PDA

Zobacz pełną wersję : Sam wobec absolutu



Ezechiel
28-04-2004, 20:27
Co sądzicie o smaotnym chodzeniu po górach? Czy świadomie podejmowane niebezpieczeństwo jest warte ciszy i skupienia, które można osiągnąć tylko w towarzystwie siebie? Jakie są Wasze ulubione "samotnicze " miejsca? Jak reagujecie na samotników?

Moje zdanie o tym temacie przechowam na poźniej.

Zosia samosia
28-04-2004, 23:11
A tam samotnie w Bieszczadach!:D:D Zawsze można spotkać miłego bieszczadzkiego misia, wilk czasem sie trafi, że o kotku zwanym tu rysiem nie wspomnę:D:D
W Bieszczadach poza tym jest bardzo bezpiecznie, GOPR tu mamy, więc nijakiego niebezpieczeństwa tu nie ma!
A tak na powaznie - to ja jestem za. A bardzo lubie stare cmentarze. Np. Caryńskie.
Albo jakieś ruiny. Albo Paniszczów. Lub może być Rosolin. Jaskinia tam fajna, w sam raz dla samotnika.
I samotnych turystów tez lubie - dziele sie z nimi ostatnią kromką chleba i kroplą wody. Pozdrawiam bardzo ciepło samotnika. Ale dlaczego samotnie????

hubertus
29-04-2004, 16:26
Samotne wędrowanie ma wiele uroku. Jest w nim trochę intymności. Można skupić myśli, można stawac tam gdzie się chce ile się chce. Można gonić nie bacząc na tempo towarzysza. Przyznam, że najlepiej odpoczywam samotnie na łonie natury z dala od ludzi. Często zwracam uwage na rzeczy, które umykały mi wczesniej. Ale to chyba każdy tak ma :-) Ale to wszystko od wiosny do jesieni. Zimą nigdy samemu w góry. Zawsze z towarzyszem i to po szlakach, które wcześniej przechodziłem w cieplejszej porze roku. Już raz zdarzyło mi się obchodzić zimą Smerek czasem po pas w śniegu bo nie mogłem trafić na szlak do Jaworzca (czy w tamtym rejonie kilka lat temu prowadzono zmianę czarnego szlaku a może został on wyłączony?). Zimą więc koniecznie z dobrze przygotowanym kompanem.
Moż emi jako facetowi łatwiej jest chodzić po bieszczadzkich ostępach. Pamiętam jak żona wybrała się we wrześniu na kilkudniową samotną wędrówkę ciężko to przeżyłem (komórek jeszcze wtedy nie było a nawet jak były to nie w Bieszczadach). Na szczęście wszystko było ok.

Ezechiel
29-04-2004, 20:05
Dla mnie samotność jest nie tylko najlepszym sposobem poznawania gór,ale również siebie. Osobiścię preferuję wyjazdy samotne, z dala od znanych mi ludzi.

Samotnicy są bardziej otwarci na obcych ludzi, częściej śpiewają w schroniskach. Chodząc w grupie mam uczucie zamknięcią, odizolowania. Samotnie nie mam takich problemów. Podczas kilku samotniczych rajdów poznałem więcej bogatych osobowości niż podczas "wyryp zorganizowanych".

Co do niebezpieczeństw to są. Zwłaszcza w pociągu, w miastach ... W samych górach jest lepiej, bo rzadko kiedy jesteś absolutnie sam na szlaku. Zresztą samotnik nawet do WC chodzi z plecakiem.

Co do zimowych solówek to mam dla was ciekawy patent: Jedzie się we dwóch, po czym idzie się w odstępach np 150-200 m. Co jakiś czas zmieniacie się na prowadzeniu. Dystans jest na tyle duży,ze nie ma się świadomości innego człowieka, a jednocześnie na tyle mały, że w razie kłopotów ma kto pomóc.

klopsikx
30-04-2004, 09:46
samemu ,zawsze najlepsze przgody sie przezywa :-) j najwiecej zwierzat sie lapie wtedy w kadr :-), heh i cisza i spokoj, mozna chodzic. Ostanio to mialem spotkanie z robalai czulymi na cieplo , w wiacie kolo Jarzoca w Łuhu :-)

Xiro
30-04-2004, 23:49
samotnie źle... ale " zorganozowanych wyryp" tez źle..... ale jesli SAM sobie organizue to przeca nie z ludźmi z którymi jestem samotny, no nie????

Wizmo
04-05-2004, 22:29
Hmmmm. Samotne chodzenie po górach ma swój niepowtarzalny urok. Jeśli jadę tylko na kilka dni to prawie zawsze sam. Co innego jakieś dłuższe trasy, wtedy warto mieć ze sobą kogoś do kogo można by gębę od czasu do czasu otworzyć.
Natomiast nie cierpię chodzenia po górach w dużych grupach powyżej 4 osób.
Moja ulubiona "samotnia"?
Niestety w Bieszczady mam daleko, dlatego gdy czasem uda mi się wyrwać w środku tygodnia w góry (dzień powszedni poza sezonem oczywiście) to jadę na Babią Górę. Jak mam szczęście to na wierzchołku jestem sam, a jak jeszcze jest bezchmurna pogoda i przejrzyste powietrze dopisze to człowiek czuje się jak w raju.

ann
07-05-2004, 10:44
Uwielbiam krótkie samotne wypady w góry, w górki i wszędzie gdzie mozna przejść kilka kilometrów i nie spotkać innych turystów. W ten sposób odreagowuję codzienny wyścig szczurów, nabieram dystansu do tego co mnie męczy na codzień czyli głupota współbraci (i swoja własna też).
Wędrowanie w małej grupie teżma swoje uroki - lepiej możan poznać towarzyszy. Ale już chodzenie w wielkiej kilkunastoosobowej grupie to dla mnie katastrofa. Żadne zwierze nie zbliży się do takiej bandy, gdzie tu kontakt z naturą?
Pozdrawiam.
Ann.

