PDA

Zobacz pełną wersję : Z pamiętnika niedzielnego turysty



Jimi
25-05-2014, 22:41
Wątek ten jest kontynuacją wątku "Polemika o wędrówce w pojedynkę" - http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/7456-Polemika-o-w%C4%99dr%C3%B3wce-w-pojedynk%C4%99 , jednakże postanowiłam ową polemikę rozdzielić na bieszczadzką i pozabieszczadzką, by pasowały do odpowiednich działów tematycznych.

Całość można przeczytać też tutaj: http://wadera55.republika.pl/ania.html

Jimi
25-05-2014, 22:52
Czarnorzecko - Strzyżowski Park Krajobrazowy
24/25 maja 2014

http://wadera55.republika.pl/czarnorzecko/czarnorzecko.html

Z pamiętnika niedzielnego turysty - skąd takie określenie? Mianowicie często w niedzielę można spotkać mnie w górach, więc jakżeby można określić mnie inaczej, jak zwyczajnie niedzielnym turystą? Propaguję wymierający już rodzaj pieszej turystyki plecakowo - namiotowej. Często nieodłącznym akcesorium moich wędrówek jest 27-letni namiot, który dostałam od kolegi, Wojtka P., wspaniałego podróżnika.

Relacja ta będzie różniła się od poprzednich tym, że jest pisana na bieżąco podczas wędrówki. Nigdzie mi się nie śpieszy, nastawiona jestem nie na pokonywanie kilometrów, lecz na odpoczynek na łonie przyrody. Nie tak ważnym znów jest miejsce noclegu, ponieważ taszczę namiot. Jednakże wstępnie wyznaczyłam miejsce noclegowe, 14 km w poziomie stąd.

Dokładnie tydzień temu uczyłam się poprawnie wymawiać jakże trudną w artykulacji nazwę Czarnorzecko - Strzyżowskiego Parku Krajobrazowego. Przejeżdżając obok, zachwyciłam się nim i już wtedy wiedziałam, gdzie poniosą mnie nogi na kolejny weekend.


Autobusem dojechałam do Wiśniowej. Podążyłam miedzą przez łąki i pola w kierunku Wisłoka. Zapach wsi, zapach siana wypełnił do reszty moje nozdrza. Rozpoczęłam wędrówkę do przeszłości. Przypomniały mi się dziecięce lata, gdy pracowaliśmy w polu. Przypomniała mi się stara działka, na której mieliśmy warzywa, maliny, agrest. Nowa działka nie pachnie tak, jak poprzednia. Przeszłam przez uroczo huśtający się na wszystkie strony most.

34588 34589

Weszłam do lasu. Wilgotna ziemia i wysoka temperatura sprawiły, że zapach ziemi był bardzo intensywny. Takiego zapachu nigdy nie czułam w Bieszczadach. To był zapach mojego domu rozumianego w szerokim pojęciu. To był zapach Isp, łąki położonej nad Sanem, gdzie pomagaliśmy starszej ciotce w polu i zawsze mawialiśmy, że jedziemy "na Ispy". To był też zapach Puszczy Sandomierskiej, do której jeździłam z ojcem na jagody i grzyby.

34590

Jest tu pełno muszek i komarów, dokładnie tak, jak nad Sanem, nad moim Sanem. Idzie się całkiem przyjemnie. Na Piaskowej Górze wychodnie skałek, na które się wdrapuję. Sesja zdjęciowa z kapelusikiem, który odtąd będę zabierać na wędrówki.

34591 34593 34592 34594 34595 34596

Zobaczyłam niewielkie drzewo, na które miałam nieodpartą chęć wdrapania się. Tak to już jest, że łatwo się wchodzi, problem tkwi w tym, jak zeń zejść. Doszłam do drogi leśnej. Od tej pory czasem spoglądam na mapę, bo wydaje mi się, że gubię szlak. Okazuje się, że go wcale nie gubię, tylko oznakowanie jest rzadsze. Doszłam do otwartej ambony bez okien - dziwna, nie mam pojęcia co stąd można by obserwować, ponieważ z każdej strony jest gęsty las. W środku puszki po napojach. Trzykrotnie natknęłam się na intensywny, brzydki zapach, pewnie zwierząt ale nic nie słychać. Ślady saren. Chciałabym spotkać dziki.

34597

tomas pablo
25-05-2014, 23:26
fajne ! ...i dzięki za fotkę w kapelusiku !

Jimi
26-05-2014, 00:10
Siedzę teraz na szczycie 490. Niedaleko słyszę dwie ścinki.

Niech to piorun trzaśnie! Zgubiłam szlak ale to nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że schodzę do wsi! Wolałabym sobie jeszcze pochasać górkami! Nie podobała mi się ta ścieżka, nie ze względu na brak kresek na drzewach ale jest za bardzo cywilizowana. To wszystko przez rowerzystów! Minęłam jednych a za chwilę drugich w przeciwnym kierunku. Zajęli moją uwagę pozwalając, bym odpuściła sobie trzymanie się wyznaczonego kierunku. Pozostaje mi teraz albo wracać się sporo pod górę do szlaku lub rozpocząć chaszczowanko, jednak wtedy musiałabym zejść do jaru i wdrapać się na grzbiet, który widzę po lewej. Sporo musiałam odbić...

Kolega Bartek pyta, czy nie gorąco mi, bo w mieście straszny upał. Nie jest źle, dobrze, że wybrałam się do lasu. Wybieram zabawę - idę w jar, choć w zasadzie nie mam pewności, czy tamte pagórki to te, którymi miałam iść. Jednak właściwie dużego pola do popisu tu nie ma, więc powinno być dobrze.

Kurde, przedarłam się przez drzewa i gdy tak patrzę na stromy jar i grzbiet, jakim powinnam iść, to myślę, że zdrowo by mnie powaliło, gdybym miałam doń schodzić i wchodzić od nowa! Jakaś paranoja! Przecież to są pagórki a w tym miejscu czuję się, jakbym była w górach. Wracam do rozwidlenia.

Po 15 minutach doszłam do szlaku i zgłupiałam. Nie było rzadnych rozwidleń, więc to oznacza, że dobrze szłam? A te pagórki po lewej to niby co? Minęłam kolajnych rowerzystów.

Gdy przeglądałam mapę, jeden do mnie zagadnął. Wytłumaczył mi, że właśnie minutę stąd było mało widoczne rozwidlenie ale szlak tam jest ukryty. Oznacza to, że wszystko zaczęło mi się zgadzać! Jest tak, jak myślałam na początku!

Wyszłam na szlak. Zgubiłam go faktycznie tam, gdzie byli pierwsi rowerzyści a rozwidlenie jest takie, że go praktycznie nie widać. Dobrze obstawiałam też, że jest to góra Czarnówka. Idę znów bardzo przyjemną ścieżką leśną, zamiast tą cywilizowaną autostradą dla rowerzystów. Przynajmniej było ciekawie. Spojrzałam na grzbiet po prawej, jakim pół godziny temu szłam. Wydawał mi się on daleko. Jako, że na zdjęciu grzbiet jest słabo widoczny, wspomogłam się niezastąpionym programem - Paint. Strzałka wskazuje miejsce, gdzie omyłkowo byłam.

34598


Zobaczyłam małą sarenkę. Spała 3 metry ode mnie. Ujrzałam ją, gdy się zerwała gwałtownie, co mnie dosyć mocno przestraszyło. Jest tu ładnie i miło. Dobrze, że nie zeszłam wtedy do wsi.

Idąc, zauważyłam, że szlak niespodziewanie odbił od ścieżki w krzaki. Podążyłam więc za nim. Nagle ujrzałam chabry, wiele chabrów. Pomyślałam od razu, że chabry niegdyś sadzono w miejscu kapliczek, cmentarzy ale tu w lesie nie widziałam żadnego cmentarza. Nagle wśród krzaków ujrzałam grób. Był sporo przysłonięty, obrośnięty dookoła. Bardzo mnie poruszył, tak samo, jak obecność tych pięknych kwiatów. 1942 rok, policja niemiecka i ukraińska dokonała tu strasznych mordów. Wymienione zostały nazwiska zabitych. Postanowiłam trochę wyplewić miejsce nagrobku. Wśród zarośli znalazłam wiele wieńców i zniczy, co świadczy o pamięci mieszkańców. Gdy skończyłam, poczułam kroplę na dłoni. Najpierw jedną, za chwilę wiele. Zerwał się niemalże dwuminutowy, letni deszcz. Niesamowita chwila metafizyki.

34599 34600

Jimi
26-05-2014, 00:58
Schodząc powoli ku wsi, zobaczyłam stary cmentarz. Będąc w trakcie lektury "Brusno, (nie)istnienie w kamieniu" od tej pory inaczej patrzę na nagrobki. Kilka nagrobków pisanych cyrylicą. Jeden wręcz idealnie wpisuje się w schemat bruśnieńskich kamieniarzy - cokół w formie golgoty, krzyż kamienny na kształt drzewa, na którym splątane są liście i inskrypcja w kształcie zwoju papieru. Zaczęło mocno grzmieć.

34603 34604 34605 34606 34607 34608 34609 34610 34611

Jimi
26-05-2014, 01:14
Spośród drzew wyłoniła się nieśmiało piękna kopuła cerkwi. Podążyłam więc w jej kierunku.

34612 34613

Trafiłam akurat na moment, gdy cerkiew była sprzątana, zatem mogłam wejść do środka. Urzekły mnie piękne polichromia na suficie i nad prezbiterium. Ikonostas też dosyć ciekawy, ułożony na kształt półokręgów. Nad diakońskimi wrotami po prawej św. Paraksewa, po lewej oczywiście św. Mikołaj. Cerkiew jest orientowana, zbudowana na kształt krzyża. Murowana cerkiew zrobiła na mnie wrażenie!

