Zobacz pełną wersję : Bieszczady już nie są dzikie?
Krzysztof Franczak
09-12-2008, 21:13
http://wiadomosci.onet.pl/1431073,2677,1,kioskart.html
Ja p....ole jaki naiwny punkt patrzenia:
Otóż nie trzeba ściągać więcej turystów, wystarczą ci, którzy już są. Ale niech zostawią więcej pieniędzy. Zamiast tworzyć byle jakie pokoje dla przybyszów po wiejskich domach, warto zaoferować usługi lepsze, o wyższym standardzie, lecz droższe. Wtedy i miejscowi (no, przynajmniej niektórzy) będą mieli dochody, i przyroda mniej ucierpi.
Cisna kurortem? Zakapiory legendą? Polańczyk w Bieszczadach? heee?
diabel-1410
10-12-2008, 16:02
Bieszczady juz nie takie dzikie? Pewnie ze gospodarstw agroturystycznych coraz to wiecej i drogi lepsze ale wystarczy zejsc z czerwonego szlaku i poszaukac po bocznych lesnych drogach gdzie moze nie ma tylu polonin ale woda ze zrodla czysta a i spotkanie nawet plochliwszych zwierzat dosc czeste. Przerazil mnie tylko ogrom nienawisci w komentaezach do artykulu od ktorego dyskusja sie zaczela
Carrmelita
28-12-2008, 06:16
Cisna kurortem? Zakapiory legendą? Polańczyk w Bieszczadach? heee?
Myślę, że do tego nie dojdzie, bo warunki w Bieszczadach są specyficzne i to co w nich przyciąga ( co można zaoferować turystom ), to właśnie historia i kultura tych ziem, dzikość przyrody, spokój, czystość powietrza i wody. Przerobienie Cisnej czy Wetliny w zatłoczone kurorty odstraszy dotychczasowych i zainteresowanych górami turystów. Zatrzymajmy dzikie tłumy w Polańczyku i pozwólmy w Bieszczady dotrzeć prawdziwym miłośnikom wędrówek, koni i rowerów, którym do szczęścia potrzeba ciszy, ucieczki od spalin, jazgotu silników. Zobaczcie co się dzieje w Kampinosie, w Beskidzie Niskim !!! Quady i terenówki masakrują szlaki, straszą rowerzystów, pieszych i zwierzynę ! Koszmar :cry:. Jeśli gmina Cisna chce przyciągnąć turystów to niech zadba o różnorodność usług noclegowych i kulinarnych( dla studentów i dla zamożnej klienteli ) i zatroszczy się o lepszy transport na obwodnicach, lepsze warunki higieniczne w barach i wyciągi narciarskie. To nieprawda, że turystyka plecakowa jest w odwrocie ( jest na nią zapotrzebowanie nawet wśród starszej, bogatszej klienteli, która zrozumiała na czym polega wolność i troska o środowisko ) ale będzie, gdy dotychczasowe schroniska zmurszeją i zawalą się. Niech ścieżki dydaktyczne poza Parkiem Narodowym będą lepiej oznakowane i nie niszczone przez zwózkę drewna. Czekamy na nowe, zadaszone wiaty na szlakach. Przydałoby się może kilka nowych schronisk górskich o lepszym standardzie. Co by tu jeszcze ...? Niech ktoś wreszcie zacznie wypiekać razowy i wieloziarnisty chleb w bieszczadzkich piekarniach, bo te buły pszenne już mi uszami wychodzą :wink: i tylko zamulają.
Błagam przestań używać niestandardowych czcionek i kolorów. Ten Twój tekst jest prawie nieczytelny.
W czyim imieniu przemawiasz? Mam wrażenie, że używasz pluralis majestatis.
Po pierwsze mamy znakomite chleby w Bieszczadach. Z taką różnorodnością wypieków nie spotkasz się nawet w miastach. Polecam kołodziej z piekarni Szelców w Lesku lub chleb z morelami z Sanoka. Conajmnij dobre są chlebki z Baligrodu. Oprócz tego mamy znakomite tradycyjne wędliny z Zagórza czy z Ustrzyk Dolnych.
Po co schroniska? W każdej wsi jest po kilkanaście gospodarstw agroturystycznych o różnym standardzie. Bez żadnych problemów po jednodniowej wędrówce znadziesz nocleg. W wielu miejscowościach są niecieszące się popularnością schroniska PTSM. Kto czeka na te zadaszone wiaty na szlakach? Ja nie. Jest ich do diabła po szlakach i na miejscach biwakowych. Kto z tego korzysta? Kilka zostanie zmodernizowanych na terenie parku i to wystarczy.
Ścieżki poza BdPN są przeróżne. Jednego raczej nie można im zarzucić. Braku oznakowania. Raczej nie są konserwowane, część zarośniętych. Poza tym ile tych ścieżek masz na terenie gminy Cisna? Ścieżki są na terenie LP więc najpierw była droga zrywkowa, a później ścieżka.
I najważniejsze takpięknie mówisz o ochronie przyrody, o nieinwazyjnej turystyce i żądasz wyciagów narciarskich. Dobry, naprawdę dobry przykład świętojebliwości.
To gmina zajmować się ma gotowaniem? Być może jest źle, być może może być lepiej ale czegoś nie rozumiem. Chcesz barów mlecznych i mac czegoś tam w Bieszczadach?
Dziwne, bardzo dziwne, non stop jestem na szlakach i poza szlakami ale ani razu nie chciał mnie rozjechać quad. Ani żadnego rowerzysty ani tyż konia.
Kto ma zatrzymać te tłumy w Polańczyku Wasza Wysokość? Jak ja lubię ten podział. Ja prawdziwy człowiek gór i ta stonka niegodna do wędrowania po górach.
Wybacz ale to zbiór frazesów i nic więcej i to podlanych wielkomiejskim sosikiem i brakiem znajomości realiów.
Kuń jaki jest każdy widzi.
Ja p....ole jaki naiwny punkt patrzenia:
Naiwny? To jeden z realizowanych punków strategii zrównoważonego rozwoju. Być może te założenia będą kontynuowane. Wszystko zależy od tego kto wygra przetarg na napisanie strategii województwa i od tego co tam teoretycy wymyślą. Byłeś w ub. roku przewodnikiem krainy wilka więc wiesz w jaki sposób praktycy tę strategię realizują.
Oprócz nic nad wprowadzeniem tego rodzaju rozwiązań pracuje w Bieszczadach co najmniej kilkanaście osób. Efekty są widoczne. Pięknie sprzedał się sylwester. Poszły rozbudowane, drogie pakiety integracyjne. Tego oczekują od nas turyście. Wysokiej jakości świadczonych usług.
sir Bazyl
28-12-2008, 10:27
(...) Po co schroniska? W każdej wsi jest po kilkanaście gospodarstw agroturystycznych o różnym standardzie. Bez żadnych problemów po jednodniowej wędrówce znadziesz nocleg.(...)
Z całym szacunkiem i nie żebym jakoś bardzo pragnął nowych schronisk, ale z tym "bez żadnych problemów" to gruba przesada. Bez wcześniejszej zapowiedzi i tylko na jedną noc jest ciężko, a w miejscowości na literkę W - wręcz graniczy z cudem (kiedyś był już na ten temat jakiś wątek). Poza tym schronisko to schronisko, a agroturystyka to agroturystyka - inny klimat tu, inny tam, a jeszcze inny przy ognisku pod gołym niebem (byle w miejscach do tego wyznaczonych, których jest mnóstwo - i tu niektórzy mogą mieć problem z wyborem ;) ). Dla każdego coś miłego :razz:
Z całym szacunkiem i nie żebym jakoś bardzo pragnął nowych schronisk, ale z tym "bez żadnych problemów" to gruba przesada. Bez wcześniejszej zapowiedzi i tylko na jedną noc jest ciężko, a w miejscowości na literkę W - wręcz graniczy z cudem (kiedyś był już na ten temat jakiś wątek). Poza tym schronisko to schronisko, a agroturystyka to agroturystyka - inny klimat tu, inny tam, a jeszcze inny przy ognisku pod gołym niebem (byle w miejscach do tego wyznaczonych, których jest mnóstwo - i tu niektórzy mogą mieć problem z wyborem ;) ). Dla każdego coś miłego :razz:
No właśnie Sir. Dla każdego coś miłego. Ostatnio paliłam ognisko w lesie (tu ikona pokazujaca jak bardzo się wstydzę) na Żukowie przy wiacie, której nikt chyba nie używał.
Wetlina, Ustrzyki Górne to bieszczadzkie koszmarki. Nie brałam tego tatałajstwa pod uwagę. Zresztą w Wetlinie już masz schronisko PTTK czy cuś w tym stylu. Czy nam podoba się czy też nie powoli schroniska odchodzą w przeszłość. Gdyby nie grupy zorganizowane część z nich nawet nie przędła by cienko. Świat zmienia się i należy iść z postępem. Czas na naukę spania w jamach.;)
andrzej627
28-12-2008, 11:19
To nieprawda, że turystyka plecakowa jest w odwrocie ( jest na nią zapotrzebowanie nawet wśród starszej, bogatszej klienteli, która zrozumiała na czym polega wolność i troska o środowisko ) ale będzie, gdy dotychczasowe schroniska zmurszeją i zawalą się. (...) Czekamy na nowe, zadaszone wiaty na szlakach. Przydałoby się może kilka nowych schronisk górskich o lepszym standardzie.
Carmelita, słusznie prawisz. A gdyby tak dla "starszej, bogatszej klienteli" zorganizować jeszcze transport bagażu od schroniska do schroniska, aby mogli sobie wędrować przez Bieszczady bez zbyt ciężkiego bagażu na plecach. Można chyba o tym tylko pomarzyć, bo taka usługa przerasta wyobraźnie bieszczadzkich organizatorów turystyki.
Nie widzę w ogóle żadnych "pakietów" dla turystów plecakowych. Młodsza, biedniejsza klientela i tak sobie sama poradzi.
@Lucynko
Co do Carmelitowej czcionki, to masz rację.
Co do oczekiwań turystów, to zgadzam się z Marcinem, że wyciągnąć więc ej kasy z tych samych turystów, mających swoje oczekiwania, przyzwyczajenia i preferencje - niezmiernie trudno, żeby nie powiedzieć niemożliwe.
Rozumiem, że im lepsza jakość usług, tym lepiej, każdy chce zjeść dobrze i zdrowo, ale cena jest też pewnym ograniczeniem.
Dlatego jesli oczekiwania branży turystycznej to wzrost obrotów o 100%, to bez przyciągnięcia nowych turystów się nie obejdzie.
Przykre, ale faktycznie kiedyś Cisna chyba będzie kurortem, pomyśleć, że dzieciakom wciskałem kit o MacDonaldsie za górką;) a tu kiedyś się spełni.
Co do pójścia z postępem, to byłbym ostrożny;) Może w końcu przynieść więcej szkody niż pożytku.
Jezu gdzie to trzeba będzie łazić, by się na tych wszystkich rozłażących się jak robactwo turystów omijać...
Co do produktów lokalnych, to faktycznie smaczny ten chleb baligrodzki, Szelce pieką też pysznie...ale ile produktów z oferty takich Szelców jest "ulepszanych"?
Zresztą Carmellita jak każdy ma swój punkt widzenia.
Ty piszesz o rozwoju zrównoważonym, a ja bym teren w promieniu co najmniej 200 km oczyścił z wszelkich Krain Wilka i innych Połonin, bo one się przyczyniają do tego, by krainą wilka było to tylko z nazwy;)
Carmelita, słusznie prawisz. A gdyby tak dla "starszej, bogatszej klienteli" zorganizować jeszcze transport bagażu od schroniska do schroniska, aby mogli sobie wędrować przez Bieszczady bez zbyt ciężkiego bagażu na plecach. Można chyba o tym tylko pomarzyć, bo taka usługa przerasta wyobraźnie bieszczadzkich organizatorów turystyki.
Nie widzę w ogóle żadnych "pakietów" dla turystów plecakowych. Młodsza, biedniejsza klientela i tak sobie sama poradzi.
A po co pakiety turystom plecakowym? I jaki ciężki sprzęt? Mój plecaczek 22 litrowy waży kilka? a 35 litrowy kilkanaście kilogramów. I co mam zatrudnić kulisa do jego noszenia?
Z punktu widzenia przemysłu turystycznego to margines. Wiesz mi, gdyby było takie zapotrzebowanie to pojawił by się i pakiet. Ta kraina powoli zaczyna żyć z turystyki i niech tak pozostanie.
Co do oczekiwań turystów, to zgadzam się z Marcinem, że wyciągnąć więc ej kasy z tych samych turystów, mających swoje oczekiwania, przyzwyczajenia i preferencje - niezmiernie trudno, żeby nie powiedzieć niemożliwe.
Rozumiem, że im lepsza jakość usług, tym lepiej, każdy chce zjeść dobrze i zdrowo, ale cena jest też pewnym ograniczeniem.
Dlatego jesli oczekiwania branży turystycznej to wzrost obrotów o 100%, to bez przyciągnięcia nowych turystów się nie obejdzie.
Przykre, ale faktycznie kiedyś Cisna chyba będzie kurortem, pomyśleć, że dzieciakom wciskałem kit o MacDonaldsie za górką;) a tu kiedyś się spełni.
Co do pójścia z postępem, to byłbym ostrożny;) Może w końcu przynieść więcej szkody niż pożytku.
Jezu gdzie to trzeba będzie łazić, by się na tych wszystkich rozłażących się jak robactwo turystów omijać...
Co do produktów lokalnych, to faktycznie smaczny ten chleb baligrodzki, Szelce pieką też pysznie...ale ile produktów z oferty takich Szelców jest "ulepszanych"?
Zresztą Carmellita jak każdy ma swój punkt widzenia.
Ty piszesz o rozwoju zrównoważonym, a ja bym teren w promieniu co najmniej 200 km oczyścił z wszelkich Krain Wilka i innych Połonin, bo one się przyczyniają do tego, by krainą wilka było to tylko z nazwy;)
To Twój punkt widzenia.
Tych samych turystów? Ile procent ogółu "stonki w rozumieniu my wszyscy) stanowią ci powracający. Max 20 %. Mówimy tu o promocji, przeadresowaniu oferty do gości indywidualnych i do zorganizowanych.
Podniesienie jakości automatycznie zwyżkuje podniesieniem ceny. Dobra jakość kosztuje. Tak już wstrętnie urządzony jest ten świat. Chyba tylko ja w tym roku chciałam podnieść ceny o 100 % i w pewnym sensie udało mi się. Nie przywidziałam tylko, że na rynku jest tyle młodych wilczków (kwestia stażu, a nie wieku), którzy będą pracować za czasami 1/10stawki. :lol: Po perypetiach ja trochę obniżyłam stawki, wprowadziłam ciekawe pakiety,których nie są w stanie wilczki naśladować i rynek podzielił się na tych, którzy zarabiają stawki standardowe i tych co pracują za 80-100 zł.Ot takie życie. Podobnie jest na całym rynku turystycznym. To tak zwana segmentacja rynku.:lol:
Skarbuniu pragnę Ci przypomnieć, ze Ty także jesteś stonką. Czy chcesz tego czy nie. Nie rozumiem Was stonkowatych :lol: Ja jestem uprawniony do korzystania z gór ale inni to nie. Piękny przykład naszej Koleżanki z forum. Po przejściu kilunastu kilometrów w dolinie Sanu jest tak oboloła, że nie może wstać od stołu. Dla niej to wyprawa, a dla większości stonki takiej jak ja to śmiech na sali puste krzesła. Może przestalibyscie watościować ludzi. Każdy z nas jest stonką i intruzem w krainie wilka.
Moge być nawet mega-stonką, ale ja mam prawo po tych górach chodzić, a te całe tabuny integracyjne niech spi***piiiiip
Nie każdy ma prawo korzystać z tej przyrody, nie każdy umie.
Każdy, kto nie jest wilkiem jest intruzem, ale oni sa intruzami wiekszymi. Ja jestem taki malutki intruz.
Więc ja zostaję, a tamci niech spie****piiiiip!
A Ty Lucynko sie przekwalifikujesz na bibliotekarkę - staz w katalogowaniu masz i na chleb u Szelców , czy tam z inna śliwka wystarczy.
Pozdrawiam;)
Basia Z.