Kriss40
07-05-2004, 11:22
Pozwólcie, że i ja wyrażę na Forum swoją opinię. Otóż, jeżeli tylko możecie, jeżeli tylko macie taką sposobność, to nie uciekajcie w góry sami...
Nie mam na myśli gromadnych pielgrzymek, bo to nawet we mnie wzbudza przerażenie, a cóż dopiero wśród prawowitych mieszkańców lasów i połonin.
Ale, jeżeli tylko możecie, przemierzajcie szlaki z ukochaną osobą, póki możecie, póki jest.. Eeeeh, spieszcie się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą...
Dlatego, jeżeli tylko macie taką możliwość, dzielcie się z kochaną Osobą Waszymi Biesami...
Pozdrawiam
Kriss40

ann
07-05-2004, 12:05
A może stać się i tak że Biesy pomogą aby w trasie "Osoba Bardzo Zwykła" przemieniła się w "Osobę Kochaną".
Oj, tak, Biesy to potrafią :)
Ann

Kriss40
07-05-2004, 12:26
Nie wiemy, co będzie jutro....
Pozdrawiam wszystkich Bieszczadników
Kriss40

Jaro
07-05-2004, 22:19
jeżeli tylko możecie, przemierzajcie szlaki z ukochaną osobą, póki możecie, póki jest.. Eeeeh, spieszcie się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą...
Dlatego, jeżeli tylko macie taką możliwość, dzielcie się z kochaną Osobą Waszymi Biesami...

pieknie powiedziane :), a wlasnie z Biesow wrocilem, az szkoda blotko z butow zmywac ;/

Stały Bywalec
09-05-2004, 12:49
Ostatnio coraz częściej łażę po Bieszczadach samotnie. Następuje to jednak raczej z konieczności niż z wyboru. Po prostu moi rówieśnicy coraz bardziej "ramoleją" i buntują się p-ko wycieczkom ok. 30 km dziennie, które z kolei ja preferuję.
Potem dzień odpoczynku: wycieczka samochodowa albo "LB" + piwo. Do tego to mam kumpli, nikt nie odmówi. A nazajutrz znów nie mniej niż 25 - 30 km. I coraz częściej sam.

Cóż, takie jest życie. Lepiej, jak jest takie, niż gdy go ... nie ma.

Derty
10-05-2004, 20:12
Hej:)

Samotność w górach bywa urzekjąca, niebezpieczna, intersująca, a przede wszystkim wyciszajaca. Widziałem różne jej twarze. Doszedłem jednak do tego etapu, gdy samotne chodzenie nie jest już dla mnie przyjemne. Czasem jeszcze próbuję tego sportu w Puszczy Kampinoskiej, ale ma to swoje uzasadnienie - postanowiłem zrobić z bliska zdjęcia łosi :) W górach jednak odczuwam samotność jako przeżycie tylko chwilowo miłe - szybko zaczynam rozglądac się za kimś, do kogo mógłbym zagadać. To tak trochę jakby odwrócenie starej zasady o robieniu się samotnikiem na stare lata :)
Zgadzam się, że pięknie iść z kimś, kogo się kocha. Pięknie też było, gdy szedłem ze swoim dorastającym synem i mogliśmy nawiązać kontakt zupełnie inny niż w domowych warunkach. Ale na samotne 'trasowanie' po warstwicach Otrytu już nie mam takiej ochoty jak kiedyś...Może, gdy ktoś rzuci hasło, pójdę tam, bo tu nie o zmęczenie materiału chodzi tylko żeby było z kim.
Uwaga na samotność w zimie - wymaga bardzo dobrego przygotowania i sposobu na wilki :P
Jednak nie namawiam do samotnikowania każdego. Do tego trzeba się trochę przygotować, nawet jeśli się planuje łażenie tylko po Biesach.
Ależ się rozpisałem - chyba ciągnie mnie w góry:)

Derty
PS: Klopsik, co to były za robale czułe na ciepło? :)

Zosia samosia
12-05-2004, 22:38
Strasznie filizoficznie "w tym temacie". W sumie o to chyba chodziło, ale..... no nic, samotnicy, smiertelnie poważni. Trzymajta się!

