Zaloguj się

Zobacz pełną wersję : Wiosenne ognisko Bertranda



bertrand236
27-09-2009, 21:10
Dzisiaj zapraszam Was do wiosennej gawędy. Mam nadzieję, że nie będzie to tylko opowiadanie. Tego czasu wielu z Was było w Bieszczadzie. Ognisko to mam nadzieję palić się będzie do pierwszego śniegu. Wtedy zrelacjonuje letni pobyt. A więc do dzieła....

Dzień 0
Wiosenny wyjazd w Bieszczad zaczął się jeszcze w Krakowie 30 kwietnia. Byłem w tym mieście tego dnia. Miałem wolny wieczór, więc zadzwoniłem do PiotrkaF z propozycją wspólnego wypicia kawy. Niestety Piotrek pracował. Trudno… Poszedłem na Rynek. Piotrek po kilkunastu minutach zadzwonił i zapytał się, o której następnego dnia jadę w Bieszczad? Odpowiedziałem, że około 5 rano chcę wyruszyć z hotelu.

Dzień 1
Następnego dnia Piotrek o tej wczesnej godzinie stał przed hotelem z flaszeczką swojej produkcji destylatu. Podziękowałem, uścisnąłem mu rękę i pojechałem. Najpierw Komańcza. Oględziny cerkwi, tej spalonej. Widać, że roboty budowlane trwają. Następnie pojechałem tam, gdzie jeździć nie wolno, bo stoi taki znak. Postanowiłem na własne oczy zobaczyć pomnik, o którym tyle się pisało na forum. Do drogi byłem przygotowany rewelacyjnie. W kieszeni miałem GPSa, a w nim współrzędne tego grobu. Zostawiam karawan w przeznaczonym do tego miejscu i kieruję się w przeciwna stronę niż wskazuje mój elektroniczny przewodnik. Niby taki mądry, a nie wie, że przed chwilą minąłem jedno z ważniejszych miejsc w okolicy.... Już miałem zamówić browara, kiedy na zaplecze wszedł sympatycznie wyglądający jegomość i poprosił o piwo. Widać od razu, że miejscowy jest i miał wyczerpującą noc. Bez zmrużenia oka poczekałem aż pani bufetowa naleje jemu. Gdyby miał czekać, chociaż minutę istniało duże prawdopodobieństwo, że zemrze. Nie chciałem mieć chłopa na sumieniu. Pijąc piwo wdałem się w dyskusję z bufetową. Była przekonana, ze idę nad trzy akweny wodne, z których jednego już nie ma. Wyjaśniłem cel mojej wędrówki. Pani powiedziała, że trafię bez trudu. Też byłem tego pewien. Odstawiłem kufel i wyruszyłem w drogę. Najpierw zboczyłem trochę na pewne pole, na którym leży „macewa” stawiana do pionu, co roku w sierpniu. Zrobiłem zdjęcie i wysłałem MMSem do gościa, któremu poświęcona ona jest. Dalej poszedłem drogą, przy której leżało sporo ściętego drewna. Jak na mój gust za dużo, ale nie muszę się na tym znać. Minąłem mały wodospad, który większość turystów mija w nieświadomości swojej, że on tu jest. Zauważyłem, że większość turystów nie tylko w tym miejscu idzie do wybranego przez siebie celu nie zwracając najmniejszej uwagi na ciekawe miejsca mijane kilkanaście metrów od drogi. Kiedy uważałem za stosowne i kiedy to samo podpowiedział mi mój elektroniczny przewodnik skręciłem w bok. Gdy usłyszałem głos z pudełka „ Jesteś u celu”, to się zdumiałem. Ani pomnika, ani potoku, ani nic oprócz krzaczorów. Zaczęło się chaszczowanie „po promieniu”. Nie straszne mi były jary, krzaczory i inne takie. Upociłem się niezmiernie i nic nie znalazłem. W pewnym momencie usłyszałem głosy ludzkie. Zbliżała się do mnie grupa dwudziestolatków. Oni szukali owych akwenów wodnych. Aż mnie przymurowało. Wszak droga do nich jest tak dobrze oznakowana jak żadna inna. A oni po prostu pobłądzili. Kiedy wskazałem im kierunek, nie uwierzyli. Oni poszliby w odwrotną stronę. Ponieważ ja już zrezygnowałem z poszukiwania pomnika odpowiedziałem im, jeżeli pójdą ze mną, to za 15 minut będą na drodze prowadzącej do ich celu. Po chwili zastanowienia przystali na moją propozycję. Sprowadziłem ich na dół dalej poszli już znakowaną drogą. Po chwili zastanowienia zrobiłem to samo. Byłem tam kilka razy, ale lubię to miejsce. Od mojej ostatniej tu bytności sporo się zmieniło. Pojawiły się pomosty i mostki nad miejscami, w których zawsze było błoto. Czy to lepiej? Nie mam jednoznacznego zdania. Pomału wróciłem do karawanu. Wszedłem na pobliski cmentarz i miejsce po cerkwi. Zadzwoniłem do Wojtka 1121 i powiedziałem mu, że nie trafiłem do pomnika. Współrzędne miałem wszak od niego. Wojtek też był zaskoczony. Stwierdził, że mój GPS ma inny format współrzędnych niż jego. O.K. Mnie to przerosło. Miał mi przesłać SMSa z przekonwertowanymi współrzędnymi.

iaa
27-09-2009, 22:11
Radość wielka ogarnie Lud, że Ogniomistrz powrócił w niezmiennie wysokiej formie.

don Enrico
27-09-2009, 22:12
Wot, odrobina techniki i człowiek się gubi -jak mawiała moja ciocia.

bertrand236
27-09-2009, 23:29
Mądra ciocia...

Jarek L
28-09-2009, 14:31
Bertrand, jak zwykle swietna relacja, czekam niecierpliwie na dalszy ciag.
NB jakiego GPSa uzywasz?

bertrand236
28-09-2009, 19:42
Jarku! Dziękuję za kadzenie ;) .Szedłem z palmtopem MIO 169 /chyba/ z wgraną jakąś mapą samochodową. Mapa jest niezła, bo widzi wszystkie stokówki w Bieszczadzie, ino mnie do celu nie doprowadziła....
Pozdrawiam

Jarek L
28-09-2009, 20:09
Szkoda, ze kadzenie nie pomoglo i wciaz nie ma dalszej czesci...:) Ale bede dalej czekal, niecierpliwie bo niecierpliwie, nie ma rady.
A za info o GPS dzieki, sam przymierzam sie do skorzystania z dobrodziejstw techniki, choc jak widac z Twojej relacji mozna sie przy upocic, nachaszczowac i a na koniec przy okazji trafic zupelnie gdzie indziej...

don Enrico
28-09-2009, 20:13
Jarek nie grymaś : co za różnica zabłądzić z gps-em czy bez ?
i daj szansę Bertrandowi na rozdmuchanie ogniska.
Prawdziwe ognisko powinno rozpalać się dłuższą chwilę :grin:

marcins
28-09-2009, 20:27
...a drwa rozważnie podkładać by długo grzały.

WUKA
28-09-2009, 20:36
...a dym,żeby szedł prosto do góry!

Jarek L
29-09-2009, 09:01
Jarek nie grymaś : co za różnica zabłądzić z gps-em czy bez ?
i daj szansę Bertrandowi na rozdmuchanie ogniska.
Prawdziwe ognisko powinno rozpalać się dłuższą chwilę :grin:

Z GPSem jest bardziej kuuuul...8-)

Z tym ogniskiem to masz racje, ja dopiero powoli zaczynam poznawac, jak Bertrand stopniowo dawkuje napiecie...

Piskal
29-09-2009, 09:08
Jakże lubię te Twoje ogniska. Pozwolisz, że się dosiądę.

bertrand236
30-09-2009, 20:52
Pozwalam :-). Jakoś mało się dzieje przy ognisku. Mało kto zagai, nikt nie poleje... A ognisko ma się palić do pierwszego śniegu. Nieczęsto będę drwa dorzucał, bo krótki to pobyt był....

Wyruszyłem w dalszą drogę. Po drodze robię fotki. A to lasów, a to budowanych kościołów. Zajechałem do miejscowości opiewanej w piosence śpiewanej przez Krystynę Prońko. Tam po pierwsze chwila zadumy nad grobem. Grobem gościa, który zawsze rzucał kapeluszem przed Renatką i który zawsze ….. Przepraszam, ale i w tej chwili pisząc te słowa trochę się rozklejam….Zapaliłem znicz, poprosiłem Najwyższą Władzę o wyrozumiałość i poszedłem sobie.
Potem wstąpiłem do „Zacisza”, które przestało być „Zaciszem”. Teraz się to nazywa „U Harnasia”. Gdzie Harnaś i gdzie Bieszczad? No chyba, ze to ten Harnaś, co mieszka w U.D. i bywa w chatce z cieknącym dachem… Wiem, że to nie ten. Miejsce to zostało ograbione z DUCHA, który tam był. Nie ma kominka, bar gdzie indziej, jak na Bieszczad luksus. Innymi słowy: dupa. Nie podoba mi się. Jestem rozczarowany. Wchodzę do Atamanii, aby pogadać z Bardem Bieszczadu. Rozmawiamy o tym wszystkim, co się wydarzyło od czasu mojej ostatniej bytności. Najważniejszym tematem rozmowy jest On, ten którego już nigdy nie spotkam. Pytam się Ryśka, czy nie ma jakiejś rzeźby dłuta Bogdana, bo chętnie bym kupił. Dostaję ją za darmo i od tego czasu zawsze ją mam przy sobie. Taki talizman mam. Możecie się dziwić, ale mam. Mam nadzieję, ze uda mi się zdobyć kiedyś rzeźbę dłuta Jędrka….
Jadę dalej na nocleg. Jest weekend majowy. Czyli mogę liczyć na nocleg tylko w Zawozie. I się nie mylę. Zostałem przyjęty, jak członek rodziny.

Jarek L
30-09-2009, 21:07
Czas plynie nieublaganie. Wszystko sie zmienia. Ludzie odchodza. Nostalgia. Smutno troche...

Pyra.57
30-09-2009, 22:12
Bertrand wprowadziłeś nastrój zadumy i nostalgii tak że czuję się jak harcerz który słucha opowieści drużynowego przy ognisku.

Polej
30-09-2009, 23:04
Mam wszystko, co przy ognisku potrzebne: piwo Leżajski w kuflu i oscypek na zagrychę (nie bieszczadzki, a tatrzański ale może być) niech się snują opowieści …

bertrand236
30-09-2009, 23:19
Przy ognisku musi byc czas na zadumę...
pozdrawiam

sir Bazyl
03-10-2009, 20:28
Przy ognisku musi byc czas na zadumę...
pozdrawiam
Kurcze, siedzę w domu :?, zamiast gdzieś w lesie przy ogniu, to i poczytałbym coś o wędrowaniu, a tu Bertrand duma i duma, i duma, i duma...No ja rozumiem, ale bez przesady!
Chyba pójdę w miasto na wódkę...a jutro rano sobie podumam :grin:

bertrand236
03-10-2009, 22:10
Wypij za moje zdrowie, bo mocno przeziębiony jestem. :).
Wypad był krótki, więc muszę długo dumać.
Cierpliwości!!!!

Piskal
03-10-2009, 22:16
O Bertrand dorzucił do ognia!- ucieszyłem się. A tu następna porcja dumania. Uważaj żeby nie wygasło.

bertrand236
04-10-2009, 00:07
Wy też dbajcie o to żeby nie wygasło. Też się nie wysilacie ;). No dobrze, coś czuję, że do śniegu nie dociągnę, chociaż będę niebawem miał przerwę bo się w Bieszczad wybieram... A cooo? Stęskniłem się...

Dzień 2

Rano po śniadaniu wsiadam do karawanu i jadę, gdzie mnie koła poniosą. A koła niosą…. Najpierw na wschód i południe. Chciałem zobaczyć, miejsce obrad. Po drodze zatrzymałem się w nieznanym mi miejscu. Tuż przed miejscowością, w której znajduje się Ośrodek Informacyjny BPN wybudowano punkt widokowy. Fajne miejsce z ładną panoramą przed oczami i na fotografii. Patrzysz i wiesz na co patrzysz. Miejsca tam jest dosyć nawet na ustawienie kiosku z piciem i lodami. Myślę, że warto to tam zrobić. Ludziska by zjadali i śmieci zostawiali na miejscu… Dalej gnam do Smolnika, żeby popatrzeć na postęp prac budowlanych. Oj dzieje się tam dzieje. Myślę, że niedługo wilcy jamę zmienią. Potem krótki wypad nad San najpiękniejszą rzekę po Warcie oczywiście. Chwila odpoczynku. Potem długi przelot do Cisnej. Rozmowa z Rysiami i Mrówką. Kawa w herbaciarni i dalej w drogę. Postanowiłem odwiedzić najpiękniejsze drzewo w Bieszczadzie. Nadal stoi, a może wisi sobie spokojnie szumiąc nad grobami zapomnianych ludzi. Oj zasiedziałem się na tym miejscu. Później pognałem Małą Szosą w lewo, ale niedaleko. Tak ino ciut. Skręciłem w stronę kościoła, w którym żyrandole są zrobione z poroża. Kościół minąłem, bo chciałem wpaść na cmentarz i cerkwisko, na którym jeszcze nigdy nie byłem. Przejechałem całą wieś i nic nie zauważyłem. W miejscu, gdzie zaczyna się droga zrywkowa przy stokówce zawróciłem. Powoli jadę i widzę po prawej ręce dzwonnicę. Jak ją przeoczyłem tego nie wiem do dziś. Zaparkowałem przy drodze i poszedłem pieszo. Fajne miejsce. Dzwonnica, schody do cerkwi, cmentarz, cebulka…. Miejscowi z daleka ze zdziwieniem się mi przyglądali. Postanowiłem wrócić na kwaterę. W Zawozie obejrzałem nowe domki moich Gospodarzy. Naprawdę ładne, choć jeszcze nie wykończone były. CDN /nie wiadomo kiedy/

sir Bazyl
04-10-2009, 09:45
W tym roku cebulka wystrzeliła szczypiorem:

bertrand236
05-10-2009, 21:15
Poszedłem jeszcze na stary cmentarz w Zawozie i zaczęło się ściemniać. Po drodze cmentarza zasiedziałem się na ławce przed miejscowym centrum kulturalno-oświatowo-handlowym. Nie jest to tak kultowe miejsce jak wiata w Zatwarnicy, ale swój urok też ma. Wierzcie mi. Dyskutowałem z miejscowymi o tym, że Zawóz robi się bardzo popularny. Do pokoju wróciłem po ciemku. I to by było na tyle z drugiego dnia.

