.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt warunków, jakie Studziński miał tego dnia na szlaku – przy jakiejś okazji autor zaznacza, że „wiało w prawy policzek” - a więc wiał wiatr południowy. Nie musiał to być bardzo silny „halny”, ale pan Tadeusz zaznaczył jednak, że „dmuchało solidnie”. Co prawda nie napisał tego explicite, a jedynie ogólnikowo, iż „wkrótce wiatr zwiał mgły w doliny”, ale skądinąd wiemy, że pogoda przy takim wietrze ma to do siebie, iż chmury kumulują się i kłębią po stronie południowej grzbietu głównego, podczas gdy strona północna jest jasna (widna). Być może więc „morze” chmur kłębiło się w dolinie Wazeru i choć chmurom nie udawało się wedrzeć (wtargnąć) na grań, to przelewały się jednak przez siodło Styniszory? Może więc ostatnim miejscem z „widokiem” na południe był teren powyżej słupka nr 55, natomiast po zjeździe na przełęcz pan Tadeusz znalazł się w kompletnym „mleku” (na korzyść tej hipotezy przemawiałoby to, że przy braku widoczności nie ma się często świadomości stromizny zjazdu, a co za tym idzie tego, jak nisko się zjechało. Przeciw z kolei świadczyć może fakt, iż w takich warunkach łatwo jest się pogubić i zjechać na lewo bądź na prawo z grani grzbietowej). Nic tam nie widząc, zdołał tylko odczytać nr słupka i po swoich śladach wrócił na wierzchołek Hnitesy, gdzie znalazł się ok godziny 15. To stamtąd miał właśnie widok na „zbałwaniony ocean gór” (lub raczej chmur, znad którego wyrastały poszczególne pasma). Po godzinie piętnastej Studziński rozpoczął zjazd z Palenicy (nic dziwnego nie musiało być więc też w tym, że kosówka na Palenicy przy silnym wietrze południowym mogła być częściowo odwiana, a będąc częściowo nadtopioną dnia poprzedniego mogła wystawać ze śniegu właśnie jak „stepowe zielsko”) i to oczywiście nie „Płajem Dziewięciu Źródeł”, bo po cóż by miał tak czynić zimą, jak zresztą słusznie zauważyłeś, tylko „na krechę” prosto na połoninę Wesnarkę (alternatywna trasa przez połoninę Bałtaguł jest chyba nieco dłuższa, a ponadto wymaga króciutkiego (ale zawsze) podejścia pod Komanową). Tam spodziewał się odnaleźć leśną drogę, która sprowadziłaby go do doliny Czarnego Czeremoszu i przy której to drodze zapewne nastąpiło spotkanie z huculskimi drwalami.
Tu dochodzimy być może do rozwikłania „tajemniczej” nazwy Palenicy, jaką posłużył się Studziński – czyli „Gropy”. Przychylam się do Twojej tezy, że ów oronim w takim brzmieniu zasłyszał autor właśnie z ust huculskich drwali. Być może Huculi mianem „Gropy” określali wówczas cały stromy obryw grzbietu Palenicy od wschodu, czyli od strony doliny Białego Czeremoszu. Zresztą, to właśnie sami drwale początkowo, jak to sugeruje w swej relacji Studziński brali naszego bohatera za przemytnika, a ci ostatni zapewne, aby uniknąć kontroli rumuńskich graniczarów omijali Hnitesę wschodnim zboczem i następnie „Płajem Dziewięciu Źródeł” dochodzili do Wesnarki (trzeba oczywiście wziąć poprawkę na to, że rumuńskich pograniczników zimą nie było w ich schronie, jednak w rozmowie toczonej „na gorąco” często umykają nam racjonalne argumenty; Huculi poza tym mogli po prostu nie wiedzieć, że strażnicy zimą nie dyżurują). Wg mnie dyskusja ta, prowadzona zapewne częściowo przy użyciu rąk i gestów mogła wyglądać tak, iż huculscy rozmówcy pana Tadeusza wskazując na południe wykrzykiwali co jakiś czas „Gropa! Gropa!” sądząc, że właśnie tamtędy Studziński obchodził szczyt Hnitesy, co zrozumiane zostało przez naszego autora jako huculskie (miejscowe) miano desygnujące masyw Palenicy i jako takie już mu zostało.
Petefijalkowski
21-01-2021, 19:12
Nie obraźcie się panowie, wiem że dysponujecie bardzo dużą wiedzą i umiejętnościami analizy. Fajnie się to tak rozważa zza fotela w domu.. Będąc w terenie przy mgle, zadymce dużo rzeczy przestaje mieć znaczenie albo inaczej się podchodzi.. Na Pirie wspieliśmy się ok 15:20 i nie zdecydowaliśmy się iść do chatki na Połoninie Bałtagul. Mieliśmy w głowach dojście mocno po ciemku na Budyjowską poprzedniego dnia.
Z Pirie do Hnitessy doszliśmy w 5h... Ten łatwy teren w słoneczny dzień jest tak naprawdę mocno mylacy, pomimo przecinki granicznej gdy się nic nie widzi więcej niż 30m. Na tyle że nie jestem pewny czy byłem na samej Hnitessie czy jednym z wierzchołków pobocznych :) :)
Co chcę powiedzieć - myślę że wchodzicie za bardzo w szczegóły co mógł pamiętać Studziński itp. Ale skoro rozmawiamy (dobrze!) to jak myślicie - skoro na wiosnę 1938 ukazał się tekst o ostatniej nocce, a w latach 50tych całość (różniło się to szczegółowościa i doznaniami BARDZO) - jak myślicie, kiedy Studziński pisał część "zasadniczą" wyrypy? Po wojnie?
Pozdrawiam :)
Piotrek
Petefijalkowski
21-01-2021, 19:54
Przed chwilą zadzwoniłem do Pana Krzysztofa (syna Tadeusza). Na razie była to wstępna rozmowa, ale pierwszy pozytywny kontakt jest. Mówił żebym nie oczekiwał za dużo po rozmowie z Nim - urodził się po wojnie i w rodzinie dużo ważniejsze i bardziej wspominane były akcje z "5 Mostów i innych akcji". Najciekawsza informacja to chyba że pokolenia idą dalej - jest wnuk Tadeusza, pewnie gdzieś z mojego pokolenia. Hmm.. może być jeszcze ciekawie :)
Nie obraźcie się panowie, wiem że dysponujecie bardzo dużą wiedzą i umiejętnościami analizy. Fajnie się to tak rozważa zza fotela w domu.. Będąc w terenie przy mgle, zadymce dużo rzeczy przestaje mieć znaczenie albo inaczej się podchodzi.. Na Pirie wspieliśmy się ok 15:20 i nie zdecydowaliśmy się iść do chatki na Połoninie Bałtagul. Mieliśmy w głowach dojście mocno po ciemku na Budyjowską poprzedniego dnia.
Z Pirie do Hnitessy doszliśmy w 5h... Ten łatwy teren w słoneczny dzień jest tak naprawdę mocno mylacy, pomimo przecinki granicznej gdy się nic nie widzi więcej niż 30m. Na tyle że nie jestem pewny czy byłem na samej Hnitessie czy jednym z wierzchołków pobocznych :) :)
Co chcę powiedzieć - myślę że wchodzicie za bardzo w szczegóły co mógł pamiętać Studziński itp. Ale skoro rozmawiamy (dobrze!) to jak myślicie - skoro na wiosnę 1938 ukazał się tekst o ostatniej nocce, a w latach 50tych całość (różniło się to szczegółowościa i doznaniami BARDZO) - jak myślicie, kiedy Studziński pisał część "zasadniczą" wyrypy? Po wojnie?
Pete – sadzę, że pierwowzór tekstu powstał już w I połowie lat pięćdziesiątych XX wieku na konkurs opowiadań turystycznych miesięcznika „Turysta”- tak wynika z kontekstu. Przed wojną opracowany został chyba tylko opis nocy pod Smotrecem, choć, gdyby faktycznie w lutym 1938 roku Studziński napisał także resztę opowiadania, to wystarczająco tłumaczyłoby szczegółowość jego relacji jako pisanej „na gorąco”.
Być może w samym tekście jest też pewna wskazówka niezależna (choć znalazła się dopiero w posłowiu, ale może znajdowała się pierwotnie w samym opowiadaniu), że relacja była pisana w latach pięćdziesiątych – otóż przy okazji opowieści o dniu, w którym to panu Tadeuszowi cudownie udało się przetrwać noc pod Smotrecem i po odespaniu owej nocy w schronisku pod Pop Iwanem, następuje fragment opowiadania, jak to został wysłuchany przez grupę studentów pod przewodem płk. Ziętkiewicza. Pada tam uwaga, że w trakcie rozmowy z pułkownikiem nikt nie palił, i choć jednak „przed wojną palono 10 razy mniej niż obecnie” zrobiło to na autorze niemałe wrażenie. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku palenie powoli zaczęło wychodzić z mody, pojawiły się pierwsze zakazy, nie palono już wówczas np. w kinach itd., sądzę więc, że tę uwagę należy odnieść do stanu z lat pięćdziesiątych XX wieku.
Ale do meritum – pan Tadeusz dosyć dokładnie opisuje swą trasę i w przeciwieństwie do Was miał tego kluczowego dnia widoczność niezłą. Jeśli swą opowieść spisywał jednak dopiero w latach pięćdziesiątych, to niewątpliwie przy pracy musiał posługiwać się jakimiś swymi notatkami (które musiałyby przetrwać wojnę, mimo zagłady jego mieszkania w kamienicy przy Filtrowej), bo skąd by pamiętał, że owego dnia „wiało w prawy policzek”, czy że był na „cypelku za Hniatasią” o godzinie 15 (choć oczywiście nr słupka mógłby podać z jakiegoś przewodnika bądź z mapy). Nie sądzę, żeby były to jakieś szczegółowe zapisy – pewnie każdego dnia wieczorem notował coś tam „na gorąco” w kalendarzyku, np. (czysto hipotetycznie) pod datą 29.12 mógł umieścić coś w rodzaju: „rano mgła – grań odwiana i dmuchało w prawy policzek – od Bałtagułu „step” - ostatni polski słupek nr 56 – na cypelku za Hniatasią o 15 – zjazd z Gropy przez „zielska” do doliny Czarnego Czeremoszu – spotkanie z huculskimi drwalami” (tak lakoniczny zapis wyjaśniałby po części jego pomyłkę z umieszczeniem słupa nr 56 na cyplu za „Hniatasią” i z niemożliwym z tego punktu widokiem). Niektórych opisów Studzińskiego nie sposób wytłumaczyć posługiwaniem się mapą (co zauważył już wcześniej Tomnatyk), ale ze względu na ich szczegółowość nie sposób też uznać, że autor pisał tylko „z pamięci”.
Co do warunków zimą na szlaku – zima w górach to dla mnie nie pierwszyzna i jak dotąd co nieco zdążyłem już o tej porze roku pochodzić (i pozjeżdżać) – także po zmroku, w zadymce itp. dlatego (siedząc co prawda „w fotelu”) staram się wczuć w sytuację i wejść „w skórę” pana Tadeusza oraz objaśnić, dlaczego np. nie napisał nic o tym, że ostatni polski znak graniczny był posadowiony w głębokim siodle, a to wszak „kluczowa” część jego relacji (tzn. wyobrażam sobie, że himalaista po wejściu na Mt. Everest też chciałby akurat ten moment jak najwierniej oddać, tak żeby czytelnicy byli całkowicie pewni, że tam dotarł).
Oczywiście opowieści o widokach z Hnitesy i o „wędrówce śladami Daków” to już późniejszy dodatek autora, napisany w związku z planami wydania opowiadania. Trzeba tylko chyba zwrócić uwagę na fakt, że opisy dotarcia w najdalszy koniuszek naszego kraju, owego „Finis Rei Publicae” mają w sobie coś uniwersalnego – tęsknotę za czymś odległym, podkreślanie piękna oraz szerokiego widoku i osobiste refleksje, np. w ogólnie znanym opisie Władysława Krygowskiego z przewodnika „Od Beskidu Ślaskiego po Bieszczady” padają znamienne słowa o tym, iż „Widok z Halicza nieporównany! (…) Gdziekolwiek zwrócą się oczy – wszędzie grzbiety gór, które nie kończą się, chociaż tu, na Haliczu dobiega końca nasza wędrówka od Beskidu Śląskiego po Bieszczady”. Nie twierdzę oczywiście, że opisy Studzińskiego i Krygowskiego miały na siebie jakiś wpływ. To raczej pewnie Halicz w wizji Krygowskiego (i być może innych autorów) zastąpił przedwojenne „rozrogi”.
P.S. Pozdrowienia i życzenia dalszych "owocnych" kontaktów z synem pana Tadeusza!
Tomnatyk
22-01-2021, 18:56
Nie obraźcie się panowie, wiem że dysponujecie bardzo dużą wiedzą i umiejętnościami analizy. Fajnie się to tak rozważa zza fotela w domu..
Dzięki, że doceniasz nasze kompetencje do rozpracowania relacji Studzińskiego "zza fotela". Ale jakoś nigdy fotel nie był mi do tego typu rozkminek potrzebny;). Niedawno wyszedłem za chałupę rozprostować kości na nartach i to już ze 40 zima, jak na nich zasuwam w górskim terenie. A Góry Czywczyńskie akurat znam z autopsji dość dokładnie, więc możemy podyskutować o konkretach, zamiast się bujać na fotelu.
Będąc w terenie przy mgle, zadymce dużo rzeczy przestaje mieć znaczenie albo inaczej się podchodzi.. Na Pirie wspieliśmy się ok 15:20 i nie zdecydowaliśmy się iść do chatki na Połoninie Bałtagul. Mieliśmy w głowach dojście mocno po ciemku na Budyjowską poprzedniego dnia
Pytanie, czy i w jakiej mierze, to Wasze przejście przekłada się na trasę Studzińskiego? On nie miał przecinki sistemy, lecz także o wiele mniej świerkowych zarośli i lasu na grzbiecie. Szedł w większosci otwartym terenem. Jednak przypomnę, co napisałem trzy tygodnie temu:
zasadnicze różnice są w warunkach nawigacji i pokonywania górskich przestrzeni zimą. W zespole zmienialiście się na prowadzaniu, torując w głębszym śniegu. Warunki pogodowe i śnieżne niemal nigdy (poza wiosennymi firnami i betonami) nie będą analogiczne, a wystarczy jeden dłuższy etap w kopnym śniegu, albo łamliwej szreni bądź gipsie w zaspach, żeby wykończyć samotnika. Przy nawigacji musiał polegać tylko na własnym nosie.
Z Pirie do Hnitessy doszliśmy w 5h... Ten łatwy teren w słoneczny dzień jest tak naprawdę mocno mylacy, pomimo przecinki granicznej gdy się nic nie widzi więcej niż 30m. Na tyle że nie jestem pewny czy byłem na samej Hnitessie czy jednym z wierzchołków pobocznych :) :)
To GPS nie pokazał Ci pozycji na szczycie? Studziński tego dnia miał super warun - pogodowo i śniegowo. Wiedział, że wszedł na Hnitesę i że dotarł za nią do słupa 56 na Styniszorze. Na pewno jednak nie o godzinie 15., lecz 1-1,5h wcześniej. Pytanie, jaki jest dystans i sumy deniwelacji (podejść/zjazdów) ze schroniska w Popadyńcu do tego najdalszego punktu terytorium III RP? I znów się przypomnę:
Warto byłoby zrobić zestawienie porównawcze tras przejścia Studzińskiego i Waszej. Dałoby się na szeregu odcinków interpolować kilometraż i sumy podejść oraz zjazdów (międzyczasów nie ma sensu rzutować z wyżej wyszczególnionych względów).
myślę że wchodzicie za bardzo w szczegóły co mógł pamiętać Studziński itp. Ale skoro rozmawiamy (dobrze!) to jak myślicie - skoro na wiosnę 1938 ukazał się tekst o ostatniej nocce, a w latach 50tych całość (różniło się to szczegółowościa i doznaniami BARDZO) - jak myślicie, kiedy Studziński pisał część "zasadniczą" wyrypy? Po wojnie?
