PDA

Zobacz pełną wersję : Schronisko na Łopienniku. Wspomnienia..



jastrzab
05-02-2007, 17:09
juz zamontowalem jeden temacik zwiazany ze wspomnieniami nieistniejacego schroniska..chodzi o wanka dzial-tam bywalem i znam,a tu chcialem poprosic o powspominanie schronska na lopienniku,ktore stalo tam w latach 70 a wiec juz dosc dawno temu..
jesli ktos tam byl lub cos wie,prosze sie podzielic.
na razie wiem tylko tyle:
schronisko prowadzil olgierd lotoczko,milosnik i konserwator zabytkow itd.czlowiek wielce zasluzony w dziedzinie ratowania niszczejacych dobr kultury.zginal w hindukuszu w 1976roku.
na temat samego schroniska nic nie znalazlem-ani realcji,ani fotek,ani ani..
na pewno na lopienniku byl edward stachura,mozna to wyczytac we "wszystko jest poezja".opis jest dosc lakoniczny.

dziabka1
05-02-2007, 20:53
Popieram. O tym schronisku jest bardzo mało literatury, może ktoś z turystów chciałby się opowieściami o nim podzielić. A z mojej strony mogę się podzielić opisem tegoż schroniska, który jest w tomie opowiadań pt Bliżej Słońca. Kiedys miesięcznik Turysta ogłosił konkurs na opowiadanie turystyczne i z tego konkursu urodziły się cztery tomy opowiadań, niektóre naprawdę znakomite. Opowiadanie o którym mowa, autorstwa Barbary Narkiewicz - Jodko zajęło drugie miejsce i nosi tytuł "Jesienne ognisko". Schronisko jest o prawda wspomniane marginesowo, ale i tak warto, dla prawie żadnych o schronisku wzmianek - dobre i to. A na dodatek pięknie oddaje atmosferę Bieszczadów.

Pozdrawiam i polecam gorąco

madzia

azotox
06-02-2007, 15:38
Gdzie i kiedy zostaly wydane wspomniane przez Ciebie opowiadania?

lucyna
06-02-2007, 17:40
"Schronisko turystyczne na południowym stoku Łopiennika, na lokalnej kulminacji zwanej Horodkiem. Urochumione w 1965 r. w drewnianym budynku zbudowanym przez wojsko w latach 50-tych jako posterunek obserwacyjno-meldunkowy. Pierwszym kierownikiem schroniska był Witold Cygan, drugim-Olgierd Łotoczko, który prowadził je od 1968 r. aż do tragicznej śmierci (zginoł w 1976 r. podczas wyprawy w Hindukusz). Jego następcy nie potrafili się porozumieć. W 1977 r. jeden z nich po pijanemu zaprószył ogień. Schronisko spłoneło doszczętnie, pozostały jedynie fundamenty"
"Bieszczady Słownik Historyczno-Krajoznawczy część 2 Gmina Cisna"

buba
06-02-2007, 20:55
to musialo byc przesuper miejsce!!!!! ech....

jastrzab
06-02-2007, 23:27
..no cos niecos sie dowiadujemy..przydalyby sie jakies fotki.sprobuje odnalezc wymienionego jegomoscia.poznalem pewnego czlowieka,ktory byl tam bezposrednio przed pozarem i twierdzi,ze rzeczywiscie sie konkretnie spozywalo..natomiast nic nie potrafil powiedziec o wystroju wnetrza,o innych bywalcach..w koncu minelo 30 lat.pytajcie weteranow..:)

dziabka1
07-02-2007, 10:01
Gdzie i kiedy zostaly wydane wspomniane przez Ciebie opowiadania?

Akurat ten konkretny tom, pod dokładnym tytułem "Bliżej słońca. Opowiadania turystyczne" zostal wydany przez centralne i naczelne wydawnictwo tamtych czasów - Sport i Turystyka w 1973 roku.
Nawiasem mówiąc - szkoda, ze już tego wydawnictwa nie ma...

dziabka1
07-02-2007, 10:05
"Olgierd Łotoczko, który prowadził je od 1968 r. aż do tragicznej śmierci (zginoł w 1976 r. podczas wyprawy w Hindukusz). Jego następcy nie potrafili się porozumieć. W 1977 r. jeden z nich po pijanemu zaprószył ogień. "

Zaraz, zaraz, zaraz! Coś mnie w pamięc kopnęło i przypomniałam sobie, że ktoś opowiadal, ze to było tak: Olgierd miał przyjaciół - małżeństwo, którzy pomagali mu w prowadzeniu tego schroniska - oboje. I przed wyjazdem w Hindukusz miał przekazac prowadzenie tego obiektu w jedną parę rąk. I nie wiedzieć czemu (a moze wiedzieć) przekazał je małżonce, nie małżonkowi. Małżonek poczuł się urażony, że to kobieta okazała się być od niego wazniejsza i w jakimś porywie męskości schronisko spalił. Ale na ile jest to sprawdzone - nie wiem - sprzedaję jak kupiłam.

Lech Rybienik
07-02-2007, 10:16
Madzia, ja słyszałem jeszcze inną wersję ...
To, że Łotoczko przekazał komuś schronisko do prowadzenia to się zgadza.
Po jakimś czasie ów delikwent został wezwany do Leska czy Sanoka na UB, bądź Milicję. Jak wrócił, schronisko było już spalone.

Nie wiem na ile to jest wiarygodne, bo te opowieści bieszczadzkie to jak...opowieści dziwnej treści.

dziabka1
07-02-2007, 12:25
No tak. Jeszcze spróbuje popytać bywalców starych, mam nadzieję, że coś jeszcze pamiętaja. Ale bywalców starych złapać łatwo nie jest - będę próbowac.
Czy ktoś może wie, gdzie dokładnie stało to schronisko? Bo jakieś pozostałości da się jeszcze podobnież w trawie odszukać.
Przypomniało mi się jeszcze, że droga do źródełka była okrutnie błotnista i stroma i niejeden szedł po wodę poślizgiem...

Lech Rybienik
07-02-2007, 15:23
Z pamięci bez mapy: Schodzisz z Łopiennika czarnym do Dołżycy. Dochodzisz do przełączki przed górą Horodek. Ścieżka z lewej strony odbija lekko w dół, a ty idziesz prosto pod górkę, na sam szczycik. Od południa masz ruinki masztu i schroniska, da się odszukać fundamenty, flaszki, fragmenty blach, stopy po maszcie.
Lech

dziabka1
07-02-2007, 15:47
No proszę, to tam. A ja zyłam w przekonaniu, ze to całkiem pod Łopiennikiem. Na tej łączce. Fajnie - wna wiosnę poszukam. Dzięki - cmoczki dl córci i żonki :)

jeden z Pulpitów
08-02-2007, 00:23
"Schronisko turystyczne na południowym stoku Łopiennika, na lokalnej kulminacji zwanej Horodkiem. Urochumione w 1965 r. w drewnianym budynku zbudowanym przez wojsko w latach 50-tych jako posterunek obserwacyjno-meldunkowy. Pierwszym kierownikiem schroniska był Witold Cygan, drugim-Olgierd Łotoczko, który prowadził je od 1968 r. aż do tragicznej śmierci (zginoł w 1976 r. podczas wyprawy w Hindukusz). Jego następcy nie potrafili się porozumieć. W 1977 r. jeden z nich po pijanemu zaprószył ogień. Schronisko spłoneło doszczętnie, pozostały jedynie fundamenty"
"Bieszczady Słownik Historyczno-Krajoznawczy część 2 Gmina Cisna"

Jedyną prawdziwą informację podała tu „Lucyna”, zresztą za literaturą źródłową. Reszta to plotki historyczne, o co do autorów wpisów nie można mieć pretensji, bo piszą to, co usłyszeli.

Byłem troszeczkę związany emocjonalnie ze schroniskiem w latach jego świetności, więc postaram się napisać, co pamiętam. Jednak zastrzegam, że nie jestem pewny dokładnych dat, a na sprawdzanie nie mam czasu, więc wybaczcie ewentualne nieścisłości.

Zbudowano w Bieszczadach dwie takie budowle – pod Łopiennikiem i na Połoninie Wetlińskiej (obecne schronisko, nie licząc dobudówek i przeróbek Lutka). Co do przeznaczenia wojskowego budowli w momencie budowy – prawda. Warto tylko dodać, że budowle były sprowadzone ze Słowacji, a obok nich pobudowano drewniane wieże – triangulacyjne ? do obserwacji terenu ?
Zmieniły się strategiczne koncepcje kontroli terenu i budowle zostały opuszczone przez wojsko.

Tu należy dodać, że początki turystyki zorganizowanej w Bieszczadach – od początku lat sześćdziesiątych – to jest robota warszawskiego SKPB i ALMATUR-u. Jak było politycznie tak było, ale ALMTUR dofinansowywał zorganizowane obozy studenckie i dużo zrobił w dziele Studenckich Baz Namiotowych i prymitywnych schronisk w Bieszczadach – właśnie Łopiennik, Szczerbanówka, Prełuki, Stary Łupków, Bystre.

I właśnie chyba w połowie lat sześćdziesiątych ALMATUR warszawski przejął (wydzierżawił ?) budowlę pod Łopiennikiem, tworząc tam skromne schronisko jako zaplecze noclegowe dla zorganizowanych studenckich obozów wędrownych.

Pierwszym szefem był Cygan, który uruchomił schronisko, zrobił jakieś skromne remonty (na to nigdy nie było za dużo pieniędzy) i zaczęło to funkcjonować. Było biednie, ale fajnie i coraz bardziej kultowo.

Cygan postanowił pójść w świat, zdaje się, że objął jakieś schronisko w Gorcach. Z łapanki szefem schroniska został Leon. Typowy przedstawiciel „bieszczadników” tamtych lat – żadnych związków z turystyką, sezonowy „jagodziarz”, taki trochę bieszczadzki „bezprizornyj”.
Generalnie kontaktowy i nawet lubiany, ale żadnych chęci do działania w schronisku, zrobienia jakiejś sensownej roboty. Co gorsze zaczęło tam rezydować okresowo coraz więcej kolegów Leona, co zaowocowało zmianą atmosfery schroniska na nie całkiem turystyczną.

Leona delikatnie pogoniono i pojawił się Olgierd Łotoczko, chyba późną jesienią 1967 r., lub zimą 1968 r., w każdym razie w marcu tegoż roku tam go poznałem. Historyk sztuki z Wrocławia (tak mówił, a nie konserwator), świetnie zapowiadający się poeta z ogólnopolskimi debiutami, znany w środowisku literackim, uroczy towarzysko człowiek, oryginał trochę pozujący na bieszczadzkiego twardziela. No, ale o nim więcej innym razem, bo tego był warty.

Olgierd miał wielkie plany rozbudowy i unowocześnienia schroniska, a co najważniejsze chciał stworzyć w Bieszczadach coś na kształt regionalnego centrum kulturalnego. Był samodzielnym autorem szczątkowej renowacji cerkwi w Łopience, urządzenia w jej murach otwartego salonu rzeźby i zabudowy otoczenia cerkwi starymi miejscowymi chałupami, coś jakby wioska-skansen, turystyczno-kulturalna.
Wiele w tej sprawie się działo, ale to odrębny, duży temat, może innym razem.

Olgierd prowadził schronisko ze swoją piękną żoną Lilką, dochował się syna, któremu dał na imię Azja. I niestety nastąpiła ta tragiczna śmierć w Hindukuszu.

Po Olgierdzie był Maciek Pytel – czy był ktoś pomiędzy nimi ? chyba nie.
Maciek, absolwent warszawskiej SGPiS, oddał się schronisku całym sercem i duszą. Turysta, świetny organizator, lubiany przez wszystkich, zaczął z rozmachem remont zaniedbanego schroniska. Wydębił od ALMATUR-u pieniądze, dołożył sporo swoich, zajeździł swojego „malucha” (złapała go milicja, kiedy nim przewoził 10 worków cementu, każdy po 50 kg), a co najważniejsze skupił wokół siebie grono pasjonatów, którzy pracowali społecznie przy remoncie (Otrytczycy to doskonale zrozumieją, tak samo Ci, którzy kiedyś budowali schronisko na Przysłupiu Caryńskim).

