PDA

Zobacz pełną wersję : Gorgany z Rafajłowej



Wojtek Pysz
31-07-2012, 21:21
Dojazd: samochodem osobowym trasą Jarosław – Lwów – Stanisławów - Nadwórna – Rafajłowa. Miało być ok. 320 km, wyszło z tego ok. 350 km. Koszt paliwa: ok. 200 zł, kupując na Ukrainie, byłoby nieco mniej.

Skład ekipy: 2 osoby, czyli Janusz (iaa) i Wojtek

Trasa w górach:


Dzień 1. (po południu) Rafajłowa, poł. Bojaryńska, Ruszczyna, biwak koło ruin schroniska na poł. Bystrej
Dzień 2. Rano wyjście na Sywulę i z powrotem, złożenie namiotu, przeł. Perenys, Taupisz, Taupiszyrka, biwak na Przełęczy Legionów
Dzień 3. Pantyr, Durna, Gropa, Wielka Bratkowska, Mała Bratkowska, biwak na szczycie.
Dzień 4. Ruska, Steryszora, Czarny Gruń (przez przypadek), grzbietem granicznym na poł. Płoska, biwak przy zrujnowanej staji
Dzień 5. Połonina Dołha, przeł. Stoły, zejście doliną potoku Dołżyniec do Rafałowej, nocleg w schronisku „Biernat House”

Powrót, czyli dzień 6. - po śladach, ze zwiedzaniem Halicza i okolic oraz przejściami na przejściu granicznym.
= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

Wyjeżdżamy z Jarosławia przed 4:30. Granicę przekraczamy w Korczowej. Jest pusto. Przez przejście dałoby się przejechać „na przestrzał”, bez zatrzymywania się. My jesteśmy jednak zdyscyplinowani i zatrzymujemy się. Na nasze nieszczęście, o metr i siedemdziesiąt sześć centymetrów za białą linią, namalowaną na jezdni, tuż przy okienku funkcjonariusza Straży Granicznej. Funkcjonariusz wyszedł i z bezinteresowną złośliwością wygłosił groźbę zastosowania mandatu w wysokości (nie pamiętam jakiej) oraz punktów karnych (nie pamiętam ilu) za wjechanie do jego królestwa o metr i siedemdziesiąt sześć centymetrów za daleko. Tu nastąpiła chwila ciszy, oczekiwanie na nasze pokajanie się i nie wiem, na co tam jeszcze. Potem rzucił okiem na nasze paszporty i pojechaliśmy dalej. Służby ukraińskie rutynowo zeskanowały paszporty w dwóch okienkach i nawet nie pytały dokąd jedziemy. To była nowość, dotychczas pytali. W sumie czas odprawy polskiej i ukraińskiej nie przekroczył kilku minut.

Droga do Lwowa jest bardzo dobra, bez jednej dziury i innych niespodzianek. Dalej, do Stanisławowa i Nadwórnej jest typową, ukraińską drogą krajową. Miejscami da się gnać, ile fabryka dała, miejscami szybkość 30 km/h jest niebezpieczna. W Nadwórnej spacerujemy po miasteczku i kupujemy dwa chleby; jeden z nich wróci nienaruszony. Droga z Nadwórnej do Rafajłowej, szczególnie powyżej Zełenej wymaga stałego manewrowania pomiędzy głębokimi dziurami i wysokimi kopcami. Niemniej jednak, da się tu dojechać każdym samochodem osobowym. Przy końcu naszej podróży okaże się, że także ciężarowym.

Koniec wożenia się, ruszamy w góry. Samochód zostaje na podwórzu u jednego z gospodarzy. Idziemy czerwonym szlakiem na połoninę Ruszczyna. Początek trasy przebiega dolinami – najpierw dolina Riczki, potem Salatruka. W miejscu, gdzie szlak skręca na północ, w dolinę Sałatruczyla, na przeciwległym zboczu widać wodospad na potoczku wypływającym spod Taupiszyrki. To już ostatnia dolinka na dzisiaj. Dalej droga pnie się w górę na połoninę Bojaryńską, potem stokami Bojaryna i Negrowej prowadzi prawie po poziomicy na połoninę Ruszczyna. Po drodze trzy dobrze utrzymane źródła. Na Ruszczynie jest kilka namiotów i dużo śmieci. Idziemy wyżej, na Połoninę Bystrą. Tu jest tylko jeden namiot, a śmieci nie mniej. Biwakujemy w pobliżu ruin schroniska.

