PDA

Zobacz pełną wersję : rozbudzenia cd - zapraszam do zabawy



marekm
05-11-2002, 22:36
Spadło dużo puszystego śniegu. Niebo było błękitno - szare. Idziemy jeden za drugim, milcząc, chwytając w płuca kryształowo czyste i mroźne powietrze. Nic nie zapowiadało, że dzień miałby być czymś wyjątkowym, ot zwykły dzień i dwaj ludkowie na łonie natury. Mój kompan skrywa w plecaku jakies dziwne kształty i nie chce zdradzić co to jest.
Zatrzymuję się na dłuższy moment, na tyle długi aby stracić z pola widzenia swego drucha.
Próbuje dogonić kompana. Na czystej , nie zmąconej niczym powierzchni śniegu , zauważam dziwne ślady. Duże , kształtem przypominające odcisk dużych, olbrzymich nawet , stóp.
Wszystko bardzo pięknie, tylko skąd się one tutaj wzięły?
Spoglądam przed siebie, oślepiają mnie ostre promienie słońca. Widzę migoczące , drgające jakby w rozgrzanym powietrzu pustyni, kształty jakiejś sylwetki.
- Yeti w Łez Padole ????
-Tego jeszcze tylko brakowało!!!
...................................


Proszę, jeżeli macie ochotę , dopisać ciąg dalszy historii.

Aleksandra
06-11-2002, 12:47
> - Yeti w Łez Padole ????
> -Tego jeszcze tylko brakowało!!!
> ...................................
Nie może to być, poprostu nie możliwe...ale żaden z miejscowych biesów czy chmarników nie posiada takiej stopy... szaleństwo, czyżby ostre słońce odbijające się od śliczniutkiego śniegu zaszkodziło moim oczom?
Wiele wątpliwości dzikim pędem przebiegło przez moją głowę a przed oczami jak nic dziwne ślady. Rozejrzałem się uważnie, ledwo widoczna postać znikła za linią horyzontu. Za to niedaleko mnie, a właściwie z dołu -wygramolił się ośnieżony kompan, mrucząc mało cenzuralne słowa. Otrzepując się zamaszyście, w pewnym momencie dostrzegł moją dziwną minę i spojrzał na ślady biegnące w stronę Hnatowego Berda...

marekm
06-11-2002, 15:44
>Otrzepując się zamaszyście, w pewnym momencie dostrzegł moją dziwną >minę i spojrzał na ślady biegnące w stronę Hnatowego Berda...
- Czy Ty widzisz to co i ja widzę ? Myślałem, że w taki dzień i o tej porze roku jesteśmy tu sami.
- O! żesz ty Karol !! A ty coś taki blady?

Aleksandra
06-11-2002, 22:46
> - Czy Ty widzisz to co i ja widzę ? Myślałem, że w taki dzień
> i o tej porze roku jesteśmy tu sami.
> - O! żesz ty Karol !! A ty coś taki blady?
Wymieniliśmy znaczące spojrzenia, może nawet dogłębsze niż zazwyczaj. Jednomyślnie postanowiliśmy pójść za tymi śladami, w końcu jesteśmy dzielnymi przedstawicielami gatunku ludzkiego. Pomimo tego, z lekkim wachaniem uczyniłem pierwsze kroki w stronę niewiadomego. Przygoda, sensacja, wyzwanie... A może głupota... Szliśmy powoli, starając się nie zacierać śladów. Wrażenie było tak silnę, że dopiero po jakimś czasie pomyślałem o ukrytym w plecaku aparacie.

Aleksandra
06-11-2002, 22:47
> - Czy Ty widzisz to co i ja widzę ? Myślałem, że w taki dzień
> i o tej porze roku jesteśmy tu sami.
> - O! żesz ty Karol !! A ty coś taki blady?
Wymieniliśmy znaczące spojrzenia, może nawet dogłębsze niż zazwyczaj. Jednomyślnie postanowiliśmy pójść za tymi śladami, w końcu jesteśmy dzielnymi przedstawicielami gatunku ludzkiego. Pomimo tego, z lekkim wachaniem uczyniłem pierwsze kroki w stronę niewiadomego. Przygoda, sensacja, wyzwanie... A może głupota... Szliśmy powoli, starając się nie zacierać śladów. Wrażenie było tak silnę, że dopiero po jakimś czasie pomyślałem o ukrytym w plecaku aparacie.

