PDA

Zobacz pełną wersję : Postacie Bieszczad



B the Little
14-03-2010, 22:48
Kochani Bieszczadnicy.

Chciałabym poruszyć wątek dotyczący osobistości związanych z Bieszczadami. Ludzi, którzy szczególnie są kojarzeni właśnie z tymi górami, zasłużyli się w jakiś sposób, bądź swoim życiem mogliby posłużyć jako przykład dla młodych ludzi...
Zadaję Wam to pytanie nie bez celu, ale może o tym później.
Pozdrawiam!

barszczu
14-03-2010, 22:56
Kochani Bieszczadnicy.

Chciałabym poruszyć wątek dotyczący osobistości związanych z Bieszczadami. Ludzi, którzy szczególnie są kojarzeni właśnie z tymi górami, zasłużyli się w jakiś sposób, bądź swoim życiem mogliby posłużyć jako przykład dla młodych ludzi...
Zadaję Wam to pytanie nie bez celu, ale może o tym później.
Pozdrawiam!

Adam Fastnacht - pierwsze co by zrobił gdyby ożył to by skrytykował tytuł niniejszego nowego wątku i wyjaśnił dlaczego nie powinniśmy pisać i mówić: Postacie Beskid, Postacie Gorgan, Postacie Bieszczad, tylko postacie Beskidów, Gorganów, Bieszczadów.

trzykropkiinicwiecej
14-03-2010, 23:01
A może nie chcę żeby o nich mówić, bo im to mocy zabierze jak Indianom duszę aparat fotograficzny... wiem coś o tym... mi zabrał.. i teraz jestem tylko cyfrowy.
A prawda tam... łazi po górach i dobrze robi...

Zazwyczaj Ci najcenniejsi to takie małe szare Myszy... które mnóstwo robią

dziabka1
14-03-2010, 23:04
chyba jakie wypracowanie będzie pisane...

Krysia
14-03-2010, 23:05
Barszczu walczysz z wiatrakami :mrgreen:
mi wystarczyło powiedzieć, że B. tak mówi i od tej chwili już do końca życia zapamiętam BIESZCZADÓW :mrgreen:

B the Little
14-03-2010, 23:23
Przepraszam. Z rozpędu. Też zapamiętam na pewno
Wypracowania nie będzie. Ten etap mam już za sobą w życiu


Mam nadzieję, że jednak ktoś mi pomoże

trzykropkiinicwiecej
14-03-2010, 23:33
Mam kilka osób na myśli.. Robią wiele, i od wielu lat... ale znając ich, wiem że nie chcieli by rozgłosu.. to ich chleb.. krwawica.. ciężko pracują co dzień... Wrośli korzeniami w grunt i okolicę, że jak ich brakuje to świat ludzi, gubi potrzebne ogniwa do funkcjonowania i czuć w powietrzu że coś jest nie tak. Tutaj to jest tak, że jak się odkryje COŚ pięknego i cennego dla ogółu , to robi się szum, zawierucha... wyrywane są wszystkie drzewa dookoła (a co z ich korzeniami?) by lepiej widzieć i zwiększyć dostępność.. i to COŚ zaczyna umierać.... Owszem, są i tacy , którym to nie przeszkadza, i nawet wzmacnia... nie mi o NIch... Tu na forum też mamy takie perły.. siedzą na dnie.. i nie czekają na poławiacza ;)

barszczu
14-03-2010, 23:35
Przepraszam. Z rozpędu. Też zapamiętam na pewno
Wypracowania nie będzie. Ten etap mam już za sobą w życiu


Mam nadzieję, że jednak ktoś mi pomoże

No to zaczałem:

Adam Fastnacht; Wincenty Pol, Zygmunt Kaczkowski, Józef Pawłusiewicz, Jacek Fredro...

dziabka1
14-03-2010, 23:44
Dorzucę:
Władysław Krygowski, Edward Moskała, Kazimierz Doskoczyński (hehehehe), Mieczysław Orłowicz

Basia Z.
14-03-2010, 23:53
Lutek, Jędrek Połonina (trochę symbole)

trzykropkiinicwiecej
15-03-2010, 00:12
...to może i z nowszej historii : zacytuje artykuł z nowin z roku 2008
całość tutaj http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080518/WEEKEND/932625443


Brodacze z leśnej dziczy... Do Soliny przyjechało ich kilkudziesięciu. Malarze, rzeźbiarze, włóczędzy, pustelnicy, poszukiwacze przygód. Kiedyś zakochali się w Bieszczadach, związali z nimi życie. (...) spotkali się na Zlocie Leśnych Ludzi. Dlaczego leśnych? Nie do wszystkich pasuje to określenie, ale tak wymyślił sobie Jano z Polańczyka, organizator zlotu. Więc niech mu będzie, choć trzecia część gości z lasem nie ma nic wspólnego i odwiedza go co najwyżej podczas grzybobrania.

