Zaloguj się

Zobacz pełną wersję : Maciejka w Bieszczadach



maciejka
09-01-2010, 23:47
27.12.09 Dzień pierwszy. Podróż z Wawy do Łupkowa. Czas przejazdu 7h z obiadem (o 2h krócej niż w sezonie - drogi czarne i puste). Płasko, płasko i nagle teren zaczyna się fałdować, spiętrzać, tworząc w końcu góry. Jedziemy dalej, na koniec świata. Drogowskazy i GPS doprowadzają nas do celu (zaczynam się do tej baby przyzwyczajać, a nawet ją akceptować). Wita nas Radosne Szwejkowo. Pierwszy wyskakuje z radosnym ujadaniem Ferdek Kiepski, a potem radośnie ściska nas sympatyczna gospodyni, Krystyna Rados, dla znajomych Krycha. Zostajemy oprowadzeni po całym królestwie. Spora kuchnia, świetlica z kominkiem, kilka pokoi, łazienki. Prosto acz z klimatem, ze ścian mruga Dobry Wojak. W naszym pokoju rozgrzewa się już piec, wchodzimy w nową rzeczywistość. Ekipa Rudej wraca z wycieczki, gromadzimy się przy stole, podbieramy sylwestrowy bigos (szczęśliwie uzupełniony przez kolejnych przyjezdnych). Życie przenosi się do świetlicy. Gramy, śpiewamy, słuchamy sprzętu grającego i tańcujemy. Odkrywam swój nieposkromiony talent do fikania, pielęgnowany każdego dnia. Nie pamiętam tylko, czy tak dobrze szło mi już pierwszego wieczoru czy następnego. Stosownych zdjęć nie posiadam, a przypadkowych paparazzi proszę o powstrzymanie się przed publikacją takowych.

maciejka
09-01-2010, 23:53
28.12.09 Dzień drugi. Od białego rana słychać tłuczenie garnków w kuchni. Zgodnie z Pismem Świętym ostatni wstali pierwsi. Reszta schodzi się stopniowo. Ciągnie gorąca kawa. Nasza wspólnota sprawnie funkcjonuje. Następuje spontaniczny, niemówiony podział obowiązków. Szykowanie posiłków, zmywanie sprzątanie, gotowanie. Niektórzy mają dość wąską specjalizację np. codzienne gotowanie jajek na miękko:grin:.
Za oknem śnieg otulił wszystko puchową kołderką, cieniutką – bo na jabłuszkach nie daje się poszaleć. Koniec, końców po ubraniu górskich strojów i wszelkich możliwych zabezpieczeń wyruszamy na pierwszą wycieczkę. Trasa nie może być ambitna bo idą z nami dzieci;). Przezornie trzymamy się torów kolejowych. Szyny wiodą nas w głąb tunelu i na granicę naszego państwa ze Słowacją. Tu następuje też rozdział Karpat Wschodnich i Zachodnich. Podejmujemy śmiałą decyzję wspięcia się ponad torowisko i chaszczowania szlakiem przygranicznym. Po osiągnięciu nienazwanego jeszcze szczytu, spuszczamy się jeszcze mniej znaną komukolwiek trasą, która zawsze musi prowadzić nad wodę. Pokonujemy i tę przeszkodę. W sypiącym śniegu zdobywamy kolejne górki i kierujemy się do Bazy. A tam milutko, cieplutko, gorąca herbatka wjeżdża na stół. Też szykują się na Sylwestra. Wyruszamy do domu, po drodze mijamy stary zapomniany cmentarz.
Dziś nasza kolej na obiadek! Cały gar zapiekanki ryżowo–kurczakowo-warzywnej nam wyszedł i przepadł w czeluściach głodnych brzuchów.

maciejka
09-01-2010, 23:59
Drugi dzień był owocny w poczynania więc fotek cd.