Stały Bywalec
07-11-2002, 11:31
Szliśmy tak, szliśmy i poczułem, że już się nie boję. Co ma być, to będzie.
- Prędzej - mruknąłem - bo nam ucieknie !
Tropy na śniegu stawały się coraz wyrazistsze. Nie były to jednak ślady stóp ludzkich ani łap zwierzęcych. Jakieś inne, psiakość ! Cóż to może być !?
I wtedy mój druh nagle zatrzymał się i cicho powiedział:
- To wygląda na ślad jakichś dziwnych nart, takich krótszych, szerszych. Czyżby to były tzw. race śnieżne ? Tutaj ?
- Idziemy - zawyrokowałem - jest tylko jeden. Musimy dogonić i przekonać się, kto on zacz. Może to jakiś szpieg z Al Kaidy ?
Śnieg powoli przestawał sypać, widoczność stale się polepszała. W oddali zamajaczył kontur niewysokiej, wdzięcznej postaci. To nie był on, lecz ona. Poznałem ją w okamgnieniu. To była Asiczka, słyszała nas od jakiegoś czasu, a teraz się zatrzymała, czekając na nas. Zaśmiała się perliście, jak tylko to ona potrafi. - No, panowie, ładnie to tak niewiastę śledzić i straszyć ? - zapytała.
Poczułem radość i lekkie zmieszanie. - Wyciągaj tę flaszkę z plecaka, co ją tak chomikujesz - powiedziałem do kompana.

duszewoj
07-11-2002, 14:11
...obudził mnie piekielny ból głowy, jakby sam Chryszczaty swą chorobliwą łapą miażdżył mi głowę; moje przytłumione zmysły zdołały jedynie percepować silny zapach pierogów, oczy zaś i słuch odmawiały posłuszeństwa. "Gdzie ja się znajduję? Cóż mi się przydarzyło? Gdzie się podziali Asiczka i Karol? Jaka jest pora roku? I w którą stronę do Cisnej?" - takie i inne pytania lękliwie pojawiały się w mojej przymglonej świadomości, czekając na ich rozwikłanie... (Czy ją uzyskają? Czy rozwikła się zagadka ciemnego trunku w Karolowym plecaku? Czy dowie się nasz bohater czyja twarz kryła się naprawdę za okularami Asiczki? Czy odzyska siły? I w którą stronę ruszy, jeśli nie do Cisnej? Czy ktoś z Was wie???)

Michał
07-11-2002, 14:13
Taaaa!

Dawno mnie tu nie było, ale ta prawie pewna powieść mnie porwała. No i co?
Dupa zbita o wciurności! - poleciał gościu na kobitkę i się poszambiło.

Te - psuju! - daj popisać!!!

Pozdrówka dla wszystkich

Aleksandra
07-11-2002, 16:01
- takie i inne pytania lękliwie pojawiały się w mojej przymglonej
świadomości, czekając na ich rozwikłanie...

Tymczasem dwójka zakapturzonych osób podążała w północno -zachodnim kierunku. Spieszyła się, bowiem niebo zaczeło przybierać kolor różu z kawą z mlekiem przeplatanego uroczo fioletowymi pomarańczami... Krok mieli dziarski, odech równy, nic nie zakłócało im marszu.
- Musimy się pośpieszyć, zanim dojdzie do siebie i zacznie coś podejrzewać...
- Spokojnie mam bardzo dobre...

Stały Bywalec
07-11-2002, 16:54
- Spokojnie, mam bardzo dobre środki odurzające. Wsypałem mu trochę do herbaty, trochę do wódki. Pod ich wpływem wszędzie widzi Asiczkę, ciebie też wziął za nią. A teraz to albo jeszcze śpi, albo leży z pierońskim kacem. Maryniu ty moja kochana ...
- Uspokój się, musimy jak najdalej stąd odejść. Idźmy tam, gdzie nas nikt się nie spodziewa. Kierunek: Otryt.
- Żartujesz chyba kochanie, ja nie mam takich rakiet śnieżnych, jak ty. Już teraz ledwo za tobą podążam.
- Dasz radę. W Chacie Socjologa czeka na ciebie nagroda. Moja w tym głowa. No, ..., może nie głowa.
- Naprawdę ? Obiecujesz mi ? To daj teraz jakiś zadatek !
- Jazda naprzód szlak przecierać ! Bierz mój plecak i dźwigaj ! Dobre sobie - zadatek ! Chcesz, żebym się przeziębiła ?
I tak się przekomarzając, Karol i Marynia brnęli po śniegu. Myśli Karola skupiły się tylko na jednym, na obiecanej nagrodzie w Chacie Socjologa. Tymczasem Marynia miała o wiele bardziej dalekosiężne zamiary. Karol był jej potrzebny tylko w charakterze pionka na szachownicy, którego już niedługo zamierzała poświęcić.