Rafajłowa - Hallerówka.
29684
Dolina Salatruka.
29683
Wagonik dawnej kolejki wąskotorowej.
29682
Przeszliśmy Połoninę Bojaryńską.
29680
Uroczysko "Piekło" pod Ruszczyną.
29681

Wojtek Pysz
02-08-2012, 10:54
Uzupełnienie pierwszego dnia – właśnie Janusz dowiózł swoje zdjęcia. Wybrałem z nich obelisk w Rafajłowej, upamiętniający poległych legionistów, obrazki ze zwózki drewna i sympatyczne krowy. Odtąd zdjęcia już będą z obu aparatów.

29695
29693
29694
29692
Z wodą na Ruszczynie i Bystrej nie ma problemu. Z Bystrej (ruiny schroniska) bliżej jest do źródełka po zachodniej stronie grzbietu, zaznaczonego na mapie i wskazywanego przez strzałkę na drzewie. Pod Ruszczyną natomiast wypływa Bystrzyca Sołotwińska i wody do picia można nabrać w jednym ze źródełek a niżej jest już ukształtowany potoczek, w którym można się nawet popluskać.

Wojtek Pysz
03-08-2012, 11:00
Drugiego dnia wstajemy skoro świt, witają nas mgły, a może chmury i kukające zza nich słoneczko.

29705
Wchodzimy na Sywulę. Do góry – przez Małą Sywulę, z powrotem trawersem. Chmur jest coraz mniej, malowniczo krążą to nad nami, to pod nami.

29703
29702
29704
Szczyt i grzbiet Sywuli przecinają we wszystkie strony kolejne linie okopów z I wojny światowej oraz inne budowle obronne, w których ginęli ludzie w otoczeniu pięknego krajobrazu.

29706
Gdy schodzimy na dół, sąsiedzi jedzą dopiero śniadanie. Wokół namiotu spacerują konie. Zwijamy dobytek i ruszamy w drogę.

29707
Najpierw na przełaj do słupka 19. Nie był to najlepszy pomysł, bo między słupkiem 19 a 18 jest duże błoto – choć to grzbiet – rozciapane głęboko przez konie. Rano nie uzupełnialiśmy zapasów wody, planując zrobić to na przełęczy Perenys. W miejscu wskazywanym na mapie nie udało się odnaleźć źródełka, może znikło przy budowie drogi do zwożenia drewna. Przejście z przełęczy Perenys na Taupisz i Taupiszyrkę nie sprawia trudności. Między słupkiem 15 a 14 są rozległe, widokowe połoniny pod Taupiszem. Tu nie ma jednej, wyraźnej ścieżki. Przez połoninę przechodzimy dokładnie w kierunku południowym, nie wchodząc na szczyt 1441, zostawiając po prawej. Wchodzimy na Taupisz, schodzimy na głęboką przełęcz, podchodzimy stromą, kamienistą ścieżką na Taupiszyrkę. Jest to teren rezerwatu botanicznego „Taupiszyrka”, nie ma jednak przeszkód, by się tu poruszać bez znakowanego szlaku. Przed wyjazdem pytałem na forum o stan tego odcinka grzbietu, tam też napisze parę zdań na ten temat. http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/7497
Grzbiet Taupiszyrki ciągnie się dalej w kierunku pd-wsch. nad Rafajłową, mało wyraźny grzbiet graniczny skręca pod kątem prostym na pd-zach . a my wraz z nim. Ścieżka na Przełęcz Legionów jest stroma i prowadzi przez łany kosodrzewiny, przyciętej nieco ostatnio.
Na Przełęczy Legionów jest pusto. Długo spacerujemy, wybierając najlepsze miejsce pod namiot.
29709 . 29708

Wojtek Pysz
05-08-2012, 20:19
Źródło na przełęczy Legionów nie wzbudza zaufania. Jest do dołek wygrzebany w gruncie i obłożony kamieniami. Sączy się do niego woda z trawiastego zbocza. Na powierzchni pływają owady, które wpadły tu chyba przez przypadek. W wodzie pływa mnóstwo małych stworzonek, chyba zadomowionych. Rankiem następnego dnia obudziły nas biegające i baraszkujące konie. Wodę piliśmy tutaj tylko przegotowaną, gotowaliśmy też wodę do butelek na drogę.