Kiedy właśnie "diabeł tkwi w szczegółach"! Dziwna omyłka z "Gropą" na Palenicy i używanie bardzo rzadkiej formy nazwy Hnitesa paradoksalnie uwiarygadniają kluczowy fragment relacji, który początkowo wydawał się mi konfabulacją. Co do datacji powstania tekstu, to początkowo uważałem, że
Nie spisał relacji na gorąco, po powrocie z gór, lecz po latach - wspomnieniowo.
Teraz przypuszczam, że powstały co najmniej 3 lub nawet 4 wersje relacji: 1. przed wojną, będąca sprawozdaniem z wyrypy (z czego opublikowany został tylko fragment pt. "Kurniawa"), a pozostałe wersje - po wojnie, z czego 2. na konkurs, 3. przerobiona do wydania książkowego, a 4. odtworzona z wersji konkursowej do "Płaju".
Sprawa zasadnicza to właściwe odczytywanie tekstu wersji końcowej - nie jest on sprawozdawczy, lecz relacyjno-wspomnieniowy. Pytanie, czy i jakie ewentualnie zachowały się zapiski do niego i/lub niepublikowane wersje w zbiorach rodzinnych?
Panowie, wyprostujcie, jeśli jestem w błędzie bo nie mam doświadczenia na biegówkach, a jedynie na nartach zjazdowych (poprawnie więc mogę oszacować chyba jedynie przybliżony czas zjazdów :-) ): Studziński nocował na Popadyńcu, a więc dość nisko w stosunku do grzbietu głównego. Raczej nie wyruszył przed świtem (nawet po własnych śladach), bo tego poranka w dolinach i na szczytach była mgła. O tej porze roku jasno robi się dopiero przed ósmą, tak więc na grani był najprawdopodobniej nie wcześniej niż gdzieś o godzinie 9. Do Łostuńskiej trzeba liczyć kolejną godzinkę (a więc była 10) i dalszą godzinę błądzenia w okolicach przełęczy. Na Pirje wyruszył więc prawdopodobnie ok 11. Tu pytanie – czy możliwe, żeby Studziński do siodła Styniszory dotarł w 2,5 – 3h? (jeśli przyjmiemy, że aby zdążyć przed zmrokiem do doliny Czarnego Czeremoszu, przy słupku nr 56 musiał być ok godziny 13.30 -14). Odcinek po Palenicę – Hnitesę jest głównie pod górę. Co prawda widoczność miał niezłą (pisze, że po południu się poprawiła), ale na pewno przeszkadzał mu dokuczliwy, południowy wiatr.
Na Hnitesę (w ciągu 4 godzin, tak żeby być tam na 15) w tych warunkach to chyba spokojnie mógł dotrzeć, zresztą późniejszy zjazd z Palenicy na Wesnarkę to raptem kilka minut, a stamtąd do doliny Czarnego Czeremoszu to też już szybciutko.
I jeszcze jedno – nie wspomina nic o klauzie Bałtaguł – więc albo jej nie widział, bo było już ciemno (choć z drugiej strony działalność drwali mogła być związana z odbudową klauzy, albo z gromadzeniem drewna na wiosenno - letni spław), albo nie pisał „na gorąco” w lutym 1938 roku i ten szczegół mu uleciał, gdyż nie miał nic o klauzie w odręcznych notatkach (dodam tylko, że klauzy tej nie ma też na arkuszu „Hryniawa” z 1934 r).
Tomnatyk
23-01-2021, 13:56
Chcąc rzetelnie odnieść się do końcowego fragmentu posta Lukiego z 19 stycznia, zajrzałem do "Zielonego ucha" z 1956 roku, aby porównać pierwszą opublikowaną wersję opowiadania Studzińskiego z jego wersją "Płajową". Różnica w kluczowym miejscu relacji jest uderzająca.
Ten fragment naszej dyskusji zaczął się koncentrować na zagadnieniu typu „ czy w przewodniku o Krakowie może znaleźć się także mapa okolic Krakowa”
Niestety, wygląda na to, że niejednokrotnie nasza dyskusja przypomina audycję "Radia Erewań", które podawało, że na Placu Czerwonym w Moskwie rozdają motocykle, a potem okazało się, że nie rozdają - tylko kradną, i nie motocykle - lecz rowery:roll:. Ale do rzeczy:
- zakładając, że nie było go przy słupie nr 56 mamy tylko jedną niezgodność (precyzyjnie, „z pamięci” podany nr słupka).
- zakładając, że był mamy dwie niezgodności – czas i opis niemożliwego z tego miejsca widoku. Trzecią niezgodnością, nie wyrażoną co prawda w tym wypadku explicite jest brak zaznaczenia faktu, iż słup 56 posadowiony był w głębokim siodle Styniszory i co za tym idzie brak opisu zjazdu do niego i mozolnego powrotu pod górę „po śladach”. Zgodnie więc z tzw „brzytwą Ockhama” przyjąłem rozwiązanie mające mniej słabych punktów.
Nie twierdzę, że Studzińskiego na pewno nie było w siodle Styniszory, ale wg mnie, podkreślam według mnie jest to – podpierając się wszak jedyną znaną nam relacją z tego wydarzenia - wersja bardziej prawdopodobna (przy czym cały czas uważam, że Studziński nie zmyślał celowo, a jedynie po latach po prostu odczytał nr słupa z mapy, sądząc w dobrej wierze, że był tam, dokąd w rzeczywistości nie dotarł).
W wersji opowiadania z 1956 roku Studziński pisze: "Tego dnia zamierzałem dojść do Hniatysi, potem zawrócić" - i dalej stwierdza - "Do południowego cypelka granicznego na Hniatysi doszedłem o godzinie piętnastej i stałem na nim przez dłuższą chwilę". Tu następuje wzmianka o maksymalnej szerokości Karpat i opis widoku ze szczytu: "Dookoła stał zbałwaniony ocean gór. Szczyty ginęły w bladoniebieskiej dali". Dalej wspomina o niemożności pójścia "śladem Daków" na południe głównym wododziałem karpackim. Na koniec stwierdza zaś: "Słupek graniczny na cyplu odwiany był przez wichry i miał numer 56", po czym dodaje: "zawróciłem na północ. Cztery kilometry szedłem swoimi śladami do płaskich połonin Gropy".
Nie ma więc w ogóle mowy o dotarciu autora opowiadania za Hnitesę, a cóż dopiero wzmianki o zjeździe na Styniszorę. Był "tylko" (czy też "aż"?) na szczycie Hnitesy ze słupem 53 o godzinie 15. Numeru słupa 56 nie odczytał jednak z mapy, bo najprawdopodobniej nie miał "setki" WIG ark. "Hryniawa" w terenie ani po wojnie, pisząc opowiadanie. Gdyby posługiwał się tą mapą topograficzną, to nie nie umiejscawiałby błędnie połoniny "Gropa" na Palenicy, stosowałby formę Hnatasia zamiast Hniatysi, a w końcu nie pomyliłby numeru słupa. Mógł go wziąć z "Krótkiego przewodnika po Huculszczyźnie" z 1933 roku, bo tylko w nim jest on błędnie przypisany "kamieniowi granicznemu" na tym najdalszym szczycie Karpat polskich w granicach II RP. Ewentualnie wiedział z jakiegoś innego źródła, że słup o tym numerze jest najdalszym na wododziale karpackim, i sam "przeniósł" go na szczyt Hnitesy. Jedynie podana długość 4 km powrotnego marszu na Palenicę zgadza się z odległością od "cypelka" ze słupem 56 na Styniszorze. Autor, mierząc dystanse na mapie przeglądowej, zapewne pomylił go bądź celowo utożsamił ze szczytem Hnitesy.
Reasumując, przychylam się do hipotezy mojego Szanownego Adwersarza, że Studziński podał błędnie numer słupa - 56, nie będąc na siodle Styniszory. Przypuszczenie Lukiego, że autor dotarł do słupa 55 za kulminacją Hnitesy nie znajduje jednak żadnego potwierdzenia źródłowego. Wygląda na to, że opracowując wersję opowiadania do "Płaju" na początku lat 90., autor zorientował się, że słup 56 znajdował się za Hnitesą i nieco "podrasował" ten fragment swej relacji, "zapominając" jednak o zjeździe na Styniszorę. Dopóki nie pojawią się jakieś nowe dane źródłowe o jego wyrypie, dokumentujące jej rzeczywisty przebieg, wypada więc przyjąć, że dotarcie do najdalszego na południu punktu terytorium II RP to jednak konfabulacja.
Wygląda na to, że pisaliśmy nasze posty równocześnie, ale sprawa, o którą pytałem już się chyba wyjaśniła ;-) . Dziękuję zatem za dogłębne zbadanie tematu i za ciekawą dyskusję (dzięki niej także, jak już wspominałem udało mi się m in. zrozumieć kilka zagadnień niezwiązanych bezpośrednio z relacją Studzińskiego, ale za to ważnych dla historii nazewnictwa okolic naszych dawnych „rozrogów”).
Tomnatyk
23-01-2021, 15:57
sprawa, o którą pytałem już się chyba wyjaśniła ;-) . Dziękuję zatem za dogłębne zbadanie tematu i za ciekawą dyskusję
Nie do końca i na pewno nie dogłębnie, bo to było możliwe jedynie w wywiadzie bezpośrednim z autorem, który bez problemu mogła przeprowadzić Redakcja "Płaju". To se ne vrati, ale gdyby nastąpiło, to nie mielibyśmy czego rozkminiać;). Na koniec odniosę się jeszcze do paru kwestii z Twojego poprzedniego posta:
Panowie, wyprostujcie, jeśli jestem w błędzie bo nie mam doświadczenia na biegówkach, a jedynie na nartach zjazdowych (poprawnie więc mogę oszacować chyba jedynie przybliżony czas zjazdów :-)
Dawno temu jeździłem na przedwojennych "jesionkach". To była dość ciężka narta, ale nośna w terenie. Nie można jej porównywać z biegówkami, a nawet śladówkami (teraźniejsze "backcountry"). Co do samej trasy zimą to największe doświadczenie i miarodajne dane ma Pete. Trzeba by doliczyć podejście od miejsca schroniska w Popadyńcu + grzbietowy wariant od Piriów po Koman i Połoninę Bałtaguł, bo sistema trawersuje ze znacznie mniejszymi deniwelacjami. Należałoby pewnie też coś odjąć. Jednak pamiętajmy, że o szybkości poruszania się w terenie na nartach decyduje nie tylko indywidualna kondycja, sprzęt, obciążenie, solo czy zespołowo, ale przede wszystkim warunki śnieżne.
Studziński nocował na Popadyńcu, a więc dość nisko w stosunku do grzbietu głównego. Raczej nie wyruszył przed świtem (nawet po własnych śladach), bo tego poranka w dolinach i na szczytach była mgła. O tej porze roku jasno robi się dopiero przed ósmą, tak więc na grani był najprawdopodobniej nie wcześniej niż gdzieś o godzinie 9. Do Łostuńskiej trzeba liczyć kolejną godzinkę (a więc była 10) i dalszą godzinę błądzenia w okolicach przełęczy. Na Pirje wyruszył więc prawdopodobnie ok 11. Tu pytanie – czy możliwe, żeby Studziński do siodła Styniszory dotarł w 2,5 – 3h? (jeśli przyjmiemy, że aby zdążyć przed zmrokiem do doliny Czarnego Czeremoszu, przy słupku nr 56 musiał być ok godziny 13.30 -14). Odcinek po Palenicę – Hnitesę jest głównie pod górę.
Pieszo do Hnitesy spod Czywczyna jest mały dzień marszu (ok. 7-8h średnim tempem). Nie podaje, kiedy wyszedł ze schroniska w Popadyńcu, ale mogła to być godzina 6. najdalej 7. rano. Nie szedłby po własnych śladach, bo zjechał tam "po nieprawdopodobnych wykrotach". Na Łostuńskiej Przełęczy stracił 1h i to mocna przesłanka, że nie byłby w stanie być na Styniszorze o 1-1,5h wcześniej niż podaje. Jeśli ok. godz. 15. był na Hnitesie, to się z grubsza zgadza szacunkowo w przód i w tył.
Co prawda widoczność miał niezłą (pisze, że po południu się poprawiła), ale na pewno przeszkadzał mu dokuczliwy, południowy wiatr.
Dlaczego dokuczliwy? Pisze, że ponad górną granicą lasu "dmuchało solidnie", ale nie narzeka, że miał przysłowiowy "wiatr w oczy". Gdyby była zadymka, albo gwałtowne podmuchy, to co innego.
Na Hnitesę (w ciągu 4 godzin, tak żeby być tam na 15) w tych warunkach to chyba spokojnie mógł dotrzeć, zresztą późniejszy zjazd z Palenicy na Wesnarkę to raptem kilka minut, a stamtąd do doliny Czarnego Czeremoszu to też już szybciutko.
Skąd wiesz, że na Wesnarkę i "raptem kilka minut"? Nic nie pisze o jakiejś jeszcze połoninie, przez którą miałby zjeżdżać do doliny z Palenicy. Od Wesnarki oddzielało ją przecież "morze" kosówek (nie było tam jeszcze tzw. niedokończonej sistemy). Podaje natomiast konkretnie: "Z wysokości 1750 m zjeżdżałem przez zielsko stepowe do źródeł Czarnego Czeremoszu" i że od tychże "Źródeł Czeremoszu drogę przetarto sankami". Wiadomo więc, że zrobił zjazd z Palenicy wprost do jarów źródliskowych Czarnego Czeremoszu. Zjazd może trwać znacznie dłużej, jeśli śnieg nie jest dostatecznie nośny (głęboki puch, poduchy gipsu, łamliwa szreń, zmięk klejący do nart). Nie wspomina żadnych trudności, a nawet pisze, że badyle "nie hamowały pędu", więc mógł zjechać z Palenicy w dolinę w ciągu 30-45 min. Pamiętaj, że niżej jest głuchy las i w nim nie dało się szusować, a wręcz należało zjeżdżać dużo wolniej, z należytą ostrożnością.
I jeszcze jedno – nie wspomina nic o klauzie Bałtaguł – więc albo jej nie widział, bo było już ciemno (choć z drugiej strony działalność drwali mogła być związana z odbudową klauzy, albo z gromadzeniem drewna na wiosenno - letni spław), albo nie pisał „na gorąco” w lutym 1938 roku i ten szczegół mu uleciał, gdyż nie miał nic o klauzie w odręcznych notatkach (dodam tylko, że klauzy tej nie ma też na arkuszu „Hryniawa” z 1934 r).
Gratuluję spostrzegawczości. Klauza Bałtaguł przed wojną nie funkcjonowała. Mógł ją minąć o zmroku, nie zwracając uwagi na pokryte śniegiem dno zbiornika. Nie wiadomo, w jakim stanie była wówczas sama tama.
Pozdrawiam i również dziękuję za owocną dyskusję
Tom
Dziękuję za odpowiedź. Do wersji ze zbioru „Zielone Ucho” też chciałem zaglądnąć, z tym, że (abstrahując już od sytuacji epidemicznej) od dwóch i pół roku nie bywam w bibliotekach, bo nie mam czasu. Od 2018 bowiem prowadzę firmę sam, a pracuję 6 dni w tygodniu w takich godzinach, które mi korzystanie z bibliotek w zasadzie uniemożliwiają.