Anonymous
07-11-2002, 19:56
- Asiczko, gwiazdeczko jak miło cię widzieć. I Ty tutaj, miałem szczęście. Od czasu kiedy się niefortunnie minęliśmy , często o Tobie myślałem.
Aaaaasiczko???? Gdzie TY????? Asiczkooooo!!!!! Zaraz, zaraz. Przecież przed chwilą Cię widziałem. Okulary te same, biały kożuszek i czapka futrzana. Ale przecież jest zimno. I ten kosmyk blond włosów spod czapki. Nie mogłem się pomylić.
Zakapturzony człek zaczął nerwowo biegać we wszystkie strony, ubijając śnieg wokół siebie.
- No nie, przecież nie mogła się rozpłynąć. Asiczkooooo????
- Dzień dobry. Jak miło spotkać kogoś o tej porze w górach. - Karolku no pośpiesz się.
- ........
- Aaaa. Dddzień dobry.
- Mieliśmy właśnie skręcić i zejść już na dół, ale usłyszałam, że ktoś krzyczy.
- Czy coś zgubiłeś ? Biegasz i krzyczysz. Może w czymś pomóc? Jestem Marynia, a to Karol.
- .......
- Dokąd zmierzasz? Może pójdziemy razem, będzie raźniej.
- Tu była, na pewno ją widziałem, te same okulary, ....
- Ale kto? Schodzimy z góry i nikogo oprócz Ciebie nie widzieliśmy. śnieg, doskonała widoczność. Niemożliwe, żebyśmy kogoś nie zauważyli.
- Ale ślady, zaraz zaraz gdzie te ślady....
- Ślady, jakieś dziwnie duże też zauważyliśmy, ale nikogo oprócz Ciebie nie......

Stały Bywalec
07-11-2002, 22:00
A plan Maryni był następujący: zemsta. Na Michale. Za to, że kiedyś na Forum wyraził się z przekąsem o jej d... . Nie udobruchała jej wtedy nawet obrona ze strony T.B. i SB. - To tacy dzentelmeni starej daty - pomyślała. - A Michała muszę ukarać i już !
I wtedy przyszedł jej na myśl Karol, prawdziwy osiłek. Kiedyś wytrzymał 7 rund w sparringowej walce z Gołotą.
Dowiedziawszy się przypadkowo o dacie wizyty Michała w Chacie Socjologa, Marynia postanowiła dotrzeć tam w tym samym czasie z Karolem. A potem - już ona sobie poradzi. Od czego są kobiece sztuczki ? W głębi duszy wszystkich mężczyzn uznawała za jeleni na rykowisku. Oj, będzie rykowisko ! Może sobie Michał ryczeć "Policja, ratunku, na pomoc !" Z Górnego Otrytu !
Tylko, po co się przyplątał ten kumpel Karola ? Już myślała, że się go pozbyli, że zmylili tropy, a ten znów tu ! Chociaż ... Jest dosyć przystojny i ... taki romantyczny. Wciąż bredzi o Asiczce. Poczuła zazdrość, że nie o niej. Odrzuciła jednak (na razie) pokusę. Na Michała to jednak Karol jest w tej chwili potrzebny. Ten mu dopiero da popalić.

Anonymous
07-11-2002, 22:31
Karol był jej potrzebny tylko w charakterze pionka na szachownicy, którego już niedługo zamierzała poświęcić.

Zanim jednak Karol miał na zawsze zniknąć z tej historii, musiał wykonać jeszcze jedno zadanie. Moment, w którym ten facet naprawdę miał się jej przydać, był naprawdę blisko, w zasięgu wzroku (pod warunkiem, że z Magury Stuposiańskiej jest dobra widoczność). Za cztery i pół godziny powinni zanleżć się w Dwerniku, skąd już tylko 45 minut do Chaty Socjologa. Tam będą musieli trochę odpocząć. Nie wiadomo, czy sama zorganizowałąby prowiant i picie. A on sobie na pewno poradzi.
Wiedziała, że Karol kocha te góry i że one kochają jego. Że echo zawsze odpowie jego szeptom, mimo tego, że to ona wydziera się pięć razy głośniej, a jedynym tego efekltem są spłoszone ptaki ulatujące gdzieś w niebo. Cieszyła się, że Karol pokochał ją bardziej niż te swoje Bieszczady, o których zawsze tyle mówił. A ona zawsze musiała udawać, że słucha tego z zainteresowaniem. Brrr...
Gdy teraz, brnąc po pas w śniegu, przypominała sobie, jak długo musiała nakłaniać go do przestępstwa, tylko się uśmiechnęła. W pewnym momencie zaczynała już wątpić, czy wreszcie zniszczy ten idealizm, który zawsze pobrzmiewał w jego głosie, gdy mówił o Tarnicy i Krzemieńcu. Czy wreszcie zgasi ten płomyk, który zapalał się w jego oczach, gdy wspominał jakieś tam Bukowe Berdo. I w końcu dopięła swego. Sam okradał turystów, takich samych jak on. Mając do wyboru kobietę i Bieszczady - wybrał kobietę. Uśmiechnęła się zawiadacko pod zadartym w górę noskiem. – Błąd Karolku, błąd – szepnęła sama do siebie. Bieszczady by Cię nie oszukały. A ja Cię przestałam szanować. Właśnie dlatego potrzebny mi będziesz jeszcze tylko w Dwerniku. Tylko Ty znasz przecież hasło...