29720 29719 29718

Kolejnym kamieniem milowym na trasie była góra Pantyr. Pod szczytem znajduje się słupek graniczny o numerze 1, z godłami Polski i Czechosłowacji. W Gorganach są dwa słupki numer 1 – następny, ze zniszczonym orłem jest na Popadii. Poniżej słupka zniszczony bunkier i piękna polana z obszernym widokiem w kierunku północnym, z szansą na znalezienie wody i dobrego miejsca pod namiot. Dla nas, niestety, był to początek dnia wędrówki, więc nie mogliśmy skorzystać.

29723 29721 29722

Zapasy wody zostały uzupełnione miedzy słupkiem 52 a 52. Na mapie jest tam zaznaczone źródło. W rzeczywistości kilkadziesiąt metrów (w poziomie) od grzbietu, po jego północnej stronie, płynie równolegle! do grzbietu strumyczek, w którym jest kilka głębszych miejsc, gdzie można nabrać wody. Jest zimna i czysta. Źródełko przy trawersie Durnej znajduje się mniej-więcej w miejscu oznaczonym na mapie, trzeba go wypatrywać kilkadziesiąt metrów poniżej ścieżki. Jest to początek małego potoku, nieoznaczonego na mapie. Gropa i Wielka Bratkowska są bezwodne. Za to pod Gropą dostaliśmy porcje wody z góry, z bonusem w postaci zimnego wiatru oraz efektów świetlno-dźwiękowych. A na Wielkiej Bratkowskiej znów wróciło słońce i ciepło.

29724 29725 29726

Tego dnia doszliśmy do Małej Bratkowskiej. Jedyne płaskie i niezarośnięte miejsce pod namiot znaleźliśmy … na szczycie, no może trzy metry obok (ostatnie zdjęcie powyżej). Pierogowy pisze w swojej stopce: "Najlepsze miejsce na namiot jest zawsze troszkę dalej...". Sprawdzałem, nie było. Omówiliśmy jeszcze sprawę bezpieczeństwa energetycznego. Końcowy wniosek był następujący: ludzie myślą, że wiedzą, gdzie piorun uderzy a gdzie nie uderzy i chowają się tam, gdzie myślą, że nie uderzy. I potem są zdziwieni, że piorun nie zastosował się do ludzkich reguł. Rozbicie się na szczycie było pewną próbą przechytrzenia pioruna – na pewno nie spodziewa się, że jacyś bezmyślni ludzie tu się schronili i nie będzie nas szukał. Nasz namiot stał miedzy dwoma słupkami granicznymi. Tuż obok był ten szczytowy, kilkanaście metrów dalej był – nie wiadomo po co – drugi. Przy tym drugim Janusz ustawił swoje kije, by służyły za piorunochron.

Wojtek Pysz
05-08-2012, 22:10
Czwarty dzień, kolejno - godz. 5:16, 5:19, 5:22 i 5:25. Na drugim zdjęciu widać po prawej stożkowatą Steryszorę ze zwartym dywanem czegoś ciemnozielonego na zboczach.
29727 29728 29729 29730

Ostatni obrazek z Bratkowskiej, zasieki z drutu kolczastego. Zaraz będzie podejście pod Ruską. Na wszelki wypadek poprawiamy bagaż, człowiek z plecakiem powinien być jak najwęższy, nic nie może wystawać na boki. Odtąd ścieżka będzie usiana resztkami tego, co komuś wystawało. Janusz schował aparat do plecaka (bo jest duży i by wystawał), ja miałem moje maleństwo w kieszeni, ale bez większej ochoty na jego używanie. I tak było przez 3 godziny. W końcu o 10:30 stanęliśmy na Steryszorze.
29735 29733 29731 29732 29736