Snycerz z królem się nie napije

Michał Hebda na pierwszy rzut oka wygląda na smolarza, ale smolarzem nie jest. Za to od lat siedzi na odludziu i rzeźbi w drewnie. Rozcapierzona broda, potargane włosy, szelmowski uśmiech... Gdyby nocą nagle stanąć z nim oko w oko, można się przestraszyć...

- No, nareszcie żeśmy się spotkali - grozi mi palcem Michał, bo niby mamy do siebie rzut kamieniem, a jednak jakoś się ciągle mijamy. - Ty autem? I nawet kufla nie wychylisz?! Szkoda, ale jeszcze cię dorwę!

Na szczęście w barze Sztygarka Hetmańska Michał nie był skazany na samotne moczenie wąsów w piwie. Rozsiadł się więc snycerz z Czarnej za długim drewnianym stołem, a obok niego Julek spod Dębu. Julek to koronowany przez przyjaciół Król Świata Włóczęgów i samotnik z Horodka, opuszczonej po wojnie wsi nad Jeziorem Solińskim. Król ma 80 lat, jest jaroszem i abstynentem. Dlatego gdy Michał stawia przed nim kufel ze złocistym płynem, Julek krzywi się i odsuwa go na bok.


"Niedźwiedź” z przyjacielem
Po prawej ręce króla, w skórzanym kapeluszu, siedzi Zbigniew Sawiński, wójt Soliny. Jest dumny, że rządzi gminą, w której osiedliło się w ostatnich latach najwięcej artystów. Wójt mówi, że są mu bardzo bliscy, toteż nie wyobraża sobie, by mogło go w takie święto zabraknąć. Zresztą bywał już wcześniej na bieszczadzkich zlotach i ma nadzieję, że tak będzie za rok, za dwa i za dekadę, choć tak daleko lepiej myślą nie wybiegać, żeby nie zapeszyć.

Na sporych rozmiarów sali w dolnej części Sztygarki wszystkie stoły i ławy zajęte. Najbardziej oblegany jest taras, skąd rozciąga się malowniczy widok na jezioro i majaczące w oddali żaglówki. Co chwilę dochodzi ktoś nowy i robi "niedźwiedzia” ze starymi druhami: Zdzichu Pękalski ściska się z Ryśkiem Denisiukiem, Andrzej Lach z szerokim uśmiechem wita Andrzeja Potockiego, Rysiek Krzeszewski "Prezes” gawędzi z Krzyśkiem Szymalą. A między stołami krąży pustelnik Jano i cieszy się, że kolejny raz udało mu się zebrać całe to towarzystwo.

Bieszczadnicy, zakapiory, włóczędzy, gawędziarze, koniarze. Wielu z obecnych na tegorocznej imprezie można właśnie tak nazwać, ale też każdy z nich jest na swój sposób indywidualnością. Jano twierdzi, że zakapiorstwo to fenomen socjologiczny, niespotykany nigdzie indziej w Polsce. Drugi fenomen jest taki, że na tym niewielkim skrawku ziemi mieszka i tworzy tak wielu artystów.

- Nie odkryję Ameryki stwierdzając, że Bieszczady mają magię, ale warto o tym przy takich okazjach przypominać.



Julek spod Dębu i Michał Hebda. Znają się od lat, ale piwa razem nie wypili, bo król Juliusz I jest abstynentem
(Fot. Krzysztof Potaczała)
Poemat do nieba
Zanim zabawa rozkręciła się na dobre, Wojtek Maciaszek, Marszałek Sejmu Żebraczego, wręczył kilkunastu osobom certyfikaty zasłużonych bieszczadników. Wśród wyróżnionych znalazł się m.in. Wojomir Wojciechowski, były dyrektor Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Na tle uczestników zlotu stanowił samotną wyspę, był bowiem w tej grupie bodaj jedynym leśnikiem. Trochę szkoda, bo podobnych mu osób, które zamieszkały w tych górach jeszcze w latach 50. i później stały się ich pierwszoplanowymi postaciami, jest w Bieszczadach więcej.

Później na scenie pojawiła się Joasia Pilarska i swoimi piosenkami wprawiła wszystkich w zadumę. Wcześniej jednak do mikrofonu podszedł Andrzej Lach. To w jego "Jaskini zakapiorów” nad Soliną odbywały się pierwsze bieszczadzkie zloty, jednak w tym roku z przyczyn osobistych Andrzej nie był gospodarzem, lecz gościem. No i zaczął wiersz, a raczej poemat sławiący połoniny, kłaniający się Bojkom i Łemkom, którzy przez stulecia na tej ziemi się rodzili i na niej umierali.