maciejka
10-01-2010, 00:07
29.12.09 Dzień trzeci. Pogoda piękna, mroźna. Wyprawiamy się dość liczną grupą (będzie ze 16 osób, dużych i małych). Jedziemy na Przeł. Przysłup, tam wykonujemy manewry pojazdami tj. dwa jadą do Maniowa, aby czekać na pozostałych kierowców i abyśmy mogli schodzić z Matragony w innym miejscu. Rzeczywiście każdy zszedł w innym miejscu, co jednak nie do końca było zgodne z planem pierwotnym. Zaraz przy szosie zaczęliśmy się wdrapywać na stromą skarpę, zaliczając kilka zjazdów. Potem wycieczka się rozciągnęła i na szczycie trudno już było grupę ogarnąć. Po paru łykach herbaty ruszyliśmy w dół, po czym okazało się, że każdy poszedł w swoją stronę. My szliśmy po śladach, przeskakując różne przeszkody, w tym bobrowe rozlewiska, póki nie doszliśmy do torów, gdzie ślady poszły w przeciwnych kierunkach. Dogoniła nas kolejna grupa, popatrzyliśmy na mapę i podjęliśmy decyzję, że kierujemy się do ich zaparkowanego w Maniowie auta. I doszliśmy grzecznie żółtym szlakiem. Samochodzik miał przymarznięte drzwi i nie chciał nas wpuścić do środka, a tu ciemno, zimno i do domu daleko. I zero zasięgu, bo to przecież koniec świata. A i jeszcze jakieś dzieciska pod opieką, które przyznam dzielnie się sprawowały. Drzwi poddały się i kierowca swoją rodzinę chwilowo zostawił na lodzie, a nas zawiózł do naszego pojazdu. Udało się nadać SMS-a do reszty ekipy. Szczęśliwie wszyscy się odnaleźli się w cieple Radosnego Szwejkowa. Na wieczór zjechał jeszcze Łańcut i Nowa Dęba fajni ludzie.

maciejka
10-01-2010, 00:14
30.12.09 Dzień czwarty. Jedziemy do Nasicznego i wspinamy się na Dwernik Kamień. Mijamy bieszczadzkie monstrum obładowane drewnem. Idzie się przyjemnie, wokół pusto (znaczy drzewa jeszcze są, ale wyniosło turystów) i biało, jedynie piły słychać w oddali. Na szczycie wieje i nie ma pełnych widoków, ale panorama okolicy też robi wrażenie. Schodzimy tę samą trasą. Jadąc do domu zatrzymujemy się na mało co nieco w Karczmie Chacie Wędrowca w Wetlinie. Ktoś mi pożałował schabowego, skończyło się na ruskich, ale ja sobie zapamiętam tę krzywdę:twisted:.
31.12.09 Dzień piąty. Przygotowania sylwestrowe: siekanie, pieczenie, smażenie chrustu, dmuchanie balonów i inne podobne. Małą grupką postanawiamy jednak zrobić mały spacer. Podjeżdżamy do Komańczy, oglądamy postępy prac przy odbudowie spalonej cerkwi (dobrze znanej na forum) i ruszamy ścieżką dydaktyczną, która szybko nam się gubi, a ponieważ mgła jak mleko, schodzimy i do domu. Jest nas coraz więcej, przyjeżdżają znajomi znajomych z Łańcuta, w kuchni tłok. A ja dostałam w przydziale kanapeczki koreczki, zejdzie się do północy. Nie jest źle, baby smarują, chłopi kroją, serce rośnie i stos kanapek również. Ustaliliśmy początek imprezy na godz. 20. Wszyscy znikają w pokojach na przebieranki. Po chwili w korytarzu pojawiają się diabły, diablice, straszydła oraz inne nieco milsze stwory. Czy można się nudzić w takim towarzystwie?:mrgreen:

maciejka
10-01-2010, 00:20
01.12.09 Dzień szósty. Odpalają szampany i petardy zakłócając nocną ciszę. Każdy z każdym czule się ściska. Pełni sił i energii wyruszamy na Bazę. I dobrze zrobiliśmy bo tam towarzystwo jakieś takie oklapnięte siedziało, więc daliśmy czadu, mówiąc ogólnie;). Spacerek powrotny wszystkim dobrze zrobił, nie wiem jak inni, ale ja powędrowałam prosto do łóżka. Noc krótką była. Ale zabawa dalej trwa przenosimy się na szlak. Trasa jest całkiem miła i łatwa, potoczek bułka z masłem i jeszcze kirkut odwiedziliśmy z zachowanymi macewami.
02.12.09 Dzień siódmy. I wiadomo co. Powrót do domu. Ciężko na sercu. A widoki jak na złość, wyjątkowo ładne:cry:. Co prawda drogi białe, powoli się jedzie, ale jeszcze można się pożegnać z górkami. Wszyscy wpadli na ten sam pomysł powrotu sobotniego, więc za chwilę jedziemy w pociągu o kierunku północnym. Pomachujemy do znanego wszystkim pomnika w Rzeszowie, o dość wdzięcznej nazwie. Łapiemy gorące psy na stacji, w radyjku lista przebojów z dziesięciolecia i tak się schodzi do samego domu.

maciejka
10-01-2010, 00:25
Zbliżamy się do końca...

joorg
10-01-2010, 00:29
Zbliżamy się do końca...

Nie rób tego;) .......fajnie sie "tam jest"
czytam , oglądam i za chwilę już dalej następne i szkoda by było skończyć.

maciejka
10-01-2010, 00:51
Nie mam takiej charyzmy co by dawkowac emocje:-D
Było minęło, planuję następne. I zapraszam do kompanii!

Recon
10-01-2010, 00:53
maciej ka... no.... no... REWELACJA! Tak się cieszę z tej relacji a jeszcze bardziej gdy zdaje ją nowy kronikarz na Forum.
Szkoda, że to kwintesencja sama i aż się prosi by maciej ka trochę "popłynęła" z obszerniejszą relacją. Ja proszę o takową przy następnych, tym bardziej, że tę przeczytałem jednym tchem. :)

maciejka
10-01-2010, 00:58
Oj! Recon jak Ty coś powiesz, to rumieniec na twarz spływa:oops:
a jednak miło, choć się nie należy.

joorg
10-01-2010, 01:07
....gdy zdaje ją nowy kronikarz na Forum....

Chyba chciałeś tak napisać....Nowy Kronikarz na forum.

maciejka
10-01-2010, 01:14
Panowie dość bo nie wejdę więcej na ten wątek!

Recon
10-01-2010, 01:21
Semantyka... joorg.
Jako tytułu osoby to tak należałoby napisać, ja napisałem to w znaczeniu ogólnym. Forum zaś napisałem z dużej, i zawsze tutaj tak piszę, w dowód uznania Forumowiczom tutaj zapisanych.
Ale maciejce należy się tytuł Nowy Kronikarz i tutaj joorg się z Tobą zgadzam :)

joorg
10-01-2010, 01:39
Semantyka...
To teraz rozumie ale przyznasz ,że należy się Jej Nowy Kronikarz....
ps.chyba się nie obraziłaś maciej_ko (piszę m... ) i napiszesz coś jeszcze:grin:
co tam na Matragonie ,szkoda że nie byliście u Wojtka J w Balnicy.

Krysia
10-01-2010, 11:33
Dziękuję Maciejko!!!
Świetnie się czytało!
Wyjazd udany, cieszę się razem z Wami!no i dużo zdjątek-bardzo fajnie!
Trzeba Cię znowu gdzieś wysłać po kolejną relację

olgaa
10-01-2010, 11:43
Widać że wyjazd się udał relacja supr szkoda pewno było do domu wracać?Fotki też super prosimy o więcej:))i przebranie tygryska było fajne:))))))))))

paszczak
10-01-2010, 12:37
baby smarują, chłopi kroją

:mrgreen:

Opowieść bardzo przyjemnie i lekko się wchłonęła.
Właśnie! Stanowczo za lekko bo ledwom zajrzał, a już koniec ogłosiłaś :)

Rozumiem, że na bis będzie można popłynąć rozwinięciem Matragon, kirkutów i innych ścieżek ginących lub bezdroży??
Nie poganiam, poczekam, bis może być nawet wieczorem :)))