Kriss40
23-05-2004, 16:27
Jeszcze na moment pragnę powrócić do tematu, bo jakos nie daje on mi cały czas spokoju.
Czy to aby czasem nie jest z tymi Biesami tak, jak ze szczęściem? (co na tym forum nie powinno nawet dziwić). Namawiałem do wspólnego wędrowania z kimś ważnym i kochanym i dalej namawiam. Jeżeli dzielimy się kasą, to mamy jej coraz mniej, ale dzieląc się szczęściem z kimś nam drogim, nie tylko nie ubożejemy, wręcz odwrotnie - pomnażamy nasze szczęście... Więc jeżeli tylko mamy z kim, to nie uciekajmy sami na Połoniny...WIęcej stracimy niż zyskamy...
Chyba, że mamy dylemat, z kim się dzielić... Ale to juz temat na zupełnie inny post.
Pozdrawiam
Kriss40

wiatrwewlosach
23-05-2004, 20:47
Temat ciekawy. Ja osobiście wolę wędrować raczej z kimś bliskim mi i górom. Raz postanowiłem wyruszyć sam na szlaki by sprawdzić jak to jest. Podobało mi się. Ale to jest dla mnie dobre tylko najwyżej na weekend. Faktycznie zgadzam się z przytoczoną tu już opinią, że na dłuższe pobyty lepiej jest wybierać się z kimś. Nie zniósłbym już trzeciego czy czwartego dnia z rzędu samotnej wędrówki bez radowania się nią z kimś bliskim. :)

długi
25-05-2004, 13:17
Krzysztofie masz 100% racji.
Wcześniej tylko dygresja: w górach może się zdarzyć wszystko, także nieszczęście. Chodzenie w góry w pojedynkę to lekkomyślność i brak wyobraźni.
A teraz ad rem.
Chodziłem w góry z różnymi ludźmi, prowadziłem grupy i bywało różnie. Jedni narzekali "znowu pod górę" innym wciąż było mało, ale wszyscy gdy już wyleźli z lasu na połoniny rozdziawiali gęby, siadali i chłonęli widoki, atmosferę ciszy i swobody.
A ja żałowałem, że niema przy mnie tej najważniejszej.
Bo piękne są te wspólnie przeżyte chwile i te późniejsze wspomnienia - "a pamiętasz..."
Mamy wiele takich chwil i cieszy nas, że nasze bąki bawią się w kolejkę wąskotorową i nigdy im się nie nudzi. Na każdą porę roku na każdą pogodę mamy swoje " pamiętasz leje jak w Beniowej w maju..., wieje jak na Rawkach w lutym... można długo wymieniać, wyciągnąć albumy i "godziny nocy przelecą" ( kto pamięta ten cytat?).
Długi

Kriss40
25-05-2004, 17:02
Ładnie i szczerze to napisałeś... Rozumiem Cię doskonale. Wiesz, pewnie gdzieś tu jest też przyczyna mojej nieobecności na KIMB-ie... Chciałem spoglądać na Połoniny czterema źrenicami, a nie setką....
Naturalnie były i inne powody, całkiem prozaiczne, mojej nieobecności.
Może w przyszłym roku...
Pozdrawiam
Kriss40

długi
25-05-2004, 18:02
Rozumiem doskonale.
Przestałem wodzić grupy, przestałem chodzić latem.
A teraz tyram w nadziei, że zanim mnie robota przygniecie to nie stracę marzeń i pójdę gdzie niknie w gąszczu ścieżka wydeptana przez jelenie.
Odwiedzam strony forum i grzeję serce przy innych, którym udało się wyrwać.
A KIMB i tym podobne imprezy - Mamy trochę wspólnych cech i wspomnień, choć osobnych. Nad nami siedzą Biesy i czekają na tych wariatów, którzy pociągną w deszcz, mróz, zamieć i będą drapać się, gdzie ich nie swędzi. Jest czas na sejmiki, zabawy w grupie i jest czas intymnych spotkań z mgłą na Smereku. Jedno i drugie ma swój urok i czas. Jestem na forum od niedawna i mam wielką chęć poznać niektórych osobiście. Tym razem się nie udało, ale dziś nie kończy się świat, on dopiero się otwiera.
Pozdrawiam
Długi

długi
25-05-2004, 18:03
Rozumiem doskonale.
Przestałem wodzić grupy, przestałem chodzić latem.
A teraz tyram w nadziei, że zanim mnie robota przygniecie to nie stracę marzeń i pójdę gdzie niknie w gąszczu ścieżka wydeptana przez jelenie.
Odwiedzam strony forum i grzeję serce przy innych, którym udało się wyrwać.
A KIMB i tym podobne imprezy - Mamy trochę wspólnych cech i wspomnień, choć osobnych. Nad nami siedzą Biesy i czekają na tych wariatów, którzy pociągną w deszcz, mróz, zamieć i będą drapać się, gdzie ich nie swędzi. Jest czas na sejmiki, zabawy w grupie i jest czas intymnych spotkań z mgłą na Smereku. Jedno i drugie ma swój urok i czas. Jestem na forum od niedawna i mam wielką chęć poznać niektórych osobiście. Tym razem się nie udało, ale dziś nie kończy się świat, on dopiero się otwiera.
Pozdrawiam
Długi

Szaszka
25-05-2004, 18:41
Mi udalo sie tym razem znaleźć "zloty środek", tak myśle...
Byl czas na wspolne ciche wieczory, i na patrzenia na poloniny czworgiem oczu - wyobrażcie sobie ze w zeszly czwartek, idąc od Halicza przez Tarnice do Wolosatego nie spotkalismy NIKOGO! Chociaz zrobila sie przepiękna, sloneczna pogoda!
I nie bedzie z tej wycieczki żadnej relacji, zachowam to wspomnienie tylko dla nas. :)

A od byl piątku kongresowanie w wesolej grupie - tez piekne, ale inne. Z tego relacja juz wkrotce. :)

długi
25-05-2004, 21:12
Mi udalo sie tym razem znaleźć "zloty środek", tak myśle...
Byl czas na wspolne ciche wieczory, i na patrzenia na poloniny czworgiem oczu
Gratuluję!
Mnie te 800km tym razem przerosło. Do następnej okazji.
Przyjdę do Was , gdy będzie mi smutno
Wcześniej nie chciałbym składać wizyty
Zapić smutek, to wcale nie trudno
Trudniej ubrać go w słowa garnitur
(to nie ja, to cytat)
Długi