Prawie wszystko w schronisku i jego otoczeniu zostało zrobione. Pozostał problem wody. Ci, którzy tam bywali lub orientują się gdzie stało schronisko wiedzą, że wydajne źródełko, na ścieżce dojściowej z Dołżycy, było jakieś 200 m przed schroniskiem, u stóp stromego zbocza.
Podstawowym sportem wśród bywalców był bieg do schroniska z dwoma wiadrami wody na czas, po chyba około osiemdziesięciu schodkach, przy czym ubytek wody poniżej wrąbków na wiadrze oznaczał dyskwalifikację.

Maciek z konieczności wymyślił sobie, że przy źródełku zbuduje porządną myjnię dla ludzi i na dodatek saunę. Zgromadził już prawie wszystkie potrzebne materiały i we wrześniu (którego roku ?) miało to być robione.
Ale nawinęła mu się okazja do znakomitej przygody – koledzy filmowcy zaprosili go na wyjazd turystyczno-filmowy gdzieś do dalekiej Azji wschodniej. Ponieważ do zrobienia pozostało bardzo niewiele uznał, że pojedzie.

Jednak do rozwiązania był problem – kogo zostawić na gospodarstwie szefem. W tym czasie stałymi rezydentami schroniska byli:
Halika – włócząca się od kilku lat po Bieszczadach polonistka z Łodzi, próbująca zaczepić się na etat w jakiejś miejscowej szkole (niestety mała wyższe wykształcenie, więc bez szans);
Maciek (chyba tak miał na imię) – człowiek, który prawie od początku pracował przy remoncie, kowal, cieśla, stolarz, niezwykle pracowity, zrobił w schronisku niesamowitą robotę fizyczną. Niestety, człowiek z pewną wadą psychiczną, dostawał małpiego rozumu już po pięćdziesiątce wódki, o czym Maciek Pytel doskonale wiedział, bo niejeden raz to przeżył.

Wybór był niezwykle trudny, więc Pytel wybrał, jak mu się zdawało, wyjście salomonowe – oboje zostali namaszczeni na współszefów.
Tu kilka słów o sprawie Maćka pomocnika. Pytel przez cały czas walczył z ALMATUR-em o dodatkowy etat dla schroniska, właśnie dla Maćka pomocnika. Takie były czasy, że na to nigdy nie było pieniędzy, przecież zawsze prawie wszystko szło dobrze siłami wyłącznie społecznymi.
Ale sprawa dodatkowego etatu w tym przypadku rokowała nieźle, w każdym razie wyjeżdżając Maciek Pytel był pewny, że to zostanie załatwione i takie przekonanie chyba zostawił Maćkowi pomocnikowi.

I tu moja wersja, którą weryfikowałem na podstawie wielu bezpośrednich informacji i w wielu źródłach.
Chyba koniec września, upalnie, Maciek pomocnik schodzi do Cisnej. Na poczcie odbiera list do schroniska. Jest to oficjalne pismo z ALMATUR-u, że dodatkowy etat dla schroniska nie został przyznany. Maciek pomocnik jest strasznie rozżalony(relacja ludzi, którzy z nim rozmawiali w tym czsie), wypija kilka wódek i wraca do schroniska. Przy źródełku spotyka Halinkę, która zajęta jest praniem. Pyta się jej, czy ktoś jest w schronisku. Halinka odpowiada, że ta dwójka turystów, która tam mieszkała poszła w góry.

Maciek pomocnik idzie sam na do schroniska. Za kilkanaście minut schronisko płonie.

Być może cdn.

jeden z Pulpitów
08-02-2007, 00:50
Olgierd ŁOTOCZKO !!!

Co ten WORD potrafi zrobić zrobić z tekstem. Jestem pewny, że napisałem Łotoczko a nie Otoczko
Moderatorzy - prośba, zmieńcie to, bo jest to tekst historyczny, a nie każdy czyta poprawki w następnym wpisie.
Pozdrawiam

lucyna
08-02-2007, 07:49
Boże Ty mój. Tego własnie mi potrzeba. Wiedzy... Proszę o cdn, bardzo proszę. Teraz widzę jak bardzo potrzebna jest monografia. Dla takich wypowiedzi Admin powinien stworzyć specjalny dział Historia Bieszczadów.

Marcowy
08-02-2007, 12:24
O kurczę... Aż dostałem wypieków. Świetna historia, genialnie opowiedziana. Czekam na ciąg dalszy.

bertrand236
08-02-2007, 12:48
Super opowieść.
Pozdrawiam

iza
08-02-2007, 12:49
Tak ,tak świętnie opowiedziane z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg ( coś jakby na kolejny odcinek fajnego serialu ) .
Szkoda że tak mało jest takich opowieści .

dziabka1
08-02-2007, 14:17
No i wreszcie ktoś opowiedział konkrety. Bo te moje gadki to zasłyszane strzępki i niekoniecznie nogły być zgodne z prawdą. Czekamy na cdn...
A rozdział historia Bieszczadów się przyda, bo bardzo mało jest udokumentowanych wiadomości na temat powojennych bieszczadów. A szkoda.

WALDI
08-02-2007, 19:13
..."Za kilkanaście minut schronisko płonie"...
Interesująca opowieść. Chętnie poczytał bym wspomnień ludzi,którzy w tamtych latach łazili po górach.Gdyby jeszcze mieli fotki z tamtych lat to już mi więcej nic nie potrzeba.

jastrzab
08-02-2007, 20:04
dziekujemy bardzo za opowiesc.pana Cygana znalazlem na liscie czlonkow Pttk,teraz nalezy ustalic czy to ta sama postac..dzieki za nazwiska.poszukam.
wkrotce bedzie kolejna historia i pewnie fotki.

jastrzab
08-02-2007, 20:15
w tzw.miedzyczasie poszukuje czlonkow feralnej dla pana lotoczki wyprawy-jestem na tropie:)pozdrawiam i dziekuje

dziabka1
08-02-2007, 21:47
Chętnie poczytał bym wspomnień ludzi,którzy w tamtych latach łazili po górach.Gdyby jeszcze mieli fotki z tamtych lat to już mi więcej nic nie potrzeba.

Trochę wspomnień znajdziesz w książkach Władysława Krygowskiego. Niestety - nie ma nic o schronisku na Łopienniku. Są to tomay opowiadań "Góry i doliny po mojemu", "Wspinaczka po tęczy", "W litworowych i piarżystych kolebach", "Góry mojego zycia" - Wydawnictwo Literackie Kraków, lata 70, seria z parzenicą. Są opowiadania o róznych górach - od Rumunii i Karpat Wschodnich, Tatr i Beskidów, aż po wspomnienia wojenne i góry Szkocji i Alpy. I oczywiście także o Bieszczadach oraz o Beskidzie Niskim, bo po wojnie, kiedy już nie można było jeździć w Czarnohorę i Gorgany, Bieszczady były jakby namiastką. Zresztą, bez Niego nie byłoby Bieszczadów w obecnej formie (turystycznej, oczywiście). Bardzo polecam wszystkim jego wspomnienia - są po prostu piękne.

jeden z Pulpitów
08-02-2007, 23:31
KOCHANI... dziękuję za dobre słowa.
Zapłoniłem się sie jak chłopiec jeszcze przed inicjacją. A to nic wielkiego, coś tam wydobyłem z serca, bo dawne Bieszczady to moja wielka miłość (mojej żony również) i "wspomnień czar".

Cdn. będzie, ale wybaczcie trochę później, po prostu mam okresami utrudniony dostęp do netu, a i czasu brakuje.

Do "Jastrzębia" - życzę Ci powodzenia w odszukaniu członków wyprawy Olgierda i dowiedzenia się "jak to było". Ja nigdy się tym nie zająłem, chociaż z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się, że powinienem. Po prostu świeży żal był wtedy zbyt bolesny.

Co do okoliczności tragicznej śmierci Olgierda w Hindukuszu - z niejasnych przekazów znam taką wersję.
Grupa w części swojej wyprawy miała w planie przepłynięcie kajakami jakiegoś odcinka górskiej rzeki. Z powodu meandrów pogodowych stan wody i porywistość strumienia jak na tę porę roku były zbyt duże. Miejscowi twierdzili, że jeszcze nikt w takich warunkach tej rzeki nie przepłynął.
Na to Olgierd stwierdził - a ja przepłynę. I popłynął samotnie ........

Znając trochę jego charakter wierzę, że tak mogło być.

Pzdrawiam wszystkich zainteresowanych "starą" historią Bieszczadów

WALDI
09-02-2007, 14:20
..."Bardzo polecam wszystkim jego wspomnienia"...
Jak człowiek całe swoje życie związany jest z tym regionem to każda dodatkowo zasłyszana historia jest bardzo cenna.Dobrze jest dowiadywać się z ust ludzi,którzy to bezpośrednio przeżyli i widzieli.Forum umożliwia zadanie dodatkowych pytań.Czytając książkę możemy jedynie poznać pewne fakty ale nie dowiemy się nic więcej.
Gdyby tu zagladali ludzie którzy wówczas łazili po "naszych"górach (pokolenie 20-sto latków lat sześdziesiątych) to zapewne można było by się sporo od nich dowiedzieć.
dziabka1- dzięki za namiary,napewno gdzieś mi to w łapy wpadnie

Anyczka20
09-02-2007, 15:21
Może akurat nie Krygowskiego, ale też warto poczytać, zajrzyj tutaj: :-)
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?t=2514
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?t=2515
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?t=3139

Browar
09-02-2007, 20:20
"Człowiek który sadził drzewa" - mistrzostwo.Byłem nie tak dawno w posadzonym własnoręcznie lesie - jest już spory,dziwne to uczucie...

WALDI
01-03-2007, 09:12
..."Cdn. będzie"...
Czekamy na dalszy ciąg.

Goska
01-03-2007, 12:02
KOCHANI... dziękuję za dobre słowa.
Zapłoniłem się sie jak chłopiec jeszcze przed inicjacją. A to nic wielkiego, coś tam wydobyłem z serca, bo dawne Bieszczady to moja wielka miłość (mojej żony również) i "wspomnień czar".


No to jak będziesz miał dostęp do netu + czas + ochotę - pisz, proszę. A pieszesz pięknie, na chwilę odpłynęłam z codzienności.

Viperaberus
02-03-2007, 20:38
Czekam z niecierpliwością na jeszcze :]

Henek
03-03-2007, 17:54
Schronisko na Łopienniku
Postanowiłem na tą okoliczność zagadnąć Lutka, jak on to wspomina.
Oto co usłyszałem.
Mniej więcej w jednym czasie wojsko opuściło swe obiekty służące do obserwacji powietrznego wroga.
Zmieniła się strategia i przestały być wojsku potrzebne. Tych obiektów było pięć, dwa w Bieszczadach czyli na Połoninie i na Łopienniku oraz trzy w Beskidzie Niskim , wszystkie leżały wzdłuż południowej granicy Polski. Usiłowałem wyciągnąć z Lutka czy wie coś na temat lokalizacji tych trzech pozostałych obiektów ale nie był w stanie określić dokładnego ich położenia. Może ktoś coś wie na ten temat ?
Obydwa bieszczadzkie obiekty były bliźniaczo podobne z tym że ten na Łopienniku nieco większy. Został zagospodarowany przez ludzi z Warszawy, ale czy przez studentów czy też przez osoby związane z PTTK – tu wspomnienia się wymieniają.
W pamięci zostało że na wszystko brakowało pieniędzy. Nie było szans na inwestycje. Sztuką było utrzymanie schroniska przy życiu.
Gospodarzem schroniska był Łotoczko , z wykształcenia historyk sztuki. Stworzył on projekt zagospodarowania doliny Łopienki. Według tego projektu miała tam powstać wioska turystyczna , coś na kształt żyjącego skansenu. Zabudowę miały stanowić przeniesione z regionu budynki Łemków i Bojków służące turystom. Centralnym elementem miała być odbudowana cerkiew – wówczas w ruinie. Z tego powodu uważa się go za prekursora odbudowy cerkwi w Łopience.
Lutek który w tym czasie zadomowił się na Połoninie wiele razy bywał na Łopienniku. Wspomina Łotoczkę jako zapalonego kajakarza który szukał po całym świecie rzek, najciekawszych rzek do spływania . Z jednej z takich wypraw – do Afganistanu – już nie wrócił. Znaleziono tylko jego plecak.
Jego żona jeszcze przez pewien czas gospodarzyła, ale to nie jest zajęcie dla kobiety z dzieckiem.
Opiekę nad schroniskiem przejął Cygan , ale nie z Romów tylko człowiek o takim nazwisku. Do schroniska często ściągali studenci, różnego rodzaju lumpy - o przepraszam - dzisiaj mówimy bieszczadnicy . Gościli tu też zwykli turyści czy nawet trafiały wycieczki szkolne.
Jedna z takich wycieczek przyjechała z miasta Łodzi pod opieką nauczycielki. Nauczycielka ta, tak zachwyciła się Bieszczadami , że wkrótce porzuciła całe swoje dotychczasowe życie i przyjechała w ten zakątek na stałe. Próbowała zaczepić się w różnych miejscach. Widywano ją w Cisnej , Wetlinie , w schronisku w Górnych ale również w obiektach na Łopienniku i na Połoninie. Na koniec przez pewien czas rezydowała w Szczerbanówce.
Z powodu lekkiej wady postawy niekiedy nazywana była garbatą. Próbowała zaczepić się w różnych miejscach, ale niespecialnie była lubiana. Nie przepadały za nią kobiety bo która kobieta lubi jak mu się chłopa bałamuci. Nie przepadali mężczyźni bo często okazywało się że nie są już wybrańcami losu.
Ale wróćmy do sedna.
W schronisku na Łopienniku w czasach Cygana często przebywał człowiek pomagający w wielu codziennych sprawach. Taki pomagier jest nieocenioną osobą . Niby nic ale bez niego ani rusz. Otóż w jego stronę zwróciły się oczy wspominanej wcześniej nauczycielki z Łodzi. Obdarzony afektem nie do końca rozumiał że kobieta zmienną jest. Po pewnym czasie ona zmieniła swoje zainteresowanie w kierunku osoby mogącej jej zapewnić trwały byt w tutejszym środowisku czyli gospodarza obiektu.
Nie , nie będziecie wić tu sobie gniazdka , a ja będę tylko waszym pomagierem – miał powiedzieć w momencie desperacji.
Działając z rozmysłem , użył przyniesionej specjalnie na tą okoliczność benzyny. Takiego ognia nikt nie był w stanie ugasić. Obiekt był cały z drewna.
Dzisiaj resztki fundamentów są coraz trudniejsze do odszukania.