34614 34615 34616 34617 34618 34619 34620

Szkutawy
26-05-2014, 02:03
...wnętrze imponujące... to chyba R.....k ....jak jadę w Bieszczady, to zawsze gdzieś tam zbaczam z trasy... mniej, lub więcej, ale rzadko mam okazję zrobienia zdjęć wnętrz...

Jimi
26-05-2014, 20:08
Będąc jeszcze w środku znów usłyszałam mocne grzmienie. "Nie ma na co czekać! Jeszcze kawałek drogi przede mną, trzeba przejść całą wieś, wejść do lasu i rozbić namiot zanim zacznie padać", pomyślałam. Grzmiało i grzmiało, mimo, że niebo nad wsią było piękne a chmur niewiele. Grzmiało gdzieś za górami. Gdy wyszłam z cerkwi, usłyszałam potok górski. Miałam nieodpartą chęć umycia się w nim, jednak grzmoty oddalały moje pragnienia. Po kilkudziesięciu metrach znów go usłyszałam. Zaryzykowałam. Schodząc przez zarośla, uniosłam ręce do góry, zaplótłszy je z tyłu głowy, jak to robią rewidowani przez policję. Taka postawa miała uchronić mnie częściowo od pokrzyw. Zeszłam do strumyka. Myjąc się pokrzywa połaskotała mnie po jednym boczku, za chwilę po drugim. Poczułam się bosko.

We wsi zauważyłam wiele pięknych widoków. Nie spodziewałam się, że zastanę tu taką piękną wioskę.

34622 34623 34624 34625

Rozglądałam się na wszystkie strony, próbując utrwalić te sielskie widoki.

34626 34627


Patrzcie jak tu pięknie!

34628

Zaczęłam bawić się w fotografowanie siebie za pomocą cienia, słońce chyliło się ku zachodowi. Udałam się na leniwe łąki, skąd ciągnął się szlak do lasu.

34629 34630

Jimi
26-05-2014, 20:37
Oto ostatnie zdjęcie Jimi przed wejściem do lasu.

34631 34632

Po kilkunasu minutach doszłam do rozległej łąki leśnej, która mocno podkusiła mnie, by to tu rozłożyć namiot. Jednak stanowczość w postanowieniu w spaniu w lesie wzięła górę. Ukryłam na chwilę plecak i odbiłam, by odnaleźć cmentarzyk z I wojny. Lokalizacja jego wydawała się dosyć łatwa do namierzenia, jednak w praktyce trudno było cokolwiek znaleźć. Chaszcze bywały wyższe ode mnie (wtedy zawracałam), standardowo do pasa. Pełno pokrzyw, które łaskotały mnie nawet przez spodnie dżinsowe. Trudności w przedzieraniu się nie stanęły na przeszkodzie, bym obeszła cały teren. Szłam oczywiście w pozycji rewizji osobistej, czyli z dłońmi zaplecionymi z tyłu głowy. Jako, że teren wyglądał jak jedno wielkie skupisko pokrzyw i malinisk, niczego nie znalazłam.

34633 34634

Udałam się na górę do łąki, gdzie zostawiłam plecak. Ruszyłam dalej w las. Niedaleko doszłam do rozgałęzienia, gdzie szlak szedł prawą stroną, ja zaś udałam się na lewo, na ścieżkę prowadzącą na oznakowane pole walk z I wojny. Tu zauważyłam płaski teren, idealny pod namiot. Rozkładając się, usłyszałam chrapliwe szczekanie kozła. Czas udokumentować rozłożenie namiotu pod wieczór w lesie.

34635 34636

W środku nocy zbudziło mnie owo głośne szczekanie. Rano obudziłam się cudownie wypoczęta i wyśmienicie wyspana. Taki widok z namiotu rankiem to marzenie.

34640 34637 34638 34639

Właśnie dokańczam notatki i ruszam dalej na miejsce walk zaznaczone na mapie, choć w zasadzie swoją rozpiętością sięgało i tutaj. Z wodą kiepsko. Właśnie wyczerpałam ostatnie zapasy. Deszczu do tej pory żadnego nie było.

trzykropkiinicwiecej
26-05-2014, 20:56
fajny masz ten namiot, nie iglowy :)

Jimi
26-05-2014, 22:40
Doszłam do zaznaczonych szabelek na mapie. W zasadzie widać, że stacjonowały tu wojska, jest w lesie mnóstwo lini okopów. Napełniłam wodę. Chwilę później napotkałam na bardzo miły paśnik z czystym miejscem w środku, idealne miejsce do spania na kolejny raz. Co chwilę słyszę quady. Spotkałam turystów.

Doszłam do cmentarza wojskowego. Krzyż z tej samej serii, co na Chryszczatej.

34641 34642

Dalej nie udałam się na szczyt ale chciałam pooglądać tereny walk. Poszłam więc inną ścieżką. W dodatku ze szczytu usłyszałam ludzi, więc wolałam darować sobie te cyrki. Chcę jeszcze chwilę poczuć ciszę lasu. Doszłam do wielu skał, dziwne, że nie ma ich zaznaczonych na mapie. Zbliża się południe. Wyciągnęłam mapę, by zastanowić się co robić dalej. Początkowo na dziś planowałam przejść drugi nieoznakowany grzbiet. Jest tam kilka ciekawych punktów. Jednak stwierdziłam, że na dziś mam już dość wrażeń, zostawię go na kolejny raz. Zjadłam drugie śniadanie i ogarnęła mnie senność. Stwierdziłam, że tu na skałach mam dobre, zaciszne miejsce. Mogłabym już wracać do miasta ale po co? Nawet tu, gdy wyjdę na polankę ogarnia mnie straszny upał, co dopiero w mieście. Teraz zaś w lesie jest cień, czuję wręcz lekki chłód. Założyłam koszulę i udałam się na godzinną drzemkę na skałce.

34643

Ruszyłam dalej. Jeszcze kilka zabaw z cieniem.

34644 34645 34646 34647

Zmierzając ku wsi, wyłoniły się w oddali ruiny zamku. Udając się na poszukiwanie sklepu, podeszłam pod sam zamek. Jednak to, co się działo we wsi zdecydowanie zniechęcało mnie do oględzin. Do tego upał sakramencki, ludzie szukają choćby metrowego cienia a pomyśleć, że jeszcze czterdzieści minut temu było mi chłodno w lesie... lepiej było z niego nie wychodzić wcale.

34648 34649

Łapałam stopa. Zatrzymało się auto a w nim... niegdyś dobra koleżanka z klasy z liceum. Zawsze zatrzymuje się autostopowiczom, dopiero później zorientowała się, kto jej zamachał. Nie widziałyśmy się już kilka lat! Dziewczyna też górska, wracała właśnie z solidnej wycieczki z Beskidu Niskiego. Dziękuję za uwagę.

34650

tomas pablo
26-05-2014, 23:22
dzięki ! ;)
ps. a Odrzykoń słusznie sobie darowałaś ...:lol: , zapewne tłumy , a i tak (jak dla mnie ) mało interesujący

Jimi
26-05-2014, 23:24
Aha, zapomniałam dodać - jeden kleszcz. Oczywiście złapany zawsze w jednym i tym samym miejscu... To trzeci raz, jak w ciągu dwóch lat mam kleszcza i za każdym razem siedzi w tym samym miejscu (koło pępka).

zbyszek1509
27-05-2014, 01:07
Aha, zapomniałam dodać - jeden kleszcz. Oczywiście złapany zawsze w jednym i tym samym miejscu... To trzeci raz, jak w ciągu dwóch lat mam kleszcza i za każdym razem siedzi w tym samym miejscu (koło pępka).

Jimi :razz: , to chyba ich ulubione miejsce żerowania. Dawniej, żadne robactwo w Bieszczadach nie czepiało się okolic mojego pępka. Natomiast przez ostatnie 3-4 lata, to w okresie 2 tyg. przynajmniej 3-4 sztuki mam pewne. Jednak strzykawka doskonale sobie z nimi radzi :-). Całe szczęście, że uwielbiają przednią część ciała, z tylną byłby problem;).

asia999
27-05-2014, 19:10
34647
Wypisz-wymaluj Beskidzka Statua Wolności ;)
Znowu fajna wyprawa :))

Jimi
27-05-2014, 20:47
Asiu, rozbawiłaś mnie okropnie ;) Te zdjęcia z cieniem są tak przygłupiaste, że aż fajne ;p
Czyli jednak komuś udało się przeczytać całość tych dyrdymałów.

Przemolla, tak, Rzepnik ;p

Zbyszek, rok temu miałam jednego, w tym roku już dwa a wcześniej to w ogóle nie pamiętam bym łapała te dziadostwa.

Miejscowy
27-05-2014, 21:29
Rzeszowianko! toć pod domem Stefanka się przechadzałaś. jak to tak? tak bez słowa? ugościlibyśmy cię, pokazali coś jeszcze w Parku. nie ładnie ;)
z tym Rzepnikiem miałaś szczęście - ja ze znajomymi zgaduje się, by umówić się z ich znajomym rzepnikowym księdzem, coby zobaczyć w końcu cerkiew w środku (bardzo ładna podobno).
a a propos Zamieszanych Łemków, to żyje ich jeszcze kilkanaście/kilkadziesiąt (trudno określić ile dokładnie, bo się asymilują) w Węglówce, reszta głównie do CCCP trafiła.

