Zobacz pełną wersję : A zimy nie ma...
bartolomeo
19-01-2013, 21:35
W pierwszy piątek nowego roku, gdzieś tak kwadrans po czwartej, w kierunku łupkowskiego Pod-Kamienia (i jego pierogów) wyruszył dzielny pojazd terenowy z dwoma plecakami w bagażniku i dwoma rycerzami :wink: w środku. Wyjazd z miasta był lekko upie... nieciekawy, jak to w piątek po pracy. Ale jakoś się udało, za niebylecką górką stacja benzynowa tchnęła w pojazd nowe siły a że trasa troszkę opustoszała to jechać można było spokojniej i po swojemu.
Tamten piątek rozpoczynał pierwszy weekend tego roku. Początek roku, styczeń, zima... Zima? Temperatura dodatnia, za oknem ciapa i błoto, ciemno i zero śniegu. Też mi zima, kurka wodna! Głodni, zmęczeni i spragnieni zimy jechaliśmy więc zostawiając za sobą kolejne miasta, miasteczka i wioski i wspominaliśmy jaka to piękna zima była w zeszłym roku, jak nam się słupki na polsko-ukraińskiej granicy pod śniegiem chowały i jak na zimowym noclegu nie odpaliła nam maszynka do gotowania :wink: A jutro? Buty trzeba będzie dobrze wypastować, żeby woda się ich nie imała.
W drodze dostaliśmy sygnał, że żadne pierogi nie wchodzą w rachubę - mamy jechać prosto do Szwejkowa a tam już się nami zaopiekują. Też dobrze :smile: Jechaliśmy więc szukając za oknem, zupełnie nieskutecznie, jakichkolwiek oznak zimy. W Zagórzu zrobiliśmy krótką przerwę na zakupy i pomknęliśmy dalej. Droga znów zaczęła się robić męcząca bo za Zagórzem zaczęły się roboty drogowe, ruch wahadłowy, światła i kilkukrotne stanie nawet po 10min w oczekiwaniu na zielone. Później, na miejscu, dowiedzieliśmy się, że na drodze do Komańczy ma tak być przez najbliższe dwa lata :shock: Na szczęście zrobiło się najpierw lekko białawo, a potem cienka ale konsekwentna biała kołderka przykryła pola, domy, ruch wahadłowy, zielone i czerwone, a wreszcie i samą drogę.
W końcu pojawiły się też światła Nowego Łupkowa, droga do Łupkowa właściwego :mrgreen:, tunel, stacja i Radosne Szwejkowo. A tam, jak to zwykle w Szwejkowie bywa, Radosne powitanie i grupa znajomych. I doskonałe kotlety schabowe z ziemniakami :mrgreen:
A potem rozmowy, wieści, nowości z Bieszczadów i ze świata, wypytywanie się wzajemne co i jak, no i wreszcie przepakowanie plecaków na drogę, przygotowanie do porannego wyjścia, pastowanie buciorów. I taka lekka rezygnacja na myśl o jutrzejszym wyjściu na błoto, kiedy kalendarz podpowiada, że zima, zima, zima jest! Na kalendarzu niestety tylko...
Dobrze choć, że na zewnątrz kręciły się gęsto, w lekko mroźnym wreszcie powietrzu, wielkie i ciężkie płatki śniegu :-D
sir Bazyl
20-01-2013, 12:35
Widzę, że nie tylko mnie to siedzenie w domu zmusiło do teleportacji w miejsca gdzie chciałoby się być ciągle ale niestety lotto nie sprzyja :) Ciągnij Waść dalej tą piękną i jak pamięcią sięgam w następne dni, dramatyczną opowieść...
bartolomeo
20-01-2013, 13:07
Rano dnia następnego, w sobotę znaczy się, budzik wyrwał nas ze snu znacznie za wcześnie. Czy Wasze budziki też tak mają, że dzwonią zawsze za wcześnie? :wink: Zebraliśmy się w czasie lekko przekraczającym normę, wgrzmociliśmy jakieś śniadanko i ruszyliśmy w świat. Już w trzyosobowym gronie, bo ze Szwejkowa porwaliśmy jedną turystkę :mrgreen:
A świat był z rana znacznie ładniejszy niż wieczorem. Przede wszystkim było jasno i... biało! Śnieg, wszędzie dookoła leżał długo wyczekiwany śnieg :mrgreen: Bez problemów dotarliśmy do Nowego Łupkowa i dopiero po dojechaniu do głównej drogi zorientowaliśmy się, że śniegu przez noc napadało całkiem sporo - bo tak jak Nowy Łupków był elegancko odśnieżony (sobota, gdzieś ok. 7 rano) tak droga Komańcza-Cisna wcale :shock: Ale pełni nadziei skręciliśmy w prawo, wieczorem postanowiliśmy bowiem rozpocząć wędrówkę w Roztokach G. i granicą dojść do Balnicy. Jak gdzieś ma być śnieg to na granicznym! A skoro na drodze leży miejscami 10cm białego, to na granicznym może być pełna, zwarta pokrywa.