Tak wyglądają wspomnienia Lutka. Nie weryfikowałem ich, bo nie mam do tego upoważnień. Pominąłem tylko co niektóre pikantne fragmenty, w końcu jest to forum publiczne. Dzieci mogą czytać

jeden z Pulpitów
04-03-2007, 14:34
Schronisko na Łopienniku
Tak wyglądają wspomnienia Lutka.

Z całym szacunkiem do Luteczka - którego skrótową historię biesczadzką opisywałem na forum w innym miejscu - ale jego widzenie pewnych spraw, zwłaszcza przez pryzmat damsko-męski, w odniesieniu do Łopiennika jest powiedzmy przesadzone.
No, chyba że wypowiadałby się o kempingu w Ustrzykach G., którego był wieloletnim ajentem i akurat w kempingowych sprawach damsko-męskich powszechnie uznawanym ekspertem i autorytetem.

Z tym poszukiwaniem przez Olgierda rzek na całym świecie .... ?

Cygan był na pewno przed Leonem, a Leon przed Olgierdem. Czy Cygan był jeszcze raz po Olgierdzie ? a przed Mackiem Pytlem ? Przysiągbym, że nie, ale ta pamięć .....

Ze skansenem-wioską turystyczną - cała prawda.
Na razie tyle - pozdrawiam.

jastrzab
03-04-2007, 12:38
niestety zajety roznymi sprawami musialem przerwac poszukiwania ludzi zwiazanych z tym schroniskiem..
oj musze przyznac,ze nie w smak mi ten post przytaczajacy wspomnienia lutka.z calym szacunkiem ale to jest bebeszenie czyjegos zyciorysu,w dodatku robi wrazenie domyslu.prawda to czy nie..ale czy wypada tak na forum takie kwestie poruszac.ja wiem,ze to ma scisly zwiazek z historia lopiennika..moze jednak to i owo przemilczec i dac jedynie do zrozumienia,ze zawazyly sprawy osobiste czy mesko-damskie i tyle
w kazdym razie u mnie na takie historie nie liczcie-wznawiam poszukiwania..swoja droga obawiam sie,ze te wspomnienia moga doprowadzic do jakiejs telenoweli,a bo zaraz odezwie sie ta pani albo ktos jeszcze inny i nie nie to nie tak to on zdradzil itd.tego chcialbym tu uniknac.jesli jednak tak bedzie,ja jako ten ktory zapoczatkowal ten temat zapowiadam,ze takie jalowe gadki mnie nie interesuja i wychodze z kina,bo bardzo nie dobre dialogi..

jastrzab
03-04-2007, 12:51
dodam jeszcze,ze fajnie by bylo poczytac cos o atmosferze tamtego czasu, o bywalcach,jakies ciekawe wydarzenia itp.
na lopienniku bywal edward stachura.i kto wtedy go goscil,kto z wymienionych gospodarzy?na przyklad...
w ogole lata 60,70 musialy byc w bieszczadach ciekawe...z opowiesci pamietajacych wynika,ze przyjazd tam to bylo niemal wejscie w inny wymiar..jest jeden gosc,ktorego poznalem w londynie,tylko ze on nie umie obchodzic sie z kompem i sie go boi.nagram go i przepisze-spedzil w bieszczadach kilka lat(1962-1970)

Henek
03-04-2007, 12:54
Jastrząb pisze

musze przyznac,ze nie w smak mi ten post
Za treść tego postu ja ponoszę odpowiedzialność. Nie był on konsultowany ani autoryzowany przez Lutka.
To tylko luźny głos wspomnień które pozostały po 20-stu 30-stu latach, porozrywane wspomnienia, a nie praca naukowa na rzeczony temat.
Jeśli jest to głos niewłaściwy zwracam się z prośbą do admina o usunięcie go.

jastrzab
03-04-2007, 13:06
w porzadku.wiadomo o co chodzi.to tylko sugestia z mojej strony...grabula

jastrzab
03-04-2007, 13:11
ciekawe jak wspominiana dama sie zwie i czy wciaz jest wsrod zywych.szukamy..

jeden z Pulpitów
04-04-2007, 13:25
oj musze przyznac,ze nie w smak mi ten post przytaczajacy wspomnienia lutka.z calym szacunkiem ale to jest bebeszenie czyjegos zyciorysu,w dodatku robi wrazenie domyslu.prawda to czy nie..ale czy wypada tak na forum takie kwestie poruszac.ja wiem,ze to ma scisly zwiazek z historia lopiennika..moze jednak to i owo przemilczec i dac jedynie do zrozumienia,ze zawazyly sprawy osobiste czy mesko-damskie

Zgadzam się z Tobą "Jastrząb". A "Henek" jest tu całkowicie BEZ jakiejkolwiek WINY !
Po prostu w dobrych intencjach przytoczył "widzenie sprawy" przez Lutka, który niewątpliwie w trakcie relacjonowania był nieźle wzmocniony herbatką.
Lutek jest absolutną, żyjącą legendą bieszczadzką i królem tych gór. Co nie oznacza, że jest nieomylny w sądach, zwłaszcza wyrokowanych w sprawach męsko-damskich (co delikatnie sugerowałem w swoim ostatnim poście).
Mam prawo tak napisać, bo poznałem go przelotnie już w 1967 roku, a głębsza znajomość datuje się od czasu jego powrotu w Bieszczady, konkretnie do Ustrzyk G. (po chyba 2-letniej przerwie), w 1971-2 roku (??).
Przewaliliśmy podczas tej znajomości z kilka kontenerów "herbatki" z różnych plantacji, z pożytkiem dla wzajemnej przyjaźni i różnych spraw. Natomiast ogólnie, co do różnych sądów Lutka - bywają dosyć uproszczone i czasami mają zbyt luźny, lub żaden związek z materiałem faktograficznym.

Przedstawioną przeze mnie wersję "spalenia" znam na 99,99% od Maćka Pytla, czyli tego który remontował schronisko. I przysięgam, że nie było tam żadnej mowy o jakimś podkładzie damsko-męskim.

Maciek-pomocnik, miał chyba na nazwisko Muszyński (?).
Dziewczyna, jak pisałem, to Halinka z Łodzi - nazwisko mam na końcu języka ... ale nie chce się wyartykułować.

Co do atmosfery schroniska i samego Olgierda. Złożyłem w tym wątku zobowiązanie, że będzie garść impresji. I będzie. Tylko kochani - brak czasu. To wymaga skupienia oraz rozmowy z dwoma niegdysiejszymi bywalcami, których muszę namierzyć.
Pozdrawiam

Doczu
05-04-2007, 06:09
Ooo miło Cię widzieć znów na forum "jeden z Pulpitów"

kubapawel
05-04-2007, 13:08
Hej!! pozdrawiam Świątecznie.
moi rodzice są spod Łopiennika i coś tam wiedzą, osobiscie widziałem jak schronisko płonie, słyszalem ze było podpalone przez Milicjanta i Ormowca.
coś się dowiem więcej....jutro tam jade. popytam i napisze

chudybolek
07-04-2007, 11:27
Cześć !!!
Pamiętam,że byłem przy tym schronisku w maju 1977 i to, że woda była donoszona ze źródełka znajdującego się dużo poniżej schroniska. Samo schronisko to mała, chyba piętrowa chatka w lesie...rok później zobaczyłem tylko zgliszcza. Jeszcze nie istniał szlak z Łopiennika na Durną ale i tak całe pasemko pozostało nadal dość dzikie. Nie ma tam schodków i poręczy jak na połoninach. Pozdrowienia dla kierownictwa bazy pod Łopiennikiem ...i dla miśka - takich miejsc jest coraz mniej.

chudybolek

tengyal
07-05-2007, 17:00
Jezdzilem tam w I pol. lat 70 jako uczen liceum przez kilka lat. Byla taka zaloga nastolatkow z Warszawy (i nie tylko) jezdzaca regularnie na Lopiennik, jesli tylko czas pozwolil. Bralem udzial w pierwszych pracach pod budowe zamierzonej przez Olgierda wioski -skansenu na Lopience. Wszystko urwalo sie po tajemniczej smierci Olgierda w Himalajach, a wkrotce potem dowiedzialem sie, ze chata splonela. Jesli kogos to ciekawi, to chetnie odpowiem na pytania.

stefan_ef
15-06-2013, 20:12
Cześć Wam!
Byłem na Łopienniku w październiku 1977 - fotografowie /ZPAF/ - Janusz, Leszek, Paweł, Stefan + Malina, córka Stefana i Joanna, żona Janusza. Teraz dwóch wykładowców fotografii i jeden profesor. Są fotografie, wspomnienia, spotkanie z niedźwiedziem... Po powrocie do Gdańska dowiedzieliśmy się - chyba telefonicznie - o pożarze...
Pozdrawiam tych co pamiętają lub szukają wiedzy o tym miejscu
Stefan_ef

coshoo
15-06-2013, 20:38
Było wrzucić jakieś zdjęcie :)

zbyszek1509
15-06-2013, 20:42
Cześć Wam!
Byłem na Łopienniku w październiku 1977 - fotografowie /ZPAF/ - Janusz, Leszek, Paweł, Stefan + Malina, córka Stefana i Joanna, żona Janusza. Teraz dwóch wykładowców fotografii i jeden profesor. Są fotografie, wspomnienia, spotkanie z niedźwiedziem... Po powrocie do Gdańska dowiedzieliśmy się - chyba telefonicznie - o pożarze...
Pozdrawiam tych co pamiętają lub szukają wiedzy o tym miejscu
Stefan_ef
Na pewno chodzi o to samo miejsce, jednak schronisko było na Horodku, na nazywało się Pod Łopiennikiem. Kilka osób opisywało pewne wydarzenia z okresu świetności tego schroniska. Natomiast, pewnie jeszcze więcej z przyjemnością obejrzy zdjęcia tego miejsca, tym bardziej, że były robione przez fachowców. Osobiście nie mogę się doczekać odrobiny historii z miejsca w którym wielokrotnie byłem. Pozdrawiam

Ed 56
10-01-2015, 19:46
Schronisko pod Łopiennikiem
czyli
Co zapamiętałem z pobytu na przełomie sierpnia i września 1977 roku