Aleksandra
10-01-2010, 15:02
Bis, bis, bis x 1000
Proszę o jeszcze, mogę zrobić transparent ;)

agnieszkaruda
10-01-2010, 18:09
kurczaki Maciej_ka tak sobie przeczytałam chyba jeszcze coś napisze co działo się przed Twoim przyjazdem i po Twoim wyjeździe i możne opisze alternatywna trasę na Mantragone ta dla prawdziwych twardzieli których trochę poniosło :)

WUKA
10-01-2010, 18:59
Fajnie maciej_ko,że mnie "zabrałaś" na sylwestrowe igrzyska!

maciejka
10-01-2010, 21:13
To teraz rozumie ale przyznasz ,że należy się Jej Nowy Kronikarz....
ps.chyba się nie obraziłaś maciej_ko (piszę m... ) i napiszesz coś jeszcze:grin:
co tam na Matragonie ,szkoda że nie byliście u Wojtka J w Balnicy.
Jak ktoś woła maciejka to już mi cieplej na sercu, łącznie rozłącznie, z duzej czy małej nie ma znaczenia:grin:
Do Wojtka w Balnicy poszli przodownicy, my z dziećmi nie dalibyśmy rady.

maciejka
10-01-2010, 21:17
Trzeba Cię znowu gdzieś wysłać po kolejną relację
Zdopingowałaś mnie swoją opowieścią zimową:grin:
I to jest najlepszy wniosek: wysłać mnie z polecenia forum na kolejny wypad bieszczadzki!

asia999
10-01-2010, 21:18
fajna relacja - tło zimowe ale od Was wszystkich aż żar radości bije :-)

maciejka
10-01-2010, 21:23
Piszę jak telegrafistka, szerzej się nie da:grin: i swojego języka polonistce bym nie pokazała:mrgreen:
Ten rozdział jest zamknięty, ale życie toczy sie dalej, a ja jestem jak pies na Bieszczady! I chłonę ile się da...

maciejka
10-01-2010, 21:25
kurczaki Maciej_ka tak sobie przeczytałam chyba jeszcze coś napisze co działo się przed Twoim przyjazdem i po Twoim wyjeździe i możne opisze alternatywna trasę na Mantragone ta dla prawdziwych twardzieli których trochę poniosło :)
Aga pisz co było wcześniej, po i w trakcie, bo to całkiem inna historia i chętnie posłucham:razz:

maciejka
10-01-2010, 21:27
Fajnie maciej_ko,że mnie "zabrałaś" na sylwestrowe igrzyska!
Różne sylwestry miałam: balowe, uliczne, prywatne, ale ten należał do najbardziej udanych!

maciejka
10-01-2010, 21:29
fajna relacja - tło zimowe ale od Was wszystkich aż żar radości bije :-)
Asiu ta radość to z zimy też płynie!

maciejka
10-01-2010, 21:31
przebranie tygryska było fajne:))))))))))
No tygrysek coś w sobie miał:grin:

bertrand236
10-01-2010, 23:30
Dopiero dzisiaj przeczytałem. Przeczytałem jednym tchem, zwłaszcza, ze oczyma wyobraźni chodziłem z Wami.

Pozdrawiam

maciejka
10-01-2010, 23:45
I czuję się jak przysłowiowa ślepa kura, nie bardzo rozumiem jak i dlaczego się przytrafiło, ale błogo mi8-)

maciejka
10-01-2010, 23:52
Dopiero dzisiaj przeczytałem. Przeczytałem jednym tchem, zwłaszcza, ze oczyma wyobraźni chodziłem z Wami.

Pozdrawiam
Chciałabym kiedyś, Bertrandzie, tak jak Ty smakować Bieszczady, bez pośpiechu, odwiedzać znajome zakątki.