Jimi
28-05-2014, 21:07
Jakaż wielka szkoda Sławku, tęskno za Stefankiem! ;) Cały czas jestem w szoku po spotkaniu tego małego - wielkiego człowieka. I nie chodzi mi tylko o to, że nauczyłam się od niego robić wyśmienity żurek (od tej pory zawsze robię według przepisu Stefana!) ale o dosłownie wszystko. A muzyka jakiej przeogromnym fanem jest Stefan jest wręcz niesłychana - TSA, Kwadrat i tak dalej... Aż mnie złoił, gdy puściłam coś nowocześniejszego, że to syf. Ośmioletnie dziecko... Przecież dzisiaj młodzi nie słuchają takiej muzyki!! Ja to jeszcze pół biedy ale i tak czuję się mentalnie i pod względem zainteresowań co najmniej 10 lat starsza ale Stefan !? Ośmiolatek, który wiele może cię nauczyć...

Dajcie znać kiedy, jak będziecie mieć czas to nie ma problemu by znów wyruszyć w te miłe strony :) Wszak dopiero zaczęłam poznawanie tych okolic. Z Wami miło się wędruje, bo wiele zwracasz uwagi na Łemkowskie aspekty (pamiętasz oczywiście dziewczynkę z Bartnego recytującą specjalnie dla nas po Łemkowsku wiersz) a ja się tylko przy tym uczę (pamiętasz moją "naukę" cyrylicy z grobów -dzięki niej przez jeden dzień byłam w stanie odczytać nagrobki pisane cyrylicą, jednak po wyjeździe -jak czar prysł -wszystko zapomniałam!).

Miejscowy
09-06-2014, 22:24
no to jakiś weekend zaklepany. Będziesz musiała słuchać Niemena na gramofonie i pewnie pójdziemy na zamek. Nad miejscem na namiot w kwiaty jeszcze się zastanowię.

Jimi
09-06-2014, 22:28
Ośmiolatek będzie mi puszczał Niemena na gramofonie - koniec świata ale znając Stefanka nie powinno mnie to już dziwić, niemniej wciąż zaskakuje :)

Jimi
07-07-2014, 20:46
Z Przełęczy Dukielskiej przez Słowację do Olchowca
4/6 lipca 2014

http://wadera55.republika.pl/slowacja/slowacja.html

Jako, że ostatnie trzy moje górskie wędrówki były ze znajomymi, teraz przyszedł czas na zmierzenie się z górami w pojedynkę. Miałam ochotę na Beskid Niski. Zapytałam się znajomych, czy ktoś czasem nie wybiera się w piątek późnym popołudniem do Dukli a najlepiej do Barwinka. W odpowiedzi na pytanie czy wybieram się na Słowację, zaprzeczyłam -planowałam szlak graniczny. Jednak po 5 minutach odrzekłam - "a dlaczego właściwie by nie?!". Ot zmiana planów.

Dnia 4 lipca 2014, w piątek po godzinie 19 wyjechałam autobusem z Rzeszowa do Krosna. Autobus był mocno spóźniony. Jadąc, właściwie cały czas myślami byłam jeszcze w pracy. Nie mogłam oderwać się od kuriozalnych sytuacji zawodowych. W Krośnie udałam się na stopa. Pierwszy raz w życiu przygotowałam transparenty. Nie zastanawiając się ani chwili, stanęłam przy drodze i wyciągnęłam kciuk. W drugiej ręce duża żółta kartka z niebieskim napisem "Dukla" namalowanym farbami. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Po chwili widzę, że ludzie pokazują do mnie jakieś dziwne rzeczy rękoma. Po drugim samochodzie zorientowałam się, że coś jest nie tak. Drugą stroną drogi szły młode dziewczyny. "Cześć, czy w tą stronę na Miejsce Piastowe?". Te wybuchnęły śmiechem mówiąc, że w przeciwną. Czas było zejść w końcu na ziemię! W tym momencie wróciłam do żywych, skupiając się na tym, że ja jadę w góry a nie spowrotem do pracy. Dlaczego tak stanęłam? Stanęłam (na pozorną logikę) w kierunku przeciwnym, niż jechałam autobusem. A czemu autobus wjechał od południa -tego nie wiem. Nie znając Krosna, doszłam do wniosku, że ta ulica nie jest dobra do łapania. Pytając co jakiś czas ludzi o drogę i mając dziwne wrażenie, że dzięki tym ich cennym skazówkom chodzę w kółko, w końcu doszłam na obwodnicę. Było już ciemno. Byle dalej.

Dojechałam do Miejsca Piastowego. Piechotą udałam się do wsi Rogi. Tu nocą na szerokiej łące rozłożyłam namiot.

35031 35032

Rano kontynuowałam podróż, wspomagając się drugim transparentem, jaki przygotowałam.

35033

Przechodząc przez Duklę natknęłam się na targ. Koło mnie na manekinie wisiała przepiękna spódnica. Przeszłam dwa metry dalej. W tej chwili odezwał się mój typowy kobiecy instynkt. Zawróciłam. Nie mogłam jej sobie darować. Wprawdzie widok Jimi w spódnicy to bardzo rzadka okazja (w zasadzie prawie niespotykana) ale zakupiłam ją. Będzie w szafie pamiątka z Dukli.

35040

Na ostatni autostop złapałam Słowaka. Z nim przekroczyłam granicę. Wysiadłam niedaleko za nią. Ze Słowakami dogaduję się całkiem dobrze, w przeciwieństwie do Ukraińców. Wysadził mnie przy bardzo eleganckim cmentarzu wojennym. Na terenie Przełęczy Dukielskiej, na której się znajdowałam, w '44 roku rozgrywały się jedne z najkrawszych walk II wojny światowej.

35034 35035 35036 35037 35038 35039

Szkutawy
07-07-2014, 21:21
.... no tak ... szpilki są i teraz kiecka.... co później?

Gienia
07-07-2014, 21:41
Spódnica cudna….dobrześ zrobiła kupując…:)

tomas pablo
07-07-2014, 22:30
...pytaj się mnie częściej może...CIEKAWE GDZIE kiedyś dotrzesz ?....:mrgreen:

Jimi
07-07-2014, 22:43
Jestem w miejscowości Vysny Komarnik. Tutaj udaję się do baru na śniadanie i następnie wchodzę na czerwony szlak. Na mapie zaznaczone pomniki, jednak w praktyce okazują się to same czołgi, samoloty wojskowe i działa.

35041 35042 35043
Charakterystyczny Chrystus Słowacki. Za nim wystaje działo.
35044
Przy wejściu do lasu zadbane linie okopów wojennych, strzelnic, wiele ziemianek wojskowych.
35045 35046 35047
Na szlaku natknęłam się na zapadniętą wiatę.
35048
Czy ktoś może mi wyjaśnić, co oznacza czasami pojawiająca się na drzewach literka "C"?
35049

Szkutawy
07-07-2014, 23:10
.... szlak rowerowy jest z literą c....

Jimi
07-07-2014, 23:20
Wyszłam na przyjemną ścieżkę prowadzącą do wsi Medvedie. Zaczęło padać coś z jednej strony przypominające deszcz, z drugiej kropienie kropidłem. Postanowiłam zobaczyć cerkiew św. Dymitra.

35050 35051
W samej wsi nie było wiele do fotografowania. Wsie nie są ładne. Domy nowe, murowane, kolorowe. Udałam się kawałek asfaltem, podążając za szlakiem.
35052

Ta krótka część do kolejnej wioski nie zmieściła się już na mojej mapie. Okazało się, że znów trzeba wejść w las. Znów zerwał się deszczyk. Generalnie gorąco było tylko do południa. Od południa zrobiło się lekko pochmurno, pogoda więc idealna do wędrówki. W lesie posłyszałam jakieś kroki. Udałam się na piękną łąkę.

35053 35054

Dalej prowadziła bardzo elegancka ścieżka.

35055 35056

Tutaj zobaczyłam w lesie coś wyglądającego bardzo ciekawie. Zostawiłam plecak i wdrapałam się chwilę pod górkę. Z daleka wyglądało jak jakieś fundamenty ale okazały się to tylko stare przewalone drzewa. Capiło bydłem, więc postanowiłam wycofać się do plecaka.

Zeszłam do wsi Vyzna Pisana. Wieś też nie robiła specjalnego wrażenia, dlatego wiele zdjęć nie będzie. Spodobał mi się tylko przystanek oraz czołg.

35057 35058


Zapytałam się o sklep. Mimo, że była godzina 16, był już zamknięty. Udałam się na koniec wsi i tam chwilę, przy czołgu, odpoczęłam. Podszedł do mnie starszy, sympatyczny pan. Rozmawialiśmy chwilę. Powiedział, że gdyby był młodszy to by poszedł ze mną w te góry. Samej niedobrze iść. Zabrzmiało to trochę proroczo ale o tym za chwilę.

Jimi
08-07-2014, 00:08
35059

Szłam spory odcinek otwartym terenem dużą ścieżką. Oznakowanie szlaku pojawiało się na tym odcinku dosyć rzadko ale właściwie po co częściej skoro droga jest jedna i jasna. Po 20 minutach doszłam do rozstai z kierunkowskazem. Gdy poszłam napełnić butelkę wodą, schyliwszy się... pękły mi spodnie na tyłku! Pół tyłka na wierzchu! Taka moda! Szmaciane spodnie swoje lata już miały, 10 lat na pewno... Ale czy w zasadzie spodziewam się jakiejś wizyty? Skoro do tej pory na szlaku prawie nikogo nie spotkałam (tylko na samym początku trasy) to tutaj już tym bardziej. Weszłam w las. Potem znów dość długo główną ścieżką. Krótki posiłek na kanapkę. Rozglądałam się wokół, czy ktoś nie ma ochoty na moją szynkę (konserwową oczywiście). Ruszyłam dalej. Zaczęłam śpiewać piosnkę wojskową, która od długiego czasu chodzi za mną. Mogłam śpiewać głośno i do woli, przecież nikogo się tu nie spodziewałam, a gdyby choćby nawet -to i tak jestem już skompromitowana przez ten tyłek, więc co mi tam... I chyba pierwszy raz udało mi się ani razu nie zafałszować! I tak sobie idąc główną ścieżką i śpiewając, doszłam do sporego podejścia. Wyprowadziło mnie ono na ładny, otwarty teren pod szczytem.