Pełni optymizmu z trudem wdrapaliśmy się na przełęcz pod Matragoną (jeszcze 100m i byłby kłopot, auto zaczynało się ślizgać) a za przełęczą ruszyliśmy z kopyta - gmina Cisna zdecydowanie poważniej potraktowała nocne opady, droga była odśnieżona a zjazd z przełęczy nawet posypany jakimś czernidłem. Ani się spostrzegliśmy jak minęliśmy Majdan, Liszną i dojechaliśmy do Roztok. Śniegu nie było specjalnie więcej niż na przełęczy pod Matragoną, ale był!
Przygotowaliśmy się do drogi, narzuciliśmy na plecy nasze ulubione plecaki i podrałowaliśmy na Przełęcz nad Roztokami. Zajęło nam to mniej więcej tyle samo czasu co latem, śniegu na drodze było cały czas tyle co w Majdanie czy w Łupkowie. Na przełęczy mały postój i kontrola paszportów :wink: a że duło zacnie to szybko zaszyliśmy się w las i zaczęliśmy podchodzić...
I jak tylko weszliśmy w las pomyśleliśmy tęsknie o pozostawionych w Rzeszowie rakietach. No ale, kurka wodna, kto by brał rakiety na błoto? No nic, śnieg był tak mniej więcej do pół łydki a czasem tylko w większych zaspach do kolan. Damy radę, nie takie rzeczy się robiło! :mrgreen:
bartolomeo
20-01-2013, 20:08
No to skoro damy radę to rozpędziliśmy się radośnie i na Rypi Wierch dotarliśmy w oka mgnieniu - już po pięciu kwadransach. Jak pokazuje moje magiczne pudełeczko osiągnęliśmy niebotyczną prędkość średnią 1.1 Macha, czyli kilometr i sto metrów na godzinę. Bo śnieg do połowy łydek był tylko na samym dole, wyżej standardem było zapadanie się po kolana a na polanach, gdzie wiało po pieronie, nawet i po pas. Ci, którzy chodzili z plecakiem w takich warunkach, wiedzą co to oznacza :wink: Próbowaliśmy omijać odkryte miejsca lasem i czasem coś to dawało. A czasem nic :mrgreen:
Po zdobyciu Rypiego byliśmy pewni, że będzie łatwiej, w końcu największe podejścia już za nami. I było łatwiej, bo przyspieszaliśmy chwilami nawet do półtora Macha :twisted: Tak to sobie z nas zadrwiła zima, której przecież nie było :wink: Nawet wywiad środowiskowy przeprowadzony dzień czy dwa wcześniej potwierdzał - na granicznym jest coś śniegu ale zmrożony i idzie się bardzo łatwo i pewnie górą. A guzik! Czasem dokopywaliśmy się do tej zmrożonej warstwy, i raz czy dwa razy udało się przejść jakąś małą polankę zapadając się tylko do kolan. Wrażenie było piorunujące, jakbyśmy szli po odśnieżonym chodniku :wink:
Na szczęście mogliśmy się zmieniać na prowadzeniu i to wędrowanie z tyłu, w wydłubanym przez idących wcześniej korytarzu, dawało chwilę oddechu i pozwalało się rozejrzeć na boki. A warto było, bo zima jak zwykle była piękna. Złośliwa, ale piękna :smile:
http://www.bmiller.pl/forum/2013/zima_zla.jpg
I tak po czterech godzinach od wyjścia z Roztok dotarliśmy na Manewą. I tam chwilę stanęliśmy i zaczęliśmy liczyć: cztery godziny z Roztok, ale cały czas pod górę i dożo polan. Przed nami jeszcze spory kawał drogi, więcej niż za nami, ale zdecydowanie w dół i co prawda jedna, ale wielka polana. Być może pójdziemy szybciej, ale letniego tempa absolutnie nie ma się co spodziewać. Wyszło nam, że do celu jeszcze co najmniej 5 godzin, może 6. A może nawet 7 :wink: Jak nie osłabniemy. I jak warunki będą choć odrobinę lepsze niż do tej pory.
Dużo niewiadomych :-( Za dużo...
don Enrico
21-01-2013, 10:51
(...)
Dużo niewiadomych :-( Za dużo...
ale jedno jest PEWNE. Rakiety się nie zniszczyły (zgodnie z wypracowaną w ubiegłych latach teorią, że najlepiej trzymać je w bagażniku albo garażu)
Na szczęście mogliśmy się zmieniać na prowadzeniu i to wędrowanie z tyłu, w wydłubanym przez idących wcześniej korytarzu, dawało chwilę oddechu i pozwalało się rozejrzeć na boki.A warto było, bo zima jak zwykle była piękna. Złośliwa, ale piękna :smile:
I tylko jedno zdjęcie? :-( (może tylko póki co - mam taką nadzieję :wink: )
bartolomeo
22-01-2013, 22:36
I tylko jedno zdjęcie?Czasem tak jest, że zdjęcia schodzą na plan dalszy. Tego dnia zrobiłem dokładnie dziewięć, z czego większość jeszcze z zaśnieżonego asfaltu przed Przełęczą nad Roztokami. O takie na przykład:
http://www.bmiller.pl/forum/2013/zima_zla_2.jpg
Z samej trasy trzy, z tego jedno nieostre, jedno nieciekawe a jedyne warte uwagi już powiesiłem.
bartolomeo
23-01-2013, 16:46
Dużo niewiadomych :-( Za dużo...