bertrand236
07-10-2009, 19:15
Dzień 3

Wstałem rano i wyjechałem z Zawozu. Pojechałem do Małej Szosy i skręciłem w prawo. Dojechałem do Dużej Szosy i stanąłem. Wszedłem na teren obejścia niejakiego Zdzicha, który różne rzeczy robi. Na podwórku ma kapliczki, studnię i imitację sławojki. Lubię gościa i często do niego zachodzę. Jego żona pyszną herbatą częstuje. Rozmawiamy o jego wyjazdach artystycznych za granicę. Za wschodnią granicę. Opowiada jak zwykle ciekawie. Oglądam Matkę Boską Fornalską. Mam napięty plan na dzień dzisiejszy, więc się żegnam i odjeżdżam. Jadę Dużą Szosą w lewo. Po kilku kilometrach skręcam w lewo. Na formie wyczytałem, ze cerkiew remontowana jest, więć jadę zobaczyć. Po drodze na zboczu stoi mały kościół. I szok!!!!. Drogę do niego zrobili. Kurczę a 2 lata temu chaszczować Trza było, żeby się do niego dostać. Jadę dalej. Droga super. Nie asfalt ale równa jak obwodnica Krakowa. Szybko dojeżdżam do cerkwi. Faktycznie trwa remont. Dach jest nowy, sufit zerwany i wykarczowany teren wokoło niej. Dobrze, że coś się dzieje, bo już myślałem, że i ta budowla się kiedyś zawali. Zostawiam karawan przy cerkwi i dalej idę pieszo. Wiosna majem pachnie. Wszystko kwitnie wokoło. Jest prawie cudownie. Ale tylko prawie. Idę coraz bardziej wq…. Chcecie wiedzieć, co tak mnie wq..? otóż, każda ścieżka, każda droga odchodząca w prawo, czy w lewo do drogi głównej jest zagrodzona drutem, szlabanem, czy czymś innym z napisem „Teren Prywatny Wstęp wzbroniony”. Mimo maja, mimo wiosny, mimo ładnej pogody idę coraz bardziej zniemaczony. Dochodzę do końca drogi. I co? I szlaban regularny jest z tym samym napisem. Nie bardzo się tym przejmuję, obchodzę szlaban i wchodzę na Teren Prywatny pomimo tego, że Wstęp wzbroniony jest. Powoli, mozolnie wchodzę pod górę. Chcę zobaczyć widok z samej góry. Kiedy jestem na szczycie wzniesienia robię fotki. Nagle słyszę dalekie ujadanie. Patrzę, a z przeciwległego zbocza biegną w moją stronę dwa dosyć duże psy i one tak ujadają. Kuźwa są dwie rzeczy, których Bertrand nie cierpi robić. Jedna to nie lubię tetrać w ziemi. Kopanie, pielenie, grabienie, to dla mnie największą karą jest. Z płodów rolnych to jeżeli muszę je zbierać, to lubię zrywać arbuzy i dynie, bo one szybko koszyk napełniają. Drugą rzeczą, której nie cierpię robić, to bieganie jest. Kiedy zobaczyłem te psy, to całkowicie zapomniałem o tym, że nie lubię biegać. Biegłem bardzo szybko w dół, jakbym całe życie nic innego nie robił. Psów więcej nie widziałem. Zziajany odpoczywałem na drodze. Może mi ktoś powie, czy wolno tak spuszczać psy? Fakt wszedłem na teren prywatny, wiedziałem o tym, ale równie dobrze mogłem potrzebować pomocy i dlatego tam wszedłem. Co o tym myślicie?

WUKA
07-10-2009, 20:34
Dla Twojej .Bertrandzie kondycji(raczej jej sprawdzianu)to dobrze,ale ogólnie to chyba nie za bardzo.Ciekawe co stanowi prawo w tej kwestii?Jak wygląda odpowiedzielność właściciela psów,gdyby doszło do tragedii?Czy psy latające luzem(z możliwościa wyjścia poza szlaban) nie stanowia zbyt dużego zagrożenia? A jak "głęboko wdarłeś" sie do tego bastionu?

bertrand236
07-10-2009, 21:22
300 - 400 metrów
Pozdrawiam

marcins
07-10-2009, 22:22
Psy se jeno poszczekały, a Ty Bertrandzie awanturę robisz ;)

Poza tym czy szlaban był z napisem "teren prywatny", czy taki biało-zielony?

Prace coś stanęły chyba przy cerkiewce i kościółku. Może wkleję jakie foty sprzed tygodnia.

Pastor
07-10-2009, 23:37
To wszystko dlatego Bertrandzie że wkroczyłeś na teren pr....okuratury, najogólniej mówiąc!
Wprawdzie imię i nazwisko właściciela owego "prywatnego terenu" nie jest tożsame z inicjałami pewnego znanego na tym terenie pro..., eee napiszmy lepiej prawnika (imię się nie zgadza).
Zawistnicy, a takich nie brak, nazywają owego właściciela brzydko, figurantem, albo bardziej elegancko bratem......... ale ja w to absolutnie nie wierzę bo jestem człowiekiem małej wiary co ze wstydem przyznaję!
.......................................... Pozdrawiam! + Pastor ręką własną

Recon
08-10-2009, 01:41
Rok temu przez ten teren przeszedlem do Bereźnicy Wyżnej, a za miesiąc bedę szedł z Żerdenki też przez prywatę, bo na północ od tej drogi faktycznie są szlabany z napisem teren prywatny. Ale dobrze wiedzieć... muszę być przygotowany(!) na więcej psów.

Pastor
08-10-2009, 02:11
Rok temu przez ten teren przeszedlem do Bereźnicy Wyżnej, a za miesiąc bedę szedł z Żerdenki też przez prywatę, bo na północ od tej drogi faktycznie są szlabany z napisem teren prywatny. Ale dobrze wiedzieć... muszę być przygotowany(!) na więcej psów.

Po pierwsze, przepraszam Bertranda za OT.
Po drugie Reconie,gdybyś mógł, podaj datę Twojego przybycia na Żerdenkę, bowiem mam zamiar powitać Cię już na granicy Żerdenki chlebem i solą (plus wiadro nalewki). Deklaruje również że Cię odprowadzę do granicy, po drodze przedstawiając Cię sołtysowi i innym miejscowym znakomitościom!
Poznasz miejscowość w której nie ma co oglądać ale nie ma też oglądających i to jest jej największa wartość i zaleta!
...................................Pozdrawiam + Pastor ręką własną

bertrand236
08-10-2009, 10:53
O to mi chodziło! Zaczynają się rozmowy przy ognisku :-). Pastor nawet coś o wiaderku wspomniał... Dobrze idzie!
Pozdrawiam

Recon
08-10-2009, 12:48
Po pierwsze, przepraszam Bertranda za OT.
Po drugie Reconie,gdybyś mógł, podaj datę Twojego przybycia na Żerdenkę, bowiem mam zamiar powitać Cię już na granicy Żerdenki chlebem i solą (plus wiadro nalewki).....

Bertrand jako gospodarz wątku, dał przyzwolenie na pogaduszki przy ognisku, więc Drogi Pastorze informuję, że zgodnie z moim planem w wątku 302 http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?t=4456&page=31 mam zamiar przejść tamtędy 13.11.2009. Oczywiście jeśli nic nie stanie na przeszkodzie z moim wyjazdem w Bieszczady. Na razie wszystko idzie dobrze.
A swoją drogą to miłe te Twoje słowa Pastorze. :)

bertrand236
08-10-2009, 14:16
Psy se jeno poszczekały, a Ty Bertrandzie awanturę robisz ;)

Poza tym czy szlaban był z napisem "teren prywatny", czy taki biało-zielony?

Prace coś stanęły chyba przy cerkiewce i kościółku. Może wkleję jakie foty sprzed tygodnia.

Marcinie szlaban nie był /chyba.../biało zielony.

Obejrzałem zdjęcie w dużym powiększeniu i twierdzę, ze nie był.

Może Reckon1 nam powie jak wróci...
Pozdrawiam

bertrand236
10-10-2009, 12:20
Wróciłem do karawanu i w drodze powrotnej do Wielkiej Szosy podjechałem nową drogą pod kościół. Też jest remontowany. Poszedłem na pobliski cmentarz, który został odkrzaczony. Miłe. Podumałem krótko i pojechałem dalej. Jeszcze przed Wielką Szosą skręciłem w prawo przez most. Chciałem zobaczyć jak wygląda w maju kapliczka, którą lubi pewien Duchowny od Matki Boskiej Ciupaskiej. Kapliczka prezentowała się ładniej niż zimową porą, a i wypał koło niej pracował pełną parą, a raczej pełnym dymem. Chyba będę częściej tu wpadał. Czas jednak jechać dalej. Wielką Szosą jadę na południe. Mijam wsie i osady. Po lewej stronie stoi budowla z wyprostowaną kopułą. Dobrze, że i tu się coś robi. Niedaleko od niej skręcam w lewo. Zatrzymuję się przy małym wodospadzie. Rzadko kto tu się zatrzymuje, a miejsce dosyć ciekawe jest. Jadę dalej. Droga jest taka jak onegdaj było wiele dróg w Bieszczadzie. Teraz większość z nich ma nową nawierzchnię, a o tej zapomniano. Kiedy dojechałem na górę wysiadłem z karawanu. Poszedłem na łąki w lewo i znowu się wq… pecha mam dzisiaj, czy co? Przed wejściem na łąki stoi tablica na której jest napisane, że tutaj nie wolno wjeżdżać pojazdami mechanicznymi. Po łące popierdzielają dwa quady. Szlag mnie trafia. Wracam do karawanu. Jadę dalej, w porywach nawet na drugim biegu. Po tej szaleńczej jeździe skręcam w prawo. Mijam czynny wypał i po betonowych płytach sunę dalej. Nagle ostro daję o hamulcach. Przed oczami mam przepiękny widok. Nieopodal pasie się stado koni. Nie mogłem się napatrzeć. W końcu pojechałem dalej. Minąłem po prawej cmentarz i miejsce po cerkwi. W miejscu, gdzie jakość drogi nie pozwalała na kontynuowanie jazdy karawanem zostawiłem go. Poszedłem drogą w prawo i pod górę. Po kilku minutach minąłem po lewej stronie obiekt sakralny z ładnym ogródkiem. Ciekawe, kto dba o ten ogródek? Jeszcze trochę pod górę, a potem w dół. Na rozstaju dróg wybieram tą w prawo i schodzę do przepięknej doliny. Idę pokłonić się Pani na Łopience. W cerkwi cisza. Nikogo nie ma, mimo tego, że dziś jest 3 Maj. Osobiście wolę, kiedy tam nie ma nikogo. Mogę wtedy wiele przemyśleć. Byliśmy sami ja i Ona. Oj zasiedziałem się w cerkwi. Wróciłem tą samą drogą do karawanu. Przyszedł do mnie się przywitać koń. Słownie jeden koń. Albo odszczepieniec, albo biedak kwiatki wąchał i zgubił resztę stada. Dziarsko pomaszerował na przełęcz, tą z łąkami. Ja wróciłem do drogi p przez trzy brody dojechałem do miejscowości, w której było sporo zamieszania z powodu pewnego Księdza. Szczęście, ze wszystko skończyło się pomyślnie. Poszedłem pod górę do cerkwi. Można do niej zajrzeć, bo drzwi nie są zamknięte tylko krata zamknięta jest. Połaziłem też po cmentarzu.
Wróciłem do Zawozu. Spakowałem się, wszak jutro wyjeżdżam…W tym miejscu dziękuję moim Gospodarzom w Zawozie za gościnę w pełnym tego słowa znaczeniu.

bertrand236
10-10-2009, 12:23
i jeszcze jedno...

Recon
10-10-2009, 13:29
Obserwatorzy przyrody by nie siedzieć dniami i nocami w jednym miejscu i podglądać co się dzieje i co łazi w pobliżu, stawiają kamery lub aparaty fotograficzne z czujnikami na podczerwień. I tak sobie właśnie teraz pomyślałem... gdyby w Bieszczadach w tych różnych miejscach, takie urządzenia były (od razu powiem, że jestem przeciwny!), to można na własne oczy sprawdzić, że wielu Forumowiczów (i nie tylko!) chodzi po tych samych punktach. Niewielu Forumowiczów opisuje swoje wędrówki tutaj, ale tym co robią to, serdecznie dziekuję za to, że uruchamia mi się film z retrospekcją z tych miejsc a i uruchamia się stymulacja planów na przyszłe wędrówki. Na jedno i drugie, od czasu kiedy jestem na Forum, masz Bertrandzie wpływ. Robię oczywiście swoje modyfikacje, ale wplatam w nie pomysły z Twoich opowieści. Zapewne to zauważyłeś. :)
Z lenistwa często nie chcę sięgnąć do mapy by sprawdzić czy w myślach to czasem nie poszedłem za Tobą złą drogą lub ścieżką, ale warto czasami się zgubić. Ale jakaś grupka Forumowiczów może nie lubi się gubić? ;)

bertrand236
10-10-2009, 13:53
He! he! Tak sobie chodzimy po swoich śladach. Nie wszystkie wędrówki tu opisuję, bo leniwy jestem. Ostatnio mnie na KIMBIE zmobilizował Pastor.
Nie sądzę, żebyś mnie posłuchał,ale....
Jeżeli 11 listopada będzie padało, albo będzie po dłuższych opadach /mam na myśli deszcz/, to lepiej nie idź zielonym szlakiem z flagą /strome podejście i błoto../ tylko weź tę górę od tyłu. Tam prowadzi stokówka i tylko trochę podejśca jest.
Pozdrawiam

Recon
10-10-2009, 14:08
He! he! Bertrandzie, czasami chodzi o to by się spocić i upaprać. Postaram się jednak ją wziąść z godnością od przodu, chociaż nie będzie mi wstyd kiedy, po opadach (oby nie!), będzie mi kazała przyklęknąć lub się podeprzeć ręką na swoim ciele. Górka ta nie rozpieszcza, gdy jest zbyt wilgotna.