28-12-2008, 14:32
Carmelita, słusznie prawisz. A gdyby tak dla "starszej, bogatszej klienteli" zorganizować jeszcze transport bagażu od schroniska do schroniska, aby mogli sobie wędrować przez Bieszczady bez zbyt ciężkiego bagażu na plecach. Można chyba o tym tylko pomarzyć, bo taka usługa przerasta wyobraźnie bieszczadzkich organizatorów turystyki.
Chyba nie wszystkich.
Mój kolega już kilkakrotnie (średnio dwa razy w roku przez ostatnie kilka lat) prowadził po Bieszczadach grupy turystów z Holandii. Były to przeważnie starsze panie powyżej 60 lat.
Wyjazd organizowało biuro PTTK "Wierchy", które ma własne kontakty z biurami zagranicznymi.
Mieli transportowane plecaki, spali tylko w schroniskach PTTK (w tym w "Chatce Puchatka").
Nie przerażały ich dość prymitywne warunki, byli na to nastawieni. Interesowała ich sama wędrówka.
Warunkiem udanego wyjazdu był przewodnik, który po pierwsze doskonale zna rejon, po drugie doskonale zna język angielski, mój kolega spełnia oba warunki. A panie były zachwycone i wyjazdem i przewodnikiem ;)
Dodatkowo kolega jest z zawodu lekarzem, a z zamiłowania botanikiem. Więc i opiekował się paniami i opowiadał im o każdym kwiatku. Trudno się dziwić, że były zachwycone ;)
Miał różne niespodziewane przygody w tym jedna z pań na trasie tak nieszczęśliwie upadła, że złamała rękę. Dużo by pisać. Ale kolega poradził sobie ze wszystkim.
W roku 2008 prowadził tą samą grupę co kiedyś (zażyczyli sobie specjalnie jego jako przewodnika) ale tym razem w Beskid Sądecki.
Jak na razie to jest kilka (3-4) grup rocznie, "Wierchy" mogłyby przyjąć więcej grup, ale zasadniczy hamulec stanowi właśnie brak odpowiednich osób prowadzących - jednocześnie dobrze znających teren (praktycznie całe Beskidy, nie tylko Bieszczady, bo grupy w czasie jednego wyjazdu zwiedzają różne części Beskidów) i z dobrą znajomością języków.
Pozdrowienia
Basia
Basia Z.
28-12-2008, 14:40
Zatrzymajmy dzikie tłumy w Polańczyku i pozwólmy w Bieszczady dotrzeć prawdziwym miłośnikom wędrówek, koni i rowerów, którym do szczęścia potrzeba ciszy, ucieczki od spalin, jazgotu silników.
Niestety jestem pesymistką, czasu zawrócić się nie da.
A "miłośnicy dzikości" wyjeżdżają dalej na wschód i na południe, dopóki i tam nie powstaną kurorty. Ale do tego mam nadzieję jeszcze dość daleko.
Póki co - korzystajmy z tego, że tam są jeszcze dzikie góry.
Mój syn ze swoimi znajomymi właśnie pojechał w Gorgany, ależ ja mu zazdroszczę (niestety obecnie nie mam czasu na wyjazd).
Pozdrowienia
Basia
Chyba nie wszystkich.
Mój kolega już kilkakrotnie (średnio dwa razy w roku przez ostatnie kilka lat) prowadził po Bieszczadach grupy turystów z Holandii. Były to przeważnie starsze panie powyżej 60 lat.
Wyjazd organizowało biuro PTTK "Wierchy", które ma własne kontakty z biurami zagranicznymi.
Mieli transportowane plecaki, spali tylko w schroniskach PTTK (w tym w "Chatce Puchatka").
Nie przerażały ich dość prymitywne warunki, byli na to nastawieni. Interesowała ich sama wędrówka.
Warunkiem udanego wyjazdu był przewodnik, który po pierwsze doskonale zna rejon, po drugie doskonale zna język angielski, mój kolega spełnia oba warunki. A panie były zachwycone i wyjazdem i przewodnikiem ;)
Dodatkowo kolega jest z zawodu lekarzem, a z zamiłowania botanikiem. Więc i opiekował się paniami i opowiadał im o każdym kwiatku. Trudno się dziwić, że były zachwycone ;)
Miał różne niespodziewane przygody w tym jedna z pań na trasie tak nieszczęśliwie upadła, że złamała rękę. Dużo by pisać. Ale kolega poradził sobie ze wszystkim.
W roku 2008 prowadził tą samą grupę co kiedyś (zażyczyli sobie specjalnie jego jako przewodnika) ale tym razem w Beskid Sądecki.
Jak na razie to jest kilka (3-4) grup rocznie, "Wierchy" mogłyby przyjąć więcej grup, ale zasadniczy hamulec stanowi właśnie brak odpowiednich osób prowadzących - jednocześnie dobrze znających teren (praktycznie całe Beskidy, nie tylko Bieszczady, bo grupy w czasie jednego wyjazdu zwiedzają różne części Beskidów) i z dobrą znajomością języków.
Pozdrowienia
Basia
Świetna reklama kiepskiego biura słynącego z tego, że wyjatkowo źle opłaca przewodników. Tym większy szacunek dla Twojego kolegi. Dobry, a mimo to dla Wierchów pracuje. Wystarczy aby to biuro z którym wspólpracujesz podnioslo stawki to znaleźli by się i przewodnicy. W Bieszczadach Koledzy "pracujac w obcym języku" inkasują około 150-400 euro, a ile Wam płacą Wierchy. Dalej szukają osob, które za 150-200 zł dniówka mają być jednocześnie pilotami i przewodnikami. Kpina.
Basia Z.
28-12-2008, 15:13
Świetna reklama kiepskiego biura słynącego z tego, że wyjatkowo źle opłaca przewodników. Tym większy szacunek dla Twojego kolegi. Dobry, a mimo to dla Wierchów pracuje.
Mój kolega jest świetny :-P
A pracuje dla "Wierchów", gdyż nie tyle zależy mu na pieniądzach, co zależy mu na poznawaniu fajnych ludzi i na dobrze zorganizowanych wyjazdach, przy zachowaniu sporej wolności wyboru dla przewodnika.
Ważne dla niego jest przede wszystkim to aby to był wyjazd górski a nie "impreza integracyjna".
Tam np. nie ma przymusu realizacji tego czy innego punktu programu a tym bardziej ściśle trzymania się tego programu. Jeśli przewodnik uważa ze coś jest ciekawsze - może z własnej inicjatywy to zaproponować, byle by grupa była zadowolona.
Jeszcze się nie zdarzyło aby nie była. :smile:
Poza tym - opieka nad grupą przyjazdową wygląda tak - ze odbiera się ich w Balicach, towarzyszy w czasie zwiedzania Krakowa (tam jest zamawiany dodatkowy anglojęzyczny przewodnik do oprowadzania po mieście) a potem towarzyszy w czasie całego pobytu w Polsce, będąc jednocześnie tłumaczem, opiekunem, przewodnikiem górskim (dlatego trzeba mieć uprawnienia na cale Beskidy) i również oprowadza po ciekawych obiektach krajoznawczych jakie są po drodze. Np. jedziemy trasą przez Lipnicę Murowaną - to zatrzymujemy się przy tamtejszym kościółku i trzeba umieć opowiedzieć i o nim (po angielsku).
Biuro podróży zapewne na tym oszczędza, bo ma w jednej osobie tłumacza, pilota, przewodnika górskiego i przewodnika terenowego.
Poza tym - nie wiem czy "Wierchy" tak mało płacą - z tego co wyżej piszesz o stawkach - ich są znacznie wyższe (ale faktem jest że wymagania też są znacznie wyższe, choćby ta znajomość języków).
Nie jestem jednak upoważniona do rozmowy na takie tematy i w ogóle nie rozmawiam z innymi o tym ile mi płacą moi pracodawcy ;)
A "Wierchy" bywają od czasu do czasu również i moim pracodawcą.
Pozdrowienia
Basia
Moge być nawet mega-stonką, ale ja mam prawo po tych górach chodzić, a te całe tabuny integracyjne niech spi***piiiiip
Nie każdy ma prawo korzystać z tej przyrody, nie każdy umie.
Każdy, kto nie jest wilkiem jest intruzem, ale oni sa intruzami wiekszymi. Ja jestem taki malutki intruz.
Więc ja zostaję, a tamci niech spie****piiiiip!
A Ty Lucynko sie przekwalifikujesz na bibliotekarkę - staz w katalogowaniu masz i na chleb u Szelców , czy tam z inna śliwka wystarczy.
Pozdrawiam;)
A rozumiem. Ciekawe podejście. Ja to jestem w górach oczekiwanym gościem, a inni niech sp...
Z tego co pamietam konstytucja gwarantuje nam równość.
Jak będziesz dzielił społeczeństwo, według jakich kategorii? Z tym, że nie każdy umie muszę się zgodzić. Tylko taka przypadłośc występuje częściej u osób indywidualnych niż u grup zorganizowanych. Tych ostatnich pilnują przewodnicy. A niektorzy potrafią postawić do pionu. Jak spełnia się życzenia nasze ministra od ochrony środowiska to my bedziemy mięc podobne uprawnienia jak pracownicy parku zwani szumnie strażnikami. Jak widzisz kariera mnie czeka, a spędzenie reszty życia w bibliotece.
Baśka nie rozśmieszaj mnie. Raz pracowałam dla tego biura ponikąd zmuszona do tego sytuacją (Kolega podpisał umowę, duże wymagania maleńkie stawki) Pół dnia wykłócałam się z biurem o zmianę programu (wejścia górskie dla dzieciaków, które nie potrafiły chodzić), a mimo to doszło do serii wypadków. Zapytaj się Kuby R o to dlaczego goprowiec miał nieprzyjemności i został zawieszony. Co wiosnę proponują mi prowadzenie grup więc znam ich stawki. Nie czaruj mnie, nie przejdzie.
Basia Z.
28-12-2008, 15:34
Co wiosnę proponują mi prowadzenie grup więc znam ich stawki. Nie czaruj mnie, nie przejdzie.
Może mają inne stawki dla tych co znają angielski ?
I dla tych, którzy prowadzą dla nich grupy za granicą ? (jak ja)
Ale nie wiem, nie będę rozmawiać na tematy finansowe.
Zarówno mojemu koledze "się opłaca" prowadzić grupy cudzoziemców po Bieszczadach jak i mi "się opłaca" prowadzić polskie grupy po górach Ukrainy nie koniecznie chodzi tutaj o kwestie finansowe.
Zresztą pisałam wyraźnie - zarówno ja jak i moi koledzy (dla "Wierchów" prowadzi od nas z koła ok. 10 osób) pracujemy gdzie indziej i zarabiamy gdzie indziej - jako lekarze, nauczyciele, informatycy itd.
Obozy wędrowne prowadzimy w swoim czasie wolnym - w czasie naszych urlopów wypoczynkowych i wakacji, nie dlatego że chcemy zarobić jakieś ogromne pieniądze, ale dlatego że po prostu lubimy to robić. A wynagrodzenie jest tylko miłym dodatkiem.
To jest całkiem inne podejście niż to jakie reprezentujesz Ty i inni zawodowi przewodnicy (nic Wam nie ujmując).
Dlatego Wy nigdy nie będziecie zainteresowani współpracą z "Wierchami" zaś "Wierchy" z Wami, bazując na osobach, które przewodnictwo traktują bardziej hobbystycznie.
I może na tym skończmy bo odeszliśmy bardzo od tematu.
W temacie chciałam tylko odpowiedzieć Andrzejowi, że nie wszystkie biura nie mają pomysłów na "wczasy wędrowne" ;)
B.
Ja odeszłam od tematu. Nie rozśmieszaj mnie. Pozostań przy swoich złudzeniach. Nic mi do nich tylko proszę nie gloryfikuj kiepskiego biura podróży. Baśka prowadzisz te swoje imprezy dla Wierchów. Czytam sprawozdania. Ta imprezie jest po kilka osób. To chyba o czymś świadczy. Czasami mam trochę wolnego w sezonie i chcę wyskoczyć w ostaniej chwili gdzieś na wschód. Nigdy mi się nie udało, bo w dobrych biurach pttekowskich typu Rzeszów czy Sanok nigdy nie ma wolnych miejsc.
Basia Z.
28-12-2008, 15:47
Nigdy mi się nie udało, bo w dobrych biurach pttekowskich typu Rzeszów czy Sanok nigdy nie ma wolnych miejsc.
Różnica jest taka że imprezy "Wierchów" są ok dwukrotnie tańsze niż PTTK Rzeszów, ale za to PTTK Rzeszów (Sanoka nie znam) ma zwykle noclegi w dobrych pensjonatach i busa na cały czas podróży.
Natomiast imprezy "Wierchów" to zwykle imprezy namiotowe, gdzie cały dobytek nosi się na własnych plecach, podróżuje pociągami i miejscowymi autobusami.
To ma swój niewątpliwy urok ;) ale ludzie stają się coraz bardziej wygodni.
Zapewne trzeba będzie to przemyśleć i zaproponować coś innego niż dotychczas.
(tak na marginesie - w roku 2008 prowadziłam dwie imprezy - na jednej było faktycznie 7 osób, na drugiej 16 osób, co stanowiło już w zasadzie górną granicę tego jaka powinna być grupa, którą zabiera się w nieco trudniejsze góry, więc nie ma reguły).
B.
No cóż tanie mięso psi jedzą.
A rozumiem
A rozumiesz to: ;)
Rozumiem oczywiście równe prawo każdej istoty ludzkiej, czy pozaziemskiej do odwiedzania tego terenu, jeno nie muszę być z tego powodu szczęśliwy.
...dlatego inni niech ..piiiiip.
PS. Ty możesz tu bywać:)
andrzej627
28-12-2008, 16:13
W temacie chciałam tylko odpowiedzieć Andrzejowi, że nie wszystkie biura nie mają pomysłów na "wczasy wędrowne" ;)
Basiu, dzięki za odpowiedź. A wiec nie jest tak tragicznie, jak myślałem. Notuję link Turystyka Aktywna - PTTK Wierchy Kraków
(http://wierchy.pttk.pl/)
Lucyna, a może Ty masz coś z górnej półki, dla "starszej, bogatszej klienteli"?
Basiu, dzięki za odpowiedź. A wiec nie jest tak tragicznie, jak myślałem. Notuję link Turystyka Aktywna - PTTK Wierchy Kraków
(http://wierchy.pttk.pl/)
Lucyna, a może Ty masz coś z górnej półki, dla "starszej, bogatszej klienteli"?
Nie mam. Nie interesuje mnie starsza,bogata klientela:lol:
A rozumiesz to: ;)
Rozumiem oczywiście równe prawo każdej istoty ludzkiej, czy pozaziemskiej do odwiedzania tego terenu, jeno nie muszę być z tego powodu szczęśliwy.
...dlatego inni niech ..piiiiip.
PS. Ty możesz tu bywać:)
Dziekuję Skarbuniu:lol::lol::lol:
A reszta to pipi pip pi
andrzej627
28-12-2008, 16:41
Nie mam. Nie interesuje mnie starsza,bogata klientela:lol:
Lucyna, dzięki za jasną odpowiedź.
Jest jednak jedna rzecz, której nie rozumiem. Dlaczego nie widać Bieszczadów w ofertach zagranicznych biur turystycznych? Widać tylko Tatry. Przykład - jedyna oferta do Polski firmy La Balaguère specjalizującej się w turystyce pieszej: POLOGNE - Cracovie et les Balcons des Tartras (http://www.labalaguere.com/balaguere_details-08POLO11.php)
Bieszczady nie chcą czy nie umieją zarobić na zagranicznych turystach?
Lucyna, dzięki za jasną odpowiedź.
Jest jednak jedna rzecz, której nie rozumiem. Dlaczego nie widać Bieszczadów w ofertach zagranicznych biur turystycznych? Widać tylko Tatry. Przykład - jedyna oferta do Polski firmy La Balaguère specjalizującej się w turystyce pieszej: POLOGNE - Cracovie et les Balcons des Tartras (http://www.labalaguere.com/balaguere_details-08POLO11.php)
Bieszczady nie chcą czy nie umieją zarobić na zagranicznych turystach?
Mamy duży problem z przystosowaniem bazy dla gości zagranicznych. Nie chcemy masówki. Są przygotowane m.in przez Zielony Rower oferty dla zagranicznych gości. To są imprezy dla wąskiego grona turystów.
