Zaloguj się

Zobacz pełną wersję : Ukraina czerwiec 2019



kulczyk1
21-03-2020, 17:50
Ta relacja najprawdopodobniej nie powstałaby gdyby nie to , że jak większość z nas od tygodnia mam sporo wolnego czasu. To po latach podchodów był mój pierwszy wyjazd w góry Ukrainy więc proszę nie spodziewać się sensacji czy jakiś fajerwerków. Relacja będzie raczej nudna a sposób uprawiania turystyki może wzbudzić uśmiech politowania wśród licznych tu weteranów Karpat Wschodnich ale nich tam czas ponury każdy uśmiech ma swoja wartość.


Wkręcił mnie w ten wyjazd mój stały partner górski ,z którym kontakt nawiązała grupa warszawska planujaca grupowy wyjazd z bazą w Pilipcu , na miejscu poruszamy się wynajętymi busami. W sobotnie czerwcowe południe zjeżdżamy pod Lesko tam przesiadka do autokaru i hajda na wschód. Na przejściu w Krościenku miło, łatwo i przyjemnie – po 40 minutach stoimy na parkingu pod stacją paliw. Tu schodzi nam dłużej nasi nowo poznani współtowarzysze zakupują telekarty , wymieniają walute itd. My z kolegą w celach naukowych kupujemy jedynie plecak płynów . Wreszcie ruszamy , mamy lożę na końcu i zaczynamy testy. Mamy 12 różnych piw i musimy je przyporządkować do kategorii – „dobre , może być , w ostateczności”. Praca niełatwa aczkolwiek konieczna tak nas absorbuje , że nagle patrzymy a tu już Wołowiec. Z Wołowcem miałem pewien plan , misterny oczywiście. Pojechałem praktycznie bez map licząc , że zakupię tanio na miejscu. Nic z tych rzeczy-szukaliśmy lecz nie znaleźliśmy. By nie być posadzony o sknerstwo zaoszczędzone na mapach hrywny wydajemy na uzupełnienie plecaka. Dojeżdżamy na miejsce – zakwaterowanie , jeszcze jakaś integracja i lulu.



Dzień 1-szy.
Dzień ubogi w wydarzenia . Po śniadaniu przemarsz do miejscowej dzielnicy hotelowo-usługowej (roboczo nazywamy ją – Krupówki). Zdobycie Gimby krzesłem i przejście połoniną na zachód. Plany mało ambitne określiłbym je jako takie bardziej geriatryczne ale niech tam. Troche ludzi na Gimbie potem im dalej na zachód mniej aż zostajemy sami. Schodzimy do wsi Riczki.


472644726547266472674726847269


Pierwszy napotkany tubylec. Ma jakies problemy z błędnikiem bo z trudnością mieści się na drodze.

47270


Powolna zbiórka pod magazynem , leniwa konsumpcja piwa ,przegląd pojazdów na drodze (niektóre o znacznej pewnie wartości muzealnej). Busem wracamy do pensjonatu. Tu niespodzianka – pokój z kolega mamy dwuosobowy i tradycyjnie rzeczy u nas leżą wszędzie w pozornym nieładzie ale w rzeczywistości każdy fragment odzieży jest w przemyślanym do końca miejscu. Wchodzimy i okazuje się , że ktoś poukładał nam to na półkach. Horror- preferujemy męski podział garderoby na „czyste” i „jeszcze raz będzie” tracimy pół godziny by przywrócić stan poprzedni . Kolejny kwadrans tłumaczymy żonie właściciela , że prosimy ,ba domagamy się niesprzątania w pokoju.
Nasi nawi znajomi preferują spędzanie wieczorów we własnym gronie na terenie pensjonatu. Tak dla odmiany z kolegą wolimy towarzystwo podsklepowe. Idziemy na „Krupówki” a tam popijając niespiesznie browarka obserwujemy licznych tu nowobogackich zadających szyku biżuterią , garderobą i fryzurami.

kulczyk1
21-03-2020, 18:03
Dzień 2-gi
Wczesna pobudka , podjedziemy busem do Wołowca a potem elektriczką na start.
Wiekszość zamawia śniadanie na wynos , ja od wieczora mam zachciankę jak przysłowiowa baba w ciąży na rybę . Zakupiłem ją wieczorem rankiem spełniam zachciankę.
Pakujemy graty i w drogę. Już jadac po wybojach do głównej drogi okazuje się , że ta rybka to nie był najlepszy pomysł. Chyba choleryna jedna ożyła w brzuchu i zdecydowanie próbuje się wydostać na wolność tylko nie do końca jest zdecydowana którą stroną.
W pociągu nieoczekiwana atrakcja- miejscowy zakapior na występach. W odróżnieniu od tych naszych , ustrzyckich czy wetlińskich daje koncert nie na gitarze lecz dmucha w taka sporą fujarę.