KAHA
26-05-2004, 09:33
W sumie nigdy nie probowalam chodzic samej.... ale chyba jest to ciekawe doswiadczenie... Naczesciej lazilam z jeszcze jedna osoba i wydaje mi sie że jest to dobry uklad. Zawsze w razie jakiegos czegos niespodziewanego, jest ktos kto Ci pomoze - nawet jesli jest juz b. pozno :)
Choc z drugiej strony, jak tu mówić o samotnym chodzeniu.. skoro na szlakach jest tyle ludzikow.... Mysmy kiedys spotkali takiego samotnika... i tak sie zagadalismy.. ze z nami zszedl ze szlaku :) To jest mile

Pozdrawiam i tych samotnikow i tych co parami i tych co wielkimi grupami sobie laza po gorkach.. bo samo lazenie po gorkach jest swietne :)

Buziaczki
K. vel wredotka

damian
26-05-2004, 15:52
Hej
Ja też lubię się samotnie powłóczyć po górach. Jestem panem swojego czasu i sam wybieram gdzie chce iść! Ale wyprawa z wypróbowanymi druhami, zaprawionymi w bojach ma swój niepowtarzalny urok!!!
Nie ma więc jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Lubię i jedno i drugie. Jedyne czego nienawidzę to łazić po górach z ekipą zmontowaną w ciemno, i zludźmi, którzy nie mają szacunku do otaczającej nas przyrody i innych ludzi!
pozdrawiam wszystkich bieszcadników oraz innych górołazów!
DP

Ralphi
10-07-2004, 23:19
Ja tym razem w Biesy samotnie. A może z psem... Tak wyszło. Samotność ma swój urok, choć muszę się z nią oswoić - na początku może przeszkadzać. Oczywiście, że nie ma jak z ukochaną osobą! :) Tak zawsze najlepiej!
A w tym roku... cóż, mam nadzieję spotkać miłych ludzi w schroniskach, a może nawet podczepić się do kogoś na chwilę.
Co do grupy, to chodziłem już sam, we trójkę i w szóstkę. Zdrcydowanie najlepiej było we trójkę :)
Pozdrawiam i do zobaczenia.

Rambo John
11-07-2004, 15:48
Samotne chodzenie po górach potrafi być piękne. Nie rozumiem tylko po co cała ta dyskusja. Każdy, kto ma wobec tego jakiekolwiek wątpliwości powinien choć raz spróbować. Niech wyjdzie samotnie na jedną z zagubionych polanek, rozejrzy sie dokoła, wciągnie powietrze... i jeżeli wtedy nie zrozumie, to niech sie w ogóle w Bieszczady nie wybiera. Mozna wybierać się w parach lub gromadach, ale to już coś innego. Równie pięknego, ale już innego, rozważanego na zupełnie innych płaszczyznach. :D
HEJHO!

T.B.
11-07-2004, 19:06
Rambo nie ma wątpliwości.
Rambo nie dyskutuje.
Rambo najpierw napierdala, a potem pyta o rację.

Tarnina
11-07-2004, 19:22
Bardzo prawdziwie napisała tu Ann. :) SAMOTNOŚĆ w górach ma tez swoje dobre strony, można odszukać siebie , poczuć taką dziką wolność , która przeszywa serce. .SAMOTNOŚĆ jest potrzebna, kiedy trzeba podjąć ważne w życiu decyzje, góry wszystko przyjmą...Ale na dłuższą wędrówkę warto zabrać kogoś bliskiego, kochanego, dzielić się z nim ciszą , magią gór...razem pomilczeć, posłuchac szumu wiatru i szeptu potoku, żeby potem zejść pod wieczór w doliny, zapalić ogień, patrzeć w jego blask...ehhh...

Lech Rybienik
11-07-2004, 19:29
Witam

W Bieszczady - tylko samotnie. Tak kiedyœ myœlałem, czyniłem przez kilka dobrych lat.
I wtedy poznaje się teren, odkrywa swoje małe uroczyska. Zima - no cóż... w granicach rozsšdku :lol:
Ostatnio przemierzam Biesy z duzymi i mniejszymi grupami i też jest nieŸle. Poza tym
odkryłem jeszcze jednš formę - bazowanie. I tak to się toczy.
Słowem - każdemu według upodobań.

Pozdrawiam podkarpacko

Lech

P.S. Co do "mistyki" samotnego wędrowania - to chyba mija. Ja już nie słucham SDM-u :roll:

Ajgor
12-07-2004, 15:01
Już gdy jako dziecko marzyłem o Ultralekkim Samolocie to musiał on być dwumiejscowy. Marzenia tego nigdy nie zrealizowałem, bo oczy nie pozwolą, ale "świat jest skonstruowany na dwoje". Przywędrówce traci znaczenie płeć, ale chodzi o to by było z kim Przeżyć. Wędrowanie we dwoje (we dwóch) otwiera duszę nie tylko na świat, ale także na siebie nawzajem. Wtedy odczuwam pełnię. Można iść tak jak to tutaj padło w odległości od siebie, można iść obok siebie. Ale wspólnota przeżycia i o tym wspólne dyskusje to jest to.