Dotychczas ścieżka (lub coś, co kiedyś było ścieżką) wiodła grzbietem lub w jego pobliżu. Tutaj grzbiet skręca pod katem prostym na pn. wsch. a ścieżka prowadzi na wschód, na Czorny Gruń. Wkrótce zmienia się w wygodna drogę leśno-polna i schodzi do Czarnej Cisy. Tą też drogą poszliśmy, bo nie było innej. I tak sobie idziemy, cieszymy się, że nie ma kosodrzewiny i podziwiamy rozległe widoki. To szpiczaste to będzie Howerla, na prawo od niej Pietros, potem głęboka dolina Cisy. Widać też Bliźnicę i Drahobrat pod Stohem. A tam z tyłu, to pewnie Marmarosze. Zaraz, zaraz - jaki Drahobrat, jaka Cisa, jakie Marmarosze! Przecież my mamy iść zupełnie w inna stronę! Spod Czornego Grunia wracamy na polankę, gdzie powinna odgałęziać się na północ ścieżka w kierunku grzbietu granicznego. Ścieżka jest, nawet mocno przedeptana i oznakowana. Oznakowanie zrealizowano przy pomocy rozwieszonych na gałązkach co kilkaset metrów czerwonych pasków. Na paski wykorzystane zostały różne materiały - wstążka, folia, włóczka, kawałek damskiej bielizny z koronką. Oznakowanie takie wprawdzie nie pomagało w utrzymywaniu kierunku ścieżki, za to co jakiś czas upewniało wędrowca, że jeszcze nią idzie. Ścieżka w pewnym momencie przeszła na druga stronę grzbietu oraz wróciła doń w pobliżu słupka nr 33-13 i tu już pozostała na grzbiecie. Tak wygląda ścieżka na mapie "Compass":
29737

Jimi
06-08-2012, 00:23
zdjęcie z białym koniem rozłożyło mnie na łopatki

Wojtek Pysz
06-08-2012, 09:11
Siwego konia ustrzelił Janusz. W ogóle, wszystkie lepsze zdjęcia, to jego robota. On ma bardzo dobry aparat:)

Po przejściu ścieżką ze wstążeczkami, dalsza trasa prowadziła już grzbietem. Dzisiejszym celem była Płoska. W połowie drogi trochę nas zlało. Po południu spotkaliśmy kilkunastoosobową grupę młodzieży ukraińskiej, z dużymi plecakami, pełnym ekwipunkiem i w przeważnie w tenisówkach. Podziwialiśmy ich sprawność, bo nam się nogi ślizgały pomimo butów na ostrym wibramie. Zamieniliśmy kilka słów. Szli z Płoski w kierunku Steryszory. Odtąd idziemy komfortowo po ich śladach (tyle, że w przeciwnym kierunku), wiedząc, że dojdziemy na Płoską. Wypatrujemy tylko ścieżeczki w prawo, którą będzie się dało dojść w pobliże planowanego miejsca biwaku koło słupka 26. Niestety, ścieżki żadnej nie ma a ślady grupy prowadzą niebezpiecznie na północ i w dół. W pewnym momencie orientujemy się, że przyszli tutaj z Rafajłowej, omijając szczyt Płoskiej niskim trawersem. Czyli my, niestety, po mokrych trawach do góry. Połonina Płoska jest chyba najobszerniejszą połoniną, jaką widzieliśmy. I na tej ogromnej przestrzeni równe i płaskie miejsce pod namiot można zobaczyć tylko … na drodze:) Poniżej słupka 26, po pn. stronie widać jakąś opuszczoną staję. Schodzimy do niej. Niestety, jest już zrujnowana i nie nadaje się do spania. Znajdujemy w pobliżu mniej stromy kawałek polany. Zasada Pierogowego, że "najlepsze miejsce na namiot jest zawsze troszkę dalej..." też się tutaj nie sprawdza. W namiocie ułożymy się nogami w dół. W tle Dobuszanka, Siniak i Chomiak.

29738
Poniżej Płoskiej, w kierunku pn-wsch. od szczytu, jest wydajne źródło z korytem. Na mapie zaznaczone dobrze. Dochodzi się do niego w błocie po kostki. Schodzą się tu setki ścieżek wydeptanych przez zwierzęta, przybywające ze wszystkich stron do wodopoju. Woda jest zimna i czysta, można nie nabierać z koryta, lecz wprost z rynienki.

29739
I na zakończenie dnia jakaś drobna kolacja.

29740

michalN
06-08-2012, 09:34
Koń jest jakby uciekł z pomnika.