47271

Dojeżdżamy do miejsca startu , towarzystwo zasiada na ławeczkach do śniadania ja preferuję miejsca bardziej zadrzewione próbując dogadać się z moją rybą – bezskutecznie.
Wreszcie ruszamy . Na początku widać jakieś dwie szlakówki potem ścieżka nabiera pionu i tak przez godzinę. Jest goraco , parno , chmary komarów i meszek i oczywiście pełna wigoru rybka wedrująca po układzie pokarmowym. Wreszcie się wypłaszcza czekamy na resztę grupy. Dochodzą po kwadransie szlakiem , który strawersował to nasze mordercze podejście. Jeszcze chwila i zaczyna się połonina. Tu niespodzianka , byłem pewien , że będziemy przechodzić przez ruiny bazy ale nie jesteśmy bardziej na północ. Bazę chciałem obejrzeć jednak bardziej liczyłem na wodę ,która szybko ubywa. Jest też dobra wiadomość : rybka się uspokoiła – pewnie zdechła.
Zaczynają się widoki to i morale idzie w górę.

4727247273

Grupa rozciąga się ,sciezka prowadzi na grań i dalej na Stoha ale ja wypatruję przy płaju prowadzącym na wschód ciemniejsze plamy zieleni i licząc na jakieś źródła w kilka osób nadkładamy drogi – niepotrzebnie bo wody nie ma . Z opcję z zejściem do bazy i szukaniem „wody z rurki” opisanej przez Wojtka Pysza rezygnuje – to ponad moje siły. Statecznie zdobywamy Stoha z flanki.

4727447275472764727747278

Teraz przez Wielki Wierch , racjonując wodę wracamy do Pilipca. Wokół zielone góry tą charakterystyczną wiosenną zielonością a my jak na Gobi. Schodzimy w trójke do potoku i głowe daję Grecy Ksenofonta tak się nie cieszyli widząc wodę jak my. Stąd już nienerwowo opici jak wielbłądy w oazie przez teren hippisowskiego festiwalu wracamy do bazy. Regenerację zaczynamy od lanego i jeszcze jednego …a co tam jeszcze jednego, prysznic , lekki obiadek i pod sklep. Tam z poznanymi Rumunami – kamieniarzami gawędzimy dość długo aż wyciągiem zjeżdża grupa główna. Jeszcze kolejna próba zakupu map , na jednym ze stoisk na nasze zapytanie o mapy/karty dostajemy talię 52sztuki +2 Jocery.

bartolomeo
21-03-2020, 20:27
http://forum.bieszczady.info.pl/attachment.php?attachmentid=47264&d=1584805538
Jak dla mnie to najładniejsze miejsce na całej Borżawie! Dzięki :smile:

kulczyk1
21-03-2020, 21:22
Jak dla mnie to najładniejsze miejsce na całej Borżawie! Dzięki :smile:
Ależ proszę bardzo.
Widząc , że po sąsiedzku Piotr relacjonuje swoja poważną wyprawe głupio mi trochę wypisywac te popierdułki ale rzekło się A...

Dzień 3-ci.
Po śniadaniu jedziemy do Biłasowicy skąd startujemy na Pikuja. Dziś mam mapę trochę pewnie nieaktualne wczesne wydanie Krukara ale mam. Nie mam za to żadnych dolegliwości gastrycznych , no król życia. Rozpracowałem sposób wybierania tras przez prowadzącego . Od punktu A do punktu B możliwie najkrótszą drogą nie zważając na poziomnice. Akurat dzisiaj mam na to wypanierowane , jest chłodniej a po drodze wydajne źródło.

