PDA

Zobacz pełną wersję : Udostępnienie odcinka granicz. p.Bukowska -Kińczyk-Opołonek



zbyszekj
18-10-2004, 21:32
Prawdziwi Bieszczadnicy pewno byli na tym szlaku. Jest on przepiękny. Czy nie warto było by spróbować żeby dyrekcja parku otworzyła ten szlak dla turystów np. pod opieką pracownika parku lub przewodnika co o tym myślicie. Szlak p.Bukowska-Kińczyk-Opołonek-Sianki jest szlakiem wymagającym. Czas przejścia to około10 godzin jak śpi się w Negrylowie.

irek
18-10-2004, 21:51
Mysle ze udostepnienie nawet zwykle bez pracownika parku nie wywola tam duzego ruchu turystycznego ze wzgledu jak napisales bardzo duze odleglosci i stopien trudnosci. Pewnie byl by tam ruch jak na odcinku Rabia Skala - Rawki. Choc sporo ludzi pewnie szlo by na Kinczyk z przel Bukowskiej i sie wracalo. Mysle ze warto udostepniac jak najwiecej miejsc odciazy to troche zadeptywane "kultowe miejsca"

pyton
19-10-2004, 00:28
>>>>dyrekcja parku otworzyła ten szlak dla turystów np. pod opieką pracownika parku lub przewodnika co o tym myślicie<<<<
jak znam życie tylko za dodatkową słoną opłatą...oczywiście zamawiane pół roku wcześniej podaniem ze 150 znaczkami skarbowymi, opłata za rozpatrzenie wniosku, za wysłanie negatywnej odpowiedzi....
marnie to widzę. albo na dziko albo dobre układy w BdPNie i jeszcze zezwolenie od Straży Granicznej...

rob
19-10-2004, 02:20
pomysł całkiem niezły ale wiadomo nieralny. wiemy ze te rejony to jedne z najdzikszych miejsc nie tylko BdPN ale i Polski. Druga sprawa to bliskość granicy państwa i UE, a wiemy "że poruszanie sie w obrębie pasa granicznego bez zezwolenia i zgody SG surowo zabronione". Można się tez zastanowić jak to wpłynie na przyrode. podejrzewam jednak że ruch byłby napewno wiekszy niz Rabia - Rawki z bardzo prostego wzgledu - widoki i zgdazam sie ztym ze wiekszość wskakiwała by na kinczyk i z powrotem.
pomysł jak najbardziej jednak mi sie podoba.
pozdrawiam.

irek
19-10-2004, 09:04
Druga sprawa to bliskość granicy państwa i UE, a wiemy "że poruszanie sie w obrębie pasa granicznego bez zezwolenia i zgody SG surowo zabronione".

EEE to chyba nie z tej epoki haslo, poza parkiem mozna sobie chodzic przy granicy UA do woli tylko trzeba miec ze soba dokumenty w razie kontroli. Chyba ze sie myle ale juz nie raz maszerowalem granica i nie mialem z tego powodu zadnych nieprzyjemnosci.

Piotr
19-10-2004, 10:00
Prawdziwi Bieszczadnicy pewno byli na tym szlaku. Jest on przepiękny. Czy nie warto było by spróbować żeby dyrekcja parku otworzyła ten szlak dla turystów np. pod opieką pracownika parku lub przewodnika co o tym myślicie
A ile trzeba zapłacić, żeby zostać prawdziwym (o, pardon: Prawdziwym) Bieszczadnikiem? Nie mogłem się powstrzymać.
Każdy pomysł jest dobry, jesli Park szuka pieniędzy. Tylko nie wiem czy ten post to agitacja czy pytanie. Jeśli Park planuje coś takiego zrobić, to zrobi to - i jak zwykle nikogo nie będzie się pytał o zdanie, chyba, że dla stwarzania pozorow. I odwrotnie - jeśliby turyści chcieli cos wywalczyć, co nie jest w smak Parkowi, to szans żadnych nie mają. Więc po co to pytanie. Albo raczej w czyim imieniu pytasz? BdpN, przewodników? Z ciekawości???
Na mój chłopski rozum, to przedmówcy mają racje - znakomita wiekszość wracałaby się z Kińczyka. Nie chce mi sie wierzyć, że niedzielni turyści szli by do schronu n/Negrylowym (i jeszcze tam spali - chyba, że w ramach lokalnej atrakcji). Natomiast ci.-jak to zwiesz - prawdziwi turyści, raczej by z tego nie korzystali. Bo i na co im przewodnik? Do czego? Jest wiele innych długich szlaków w Bieszczadach i turyści sobie z nimi radzą, na tym by tez nie zginęli. Jeśli Park chce coś takiego wprowadzić,to moze ma to sens pod katem wycieczek,chociaż prowadzić tam "autobusy" to profanacja ;) Pojedynczy turysta z przewodnikiem nie pójdzie, bo raz że go nie będzie stać, dwa że przewodnikowi sie nie opłaci. A opłaty pewnie byłyby słone. No i przewodnik licencjonowany przez BdPN, a jakże. Pomysł nie jest zły,ale odnoszę sie do niego sceptycznie - jest to oferta raczej dla większych, zorganizowanych grup. Wtedy ma to sens. Jeśli przysporzy do BdPN dodatkowych pieniędzy, to niech jest - trzeba szukać dochodów gdzie się da. Na marginsie dodam tylko, że o ile dobrze pamietam, to było już kilka akcji, aby udostepnić (wyznakować) inny szlak: Z Halicza do Bukowca (tym bardziej że tam "droga" jest). Nie długi, nie męczący, nie po granicy, nie wymagał przewodnika. I jak była odpowiedź? No, to chyba jasne jaka.

Piotr
19-10-2004, 10:29
Jeszcze o jednym zapomniałem: o ile dobrze odczytuję przepisy, to na tym terenie grupy może prowadzić wyłacznie przewodnik I klasy, a to z tej przyczyny, że tam nie ma szlaków, a do prowadzenia grup poza szlakiem nie są uprawnieni przewodnicy klasy II i III. A ilu jest przewodników kl.I na tym terenie, to pewnie wiesz.

zbyszekj
19-10-2004, 15:14
wasze wypowiedzi przebija sceptycyzm, ja rzuciłem problem do dyskusji, bo warto, nie wiem kto z was przeszedł ten odcinek, ja tam byłem i wiem że warto, a co do dyrekcji, to wiadomo że trudno się z nią negocjuje jakiekolwiek ingerencje w park a tam rzeczywiście można poczuć się jak prawdziwy wyrypiarz, a widoki są przepiękne, a poza tym ukraińcy mają wyznakowany szlak z przełęczy Użockiej na Kińczyk Bukowski i im jakoś to nie przeszkadza, ja myślałem o turystach indywidualnych a nie o masówkach. Zresztą w tamten rejon niewielu ludzi się zapuści chyba że tacy którzy nie mają zielonego pojęcia o chodzeniu po górach, i wydaje się im że mogą wszystko, rejon górnego Sanu jest przepiękny i warto go chronić, ale mądrze tak żeby ci którzy chcą zobaczyć dzikie Bieszczady mogli to zrobić. Na przejście obecnie nie jest potrzebne zezwolenie Straży Granicznej, wystarczy zezwolenie BPN a Straż Graniczną się powiadamia o przejściu, na dzień dzisiejszy nie potrzeba zezwolenia SG.

Jaro
19-10-2004, 20:15
jako, ze zapewne wiekszosc na Opolonku nie byla, zapraszam do zapoznania sie z relacja Zbyszka z wyprawy do najdalej wysunietego na poludnie skrawka Polski http://bieszczady.prv.pl

Doczu
19-10-2004, 20:19
Ja tam jestem za udostępnieniem tego odcinka. Bardzo chętnie przeszedłbym sobie tamtędy bez obawy, że mnie ktoś bedzie ścigał, legitymował itp.
Ciekaw jestem czy się kiedyś doczekam.
A tak na marginesie, zapytam, czy ktoś, kto tamtędy szedł spotkał na stokach zbieraczy runa ? Pod Tarnicą i na stokach Szerokiego spotkaliśmy ostatnio kilkunastu zbieraczy :/

Henek
19-10-2004, 22:14
...I pomyśleć , że w latach 30-stych ubiegłego stulecia wytyczony został ten szlak (Sianki - Dukla ) a teraz wracamy do tego co już dawno było.

zbyszekj
20-10-2004, 08:33
A nie myślićie drodzy internauci że jest to sprawa warta zachodu. takich przepięknych terenów i tak dzikich już za bardzo nie ma, dlatego warto spróbować, czas pokaże co się da zrobić na razie można korzystać z szlaku ukraińskiego uprzednio przekroczywszy granicę w Krościenku następnie dojechać do Sianek i w góry. Zeby to nie było nudne to na dni następne polecam najwyższy szyt bieszczadów Pikuj.

Zosia samosia
20-10-2004, 09:41
Doczu, niech Cie nie dziwi obecnośc zbieraczy runa na stokach Tarnicy i Szerokiego Wierchu. Nie wiem jak jest w tym roku, ale w poprzednim były dyrektor BPN-u wydał zgodę na zbieranie jagód i innych takich tam na terenie parku.Myslę, ze jego następca byc może postapił podobnie. Spowodowane było to tym, że część mieszkańców bieszczadzkich wiosek żyje w bardzo trudnych warunkach i dochody ze sprzedaży runa stanowią sporą część ich budżetów domowych. Oowiadał nam o tym późną jesienią mieszkaniec Smereka spotkany na Jaśle - sam zresztą szedł zbierać bukowine, czy nie wiem jak to sie fachowo nazywa, żeby później to sprzedać.
Dlatego podobnie mogło byc i w tym roku.
A co do stoków Kinczyka Bukowskiego, Połoniny Bukowskiej, Opołonka to zbieraczy tam raczej nie spotkasz.
I nie jest potrzebne zezwolenie ze Straży Granicznej wystarczy zgłosic wyjście, podając dokładne dane osób. A mowienie iż "jest to pilnie strzeżona granica UE " wydaje sie mocno przesadzone. pozdrawiami zapraszam relacja na Bieszczady.prv.pl

Doczu
20-10-2004, 09:48
sam zresztą szedł zbierać bukowine, czy nie wiem jak to sie fachowo nazywa, żeby później to sprzedać.

A czego to owoce/nasiona ? Buka ?

zbyszekj
20-10-2004, 10:03
drogi doczu mieniąc się bieszczadnikiem powinieneś wiedzieć że bukowina to nie piosenka chociaż taka istnieje ani też region górski ale po prostu nasiona buka nazywane potocznie a zbiera się je dla zarobku

zbyszekj
20-10-2004, 10:11
Zosia samosia wie co mówi ma już trochę kilometrów w nogach po bieszczadzkich bezdrożach, a co do szczelnej granicy z ukrainą to mam mieszane uczucia, ale ważne że można chodzić po Bieszczadach i cały czas odkrywać ich zaskakujące miejsca, dzikie ostępy, i miejsca gdzie niewielu ludzi było to są całe uroki Bieszczadów i warto o tym pamiętać

naive
20-10-2004, 14:24
Udostępnienie nowych miejsc na terenie parku wynika z planu ochrony parku. Same szlaki obejmujące te miesca wyznacza dyrektor parku . W obecnym stanie prawnym nie jest możliwe pobieranie na wstęp do parku wiekszej opłaty niż 6 zł. Nie ma też mozliwości by dyrektor udzielał indywidualnych zgód na poruszanie się poza szlakami , z wyjątkiem badań naukowych itp. Więc utworzenie nowego szkalu w jakimś sensie dla np. zasobnych w gotówkę nie w chodzi w grę. Oczywiście nawet obecnie istnieją dokumenty w których jest zapisane ile osób jednorazowo może przebywać w miejscu udostępnionym do zwiedzania, problem jest tylko w egzekwowaniu tych zapisów a raczej braku takiego egzekwowania. Gdyby został wyznaczony szlak Połoniną Bukowską i północnym stokiem Kińczyka / sam szczyt to zdaje się już Ukraina/ , nie było by żadnych przeciwskazań by każdy mógł po tym szlaku się poruszać / chodzi o 15-sto metrowy pas drogi granicznej bo poza tym pasem obowiazują takie same przepisy jak i 10 km od granicy/. Temat Opołonka ciągle wraca. Nie wydaje mi się by celowe byłoby robienie tam szlaku, przecież miejsc podobnych jest wiele, więc tam niech pozostanie tak jak jest. Co do zbioru jagóg dla ścisłości dodam, że dyrektor parku może wyznaczyć miejsca gdzie jest to dozwolone / dla wszystkich a nie dla określonych osób/. Natomiast nie wydaje mi się by tak masowo takie miejsca wyznaczano. O ile ma to sens w rejonach objętych tzw. ochroną czynną ,to nie wydaje mi się by trzeba było się na to godzić na Bukowym Berdzie czy powyżej granicy lasu na Połoninie Caryńskiej.

Zosia samosia
20-10-2004, 21:51
miejsc podobnych jest wiele????????? Jestes tego pewien???? hmmmm......
Jagody... nie ja to wymysliłam, opowiadał mieszkaniec Smereka, tak było w ubiegłym roku, nie wiem jak teraz i nie od nas to zależy, ale podobno mozna je było zbierac i na Tarnicy i na Połoninach.