Zadedykował go tragicznie zmarłej niedawno córce Edycie. To chyba dlatego Lach nie pojawił się w tym roku w luźnej flanelowej koszuli, lecz w czarnym garniturze i krawacie.


Zakapior to nie lump
W krótkich przerwach między występami kolejnych wykonawców, pustelnik Jano tłumaczył, dlaczego spotkania ludzi gór są dla niego tak ważne.

- Integracja środowiska przyczynia się do promocji Bieszczadów. Przykładem powołana przez nas przed dwoma laty grupa artystyczna "Hordowina”. Bez niej niektórzy twórcy nie mogliby zaistnieć szerzej niż na własnym podwórku. Zmieniamy też negatywny wizerunek zakapiora, który nadal zbyt często kojarzy się z lumpem i flaszką taniego wina. Ten obraz nie jest prawdziwy.

Jeśliby policzyć, ilu na tegorocznym spotkaniu było ludzi, których życiorysy Andrzej Potocki umieścił w swojej książce "Majster Bieda czyli zakapiorskie Bieszczady”, rachunek wyszedłby na ich niekorzyść. Do Soliny nie przyjechał ani Krzysztof Bross z Sannej, ani Ryszard Szociński z Cisnej, ani Lutek Pińczuk z Połoniny Wetlińskiej, ani Boguś Iwanowski z Tyrawy Wołoskiej. Nie było też największej chyba legendy Bieszczadów, Henryka Viktoriniego, który niedawno sprzedał dom w Sokolem i przeniósł się do samotni w lasach Paniszczewa.

Bez nich biesiadowanie i wspominanie nie ma już takiego uroku. Tak samo jak bez tych wszystkich, którzy odeszli na niebieskie połoniny: Jędrka Wasielewskiego, Zdzisława Radosa, Janusza Zubowa, Jurka Dwatysięcy czy Władka Nadopty, bardziej znanego jako Majster Bieda, o którym śpiewał niegdyś też już nieżyjący Wojtek Bellon, a do dziś robi to Wolna Grupa Bukowina.



Zenon Nadolski z Zawadki. Słynie z tego, że wytwarza bębny i aborygeńskie rury didgeridoo, na których nieźle dmie.
(Fot. Krzysztof Potaczała)
150 bieszczadzkich twarzy
Na szczęście w solińskim barze zjawiło się kilku tych, którzy doskonale pamiętają wyżej wymienionych i niejedno razem przeszli. Choćby Józek Polański, człowiek zżyty z lasem i końmi jak mało kto. Józek miał w życiu niejedno zawirowanie, koczował niemal po całych Bieszczadach, by ostatnio osiąść w Lipiu koło Czarnej. Dość się już nałaził, spał pod gołym niebem, więc i zdrowie już nie takie jak dawniej.

Na imprezie odbyła się promocja albumu pustelnika Jano "Bieszczadzkie twarze”. Autor zamieścił w nim blisko 150 fotografii osób, które na różny sposób związane są z Bieszczadami. Mamy więc lokalnych artystów, ratowników GOPR i WOPR, poetów, muzyków, przyrodników, smolarzy, a nawet przedsiębiorców z branży turystycznej. Pod koniec roku Jano planuje wydanie książki opisującej żywoty tych nietuzinkowych postaci.

Każdy kolejny zlot bieszczadników przynosi coś nowego. W tym roku organizatorzy zaskoczyli gości poetycką oprawą muzyczną. Na scenie, oprócz wspomnianej Joasi Pilarskiej, zagrali i zaśpiewali Andrzej Garczarek oraz Tomek Wachnowski. Później pałeczkę przejęli bieszczadzcy muzycy: Andrzej Lach i Adam Glinczewski "Łysy”, wygrywając na gitarach bieszczadzkie ballady. Zadumał się przy nich Boguś zwany "Sikorka”, i Michał Hebda, i Józek Polański, i Rysiek Denisiuk, i Piotrek Dmyszewicz, i wielu innych, którzy biesiadowali w Sztygarce.


Co ja z tego będę miał?
Ostatni goście opuścili lokal o drugiej nad ranem. Niektórzy z fasonem, inni chwiejnym krokiem, ale przecież grzechem byłoby przy takiej okazji nie wypić. Sprzedano dziesiątki egzemplarzy albumu, bieszczadnicy rozdali setki autografów, chętnie pozowali do zdjęć.