Dotarłem tam około dwudziestego sierpnia, nie był to mój docelowy punkt wędrówki, jak wszyscy, chciałem zwiedzić również inne Bieszczadzkie rejony. Niestety dalej już się nie ruszyłem. Urzekła mnie panująca tam atmosfera, którą tworzyli przebywający w schronisku ludzie. Trzon to stali bywalcy, w większości studenci UW.
Z tego co pamiętam, „kierownictwem” schroniska było dwoje ludzi. Wspominany, w opowieści „jednego z pulpitów” Maciek, którego profesję ktoś z grona określił – artysta kowal. Drugą była kobieta, imienia nie zapamiętałem, ona przede wszystkim zajmowała się przyjmowaniem i obsługą grup przybywających do schroniska. Jak sugerują niektórzy, nie byli parą, przez pewien czas przebywała tam bowiem dziewczyna Maćka-Ula.
Potwierdzam jednak informacje o tym, że jak pacierza tak trunków Maciek nigdy nie odmawiał. Pamiętam incydent przy ognisku gdy, mając już dobrze w czubie ( bo bawiąca wówczas grupa studentów z Poznania degustowała szprync z Dodoni) odebrał chłopakowi gitarę i wrzucił do ognia razem ze swoimi butami. Następnego dnia usprawiedliwiał ten wyczyn, że nie mógł już słuchać piosenki „Lato pachnące miętą”, która była wówczas „hitem” na bieszczadzkich szlakach.
Pamięć jest zawodna, jednak na podstawie przeczytanych postów przypomniałem sobie, jak wieczorami opowiadano, że „Maciek chciałby zrobić to czy tamto”. Kojarzyłem te plany z obecnym tu na miejscu człowiekiem, jednak, teraz wiem to na pewno, iż ktoś wyprowadził mnie z błędu – chodziło o dwie różne osoby.
Na dzień, lub dwa przybył do schroniska człowiek przed którym, jak sobie przypominam, wszyscy mieli respekt. Przywiózł reglamentowany wówczas cukier, oraz inne rzeczy między innymi gont. Wieczorem, opowiadał o kimś, zaginionym na wyprawie kajakowej.
Jak opisuje „jeden z pulpitów”, dużo się w tym czasie działo w tworzeniu infrastruktury. Ja, na przykład uczestniczyłem w budowie strategicznego obiektu jakim był nowy wychodek. Budowla na miarę czasów i potrzeb, z bukowych okrąglaków, dwukabinowa.
Przy źródełku rzeczywiście były fundamenty pod planowaną saunę. Była też ciepła woda, oczywiście na zasadzie „zrób to sam”. Jako że wówczas miednice były metalowe, wystarczyło rozpalić pod nią ognisko i podgrzać ciecz do żądanej temperatury-jak na bieszczadzki warunki- ful wypas.
Wodę do schroniska rzeczywiście trzeba było donosić lecz w ’77 do tego celu używaliśmy plastikowych kanistrów o pojemności 20 lub 30 litrów.
Zdjęcia w internecie, pokazują budynek od strony polanki, wejście było po drugiej stronie. Pierwotnie wchodziło się prosto z podwórka do wewnętrznego korytarza. Przed moim przyjazdem postawiono cztery ścianki z bali. Pomieszczenie powstałe w ten sposób stanowiło sień, którą nasza ekipa kryła, wspomnianym wcześniej gontem. Odnośnie tej przybudówki, przypominam sobie fragment czyjejś wypowiedzi. W zamyśle – zapewne Maćka Pytla – ta sień miała być zawsze otwarta, nawet gdy schronisko z jakichś powodów byłoby zamknięte. By każdy wędrowiec mógł schronić się przed deszczem czy przeczekać noc.
Centralnym miejscem schroniska była oczywiście kuchnia w której zbieraliśmy się wieczorem, by wydarzenia minionego dnia opisać w bluesie. Chciałbym jednak w tym miejscu opowiedzieć głównym elemencie jej wyposażenia czyli stole. Rzecz prosta i pewnie dlatego urzekająca. Blat z surowego bala, o wymiarach 1x2,5m i grubości 8 lub 10 cm. Osadzony był na dwóch stożkowych podporach, które przechodziły przez wycięte w nim otwory i wystawały 30-40 cm. ponad poziomem stołu. Na ich szczycie stawiane były wieczorem świece, a topiąca się parafina tworzyła malownicze nawisy. W ten sam sposób wykonane były ławy stojące wokół stołu. Sprzęty te były wspaniałym dopełnieniem obrazu bieszczadzkiej przygody.
Na koniec opiszę inwencję twórczą przewijających się przez schronisko ludzi.
Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do chaty, siadacie przy stole i widzicie, że stoi na nim COŚ. Deseczka o wymiarach 10x15cm.na podpórkach z patyków. Po środku otwór, wokół którego wbite są małe gwoździki, a na nich zapleciony sznurek. Poniżej przymocowane dwa kółka – Ø 3 cm. z przeciętej w poprzek gałęzi, a pod nimi zaszczepka. Zapewniam, zarówno ja jak i każdy nowy przybysz po obejrzeniu intrygującego obiektu normalnym odruchem zakładał zaszczepkę na haczyk i .... włączał radio, które było zamocowane po drugiej stronie deseczki.
Po datowaniu wpisów widzę, że zainteresowanie tematem zdecydowanie osłabło, ale mimo to za jakiś czas zamieszczę kolejną porcję.

górskidąb
11-01-2015, 02:03
Ed 56 czekam na dalsze wspomnienia!

diabel-1410
11-01-2015, 10:42
Pisz dalej i zamieszczaj zdjęcia proszę

Ed 56
12-01-2015, 20:36
Dzięki, że ktoś tu jeszcze zagląda. Wrzucę coś za dwa dni.

Ed 56
14-01-2015, 19:40
Witam, dzięki za odzew i motywację do dalszego pisania.
Sory diablo ale zdjęć nie będzie, mało kto chodził wówczas po górach z aparatem. W tracie mego pobytu był przez dłuższy czas gość, który trochę pstrykał ale nie pamiętam ani jego imienia ani skąd pochodził.
Tym razem chcę opisać wnętrze schroniska i jego najbliższe otoczenie. Na parterze były trzy lub cztery pomieszczenia. Na wprost wejścia opisywana już kuchnia. Po lewej dosyć duża sypialnia wieloosobowa, stało tam kilka prycz piętrowych. Po prawej-i tu właśnie mam wątpliwości-jedno lub dwa pomieszczenia, które zajmowała Halina. Pełniły one również funkcję „kancelarii”. Po prawej również biegły schody na piętro, nie miały one typowej poręczy. Zastępowała ją lina zapleciona w nieregularną pajęczynę. Luzowała się bardzo często i jeśli komuś to przeszkadzało poprawiał naciąg według własnej koncepcji. Na drugiej kondygnacji były na pewno trzy sypialnie. Możliwe że była też czwarta ale w tej kwestii mam dziurę w pamięci. Sale te były mniejsze, a ze względu na nachylenie stropu nie było w nich prycz piętrowych. Zdarzały się sytuacje, że liczba gości równała się liczbie łóżek, wówczas stali mieszkańcy(o nich innym razem) przenosili się do trumien. Były to małe i niskie kańciapki, pod samą kalenicą po obu stronach kominów, na upartego mogły tam spać nawet po cztery osoby. W sezonie letnim, aby zwiększyć ilość miejsc noclegowych, rozstawiano na polance namioty dziesięcioosobowe (pamiętam dwa). Obok schroniska była nieduża szopka, na której poddaszu też można było się przespać . Tam było najtaniej, bodaj dwa złote za noc.
Nowym pomieszczeniem, będącym jeszcze w fazie przygotowań to „sala kominkowa”. Mieściła się w piwnicy pod lewą częścią domu(orientacja od drzwi wejściowych). Palenisko było już gotowe, jednak o ile dobrze pamiętam miało ono problemy z ciągiem.
Wspaniałe miejsce, szkoda że można o nim mówić już tylko w czasie przeszłym.

Marcowy
14-01-2015, 20:31
Po datowaniu wpisów widzę, że zainteresowanie tematem zdecydowanie osłabło

Patrząc na liczbę odwiedzających wątek mogę Cię zapewnić, że zainteresowanie tematem jest ogromne! Ale większość pewnie - tak jak ja - nie ma wiele do powiedzenia na ten temat i po prostu czyta z wypiekami na twarzy. No i czeka na kolejne wspomnienia z tego wyjątkowego miejsca. Wielkie dzięki :)

Edit: czy macie jakiekolwiek zdjęcia tego schroniska? Google nie pomaga, a ja nie mogę sobie do końca wyobrazić, jak wyglądało.

Ed 56
14-01-2015, 20:58
Dzięki Marcowy
ze swej strony mogę zapewnić, że zamieszczę jeszcze parę postów. Będą to zapamiętane epizody i opisy ludzi, którzy się przewinęli przez schronisko w czasie mego pobytu.

cygrad
14-01-2015, 21:10
Poniżej wrzucam wspomnienia mojego Taty ,który był pierwszym kierownikiem Schroniska(Cygan). Tekst ten ukazał się w książce "Pół wieku w górach 1957-2007 czyli dzieje Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Warszawie" pod red. A. Wielochy W-wa 2007 . W tej publikacji są jeszcze dwa artykuły o Łopienniku autorstwa innych osób. A to są wspomnienia mojego ojca:

Czerwiec 2007 – dzwoni telefon.
- Halo słucham?- Czy Pan Witold Cygan?
- Tak, przy telefonie.
- Pan był pierwszym kierownikiem Łopiennika?
- Tak.
- Czy mógłby Pan opisać początki schroniska, bo nikt tego nie wie. W październiku są obchody 50-lecia SKPB i opracowujemy monografię.
- Skąd ten telefon do mnie?
- Od Jurka Korejwy.
- Spróbuję.

Siedzę zdziwiony i zaskoczony. Zaczynają wracać wspomnienia. Najpierw ludzie: Jurek Korejwo, Marta jeszcze nie jego żona, Jul Bystrzanowski „Zielony”, Wanda Polakowska, Witold Bartol, Marek Borkowski z Ewą, Basia Jezierska, Rafał Łąkowski, Witek Michałowski, Jacek Krzyżanowski, Fregata (Barbara Walicka), Ewa Beynar, Marek Kabziński, Józek Piorun, Ela Skiba, Jul Osuchowski, Krystyna Lady, Janusz Drużyński i wielu, wielu innych. Wszystkich Ich poznałem na Rajdach Świętokrzyskich, w czasie działalności w PTTK na Polibudzie, w R.O. ZSP i oczywiście na Łopienniku.
Jak się to zaczęło? A tak jakoś z przypadku. Ponieważ w 1964 r. przerwałem studia i nie miałem co ze sobą zrobić, Jul Bystrzanowski zaproponował mi wyjazd w Bieszczady. R.O. ZSP dostała , za symboliczną złotówkę, od PTTK w Lesku budynek po strażnicy OPL (Obrona Przeciwlotnicza) na Łopienniku. Prezesem był wtedy o ile pamiętam p. Lenart. Zaproponował on ten dom Radzie, która prowadziła w Bieszczadach studencką akcję letnich obozów wędrownych. Ja miałem ten dom obejrzeć i ocenić czy można tam zrobić schronisko studenckie.

Wybraliśmy się tam z nieżyjącym już Jackiem Krzyżanowskim zimą 64/65. Zabraliśmy ze sobą narty. Bardzo nam się przydały, gdyż śniegu było dużo, a dojście do domku leżącego na górze wśród lasu było trudne. Ja trochę przeceniłem swoje umiejętności narciarskie, ale i tak było dużo łatwiej niż na piechotę. Drewniany budynek był zdewastowany, jednak wg nas można było go przygotować na najbliższy sezon letni do przyjęcia 20-30 osób, oczywiście w dość prymitywnych warunkach (brak wody, światła), wtedy to nie przeszkadzało. Dodatkową atrakcją była drewniana wież obserwacyjna tuż nad domem z pięknym widokiem na całe Bieszczady. Z takimi informacjami wróciliśmy do Warszawy.