Opolonek jest jedyny i niepowtarzalny juz chocby z tego powodu, ze jest to najbardziej wysunięty........itd. -:) i chocby z tego powodu tak kusi, ale rzecz prosta, że nie kazdy musi tam być.

Konar
20-10-2004, 22:26
Nie każdy musi ale większość by chciał i to bardzo :?

zbyszekj
21-10-2004, 00:30
Nic prostszego tylko postarać się przejść ten odcinek, życzę powodzenia, a może od strony Ukrainy, wszystkie chwyty dozwolone.

Konar
21-10-2004, 18:31
Nic prostszego tylko postarać się przejść ten odcinek, życzę powodzenia, a może od strony Ukrainy, wszystkie chwyty dozwolone.
i liczyc na łut szczęścia albo wyciągać z kieszeni grube pieniadze na mandat i miec grube nieprzyjemnosci - oczywiscie chodzi o polska strone

zbyszekj
21-10-2004, 22:03
Są dwie możliwości: jedna to staranie się o zezwolenie w dyrekcji BPN ale to może okazać się trudne, natomiast druga możliwość to wyjście na Opołonek od strony przełęczy Użockiej . Ukraińcy poprowadzili szlak na Kińczyk Bukowski z przełęczy Użockiej, w okolicy zródeł Sanu prowadzi granicą i pokrywa się z ścieżką którą idzie się w rejonie granicy, chcąc przejść ten odcinek ze strony polskiej. Polecam wejście od strony ukraińskiej, nie jest wtedy potrzebne zezwolenie BPN a przy okazji można zwiedzić Sianki po stronie Ukraińskiej. A planując dłuższy pobyt przy okazji można wejść na Pikuj.

irek
21-10-2004, 22:37
Od strony ukrainskiej tez moze byc problem bo ukrainska straz granicznie nie puszcza na ten szlak polakow (chyba ze sie cos zmienilo od mojego pobytu tam). W BdPN ciezko o zezwolenie, ale jak bedziecie tu tak klepac o takiej mozliwosci i cala polska zacznie wydzwaniac i slac maile do BdPN w sprawie zezwolen to juz napewno bedzie trudno je uzyskac.

naive
21-10-2004, 22:42
Od strony ukrainskiej tez moze byc problem bo ukrainska straz granicznie nie puszcza na ten szlak polakow (chyba ze sie cos zmienilo od mojego pobytu tam). W BdPN ciezko o zezwolenie, ale jak bedziecie tu tak klepac o takiej mozliwosci i cala polska zacznie wydzwaniac i slac maile do BdPN w sprawie zezwolen to juz napewno bedzie trudno je uzyskac.
Stanowisko BdPN jest jasne i znane od dawna, wynika z obowiazujacego prawa.
http://www.oie.bdpn.pl/tur_poza_szlakiem.html

Doczu
22-10-2004, 16:34
drogi doczu mieniąc się bieszczadnikiem powinieneś wiedzieć że bukowina to nie piosenka chociaż taka istnieje ani też region górski ale po prostu nasiona buka nazywane potocznie a zbiera się je dla zarobku
Drogi zbyszkuj - bieszczadnikiem nie jam się mianował, a skrypcik tego forum, i doskonale zdaje sobie sprawę, że daaaaleko mi jeszcze do tego abym mógł się tak "tytułować"
Co zaś do nasion buka aka "bukowiny" nie miałem zielonego pojęcia, że ktoś to sprzedaje :shock:
Sam lubie je zbierać, i zjadam, ale żeby to ktoś sprzedawał, to nie słyszałem, stąd moje pytanie.

zbyszekj
22-10-2004, 18:10
drogi doczu nie miałem zamiaru Cię pouczać ani być złośliwym ani też nie chciałem zebyś poczuł się obrażony, natomiast w Bieszczadach zbiera się różne rzeczy jak jagody , grzyby ,szyszki ,świerkowe, buczynę, na sprzedasz albo na własne potrzeby
a tak na marginesie to ostatnio w Bieszczadach spotkałem mnóstwo podgrzybków i kurek pozdrowienia

zbyszekj
22-10-2004, 18:11
drogi doczu nie miałem zamiaru Cię pouczać ani być złośliwym ani też nie chciałem zebyś poczuł się obrażony, natomiast w Bieszczadach zbiera się różne rzeczy jak jagody , grzyby ,szyszki ,świerkowe, buczynę, na sprzedasz albo na własne potrzeby
a tak na marginesie to ostatnio w Bieszczadach spotkałem mnóstwo podgrzybków i kurek pozdrowienia

Doczu
23-10-2004, 09:49
Ależ ja nie mam nic przeciwko pouczaniu. Chętnie się dowiem na jakie potrzeby zbierają szyszki świerkowe, oraz buczynę, choć to drugie, to pewnie do spozycia, bo smaczne, ale te szyszki ? Co z szyszek moga zrobić , poza watpliwej jakości pamiatkami ?

długi
23-10-2004, 09:58
Na nasiona.
Część żołędzi podobno brały zoologiczne ogrody dla dzików, dla urozmaicenia diety.
Lasy się sieje, sadzi, się pieli, opryskuje, i się rżnie, takie gospodarstwo rolne, tylko żniwa rozciągnięte w czasie
Długi

Doczu
23-10-2004, 19:12
Na nasiona.
Część żołędzi podobno brały zoologiczne ogrody dla dzików, dla urozmaicenia diety.
Lasy się sieje, sadzi, się pieli, opryskuje, i się rżnie, takie gospodarstwo rolne, tylko żniwa rozciągnięte w czasie
Łeeee - myślałem że jakies przetwory się z tego robi, lub spozywa bezpośrednio.
Ja tam lubie nasiona buka. Smakują jak orzechy.

zbyszekj
26-10-2004, 11:33
Poruszyłem ten problem ponieważ uważam że warto o tym podyskutować, ale jako o problemie a nie o szczegółach technicznych, czy to z przewodnikiem czy wyznakować po prostu szlak i od przełeczy Bukowskiej połaczyć go z szlakiem niebieskim z Sianek. To są sprawy techniczne, ale ja uważam że takie miejsca jak rejon Opołonka , Kińczyka Bukowskiego powinny być udostępnione dla turystów którzy chcą zwiedzać Bieszczady, nie za okien autokarów czy samochodów ale pieszo, poobcować z przyrodą bieszczadzką, zobaczyc miejsca tak ciche i trudno dostępne jak dolina Górnego Sanu i Opołonek. A co do ilości to dotrze tam znikoma ilość osób i na pewno nie wycieczki zorganizowane. Na dzień dzisiejszy Ukraińcy jeszcze nie wpuszczają Polaków na szlak P. Użocka Kińczyk Bukowski ale z tego co wiem zainteresowanie jest tak duże wejścia od strony ukraińskiej ze rozważają oni udostepnienie tego szlaku, oczywiście może to potrwac jeszcze sporo czasu ale trzeba się uzbroić w cierpliwość.
pozdrawiam

knovak
27-10-2004, 17:38
drogi doczu mieniąc się bieszczadnikiem powinieneś wiedzieć że bukowina to nie piosenka chociaż taka istnieje ani też region górski ale po prostu nasiona buka nazywane potocznie a zbiera się je dla zarobku
No, gdybyś tylko nie pomylił bukowiny z bukwią to byłoby prawie OK :wink:
"Bukowina" to w gwarach ludów karpackich regiony porośnięte lasem bukowym.
"Buczyna" to zbiorowisko leśne z przewagą buka na średniożyznych glebach brunatnych (w Karpatach "buczyna karpacka", na Kaszubach i innych częściach niżu - "buczyna pomorska").
Zaś owoce buka to "bukiew", przysmak wszystkich dzików, wiewiórek i innych stworów - także dwunożnych (prażona jest pyszna!).

Żebro
28-10-2004, 10:13
Gdybyś konovak przeczytał temat to byś wiedział że to nie buczyna czy też bukowina jest tu wazne, czytasz wybiórczo posty i czepiasz się słówek wypowiedz się lepiej co myslisz o szlaku, zarejestrowałem się niedawno i trochę czasu zajęło mi przeczytanie częsci postów i odniosłem wrażenie że w części tematów zamiast zająć stanowisko to wyszukuje się błędy i wytyka się je autorowi, a przecież chyba na tym forum nie o to chodzi, ale dosyć bo ja też odbiegłem od tematu, jak napisał zbyszekj szlak p. Bukowska - Sianki uważam za sprawę ważna , powinien zostać wyznakowany, co do tego BPN to wiadomo że nie bardzo się na to zgodzi ale trzeba spróbować, w jednym z postów przeczytałem ze w Kampinowskim Parku istnieje stowarzyszenie przy parku i ktoś rzucił hasło czy w BPN nie mozna by takiego stowarzyszenia zalożyć, niech ten co o tym pomyślał/bo nie chce mi się na nowo przeszukiwać postow/ napisze to jako osobny temat i można podyskutować.Majac takie stowarzyszenie można wtedy dyskutowac z dyrekcją parku o np. otwarciu nowych szlaków.
pozdrawiam

Żebro
28-10-2004, 10:48
Znalazłem trochę czasu i pogrzebałem w postach: Stały Bywalec rzucił tą propozycje zeby utworzyć Towarzystwo Miłośników Bieszczadzkiego Parku Narodowego, prośba to twój pomysł umieść go jako temat nowego postu.
pozdrawiam

Kaleń
28-10-2004, 22:29
Witam!

Opołonek to jest to co rzeczywiście najbardziej wciąga w tę naszą (i unijną) topograficzną "ślepą kiszkę". Przepraszam za to nieeleganckie porównanie, tak jakoś mi się to skojarzyło naprędce. Nie dotarłem tam jeszcze i jestem jak najbardziej za udostępnieniem tego tajemniczego zakątka. Cóż z tego kiedy te nasze dywagacje to tylko takie gadanie "sobie a muzom". Należałoby temu zagadnieniu nadać bieg oficjalny skierowany do jakichś decydentów to wtedy byłyby jakieś szanse, tylko do kogo? ...

A propos
owoce buka to "bukiew", przysmak wszystkich dzików, wiewiórek i innych stworów - także dwunożnych (prażona jest pyszna!). Czy ktoś wie jak się przyrządza prażoną bukowinę?

Pozdrawiam!

naive
28-10-2004, 23:00
Stowarzyszenie miłośników BdPN ma sens, ale nie aż takich "milośników" by każdy fragment parku ogądać z bliska. W tej chwili układ szlaków jest taki iz praktycznie można obejrzeć chociaż z daleka prawie wszystkie zakątki. Obecny układ szlaków - co jest pochodną miejsc udostępnionych dla turystów - wynika ze starego planu ochrony BdPN bodaj z 1997 r. Zgodnie z nową ustawą o ochronie przyrody także nowy plan ochrony musi byc opracowany bodaj w ciągu 5 lat, z tym nie przypuszczam by generalne założenia uległy zmianom. Po przyjęciu nowego planu będzie on obowiązujący przez 20 lat. Czyli teraz jest ten czas gdy jakieś zmiany są mozliwe. Ja osobiście uważam że nie ma jakichś specjalnych potrzeb zmieniać zasadniczo tego co jest obecnie. Park powinien pozostac takim terenem gdzie będą stale znaczne ograniczenia dla turystów. Natomiast napewno jest wiele do zrobienia by przynajmniej taka sieć dobrze oznakowanych szlaków jak na terenie BdPN, powstała na tych fragmentach Bieszczadów, które do parku nie należą.

knovak
29-10-2004, 11:16
Gdybyś konovak przeczytał temat to byś wiedział że to nie buczyna czy też bukowina jest tu wazne,

Gdybyś zauważył znaczek :wink: to byś pewnie tego nie napisał :roll:

A co do szlaku Kińczyk - Opołonek: nie dalej jak półtora miesiąca temu napisałem w imieniu mojego klubu stosowne pismo do dyrekcji BdPN z prośbą o zgodę na przejście tej trasy dla 2 osób, po dwóch dniach otrzymałem pozytywną odpowiedź. Na miejscu glejt został odebrany, krótki spacer do strażnicy SG po pieczątkę i poszli w Góry. Więc można.


A propos - ja bukiew wrzucam na patelnię i grzeję. Tak żeby nie spalić tylko uprażyć. Osłonki stają się kruche a w środku robią się "mniam" :mrgreen:. Podawać z solą!

Kaleń
29-10-2004, 20:11
ja bukiew wrzucam na patelnię i grzeję. Tak żeby nie spalić tylko uprażyć. Osłonki stają się kruche a w środku robią się "mniam" :mrgreen:. Podawać z solą!

Dzięki za podpowiedź. Za parę dni zrobię pierwszą próbę - pozdrawiam! :D

naive
30-10-2004, 14:17
A co do szlaku Kińczyk - Opołonek: nie dalej jak półtora miesiąca temu napisałem w imieniu mojego klubu stosowne pismo do dyrekcji BdPN z prośbą o zgodę na przejście tej trasy dla 2 osób, po dwóch dniach otrzymałem pozytywną odpowiedź. Na miejscu glejt został odebrany, krótki spacer do strażnicy SG po pieczątkę i poszli w Góry. Więc można.
A to ciekawe, bo jesli uważnie przeczytałem ustawę o ochronie przyrody to poza szlakami w celu zwiedzania nie może chodzić nikt, nawet pracownik parku. Poza szlakami można chodzić gdy jest to uzasadnione celami ochronnymi lub naukowymi najogólniej mówiąc. To powiedz nam czym uzasadniłeś potrzebe przejścia na Opołonek ?