W ubiegłym roku misliśmy napływ gości z Niemiec. Skończyło się to czymś w rodzaju traumy. Moim zdaniem region nie jest przygotowany do przyjmowania gości zagranicznych. Bariera językowa. Osobiście mnie bardzo niepokoją działania departamentu turystyki przy UM w Rzeszowie. Ostatnio rozmawiałam na ten temat i prawdę powiedziawszy nie podobają mi się ich pomysły. Chcą skoncentrować się na zdobywaniu rynków unijnych. Druga sprawa to ta, że inne regiony Podkarpacia usiłują przejąc dużą kwotę z promocji na swoje potrzeby, kosztem Bieszczadów.
Powoli wracają klienci ukraińscy. Jest podpisana umowa o tzw. małym ruchu przygranicznym. Ponad to okazało się, że dla gości ze wschodu Słowacja nie jest mekką. Wolą Polskę.
Czekaj czekaj mówiłam o sobie.
Dla Ciebie jako przedstawiciela starszawej, bogatej klienteli ofertę przygotował Boguś
www.zielonyrower.pl (http://www.zielonyrower.pl)
.... A gdyby tak dla "starszej,....zorganizować jeszcze transport bagażu od schroniska do schroniska, aby mogli sobie wędrować przez Bieszczady bez zbyt ciężkiego bagażu na plecach.....
Nie zgadzam się z Tobą Andrzeju;po pierwsze nie "starszej":lol:,a po drugie nie ma nic przyjemniejszego jak nosić własny bagaż,uwierz można się w ten sposób dowartosciować ;)
andrzej627
28-12-2008, 17:28
(...) nie ma nic przyjemniejszego jak nosić własny bagaż,uwierz można się w ten sposób dowartosciować ;)
Będę musiał to kiedyś sprawdzić. Trzeba tylko będzie się przyjrzeć, czy wszystko co wożę ze sobą jest niezbędne. Bo po co nosić niepotrzebne rzeczy na plecach?
....Trzeba tylko będzie się przyjrzeć, czy wszystko co wożę ze sobą jest niezbędne. Bo po co nosić niepotrzebne rzeczy na plecach?
O tak,trzeba "wyrzucić" wszystko co nie potrzebne , tak z plecaka jak i z życia, taki balast jest zbędny.Bo po co to nosić...?
Będę musiał to kiedyś sprawdzić. ....
Sprawdż i to jak najszybciej,...docenisz to. Ja to już przerobiłem.
ps. a pieniądze są tylko dodatkiem do tego, choć są niezbędne.
ps.'Ok już kończę i nie będę więcej "filozofował";)
Nie zgadzam się z Tobą Andrzeju;po pierwsze nie "starszej":lol:,a po drugie nie ma nic przyjemniejszego jak nosić własny bagaż,uwierz można się w ten sposób dowartosciować ;)
Oj Joorg, zgadzam się w 200%:)
Za wszystko zapłacisz kartą...ale upodlić sie na szlaku - bezcenne;)
No to ja tak w zarzewiu dyskusji wtrącę swoje: ja to bym chciała, żeby po Bieszczadach tramwaj kursował a na kazdym szczycie był przystanek. A gdyby mi się chciało wysiąść z tego tramwaju to żeby mnie w lektyce nieśli...no i żeby wszystko było zadaszone - bo przecież słońce piecze, deszcz może padać a i ptak na... I żeby od razu jak wysiądę kelener do mnie leciał (najlepiej w stroju bojkowskim) i serwował mi kiszone rydze albo inksze miejscowe rarytasy, a jak mi się znudzą to żeby mi przyniósł ścierwo w bułce z McJakiegoś tam , który byłby na każdym pagórku. No i żeby trawę siali bardziej zieloną a wszystkie szlaki żeby były wyłożone kostką brukową z krawężnkami malowanymi na biało (na moją cześć). Aaaaa no i zeby były toj toje co 200 metrów, a co 500 kabina prysznicowa. No i najważniejsze - ZEBY ZADEN NIEPRAWDZIWY BIESZCZADNIK MI PO SZLAKU NIE ŁAZIŁ!!!! Niech sobie siedzi gdzieś na dole, bo co ona tam kurde o Bieszczadach wie!!!
;);););)
Basia Z.
28-12-2008, 21:51
To co piszesz przypomniało mi, że w lodówce mam jeszcze marynowane rydze z Zawadki Rymanowskiej :-P Idę sobie po nie.
B.
Asiu999
czekaj na rozpowszechnienie technologii, by osprzęt do wędrówek w wirtualnej rzeczywistości z dodatkami wszystkie zmysły obsługującymi i z mozliwością zaprogramowania wszystkiego od pogody, poprzez okolicę, towarzystwo, aż na kompozycji śpiewu ptasząt kończąc.
;)
Asiu999
czekaj na rozpowszechnienie technologii, by osprzęt do wędrówek w wirtualnej rzeczywistości z dodatkami wszystkie zmysły obsługującymi i z mozliwością zaprogramowania wszystkiego od pogody, poprzez okolicę, towarzystwo, aż na kompozycji śpiewu ptasząt kończąc.
;)
Taak, to byłoby dobre rozwiązanie. Każdy by sobie w tych wirtualnych Bieszczadach postawił co tam tylko zechce - palmy, parasolki, oczka wodne, posążki buddy, place zabaw dla dzieci, mini kręgielnie, bary szybkie obsługi i bary wolnej obsługi i co tam jeszcze komu do głowy wpadnie jako świetny, odkrywczy, jedyny i niesamowity pomysł na Bieszczadzki krajobraz. A może wtedy te kilka zielonych górek i pagórków będzie się dalej rozwijało i zmieniało po swojemu - bieszczadzkiemu.
Tak naprawdę czasami przeraża mnie to, że dzisiaj normalna polska rodzina nie potrafi spędzić razem wakacji bez jakiegoś cholernego PAKIETU:shock:.
I że ktoś komuś każe zatrzymac się w Cisnej czy gdzieś tam bo - według tego kogoś - nie jest godzien pójść tam gdzie cisza, spokój i piękno. Ale może jak nigdy tego piękna nie dotknie własnym tylkiem siedzącym na kamieniu a nie na jakiejś ławeczce pod wiatą, jak nie usłyszy jak trawy szumią i jak nie poczuje, że ma też inne mięśnie niż tyllko te do obsługi myszki komputerowej i kluczyków samochodowych to nie zrozumie, że warto o to miejsce dbać - nawet jeśli przyjeżdża tu raz na 10 lat. Każdy kiedyś jest w górach pierwszy raz. I każdy ma do nich prawo. I nie trzeba nikogo nigdzie zatrzymywać.
Basia Z.
29-12-2008, 22:23
I że ktoś komuś każe zatrzymac się w Cisnej czy gdzieś tam bo - według tego kogoś - nie jest godzien pójść tam gdzie cisza, spokój i piękno. Ale może jak nigdy tego piękna nie dotknie własnym tylkiem siedzącym na kamieniu a nie na jakiejś ławeczce pod wiatą, jak nie usłyszy jak trawy szumią i jak nie poczuje, że ma też inne mięśnie niż tyllko te do obsługi myszki komputerowej i kluczyków samochodowych to nie zrozumie, że warto o to miejsce dbać - nawet jeśli przyjeżdża tu raz na 10 lat.
Ale tego trudno nauczy się samemu.
Każdy z nas miał kogoś kto po raz pierwszy mu te góry pokazał - rodziców, przyjaciela, lub może mądrego nauczyciela.
I pokazał jak fajnie jest usiąść na pieńku, w miejscu gdzie pozornie nic nie ma i słuchać wiatru a nawet i nosić ten ciężki plecak.
Ale tego nie nauczy się ludzi za pomocą "pakietów" tylko zwyczajnie idąc sobie z nimi w góry.
Pozdrowienia
Basia
... a ja tak dumam i dumam i nikogo sobie nie przypominam...chyba sam na nie wpadłem...
ale za to zarażać mam nadzieję szybciej niż ebola;)
Tak naprawdę czasami przeraża mnie to, że dzisiaj normalna polska rodzina nie potrafi spędzić razem wakacji bez jakiegoś cholernego PAKIETU:shock:.
Dzięki - niniejszym zostałem wraz z moją rodziną uznany za nienormalnego.
Może słówko przeciętna byłoby lepsze
To ma zbawienny wpływ na gospodarkę i standard życia obywateli.
Osobiście robimy to co musimy, resztę zlecamy dając przy tym zarobić innym.
My mamy we krwi to, by majsterkować, próbować naprawiać, załatwiać, organizować samodzielnie - tak zawsze było taniej, nierzadko z braku usługodawców, czy określonych towarów trzeba było sobie radzić samemu.
MacGyver był Polakiem;)
Gdym organizował ekipy budowlane na zlecenie "obcokrajowca" ten nie mógł zrozumieć, że nie zatrudniam do zrobienia łazienki 3 fachowców - od rur, od płytek i od instalacji, bo "każdy ma swoją działkę, w której jest dobry"
Długo nie mógł zrozumieć, że jeden człek może to wszystko zrobić sam. A już szoku doznał, gdym się kiedyś wku**** i sam położył jakieś płytki..i to równo...i nie odpadły;)
Problem z "pakietami" polega na tym, że jedni lubią wędrować samemu, czytać, poznawać, a inni chcą być zawiezieni, coś ma być im pokazane, opowiedziane...i nieraz zapomniane, ale zdjęcia chociaż są ... "pod zamkiem", bo co to za budowla, jak stara, z jaką historią, to "już nie wiem....zresztą nieistotne"
Dla mnie takie podejście normą nie jest, a siebie za w miarę normalnego uważam, więc drogi Garze nie popadaj w depresję, nie jesteś sam;)
Pozdrawiam:)
Basia Z.
30-12-2008, 09:36
Osobiście robimy to co musimy, resztę zlecamy dając przy tym zarobić innym.
Nie dawno mój syn naprawiając choinkową instalację lampkową (chińską) w której to poluzował się kabelek stwierdził "W Norwegii musiałby to robić fachowiec z uprawnieniami elektryka, bo takie są przepisy".
Wie - bo latem przepracował tam 6 tygodni przy gruntownym remoncie domku.
Wszystko robili samodzielnie (ekipa 4 studentów UJ - prawa, stosunków międzynarodowych i biofizyki) ale do instalacji elektrycznej musiała ich zleceniodawczyni zawezwać fachowca.
Pozdrowienia
Basia
Nie dawno mój syn naprawiając choinkową instalację lampkową (chińską) w której to poluzował się kabelek stwierdził "W Norwegii musiałby to robić fachowiec z uprawnieniami elektryka, bo takie są przepisy".
Wie - bo latem przepracował tam 6 tygodni przy gruntownym remoncie domku.
Wszystko robili samodzielnie (ekipa 4 studentów UJ - prawa, stosunków międzynarodowych i biofizyki) ale do instalacji elektrycznej musiała ich zleceniodawczyni zawezwać fachowca.
Pozdrowienia
Basia
A ja mam wujka w Wielkiej Brytani, on też coś tam zakładał. A i we Francji... Tylko co to ma wspólnego z Bieszczadami:mrgreen:
A ja mam wujka w Wielkiej Brytani, on też coś tam zakładał. A i we Francji... Tylko co to ma wspólnego z Bieszczadami:mrgreen:
No jak to co?
A co to w Bieszczadach nie ma elektryczności?;)
Dzięki - niniejszym zostałem wraz z moją rodziną uznany za nienormalnego.
Może słówko przeciętna byłoby lepsze
Chyba nie lepsze, bo wyszłoby na to, że Twoja rodzina jest nieprzeciętna i ta przeciętna tez mogłaby się obrazic ;) więc:
(nie mogę zedytować mojego posta więc tu napiszę:
zamiast "normalna rodzina" - "niejedna rodzina")
Przepraszam, nie było moim zamiarem nazywanie kogokolwiek nienormalnym, a przynajmniej nie w zakresie korzystania z pakietów lub nie. Nie krytykuję też pakietów czy jakiejś innej formy zorganizowanego wypoczynku jako złych samych w sobie.. Wiem, że to czasami rozwiązuje wiele problemów i jest po prostu przydatne. Chodzi mi tylko o to, że nie wszystko i nie wszędzie musi być spakietowane, zorganizowane i ułatwiające nam życie. Pewnie można nabudować w Bieszczadach schronisk, wyciągów i tego wszystkiego co w innych górach jest, tylko po co? Skoro jest gdzieś indziej to czy musi być też tam? A pewnie nawet jeśli by te wyciągi powstały to ci, którzy teraz ich tak bardzo chcą to po dwóch zjazdach stwierdziliby, że za nisko i wolą Alpy. A ci co chcą schronisk też by coś tam znaleźli, żeby narzekać. Japończycy mają pakiet - "7 stolic europejskich w trzy dni". Czy ma być pakiet "7 wzgórz bieszczadzkich w trzy godziny?" Może niech Bieszczady zostaną takim detoxem od gonitwy, zorganizowania, zaplanowania i zdobywania. Chyba większym wyzwaniem dla niektórych jest pokonanie własnego "nie chce mi się" czy "a po co" niż wejście na 1200 metrową górkę no i może dlatego właśnie Bieszczady z ich niedoskonałościami są szczególnym miejscem.
Basiu Z. - i chwała takim nauczycielom, rodzicom, przyjaciołom co się nie mądrzą a dzielą mądrością i takim co się nie przechwalają a dzielą doświadczeniem.
:lol::lol::lol::lol:
Pozdrawiam wszystkich
Przepraszam, nie było moim zamiarem nazywanie kogokolwiek nienormalnym, a przynajmniej nie w zakresie korzystania z pakietów lub nie.
Nie tłumacz się. Tłumaczą się tylko winni ... ;) :lol:
Carrmelita
01-01-2009, 01:33
W czyim imieniu przemawiasz? Mam wrażenie, że używasz pluralis majestatis.
Po pierwsze mamy znakomite chleby w Bieszczadach. Z taką różnorodnością wypieków nie spotkasz się nawet w miastach. Polecam kołodziej z piekarni Szelców w Lesku lub chleb z morelami z Sanoka. Po co schroniska? I najważniejsze takpięknie mówisz o ochronie przyrody, o nieinwazyjnej turystyce i żądasz wyciagów narciarskich. Dobry, naprawdę dobry przykład świętojebliwości.
Chcesz barów mlecznych i mac czegoś tam w Bieszczadach?
Dziwne, bardzo dziwne, non stop jestem na szlakach i poza szlakami ale ani razu nie chciał mnie rozjechać quad. Kto ma zatrzymać te tłumy w Polańczyku Wasza Wysokość? Jak ja lubię ten podział. Ja prawdziwy człowiek gór i ta stonka niegodna do wędrowania po górach.
Wybacz ale to zbiór frazesów i nic więcej i to podlanych wielkomiejskim sosikiem ...
Obce mi jest podejście 'pluralis majestatis' a już z pewnością łączenie tych dwóch słów w jeden zwrot :wink:. Co do 'chleba powszedniego' , nie 'podlanego wielkomiejskim sosem' ( czasami ktoś musi się doczepić o pochodzenie, żeby nie było nam, miastowym, za dobrze :lol: ) to spędziłam w Bieszczadach łącznie dopiero 36 dni ale w sklepikach wiejskich ( a nie w Lesku czy Sanoku ) kupowałam z konieczności tylko chleb biały lub bułki, bo nic ciemnego, z grubego przemiału nie było. To do modernizacji schronisk, to czekam na nie z utęsknieniem, bo stan obecnych nie napawa optymizmem na przyszłość :-( W temacie wyciągów narciarskich, to cytuję zdanie Miejscowych, którym z pewnością nie zależy na zniszczeniu przyrody. W barach mlecznych nie jadam (bo mleku z kożuchem nie gustuję) a Mac nie istnieje w słowniku kulinarnym (choć jestem wyrozumiała, gdy małe dzieci znajomych ciągną mamusie do tych lokali). Nie dzielę ludzi na 'niegodną stonkę' i 'ludzi gór'. W ogóle ludzi nie da się jednoznacznie podzielić. Nic nie jest białe albo tylko czarne. Jedni mają siłę i chęć pocić się w górach a inni w tym czasie wolą odpoczywać u wód. Ja, w zależności od nastroju, lubię pojeździć dorożką, pomoczyć się w solance albo wspinać się samotnie na Durną i Łopiennik. Wolność Tomku ..., itd. bo 'kobieta zmienną jest' i tylko nie wiem, dlaczego, Lucyno, tego nie tolerujesz ? Tyle z autopsji.
A kolor zielony lubię i kwita !
Taka ze mnie kobita.
Jeśli łaska to, do diaska,
Rzucę rzucik w ciemniejszy
desenik.
Może lucyna, nerwowa dziewczyna,
woli kolorek czerrrrwony ?
