PDA

Zobacz pełną wersję : Grudniowe Bieszczady



T.P.
25-12-2011, 19:24
Trzech nas było z różnych odległych od gór miejscowości. Najdalej mieszkający przy normalnie działającej komunikacji prawie dobę musi jechać od siebie w Bieszczady.
Oczywiście zawsze coś się ciekawego na kolei dzieje. Pociąg odjeżdża z opóźnieniem, opóźnienie się zwiększa i kolega zamiast wygodnie jechać pociągiem przez Kraków musi przesiąść się na PKS w Warszawie. Wszystko kończy się szczęśliwie i siódmego grudnia rano jesteśmy w Ustianowie.
Przed wojną było tam górskie lotnisko szybowcowe na stoku Żukowa.
Po wojnie, jak głosi wieść, jeden z prominentów lecąc samolotem zachwycił się wielką ilością zieleni bieszczadzkiej i zainicjował powstanie kombinatu drzewnego w Ustianowej.
Kombinat po 20 latach padł i pozostały tylko niezbyt malownicze ruiny.
https://lh5.googleusercontent.com/-SNIpXy-pUow/TvJIenecz1I/AAAAAAAAP_0/hEaC60_UGe4/s1024/image1.jpg


Pierwszy dzień to wejście na pasmo Żukowa. Pogoda znośna, idziemy „na przełaj” tak jak lubię.
Wzdłuż wiedzie wygodna leśna droga, widoków niezbyt wiele, spadamy do wsi Czarna Dolna.
Śniegu niezbyt dużo, pod spodem zmarznięta ziemia, nie odbyło się bez paru upadków. Po krótkiej przerwie przy sklepie idziemy wzdłuż rzeczki Czarnej w stronę pieczary.
Początek to zarośnięta droga, która później niknie a my musimy stromym zboczem wspinać się pod górę, przekraczać potok wielokrotnie, sama przyjemność.
https://lh3.googleusercontent.com/-9otgP42cRAA/TvJJO_aZVZI/AAAAAAAAQAs/WteCJgC4zZo/s1024/image24.jpg


https://lh5.googleusercontent.com/-j-u1lhw0eH4/TvJJLFCeTOI/AAAAAAAAQAo/DCZk9ftIObU/s1024/image23.jpg


Pieczarę osiągnęliśmy tuż przed zmrokiem. Zanocowaliśmy nieopodal w opuszczonej chacie pasterzy. Bardzo „przewiewna” ale nadała się, szczególnie że zaczęło mocno wiać.
https://lh4.googleusercontent.com/-c1Z6iCoiNWs/TvJJRs5DpxI/AAAAAAAAQAw/sp8r8kkQIoE/s1024/image31.jpg


Szkoda że jacyś zakompleksieni popaprańcy musieli nabazgrać.
https://lh5.googleusercontent.com/-tY8e6mKTLtY/TvJJm8w_toI/AAAAAAAAQBE/b_2YQUksngI/s1024/image44.jpg


Kolejny dzionek to wejście na Otryt. Pogoda się popsuła, deszcz ze śniegiem, później deszcz, cały czas wiało, wyżej szczęśliwie padał już tylko śnieg. Padało i wiało mocno, skorzystaliśmy więc z przydrożnego barakowozu robotników leśnych.
Brud niesamowity ale i cieplutko. Po długiej walce udało się uruchomić piecyk.
https://lh6.googleusercontent.com/-MncB-N1Ewj0/TvJJqgpZnhI/AAAAAAAAQBI/_f_qTzU5-k0/s1024/image58.jpg


Nasze plany na jutro to Dwernik Kamień. Niestety wiatr wzmógł się tak bardzo, że świerki gięły się jak przysłowiowe trzciny. Kiedy kolejny wywrócił się dosłownie na naszych oczach postanowiliśmy zawrócić i zanocować we wcześniej mijanej opuszczonej chałupce.
https://lh6.googleusercontent.com/-eKK9V4B7W44/TvJJ3FA7XmI/AAAAAAAAQBY/vH1SDVK2Xa8/s1024/image76.jpg