Ale do rzeczy:
Skąd wiesz, że na Wesnarkę i "raptem kilka minut"? Nic nie pisze o jakiejś jeszcze połoninie, przez którą miałby zjeżdżać do doliny z Palenicy. Od Wesnarki oddzielało ją przecież "morze" kosówek (nie było tam jeszcze tzw. niedokończonej sistemy). Podaje natomiast konkretnie: "Z wysokości 1750 m zjeżdżałem przez zielsko stepowe do źródeł Czarnego Czeremoszu" i że od tychże "Źródeł Czeremoszu drogę przetarto sankami". Wiadomo więc, że zrobił zjazd z Palenicy wprost do jarów źródliskowych Czarnego Czeremoszu. Zjazd może trwać znacznie dłużej, jeśli śnieg nie jest dostatecznie nośny (głęboki puch, poduchy gipsu, łamliwa szreń, zmięk klejący do nart). Nie wspomina żadnych trudności, a nawet pisze, że badyle "nie hamowały pędu", więc mógł zjechać z Palenicy w dolinę w ciągu 30-45 min. Pamiętaj, że niżej jest głuchy las i w nim nie dało się szusować, a wręcz należało zjeżdżać dużo wolniej, z należytą ostrożnością.
O mojej koncepcji zjazdu przez Wesnarkę napisałem już w moim pierwszym poście w tym temacie:
Nasz bohater w rzeczywistości zawrócił więc zapewne z południowego wierzchołka Hnitesy na Palenicę i stamtąd „przez zielska stepowe” zjechał nie do źródeł Czarnego Czeremoszu, lecz przez połoninę Wesnarkę do miejsca w dolinie, gdzie Cz. Czeremosz powstaje z połączenia kilku własnych cieków źródłowych.
Później analizowałem to jeszcze raz, pozostając przy swej koncepcji zjazdu przez w/w połoninę:
Po godzinie piętnastej Studziński rozpoczął zjazd z Palenicy (nic dziwnego nie musiało być więc też w tym, że kosówka na Palenicy przy silnym wietrze południowym mogła być częściowo odwiana, a będąc częściowo nadtopioną dnia poprzedniego mogła wystawać ze śniegu właśnie jak „stepowe zielsko”) i to oczywiście nie „Płajem Dziewięciu Źródeł”, bo po cóż by miał tak czynić zimą, jak zresztą słusznie zauważyłeś, tylko „na krechę” prosto na połoninę Wesnarkę (alternatywna trasa przez połoninę Bałtaguł jest chyba nieco dłuższa, a ponadto wymaga króciutkiego (ale zawsze) podejścia pod Komanową). Tam spodziewał się odnaleźć leśną drogę, która sprowadziłaby go do doliny Czarnego Czeremoszu i przy której to drodze zapewne nastąpiło spotkanie z huculskimi drwalami.
ale teraz, po lekturze Twojego posta mam wątpliwości.
Oczywistym jest, że Studziński przed zmrokiem, będąc w niedoczasie nie ryzykowałby najkrótszego, ale najtrudniejszego, bo przez wertepy, pniaki i las zjazdu w źródliskowe zwory Czarnego Czeremoszu pod Palenicą , ale wybrałby raczej jedną z dwóch dostępnych dróg, które łatwo sprowadziłyby go do doliny Czarnego Czeremoszu i dalej do schroniska Bałtaguł. W trakcie wyrypy na pewno posługiwał się jakąś mapą (no bo niby jak inaczej dotarłby tam, gdzie zamierzał?) i mapą tą najprawdopodobniej była jednak „setka” WIG arkusz „Hryniawa” (pisząc wspomnienia najwyraźniej jednak nie miał do niej dostępu). Na miejscu Studzińskiego, będąc na Palenicy wybrałbym chyba prosty zjazd ponad zasypaną kosówką (jej wystające znad śniegu „zmarzłe łodygi” wszak „nie hamowały pędu”, czyli kosodrzewina musiała być solidnie przysypana, a jedynie odwianymi musiały pozostawać górne jej fragmenty) na Wesnarkę i dalej, zaznaczoną wszak na „wigówce” drogą przez las do doliny Czeremoszu (podany przeze mnie czas - „kilka minut” wynika z mojego własnego doświadczenia zjazdowego, bo bywało, iż trzeba było „ciąć” właśnie przez lekko wystającą znad śniegu kosodrzewinę). Jednak wobec przytoczonej przez Ciebie wersji opowiadania z 1957 roku to być może owo „cofanie się po śladach przez 4 kilometry” liczone od Hnitesy doprowadziło autora do połoniny Bałtaguł (odległość z grubsza się zgadza) skąd dopiero rozpoczął on zjazd w dolinę Cz. Czeremoszu? (przeciwko tej koncepcji świadczy jednak literalne wymienienie Bałtagułu we wcześniejszym fragmencie opowiadania, co z kolei koliduje z koncepcją nadania temu miejscu miana Gropy (chyba, że „Gropą” nazwał Studziński Komanową)). Zresztą cały ten fragment nosi najprawdopodobniej znamiona skrótu myślowego, spowodowanego po części nieposiadaniem dokładnej mapy, jak i niepamięcią autora - najwyraźniej pisząc o wysokości 1750 m ma na myśli Palenicę, skąd w zasadzie zaczyna się zjazd, początkowo jednak „po śladach”, za źródła Cz. Czeromoszu biorąc albo jeden z jego wykapów na połoninie Bałtaguł, albo dopiero miejsce w dolinie, gdzie Cz. Czeremosz powstaje z połączenia kilku swych cieków źródłowych (co sugerowałem już w pierwszym moim wpisie).
Co do mapy, jaką mógł mieć Studziński przy pisaniu wspomnień, to znalazłem na „Mapsterze” taką: http://maps.mapywig.org/m/Polish_maps/various/Topographic_and_tourist_maps/BIESZCZADY_I_GORGANY_mapa_znakowanych_szlakow_tury stycznych_200K.jpg , która oczywiście przedstawia Gorgany i Bieszczady Wschodnie (w treści tej mapy uderza podobieństwo do symboliki zastosowanej przez Kamińskiego w jego "płajowej" mapce przedstawiającej trasę Studzińskiego), ale być może podobną wydano także dla Czarnohory oraz gór Czywczyńskich i Hryniawskich . Co więcej, na „Mapsterze” zamieszczono adnotację, że mapa ta pochodzi ze zbiorów Piotra Kamińskiego. Więc może było tak, iż Kamiński wyrysował swoją mapkę na podstawie schematycznej mapy przedwojennej, którą udostępnił mu Studziński??? Tą hipotezę mamy chyba możliwość potwierdzić u źródła – czyli skontaktować się z Piotrem Kamińskim. Być może taką właśnie, mało szczegółową mapką dysponował autor, pisząc swe opowiadanie w latach pięćdziesiątych XX wieku? Ubóstwo jej treści mogłoby po części tłumaczyć również ubóstwo toponimii w relacji Studzińsiego tyczącej tej części jego wyprawy, w której dotarł on do Hnitesy. Zastanawia jednak, dlaczego doświadczony kartograf, jakim jest Kamiński nie skorygował tak oczywistego błędu nazewniczego pana Tadeusza, jakim była owa nieszczęsna „Gropa”???
Pieszo do Hnitesy spod Czywczyna jest mały dzień marszu (ok. 7-8h średnim tempem).
Czas pieszej wędrówki znany jest mi z autopsji – w 2015 r właśnie spod Czywczyna doszliśmy na Komanową, skąd cofnęliśmy się na Połoninę Bałtaguł na nocleg. Zajęło nam to ok. 8 h.
Dlaczego dokuczliwy? Pisze, że ponad górną granicą lasu "dmuchało solidnie", ale nie narzeka, że miał przysłowiowy "wiatr w oczy". Gdyby była zadymka, albo gwałtowne podmuchy, to co innego.
Przecież silny boczny wiatr, może być też dokuczliwy – nawiewał zapewne świeży śnieg na dopiero co nadtopioną dnia poprzedniego ( a w nocy pięknie zapewne zmrożoną) warstwę starszego śniegu, spowalniając wędrówkę.
Pozdrawiam
Luki
Tomnatyk
25-01-2021, 18:14
O mojej koncepcji zjazdu przez Wesnarkę napisałem już w moim pierwszym poście w tym temacie: [...] Później analizowałem to jeszcze raz, pozostając przy swej koncepcji zjazdu przez w/w połoninę:
Oczywiście czytałem z uwagę wszystkie Twoje wpisy, ale nie odnosiłem się przedwcześnie do hipotezy zjazdu na Wesnarkę, aby jeszcze bardziej nie komplikować wątku, który i tak był już mocno zagmatwany. A więc po kolei:
Nie sposób spekulować, co i jak mógł zapamiętać autor a zarazem bohater wspomnieniowej relacji. Zwrócił nam już na to uwagę Pete:
myślę że wchodzicie za bardzo w szczegóły co mógł pamiętać Studziński itp.
Wypada przyjąć, że szczegóły terenowe i nazwy podawane są przez niego z autopsji (z wyjątkiem przesunięcia widoku ze szczytu do słupa 56, co od razu uznałem za "zabieg literacki").
W trakcie wyrypy na pewno posługiwał się jakąś mapą (no bo niby jak inaczej dotarłby tam, gdzie zamierzał?) i mapą tą najprawdopodobniej była jednak „setka” WIG arkusz „Hryniawa” (pisząc wspomnienia najwyraźniej jednak nie miał do niej dostępu).
Parokrotnie już pisałem, że najprawdopodobniej nie miał "setki" WIG z rejonem Hnitesy, bo zapewne użyłby w relacji drugiej ówcześnie najpopularniejszej formy jej nazwy Hnatasia, a także nie pomyliłby położenia połoniny Gropa. A jest to jedyny toponim, oprócz połoniny Bałtaguł, jaki wymienia z odcinka grzbietu granicznego od Piriów do Hnitesy. W pierwszej części tego dnia i poprzednich etapach wyrypy miał pokrycie terenu arkuszem steki "Burkut" z 1932 r. Było to dla niego główne źródło nazw terenowych przed spotkaniem Hucułów nad Bałtagułem. Korzystał z niego dzień po dniu, aż do Piriów, używając nazw poprawnie. Dalej nie miał skąd dowiedzieć się o nazwach połonin. Wymienia tylko te dwie. Przy pisaniu relacji miał zapewne przeglądową "trzysetkę", bo skąd by wziął kotę 1750 m Palenicy i kilometraże?
w treści tej mapy uderza podobieństwo do symboliki zastosowanej przez Kamińskiego w jego "płajowej" mapce przedstawiającej trasę Studzińskiego), ale być może podobną wydano także dla Czarnohory oraz gór Czywczyńskich i Hryniawskich . Co więcej, na „Mapsterze” zamieszczono adnotację, że mapa ta pochodzi ze zbiorów Piotra Kamińskiego. Więc może było tak, iż Kamiński wyrysował swoją mapkę na podstawie schematycznej mapy przedwojennej, którą udostępnił mu Studziński??? Tą hipotezę mamy chyba możliwość potwierdzić u źródła – czyli skontaktować się z Piotrem Kamińskim. Być może taką właśnie, mało szczegółową mapką dysponował autor, pisząc swe opowiadanie w latach pięćdziesiątych XX wieku? Ubóstwo jej treści mogłoby po części tłumaczyć również ubóstwo toponimii w relacji Studzińsiego tyczącej tej części jego wyprawy, w której dotarł on do Hnitesy. Zastanawia jednak, dlaczego doświadczony kartograf, jakim jest Kamiński nie skorygował tak oczywistego błędu nazewniczego pana Tadeusza, jakim była owa nieszczęsna „Gropa”???
PiTeR robił wyrysy swoich mapek grzbietowych z "trzysetek". Gdyby korzystał z jakiegoś podkładu kartograficznego dostarczonego mu przez Studzińskiego, to na pewno by to zaznaczył. Nie skorygował położenia "Gropy", bo nanosił trasę wyrypy z oryginalnym nazewnictwem z relacji pana Tadeusza. Wiernie umieścił ją na Palenicy.
Być może Huculi mianem „Gropy” określali wówczas cały stromy obryw grzbietu Palenicy od wschodu, czyli od strony doliny Białego Czeremoszu. Zresztą, to właśnie sami drwale początkowo, jak to sugeruje w swej relacji Studziński brali naszego bohatera za przemytnika, a ci ostatni zapewne, aby uniknąć kontroli rumuńskich graniczarów omijali Hnitesę wschodnim zboczem i następnie „Płajem Dziewięciu Źródeł” dochodzili do Wesnarki [...]. Wg mnie dyskusja ta, prowadzona zapewne częściowo przy użyciu rąk i gestów mogła wyglądać tak, iż huculscy rozmówcy pana Tadeusza wskazując na południe wykrzykiwali co jakiś czas „Gropa! Gropa!” sądząc, że właśnie tamtędy Studziński obchodził szczyt Hnitesy, co zrozumiane zostało przez naszego autora jako huculskie (miejscowe) miano desygnujące masyw Palenicy i jako takie już mu zostało.
Nazwy połonin są mocno osadzone w świadomości huculskich użytkowników. Wykluczone, aby były rozciągane na sąsiednie obszary wypasowe. Połoninka Gropa leży zaś na pn.-wsch. zboczach Hnitesy, a więc od strony "najdalszego cypelka" granicznego. Jeśli Studziński uważał i mówił, że był na nim, to huculscy informatorzy nad Bałtagułem naturalnie podali mu nazwę tej połoninki, a on ją opacznie skojarzył z połoninną wierzchowiną Palenicy, bo żadnej innej nie przebył, idąc od połoniny Bałtaguł.
Oczywistym jest, że Studziński przed zmrokiem, będąc w niedoczasie nie ryzykowałby najkrótszego, ale najtrudniejszego, bo przez wertepy, pniaki i las zjazdu w źródliskowe zwory Czarnego Czeremoszu pod Palenicą, ale wybrałby raczej jedną z dwóch dostępnych dróg, które łatwo sprowadziłyby go do doliny Czarnego Czeremoszu i dalej do schroniska Bałtaguł.
To nie tyle "wertepy i pniaki", co teren bezdrożny. Na pewno bezpieczniej orientacyjnie byłoby trzymać się grzbietu, niż zjeżdżać wprost w zwory czeremoszowe. Główne z nich są u góry bezleśne i niezakrzaczone, więc mógłby w nich szusować, a badyle ziołorośli "nie wstrzymywałyby pędu". Sądzę jednak, że nie określiłby ich "zielskiem stepowym", jak również wystających ze śniegu pędów kosówek (jak zakładasz). Musiały to być łany ciemierzycy, wierzbówki kiprzycy albo wybujałe kępy śmiałka, nic innego.
wobec przytoczonej przez Ciebie wersji opowiadania z 1957 roku to być może owo „cofanie się po śladach przez 4 kilometry” liczone od Hnitesy doprowadziło autora do połoniny Bałtaguł (odległość z grubsza się zgadza) skąd dopiero rozpoczął on zjazd w dolinę Cz. Czeremoszu? (przeciwko tej koncepcji świadczy jednak literalne wymienienie Bałtagułu we wcześniejszym fragmencie opowiadania, co z kolei koliduje z koncepcją nadania temu miejscu miana Gropy (chyba, że „Gropą” nazwał Studziński Komanową)).Zresztą cały ten fragment nosi najprawdopodobniej znamiona skrótu myślowego, spowodowanego po części nieposiadaniem dokładnej mapy, jak i niepamięcią autora - najwyraźniej pisząc o wysokości 1750 m ma na myśli Palenicę, skąd w zasadzie zaczyna się zjazd, początkowo jednak „po śladach”, za źródła Cz. Czeromoszu biorąc albo jeden z jego wykapów na połoninie Bałtaguł, albo dopiero miejsce w dolinie, gdzie Cz. Czeremosz powstaje z połączenia kilku swych cieków źródłowych (co sugerowałem już w pierwszym moim wpisie).