Szczęśliwego Nowego Roku Wszystkim !
Carrmelita
01-01-2009, 01:48
No jak to co?
A co to w Bieszczadach nie ma elektryczności?;)
A może niektórym to nie w smak jak zadaszone wiaty i wyciągi narciarskie ?
P.S. vm2301, jesteś wielki :lol: Już dawno się tak nie uśmiałam :wink: ...
Obce mi jest podejście 'pluralis majestatis' a już z pewnością łączenie tych dwóch słów w jeden zwrot :wink:. Co do 'chleba powszedniego' , nie 'podlanego wielkomiejskim sosem' ( czasami ktoś musi się doczepić o pochodzenie, żeby nie było nam, miastowym, za dobrze :lol: ) to spędziłam w Bieszczadach łącznie dopiero 36 dni ale w sklepikach wiejskich ( a nie w Lesku czy Sanoku ) kupowałam z konieczności tylko chleb biały lub bułki, bo nic ciemnego, z grubego przemiału nie było. To do modernizacji schronisk, to czekam na nie z utęsknieniem, bo stan obecnych nie napawa optymizmem na przyszłość :-( W temacie wyciągów narciarskich, to cytuję zdanie Miejscowych, którym z pewnością nie zależy na zniszczeniu przyrody. W barach mlecznych nie jadam (bo mleku z kożuchem nie gustuję) a Mac nie istnieje w słowniku kulinarnym (choć jestem wyrozumiała, gdy małe dzieci znajomych ciągną mamusie do tych lokali). Nie dzielę ludzi na 'niegodną stonkę' i 'ludzi gór'. W ogóle ludzi nie da się jednoznacznie podzielić. Nic nie jest białe albo tylko czarne. Jedni mają siłę i chęć pocić się w górach a inni w tym czasie wolą odpoczywać u wód. Ja, w zależności od nastroju, lubię pojeździć dorożką, pomoczyć się w solance albo wspinać się samotnie na Durną i Łopiennik. Wolność Tomku ..., itd. bo 'kobieta zmienną jest' i tylko nie wiem, dlaczego, Lucyno, tego nie tolerujesz ? Tyle z autopsji.
A kolor zielony lubię i kwita !
Taka ze mnie kobita.
Jeśli łaska to, do diaska,
Rzucę rzucik w ciemniejszy
desenik.
Może lucyna, nerwowa dziewczyna,
woli kolorek czerrrrwony ?
Szczęśliwego Nowego Roku Wszystkim !
Nie toleruję pisania ewidentnych bzdur. Śmieszy mnie, gdy ktoś używa sformuowań typu wspinanie się jeżeli chodzi o zwykłe, łatwiutkie wejście na Łopiennik. W jednm masz rację nie polubiłam infantylnej Carmelity, razi mnie próba wybicia się na orginalnośc za pomocą kolorów.
Kilka rodzajów pieczywa można kupić w każdym wiejskim sklepiku. Miejscowi, którzy chcą wyciągów daleko w tyle mają ochronę przyrody. Chcę zarabiać na turystach takich jak Ty. I bardzo dobrze, że polubiłaś Bieszczady. Dzięki temu kilkoro ludzi zarobiło.
Lucyno - czyż nie wiesz, że na Łopiennik można iść przez Borło, wspinając się po jego stromiznach...
A z tym pieczywem to różnie jest... Są sklepiki gdzie jest jako taki wybór, są i takie, gdzie go nie ma, są sklepiki już nieczynne i są objazdowe w samochodach i to zawsze ze świeżym chlebusiem...
Dobry chleb jest z Tarnawy i Polańczyka. Czasem w robocie jak rozwożą to kupuję to i owo. I lepszy niż leski.
Z Tarnawy nie próbowałam. Rozsmakowałam się w leskich bułeczkach owsianych z miodem. Bardzo lubię pieczywo Jadczyszyna z Sanoka. Szczególnie chlebek z suszonymi morelami. Jedyne co mnie trochę szokuje to cena owego chlebka. Około 4 zł za bocheneczek wielkości dwóch małych bułek. Mają także pyszne chleby: dziadunia, babuni, na zakwasie, szwajcarski, litewski, wiejski. Z chelbkiem z foremki z Baligrodu znakomicie smakuje maczanka. Szelcom najlepiej wychodzi wg mnie chleb pasterski na jogurcie i słowiański=podpłomyk.
Czasami specjalnie z grupami zatrzymuję się przy sklepikach po pieczywo. Bywa, że przy wyjeździe goście życzą sobie pobyt w firmowych sklepach i jako prezenty zabierają do domu nasze chlebusie i bułeczki. I to hurtowe ilości zapakowane z firmowe, papierowe torby.
Lucyna chleb z szuszonymi morelami polecaj ale tylko po zejściu ze szlaku. Morelka działa przeczyszczającą i znowu trzeba będzie wrócić do wątku tojtojek na szlakach. A wycieczka po zażyciu morelek to ekobomba.
Lucyna chleb z szuszonymi morelami polecaj ale tylko po zejściu ze szlaku. Morelka działa przeczyszczającą i znowu trzeba będzie wrócić do wątku tojtojek na szlakach. A wycieczka po zażyciu morelek to ekobomba.
A to mnie zaskoczyłeś. Nie wiedziałam o tym. W plecaku zawsze mam opakowanie suszonych moreli, które podjadam na szlaku. Czasami podkarmiam nimi solińskie ryby. Karpie uwielbiają morelki. Nigdy nie miałam problemów. Jeżeli zaś chodzi o chlebek jest on nie tylko pyszny ale i sycący. Wystarczy dwie-trzy w sumie maciupeńkie kromeczki (odpowiednik 1 dużej) aby się nasycić. Podobnie bułeczki owsiane z miodem. 1-2, a więcej nic niechce wejść do brzuszka. Poza tym są tak smaczne, że mogę je jeść bez dodatków.
Carrmelita
03-01-2009, 05:30
Nie toleruję pisania ewidentnych bzdur. Śmieszy mnie, gdy ktoś używa sformuowań typu wspinanie się jeżeli chodzi o zwykłe, łatwiutkie wejście na Łopiennik. Chcę zarabiać na turystach takich jak Ty. I bardzo dobrze, że polubiłaś Bieszczady. Dzięki temu kilkoro ludzi zarobiło.
Nie zrozumiałaś mojej intencji i czepiasz się sformułowań ( jak wcześniej w przypadku ‘wyprawy’, czy butów). Nie chce Ci się czytać „między słowami”. Nie ma w Tobie cierpliwości, finezji... Wydajesz mi się pozbawiona empatii. Łopiennik i Durną wymieniłam nie ze względu na ich wysokość :shock: tylko ze względu na atmosferę na szlaku ( odludnie, samotnie, pustawo). Co do przyjemności, to zawsze za nie trzeba płacić. Z tym większą ochotą, gdy Gospodarze są serdeczni, gościnni, świetnie gotują i z pasją opowiadają o górach.
Niestety, obcowanie z Tobą, Lucyno, na forum nie należy do oczywistych przyjemności :sad: Prawisz impertynencje, jesteś agresywna i apodyktyczna. Dyskredytujesz tych, co dopiero zapoznają się z Bieszczadami. Nie przyjmujesz do wiadomości ich pierwszej, 'gorącej' refleksji. Ona może być nośnikiem czasu i świeżym spojrzeniem na to, co jest dla innych constans. Często turyści przez porównanie zauważają sprawy dla Was, miejscowych niedostrzegalne lub rzekomo oczywiste. Wiedza o Bieszczadach to jedno a indywidualny odbiór przez każdego z nas tego miejsca, to, czasami, drugie. Ciebie to jak widzę nie interesuje … dziwne, bo Ty też żyjesz z turystów. Masz niewątpliwie duże doświadczenie, ale sposób w jaki nas o tym informujesz odstręcza i zniechęca od tego Forum. Ty nie uczysz, Ty pouczasz i ordynarnie lekceważysz ( nie odpisałabym drugiej kobiecie, nawet jeśli jej nie lubię, że jest 'świętojebliwa'. To taka 'słoma z butów' ) Niektórym Bieszczadnikom jest do twarzy z taką 'luzacka manierą’ ale Ty zwyczajnie się kompromitujesz (po osobie z taką wiedzą nie spodziewałam się tego, ale jak widać, wiedza to jedno, a dobre wychowanie to drugie ... )
Carrmelita
03-01-2009, 06:10
Nie rozumiem Was stonkowatych :lol: Ja jestem uprawniony do korzystania z gór ale inni to nie. Piękny przykład naszej Koleżanki z forum. Po przejściu kilunastu kilometrów w dolinie Sanu jest tak oboloła, że nie może wstać od stołu. Dla niej to wyprawa, a dla większości stonki takiej jak ja to śmiech na sali puste krzesła. Może przestalibyscie watościować ludzi. Każdy z nas jest stonką i intruzem w krainie wilka.
Rozumiem, że do mnie pijesz z tą 'koleżanką z forum'. Mam jakieś specjalne względy, czy co ? Najpierw, Lucyno, może przeczytaj dokładnie wpisy na temat ww. wycieczki, usiądź z mapą i policz odległości, zanim zaczniesz się rozpisywać i wyrokować. Z kolegami na forum policzyliśmy wtedy od 34 do 38 km/dzień w zależności od osoby, bo startowaliśmy z różnych miejsc. Sorry ... :smile: 'Kilkanaście' to ja robię w sobotę z psem dla relaks ( nawet gdy muszę go ciągnąć i pękam ze śmiechu :lol:).
Rozumiem, że do mnie pijesz z tą 'koleżanką z forum'. Mam jakieś specjalne względy, czy co ? Najpierw, Lucyno, może przeczytaj dokładnie wpisy na temat ww. wycieczki, usiądź z mapą i policz odległości, zanim zaczniesz się rozpisywać i wyrokować. Z kolegami na forum policzyliśmy wtedy od 34 do 38 km/dzień w zależności od osoby, bo startowaliśmy z różnych miejsc. Sorry ... :smile: 'Kilkanaście' to ja robię w sobotę z psem dla relaks ( nawet gdy muszę go ciągnąć i pękam ze śmiechu :lol:).
Droga Carmellito nie muszę siadać nad mapą, nie muszę liczyć odległości. Topografię tej trasy jak i wszystkich pozostałych oznakowanych w Bieszczadach mam w nogach tzn. przeszłam je po x razy w bardzo różnych warunkach pogodowych, w róźnych porach roku,z bardzo róznymi ludźmi o bardzo zróżnicowanej kondycji. Bardzo lubię Kolegów z forum ale raczej nie są mi potrzebni do rozpiski tras.:lol::lol::lol:
Nie zrozumiałaś mojej intencji i czepiasz się sformułowań ( jak wcześniej w przypadku ‘wyprawy’, czy butów). Nie chce Ci się czytać „między słowami”. Nie ma w Tobie cierpliwości, finezji... Wydajesz mi się pozbawiona empatii. Łopiennik i Durną wymieniłam nie ze względu na ich wysokość :shock: tylko ze względu na atmosferę na szlaku ( odludnie, samotnie, pustawo). Co do przyjemności, to zawsze za nie trzeba płacić. Z tym większą ochotą, gdy Gospodarze są serdeczni, gościnni, świetnie gotują i z pasją opowiadają o górach.
Niestety, obcowanie z Tobą, Lucyno, na forum nie należy do oczywistych przyjemności :sad: Prawisz impertynencje, jesteś agresywna i apodyktyczna. Dyskredytujesz tych, co dopiero zapoznają się z Bieszczadami. Nie przyjmujesz do wiadomości ich pierwszej, 'gorącej' refleksji. Ona może być nośnikiem czasu i świeżym spojrzeniem na to, co jest dla innych constans. Często turyści przez porównanie zauważają sprawy dla Was, miejscowych niedostrzegalne lub rzekomo oczywiste. Wiedza o Bieszczadach to jedno a indywidualny odbiór przez każdego z nas tego miejsca, to, czasami, drugie. Ciebie to jak widzę nie interesuje … dziwne, bo Ty też żyjesz z turystów. Masz niewątpliwie duże doświadczenie, ale sposób w jaki nas o tym informujesz odstręcza i zniechęca od tego Forum. Ty nie uczysz, Ty pouczasz i ordynarnie lekceważysz ( nie odpisałabym drugiej kobiecie, nawet jeśli jej nie lubię, że jest 'świętojebliwa'. To taka 'słoma z butów' ) Niektórym Bieszczadnikom jest do twarzy z taką 'luzacka manierą’ ale Ty zwyczajnie się kompromitujesz (po osobie z taką wiedzą nie spodziewałam się tego, ale jak widać, wiedza to jedno, a dobre wychowanie to drugie ... )
Pani przebacz mi. Jam wiejska baba bieszczadzka ot co. Wychowali mnie pod Berną, nauk nie pobierałam itd więc słoma wychodzi mi z butów.:lol::lol::lol:
Ot i mamy nowy konflikt... A były święta, były życzenia na Nowy Rok... Ale przecież święta sobie, a codzienność sobie, nieprawdaż... :sad: Przykre. Przyznam się, że coraz rzadziej pisuję na forum i ... coraz rzadziej do niego zaglądam. Takie niemerytoryczne utarczki słowne mnie zniechęcają, kompletnie nic nie wnoszą i wielce obniżają poziom dyskusji. Skoro nie chce się wam - "wszystkowiedzącym" zaglądać na forum np. onetu nie czyńcie, proszę, tego tutaj. Tym, którzy znają się na wszystkim życzę jeszcze więcej "wszystkowiedzenia"....
tomas pablo
03-01-2009, 14:29
Oj, Wojtku -masz świętą rację !! zgadzam się całkowicie...też czasem dla rozbawienia zaglądam, przeglądam.Dziwne, że gdzie 2 Polaków , tam 3 opinie.Udowadnianie, ze ktoś jest lepszy.Mądrzejszy...etc etc. Nawet kłócenie się o chlebek !....
Ale wracając do tematu-uważam , że biesy przestają być dzikie.znam je trochę lat.Poznałem w ostatnim nieomal momencie dzikości.Wyjeżdżałem z paczką znajomych, na 2-4 tyg.lazło się w las, z lichymi namiocikami.Dziś to nie do pomyślenia, by tak na dziko koczować przez parę tyg.Gdzieś nad Sanem, Sinymi Wirami.Gdy siekiera stanowiła o być albo nie być..( nie używało się butli z gazem !! ).W sklepach-nielicznych- właściwie prawie nic nie było ( chleb był-co 2-3 dni).Na szlakach prawie nikogo ( nie mówie tu o Połoninach, okolicach Polańczyka,Cisnej itd).Ale to się nie wróci !!
Dziś znam parę miejsc, w które się zapuszczam, i jest jeszcze taki klimacik.Ale to nieliczne skanseny.Ale są.
a komuś , kto pragnie czegoś takiego -polecam naszych wschodnich sąsiadów.Karpaty Ukraińskie, Gorgony.Albo Słowacje (ale tylko fragmenty..)
Obok też jest cudne Pogórze Przemyskie.Może mniej urokliwe, ale dzikie jeszcze.Bez szlaków, stonki, śmieci....
Pozdrawiam !
Obok też jest cudne Pogórze Przemyskie.Może mniej urokliwe, ale dzikie jeszcze.Bez szlaków, stonki, śmieci....
Pozdrawiam !
Dla mnie jest równie urokliwe. Szlaków niby trochę jest, ale czasem są w takim stanie, że wygląda to tak jakby malowano je za czasów II RP. Piękny teren i tak blisko w Bieszczady ...
Ciekawa sprawa z ta dzikoscia- mnie w latach poznych siedemdziesiatych mowiono ze cyt:TO JUZ NIE TO i ze teraz to juz nie sa dzikie Bieszczady bo dzikie to one byly w latach szescdziesiatych.
No to moze ustalmy, ze dzikie byly one na poczatku, jak chaos- ktory byl na poczatku:wink:
A potem to juz smutek i waleriana.........
a mnie właśnie najbardziej smuci to, że się tak o Bieszczadach mówi - że to już nie to, że stonka, że śmieci, że jedźcie gdzieś indziej. To tak jakby przeżuć je i wypluć.