Wiosną 65 r. ze Zbyszkiem Franzem pojechałem tam, już jako przyszły kierownik „Schroniska na Łopienniku”. Na początku zatrzymałem się w Dołżycy w szopie, w której przemieszkiwał Leon Kłosowski, który przywędrował ze Śląska. Razem z nim nocowali tam i inni. Z tego co pamiętam, był tam i Piotrek Francuz nazywany tak, bo długie lata pracował we Francji, a nawet chyba tam się urodził. Bracia Majewscy, też
przybysze z Polski. Jeden z nich osiadł w Bieszczadach na stałe, ożenił się tam (byłem świadkiem na ich ślubie), teraz jest leśniczym. Mieszkając tam rozpocząłem remont. Zaproponowałem Leonowi, żeby pracował ze mną. Było nas więc dwóch.Przenieśliśmy się na górę i zaczęliśmy od sprzątania, wykopania wychodka. Załatwiłem drewno w pobliskim tartaku, cegłę,kafle, szyby, okna na strych. Problemem był transport. „Droga”, którą można było dojechać, bardziej przypominała dno skalnego potoku, niż coś do jeżdżenia. Zgodził się wreszcie wszystko wywieźć koniem p. Micek, rolnik z Dołżycy. Było bardzo ciężko, ale udało się. Zaczął się remont podłóg, budowa pieca, kuchni, wstawianie okien. Przyjechały łóżka metalowe, materace, koce, trochę naczyń. Pracowaliśmy przy tym już we czterech, bo dołączyli do nas jeszcze dwaj studenci z Warszawy. Na parterze powstała sypialnia, chyba dla 16 osób, kuchnia ze stołami do
jedzenia ( sami je zrobiliśmy, nogi były w kształcie niedźwiedzia) i pokoik kierownika. Na strychu wygospodarowaliśmy trzy pomieszczenia. Jedno z dwoma pryczami na sześć do ośmiu osób każda i dwa pokoiki dwuosobowe. Przed wejściem powstało zadaszenie. Do źródła zbudowaliśmy (głównie Leon) 273 schodki, bo woda była dużo niżej, a podejście bardzo strome.

I się zaczęło. Leon został moim zastępcą – pomocnikiem. Dorobiliśmy się psa podhalańczyka. Niestety zszedł z kimś na dół i zginął pod samochodem. Później pojawił się drugi, Dox, ale przechrzciliśmy go na Paradoks, ewentualnie Blondyn. Zaczęły przychodzić turnusy wędrowne, ale i wielu indywidualnych turystów. Niektórzy z nich, np. trzy dziewczyny: Halinka, Marysia i Krysia, przyszły na jedną noc, a
zostały dwa tygodnie. Przez jedną noc bawił u nas osiemdziesięcioletni pan, który dziennie przechodził ok. 10 godzin. Zjawił się u nas pisarz dysydent Paweł Jasienica z córką Ewą Beynar i wielu innych np. obecnie znany dyrygent Jerzy Salwarowski, wtedy z obozem wędrownym studentów z Wyższej Szkoły Muzycznej z Krakowa. Tak było do końca wakacji. Później były okresy wielu dni bez gości, ale czasami zimą, spośród przysypanych śniegiem drzew, wyłaniał się samotny turysta i już było z kim pogadać.

Fregata, która znała operatora Zygmunta Samosiuka, ściągnęła go na Łopiennik z kroniką filmową (1B lub 2A z 1966 r.). Zjawili się na Sylwestra 1965/1966 i uratowali zabawę. Wysiadło radio bateryjne i nie było muzyki. A dla potrzeb filmu trzeba było tańczyć i tak już zostało do rana. I był to Sylwester przy śpiewanej muzyce. Ognisko pieczołowicie ułożone z mokrych gałęzi nie chciało się zapalić. Ale co to za
trudność dla ekipy kroniki. Wsadzili do ogniska kilka świec magnezjowych i już było po sprawie. Efekty widać było w kronice.
Później była Wielkanoc 1966 r. Przyjechali przewodnicy i zaprzyjaźnieni ludzie z Rady Okręgowej. Nawnosiliśmy z wielkim poświęceniem wody, podzieliliśmy się jajkiem, a w Lany Poniedziałek był wspaniały Dyngus. Woda lała się wiadrami.

I nowy sezon letni, nowi ludzie, nowe znajomości i wiele powrotów już nie z turnusem, a indywidualnie. Było wiele ciekawych i wesołych chwil. Pamiętam jedną. Bezgwiezdna, czarna noc, siedzimy w kuchni przy świecach, zaczęły się gadki o duchach, straszydłach. Wśród
nas były dwie dziewczyny. Opowiadania podkręcają atmosferę. Na zakończenie postanowiłem pokazać kilka sztuczek. Chwila przygotowań. Pogasiliśmy większość świec. Biorę szczotkę i stawiam ją na trzonku, szczotka stoi sama, a później zaczyna się kiwać na moje polecenie. Linka sama wije się z podłogi aż do sufitu. Kilka sztuczek z kartami. Na finał dziewczyny wybrały jedną kartę z talii, jak dzisiaj pamiętam – był to król kier. Talię włożyłem do kubka i abra kadabra – karta powoli wysuwa się do góry. Jest to karta wybrana przez te dziewczyny. W tym momencie pies leżący pod ławą zaczął popiskiwać, a w lesie poszczekiwał koziołek. Dziewczyny wpadły w panikę, wtuliły się w siebie i nie chciały się puścić. Baliśmy się, że trzeba będzie je wieźć do lekarza. Zacząłem tłumaczyć, jak zrobiłem te sztuczki i dopiero po długim czasie udało się je uspokoić. Ale ja nie mogłem ich dotknąć, a w dodatku kiedy jedna z nich chciała iść do wychodka, trzeba było jej towarzyszyć ze świecą magnezjową i stać na wprost nie zamkniętych drzwi. Tak upłynął drugi rok na Łopienniku.

Po drugim upojnym
Sylwestrze rozstałem się ze schroniskiem, zostawiając na moim
miejscu Leona. Wyjechałem do Warszawy, czego później nie raz
żałowałem.

qbek
14-01-2015, 21:17
Z wielkim zainteresowaniem czekam na kolejne posty. Czytam to z ogromną przyjemnością!

Browar
14-01-2015, 21:52
Edit: czy macie jakiekolwiek zdjęcia tego schroniska? Google nie pomaga, a ja nie mogę sobie do końca wyobrazić, jak wyglądało.
Google jednak pomaga ;) Za stroną http://opencaching.pl/viewcache.php?cacheid=16819

Ed 56
14-01-2015, 22:19
według zdjęcia zamieszczonego przez Browara orientowałem opis pomieszczeń w schronisku

Srubaa
14-01-2015, 23:01
Inne zdjęcie jest na wiki.
http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81opiennik#mediaviewer/File:Bieszczady68-68-Lopiennik.jpg

Browar
14-01-2015, 23:25
No to trzeba je tu zamieścić dla ilustracji.

zbyszek1509
15-01-2015, 02:10
Bardzo interesujące wspomnienia,


Jak się to zaczęło? A tak jakoś z przypadku. Ponieważ w 1964 r. przerwałem studia i nie miałem co ze sobą zrobić, Jul Bystrzanowski zaproponował mi wyjazd w Bieszczady. R.O. ZSP dostała , za symboliczną złotówkę, od PTTK w Lesku budynek po strażnicy OPL (Obrona Przeciwlotnicza) na Łopienniku. Prezesem był wtedy o ile pamiętam p. Lenart. Zaproponował on ten dom Radzie, która prowadziła w Bieszczadach studencką akcję letnich obozów wędrownych. Ja miałem ten dom obejrzeć i ocenić czy można tam zrobić schronisko studenckie.

jednak ponownie małe sprostowanie. Schronisko było na Horodku, a nie na Łomienniku oddalonym na północ o ok.1.6 km. Rozmawiałem na ten temat z mieszkańcem Dołżycy, który osobiście dowoził cement na budowę schroniska, a w chwili jego tragedii, widział jak schronisko płonie, a strażacy byli bezradni, gdyż nie było możliwości dojazdu, aby podjąć akcję gaśniczą.
Dwa zdjęcia po upływie pewnego czasu, od tego przykrego zdarzenia.

36854 36855

coshoo
15-01-2015, 06:36
Ja gdzieś, kiedyś trafiłem na takie fotki:

http://s1.bild.me/bilder/120914/1495142__321_opiennik_2.jpg

http://s1.bild.me/bilder/120914/8874172__321_opiennik.jpg

Marcowy
15-01-2015, 08:39
Google jednak pomaga ;)

Tylko udziałowcom ;) Dzięki za wszystkie fotki i c.d. wspomnień!

cygrad
15-01-2015, 08:46
Wiem ,że nie na samym Łopienniku. Ale pod taką nazwą chyba w tamtych czasach funkcjonowało. W każdym razie mój ojciec i jego znajomi związani z tym miejscem tak zawsze o nim mówią. Tak poza tym postaram się kiedyś wrzucić kilka stron z księgi pamiątkowej schroniska.

Ed 56
20-01-2015, 23:16
Smutne zdjęcia zamieszczone przez Zbyszka, pierwsze to pozostałości po wierzy obserwacyjnej, drugie to wspomniany przeze mnie niedoszły kominek w piwnicy schroniska.

Basia Z.
21-01-2015, 08:10
Schronisku na Łopienniku było dla mnie zawsze taka legendą, której nie dane mi było dotknąć.
W początkach października 1977 byłam na najdłuższej 9-dniowej trasie rajdu SKPB W-wa przez Bieszczady.
Trasa była ogromna, liczyła chyba 80 osób więc nie chodziliśmy wszyscy razem a mniejszymi grupkami, którym przewodnik tylko udzielał rad.
Znałam wtedy i przyjaźniłam się z wieloma przewodnikami SKPB (zresztą nadal utrzymujemy kontakty, np. z Andrzejem Wielochą), ale tych co prowadzili wtedy naszą trasę pamiętam tylko z imienia - był to Jacek wraz z Ireną.

Zapewne w kronikach SKPB istnieją informacje kto prowadził wtedy trasy i jaki był ich przebieg. Chętnie poczytałabym.

Najpierw mieliśmy nocleg na Otrycie, potem 3 noclegi w Ustrzykach Górnych (chyba w szkole, w każdym razie spaliśmy na podłodze w jakiejś wielkiej sali, tak wielkiej ze zmieściło się cale 80 osób), skąd robiliśmy trasy m.in. na Krzemień, Tarnicę i Halicz, a ja w małej grupie przeszłam od Kremenarosa przez Semenowe (co było wtedy surowo wzbronione, bo to była granica z ZSRR). Przewodnik udzielił nam specjalnej pochwały :)

Przedostatni o ile pamiętam nocleg mieliśmy mieć w schronisku pod Łopiennikiem, tego dnia szliśmy o ile pamiętam przez Jasło, była przepiękna pogoda, bajeczne wprost kolory, takie że do dziś pamiętam. Zeszliśmy chyba do Cisnej, tam spotkaliśmy się z resztą grupy i tam dotarła do nas "szeptana" informacja, że schronisko właśnie dzień wcześniej się spaliło.
Załatwiono nam na szybko jakiś nocleg zastępczy, w Cisnej lub Dołżycy (tego nie pamiętam).
Kolejnego dnia w planie było podejście na Łopiennik. Podchodziliśmy przez Horodek, podeszli w miejsce schroniska, były tam dymiące jeszcze zgliszcza, nie pozostało właściwie nic, ani jednej całej belki.

Poszliśmy dalej w kierunku Łopiennika.

Ed 56
21-01-2015, 15:43
Koniec września to ostatnie dni mego pobytu w schronisku. Zdarzali się pojedynczy goście, czuć było schyłek sezonu. Maciek mówił, że z masowych imprez zostało tylko przeżyć "Połoniny". On dotrwał - schronisko nie.

DUCHPRZESZŁOŚCI
21-01-2015, 22:20
Schronisko działało od 1965 do października 1977r. czyli 12 lat. W tym czasie musiała przewalić się przez niego kupa ludzi. Nie wiem jaka była w tamtych czasach frekwencja w Bieszczadach bo w 77r. to miałem 9 lat, ale niech tylko 200 osób rocznie przeszło przez progi obiektu to daje 2400 wspomnień. Tak więc ludziska, jeśli korzystaliście ze Schroniska pod Łopiennikiem piszcie swoje wspomnienia.
Dziękuję tym co opisali swoje.