35060

Tutaj jakoś skończyła się owa główna ścieżka ale nie było to dla mnie żadnym problemem, nie chciało mi się jej szukać - przecież gdzie jest grzbiet graniczny -każdy widzi. Szlaku zielonego już dawno nie widziałam ale generalnie ta ścieżka od samej wsi nie była często oznakowana. Czasem nawet 10 minut nie widziałam szlaku, po czym nagle się pojawiał, więc to mnie nie zmartwiło. Przecież gdzie jest grzbiet graniczny - każdy widzi. Wystarczy iść tymi trawskami pod górkę. Trawska często były daleko za pas.

35061

Uff.. w końcu wyszłam na szczyt! Jupi, dotarłam! Spojrzałam na zegarek. Idealnie! Właśnie na godzinę 18 miałam być na Baranie! Ale... zaraz, zaraz... Gdzie ta granica? Gdzie te słupki graniczne? Gdzie jakaś ścieżka? Gdzie szlak? Gdzie wieża? Stanęłam na szczycie, swoją drogą miał kilka bardzo ładnych punktów widokowych i rozglądałam się wokoło. Nagle na horyzoncie, całkiem daleko ode mnie zobaczyłam szczyt Baranie z charakterystyczną wieżą - szczyt na jaki miałam właśnie "wchodzić" i zeń zejść dziś do Polski. Skoro Baranie jest tam, to gdzie ja jestem... ?!?

35062 35063

długi
08-07-2014, 08:56
Zaczęłam śpiewać piosnkę wojskową, która od długiego czasu chodzi za mną. Mogłam śpiewać głośno i do woli, przecież nikogo się tu nie spodziewałam, a gdyby choćby nawet -to i tak jestem już skompromitowana przez ten tyłek, więc co mi tam... I chyba pierwszy raz udało mi się ani razu nie zafałszować!
Jak nikt nie słyszał... to śpiewałaś bezgłośnie ;)

Browar
08-07-2014, 12:16
Skoro Baranie jest tam, to gdzie ja jestem... ?!?
Zniosło Cię na Skalne może... ;)

Recon
08-07-2014, 12:19
[QUOTE=Jimi; Skoro Baranie jest tam, to gdzie ja jestem... ?!? [/QUOTE]

Gdybyś dodała jeszcze do tego tekst "Kto mógł to zrobić?" :)
Ale i tak od razu skojarzyło mi się to z tekstem i miną Sztyca z Vabank 2, biegnącego po polnej drodze i widzącego polskie znaki drogowe.
Kto wie, może Jimi nam w dalszej części napisze kto jej to zrobił?

partyzant
08-07-2014, 22:54
Ta dziewczyma zadziwia mnie totalnie ale niestety rozminęliśmy się o jakieś dwadzieścia lat. Gdy doszedłem do samolotu nie mogłem się nadziwić, że on stoi na całych kołach, jak pamiętam to nawet kauczukowych. Na cmentarzu znalazłem nazwisko naszego dawnego proboszcza - Mareś(ludzie powiadali że był Słowakiem). W to miejsce przywiodła mnie upiorna nazwa: "Dolina Śmierci" i chyba w Szwejku było napisane, że czasem żołnierze z obu stron biegli z białymi flagami(lepsze to niż masakra) i niewiadomo kto miał przyjąć poddanie się.

Jimi
08-07-2014, 23:06
Partyzancie, nie ukrywam, że gdy zobaczyłam, że napisałeś, pomyślałam -"czym znowu mi dogryzie?" a tu miłe słowa. Ale czym właściwie zadziwia?

Nie da się ukryć, że ta trasa była akurat dla mnie jak znalazł. Oczywiście świadoma byłam walk jakie rozegrały się na Przełęczy Dukielskiej i okolicach ale nie spodziewałam się, że tyle pomników historii zastanę na swej trasie i to nie tablic ale pomników sił zbrojnych, bunkrów -czyli tego, co mnie najbardziej kręci.

tomas pablo
08-07-2014, 23:31
W to miejsce przywiodła mnie upiorna nazwa: "Dolina Śmierci" i chyba w Szwejku było napisane, że czasem żołnierze z obu stron biegli z białymi flagami..

Partyzancie - mylisz wojny !:mrgreen: Szwejk - to I WŚ a "Dolina Śmierci" to II

partyzant
09-07-2014, 00:08
Nie byłem precyzyjny to fakt a Jimi zadziwia mnie z bardzo wielu powodów. Kto to słyszał o takiej odważnej dziewczynie, ja dotąd nie słyszałem.

Jimi
09-07-2014, 00:48
Usiadłam i wyciągnęłam kompas. Północ była raz tu, raz tam. Rozmagnetyzował się. Znów poczułam doskonale znane mi już uczucie beznadziei w górach. Gdy to opowiadałam wróciwszy, koleżanka powiedziała, że ona to by w tej sytuacji usiadła i płakała. Ale czy płacz by mi w jakiś sposób pomógł? Nie byłam pewna do końca gdzie jestem. Obstawiałam szczyt Skalne, ponieważ innej opcji właściwie nie było. Ale cały czas coś mi nie pasowało. Nie pasowały mi kierunki geograficzne. Gdyby kompas działał, poczułabym się zdecydowanie pewniej. Byłam bezradna. Odszukiwałam na mapie, czy jest jakiś inny szczyt na którym jest wieża -ciężko było mi uwierzyć, że tak zupełnie oddaliłam się od Baranie (słow. Stavok). Nagle zobaczyłam, że mam polski zasięg. Zapytałam kolegi, czy na Baranie jest wieża konstrukcji szkieletowej. W odpowiedzi usłyszałam, że chyba tak. Na mapie jakaś zaznaczona niby ścieżka od Skalne na Baranie. Normalnej ścieżki zupełnie nie było, tylko drzewa były jakby tu wycięte, co mogło sugerować, że to było kiedyś ścieżką ale po chwili się zamaskowała zupełnie. Dziwne, ścieżka, którą weszłam na Skalne była ogromna, niczym droga z Wołosatego na Tarnicę a na mapie jej nie ma, zaś na mapie jest droga ze Skalnego na Baranie, której z kolei nie ma w terenie. Właściwie na mapie wygląda, jakby ze Skalnego na Baranie było rzut beretem, więc pewnie dziwi was skąd taki problem robię. Dziś łatwo jest pisać, komentować siedząc w domku. Inaczej sytuacja wygląda, gdy się jest samemu w lesie a kompas się rozmagnetyzował i w zasadzie ciężko jest ci określić kierunek geograficzny -heh, mało tego, ciężko było mi określić, w którym miejscu jestem właściwie na mapie, ponieważ zupełnie absurdalne było dla mnie wejście na Skalne i miałam wrażenie, że poziomice układają się jednak inaczej. Kolega w sms'ie nazwał mnie dobitnie "ofiarą losową", co mi ogromnie poprawiło humor. W końcu kompas ułożył się w pozycji, która bardzo mi odpowiadała, więc postanowiłam trzymać się tego kierunku. Humor z powodu określenia mnie ofiarą losową zaczął mi ogromnie dopisywać, więc jeszcze bardziej energicznie zaśpiewałam na cały las: "rozkwitały pąki białych róż" i ruszyłam dalej. Wybrałam jedną z wielu północy, jaką wskazywał. Postanowiłam iść w miarę grzbietem w kierunku do Baranie. Potem lekko skręciłam, bo tak było dogodniej. Po jakimś czasie spojrzałam -zachodzące słońce oślepiło mnie z prawej strony. Skoro tam zachodzi słońce to znaczy, że tam jest zachód!!! W końcu jakaś rzetelna informacja! Ale z prawej?!? Przecież wystarowałam kilkadziesiąt minut temu na północ (to jest pewne) a skoro teraz zachód mam po prawej stronie to znaczy, że... idę na południowy zachód... Cholera, zawróciłam robiąc szeroki łuk. Już zupełnie straciłam orientację. Jedyne co było ważne, to iść na północ, kierując się słońcem. Mimo, że zmęczona (może nawet bardziej psychicznie niż fizycznie) to gnałam ile sił do góry na północ.