Inżynierowie nazywają takie zagadnienie, w którym niewiadomych jest więcej niż równań, źle uwarunkowanym problemem. I właśnie takie zagadnienie przyszło nam rozwiązywać... Postanowiliśmy dodać do niego jeszcze jedno równanie: chcemy być na chodzie również następnego dnia. I choć nie było niebezpieczeństwa, że nie dotrzemy do celu, to byłoby to rozwiążanie siłowe. Z żalem, ale jednak postanowiliśmy zrezygnować z planu i spadliśmy z grzbietu granicznego na północ, do przełęczy, a potem do drogi Solinka-Roztoki. 40 minut przez las, kolejne 40 minut drogą, równą i rozjeżdżoną, i stanęliśmy obok pozostawionego pięć i pół godziny wcześniej samochodu. Do zmroku pozostała już niecała godzina.
Pokonała nas trasa, którą latem można zrobić tam i z powrotem w ciągu jednego dnia (robiłem!). Pokonała nas zima, której przecież nie było. Choć z drugiej strony czy one nas rzeczywiście pokonały? Do Balnicy i tak dotarliśmy :grin:, ino z drugiej strony - przez Liszną, Majdan i Żubracze pojechaliśmy do Maniowa i kawałek dalej, pojeździliśmy chwilę tam i nazad, wpakowaliśmy się w zaspę a potem się z niej wygramoliliśmy, aby jeszcze ok. godziny przedreptać i w końcu byliśmy na miejscu :smile: I wreszcie mogliśmy zacząć sycić się zapasami z noszonych zawzięcie cały dzień plecaków :mrgreen:
Pierogowy
23-01-2013, 19:39
hallo,
jestem pod wrażeniem wyprawy ...
i pod wrażeniem mojej kandydatki na Forumowiczkę Powsimordową -Asię trzy dziewiątki...tak wspaniale rozkłada karty,że bartolomeo "nie pasuje" a wyciąga asa i jeszcze licytuje :)
a trzy dziewiątki przed dobraniem to i kareta...
ach !!!
niesamowita motywacja :)
bartku ...liczę na trzecia fotografie !!!
trzy dziewiątki !!!
teraz już domyślam się ,
:)
jakie to choróbsko zmogło chłopaków Resowiakow z 70 ,
i niestety stanęło na przeszkodzie w klabingowaniu po mroźnym,klimatycznym Rzeszowie...a potem po pograniczu UA i SL
byliście już ....nasyceni
bartolomeo
23-01-2013, 21:23
liczę na trzecia fotografie !!!
trzy dziewiątki !!!
Jest trzecia, ale to już nie dziewiątka a jedynie 2 i ¾ :wink:
http://www.bmiller.pl/forum/2013/zima_zla_3.jpg
bartolomeo "nie pasuje" a wyciąga asa i jeszcze licytuje :)
Dwa Asy (z racji tego rycerstwa dwaj asani może lepiej:wink:) to już w pierwszej karcie szły:
dzielny pojazd terenowy z dwoma rycerzami :wink: w środku.
potem doszła Dama:
w trzyosobowym gronie, bo ze Szwejkowa porwaliśmy jedną turystkę
potem te trójki składające się na dziewiątki (w tym jedna znaczona):
Jest trzecia, ale to już nie dziewiątka a jedynie 2 i ¾ :wink:
a, że talia czasu ułożyła się tak jak ułożyła:
Tamten piątek rozpoczynał pierwszy weekend tego roku.
niechybnie po nocy w Balnicy do gry wkroczą Trzy Króle (czy Trzej Królowie też raczej może :wink:)
A do tego jeszcze te układy równań, niewiadome, liczby, godziny, kilometry...co to z tego wyjdzie? :shock:;)
...piękny ten śnieżny krajobraz...zimy, której nie było
mojej kandydatki na Forumowiczkę Powsimordową trzy dziewiątki !!!
nominacja do nominacji z rąk samego Mistrza P. - bezcenne! :-D
krzychuprorok
25-01-2013, 00:55
Fajnie się z wami wędrowało.
I jak tylko weszliśmy w las pomyśleliśmy tęsknie o pozostawionych w Rzeszowie rakietach. No ale, kurka wodna, kto by brał rakiety na błoto?
No to zima wam psikusa zrobiła:-D
Pokonała nas trasa, którą latem można zrobić tam i z powrotem w ciągu jednego dnia (robiłem!). Pokonała nas zima, której przecież nie było. Choć z drugiej strony czy one nas rzeczywiście pokonały?
Jest niedosyt, ale zawrócić nic strasznego, czasem trzeba bo tak lepiej, bezpieczniej.
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.