Piotr
30-10-2004, 14:44
gdy jest to uzasadnione celami ochronnymi lub naukowymi najogólniej mówiąc. To powiedz nam czym uzasadniłeś potrzebe przejścia na Opołonek ?
Ci co dostają zgodę, uzasadniają to zazwyczaj właśnie celami naukowymi, a to jest dosyć szerokie.

zbyszekj
30-10-2004, 14:59
A więc jednak można dostać zezwolenie, mamy namacalny dowód że jednak BPN daje takowe, prośba do konovaka o opis szlaku w miarę dokładny, i jak by były fotki to super na mój prv lub informacja to podam Ci adres poczty internetowej. Ja wracam do tematu czy warto wyznakowac ten szlak i jakie są możliwości uzyskania na to zgody BPN, jak będę miał trochę wolnego to zajrzę do Ustrzyk Górnych do dyrekcji i spróbuję się zorientować w tej sprawie u dyrektora Komornickiego.

Zosia samosia
30-10-2004, 22:08
he he he he

Piotr
30-10-2004, 22:11
he he he he
A może jakieś rozwinięcie?

Jaro
30-10-2004, 22:40
A może jakieś rozwinięcie?
przeciez wszystko jest: wstep

he
rozwinieicie

he he
i zakonczenie

he:D

naive
31-10-2004, 09:55
Post Zosi jest świetnym zwięńczeniem tej naszej dyskusji - bo jak inaczej pogodzić ochronę przyrody z umiłowaniem chodzenia po BdPN tam gdzie kto ma ochotę. I korzystania z każdej okazji by omijać zakazy ustanowione w celu ochrony przyrody.

Stały Bywalec
31-10-2004, 12:29
Ten śmiech Zosi Samosi, a w zasadzie Martyny, był bardzo zmysłowy.
:roll:

Jaro
31-10-2004, 15:21
Ten śmiech Zosi Samosi, a w zasadzie Martyny, był bardzo zmysłowy.

nie tylko glos ma zmyslowy ;)

knovak
01-11-2004, 09:13
Ponieważ byłem tylko "siłą sprawczą" tego glejtu a nie jego odbiorcą/użytkownikiem, nie mam jak udostępnić fotek.
Sam cel wyprawy był nie tyle naukowy co - rzekłbym - krajoznawczy/dokumentacyjny/edukacyjny - dla lokalnego periodyku (wydawanego społecznie!) zajmującego się edukacją ekologiczną. Warto mieć też poparcie jakiejś instytucji zajmującej się ochroną przyrody, no i samemu robić coś w tym kierunku (np. szkolenie i działalność dawnych SOP i obecnych spolecznych opiekunów przyrody, warsztaty ekologiczne dla dzieków, projektowanie czy pomoc w budowie ścieżek przyrodniczych - tematów jest wiele. - no i umieć to wykazać i uzasadnić...)
Stąd pomysł i jego realizacja.

Natomiast rzeczywiście pisemko typu "chcielibyśmy się przejść bo tam jest ładnie i nie byliśmy, pozwólcie" nie ma moim zdaniem szans.

dziabka1
10-11-2004, 00:43
Uważam, że jest jeden podstawowy problem - szłam tamtędy w lipcu i nie otworzyłabym go. Ze względu na przyrodę - widzieliśmy przy ścieżce pięknie kwitnące lilie złotogłów. Czy uważacie, że byłyby takie, gdyby go wyznakowali? Poza tym czułam się tam tak, jak musieli czuć się pierwsi wizytujący Bieszczady. Kińczyk to już przedsmak Bieszczadów Ukriańskich. Czasem zamykam oczy i jestem tam znów....
I utwierdzam się w przekonaniu, że tego szlaku udostępnić nie wolno!

Pozdrawiam

madziabka

manio
10-11-2004, 00:58
he he to takie życiowe "ja byłam widziałam ale innym wara" podobnie mówił Kali z "Pustyni i w puszcy" Zdecyduj się tylko dla Ciebie czy dla innych też???

Derty
10-11-2004, 12:20
Cześć :)
Nie mam czasu aby śledzić wszystkie posty w tym wątku więc napisze co myślę na temat szlaku na Kińczyk, a jeśli powtarzam cudzą argumentację, to znak, że nie jestem sam i dobrze...
Tak więc:
- PN został powołany do ochrony walorów przyrodniczych danego terenu
- walory przyrodnicze są zagrożone przez ludzi (przede wszystkim)
- PN wyznacza i wpisuje do planu ochrony tereny najcenniejsze, a także wyznacza sieć szlaków tak, aby uwzględnić racje przyrody, autochtonicznej gospodarki i turystyki
- naciski kogokolwiek na zmianę sposobu ochrony cennych terenów nie odniosą skutku o ile na takie zmiany nie wyrazi zgody Rada Naukowa PN-u, Derektor PN-u, miejscowy konserwator przyrody, minister środowiska
- ten system zapór ma służyć powstrzymywaniu gigantycznej fali ludzi, która zalałaby i bezpowrotnie zniszczyła owe chronione walory
- przeciętny turysta nie musi się znać na walorach, jeżeli nie chce, ale musi uznać, że zakazy są i ma się do nich stosować. Ba, musi wiedzieć choćby tyle, że obecność turystów jest zjawiskiem silnie zaburzającym ekosystemy przyrodnicze, choć pozornie nie widać tego ze ścieżki, którą idzie.
- nasze marzenia, by zdobyć jeszcze jeden wierzchołek w np. BdPN-ie są z punktu widzenia ochrony przyrody niebezpieczne dla tejże przyrody, bo w konsekwencji walka o ich urzeczywistnienie prowadzi na dłuższą metę do zniesienia zbawiennych dla przyrody zakazów
- jeżeli mam się uważać za miłośnika jakiegoś regionu, to uznam również i to, że jakaś część tego obszaru jest dla mnie zamknięta z powodów, o których wcale nie muszę wiedzieć, a przynajmniej wiem tylko tyle, że służą temu regionowi
- jeżeli nie uznaję takich restrykcji ochronnych, to tym samym przestaję należeć do grona wielbicieli, a zaczynam podpadać pod kategorię egoistycznych eksploatatorów tego terenu.

I wcale nie trzeba uważać przy tym wszystkim, że ślepo podporządkowuję się zakazom. Jeśli chcę to mogę powiększać swoją wiedzę o tym dlaczego gdzieś coś zamknięto dla mych szacownych stóp i zauważyć być może, że racje 'ochroniarskie' rzeczywiście istniały.
Nie jestem zwolennikiem (i derekcja BdPN-u też, jak sądzę) nadmiernej restrykcyjności w stosowaniu zakazów. W końcu na Kinczyk, jak kto chce, to pozwoleństwo dostanie.
Moim zdaniem wydawanie pozwoleń jest rozsądną formą kontroli ruchu turystycznego w tym obszarze Parku. Nie widzę też żadnego powodu, dla którego PN powinien otwierać tam szlak turystyczny. Zjawisko stonki istnieje - dlaczego ma ona panoszyć się wszędzie?

Apel końcowy:
Masyw Kińczyka i kilka szczytów w okolicy Tarnicy, to jedyne połoninne wierzchołki w polskich Biesach, po których nie drepcą tabuny ludzi. W imię właśnie naszej miłości do gór przestańmy się dopominać o zmianę tego stanu rzeczy....

zbyszekj
10-11-2004, 13:19
W związku z tym że to ja byłem sprawcą tego tematu kilka słów wyjaśnienia, otóż szlak na Kińczyk Bukowski jest wyznakowany, nie po stronie polskiej ale po stronie ukraińskiej i Ukraińcy tam chodzą i chodzi ich dosyć sporo, więc nie jest to rejon zamknięty, o czym świadczą kosze na śmieci na przełęczy Beskid Żydowski. Niestety Ukraińcy nie wpuszczają tam Polaków. Ukraińcy mają wyznakowany szlak i wcale im to nie przeszkadza. Natomiast jestem za kontrolą ilości przejść tym szlakiem. Ciekawe rozwiązania zastosowali Słowacy niektóre szlaki dopuszczają okresowo i to mogło by być jakieś rozwiązanie. . Nie uważam że rejon doliny Górnego Sanu byłby przez to zadeptany , a składa na to się wiele czynników, trudny dojazd, dalekie odległości do marszu i.t.d. Szlak ten udostępniłby najciekawsze rejony doliny Górnego Sanu i otaczających szczytów. Nie zniszczyłby przyrody bo ścieżka jest wydeptana co świadczy że ludzie i tak tam chodzą z zezwoleniami czy też bez. Od szlaku ukraińskiego do polskiego na punkcie widokowy jest odległość około 1200 metrów i także prowadzi tam wydeptana ścieżka. Należy ludziom pokazywać przyrodę ale w mądry sposób, a nie zamykać , nie dopuszczać turystów, zamykać coraz to większe obszary parków narodowych. Parki powstały nie tylko dla ochrony ale także aby pokazywać przyrodę, i udostępniać ją dla chętnych którzy chcą ją zobaczyć. Możecie się ze mną nie zgadzać ale takie jest moje zdanie.

naive
10-11-2004, 14:48
W całości zgadzam sie ze stanowiskiem Dertego. W chwili obecnej szlaki przechodzą przez praktycznie wszystkie najatrakcyjniejsze szczyty Bieszczadów Wysokich. Z powodu rozdeptania kilka lat temu zamknieto szlak na Kopę Bukowską i grzbietem Krzemienia. Obszar o którym mówimy jest największym fragmentem BdPN nie objętym szlakami turystycznymi. Takie obszary muszą być i my musimy sie z tym pogodzić. I nie powinno być od tego żadnych odstepstw, bo dyrektor nie może wydawać indywidualnych zezwoleń na chodzenie poza szlakami w celach turystycznych. Oczywiście ścieżka wydeptana na Kińczyk jest i będzie, przecież to granica więc SG tam pewnie czasem bywa.

Derty
10-11-2004, 15:05
Należy ludziom pokazywać przyrodę ale w mądry sposób, a nie zamykać , nie dopuszczać turystów, zamykać coraz to większe obszary parków narodowych. Parki powstały nie tylko dla ochrony ale także aby pokazywać przyrodę, i udostępniać ją dla chętnych którzy chcą ją zobaczyć.

A więc nie dasz się przekonać, że pewne rejony należy zamknąć całkowicie, bo wg Ciebie trzeba przyrodę pokazać. Skoro zrobiłeś założenie, że nie dasz się przekonać, to pewnie nikt Cię nie przekona? :) Trudno. I dlatego są takie zapisy w ustawie o ochronie przyrody i innych dotyczących tematu, aby nie musieć wciąż dyskutować z argumentem: uważamy, że należy pokazywać, wpuszczać, a reszta nas nie obchodzi. Nie pamiętam czy przytoczyłem tu, na Forum, opowieść o Kominiarskim Wierchu. Ale powtórzę ją. Był sobie szlak i była wzrastająca presja tłumów na przyrodę tego miejsca. Wreszcie unikatowe zespoły roślinne zaczęły znikać (znikatowe się zrobiły? :) ), rozdeptany grunt rozorała erozja, wyniosły się gniazdujące tam rzadkie ptaki. W pewnym momencie szlak zamknięto, żeby ratować nędzne resztki tego, co pozostało po wizytach tabunów. Żałuję i ja, że nie mogę tam wejść ale nie wchodzę w imię dotrzymania wierności pewnym zasadom. Pamiętam, że koronnym argumentem przeciwników tej decyzji Dyrektora były takie same hasła: Park nie spełnia swych funkcji dydaktycznych! On ma edukować! Pokazywać! Pytanie tylko, co miałby pokazywać za lat ileś, gdyby teraz nie przerwał tysiącznych procesji turystów. Chyba tylko izbę pamięci...
Piszesz, że są jakieś ścieżki, że Ukraińcy wpuszczają. To nie są argumenty za tym, że i my mamy wpuszczać. Bo jeśli Ukraińcom zwisa (mają w końcu tych połonin bez liku), to nam ma zwisac też? I w ogóle dlaczego mamy przykład brać od gorszego? Bo zapewne wiesz, że ich prawo o ochronie przyrody a nasze, ich podejście do kwestii a nasze, to są dwa różne światy. I z dumą możemy powiedzieć, że dalej zaszliśmy w tej dziedzinie niż nasi sąsiedzi zza Sanu.
Jeszcze raz: jeżeli nie wejdę na jakiś szczyt w jakichś górach, to nic mi się nie stanie. Jeżeli ja wejdę, to wejdą inni i w łeb weźmie pewna idea, którą cywilizowane narody przyjęły, a nie odrzuciły. Coś to znaczy chyba?

Michał
10-11-2004, 17:40
Nie cytuję tu nikogo - sam fakt, że zabieram głos powala mnie na kolana.

Ludzie !!!!!!!!!!!!!!!
Skąd Wyście wyjeb ali takie pierdoły!!!!!

Na mózg Wam się rzuca?!!