Co kto lubi. To nie jest kwestia "twardości", "wytrzymałości", to jest kwestia tego w czym dostrzegamy Głębię. A to podobnie jak gusta nie powinno podlegać dyskusji :-)

Ezechiel
08-08-2004, 01:15
Jako sprawca zawieruchy pozwolę sobie na kilka słów refleksji. W lipcu 2004 r. miałem przyjemność wodzić po Karkonoszach drużynę harcerską. W ilości osób 16. (To chyba już stonka??) Za parę lat może oni też zaczną łazikować, zamiast tłuc biednych turystów. Wiadomo samymi górami to ja się nie nacieszyłem, ale innym pomogłem. Piękno Karkonoszy dotrało do mnie dopiero ... w Izerskich (pardon za drobny lapsus geograficzny), kiedy to sam goniłem grupę. Pokazywanie innym gór może być taką samą frajdą jak ich samotne zwiedzanie.

Osobiście ciągle jestem w wieku, w którym "w głowie ciągle szumi", a samotność nie tyle boli, co zachwyca. Zresztą w mojej dziewiczej solówce po Biechach też jakoś szukałem kontaktu z ludźmi. Tutaj występuje pewien paradoks- mianowicie idąc samemu łatwiej otworzyć się na świat, poznać innych orgianałów- włóczykijów. Idąc w grupie nie ma się takich potrzeb, ale za to można się "dotrzeć" i "dopasować".

Jedynym moim bólem jest właśnie bepieczeństwo- Gdynia to dość daleko, stopa nie lubię, a PKP dostarcza aż nadmiaru wrażeń.

Słowem- każdy niech swoich Bieszczadów szuka w kim i z kim chce. Bo tylko wtedy będą one jego, a on ich.

Viki
08-08-2004, 11:53
"Ale, jeżeli tylko możecie, przemierzajcie szlaki z ukochaną osobą, póki możecie, póki jest.. Eeeeh, spieszcie się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą... "

Kris ma rację. Dokłatnie tak i tylko tak powinno się chodzić po bieszczadzkich szlakach "bo wszystko co kocham jest..."

Kriss40
08-08-2004, 12:26
Śpieszcie się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą. Święte słowa i nie ja je wymyśliłem.
Jak się okazuje, są tematy wiecznie aktualne i dobrze się stało, że wątek powrócił. Może trochę nieszczęśliwie w Opiniach Turystów (bo znów narażamy się na zarzuty, że wzdychać powinno się nie tu...).
Można na ten temat napisać setki postów. Każdy może mieć swoje zdanie. Jest to wszakże kwestia wyboru, niekoniecznie nawet świadomego. Wyboru płynącego z charakteru człowieka, jak i - bardzo często - aktualnej emocji, wewnętrznej potrzeby.
Nie ma jednak chyba ludzi, którzy nie potrzebują od cazsu do czasu uciec w samotność.Chodzi tylko o to, żeby taka ucieczka nie weszła im w krew...
No i upieram się dalej, że Połoniny odlądane dwiema parami oczu, są piękniejsze nie dwa, ale milion razy...
Pozdrawiam

Ezechiel
08-08-2004, 12:38
Co do ogladania dwiema parami oczu to się chyba zgodzę. Jakkolwiek moje doświadczenia w tej materii są nikłe. Wybor samotnosci jest kwestią chwili, emocji. Wybór samotności "we dwoje" jest konsekwencją (czasem i rzyczyną) rozoważań.

"Kochać to nie znaczy patrzeć na siebie. Kochać to znaczy patrzeć w tym samym kierunku."

Kriss40
08-08-2004, 12:40
"Kochać to nie znaczy patrzeć na siebie. Kochać to znaczy patrzeć w tym samym kierunku."[/quote]

Tak! Dokładnie tak!!!

Konar
08-08-2004, 13:21
miałem przyjemność wodzić po Karkonoszach (tyż Karpaty, ino zachodnie)

a ja tylko dopiszę że Karkonosze to z całą pewnością nie Karpaty tylko Sudety

Ezechiel
08-08-2004, 14:07
Ups, pomyłka. :oops: Już poprawiam.

Monika
25-08-2004, 11:22
Chodzilam w tym roku z dorastajacym synem i bardzom kontenta :D
Raczej nie lubie chodzic calkiem sama, klpoty zezdrowiem mam liczne i troche strach.

Baldhead
01-09-2004, 19:43
Po górach lubię łazić sam. Ma to swoje zalety oczywiście, idę tam gdzie chcę, robię to co chcę, śpię i jem gdzie i na co mama ochotę, nie słucham marudzeń typu "daleko jeszcze" i "ale ten plecak ciężki" i tak dalej..Ale jest też cholerny strach o siebie i niemiłe spotkania z wiejskimi pijaczkami, a moja twarz chyba "przyciąga sztachety", jednak najgorzej jest z dojazdem - PKP czuwa nad wysokim poziomem adrenaliny swoich klientów, szczególnie (mój ulubiony) dworzec w Przemyślu. Dlatego radzę wszystkim którzy zaczynają(o ile ktoś zechce zaufać takiemu żółtodziobowi jak ja)-jechać grupą. Natomiast jeśli ktoś oprócz wrażeń związanych z pięknem bieszczadzkiego krajobrazu kolekcjonuje jeszcze inne doznania, jak najbardziej samemu, zimą i obowiązkowo spanie w namiocie na dziko (oczywiście poza parkiem). I zapewniam, że burza na szczycie Otrytu to niezapomniane przeżycie.... :wink:

Monika
02-09-2004, 10:13
I zapewniam, że burza na szczycie Otrytu to niezapomniane przeżycie.... :wink:
Tjaaa burza na jakimkolwiek szczycie to nie lada przezycie :wink: . W tym roku zaliczylismy jedna, calkiem porzadna z gradobiciem.