"Źródła" to źródła, więc na pewno nie spływ potoku. Jednak mnie również przyszło na myśl, że te 4 km "po własnym śladzie" trzeba by liczyć od kulminacji Hnitesy. Przejechaby więc przez "płaskie połoniny Gropy" (ok. 1750 m) na Komanową i zjechał od skał Baba wprost na połoninę Bałtaguł, faktycznie z historycznymi źródłami Czarnego Czeremoszu. Tylko dlaczego nic nie wspomina o skałach, które są wybitnym punktem orientacyjnym? Zjeżdżając spod skał na krechę, byłby w pędzie na połoninie z "zielskiem stepowym". To się wydaje logicznym, szybszym i o wiele bezpieczniejszym wariantem, niż wprost z Palenicy w zwory czeremoszowe. Koniec końców przychylam się więc do tej hipotezy.
Przecież silny boczny wiatr, może być też dokuczliwy – nawiewał zapewne świeży śnieg na dopiero co nadtopioną dnia poprzedniego ( a w nocy pięknie zapewne zmrożoną) warstwę starszego śniegu, spowalniając wędrówkę.
Może, ale nie musi. Autor nie wspomina o "dokuczliwości" wiatru, a tylko że "solidnie wiało" ponad górną granicą lasu w pierwszej połowie dnia. Więc nie ma co spekulować, że go to spowalniało, podobnie jak stan śniegów, o którym też nic nie wzmiankuje.
Pozdrawiam
Tom
Nie sposób spekulować, co i jak mógł zapamiętać autor a zarazem bohater wspomnieniowej relacji. Zwrócił nam już na to uwagę Pete:
myślę że wchodzicie za bardzo w szczegóły co mógł pamiętać Studziński itp.
Widzisz, my cały czas zakładamy, że Studziński znał nazwę Gropy ze słuchu, ale nie mamy, poza domysłami, na to żadnych dowodów. Przecież mogło być tak, że zasłyszał to miano gdzie indziej, źle pokojarzył i przeniósł na szczyt Palenicy. Jeśliby nazwę tę usłyszał jednak właśnie 29.12 z ust huculskich drwali, to znaczyłoby, że miał na wyrypie jakiś kajet, w którym co ważniejsze rzeczy notował „na gorąco” (jak np. godzinę wejścia na szczyt Hnitesy).
Jest jednak druga możliwość - że odczytał tą nazwę z jakiejś mapy przy pisaniu wspomnień. Oczywiście mapa ta musiała być obarczona błędem nie tylko nazewniczym, ale i złą podziałką, o czym świadczy także dokładne, ale błędne podanie przez Studzińskiego położenia schroniska Bałtaguł (mogłaby to być mapka przeglądowa dołączona do jakiegoś przewodnika po Huculszczyźnie, albo przedwojennej broszury turystycznej).
Być może Huculi mianem „Gropy” określali wówczas cały stromy obryw grzbietu Palenicy od wschodu, czyli od strony doliny Białego Czeremoszu.
Nazwy połonin są mocno osadzone w świadomości huculskich użytkowników. Wykluczone, aby były rozciągane na sąsiednie obszary wypasowe. Połoninka Gropa leży zaś na pn.-wsch. zboczach Hnitesy, a więc od strony "najdalszego cypelka" granicznego. Jeśli Studziński uważał i mówił, że był na nim, to huculscy informatorzy nad Bałtagułem naturalnie podali mu nazwę tej połoninki, a on ją opacznie skojarzył z połoninną wierzchowiną Palenicy, bo żadnej innej nie przebył, idąc od połoniny Bałtaguł.
Miałem na myśli raczej to, że zakładałem, iż miano „gropy” mogło istnieć jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym w ustach Hucułów jako apelatyw, czyli np. wspominani przez Studzińskiego drwale pracujący w dolinie Cz. Czeremoszu mogli określać dla rozróżnienia północne, lekko nachylone zbocza tej góry jako „palenica”, a np. wschodnie, strome, jako „gropa”. Stefan Hrabec w swoich „Nazwach geograficznych Huculszczyzny” opisywał sytuacje wychodzenia niektórych słów obcego pochodzenia z obiegu „apelatywnego”, a przyporządkowywania ich już na stałe pewnym miejscom jako nomen proprium, tj. o ile pamiętam podawał przykład Syhły, która w ustach starszych jego rozmówców miała jeszcze znaczenie podstawowe (jako ‘gęsty las’), podczas gdy młodsi nie rozumieli już znaczenia tej nazwy, a używali jej już tylko do określenia konkretnego obiektu topograficznego.
Tomnatyk
26-01-2021, 14:58
cały czas zakładamy, że Studziński znał nazwę Gropy ze słuchu, ale nie mamy, poza domysłami, na to żadnych dowodów. Przecież mogło być tak, że zasłyszał to miano gdzie indziej, źle pokojarzył i przeniósł na szczyt Palenicy. Jeśliby nazwę tę usłyszał jednak właśnie 29.12 z ust huculskich drwali, to znaczyłoby, że miał na wyrypie jakiś kajet, w którym co ważniejsze rzeczy notował „na gorąco” (jak np. godzinę wejścia na szczyt Hnitesy).
Przeczytaj może z należytą uwagą wcześniejsze wpisy. Przecież już w pierwszej mojej odpowiedzi udzielonej Ci 5 stycznia napisałem:
Witam, składam wyrazy uznania za trafne objaśnienie znaczenia nazwy "Gropa". Jednak dotyczy ona niewielkiej połoniny na pn.-wsch. zboczu Hnitesy. Zastanawiające, dlaczego Studziński wymienia właśnie ją, utożsamiając z wielką połoniną Palenicy? Nazwa "Gropa" na Hnitesie figuruje tylko na "setce" WIG. Gdyby z niej korzystał to przecież nie popełniłby tak rażącej pomyłki i wymienił Palenicę. Nazwę "Gropa" musiał podać z pamięci. Gdzie się z nią zetknął, czy niedokładnie zapamiętał jej umiejscowienie, czy je zapomniał? - tego się już nie dowiemy. Mógł ją wziąć w terenie od Hucułów (drwali nad Bałtagułem?). W piśmiennictwie turystycznym nie występuje. Kojarzę ją jedynie z prac naukowych.
Nie wiem, czy notował cokolwiek "na gorąco" w terenie. Myślę jednak, że był na tyle doświadczonym wyrypiarzem i inteligentnym facetem, aby bez problemu zapamiętać parę nazw. Co do godziny dotarcia na kulminację Hnitesy, to oznacza przecież raczej orientacyjny czas, niż dokładnie 15.00. Gdyby notował dokładnie międzyczasy, to byłoby ich więcej i dokładniejszych - minutowych, a relacja miałaby postać itinerarium. Nic też nie wspomina o jakimś osobistym "kajecie" w terenie, ani zachowaniu się takowego po latach. Niewykluczone jednak, że może wypłyną jeszcze ze zbiorów rodzinnych jakieś zestawienia kilometraży, czy zapiski do relacji.
Jest jednak druga możliwość - że odczytał tą nazwę z jakiejś mapy przy pisaniu wspomnień. Oczywiście mapa ta musiała być obarczona błędem nie tylko nazewniczym, ale i złą podziałką, o czym świadczy także dokładne, ale błędne podanie przez Studzińskiego położenia schroniska Bałtaguł (mogłaby to być mapka przeglądowa dołączona do jakiegoś przewodnika po Huculszczyźnie, albo przedwojennej broszury turystycznej).
Nazwy Gropa z rejonu Hnitesy nie ma na żadnej mapie przeglądowej ani grzbietowej. Była podrzędnym toponimem w masywie. Urobiona od terminu topograficznego, sygnowała małą "zapadłą" połoninkę. Koordynaty schroniska w Bałtagule podał Studziński dopiero w wersji "Płajowej", przy której musiał zapewne korzystać z jakiejś mapy przeglądowej. Wątpliwe, aby miała "złą podziałkę", czy raczej siatkę geograficzną.
Miałem na myśli raczej to, że zakładałem, iż miano „gropy” mogło istnieć jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym w ustach Hucułów jako apelatyw, czyli np. wspominani przez Studzińskiego drwale pracujący w dolinie Cz. Czeremoszu mogli określać dla rozróżnienia północne, lekko nachylone zbocza tej góry jako „palenica”, a np. wschodnie, strome, jako „gropa”.
Z całą pewnością słowo gropa istniało w huculskim uzusie jako apelatyw - zajrzyj u Hrabca do "Słowniczka terminów topograficznych". Ja go już nie słyszałem, ale kyczery, grunie, kukułyki - tak. Drapy i grapy słyszałem na Podhalu jeszcze 20-40 lat temu. Nie zmienia to jednak faktu, że nazwa Gropa w rejonie Hnitesy była jedna i na pn.-wsch. stokach tego szczytu, a nie na zboczach Palenicy. Nie trzeba więc snuć spekulacji na temat szlaków przemytniczych w tej okolicy, ani wieloznacznego użycia tego terminu przez drwali nad Bałtagułem, żeby wywnioskować, że Studziński zasłyszał ją jako nazwę własną połoniny od strony "najdalszego cypelka" granicznego za Hnitesą. Zapamiętał i przywołał w opisie po 20 latach. To by było tyle na ten temat.
Dziękuję raz jeszcze za owocną dyskusję i pozdrawiam
Tom
Nazwy Gropa z rejonu Hnitesy nie ma na żadnej mapie przeglądowej ani grzbietowej.
Jeśli masz pewność, że w międzywojniu nie widniała taka pomyłka (Gropa w miejscu Palenicy) w żadnym wydawnictwie (tzn. mapie, przewodniku czy folderze turystycznym – zakładam, że widziałeś, czy też znane Ci są wszystkie, jakie wówczas wyszły) to niniejszym zamykamy dyskusję w tej sprawie.
Pewne nadzieje na rozwikłanie zagadki, dlaczego tą właśnie nazwą posłużył się Studziński należy wiązać ewentualnie z „archiwum” rodzinnym pana Tadeusza (zapiski, mapki itp.), jeżeli oczywiście jego syn coś odnajdzie i udostępni Piotrkowi.
(...)To by było tyle na ten temat.
Dziękuję raz jeszcze za owocną dyskusję i pozdrawiam
Tom
Ja również uważam temat (na podstawie dostępnych nam w tej chwili źródeł) za wyczerpany i jeszcze raz dziękuję za dyskusję.
Przepraszam, nie dalej jak wczoraj napisałem:
Ja również uważam temat (na podstawie dostępnych nam w tej chwili źródeł) za wyczerpany i jeszcze raz dziękuję za dyskusję.
ale dzisiaj wydaje mi się, że „wypłynęły” jednak nowe materiały do wałkowanego przez nas tematu Gropy. Otóż przeczytałem ponownie (już po napisaniu ostatniego posta w temacie) artykuł Tomasza Kowalika w 44 numerze czasopisma „Płaj” pt. „Jak i kiedy Orłowicz zdobywał Hnitesę”. Autor w swym artykule opisuje sierpniowe, karpackie wycieczki pod przewodem Orłowicza w latach 1934 - 1938. Wycieczkę czwartą, w trakcie której zdobyto szczyt Hnitesy, odbyto w dniach 3-14 sierpnia 1937 roku – jak to określił autor za Orłowiczem w „Beskidach Huculskich” [„Beskidami Huculskimi” nazywano przed wojną inne pasmo, niż Czywczyny, użycie tego miana w tytule wyprawy może być więc mylące dla poszukiwaczy wiadomości o eskapadzie Orłowicza na przedwojenne „rozrogi” - L.]. W jej „płajowym” opisie na s. 38 czytamy, że 10 sierpnia o 15.40 grupa znalazła się na wierzchołku Hnitesy. Następującą po tym wydarzeniu noc, wskutek gwałtownych opadów uczestnicy wyprawy zmuszeni byli spędzić w „zrujnowanej [czyżby latem 1937 „pikieta” nie funkcjonowała?] rumuńskiej strażnicy granicznej”. Następnego dnia rankiem grupa z konieczności znalazła się więc ponownie na Hnitesie. „W 20 minut po dojściu na szczyt” spadł deszcz i rozpętała się krótka, acz gwałtowna burza. Po 20 minutach znów się rozpogodziło i grupa ruszyła dalej, przez „Gropę, Palenicę, przełęcze [?] Komanową i Bałtaguł (…) do serowarni na szczycie Piria” (autor, pan Tomasz Kowalik nie przyznaje tego wprost, ale najwyraźniej cytowane fragmenty pochodzą bezpośrednio ze sprawozdania Mieczysława Orłowicza). Między szczytem Hnitesy a Palenicą nie ma już jednak żadnych kulminacji. Czyżby więc Orłowicz (lub któryś z uczestników jego wyprawy) ochrzcili mianem „Gropy” właściwy, północny wierzchołek Hnitesy???(za Hnitesę biorąc jej południowe wzniesienie z wieżą triangulacyjną, co potwierdzają zdjęcia ilustrujące artykuł. Tomnatyk w swym wpisie z 5.01. zakłada, że błędny podpis pod zdjęciem jest autorstwa Kowalika, ale najwyraźniej to sami uczestnicy wyprawy uważali kulminację z wieżą za główny wierzchołek Hnitesy i co za tym idzie podpis pod zdjęciem mógł być autorstwa wykonującego fotografię J. Jaroszyńskiego).
Po powrocie z wyprawy, na jesieni miało się odbyć tradycyjne spotkanie podsumowujące wycieczkę w jednej z warszawskich kawiarni, połączone z prelekcją Orłowicza i pokazem zdjęć. Czyżby z kolei naszemu bohaterowi, panu Tadeuszowi Studzińskiemu, zainteresowanemu wszak tematyką karpacką (zresztą dokonania ministra Orłowicza były chyba w turystycznym, warszawskim światku szeroko znane i komentowane) udało się na tą prelekcję „wymknąć” z twierdzy Modlin? (co prawda pisze on, że „kawalerom od września do grudnia przepustek poza twierdzę nie wydawano”, ale być może pokusa spotkania np. z rodziną w nieodległej Warszawie była silniejsza niż zakazy i co poniektórym udawało się czmychnąć?). Wszystko teoretycznie pasowałoby tu do siebie: sierpień - wycieczka Orłowicza w Karpaty Wschodnie, październik – prelekcja w warszawskiej kawiarni, grudzień – Studziński jedzie do Worochty i podąża częściowo śladami Orłowicza. Wszystko pasuje, ale nie sposób tego związku (ewentualnej inspiracji Studzińskiego dokonaniami Orłowicza) oczywiście wykazać. Jednym z argumentów mogło by tu być właśnie umieszczenie przez Orłowicza oronimu „Gropa” w karpackim wododziałowym grzbiecie głównym w pobliżu Palenicy (toponim „Gropa" został na arkuszu "Hryniawa" mapy WIG z 1934 r umieszczony nieszczęśliwie tuż obok napisu „Hnatasia”, nie chcę tu więc znów powtarzać, że wystarczyłoby drobne przetarcie ;-) w tym miejscu mapy, aby naszą nieszczęsną „Gropę” przyporządkować do północnego wierzchołka Hnitesy), którą to informację mógłby Studziński usłyszeć i zapamiętać osobiście podczas prelekcji, albo przeczytać w jakimś felietonie wspomnieniowym kierownika referatu organizacyjnego w Wydziale Turystyki Ministerstwa Komunikacji, a następnie powtórzyć ten błąd w swej własnej relacji. Dodatkowymi argumentami za tym, że Studziński mógł znać sprawozdanie Orłowicza może być też fakt opisywanych przez niego miejsc noclegowych na trasie, m in. Orłowicz podaje, że 11 sierpnia jego grupa miała nocować w schronisku pod Popadią, ale nie dotarła tam ze względu na fatalną pogodę. Schronisko pod Popadią było już wówczas w ruinie, co wiemy z kolei m. in. z relacji własnej Studzińskiego. Czyżby więc pan Tadeusz miał o schronisku tym wiedzę właśnie z lektury (bądź ze słuchu) opowiadania Orłowicza??? (podobnie, jak wiedzę o innych karpackich schroniskach w tym rejonie, m in o schronisku pod Kopilaszem, gdzie zanocowała ekipa Orłowicza).