O rany - jakie to szczecho, że de facto nie ma mnie na tym forum

bardzo miłe pozdra dla wszystkich miłośników przyrody

Żebro
10-11-2004, 19:16
zdaje się że powaliło cię ale na głowę, jak nie masz nic do powiedzenia to się nie mieszaj do tej dyskusji, takie głupowate odzywki nie pasują do kogoś kto napisał tyle postów chyba że wszystki są takie jak ten poniżej

--------------------------------------------------------------------------------

Nie cytuję tu nikogo - sam fakt, że zabieram głos powala mnie na kolana.

Ludzie !!!!!!!!!!!!!!!
Skąd Wyście wyjeb ali takie pierdoły!!!!!

Na mózg Wam się rzuca?!!

Zosia samosia
10-11-2004, 21:57
fotke lilii złotogłów chętnie przeslę na prv bo mam kłopoty z tym forum. I dalej mi sie chce smiac z tego wszystkiego. Nie chcem się powtarzac, ale muszę. :D:D:D he he he. Ludzie!!! Bieszczady były, są i będą i mało jest prawdopodobne że ktoś "WAM" je zadepcze. Tak samo jak nikt za naszego życia nie zadepta Tatr, Alp, Pirenejów, Apeninów, Himalajów i innych gór. Ojoj..... chyba tyle ja, i nie chodzi mi o udostepnienie lub nie tego kawałka, chodzi mi o całkiem cos innego co tylko tak na marginesie tego wątka sie nasuwa

Michał
11-11-2004, 00:22
zdaje się że powaliło cię ale na głowę, ............

Gościu! nie podrywaj tyłka jeżeli wygodnie Ci się na nim siedzi. Ilość postów ma tu gówniane znaczenie.Lepiej rusz mózgownicą zanim Ci się zatnie totalnie.

Gwoli Twojej informacji - Bieszczady promują ludzie nie związani z nimi. Stachu jedynie nie pasuje pod tą formułkę. Promują i jednocześnie niszczą - niszczą, bo przedstawianie słodziutkich obrazków tego rejonu kreuje mit za mitem. Ale zapewne i tak nie skumasz o co mi biega. Nie mają racji niektórzy (Zosia_Samosia szczególnie) - nie ostaną się Bieszczady jeno skały, trochę drzew i smród. Już ich nie ma i skomlenie o udostępnienie pewnych fragmentów parku jest głupie z wielu powodów.
Nie mam czasu ani ochoty chandryczyć się z Tobą - życie i częste pobyty w Bieszczadach zapewne otworzą Ci oczka.

Sorki za złośliwości
i pozdrowienia

Zosia samosia
11-11-2004, 09:34
" [...] To wszystko jest prawda.Ale prawdy jest więcej.Całej prawdy nie znam. Kto zna, niech powie. Bo ja jej nie znam. Ja jestem tylko prawdomówny. Ale całej prawdy nie znam. Nawet w te dni, nawet w te boskie dni nie przyszło mi nigdy na myśl, że znam całą prawdę. Nigdy mi się to nie zdarzyło. Więc mówiąc prawde i tylko prawdę, całej prawdy powiedziec nie mogę, bo jej nie znam i nie mogę znać. I chyba nigdy sie nie dowiem. Mówię, co wiem.[...]"

I to nie zosia samosia, ale PAN Edward Stachura, prosze Pana Filozofa. Wyluzować!!!!

he he he he

Żebro
11-11-2004, 10:35
chamstwem odpowiada się na chamstwo drogi pisarzu i w tym kontekście napisałem ten post a o Bieszczady się nie martw nic im nie będzie, chyba że zrobią to tacy jak ty, a Ci co kochają Bieszczady zawsze będą dbać o nie. Ty natomiast w bardzo chamski sposób i bez argumentów próbujesz cokolwiek napisać. Tak więc zastanów się nad sobą i nad tym co piszesz i w jakiej formie.

Aleksandra
11-11-2004, 13:38
Drogi Żebro -
poczytaj troche archiwum, ale tak bez szuflatkowania odrazu osób
- naprawde nie warto, ograniczać się do pierwszego wrażenia :wink:

pozdawiam
Aleksandra

zbyszekj
12-11-2004, 12:42
któtka informacja szlak o którym wspomniałeś zamknięto w 1987 roku ponieważ osiedliła się tam para orłów. Dlatego Rejon Kominiarskiego Wierchu został zamknięty. A wracając do tematu są za i przeciw udostępnianiu nowych miejsc w parkach narodowych zawsze są zwolennicy i przeciwnicy tego typu rozwiązań. Ale nadal uwżam że są takie możliwości. I należy je wykorzystać. To by było na tyle.
pozdrowienia

chudybolek
13-11-2004, 00:08
na pewno ciagnie nas wszystkich na Kińczyk i Opołonek ale są otwarte szlaki na Pikuj i na całą Połoninę Bukowską i tam jest wspaniale Tam jest ok. 25 km pooniny do przejścia. Tam jeszcze nie parku.

misiekjakub
05-04-2005, 14:25
Widę, że od listopada nikt tu nic nie pisał, dyskusja w temacie zdaje się osiągnęła emocjonalny zenit i umarła... Przeczytałem cały wątek i parę rzeczy na klawiaturę mi się ciśnie. Nie chcę niczego odnosić personalnie do moich przedmówców, ale niektóre argumenty są dla mnie śmieszne. Odcinek przelęcz Bukowska - Sianki jest po polskiej stronie zamknięty dla ruchu turystycznego w imię ochrony przyrody, i ktoś na tym forum w imię tej ochrony wywodził, jakie szkody może wywołać w tej przyrodzie pojawiający się tam turysta. A ja zapytam - a jakie szkody może tam wywołać starżnik SG na terenowym motocyklu? Bo że jeżdżą po Połoninie Bukowskiej, to sam na własne oczy widziałem. Widzialem też lilię zlotogłów na odcinku Rabia Skala - Kremenaros, o ile dobrze kojarzę to kajś w okolicy przełęczy pod Czerteżem. Oba "widzenia" miałem w lipcu 2003. Lilii było sporo, i tuż koło ścieżki którą biegnie szklak. Poza tym, twierdzenie że my chronimy lepiej bo nie wpuszczamy ruchu turystycznego tam, gdzie wpuszczają Ukraińcy jestteoretycznie logiczne - bo poziom ochrony formalnie jest wyższy. no ale z drugiej strony (w przenośni i dosłownie) chodzą tam turyści i wywierają (w teorii lub w praktyce - dla cełow tego wywodu to akurat wszystko jedno) określony a destrukcyjny wpływ na pzryrodę. Sytuacja trochę mi przypomina wspomnienia jednego faceta z czasów wojny, który aby nie chodzić boso nosił wyrzucone przez kogoś buty bez podeszew. To tak, jakby statek mia tylko jedną burtę, a my wierzylibyśmy, że nie zatonie... Myslę, że sytuacja kiedy część (zapewne najmniejsza) chodzi na dziko, część wymyśla różne badania naukowe by móc tam legalnie dotrzeć a część (zapewne największa) tylko wzdycha bo chciałaby a nie może jest w jakiś sposób chora.

lucyna
07-04-2005, 11:30
Istnieje możliwość zwiedzenia tego odcinka. Szkolenia dla przewodników odbywały sie tam kilkakrotnie. Są otwarte, więc bez problemu można wejść na Opołonek. Rozumiem i w pełni podzielam stanowisko BdPN. Przykre, ale prawdziwe. W ub. roku widziałam miotły zrobione z cisa sprzedawane na targu( cis pochodził najprawdopodobniej z rezerwatu w Serednicy), panią wyrywającą lilie złotogłów w rezerwacie Sobień, kobiety pozyskujące pełnika europejskiego koło schroniska na Wetlińskiej, faceta próbującego zabić żmiję w dolinie Caryńskiego. Przykłady możana mnożyc. Jakokolwiek interwencja powoduje atak wścieklości. Nie mówię o ordynarnym śmieceniu.

misiekjakub
07-04-2005, 13:33
lucyna
Rozumiem Cię i zgadzam się z Twoim zdaniem odnośnie wymienionych przez Ciebie, hmmm...nazwijmy to bardzo oględnie patologii. Ale powtórzę, że moim zdaniem patrząc trzeźwo sytuacja jest chora, skoro w imię ochrony przyrody nie wpuszcza się turystów, a wpuszcza SG na KTM-ach, nie wspominając już o otwarciu dla ruchu turystycznego po stronie ukraińskiej. Czy to nie schizofrena?
Osobiście uważam, że akura tten odcinek powinien być dostępny turystycznie, ale pod badrzo rygorystycznymi ograniczeniami; turysta udający się tam musiałby spełniać pewne wymogi. Wiem, góry są takim miejscem, gdzie doświadcza się wolności i równości wszystkich, którzy po nich chodzą i jest to bardzo ważne. Ale popatrzcie - na przykładzie tego właśnie odcinka widac, że równość jest teoretyczna: niektórzy mogą tam wejść legalnie, a inni takiej szansy nie mają. Czy nie lepiej ustanowić jakieś obiektywne kryteria dla wszystkich? Tak aby turysta był syty i przyroda cała?

naive
07-04-2005, 14:19
Ale powtórzę, że moim zdaniem patrząc trzeźwo sytuacja jest chora, skoro w imię ochrony przyrody nie wpuszcza się turystów, a wpuszcza SG na KTM-ach,
Zapominasz że SG jest tam nie dla przyjemności, takie mają zadania. Przeciez poza szlakami poruszają się też pracownicy BdPN, jak trzeba to na dodatek Policja, Straż Pożarna, GOPR. Tych różnych służb jest kilka osób na tydzień, więc są tam prawie niezauważalni. Gdy dodasz do tego kilkudziesięciu turystów dziennie, to różnica jest gołym okiem widoczna. Dodam że nie ma prawnej możliwości by można było utworzyć szlaki dla osób o jakichś specjalnych kwalifikacjach. Porównywanie SG i turystów to akurat nie są obiektywne kryteria.

misiekjakub
07-04-2005, 14:58
naive
Nie całkiem mnie zrozumialeś :( . Ja wcale nie porównuję SG z turystami i nie proponuję równych kryteriów " dla różnych służb i turystów. Patrzę natomiast od strony wpływu ich obecności na przyrodę. Doskonale wiem, że SG nie jest tam dla przyjemności, wiem jednak również że jeżdżą na motocyklach po Połoninie Bukowskiej. Nie wiem "ile razy na tydzień", bo nie prowadziłem takich obserwacji - ale w dniu, kiedy to widziałem, to było dwa razy w ciągu godziny. Poza tym w Krakowie, gdzie mieszkam, mogę obserwować efekty jazdy po ziemnych ścieżkach na terenowym motocyklu. I zaprawdę powiadam Ci - jeden crossowy motor robi większe szkody niźl inawet kilkunastu turystów, zdziera darń i calą warstwę gleby. Różnica jest rzeczywiście gołym okiem widoczna. Bez obrazy :) . Pisząc o równych kryteriach miałem na myśli ustawienie wysokiej poprzeczki, tak aby w efekcie mogli tam trafić tylko ludzie legitymujący się pewnym doświadczeniem górskim i nabytą wraz z tym doświadczeniem kulturą obcowania z górami. A co do przepisów - prawo nie jest niezmienne, bo prawo jest dla ludzi, a nie ludzie dla prawa. Jestem za tym, aby w takie miejsca, które i tak są penetrowane przez człowieka - z różnych przyczyn, także turystycznych - był możliwy dostęp, ale żeby to była wyższa szkoła jazdy. Moze np. tylko dla posiadaczy małej złotej GOT i przewodników (i oczywiście służb...)? To oczywi ście tylko przykład. I żeby była jasnosć: nie jestem za udostępnianiem wszystkiego, uważam że np. dolina Moczarnego powinna pozostać zamknięta. Ale zamykanie grzbietu granicznego od przeł. Bukowskiej po Sianki z naszej strony granicy jest dla mnie o tyle nielogiczne, że po stronie ukraińskiej przez większą cześc tej trasy wiedzie znakowany szlak turystyczny. Co to za ochrona, skoro tą samą ścieżką którą ( w iimię ochrony) nie można chodzić z naszej strony graicy, a można chodzić z drugiej? Powtarzam - moim zdaniem to schizofrenia, a nie ochrona.