Piskal
10-10-2009, 17:02
Zaprawdę powiadam Ci Bertrandzie, musimy się kiedyś gdzieś razem wybrać. Też lubię cmentarze, kapiliczki, cerkwie.

bertrand236
10-10-2009, 17:20
Już od dawna nie mogę się tego doczekać. Obiecuję tylko to, że dołożę wszelkich starań aby się to spełniło.
Pozdrawiam

Piskal
13-10-2009, 13:15
Dzisiaj zapraszam Was do wiosennej gawędy. Mam nadzieję, że nie będzie to tylko opowiadanie. Tego czasu wielu z Was było w Bieszczadzie. Ognisko to mam nadzieję palić się będzie do pierwszego śniegu. Wtedy zrelacjonuje letni pobyt. A więc do dzieła....


W Tatrach pierwszy śnieg. Możesz kontynuawać. I palić letnie ognisko.

bertrand236
13-10-2009, 16:31
Miałem na myśli Poznań. Ale co mi tam, podrzucam chrust tylko:

Dni następne…

Następnego dnia rano wyjeżdżam z Bieszczadu. Czeka mnie kilka pracowitych dni na Podkarpaciu. Pracowitych, to nie znaczy, że tylko pracą człek żyje. Widziałem przez te kilka dni ładne cerkwie i kościoły, spotkałem się na piwie w Rzeszowie ze znajomymi z forum. I tak mi zleciało…..

bertrand236
15-10-2009, 12:16
W piątek po południu podjeżdżam na dworzec PKP w Rzeszowie i zabieram stamtąd Renatkę. Wracam tym razem już z żoną w Bieszczad. Po drodze dzwonię do Danusi z pytaniem, czy nas przyjmie na kilka dni. Stawiam jednak warunek: na innych warunkach niż byłem ostatnio. Usłyszałem: przyjeżdżajcie.





Wybrałem inną niż zazwyczaj drogę na południe. Też piękna ona była.

WUKA
15-10-2009, 13:21
No co za most!Rewelacja!

bertrand236
15-10-2009, 19:16
Wiesz... Znam takich, co jeżdżą od punktu A do punktu B w jak najkrótszym czasie i niewiele widzą. Ja dużo jeżdżę ale nie spieszę się. Czasami jest na czym oko zawiesić ;)
Pozdrawiam

bertrand236
17-10-2009, 23:34
Chronologia się sypie, ale niech będzie: Dzień 4

Od rana zastanawiamy się, co robić. Jest chłodno, zanosi się na deszcz. Wsiadamy do karawanu i jedziemy. Jedziemy drogą, która do niedawna była wyboista, a teraz nie jest. Zostawiam karawan na regularnym parkingu i maszerujemy stokówką, którą można jeździć /nie ma znaku zakazu/. Wędrujemy w stronę doliny, w której przed wojną była spora wieś. Wieś ta słynęła z wielkich odpustów, które odbywały się co roku 13 lipca. Ludzi nie mijamy. Jesteśmy sami. Podziwiając kwitnące jeszcze gdzieniegdzie kaczeńce zbliżamy się do doliny. Po drodze śmigają tylko wielkie auta załadowane drewnem. Sporo się tutaj tnie… Dochodzimy do trzech budynków, które tutaj stoją. Jeden z otwartymi drzwiami, drugi z zamkniętymi drzwiami, a trzeci bez drzwi. Jak zawsze wchodzimy do największego budynku. Chwila odpoczynku na stojących tu ławkach. Jak zwykle wpisuję się do wpisownika. W końcu wychodzimy. Mam zamiar obejść z Renatką dolinę naokoło. Pomocne w tym będą znaki wytyczone przez ekipę Lecha Rybennika kilka lat temu. Idziemy dalej drogą, którą tutaj przyszliśmy. W pewnym momencie znaki nakazują nam skręcić w lewo. Przekraczamy potok i powoli wspinamy się pod górę. Renatka dziwi się, że pomimo panującej tutaj ciszy nie widzimy żadnego większego stwora. Fakt, nie widzimy. Wyraźnie za to widzimy tarasowy układ łąk. Są to ślady działalności ludzi, którzy tutaj mieszkali i uprawiali ziemię przed wielu, wielu laty. Siadamy sobie na łące i się natychamy ciszą i spokojem. Łapiemy w siebie maj… Ruszamy dalej. Pod samym lasem obchodzimy łąki. Pod rosłym drzewem ktoś chyba specjalnie dla nas ustawił ławkę. Jest ławka, to siadamy. Zjadamy zabrany ze sobą prowiant. Objedzeni jednym batonem ruszamy dalej. Znaki prowadzą nas do dosyć głębokiego jaru, który musimy przekroczyć. Później doprowadzają nas do miejsca z wiatą, kibelkami i inną infrastrukturą. Miałem zamiar być w tym miejscu dłużej ale… Otóż niedaleko wiaty rozchodził się straszny smród. Okazało się, ze źródłem tego zapachu były odchody niedźwiedzie. Było tego kilkanaście sztuk. Znaczy się, że raczej jedno zwierze tego nie zrobiło. Po zbliżeniu ręki do odchodów dało się wyraźnie wyczuć ciepło. Rozejrzeliśmy się z Renatka wokoło ze strachem i szybko opuściliśmy to miejsce. Znakowaną scieżką zeszliśmy do drogi. Po drodze minęliśmy starszego jegomościa z wnuczkiem, który szedł w stronę bazy. Nic sobie nie robił z mojej przestrogi i dziarsko pomaszerował dalej. My spacerkiem cały czas natychając się majem wróciliśmy do karawanu. I jeszcze jedno pogoda się poprawiła…..

iaa
18-10-2009, 01:32
"Łapiemy w siebie maj..." Oj Bertrandzie, żarem z ogniska buchnęło.
Dziękuję.

długi
18-10-2009, 09:56
Byłem tam kilka dni później. Słońce prażyło. Na ławeczce pod sosną siedziałem przeszło pół godziny i patrzyłem na te wiosenne łąki.
Czekam na dalszy ciąg gawędy
Długi

Michał
18-10-2009, 11:15
Dzieeeńń doobrrryy
wszystkim przy ognisku.

Właśnie wróciłem z Bieszczadów i na chwilkę przycupnę coby się ogrzać.

Bertrandzie jak to miało być z tym piwkiem?

Cosik dla rozgrzewki :-) w załączniku


Pozdrawiam
lecę po grzańca

bertrand236
18-10-2009, 12:07
Dzieeeńń doobrrryy
wszystkim przy ognisku.

Właśnie wróciłem z Bieszczadów i na chwilkę przycupnę coby się ogrzać.

Bertrandzie jak to miało być z tym piwkiem?

Cosik dla rozgrzewki :-) w załączniku


Pozdrawiam
lecę po grzańca

Michale! Cosik mi się pozajaczkowało z datami. Myślałem, że będziesz w Bieszczadzie we wrześniu. Byłem 11 w Jabłonkach, Ciebie nie zastałem, to piwo Ci tylko zostawiłem, a myślałem, że się wspólnie napijemy. Ale co się odwlecze, to .....

Pozdrawiam

PiotrekF
18-10-2009, 18:49
Chronologia się sypie, ale niech ....... które odbywały się co roku 13 lipca. Ludzi nie mijamy. Jesteśmy sami...... Dochodzimy do trzech budynków, które tutaj stoją.…..

"Jesteśmy sami"......

Pozdrawiam PF

bertrand236
19-10-2009, 16:18
Widzę Piotrze, że też lubisz ten klimat...
pozdrawiam

bertrand236
19-10-2009, 16:25
Postanowiliśmy pojechać do Cisnej na obiad. Po drodze zatrzymałem się w miejscu, gdzie jest ciekawy obiekt agroturystyczny /tak mi się wydaje/ Robię zdjęcia domu i tablicy z adresem internetowym. Może się kiedyś przydać. Nagle koło karawanu zatrzymuje się samochód. Wysiada z niego kierowca i mówi „Cześć Bertrand”. Renatkę przymurowało. Ma człowiek znajomych… Już wyjaśniam, to barszczu zauważył Bertranda. Chwilę pogadaliśmy. Ja mu powiedziałem, że po kilku godzinach marszu zaczyna boleć mnie stopa, a on na to odpowiedział, ze istota tego zjawiska tkwi w głowie, a nie w stopie. Zapamiętałem to sobie dobrze, ale nic mi to nie dało. Nadal boli mnie stopa, chociaż wiem gdzie tkwi istota tego bólu. Po chwili pojechaliśmy dalej. Zatrzymałem się jeszcze, aby Renatce moje ulubione drzewo, które już znacie. I tak pomału zajechaliśmy do Cisnej. Renatka zadecydowała, ze najpierw jedziemy w odwiedziny do Bogdana. Wiedzieliśmy, że nie pogadamy sobie z nim, ale myślę, że chłopina ucieszył się z naszej wizyty. Następnie poszliśmy na obiad. Wybraliśmy nowy lokal „U Harnasia”. Jedzenie niezłe było, ale kudy mu do smaku potraw przygotowywanych w „Zaciszu”. Porcje też mniejsze, a ceny podobne lub ciut wyższe. Zgodnie stwierdziliśmy, że więcej jeść w tym miejscu nie będziemy. Potem Rysiu opowiedział nam kilka dowcipów i zapytał się, kiedy z Poznania przyjedzie pewien „Ksiądz”. Niestety nie mogłem mu odpowiedzieć na to pytanie. Zaszliśmy jeszcze do Burego i Mrówki. Tam też trochę nam zeszło w miłej atmosferze. Wracając do Zawozu zauważyłem, ze nowo wylany asfalt na drodze ma już poważne ubytki. Trochę się tym nawet wkurzyłem, bo kasy na drogę wydano sporo, a tak ją spartaczono. Zatrzymałem się przy kapliczce, zapaliłem świeczkę i poszedłem na spacer za nią. Jeżeli tego nie wiecie, to za kapliczką jest bardzo fajna ścieżka z widokiem na urwisko. W Zawozie piwo przy sklepie i powrót na kwaterę. Robimy plany na następny dzień. Danusia, nasza gospodyni zachwala urok cerkwi w jej rodzinnej wsi. Najlepiej ją oglądać w trakcie i po Mszy Św. Niestety nie wie ona, o której tam są one odprawiane. Ale, po co pan Bell wynalazł to, co wynalazł. Dzwoni Danusia do rodziny i się pyta: „O której u Was jutro jest Msza Św.?” W odpowiedzi słyszy: „Jak zwykle”. Danusia odpowiada: „ U nas w Zawozie jak zwykle, to jest o 10:00, a u Was jak zwykle, to o której jest?” Nie pamiętam w tej chwili dokładnie, ale dajmy na to, że odpowiedź brzmiała, że o godzinie 9:00. Postanowiliśmy być tam na Mszy Św.

bertrand236
19-10-2009, 19:47
Wot, odrobina techniki i człowiek się gubi -jak mawiała moja ciocia.


Zostawiłem technikę w karawanie i trafiłem bez problemów. Don Enrico, uparty jestem... A Wy, siedząc przy pierwszych ledwo żarzących się polanach myśleliście, ze odpuściłem? ;)

Fiaa
19-10-2009, 23:38
Wracając do Zawozu zauważyłem, ze nowo wylany asfalt na drodze ma już poważne ubytki. Trochę się tym nawet wkurzyłem, bo kasy na drogę wydano sporo, a tak ją spartaczono.
Widzę, że nazwa, jaką ktoś nadał tej drodze tuż przed remontem zobowiązuje. ;) A brzmiała ta nazwa "Droga im. Balcerowicza". Dzięki za tchnienie wiosny w ponurą jesień.

bertrand236
20-10-2009, 13:25
Widzę, że nazwa, jaką ktoś nadał tej drodze tuż przed remontem zobowiązuje. ;) A brzmiała ta nazwa "Droga im. Balcerowicza". Dzięki za tchnienie wiosny w ponurą jesień.

Proszę o zachowanie tego ogniska apolitycznym :wink::lol:.

Staram się, żeby było wiosennie, tylko nie jestem pewien, czy dobrze mi to wychodzi... Jesień też ma swoje uroki. Można na przykład liście zamiatać...
Pozdrawiam

Pastor
20-10-2009, 16:35
Proszę o zachowanie tego ogniska apolitycznym :wink::lol:.

Staram się, żeby było wiosennie, tylko nie jestem pewien, czy dobrze mi to wychodzi... Jesień też ma swoje uroki. Można na przykład liście zamiatać...
Pozdrawiam

Bertrandzie Szanowny!
Nie da się uciec od polityki. Piszesz, "wiosennie", i dobrze, wiadomo - wiosna Nasza, zima...... noo wiadomo czyja!!! A lato? - Muminków.
"Jesień też ma swoje uroki"...... Właśnie ukończyłem 52 lata i jesień wydaje mi się porą roku najbardziej przystającą do mojego nastroju, skłaniającą do zadumy ale i przynoszącą wyciszenie i spokój! Jesień też ma swoje uroki!. Pozdrawiam + Pastor ręką własną

joorg
20-10-2009, 19:03
Bertrandzie Szanowny!...
"Jesień też ma swoje uroki"...... Właśnie ukończyłem 52 lata i jesień wydaje mi się porą roku najbardziej przystającą do mojego nastroju, skłaniającą do zadumy ale i przynoszącą wyciszenie i spokój! Jesień też ma swoje uroki!....
Przepraszam Szanowny Bertrandzie że tu piszę, ale nie mogę się powstrzymać żeby nie odpowiedzieć nie mniej Szanownemu Wielebnemu Pastorowi .

Widzę w jego wypowiedzi nutkę melancholii:roll:

Pastorze Szanowny ...teraz dopiero zacznie Ci się Wiosna ,uwierz mi ...wiem coś w tym temacie ;).
Jeszcze raz Wszystkiego Najjjjjjjjjjjjjj.

ps. Bertrand Ciebie też to dotyczy:lol:ale Ty super "podkładasz" pod to ognisko:lol: i to jest OK

Krysia
20-10-2009, 19:52
Ja też się dołączę do życzeń-życzyliśmy Pastorowi na boksie, ale być może uszło to jego uwadze, a więc zdrowia Kochany zdrowia i jeszcze raz zdrowia, a reszta sama przyjdzie!NAJLEPSZEGO!!!

bertrand236
20-10-2009, 21:46
Przepraszam Szanowny Bertrandzie że tu piszę, ale nie mogę się powstrzymać żeby nie odpowiedzieć nie mniej Szanownemu Wielebnemu Pastorowi ....