Ezechiel
03-09-2004, 13:59
Już w poniedziałek. Rzecz jasna solowo. Chociaż pasmo graniczne i worek na jedną osobę to trochę niebiezpiecznie. Miejmy nadzieję, że Bozia jeszcze trochę łaski dla mnie ma, coby trup był w jednym kawałku. Pozdrawiam. Do zobaczenia, gdzieś, kiedyś.

Baldhead
05-09-2004, 12:40
Ezechiel to taki ryzyk-fizyk :lol:

Ezechiel
05-09-2004, 12:45
Niekoniecznie.

Ryzyk- fizyk to aktuariusz.

Ja mam być (podbno) specjlaistą konwersji energii. Czekolada, dla tego kto mi powie, co można po tym robić, poza byciem nauczycielem.

Kriss40
05-09-2004, 13:06
Niekoniecznie.

Ryzyk- fizyk to aktuariusz.

Ja mam być (podbno) specjlaistą konwersji energii. Czekolada, dla tego kto mi powie, co można po tym robić, poza byciem nauczycielem.

:D No jak to co?
Albo konwersować energię, albo energetyzować konwersję... :D

Pozdrawiam

Anka
05-09-2004, 13:11
Wszystko.
Przykład 1. http://newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=4682

Odwagi młodzieńcze.

Ezechiel
05-09-2004, 17:10
Dziekujem baldzo plosze Panstwstwa. Taki mały fizyk jak ja bardzo chętnie zajmie się np. obsługą turbin w elektrowni na Solinie. No, ale to dopiero za jakieś 3, 4 latka.

Snurf
06-09-2004, 00:54
Wszystko już tu napisane, nie ma co dodać do waszych rozważań... Zauroczyłem się samotnie na Caryńskiej ale czuję że chcę to jeszcze komuś pokazać...I to jest piękne dlatego popieram chodzenie w parze, ekipą niekoniecznie...A już utwierdza mnie fakt gdy znajoma sobie skręciła nogę na szlaku i były kłopoty...Nie mówiąc o niewypałach ale to już inna historia którą kiedyś zapewne opowiem ;)

brodek
08-09-2004, 01:32
Moim zdnaiem to nic strasznego pod warunkiem ze zna sie swoje możliwośći i swój organizm bardzo dobrze, trzeba mies jeszcze ze soba przynajmniej tel. komórkowy tak na wszelki wypadek, oraz żeby trasa nie byla zle opracowana, najlepiej samemu chodzi sie chyba po znanym szlaku. Samotność na szlaku jest bardzo czasem potrzebna jak samemu sie w gory idzie to jest dopiero coś... ale nie zbyt często.... :) Kiedyś Bukowe tak przeszedłem poznalem bardzo miła dziewczyne na Tarnicy potem... :)

Zbyszek13
08-09-2004, 09:28
Mozna i grupowo, mozna i samotnie.
Obie formy przetrenowalem i latem i zima i jesienia.

Ale to calkiem inne doswiadczenie, jak przez caly dzien wedrowki nie widac nawet jednego czlowieka w zasiegu wzroku (nawet uzywajac lornetki) !

Zbyszek13
08-09-2004, 09:36
Dodatek !

Samotnosc w Bieszczadach (czy gdziekolwiek) z komórka w kieszeni ???
To drodzy mlodzi koledzy i kolezanki po prostu dowcip !

Wam to samotnosc sie zaczyna dopiero jak wychodzicie z zasiegu :^)
Albo akumulator padnie na pysk :^))
Ew. super komóra nie wytrzymala zwyklego, deszczowego bieszczadzkiego dzionka :^)))

Ech ten XXI wiek w XIX-ych Bieszczadach !

Herme$
10-09-2004, 20:31
Dlatego właśnie doceniam góry jesienią. W zasadzie nie ma już stonki, ludzi (głównie młodych) którzy nie mają czasu nawet spojrzeć na Bieszczady, bowiem wciąż myslami są w swojej szarej codzienności.
Pamietam turystę, który na szcycie Giewontu cierpliwie tłumaczył komuś przez komórkę, że nie może załatwić mu jakieś urzedowej sprawy
Dzięki Bogu bieszczady takie jeszcze nie są i oby nigdy nie były

Samotność mędrców mistrzyni.
Adam Mickiewicz

T.B.
10-09-2004, 23:01
Samotność mędrców mistrzyni.
Adam Mickiewicz
Po którym dziecku to powiedział? :?

naive
12-09-2004, 00:05
W Bieszczadach jestem kompletnym nowicjuszem. Jeśli ma sie odrobine rozsądku to nic tu nie grozi. Lubię chodzić sam, w sierpniu gdy koło 8-mej wyjdzie z Wołosatego to mozna kogoś spotkać w okolicach Halicza czyli za 3 godziny. Chodząc samemu nie oznacza że nie można nawet troche pogawedzić, przeciez tam to normalne iż rozmawiają ze sobą ludzie którzy wcześniej nigdy się nie widzieli a potem pewnie też nie spotkają.