Każdy kto przyjeżdża tam pierwszy raz zachwyca się nimi (mniej lub bardziej ale jednak) i nie przeszkadzają mu niewygody. Ale już za drugim, trzecim razem zaczyna kombinować i zagrzebywać nóżką pod siebie - co by można tam zrobic, żeby sobie udogodnić życie. No to może wiata, może schronisko, może wyciąg. No i przez te kilka czy kilkanaście lat pewnie kilka takich pomysłów zostało zrealizowane. I chyba miejscowi na tym zbyt wiele nie skorzystali (nie licząc sprzedanych hektarów za kilka złotych)
I właśnie dlatego uważam, że owszem - każdy może mieć własną wizję na bieszczady - tylko, że jeśli do głosu dojdą jednak zwolennicy "udoskonalania" bieszczadów to za kilka lat ci, którzy kochają ich "niedoskonałość" już nie będą mieli gdzie pojechać. Przecież są w Polsce góry, gdzie - jak wielu z Was pisze - są lepsze warunki do mieszkania, wypoczynku, czy czegoś tam jeszcze. Dlaczego więc przyjeżdżacie w Bieszczady zamiast tam? Dlaczego koniecznie chcecie w bieszczadach wiecznie coś zmieniać i ulepszać? A potem powiedzieć, że to już nie to co kiedyś...i że gdzies indziej lepiej, bardziej dziko...i znowu pojechać tam i grzebać nóżką do siebie - że fajnie, że dziko no ale może kilka wiat, może jakieś schronisko...
dla mnie TE GÓRY zawsze będą jedyne i najpiękniejsze...
(chociaż co do Pogórza też się zgadzam:lol:)
I chyba miejscowi na tym zbyt wiele nie skorzystali (nie licząc sprzedanych hektarów za kilka złotych)
a ja pamiętam jeszcze niedawno były wielkie zbiórki na "biedne dzieci z Bieszczadów". A w tej chwili? Gmina Cisna jest w czołówce najbogatszych gmin inne nie gorsze, nie widać tej biedy już (co nie oznacza, że nie ma biednych ludzi), dużo więcej jest jak pojadę nawet tylko 10km od Olsztyna na wieś, więc chyba jednak miejscowi skorzystali i to bardzo
A mnie to zupelnie nie przeszkadza- moga mowic co chca- glupie gadanie swiadczy o glupocie mowiacego:-D
Nikt Bieszczadow nie ma na wlasnosc, kazdy ma swoja wizje i swoj ich odbior. I mnie sie bardzo podoba ze mam teraz fajna baze turystyczna, czasy kowbojenia mam juz za soba i z biegiem lat polubilam wygode. Ale to nie zmienia mojego odbioru tych gor i mojej milosci nieustajaco trwajacej juz okolo 30 lat!Niech sobie kazdy kocha na swoj sposob- ale nie czynmy z nich gor dzikich, cokolwiek by to mialo znaczyc. I nie wymagajmy zeby miejscowi w lapciach z lyka nas witali, tak nigdy nie bylo i nigdy nie bedzie.
a ja pamiętam jeszcze niedawno były wielkie zbiórki na "biedne dzieci z Bieszczadów". A w tej chwili?
Jeszcze są i trwają zbiórki... http://www.bieszczady.net.pl/
wow, toś mnie zaskoczył;-))
co i tak nie zmienia faktu, że tej biedy tak już nie widać jak ją widac np u mnie na wsiach, bo w mieście się też poprawiło w ostatnich latach, więc miejscowi skorzystali i to w bardzo dużej liczbie
Orsini, prawda jest taka, że jak obserwuję Region to w przeciągu kilkunastu lat widać postęp. Widać nawet jak okrywa się panelami stare hyże :(
Widać to po drogach, budynkach, zaopatrzeniu, odnawianych szkołach, kościołach. Widać, że pieniądz jest rozsądnie wydawany przez samorząd. Widać, że pieniądz napływa wraz z nowymi ludźmi, którzy tutaj chcą mieszkać. Pieniądz też zostawia turysta w różnej wielkości, zależnej od zasobności portfela. Ja uważam, że to dobrze. Obserwuję też, że nie ma w Regionie jakiś daleko idących fanaberii i chybionych inwestycji co wystawia pozytywną laurkę wybranym władzom. To oni wydają pieniadze w jakiejś mierze zostawione także przez nas. Jeśli coś spieprzą i postawią na fanaberie to turysta może się odwrócić i odetną sobie jakąś(!) gałąź dochodu. Muszą więc myśleć o sobie, jak sobie poprawić los i jednoczesnie nie podcinać żadnej(!) gałęzi. A bieda jest wszędzie... i w Bieszczadach i w Warszawie i w innych zakątkach Polski. Ważne też by w tym wszystkim ją dostrzeć i jeśli to możliwe to pomóc.
no więc mi też to nie przeszkadza, że region się rozwija, ale nie można pisać, że miejscowi na tym nie skorzystali, bo skorzystali jak w mało którym regionie Polski i to właśnie widać. A bieda jest wszędzie nawet i w Tokyo tylko jest jej tam mniej niż np. w mieście Meksyk.
Nikt Bieszczadow nie ma na wlasnosc, kazdy ma swoja wizje i swoj ich odbior. I mnie sie bardzo podoba ze mam teraz fajna baze turystyczna, czasy kowbojenia mam juz za soba i z biegiem lat polubilam wygode. Ale to nie zmienia mojego odbioru tych gor i mojej milosci nieustajaco trwajacej juz okolo 30 lat!Niech sobie kazdy kocha na swoj sposob- ale nie czynmy z nich gor dzikich, cokolwiek by to mialo znaczyc. I nie wymagajmy zeby miejscowi w lapciach z lyka nas witali, tak nigdy nie bylo i nigdy nie bedzie.
Alu - niedawno napisałam na tym forum w innym wątku identyczne zdanie i napisałam jaki jest mój stosunek do postępu (który popieram jako naturalną kolej rzeczy) i przemijania w górach (które należy jakoś utrwalić) i o lansowanej "dzikości" więc nie będę znowu przynudzać. Recon1 mądrze pisze i zgadzam się z nim bo główny "sztab" ludzi odpowiedzialnych za bieszczady widzi w miejscowych. Bo bez nich to miejsce będzie jak skansen - cerkwie odnowione, ławeczki, kawiarnie, restauracje, i klimat starego ale i wygoda nowego, turyści ...tylko życia prawdziwego brak. I mam nadzieję, że dalej miejscowi i władze regionu nie będą w nadmiarze ulegać fanaberiom turystów i nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby wykarczować kawał lasu lub zryć poloninę po to tylko, żeby komuś zbudować schronisko na szlaku "takie jak w innych górach". Bo chyba nie przełoży sie to jakoś liniowo czy wprost proporcjonalnie na liczbę "biednych dzieci" w Bieszczadach...
A co do biedy to zawsze byli, są i będą w Bieszczadach ludzie bogaci, średno zamożni i biedni - jak wszędzie Orsini. W Olsztynie też...
Pozdrawiam wszystkich i wszystkich:lol::lol:
Asiu ale Ty napisałaś, że miejscowi prawie nie skorzystali na przemianach, a oni właśnie skorzystali i to widać, a nie, że nie ma już biednych-są ale zdecydowanie mniej niż kiedyś. Cały region skorzystał i bardzo dobrze-ja się cieszę, bo napawa to optymizmem, że i w Polsce tak można.
tomas pablo
04-01-2009, 13:09
zgadza się.Postępu nie da się zatrzymać. Te góry się zmieniają, co sam obserwuje od tylu, tylu lat.Zwłaszcza ostatnie kilkanaście lat, ten postęp jest widoczny.A "romantyzm" tych gór zna każde z nas.Wiecie, często się zastanawiałem, po co mi one ? Dlaczego nieodparcie wracam tam niemal co roku ?..znając TYLE miejsc na świecie.(..może i ładniejszych, bardziej zapierających dech..).Parokrotnie już ( zwłaszcza po deszczowym pobycie !) -mówiłem-basta ! Dość !! ostatni raz ...I co ?? ..guzik, wytrzymywałem góra-2-3 lata .Dziś wiem, że na ile starczy mi sił, będe łaził.Wiem, że TO JEST moje miejsce na ziemi.A każdy powinien takie mieć.Swój Otryt, swoje Połoniny,Sine wiry...itd.
Zgadza się-każdy ma też swoją wizje tego miejsca.Jak i swoje wspomnienia.
a dzikość ?..czasem to proste-wystarczy nie śmiecić, nie wywalać foli po batonikach, flaszek po napojach i jak ktoś się wysr...w krzakach, zakopać po sobie. A na szlaku-bądżmy mili dla siebie.Na forum możemy się spierać o rzeczy ważne i o duperele.Bo siedzimy sobie w ciepełku i wygodnie.
No i przez te kilka czy kilkanaście lat pewnie kilka takich pomysłów zostało zrealizowane. I chyba miejscowi na tym zbyt wiele nie skorzystali (nie licząc sprzedanych hektarów za kilka złotych)
Orsini - ja nie pisałam o przemianach tylko o kilku pomysłach "pod publiczkę" i "dla nabicia kabzy jakiegoś pana lub pani" zwykle małomiejscowego... Jeśli ty widzisz, że biednych nie ma to ok, nie ma co turystom biedą po oczach chlastać, bo nie po to tam przyjeżdżają. Ja wiem, że jednak nadal są - bo jak wszędzie indziej bieda i życie z dnia na dzień często jest dziedziczona niestety i dwa czy trzy udane sezony tego nie zmienią.:-(
usmiechy dla tomasa pabla - za to, że jednak TAM wraca...:smile::smile:
pozdrawiam wszystkich
asiu a gdzie ja napisałam,ze nie ma biednych???:shock::shock:
Jakie to jest wg Ciebie działanie pod publiczkę też nie bardzo rozumiem?Nowe drogi np?czy co?weź pomyśl logicznie co piszesz i podaj konkrety co masz na myśli pisząc tak: "dla nabicia kabzy jakiegoś pana lub pani" zwykle małomiejscowego
konkretnie co i gdzie
Dziś znam parę miejsc, w które się zapuszczam, i jest jeszcze taki klimacik.Ale to nieliczne skanseny.Ale są.
a komuś , kto pragnie czegoś takiego -polecam naszych wschodnich sąsiadów.Karpaty Ukraińskie, Gorgony.Albo Słowacje (ale tylko fragmenty..)
Obok też jest cudne Pogórze Przemyskie.Może mniej urokliwe, ale dzikie jeszcze.Bez szlaków, stonki, śmieci....
Pozdrawiam !
o swiete slowa!! jak to dobrze ze sa jeszcze takie miejsca! byle jeszcze jak najdluzej udawalo sie tam znalezc urok i klimat! i zeby jak najwiecej ludzi uwazalo je za malo urokliwe, niewygodne , nieprzystosowane i nieciekawe aby tam pojechac!
a mnie właśnie najbardziej smuci to, że się tak o Bieszczadach mówi - że to już nie to, że stonka, że śmieci, że jedźcie gdzieś indziej. To tak jakby przeżuć je i wypluć.
)
no wlasnie..ja kiedys kochalam te gory i wciaz mam do nich ogromny sentyment..kupe czasu tam spedzilam, wiele przygod, wspomnien i sladow na cale zycie.. ale juz tam nie jezdze.. bo smutno to jest rozczarowywac sie na kazdym kroku, smutno jest odwiedzac znane sobie miejsca ktore wygladaja juz zupelnie inaczej... smutno jest za kazdym razem gdy mija sie sanok czy ustrzyki musiec kierowac swoje kroki tylko na wschoc lub ostatecznie polnoc..
diabel-1410
04-01-2009, 19:45
no Buba daqles mi do myslenia. Jezdze tam od lat i moze nie jest juz tak dziko, moze mniej cichych miejsc ale dla mnie zawsze zostanie tam cos wartego zobaczenia.A to kamien ktory widzialem kiedys i uwagi nie zwrocilem,a to sarna lub jelen spod nog ucieknie i wiele innych smakow. A ze przy tym coraz wiecej agroturystyki pensjonatow,i tym podobnych -coz jest popyt jest podaz.Moim sposobem na dzikosc tych Gor jest lazenie zima po szlakach glownych i to wczesnie rano, zeby mniej ludzi spotkac,latem omijam glowne szlaki a za towarzystwo mam tylko cisze ew spotkanego czasami czlowieka
no Buba daqles mi do myslenia. Jezdze tam od lat i moze nie jest juz tak dziko, moze mniej cichych miejsc ale dla mnie zawsze zostanie tam cos wartego zobaczenia.A to kamien ktory widzialem kiedys i uwagi nie zwrocilem,a to sarna lub jelen spod nog ucieknie i wiele innych smakow. A ze przy tym coraz wiecej agroturystyki pensjonatow,i tym podobnych -coz jest popyt jest podaz.Moim sposobem na dzikosc tych Gor jest lazenie zima po szlakach glownych i to wczesnie rano, zeby mniej ludzi spotkac,latem omijam glowne szlaki a za towarzystwo mam tylko cisze ew spotkanego czasami czlowieka
masz racje- zawsze zostaje wiele miejsc do zobaczenia- miejsc gdzie sie jeszcze nie bylo lub takich do ktorych sie wraca.. ale jak ma sie wybor i mozna pojechac w jakies inne miejsce, gdzie czeka cie mniej rozczarowan a wiecej chwil pelnych radosci, zachwytu i wolnosci- to wybor staje sie prosty.. nie mowie ze juz nigdy nie pojade w bieszczady- pojade, pewnie jeszcze nie raz.. mialam na mysli ze nie spedzam tam juz kazdej wolnej chwili, bo nie sa juz dla mnie rajem takim jak byly jeszcze 10 lat temu
twoje rozwiazanie jest na pewno skuteczne- ale coz zrobic jak ktos nie cierpi zimy i lubi dlugo spac (najlepiej w namiocie na poloninie ;) )
poza tym jest swietny sposob na dzikosc gor...ale ciężej znalezc sposob na dzikosc dolin, wsi, drog, schronisk, baz..
diabel-1410
05-01-2009, 13:44
tak zwlaszcza dzialania tych wszystkich ludzi nastawionych na turyste z pelnym portfelem dla ktorego powstaja pensjonaty po100zl za noc z jakuzi itym podobne instytucje a zanika wrecz zostaje niszcvzona baza tzw plecakowa.Ale jestem dobrej mysli byc moze Biesy wyjda z mody i bedzie ciszej i spokojniej.Zawsze pozostaje Ukraina
zanika wrecz zostaje niszcvzona baza tzw plecakowa.
dokladnie..ogniem, pługami i jak sie da.. jak nawet przetargi na rozbiorki fajnych obiektow urzadzaja..
.Zawsze pozostaje Ukraina
zawsze cos sie konczy a cos pozostaje... mamy szczescie ze jestesmy jeszcze pokoleniem ktore z moze wystawic glowe z namiotu i cieszyc oko ogromem polonin, zobaczyc krowe i konia nie tylko w zoo i w agroturystyce za pieniadze i poznac co znaczy goscinnosc za ktora nie stoi cennik.. mamy kupe szczescia..
zawsze cos sie konczy a cos pozostaje... mamy szczescie ze jestesmy jeszcze pokoleniem ktore z moze wystawic glowe z namiotu i cieszyc oko ogromem polonin, zobaczyc krowe i konia nie tylko w zoo i w agroturystyce za pieniadze i poznac co znaczy goscinnosc za ktora nie stoi cennik.. mamy kupe szczescia..
Masz rację! Mamy szczęście. Wystarczy pojechać na naszą "wschodnią ścianę" i tam czerpać z wielkich pokładów życzliwości, gościnności, dobroci spotkanych po drodze ludzi. Oby tak było jeszcze wiele, wiele lat. Ukłony wszystkim z Podlasia, wschodniej Lubelszczyzny i Podkarpacia :smile:
diabel-1410
06-01-2009, 13:07
A ja ze swojej strony chce jeszce raz podziekowac Rafalowi z Bazy Ludzi z Mgly za kawe jaka poratowal mnie w 2 dzien swiat. Sklepy pozamykane,rano chce isc wgory kawy brak-chcialem ja od niego kupic Rafal krotko nie - masz tyle ile potrzeba powodzenia na gorze
Krzysztof Franczak
06-01-2009, 16:59
Wracając do tematu dzikości Bieszczadów:
Znalezione na bieszczady.net.pl
Szkodliwa ferma ? 06-01-2009 08:19
Ferma danieli powstaje w parku krajobrazowym w Smolniku w Bieszczadach. Jak twierdzą przyrodnicy i miłośnicy gór zniszczony został obszar chronionego krajobrazu w otoczeniu jedynej w Bieszczadach bojkowskiej cerkwi - jednej z największych atrakcji regionu. W Smolniku zbudowano ciągnące się całymi kilometrami ogrodzenie z metalowej siarki chronione dodatkowo "elektrycznym pastuchem". Krajobraz został zeszpecony, bo prawo nie chroni cennych przyrodniczo i historycznie miejsc. Straty poniosło też środowisko naturalne, przecięty został ważny korytarz ekologiczny uważa Wojciech Śmietana z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk. Tymczasem jak powiedział nam wójt gminy Lutowiska - samorząd nie mógł nic w tej sprawie zrobić bo inwestycja jest zgodna z prawem.