47279

No i szczyt – słup , krzyż, figura , tablice każdy widział a widoki przepiękne , pogoda idealna. Oprócz nas jakaś spora wycieczka .Dłuższa nasiadówa i przemy na zachód. Towarzystwo preferuje długie przerwy ja będąc zwolennikiem ciągłej acz niekoniecznie śpiesznej wędrówki ruszam przodem i jest dobrze. Fajnie popatrzeć na Równą czy Ostrą będącą w zasiegu rzutu beretem

47280472814728247283472844728547286

don Enrico
21-03-2020, 21:34
Już na dzień dobry takie rozłożyste widoki !
Ech ,pozazdrościć.
Moja pierwsza Borżawa była w chmurach , a może we mgle ? trudno rozróżnić , a widoczność to w porywach sięgała 50 metrów.
Mapy mieliśmy, a jakże , nawet dwie, jedną przedwojenną wigówkę a druga to radzieckie Karpaty w skali 1:200 tys
więc z rozpoznaniem która ścieżka w borowinach, gdzie prowadziła było trudno.
Sam się dziwię do tej pory że startując z Filipca w górę wzdłuż wodopadu udało się zejść do Wołowca
... to tak dla pocieszenia , że inni mieli gorzej, ( bo jak mawiają klasycy - nic tak nie cieszy jak nieszczęście bliźniego)
Ja w takich chwilach śpiewam sobie refren tej piosenki (https://www.tekstowo.pl/piosenka,grzegorz_tomczak,ukraina_jest_zielona.htm l)

kulczyk1
21-03-2020, 21:41
Przed Ostrym Wierchem doganiają mnie kolejni znudzeni długimi postojami. Liczyłem , że dojdziemy pod Starostyne ale w tym tempie nie ma szans. Schodzę w dół i czekam na reszte przy ruinach schroniska , skwapliwie uzupełniając wodę(mam tak od wczoraj)

47287472884728947290

Schodzimy do Liubochory . Podoba mi się nie mniej niż połonina. Zabudowa , wóz drewniak –obuty , trwają sianokosy po wsi niesie odgłos klepania kos.
472914729247293

kulczyk1
21-03-2020, 21:52
Dochodzimy do sklepu , piwo na dzień dobry . Właściciel proponuje pierogi. Ja rezygnuje idę jeszcze w górę wsi do drugiej cerkwii.
4729447295472964729747298


Po godzinie podjeżdża nasz bus . Jedziemy z średnią prędkością 10km/h . Oprócz spędzanych z pastwisk krów wyprzedza nas wszystko i wszyscy łącznie z przygrubawą 8-latką na stanowczo jak na nią za małym trójkołowcu. Wracamy późno dziś bez wyjścia pod sklep.

kulczyk1
21-03-2020, 23:49
Już na dzień dobry takie rozłożyste widoki !
Ech ,pozazdrościć..
Heniu tak szczerze nie do końca było różowo . Fakt nie padało ale co jakiś czas niskie chmury przewalały sie przez grzbiet. Fotki wybrane z wielu nie odzwierciedlają stanu faktycznego. Taka licentia fotografica.:grin:

kulczyk1
22-03-2020, 17:54
Zaczne od małego sprostowania (edycji nie widzę) ostatniego posta sytuacja tyczyła się oczywiście pierwszego dnia .Po kolejnych fotkach Enrico może pomysleć , że kpiny sobie z niego robię a przecież wiadomo , że z tej grupy zawodowo - społecznej (z donów znaczy) kpin sie nie opłaca robić.:grin:

Dzień 4-ty
Wczesnym rankiem idę pod wodospad. Nazwa jakaś taka znajoma -Szepit.To urokliwe miejsce ale właśnie o tej porze . Później rozkładają się handlarze przewija się dość sporo ludzi.

4729947300

Dzisiaj dzień wolny. Wczoraj trochę poiskrzyło w stadzie i dzisiaj nasiadówa w bazie. Kombinujemy z kolegą czy może przejść górami do Wołowca. Prognozy fatalne w południe burze. Dobra, siedzieć w pensjonacie nie będziemy – ruszamy „w miasto” poszukać starej zabudowy. Coś tam znajdujemy , ładna cerkiew jeszcze nie obita tą popularną w okolicy blachą. Jest też muzeum miniatur cerkwi ale przegrywa z bliższym wyszynkiem.

4730147302473034730447305

Zaczyna się chmurzyc i burzyć więc czas wracać. W pierwszych kroplach deszczu wpadamy na Krupówki. Dzisiaj spożywamy w towarzystwie motolotniarzy z Gimby. Na obiad – szaszłyk jagnięcy pod wodospadem. Taka ciekawostka wejście biletowane – jedyna kasa fiskalna jaką spotkaliśmy w górach. W bazie na wieczór szykowana jest imprezka. Jest wystawnie , przeprosiny za wczorajsze ekscesy i nawet tańce!!!Nie do końca o coś takiego chodzi mi na wyjeździe górskim ale część ekipy jest wniebowzięta.

kulczyk1
22-03-2020, 18:08
Dzień 5-ty
Dziś – Piszkonia. Chętna jest tylko połowa składu. Bus podwozi nas za Sinewir przechodzimy przez most , strażnik kasuje nas za wejście i naprzód. Na szlakowskazach widzę , że niedaleko od szlaku mamy jakieś jeziorko (nie jestem w stanie przypomnieć sobie jego nazwy) i namawiam pozostałych by do niego podejść . Niezgorsze , dosyć zagospodarowane , środkiem zarasta.