Nie przepraszajcie. Nareszcie przy ognisku coś sie dzieje. O to mi chodziło :grin:

Duchownemu od... Wszystkiego Najlepszego co równiez w boxie czyniłem

Krysia
20-10-2009, 21:49
Byleby się do ogniska Bazyl nie przysiadł, bo znowu ławki będzie nosem przestawiał :mrgreen:

bertrand236
20-10-2009, 22:29
Sir, jak to sir, jest uprzywilejowany i może robić to, co innym nie wypada. Sir Bazyl zapraszam do gawędzenia przy ognisku.

P.S. Następne polano jutro znajdzie się w ogniu, bo do końca tygodnia chyba mnie nie będzie. Nad morze jadę w piasku się wygrzać.

don Enrico
20-10-2009, 23:07
Bertrandzie ! Mam nadzieję że ławki przy Twoim ognisku są ugrzecznione
....i nie atakują znienacka przysiadających się gości.
Oj ! należy się tego wystrzegać :lol:

bertrand236
20-10-2009, 23:20
Ziemia wokół ogniska też nie wstaje znienacka i nie uderza w twarz ;) wszystko spokojnie na swoim miejscu jest. Jeszcze raz zapraszam tych, którzy się tam gdzieś w ciemności kryją i nie podchodzą. Siadajcie na czym popadnie i czujcie się jak wśród swoich.
Pozdrawiam

bertrand236
21-10-2009, 14:19
Dzień 5

Wstajemy wcześniej niż zwykle, bo czeka nas kilkanaście, a może kilkadziesiąt kilometrów jazdy, a ja nie lubię się nigdzie spóźniać. Pod cerkiew podjeżdżamy 5 minut przed planowanym rozpoczęciem Mszy Św. I co? Jesteśmy w szoku niemałym, bo Msza już dobrze trwa. Później się okazało, ze w tym dniu dzieci przystępowały do I Komunii Świętej i Wielebny przyspieszył wyjątkowo rozpoczęcie porannej Mszy o pół godziny. Pogoda piękna była, więc staliśmy z Renatką przed cerkwią uczestnicząc w drugiej połowie. Po Mszy weszliśmy do cerkwi. Mając cały czas w uszach zachwyt Danusi byłem odrobinę zawiedziony. Cerkiew bardzo ładna ale wyobrażenia moje były całkiem inne. Uważamy Renatką, że ta w pobliskiej Grzance jest dużo ładniejsza. Po opuszczeniu cerkwi wracamy o karawanu i jedziemy dalej drogą, którą tu przyjechaliśmy. Mijamy miejsce, w którym stała kiedyś pamiątkowa tablica, a której już nie ma. Dojeżdżam do miejsca, gdzie kiedyś nad ogniskiem smażyliśmy kiełbaski. Miejsce fajne, tylko kapliczka je trochę szpeci. Nie, żebym miał coś przeciw kapliczkom. Ale ona taka jakaś badziewna jest, zwłaszcza w środku. Pojechaliśmy dalej mijając głaz z tablicą pamiątkową. Przypomniałem sobie moje chaszczowanie w tamtych okolicach. Parę lat temu Jabol namówił mnie, żebym spenetrował tamte okolice. W największych chaszczach znalazłem zardzewiałą blachę na gałęzi drzewa. Szkoda Jabolu, ze tak dawno się nie widzieliśmy… Mijając pasieki po prawej dojechaliśmy do cywilizacji. Miałem już sprecyzowany plan na dzisiejszy dzień. Po drodze minęliśmy cmentarz, obok którego przejeżdżałem setki razy, a którego nigdy nie zauważyłem. Dojechałem do Metropolii, w której wypiłem kawę miętową. Pycha.

bertrand236
25-10-2009, 21:45
Następnie pojechałem szukać pomnika, którego nie znalazłem tydzień wcześniej. Uparłem się i tyle. Zostawiłem karawan na parkingu przy barze i poszedłem do baru. Tam wypiliśmy po browaru i zjedliśmy zakupioną wcześniej kiełbasę. Dalej w drogę. Nie miałem GPS i może dlatego, jak po sznurku doszedłem do pomnika. Swoje zdanie na jego temat wyraziłem w innym wątku, więc teraz nie będę się powtarzał. Odpoczęliśmy przy pomniku trochę i powoli zeszliśmy do drogi. Ani Renatce ani mi nie chciało się już iść do akwenów wodnych, więc wróciliśmy do karawanu. Zanim do niego doszliśmy, skręciliśmy na chwilę na pobliskie pole biwakowe. Macewa ku czci naszych Przyjaciół leży sobie spokojnie. Obiecujemy sobie solennie, że przyjedziemy tutaj na Ich Imprezę w miesiącu sierpniu. Zastanawialiśmy się też, czy pojawią się niebawem na obradach KIMBowych? Następnie pojechaliśmy na obiad do schroniska, w którym kiedyś udzielano rabatu tym gościom, którzy przyszli doń w kapeluszach. Czasy się zmieniły, rabatu nie ma. Za to jedzono palce lizać. Była to nasza obiadokolacja. Potem nie zostało już nic jak wrócić do Zawozu i opowiedzieć jak minął dzień.

bertrand236
26-10-2009, 19:59
Z GPSem jest bardziej kuuuul...8-)

.......

Jak widzisz Jarku trafiłem tam bez GPSa.. :-)
Pozdrawiam

Piskal
26-10-2009, 22:18
No pewnie, że bez gps'a. Owszem, ciekawe urządzienie. Miałem okazję ostatnio poznać je wszechstronnie, ale ciekawiej jest, gdy na miejsce doprowadzi cię nie małe elektroniczne gówienko, a prawdziwy BIESZCZADZKI ANIOŁ.

bertrand236
26-10-2009, 22:37
No pewnie, że bez gps'a. Owszem, ciekawe urządzienie. Miałem okazję ostatnio poznać je wszechstronnie, ale ciekawiej jest, gdy na miejsce doprowadzi cię nie małe elektroniczne gówienko, a prawdziwy BIESZCZADZKI ANIOŁ.

Oczywiście w tym wypadku miałeś na myśli Renatkę.;)
Pozdrawiam

Piskal
26-10-2009, 22:39
Oczywiście ;)

bertrand236
27-10-2009, 11:58
Dzień 6

Od rana ciepło jest. Plan w głowie też jest, więc po śniadaniu w drogę. Jedziemy drogą, którą jeździliśmy już wiele razy nawet podczas tego pobytu. Ale daleko nie jedziemy. Ot tak ino, ino. Karawan zostawiam przy sklepie, naprzeciwko cmentarza. Na cmentarzu jest mogiła, która nie jest chlubą w najnowszej historii Polski. Takie jest przynajmniej moje zdanie. Chociaż czasy były ciężkie wtedy… Obok cmentarza Wielebny stawia nową świątynię. W sklepie wypijam browarka i idziemy asfaltem mijając nyżę i bociana w gnieździe. Wiosna jest. Skręcamy w prawo i mozolnie pniemy się pod górę. Jest fajnie, jest ciepło, ptaki śpiewają, kurcze wiosna pełną gębą. Nie spieszymy się, bo i nie ma po co. Wychodzimy na grzbiet góry. Widoki na południe zacne są. Człapiemy sobie polną drogą po lewej stronie mijając ruiny. Zastanawiacie się skąd tutaj ruiny? Otóż stoi sobie niedaleko drogi ruina ambony. Ruina, jak się patrzy. Strach podejść, żeby się nie przewróciła. Odpoczynek na trawce robimy, a co? Po dłuższej chwili idziemy dalej. Natykamy się na ciągnik, a przy nim dwóch młodych ludzi. Proszę ich żeby nam zrobili fotkę i idziemy dalej. Dochodzimy do skrzyżowania dróg. Polnych, bo polnych, ale skrzyżowania. Kieruję swoje kroki w prawo. Z tyłu słyszę głos żony, że upał jest i nie chce się jej iść. Trochę racji ma, zrobiło się upalnie. Pokazuję jej cel naszej wędrówki ale nie wpłynęło to dobrze na jej samopoczucie. Nie wierzyła, że w krótkim czasie tam dojdziemy. Mijając całe łany kwiatów polnych wreszcie dochodzimy do celu. Renatka siada przy ambonie, a ja idę w stronę cerkwiska i cmentarza. O dziwo w miarę wykoszone jest. Bez przesady, ale jest. Wróciłem do Renatki a ona oburzona niczym Telimena. Okazało się, że wskazałem jej miejsce do odpoczynku w sąsiedztwie mrowiska. Przenieśliśmy się kawałek dalej i znowu zalegliśmy w trawie. Lubimy to, lenistwo znaczy się. Leżę i myśli swoje kieruję w stronę Wojtka. Rok temu byłem tutaj z Nim i z Gośką. Ciekawe, co u niego słychać? Jak się czuje? Czy przyjedzie w Bieszczad w sierpniu, jak się umawialiśmy? Oj Wojtku, często o Tobie myślę….

Krysia
27-10-2009, 12:02
Nie tylko Ty...

tomas pablo
27-10-2009, 17:03
Bertrandzie !
czy opis dotyczy Terki i drogi w kierunku Studennego ?.....fajne są te Twoje opowieści, bo zmuszają do ruszenia mózgownicy ..
Pozdrawiam !

bertrand236
27-10-2009, 19:25
Ogólnie rzecz biorąc, tak! Ale prawie jak zawsze robiłem skok w bok ;). Ciekawe, kto przechodził koło ruin ambony?
Pozdrawiam

bertrand236
29-10-2009, 11:53
W końcu podnosimy się z ziemi i najpierw pod górę, a potem prosto w dół schodzimy do karawanu. Browarka już nie pijemy. Podjeżdżamy sobie niedaleko. Idziemy do Matki/Ojca? Na pstrąga. Pstrąg, jak to pstrąg niczego sobie, ale daleko mu do tego z Mucznego. Możecie teraz pisać co chcecie, ale takich pstrągów, jak robi Ania, to nikt więcej nie robi. Ponieważ rybka lubi pływać, to browarek był w sam raz. I to było Tyskie. Po obiedzie Renatce marzy się lenistwo. Mówisz żono i masz. Jedziemy mniej więcej do tego miejsca, gdzie najładniejsza rzeka /po Warcie oczywiście/ wpada do jeziora. Za mostem skręcam w prawo i ku przerażeniu Renatki jadę w dół. Parkuję w miejscu prawie biwakowym. Wyjmujemy z karawanu leżaki i po prostu się na nie uwalamy nad wodą. Po wodzie pływają kaczki, albo inne ptactwo, po drugiej stronie rzeki bociany sobie chodzą, a my nie musimy chodzić. My leżymy sobie. W końcu zrobiło się chłodno. Wtedy Pakujemy się do karawanu i jedziemy do kawiarni Stanica na najlepszą w Bieszczadzie kawę. Po drodze mijamy kapliczkę, której prawie nikt nie zauważa. W Stanicy kawusia, deserek przy dobrej muzyce. Pod wieczór wracamy do Zawozu….. i wypijamy małe co nieco. Wszak dzisiaj lata kończę. Ważne, że nie czuję się stary :grin:. A tak swoją drogą piękne urodziny miałem….

sir Bazyl
30-10-2009, 17:34
Byleby się do ogniska Bazyl nie przysiadł, bo znowu ławki będzie nosem przestawiał :mrgreen:
Nadrabiam dzisiaj forumowe zaległości, więc chciałem się niczym Majster B. do ognia przysiąść, (może ktoś, kiedyś pieśń ułoży - niechby i o nosie), a tu gonią :evil:
Ale zaraz się odprężyłem, gdyż:


Sir, jak to sir, jest uprzywilejowany i może robić to, co innym nie wypada. Sir Bazyl zapraszam do gawędzenia przy ognisku.

(...)
Mądrego i dobrze posłuchać!
Ognisko pięknie, jasnym płomieniem płonie i nie dosiąść się, niemożebne!
P.S. Magia niektórych miejsc jest po prostu sakramencka, howq!

Krysia
30-10-2009, 17:40
Zaraz gonią, to w trosce o ławki i kamienie tylko i wyłącznie hihihi

WUKA
30-10-2009, 18:54
Fajnie nam,Bertrandzie,"kończyć latka"w kwitnących majową bielą oklicznościach przyrody! O twórcy trójkątnych kapliczek kiedys wspomniałam (mam przyjemność znać !).Gdyby ktoś był ciekawy kto zacz,może zdradzę!

Michał
30-10-2009, 21:08
Witam

.... Ważne, że nie czuję się stary :grin:. A tak swoją drogą piękne urodziny miałem….[/SIZE][/FONT]

Aj, ajjjj
A ja stary ramol nie dość, że spijałem Twoje i Renatki piwo i własne przytargane z Leska za zdrowie Pastora i swoje (Pastor jest ledwo o 7 dni młodszy) w ramach swoich narodzin - ehhh.

Chyba mi jest pisane mijanie się z Wami.
Ale jakoś tak postarzałem się ostatnio - więc jeżeli Szanowny Bertrand pozwoli, to złamię swoją regułę i przy okazji opowiem po raz pierwszy i ostani swoje bieszczadowanie - te 30-lecie w tym roku dało mi niźle w dupę.

Zgoda Bertranda tylko na piśmie :-)

Pozdrawiam

bertrand236
31-10-2009, 22:02
Witam


...więc jeżeli Szanowny Bertrand pozwoli, to złamię swoją regułę i przy okazji opowiem po raz pierwszy i ostani swoje bieszczadowanie - te 30-lecie w tym roku dało mi niźle w dupę.

Zgoda Bertranda tylko na piśmie :-)

Pozdrawiam

Szanowny Bertrand :-) nie ma nic przeciwko temu i pozwala. Ośmiela się nieśmiało prosić, żeby to było po raz pierwszy ale nie ostatni, bo i powodu ku temu nie ma żadnego....
Pozdrawiam

bertrand236
02-11-2009, 11:25
Jest zimno. Może nawet bardzo zimno, więc dokładam. Nie wiem, czy przez dwa najbliższe tygodnie będę miał czas cos dołożyć, więc liczę na Was, że pogawędzicie trochę przy ognisku.