Czy możemy zatem podejrzewać, że Studziński także dotarł do południowego wierzchołka Hnitesy przy słupie nr 54, biorąc ten szczyt za główne jej wzniesienie? (posadowiona tam wieża triangulacyjna musiała chyba wzmacniać w turystach przekonanie, że południowy pipant naszej góry jest jej właściwą kulminacją???).
P.S. Przy okazji, jakby ktoś chciał poszukiwać spuścizny po Orłowiczu, to w „Biuletynie Archiwum Polskiej Akademii Nauk” nr 57 z 2016 roku jest artykuł Hanny Szymczyk dokładnie opisujący zachowane po nim w zbiorach PAN archiwalia.
Tomnatyk
28-01-2021, 13:14
grupa ruszyła dalej, przez „Gropę, Palenicę, przełęcze [?] Komanową i Bałtaguł (…) do serowarni na szczycie Piria” (autor, pan Tomasz Kowalik nie przyznaje tego wprost, ale najwyraźniej cytowane fragmenty pochodzą bezpośrednio ze sprawozdania Mieczysława Orłowicza). Między szczytem Hnitesy a Palenicą nie ma już jednak żadnych kulminacji. Czyżby więc Orłowicz (lub któryś z uczestników jego wyprawy) ochrzcili mianem „Gropy” właściwy, północny wierzchołek Hnitesy???(za Hnitesę biorąc jej południowe wzniesienie z wieżą triangulacyjną, co potwierdzają zdjęcia ilustrujące artykuł. Tomnatyk w swym wpisie z 5.01. zakłada, że błędny podpis pod zdjęciem jest autorstwa Kowalika, ale najwyraźniej to sami uczestnicy wyprawy uważali kulminację z wieżą za główny wierzchołek Hnitesy i co za tym idzie podpis pod zdjęciem mógł być autorstwa wykonującego fotografię J. Jaroszyńskiego).
Raz jeszcze gratuluję spostrzegawczości! Nazwa Gropa z rejonu Hnitesy jest przypisywana w opracowaniach Tomasza Kowalika dotyczących "wycieczek sierpniowych" Mieczysława Orłowicza (w szczególności tej z 1937 roku) rzekomej kulminacji między Hnitesą a Palenicą: w publikacji z 1989 roku wzmiankował "wejście na szczyt Hnitessy [...], a potem wzdłuż słupków granicy polsko-rumuńskiej wędrówka do Gropy, szczytu nieco wyższego od poprzedniego, i na Palenicę (1758 m)"; z kolei w pracy z 2009 roku pisał o "wejściu na szczyt Hnitessy, a potem wędrowaniu wzdłuż słupków granicy polsko-rumuńskiej na szczyt Gropy (1568 m) i Palenicę (1758 m)". Jest to jednak ewidentny błąd, nie wiadomo - czy Orłowicza w "Srawozdaniach", czy korzystającego z nich Kowalika. W każdym razie nie są to cytaty ze "Sprawozdań", lecz tekst Kowalika. W drugiej z tych publikacji zamieścił też fot. inż. J. Jaroszyńskiego zatytułowaną "Beskidy Hryniawskie, karawana przez Gropę na Hnitessę". Nie podaje, czy jest to tytuł oryginalny, czy zmieniony bądź nadany przez niego. Jednakże fot. z 1937 roku opisana została przez autora na rewersie adnotacją: "Beskidy Hryniawskie, ścieżka przez Gropę na Hnitessę (1769 m)". Orłowiczowska "karawana" weszła bowiem na ten szczyt ze Styniszory przez połoninę Gropa. Nazwa dotyczyła właśnie połoniny, ale być może została mylnie przypisana wierzchołkom w grzbiecie przez turystów z grupy Orłowicza na tej jednej wycieczce.
Co do rzekomo "szczytowych" fotografii J. Jaroszyńskiego z Hnitesy, to ani Tomasz Kowalik (1989 i 2009), ani Andrzej Wielocha (2013) nie podają niestety odnośników źródłowych, ani spisu ilustracji z wymienieniem ich tytułów oryginalnych. Piszą jednak o "szczycie Hnitessy (1769 m)" bądź (1762 m) [Kowalik], czy "Hnitesie (1769 m), najdalej na południowy wschód wysuniętym wierzchołku Polski" [Wielocha]. Trzeba więc uznać te błędne podpisy za ich autorskie, niezależnie czy są (czy nie?) tożsame z oryginalnymi. Na zdjęciach widnieje bowiem przedwierzchołek Hnitesy z sygnałem triangulacyjnym z pomiarów granicznych, a badacze pomylili go ze szczytem.
Czy możemy zatem podejrzewać, że Studziński także dotarł do południowego wierzchołka Hnitesy przy słupie nr 54, biorąc ten szczyt za główne jej wzniesienie? (posadowiona tam wieża triangulacyjna musiała chyba wzmacniać w turystach przekonanie, że południowy pipant naszej góry jest jej właściwą kulminacją???).
Wykluczone, aby podchodząc od strony Palenicy przy dobrej widoczności Studziński mógł mieć trudności orientacyjne z odszukaniem głównej kulminacji Hnitesy. Nie potrzebował też inspiracji odczytem Orłowicza, by ruszyć zimą na najdalszy karpacki szczyt II RP.
Pozdrawiam
Tom
Raz jeszcze gratuluję spostrzegawczości! Nazwa Gropa z rejonu Hnitesy jest przypisywana w opracowaniach Tomasza Kowalika dotyczących "wycieczek sierpniowych" Mieczysława Orłowicza (w szczególności tej z 1937 roku) rzekomej kulminacji między Hnitesą a Palenicą: w publikacji z 1989 roku wzmiankował "wejście na szczyt Hnitessy [...], a potem wzdłuż słupków granicy polsko-rumuńskiej wędrówka do Gropy, szczytu nieco wyższego od poprzedniego, i na Palenicę (1758 m)"; z kolei w pracy z 2009 roku pisał o "wejściu na szczyt Hnitessy, a potem wędrowaniu wzdłuż słupków granicy polsko-rumuńskiej na szczyt Gropy (1568 m) i Palenicę (1758 m)". Jest to jednak ewidentny błąd, nie wiadomo - czy Orłowicza w "Sprawozdaniach", czy korzystającego z nich Kowalika.
No to chyba się nie myliłem, zakładając, że ktoś „ochrzcił mianem „Gropy”” główny wierzchołek Hnitesy. Pytanie tylko, jak to się mogło stać, bo chyba ewidentnie ten błąd pojawił się już w sprawozdaniach Orłowicza, skoro Kowalik tak właśnie cytuje (nie podejrzewam go o samodzielne przerabianie cytowanego tekstu).
W drugiej z tych publikacji zamieścił też fot. inż. J. Jaroszyńskiego zatytułowaną "Beskidy Hryniawskie, karawana przez Gropę na Hnitessę". Nie podaje, czy jest to tytuł oryginalny, czy zmieniony bądź nadany przez niego. Jednakże fot. z 1937 roku opisana została przez autora na rewersie adnotacją: "Beskidy Hryniawskie, ścieżka przez Gropę na Hnitessę (1769 m)". Orłowiczowska "karawana" weszła bowiem na ten szczyt ze Styniszory przez połoninę Gropa. Nazwa dotyczyła właśnie połoniny, ale być może została mylnie przypisana wierzchołkom w grzbiecie przez turystów z grupy Orłowicza na tej jednej wycieczce.
Jeśli, jak podaje Kowalik „przedzierając się wzdłuż Czarnego Potoku przez największe w Polsce łany kosodrzewiny, poszukiwali dogodnego podejścia na Hnitesę” to wyglądałoby na to, że „Płajem Dziewięciu Źródeł” dotarli do obniżenia między Palenicą a Hnitesą, albo być może po sforsowaniu Czarnego Potoku doszli przez połoninę Gropę na południowy wierzchołek Hnitesy (o wejściu przez Styniszorę nic w swym tekście z 2012 roku Kowalik nie wspomina).
Nie piszesz, co ta fotografia przedstawia – czy rzeczywiście wygląda to na połoninę podszczytową (czyli faktycznie Gropę), czy zdjęcie przedstawia raczej wierzchołek (północny – czyli główny) Hnitesy, a może płaską połoninkę rozdzielająca Palenicę od Hnitesy???
Wrócę jeszcze raz do opracowania Tomasza Kowalika z czterdziestego czwartego numeru „Płaju”; W tekście tym cytaty ewidentnie pochodzą od samego Orłowicza – autor nie pozostawia tu nam wątpliwości, w początkowych akapitach swojego artykułu podając: „(…) mam wiele napisanych przez Mieczysława Orłowicza sprawozdań z wycieczek. Każdy uczestnik dostawał jedną kopię. (…) Sprawozdania te otrzymałem od Tadeusza Dohnalika (…)” [Tadeusz Dohnalik był uczestnikiem wszystkich wycieczek sierpniowych Orłowicza - L.].
Pytanie, gdzie, jak i kiedy wkradł się błąd z mylnym przyporządkowaniem toponimu „Gropa”? Jeśli był on już obecny w sprawozdaniach Orłowicza (co zdają się sugerować wyszukane przez nas fragmenty oryginalnego tekstu w opracowaniu Kowalika), to wystarczyłoby, żeby (tuż?) przed wyjazdem (lub dopiero po wyprawie, np. w lutym 1938 r podczas spisywania własnych wspomnień!) Studziński zapoznał się z jedną z kopii tych sprawozdań (być może zaopatrzonych również w mapkę i/lub fotografie!), żeby móc w swej relacji popełnić bardzo podobny błąd!
Wykluczone, aby podchodząc od strony Palenicy przy dobrej widoczności Studziński mógł mieć trudności orientacyjne z odszukaniem głównej kulminacji Hnitesy. Nie potrzebował też inspiracji odczytem Orłowicza, by ruszyć zimą na najdalszy karpacki szczyt II RP.
Oczywiście, że nie potrzebował. Zastanawiająca jest jednak ta ewentualna wzajemna „filiacja” obu relacji „na odcinku „Gropy””. Nie byłbym więc tak stanowczy w sądach, zwłaszcza, jeżeli uda się jednak kiedyś wykazać inspirację sprawozdaniem Orłowicza i/lub dokumentującymi relację tę fotografiami.
Sprawę mogłoby ostatecznie wyjaśnić dokładne zbadanie dokumentacji sierpniowych wycieczek Mieczysława Orłowicza.
Pozdrawiam
Luki
P.S. Fotografie, sprawozdania (i mapki) ze zbiorów Orłowicza znajdują się we wzmiankowanych przeze mnie we wczorajszym wpisie archiwalnych zbiorach PAN w Warszawie.
Tomnatyk
29-01-2021, 00:39
No to chyba się nie myliłem, zakładając, że ktoś „ochrzcił mianem „Gropy”” główny wierzchołek Hnitesy. Pytanie tylko, jak to się mogło stać, bo chyba ewidentnie ten błąd pojawił się już w sprawozdaniach Orłowicza, skoro Kowalik tak właśnie cytuje (nie podejrzewam go o samodzielne przerabianie cytowanego tekstu). Jeśli, jak podaje Kowalik „przedzierając się wzdłuż Czarnego Potoku przez największe w Polsce łany kosodrzewiny, poszukiwali dogodnego podejścia na Hnitesę” to wyglądałoby na to, że „Płajem Dziewięciu Źródeł” dotarli do obniżenia między Palenicą a Hnitesą, albo być może po sforsowaniu Czarnego Potoku doszli przez połoninę Gropę na południowy wierzchołek Hnitesy (o wejściu przez Styniszorę nic w swym tekście z 2012 roku Kowalik nie wspomina).
Nie chciałbym się wdawać w dywagacje, co i jak cytuje czy też interpretuje T.Kowalik ze "Sprawozdań" Orłowicza. Niniejszy wątek nie dotyczy bowiem jego "wycieczek sierpniowych", lecz wyrypy Studzińskiego. Analiza trasy grupy Orłowicza na Hnitesę w 1937 roku to poboczne zagadnienie.
Najistotniejsze, że dla Hucułów komunikatywne były nazwy połonin, a dla panów - badaczy i turystów, nazwanie gór od tychże połonin. Hnitesa w rozumieniu ludu nie była górą, lecz połoniną. Nazwa dla szczytu urobiona została na mapach od strony węgierskiej (rumuńskiej), bo po stronie galicyjskiej rozciąga się połonina Gropa granicząca od północy z Zadnią Stają, będącą częścią połoniny Pałynycia (razem z Serednią i Perednią czyli Wesnarką), a od południa z połoniną Hnitesa. Płaj szedł przez Pałynycię na Gropę, a z niej na Hnitesę. Połoninka Gropa podchodziła pod sam szczyt Hnitesy.
co ta fotografia przedstawia – czy rzeczywiście wygląda to na połoninę podszczytową (czyli faktycznie Gropę), czy zdjęcie przedstawia raczej wierzchołek (północny – czyli główny) Hnitesy, a może płaską połoninkę rozdzielająca Palenicę od Hnitesy
Na zdjęciu inż. Jaroszyńskiego uwieczniony został przemarsz grupy Orłowicza z Hucułami i konikami huculskimi płajem grzbietowym wśród skał na grzbiecie Hinitesy. Nie na samym szczycie, lecz w jego okolicy. Najwidoczniej Huculi określali ją mianem Gropa od połoniny po stronie galicyjskiej.
Pytanie, gdzie, jak i kiedy wkradł się błąd z mylnym przyporządkowaniem toponimu „Gropa”? Jeśli był on już obecny w sprawozdaniach Orłowicza (co zdają się sugerować wyszukane przez nas fragmenty oryginalnego tekstu w opracowaniu Kowalika), to wystarczyłoby, żeby (tuż?) przed wyjazdem (lub dopiero po wyprawie, np. w lutym 1938 r podczas spisywania własnych wspomnień!) Studziński zapoznał się z jedną z kopii tych sprawozdań (być może zaopatrzonych również w mapkę i/lub fotografie!), żeby móc w swej relacji popełnić bardzo podobny błąd! [...] Zastanawiająca jest jednak ta ewentualna wzajemna „filiacja” obu relacji „na odcinku „Gropy””. Nie byłbym więc tak stanowczy w sądach, zwłaszcza, jeżeli uda się jednak kiedyś wykazać inspirację sprawozdaniem Orłowicza i/lub dokumentującymi relację tę fotografiami.