ŹRÓDŁO: Radio Rzeszów
Rozbawiają mnie tłumaczenia ,że samorząd nic nie mógł zrobić. Zgodnie z prawem każdą inwestycję ,która oddziaływuje na środowisko można zablokować tyle tylko ,że trzeba chcieć. Każda z bieszczadzkich gmin ma w strategii ochronę obszarów cennych przyrodniczo( co jest jednoznaczne z ochroną cennego przyrodniczo krajobrazu) ale jak w jakiś teren wchodzi np. Natura 2000 to gminy protestują bo podobno nie można będzie tam inwestować. Ciekawostką jest ,że są to tereny łowieckie z dala od wszelkiej infrastruktury jak np "Moczary" , które są proponowane do Natury 2000.
Załącznik nr 1
do Uchwały Rady Gminy w Czarnej
Nr XV/154/2008
z dnia 14 listopada 2008r.
Uzasadnienie do opinii Rady Gminy w Czarnej w sprawie wyznaczenia dodatkowego obszaru Natura 2000 na terenie gminy.
Projektowane wyznaczenie dodatkowego obszaru specjalnej ochrony ptaków NATURA 2000 oraz obszarów strategicznej oceny oddziaływania na środowisko (oficjalnie zgłoszone przez Rząd RP do Komisji Europejskiej) pn. Moczary zakłada objęcie części powierzchni naszej gminy. Wynika to m.in. z art. 25 projektowanej ustawy o ochronie przyrody, zakładającego ochronę określonych typów siedlisk i gatunków, z tego wilka, niedźwiedzia, rysia, itd. poprzez wprowadzenie dużych obszarów ochronnych.
Bieszczady, ze względu na swe unikatowe w skali europejskiej walory przyrodnicze, to wysokiej klasy tereny turystyczne. W swojej strategii gmina przyjęła rozwój turystyki jako czynnik decydujący o jej pomyślności, dlatego wszelkie próby ograniczenia działalności w tej branży nie mogą zostać zaakceptowane.
Niepokojący jest fakt, że projektodawca zmian de facto lekceważy głos samorządów, nie uzależniając decyzji o wprowadzeniu zmian w Sieci NATURA 2000 od ich opinii, a przecież to samorząd jest gospodarzem terenu gminy a zarazem rzecznikiem interesów jej mieszkańców i dlatego powinien mieć możliwość współdecydowania o ich przyszłości.
Wprowadzenie dodatkowych obszarów zniechęci do aktywności na tym terenie potencjalnych inwestorów, ponieważ wydłuży i skomplikuje i tak już czasochłonne procedury inwestowania. Bieszczadzkie gminy od lat są zaliczane do rejonu zagrożonego strukturalnym bezrobociem. Utrata każdego miejsca pracy powoduje pogłębienie problemów społecznych w skali niespotykanej w innych regionach kraju, ponieważ trudne górskie warunki wymagają ponoszenia większych kosztów dla utrzymania choćby minimalnego poziomu egzystencji. Poszerzenie obszaru o nowe atrakcyjne pod względem gospodarczym tereny, przyczyni się do wzrostu bezrobocia i dalszej pauperyzacji miejscowej ludności, gdyż niemal cała sfera produkcyjna gminy związana jest z przetwórstwem drzewa i gospodarką leśną.
Zważywszy na fakt, że zdecydowana większość obszaru gminy jest już objęta różnymi skutecznymi formami ochrony przyrody oraz na to, iż koszty społeczne poszerzenia obszaru Sieci będą niewspółmiernie wyższe niż ewentualne korzyści, opinia Rady Gminy w Czarnej o zwiększeniu na naszym terenie obszaru Sieci NATURA 2000 pozostaje w tej kwestii jednoznacznie negatywna.
diabel-1410
06-01-2009, 17:32
sorry to nie powod zeby Natury 2000 nie wprowadzac.Jesli ktos nie moze znalezc sobie pracy na miejscu niech robi to co ja - jedzie w delegacje, zarobione pieniadze niech wydaje inwestuje w bieszczady.Na dzien dzisiejszy glownymi inwestorami sa ludzie spoza gor np z Warszawy stawiajacy swoje domy gdzie popadnie oszpecajac te gory naprawde mocno.Dodatkowo zeby bylo weselej wiekszosc z nich stawia wszedzie tabliczki TEREN PRYWATNY itp.Oczywiscie ze takie i inne inwestycje musza byc monitorowane i sprawdzane.Glupie mopim zdaniem oswiadczenia Gminy swiadcza o tym ze wola zarobic kase na sprzedazy ziemi zamiast starac sie o rozwiniecie szeroko pojetej turystyki,ew pozyskanie funduszy unijnych.Zabrak;lo prostej kalkulacji-turysta przyjezdza widzi ploty -ucieka- widzi zadbane szlaki i dobra \zroznicowana\ baze noclegowa-zostaje. podatki z dzialalnosci rolnej a pod taka podlega chodowla wszystkich zwierzat rownaja sie ok40-50zl hektar podatku rocznie
Kiedyś na jakieś konferencji w podobnym tonie wypowiadały się panie z gminy Czarna. Oni chcą żyć z turystyki, oni są przeciwni ochronie. Tylko małe ale. Słuchając tych pań nie byłam w stanie zrozumieć o czym mówią. W jaki sposób chcą ściągnąć turystów, jakie walory turystyczne ma ich gmina, na czym ma polegać ich strategia rozwoju turystyki. Mówienie o przyrodzie, której zresztą nie chcą chronić i czystym powietrzu nie spowoduje, że turyści będą przyjeźdźać do gminy. Czarna to miejscowość na mapie którą mija się. Gdyby nie dawna cerkiew to wątpię aby turyści tam zatrzymywali się chociaż na chwilę.
Krzysztof Franczak
06-01-2009, 18:27
Gdyby nie dawna cerkiew i... galeria.;)
Od lat myślę dlaczego tak jest i może coś wymysliłem!
i... galeria.;)
Od lat myślę dlaczego tak jest i może coś wymysliłem!
Z tą galerią to prawda najprawdziwsza;)Szczególnie wtedy, gdy przed Barakiem siedzi sobie pani i maluje filiżanki.
Jeszcze gdybyś potrafił przetłumaczyć z czarnoturystycznego jezyka na nasz co też te panie z gminy mówiły na konferencji. Obok mnie siedziała Ogrodniczka, pytałam się jej ale ona też rozumiała słowa ale miała problemy z ogarnięciem wypowiedzi. Ot dwie baby bieszczadzkie.:lol:
Krzysztof Franczak
06-01-2009, 19:07
Jestem-uwierz mi- ostatnią osobą ,która mogłaby to przetłumaczyć.
Znalazłem to:
Przedstawiciele władz lokalnych dysponują coraz większymi
możliwościami w podejmowaniu decyzji w zakresie ochrony
przyrody, uczestniczą w procesie tworzenia lokalnych planów
zagospodarowania przestrzennego, opiniują i tworzą formy
ochrony przyrody, ale często brak im specjalistycznej wiedzy.
Więcej tu: http://pracownia.org.pl/pliki/raport_wplyw_turystyki_2006.pdf
Oprócz wiedzy specjalistycznej brak im(władzom) szerszego niż 4 lata (od wyborów do wyborów) spojrzenia ,nie czytają opracowań ,które są dostępne za darmo i nie są to opracowania jednostronne ale obiektywne. Wreszcie na przykładach można się uczyć ,jesli nie Polskich to zagranicznych, wyjdzie co się lepiej opłaca czy prymitywny wyręb lasu czy jego ochrona,wyjdzie co generuje większe dochody. Kiedyś na tym forum pisałem ,że 70% dochodów z turystyki pochodzi z turystyki kulturalnej . Przez wiele lat przy wjeździe do Czarnej nawet nie postawiono żadnej tablicy informującej ,że jest cerkiew z zachowanym ikonostasem a byłoby to z pewnością magnesem dla indywidualnego turysty. Inna sprawa ,że czy chcemy czy nie musimy odnosic się do byłych mieszkańców tych ziem i to też jest potencjał ,który może pozostawic Bieszczady takimi jakie jeszcze przyciągają turystów.
Dodałbym jeszcze jedną atrakcję ... bankomat. Nie trzeba już pędzić do Leska. Ale czy tylko te atrakcje mają przyciągać turystów do siedziby gminy Czarna?
Krzysztof Franczak
06-01-2009, 20:10
Ale czy tylko te atrakcje mają przyciągać turystów do siedziby gminy Czarna?
Jasne ,że nie ale pokazowy wyręb lasu ma swoje ograniczenia. Atrakcji jest wiele ale wątek jest o dziczy i niech taki pozostanie;-)
Kolejna inwestycja:
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090220/BIESZCZADY/831120200
trzykropkiinicwiecej
20-02-2009, 18:17
...ee..tam.. Solina i okolice to już nie Bieszczady... ;) niech jeszcze na całej długości Sanu zrobią plaże, keje, domki dla lalek, przecież do tej pory nie było...
Krzysztof Franczak
20-02-2009, 20:00
Pozytywne jest to ,że zalew będzie czysty.
Jan Tulin
23-02-2009, 17:19
Myślę, że do tego nie dojdzie, bo warunki w Bieszczadach są specyficzne i to co w nich przyciąga ( co można zaoferować turystom ), to właśnie historia i kultura tych ziem, dzikość przyrody, spokój, czystość powietrza i wody. Przerobienie Cisnej czy Wetliny w zatłoczone kurorty odstraszy dotychczasowych i zainteresowanych górami turystów. Zatrzymajmy dzikie tłumy w Polańczyku i pozwólmy w Bieszczady dotrzeć prawdziwym miłośnikom wędrówek, koni i rowerów, którym do szczęścia potrzeba ciszy, ucieczki od spalin, jazgotu silników. Zobaczcie co się dzieje w Kampinosie, w Beskidzie Niskim !!! Quady i terenówki masakrują szlaki, straszą rowerzystów, pieszych i zwierzynę ! Koszmar :cry:. Jeśli gmina Cisna chce przyciągnąć turystów to niech zadba o różnorodność usług noclegowych i kulinarnych( dla studentów i dla zamożnej klienteli ) i zatroszczy się o lepszy transport na obwodnicach, lepsze warunki higieniczne w barach i wyciągi narciarskie. To nieprawda, że turystyka plecakowa jest w odwrocie ( jest na nią zapotrzebowanie nawet wśród starszej, bogatszej klienteli, która zrozumiała na czym polega wolność i troska o środowisko ) ale będzie, gdy dotychczasowe schroniska zmurszeją i zawalą się. Niech ścieżki dydaktyczne poza Parkiem Narodowym będą lepiej oznakowane i nie niszczone przez zwózkę drewna. Czekamy na nowe, zadaszone wiaty na szlakach. Przydałoby się może kilka nowych schronisk górskich o lepszym standardzie. Co by tu jeszcze ...? Niech ktoś wreszcie zacznie wypiekać razowy i wieloziarnisty chleb w bieszczadzkich piekarniach, bo te buły pszenne już mi uszami wychodzą :wink: i tylko zamulają.
Jak czytam taki tekst to zaczynam rozumiec dlaczego chłopy umierają wcześniej. Dzięki takim jak Ty Carrmelita można posuwać sprawy do przodu. W tej chwili gadamy na temat wyciągu na Jasło. Jerżeli masz ochotę napisać, zrób to jak najszybciej bo koguty zaczynają skakać sobie do dziobów.
nieprawdziwy bieszczadnik
25-02-2009, 19:34
Bieszczady nie są dzikie od dawna. Przypuszczam, że większość z owych "prawdziwych bieszczadników" nigdy nie widziała prawdziwie dzikiego terenu, takiego jak choćby ogromne połacie Syberii. Bieszczady dzisiaj to góry poprzecinane wzdłuż i wszerz cywilizacją, zaś dorabianie sobie romantycznej ideologii jest jak najbardziej ok - póki ma to sens tylko dla samego siebie.
Gdy czytam ludzi takich jak vm2301 (http://forum.bieszczady.info.pl/member.php?u=1569), ogarnia mnie coś na kształt smutku. Drogi panie, to wilki, nie człowiek, są w dzisiejszych czasach intruzem. Wszystko w naturze ma swoje miejsce i silniejszy dominuje nad słabszym. Zaś co do owego korzystania z przyrody - każdy ma takie samo prawo i nie widzę nic zdrożnego w tym, że z przestrzeni bieszczadzkich korzystają turyści. Tacy jak pan. Bo taki z pana bieszczadnik jak nie przymierzając... nie istotne ;) W każdym bądź razie jeśli dzisiejsza dzikość Bieszczad to mają być żuliki zwane zakapiorami i bieda, to gratuluję, utrzymajcie dla swego egoizmu taką właśnie dzikość ale nie angażujcie w te swoje plany innych.
Basia Z.
25-02-2009, 19:57
Bieszczady nie są dzikie od dawna. Przypuszczam, że większość z owych "prawdziwych bieszczadników" nigdy nie widziała prawdziwie dzikiego terenu, takiego jak choćby ogromne połacie Syberii. Bieszczady dzisiaj to góry poprzecinane wzdłuż i wszerz cywilizacją, zaś dorabianie sobie romantycznej ideologii jest jak najbardziej ok - póki ma to sens tylko dla samego siebie.
A mnie osobiście nie pociągają góry całkiem dzikie, takie jak na Syberii, ale takie jak to pięknie napisał mój kolega "w jakich kosi się siano". Gdzie w ciągu kilkuset lat wykorzystywania gór w ekstensywny sposób gospodarczy - wypas owiec, koszenie łąk, budowa drewnianych szałasów człowiek żył przez wieki w harmonii z przyrodą.
Takie góry ciągle jeszcze spotykam za wschodnią granicą i dlatego tak bardzo lubię tam wyjeżdżać.
Niestety i tam tego typu gospodarka odchodzi w przeszłość.
Bieszczady i inne polskie góry już dawno nie są takie. Przyczyn jest wiele - począwszy od wysiedleń w latach 40, celowe niszczenie cerkwi i domów, aż po współczesną cywilizację, która nie zna ograniczeń i hamulców.
Też uważam ze "zakapiorzy" to produkt komercyjny.
Nie wiem natomiast coś się czepił akurat vm2301.
On przecież w żadnym miejscu nie napisał, że pociąga go komercja. Czytając od dawna Jego wypowiedzi widzę, że ma spojrzenie na góry podobne do mojego chciałby je mieć tylko "dla siebie".
Z oczywistych przyczyn wiemy że to niemożliwe.
Ale chcemy aby jeszcze przez chwilę odwrócić nieuchronny bieg czasu i aby jeszcze na chwilę Bieszczady (i inne góry) pozostały dla nas trochę bardziej dzikie niż będą za rok czy dwa, kiedy spece od turystyki i promocji wyliczą ich "recepcyjność", "chłonność" czy inne parametry.
Mi prawdę mówiąc na te określenia chce się wymiotować.
Ale ja nie jestem specjalistą od turystyki lub od promocji.
A co do okreslnia "bieszczadnik" - nadaje je automat (program obsługujacy forum) po przekroczeniu ilosci 20 postów na forum, wiec nie wiem o co się tak ciskasz.
Pozdrowienia
Basia
bertrand236
25-02-2009, 20:01
... Bo taki z pana bieszczadnik jak nie przymierzając... nie istotne ;) ....
Napiszesz jeszcze 18 podobnych postów... i powitam Cię w klubie
Bieszczadnik :lol:
A mnie osobiście nie pociągają góry całkiem dzikie, takie jak na Syberii, ale takie jak to pięknie napisał mój kolega "w jakich kosi się siano". Gdzie w ciągu kilkuset lat wykorzystywania gór w ekstensywny sposób gospodarczy - wypas owiec, koszenie łąk, budowa drewnianych szałasów człowiek żył przez wieki w harmonii z przyrodą.
mnie tez, mnie tez!!!! :D
kiedy spece od turystyki i promocji wyliczą ich "recepcyjność", "chłonność" czy inne parametry.