Marco Polo
22-01-2015, 20:51
Może ktoś zechce obejrzeć obraz ruchomy. Nie pamiętam strony, z której pozyskałem ten film dlatego udostępniam z mojego Dysku Google.
https://drive.google.com/file/d/0BwanSsi3Eu9oaGJKTjlncXBFeG8/view?usp=sharing

don Enrico
22-01-2015, 20:58
Wygląda to jak Polska Kronika Filmowa z tamtych lat.
Duże dzięki że wrzuciłeś to w środek forumowej esencji bieszczadzkiej.

Basia Z.
22-01-2015, 21:11
Plik ma nazwę "Kronika_PKF_66-02-5.mp4"

creamcheese
22-01-2015, 21:43
Filmik unikat, nawet da się przełknąć komentarz pana Knapika (chyba on był lektorem) o tańcach narodów zaprzyjaźnionych :-)

Basia Z.
22-01-2015, 22:04
Mnie też to sformułowanie uderzyło, ale tak brzmiała oficjalna propaganda, a w rzeczywistości po prostu pewnie było tam było fajnie i filmowcy sobie popili ze studentami.

Wg spisu na stronie Polskiej Kroniki Filmowej jest to kronika nr 66/02B.

http://www.kronikarp.com/popup_audycja.php?id=32515&type=3

(http://www.kronikarp.com/popup_audycja.php?id=32515&type=3)http://www.kronikarp.com/popup_audycja.php?id=32515&type=4

A tu mając już numer, bez trudu znalazłam oryginalny link:

http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/6577

Derty
23-01-2015, 10:09
Tylu ludzi...czy ktoś z nich kiedyś tu trafi i wspomni?:) Ciekawe, skąd ci imprezowicze, czy wracają w Bieszczady...

creamcheese
23-01-2015, 11:22
A jednak pierwsza myśl najlepsza...lektorem był Włodzimierz Kmiecik

Browar
23-01-2015, 11:29
Tylu ludzi...czy ktoś z nich kiedyś tu trafi i wspomni?:) Ciekawe, skąd ci imprezowicze, czy wracają w Bieszczady...To było 48 lat temu, najmłodsi z nich musieli mieć wtedy po 19-20 lat, teraz mają pod siedemdziesiąt. Wątpię czy się się ktoś odezwie...

Ed 56
24-01-2015, 20:30
Nie trać proszę nadziei Browar!

Powyżej DUCHPRZESZŁOŚCI zrobił ładne zestawienie statystyczne. Jednak na mój socjologiczny nos bardziej nadaje się tu metoda jakościowa. Dla wielu, którzy wówczas biegali po Bieszczadach to miejsce było tylko jednym z przystanków. Należy przyjąć, że ze wspomnianych 200 odezwie się góra jedna osoba, która związała się emocjonalnie z chatą na Horodku. Człowiek, dla którego schronisko to nie był tylko dach nad głową i kojo lecz nade wszystko atmosfera tworzona przez ludzi zauroczonych TYM skrawkiem naszego kraju. To właśnie dzięki emocjonalnym przeżyciom nadajemy takim miejscom wartość, zachowujemy je w sercu i pamięci i pragniemy do nich wracać.
Jestem z określonej przez Ciebie generacji (patrz nik), trafiłem na to forum przypadkiem, miejmy nadzieję, że takich przypadków będzie więcej.

dziabka1
24-01-2015, 21:46
Znałam wtedy i przyjaźniłam się z wieloma przewodnikami SKPB (zresztą nadal utrzymujemy kontakty, np. z Andrzejem Wielochą), ale tych co prowadzili wtedy naszą trasę pamiętam tylko z imienia - był to Jacek wraz z Ireną.

Zapewne w kronikach SKPB istnieją informacje kto prowadził wtedy trasy i jaki był ich przebieg. Chętnie poczytałabym.


Piękna historia, Basiu.
Może to ci pomoże?

http://www.skpb.waw.pl/przewodnicy/wszechlista.html

Basia Z.
25-01-2015, 13:20
Piękna historia, Basiu.
Może to ci pomoże?

http://www.skpb.waw.pl/przewodnicy/wszechlista.html

Zaglądałam i domyślam się o jakie osoby chodzi. Nazwisko Ireny nawet sobie przypomniałam :) Byłyśmy jeszcze kiedyś przy innej okazji razem na jakimś szkoleniu przewodników studenckich na wyspie Wolin i na Rugii.

Ale tras "Połonin" niestety nie ma spisanych.

asia999
25-01-2015, 13:24
Pytałam już kiedyś o to schronisko moją Mamę. Ma kilka zdjęć z okolic Łopiennika z roku 67 albo 68. O schronisku nic nie potrafi powiedzieć oprócz tego, że kojarzy, że było i prawdopodobnie Ona również je odwiedziła.

Ed 56
30-01-2015, 22:55
Na 5 stronie tego wątku wspomniałem o instytucji stałego mieszkańca . Myślę teraz, że funkcjonowała ona chyba w każdym schronisku. Była to grupa, która upodobała sobie to konkretne miejsce. To dzięki nim jako tako postępowały prace przy utrzymaniu i rozbudowie bazy. Wejście w jej skład odbywało się w najprostszy z możliwych sposobów, po prostu wystarczyło dołożyć się do składki na zakupienie całodziennego prowiantu. Obligowało to jednoznacznie do udziału w pracach na rzecz schroniska, co anulowało odpłatność za nocleg.

PawelBo
09-02-2015, 16:29
Wrzucam pare zdjec z naszego pleneru w pazdzierniku 1977 - pisal o nim Stefan Ef.
1. Zdjecie z ogniskiem - tak rozpoczelismy wabienie misia przy pomocy zupki, pozniej byla rozpaczliwa ewakuacja. Lesniczy na dole podsumowal nas : no jest tu nowy niedzwiedz, zaklada gawre i jeszcze nie wiemy czy roslino czy miesozerny
2. Widok z kibelka
3. Chlopaki buduja nowa szope
4. Prysznic
5. Schron z podejscia od wody
6. Schron, sypialnia skoro swit, w srodku popielica popija resztki herbaty (juz bez pradu) z kubka, zblizenia dam po zrobieniu skanow czarno-bladych
7. Szopa w budowie
8. Kuchnia - Ula i Larry przy stole ze slynnymi swiecznikami

37067370683706937070370713706637072

37065

Szkutawy
09-02-2015, 17:09
.... bardzo fajne zdjęcia .. i jak na tamte czasy kolorowe...czyżby enerdowska klisza?

coshoo
09-02-2015, 17:19
Ehh, tak mieć wehikuł czasu...

PawelBo
09-02-2015, 17:25
Tak,tak...diapozytyw ORWOCHROME z enerdowa :)

Jimi
09-02-2015, 18:27
Widzę, że ktoś w tym wątku wrzucił zdjęcie schroniska jednak napisał, że autor nie jest mu znany. Ja chciałabym wspomnieć zdjęcia i autora:

http://v013685.home.net.pl/fotografia.php?kat=39&foto=460&pos=11

37080

http://v013685.home.net.pl/fotografia.php?kat=39&foto=473&pos=23

37081

Autorem zdjęć jest Tomasz Gąsiorowski.

Ed56 - wspomniałeś, że pamiętasz człowieka z aparatem i że mało ludzi miało wtedy aparat i że człowiek ten był tam dłużej. Byłabym skłonna powiedzieć, że człowiek którego pamiętasz to właśnie Tomek Gąsiorowski -późniejszy fotograf Bieszczadzki. W Bieszczadach przebywał bardzo często i długo. Lubił schroniska. Zdjęcia powyższe wykonywał dokładnie w 1977 roku czyli wtedy kiedy byłeś i Ty! Na pierwszym zdjęciu stoi on po lewej stronie profilem w kaloszach, w jego galerii (link powyżej) są inne jego zdjęcia np takie:

37082

Oczywiście, że twarzy nie będziesz pamiętał:) Ale pewnie to miło, gdy ktoś ni stąd ni zowąd podeśle zdjęcia osoby, którą spotkałeś kilkadziesiąt lat temu w Bieszczadach. A musiało to być z pewnością miłe spotkanie. Od kilku lat od czasu do czasu korespondowałam mailowo z Tomkiem, miał doskonałą pamięć. Kochał Bieszczady i schroniska Bieszczadzkie jak mało kto, bywał tutaj często. Wspaniała dusza podróżnika. Spotkaliśmy się też osobiście kilkakrotnie. Najśmieszniejsze było nasze pierwsze spotkanie gdy zabrał mnie na autostop w Hoczwi. Po kilku minutach rozmowy zapytałam go -"ej Ty czasem nie jesteś Tomek? Korespondujemy mailowo:) ". Niestety kilka miesięcy temu Tomek odszedł na niebieskie połoniny... Bardzo zasmuciła mnie ta wiadomość.

PawelBo
09-02-2015, 19:04
Dorzucam obiecane popielice - stale mieszkanki shroniska
37083no taki obrazek po otwarciu szafki.
3708437085
I dwa portrety Bozenki, czasowej mieszkanki schroniska - do tego swiecznik na 1 planie i chyba antenka radiowa.
3708637087

jank
10-02-2015, 22:47
Mały off

Widzę, że ktoś w tym wątku wrzucił zdjęcie schroniska jednak napisał, że autor nie jest mu znany...
Autorem zdjęć jest Tomasz Gąsiorowski....
Niestety kilka miesięcy temu Tomek odszedł na niebieskie połoniny... Bardzo zasmuciła mnie ta wiadomość.

Zdjecia Tomka cieszyły tez w wątku o A może nieaktualne fotki..., wrzucone przez Mirusza: http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/2379-A-może-nieaktualne-fotki/page12?highlight=Mirusz
W Siekierezadzie jest wystawa jego fotografii bieszczadzkich twarzy, warto zobaczyć.

Ech, cóż poradzić, ze odchodzą...

Ed 56
11-02-2015, 20:47
PawelBo dzięki wielkie za zdjęcia, ciepło na duszy zrobiło mi się gdy zobaczyłem wnętrze schroniska. Szczególnie opisywany wcześniej stół w kuchni i popielniczkę z korzenia o której zapomniałem wspomnieć. Wybacz jednak, ale jeden szczegół z Twego opisu mi się nie zgadza. Szopa z przedostatniego zdjęcia we wrześniu’77,gdy tam dotarłem, była już pod dachem. Jestem pewien na 100%, ponieważ suszyłem tam swój namiot i spałem w niej parę nocy. Popielica, jak pamiętam, w ciągu dnia raczej się nie ujawniała. Odwiedzała kredens regularnie ok. 23. gdy w kuchni zostały ze dwie lub trzy osoby na nocne pogaduchy.

Ed 56
11-02-2015, 21:41
Jimi
Czy to był Tomek?
Przyglądam się zdjęciom, zmuszam starczą pamięć do pracy by coś wygrzebać z jej zasobów. Pewności jednak nie mam. Zapamiętałem człowieka z bujną czupryną i zarostem, tembr głosu, jakieś osobiste szczegóły, o których wspomniał. Szkoda, że już nie możemy się skonfrontować.

PawelBo
12-02-2015, 17:18
PawelBo dzięki wielkie za zdjęcia, ciepło na duszy zrobiło mi się gdy zobaczyłem wnętrze schroniska. Szczególnie opisywany wcześniej stół w kuchni i popielniczkę z korzenia o której zapomniałem wspomnieć. Wybacz jednak, ale jeden szczegół z Twego opisu mi się nie zgadza. Szopa z przedostatniego zdjęcia we wrześniu’77,gdy tam dotarłem, była już pod dachem. Jestem pewien na 100%, ponieważ suszyłem tam swój namiot i spałem w niej parę nocy. Popielica, jak pamiętam, w ciągu dnia raczej się nie ujawniała. Odwiedzała kredens regularnie ok. 23. gdy w kuchni zostały ze dwie lub trzy osoby na nocne pogaduchy.