I tylko Król Świata Włóczęgów, Julek spod Dębu, od czasu do czasu robił kwaśną minę i pytał fotoreporterów: - A co ja z tego będę miał?

W końcu to ubogi król, nie mieszka w pałacu, lecz w szałasie i musi z czegoś żyć.

B the Little
15-03-2010, 00:35
Planuję wędrówkę. Bieszczady są nam najbardziej bliskie, ale zawsze nasze wędrówki mają jakiś cel. Tym razem chciałabym żebyśmy powędrowali czyimś śladem. Może dzięki Wam poznamy kogoś, o kim siedząc w schronisku lub wędrując po połoninach nie usłyszymy. Może zajdziemy gdzieś, gdzie pewnie nawet byśmy nie planowali dotrzeć. A może usłyszymy jakieś ciekawe historie, odkryjemy kogoś o kim będziemy mogli opowiedzieć innym, kiedy jednak następnym razem trafimy do schroniska i na połoniny..

Misieg
15-03-2010, 08:46
Proponuję wycieczkę szlakiem Generała Karola Świerczewskiego :D

trzykropkiinicwiecej
15-03-2010, 11:09
Proponuję wycieczkę szlakiem Generała Karola Świerczewskiego :D...albo JPII .. On i jego Firma jest sponsorem kolejnego kiepskiego szlaku po okolicach...


Planuję wędrówkę. Bieszczady są nam najbardziej bliskie, ale zawsze nasze wędrówki mają jakiś cel. Tym razem chciałabym żebyśmy powędrowali czyimś śladem. Może dzięki Wam poznamy kogoś, o kim siedząc w schronisku lub wędrując po połoninach nie usłyszymy. Może zajdziemy gdzieś, gdzie pewnie nawet byśmy nie planowali dotrzeć. A może usłyszymy jakieś ciekawe historie, odkryjemy kogoś o kim będziemy mogli opowiedzieć innym, kiedy jednak następnym razem trafimy do schroniska i na połoniny..

...Więc niech celem będzie sama wędrówka... byle jak najspokojniej... szkoła patrzenia... wtedy uda Ci się tych ludzi spotkać..

Marcin
15-03-2010, 14:12
Żyjącym supergwiazdą zadaj kilka pytań...:


CAGE

Test CAGE jest bardzo wygodny, bowiem jego wypełnienie zajmuje około 1 minutę. Nie jest jednak wystarczający do postawienia diagnozy uzależnienia. Według Mayfielda odpowiedź "tak" na co najmniej dwa pytania koreluje w najwyższym stopniu (r=0,89) z kompleksową diagnozą uzależnienia od alkoholu, a zdaniem Busha i wsp. wskaźnik trafności testu CAGE wynosi 62%, to jednak powinien być on uzupełniany pytaniami dotyczącymi ilości wypijanego alkoholu, problemów z kontrolowaniem ilości czy częstotliwości picia, zjawiska tolerancji oraz ewentualnego występowania objawów abstynencyjnych po odstawieniu alkoholu.

Pytania testu CAGE:

1. Czy zdarzały się w Twoim życiu takie okresy, kiedy odczuwałeś konieczność ograniczenia swojego picia?
2. Czy zdarzało się, że różne osoby z Twojego otoczenia denerwowały Cię uwagami na temat Twojego picia?
3. Czy zdarzało się, że odczuwałeś wyrzuty sumienia lub wstyd z powodu swojego picia?
4. Czy zdarzało Ci się, że rano po przebudzeniu pierwszą rzeczą było wypicie alkoholu dla uspokojenia lub "postawienia się na nogi"?

Udzielenie co najmniej dwóch twierdzących odpowiedzi na powyższe pytania wskazuje na znaczne prawdopodobieństwo istnienia uzależnienia od alkoholu.

Krzysztof Franczak
18-03-2010, 23:26
Im dłużej mieszkam tym bardziej myślę ,że TU każdy jest postacią. Wystarczy uszy otworzyć i słuchać.

fifel
28-03-2010, 20:33
Im dłużej mieszkam tym bardziej myślę ,że TU każdy jest postacią. Wystarczy uszy otworzyć i słuchać.
piękne!

eldoopa
29-03-2010, 01:33
Żyjącym supergwiazdą zadaj kilka pytań...:

Czy cztery na tak, to dalej tylko 'prawdopodobieństwo' ? :mrgreen:

Marcin
29-03-2010, 09:15
Czy cztery na tak, to dalej tylko 'prawdopodobieństwo' ? :mrgreen:

W przypadku bieszczadzkich supergwiazd trzeba odpowiedzieć pięć razy tak.