PDA

Zobacz pełną wersję : Dziadek z Polanek nie żyje.



Stały Bywalec
23-05-2002, 01:15
Czy pamiętacie Dziadka - mieszkańca samotnej, nie zelektryfikowanej chałupy pomiędzy Polankami a Bukiem, u ujścia Wetliny do Solinki ? Prowadził tam parking na drodze skrótowej (względem obwodnicy) z Bukowca, przez Terkę, Polanki i Buk, do Dołżycy. Obok chaty stoi tam buda - bar "Tuptuś". Na parkingu tym zatrzymywali się najczęściej ci turyści, którzy bez zmęczenia chcieli jak najszybciej dojść do cerkwi w Łopience i z powrotem.
Dziadka tego odwiedzałem prawie co roku. Zostawiałem u niego samochód, potem dochodziłem dalej drogą prawie do Dołżycy, tam właziłem na Falową (czarnym szlakiem), a wracałem z drugiej strony, cały czas drogą nad rzeką Wetliną, obok Sinych Wirów (dziś już prawie nie istniejących). Dziadek mieszkał najpierw zupełnie sam. Chętnie opowiadał swoje trudne losy życiowe, związane z Bieszczadami. W drugiej połowie lat 90-tych przyjechała do niego żona, staruszka mająca poważne kłopoty z chodzeniem. I tak sobie oboje egzystowali (przez wszystkie pory roku).
I oto latem 2001 r. Dziadek nagle umarł. Chyba na wylew. Miał ok. 80 lat. Ale parking nadal funkcjonuje, przynajmniej w sezonie. Prowadzi go dorywczo syn Dziadka, przyjeżdżający tam aż z okolic Rzeszowa.
Ostatni raz byłem tam we wrześniu 2001 r. Babcia mieszkała zupełnie sama, co zważywszy jej stan zdrowia i dzikość okolicy po sezonie, było przygnębiające. Wróciliśmy z kolegą z trasy już po zmierzchu, pukaliśmy do niej, aby zostawić jej kilka zł za parking, a ona początkowo bała się otworzyć.Wreszcie zaufała i otworzyła, wzięła z niedowierzaniem 10 zł i bardzo, bardzo długo dziękowała. Człowiek wyjechał stamtąd taki jakiś lepszy, chociaż zasmucony. W tym roku we wrześniu też tam podjadę, ale nie wiem, co zastanę. Gdyby ktoś z Was odwiedził to miejsce wcześniej, niech się podzieli wrażeniami.

marekm
23-05-2002, 09:19
TAK , pamiętam , Dziadek ilekroć tam zawitałem, zostawiając swój środek lokomocji, zawsze był skory do pogawędek.Na początku lat 90-tych byłem tam z swoim synem, wówczas nastolatkiem, i dwoma jego rówieśnikami. Dziadkowi towarzyszył młody chłopak, chyba jego wnuk, a zwyczajowe zapytanie jak się żyje?, jak zdrowie? przerodziło się w prawie godzinną pogawędkę. A ku memu zdziwieniu chłopcy słuchali Jego opowieści z wielkim zainteresowaniem.
Natomiast będąc we wrześniu ub. roku starsza pani zapytana o Dziadka odpowiedziała : chłop lata swoje ma, zachorzał i zaleguje cięgiem.
Życie nie zna pustki i napewno miejsce to będzie funkcjonować, ale koloryt
i atmosferę tego miejsca zawdzięczać będziemy Dziadkowi .

duszewoj
23-05-2002, 23:35
U pana Tadeusza, którego dziadkiem ładnie zwiecie, było mi dane kilka razy zawitać. Jakies dziesięć lat temu wymieniałem u Niego konserwy turystyczne na chleb, którego w mej bieszczadzkiej wędrowce natenczas brakło. Wcześniej, za młodu, gdy automobilowo mi się zdarzało Bieszczady odwiedzać w gronie rodzinnym, za każdym razem zostawialiśmy naszego Wartburga u Tadzika, by do Sinych Wirów na małą przechadzkę się wybrać (a motyli tam gatunków naliczyłem dwadzieścia pięć: od dostojnego Pazia Królowej, przez całą gamę róznobarwnych Rusałek, do brunatno - żółtego Dostojki malinowca). A i ostatnimi laty w swych wędrowkach do Tuptusia na placki i piwo wstąpić nie zapominam i z szanowną, acz sędziwą małżonką "Dziadka" w rozmowę wpadam. Tak też się i zdarzylo jakiś miesiąc temu, kiedy z Barszczykiem naszym forumowym (co się nie odzywasz, druhu?) od Łukasza z Jaworca do Cisnej się przez Łopienkę skierowaliśmy, a na parkingu wspomnianym biesiadę sobie uczyniliśmy. A czas nam umiliła małżonka pana Tadeusza szanowna, która w międzyczasie do swego małego ogródka jakowąś rzepę, czy inne bulwy wsadzała..
pozdrawiam - duszewoj

T.B.
25-05-2002, 13:43
Też znaliśmy Dziadka (moja rodzina i ja) i też nam smutno.
Parkowaliśmy u niego tylko dwa razy ale to wystarczyło, żeby utkwił nam w pamięci i nie rozmył się w tle wielu mijanych po drodze osób.
Jako anegdotę wspominamy czasem opowiadanie Dziadka, jak to mu "ta diabelna góra" wykończyła płuca: Dziadek pracował przy konnej zrywce i co wyjechał na górę, to musiał sobie zapalić. A mówił nam to zaciągając się dymem z papierosa :)
Mam nadzieję, że woda ze studni Dziadka nadal jest taka zimna i dobra.