Monika
11-01-2010, 10:00
Ojjj, fajnie się czytało :) szkoda, że już koniec :(
Planuj maciejko kolejny wyjazd co byśmy długo nie musieli czekać na kolejne relacje ;)

maciejka
11-01-2010, 18:27
Planuj maciejko kolejny wyjazd co byśmy długo nie musieli czekać na kolejne relacje ;)
O widzę, że masz jeszcze dalej, ale mimo wszystko zapraszam do spotkania na szlaku:grin:

maciejka
30-03-2010, 01:32
Pierwsze wiosenne odurzenie w Bieszczadach
Moje wrażenia są tak jak naiwne jak wyprawa dziecka miejskiego na wieś. To krowa jest taka duża? i ma łaty, rogi, i takie śmieszne, duże między nogami...:)
To jak świeci miesiączek to jest tak jasno, że można po nocy wędrować? A San to jest taki szeroki i szumi jak morze? A to wielkie stado w ciemności to nie krowy, tylko żubry? A gdzie nad ranem znikają żubry? A to żubry chodzą sobie po lesie, skaczą po górkach i zjeżdżają na zadzie? A dlaczego tyle śladów zwierząt i żadnego nie widać? A ten zapach a la koński to kto zostawił? A dlaczego żubr nie robi takich placków jak krowa? A ta kupa to czyja? A te kłaki to kto zostawił? A zrzuty to nie są paczki żywnościowe? :) A te kamienie mchem obrośnięte to był dom? A ten pagórek w pnączach to piwnica? A dlaczego ta piękna cerkiew idzie w zapomnienie?
Nie mniej ekscytujące są odkrycia botaniczne. Pierwsza kępka śnieżyc powala mnie na ziemię, a jak następnego dnia łany śnieżycowe, to chyba czary jakieśJ Lepiężnik wyłysiały mnie zachwyca (różowemu też nie daruję póki nie znajdęJ), cebulica czaruje niebieskimi plamami na dywanie liści. Przylaszczka długo wypatrywana, mruga wreszcie modrymi oczętami. Bluszcz mnie obłapia, a od żywca sama nie mogę się oderwać. Wawrzynek wabi mnie zapachem, miodunka zaćmiewa, jestem w raju. Doliny rozległe, z burymi trawami jak stepy, zarośla tarninowe szykujące się do rozkwitu, buki z rdzawymi liśćmi stwarzające jeszcze klimat jesieni, ostatnie płaty śniegu i kry lodu po zimie. Ale wiosna już wszędobylska, w powietrzu się unosząca, instynktownie wyczuwana przez przyrodę.
Obcowanie z naturą rodzi nie lada apetyt, rano jajecznica na cebuli jest spełnieniem marzeń, gorąca herbata na wodzie źródlanej napój bogówJ. Czas sam się przestawia, słyszysz ptaki wstajesz, milkną zasypiasz.

maciejka
30-03-2010, 01:38
dalej wędrujemy

maciejka
30-03-2010, 01:46
i dalej...

maciejka
30-03-2010, 01:51
i na tym koniec:cry:

Krysia
30-03-2010, 09:17
dalej wędrujemy
Ty iiiiiii...?:mrgreen:

maciejka
30-03-2010, 14:13
Ty iiiiiii...?:mrgreen:
Miałam na myśli tych, którzy mają ochotę przyłączyć się do mojego wędrowania:smile:

Krysia
30-03-2010, 14:18
Czyli konkretnie? :mrgreen:
No chyba, że masz coś do ukrycia, to już nie wnikam w te tajemnice :mrgreen:

agnieszkaruda
30-03-2010, 14:48
Pięknie pięknie.... dotrzymałaś słowa to teraz ja jadę ja poobserwować :)

Basia Z.
30-03-2010, 15:34
To już wawrzynki tak pięknie kwitną ?

I wszystkie inne kwiaty ?

Najwyższy czas wybrać się w góry !