We wskazanych przeze mnie fragmentach opracowań Kowalika są to jego stwierdzenia, a nie cytaty ujęte w cudzysłów (być może kryptocytaty?). Nie sposób na tej podstawie wyciągać tak daleko idących wniosków, jak domniemanie wzajemnego związku obu relacji - Orłowiczowskiej i Studzińskiego. Przecież w pierwszej z nich "Gropa" jest synonimem głównego szczytu Hnitesy, a w drugiej - Palenicy. Różnica zasadnicza. Istnieje jednak wspólny mianownik - sygnowanie tą nazwą terenu od Hnitesy ku Palenicy, wedle jej ludowego rozumienia, jako nazwy połoniny. Mamy więc prawdopodobnie pośredni dowód na przejęcie nazwy Gropa przez Studzińskiego in situ od huculskich informatorów w terenie (drwali nad Bałtagułem?). "Tylko" tyle, czy "aż" tyle?
Nie chciałbym się wdawać w dywagacje, co i jak cytuje czy też interpretuje T.Kowalik ze "Sprawozdań" Orłowicza. Niniejszy wątek nie dotyczy bowiem jego "wycieczek sierpniowych", lecz wyrypy Studzińskiego. Analiza trasy grupy Orłowicza na Hnitesę w 1937 roku to poboczne zagadnienie.
Najistotniejsze, że dla Hucułów komunikatywne były nazwy połonin, a dla panów - badaczy i turystów, nazwanie gór od tychże połonin. Hnitesa w rozumieniu ludu nie była górą, lecz połoniną. Nazwa dla szczytu urobiona została na mapach od strony węgierskiej (rumuńskiej), bo po stronie galicyjskiej rozciąga się połonina Gropa granicząca od północy z Zadnią Stają, będącą częścią połoniny Pałynycia (razem z Serednią i Perednią czyli Wesnarką), a od południa z połoniną Hnitesa. Płaj szedł przez Pałynycię na Gropę, a z niej na Hnitesę. Połoninka Gropa podchodziła pod sam szczyt Hnitesy.
Na zdjęciu inż. Jaroszyńskiego uwieczniony został przemarsz grupy Orłowicza z Hucułami i konikami huculskimi płajem grzbietowym wśród skał na grzbiecie Hinitesy. Nie na samym szczycie, lecz w jego okolicy. Najwidoczniej Huculi określali ją mianem Gropa od połoniny po stronie galicyjskiej.
We wskazanych przeze mnie fragmentach opracowań Kowalika są to jego stwierdzenia, a nie cytaty ujęte w cudzysłów (być może kryptocytaty?). Nie sposób na tej podstawie wyciągać tak daleko idących wniosków, jak domniemanie wzajemnego związku obu relacji - Orłowiczowskiej i Studzińskiego. Przecież w pierwszej z nich "Gropa" jest synonimem głównego szczytu Hnitesy, a w drugiej - Palenicy. Różnica zasadnicza. Istnieje jednak wspólny mianownik - sygnowanie tą nazwą terenu od Hnitesy ku Palenicy, wedle jej ludowego rozumienia, jako nazwy połoniny. Mamy więc prawdopodobnie pośredni dowód na przejęcie nazwy Gropa przez Studzińskiego in situ od huculskich informatorów w terenie (drwali nad Bałtagułem?). "Tylko" tyle, czy "aż" tyle?
Jak więc wytłumaczyć, że na żadnych znanych dokładnych mapach tego skrawka Karpat, począwszy od II poł. XVIII wieku (czyli od habsburskich „zdjęć” wojskowych), a na czasach współczesnych skończywszy (choć współcześnie to jest już raczej nazewnictwo wtórne, przynajmniej od strony ukraińskiej) nie widnieje taka właśnie nazwa naszego szczytu? Rozciąganie nazwy „Gropy” na główny wierzchołek Hnitesy (czy nawet, jak sugerujesz, na „teren od Hnitesy do Palenicy, wedle jej ludowego rozumienia, jako nazwy połoniny” (wcześniej zresztą wykluczałeś, że wschodnie zbocza Palenicy mogły u Hucułów nosić imię „Gropy” stwierdzając stanowczo, iż „Gropa w rejonie Hnitesy była jedna i na pn.-wsch. stokach tego szczytu, a nie na zboczach Palenicy )) to raczej nadużycie, nawet zakładając, że Hnitesa swym znanym nam do tej pory mianem została nazwana „od strony węgierskiej (rumuńskiej)”. Zgadzam się, że dla górali ważniejsze były nazwy terenów „użytkowych” niż „niepotrzebnych” szczytów (traktuje na ten temat wcale spora literatura tycząca etymologii tzw. „mikrotoponimii” górskiej), to jednak nie przesądza, że Huculi nie określali imieniem Hnitesy (lub podobnie brzmiącym) wierzchołka naszej góry (pytanie, czy aby któryś z Hucułów towarzyszących „karawanie” Orłowicza nie używał jednak nazwy „Gropy” na główny wierzchołek interesującego nas tu szczytu??? (nie musiała to być więc koniecznie nazwa „właściwa”, nie wiem, skąd pochodzili Huculi towarzyszący wyprawie i na ile znali okolice najdalej na południe wysuniętego szczytu II RP)).
Reasumując naszą dyskusję – Ty uważasz, że Studziński „zasłyszał” nazwę „Gropy” od huculskich drwali nad Cz. Czeremoszem, ja, po lekturze tekstu Tomasza Kowalika (przecież Kowalik sam owej „Gropy” nie wymyślił) skłaniałbym się raczej do hipotezy, że musiał istnieć jakiś wzajemny związek między sprawozdaniami Orłowicza, a relacją pisaną Studzińskiego (wszakże Studziński nie wymienia imienia Palenicy, nie wiemy więc wcale, czy pisząc o „Gropie” miał na myśli północny wierzchołek Hnitesy (zakładając, co akurat Ty wykluczasz, że T. Studziński zdobył jednak południową jej kulminację), Palenicę, czy też po prostu teren „od Hnitesy do Palenicy”) – ale przecież nie musimy się we wszystkim w naszych konkluzjach zgadzać ;-) .
Problem w tym, że ani jednego, ani drugiego na obecnym poziomie naszej wiedzy w tym temacie nie da się udowodnić (i być może już nigdy nie uda się z całą pewnością ani pierwszej, ani drugiej z tych hipotez potwierdzić, ani jej zaprzeczyć). Dopóki więc nic nowego w tej sprawie ewentualnie nie „wypłynie” muszę zakończyć dalsze dywagacje.
Dziękuje więc jeszcze raz za dyskusję i pozdrawiam
Luki
Tomnatyk
29-01-2021, 15:50
Jak więc wytłumaczyć, że na żadnych znanych dokładnych mapach tego skrawka Karpat, począwszy od II poł. XVIII wieku (czyli od habsburskich „zdjęć” wojskowych), a na czasach współczesnych skończywszy (choć współcześnie to jest już raczej nazewnictwo wtórne, przynajmniej od strony ukraińskiej) nie widnieje taka właśnie nazwa naszego szczytu?
Gropa to mała połoninka od strony galicyjskiej, przy której znajdują się obok dwie duża połoniny Hnitesa i Ihniatiesa. Przypuszczam, że połoninka Gropa wydzieliła się z połoniny Hnitesa dość późno wskutek rozdrobnienia własnościowego. Nie wspominają o niej badacze z XIX/XX wieku, w tym przede wszystkim Zapałowicz, który kilkakrotnie przechodził przez ten rejon zarówno od strony galicyjskiej jak i węgierskiej, wypytując pasterzy o nazwy i korygując nazewnictwo na sztabówkach austriackich.
Zgadzam się, że dla górali ważniejsze były nazwy terenów „użytkowych” niż „niepotrzebnych” szczytów (traktuje na ten temat wcale spora literatura tycząca etymologii tzw. „mikrotoponimii” górskiej), to jednak nie przesądza, że Huculi nie określali imieniem Hnitesy (lub podobnie brzmiącym) wierzchołka naszej góry (pytanie, czy aby któryś z Hucułów towarzyszących „karawanie” Orłowicza nie używał jednak nazwy „Gropy” na główny wierzchołek interesującego nas tu szczytu??? (nie musiała to być więc koniecznie nazwa „właściwa”, nie wiem, skąd pochodzili Huculi towarzyszący wyprawie i na ile znali okolice najdalej na południe wysuniętego szczytu II RP)).
Huculi z "karawany" Orłowicza mogli ale nie musieli znać nazwy połonin w tym rejonie z autopsji. Mogli się też ich dowiedzieć, tak jak i zresztą turyści, od napotykanych pasterzy. Nie ma to znaczenia, jak chodzi o pojmowanie ludowego nazewnictwa w tym najdalszym zakątku Huculszczyzny. Połoninka Gropa sięgała po kulminację Hnitesy i mogło to doprowadzać w międzywojniu do konfuzji nazewniczych, zwłaszcza, że na przedwierzchołku w obrębie połoniny Hnitesa od 1927 roku stał sygnał triangulacyjny i tam ludowa nazwa połoniny była tożsama z "pańską" nazwą głównego szczytu, po który nie sięgała połonina Hnitesa.
Rozciąganie nazwy „Gropy” na główny wierzchołek Hnitesy (czy nawet, jak sugerujesz, na „teren od Hnitesy do Palenicy, wedle jej ludowego rozumienia, jako nazwy połoniny” (wcześniej zresztą wykluczałeś, że wschodnie zbocza Palenicy mogły u Hucułów nosić imię „Gropy” stwierdzając stanowczo, iż „Gropa w rejonie Hnitesy była jedna i na pn.-wsch. stokach tego szczytu, a nie na zboczach Palenicy )) to raczej nadużycie, nawet zakładając, że Hnitesa swym znanym nam do tej pory mianem została nazwana „od strony węgierskiej (rumuńskiej)”.
Nazwa połoninna Gropa w ludowym pojmowaniu nigdy nie sięgała w masyw Palenicy, a w szczególności na jej wschodnie stoki, gdzie znajduje się Zadnia Staja, będąca częścią połoniny Pałynycia. Wykluczyłem taką możliwość, jak tylko wysunąłeś na ten temat "przemytniczą" hipotezę:
Tu dochodzimy być może do rozwikłania „tajemniczej” nazwy Palenicy, jaką posłużył się Studziński – czyli „Gropy”. Przychylam się do Twojej tezy, że ów oronim w takim brzmieniu zasłyszał autor właśnie z ust huculskich drwali. Być może Huculi mianem „Gropy” określali wówczas cały stromy obryw grzbietu Palenicy od wschodu, czyli od strony doliny Białego Czeremoszu. Zresztą, to właśnie sami drwale początkowo, jak to sugeruje w swej relacji Studziński brali naszego bohatera za przemytnika, a ci ostatni zapewne, aby uniknąć kontroli rumuńskich graniczarów omijali Hnitesę wschodnim zboczem i następnie „Płajem Dziewięciu Źródeł” dochodzili do Wesnarki [...]. Wg mnie dyskusja ta, prowadzona zapewne częściowo przy użyciu rąk i gestów mogła wyglądać tak, iż huculscy rozmówcy pana Tadeusza wskazując na południe wykrzykiwali co jakiś czas „Gropa! Gropa!” sądząc, że właśnie tamtędy Studziński obchodził szczyt Hnitesy, co zrozumiane zostało przez naszego autora jako huculskie (miejscowe) miano desygnujące masyw Palenicy i jako takie już mu zostało. Przesuwanie Gropy przez turystów, w tym Studzińskiego, na północ od kulminacji Hnitesy nie traktowałbym jako "nadużycia", lecz skutek opacznego pojmowania tej połoninnej nazwy używanej przez Hucułów.
Ty uważasz, że Studziński „zasłyszał” nazwę „Gropy” od huculskich drwali nad Cz. Czeremoszem
Nie twierdzę tak, lecz jedynie przypuszczam, i to dwustopniowo: 1) że prawdopodobnie zasłyszał; 2) i być może od drwali nad Bałtagułem. Między twierdzeniem a supozycją, i to podwójną, istnieje wszak zasadnicza różnica.
wszakże Studziński nie wymienia imienia Palenicy, nie wiemy więc wcale, czy pisząc o „Gropie” miał na myśli północny wierzchołek Hnitesy (zakładając, co akurat Ty wykluczasz, że T. Studziński zdobył jednak południową jej kulminację), Palenicę, czy też po prostu teren „od Hnitesy do Palenicy”)
Przeczytaj raz jeszcze z należytą uwagą kluczowy fragment relacji Studzińskiego. Pisze jednoznacznie, że dotarł na Hniatysię ze słupem granicznym. Podaje mylnie jego nr "56", gdy faktycznie był to słup główny nr 53 na kulminacji Hnitesy (1769 m) - pierwszy od strony Palenicy. Następnie pisze, że wrócił się "do płaskich połonin Gropy", które nie mogły być żadnym innym rejonem, jak tylko połoninną wierzchowiną Palenicy. Nazwa połoninki Gropa została przez niego ewidentnie mylnie pojęta i zapamiętana, bo przesunął ją z okolic szczytu Hnitesy na płaskowyż Palenicy. Co tu jeszcze udowadniać?
Problem w tym, że ani jednego, ani drugiego na obecnym poziomie naszej wiedzy w tym temacie nie da się udowodnić (i być może już nigdy nie uda się z całą pewnością ani pierwszej, ani drugiej z tych hipotez potwierdzić, ani jej zaprzeczyć)
Masz rację co do tego, że możliwości wzajemnej "filiacji" między relacją Studzińskiego a "Sprawozdaniem" Orłowicza z wycieczki sierpniowej z 1937 roku nie sposób udowodnić, ani nawet uprawdopodobnić. Dlatego wykluczam ewentualność jakiegokolwiek związku między nimi. Jestem jak najdalszy od wysuwania pochopnych hipotez, a swoje supozycje uargumentowałem. Na tym poprzestaję dopóki nie pojawią się jakieś jeszcze nowe dane źródłowe.
Dziękuję raz jeszcze za uwagę i pozdrawiam
Tom
Gropa to mała połoninka od strony galicyjskiej, przy której znajdują się obok dwie duża połoniny Hnitesa i Ihniatiesa. Przypuszczam, że połoninka Gropa wydzieliła się z połoniny Hnitesa dość późno wskutek rozdrobnienia własnościowego. Nie wspominają o niej badacze z XIX/XX wieku, w tym przede wszystkim Zapałowicz, który kilkakrotnie przechodził przez ten rejon zarówno od strony galicyjskiej jak i węgierskiej, wypytując pasterzy o nazwy i korygując nazewnictwo na sztabówkach austriackich.
Przychylam się do Twojej koncepcji.
Połoninka Gropa sięgała po kulminację Hnitesy i mogło to doprowadzać w międzywojniu do konfuzji nazewniczych
Musiałoby to znaczyć, że tuż (?) przed II wojną światową nastąpiło przesunięcie znaczeniowe tej nazwy u miejscowych Hucułów z połoninki podszczytowej na sam szczyt (ale to wszak jedynie supozycja, nie mamy takiej pewności – zresztą , jak zauważyłeś przywołując przykład Zapałowicza, nazwy umieszczane później na mapach, począwszy przynajmniej od III „zdjęcia”, były weryfikowane (o zagadnieniu tym traktuje m in. artykuł Wojciecha Włoskowicza zamieszczony w "Pracach Językoznawczych UWM" nr XVII/3 z 2015r), tak więc to „przesunięcie’ musiałoby być stosunkowo późne i niewychwycone na mapach).