Dzięki Ed 56. Masz rację. To był październik 1976 - półkule przegrzane, ale odgrzebałem w pamięci kolejność zdarzeń i to jest pewne. Burza mózgu udała się bez użycia 70% specyfiku z niebieską etykietą, który w tym 1976 krążył po łopiennikowej kuchni i odmieniał stan ducha. Błąd z winy posta stefana ef (5 str), który zapodał nasz wspólny pobyt na 77, a ja uwierzyłem naiwnie, że były wieloletni muzealnik musi mieć większy porządek w negatywach niż ja, ale na usprawiedliwienie Stefana - to on wciagnął mnie na forum. Będę go teraz nękał regularnie żeby wrzucił swoje znakomite zdjęcia.
Po pierwszej pomyłce odkryłem drugą - odwrócone zdjęcie z kuchni, a jakoś tak miejsca przy stole wydawały się inne niż zapamiętane.
37109
Teraz jest chyba lepiej. Popielniczka super i zaiste ważny sprzęt, prawie wszyscy palili, ja także paliłem w tym czasie za dużo "schabowych" - extra mocnych bez filtra. A Larry z godnego miejsca serwował nam codzienne prasówki wybierając z gazet najbardziej kretyńskie wstawki propagandowe.Dzięki temu byliśmy dobrze przygotowani do odbioru i zrozumienia plakatów rozmieszczonych w Cisnej "PZPR zawsze z partią" :)

3711037111
Popielica. Daję powtórkę i obok powiększenie środka kadru, tak że widać zwierzę w kubku. To było wcześnie rano , a zdjęcie zrobiłem cichutko ze swojego pietrowego łóżka.
Dla podkreslenia kuchennej atmosfery jeszcze obrazki:
37112 37113 37114
Na obrazkach Bożenka i Ula z kotem mało rozpoznawalnym.
Tyle na razie.

Ed 56
13-02-2015, 21:16
Nie ma sprawy PawelBo, przyjemność po mojej stronie, że mogłem pomóc. Ja również strzeliłem gafę. Uważny czytelnik wątku mógłby mi zarzucić rozbieżności w zeznaniach. Jak napisałem w pierwszym poście, wprowadziłem się do schroniska oczywiście w połowie sierpnia.
Trunek ów, z niebieską naklejką wspominam również. Teraz narzekamy na chemiczne dodatki w produktach spożywczych, a jak mówili mi wtajemniczeni moc swą zawdzięczał napitek ten właśnie sztucznym dodatkom. Po raz ostatni poległem z jego przyczyny wiosną '81 w trakcie dwuletniego urlopu od życia cywilnego.
Mam nadzieję, że nie odbierzesz mego spostrzeżenia za nietakt, ale z naszej "rozmowy" wnoszę, iż jesteśmy rówieśnikami(patrz nik)

Ed 56
19-02-2015, 20:58
przeglądam po raz kolejny zdjęcia Tomka. Na pierwszym, gdzie jest profilem to, jak mówią Ślązacy, rychtyk on. Drugie trochę odbiega od zapamiętanej przeze mnie twarzy. Jednak imię przypominam sobie i kojarzę właśnie z "człowiekiem z aparatem".

Ed 56
19-02-2015, 21:03
Zdjęcia sypialni, które zamieścił PawelBo, mogą dotyczyć dwóch miejsc. Dolna sala, gdzie było jedno okno (wychodzące na polankę), lub mała sypialnia na piętrze - okno wychodziło na północ.

PawelBo
20-02-2015, 09:57
Zgoda Ed 56. Na zdjęciu jest dolna sypialnia z jednym oknem na polankę. A na polance rąbalismy drewno do palenia w kuchni i w piecu w sali.
37147Na zdjęciu Leszek z naszej ekipy. 37148 No i zapas na zewnątrz schronu, na ścianie naszej sypialni.

Ed 56
21-02-2015, 21:00
A propos drewna. W Bieszczadach po raz pierwszy miałem do czynienia z buczyną. W trakcie budowy nowej sławojki, gdy robiliśmy zaciosy do łączenia balików, bardzo byłem zaskoczony jak łatwo poszczególne słoje odskakują od siebie.

Ed 56
23-02-2015, 22:04
Dzisiaj takich studentów już nie ma. .
Pewnego dnia, ścieżką od Dołżycy przybył do schroniska nowy wędrowiec. Wysoki, szczupły, zarost na twarzy solidny, kapelusz filcowy z szerokim, lekko obwisłym rondem no i oczywiście plecak. W trakcie powitania przedstawił się jako Tomek, okazało się również, że posiada wspaniały niski głos. Gdy jednego dnia nie było go w schronisku, Maciek, dziewczęta udające się do źródełka uspokajał „ jeśli usłyszycie, że ktoś za wami nuci jakąś melodię, to bez obaw, Tomek dopiero wychodzi z Dołżycy”. Pochodził z Gdańska lub Szczecina. Opowiadał, jak nie raz, nawet przez dwa tygodnie pocieszał stęsknioną żonę marynarza. Teraz to najważniejsze. Był studentem drugiego roku biologii, a miał trzydzieści dwa lata. I nie był to jego pierwszy kierunek, który starał się zgłębić. Pewnego rodzaju odskocznią od studiowania, był pobyt w specyficznym ośrodku wczasowym, gdzie obowiązywał uniform ze stemplem ZK. Jako człek doświadczony, udowodnił nam pewnego wieczoru, że jagodzianka na kościach nie stanowi zagrożenia dla organizmu człowieka.

Browar
24-02-2015, 08:16
Jako człek doświadczony, udowodnił nam pewnego wieczoru, że jagodzianka na kościach nie stanowi zagrożenia dla organizmu człowieka. Trująca wprawdzie nie jest, lecz za to smaczna też jednak nie ;)

Wojtek Pysz
24-02-2015, 15:40
Dzisiaj takich studentów już nie ma.
Jeśli nie ma, to bardzo dobrze. Bo gdyby byli, to musiałbym ponosić koszty ich studiowanie a także pobytów na wczasach.

Ed 56
25-02-2015, 20:07
Fakt, mea culpa! nagłówek brzmi jak apoteoza takiego stylu życia, powinno być - byli tacy studenci.
Uznajmy Tomka za jednostkowy przypadek, który niestety ale zdarzał się w każdym środowisku akademickim ówczesnej Polski.
Było, minęło.
Ostatecznie wspominam tylko pobyt i ludzi przewijających się przez to schronisko.

dziabka1
26-02-2015, 13:42
Na pierwszym zdjęciu stoi on po lewej stronie profilem w kaloszach,




Jimi, przepraszam, ze czepiam się słów, ale sformułowanie "profil w kaloszach" wzbudziło we mnie homerycki śmiech :) bo sobie wyobraziłam, jak to może wyglądać. Ot, co robi brak przecinka.
Jimi, nie obraź się, ja uwielbiam absurd, nawet niezamierzony :)

A wspomnienia o Łopienniku oglądam z łezką i zapartym tchem. Szkoda, ze to już historia.

A co do wspomnień o schronisku, to w którymś z tomów opowiadań turystycznych wydanych przez Sport i Turystykę (nie pamiętam teraz w którym), jest opowiadanie, w którym to schronisko się pojawia. W domu odszukam tomik i powiem dokładniej.
Chyba, ze ktoś pamięta?

PawelBo
27-02-2015, 15:33
A wspomnienia o Łopienniku oglądam z łezką i zapartym tchem. Szkoda, ze to już historia.
Oj szkoda. A że historia, to dorzucę jeszcze zdjęcia z 1970, kiedy pierwszy raz trafiłem na Łopiennik z obozem bazowym Almaturu. Chyba z tego obozu zapamietałem szybsze dojście do schroniska (nie końska drogą) - wchodziło się przez sporą polanę gdzieś na wysokości przystanku peksu między Cisną i Dołżycą, później lasem ostro do góry i po góralskiej pół godzinie scieżka trafiała na źródełko, studnię schronu. Tam można było trafić na salamandrę czasami.
Obóz prowadził Jurek Krawczyk z SKPB W-wa. On własnie na zdjęciach , w gustownym przebraniu Yeti w bazie w Wołkowyji.
37191 37192 37193

sir Bazyl
27-02-2015, 16:44
Kapitalne Yeti :) Super, że się dzielicie wspomnieniami z innymi miłośnikami Bieszczadów, dzięki!

krzychuprorok
27-02-2015, 18:36
Te zdjęcia musieli widzieć wcześniej z kabartetu Ani Mru Mru i stąd ich pomysł na skecz "Tofik":razz:

dziabka1
01-03-2015, 14:45
Znalazłam to opowiadanie.
Jest w tomiku "Bliżej słońca". Autorką jest Barbara Narkiewicz - Jodko a tytuł "Jesienne ognisko".
Opowiadanie zdobyło drugą nagrodę

Ed 56
23-03-2015, 22:10
Czytając moje ostatnie posty w tym wątku, przypomniał mi się chłopak, dla którego tamte wakacje w Bieszczadach miały kiepski epilog.
Wraz kilkoma osobami zszedł do Dołżycy, w knajpie po przyjęciu jakiejś dawki alkoholu doszło do awantury, w trakcie której dość dotkliwie pobił człowieka. Oczywiście interwencja MO i 24h na posterunku w Cisnej. Po powrocie powiedział, że ciąg dalszy tego nieszczęsnego wieczoru będzie oczywiście w sądzie. Dobrze zapamiętałem jego pełne goryczy słowa, gdy wieczorem siedzieliśmy przy ognisku - " Cztery lata studiów poszły na darmo".

delux
24-03-2015, 07:21
Za głupotę się płaci,a wóda czyni cuda...;).mógł się napić mleka..jak się leje człowieka to kara powinna być,inną sprawą jest jej wysokosć..

Ed 56
12-04-2015, 20:15
Za głupotę się płaci,a wóda czyni cuda...;)..

Ogólnie rzecz biorąc zgodzę się z Tobą delux, obecnie takie zachowania postrzegam jako słabość charakteru człowieka. Po wejściu do nowej, tymczasowej grupy, zyskuje anonimowość, a to w połączeniu z brakiem dotychczasowej kontroli sprawia, że nawet przysłowiowa woda sodowa potrafi mózg zlasować.
Ostatecznie nie znam szczegółów incydentu, może nie skończyło się to dla niego zbyt drastycznie, ale nauczyło na pewno dużo.

PawelBo
18-06-2015, 18:21
Cześć Wam!
Byłem na Łopienniku w październiku(...) Są fotografie, wspomnienia, spotkanie z niedźwiedziem... Po powrocie do Gdańska dowiedzieliśmy się - chyba telefonicznie - o pożarze...
Pozdrawiam tych co pamiętają lub szukają wiedzy o tym miejscu
Stefan_ef
Są fotografie, gdyż dostałem fotografie od Stefana i wrzucam max zestaw ku radości bieszczadzkich dinozaurów i nie tylko.
37992379933799437995379963799737998379993800038001

PawelBo
18-06-2015, 18:58
Są fotografie, wspomnienia, spotkanie z niedźwiedziem...
Stefan_ef
czyli reszta fotografii otrzymanych od Stefana - scenki parateatralne w swetrach nawiązujące do pewnych wątków ze świata reklamy-pr-propagandy...hue
380023800338004380053800638007

Szkutawy
18-06-2015, 19:30
.... kurczę... coś się link nie otwiera....

Piskal
18-06-2015, 20:07
Kaszanka baltonowska... no, po prostu poezja!

Szkutawy
18-06-2015, 21:36
... ta kaszanka jak sama nazwa mówi, to wcale tak popularna nie była... produkt prawie peweksowski, bo w puszce...

Kurdybanek
19-06-2015, 18:28
Pierwszy raz widzę kaszankę w puszce :smile:

Na ciepło, podsmażona z młodymi ziemniaczkami i kiszoną kapustą.... mniam.
Całkiem niezłą serwują w Cisnej na Zamościu.

don Enrico
19-06-2015, 19:27
Pierwszy raz widzę kaszankę w puszce :smile:

Na ciepło, podsmażona z młodymi ziemniaczkami i kiszoną kapustą.... mniam.
Całkiem niezłą serwują w Cisnej na Zamościu.
Musiała też świetnie smakować z dodatkiem kurdybanku.
To nie żart ! Pierwszy raz to słowo (kurdybanek) usłyszałem w pewnym (kultowym już ) barze w Łupkowie, gdzie zamawiając ruskie usłyszałem
- czy z dodatkiem kurdybanku ?

partyzant
19-06-2015, 19:56
A łapaliście kiedy garnuszkiem farbę na kaszankę? Ważne żeby trafnie dzgnąć świnie prosto w serce i uważać jak grzebie nogami, bo może poterebić.

mavo
19-06-2015, 20:14
Garnuszek nie za bardzo.Najlepsza jest miednica.Niska i szeroka.Cala jucha sie zmiesci.Dobrze jest wypompowac calosc lewa przednia noga.
Mysle o klasycznym swiniobiciu.Podgarle ,kielbasa, pasztetowa,salceson.Wszystko w naturalnym jelicie.
Ehhh..