Dzień 7

Za oknem szaroburo. Pogoda nieciekawa jest. To, co robimy? Nie spieszymy się. Ktoś mi mówił, że nad Solinką jest fajne miejsce do plażowania. Dokładnie opisał gdzie, więc jedziemy sprawdzić. Nie żeby plażować, tylko sprawdzić. Miejsce istotnie okazało się zacne. Pomimo tego, że niedaleko jest ruchliwy trakt komunikacyjny nad wodą panuje cisza. Warto kiedyś będzie tu przyjechać. Następnie jedziemy do Galerii Czarny Kot. Często tam wpadamy, a nigdy o tym nie wspominałem. Tak naprawdę, to nie gustuję w sztuce, która jest tam wystawiana, ale wpadamy tam. Może, dlatego że przemiła pani tam sprzedaje? Oczywiście jak już tam jesteśmy, to obowiązkowo odwiedzamy Barda. O dziwo w galerii coś nam się spodobało. Był to obraz. Renatka zapytała, kto go stworzył i dostała konkretna odpowiedź. Pojechaliśmy do malarki z Elbląga, która tutaj niedaleko maluje. Malarka okazała się sympatyczną niewiastą. Okazało się, że ma na ukończeniu obraz, który bardzo się nam spodobał. Martwa natura to była. Zamówiliśmy go i pojechaliśmy dalej. Pogoda nadal kiepska. Postanowiłem odwiedzić pewnego znajomego mi leśniczego. Facet jest fascynatem roślinek. Dla mnie chodząca encyklopedia. Według mnie roślina, to roślina i tyle. Po drodze mijamy relikt epoki, która już minęła. Ciekawe jak długo będzie stał w tym miejscu. Podobno ludzie z tej gminy się nie zgadzają na likwidację monumentu. Skręcam z Wielkiej Szosy na dziurawą drogę. Teraz jadę dużo wolniej. W końcu docieram do Leśniczówki. Znajomego leśniczego nie ma, ale wskazano mi kierunek, w którym się on udał. Pojechałem jeszcze gorszą drogą w stronę pięknego jeziorka. W pewnym momencie widzę ludzi ładujących drewno na duży samochód. Na moje pytanie o leśniczego, odpowiadają, że był, ale pojechał. Odpowiedź na moje następne pytanie mnie powaliła. Zapytałem grzecznie: A w którą stronę pojechał? Należy dodać, że w tym miejscu była droga, nie żadne skrzyżowanie dróg, czy nie daj Boże rondo. Zwykła droga. Można pojechać tu, albo tam. Chłopaki nie wiedzieli, w którą stronę leśniczy pojechał. Widząc, ze nie uda mi się spotkać leśniczego wracamy jak niepyszni. Nagle spod karawanu wydobywa się przeraźliwy hałas. Kurczę myślę sobie rurę urwałem. Wysiadam, włażę pod karawan, a tym wszystko jest na swoim miejscu. Wygramoliłem się spod auta, siedzenie przykryłem jakąś bluzą (błoto na drodze było), wsiadam i ruszam. Po chwili znowu słyszę hałas. Nie chcę Wam opisywać wciąż tego samego, ale historia z wysiadaniem, oględzinami podwozia powtarzała się kilka razy. Kiedy po raz kolejny wyczołgałem się spod auta zaniemówiłem. Przede mną stał ów poszukiwany leśniczy. To, że on stał przede mną to Pikuś, ale jak on mnie wtedy wkurzył! Przyjechałem tutaj, żeby zobaczyć żubra w naturze. Liczyłem na to, że leśniczy mi w tym pomoże. Myślałem, że się umówimy na jakąś wspólną wędrówkę po lesie. Wszak zna swój rewir (czy jak tam się nazywa kawałek lasu, którym się zajmuje). Nigdy żubra w naturalnym środowisku nie widziałem… I czy sobie zdajecie sprawę z tego, co od niego usłyszałem? Zapewne nie. A on jak gdyby nigdy nic odezwał się mniej więcej tak: „Cześć Bertrandzie! Widziałeś to stado liczące 30 sztuk żubrów tutaj na łące, obok której przejeżdżałeś?”
Wkurzyłem się niezmiernie. Nie na leśniczego, tylko na karawan. Byłem tak zaabsorbowany hałasem, ze nie widziałem czegoś, co bardzo chciałem zobaczyć. Żubry w międzyczasie sobie poszły.. Leśniczy był z jakimś gościem od fotografii, bo miał on sprzęt z długim obiektywem i mnóstwo innego z tej branży. Leśniczy rzekł, że wie gdzie one mieszkają w lesie i nas zaprowadzi. Wyruszyliśmy dosyć ostro. Leśniczy z przodu, za nim fotograf, dalej ja i coraz dalej z tyłu Renatka. Kondycja się nam kłaniała. W pewnym miejscu leśniczy zaczął chaszczować na przełaj. Renatka jeszcze kawałek dała radę i wymięła. W ty momencie mogłem zrobić tylko jedno. Zostałem z żoną, bo ona sama przez kilka dni błąkałaby się w tym lesie. Nie ma ona za grosz orientacji. Może się zgubić w dużym markecie, a co dopiero las. Fajna jest, przyzwyczaiłem się do niej, to zostałem z nią. Żubry może jeszcze zobaczę…..
W drodze do karawanu dołączyli do nas leśniczy i fotograf. Też zwierząt nie widzieli, bo jakieś psy je spłoszyły z drugiej strony góry. Okazało się, ze za tym pobytem nie zobaczę się już z leśniczym, bo wyjeżdża z Bieszczadu. Pożegnaliśmy się przy karawanie i rozjechaliśmy się. I tu niespodzianka. Samochód nie hałasuje. Jedzie, jak nówka. Mimo wszystko pojechałem do Leska do mechanika. Mechanik też niczego nie stwierdził. Wróciliśmy, więc w mniej cywilizowane strony. Odwiedziliśmy Zdzisława Pękalskiego i pojechaliśmy do Zawozu. Tam zaplanowałem wycieczkę na następny dzień. I to by było na tyle z tego dnia.

Piskal
02-11-2009, 11:51
Toś faktycznie miał pecha z tymi żubrami. Przeznaczenie, fatum, złośliwość przedmiotów martwych, prawo Marifi'ego, biesy i czady ganiały pod podwoziem. Wkurzyć się można, fakt. Czasami poruszanie się perpedesem ma swoje dobre strony.
Bo tak miło posiedzieć przy żubrze. W cieniu polany.
Pozdrawiam!

Browar
02-11-2009, 18:51
Ten sam leśniczy zawlókł mnie na tą samą łąkę w tym samym celu i też ich nie było,he he.No ale ja tego dnia, tyle że wcześniej, widziałem stadko żubrów,a następnego dnia - dwa stadka ;)
Poza tym w tej okolicy żubry są znacznie bardziej pospolite niż krowy.A więc na krowy zapoluj Bertrandzie,to będzie coś :twisted:

bertrand236
02-11-2009, 19:49
Browarze może to nie jest dosłowny cytat: "Nie chodzi o to, by złapać żubra ale by gonić go, ale by gonić go". Jakoś tak, kiedyś Skaldowie spiewali. Ty możesz to pamiętać, a może za młody jesteś? ;)
To sobie jeszcze pojeżdżę w Bieszczad gonić go!
Pozdrawiam

PiotrekF
02-11-2009, 21:09
Gdyby , załóżmy że tak ,gdyby tak się kiedyś zdażyło ,że Ty jesteś i masz czas a ja nie jestem w pracy , to też mógłbym Ci takiego (żubra) pokazać ........ 40 km od mojego domu . Załóżmy....

Pozdrawiam PF

bertrand236
02-11-2009, 21:44
Piotrze! Myślę, ze to się stanie jeszcze w tym roku, ale.... to nie będzie bieszczadzki żubr. I w tym jest sęk. Musimy się spotkać tak, czy tak. Renatka prosiła żebym Ci coś przekazał...

bertrand236
08-11-2009, 20:25
Jest zimno. Może nawet bardzo zimno, więc dokładam. Nie wiem, czy przez dwa najbliższe tygodnie będę miał czas cos dołożyć, więc liczę na Was, że pogawędzicie trochę przy ognisku.

....

No i się przeliczyłem. I do następnej niedzieli z braku czasu nic nie dorzucę. Najwyżej samo zgaśnie....

bertrand236
16-11-2009, 22:38
Dzień 8

Dnia poprzedniego postanowiłem zaprowadzić Renatkę w miejsce chyba niezbyt często odwiedzane przez turystów. Lubię takie miejsca. Z Zawozu dojechałem do Małej Szosy i skręciłem w lewo. Nie jechałem daleko (chociaż to pojęcie względne jest) i po kilkunastu minutach spokojnej jazdy skręciłem w lewo i zaparkowałem. Poszliśmy drogą, która jednocześnie jest szlakiem turystycznym. Droga prowadziła wzdłuż Kolorowego potoku. Powoli, nie spiesząc się szliśmy z nadzieją spotkania jakiegoś stwora. Po kilku minutach marszu szlak odbijał w lewo, a my nie zważając na to poszliśmy prosto. Pogoda ładna, słońce świeci i cisza. Nikogo nie ma tylko my i wiosna. Jest Super. Bardzo lubię tę dolinę. Już wiem, że Renatka też ją polubiła. Dolina jest szeroka. Jej środkiem prowadzi droga, którą co jakiś czas przecina potok, ale już nie ten Kolorowy. Przechodzimy wzdłuż starych sadów, przekraczamy kilkakrotnie potok. Nikogo tu nie ma. Tylko bobry tu buszują. Zastanawiamy się jak kiedyś toczyło się życie w tej cichej dzisiaj dolinie? Wiem, że kilku z for(um)łowiczów tu zagląda. Jeżeli ktoś z Was tu nie był, to niech zrobi, to szybko. Niebawem dolina nie będzie już taka pusta…

iaa
16-11-2009, 23:23
Dobrze, iżeś Bertrandzie dmuchnął w żar, bo gdy długo nie dmuchasz, to gdzie indziej żar - liwie lud bieszczadzki w dymarki dmucha, coby żelazo na miecze czczych sporów wytopić.

bertrand236
16-11-2009, 23:30
:oops:
Zdarza się, że długo nie dmucham... w żar, za co przepraszam
Pozdrawiam

długi
17-11-2009, 00:55
Piękne miejsce... myślę, że z wiosną trzeba będzie tam zawitać
Pozdrawiam serdecznie
Długi

bertrand236
17-11-2009, 16:03
Powoli nie spiesząc się wędrujemy sobie w głąb doliny. Niestety nic nie wyszło z naszych nadziei spotkania dużej zwierzyny. Nic z tego. Może nasza rozmowa je wypłoszyła. Kiedyś będąc tutaj pierwszy raz trafiłem na rykowisko. Ale to było dawno już. I tak niepostrzeżenie doszliśmy do miejsca po cerkwi. Z cerkwi zostały się ino schody i kawałek blachy. Z przycerkiewnego cmentarza też niewiele zostało. Trochę jestem zdziwiony tym faktem, bo wiem, że mieszkańcy pobliskiej większej miejscowości aspirującej do miana Uzdrowiska mają tutaj pochowanych swoich krewnych…Tutaj robimy sobie odpoczynek, ale nie za długi. Tyle tylko, żeby zadumać się nad tym miejscem i przemijaniem czasu…Po chwili ruszamy dalej. Teraz szukam pewnego miejsca po prawej stronie od drogi. Niebawem je znajduję i skręcam pod górę. Po kilku minutach jesteśmy pod małą skałką. Tutaj mam zaplanowany dłuższy postój. W pobliskich zaroślach znajduję suchy materiał na ognisko. Po chwili płonie niewielki ogień. Jakoś w terenie nie rajcują mnie duże ogniska. Moje ognisko jest w sam raz na usmażenie dwóch porcji kiełbasy. Ognisko płonie, kiełbasa skwierczy na patyku, „Tyskie” czeka na swoją porę a z dołu słychać… ujadanie psa. To z pobliskiego nowego gospodarstwa. Nie wiem jak to się stało, ale jeden sympatyczny skądinąd facet dostał pozwolenie na budowę gospodarstwa, czy innego domostwa w tej dolinie. Po jakimś czasie psisko się uspokoiło. My zjedliśmy kiełbaski i ugasiliśmy ogień, który w zasadzie sam zgasł bo nie był duży. /Tak jak to moje ognisko ;) /. Po solidnym odpoczynku zeszliśmy ze wzniesienia i ruszyliśmy dalej. Teraz już nie jest tak ładnie. Po lewej ręce mamy ogrodzenie. Nowy właściciel części doliny ogrodził solidnym drucianym płotem swoją posiadłość. Na usta cisną mi się różne Panie lekkich obyczajów. Cóż w poprzednim odcinku napisałem: „Niebawem dolina nie będzie już taka pusta…” Idziemy sobie wzdłuż długiego płotu dalej podziwiając różne dziwne drzewa. Dochodzimy do następnych schodów ukrytych wśród traw. Pewnie niewielu z Was wie, ze schody te prowadziły do wnętrza…..Karczmy. Jak Karczma, to karczma. Piwo musi być. Wyjmuje z plecaka ostatnia puszkę i wypijam złoty nektar wewnątrz karczmy, to znaczy w miejscu, w którym kiedyś było jej wnętrze. Teraz jest tu cicho i spokojnie. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić karczmarza z długimi pejsami nalewającego miejscowym chłopom arak, czy okowitę do szklanych lub glinianych kubków. Cóż było minęło. Ostatnio, kiedy tu byłem, to młodzi ludzie na quadach pędzili koło tych schodów nawet ich nie zauważając…

Michał
17-11-2009, 19:55
Witam przy ognisku

... My zjedliśmy kiełbaski i ugasiliśmy ogień, który w zasadzie sam zgasł bo nie był duży. /Tak jak to moje ognisko ;) ...

Biorę to do siebie osobiście, ale wybaczcie wszyscy uczestnicy tego ogniska - mnie słabemu ludzikowi. Zresztą - co można dopowiedzieć do tych Bertrandowych filozofii? Prosząc o głos Bertranda przy Jego ognisku (i mając Jego zgodę) jakoś nie mogę się przemóc, aby wyspowiadać się publicznie z porażki jaką poniosłem w tym roku - i to na wielu płaszczyznach. Wszystkie moje nadzieje związane z tegorocznym wyjazdem w B. legły w gruzach.
Chyba jednak dam sobie spokój - to ognisko ma rozbudzać nadzieje, a nie je tłumić.
Tym niemniej przyjmij Szanowny Bertrandzie przeprosiny za zakłócenie spokoju.