47306

Na drugim szlakowskazie odczytuję informację o muzeum spływu rzecznego (lub cos w tym rodzaju) – wygląda , że to jakaś istniejąca bądź zrekonstruowana klauza?? My wracamy od jeziorka i w górę . Po wejściu na połoninę ja tradycyjnie po chwili opuszczam grupę . Po wczorajszych burzach powietrze się oczyściło , widoki imponujące , chłodny wietrzyk nie pozwala ściągnąć polara.

473074730847309473104731147312

Na Negrowcu czekam dość długo na czołówkę goniącego mnie peletonu . Nudno nie jest bo i widoki wspaniałe , umocnienia pewnie I-szo wojenne i pogoda idealna.

kulczyk1
22-03-2020, 19:00
Szkoda trochę tempa marszu bo wydaje mi się , że bez problemu można by było zejść przez Jasieniowiec do Kołaczawy – cóż trudno. Przechodzę jeszcze przez Horb na Barwinok i trzeba schodzić w dół. Poniżej lasu czekamy na pozostałych i już wspólnie w Negrowcu -wsi ładujemy się do busa.

47313473144731547316473174731847319

Kolejnego dnia śniadanie , pożegnanie z właścicielami , ładujemy się do autokaru i bez żadnych sensacji wracamy do Łukawicy by przesiąść się do swoich furmanek.
Kończąc w relacji podaje niewiele nazw geograficznych z pełną premedytacja ,która obrazuje moją wiedze w trakcie wyjazdu (popracowałem nad tym jest znacznie lepiej).
Zadziwiał niewielki ruch turystyczny , praktycznie poza Gimbą i Pikujem nie spotykaliśmy ludzi.
Czytając relacje na forum spodziewałem się syfu a tu miła niespodzianka było czysto. Oczywiście przewracało się kilka starych butelek czy puszek ale bez przesady. Możliwe , że to efekt początku wakacji , brak wypasu (tabun dziko pasacych się koni to jedyne zwierzęta jakie spotkaliśmy) czy też zielonych borówek w sensie , że zeszłoroczne śmieci zabrały wiatry i roztopy.
Oprócz nadętych nowobogackich na "Krupówkach" mieliśmy szczęście spotkać samych fajnych , otwartych ludzi .
Łyżka dziegciu też bedzie -mnie osobiście jako miłośnika starej architektury raziły te nowe pokrycia cerkiewne - kompletny brak smaku i wyczucia.
Miłej lektury i zdróweczka w ciekawych czasach życzę.

Petefijalkowski
22-03-2020, 19:04
Dzień 5-ty
Na drugim szlakowskazie odczytuję informację o muzeum spływu rzecznego (lub cos w tym rodzaju) – wygląda , że to jakaś istniejąca bądź zrekonstruowana klauza??

Rekonstruują Ozerjankę - zniszczoną jakoś w latach 90tych. W sumie dziwne że przewodnik Was tam nie zabrał, jeżeli już odnowili to super atrakcja moim zdaniem :) Ale co do pogody to suupeeerr Wam się trafiło!!

P.

don Enrico
22-03-2020, 19:31
Dochodzimy do sklepu , piwo na dzień dobry . Właściciel proponuje pierogi. Ja rezygnuje idę jeszcze w górę wsi do drugiej cerkwii.
47296

(...).
Czy próbowaliście na tym cmentarzu odszukać "osobliwych" nagrobków zrobionych z dawnych polskich słupków granicznych ?
p.s. a co do pogody to nie tylko ja Wam zadraszczam

Ale co do pogody to suupeeerr Wam się trafiło!!

kulczyk1
22-03-2020, 21:38
Piotrze nie zrozumieliśmy się . Nie było przewodnika w sensie dosłownym był powiedzmy prowadzący z właczonymi CZ-tami w telefonie i tyle. Wszyscy tam bylismy pierwszy raz. Gdybym miał dzisiejszą wiedzę nie wchodzilibyśmy koło budy filanca tylko wzdłuż Ozierianki i potem przez jeziorko na grań - no cóż trudno. Mam jeszcze pytanie do Ciebie to jeziorko na mapach nazwane jest Oziercie a ja pamietam , że na szlakowskazie była inna nazwa . Wiesz coś w tym temacie?