Zobaczyłam grzbiet. Hurrra -to pewnie grzbiet graniczny, tak przynajmniej wygląda. Już miałam pisać koledze sms, że w końcu dotarłam na granicę ale stwierdziłam ostatecznie, że napiszę, gdy faktycznie ją zobaczę. Weszłam na grzbiet. Niestety, to znów nie granica. Gnałam dalej nim na północ. Za chwilę... zaraz, zaraz... to odrapane drzewo już gdzieś widziałam... Ten kopiec z kamieni... niestety już też. W tym momencie się załamałam. Po półtorej godzinie łażenia doszłam znowu na szczyt... Skalne. W tym momencie można juz ogłupieć. Postanowiłam, że ma co już grać gieroja. Muszę wracać tak, jak tutaj weszłam, do punktu, gdzie ostatni raz widziałam szlak, bo wszystkie inne metody okazują się bezskuteczne. Znów przez te trawska. Idąc główną ścieżką lasem zobaczyłam łanię. Po kilku minutach drugą. Zwierzęta zaczęły wychodzić z kryjówek. Schodząc, doszłam do rozwidlenia, na którym byłam pewna, że zgubiłam trasę. Zostawiłam plecak i udałam się drugą ścieżką na zwiady. To nie ta. Więc dalej trzeba zawracać. Schodząc oglądałam się na wszystkie strony, głównie za siebie, czy już jest oznakowanie. Na bardzo charakterystycznym rozwidleniu w końcu doszłam do szlaku. Minęły już 2 godziny odkąd pierwszy raz stanęłam na Skalne. Była godzina 20. Patrzę - no szlak jest ale gdzie dalej on prowadzi? Czemu rozwidlenie jest charakterystyczne? Bo główna droga tutaj zakręca lub idzie prosto. Ja poszłam prosto. Niemożliwym było to, że trzeba było zakręcić. Oczywiście tego zakrętu dużego nie ma na mapie. Postanowiłam tutaj nocować, w lesie na Słowacji. Z rana, na spokojnie pomyślę, gdzie dalej. Za chwilę zobaczyłam coś na drzewie hen w krzakach. Podbiegłam, niedowierzając. Szlak nie prowadził prosto ani nie zakręcał -jak prowadziło skrzyżowanie. Tutaj trzeba było właśnie odbić w las. Odbicia zupełnie nie było widać z drogi. Dopiero gdyby się doń blisko podeszło, to można je zauważyć. Oznakowanie tutaj się prawie zatarło... Na takich rozstajach! A wy, mając do wyboru taką ścieżkę:

35064

I coś takiego:
35065 35066

Zastanawialibyście się w ogóle, że to tutaj trzeba skręcić? Poszłam z automatu, bo skrzyżowania nie było na mapie, więc oczywistym było dla mnie, że trzeba iść prosto. Gdy podeszłam bliżej, oznakowanie wyglądało tak:

35067

Postanowiłam tutaj rozbić namiot. Było już po 20, słońce już zaszło za górami, w lesie zaczęło robić się ciemno. Do Olchowca miałam 2 godziny drogi. Nie wiedziałam, jak dalej będzie wyglądać oznakowanie, więc nie zaryzykowałam.

tomas pablo
09-07-2014, 01:24
... Kolega w sms'ie nazwał mnie dobitnie "ofiarą losową", co mi ogromnie poprawiło humor.
wiedziałem , że Cię podniosę na duchu :-P.Do tego , w końcu wygrzebałem z auta mapę i też mi wychodziło ,że jesteś na Skalnym:!: Myliło mnie tylko to, ze mówiłaś, iż wieżę widzisz tak ''daleko"

Dlugi
09-07-2014, 08:43
Zapytałam kolegi, czy na Baranie jest wieża konstrukcji szkieletowej. W odpowiedzi usłyszałam, że chyba tak.
Zastanawiałem się przez chwilę, czy nie zaniosło Cię czasem na Rohule - też piękna wieża widokowa, choć o jeden podest wyższa. Teren ze zdjęcia mi tylko nie odpowiadał. Skalne niby na mapie zarośnięte, ale parę lat temu Słowacy przeprowadzili tam wycinkę w swoim stylu - nie pamiętam nazwy na taki sposób gospodarki leśnej - oni tną całe pasy do zera, a u nas przetrzebia się las.

W końcu kompas ułożył się w pozycji, która bardzo mi odpowiadała, więc postanowiłam trzymać się tego kierunku.
Słońce + zegarek w zupełności zastępują kompas ale to nie znaczy, że takiego błądzenia już po wszystkim miło się wspominać nie będzie :-)

Jimi
09-07-2014, 10:16
"oni tną całe pasy do zera, a u nas przetrzebia się las"

-Zgadza się. Wycięte były 2-3 szerokie pasy wielkości polan -widać to ładnie z Baranie. To właśnie takim trawiastym pasem wchodziłam na Skalne.

Browar
09-07-2014, 10:48
Skalne niby na mapie zarośnięte, ale parę lat temu Słowacy przeprowadzili tam wycinkę w swoim stylu - nie pamiętam nazwy na taki sposób gospodarki leśnej - oni tną całe pasy do zera, a u nas przetrzebia się las.

Nazwa jest prosta - rębnia pasowa. Na mapie jest zaznaczona, ale jak się popatrzy na orto to bez kompasu i słonka niezły labirynt wychodzi ;)

Jimi
09-07-2014, 11:47
Tu się zgadza Browar! Na tym orto jest właśnie zaznaczona ścieżka jaką nieomylnie poszłam :) Nie ma zaznaczonej ścieżki szlakowej. Szlak zgubiłam dokładnie w miejscu, gdzie przerywana linia przecina potok Kapisovka -poszłam właśnie tą ścieżką. w Miejscu, gdzie przerywana linia zakręca -uderzyłam pasem na szczyt. Wróciłam z powrotem do punktu przecięcia z potokiem i tu spałam.

Dlugi
09-07-2014, 12:05
Na mapie jest zaznaczona, ale jak się popatrzy na orto to bez kompasu i słonka niezły labirynt wychodzi ;)

Ja bym poprosił o adres do tego serwisu :-)

Browar
09-07-2014, 13:30
Ja bym poprosił o adres do tego serwisu :-)
Nie jest tajny, niestety nie znalazłem w nim linkowania do konkretnego widoku ;)
https://zbgis.skgeodesy.sk/tkgis/default.aspx
Jeszcze jest ten z mapą turystyczną ale mi chodzi tylko na IE
http://mapy.hiking.sk/

Dlugi
09-07-2014, 14:01
Thx Browar, tego pierwszego nie znałem.
A teraz czekamy, co było jak się Jimi obudziła ;-)

Jimi
09-07-2014, 14:49
same trupy niedźwiedzi w około...

dokończę pod wieczór

asia999
09-07-2014, 22:36
jaka ofiara losu?!?!!
ja już chyba pisałam, że te wyprawy Jimi w pojedynkę tak samo mnie przerażają jak i budzą podziw. :)))))))

Szkutawy
09-07-2014, 22:43
same trupy niedźwiedzi w około...

dokończę pod wieczór
.. ha, ha, ha... czyli też Cię bestie dopadły....

Jimi
09-07-2014, 23:07
Raczej ja je.

Jimi
09-07-2014, 23:12
Znajdowałam się w miejscu, gdzie potok przecina szlak. Przygotowałam miejsce pod namiot, powyciągałam większe kamienie. Po rozłożeniu namiotu na kamienistym podłożu, co wcale nie było takie łatwe ale przynajmniej było równo, umyłam się w potoku opodal. Mogłam paradować w majtkach po lesie, teraz zdecydowanie się tutaj nikogo nie spodziewałam. Przed snem wyciągnęłam mapę, by analizować, jak w zasadzie chodziłam po tym Skalnem -w zasadzie do dzisiaj nie jestem w stanie wyznaczyć trasy, po której chodziłam po tym szczycie, ciągle wiele elementów mi tu nie pasuje, począwszy od kierunku po ułożenie poziomic. Nawet myśl miałam taką, by następnego dnia udać się znów na Skalne i znów próbować dostać się stamtąd na Baranie -jestem osobą, która nie lubi porażki w górach i tym samym upartą, zwłaszcza jeśli chodzi o ujmę, jaką było niedotarcie do usilnie wyznaczonego punktu. Zasnęłam jak zabita.

35077

Rano ruszyłam dalej w trasę. Na godzinę 16 byłam umówiona z przyjaciółmi w Bieczu. Od wejścia w las szlak był już znakomicie oznakowany. Natknęłam się na smoka, niczym wawelskiego - pewnie nocą by mnie to niemało wystraszyło.

35078 35079 35080

Nagle usłyszałam jakieś powolne kroki i trzask gałęzi. Stanęłam 5 minut w bezruchu z nadzieją, że potwór wyłoni się z krzaków. Niestety nie tym razem. W końcu dochodziłam do szczytu Baranie i tym razem byłam już tego pewna. Najpierw zobaczyłam wieżę, tę, której zarys w oddali oglądałam wczoraj.

35081 35082

Słowacki szczyt Stavok jest dwa metry niższy od jego polskiej nazwy Baranie.

35083 35084

Jimi
10-07-2014, 00:10
Nie mogłam sobie odmówić przyjemności wdrapania się na trójkondygnacyjną wieżę widokową. Nie ukrywam, że gdy stanęłam na trzeciej kondygnacji i spojrzałam w dal na góry, to nogi się pode mną uginały i robiąc zdjęcia cały czas trzymałam się jedną ręką usilnie barierki.

Widok na Polskę:
35085

Na zachód:
35086

Czy w końcu na Skalne, na południe. Widoczne charakterystyczne pasy po ścinkach w stylu rębni pasowej:
35087

I jeszcze widok na wschód:
35088


Ruszyłam do Polski. Schodziłam żółtym szlakiem w kierunku Olchowca. W połowie trasy zatrzymałam się na wymarzoną kąpiel w potoku. Umyłam włosy. Wszak niebawem miałam schodzić do ludzi, więc trzeba było jakoś wyglądać. W prawdzie na szczycie widziałam informację, że las jest monitorowany ale niech panowie leśnicy, którzy cały dzień przesiadują w lasach, też niech mają coś od życia. Jimi -znana beskidzka rusałka leśna.

