PDA

Zobacz pełną wersję wątku: : Czar Bieszczadów, Wojomir Wojciechowski



Marcin
26-10-2009, 09:49
Czar Bieszczadów, Wojomir Wojciechowski, Carpathia, 2009
Ukazały się wspomnienia pewnego osobnika bieszczadzkiego, który niewątpliwie miał wpływ na to jak te Bieszczady wyglądają w chwili obecnej. Książka zawiera wiele ciekawych informacji - to jest na pewno jej plus. Można się dowiedzieć jak to było z tym BdPN w latach 90, skąd się wziął i do czego służy tzw. Dom Strażnika w Moczarnym, poznać historię przystani pod Brzęczącym Trzmielem na Olchowcu. Autor znał/zna wiele postaci Bieszczadzkich, z którymi łączy go wiele ciekawych epizodów mi. poznał Wiktoriniego, Pawłusiewicza, Pepera... Wiele ciekawych szczegółów się pojawia w tych wspominkach dla, których warto mieć tą książkę. Kolejnym plusem są zdjęcia z archiwum mi.: autora, Budzińskiego, Paszkiewicza, Wiktoriniego...
Minus: trudno się czyta tą książkę. Autor skacze z epizodu na epizod i robi to w taki sposób jakby chciał przekazać jak najwięcej, jakby się śpieszył... w jego wspominki bardziej wkradają się szczegóły, które jakby ładnie zredagować fajnie by się czytały. Niestety słaba redakcja tej książki może zniesmaczyć czytelnika. Czar Bieszczadów może być odczytywany jako "strumień świadomości" autora, literackie memento, a czasami nawet próbę tłumaczenia pewnych faktów... Książka ta nadaje się dla zagorzałych amatorów Bieszczad ze stażem... początkujących może znużyć ilość nazwisk, faktów, miejsc...
Książka jak na razie dostępna (o ile mi wiadomo) w Muzeum przyrodniczo - Łowieckim "Knieja w Nowosiółkach... nawet na stronie wydawnictwa nie ma wzmianki o niej.

barszczu
29-10-2009, 23:30
Czar Bieszczadów, Wojomir Wojciechowski, Carpathia, 2009...
Minus: trudno się czyta tą książkę. Autor skacze z epizodu na epizod i robi to w taki sposób jakby chciał przekazać jak najwięcej, jakby się śpieszył... w jego wspominki bardziej wkradają się szczegóły, które jakby ładnie zredagować fajnie by się czytały. Niestety słaba redakcja tej książki może zniesmaczyć czytelnika. Czar Bieszczadów może być odczytywany jako "strumień świadomości" autora, literackie memento, a czasami nawet próbę tłumaczenia pewnych faktów... Książka ta nadaje się dla zagorzałych amatorów Bieszczad ze stażem... początkujących może znużyć ilość nazwisk, faktów, miejsc...
Książka jak na razie dostępna (o ile mi wiadomo) w Muzeum przyrodniczo - Łowieckim "Knieja w Nowosiółkach... nawet na stronie wydawnictwa nie ma wzmianki o niej.

...kupiłem w księgarni na Sobieskiego w Rzeszowie - 30 pln, najpierw przejrzałem ją pobieżnie i pooglądałem zdjęcia - bardzo ciekawe!
a dziś zacząłem czytać i potwierdzam w/w, że to książka dla bardzo zagorzałych amatorów Bieszczadów, bo czytanie ze względu na styl tej książki i jej konstrukcję jest bardzo nużące, raczej nadaje się do "przeglądania" i "doczytywania". Ta książka nie jest źle zredagowana, ona w ogóle nie jest zredagowana. Roman Małek i Marzena Staszewska (redaktorzy w stopce) zapewne znaleźli się w stopce dla większej chwały, ale kogo?
Bogdan Strycharz (korektor w stopce) chyba nigdy nie był w Bieszczadach (albo przejechał się z wycieczką po wielkiej obwodnicy, wycieczką z kiepskim przewodnikiem - dodam), skoro Sokoliki i Sokolniki to jedno, a Lutek z Połoniny jest "Pańczukiem".
Wiele smaczków i to nie tylko bieszczadzkich zawiera ta książka, np:
... Oczywiście mieszkańcy tych budynków się później zmieniali. W końcu stały
się one własnością, zwłaszcza Berlingówka, Skarbu Państwa. ...

wielka szkoda, że teksty Woja trafiły do takich redaktorów, zwłaszcza "redaktorów", bo on jest leśnikiem, a nie pisarzem, a oni?