Pozdrawiam

bertrand236
18-11-2009, 14:33
He! He! Michale jakaś deprecha Cię chyba dopadła. Nie przejmuj się deprechą, mną i zakłócaj sobie ile razy chcesz. ;)
Pozdrawiam

Piskal
18-11-2009, 15:14
Cóż za urzekające miejsce. Musimy się tam wybrać razem. I nie tylko po to, aby wypić wspólnie piwo. Ty- Tyskie, ja- Leżajska. A może specjalnie po to przywiozę z Torunia Czarnego Specjala?
Kiedyż wreszcie przyjdzie ta wiosna?

bertrand236
18-11-2009, 16:24
Piskalu! Które to już miejsce, w które obiecujemy sobie wspólnie odwiedzić????

Piskal
18-11-2009, 16:35
Trza się spotkać i odwiedzić wszystkie. Pozdrawiam serdecznie!

bertrand236
18-11-2009, 17:37
:-) Trza.

Po pewnym czasie życie brutalnie przypomniało o sobie. Kiedy chłop zasiedzi się za długo w knajpie, to czasami żona po niego przychodzi z awanturą. Tym razem awantury nie było, ale Renatka stwierdziła, ze trzeba wracać. Dziś jestem spolegliwy i bez oporu wychodzę z Karczmy. Karczmarz do niczego był, bo trunków zabrakło… Drogi powrotnej nie chce mi się opisywać, bo wracaliśmy w zasadzie po własnych śladach. Niech do wyobraźni Waszej przemówią nędzne moje fotografie i wyobrażenie, gdzie stało przeszło sto domów około sto lat temu. Kiedy byliśmy przy okazałej skale, której o dziwo nie widziałem idąc w stronę przeciwpołożną wiedziałem, że karawan już niedaleko jest. Jeszcze tylko trzeba ominąć stado pasących się owiec i już zdejmujemy buciory, zakładając lżejsze obuwie. Nie jest to koniec dnia, więc rozpędzam karawan w stronę dziury w jezdni, której już nie ma. Przejechałem nad nią i na końcu drogi skręciłem w lewo, żeby za chwilę znowu skręcić w lewo. Taki lewoskrętny się zrobiłem. Zatrzymałem się przy Galerii. Do dziś meczy mnie jeden problem. Może ktoś z Was potrafi go rozwiązać, a może zainteresowana osoba się odezwie. Otóż Galeria ta w tym roku obchodziła swoje Piętnastolecie. Niniejszym składam serdeczne gratulacje i życzenia wielu wielu lat owocnej działalności i wielu wielu Przyjaciół…Wracam do problemu. Skąd 14 lat temu właściciele Galerii wiedzieli, że w roku 2008 Prezydentem USA zostanie czarnoskóry mieszkaniec tego kraju i od jego imienia zaczerpnęli nazwę dla swojej Galerii? Prorocy jacyś, czy co? W galerii wreszcie znalazłem coś, co chciałbym dostać od Renatki na urodziny, które obchodziłem przedwczoraj. Renatka natychmiast kupiła mi prezent. Pogadaliśmy chwilę z Krzysztofem i pojechaliśmy w stronę Wysokiego Bieszczadu. Jakaś fotka z miejsca widokowego, jakieś zakupy w delikatesach i pierogi w barku przy Ośrodku Informacyjnym BPN i powrót do Zawozu. Ponieważ nie jest jeszcze zbyt późno wracam powybijaną drogą na skrót. Po drodze zatrzymujemy się tu i ówdzie i w końcu wracamy do Zawozu. Tutaj jeszcze piwo przy sklepie i koniec dnia się zrobił.

bertrand236
19-11-2009, 18:50
Dzień 9

Zaczynam swoje „mli, mli” ;)

Jest ładny dzionek. Tym Razem Renatka proponuje cel wycieczki. Wie, ze bardzo lubię miejsce zwane w XV wieku „Stworzona” /za Przewodnikiem Rewasza/. Po drodze jadąc dziurawą drogą zatrzymuję się w miejscu, w którym nigdy się nie zatrzymałem. A tam sympatyczne miejsce w którym znajdują się ruiny kaplicy pw. Nałożenia Ryzy MB. Ktoś zadał sobie sporo trudu, żeby to miejsce odsłonić. Jadę dalej, ale już niedaleko. Zostawiam karawan na dużym placu, a dalej już po nogach. Powoli ścieżka prowadzi nas do celu. Po lewej stronie szumi woda, a po prawej szumią krzaczory. Renatka po bożemu idzie ścieżką, a ja chaszczuję raz po lewej stronie, raz po drugiej stronie ścieżki. W końcu dołączam do żony. Dalej maszerujemy razem. Jest pusto, chociaż na placu stał jeden samochód. Ani żywego ducha. Zwierzyny też żadnej nie ma. Droga wznosi się ale nie gwałtownie. Przecinamy Niesłyszący potok i po chwili wychodzimy na górę. W miejscu zwanym Berce robimy krótki odpoczynek. Nie żebyśmy byli zmęczeni, ale po prostu widok z tego miejsca zapycha dech w piersiach. Nie ma siły.. Trzeba odpocząć i popatrzeć. Po chwili ruszamy w głąb doliny. Po lewej ruiny, po prawej ruiny, a w środku historia piszczy. No może trochę przesadziłem z tą historią. Brakuje mi w tym miejscu zwalonego pnia, na którym można by sobie usiąść i podumać. Idę kawałek dalej zobaczyć, czy bobry rzeczywiście narozrabiały. Oj tak. Przejście dalej sucha nogą graniczy z cudem. Renatka się zbuntowała i mówi, ze dalej po wodzie nie pójdzie. Ma prawo, są wakacje i może nie robić niczego. Nagle jak spod ziemi wyrosła przed nami dziewczyna. Samotna dziewczyna. Że się nie boi tak sama chodzić??? Mówi, ze się nie boi. Widzę jednak strach w jej oczach kiedy się grzecznie pytam, czy w takim razie że jest, to czy da się wykorzystać? Szybko rozwiewam jej strach. Chodzi mi o zrobienie zdjęcia razem z żoną. Słyszę straszny hałas spadających z jej serca kamieni oraz zgodę z jej ust. Niestety później się okazało, ze zdjęcie nie wyszło. Namawiam dziewczynę do odwiedzenia naszego forum. I co się okazało? Ta samotna dziewczyna to „domina”. Mówi, ze żadko ale czyta, a nawet pisze na forum. To już kolejne spotkanie z użytkownikiem forum w Bieszczadzie. Po chwili rozstajemy się. My z Renatką wracamy skąd przyszliśmy, a domina idzie swoją ścieżką. Zbliżając się do szczytu Berce widzimy coś bardzo dziwnego. Przynajmniej z dala dziwnie to wygląda. Na ścieżce klęczy dorosły mężczyzna. Zastanawiamy się nad dziwnym celem jego pielgrzymki po kolanach. Podchodząc bliżej widzimy że gość ów nie klęczy, a jest pochylony jakby pielił ścieżkę. Kiedy się do niego zbliżyliśmy, grzecznie się zapytałem: Co Pan tutaj robi na ścieżce? Odpowiedź jego mnie powaliła. Otóż jegomość ten w TYM miejscu zbierał kamienie do płóciennej reklamówki. Kamienie te są mu niezbędne, bo będzie sobie urządzał skalniak na balkonie. Nic to, ze do samochodu ma kawał drogi, a przy samochodzie kamienie bardzo podobne są. Te mu się podobają i te będzie maiał w Gliwicach na balkonie. Dziwny facet i tyle… Chociaż po chwili zastanowienia się stwierdzam że nie do konca dziwny. Ja w garażu mam pług znaleziony na polach nieistniejącej wsi w Bieszczadzie i też go targałem kawał drogi do auta. Jeden zbiera kamienie inny żelastwo…Wracając do auta część drogi idę brzegiem rzeki. Boże jak tam pięknie jest… W końcu dochodzimy do karawanu. Postanowiłem przejechać najkrótszą droga do Wielkiej Szosy. Wiem! Złamałem przepisy. Zawsze łamiąc przepisy w Bieszczadzie liczę się z poniesieniem konsekwencji. Mam nadzieję, że już dość psów na mnie powiesiliście w innych wątkach i teraz mi odpuścicie. Przejechałem i tyle. Droga na tyle malownicza, ze jeszcze muszę kiedyś nią przejść. Myślałem, ze do nieba wjadę. Droga wiła się pomiędzy metrówkami. Leśniczy był w innym miejscu i w końcu dojechałem do Wielkiej Szosy. Skręciłem w stronę polecanego przez Lucynę lokalu gastronomicznego. Istotnie jeść dają zacnie i surówka z czosnku niedźwiedziego przednia, chociaż z czosnku mrożonego. Potem jeszcze tylko wizyta na pewnym cerkwisku i powrót do Zawozu.

Piskal
19-11-2009, 22:22
Ten facet pewnie zbierał kamienie, które spadły z serca "dominie".

bertrand236
19-11-2009, 22:23
Myślę, że nie... To było w innym miejscu.
Pozdrawiam

Pyra.57
20-11-2009, 20:50
Ładnie to tak straszyć forumową kolezankę?

Polej
20-11-2009, 21:36
Sądząc po nicku koleżanki, to Bertrand powinien się bać. ;)

bertrand236
20-11-2009, 21:41
No, no. Poczytali o pejczykach i proszę...Ognisko wyobraźnię rozbudziło :lol:
Pozdrawiam

bertrand236
22-11-2009, 18:39
Polej! A może Ty opowiesz, jak spędziliśmy następny dzień? Tak, tak. Następny dzień był naszym wspólnym dniem.
Pozdrawiam

Polej
22-11-2009, 19:15
Polej! A może Ty opowiesz, jak spędziliśmy następny dzień?

Bertrandzie, Gospodarzu Ogniska, czyń dalej swą powinność. Uwielbiam słuchać Twych opowieści, które z wielką skrupulatnością i szczegółowością (znam Twój na to sposób ;)) oddają klimat minionych dni.
Ja niestety mógłbym ominąć wiele szczegółów co mogłoby w znaczący sposób zniekształcić prawdziwy obraz wspólnie spędzonego dnia. Aczkolwiek dziękuję za wywołanie „do tablicy”.

bertrand236
23-11-2009, 19:34
Użyłem podstępu i mi nie wyszło. Buuu

paszczak
23-11-2009, 19:43
Użyłem podstępu i mi nie wyszło. Buuu
Nie bucz...
Innym razem pewnie wyjdzie...a nawet mimo tak znaczącej porażki zaczekam na ciąg dalszy ogniskowej opowieści ;)

bertrand236
24-11-2009, 19:50
Dzień 10

Dzień spotkania. Jesteśmy umówieni na wspólne połazęgowisko z Polejem, jego żoną Hanią i jego dwoma siostrami. Teraz jest mi głupio i jest mi wstyd. :oops: Po prostu zapomniałem imion tych przesympatycznych dziewcząt. Próbowałem Poleja namówić, żeby napisał relacje z tego dnia, to by się moja skleroza nie wydała :-P, ale się wykpił. Trudno. Poleju przeproś siostrzyczki swoje za to, ze nie pamiętam ich imion.
Umówiliśmy się na spotkanie na punkcie widokowym, do którego można dojechać samochodem. Niech się nazywa, ze się nie spóźniliśmy z Renatką, ale mieliśmy dalej na spotkanie. Pogoda przednia była tego dnia. Po powitaniu wsiadamy do rydwanów i jedziemy dalej. Jedziemy drogą wzdłuż starej trasy bieszczadzkiej ciuchci. Po drodze mijamy ruiny wiaduktów kolejowych, że nie wspomnę o najsłynniejszym wypale w Polsce. Migiem przejechaliśmy przez „Kazimierzowo” i dojechaliśmy do ostatniej miejscowości w tej stronie Polski. Zostawiliśmy samochody na przestronnym parkingu hotelowym. Okazała budowla hotelu trochę mnie zasmuciła. Nikt nie wyszedł ze środka, żeby przestawić nam samochody :shock: Pusto i głucho. Całokwite olanie potencjalnego klienta. Okazało się, że ostatni bar przy tej drodze też jest zamknięty. Trza było piwo z bagażnika wyjąć…Dalej nie jedziemy, bo jesteśmy z Pyrlandii. Nie rozumiecie? Za dalszy przejazd trzeba płacić…..Nie dość, ze droga płatna jest, to w takim stanie, że jazda na niektórych odcinkach na drugim biegu grozi wszystkimi konsekwencjami. Za to stać nas na kupno biletów na łąki. Po tej rozrzutności przekraczamy drewnianą kładkę na potoku i wychodzimy na przepiękne łąki. Celem naszym jest pewna nekropolia. Szlak prowadzi nas wąską ścieżką poprzez wiosenne trawy. Wszystkim się tutaj bardzo podoba. W pewnym momencie stajemy jak wryci. Idziemy pod wiatr i może, dlatego nie wyczuł nas plujący tutaj lis. Dał się podejść naprawdę blisko. Wyskoczył w górę i opadł uderzając nosem w ziemię. Myślę, że tuż pod ziemią wyczuł kreta, myszkę, czy innego takiego stwora. Bardzo się zdziwił, kiedy nas zobaczył. Po chwili zniknął nam z oczu razem ze swoją zdobyczą. My podążyliśmy ścieżką poprzez wąwozy, przecinając potoki poprzez łąki. W końcu ścieżka doprowadziła nas do betonowej autostrady. Niestety autostrada ta jest tak skonstrułowana, że ma tylko jedną nitkę. Ma za to duży plus nie jest płatna. Co prawda nie wolno po niej jeździć, ale za to chodzenie po niej jest gratis. W pewnym momencie jedna z Polejowych sióstr stwierdziła, ze popełniliśmy błąd. Otóż w tak pięknych okolicznościach natury brak piersiówki jest niewybaczalnym błędem. Taką mądrą siostrę ma Polej. Wszyscy ze smutkiem się z nią zgodziliśmy i z opuszczonymi głowami pomaszerowaliśmy dalej. Pomimo opuszczonych głów widzieliśmy mijane stare krzyże przydrożne. W końcu kiedyś żyło tu przeszło tysiąc osób we wsi. Oglądając krzyże, kwiaty, rzekę nie spiesząc się doszliśmy do celu naszej wędrówki. Po zwiedzeniu nekropolii usiedliśmy na ławkach przed cmentarzem. Wtedy wyjąłem z plecaka flaszeczkę, którą jak uważni słuchacze tej ogniskowej gawędy pamiętają dostałem w Krakowie. Oj PiotrkuF jak wtedy Ciebie wspominaliśmy. Musiało Ci się wtedy czkać… Trunek ten miał tylko jedną wadę, ale za to fundamentalną. Szybko się skończył. Zostawiłem towarzystwo z pustą flaszką a sam…/no nie! Nie poszedłem po pełną!/ poszedłem na pobliski drugi cmentarz. Kiedy wróciłem do reszty Polej dał hasło do powrotu. Wracaliśmy tą sama drogą, czyli betonową autostradą. Po drodze mieliśmy kilka odpoczynków, bo nie mieliśmy się dokąd spieszyć. Nie skręciliśmy też na ścieżką na łąki tylko dalej po betonie poszliśmy prosto. Za to mogliśmy obserwować kunszt inżynieryjno-hydrologiczny zwierząt futerkowych, które ty znalazły swój azyl. W końcu udało nam się dojść na parking hotelowy. Bar nadal zamknięty był. Pojechaliśmy, więc do „Kazimierzowa”. Tam jest taki lokal o pięknej nazwie :"Lisia nora”, w którym zawsze serwuje się wyśmienite jedzono. Tak było i tym razem. Pojedliśmy, popiliśmy piwem, pogadaliśmy sobie i ……pożegnaliśmy się. Poleje pojechali na nocleg, a my w drugą stronę, czyli też na nocleg. No może nie od razu, ale do Zawozu. Tam nastąpiły długie Polaków rozmowy z Danusią i Krzysztofem.