Heniu nie szukałem bo nie wiedziałem. Serce mi kolego łamiesz bo lubie takie ciekawostki. Tam byłem sam no precyzyjnie to z grupą miejscowej młodzieży w wieku przedszkolnym . Po spożyciu czekolady pokoju zostaliśmy kumplami do końca życia. Moi wspóltowarzysze wycieczkowi nie podzielali fascynacji architektoniczno - etnograficznych.

Co do pogody to ponoć przyroda równowagą stoi i przy nastepnym wyjeździe zlało nas masakrycznie.

Petefijalkowski
22-03-2020, 21:46
Piotrze nie zrozumieliśmy się . Nie było przewodnika w sensie dosłownym był powiedzmy prowadzący z właczonymi CZ-tami w telefonie i tyle. Wszyscy tam bylismy pierwszy raz. Gdybym miał dzisiejszą wiedzę nie wchodzilibyśmy koło budy filanca tylko wzdłuż Ozierianki i potem przez jeziorko na grań - no cóż trudno. Mam jeszcze pytanie do Ciebie to jeziorko na mapach nazwane jest Oziercie a ja pamietam , że na szlakowskazie była inna nazwa . Wiesz coś w tym temacie?

.

Aaa no to faktycznie nie zrozumiałem, przepraszam :) Co do jeziora to spotkałem jeszcze nazwę Dzikie Jezioro czy jakoś tak. Byłem tam tylko raz przechodem mocno zmęczony więc nie pamiętam wskaźnika.. Tak czy siak po wyjazdach często tak mam że albo czasu na coś nie starczyło albo nie wiedziałem że coś do zobaczenia jest... Nie Ty jeden. Moim nieodżałowanym takim momentem jest... W 2012 roku szukając słupów polsko-rumuńskich przeszedłem 15m od stojącego wtedy jeszcze na swoim miejscu dużego słupa granicznego.. Przeszedłem, bo za mało znałem teren i jak szukać... Rok później jak wróciłem w miejsce to już została tylko podstawa :( :(

kulczyk1
23-03-2020, 17:22
Co do jeziora to spotkałem jeszcze nazwę Dzikie Jezioro .


:(

Tak to ta nazwa z tabliczki -dzięki.

wowka
23-03-2020, 20:06
Dzień 5-ty
Dziś – Piszkonia. Chętna jest tylko połowa składu. Bus podwozi nas za Sinewir przechodzimy przez most , strażnik kasuje nas za wejście i naprzód. Na szlakowskazach widzę , że niedaleko od szlaku mamy jakieś jeziorko (nie jestem w stanie przypomnieć sobie jego nazwy) i namawiam pozostałych by do niego podejść . Niezgorsze , dosyć zagospodarowane , środkiem zarasta.

Ale pogoda, żyleta. Super widoczki na Popadie i okolice. A to muzeum spławu zniosła powódź jeszcze w latach 90. To ciekawe, że je odbudowują.

kulczyk1
24-03-2020, 22:24
Ale pogoda, żyleta. Super widoczki na Popadie i okolice.

Kolega (wielki fan kina) po wejściu na Negrowiec przyjrzał się z uwaga temu "morzu" gór wokoło i skomentował słowami Stefana Siarzeckiego "Mają rozmach sk...syny":mrgreen:

Miejscowy
26-03-2020, 20:45
Patrzyłem wczoraj w tamtą stronę, tęsknotę szczególnie w stronę Pliszki kierunkując (wiele więcej nie było widać). Kordon zły!

kulczyk1
12-07-2021, 22:11
Musiało minąć dwa lata bym był gotowy odpowiedzieć na dwa pytania , które padły.
Nagrobki w Liubochorze ze słupków granicznych są:
4818948190
Kilka jak te powyżej wyraźnie oznakowane inne bez oznakowania ale tej samej wielkości i kształtu możliwe , że zaszpachlowano i zamalowano. Warstw farby jest tak wiele , że nie ma szans na 100% stwierdzić czy to słupki graniczne czy wyroby miejscowego betoniarza.
48191

Na tablicach informacyjnych Synewirskiego Parku muzeum spływu ma się dobrze . Niestety w rzeczywistości zaczęto prace rekonstrukcyjne już jakiś czas temu i stanęło . Za niedługo złożony na brzegu materiał jedynie pszczelarzom do dymarek będzie przydatny.

48192 48193 48194