Ed 56
23-06-2015, 21:34
.....a po rozprawieniu wieprzka świerzynka prosto z patelni i do tego oczywiście trunek z pewną zawartością .... %

a propos rzeczonej kaszanki, w tamtym czasie pojawił się również chleb baltonowski, zwykły chleb mieszany pszenno-zytni, ale dlaczego baltonowski?

mavo
24-06-2015, 14:48
...a po rozprawieniu wieprzka świerzynka prosto z patelni i do tego oczywiście trunek z pewną zawartością .... %
...no oczywiscie. Zapomnialem.

Ed 56
02-07-2015, 22:11
We wcześniejszych postach, których jakoś nie mogę odnaleźć, ktoś pisał o książce „ 20 lat w górach”(?). Wspomniał, iż jest tam wzmianka o Piotrze Francuzie. Zetknąłem się z tym człowiekiem ze dwa, może trzy razy w trakcie mego pobytu w schronisku. Pewnego wieczoru Tomek (fotograf) mówi, że spotkał w Dołżycy Piotra i ten powiedział, że wpadnie dzisiaj „na górę”. Przy okazji Tomek przybliżył nam historię tej postaci. Urodził się i dorastał we Francji w rodzinie polskich emigrantów. Po zakończeniu wojny wrócił z rodzicami do Polski, lecz nie potrafił się odnaleźć w panującej tu rzeczywistości. Szukając „swego miejsca” trafił w Bieszczady i tu „zapuścił korzenie”. Z czego się utrzymywał? Jak się zorientowałem z jego wypowiedzi, działał w branży ogólnobudowlanej. Opowiadając dalej, Tomek powiedział, że Piotr idąc do schroniska zawsze wybiera nowe, niesprawdzone podejście. Pewnego razu, będąc już po „spożyciu” wybrał się z niezapowiedzianą wizytą do schroniska. Pech chciał, że w trakcie wchodzenia na górę rozpadał się deszcz, aby oszczędzić jedyne buty, zdjął je, związał sznurowadłami, zarzucił na ramię i resztę trasy przebył boso. Łatwo sobie wyobrazić jak wyglądał, gdy wszedł do głównej izby w schronisku czyli do kuchni. W trakcie powitania, powiedziano mu, że te dwie dziewczyny, które patrzą na niego wylęknionym wzrokiem są z Francji. Spróbujcie teraz wyobrazić sobie ich wyraz twarzy gdy ten zarośnięty, ubłocony typ zaczął przemawiać literacką francusczyzną. Miałem okazję być świadkiem podobnej konfrontacji. Na dwa lub trzy dni „zabłądziły” do nas dwie francuskie studentki. Zjawił się też Piotr, tym razem pogoda była bezdeszczowa i obyło się, jak w poprzednim przypadku, bez większego szoku.

Ed 56
02-09-2015, 20:59
Patrząc dziś na podświetlone budynki w mieście przypomniał mi się epizod z pobytu w schronisku.
Nowa sławojka była jeszcze w budowie, wszyscy więc byli zmuszeni do korzystania z wysłużonego przybytku. Oznaka starości objawiała się tym, że jedna jego strona lekko się zapada. Wieczorową porą, jedna z dziewcząt, chcąc skorzystać z ... nie bójmy się tego słowa, z kibelka, udała się tam, oświetlając sobie drogę latarką. Przed czynnością zasadniczą, by mieć wolne obie ręce, odłożyła źródło światła, pech chciał, że nie po tej stronie. Efektem tej niefortunnej decyzji była kilkudniowa, wewnętrzna, iluminacja wychodka. Do wyczerpania baterii.

Ed 56
27-09-2015, 20:12
Połowa września ’77, moje urodziny. Chciałem w jakiś sposób upamiętnić ukończenie dwudziestego roku życia, a że byłem już bez zasobów finansowych szukałem najprostszego sposobu, by tradycji stało się zadość. Wieczorem, stanąłem przy kuchni i nasmażyłem niezłą górkę naleśników. Dziś, gdy przywołuję z pomięci obraz kuchennej izby, oświetlonej blaskiem świec i kilkanaście osób, które stojąc wokół stołu, z naleśnikiem w ręku śpiewają mi „sto lat” po prostu wymiękam. Niewiele mam takich wspomnień, ale dzięki nim nie uważam swego życia za szare i nijakie.

Slav
27-09-2015, 21:31
We wcześniejszych postach, których jakoś nie mogę odnaleźć, ktoś pisał o książce „ 20 lat w górach”(?). Wspomniał, iż jest tam wzmianka o Piotrze Francuzie. Zetknąłem się z tym człowiekiem ze dwa, może trzy razy w trakcie mego pobytu w schronisku. Pewnego wieczoru Tomek (fotograf) mówi, że spotkał w Dołżycy Piotra i ten powiedział, że wpadnie dzisiaj „na górę”. Przy okazji Tomek przybliżył nam historię tej postaci. Urodził się i dorastał we Francji w rodzinie polskich emigrantów. Po zakończeniu wojny wrócił z rodzicami do Polski, lecz nie potrafił się odnaleźć w panującej tu rzeczywistości. Szukając „swego miejsca” trafił w Bieszczady i tu „zapuścił korzenie”.


Od zakończenia wojny do ponownego przyjazdu w Bieszczady jest jeszcze kawałek historii, bo Piotr Adamski służył w ochronie prezydenta B.Bieruta.

Tu jest film A.Potockiego i można w nim zobaczyć postać Piotra (ostatnie minuty filmu)
https://www.youtube.com/watch?v=-5naUxHSDRA

Ed 56
04-10-2015, 21:53
Bieszczady, w minionych czasach, jak Legia Cudzoziemska, nie pytały nikogo skąd przychodzi, ważne że chcieli tam być

Menia96
08-10-2015, 14:47
Hej!! pozdrawiam Świątecznie.
moi rodzice są spod Łopiennika i coś tam wiedzą, osobiscie widziałem jak schronisko płonie, słyszalem ze było podpalone przez Milicjanta i Ormowca.
coś się dowiem więcej....jutro tam jade. popytam i napisze

Ed 56
05-11-2015, 21:25
Jak już Menia wspomniała o milicjancie to opowiem ostatni epizod z mego pobytu w schronisku.
Poranek jak zwykle wygonił nas po kolei do sławojki lub w okoliczne krzaki. Wyszedłem i ja. Stojąc pośród roślinności odmienionej ręką jesieni usłyszałem, że ktoś wchodzi do schroniska i idzie korytarzem do kuchni. Jednak te kroki były inne, turyści tak nie chodzą. Moje spostrzeżenia szybko się potwierdziły, schodząc ze zbocza zobaczyłem przed chatą żołnierza. Przywitałem go krótkim „cześć” i wszedłem do środka.
W kuchni, za stołem zobaczyłem milicjanta i jakiegoś wojskowego, jak łatwo się domyślić WOPisty. Zażądali od wszystkich dowodów osobistych by spisać nasze dane. Koniec września, dla tych służb oznaczał koniec sezonu turystycznego i prewencyjnie należało, ich zdaniem, mieć pod kontrolą kręcących się w strefie przygranicznej. Po tej wizycie schronisko zaczęło z dnia na dzień pustoszeć, ja również niebawem wyjechałem. Moje przypuszczenia o kontroli potwierdziły się po powrocie do domu. Matka, zamiast zwyczajowych słów powitania, powiedziała z przestrachem w oczach – milicja o ciebie pytała!.
Od tych wydarzeń minęło 38 lat, długich lat życia nadzieją, że kiedyś ponownie odwiedzę tę urokliwą krainę. Mimo, że nadzieja jest matką ...... ale ona też umiera ostatnia. Wszystkie przesłanki wskazują na to, że moja cierpliwość zostanie nagrodzona i w przyszłym roku, dzień moich urodzin spędzę na polance przed schroniskiem.

stork
30-01-2016, 22:30
Nic nie znajdziesz , z Olgierdem był Tomek Turczynowicz , umarł niedawno

Czy ktoś wie co się dzieje z Bożeną ?

Teodor
15-05-2016, 18:16
Wodę do schroniska rzeczywiście trzeba było donosić lecz w ’77 do tego celu używaliśmy plastikowych kanistrów o pojemności 20 lub 30 litrów.


Dodam, że do kompletu były drewniane nosiłki - stelaż z pasami naramiennymi. I szło się z tym kanistrem, jak z plecakiem.
Przy okazji jeszcze jedno wspomnienie: w ścianach klatki schodowej były tzw. trumny - wąskie, a głębokie wnęki, służące jako dodatkowe miejsca noclegowe.

stork
16-05-2016, 08:54
Przy okazji jeszcze jedno wspomnienie: w ścianach klatki schodowej były tzw. trumny - wąskie, a głębokie wnęki, służące jako dodatkowe miejsca noclegowe.[/QUOTE]

Trumny to były trójkątne przestrzenie pod samym dachem , duża trumna i mała trumna

PawelBo
22-08-2016, 17:44
do postu #108...spróbuję ponowną wrzutkę fot, może link zadziała ...
41324 41325 41326 41327 41328

coshoo
22-08-2016, 19:44
Eh, zazdroszę wspomnień i pobytu w "tamtych Bieszczadach".

Ed 56
12-09-2016, 17:28
Dobiega końca mój pobyt w Beskidzie Niskim. We środę jedziemy z żoną -niestety tylko- na trzy dni w Bieszczady. Główny punkt naszego pobytu to wejście na Horodek gdzie, jak pisałem wcześniej, przed 39 laty obchodziłem 21 urodziny. Gdyby, 16 września, ktoś z szacownego grona bieszczadników był w pobliżu to serdecznie zapraszam. Przypuszczam, że wcześniej jak w południe nie uda nam się tam wdrapać. Do zobaczenia. Ed

Jadwiga Zurakowska
05-01-2018, 23:24
Bywalam w schronisku na Lopienniku w latach 1967-68.
Ostatni raz w czasie ferii zimowych w 1968. Gospodarzem byl Leon, nazwiska niestety nie pamietam. Korespndowalismy, ale chyba nie mam juz tych listow. Leon mial pomocnika, ktorego imienia rowniez nie pamietam.
Pamietam za to doskonale wnetrze. Po prawej stronie od wejscia byl malutki pokoik Leona, na wprost kuchnia, po lewej sala z pietrowymi lozkami. Na poddaszu rowniez bylo miejsce do spania - dluga prycza, na ktorej (oczywiscie tylko latem) spalo,sie "na sledzia".
Poczatkowo bylam sama (spalo sie na stole w kuchni), poznej dojechaly do mnie kolezanki: Ania i Ola.
Po kilku dniach przyjechal Olgierd i zakochal sie w tym moejscu oraz w Oli.
Olgierd przejal po Leonie schronisko, Ola wrocila na studia.......

jojo
07-01-2018, 13:32
Fajne te wspomnienia .... i schroniskowe miłości.....
Wiem, że Olgierd zginął w Hindukuszu
A Ola ....?

byrowaty
26-01-2018, 12:36
Jutro wyjeżdzamy do Łopienki na wspólne koledowanie w Cerkwi.Pomyślałem że zapytam Zbyszka o szczególy .Myśle ze powinien znać wiele więcej faktów może też o Oli.

Jagodziarz
22-10-2018, 20:37
W schronisku na Horodku byłem dwa razy. W latach 1963 i 1964. Wtedy to jeszcze nie bało schronisko a niezamieszkały dom.
W 1963 zaprowadził nas tam wzmiankowany wcześniej Leon. On pochodził z Bedzina.
Drugi raz byłem w 1964 roku. Dom był pusty.Było nas trzech. Spaliśmy tam przez tydzień na podłodze. Zostawialiśmy plecaki i schodziliśmy do Cisnej. Na noc wracaliśmy na Horodek. Z Dołżycy około 40 min.
W Bieszczady jeździłem zbierać jagody. W Dołżycy mieścił się punkt skupu runa leśnego. W tym roku przyjechaliśmy wcześniej i punkt skupu, gdzie można było spać w namiotach był jeszcze nieczynny (potem ten punkt skupu przenieśli w inne miejsce, też w Dołżycy ale dalej od Cisnej). Kiedy byłem w Dołżycy ponownie w 1968 roku punkt skupu był już w nowym miejscu w murowanym budynku.
Lutka nigdy nie spotkałem, chociaż wiele o nim słyszałem.