PDA

Zobacz pełną wersję : Bieszczadzka Inicjacja



Samotny Włóczykij
20-05-2011, 17:29
Parę lat temu byłem dwa razy na wyjazdach w Bieszczady. I przeżyłem tam coś zupełnie niezwykłego - Bieszczadzką Inicjację. Były to dwa wyjazdy - wiosenny i późnoletni. Od początku działy się ze mną dziwne rzeczy, bo za oboma razami przez kilka dni nie mogłem się zebrać do wyjazdu.

Pierwszy wyjazd wyglądał jak powieść przygodowa - przygody następowały jedna po drugiej - choć nie wszystkie były przyjemne. Aż mi się nie chciało wierzyć, że takie życie jest możliwe. Spotykałem rzadkie zwierzęta, sprytnie udawało mi się ominąć groźne niebezpieczeństwa - takie, jak np. żerujący niedźwiedź. A gdy pewnego dnia, po forsownym wieczorno-nocnym marszu wstałem na biwakowizku, na którym się rozbiłem, i zobaczyłem spadający obok mojego miejsca noclegu do rzeki wodospad - to już mi "kopara opadła", bo był to już tak oklepany obrazek z powieści przygodowych, że aż mi się nie chciało wierzyć.

Drugi wyjazd myślałem, że będzie podobny - ale było zupełnie inaczej. Gdy przeszedłem przez San, ogarnęło mnie okropne i niemające żadnych realnych podstaw (zmoczyła mi się mapa - ale co w tym strasznego?) uczucie TOTALNEJ BEZNADZIEI. Tak okropnej, że od tego momentu zbierałem się każdego dnia do wyjścia w dalszą drogę jakieś trzy godziny. Przy czym wiedziałem dobrze, że, jeśli się cofnę, to to samo poczucie beznadziei nie pozwoli mi się wrócić, bo powrót będzie bez sensu. Stać w miejscu będzie też trudno, bo stanie będzie też bezsensowne. Jedyny sposób, żeby z tym skończyć, to wrócić za San i czym prędzej stąd wyjechać - oraz nigdy już w Bieszczady nie wracać. Ale to by była dezercja, i tego nie chciałem robić. Wreszcie udało mnie się przejść całą drogę. W drodze powrotnej do domu zaczęło dziać się ze mną znów coś dziwnego, bo zaczęło mi się zdawać, jakby cała Polska była moim domem, jakbym wszędzie był u siebie.

Dodam, że w Bieszczady i z powrotem podróżowałem generalnie autostopem. Tylko sam początek i sam koniec przejechałem najpierw z Warszawy do Lublina busem - do tego stopnia nie mogłem się zabrać w drogę, że musiałem wsiąść w regularny środek transportu - a z powrotem z Radomia do Warszawy pociągiem, bo nie byłem już w stanie łapać stopa na szosie warszawskiej - przy czym do wylotu z miasta trzeba było jeszcze dojść. Podobno po powrocie z drugiego wyjazdu wyglądałem na straszliwie wyczerpanego.


Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałem, na czym polegała tragedia zakapiorów, ludzi takich, jak Jędrek Połonina. Oni przyjeżdżali w Bieszczady, i na początku przeżywali pierwszy etap inicjacji, który był wspaniały. Potem nadchodził drugi etap - ale oni cały czas czekali, że kiedyś wrócą niezwykłe przeżycia pierwszego etapu. Tymczasem, zamiast tego - wciąż trwała okropna beznadzieja. Próbowali więc zalewać ją alkoholem - i czekali dalej. Jak to się kończyło - wiadomo. Ja na szczęście nie mam zwyczaju stosowania zasady "na frasunek dobry trunek", bo po prostu wiem, jak to się kończy. Poza tym, wychowało mnie harcerstwo i uważam to za przejaw słabości charakteru. A ponadto, po drodze praktycznie nie było knajp.

Myślę, że jestem pierwszym, któremu udało się przez coś takiego przejść, zamiast odpuścić sobie lub marnie skończyć. A może znacie jeszcze kogoś takiego?

Sylwek74
20-05-2011, 17:36
Nooo. W Biesach różnie bywa... :-D

Samotny Włóczykij
20-05-2011, 17:45
Co masz na myśli?

buba
27-05-2011, 13:28
ale skad to poczucie beznadziei? byles w pieknym miejscu, wszystko bylo w porzadku... dziwne...

buba
27-05-2011, 14:24
Ja na szczęście nie mam zwyczaju stosowania zasady "na frasunek dobry trunek", bo po prostu wiem, jak to się kończy.

co racja to racja.. moj dziadek zawsze mowil ze nigdy nie mozna "pic na smutno" bo same nieszczescia z tego wynikna ;) ze alkohol nie zmienia nastroju tylko go poteguje... cos w tym jest...

acz gdy humor i nastroj dopisuje - dobry trunek czy klimatyczna knajpa zawsze dobrze widziana :-) :-)

Derty
27-05-2011, 15:37
ale skad to poczucie beznadziei? byles w pieknym miejscu, wszystko bylo w porzadku... dziwne...