skuter28
12-09-2004, 23:13
Lubię pobyć sam ale tylko przez kilka godzin.Jestem człekim stadnym i poznawanie nowych ludzi to dla mnie ogromna przyjemność.Jeśli ktoś zatwardziale twierdzi że jest urodzonym samotnikiem, to co robi na czacie czy na forum????? Czy nie przychodzi po to aby pobyć z ludźmi??

sprzysiezony
14-09-2004, 08:21
"Kiedy się szumem,tłumem,gwarem
ludzkie skupiska ustokrotnią
Najdroższym na świecie towarem
będzie Samotność...."
J.Kofta

......taka,na szlaku też,tak myślę....

naive
14-09-2004, 12:13
Z dyskusji wynika iż utożsamia się pojęcia "sam" i "samotnie". Jesłi idę na szlak sam to nie znaczyu że samotnie. Bo przecież spotykamy takich samych jak my , rozmawiamy, pytamy albo odpowiadamy. Ja chodzę sam ale jakoś nie czuję się samotny na szlaku.
Dla takiedo nowicjusza jak ja wędrowanie w pojedynkę ma tę zaletę iż można sobie regulować tempo marszu i częstotliwośc odpoczynkowych przystanków.
Ja lubie być sam z tym wszystkim co mnie otacza, co nie oznacza by nawet obecność innych osób mi w tym przeszkadzała.

Kamila777
14-09-2004, 20:04
Sam wobec Absoluta??? No, to już nie te czasy, chyba nie dałabym rady... :lol:

a_o_s
15-09-2004, 14:47
chyba jednak sam.
choc zgodze sie z przed,przedmowca, ze tak naprawde to nie jest sie samemu, bo dookola pelno roznych ziomali sie kreci :) a o schronisku juz nie wspomne.
ale to chyba o to chodzi, zeby koniec dnia spedzic w gronie przyjaznych osob, podzielic sie wszystkimi cudami ktore sie widzialo, napic wspolnie piwa [opcjonalnie herbaty] przkasic jakis paprykarz, czy chinszczyzne.

ale ja mam taka uwage.
jak sie idzie z grupa znajomych, to tez mozna byc samemu. prawie cala droge mozna przejsc nie odezwawszy sie do nikogo - co wiecej - zachowujac duzy rezerwuar przestrzeni wkolo siebie. jestes hero, zasuwasz z przodu, chcesz wolniej, zostajesz za calym peletonem.

niemniej jednak przychodzi taki dzien, albo pojawiaja sie takie osoby, ktorym by sie chcialo pokazac te wszystkie cuda wczesniej samemu zaobserowane pokazac...
:)

Monika
21-09-2004, 12:31
niemniej jednak przychodzi taki dzien, albo pojawiaja sie takie osoby, ktorym by sie chcialo pokazac te wszystkie cuda wczesniej samemu zaobserowane pokazac...
:)
:D :D :D
podpisuje sie wszystkimi lapkami :D

Baldhead
22-09-2004, 19:35
wyprawami w Bieszczady jest jak z seksem. Początkujący-samemu, średnio zaawansowani-parami a starzy wyjadacze-grupowo.

Herme$
22-09-2004, 22:21
Cóż... Porównanie poniekąd ciekawe, chociaż widzę zasadniczą różnicę. W Bieszczadach możesz spotkać niedżwiedzia :lol:

Kriss40
22-09-2004, 22:32
wyprawami w Bieszczady jest jak z seksem. Początkujący-samemu, średnio zaawansowani-parami a starzy wyjadacze-grupowo.

:lol: Czy aby jednak nie jest dokładnie na odwrót? Z seksem zresztą też... hehe...
Pozdrawiam (muszę to dokładnie przemyśleć)

Baldhead
23-09-2004, 19:45
Ja to napisałem na podstawie własnych dośw... przemyśleń.

krajanka
23-09-2004, 21:43
wyprawami w Bieszczady jest jak z seksem. Początkujący-samemu, średnio zaawansowani-parami a starzy wyjadacze-grupowo.


to ze mną i z wyprawami górskimi jest jakoś odwrotnie...hmmm... czyżby cóś było nie tak???;-))))))
pozdrawiam:-)

Baldhead
23-09-2004, 22:48
Zboczenia są różne i wszystkie są piękne.

Doktor
23-09-2004, 22:56
Zboczenia są różne i wszystkie są piękne

Byle nie zboczenia ze szlaku.

knovak
24-09-2004, 14:53
Zboczenia są różne i wszystkie są piękne

Byle nie zboczenia ze szlaku.

Zboczony = zagubiony na szlaku inaczej
:mrgreen:

simi50pl
29-09-2004, 20:20
Witam!

Pozwolę sobie na cytat słów piosenki wylansowanej, swego czasu, przez Stana Borysa (a może wtedy jeszcze występował jako Stanisław Guzek?) - ludzie mojej daty z pewnością pamiętają:

"Miałem namiot swój w Bieszczadach,
namiot nieba, stado gwiazd,
pasłem gwiazdy me w dolinie, ja i pies mój wiatr.
Przychodzili święci z nikąd
wiatr na butach kładł mi łeb,
i dzieliłem między świętych chleb,
księżyca chleb ..."

Piękny hymn na cześć samotności w górach, prawda?