Polej
26-11-2009, 14:06
To był wspaniale spędzony dzień. Pomimo dwunastogodzinnej, nocnej jazdy samochodem zmęczenie uległo urokowi cudownych miejsc okraszonych wspaniałym towarzystwem i "piotrkowym" rarytasem oczywiście. Czegóż można chcieć więcej? Dzięki Bertrandzie (i Renatko oczywiście) za ten błogi czas wspólnie spędzony. Szkoda tylko, że dzień tak krótki jest i to co dobre szybko się kończy. :sad:

maciejka
26-11-2009, 14:39
Jak to dobrze, że lis się spłoszył i Was nie opluł, bo skoro te małe zwierzątka padały trupem to u Was mogło się skończyć paraliżem lub co najmniej poparzeniami:mrgreen:

Polej
27-11-2009, 09:47
Nie zapomnę miny lisa, kiedy zorientował się, że podeszliśmy tak blisko. Zwrot jaki wykonał w powietrzu i ucieczka też były niesamowite. Powiedzenie o „szczwanym lisie” wzięło w łeb!

bertrand236
27-11-2009, 16:36
My mteż mieliśmy ciekawe miny...
Pozdrawiam

don Enrico
27-11-2009, 16:46
Szyfrujesz Bertrandzie niczym rasowa enigma. A ja potem przez trzy dni jeżdżę i szukam kawiarni Lisia Nora w Kazimierzowie.
No dobra. Aby uzupełnić Twe opowiadanie dołączę dwa zdjęcia.
Pierwsze zrobione na wspomnianym przez Ciebie cmentarzu w Zniżaczu Dolnym.
Budzi refleksję o losach i historii ludzi którzy kiedyś tu żyli. I jak widać po pisowni nie tylko niegramotni Bojkowie to byli.
Drugie zdjęcie -z tym szlakiem- zrobione w Tarnawie - ale co to za szlak ? i dokąd prowadzi ???

bertrand236
27-11-2009, 17:18
...Drugie zdjęcie -z tym szlakiem- zrobione w Tarnawie - ale co to za szlak ? i dokąd prowadzi ???

Myślę, że to jest początek szlaku na punkt widokowy nad sarkofagiem baronowej. Kiedyś dałem z buta do tego miejsca właśnie z tej metropolii. Nie wiedziałem, że za opłatą można skorzystać z autostrady.:wink:

don Enrico
27-11-2009, 21:27
Bertrand napisał :

Myślę, że to jest początek szlaku na punkt widokowy..
Otóż znakowana ścieżka (niebieskie kwadraciki) (tzw.górnego Sanu) zaczyna się w Bukowcu.
To zdjęcie zrobione zostało w Tarnawie. Niebieskie kółka skręcały w lewo i giną w chaszczach.
Mniej więcej w okolicach opisanych przez Ciebie tak :

...Po tej rozrzutności przekraczamy drewnianą kładkę na potoku i wychodzimy na przepiękne łąki....

bertrand236
27-11-2009, 21:30
Kółka? To koński szlak jest. Ktoś mi na tym forum napisał, że ludzka stopa nie powinna chodzić po końskim szlaku. To i się nie dowiem dokąd on prowadzi...

Może to:
http://www.bieszczady.net.pl/konie.php
· Znakowane szlaki:
· Jaworzec - Siwarna (924) - Hulskie
· Hulskie - Zatwarnica
· Zatwarnica - Suche Rzeki - Połonina Wetlińska - Górna Wetlinka (camping) - Brzegi Górne - Ustrzyki Górne
· Zatwarnica - wodospad na Hylatym - Nasiczne
· Zatwarnica - Sękowiec - Magura (887)
· Magura (887) - Nasiczne
· Nasiczne - Caryńskie - Przełęcz Przysłup - Bereżki
· Ustrzyki Górne - Bereżki
· Ustrzyki Górne - Wołosate
· Bereżki - Widełki - Muczne - Tarnawa Niżna - Dźwiniacz - Młyniszcze - Widełki
· Tarnawa Niżna - Bukowiec - Tarnawa Niżna
· Magura (887) - Dwernik - "U Prezesa" - Otryt (Chata Socjologa) - Skorodne
· Skorodne - Ostre - Lipie - Lutowiska - Żurawin - Kiczerka (678) - Smolnik (cerkiew) - Procisne - "Rusinowa Polana" Dwerniczek - Trohaniec (939) - Lutowiska
· Skorodne - Polana - Serednie Małe - Krywe - Hulskie
Pozdrawiam

Polej
27-11-2009, 21:43
Mapka z omawianymi szlakami:
http://bdpn.pl/moje_php/mapka-tarnawa/mapka.html

don Enrico
27-11-2009, 23:21
No to radosna twórczość niebieskich kółek została wyjaśniona.
Idąc za ciosem zanurzyłem się w szafkę z mapami
i jest !!!!!!!!!
znalazłem Kazimierzowo !!!!!!!!! huraaaaaa
No to teraz Bertrand , możesz teraz jechać dalej. Otworzyłem na to konto Perłę Export.

bertrand236
27-11-2009, 23:27
Został mi jeden wiosenny dzionek.. Żal zaczynać/kończyć....
Możemy się stuknąć internetowo szklaneczkami. Też mam pełną....
Na zdrowie!

bertrand236
30-11-2009, 00:25
Chyba będzie dłuższa przerwa... Nie wiem, czy w szpitalu będę miał połączenie z netem. Dbajcie coby nie wygasło.
Pozdrawiam

WUKA
30-11-2009, 09:44
Bertrandzie,zdrówka życzę i szybkiego powrotu do ogniska!

Krysia
30-11-2009, 10:00
Zdrowiej nam szybko!

vm2301
30-11-2009, 10:24
Powodzenia:) Wracaj szybko.

don Enrico
30-11-2009, 11:50
Bertrandzie, ty bez neta wytrzymasz , a nam będzie trudno bez ogniska.
Czekamy.

Piskal
30-11-2009, 12:05
Jeśli nie w necie, to spotkamy się w Bieszczadzie, w którym mentalnie wszyscy przebywamy. Po porostu o sobie myślmy.
Zdrówka Bertrandzie! A w żar będziemy dmuchać i chuchać. I naniesiamy Ci mnóstwo polan,które będziesz mógł podrzucać jak wrócisz.

Basia Z.
30-11-2009, 12:08
Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i myślę że wszyscy będziemy czekać.

B.

maciejka
30-11-2009, 17:56
Nie zaprzyjaźniaj sie zbytnio z polską służbą zdrowia, tylko wracaj tu prędko do nas! A jak Ci się będzie przykrzyło, to planuj i obmyślaj kolejną wyprawę w Bieszczady.

marcins
30-11-2009, 18:01
By nie przygasło no to zdjęcie tego, co w czasie wiosennego pobytu w Bieszczadach Bertrand mógł zobaczyć, a nie zobaczył mimo, że przejeżdżał obok - zbytnio poświęcił uwagę drodze, na której dziury omijać musiał ;)

maciejka
30-11-2009, 18:50
Leśniczy rzekł, że wie gdzie one mieszkają w lesie i nas zaprowadzi. Wyruszyliśmy dosyć ostro. Leśniczy z przodu, za nim fotograf, dalej ja i coraz dalej z tyłu Renatka. Kondycja się nam kłaniała. W pewnym miejscu leśniczy zaczął chaszczować na przełaj.
Leśniczy nie zwracał uwagi ani na dziury ani na chaszcze ale żubrów też nie znalazł:razz:

marcins
30-11-2009, 18:53
Leśniczy nie zwracał uwagi ani na dziury ani na chaszcze ale żubrów też nie znalazł:razz:

A właśnie, że leśniczy jedynie żubry znalazł i oglądał, bo we właściwym miejscu i czasie pobywał ;) a i koła sobie nie urwał.

paszczak
30-11-2009, 18:58
w szpitalu Zdrowiej prędko bertrandzie, do szpitala się zbytnio nie przyzwyczajaj...no i dzielnie znoś trudy stanu offline. Powodzenia!

maciejka
30-11-2009, 19:00
Ale innym nie chciał dał popatrzeć tylko przez chszczory przepędził, a poza tym skąd wiesz co ten leśniczy widział;)

Recon
30-11-2009, 19:21
Nie lubię zagadek a Bertrand tak trochę z zagadkami kluczy, chociaż czytając jego wędrówki nieraz sobie pomyślałem, że gdzieś już tutaj byłem, że fajna traska i zainspirowny już zaczynam swoją planowć. Wogóle to czasami idąc po Bieszczadach myślę sobie, że zaraz zdębieję jak ten lis "z 10 dnia", bo gdzieś zza zakrętu... z chaszczy... z lasu... wyjdzie mi Bertrand. I kiedyś na pewno mi wyjdzie! A teraz chopie to niech Ci ciepełko z ogniska trochę życia bieszczadzkiego doda i wychodź zdrowy. Zakręty, chaszcze, las bieszczadzki, my wszyscy... czekamy na Ciebie.

tomas pablo
30-11-2009, 21:01
Zdrówka i sił Bertrandzie !! ...my popilnujemy żaru , co by nie zagasł !!!

bertrand236
30-11-2009, 21:19
Wszystkim serdecznie dziękuję za życzenia zdrowia i telefony. Przydadzą się. Służba zdrowia wygoniła mnie do domu. Nie oznacza to, ze ze mną jest dobrze, ale nie jest chyba tragicznie. Mam zamiar jeszcze niejedno TYSKIE w Bieszczadzie wypić. Przepraszam Was za zamieszanie przy ogniu. Jutro może coś dorzucę.

Pozdrawiam

maciejka
30-11-2009, 21:29
Oj! jak dobrze Bertrandzie, że jesteś już przy ognisku, bo my trochę zamieszania narobiliśmy. Nic nie zastąpi Twoich magicznych opowieści.
Nasze dobre fluidy są przy Tobie, zdrowiej i wypoczywaj w domowych pieleszach.

Polej
30-11-2009, 21:57
Nie ma jak w domu! Już Renatka się Tobą zajmie, zaaplikuje naleweczki i szybko staniesz na nogach. ;)

asia999
30-11-2009, 22:02
popilnujemy... zdrowiej szybko:-D ja dorzucam jedno drewienko;)

Jarek L
01-12-2009, 09:08
Bertrand, duzo zdrowia, pamietaj, ze oprocz wszystkich szlachetnych trunkow najlepszy lekarstwem (ponoc) jest zwykly kipiatok... W duzych ilosciach.