"Rusałka – w mitologii słowiańskiej demoniczna istota zamieszkująca lasy, pola i zbiorniki wodne. Rusałki zwane były też boginkami. Ukazywały się zazwyczaj jako piękne, nagie dziewczęta z rozpuszczonymi zielonymi włosami, rzadziej jako stare i odrażające kobiety. Rusałkami stawały się panny, które zmarły przed zamążpójściem. Rusałki pojawiały się w czasie nowiu i wabiły do siebie młodzieńców, których zabijały poprzez łaskotanie lub opętańczy taniec." -wikipedia

35089


Schodząc znów podśpiewywałam sobie. Pech chciał, że natknęłam się na samotnego turystę, więc tym razem się speszyłam. Był to starszy człowiek, więc z pewnością znał tę pieśń, więc pewnie zrobiło mu się miło. Zaskoczony zapytał, czy nie boję się tak samotnie chodzić po lesie. "E tam, spałam dziś w lesie na Słowacji", odpowiedziałam. Ten zrobił tylko duże oczy, coś zamamrotał pod nosem, odwrócił się (kto wie, może i przeżegnał) i poszedł dalej w swoją stronę.
Dotarłam do pięknego Olchowca. W końcu widok i zapach pięknej, polskiej wsi. Tak jak wspomniałam wcześniej, słowackie wsie mi się nie podobały. Najpiękniejsze wsie są w Polsce i na Ukrainie. Słońce przygrzewało już mocno. Z Olchowca złapałam sympatycznego stopa do Krempnej. Pan z początku niepozorny ale gdy się oboje rozgadaliśmy, okazało się, że on także może się pochwalić niejednym chaszczowankiem. Prześliczna cerkiew w Krempnej -cała w goncie, łącznie z kopułami!

35090 35091

W Krempnej zatrzymałam się na dłuższy czas. W cieniu rozłożyłam się na trawie skubiąc maliny. Po drodzę bardzo przyjemne widoki:
35092 35093

Jimi
10-07-2014, 00:15
Dalej stopem dojechałam do Jasła. Później do Skołyszyna i w końcu do Biecza, gdzie spotkałam się z przyjaciółmi w Grudnej. Bardzo miło spędziłam czas. Zapomniałam dodać, że tego dnia chodziłam w getrach, które wzięłam do spania. Już nie musiałam paradować z tyłkiem na wierzchu. Miałam też igłę i nitkę ale właściwie po co to zszywać. Wracać do Rzeszowa miałam autobusem z Krosna, jednak znajomi byli na tyle uparci, że wystawili mnie na wylotówce z Jasła. Okazało się to całkiem dobrym pomysłem, bo już po kilku minutach byłam w trasie a w Rzeszowie po godzinie.


Wędrówkę wspominam bardzo sympatycznie, zwłaszcza błądzenie po Skalnem. Ciężko uwierzyć, że to był tylko weekend. Dzięki takim przygodom coraz bardziej kocham góry (czy można jeszcze bardziej?). Te wszystkie przygody związane z błądzeniem, szukaniem ścieżek powodują tylko wzrost adrenaliny -a ja właśnie od takiego rodzaju adrenaliny jestem uzależniona.

35094

Całość:
http://wadera55.republika.pl/slowacja/slowacja.html
http://wadera55.republika.pl/ania.html

Basia Z.
10-07-2014, 08:48
Świetna opowieść !

I pomyśleć, że Ci którzy używają na bieżąco GPS się tych wszystkich emocji i przygód sami pozbawiają.
A to jest coś co mnie osobiście też niesamowicie kręci i też miałam sporo takich przygód :)

tomas pablo
10-07-2014, 09:53
Świetna opowieść !

I pomyśleć, że Ci którzy używają na bieżąco GPS się tych wszystkich emocji i przygód sami pozbawiają.
A to jest coś co mnie osobiście też niesamowicie kręci i też miałam sporo takich przygód :)

też tak uważam !;)...( a kompas -rzeczywiście nawalił -bawiliśmy się nim -wskazywał jak chciał :lol: )

zbyszek1509
10-07-2014, 11:59
( a kompas -rzeczywiście nawalił -bawiliśmy się nim -wskazywał jak chciał :lol: )

Pewnie ktoś nabył ponadnormatywną dawkę pozytywnego promieniowania i biedny zgłupiał z nadmiaru bodźców :-)

Jimi
10-07-2014, 19:22
Basiu, tak to jest, że jedni są nastawieni na zdobywanie i dotarcie do celu, dla mnie zazwyczaj nie liczył się w górach cel a wędrówka sama w sobie (cel był środkiem). I ta właśnie wędrówka składa się z różnych elementów opartych przede wszystkim na adrenalinie, dreszczyku emocji (stąd chodzenie po lesie w pojedynkę, chodzenie czasem późnymi porami, niestandardowymi ścieżkami, namiot), bo potrzebuję sobie czasem taką adrenalinkę zaaplikować. Myślę, że gdybym chodziła z gps, to czułabym niedosyt. Czasem tylko jednak moim gps-em jest "telefon do przyjaciela", który jest półśrodkiem między samodzielną nawigacją a gps ;p Czyli telefon w stylu "cześć Browar, jest tu ten cmentarzyk do cholery, czy go nie ma", lub teraz do Tomka Pablo "czy Baranie ma wieżę konstrukcji szkieletowej?" (to raczej wynikało z tego, że kompas mi nawalił). I to mi zdecydowanie wystarcza. Ale każdy ma swoje potrzeby. Jeden lubi, gdy się zgubi wyciągnąć nawigację i iść według schematu i bardzo dobrze -ja wychodzę z założenia, że w tych naszych górkach nie da się na tyle zgubić, żeby umrzeć z tego powodu ;p (o ile nie ma zimy). A że noszę namiot, to mam komfort psychiczny -jak w tej relacji właśnie i wcale nie muszę się śpieszyć by za dnia gdzieś trafić. Zaletą gpsów jest przede wszystkim to, że zawsze znajdziesz to, czego szukasz (np. ruin, krzyży) ale z drugiej strony dalej mogę być konsekwentna mówiąc, że dla mnie większą frajdę sprawia szukanie czegoś (samodzielnie odkrywanie) niż faktyczne znalezienie.

czyli w skrócie - ahoj przygodo! ;)

zbyszek1509
10-07-2014, 23:05
Zaletą gpsów jest przede wszystkim to, że zawsze znajdziesz to, czego szukasz (np. ruin, krzyży) ale z drugiej strony dalej mogę być konsekwentna mówiąc, że dla mnie większą frajdę sprawia szukanie czegoś (samodzielnie odkrywanie) niż faktyczne znalezienie.
czyli w skrócie - ahoj przygodo! ;)

Osobiście popieram i staram się łączyć obydwie przyjemności jednocześnie. Wielokrotnie tak było, że ślad z gps-a, był pomocny do analizy i późniejszego właściwego dotarcia do danego obiektu. Nie wspomnę już o atrakcjach wspominania, po dłuższym czasie, jak to kręciłem się w kółko lub przechodziłem po zabudowaniach, po których nie było już żadnego śladu. Jak zwykle Twoje wycieczki i ich opis rozbudzają wyobraźnię. Ahoj przygodo !:lol:

Basia Z.
11-07-2014, 10:43
dla mnie większą frajdę sprawia szukanie czegoś (samodzielnie odkrywanie) niż faktyczne znalezienie.

czyli w skrócie - ahoj przygodo! ;)

O to, to. :)
GPS-a z telefonu używam czasem na rowerze (jak nie zapomnę włączyć) ale po to aby sobie później obejrzeć "ślad" wycieczki.
"W trakcie" raczej na niego nie zaglądam.
Natomiast zawsze mam ze sobą papierową mapę.

Też lubię chodzić sama po lesie, ale zazwyczaj organizuję to sobie tak aby na nocleg dotrzeć do jakiegoś miejsca gdzie są znajomi, bo raczej nie lubię spania w pojedynkę w lesie (chociaż też praktykowałam, nawet bez namiotu, a tylko w płachcie biwakowej).
Nocą las jest całkiem inny, te wszystkie szelesty i odgłosy ;)

Ciekawe, że kiedy chodziłam ze swoim 8-letnim wtedy synem i spaliśmy razem w namiocie gdzieś w Rudawach Słowackich w środku lasu - to już czułam się zupełnie inaczej, nawet obecność dziecka sprawiało że czułam się znacznie mniej nieswojo.

Jimi
14-07-2014, 19:36
"raczej nie lubię spania w pojedynkę w lesie chociaż też praktykowałam, nawet bez namiotu, a tylko w płachcie biwakowej"

-Do takiego stopnia zaawansowania jeszcze nie doszłam ale może kiedyś.. stopniowo :) W końcu jestem nie-dzielnym turystą.

Jimi
06-08-2014, 22:32
Z Przełęczy Dukielskiej w kierunku wschodnim
1/3 sierpnia 2014

http://wadera55.republika.pl/dukielska_wschod/dukielska_wschod.html

W poprzedniej opisywanej wędrówce wybrałam się z Przełęczy Dukielskiej na południowy zachód na Słowację w kierunku szlaku granicznego, na którym to miała miejsce pamiętna kulminacja przygód. Teraz postanowiłam sprawdzić, jakie tym razem niespodzianki spotkają mnie od Przełęczy Dukielskiej na wschód.