Pozdrawiam

długi
29-09-2004, 22:27
Ja to napisałem na podstawie własnych dośw... przemyśleń

Hłe, hłe hłe :lol:
samochwała w kącie stała :wink:
Długi

Ezechiel
09-10-2005, 00:29
Na skutek pięknie skręconej nogi plany wreśniowe splotły się z poprawką. Na każdy egzamin zamiast notatek brałem przewodnik. W domu powiesiłem mapę. Ludzie zaczęli się na mnie dziwnie patrzeć.

Cóż Bieszczady alienują, nawet, gdy jesteś z nimi sam na sam.

Jeśli chodzi o rekordy. Ja dopiero po 2 tygodniach samotnego chodzenia zacząłem rozmawiać z butami. Gdy idzie się granicznym, aż do końca (marzeń) to pomaga.

Ponieważ zaś młodzieńcza głupota towarzysząca zakłądaniu tematu nieco przyszchła, przeto powtórzę. Na samodzielne wyrypy idźcie tylko, gdy znacie swój organizm, teren i warunki. Nawet przy tych założeniach weźcie ze sobą komórkę.

Ponieważ zaś młodzieńcza głupota nie ustępuje zbyt łatwo przeto powiem : Najpiękniej milczy się we dwoje.

Nika
09-10-2005, 11:23
Samotne wyprawy w Bieszczady pozwalaja mi glebiej zatopic sie we wszystko to co dookola. Dwa razy jechalam w towarzystwie i tez bylo bardzo milo. Szlismy w duzych odstepach od siebie ale na tyle bliskich aby sie w razie czego uslyszec. Ale nie widzielismy sie, nie prowadzilismy my roznmow na szlaku. jakbym szla sama a czulam sie pewnie ze gdyby co....

Teraz w Bieszczadach coraz trudniej zreszta o samotnosc na szlaku....tylu ludzi wokol. Ale jak juz jestem na Wetlinskiej to zamykam sie na ten szum a otwieram na gory iw wedruje....wedruje...wedruje.....

Malenki_Aniolek
09-10-2005, 12:39
Chociałam w góry zawsze z moją drużyną (ok 20 osób) jednak w te wakacje gdy szlismy Szerokim Wierchem i ja z powodu swojej słabej wytrzymałości zostałam z tyłu poczułam się jak w niebie... Cudownie jest iść jakby samemu ale wiedzieć że w pewnym momencie spotka się swoich przyjaciół...
Chciałabym w przyszłym roku powędrować z moją Siostra...

Nika
09-10-2005, 12:58
Cudownie jest iść jakby samemu ale wiedzieć że w pewnym momencie spotka się swoich przyjaciół...


Dokladnie.....sam a nie sam. Czas na wtopienie sie w gory i wszystko dookola a poten na piwko z tymi. ktorych kochasz :-)

lucyna
10-10-2005, 14:16
Przedwczoraj musiałam sama wracać fragmentem szlaku niebieskiego. Z polanki w dół do Wołosatego. To było przerażające. Czułam się strasznie. Byłam sama i czułam sie szalenie samotna. Już nie potrafie być sama w górach.

zbyszekj
10-10-2005, 15:21
Zawsze chodzę samotnie to mi pomaga przeżywać piękno przyrody, można porozmyślać nad sensem życia, nie trzeba się spieszyć. Można nocować tam gdzie wypadnie bez narzuconych ram, czy programu. Przeszedłem wszystkie góry w Polsce a także sporo za granicą dlatego uważam że samotne wędrowanie to olbrzymia przyjemność, nikt nie przeszkadza, nie rozprasza można delektować się przyrodą. Oczywiście jest druga strona medalu czyli bezpieczeństwo, ale to każdy wybiera jak będzie wędrował. Mimo wszystko wolę samotność. Chociaż poznałem ciekawych ludzi z którymi mi się fajnie wędruje poznajemy nowe góry ale po powrocie uciekam do swoich cichych zakątków gdzie jestem sam bo mi to bardziej odpowiada.

wojtekbieszczad
23-10-2005, 20:51
..już nie pamiętam jak to jest, gdy się po górach, czy po lesie chodzi nie - sam....
..chociaż - zdarzył się taki jeden dzień - dokładnie tydzień temu i jeden dzień - że się łaziło nie - samemu :) na Rawki i dalej - miło..

..samotność w górach - nie da się tego opisać, czas płynie - samopas..
..najważniejsze w tym wątku jest chyba jednak to, co niewypowiedziane..

..hej..

wojtekbieszczad
23-10-2005, 21:12
..no i jeszcze kawałek jednego dnia na Caryńskiej - kilka dni temu)

Anyczka20
23-10-2005, 22:00
..chociaż - zdarzył się taki jeden dzień - dokładnie tydzień temu i jeden dzień - że się łaziło nie - samemu na Rawki i dalej - miło..

No pewnie że miło... :lol: :lol:..bo głównie chodzi o to żeby czuć obecność drugiej osoby, bez zbędnych słów...tak jest najfajniej..nie "kłapać cały czas gębą" :wink: ... choć sam na sam z górami....jak najbardziej :mrgreen: :lol: :D

wojtekbieszczad
23-10-2005, 22:27
.bo głównie chodzi o to żeby czuć
...:)

..właśnie o tym nie napisałem.)

joorg
24-10-2005, 01:03
najważniejsze w tym wątku jest chyba jednak to, co niewypowiedziane
Wojtek .. ładnie i z "głęboką " myślą to napisałeś, warte zastanowienia.. a ile treści tu jest ...

wojtekbieszczad
24-10-2005, 01:07
..a... tych myśli czasem mam już dość..nie zawsze ładne..
...iść przed siebie)