Kolejny dzień to zwykła szosówa do schroniska Jaworzec.
https://lh6.googleusercontent.com/-3LMHRXeSWmk/TvJKQ_sEloI/AAAAAAAAQB4/lRrP8d6L4Nk/s1024/image95.jpg


https://lh5.googleusercontent.com/-5mi4ntqtndw/TvJKT493gII/AAAAAAAAQB8/RySPqxSTf_s/s1024/image96.jpg


https://lh3.googleusercontent.com/-UW2FsVA61iY/TvJKhyPhaTI/AAAAAAAAQCU/gf5E-9j_vYA/s1152/image109.jpg


I kolejny nocleg - baza namiotowa Łopienka. Tu niestety Maciek przy swym łakomstwie zjadł coś niestrawnego i rozchorował się.
Pogoda chwilowo poprawiła się, lekki mróz. Wieczór uatrakcyjniły wilki, wyjące niezbyt daleko.


W drodze do schroniska Jaworzec
https://lh4.googleusercontent.com/-H0rTxPzlKE8/TvJLOjnbGFI/AAAAAAAAQDM/qSgk7t-MNtA/s1024/image141.jpg


Tu Maciek nas opuścił, choroba nie wybiera. Dalej do Chatki Puchatka poszliśmy we dwóch. Początek łatwy. Szlak nawet trochę przetarty. Niestety ślady idących wcześniej się skończyły, wzmógł się wiatr, rozpadał deszcz.
https://lh4.googleusercontent.com/-LexNjyHzRgs/TvJL1-vO-jI/AAAAAAAAQEE/-MdVmLPH7jc/s1024/image163.jpg


Bywało i tak
https://lh6.googleusercontent.com/-HAlhzjzJ6KY/TvJL6I8_nyI/AAAAAAAAQEM/I92gPPfCqgk/s1024/image165.jpg


Tu powspominałem inną skiturową wycieczkę tą trasą, przy podobnej pogodzie, przejść z nartami ten kawałek to nie byle co.


Śnieg miejscami mocno powyżej kolan, wiatr niewiele poniżej setki, solidny deszcz, fajny przyjemny :grin: hardkor. Zamiast czterech godzin szliśmy prawie dwa razy dłużej.
W Chatce Puchatka puchy. Pan Lucek zignorował naszą obecność /sen zimowy/. My go też. Pobraliśmy nielegalnie wodę na posiłek, przespaliśmy parę godzin i na długo przed bladym świtem ruszyliśmy do Wetliny. Troszkę kasy oczywiście zostawiliśmy.
I to byłby koniec naszej wyprawy. Prawie, bo oczywiście na szosie, tam gdzie dochodził szlak od schroniska stali panowie ze straży granicznej. Uczepili się mnie, staruszka. Obejrzeli mnie, później dowód, później spisali z dowodu i jeszcze zadzwonili co by sprawdzić cóż to za podejrzana osoba im się trafiła. Jestem niskiego wzrostu, cherlawy, okularnik - czyżby typowy podejrzany?


Tak więc minął tydzień i ani razu nie spaliśmy pod namiotem. Winną była deszczowa pogoda i częściowo nasze lenistwo. Przypomina mi się jedna z moich wypraw z czasów młodości. Dwa tygodnie deszczu ze śniegiem. Koledze - Piotrkowi (niestety już św. pamięci) rozpadły się buty, dalej szedł w pepegach, na naszą nieśmiałą propozycję aby choć jeden dzień spędzić pod dachem reagował oburzeniem. Dawne dobre czasy.

WUKA
25-12-2011, 21:09
Fajnie było zakukać w stare kąty dzięki tej relacji. Tylko nie w "Ustianowie" a w "Ustianowej" (co zresztą uległo poprawie przy kombinacie drzewnym)..Pozdrawiam.

domektomek
25-12-2011, 23:04
Tu Maciek nas opuścił, choroba nie wybiera. Dalej do Chatki Puchatka poszliśmy we dwóch.