Robert Szukała
10-04-2005, 01:03
Najmilsi „Bieszczadnicy”, twardziele, elita, mieszczuchy, „równa wiara”, mniej lub bardziej uprawnieni i inni jakkolwiek nazywający się.
Dobrze, że MisiekJakub ożywił ten temat.
Pomyślmy..... Jeśli dajmy na to jakiś piękny i chroniony jak diabli orzeł zdecyduje się zbudować sobie gniazdo np. na „Carycy” to co???... Mam rozumieć, że już nigdy tam nie wejdziemy, ani ja , ani żaden z szanownych „forumowiczów”, bo szlak turystyczny zostanie zamknięty tak jak w 87r. w rejonie Kominiarskiego ???... :shock:
Tak jak wy, kocham przyrodę ale nie dajmy się zwariować...
Ta przyroda pod każdą postacią potrafi sobie radzić lepiej niż myślimy.
A skoro o myśleniu to porównanie polskiej strony granicy rzekomo chronionej i ukraińskiej dostępnej dla turystów do statku o jednej burcie uważam za wyjątkowo trafne.
Otwarcie szlaku z przeł. Bukowskiej do Sianek ?... Jestem ZA...
Mała sugestia: Ktoś chyba pytał jak na tym może zarobić BdPN ?...
Nocleg w schronie w Negrylowie mógłby nie należeć do tanich i dodatkowa opłata mogłaby być w to wliczona. Odstraszałaby też te „walące tłumy”, w które swoją drogą nie wierzę. Przeciwny natomiast jestem by „biletem wstępu” była jakaś odznaka turystyczna. :?:
Chyba, że macie inne pomysły....
Pozdrawiam. Robson

długi
11-04-2005, 10:08
Jeżeli na Caryńskiej zagnieździ się orzeł przedni, nie jakiś tam orzeł, to oczywiście szlak należy zamknąć. Ale bądź spokojny, to nie jego biotyp. Ale już Dwernik Kamień, Magura Stuposiańska, okolice Bukowego Berda..
Poza tym orzeł przedni jest na wyginięciu, więc raczej problem pomału sam się rozwiązuje (z niewielką naszą pomocą).
Długi

lucyna
11-04-2005, 10:22
Oczywiście, że należałoby w wypadku zagnieżdżenia się orła na carycy zamknąć szlaki. Jeżeli zaś chodzi o przejścia graniczne. Proponuję zbyś pojechał na przejście w Krościenku. Jaki turysta ma szanse dostać sie szybko na Ukrainę? W kolejce przemytników musi czekac kilka godzin. Sądzę, że podobnie zachowywałyby się mrówki na przejściu turystycznym.

Derty
11-04-2005, 12:03
Hej :)

JEŻELI GODZIMY SIĘ NA ISTNIENIE SYSTEMU OCHRONY PRZYRODY, TO PRZESTAŃMY WRESZCIE Z TYM SYSTEMEM WALCZYĆ. BO TO JEST PRAWDZIWA SCHIZOFRENIA

Sprawa rejonu Kińczyka i Opołonka jest podobna do sytuacji w wielu innych zamkniętych dla ruchu turystycznego rejonach wzdłuż granicy RP we wszystkich przygranicznych PN-ach. Wszędzie prawo wstępu mają pogranicznicy, TOPR, GOPR i dziesięć innych uprzywilejowanych służb. Na dodatek często też z drugiej strony granicy biegnie szlak wytyczony przez władze tamejszego państwa. Ale to nie są argumenty za udostępnieniem tych terenów przez władze polskich PN-ów. Bo PN ma zadania ochronne i je realizuje tak jak może. To, że nie może dogadać się ze Słowakami czy Ukraińcami w kwestii ruchu po granicy, to nie dowód, że ruch ten należy tam koniecznie zwiększyć. To, że SG rozjeżdża ścieżki na Szlaku Granicznym, to nie argument za tym, żeby tam jeszcze doładować tłumy turystów z polskiej strony. Proszę zauważyć, że zwiększenie ruchu turystycznego w takich miejscach zwiększy częstotliwość przejazdów motorów SG po tych trasach, bo konieczne będzie nasilenie kontroli. Polski turysta potrafi więc natychmiast wzrośnie liczba nielegalnych biwaków, zacznie się trzebienie buków na ogniska, upiększanie okolic szlaków odchodami, pakami po chipsach, puchami po piwku.
A co do kryteriów przyzwlania na wstęp na taki spec-szlak. Znam przypadki ludzi z nie wiadomo jakimi odznakami PTTK, którzy doskonale sobie radzą z zasadami 'kulturalnego turysty' w dowolnym miejscu, nie tylko w PN-ach. Mają je w d... Więc proszę mi nie wmawiać, że jakieś plakiety na piersi są gwarancją, że tereny wokół Kińczyka nie zamienią się w chlew. Zamienią się, tylko może nieco wolniej.
I jeszcze jedno - wg dyrektywy EU, jeżeli gdzieś pojawi się gniazdująca para ptaków wymagająca do jej ochrony pewnego skrawka terenu jako otuliny ochronnej, to zarządzający terenem będzie musiał ustanowić tę strefę nawet kosztem zamknięcia szlaku. Do tego są zmuszone nawet LP w lasach gospodarczych, a co dopiero PN-y. Nie pamiętam, które to ptaki z Dyrektywy Ptasiej gniazdują w Polsce lecz pewnie to nie tylko orzeł ale i wszystkie sowy i ileś tam innych drapieżnych. Im wszystkim próbujecie pokazać gest Kozakiewicza szanowni turyści 'kwalifikowani', nawołując do otwierania zamkniętych terenów PN-ów.
Mamy tu po prostu przykład, jak działa egoizm człowieka w podejściu do Natury. Użyje wszelkich argumentów, żeby tylko przekonać o konieczności wprowadzenia rozwiązań takich, jakie jemu pasują. Uznajmy choć raz racje ochroniarzy i może nawet wesprzyjmy je np listem do SG o wyłączenie z odwiedzin rejonu Kińczyka strażników na motorach. Dziesiątki lat mogli tam pilnować na piechotę, to nic nie przeszkadza, żeby dalej tak robili.
Może zacznijmy pytać dlaczego Ukraińska strona wpuszcza ludzi tam, gdzie polska chce chronić? I co zrobiła Dyrekcja BdPN w tej sprawie?

1. PS: Niezmienność prawa chroniącego coś tak obcego ludziom, jak przyroda, jest niestety konieczna, bo wszelka zmienność będzie prowadziła do eksterminacji Natury. Każda kolejna manipulacja przy ustawie o ochronie przyrody prowadziła do rozluźnienia rygorów systemu ochrony.
2. PS: Gdyby przyroda radziła sobie zawsze i w każdych warunkach, to nie powstawałyby Czerwone Listy gatunków zagrożonych wymarciem, nie mielibyśmy 'ślicznych' Sudetów, nie oglądali martwych okolic fabryk, usychających od wyziewów i z braku wody lasów, nie patrzyli jak rodzimą florę wypiera jakiś zawleczony gatunek chwasta itd.

misiekjakub
11-04-2005, 18:44
Wsadzając kij w mrowisko wiedziałem, że go tam wsadzam, ale nie myślałem że wywołam aż takie emocje. Aż się poczułem "niebiesolubny" :shock:

wracając do tak zwanego adremu albo merituma. Derty, zgadzam się z pierwszą cześcią (akapitem) Twojego posta. To znaczy tak naprawdę z tym drugim akapitem, bo w pierwszym na mnie nakrzyczałeś boldem i capslokiem.
Cieszy mnie, że dostrzegasz problemy związane z obecnością czlowieka na tym odcinku parku i granicy a nie argumentujesz na zasadzie "PN to obszar chroniony i szlus".


A co do kryteriów przyzwlania na wstęp na taki spec-szlak. Znam przypadki ludzi z nie wiadomo jakimi odznakami PTTK, którzy doskonale sobie radzą z zasadami 'kulturalnego turysty' w dowolnym miejscu, nie tylko w PN-ach. Mają je w d... Więc proszę mi nie wmawiać, że jakieś plakiety na piersi są gwarancją, że tereny wokół Kińczyka nie zamienią się w chlew.
Wcale nie twierdzę, że koniecznie GOT ma być glejtem. To był tylko pomysł, przyklad. Jeżeli był zły, to mówię - OK, zastanówmy się nad czymś lepszym. Zastanówmy się, bo zwracam uwagę że problem jest aktualny np. w kontekście ograniczenia ruchu turystycznego na najbardziej uczęszczanych szlakach, żeby daleko nie szukać np. na Tarnicy. Pragnę (i pragnąłem) zwrócić uwagę, że pomiędzy otwarciem na full volume (tak jak teraz na wszystkich szlakach) a pełnym zamknięciem (tak jak teraz np. na Krzemieniu cz Smereku, czy Połoninie Bukowskiej) jest pewne spektrum możliwości. Czy koniecznie musi to być system "wszystko albo nic"?

Mamy tu po prostu przykład, jak działa egoizm człowieka w podejściu do Natury. Użyje wszelkich argumentów, żeby tylko przekonać o konieczności wprowadzenia rozwiązań takich, jakie jemu pasują. Uznajmy choć raz racje ochroniarzy i może nawet wesprzyjmy je np listem do SG o wyłączenie z odwiedzin rejonu Kińczyka strażników na motorach. Dziesiątki lat mogli tam pilnować na piechotę, to nic nie przeszkadza, żeby dalej tak robili.
Co do egoizmu - każdy człowiek jest trochę egoistyczny, jedni mniej inni więcej, ale wydaje mi się że na postawienie mnie pod pręgierz w roli klasycznego przykładu to sobie nie zasłużyłem. Uwypukliłem pewne fakty nie w imię uzyskania prawa do "wsadzenia wszędzie ryja", jak to ciekawskie ludzie mają w zwyczaju, ale miedzy innymi w imię ochrony przyrody -> pod listem do SG w sprawie motocykli podpiszę się obiema rękami. Natomiast - przepraszam, bijcie mnie jeśli chcecie - uważam, że przyrodę należy chronić przed ludźmi, ale i dla ludzi, a nie tylko dla niej samej. Dodam, że poglądy - podobnie jak i prawo - są dla człowieka, więc gotówem je zmienic, jeśli itoś mnie przekona rzeczowymi argumentami do takiego właśnie (tj. polegającego na zamykaniu absolutnym) sposobu ochrony przyrody.
Podsumowywując - uważam, że "inkryminowany" odcinek powinien być dostępny dla turystów. W taki sposób, by nie było tam tłumów, tak by turysta był tylko "niemal niewidocznym" gościem. Wiem, że to trudne do osiągnięcia, ale wierzę że możliwe.
P.S.
Derty
Cieszy mnie, że dostrzegleś problemy związane z ochroną przyrody na omawianym terenie, a nie załlatwiłeś sprawy hasłem - zamknęliśmy, PN, ochrona, koniec. To tę jednostronność ochrony nazwałem schizofrenią.

długi
12-04-2005, 13:29
Natomiast - przepraszam, bijcie mnie jeśli chcecie - uważam, że przyrodę należy chronić przed ludźmi, ale i dla ludzi, a nie tylko dla niej samej. Dodam, że poglądy - podobnie jak i prawo - są dla człowieka, więc gotówem je zmienic, jeśli itoś mnie przekona rzeczowymi argumentami do takiego właśnie (tj. polegającego na zamykaniu absolutnym) sposobu ochrony przyrody.

I tu można dorzucić kamyczek ekologiczny. Sama obecność człowieka, nawet dyskretna, zmienia środowisko naturalne. Jednym żyjątkom to szkodzi bardziej, innym mniej. Część tej przyrody przystosowywuje się do nowych warunków i nawet dobrze się rozwija, czasem za dobrze. Ale część obecności człowieka nie znosi i ginie. Czasem ginie bezpośrednio - zabity przez człowieka jak tur, czasem pośrednio, z powodu braku spokoju w miejscu lęgowym - orzeł przedni. Osobiście nie chciałbym przykładać ręki do wyginięcia rysia czy orła przedniego, choć niektórzy twierdzą, że brak tura nie spowodował katastrofy ekologicznej, to i brak orła przedniego i kilku innych dużych drapiezników nie spowoduje. A zostanie więcej dla myśliwych - patrz wilki.
Tym bardziej, że przyroda źle znosi puste miejsca i np. orzeł bielik się rozprzestrzenia.
A nie wspomniałem o botanice, muchach, grzybkach, mchach i porostach. Nie wiem co na to powie wojsiłka i jętka.
W ochronie przyrody już dawno zdano sobię sprawę, że utrzymanie dużych obszarów w naturalnym, niezmienionym stanie jest bardzo trudne i kosztowne. Problem dotyczy nie tylko fragmentu Bieszczadów, lecz Puszczy Białowieskiej, doliny Biebrzy itd itp.
Dla potrzeb badawczych dobrze jest mieć jakieś ekosystemy pierwotne. Już teraz nie jest możliwe badanie zachowań wilka, bo jest ono zdeterminowane obecnością człowieka i jego działalnością - owce.
I do tego między innymi służą Parki Narodowe. Z jednej strony ochrona dla ludzi, aby mogli zbaczyć piękny kawałek przyrody, z drugiej strony ochrona przed ludźmi, by zachować przynajmniej część w stanie pierwotnym - ochrona bezwzględna.
A nasze Parki Narodowe - to ogródki, porównaj powierzchnię z dowolnym parkiem Afryki, Kanady, obu Ameryk.
Problem jest naprawdę bardzo złożony, co z natury postów dość powierzchownie zasygnalizowałem i ja bym odpuścił. Trudno, jest szlak zamknięty, to jest i koniec.
Długi

misiekjakub
13-04-2005, 14:36
Z "kamyczkiem ekologicznym" się zgadzam, myślę podobnie.
Próbuję jednak dostrzec druga stronę medalu (i granicy).