Wojtek Pysz
06-08-2012, 19:20
Nasz namiocik o świcie. Na ostatnim planie, pośrodku dwuwierzchołkowa Sywula.
29751
Na Połoninie Płoskiej wypas, jak za dawnych czasów, większość stai jest wykorzystywana. Na ostatnim planie czarnohorski Pietros.
29744
Wyruszamy w drogę.
29742
Odnowione ogrodzenie. Nie wiem, co ono oddziela, stojąc na środku połoniny. Być może dwa różne stada.
29741
Pożegnanie z Płoską.
29745

Wojtek Pysz
06-08-2012, 21:59
Następny przystanek na Połoninie Dołha. Widoki 360 stopni dookoła, albo więcej.
29763
A widać m.in: 1. Chomiak im Syniak, 2. Howerlę i Pietrosa, 3. Świdowiec z Bliźnicą i Stohem, 4. Sywulę i okolice. I kilkadziesiąt innych górek i dolin. Widać także wielopiętrową zabudowę ośrodka narciarskiego Bukowel oraz poranione wyciągami stoki górskie. Zdjęć nie będzie.

1.29765 2.29767 3.29764 4.29766

joorg
06-08-2012, 22:30
Następny przystanek na Połoninie Dołha. Widoki 360 stopni dookoła, albo więce...
A widać m.in: 1. Chomiak im Syniak, 2. Howerlę i Pietrosa, 3. Świdowiec z Bliźnicą i Stohem, 4. Sywulę i okolice. I kilkadziesiąt innych górek i dolin.....
Piękniiiiieeee i robisz Wojtku tymi opisami "SMAKA"...
ps. mówią ;) , że we wrześniu i pazdzierniku też tam jest pięknie :)

Basia Z.
06-08-2012, 22:55
Następny przystanek na Połoninie Dołha. Widoki 360 stopni dookoła, albo więcej.


Ale pokaż proszę Doboszankę !

Poza tym interesuje mnie co na zdjęciu nr 3 jest tam daleko, daleko.

Że smaka robi - fakt niezaprzeczalny !

Wojtek Pysz
07-08-2012, 08:16
e we wrześniu i pazdzierniku też tam jest pięknie :)
To się pewnie jeszcze raz wybiorę;)

Ale pokaż proszę Doboszankę !
Poza tym interesuje mnie co na zdjęciu nr 3 jest tam daleko, daleko.
Daleko, daleko widac prawdopodobnie Marmarosze!

A tu są Doboszanki: jedna z wieczora, druga z rana. Pikun to nie jest to ciemne, on jest na ostatnim planie, przedłużenie Medweżyka, wystaje tyć-tyć zza ciemnego.

29768
29769

luki_
07-08-2012, 11:24
Poza tym interesuje mnie co na zdjęciu nr 3 jest tam daleko, daleko.

Tam daleko, daleko, jak słusznie zauważył Wojtek to oczywiście Marmarosze. Ten najwyższy (szczyt z lewej strony tej odległej grupy) - to Pop Iwan Marmaroski.

Wojtek Pysz
08-08-2012, 17:02
Dotychczasowa opowieść skończyła się na Połoninie Douha. I na tym kończy się nasza górska wędrówka. Schodzimy powoli w doliny. Najpierw na przełęcz Stoły, na której na wielu mapach zaznaczone jest schronisko. Schroniska dawno nie ma, wybite szyby, w oknach folia ze starych worków. Mieszka tu biedny, samotny, starszy człowiek, taki "trochę inny". Pisał już ktoś na forum o nim i zdjęcia także były.

29772
Schodzimy doliną potoku Dołżyńca. W wielu miejscach wyraźny nasyp dawnej kolejki, to być może resztki mostu.
29775
Dolina ciągnie się przez kilkanaście kilometrów.
29776 29774 29778 29777

W końcu trafiamy do domku Olgi Biernat, który opisany jest w oddzielnym wątku (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/7519).
29773

Wojtek Pysz
10-08-2012, 20:17
Do domu wracać czas. Po drodze zabraliśmy Olgę z synem - jechali do Zełenej w odwiedziny do chrzestnej.
Na opłotkach Nadwórnej wizyta w starym zamku pniowskim. Przez wiele wieków to Pniów był centrum obronnym, kulturalnym i towarzyskim w tych okolicach. Nadwórna - na drugim zdjęciu widać ja z zamku - powstała jako osada służebna. Ostatnio zamek nieco podupadł.