Mi prawdę mówiąc na te określenia chce się wymiotować.
[/LEFT]
mi tez, mi tez!!
Bo taki z pana bieszczadnik jak nie przymierzając... nie istotne ;)
nie rozumiem co on zlego zrobil?? czym podpadl??
Drogi panie, to wilki, nie człowiek, są w dzisiejszych czasach intruzem. Wszystko w naturze ma swoje miejsce i silniejszy dominuje nad słabszym. .
znaczyc co?? trzeba wybic wilki zeby nie przeszkadzaly?? ;)
nieprawdziwy bieszczadnik
25-02-2009, 20:14
Buba
Nie, o wilki należy dbać. Tak jak dba się o gości. Nie zaś rozwodzić się nad tym jak to niedobrze, że ludzie w Bieszczady jeżdżą. Czym podpadł? Niczym. Po prostu wyraziłem swoją opinię. Mam chyba prawo.
pewnie wiele razy już to tutaj padło: dla każdego dzikość tych gór to coś innego. Tak jest i tak będzie. Jeden włażąc w bieszczadzkie krzaczory (które pewnie urosły całkiem niedawno...;)) czuje się jak zdobywca tundry i tajgi razem wziętych i wścieka się ja widzi, że ktoś inny też po krzaczorach łazi i mu dzikość psuje...;) inny zobaczy dzikość w kamieniach na dnie potoku a jeszcze inny w zakapiorze...
dla mnie dzikość (a właściwie nie dzikość tylko jakaś taka wolność bezkresna przestrzeni i umysłu) wiąże nierozerwalnie góry i ludzi tam żyjących (nie pomieszkujących ale ŻYJĄCYCH) - takich normalnych, zwykłych ludzi, wydeptujących ściezki wtedy kiedy turyści siedzą w mieście nad mapami i planują następny wypad w dzikie góry...
Jeśli widzę, że do przydrożnej kapliczki podjeżdża autko a z autka wysiada starsza pani z naręczem kwiatów a za nią młoda dziewczyna (wnuczka pewnie), która trochę znudzona i zniecierpliwiona ale jednak babcię przywiozła i pomaga jej tą kapliczką sprzątnąć to wierzę w to mocno, że ta dziewczyna przyjedzie tam też kiedy tej babci już nie będzie...
dla mnie to jest dzikość...
a jeśli nadejdą czasy, że kapliczki będą odwiedzać już tylko turyści a do sprzątania powołane zostaną specjalne komitety to dla mnie będzie to ...skansen, niezależnie jak wysokie i dzikie krzaczory w nim porosną...
pozdrawiam wszystkich
takich normalnych, zwykłych ludzi, wydeptujących ściezki wtedy kiedy turyści siedzą w mieście nad mapami i planują następny wypad w dzikie góry...
tubylcy nie chodzą po górach... z resztą się zgadzam
Jeśli widzę, że do przydrożnej kapliczki podjeżdża autko a z autka wysiada starsza pani z naręczem kwiatów a za nią młoda dziewczyna (wnuczka pewnie), która trochę znudzona i zniecierpliwiona ale jednak babcię przywiozła i pomaga jej tą kapliczką sprzątnąć to wierzę w to mocno, że ta dziewczyna przyjedzie tam też kiedy tej babci już nie będzie...
dla mnie to jest dzikość...
a jeśli nadejdą czasy, że kapliczki będą odwiedzać już tylko turyści a do sprzątania powołane zostaną specjalne komitety to dla mnie będzie to ...skansen, niezależnie jak wysokie i dzikie krzaczory w nim porosną...
pozdrawiam wszystkich
jak fajnie to napisalas :)
tylko dla mnie to nie koniecznie dzikosc... dla mnie to klimat :) chyba wazniejsza rzecz od dzikosci...
katarzynowosc
26-02-2009, 04:50
tubylcy nie chodzą po górach... z resztą się zgadzam
...chyba że są Hucułami i między domem a sąsiednią wioską wyrosła im skądś nagle góra :mrgreen:
Ale to prawda, znam z autopsji. Na mnie do dziś w wiosce patrzą dziwnie - nikt normalny, kto się tu wychował, po górach bez celu nie łazi. A ja borówki tylko do gęby, grzyby nie na sprzedaż...
Jakieś to takie wyszło, co poradzić ;)
Pozdrawia z głębi wpół czwartej zmiany, od ciem ciemnej!
k.
@ Drogi Nieprawdziwy Bieszczadniku,
1. Czy człowiek wchodzący z inwestycjami w kolejne połacie lasu, wycinając go przegania z niego intruzów?
Ja rozumiem oczywiście, że w dzisiejszych czasach to homo sapiens jest na najwyższym poziomie rozwoju, odwiecznym prawem natury zwycięża ten najsilniejszy, ale gdy już pozostanie sam, gdy już pokona tę resztę, sam zdechnie. Więc warto chronić to co jeszcze mamy. Oczywiście ochrona uwzględnia różne uwarunkowania.
2. Nigdzie nie napisałem, że odmawiam ludziom prawa do odwiedzania gór i obcowania z przyrodą - czytasz nieuważnie.
Napisałem, zresztą nie raz, że po prostu nie lubię tłumów. W związku z tym jestem przeciwny wszelkim inwestycjom poza pewnymi miejscami, które uważam za "stracone".
Egoizm, naiwność...etc? No i co, po prostu wolę po lesie spacerować w ciszy. Czy jest coś w tym złego? Czy będę "bieszczadnikiem" pełną gębą, gdy w rozwrzeszczanej grupie, z flaszka w ręku będę maszerował do CH.Puchatka na piwko?
Ty pewnie z turystów w Bieszczadach żyjesz, rozumiem, że Tobie zależy na czymś zupełnie innym...i takie Twoje prawo.
Nie jesteś mieszkańcem Bieszczadów jak nie przymierzając....nie istotne;) tylko dlatego, że masz inne przekonanie i wyobrażenie tego miejsca.
Nie wiem czemu jesteś chyba jedyną osobą, która czytając dzikie Bieszczady nie rozumie, że myślimy o nich "dzikie" - to chyba oczywiste.
Natomiast skąd wytrzasnąłeś przekonanie, że o dzikości stanowią zakapiory?
Czy ja gdzieś tak napisałem? Ja nawet w wątku o zakapiorach nie brałem udziału...
Chętnie podyskutuje drogi NB, ale odnoś się do moich słów.
Pozdrawiam:)
PS Aha i nie pretenduję do żadnych tytułów Bieszczadnika, czy kogoś tam...ja po protu Bieszczady i okolice bardzo lubię odwiedzać:)
Skoro mówimy o turystyce to rozumiem nastawienie Wojtka. Jego cechuje bardzo niski próg recepcyjności czyli jest wrażliwy na "ilość innych ludzi otaczających go na szlaku".
Skoro mowa o turystyce,a ja wyciągnęłam podręcznik to warto wiedzieć, co najbardziej przyczynia się do degradacji środowiska naturalnego:
- przemysł 40 %
- budownictwo 20%
- komunikacja 15%
-rolnictwo 15%
- gospodarka turystyczna 5-7 %.
Największ szkody spowodowane przez turytykę:
- zabór ziemi i wody,
- ubożenie krajobrazu
- zanieczyszczenie powietrza,
- zanieczyszczenie wód,
- degradacja gleb,
- niszczenie roślinności,
- szkody w świecie zwierząt.
Jeżeli chodzi o zabór ziemi to wg. Kaspara i Jędrzeczyk wynosi on na 1 miejsce noclegowe
- hotel 30 m2 ,
- kemping 50 m2.,
- domek letniskowy 200m2,
- ośrodek turystyczny 100 m2,
- schronisko 50 m2.
Woda
Gospodarka turystyczna potrzebuje tyle samo wody co przemysł. Średnio wg badań Schmollgrubera, Zielińskiej wynosi na jedno miejsce noclegowe 350-1200 litrów.
Ło Jezu,
Co mnie cechuje???:shock:
Człek się co rusz czegoś o sobie dowiaduje, dzięki za profil psychologiczny;)
A tak poważnie.
Co to za podręcznik?
W którym roku napisany?
Tezy poparte pewnie jakimiś badaniami, ale gdzie je przeprowadzono?
Pozdrawiam:)
Ło Jezu,
Co mnie cechuje???:shock:
Człek się co rusz czegoś o sobie dowiaduje, dzięki za profil psychologiczny;)
A tak poważnie.
Co to za podręcznik?
W którym roku napisany?
Tezy poparte pewnie jakimiś badaniami, ale gdzie je przeprowadzono?
Pozdrawiam:)
"Ekoturystyka" Dominika Zaręba Wydawnictwo Naukowe PWN 2008
Badania przeprowadzono w Polsce, nie chce mi się szperać w poszukiwaniu danych dotyczących sylwetek naukowców.
trzykropkiinicwiecej
26-02-2009, 13:46
...aj Nieprawdziwy... wilków coraz więcej ? Biorąc pod uwagę fakt że ICH TERENU coraz mniej, bo co rusz "inwestycja" jest to raczej oczywiste...znika otoczenie to i się pokazują.. jak rozkopiesz glebę i wybierzesz wszystkie martwe częsci, to też nagle zrobi Ci się więcej robaków... tyle że w miarę posuwania się "ludzkości" Wilki nie zaadoptują sięi nie będą współżyły między ludźmi... (chociaż kto wie, nie zdziwie się jak któregoś chwyci "kult zakapiora" i będzie siedział pod sklepem w kapeluszu i z butelką wina, bo ponoć na parcha pomaga, a tak to by go naturalna selekcja załatwiła...) ...pozostało nam i przyszłym pokoleniom chronić to co najcenniejsze...
tubylcy nie chodzą po górach... z resztą się zgadzam
tak, tak, wiem, że góral spod samiuśkich Tater na Giewont nie lizie a góral niskopienny spod samiuśkich połonin też ino na nie spozira casem...;)
o wszystkie ściezki mi chodziło - te dosłowne i te w przenośni:lol:
jak fajnie to napisalas :)
tylko dla mnie to nie koniecznie dzikosc... dla mnie to klimat :) chyba wazniejsza rzecz od dzikosci...
ja nie przepadam za określeniem klimat...klimatyczne...klimat to dla mnie może mieć uliczka w Paryżu...ale nie babcia przy kapliczce:mrgreen:
za słówkiem dzikość też zresztą nie przepadam..
dzikość to dla mnie wspólcześnie po prostu naturalna zwyczajność i prostota bez żadnych ozdóbek i pierdułek...ot co :grin: a wszelkie doklejanie dzikiej kity do wszystkiego co się da uważam za cepelię i skansen...
Pozdrawiam Bubo serdecznie :-)
dzikość to dla mnie wspólcześnie po prostu naturalna zwyczajność i prostota bez żadnych ozdóbek i pierdułek...ot co :grin: a wszelkie doklejanie dzikiej kity do wszystkiego co się da uważam za cepelię i skansen...
jak zwal to zwal.. rozne sa sympatie i antypatie do slow.. grunt ze wiadomo o co chodzi :)
oligocenmaster
27-02-2009, 02:57
tubylcy nie chodzą po górach... z resztą się zgadzam
im dłużej chodzę po górach tym bardziej nie zgadzam się z tą bzdurą.
Poznałem tubylców patrzących się na przyjezdnych jak na wariatów, że przyjechali do lasu, poznałem też tubylców lepiej wyposażonych i zorientowanych od tzw. Prawdziwych turystów z miasta.
oligocenmaster
27-02-2009, 03:29
ja nie przepadam za określeniem klimat...klimatyczne...
za słówkiem dzikość też zresztą nie przepadam..
asia999, zna się na rzeczy, święte słowa
im dłużej chodzę po górach tym bardziej nie zgadzam się z tą bzdurą.
Poznałem tubylców patrzących się na przyjezdnych jak na wariatów, że przyjechali do lasu, poznałem też tubylców lepiej wyposażonych i zorientowanych od tzw. Prawdziwych turystów z miasta.
No skoro poznałeś i takich, co to patrzą na łażących po lesie jak na wariatów, a więc sami nie chodzą, a więc potwierdzasz, że tacy są, to jak może powyższą tezę nazywać bzdurą...?
...czyżbyś chciał powiedzieć, że sam bzdury wypisujesz?;)
Nie żebym się czepiał, jedynie nie szafowałbym słowami,
Fakt, że różne można mieć doświadczenia, sam kojarzę, jeśli nawet nie znam osobiście, paru tubylców, co to z aparatem po pagórach latają.
Większość pewnie tego nie robi, tylko trudno chyba określić, jaki odsetek nie robi tego dlatego, że nie widzi w tym sensu, a ilu po prostu nie ma czasu?;)
Pozdrawiam:)
oligocenmaster
01-03-2009, 02:14
W wypowiedzi Marcina możemy przeczytać, że „tubylcy nie chodzą po górach”. W mojej wypowiedzi nie mam zamiaru udowadniać, że Marcin pisze bzdury. Sam przez pewien czas tak samo myślałem i o tym poglądzie wyrażam się jako o bzdurze.
Po latach zmieniłem zdanie, i przyznaję, że tubylcy podobnie jak i prawdziwi ludzie z miasta nie interesują się górami; tak jak tubylcy w takim samym stopniu jak prawdziwi turyści z miasta interesują się górami.
Ale zamotałeś;)
tubylcy podobnie jak i prawdziwi ludzie z miasta nie interesują się górami; tak jak tubylcy w takim samym stopniu jak prawdziwi turyści z miasta interesują się górami.
Ale powiedzmy, że wiem co autor miał na myśli;)
Mimo to nadal uważam, że słowo bzdura = rzecz niepoważna, bez sensu (nie ma co chyba cytować słowników)
Marcin stwierdził, że "tubylcy nie chodzą po górach". Oczywiście użył skrótu myślowego, bo niektórzy chodzą, uogólnił, OK.
Ale by móc powiedzieć, że to bzdura, trzeba by udowodnić, że większość tubylców po górach chodzi.
...a to by dopiero była bzdura;)
Co by nie robić roboty moderatorom OTem, proponuję ugodę:
Znakomita większość tubylców w góry, czy do lasu nie łazi dla przyjemności łazęgowania, czy podziwiania piękna przyrody i rzeczą dziwną to zresztą nie jest.
Pozdrawiam:)
Pamiętam Solinę lat 60-tych i tą wakacyjną obecnie.Wtedy była dzika i teraz też jest.Każdy niech to rozumie jak chce.Biegaliśmy po górkach tam gdzie teraz jest wielka woda i jeździliśmy na koniach wypasanych przez okolicznych rolników.Wszędzie wkoło pasły się krowy,a wilki można było dostrzec na przeciwległych wzgórzach.Tęsknimy do tego co już za nami i ja także.Teraz częściej można zobaczyć kłady czy terenówki pędzące po asfaltowych drogach zakrywające drogi brukowane.No cóż można powiedzieć że ludzie tam mieszkający chcą żyć na miarę epoki.Ale ci co tu wpadają na jakiś krótki czas chcieli by mieć nad głową strzechę czy chociażby widok z okna na góry i siedzącego na miedzy staruszka pasącego krowy.Nie wiadomo co byśmy nie robili tamte czasy nie powrócą ale jak się dobrze rozglądnąć to i teraz takie ciekawe miejsca można jeszcze spotkać,czego wszystkim życzę
zbyszekj
01-03-2009, 10:45
Zastanawia mnie fakt co było w Solinie w latach 60, byłem jako mały szkrab w 1968 roku na zakończenie budowy tamy, potężny plac budowy olbrzymia ilość sprzętu i hotele robotnicze z których teraz poprzerabiano na hotele. I gdzie ta dzikość. Masa ludzi pracujących mimo ze to końcówka budowy. Chyba jakoś pomyliły Ci się okresy. Kiedy zalano zbiornik wtedy zgadzam się że mogło być dziko , przyjemnie i cicho.
Pamiętam Solinę lat 60-tych i tą wakacyjną obecnie.Wtedy była dzika i teraz też jest.Każdy niech to rozumie jak chce.Biegaliśmy po górkach tam gdzie teraz jest wielka woda i jeździliśmy na koniach wypasanych przez okolicznych rolników.Wszędzie wkoło pasły się krowy,a wilki można było dostrzec na przeciwległych wzgórzach.Tęsknimy do tego co już za nami i ja także.Teraz częściej można zobaczyć kłady czy terenówki pędzące po asfaltowych drogach zakrywające drogi brukowane.No cóż można powiedzieć że ludzie tam mieszkający chcą żyć na miarę epoki.Ale ci co tu wpadają na jakiś krótki czas chcieli by mieć nad głową strzechę czy chociażby widok z okna na góry i siedzącego na miedzy staruszka pasącego krowy.Nie wiadomo co byśmy nie robili tamte czasy nie powrócą ale jak się dobrze rozglądnąć to i teraz takie ciekawe miejsca można jeszcze spotkać,czego wszystkim życzę
Pamiętasz Solinę z lat 60-tych? To mnie zaskoczyłeś. Czy my nie znamy się z realnego świata? Jesteś z BTC?