Pastor
09-11-2009, 17:22
Korzystając z okazji podczas ostatniego pobytu nabyłem w/w książkę w pewnym kultowym miejscu (czyt. drożej).
Moja subiektywna ocena: Wojomir "Woj" Wojciechowski większość swojego życia był leśnikiem i urzędnikiem państwowym........... no to napisał sprawozdanie!
Bo to się czyta jak sprawozdanie urzędnika, sumiennego i z dobrą pamięcią. Jednak warto. + P.....

Bieszczady
22-01-2010, 02:05
Dzien Dobry z Kanady.
Pieknie napisana ksiazka ze wspomnieniami jednego z pionierow bieszczadzkich.
Ksiazka jest zredagowana badzo ciekawie i nowoczesnie, sa to wspomnienia autora ktory opowiada swoje dzieje ale nie chce sie rozpisywac aby nie zmeczyc swoich czytelnikow wglebiajac sie w szczegoly i drobiazgi. Owszem jest duzo nazwisk ale to Ci ludzie co tworzyli historie i nalezalo ich wspomniec. (nie jest obowiazkowe dla czytelnikow aby uczyc sie ich na pamiec).
Powinnismy zauwazyc ze to nie forma ksiazki i zredagowanie jej ma wielike znaczenie, ale opis sytuacji w jakiej ci ludzie zyli co ich sklonilo i "oczarowalo" aby zostac dobrowolnie w tym niezaludnionym dzikim i niedostepnym terenie. Dzieki Wojomira Wojciechowskiego ksiazce mozemy zobaczyc oczami osadnikow tamte czasy, warunki zycia i w pelni czar i magnetyzm Bieszczadow. Ci ludzie nie szli za wygoda i bezpieczenstwem, moze na pocztku za przygoda i praca ale tylko "ludzie z charakterem " mogli przetrwac te pionierske czasy. Milosc do gor, przyrody, piekna natury i rzeczy ktorych wiekszosc z nas nie zauwaza i nie docenia.
Ksiazka ta pokazuje dobroc i goscinnnosc tej ludnosci, poczucie humoru ich podejscie do zycia i duzo histori. Wedlug mojej skromnej opini Woj to czlowiek jakich niewielu, (nie panstwowy urzednik piszacy sprawozdanie) ale jeden z tych specjalnych i wyjatkowych osob ktory zechcial sie podzielic swoimi przezyciami i pieknymi, interesujacymi wspomnieniami. Dla mnie i wielu innych to nie tylko pionier ale Bohater Bieszczad.
Sama bylam swiadkiem jak czasami o bardzo poznych godzinach w nocy w zawieje i mroz byl wolany aby ratowac ludzi ktorzy sie zgubili w gorach.
W ciagu paru minut byl gotowy ze swoja byla zona Bozena(lekarzem) i gnali w gory z innymi czlonkami GOPR na ratunek.
Z jednym sie zgodze z krytykami, jest za malo zdjec zwlaszcza z lat 60-tych gdy Bieszczady byly dzikie i niedostepne.

PS. Czemu tak skromnie Tatusiu, miales tyle fotek z tamtych czasow.
Kocham- Kalina Wojciechowska

zbyszekj
22-01-2010, 11:56
Przeczytałem tą książkę od deski do deski, mnie nie sprawiało to trudności. Może dlatego ze w każdym nowym zdaniu szukałem ludzi których znam, znałem. Sam w szkole średniej miałem okazję pracować na przystani na Olchowcu, budowaliśmy z harcerzami z stanicy tarnobrzeskiej ścieżkę wysypaną żwirem. Oczywiście pod okiem Jasia Pochyły. Szeryf to, też legenda tamtych czasów. Woj przekazał swoje wspomnienia, może nie tak jak to robią profesjonaliści ale super że coś takiego się ukazało. Wspomnień Woj ma na kilka takich książek , zdjęć także, co napisała Kalina. Pozdrawiam Cię Kalinko.

Bieszczady
23-01-2010, 04:13
My tez przezylismy duzo ciekawych chwil na pieknych bieszczadzkich terenach, wiekszosc naszej mlodosci, ale dzieki naszym rodzicom mielismy duzo latwiej.

PS. Zbyszku- pozdrawiam i znajdziesz mnie na "nasza klasa".