Może cuś przywlókł ze sobą? Nizinną zarazę jaką?;)

Gdy sobie wspomnę swój pierwszy SAMODZIELNY pobyt w Bieszczadach, to zawsze nieodparcie jedno mi się narzuca - ówczesne uczucie niezwykłej potrzeby ZOBACZENIA. ZBADANIA, POZNANIA, które towarzyszyło mi wówczas bezustannie...latałem po tych górach jak kot z pęcherzem. Wciąż mi było nie dość, za mało. Efektem tej ganianiny nie mogło być w żadnym przypadku uczucie beznadziei. Za drugim razem było tak samo, jak za pierwszym. I tak w zasadzie do dziś.
Przez lata nauczyłem się jednego - czasem zabierze się coś w sobie na wyprawę. W zamęcie codzienności upycha się wszystko po kątach i schowankach duszy, bo nie ma czasu na zadumę. I bywa, że na ciekawie zapowiadającej się wycieczce nagle opanowuje człeka smutas, niepokój czy cokolwiek podobnego:) Ja zwykłem robić przegląd tych 'zasobów' jeszcze w drodze q górom. Tam trzeba przybywać z czystymi myślami:) Albo przynajmniej wiedząc, co w duszy gryzie.

Zaś co do problemu 'zakapiorów', to nie mam pewności. I nie zamierzam tego wyjaśniać. Każdy ma swoją drogę i sobie drepcze do końca. Jeden zygzakiem, drugi po prostej:)

Jednakże poznałem kiedyś osobę, która popadła w górach w deprechę nie byle jaką. Ale o tym nawet przy kieliszku bym nie gadał. Sądzę jednak jedno - też z tym przybyła w góry.
Stąd moja uwaga o nizinnej zarazie:)
Pozdrawiam,
Derty

DUCHPRZESZŁOŚCI
28-05-2011, 00:43
Dziwne! Od kilkunastu lat przybywam w Bieszcady by ładować akumulatory. Nigdy mnie w Bieszczadach nie dopadała żadna depresja, nigdy z ich powodu nie miałem doła. Czasami jestem wkurwiony ale tylko i wyłącznie na siebie, a nie na góry. Jestem zdenerwowany tym, że brak mi kondycji, że mam nadwagę. Że brak mi czasu i kasy by zobaczyć to czy, coś innego. Tak więc zgadzam się z Dertym, że to jest "nizinna zaraza". Swego czasu też mnie nachodziło by być takim jak byli Jędrek i Inni z jego grona. W tej chwili mam nastoletnie dziecko i doprowadzenie jego do dorosłości uważam za najwazniejsze. Co zaś do harcerstwa, też byłem harcerzem i teraz myślę, że niewiele z niego wynioslem, ale to było za "komuny" i być może wynika to z tamtych czasów.

Samotny Włóczykij
17-06-2011, 12:02
ale skad to poczucie beznadziei? byles w pieknym miejscu, wszystko bylo w porzadku... dziwne...
Dla mnie też to było dziwne i nie spodziewałem się tego. Bo do tej pory traktowałem Bieszczady wyłącznie turystycznie i przygodowo, tak, jak Wy. Dopiero potem, gdy wracałem, zrozumiałem, że dzięki temu uzyskałem coś niesamowitego. Inicjacje z zasady nie są przyjemne, bo one polegają na trudnościach. Im większe trudności, tym większe zadowolenie po przejściu inicjacji.
Przygody stanowią w Bieszczadach pewnego rodzaju wabik, ale jeśli ktoś przekroczy pewien pułap ich intensywności - to automatycznie jest to traktowane jako pierwszy etap inicjacji, którego drugim etapem jest, niestety, totalna beznadzieja. Wy widocznie jesteście jeszcze na etapie wabika.

trzykropkiinicwiecej
17-06-2011, 14:48
... uważasz że wszyscy traktują te Góry jak przygodę a Tylko Ty jesteś "uduchowionym" traperem po inicjacji? ...ło matko... powtórzę się po raz kolejny... BZDURY chrzanisz.. tudzież pieprzysz jak potłuczony.... caałkiem personalne to i świadome... zamierzone wręcz... WY jesteście szczeniaki.. a JA to stary wilk... żesz ...ku... i inne epitety... za dużo tego JA , kolego... płytkie to jak cholera.. ale co zrobić... szczęścia życzę... szczerze... i bez ograniczeń...

peruwianka
17-06-2011, 14:53
hm... w Bieszczadach byłam kilkakrotnie, raz z bardzo ciężkim "bagażem" wydarzeń w życiu osobistym, ale nawet wtedy nie było mowy o jakiejś beznadziei...jeśli przebywam w pięknym miejscu, z fajnymi ludźmi to po prostu zostawiam ten "bagaż" za sobą i ciesze się chwilą.
I chyba bardzo mi się podoba pozostawanie na "etapie wabika":grin:

skylux
17-06-2011, 15:45
O ja pierdziele. Jeździłem w Biesy przed 89, jeżdżę po i zawsze odczuwam taką samą przyjemność. Z łażenia a nie ze snucia wydumanych teorii. Niech mi nikt nie pitoli o jakiś inicjacjach, co się w książkach o przygodach Tomka naczytał. I niech Ten Ktoś zacznie w końcu szanować ludzi, jak na "prawdziwego inteligienta" przystało. Bo mi tu cos za bardzo jakąś prowokacją capi.

bartolomeo
17-06-2011, 18:07
Ponieważ kilka wątków założonych przez Samotnego Włóczykija zaczyna ciążyć ku temu samemu tematowi, tracąc przy okazji związek z działem forum w którym zostały utworzone, zostawiam otwarty jeden a pozostałe zamykam. Proszę się przenieść z dyskusją do zakapiora (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/6714-Zosta%C4%87-zakapiorem).