29793
29792
29794 . . 29795

Planujemy zwiedzenie skansenu - Muzeum Architektury i Kultury Materialnej Podkarpacia we wsi Kryłos koło Halicza. Tego dnia nie jest to realne, gdyż zdąża tutaj wielotysięczna pielgrzymka - mijaliśmy ją po drodze, nie wiedząc jeszcze, że mamy wspólne miejsce docelowe. Na miejscu są już przygotowane wielkie namioty oraz wyznaczone setki miejsc pod namioty indywidualne. Z kuchni polowych dochodzą smakowite zapachy, kupcy rozkładają kramy z błyskotkami a porządku pilnuje służba porządkowa "Tryzub". Do samego skansenu nie dotarliśmy, zarządzając w pośpiechu odwrót. Gdy wyjeżdżaliśmy z wioski, milicja zamykała juz drogi dla ruchu samochodowego.

29799 29797 29796 29798

Wojtek Pysz
11-08-2012, 19:47
Przydałoby się zakończyć relację z wycieczki przed udaniem się na następną.
Po nieudanej wizycie w Kryłosie szukamy, gdzie jest Szewczenkowo. Znajduje się tam jedyna istniejąca do dziś na Ukrainie cerkiew z białego kamienia, pochodząca z 1194r. Drogowskazów nie ma, wskazówki miejscowych są sprzeczne. Ale udało się znaleźć. Gdyby ktoś szukał, to jest to tutaj (http://mapa.ump.waw.pl/ump-www/?zoom=14&lat=49.13247&lon=24.69791&layers=0000B0FTF&mlat=49.13362&mlon=24.69388&mbody=Pantelejmon).

29800 . 29801

Ostatni przystanek w Haliczu. Spacer po mieście, po starym moście na Dniestrze i wycieczka na zamek. Na wzgórze zamkowe przychodzą tutejsi nowożeńcy na sesje fotograficzne. Przy nas były cztery pary. Na dawnym dziedzińcu zamkowym jest wielka, stalowa beczka a przy niej pies w budzie. Tabliczka głosi, że jest zły.

29802 29805 29804

Panorama Halicza z zamku. Na ostatnim planie, po lewej cerkiew św. Pantelejmona.

29803
Na przejściu w Korczowej, po długim staniu w kolejce i dojechaniu do celników ukraińskich, pan celnik rzucił okiem na dowód rejestracyjny i pokazał paluchem na napis "SAMOCHÓD CIĘŻAROWY" i powiedział: tu jest napisane "samochód ciężarowy". Ładnie mówił po polsku. Tak, potwierdziłem. A to jest pas dla samochodów osobowych, odrzekł. Przybił na karteczce pieczątkę odmowy zezwolenia wyjazdu z kraju ukraińskiego i zakończył odprawę. Tośmy się musieli wrócić na Ukrainę (nie ma pasa do wracania, jechaliśmy zygzakiem pod prąd) i wjeżdżać ponownie na przejście, już pasem dla samochodów ciężarowych. W ten sposób trafiłem koło tej samej budki celników, tylko z jej prawej, zamiast lewej strony.
Jechałem już trzy razy przez Korczową "ciężarową" Skodą i jakoś nikomu nie przeszkadzało:)
Koniec.

maciejka
12-08-2012, 13:29
Rano nie uzupełnialiśmy zapasów wody, planując zrobić to na przełęczy Perenys. W miejscu wskazywanym na mapie nie udało się odnaleźć źródełka, może znikło przy budowie drogi do zwożenia drewna.