I do tego między innymi służą Parki Narodowe. Z jednej strony ochrona dla ludzi, aby mogli zbaczyć piękny kawałek przyrody, z drugiej strony ochrona przed ludźmi, by zachować przynajmniej część w stanie pierwotnym - ochrona bezwzględna.
Wszyscy wiemy, że przyroda bieszczadzka nie jest w stanie pierwotnym - wyręby i wypas bydła w latach przed I wojną światową, teren ciężkich walk w latach 1914 - 15, następnie znów wypasy w latach międzywojennych (żeby wymienić czynniki odnoszące się tylko do odcinka przel. Bukowska - Sianki) - to odcisnęlo trwałe piętno na przyrodzie i pierwotna to ona już na pewno nie jest. Ale nie w tym rzecz.
Ochrona bezwzględna jest tylko wtedy, gdy człowiek rzeczywiście nie prowadzi żadnej dzialalności - tymczasem po stronie ukraińskiej mamy znakowany szlak turystyczny. Więc co to za bezwzględność? Derty pisał, że w związku z tym należałoby się dogadać z Ukraińcami i doprowadzić do zamknięcia granicy także po ich stronie. To jest logiczne isensowne. Ale ja mam jak zwykle "ale" :D :wink:
Przez lata cale teren zamknięty dla turystów stanowił sam koniec worka z Grobem Hrabiny. A teraz mamy tam ścieżkę dydaktyczną. Moim zdaniem można się zastanowić, czy jest możliwe otwarcie Połoniny Bukowskiej i dalej bez szkody dla przyrody, tak jak bylo możliwe otwarcie worka.


Problem jest naprawdę bardzo złożony, co z natury postów dość powierzchownie zasygnalizowałem i ja bym odpuścił. Trudno, jest szlak zamknięty, to jest i koniec.
Zgadzam się, że zlożony. To, ze pisze kolejnego posta, nie znaczy że nie chcę odpuscić (choć wszystkie misie z natury swej są uparte :mrgreen: ) i że toczę krucjatę o otwarcie tego szlaku. Myślę, że gdyby miało dojść do takiego otwarcia, to musialaby się tu wypowiedzieć cała zgraja ekspertów od szeroko pojętej przyrody, ekologów, botaników, dendrologów itd itd. i dopiero wtedy możnaby stwierdzić, czy otwarcie tej trasy dla turystyki (w ograniczonym wymiarze ilościowym) byłoby możliwe z punktu widzenia ochrony przyrody. Taką wlaśnie dyskusję chcialem - i chciałbym - wywołać.
Pozdrawiam wszystkich :)

Doczu
05-05-2005, 07:50
Odświeżając ten wątek, powiem, że przeszedłem ten odcinek z dwójką kolegów 3.05, i jestem pod ogromnym wrażeniem zarówno widoków jakie się rozpościerają po wejściu na Rozsypaniec Stroński, jak i bogactwa fauny i flory na tym odcinku, i nie wyobrażam sobie tam wycieczek pracowniczych, gdzie grupka siada np. na Kińczyku Bukowskim i otwiera butelkę wódki. Niestety byłem świadkiem takiej akcji na Tarnicy. Wstyd straszny. Wydaje mi się, że chyba powinien siedzieć tam jakiś filanc i wlepiać mandaty za takie zachowanie :/
No ale odbiegłem trochę od tematu wątku.
Kto chce naprawdę załatwić zezwolenie - zrobi to. Jeśli nie za pierwszym razem to za którymś na pewno się uda.
Podsumowując - o ile wcześniej byłem zwolennikiem udostępnienia tego odcinka dla mas, o tyle po jego przejściu jestem odmiennego zdania.
P.S.
Czy transzeje, które co rusz są widoczne na tym odcinku, to pozostałość po I czy II wojnie światowej ? Czy tez może pozostałości po bunkrach UPA ?
Co za budowla była na Kińczyku ? Bunkier, stanowisko obserwacyjne, czy wieża triangulacyjna ?
P.S.2
Dodam jeszcze że polecam przejśc ten odcinek (po uzyskaniu zezwolenia ofkorz) od Sianek w kierunku Przełęczy Bukowskiej, ponieważ najładniejsze widoki zachowujemy na koniec.

misiekjakub
05-05-2005, 10:46
Czy transzeje, które co rusz są widoczne na tym odcinku, to pozostałość po I czy II wojnie światowej ? Czy tez może pozostałości po bunkrach UPA ?
Co za budowla była na Kińczyku ? Bunkier, stanowisko obserwacyjne, czy wieża triangulacyjna ?
.
O ile mi wiadomo, to z pierwszej, ale żeby stwierdzić ponad wszelką wątpliwość to musiałbym sam rzucić na nie "okiem fachowca". "Przynależność państwową" okopów rozpoznaje się po cechach ich narysu, tj. rzutu z góry. Jeśli masz może jakieś zdjęcia/rysujki tych wykopków, to zapodaj. Ja osobiście tam nie byłem, ergo i nie widziałem... Nie mogę więc także rzec czegokolwiek o Kińczyku. Możesz jakoś opisać tę budowlę? A najlepiej pokazać zdjątko? Jako człowiek zboczony na punkcie fortyfikacji umieram z ciekawości...
PS 1. Trochę mi niezrecznie o tym pisać, ale wolę od razu wyjaścnić pewne kwestie żeby ktoś nie pomyślał że szwendam się po okopach z wykrywaczem, rozkopuję cmentarze itp. NIE JESTEM poszukiwaczem militariów i nie grzebię po pobojowiskach.

PS 2.

nie wyobrażam sobie tam wycieczek pracowniczych, gdzie grupka siada np. na Kińczyku Bukowskim i otwiera butelkę wódki.


o ile wcześniej byłem zwolennikiem udostępnienia tego odcinka dla mas, o tyle po jego przejściu jestem odmiennego zdania.

Jako osoba marudząca dość dużo w tym wątku nt. udostępniania tego odcinka rzeknę tak: cały czas jestem za udostepnieniem - ale nie dla mas, nie na full volume. Muszą być jakieś ograniczenia.
Pozdrawiam serdecznie

Doczu
05-05-2005, 11:00
O ile mi wiadomo, to z pierwszej, ale żeby stwierdzić ponad wszelką wątpliwość to musiałbym sam rzucić na nie "okiem fachowca". "Przynależność państwową" okopów rozpoznaje się po cechach ich narysu, tj. rzutu z góry. Jeśli masz może jakieś zdjęcia/rysujki tych wykopków, to zapodaj

No więc były tradycyjne w formie zygzaków lub wielokrotnej litery "W" jak kto woli, a także widziałem jeden w kształcie podobnym do "świecznika", czyli ze stanowisk ogniowych wszystkie okopy zbiegały się w jeden umieszczony centralnie z tyłu.
Co do fotki tej budowli na Kińczyku niestety nie mam fot :-(


Jako osoba marudząca dość dużo w tym wątku nt. udostępniania tego odcinka rzeknę tak: cały czas jestem za udostepnieniem - ale nie dla mas, nie na full volume. Muszą być jakieś ograniczenia.

To też własnie są 8)

misiekjakub
05-05-2005, 11:21
To, co opisałeś, pachnie zdecydowanie drugą wojną a konkretnie fortyfikacją niemiecką (polową oczywiście). Ważne jest także położenie w terenie - jeśli one są germańskie, to powinny leżeć na północnych stokach (in general). Powinno tam też być jednak sporo rzeczy pierwszowojennych (austriackich), zwłaszcza na Opołonku. Austriackie mają narys poprzecznicowy, co w dużym uproszczeniu wygląda tak: -'---'---'---'- . Jest prosty odcinek (tak do 20 kroków)---, potem poprzeczny występ -'- i znów prosty odcinek -- .To tyle ultrakrótkiego kursu o okopach - bo jest jescze sporo różnych innych dziwnych rzeczy (schrony bierne, stanowiska ckm, miotaczy min, moździeży, baterie dla artylerii, punkty obserwacyjne i Bóg jeden wie co jeszcze...). Zrobiłeś mi smaka, muszę sie tam wybrać - ino czy kierowiictwo BPNu pozwoli na zbadanie tych fortyfikacji?

Doczu
05-05-2005, 11:27
Zrobiłeś mi smaka, muszę sie tam wybrać - ino czy kierowiictwo BPNu pozwoli na zbadanie tych fortyfikacji?

Kurcze tam to naprawdę miałbyś raj. Spróbuj napisać do BdPNu o swoich zainteresowaniach, oraz o tym, że jesteś doświadczonym turystą i doskonale wiesz jak nalezy się zachować w takim terenie, oraz że przejście tym szlakiem pozwoli poszerzyć Twoją wiedzę. I takie tam rzeczy.
Myśmy mieli zezwolenie nr 5 więc średnio jedno na miesiąc wydają :-)
Jak raz odmówią to pisz drugi raz.

misiekjakub
06-05-2005, 15:48
Spróbuję, dzięki za info i wskazówki... Chciałbym to przynajmniej spróbować rozpoznać, bo po Twoich postach widzę, ze o zinwentarzeniu całości nie ma mowy: za duża przestrzeń, trzeba by tam chyba siedzieć z miesiąc :D . Ale może uda się zrobić - poglądowo - jakiś jeden punkt oporu i rozeznać zasób.
Dzięki również za zachęcające słowa, pozdrawiam serdecznie!

Doczu
09-05-2005, 13:55
misiekjakub >>> zapraszam zatem do mnie na stronę - jest tam (a własciwie bedą dziś wieczorem) jakies dwie fotki z fortyfikacjami. Jedna transzeja z przed Opołonka i druga okop/bunkier za Kińczykiem Bukowskim.

misiekjakub
09-05-2005, 15:00
Bardzo chętnie... Tylko czy mógłbyś podzrucić link? Już się oblizuję, już mi ślinka cieknie :D

Doczu
09-05-2005, 15:08
no przecież link jest pod przyciskiem "profil", "PW", "email" i "www" Pod tym ostatnim kryje się moja strona.

misiekjakub
09-05-2005, 16:37
No tak, ale ja na to nie wpadłem :oops: Pisałem gdzieś, że jestem ciemniak komputerowy :wink:

jeden z Pulpitów
10-05-2005, 12:53
Co za budowla była na Kińczyku ? Bunkier, stanowisko obserwacyjne, czy wieża triangulacyjna ?
O ile sobie dobrze przypominam to na samym szczycie Kińczyka jest spory dół (Misiekjakub by to fachowo nazwał), który nie wygląda na naturalny.

Natomiast na pewno była tam wieża triangulacyjna przez całe lata siedemdziesiąte. Trochę zdefektowana w górnej części (z czasem coraz bardziej), ale z zachowaną platformą, na której pięknie się kontemplowało podczas wypraw w worek.
Padła ostatecznie chyba na początku lat osiemdziesiątych.
Pozdrawiam miłośników "worka"

Derty
11-05-2005, 11:34
Wsadzając kij w mrowisko wiedziałem, że go tam wsadzam, ale nie myślałem że wywołam aż takie emocje. Aż się poczułem "niebiesolubny"


Sorry za ostre stwierdzenia. W zasadzie nie chcę Ciebie ani kogoś konkretnego łajać, a już w ogóle nie śmiem twierdzić, żeś niebiesolubny :) Tylko zawsze drażni mnie takie podejście do sprawy ochrony przyrody, w którym zakłada się po cichu, że czyjeś ustalenia odnośnie tworzenia stref ścisłej ochrony zawierają jakiś błąd, są na wyrost, zbyt restrykcyjne, niepotrzebne itd. I wtedy zaczynam pisać kapslokami :D
Idea ochrony przyrody zrodziła się wraz ze wzrastającą świadomością ludzi, a zwłaszcza naukowców, że nasza, ludzka obecność w najróżniejszych ekosystemach Ziemi prowadzi do ich deformacji, a nawet do totalnej zagłady. Długi już to napisał - czasem wpływ naszej obecności na przyrodę jest dla nas zupełnie niedostrzegalny. Trzeba lat badań, żeby wykazać, że właśnie pod wpływem ludzkiej obecności wystąpiło w naturze zaburzenie skutkujące choćby zanikiem różnych gatunków fauny czy flory.
Możemy oczywiście uznać, że owe ekosystemy mogą sobie funkcjonowac w stanie rujnacji, bo przecież ludzie od tego nie zdychają. Ale my nigdy nie wiemy, kiedy zostanie przekroczona granica zniszczeń, za którą czycha na nas całkowita degeneracja środowiska. Najjaskrawszym przykładem klęski takiego podejścia jest pustynia zastępująca lasy Amazonii, jałowe stepy madagaskarskiego interioru zamiast niegdysiejszych bujnych lasów deszczowych czy też niszczone szalonymi powodziami na przemian z suszami doliny Zambezi i Limpopo, w których naturalną roślinność i ekstensywne rolnictwo zastąpiono plantacjami eukaliptusów. Nikt nie wie wśród najmądrzejszych naukowców, gdzie jest granica wytrzymałości ekosystemów i dlatego m.in. tworzy się rezerwaty, żeby nie tylko chronić ale i poznawać procesy naturalne. Ta wiedza potrzebna jest również do określania krytycznych stanów ekosystemów, które grożą ich zagładą. Dla laika obecność jakiegoś ptaszka czy muszki może być nieistotnym szczegółem - on woli sobie tam pójść i powiedzieć, że oto jest w sercu dzikości. Ale kto wie, czy ta muszka nie jest kluczem do istnienia całego otaczajacego ekosystemu. A może ten ptaszek? A może obecność człowieka, jakakolwiek, zagraża tym organizmom czyli i całemu ekosystemowi?
W całej dyskusji o ochronie przyrody w Biesach jest jeden ważny element - Biesy mają za sobą fazę intensywnej gospodarki rolnej, wyrębów lasów, a więc niemal w całości to, co widzimy jest przykładem na zdolności regeneracyjne Natury. Tu raczej trudno używać argumentacji o możliwej zagładzie ekosystemów naturalnych. Mamy raczej żywe laboratorium, w którym możemy poznawać procesy odtwarzania struktur naturalnych. To też jest ważne. Bo może kiedyś staniemy wobec konieczności ratowania całego mezoregionu dotkniętego jakimiś klęskami wywołanymi przez ludzi?
Wreszcie, i to chyba też ważny argument na rzecz ochrony malućkich przecież fragmencików Biesów, bogactwo przyrodnicze to wartość kulturowa. Bieszczady Zachodnie są jedynym polskim fragmentem wielkiej jednostki Karpat Wschodnich - różnych od części zachodniej również pod względem przyrodniczym. Dla ochrony i takich wartości PN Bieszczadzki powołano. Połonina Bukowska jest jedyną połoniną niemal w całości zamkniętą dla masowego ruchu turystycznego. Do obszaru ochrony włączono jeszcze grań Krzemienia. Dwa malutkie spłachetki ziemi, tylko tyle, a i to wciąż proponuje się otworzyć w imię zdobywania jednego szczytu.
Proponuję spojrzeć na południowy wschód od Kińczyka. Gigantyczne morze szczytów. Nie kusi Was bardziej niż ten jeden pik, wcale nie wysoki?
Ja przyjąłem zasadę, że dam temu miejscu spokój. Niech sobie będzie bez moich śladów butów. Nic a nic na tym nie stracę. Niemal ślepo zawierzę tym, którzy objęli go ochroną - może niezbyt szczelną i konsekwentną. Nie będę wnikał w kryteria, którymi się kierowali, gdy ustalali prawa. Najwyżej będę piętnował wycieczki samochodami terenowymi (a byłem świadkiem takiej karawny wjeżdżającej w stronę Kińczyka z przełęczy Bukowskiej), będę pytał, czy już próbowano nakłonić Ukraińców do zamknięcia szlaku na Kińczyk, będę pisał listy w sprawie demolowania tego terenu przez SG. Będę pytał dlaczego wydaje się jednostkowe pozwolenia na wejścia tam osób, które pod pozorem jakichś ważnych 'badań' chcą zaliczyć pik, żeby... właśnie, żeby co?