W piątek przyszłam do pracy z plecakiem. Postawiłam na maksymalny minimalizm. Szczególną uwagę powinien zwrócić brak namiotu. Jednak nie wiązało się to w żaden sposób z zamiarem pójścia na łatwiznę. Jeszcze większą uwagę powinien zwrócić nowy plecaczek. Rodzice już nie mogli zdzierżyć patrzenia na mój poprzedni, charakterystyczny już żółty plecak (tzw. szkolny), pomalowany w kwiatki, obszyty naszywkami muzycznymi i zamkami wszytymi ręcznie. Ciężko określić ile dokładnie miał lat. Był to mój jedyny plecak jaki nosiłam codziennie do szkoły od podstawówki po liceum. Do tego każdy krótki wyjazd, w górach też był sporo razy, nad morzem i Mazurach wiele razy, brałam go zawsze na rower, na treningi, gdy za pradawnych dziejów trenowałam koszykówkę itd -ot plecak wielofunkcyjny na lata. Pamiętam nawet moment, gdy go kupowałam. Weszłam do firmowego sklepu Big Star i ujrzałam to żółte cudo. Nie chcąc by widniało na nim logo firmy, od razu naszyłam na jego miejscu naszywkę zespołu TSA. Gdy poprzednim razem odwiedziłam rodziców, zauważyłam, że po cichu oboje robią zdjęcia mojemu żółtkowi. "Co to za spisek!" - zapytałam. Odpowiedzieli, że chętnie kupią mi nowy, identyczny -w tym celu go fotografowali. Załamałam się. "Ale po co! Ten jest dobry!" -odpowiedziałam. Tą odpowiedzią załamali się z przerażeniem bardziej niż ja. Tydzień temu znów odwiedziłam rodziców. Oczywiście z moim żółtkiem. Ojciec poruszył ten jakże trudny temat. Zaproponował wymianę. Powiedział a w zasadzie rozkazał, byśmy zamienili się plecakami. Trzymał w rękach nowo kupiony plecak. Warunkiem koniecznym było to, że wydam mu do rąk własnych mój stary. Powiedział, że właśnie takiego (!) bardzo potrzebuje do pracy -argument ten nie brzmiał zbyt przekonująco. Nowy był czarny i.. turystyczny -wiedzieli z której strony mnie podejść! Obejrzałam i obojętnie... się zamieniłam. Rodzice mogą teraz świętować swój wielki sukces a biedny żółtek domyślam się, że wylądował na śmietniku - w obawie bym kiedyś po cichu nie zarządziła swojej wymiany zwrotnej.

Ale wróćmy do wędrówki a w zasadzie jeszcze przygotowań. W piątek punkt 16 poważna pani zza biurka wyszła dyskretnie do łazienki. O godzinie 16.05 wyszła z niej Jimi ubrana w odzież w góry.

Gdy stałam w kolejce do busa do Krosa wybiła godzina "W" a w Rzeszowie rozległ się dźwięk syren. W Krośnie przesiadłam się w autostop. W tym celu udałam się prosto na Obwodnicę. Gdy złapałam wesołego kierowcę opowiadałam mu o zamiarze mojej wędrówki, którą miałam rozpocząć z Barwinka. On jechał w Bieszczady, zaproponował podwiezienie pod granicę Ukraińską. Stwierdził, że skoro tak lubię chodzić po granicach, to nie powinno być dla mnie różnicy -ta czy tamta. Tak dojechaliśmy do Miejsca Piastowego. Następny stop do Dukli. Stwierdziłam, że dalej nie będę łapać, bo jeszcze zajadę za daleko (?) a chciałam spać gdzieś tutaj. Piechotą udałam się do Lipowicy. Rozglądałam się, gdzie byłoby tu odpowiednie miejsce na karimatkę. Traf padł na czynny kamieniołom Lipowica. Udałam się ścieżką należącą do terenu kamieniołomu, wbrew zakazom, dalej znalazłam całkiem urocze łąki. Wcześniej zapoznałam się z krótkim regulaminem i godzinami rozrzutu kamienia, by czasem rano nie dostać czymś w łeb.

35235

Szłam tak po cichu, że sarna na przeciwko mnie zbaraniała. Rozłożyłam się na eleganckiej łączce, na której mogłam słuchać intensywnego szumu rzeki z widokiem na Cergową. Gwiazd niestety nie mogłam oglądać a leżakowanie nie należało wbrew pozorom do najprzyjemniejszych. Musiałam opatulić się cała śpiworem łącznie z głową, ponieważ ogromne ilości komarów nie dawały mi spokoju. Gdy już prawie zasypiałam, nagle słyszałam charakterystyczne "bzzz..." nad uchem i tak w kółko. Nad łąką latało pełno nietoperzy. Chciałoby się tak leżeć i patrzeć w niebo ale nie przewidziałam wcześniej takich uciążliwości. Na sianku spało się mięciutko. Rano długo utrzymywały się mgły a gdy powstałam, nagle wynużyło się piękne słońce a Cergowa zaczęła się powoli majestatycznie wyłaniać. Zwłaszcza ostatnie zdjęcie z karimatą budzi we mnie duże emocje.

35237 35236 35238

krzychuprorok
06-08-2014, 23:38
Gwiazd niestety nie mogłam oglądać a leżakowanie nie należało wbrew pozorom do najprzyjemniejszych. Musiałam opatulić się cała śpiworem łącznie z głową, ponieważ ogromne ilości komarów nie dawały mi spokoju. Gdy już prawie zasypiałam, nagle słyszałam charakterystyczne "bzzz..." nad uchem i tak w kółko.

Też kiedyś postawiłem na minimalizm nie biorąc ciężkiego namiotu. Po jednej nocy w roztoczańskim lesie wybiłem sobie takie pomysły z głowy.
Jak nowy plecak? oswoiłaś się już z nim?

Lisk
07-08-2014, 08:44
" Szłam tak po cichu, że sarna na przeciwko mnie zbaraniała." :-D:-D Wędrówka zapowiada się jak zwykle niepospolicie ale w takie przemiany to ja nie uwierzę :mrgreen:

Jimi
14-08-2014, 00:04
Rano wyruszyłam na autostop. Dosłownie co drugie auto jechało z rowerami. Bardzo ciężko się łapało. Długo stałam, upał od samego rana. Do Tylawy trafiłam bardzo miłym stopem. W Tylawie najgorzej, stałam ok 45 minut. Lampa. W końcu zatrzymał mi się człowiek z... Mołdawi. "Gawarisz pa ruski?" -zapytał. Odpowiedziałam, że nie. Próbowaliśmy dogadać się po polsko - rusko -mołdawsku . Nienajlepiej to szło. Minęłam Barwinek. Wysiadłam na granicy państwa.

35285

Udałam się w kierunku wschodnim na szlak graniczny ze Słowacją. W okolicy Przełęczy Dukielskiej różne pomniki, działa, wieża widokowa:

35286 35287 35288 35289 35290

Wędrówka mijała bardzo przyjemnie. Wstępny plan zakładał przejście do Lipowca i dalej do Chatki w Zyndranowej. Jednak widząc ten kierunkowskaz zastanowiłam się czy nie lepiej by mi było udać się na Kremenaros?

35291

Szlak prowadzący lasem, rzadko można było iść otwartym terenem takim jak ten:

35292 35293

Upał ogromny. Dzień kulminacji upadłów z ostatnich dni. Żal mi było ludzi spędzających ten czas w mieście. W lesie chłodniej. Na upały polecam las. Minęłam trop niedźwiedzia. Minęłam też turystów. Pewnie owa dwójka turystów doszła do szlaku od Czeremchy a może od Zyndranowej? Minęłam ich. Później tylko raz pojawili się w zasięgu wzroku ale przyspieszyłam tempa. Około pół godziny do końca szlaku granicznego jaki wyznaczyłam czyli do Przełęczy nad Czeremchą zgubiłam szlak. Drzewo było tak przewalone, że trzeba było je obejść dużym łukiem. Po drugiej stronie nie znalazłam szlaku ale niespecjalnie mnie to zmartwiło. Nagle posłyszałam straszne grzmoty. Trawersując tak grzbiet graniczny po 10 minutach doszłam do szlaku. Grzmoty nieustępowały.

Szkutawy
15-08-2014, 09:17
"Grzmoty nie ustępowały"....myślę,że Jimi zbudowała napięcie w opowieści, ale na ciąg dalszy chyba niestety trzeba będzie poczekać, bo trzy dni wolne i pewnie wędruje....:?:

Jimi
15-08-2014, 09:23
No właśnie nie! Mam jakiś dziwny stan -mam ochotę gdzieś pojechać (szkoda mi zmarnować trzech dni wolnych) ale nie wiem gdzie. W Biesczady i Beskid Niski mi się nie chce (pierwszy raz od kilku lat!!), Pogórza też nie ani w ogóle góry chyba, więc nie wiem gdzie :P Pewnie ta ostatnia wędrówka tak naładowała mi akumulatorki, że cały czas we mnie żyje i nie czuję potrzeby znów tam jechać...