Źródełko jest i to bardzo dobre! Szkoda, że nie udało Wam się skorzystać, wiem jak boli brak wody...
Położenie jest zgodne z tym co na mapie.
Trzeba zejść do budowanej stokówki i drogą podążać w kierunku północno-zachodnim. Za jakieś 200m widoczna jest po prawej ściana skalna, a kawałek dalej wypływa woda.
298132981229811

Wojtek Pysz
12-08-2012, 14:27
Szkoda, że nie udało Wam się skorzystać, wiem jak boli brak wody...
Nie było aż tak źle. Janusz zszedł na stokówkę, rozejrzał się dookoła, posłuchał, powąchał i wynalazł mały, czysty i zimny potoczek, więc zapasy zostały uzupełnione. Było to też ok. 200 m, tyle, że w kierunku południowo-wchodnim:)

bartolomeo
15-08-2012, 18:41
Gdzie się nie obrócić, to woda w tych Gorganach! :wink: A wracając do relacji to chyba jeszcze nie koniec, prawda? Jakieś przejścia na przejściu były zapowiadane i nic...

Wojtek Pysz
15-08-2012, 18:54
A wracając do relacji to chyba jeszcze nie koniec, prawda? Jakieś przejścia na przejściu były zapowiadane i nic...
Przejścia na przejściu zostały skromnie opisane dwa piętra wyżej (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/7529-Gorgany-z-Rafaj%C5%82owej?p=135685&viewfull=1#post135685), pod panoramą ze wzgórza zamkowego w Haliczu. Opisanie jest krótkie, zdarzenie było nieco dłuższe;)
A z tą wodą na przeł Perenys, to było tak. Po wodę na ochotnika poszedł Janusz. Miał iść do najbliższego strumyczka. Gdyby nie było, to większego strumyczka. Jeśli nie, to dalej jest Turbat, potem ew. Tereszwa, Cisa, itd. W ostateczności nabierze wody z Morza Czarnego:)

bartolomeo
15-08-2012, 18:57
No tak, jakoś mi umknęło między zdjęciami :-)

iaa
16-08-2012, 11:13
Dojazd: samochodem osobowym trasą Jarosław – Lwów – Stanisławów - Nadwórna – Rafajłowa. Miało być ok. 320 km, wyszło z tego ok. 350 km. Koszt paliwa: ok. 200 zł, kupując na Ukrainie, byłoby nieco mniej.

Skład ekipy: 2 osoby, czyli Janusz (iaa) i Wojtek

Trasa w górach:



Dzień 1. (po południu) Rafajłowa, poł. Bojaryńska, Ruszczyna, biwak koło ruin schroniska na poł. Bystrej
Dzień 2. Rano wyjście na Sywulę i z powrotem, złożenie namiotu, przeł. Perenys, Taupisz, Taupiszyrka, biwak na Przełęczy Legionów
Dzień 3. Pantyr, Durna, Gropa, Wielka Bratkowska, Mała Bratkowska, biwak na szczycie.
Dzień 4. Ruska, Steryszora, Czarny Gruń (przez przypadek), grzbietem granicznym na poł. Płoska, biwak przy zrujnowanej staji
Dzień 5. Połonina Dołha, przeł. Stoły, zejście doliną potoku Dołżyniec do Rafałowej, nocleg w schronisku „Biernat House”


Powrót, czyli dzień 6. - po śladach, ze zwiedzaniem Halicza i okolic oraz przejściami na przejściu granicznym.
= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

Wyjeżdżamy z Jarosławia przed 4:30.
[...]

Wróciłem, doszedłem do siebie, przemyślałem pewne sprawy i uznałem, że powinienem się odnieść przynajmniej do niektórych zapisków Pana Wojtka.
Tytuł mi się nie podoba – taki beznamiętny i kartograficzny – z mojego punktu widzenia powinien brzmieć: „ Kto pełza, a kto hasa po gorgańskich… /w tym miejscu jakiś częstochowski rym i będzie dobrze/”. Czytelnicy forumowych wątków z czynnym udziałem Pana Wojtka łatwo przypiszą role uczestnikom gorgańskiego obchodu.
Start nie wyglądał tak słodko i bezproblemowo, jak to autor opisał, zanim go znalazłem, rozgarniając rękami i nogami jarosławską mgłę, chwilę trwało.
Na przejściu granicznym kierowca przekroczył linię bezwzględnego zatrzymania nie, jak podał, o 176 cm, a o, wg moich zapisków, 183,5 cm. Zasadniczy pogranicznik był skłonny uszczuplić nasze zasoby finansowe o kwotę 200 zł, która okazała się później całościowym kosztem wyjazdu. Jaki argument skłonił go do rezygnacji z zaspokojenia roszczeń skarbu państwa, taktownie przemilczę.
Później Lwów my zwiedzili, stadion w polach widzieli, Nadwórną gps-em zmierzyli i za marszrutkami /co rusz nas jakaś wyprzedzała/ do Rafajłowej pojechali.
Duch sprawczy wyjazdu niewiele o kulinariach wspominał, godzi się więc rozwiać zasadne zapewne domysły, i o wypiciu piwa w obrębie baru dobrze wyposażonego29867, przed wyjściem w góry napomknąć.
W miejscu, gdzie zostawiliśmy samochód, odbyła się krótka pogawędka z siostrą właściciela obejścia, która zadała zasadne pytania – skąd jesteśmy, gdzie i na jak długo idziemy i właściwie po co. Uspokoiła nas też stwierdzeniem, że teraz niedźwiedzie jedzą konie, więc będziemy bezpieczni. Jesienią jest gorzej – niedźwiedzie są głodne, a koni nie ma…