sofron
11-05-2005, 12:23
[

No więc były tradycyjne w formie zygzaków lub wielokrotnej litery "W" jak kto woli, a także widziałem jeden w kształcie podobnym do "świecznika", czyli ze stanowisk ogniowych wszystkie okopy zbiegały się w jeden umieszczony centralnie z tyłu.
Co do fotki tej budowli na Kińczyku niestety nie mam fot :-(

tak więc proszę, niestety niezbyt wyraźne :cry:
sofron

misiekjakub
11-05-2005, 14:32
Dzieki za zdjątka ! Miło jest popatrzeć na Wołowe, Halicz i Rozsypaniec od wschodu :) Niestety wykopków nie potrafię na nich dostrzec - czy chodzi o te kamienne rumowiska na 1szym zdjęciu? Nie przejmuj sie jednak - z własnego doświadczenia wiem, że okopy ciężko się foci, nawet jak są bardzo wyraźne - dziury w ziemi zawsze wyglądają jak dziury w ziemi :wink: , trzeba robić panoramy żeby było widać coś wiecej (i o co chodzi na zdjęciu...) - a to sie nie zawsze udaje.

Pytanie do wszystkich: czy macie może zdjęcia tej budowli i dołu na Kińczyku, wzmiankowanych w poprzednich postach? Już widzę, że powinienem się tam wybrać :D i zrobić parę rysujków ale chciałbym wstępnie wiedzieć z czym mam do czynienia.
Pozdrawiam wszystkich :)

misiekjakub
13-05-2005, 16:11
Kurczę Doczu nie mogę się doczekać na te połoniny nie dla każdego na Twojej stronie :cry:

Doczu
15-05-2005, 23:50
misiekjakub >>> już lada dzień będą. jutro najpózniej pojutrze. Wszystko się przeciaga, bo córka miała dziś komunie, i kurcze nie było czasu na pisanie relacji.

naive
17-05-2005, 08:59
Może ktoś wie jakie w końcu były rozmiary pożaru na Połoninie Bukowskiej ? Akurat 14-tego byłem w okolicach Cisnej, pogoda była świetna, więc zapewne i w tamtym rejonie nie było piorunów. Czy wiadomo co a może kto czegoś zaniedbał ?
http://www.bieszczady.info.pl/0,87,0,0,newsy.html

Doktor
17-05-2005, 10:21
Dobrze wiedzieć, że udało sie opanować ten pożar. Niżej załączam zdjecie tego jak wyglądało to z okolic Wołosatego na szlaku z Tarnicy. Po zejściu od razu powiadomiliśmy (przez żone) komendanta parku.

marekm
17-05-2005, 11:16
Niżej załączam zdjecie tego jak wyglądało to z okolic Wołosatego na szlaku z Tarnicy

patrząc na zdjęcie nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż w Biesach nam sie uaktywnił stożek wulkaniczny. :wink:

misiekjakub
17-05-2005, 13:33
Takie stożki wulkaniczne to tam można obserwować po każdej burzy :D Niestety jako dziecko fotografujące klasycznie, nie ucyfrowione, nie mogę pokazać zdjątek :cry:

Doczu
19-05-2005, 22:04
misiekjakub >>> wreszcie udało mi się zaktualizować stronkę, więc zapraszam są tam 2 zdjęcia okopów na rzeczonym odcinku, oraz kolejne dwa przedstawiające fragmenty resztek budowli na Kińczyku.
Oczywiście zapraszam nie tylko miśkajakuba, ale i innych Biesolubów.

marekm
20-05-2005, 00:17
wreszcie udało mi się zaktualizować stronkę

Doczu dzięki, przeczytałem ""od deski do deski "".i zdjątka też obejrzalem - fajnie tam ,
chociaż w dalszym ciągu mam mieszane uczucia , czy udostępnić ,czy też nie, ten odcinek Biesów??

misiekjakub
20-05-2005, 17:53
Doczu
Dzięki wielie za opis całej wyprawy, Twoja relacja sprawiła mi ogromną frajdę. Na dobrą chwilę przeniosłem się dzięki niej do Bieszczad...
I dzięki wielkie za zdjęcia. Wykopki kt. pokazałeś wyglądają na giermance, ale najlepiej byłoby zobaczyć samemu z bliska - coś mi się ich profil nie podoba :D
Ta prostokątna dziura na Kińczyku... Hmm... na podstawie co widać na Twoich zdjęciach, a widać całkiem sporo, rzeknę ostrożnie że prawdopodobnie jest to schron bierny, austriacki, 1szowojenny - taka duża ziemianka o stosunkowo niedużej odporności na ogień. Takie numery były w ichniej instrukcji fortyfikacji polowej (przedwojennej) i trafialy się w twierdzy krakowskiej, w rozbudowie polowejj realizowanej po mobilizacji w 1914 r. (znane z archiwaliów, niezachowane, inne podobne znane z reliktów terenowych). Przy tej teoryji dziwnym jest jednak miejsce - szczyt jest punktem łatwo uchwytnym w terenie i taki schron łatwo namierzyć i zniszczyć. Bardzo możliwe, że to jest np. wykop pod fundamenty jakiejś budowli, niekoniecznie calkiem fortecznej - mógłby to np. być umocniony posterunek graniczny (taka mała strażnica - niemiecki, węgierski lub sowiecki). Może to też być wykop pod jakiś beton, tj drugowojenny niemiecki schron bojowy - ale w Biesach o takowych dotąd nie słyszałem, wyjąwszy coś co jest na przełęczy n/Roztokami (co nie znaczy że nie mogło ich być, mogli np. zacząć i nie skończyć, zdążywszy zrobić jedynie wykop). Ważne dla próby określenia co to jest, jest położenie w w terenie, zwłaszcza ekspozycja krajobrazowa bierna i czynna, sąsiedztwo inyych wykopków i jeszcze parę innych rzeczy. Nie ma się co mecenasić na forumie - trzeba by pojechać i samemu obejrzeć (i niekoniecznie wrócić mądrzejszym :( :mrgreen: ) Dzięki jeszcze raz,

jeden z Pulpitów
27-05-2005, 18:31
Wielkie brawa Doczu !
Za opis wyprawy na Twojej stronie. Bardzo fajny i szczegółowy turystycznie i te subiektywne smaczki, a dokumentacja foto znakomita.

Szczególne dzięki za odcinek od domku nad Nehrylowem do Przełęczy Bukowskiej.
Ech ... łza mi się w oku zakręciła na wspomnienie tych dawnych przejść – tylko zawsze od góry do dołu (pochwalę się nieskromnie).
Zazdroszczę Wam zwłaszcza posiadu na Stińskiej (Rozsypaniec Stiński ?) – nigdy tam nie weszliśmy (leży za granicą) bo WOP (niegdysiejsza Straż Graniczna), który nam dawał pozwolenia na przejścia, zawsze przestrzegał przed tym wejściem, ponieważ wg nich był tam stale ukryty posterunek obserwacyjny „pagranicznikow”.

I jeszcze pytanie – czy nie zauważyliście nigdzie przedwojennych czechosłowackich słupków granicznych ? Były betonowe, wystawały jakieś 30-50 cm ponad powierzchnię, a na wierzchu słupka było „CS”. Było ich naprawdę sporo, a jeżeli nie ma to znaczy, że wykopali.

PS.
Nie znam się na tym, lecz pomyśl czy nie warto Twojego opisu jakoś bardziej związać z forum ? Przez jakieś bardziej widoczne odniesienie. Jest tego naprawdę warty !!!
Moim zdaniem na forum jest zdecydowanie ZA MAŁO opisów bieszczadzkich przejść (większych, mniejszych) forumowiczów. To jest zawsze ciekawe, bo pokazuje subiektywne odczucia uczestników. I to nie nudzi, niezależnie od tego ile razy się ten kawałek samemu przeszło. A jak będą jeszcze jakieś fotki, to ho, ho ..
Pozdrawiam miłośników „worka”

Doczu
27-05-2005, 18:55
Dzięki koledzy za ciepłe słowa na temat mojej strony. Cóz staram się, aby opisy były w miarę dokładne, i rzetelne.
"jeden z Pulpitów" >>> Na Rozsypańcu Stińskim siedzieliśmy tuz przy słupku polskim (zresztą widać go chyba trochę na zdjęciu gdzie robię scenę a'la Titanic ;-) więc albo przesuneli granicę, albo pomyliłes nieco Rozsypaniec Stiński z Opołonkiem, gdzie idąc ściezką rzeczywiście można wejśc na terytorium Ukrainy (mu tez omyłkowo weszliśmy). Zresztą ostrzegam o tym w relacji.
Co do Czechosłowackich słupków, to oczywiście jeszcze są. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Zresztą zajrzyj tu http://www.smsnet.pl/~Doczu/slupek.jpg .
Co do związania mojego opisu bardziej z forum to ja jednak mam na to mały wpływ, a poza tym myślę, że kazdy kto zechce, to znajdzie tę stronę. Jeśli jednak, ktoś z Administratorów zechce jakoś powiązać moją stronę z forum - nie będę oponował.
Tak czy inaczej dzięki za słowa uznania - motywują one do dalszej pracy :-)
Pozdrawiam.

jeden z Pulpitów
27-05-2005, 21:27
albo pomyliłes nieco Rozsypaniec Stiński z Opołonkiem
No nie Doczu, pomylić Opołonek z czymkolwiek innym !
Zwłaszcza jak się tam było co najmniej 15 razy i tradycją było robienie posiłków – koniecznie z gorącą herbatką warzoną na ruskiej maszynce benzynowej, woda z parowu przed Opołonkiem (ciekła czasami) – tuż przy słupku granicznym. Często dochodziło do pogawędek z pogranicznikami, którzy 3 razy dziennie wjeżdżali na Opołonek maszyną (pasem drogi ornej, tu kilka metrów od słupka) z czymś w rodzaju brony, a to w celu idealnego wyrównania pasa – żeby ślady potencjalnych uciekinierów były widoczne.

Jako człowiek wychowany bieszczadzko na starych mapach - chyba tzw. pepewukach, choć im programowo wtedy nie dowierzający (oj były wcięcia, były) – oraz przedwojennej „setce”, gubię się w tym różnym nazewnictwie stosowanym na obecnych.

A więc uściślijmy pojęcia.
Ty użyłeś nazwy „Rozsypanieć Stiński”. A ponieważ na mapach „krukarowych” jest tylko nazwa Rozsypaniec (1212m), więc myślałem, że o to Ci właśnie chodzi. Ale tenże szczyt 1212m na mapie tejże jest także wyraźnie poza granicą. Tak samo na starych mapach (również „setce”) szczyt 1212 – o nazwie Stińska– jest POZA granicą. Jak pamiętam (o ile nie mam halucynacji) słupek był na zboczu, grubo przed szczytem Stińskiej i ścieżka przed słupkiem skręcała w lewo. Góra wyrasta wyrażnie przed idącym z Kińczyka i nie sposób jej pomylić z czymkolwiek innym.
Konieczny posiad robiło się troszeczkę dalej, a to dla obserwacji pociągów znikających w tunelu.
A może Ci chodzi o to co na starych mapach nazywało się „Rozsypaniec” a na „krukarowych” Czarna Wilcha (1137m)?