Pisze jednoznacznie, że dotarł na Hniatysię ze słupem granicznym. Podaje mylnie jego nr "56", gdy faktycznie był to słup główny nr 53 na kulminacji Hnitesy (1769 m)
Skąd to wiesz, skoro – jak uważasz (czy przypuszczasz?) nie miał ze sobą dokładnej mapy (np. „setki” WIG arkusz „Hryniawa”: „Numeru słupa 56 nie odczytał jednak z mapy, bo najprawdopodobniej nie miał "setki" WIG ark. "Hryniawa" w terenie ani po wojnie, pisząc opowiadanie”)? Wcześniej wszak obstawiałeś, że dotarł do słupa nr 56, bo przecież o tym napisał. Skoro okazało się to „konfabulacją”, to chyba tym bardziej teraz nie mamy pewności, czy był na obu wierzchołkach, czy tylko na północnym. Być może rozbieżności w obu jego relacjach (z lat pięćdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku) tłumaczyć można właśnie faktem (?) dotarcia na kulminację południową? W latach pięćdziesiątych Studziński wszak napisał, że był na Hnitesie, a po czterdziestu latach, że „na południowym cypelku za Hniatysią” (być może, gdy Studziński po latach zorientował się, że to północny wierzchołek naszej góry jest tym właściwym (nr „kamienia” wszak mógł faktycznie wziąć, jak napisałeś z "Krótkiego przewodnika po Huculszczyźnie" bo tam jest on błędnie umieszczony na wierzchołku Hnitesy), przypisał nr najdalej na S wysuniętego w II RP słupka granicznego do południowej kulminacji „za Hniatysią” (przy czym cały czas uważam, że mógł „zmyślać” w dobrej wierze sądząc – jeśli zakładamy, iż przy pisaniu wspomnień nie miał dobrej mapy – że był faktycznie na najdalszym koniuszku Polski przy pięćdziesiątym szóstym słupie)).
W każdym razie dla mnie nie jest to warunek konieczny i nie obstawiam wcale, że był przy słupku nr 54, czy „tylko” 53. Pisałem jedynie o ewentualnych źródłach jego inspiracji w trasie i/lub opowiadaniu, których co prawda na obecnym etapie nie sposób wykazać, podobnie jak nie sposób potwierdzić (lub zaprzeczyć), że miano Gropy zasłyszał od drwali nad Czeremoszem. Myślę więc, że moje „supozycje” wcale nie są gorzej (ani lepiej) podbudowane argumentami, niż Twoje.
I tym akcentem ze swojej strony (mam nadzieję) zamykam już temat
Luki
P.S. Ciekawe, czy coś na ten temat przesunięć znaczeniowych w toponimii pisze przywołany tu już przeze mnie w drugim akapicie Wojciech Włoskowicz w jednym ze swoich najnowszych artykułów, zamieszczonym w kwartalniku „Język Polski” nr1/2019 pt.: „Teoria uzusu toponimicznego – główne założenia” - pozwolę tu sobie na zamieszczenie abstraktu tej pracy, bo temat wygląda bardzo zachęcająco…: Celem artykułu jest omówienie najważniejszych elementów i założeń nowo zaprojektowanej teorii uzusu toponimicznego objaśniającej mechanizmy rozpowszechniania się określonych wariantów nazw geograficznych. Prezentowana teoria wprowadza pojęcia uzusu toponimicznego,uzusu indywidualnego i uzusu zbiorowego. Zawiera ponadto inwentarz indywidualnych i zbiorowych czynników kształtujących uzus toponimiczny. Oddziaływanie wybranych czynników zilustrowano przykładami kilku wybranych nazw geograficznych z obszaru Huculszczyzny obecnych w tekstach języka polskiego:Pop Iwan,Żabie/Werchowyna,Rafajłowa,Stoh/Stóg,Hnitessa [pogrubienie moje – L.] - wygląda ciekawie, ale niestety czasopismo chyba nie nadąża za nowoczesnością i wychodziło (przynajmniej do 2020 roku) tylko w formie papierowej, a ja, jak już sygnalizowałem wcześniej, od 2018 r praktycznie nie mam możliwości zaglądania do bibliotek, skazany więc jestem w tym względzie na oczekiwanie na ewentualną digitalizację tego kwartalnika...
Tomnatyk
29-01-2021, 20:02
Przychylam się do Twojej koncepcji.
Naprawdę? Jesteś pewien? Bo ja z góry zastrzegam, że akurat nie mam wiedzy o dziejach stosunków własnościowych połonin w rejonie Hnitesy. Może Ty masz? Albo przynajmniej znasz, jakieś inne wytłumaczenie, dlaczego Hnitesa stała się "Hnitesą" a nie "Gropą" na mapach i w literaturze? Żeby się "przychylać" do danego poglądu, trzeba mieć od czego - alternatywnego, najlepiej własnego stanowiska. A póki co takowego nie sformułowałeś w tej materii.
Musiałoby to znaczyć, że tuż (?) przed II wojną światową nastąpiło przesunięcie znaczeniowe tej nazwy u miejscowych Hucułów z połoninki podszczytowej na sam szczyt (ale to wszak jedynie supozycja, nie mamy takiej pewności – zresztą , jak zauważyłeś przywołując przykład Zapałowicza, nazwy umieszczane później na mapach, począwszy przynajmniej od III „zdjęcia”, były weryfikowane (o zagadnieniu tym traktuje m in. artykuł Wojciecha Włoskowicza zamieszczony w "Pracach Językoznawczych UWM" nr XVII/3 z 2015r), tak więc to „przesunięcie’ musiałoby być stosunkowo późne i niewychwycone na mapach).
Nie musiałoby. I nie nastąpiło u "miejscowych Hucułów", ani u "zamiejscowych" też. Pasterze i właściciele tej połoninki i sąsiednich dobrze wiedzieli, gdzie zaczyna się a gdzie kończy jej obszar. A że przytykał do kulminacji zwanej przez "panów" Hnitesą czy Hnatasią, to już ich mało interesowało albo w ogóle. Jak "pany" pytali, gdzie leży "Hnitesa" to pokazywali na połoninę niżej, a jak pytali o nazwę tej, na której byli, to odpowiadali im, że to "Gropa". Stąd "pany" mogli ewentualnie opacznie zrozumieć, że to właśnie ten "ich" wierch, albo któryś pobliski wierzchołek w kierunku Palenicy. (Rozpatruję hipotetyczną sytuację nazewniczego wywiadu terenowego w tym rejonie podczas wycieczki Orłowicza z 1937 roku).
Skąd to wiesz, skoro – jak uważasz (czy przypuszczasz?) nie miał ze sobą dokładnej mapy (np. „setki” WIG arkusz „Hryniawa”: „Numeru słupa 56 nie odczytał jednak z mapy, bo najprawdopodobniej nie miał "setki" WIG ark. "Hryniawa" w terenie ani po wojnie, pisząc opowiadanie”)? Wcześniej wszak obstawiałeś, że dotarł do słupa nr 56, bo przecież o tym napisał. Skoro okazało się to „konfabulacją”, to chyba tym bardziej teraz nie mamy pewności, czy był na obu wierzchołkach, czy tylko na północnym. Być może rozbieżności w obu jego relacjach (z lat pięćdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku) tłumaczyć można właśnie faktem (?) dotarcia na kulminację południową?
Miał spore doświadczenie górskie, był już wtedy wytrawnym wyrypiarzem. Przy dobrej widoczności potrafił z całą pewnością odróżnić, czy dotarł na szczyt, czy na niższy wierzchołek. A pierwszy słup główny od strony Palenicy (z nr 53) stał właśnie na kulminacji Hnitesy. I w wersji opowiadania z 1956 roku to jest ten najdalszy "południowy cypelek graniczny na Hniatysi", do którego dotarł. Owszem, wcześniej znając tylko wersję "płajową" faktycznie "obstawałem", że zjechał na Styniszorę do słupa 56. Widzisz, ludzie gór już tak mają, że jak mówią o jakimś swoim wyczynie (a za takowy niewątpliwie trzeba uznać samotny rajd narciarski na najdalszy kres polskich Karpat Wschodnich w granicach II RP), to wierzą sobie nawzajem na słowo. Więc przyjmowałem w dobrej wierze, że widział numer słupa, który podał rzekomo będąc na Styniszorze. Ty może nie masz pewności, "czy był na obu wierzchołkach, czy tylko na północnym". Ja uważam, że gdyby zjechał na południe do przedwierzchołka z sygnałem traingulacyjnym, to by zjechał dalej na Styniszorę do słupa 56, a jeśli nawet nie - to by o tym otwarcie napisał w pierwszej opublikowanej wersji. I na tym kończę roztrząsanie tej sprawy.
Ciekawe, czy coś na ten temat przesunięć znaczeniowych w toponimii pisze przywołany tu już przeze mnie w drugim akapicie Wojciech Włoskowicz w jednym ze swoich najnowszych artykułów, zamieszczonym w kwartalniku „Język Polski” nr1/2019 pt.: „Teoria uzusu toponimicznego – główne założenia” - pozwolę tu sobie na zamieszczenie abstraktu tej pracy, bo temat wygląda bardzo zachęcająco…: Celem artykułu jest omówienie najważniejszych elementów i założeń nowo zaprojektowanej teorii uzusu toponimicznego objaśniającej mechanizmy rozpowszechniania się określonych wariantów nazw geograficznych. Prezentowana teoria wprowadza pojęcia uzusu toponimicznego,uzusu indywidualnego i uzusu zbiorowego. Zawiera ponadto inwentarz indywidualnych i zbiorowych czynników kształtujących uzus toponimiczny. Oddziaływanie wybranych czynników zilustrowano przykładami kilku wybranych nazw geograficznych z obszaru Huculszczyzny obecnych w tekstach języka polskiego:Pop Iwan,Żabie/Werchowyna,Rafajłowa,Stoh/Stóg,Hnitessa [pogrubienie moje – L.] - wygląda ciekawie, ale niestety czasopismo chyba nie nadąża za nowoczesnością i wychodziło (przynajmniej do 2020 roku) tylko w formie papierowej, a ja, jak już sygnalizowałem wcześniej, od 2018 r praktycznie nie mam możliwości zaglądania do bibliotek, skazany więc jestem w tym względzie na oczekiwanie na ewentualną digitalizację tego kwartalnika...
Nie czuj się "skazany", bo "Język Polski" nadąża za nowoczesnością i można przeczytać ten artykuł on-line: https://www.ceeol.com/search/viewpdf?id=778115.
Musiałoby to znaczyć, że tuż (?) przed II wojną światową nastąpiło przesunięcie znaczeniowe tej nazwy u miejscowych Hucułów z połoninki podszczytowej na sam szczyt (ale to wszak jedynie supozycja, nie mamy takiej pewności – zresztą , jak zauważyłeś przywołując przykład Zapałowicza, nazwy umieszczane później na mapach, począwszy przynajmniej od III „zdjęcia”, były weryfikowane (o zagadnieniu tym traktuje m in. artykuł Wojciecha Włoskowicza zamieszczony w "Pracach Językoznawczych UWM" nr XVII/3 z 2015r), tak więc to „przesunięcie’ musiałoby być stosunkowo późne i niewychwycone na mapach).
Nie musiałoby. I nie nastąpiło u "miejscowych Hucułów", ani u "zamiejscowych" też. Pasterze i właściciele tej połoninki i sąsiednich dobrze wiedzieli, gdzie zaczyna się a gdzie kończy jej obszar. A że przytykał do kulminacji zwanej przez "panów" Hnitesą czy Hnatasią, to już ich mało interesowało albo w ogóle. Jak "pany" pytali, gdzie leży "Hnitesa" to pokazywali na połoninę niżej, a jak pytali o nazwę tej, na której byli, to odpowiadali im, że to "Gropa". Stąd "pany" mogli ewentualnie opacznie zrozumieć, że to właśnie ten "ich" wierch, albo któryś pobliski wierzchołek w kierunku Palenicy. (Rozpatruję hipotetyczną sytuację nazewniczego wywiadu terenowego w tym rejonie podczas wycieczki Orłowicza z 1937 roku).
Przepraszam, bo już się chyba pogubiłem – to w końcu jak to było - „Hnitesa” była nazwą „pańską”, a „Gropa” ludową? Studziński uzyskał o niej wiedzę zimą od pasterzy gospodarujących koło wierzchołka? Czy może drwale znad Czarnego Czeremoszu wyjaśnili mu, jaka jest różnica między proweniencją tych dwóch nazw?
Chyba nasza dyskusja znów przybrała formę komunikacji à la „Radio Erewań”.
Jak sam zauważyłeś, rozpatrujemy tu wyrypę Studzińskiego. Wyprawa Orłowicza to „poboczny” temat. Tak więc interesuje nas głównie to, skąd Studziński mógł znać nazwę „Gropy”. I tu pojawiają się dwie możliwości:
- poznał ją podczas swej wycieczki
- poznał ją wcześniej (lub później, w trakcie pisania wspomnień).
Jeśli poznał ją w trakcie wycieczki mogłoby to znaczyć, że „Hnitesa” zaczęła wychodzić z użycia zastępowana przez praktyczniejszą (z punktu widzenia gospodarczego) „Gropę”. Nie ma chyba innego wytłumaczenia, bo Studziński założył dotarcie do szczytu Hnitesy (czy też „Hniatysi”) i takim mianem zapewne posługiwał się w rozmowie z drwalami. Ci ostatni mogli go „wyprostować” i użyć nazwy bardziej aktualnej, którą Studziński zapamiętał. Ale to nie jedyna możliwość. W swej polemice zapomnieliśmy zupełnie o gospodarzach schroniska „Bałtaguł”, z którymi to nasz bohater spędził więcej czasu. Szczególnie „podejrzanym” jawi mi się młodociany syn gospodarzy, z którym to Studziński spędził kilka przedpołudniowych godzin kolejnego dnia podczas podejścia na Prełuczny. W czasie tego podejścia zapewne mógł przechwalać się i opowiadać młodemu o swej wyrypie na południowy koniuszek Polski. Dzieciak, który latem miewał zapewne kontakt z pasterzami ciągnącymi od strony Kut na swe połoniny koło Palenicy i Hnitesy mógł poznać z ich ust aktualne połonin tych nazewnictwo. To chyba więc on jawi się, jako ktoś, kto mógł przekazać Studzińskiemu nazwę „Gropy” (zresztą, z powodu znacznego oddalenia od desygnatu podczas tej rozmowy łatwiej wyjaśnić opaczne zrozumienie i przyporządkowanie tego miana przez Studzińskiego wierzchołkowi o wys. 1750 m npm).
Jeśli poznał ją później, w trakcie pisania relacji (np. ze sprawozdania Orłowicza) mógł, zasugerowany pojawiającą się w tych wspomnieniach nazwą posłużyć się także nią, w swym opowiadaniu przyporządkowując ją mylnie szczytowi Palenicy.
Natomiast jeśli Studziński poznał miano (i położenie) Gropy wcześniej (ze sprawozdania i zdjęć, podczas prelekcji w kawiarni itp.) to mógł podczas swej wyprawy„celować” w południowy wierzchołek Hnitesy, który widział na fotografiach, a który uważany był przez uczestników wycieczki Orłowicza za właściwą jej kulminację.
Nie czuj się "skazany", bo "Język Polski" nadąża za nowoczesnością i można przeczytać ten artykuł on-line: https://www.ceeol.com/search/viewpdf?id=778115.
Chodziło mi o dostęp typu „open access” do pisma dofinansowanego – bądź co bądź - ze środków publicznych, ale myślę, że doskonale to zrozumiałeś.
Gropa to mała połoninka od strony galicyjskiej, przy której znajdują się obok dwie duża połoniny Hnitesa i Ihniatiesa. Przypuszczam, że połoninka Gropa wydzieliła się z połoniny Hnitesa dość późno wskutek rozdrobnienia własnościowego. Nie wspominają o niej badacze z XIX/XX wieku, w tym przede wszystkim Zapałowicz, który kilkakrotnie przechodził przez ten rejon zarówno od strony galicyjskiej jak i węgierskiej, wypytując pasterzy o nazwy i korygując nazewnictwo na sztabówkach austriackich.