Stały Bywalec
07-11-2002, 23:24
Na Michała to jednak Karol jest w tej chwili potrzebny. Ten mu dopiero da popalić.
I Barszczykowi również. Za to, że nie czyta chronologicznie i kontynuuje bynajmniej nie ostatni wątek.

Aleksandra
07-11-2002, 23:56
- Ale ślady, zaraz zaraz gdzie te ślady....
- Ślady, jakieś dziwnie duże też zauważyliśmy, ale nikogo oprócz Ciebie nie......
To jakiś obłęd, Asiczka, As., A... no nie Asiczka, zdjęcia, As... zdjęcia!!!!!!!!!
Spojrzałem na aparat, w taką pogodę nie zabezpieczony...co u licha...wiem. Musiałem robić zdjęcia, pojawiła się Asiczka a wtedy Karol...no właśnie. Czemu ta kobieta przedstawiała mi mojego kumpla, a ten strugał wariata i przeszedł obok jak gdyby nigdy nic. I dlaczego czułem pierogi? Co żesz ten Karol wyrabia. Myśli bardzo powoli kierowały się w pożądanym przeze mnie kierunku. Ciężkość jaka mnie ogarniała była nad wyraz silna. Jednak siła woli pomalutku popychała myśli, świeży wiatr dodawał zapału, zimno mobilizowało, a okolica cicho szeptała słowa ostrzeżenia.

T.B.
09-11-2002, 14:44
Tymczasem, daleko na północy, w dobrze ukrytej ziemiance T.B. siedział nad kociołkiem pełnym dziwnej, bulgoczącej cieczy i rozmyślał:
- Ciekawe, jak też sprawdza się ...

marekm
09-11-2002, 16:40
>> - Ciekawe, jak też sprawdza się ...

..... przepis gotowania wydrukowany na opakowaniu z pierogami?

Epilog

Ze snu wyrwał mnie hałaśliwy dźwięk budzika.
Ufffff co za sen.T
Tyle miejsc, tylu znajomych, ciekaw jestem co to znaczy?
Jedynym sensownym wytłumaczeniem tego snu jest nastepujące:
- ślady na śniegu to ślady Naszego Forum błąkającego się po górach
i szukającego zaginionych uczestników, którzy po wiosenno - letnio - jesiennych wypadach jeszcze nie powrócili.
- Powód - powód jest tylko jeden.
Zbliża się rocznica "narodzin" Wirtualnych Bieszczad.

marekm
09-11-2002, 16:45
>> - Ciekawe, jak też sprawdza się ...

..... przepis gotowania wydrukowany na opakowaniu z pierogami?

Epilog

Ze snu wyrwał mnie hałaśliwy dźwięk budzika.
Ufffff co za sen.T
Tyle miejsc, tylu znajomych, ciekaw jestem co to znaczy?
Jedynym sensownym wytłumaczeniem tego snu jest nastepujące:
- ślady na śniegu to ślady Naszego Forum błąkającego się po górach
i szukającego zaginionych uczestników, którzy po wiosenno - letnio - jesiennych wypadach jeszcze nie powrócili.
- Powód - powód jest tylko jeden.
Zbliża się rocznica "narodzin" Wirtualnych Bieszczad.

Stały Bywalec
09-11-2002, 19:16
Epilog ? Niech Ci będzie epilog. A takie miałem pomysły ! Sikalibyście ze śmiechu.
Pozdrawiam

marekm
09-11-2002, 19:44
to proponuję Prolog do Epilogu !!
CDN....

pozdroowka