Nie wiem jak ale zdjęcie słupka jakoś "przeleciałem. Dzięki za przypomnienie.

PS.
Będę się upierał, że konieczne jest bardziej widoczne odniesienie na forum do Twojego opisu wyprawy. Może Admini coś zaradzą ?
Pozdrawiam

Doczu
27-05-2005, 21:39
A może Ci chodzi o to co na starych mapach nazywało się „Rozsypaniec” a na „krukarowych” Czarna Wilcha (1137m)?
Tak - dokładnie o to wzniesienie mi chodzi. Na mapie ExpressMapu (to ta laminowana) ten szczyt nazywa sie Rozsypaniec Stiński, na mapie "Bieszczady" Compassu nazywa sie Rozsypaniec, a na "krukarowej" czterdziestce rzeczywiście jest to Czarna Wilcha.
Widzę, że chyba nie obejdzie się bez odpowiedniej notatki na stronie, aby jednoznacznie czytelnikowi wyjaśnić o który szczyt chodzi.
Co zas do samego Rozsypańca (1212) - tak, doskonale go widzieliśmy, ale nie mieliśmy zamiaru nań wchodzić z obawy, aby nie napytać sobie biedy.
A co do nazewnictwa - jak widać rejon Bieszczad jest chyba najróżnorodniej opisanym topograficznie rejonem naszego kraju, przez co dochodzi nieraz do takich niejasności :-)
Tak czy inaczej - myslę, że teraz już wszystko jest jasne :-)

jeden z Pulpitów
28-05-2005, 11:10
Tak czy inaczej - myslę, że teraz już wszystko jest jasne
Tak, całkowicie !

A wracając do Stińskiej vel Rozsypaniec.
Tak intuicyjnie to nie jestem przekonany, że Krukar ma rację z tym rzekomo miejscowym „Rozsypańcem”.
Po pierwsze – góra jest wyjątkowo „wyrazista” i w ogóle nie jest „rozsypana”.
Po drugie – zazwyczaj jeden koniec wsi nazywał dane wzniesienie tak, drugi inaczej, a w sąsiedniej wsi jeszcze inaczej. Czyli, zależy na jakich informatorów (i informacje) Krukar trafił.
Po trzecie – to co on nazywa Czarną Wilchą jest rzeczywiście trochę „rozsypane”. Już nie pamiętam czy była tam jedna wystająca skałka, czy dwie-trzy, w pewnej odległości od siebie ? W każdym razie do „tego” o wiele bardziej pasuje nazwa „Rozsypaniec”, a nie do Stińskiej.

Pozdrawiam miłośników „worka”

WojtekR
31-05-2005, 22:55
"Kińczyk Bukowski (1252m). Szczyt ten, najwyższy między Rozsypańcem a Przeł. Użocką, wznosi się śmiałą sylwetką, charakterystyczną dla widoku z Halicza - nad źródłowym obszarem pot. Halicz (Bukowiec) i Negryłów. (...)
Z Rozsypańca. Bez znaków, ok. 1 1/4g. Z kamienistego szczytu schodzimy niezbyt stromą połoniną na pd. ku granicy państwowej i płajem wzdłuż niej po pn. (lewej) stronie trawersujemy piękną i rozległą Połoniną Bukowską poprzez dwa, niezbyt wybitne wzniesienia. Za drugim wzniesieniem zaczynamy podchodzić na spiętrzenie Kińczyka Bukowskiego, opadającego spadziście ku pn. (...)
Zejście do Bukowca. Bez znaków, ok. 1 1/2 g. Ze szczytu schodzimy spadzistym stokiem na pn. - po drodze źródełko - na połoninę i nią w dół w kierunku najniżej schodzącego jej języka przed zworem potoku. Odnajdujemy tu dawną, zarośniętą ścieżkę (źródełko w lesie), która lasem i polankami obniża się na pn. wsch., ramieniem Kińczyka Bukowskiego. Po lewej stronie tego ramienia spływa pot. Halicz, po prawej - Negryłów. (...)"
I jeszcze...
"Kańczowa (1115m). Najwyższe wzniesienie grzbietu granicznego między Wielką Rawką i Rozsypańcem, podobnie jak inne szczyty tego odcinka, Beskid Wołosacki (1104m), Wołkowe Berdo (1110m) i Menczył (1001m) bywa rzadko zwiedzane przez turystów, zwiedzanie bowiem pasma granicznego wymaga zezwolenia WOP.
Z Ustrzyk Górnych przez Małą Semenową. Bez znaków, ok. 2 1/4 g. (...)
Zejście przez Beskid Wołosacki na przeł. Beskid (789m). Bez znaków, ok. 1 1/2 g.(...)"
I dalej...
"Krzemień (1335m). (...) Z Ustrzyk Górnych przez dol. Terebowca. Zn. czerwone, później bez znaków, ok. 2 1/2 g. Ze schr. PTTK idziemy drogą w kierunku Berehów Górnych. Zaraz za sklepem, a przed mostem na Wołosatce, skręcamy w lewo za zn. czerwonymi w dol. Terebowca i dobrą drogą jezdną, mijając po lewej budynek leśnictwa, idziemy w głąb doliny. Po przejściu na lewy (orogr.) brzeg potoku idziemy drogą kilkaset metrów do miejsca, gdzie dolina i droga skręcają w lewo, a zn. czerone odchodzą z drogi w prawo w las (ok. 1/2 g.) Idąc dalej drogą dolinną mijamy drugi, a nastepnie trzeci most i ok. 100 m za nim zbaczamy w lewo. Wiedzie tu wcale wyraźna ścieżka do potoku. Podchodzimy nią w górę wzdłuż tego potoku, a gdy wyżej ścieżka zanika, pniemy się lasem wprost do góry na niedaleki już grzbiet Bukowego Berda. (...)
Ze Stuposian przez Muczne i Obnogę. Bez znaków, ok. 6 g. (...) (...) Trawersujemy w lewo, na pd., tak, że szczyt Bukowego Berda pozostaje teraz na pn. zach. od nas, zaś przed nami rysuje się grzebień Krzemienia, na który wchodzimy wprost do góry na pd. (ok. 1 1/4 g.) Turyści (...) chcąc dotrzeć na Halicz, nie muszą - znalazłszy się na połoninie po pn. stronie Krzemienia - podchodzić na jego grzbiet lecz skierować się trawersem na pd. wsch. przez połoninę w kierunku siodła między sterczącą Kopą Bukową (1320m) a krańcami Krzemienia, (...)"

Takie opisy szlaków znaleźć można w przewodniku Władysława Krygowskiego "Bieszczady i Pogórze Strzyżowsko-Dynowskie (część wschodnia) z ... 1970 r.!!! A co z tego wynika? - każdy odpowie sobie na to sam! Ach, łezka w oku się kręci...
Pozdrowaśki

barszczu
01-06-2005, 18:48
Tak intuicyjnie to nie jestem przekonany, że Krukar ma rację z tym rzekomo miejscowym „Rozsypańcem”.

Na Rozsypańcu (nazwa na innych mapach Stińska, wysokość 1212 m. npm., szczyt w poblizu słupka granicznego nr 176) nie byłem - tez się jakoś bałem, gdyż szczyt jest prawie 200 m od granicy (po stronie ukraińskiej), jednakże są na nim "rozsypane" czyli kruszejace skałki - sprawa prosta jasna i przejrzysta.



Po drugie – zazwyczaj jeden koniec wsi nazywał dane wzniesienie tak, drugi inaczej, a w sąsiedniej wsi jeszcze inaczej. Czyli, zależy na jakich informatorów (i informacje) Krukar trafił.

czasami się zdarzało, że dane wzniesienie inna wieś (mieszkańcy) nazywali inaczej , ale z reguły w tej samej wsi góra dla wszystkich nazywała siętak samo więc nie można mówić o tym 'zazwyczaj". Zdarzały się podwójne nazwy - ale rzadko.

jeden z Pulpitów
01-06-2005, 20:17
Oj Barszczu ...
Jesteś szalenie przekonujący, ale w podanej argumentacji raczej siłą zdecydowania niż ciężarem dowodów. Co nie oznacza, że nie masz racji.

Jestem baranem „mapowym”, wychowanym na pepewukach, które z uwagi na swą doskonałość służyły mi głównie po to (jak jeszcze chodziłem po górach), żeby w pochmurną noc zorientować się w stronach świata.
Na przedwojennej „setce” (przedrukowanej przez Niemców, na odwrocie mapa Stryja), której byłem szczęśliwym posiadaczem, była Stińska.
Rozumiem, że „błąd austriackich kartografów” (o czymś takim przypadkowo kiedyś czytałem w odniesieniu do innych bieszczadzkich nazw), które powtórzyły przedwojenne polskie wydawnictwa, no i w końcu te nieszczęsne pepewuki.

Ale wolałbym rzeczową i naukową argumentację fachowca, którym niewątpliwie jesteś, jak już mam wychodzić na kompletnego durnia. Np.:
1/ Przykłady dawnych map, z datami wydań, gdzie jest nazwa Rozsypaniec.
2/ Dowody z map ukraińskich, czechosłowackich z międzywojnia, może z wcześniejszych węgierskich.
3/ Podanie przykładów źródeł pisanych na dowód.
4/ ew. świadectwa starszych mieszkańców.

Niewątpliwie to wszystko jest i całkowicie uzasadnia ten Rozsypaniec, ale laik taki jak ja lubi być przekonany dowodami, a nie tylko że ...

sprawa prosta jasna i przejrzysta.

Pozdrawiam
PS.
A co do zazwyczaj, to wychowywałem się na wsi na początku Roztocza, wsie były „zazwyczaj” bardzo długie i pamiętam co najmniej kilka przypadków wzgórz, które każdy koniec wsi nazywał inaczej.
A w tym przypadku, o którą wieś chodzi ? Bo Stińską (Rozsypaniec) widać z kilku, prawie tak samo daleko położonych od tej góry.

Doczu
01-06-2005, 20:28
Nie wiem ile na tę sprawę światła rzuci ta mapa http://sunsite.berkeley.edu:8085/x-ussr/100k/M-34-106.jpg ale jeśli choć trochę, to będę rad.

barszczu
01-06-2005, 20:33
Jesteś szalenie przekonujący, ale w podanej argumentacji raczej siłą zdecydowania niż ciężarem dowodów. Co nie oznacza, że nie masz racji.

Nie zajmuję się opracowywaniem nazewnictwa - jestem wydawcą map i ksiązek! dowody i materiały znajdują się u Krukara w domu (archiwum kaset z nagranymi wywiadami oraz setki listów i mapek zrobionych przez byłych mieszkańców Bieszczadów) - wspominałem już na forum, że mam w planie wydać Atlas toponomastyczny Bieszczadów - tam bedzie wiecej na ten temat.


2/ Dowody z map ukraińskich, czechosłowackich z międzywojnia, może z wcześniejszych węgierskich

nie słyszalem o takich mapach - nie ma ich chyba w dobrych archiwach - dla Bieszczadów sa tylko mapy austriackie i polskie mapy opracowane przez WIG


3/ Podanie przykładów źródeł pisanych na dowód.

nie ma takich źródeł - chyba że za źródła pisane możemy uznać mapki wykonane przez Krukara, na które dawni mieszkańcy Bieszczadów naniesli nazwy których sami uzywali



Bo Stińską (Rozsypaniec) widać z kilku, prawie tak samo daleko położonych od tej góry.

Nazwy pochodzą zazwyczaj od osób, które nie tylko widziały tę górę ze swojej wsi - tylko na niej wypasały swoje bydło czy owce! Zobacz na Bukowe Berdo na naszej mapie 1;40.000 Bieszczady Wysokie. BdPn - ile tam jest nazw - każda cześc inaczej sie nazywa! Ktoś miał swój. lub dzierżawiony przez siebie kawałek i go nazywał!

barszczu
01-06-2005, 20:36
Nie wiem ile na tę sprawę światła rzuci ta mapa http://sunsite.berkeley.edu:8085/x-ussr/100k/M-34-106.jpg ale jeśli choć trochę, to będę rad.

to sowiecka setka - nazwy przepisane z innych map - nie wnosi w tej materii nic nowego

timofiej
01-06-2005, 23:50
Z mapy topograficznej 1:25000 wydanej w 2001r przez Sluzbe Topograficzna WP (arkusz M-34-106-D-c,d ) moge podac co nastepuje:
a. szczyt Stinska (1212) - wspolrzedne UTM 632450 5431925 - lezy po stronie ukrainskiej (na pln zach od slupka granicznego 177)
b.- szczyt Rozsypaniec Stinski (brak wysokosci) - wspolrzedne UTM 633250 5431125 lezy na granicy - tam jest zaznaczony punkt osnowy geodezyjnej i slupek graniczny 179

Tyle teoria - moze uda mi sie to sprawdzic i wtedy to potwierdze.

bartolomeo
13-07-2011, 20:37
Do dyskusji o (nie)możliwości przejścia odcinka Przełęcz Bukowska - Kińczyk Bukowski - Opołonek zapraszam tutaj (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/2510-A-jednak-nowy-szlak...-Ki%C5%84czyk-Bukowski-i-Opo%C5%82onek). Ten wątek zamykam.