iaa
16-08-2012, 22:32
Drugiego dnia wstajemy skoro świt, witają nas mgły, a może chmury i kukające zza nich słoneczko.
Wchodzimy na Sywulę. Do góry – przez Małą Sywulę, z powrotem trawersem. Chmur jest coraz mniej, malowniczo krążą to nad nami, to pod nami.
[...]

Zgodnie z zaleceniami GOPR wyszliśmy z wioski o godz. 14, żeby uniknąć burz południowych i zdążyć przed wieczornymi, stąd też nie dotarliśmy tego dnia na Siwą Ulę, do której z Rafajłowej, wg znaków jest 7 godzin. Może to i dobrze, bo wieczorowa pogoda nie wskazywała na możliwość oglądania czegoś innego niż walki chmurnego smoka z pochmurnym jeżozwierzem. O wieczornym biwaku niewiele mogę powiedzieć, ponieważ Pan Wojtek zaaplikował przy kolacji żurawi nówkę wg własnego pomysłu no i…

„Kiedy stałem w przedświcie”, aby spojrzeć Uli w zbocze, nijak się nie dało – wstydliwie przesłoniła się woalem, co jeszcze bardziej wzmogło chęć zdobywania. W trakcie mieszania kijem oparu i kosówki Pan Wojtek chciał nadrobić zaległości czasowe i organizacyjne – dzielnie strzelał z kija, wykorzystując umocnienia zrobione jakiś czas temu; teraz przychodzi mi inna myśl do głowy - a może on chciał wydobyć z kija coś innego, kto go tam wie…

29883
Mała Siwa Ula była sympatyczna.
29881
Na przełęczy między Małą i Dużą znaleźliśmy dowody bytności homo stones układensis ale raczej nie vulgaris.

29882
Taki sposób utrwalenia bytności to jest dopiero coś, do tego można łatwo zrobić recycling. Gdyby jeszcze chciało mi się znosić kamienie, to może zostałby po mnie jakiś ślad, ale raczej nie będzie mi się chciało, zresztą Pan Wojtek nie pozwoli…

Z pełnym politowania uśmieszkiem, wszak Wiki coś podaje, iż Gorgany porasta trudna do przebycia kosówka, podążałem za Wodzem, od niechcenia rozgarniając mikrososenki lewą kończyną dolną, wykonując nawet, z nudów proste figury łyżwiarskie.
Przekicawszy przez ostatnie, spore kamulce, pokrywające szczytowe partie Najwyższej i Najdroższej Sercu Siwej Uli, spojrzeliśmy na świat wokół i niżej. Ładnie było.
Teraz może kilka słów wyjaśnienia, skąd taka poufałość z mojej strony wobec najwyższego szczytu Gorganów. Otóż Pan Wojtek oprócz tego i owego /dużo tego miał/ zabrał całkiem pokaźną biblioteczkę, stąd wieczorami mogłem się zorientować, gdzie jestem i skąd to się wzięło. Według tych źródeł Sywula ma tyle nazw, że stwierdziłem iż kolejna, moja i bardzo osobista nie zrobi jej różnicy – skoro nie pogoniła, to pewnie tak właśnie było.

W tym kierunku byłem solidnie instruowany, co rejestruję.
29884