Przychylam się do Twojej koncepcji.
Naprawdę? Jesteś pewien? Bo ja z góry zastrzegam, że akurat nie mam wiedzy o dziejach stosunków własnościowych połonin w rejonie Hnitesy. Może Ty masz? Albo przynajmniej znasz, jakieś inne wytłumaczenie, dlaczego Hnitesa stała się "Hnitesą" a nie "Gropą" na mapach i w literaturze? Żeby się "przychylać" do danego poglądu, trzeba mieć od czego - alternatywnego, najlepiej własnego stanowiska. A póki co takowego nie sformułowałeś w tej materii.
Przykro mi, że zmuszony byłeś prowadzić dyskusję z kimś, kto nie potrafi wysunąć swojej hipotezy i musi podpierać się cudzą – tym bardziej podziwiam Cię, że nie mając wiedzy w tym temacie udało Ci się stworzyć własną.
Pozdrawiam
człowiek „nizin”
Tomnatyk
30-01-2021, 16:53
Przykro mi, że zmuszony byłeś prowadzić dyskusję z kimś, kto nie potrafi wysunąć swojej hipotezy i musi podpierać się cudzą – tym bardziej podziwiam Cię, że nie mając wiedzy w tym temacie udało Ci się stworzyć własną.
Nie byłem zmuszony, lecz chciałem. Widzę jednak, że moja skromna wiedza nie jest wystarczająca, żeby sprostać Twojej dociekliwości. Wybacz więc, ale pozostawię Twoje zapytania z powyższego posta bez odpowiedzi. Przyznaję raz jeszcze, że nie mam wiedzy o przemianach i podziałach własnościowych połonin w rejonie Hnitesy, więc moja hipoteza jest kulawa. Liczyłem, że ją podeprzesz swoim znawstwem, albo wysuniesz konkurencyjną. Ale dzięki za dobre słowo! Twoje hipotezy są z całą pewnością lepsze, zwłaszcza "przemytnicza".
Przepraszam, bo już się chyba pogubiłem – to w końcu jak to było - „Hnitesa” była nazwą „pańską”, a „Gropa” ludową? Studziński uzyskał o niej wiedzę zimą od pasterzy gospodarujących koło wierzchołka? Czy może drwale znad Czarnego Czeremoszu wyjaśnili mu, jaka jest różnica między proweniencją tych dwóch nazw?
Chyba nasza dyskusja znów przybrała formę komunikacji à la „Radio Erewań”.
Masz rację! Ale ja jestem cierpliwym i wyrozumiałym słuchaczem i nie gniewam się. Możesz "nadawać" dalej. Jest jeszcze trzecia możliwość: wszak mogli mu ją przekazać "przemytnicy" przemykający Płajem 9 Źródeł wschodnimi stokami Palenicy? Nie wiem, dlaczego jej dotąd nie rozpatrzyłeś, a wysuwasz następną - czwartą:
W swej polemice zapomnieliśmy zupełnie o gospodarzach schroniska „Bałtaguł”, z którymi to nasz bohater spędził więcej czasu. Szczególnie „podejrzanym” jawi mi się młodociany syn gospodarzy, z którym to Studziński spędził kilka przedpołudniowych godzin kolejnego dnia podczas podejścia na Prełuczny. W czasie tego podejścia zapewne mógł przechwalać się i opowiadać młodemu o swej wyrypie na południowy koniuszek Polski. Dzieciak, który latem miewał zapewne kontakt z pasterzami ciągnącymi od strony Kut na swe połoniny koło Palenicy i Hnitesy mógł poznać z ich ust aktualne połonin tych nazewnictwo. To chyba więc on jawi się, jako ktoś, kto mógł przekazać Studzińskiemu nazwę „Gropy” (zresztą, z powodu znacznego oddalenia od desygnatu podczas tej rozmowy łatwiej wyjaśnić opaczne zrozumienie i przyporządkowanie tego miana przez Studzińskiego wierzchołkowi o wys. 1750 m npm).
Brawo! Gratuluję spostrzegawczości! A ten młodociany informator Studzińskiego, to jakie miał pochodzenie etniczne?
Jeśli poznał ją później, w trakcie pisania relacji (np. ze sprawozdania Orłowicza) mógł, zasugerowany pojawiającą się w tych wspomnieniach nazwą posłużyć się także nią, w swym opowiadaniu przyporządkowując ją mylnie szczytowi Palenicy.
Racja! Nie dość, że przesunął "Gropę" na Palenicę, to jeszcze przekręcił Orłowiczowską "Hnitessę" na Rehmanowską "Hniatysię"! Jacież kręcę, to ci dopiero numer...
Natomiast jeśli Studziński poznał miano (i położenie) Gropy wcześniej (ze sprawozdania i zdjęć, podczas prelekcji w kawiarni itp.) to mógł podczas swej wyprawy „celować” w południowy wierzchołek Hnitesy, który widział na fotografiach, a który uważany był przez uczestników wycieczki Orłowicza za właściwą jej kulminację.
Owszem, mógł "celować", idąc na azymut po ciemku albo we mgle. Czy przy dobrej widoczności nie wszedłby na "empiryczny szczyt" góry zwanej przezeń Hniatysią, czyli tam, gdzie wyżej wyjść się już nie dało? Sądzisz, że przedkładałby kawiarnianą wiedzę nad doświadczenie górskie?
Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję uwagę
Tom
Hnitesa w rozumieniu ludu nie była górą, lecz połoniną. Nazwa dla szczytu urobiona została na mapach od strony węgierskiej (rumuńskiej), bo po stronie galicyjskiej rozciąga się połonina Gropa granicząca od północy z Zadnią Stają, będącą częścią połoniny Pałynycia (razem z Serednią i Perednią czyli Wesnarką), a od południa z połoniną Hnitesa. Płaj szedł przez Pałynycię na Gropę, a z niej na Hnitesę. Połoninka Gropa podchodziła pod sam szczyt Hnitesy.
Gropa to mała połoninka od strony galicyjskiej, przy której znajdują się obok dwie duża połoniny Hnitesa i Ihniatiesa. Przypuszczam, że połoninka Gropa wydzieliła się z połoniny Hnitesa dość późno wskutek rozdrobnienia własnościowego. Nie wspominają o niej badacze z XIX/XX wieku, w tym przede wszystkim Zapałowicz, który kilkakrotnie przechodził przez ten rejon zarówno od strony galicyjskiej jak i węgierskiej, wypytując pasterzy o nazwy i korygując nazewnictwo na sztabówkach austriackich
Bo ja z góry zastrzegam, że akurat nie mam wiedzy o dziejach stosunków własnościowych połonin w rejonie Hnitesy.
http://forum.bieszczady.info.pl/images/misc/quote_icon.png Zamieszczone przez Tomnatyk http://forum.bieszczady.info.pl/images/buttons/viewpost-right.png (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?p=179717#post179717)
"Widzisz ludzie gór już tak mają, (…) że wierzą sobie nawzajem na słowo". Ale mówiąc serio, to wiedząc, że dr Mateusz Troll prowadził kwerendę w zbiorach Archiwum Państwowego (CDIAU) we Lwowie, sądziłem, że udostępnił Ci materiały z Metryki Józefińskiej (i kolejnych metryk oraz map katastralnych) tyczące zróżnicowania własnościowego połonin w okolicach szczytu Hnitesy i masz tym samym znakomite rozeznanie w tym temacie. „Ihnatiasza mare”, jako nazwa połoniny (?), jest mi znana tylko z opublikowanej w internecie austro-węgierskiej mapy katastralnej z XIX wieku (a także z III „zdjęcia” i map z niego korzystających, gdzie występuje pod imieniem „Hniatiasa Mare”, przy czym dodać trzeba, że równolegle toponim „Hniatiasa” desygnuje kawał grzbietu wododziałowego po cotę 1652, gdzie opuszcza wododział, zakręcając na wschód na boczny grzbiet), prawie wszystkie inne mapy przyporządkowują to miano do punktu (lub punktów) w grzbiecie wododziałowym. Z tą skromną wiedzą i wiarą w Twoją - większa przychyliłem się do koncepcji Twojej. I tyle.
A ten młodociany informator Studzińskiego, to jakie miał pochodzenie etniczne?
Studziński chłopaka dwukrotnie określa jako „Hucułka”, jego ojca raz jako „Cygana”, a raz jako „Cygana lub może Wołocha”. Tylko co to ma do rzeczy?
Racja! Nie dość, że przesunął "Gropę" na Palenicę, to jeszcze przekręcił Orłowiczowską "Hnitessę" na Rehmanowską "Hniatysię"! Jacież kręcę, to ci dopiero numer...
Nieużywanie formy „Hnitessa” nie jest równoznaczne z tym, że Studziński nie mógł znać sprawozdania Orłowicza (szczególnie, jeśli swą relację pisał po latach), podobnie jak to, iż używanie formy „Hniatysia” nie musi oznaczać, że Studziński czytał prace Antoniego Rehmana.
Jest jeszcze trzecia możliwość: wszak mogli mu ją przekazać "przemytnicy" przemykający Płajem 9 Źródeł wschodnimi stokami Palenicy? Nie wiem, dlaczego jej dotąd nie rozpatrzyłeś, a wysuwasz następną - czwartą:
Nie zajmowałem się tworzeniem żadnych nowych hipotez, a wymieniłem jedynie, bez wartościowania, ewentualne drogi, jakimi do Studzińskiego mogła dotrzeć nazwa „Gropy”. Zakładałem, podobnie jak Ty, że poznał ją od drwali dopóki miana „Gropy” nie odnalazłem w innym źródle, w którym opisano wydarzenia nieznacznie wyprzedzające czasowo wyprawę Studzińskiego. Jeśli miałbym jednak którąś z owych dróg „obstawiać”, to tak jak napisałem:
skłaniałbym się raczej do hipotezy, że musiał istnieć jakiś wzajemny związek między sprawozdaniami Orłowicza, a relacją pisaną Studzińskiego
i nie zmieniłem dotychczas zdania, że Studziński mógł ewentualnie poznać tą nazwę od któregoś z uczestników wycieczki Orłowicza (ze zdjęć, sprawozdań itp.), bo w tym przypadku opaczne zrozumienie przez jednego z uczestników wycieczki (jeżeli nie samego Orłowicza) imienia „Gropy” jako szczytu, a nie połoniny podszczytowej, do której to konfuzji nazewniczej musiało dojść w trakcie Orłowiczowskiej wycieczki wydaje mi się bardziej prawdopodobne, gdyż miałoby miejsce in situ, a nie jak w przypadku wyrypy Studzińskiego – z dala od tego miejsca. Poznanie tej nazwy przez Studzińskiego w trakcie wyprawy wydaje mi się mniej prawdopodobne także z tego względu, że trzeba by dodatkowo założyć faktyczne przesunięcie znaczeniowe z połoniny na wierzchołek, do jakiego musiałoby dojść w języku gospodarujących pod grzbietem pasterzy, którzy z kolei „nowe” imię Hnitesy przekazywaliby dalej (drwalom, ekipie z kopalni na Prełucznym, Cyganowi ze schroniska „Bałtaguł” itd.), a przecież jednak nazwa naszego szczytu (lub fragmentu wododziałowego grzbietu na południe od Palenicy), urobiona od rdzenia "Hnat", bądź "Hnit" istniała na pewno w mowie Hucułów, choć pochodzić mogła pierwotnie od gospodarujących w okolicach tej góry Wołochów (przykład ciągłego, niezmiennego rozróżnienia nazw połonin podszczytowych od nazw szczytów w mowie gospodarujących tam ludzi mamy wszak z najlepszego źródła (a znamy je właśnie dzięki badaniom Trolla, a wcześniej Kontnego), jakim są Metryki, począwszy od Józefińskiej – gospodarujący pod szczytem Pop Iwana Huculi grażdowali na połoninach Gropa Wełyka i Gripka, ale na sam wierzchołek góry mówili jednak Czorna Hora, wyraźnie rozróżniając, że gospodarują pid Czornoju Horu).
Podany tu przykład pojawienia się „nowego” (nieużywanego dotychczas w piśmiennictwie) oronimu w dwóch różnych tekstach wspomnieniowych, jest co najmniej zastanawiający i skłania do spekulacji na temat ewentualnej „filiacji” tych dwóch relacji. Dodatkowym argumentem e silentio za tym, że Studziński miałby ewentualnie poznać sprawozdanie Orłowicza przed wyjazdem mógłby być także fakt różnic zaistniałych w jego relacjach z lat pięćdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku, w których to pierwszy raz podaje, że był na szczycie „Hniatysi”, a za drugim razem, że był na „cypelku za Hniatysią”, co mogłoby wskazywać, że wcześniej uważał wierzchołek południowy za szczyt Hnitesy (podobnie jak uczestnicy wycieczki prowadzonej przez Orłowicza i np. na podstawie zdjęć z tej wyprawy). Natomiast pisząc drugą wersję swych wspomnień po latach, mógł w trakcie pisania (np. na podstawie jakichś materiałów, którymi nie dysponował wcześniej) zorientować się, że szczyt Hnitesy w rzeczywistości znajduje się na północ od punktu, do którego dotarł (różnica w wysokości obu wierzchołków jest rzędu kilku metrów, a więc w terenie „na oko” raczej nie do wychwycenia). Nie wiem, czy „przedkładał wiedzę kawiarnianą” nad doświadczenie, wiem jednak, że trianguł, posadowiony na południowym wierzchołku skłaniał wędrowców do mniemania, że ta właśnie kulminacja jest szczytem Hnitesy, skoro skłonił do takiego właśnie rozumowania członków Orłowiczowskiej wycieczki, a może i samego Orłowicza. Hipotetyczne „przesunięcie” Gropy na Palenicę (hipotetyczne, bo nazwy „Palenica” Studziński wszak nie wymienia) może być zwykłym błędem w relacji pisanej po latach.
Nie mam jednak zamiaru tworzyć piętrowych hipotez na przesłankach, podsumuję więc tylko krótko posiadaną przez nas wiedzę:
Wiemy jedynie, że Studziński (po)znał nazwę "Gropy" – nie wiemy, od kogo (skąd).
Wiemy, że Studziński spotkał drwali – nie wiemy, czy drwale znali miano "Gropy".
Nie wiemy, czy Studziński poznał sprawozdanie (lub jakąś jego część) Orłowicza – wiemy, że w sprawozdaniu tym było imię "Gropy" (wiemy, że Orłowicz znał nazwę "Gropy").
Czyli 1=1. Lewa strona równania równa się prawej. Obie hipotezy są równie prawdopodobne, co nieprawdopodobne, a przy tym obie są niesprawdzalne.
Doskonale rozumiem więc, że na obecnym etapie naszej wiedzy na temat obu wycieczek hipoteza, iż Studziński poznał miano „Gropy” na podstawie relacji Orłowiczowskiej jest nie do udowodnienia, jednak w równym stopniu, jak to, że nazwę „Gropy” poznał z ust drwali, przemytników, Hucułków, Wołochów, czy kogo tam jeszcze.
Możesz "nadawać" dalej
Szkoda, że dyskusja potoczyła się w takim kierunku (uspokajam jednak, że wyłączam już swój nadajnik, jak i odbiornik), bo mogłaby być może doprowadzić do ciekawych wniosków odnośnie do różnicowania się toponimii tego najdalej na południe wysuniętego skrawka terytorium przedwojennej Polski.
Dziękuję za uwagę
L.
Petefijalkowski
08-09-2022, 18:56
Stworzyłem takiego sentymentalnego smuta z wyjazdu. Jeżeli ktoś lubi tamte tereny - polecam szklana wina i odpalić. Pozdrawiam
https://youtu.be/Ehx5GkFoDjY
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.