B.

kamil.zeglarz
30-03-2010, 15:42
Bardzo przyjemna (foto)relacja, wędrowałem Twoim szlakiem kilkanaście dni wcześniej... Świat wyglądał diametralnie inaczej:)

pozdrawiam, Kamil

maciejka
30-03-2010, 19:36
Bardzo przyjemna (foto)relacja, wędrowałem Twoim szlakiem kilkanaście dni wcześniej... Świat wyglądał diametralnie inaczej:)

pozdrawiam, Kamil
Domyślam się, że często za bobrami zapuszczasz się w te rejony. A później takie piekne fotki powstają!

darkangel79
30-03-2010, 21:30
A ja mam takie nietypowe pytanie...
Co robią te żabki na tym zdjęciu????

maciejka
30-03-2010, 21:58
A ja mam takie nietypowe pytanie...
Co robią te żabki na tym zdjęciu????
Bawią się w pociąg?:mrgreen:

darkangel79
30-03-2010, 22:07
Aha dobrze wiedzieć,że to się tak nazywa:lol:
A tak przy okazji super foteczki:!::!::!:

maciejka
06-05-2010, 21:53
Kolejny wypad wiosenny. Kwiecień, złociste łany pierwiosnków. Ciągnie magia rzek, potoków. Coś jest w tym szumie, kolorach, kamieniach, skarpach, wiszących paprociach. Czasem okupione to jest skałkowymi siniakami oraz podrapanymi nogami po walce z ciernistymi pędami. Miła to ofiara. No i przy wodzie były siedziby ludzkie, więc duchy też wabią. Po nocy śpiewają, buczą i pohukują. Czasem wydaje się jakby człek gadał...

maciejka
06-05-2010, 21:55
cd.

bertrand236
06-05-2010, 21:58
Się nie rozpisujesz... Ale dziękuję za zdjęcia.
Pozdrawiam

maciejka
06-05-2010, 22:01
Im częściej w górach jestem, tym mniej mówię;)

bertrand236
06-05-2010, 22:28
E....tam ;)

olgaa
06-05-2010, 22:47
Ciekawią mnie co to za jajeczka?

maciejka
06-05-2010, 22:57
Jajeczka kurka zniosła, a przygotował je sam mistrz kuchni;)
Robi się pastę z pewnymi ziołami aromatycznymi, zebranymi w lesie i majonezem, smaczną ozdobą jest podagrycznik.

olgaa
06-05-2010, 22:58
Już mi ślinka cieknie:)))mniam

bertrand236
06-05-2010, 23:03
Chyba tego leśnego mistrza kuchni znam... Pomukał ci on ostatnio przez Pyrlandię chyba....
Pozdrawiam

maciejka
06-05-2010, 23:07
A kto go tam wie...:-D dla niego czasoprzestrzeń nie stanowi granic!

mniszek
07-05-2010, 17:03
Maciejka wybacz ale dopiero dzis przeczytałam.Pięknie opisujesz i zdjęcia swietne.Dziękuje,że mogłam spędzieć dzięki Tobie kilka pięknych dni.Ja niestety będe w domu dopiero latem,ale czułam ten zapach zimy w Twojej relacji.Może się tam kiedys spotkamy na szlaku:))
Pozdrawiam ciepło

Krysia
07-05-2010, 23:39
noooo bajka
czekamy na więcej koniecznie

maciejka
08-05-2010, 22:03
Majowy wypad. Wiadomo, jest to święto mas i co do tego nie ma wątpliwości. Następuje pospolite ruszenie z miast do wiosek. Nawet odludne miejsca przeżywają z tej okazji niezwykłe oblężenie. Jedynie maszyny potrafią zakłócić bieg wydarzeń, co nastąpiło w naszym przypadku. Po domknięciu załadowanego ponad miarę kufra, wyruszyliśmy w trasę. Nie dane nam było daleko ujechać, jak zapaliła się kontrolka silnika – awaria! Autko zaczęło się podejrzanie krztusić. Tobołki wróciły do domu, maszyna do serwisu, na łaskę i niełaskę fachowców. A ja powróciłam do bałaganu przedwyjazdowego mając okazję ogarnąć to całe zamieszanie. Na szczęście pod wieczór cztery kółka znów były gotowe do podróży, a my z lżejszymi kieszeniami załadowani w środku. Pani GPS sprawnie prowadziła nas do celu.
Ciemności sprzyjały naszemu pomykaniu krajowymi drogami, oświetlane jedynie blaskiem ogromnego księżyca. Po północy minęliśmy Koniec Świata i dotarliśmy do Radosnego Szwejkowa. Krysia przygotowała nam pokoik, więc niezwłocznie zalegliśmy w łóżeczkach . A rano, to co mieszczuch lubi najbardziej czyli śniadanie w ogrodzie, grzejąc się w promieniach słońca, popijając kawkę, napawając się widokiem zieloności wokół planowaliśmy wyprawy w górki...