bertrand236
01-12-2009, 17:22
Dzień 11. Dzień ważny Dzień KIMBu

No i przyszło się pożegnać z przemiłymi gospodarzami w Zawozie. Obiecałem im to, co obiecałem /obietnicy dotrzymałem/ i pojechaliśmy. Zatrzymuję się jeszcze, żeby porobić kilka fotek znad Zawozu. Po drodze mijamy pasącego się bociana. Wiadomo, że KIMB odbywać się ma w Ustrzykach Górnych, więc jedziemy tam prawie najkrótszą drogą. Z Zawozu jedziemy do kapliczki nad urwiskiem, żeby zapalić w niej świeczkę. Tam krótki postój i już jesteśmy przy przystanku autobusowym Zakole Skrzyżowanie. Na rzeczonym skrzyżowaniu skręcamy w lewo w stronę UG. Jedziemy odebrać zamówiony kilka dni temu obraz. Obraz jest już gotowy i czeka na nas. Gotowy jest chyba od kilku chwil, bo farba na nim jeszcze mokra jest. Nic to. Ważne, że się podobał. Delikatnie układam go w karawanie i jedziemy dalej. Po drodze mijamy przepiękne bieszczadzkie miejscowości takie jak np. Świerków. Ale ponieważ dzień dopiero, co się zaczął, a jest to ostatni dzień pobytu w Bieszczadzie mam zamiar jeszcze trochę połazić. W ostatniej miejscowości przed UG, która tak naprawdę miejscowością nie jest skręcam w lewo i przez Przełom dojeżdżam do Jodłówki. Tam znowu w lewo…i dojeżdżam do miejscowości, która była alternatywą dla UG do imprezy Kimbowej. Przejeżdżam przez drewniany most na rzece i parkuję koło kultowej wiaty, przy kultowym sklepie. Zamawiam w sklepie piwo wyprodukowane przez Kompanię Piwowarską, siadam pod wiatą i raczę się nim. Renatka raczy się drugim tuż obok. Koło nas przy tym samym stole raczą się miejscowi zaprawieni w bojach. Oni raczą się destylatem wysokoprocentowym, ale nić porozumienia pomiędzy nami się zawiązała. Po wypiciu piwka idziemy na pobliski cmentarz. Tyle razy tu byłem, a na cmentarz idę pierwszy raz… Po to człek tyle razy w ten Bieszczad taki kawał drogi się tłucze, żeby coś nowego zobaczyć. Czasami są i inne powody. Ot choćby żeby się piwa w zacnym towarzystwie napić. Po wyjściu z cmentarza nawet nie schodzimy do drogi tylko wdrapujemy się na górę znajdującą się za hotelem. Po drodze mijamy jakieś pozostałości po obiektach inżynieryjnych /wyciąg narciarski, kopalnia ropy, albo cos podobnego/ Na górze skręcam w lewo do lasu. Ludzie! W różnych lasach już byłem w Bieszczadzie ale nawet ten na Chryszczatej z tej najdzikszej jej strony nie wyglądał tak bajecznie, jak ten, w który weszliśmy. Dość powiedzieć, że Renatka zaczęła się bać. Nie wiem, czego ale się bała. Mi się dusza śmiała, więc śmiało prowadziłem żonkę pod górę. W pewnym momencie Renatka zaczęła wymiękać. Teraz sobie myślę, że może i nie wymiękała, a po prostu ze strachu chciała zawrócić. I co wtedy zrobił troskliwy mąż??? Mąż powiedział: Skoro jesteś zmęczona, to poczekaj tu na mnie, a ja za najdalej pół godziny do Ciebie wrócę. Nie oglądając się za siebie poszedłem pod górę. Las był tak piękny, że ani się nie spostrzegłem, że minęło pół godziny. Dzwonię, więc do Renatki i mówię jej, że ma schodzić sama na łąki, a ja ją dogonię za jakiś czas. Niestety trochę pomyliły mi się ścieżki i pobłądziłem w lesie. W końcu udało mi się dotrzeć do przerażonej żony. Opowiadała mi jak po każdym trzasku w lesie waliła kijem w drzewo, coby zwierzynę odstraszyć. Powoli zeszliśmy do drogi. Wsiedliśmy do karawanu i pojechaliśmy przez Przesmyk i Łukasiewicze do UG. Ponieważ czasu mieliśmy jeszcze dużo a po drodze po lewej stronie nad Wołosatym znajduje się piękne miejsce do odpoczynku, to z niego skorzystaliśmy. Leżąc na leżakach wsłuchiwaliśmy się w szemranie potoku i ryk silników przejeżdżających obok pojazdów. Mimo wszystko bardzo miło wspominamy pobyt w tym miejscu. Potem już tylko zakwaterowanie się w Ustrzykach i wymarsz do Zajazdu….

don Enrico
01-12-2009, 18:26
No to teraz przywaliłeś !
Nie ma wyproś, muszę się zapisać na kurs deszyfrantów.

bertrand236
01-12-2009, 18:30
Zaraz tam przywaliłeś....

sir Bazyl
01-12-2009, 18:54
Zaraz tam przywaliłeś....
Bardzo ładnie przywaliłeś i lawiruj tak dalej! No to chlup za Twoje zdrowie!

iaa
01-12-2009, 20:00
Ten słynny, poznański karawan jest jak owo, omawiane kiedyś UFO w Bieszczadach - jest wszędzie i nigdzie, tu i tam, niby wiadomo gdzie, ale nie do końca. Miodzio. Leżajskiem koję ból spowodowany nieposiadaniem takowego cuda.

bertrand236
02-12-2009, 16:11
Po wejściu do Zajazdu od razu spostrzegłem miłego jegomościa siedzącego sobie skromnie w kącie i pijącego piwo. W tym osobniku rozpoznałem Stałego Bywalca. Ponieważ byliśmy z Renatką bardzo głodni SB polecił nam jakieś danie z tutejszej kuchni. Zachętą do zamówienia tego akurat dania było stwierdzenie, że wczoraj jadł je przez 3 godziny, bo nie mógł mu poradzić. Albo SB ma przykurczony żołądek, albo powód tak długiej konsumpcji był zgoła inny… My uporaliśmy się z tym daniem w try miga, no może czetyry. Popiliśmy ulubionym naszym piwem i zeszliśmy do podziemia zobaczyć, kto już przybył na obrady. A osób zjawiło się już trochę. Najbardziej ucieszył mnie, a później i Renatkę widok pięknej blondynki w towarzystwie sympatycznego brodacza.
Nie będę opisywał KIMBu, ponieważ było to już wałkowane kilka razy we wte i wtewte.
Stały Bywalec kiedyś napisał: „… Recon1 ufundował nagrody dla osób, które - głosując na lokalizację ZPC w UG - przyczynią się do jej zwycięstwa. A tą nagrodą jest piękny album Pawła Kusala pt. "Zapomniane Bieszczady", Wydawnictwo Ruthenus, Krosno 2008. …Słowo się rzekło, kobyłka u płotu. W naszym głosowaniu zwyciężyły Ustrzyki Grn., więc Recon przywiózł ze sobą całą pakę egzemplarzy tej książki.
I właśnie je uroczyście rozdaje, w tym i piszącemu te słowa. Nieusprawiedliwione osoby nieobecne książek nie otrzymują…”

I to mnie wtedy wkurzyło Reckonie1. Po prostu złożyłeś ofertę korupcyjną i słowa dotrzymałeś. Chwała Ci za to. Niestety oferta ta była bez jakichkolwiek warunków, a tu w momencie rozdawania książek postawiłeś jakieś warunki. Wtedy uważałem, że absolutnie nie masz racji i byłem trochę wkurzony na Ciebie. Dzisiaj mam większą wiedzę na temat tego, co się stało pomiędzy zakończeniem głosowania, a samym KIMBem. Może i miałeś wtedy rację podejmując taką właśnie decyzję? Wszak to Kolega, który był Moderatorem na forum i brał bardzo czynny udział w dyskusji nad miejscem KIMBowych obrad kilka dni po zakończeniu głosowania został Administratorem innego Forum Bieszczadzkiego. Myślę, że wtedy w maju „politycznym powodem” było zaproponowanie przez niego wyjazdu do Rumunii i absencja przynajmniej 2 osób na KIMBie…. Było minęło.
Ponieważ następnego dnia musiałem już wracać do Pyrlandii dosyć wcześnie opuściliśmy z Renatką sympatyczne towarzystwo. Droga powrotna do hotelu była drogą przez mękę. Z jednej strony wiedziałem, że muszę rano wsiąść za kierownicę, a z drugiej strony w ręce ciążył mi pękaty baniak nalewki, którą przy pożegnaniu wręczył mi Pastor. Ba miałem jeszcze dyplomy i nagrody dla Powsimord, które zobowiązałem się przekazać w drodze do domu osobom mieszkającym na trasie mojego przejazdu. A te nagrody też chlupotały ponętnie...Udało mi się jednak wszystko donieść do hotelu w stanie nienaruszonym, chociaż moja silna wola była na granicy wytrzymałości….

bartolomeo
02-12-2009, 16:54
Ba miałem jeszcze dyplomy i nagrody dla Powsimord, które zobowiązałem się przekazać w drodze do domu osobom mieszkającym na trasie mojego przejazdu.Byłem jedną z tych osób i - pomimo przeszkód, które piętrzyłem przed Bertrandem bez zmiłowania (m.in. na wieść o jego przyjeździe czym prędzej czmychnąłem z Rzeszowa) - nagrody ostatecznie dostałem w liczbie i stanie nienaruszonym :wink: Dziękuję raz jeszcze!

bertrand236
02-12-2009, 18:08
....
.... Reckonie1. ….



:oops::shock::oops:

Przepraszam Cię Reconie1 za tego Reckona1.....
Pozdrawiam

Recon
02-12-2009, 19:24
Bertrandzie, to tylko nick i literówka nie ma tutaj znaczenia. Co najwyżej wywołuje uśmiech na mej twarzy. Ale grzeczności nigdy nie za wiele i przeprosiny oczywiście przyjmuję.
Sprawa nagród już się wydarzyła i wtedy zachowałem się jak dyktator, chociaż nadal mam przekonanie o słuszności ówczesnej swojej decyzji.
Ale nauka nie idzie w las, zdobyłem jakieś doświadczenie ;)

długi
02-12-2009, 19:43
Najbardziej ucieszył mnie, a później i Renatkę widok pięknej blondynki w towarzystwie sympatycznego brodacza.


Piękny brodacz i sympatyczna blondynka serdecznie dziękują za miłe słowa:mrgreen:
Długi

bertrand236
02-12-2009, 19:45
Spadłeś z konia na ławeczkę?
pozdrawiam

długi
02-12-2009, 20:28
Spadłem,... jakieś rok temu i od tego czasu ławeczka bardziej mi przystoi. Dlatego zmieniłem:grin:
Pozdrowienia dla Renatki
Długi

don Enrico
03-12-2009, 10:19
Bertrandku ! Co to, już chcesz wracać do domu ??
Jako że należę do tej leniwej części społeczeństwa forumowego (tej która woli czytać niż pisać) mam propozycję dla Ciebie - nie do odrzucenia.
Otóż proponuję abyś w przyszłości wydłużył swój pobyt w bieszczadzkiej krainie.
Potem będziesz pisał długą, długą relację, a my będziemy ściągać kolejne kapsle i czytać, czytać ... czytać.
Dzięki

bertrand236
03-12-2009, 10:36
Na przełomie sierpnia i września byłem dłużej. Spotkałem wtedy Manitou. Naprawdę spotkałem. Tak się zastanawiam, czy kiedyś tego nie opisać?
pozdrawiam

bertrand236
03-12-2009, 23:40
Dzień ostatni – Epilog

Wstaliśmy rano z Renatką i poszliśmy na śniadanie. Tam spotkaliśmy część uczestników wczorajszych obrad. Pogadaliśmy sobie o obradach, o uczestnictwie i pożegnaliśmy się. Wskoczyliśmy do karawanu i żwawo pognaliśmy najbliższą drogą do domu.. Pojechaliśmy do Kazimierzowa. Tam w kawiarni „Lisia nora” mieliśmy od dawna umówione spotkanie. Chodziło o to, żeby zabrać z Kazimierzowa do Poznania wałówkę dla jednego z synów właścicieli tego przybytku gastronomicznego. Syn ów pobierał nauki w Poznaniu właśnie. Renatce tez się skapnął przy okazji słoik z żurawiną. Jeszcze raz dziękujemy za prezent. /wiem, że Młody Kargul jest użytkownikiem naszego forum/. Potem już prościutko przez Łukasiewicze do Czarnej pojechaliśmy. Zamówiłem tam we wcześniej opisywanej galerii kilka prześlicznych obrazków. Taki wspaniały pomysł wpadł mi do głowy…
Potem pojechaliśmy przez Przystań i Brzózkę do Leska. Tam z kolei byliśmy umówieni z Ewą. Ewa, to taka skromna osoba, która związała się węzłem z leśniczym. Otóż ten leśniczy, jaki tam leśniczy? Powsimorda jedna nie był na obradach. Przekazałem więc Ewie wszystkie jego trofea łącznie z ciupagą, którą ufundowała druga taka Powsimorda. Tak te Powsimordy się wspierają. Teraz została mi tylko droga przez Rzeszów i mękę do Pyrlandii. Ta męka, to próba przekazania trofeów bmillerowi. Próba ciężka, a nawet bardzo ciężka, ale udana.


I to by było na tyle. Miałem gawędzić do pierwszego śniegu, ale pospieszył się i tak to wyszło, jak wyszło.

Może się kiedyś jeszcze zbiorę w sobie i coś skrobnę o tym Manitou, o którym wspomniałem w poprzednim poście. Spotkanie z NIM było naprawdę ciekawe i pouczające. Ale to już inna gawęda przy innym ognisku, jeżeli w ogóle powstanie. Nie wiem, czy Manitou by sobie tego życzył… ;)

Stały Bywalec
04-12-2009, 07:40
(...) Spotkałem wtedy Manitou. Naprawdę spotkałem. (...)
Ja też Go spotkałem. Popijałem artemiwską chmilnym micnym, a później schodziłem po słynnych sękowieckich schodach. Przybrał postać Andrzeja627 i mnie bezpiecznie sprowadził.

bertrand236
04-12-2009, 16:35
Ale ja nic nie popijałem. Na trzeźwo GO widziałem....

Piskal
04-12-2009, 16:41
O, widzę,że Ty też rymujesz!

bertrand236
04-12-2009, 17:07
To tak samo wyszło...

tomas pablo
04-12-2009, 18:27
Ja też Go spotkałem. Popijałem artemiwską chmilnym micnym, a później schodziłem po słynnych sękowieckich schodach. Przybrał postać Andrzeja627 i mnie bezpiecznie sprowadził.
...oj, te betonowe schody, to rzeczywiście mogą prowadzić do niebios !!:-?

bertrand236
06-12-2009, 23:06
Ja "swojego" Manitou spotkałem że tak powiem na płaskim...Schodów, wzniesień, kamieni, potoków w pobliżu nie było. Renatka była ze mną i też GO widziała...
Pozdrawiam

paszczak
17-12-2009, 10:58
Ognisko to mam nadzieję palić się będzie do pierwszego śniegu. Wtedy zrelacjonuje letni pobyt. A więc do dzieła...


Na przełomie sierpnia i września byłem dłużej. Spotkałem wtedy Manitou. Tak się zastanawiam, czy kiedyś tego nie opisać?

Oto nagle, przed chwilą, z letargu wybudził mnie przenikliwy chłód...
nic niezwykłego bo siadłem przecież nieco z tyłu, za zwartym kręgiem słuchaczy ;)
Oni drzemią jeszcze bo bliżej siedli. Szybki rekonesans wykazał, że oto nocny śnieg przysypał nieco jeszcze ciepły popiół.
(ten październikowy śnieg to typowy falstart był)
Może da się jeszcze rozdmuchać?
Na przykład wyciągając głęboko ukryte flaszeczki z wiosennymi przygodami, a może coś z młodym,letnim piwem-T zapamiętane?
Pada podejrzenie, że latem nie tylko Manitou grasował.
Wiem, wiem, epilog już był, ale jeszcze na św.Mikołaja się tliło...
Może znajdzie się odrobina suszu dla takich czytaczy jak ja na te mroźne czasy? Rozpalać! Rozpalać! Rozpalać! 8-)

bertrand236
18-12-2009, 12:13
Zbieram się w sobie...

pozdrawiam

paszczak
18-12-2009, 15:31
Zatem wytrwałości i zdrowia!
Jakby co to nieco opału przyczaiłem w widokowym miejscu ;)
http://paszczak.one.pl/czuba/slides/DSC_7830.jpg