Czasami czytając ten wątek mam wrażenie, że chcielibyśmy utrwalić swoją przeszłość. Pamiętam Bieszczady z lat 70-tych, to był inny klimat. Moim zdaniem bardziej komercyjny, stonkowaty. Te grupy przymusowo przywożonych tu ludzi, których bardziej interesowało chlanie po krzakach niż wędrówka, te tysiące harcerzy, którzy przyjeżdżali do nas aby cywlizować region, potężne PGR-y. Potem Igloopol. Sądzę, że właśnie teraz Bieszczady są bardziej dzikie.
..."I gdzie ta dzikość"...
Widzisz innymi oczyma musieliśmy patrzeć na to co nas otaczało.Ja nie mówię tu o tym co się wkoło zapory toczyło.Chociaż i tu można było dostrzec "dzikość"Mnie interesowało to co było poza nią .Pamiętam gdy rozpoczynali zalewanie okolicznych wiosek i starych ludzi muszących opuszczać domy nad którymi stały ekipy demolujące.Dzikie Bieszczady to takie gdzie miesiącami trwała wycinka wielu hektarów lasów pod tereny zalewowe Dzikie Bieszczady to takie gdzie częściej spotykało się grzybiarza na szlaku niż motokrosowca czy rowerzystę.Wówczas tak było.Dzikie Bieszczady to takie gdzie dzieciska kijkiem uruchamiali wyciąg orczykowy żeby z górki pojeździć.To już nie te Bieszczady gdzie na Jaśle setki będą się przemieszczać w ciągu dnia.Mnie dzikie Bieszczady kojarzą się z chłopem siedzącym na progu swojej drewnianej chałupy i widok jego szczęśliwych oczu.Mnie dzikość kojarzy się z księdzem który z Polańczyka na nartach zapylał do Soliny żeby mszę dla ludzi w kościółku odprawić.Drogi która teraz jest między Soliną a Polańczykiem nie
było.Wówczas zbierało się tam grzybki na tych dębowych alejkach.Dzikość jakoś zawsze mi się będzie kojarzyła z tym co teraz nie dostępne
..."Chyba jakoś pomyliły Ci się okresy."...
Można by teraz też zarzucić że ktoś o dzikości w Bieszczadach mówi.Można ją dostrzec mimo że gwar ,jazgot i cywilizacja ze śpiewem ptaków się miesza.
..."To mnie zaskoczyłeś."...
Kto wie może i się znamy.
BTC jest mi znane znam troszkę ludzi i razem wylewamy poty na Bieszczadzkich drogach.
Czyżbyś znała te "Zielone Wzgórza" z tamtych lat?
Nie znam, urodziłam się pod koniec lat 60-tych. Czasami tylko przeglądam fotografie, słucham starszych ludzi. Pamiętam Bieszczady ze środka i końca lat 70-tych i 80-tych. Samodzielnie tzn. na własnych nogach chodzę po górach od 7 roku życia ale moje wspomnienia raczej dotyczą tych Bieszczadów o których pisałam. Moja Siostra była dziennikarką, poznałam Bieszczady od strony nazwijmy ją przemysłowo-rolniczej i poprzez ludzi tu mieszkających i pracujących. Pamiętam niewiele dzikości ale np. owce pasące się na połoninach.
Ja dobrze pamietam Bieszczady z konca lat 70-tych. Bylo spokojniej, bylo ciszej, bylo, jak to niektorzy uwielbiaja nazywac- no dziko bylo:lol:
Pomieszkiwalam wowczas tu i tam - i jak mi Bog mily nie pamietam tych wycieczkowych tabunow o ktorych wspomina Lucyna, troche tak- ale nie w takim wymiarze jak obecnie. Spokojnie bylo, teraz tez jest tylko czas ucieka i zmienia sie to wszystko.W Wetlinie u Ostrowskich sie spalo, w schronisku w Gornych " na domkach", wiele osob ze Slaska tam przyjezdzalo do pracy, posiedzieli, pojechali, mlodzi bylismy to bylo wszystko po kowbojsku, ale naprawde nie pamietam zeby bylo duzo ludzi. Zreszta ze tak sie filozoficznie wyraze- ile jest duzo?
Ja dobrze pamietam Bieszczady z konca lat 70-tych. Bylo spokojniej, bylo ciszej, bylo, jak to niektorzy uwielbiaja nazywac- no dziko bylo:lol:
Pomieszkiwalam wowczas tu i tam - i jak mi Bog mily nie pamietam tych wycieczkowych tabunow o ktorych wspomina Lucyna, troche tak- ale nie w takim wymiarze jak obecnie. Spokojnie bylo, teraz tez jest tylko czas ucieka i zmienia sie to wszystko.W Wetlinie u Ostrowskich sie spalo, w schronisku w Gornych " na domkach", wiele osob ze Slaska tam przyjezdzalo do pracy, posiedzieli, pojechali, mlodzi bylismy to bylo wszystko po kowbojsku, ale naprawde nie pamietam zeby bylo duzo ludzi. Zreszta ze tak sie filozoficznie wyraze- ile jest duzo?
Przez krótki okres czasu byłam kaowcem w połowie lat 80-tych w ośrodku kapalni Makoszowy,dzisiejszy zamek Lesko. Oprowadzałam wycieczki. Pamiętam wakacje, tabuny ludzi, ślimaki ciągnące się po połoninach, zapchane do granic wytrzymałości autobusy i kolejki po niezbędne artykuły.
znaczyc widze najbardziej dziko bylo w latach 90 tych ;) igloopolu i PGRow, harcerzy i zakladowych wycieczek juz nie bylo, a wszelkiej masci hoteliki, wille nowobogackich, parkingi zapchane po horyzont, nowe asfalty i tego typu klimaty wystepowaly jeszcze w znacznie mnijeszej ilosci niz w chwili obecnej.. widac trafilam jak najlepiej sie dalo!
diabel-1410
02-03-2009, 17:25
Ech lezka w oku sie kreci gdy przypomne sobie moj pierwszy pobyt w wysmiewanej obecnie Solinie-koniec lat 80-gdy jeszcze nie dudnily wszechobecne dyskoteki,a i smieci nie bylo nigdzie porozsypywanych.A co do harcerzy i OB40 pamietam motyw jak kolega wywalil papierek po kanapkach na ziemie-gdzies na szlaku i za kare po powrocie musial zmywac wszystkie gary w kuchni.Nie wiem ale kiedys nie bylo takiej opcji zeby nie podniesc smieci ze szlaku,a dzis-troche smutne ale kiedy podnioslem kiedys zucony papier na oczach wycieczki uslyszalem najpierw slowa prowadzacego grupe -dobry turysta ,a za chwile ten sam glos-TYLKO WY MI TU K...A SMIECI NIE ZOSTAWCIE.Do dzis sie zastanawiam czy to takie teraz metody wychowawcze,czy tez moze ci mlodzi by inaczej nie zrozumieli.
E, myślę, że "innymi słowami" też by zrozumieli;)
Rozumiem Cię...można w dekadencki nastrój popaść;)
..."urodziłam się pod koniec lat 60-tych"...
W takim razie gdy ja z łukiem polowałem na stawach w Bóbrce na ryby to Ciebie mama w wózku woziła.
..."własnych nogach chodzę po górach od 7 roku życia"...
Mogę się domyślać że to rodzice od malucha zaszczepili tą miłość do górskich wędrówek.
..."owce pasące się na połoninach"...
Turyści "wypędzili"owce z połonin.Jak się dowiem że to przez Ciebie to módl się abym Cię na trasie nie spotkał;)
..."koniec lat 80-gdy jeszcze nie dudnily wszechobecne dyskoteki"...
Pamiętam Jawor gdy tam jeszcze na zboczu po przeciwnej stronie zapory porozbijane były wojskowe namioty i konie się pasły.Udawało nam się nieraz tam zakraść niepostrzeżenie.Teraz w tym miejscu niezliczona ilość wszelkiej maści straganów.Droga od strony osiedla była pusta bez jednego sklepiku.
Jeżeli chodzi o dyskoteki to fakt ale może nie każdy o tym wie że w końcówce lat 60-tych do Soliny przyjeżdżał w okresie wakacji Wojciech Gąsowski ze swoim zespołem i całymi nockami w klubie grał te swoje przeboje.W środku rodzice balowali a na tarasie dzieciska przez okna kukali.
Gdzie te prywatki i gdzie tamte lata chciało by się powiedzieć.
Samotny Włóczykij
20-05-2011, 16:54
Bieszczady juz nie takie dzikie? Pewnie ze gospodarstw agroturystycznych coraz to wiecej i drogi lepsze ale wystarczy zejsc z czerwonego szlaku i poszaukac po bocznych lesnych drogach gdzie moze nie ma tylu polonin ale woda ze zrodla czysta a i spotkanie nawet plochliwszych zwierzat dosc czeste.
Tylko, że z czasem i tam znajdzie dojście stonka turystyczna, spragniona rozrywek. A ponieważ dobrze zapłaci, chętnych do zaspokojenia zachcianek nie zabraknie. Dziś wszystko jest na sprzedaż - skoro kupczenie własnym honorem jest czymś oczywistym, to niby czemu nie mieliby sprzedawać czegoś innego?
- skoro kupczenie własnym honorem jest czymś oczywistym, to niby czemu nie mieliby sprzedawać czegoś innego?
Idziesz na skróty Samotny Włóczykiju, a to nieładnie. Nie mierz wszystkich jedna miarą.
Samotny Włóczykij
04-07-2011, 14:50
Nie mierzę wszystkich jedną miarą, ale wystarczy jeden goryczak, żeby zepsuć michę jadalnych grzybów. A co dopiero, jeśli goryczaków jest dużo więcej, niż maślaków, borowików albo rydzów. Więc co mam robić? Żeby nie urażać tych nielicznych, którzy przestrzegają zasad (a którzy z nieznanej mi przyczyny utożsamiają się z inaczej postępującą większością), w imię jakiejś poprawności politycznej udawać, że micha goryczaków z paroma prawdziwkami mi smakuje?
bieśdziad
05-07-2011, 13:07
....Bieszczady są coraz bardziej dzikie, po prostu przyroda po 5 wiekach zaczyna zwyciężać z człowiekiem.... pola namiotowe tętniąnce życiem 10-20 lat temu zarastają lub zarosły, nie ma już miasteczek namiotowych nad Soliną pięknie wygladających z gór nocą, nie ma grupowych wyjazdów" z zakładów pracy", a te integracyjne imprezy biznesowe to w sumie poza sezonem i dość jednostkowe przypadki. Poza tym ludzie miejscowi uciekają z Bieszczadu, dużo starych ludzi zostało, gospodarka leśna nie taka jak kiedyś - zobaczcie stare drogi ze zrywek po lasach...pozarastały. Zwierzyny jest o wiele więcej niż kiedyś (vide np. niedźwiedzie)...nawet rysie są odważniejsze niż kiedyś i można je czasem spotkać... A stonka na Wetlińskiej z parkingu waląca w górę...w końcu można wybrać się z Roztoków Grn na Kremenaros i spotkać 2-4 osoby, a nawet na odcinku od Rabiej nikogo... a jak się kogos spotka to duża frajda porozmawiać na szlaku...
trzykropkiinicwiecej
05-07-2011, 14:30
....mmmmm.. w końcu zaczyna się robić cudnie.. poczekaj do sierpnia to zmienisz zdanie... póki co lobbujemy na rzecz likwidacji dróg i infrastruktury :)
andrzej627
05-07-2011, 14:37
lobbujemy na rzecz likwidacji dróg i infrastruktury :)
A wtedy gdzie będziesz pracować?
Posadzi tominabur ot co!
Tylko, żeby dziki się mu nie dowiedzieli o nim;-)
bieśdziad
05-07-2011, 15:24
był kiedyś pomysł stworzenia wielkich parkingów trochę w założeniach typu park and ride i korzystania z nóg, kolejki wąskotorowej, koni .... co tam drogi , ciekaw jestem po co porobili schodki i poręcze przy wejściu na połoninę caryńska, kiedyś pamiętam jak tego nie było to po deszczach i nie tylko sporo osób zawracało dość nagle w dół... w BdPN nie mają na co kaski wydawać widać, lepiej schrony pobudowaliby (takie jak ten pod Czołem, polecam do noclegu).
.... co tam drogi , ciekaw jestem po co porobili schodki i poręcze przy wejściu na połoninę caryńska, kiedyś pamiętam jak tego nie było to po deszczach i nie tylko sporo osób zawracało dość nagle w dół...
a jeszcze więcej waliło obok błotnistej ścieżki i robiła się autostrada :-(
bieśdziad
05-07-2011, 15:58
waliła w dół na d.... po błocku, ale to Ci wytrwalsi, bo mniej wytrwalsi rezygnowali po kilku próbach....
A to to kwestia parkowych i dość szczególnej infestruktury a właściwie naturalnych przeszkód, aby nie było możliwości omijania.... WIem zawsze mogą jeszcze szerzej iść...
Adventure
06-07-2011, 21:32
No cóż, zmieniają tam tereny jak chcą, czy się nam to podoba czy nie. Schodki i poręcze są, bo więcej ludzi będzie mogło wejść - trzeba to jednak uszanować :)
bieśdziad
06-07-2011, 22:16
nie bardzo, bo konsekwencją takiego myślenia może być pomysł typu wyciąg linowy na Jasło.... coś ucichło o tym, ale ciekaw jestem co w trawie piszczy w tym roku
Samotny Włóczykij
08-07-2011, 18:07
No cóż, zmieniają tam tereny jak chcą, czy się nam to podoba czy nie. Schodki i poręcze są, bo więcej ludzi będzie mogło wejść - trzeba to jednak uszanować :)
Ale przecież ci, którzy chcieliby wszędzie lekko i łatwo wejść, mają dla siebie dosyć miejsca. Jest tyle parków uzdrowiskowych, szlaków znakowanych, pokazowych ścieżek przyrodniczych, miejsc przeznaczonych dla masowych turystów z odpowiednią infrastrukturą. Czy konieczne jest zagospodarowywanie w ten sposób resztek terenów, gdzie mogli dla siebie znaleźć miejsce prawdziwi turyści? I dlaczego uważasz, że my powinniśmy szanować dążenia tamtych, skoro z naszymi dążeniami nikt się nie liczy?
bieśdziad
09-07-2011, 14:03
...najgorsze, że również parki narodowe robią/udostepniają przede wszystkim dla tych "od schodków i poręczy" to dla nich po rpostu biznes ,a zasłaniają się czesto dobrem i ochroną przyrody
Samotny Włóczykij
10-07-2011, 21:16
Nie ma co się dziwić parkom narodowym. Po 1989 r. zapanowało na zasadzie wyłączności przekonanie, że między turystą kwalifikowanym a masowym nie ma żadnej różnicy - poza liczbą. Nawet na tym forum musiałem staczać spory z ludźmi, którzy chcieli traktować "stonkę" na równi z turystami kwalifikowanymi. Parki tylko się do tego dostosowują; przecież nie one są od lansowania przekonań w społeczeństwie.
... póki co lobbujemy na rzecz likwidacji dróg i infrastruktury :)
W Bieszczadach mieszkają ludzie, więc nie można tego robić. Nawet najradykalniejsi zwolennicy rezerwatu turystycznego nie stawiali sobie takich celów.
Ale przecież ci, którzy chcieliby wszędzie lekko i łatwo wejść, mają dla siebie dosyć miejsca. Jest tyle parków uzdrowiskowych, szlaków znakowanych, pokazowych ścieżek przyrodniczych, miejsc przeznaczonych dla masowych turystów z odpowiednią infrastrukturą. Czy konieczne jest zagospodarowywanie w ten sposób resztek terenów, gdzie mogli dla siebie znaleźć miejsce prawdziwi turyści? I dlaczego uważasz, że my powinniśmy szanować dążenia tamtych, skoro z naszymi dążeniami nikt się nie liczy?
podpisuje sie pod kazdym slowem tej wypowiedzi :-)
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.