Na początek robimy łagodną wycieczkę doliną Jawornika. Ciepło, słonecznie, chaszczujemy po okolicy do woli. Wracając odwiedzamy znajome cerkwisko, a tam życie tętni swoim rytmem. Kwitnie barwinek, rośnie zielsko, brzęczą owady. Wieczór kończymy przy ognisku. Czekamy na Rudą i resztę, która również walczy ze sprzętem zmotoryzowanym. Docierają późną nocą, my już śpimy zmęczeni nadmiarem tlenu.

maciejka
08-05-2010, 23:56
Pobudka o świcie, wyjazd na Przełęcz Wyżniańską, stajemy na pustym parkingu i ruszamy w kierunku schroniska. Widoki nie pozwalają na szybki rozruch. Te czekoladowe góry są niesamowite i wszystko w zasięgu wzroku: Wetlińska, Caryńska, Tarnica. Mijamy parkę z plecakami, a potem to już trzeba trzymać tempo, bo depczą nam po piętach:wink:. A podejście ostre, troszku się zasapaliśmy. Na tej wysokości buczyna jest jeszcze bez liści, stąd te rudości stoków. Kilka trawersów i dochodzimy do buków krzyżulcowych, a dalej to już zarośla jarzębinowe i borówczyska.

maciejka
09-05-2010, 00:02
Ze szczytu Małej Rawki znów rzut okiem na panoramę, zapinamy kurtki bo wiatr hula, wieje i wędrujemy raźnie połoniną do czegoś, co dumnie sterczy do góry. Całkiem pokaźnych rozmiarów betonowy koszmarek wita wędrowców zdążających na Wielką Rawkę. My jednak jesteśmy prawie sami, czekamy na doganiających nas młodych ludzi. Krótka, miła pogawędka, oni zmierzają do Wetliny my schodzimy na Ustrzyki. Dopiero przy zejściu pojawiają się kolejni turyści, ale jeszcze jest spokojnie, chłoniemy rześkie powietrze, podziwiamy ogromne jodły. Na dole łapiemy busa, który podwozi nas do auta. Kierowca nieco zdziwiony, że my już po wszystkim. A parking zaczyna się zapełniać, uff! To była słuszna decyzja:-D.

maciejka
23-05-2010, 20:48
Odwiedzamy bazę czyli Schronisko na Końcu Świata i jej gospodarza Łukasza. Spodziewają się najazdu rzeszy turystów, coś około 90-tki ludzi z plecakami. Są to zorganizowane grupy, które uprzedziły o swoim przybyciu. Jak oni się tam zmieszczą? To trudne do wyobrażenia J. Przy okazji podziwiamy ich zaanagażowanie w święta majowe!J. W ramach czynu społecznego, każdy przybyły szlifuje nowo zmontowany, drewniany stół. No i oczywiście się oflagowali!
Dzieciaki psim węchem wyczuły wygrzewającą się na dachu kotkę Lusię, którą poznały na sylwestra i dały upust swoim uczuciomJ. A Lusia jakoś wytrzymała nawał czułościJ
Wracając torami do Łupkowa spotykamy młodzież, która ochoczo odstępuje nam drezyno-wózek po warunkiem, że odstawimy go na miejsce. Nie ma sprawy, czysta przyjemność!

agnieszkaruda
23-05-2010, 20:54
W końcu!!! Już myślałam że się nie doczekam dalszego ciągu :)

maciejka
23-05-2010, 21:00
Zostały dwie części, ale chyba jeszcze potrzebuję czasu;)