Piękna opowieść.
Ale co się stało z Maćkiem?
Nigdy nie pozostawił bym chorego kolegi na pustkowiu samemu sobie.

T.P.
25-12-2011, 23:34
Ale co się stało z Maćkiem?
Nigdy nie pozostawił bym chorego kolegi na pustkowiu samemu sobie.
M. miał problemy żołądkowe.
Ciągle czuł się słabo. Po prostu ze schr. Jaworzec poszedł do najbliższego przystanku PKSu i wrócił do domu.

don Enrico
26-12-2011, 09:14
O !!!
To jeszcze są na świecie takie osobniki ?
Osobniki wrażliwe na coś więcej, niż słodycz cukierków ?
Podnosi mnie na duchu ta relacja. Dziękuję za nią.
p.s a chłopakom - pogranicznikom pozwól przetrwać zimę. Ty wiesz jak się ucieszyli gdy mogli wreszcie kogoś skontrolować ?
I komendant nie będzie im gadał że znowu całą służbę przesiedzieli "Pod Rawkami"

Miejscowy
26-12-2011, 11:18
poczułem się jak kanapowy piecuch ;D

robines
26-12-2011, 12:04
Rewelacyjna wyrypa,pozdrówka.

T.P.
26-12-2011, 15:09
Tak tylko zachciało mi się świątecznie pomarzyć. Może tam wędrować samotna kobieta mogę i ja.
http://tubylismy.pl/relacje/213-trek-zycia-park-narodowy-sarek-szwedzka-laponia/wpisy/488-1

gpz
26-12-2011, 20:49
fajnie prawdziwy "hardkor":)

Dlugi
26-12-2011, 22:27
Dzielcie się dalej swoimi wędrówkami - to miód na serce dla nnych ;-)

Pierogowy
27-12-2011, 13:37
hallo;

pozdrawiam i gratuluję wyrypki...donoszę uprzejmie,iż pasmo RAWEK również bezludne...nawet bacówka...
nie licząc straży G....
chciałoby się napisać :" we wtorek w schronisku po sezonie[...] ":smile:

http://galeria.serwertomeks.nazwa.pl/zp-core/full-image.php?a=Bieszczady&i=d00e4cac7f5f31f7039ff5c2076ce42e.jpg&q=75

don Enrico
27-12-2011, 14:19
A propos , mamy dzisiaj wtorek
więc jak to było "we wtorek w schronisku po sezonie (...

W Chatce Puchatka puchy. Pan Lucek zignorował naszą obecność /sen zimowy/. My go też. Pobraliśmy nielegalnie wodę na posiłek, przespaliśmy parę godzin i na długo przed bladym świtem ruszyliśmy do Wetliny.
Tak z ciekawości zapytam : izba kominkowa była otwarta ?
Czy pytaliście w goprówce ? (o gospodarzy)
Po sezonie panują inne zasady.

Petefijalkowski
27-12-2011, 17:03
Heh ;) a co z tym spaniem na szafie bylo? ;);)

pogode widze mieliscie taka mocno hartujaca ducha i cialo, ja to sie cieszylem ze w tym czasie siedzialem w domku i grzanca wciagalem.
Nawiasem mowiac to kiedys w czerwcu szlismy ze znajomymi wzdluz potoku Czarny wciaz przekraczajac jego nurt i wtedy to bylo fajne,
ale zeby tak w grudniu, bez lodu ;) pozdrawiam!Pete

Pierogowy
28-12-2011, 00:34
A propos , mamy dzisiaj wtorek
więc jak to było "we wtorek w schronisku po sezonie (...


to była środa, mająca charakter" poezyjnego "wtorku ,a nie odbiegająca od czwartku:razz:

T.P.
29-12-2011, 23:03
Tak z ciekawości zapytam : izba kominkowa była otwarta ?
Czy pytaliście w goprówce ? (o gospodarzy)
Po sezonie panują inne zasady.
Przyszliśmy dość wcześnie ok. 18tej. Izba kominkowa była otwarta ale było zimno.
Na nasze natarczywe stukanie pojawił się gospodarz w kalesonkach, powiedział żeby być cicho i głowy mu nie zawracać. Na prośbę o rozpalenie w kominku (za dopłatą) też usłyszeliśmy odpowiedź nie.
Również prośba o ciepły posiłek została odrzucona.
Odwrócił się, zamknął na klucz swoje pomieszczenie i tyle go widzieliśmy.

don Enrico
30-12-2011, 00:12
Dzięki !
Nie tej odpowiedzi się spodziewałem , ale dzięki
Może czas najwyższy oczekiwać czegoś innego ...

Bamu
30-12-2011, 00:25
Przyszliśmy dość wcześnie ok. 18tej. Izba kominkowa była otwarta ale było zimno.
Na nasze natarczywe stukanie pojawił się gospodarz w kalesonkach, powiedział żeby być cicho i głowy mu nie zawracać. Na prośbę o rozpalenie w kominku (za dopłatą) też usłyszeliśmy odpowiedź nie.
Również prośba o ciepły posiłek została odrzucona.
Odwrócił się, zamknął na klucz swoje pomieszczenie i tyle go widzieliśmy.

Wildze że z miesiąca na miesiąc coraz lepiej, w październiku brakowało tylko ciepłej wody w kranie.
No ale w kominku się paliło, ciepły posiłek był. Dwa miesiące później już nic :D

Zbynek Ltd.
31-12-2011, 17:52
Przyszliśmy dość wcześnie ok. 18tej. Izba kominkowa była otwarta ale było zimno.
Na nasze natarczywe stukanie pojawił się gospodarz w kalesonkach, powiedział żeby być cicho i głowy mu nie zawracać. Na prośbę o rozpalenie w kominku (za dopłatą) też usłyszeliśmy odpowiedź nie.
Również prośba o ciepły posiłek została odrzucona.
Odwrócił się, zamknął na klucz swoje pomieszczenie i tyle go widzieliśmy.

Zapomniałeś o herbacie. Dał nam jeszcze herbatę.
Co do kominka, to nie wiem czy odmowa rozpalenia nie była spowodowana obawą o odwrotny cug i zadymieniem całej sali. Kiedyś byłem jak próbowali w podobny wiatr palić w kominku. Zadyma jednym słowem :-) Może Lutkowi nie chciało się już tłumaczyć dlaczego "nie".
Wiatr był wg GOPR-owca ok 60km/h. Wg mnie na grani Połoniny były porywy do 100.

Wprawdzie byliśmy spoceni, trochę mokrzy, ale brak ciepła kominka nie zagrażał naszemu zdrowiu. Lekko wilgotne ciuchy wyschły na stryszku, przy jeszcze lekko ciepłym kominie.
Też liczyłem na gorący, buzujący kominek, a tu d... Ale nie było tragicznie.

Pete, a Ty co? Telepata? Tadek nic nie pisał o szafie :-)

Ogólne wrażenia z tego wyjazdu - paskudna pogoda. Co z tego, że śnieg, jak temperatury na ogół dodatnie. Mżawki z rachitycznymi płatkami śniegu. Jednej nocy może aż -4, pozostałych cieplej. A ostatniej pewnie z +2, +3 i poziomy deszcz. Wolałbym już duży mróz. Zeszłego roku byłem 5 dni, od 1 do 5-go grudnia. Na dzień dobry w Rzeszowie -10, w górach -8 do -14. I było wtedy dużo więcej śniegu.

Petefijalkowski
03-01-2012, 11:54
Hehe, mam swoich ludzi ;) a tak na serio, to obczajalem galerie Macka ktory z Wami byl, z jednego klubu jestesmy. Jade jutro do Gruzji, oby bylo wlasnie -15 a nie parszywa jesieniozima :(

P.