Jimi
15-08-2014, 11:03
Zerwał się deszcz. Schowałam się więc pod najbardziej gęstymi liśćmi z nadzieją, że nie będzie to długo trwało. Z początku deszcz jak deszcz. Starałam się chronić plecak, nie siebie. W plecaku był śpiwór i ciuchy na przebranie. Oczywiście pokrowca też nie wzięłam, w zasadzie na taki mały plecak nie mam. Ostatnio w sklepach sportowych ciężko jest w ogóle dostać jakiekolwiek pokrowce na plecaki. Pytałam w kilku większych i nic. Wróciły silne grzmoty. O godzinie 15 z robiło się bardzo ciemno a las wyglądał, jakby zbliżał się zmrok. Deszcz zrobił się bardzo intensywny, kępa liści nade mną już nie była wystarczająca. Zerwał się grad. Mimo, iż siedziałam między drzewami -wcale mnie to od niego nie uchroniło. Zwinęłam się w kucki, rękami objęłam kolana a grad zaserwował mi 10-minutowy masaż pleców. Oczywiście nie miałam też żadnej kurtki, jedynie koszulkę bawełnianą na sobie. Rozpętała się straszna nawałnica a grzmoty stały się coraz głośniejsze. Grzmiało dosłownie nade mną. Będąc na grzbiecie bardzo bałam się, by piorun nie uderzył w któreś z drzew dookoła. Zaraz pewnie usłyszę mądrości, że w czasie burzy nie wolno chować się pod drzewo. Oczywiście to prawda, tylko, że gdy jesteś w lesie, to w okół ciebie są same drzewa i nie ma takiej możliwości, by schować się tak, by nie być pod drzewem. Wyjęłam nowo zakupiony ręcznik szybkoschnący -bardzo dobra inwestycja. Jeden jego koniec zawiesiłam na gałęzi, drugi trzymałam nad sobą tworząc daszek. Co jakiś czas wyciskałam ręcznik i od nowa. To było tylko pozorne schronienie. Minęła godzina a deszcz cały czas tak mocny i intensywny. Widać było, jak pospiesznie wił się po pniach drzew. Nie miałam już niczego suchego na sobie, łącznie z bielizną, którą też mogłabym wycisnąć z wody. Plecak zapewne też cały do wyciśnięcia. Gdy już przeszła nawałnica a deszcz zmienił się w zwyczajny, postanowiłam się odezwać do znajomych. Nie tak dawno kolega zapytał mnie, czy miałam kiedykolwiek sytuacje w górach, że zmokłam do majtek. Teraz chciałam mu wesoło napisać, że w końcu mogę twierdząco odpowiedzieć na jego pytanie. Pisząc, ręka mi się tak strasznie trzęsła, że nic nie widziałam na telefonie a dwa zdania pisałam 5 minut. Ciężko mi wytłumaczyć dlaczego tak się stało. Dlaczego ręcznik szybkoschnący uważałam za wspaniałą inwestycję? Bo w tym momencie była to jedyna sucha rzecz, jaką miałam! Oczywiście samo pojęcie "suchy" w tym momencie ma inne znaczenie. Może inaczej -była to najbardziej sucha rzecz jaką miałam. Ręce pomarszczone od wody jak po godzinnej kąpieli w wannie. Zapomniałam dodać, że w trakcie burzy bardzo martwiłam się o dwójkę turystów, jakich minęłam na szlaku. Co z nimi?

Idąc znów zgubiłam niechcący szlak. Zeszłam na rozległe łąki dawnej wsi Czeremcha. Wyjęłam mapę, by lepiej się zlokalizować. Mapa teraz była wilgotnym, łatworwiącym się papierem. Przeszłam przez wykoszoną łąkę, potem przez chaszcze na drugą stronę potoczku, znów chaszcze, wysoką trawę, chaszcze i drugi potoczek i znów wysoką trawą doszłam do dróżki. Bardziej zmoknąć już nie mogłam, dlatego trawy były dla mnie już bez znaczenia. Generalnie czułam się jakbym wskoczyła w ubraniu i butach do wody - wszystko chlupało.

35298

Nałożyłam sobie ręcznik na ramiona, jak to mają w zwyczaju plażowicze i rozpoczęłam wędrówkę po dawnej wsi Czeremcha. Generalnie wyglądałam, jakbym dopiero wyszła z kąpieli. Czeremcha zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, przepiękne miejsce. Rozległe łąki, pagórki, krzyże przydrożne.

35299 35300 35301 35302

Doszłam do cerkwiska.

35303 35304 35305 35306 35307

Plany moje już dawno uległy zmianie. Oczywiście spanie pod chmurką nie wchodziło już w grę -karimata mokra jak gąbka, śpiwór, nie mówiąc już, że wszystko dookoła. W grę też nie wchodziła Zyndranowa, ponieważ straciłam wiele czasu przez tę burzę i było już za późno na dalszą wędrówkę, która i tak nie była jednoznaczna, bo polegała w sporej części na pójściu na azymut a wcześniej trzebaby było oczywiście ustalić punkt odbicia ze szlaku. Więc takie zabawy już nie wchodziły absolutnie w grę. Chciałam jak najsybciej znaleźć się w cuchym miejscu. Czyli trzebaby było udać się do Jaślisk i tam poszukać agroturystyki. O ile mnie pamięć nie myli to conajmniej 2 godziny drogi stąd.

Przechadzając się przez cerkwisko, ujrzałam, że ktoś zawraca tu samochód. Uchylają się drzwi i pada pytanie: "podwieźdź cię gdzieś?". Co za szczęście! To ta dwójka turystów, których minęłam! "Dokąd jedziecie?" -zapytałam. "Do chatki w Zyndranowej" -odpowiedzieli. Lepiej być już nie mogło!!!!

Jimi
15-08-2014, 12:11
Jadąc powoli, cały czas podziwiałam krzyże i nagrobki -szkoda, że nie zdążyłam obejrzeć ich z bliska, było ich całkiem sporo. Na prawdę wspaniałe wrażenie zrobiła na mnie Czeremcha. Zapytałam nowo poznanych znajomych gdzie spędzili burzę. Powiedzieli, że w okolicy słupka 143. Ja byłam dokładnie niedaleko przy głównym słupku 142 -czyli ja byłam bliżej wsi. Jakim trafem oni więc zeszli pierwsi w taki sposób, że ich nie spotkałam? Powiedzieli, że w czasie deszczu odbili ze szlaku, schodząc na przełaj. Ja w zasadzie też odbiłam -nikt z nas nie dotarł docelowo do Przełęczy nad Czeremchą jak zakładał na początku. Powiedziałam, że martwiłam się o nich.

Dojechaliśmy do Chatki w Zyndranowej, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Tu bardzo miło spędziłam wieczór opowiadając ludziom swoje różne wędrówki górskie. Poznałam się z pewnym starszym panem, z którym okazało się, że mamy wspólnego znajomego dawnego leśniczego. Opowiadałam o tym, jak spędziłam zimę samotnie w Bieszczadach. Wiele ludzi słuchało z zaciekawieniem. Ostatnio długi czas unikałam chatek i miejsc turystycznych ale uważam, że od tego momentu, od momentu Zyndranowej, to się zmieni -znów polubiłam to, polubiłam tych ludzi.

Śpiwór cały mokry, że można go było wycisnąć, robiąc w ten sposób strumienie wody. Na szczęście w chatce były materace i koce. Był też bardzo fajny dzik.

35308

Rano udałam się nieoznakowaną ścieżką pod szczyt Tokarnia. Wyruszyłam z tym starszym człowiekiem, którego poznałam. Spotkaliśmy trop wilka.

35309

Gdy doszliśmy do szlaku, nasze drogi podążyły w przeciwnym kierunku. Szłam dalej, uparcie rozglądając się za rydzami. Bardzo chciałam nazbierać ich dla znajomych. Wiem, że to wczesna pora jak na te grzyby ale widywałam już zdjęcia gdy ktoś w górach nazbierał ich całkiem sporo, poza tym w tym roku wszystko jest szybciej. Szukałam ich bardzo dokładanie, w typowych miejscach rydzowych. Niestety skończyło się to tylko na kilku marnych sztukach. Znalazłam starą część dzbanu.

35310

Czasami mijałam dziwne słupy. Kto wie, jaką one pełniły funkcję?

35311

Od Czerwonego Horbu ścieżka była bardzo wyborna -mocno zarośnięta, prawie w ogóle nie udeptana. Nagle.. ujrzałam jakby ktoś stał na szczycie nade mną. Nie ruszał się w ogóle. Okazało się, że to stoi Matka Boska -niesamowite wrażenie, gdy widzisz, że jakaś głowa i ramiona wyłaniają się spod krzaków, później dostrzegasz całą postać i już wiesz, że to tylko pomnik.

35312 35313 35315 35314

Gdy zeszłam z gór zażyłam wybornej kąpieli w potoku. Doszłam do drogi głównej, skąd rozpoczęłam podróż powrotną autostopem. Tak dostałam się do Krosna. Tu wsiadłam w bus do Rzeszowa.


Poniżej trasa. Na różowo pierwszy dzień wędrówki. Fioletowa strzałka -miejsce noclegu. Na żółto, drugi dzień wędrówki.


Trasa: http://wadera55.republika.pl/dukielska_wschod/trasa.jpg

Całość:
http://wadera55.republika.pl/dukielska_wschod/dukielska_wschod.html
Więcej:
http://wadera55.republika.pl/ania.html

Darkowski
15-08-2014, 19:02
Te "dziwne słupy" to zapewne oznaczenia oddziałów w lesie :-)

bartolomeo
16-08-2014, 16:22
Posprzątałem wątek. OT trafił tam, gdzie jego miejsce (do kosza).

qbek
17-08-2014, 23:39
Jak zwykle z przyjemnością, czytam kolejne relacje. Ja dziś zrobiłem sobie wycieczkę, niestety - po płaszczyznach Puszczy Białej...

Jimi
08-09-2014, 22:22
Brusno (nie)istnienie w kamieniu
Z rowerem na Roztoczu Wschodnim

6/7 września 2014

http://wadera5.republika.pl/roztocze/roztocze.html

Zainspirowana lekturą książki pod redakcją Olgi Solarz pt. "Brusno (nie)istnienie w kamieniu" wyd. Stowarzyszenie Magurycz, postanowiłam czym prędzej nadrobić zaległości w znajomości praktycznej Roztocza Wschodniego. Na wycieczkę wybrałam się rowerem. Głównym celem było zobaczenie tutejszych starych cmentarzy, dlatego relacja ta będzie obfitowała w głównej mierze w zdjęcia.

Wbrew pozorom wycieczka ta była dosyć spontaniczna. Jeszcze do wieczora dnia poprzedzającego nie miałam żadnych planów, niespecjalnie też zaznajomiłam się z mapą okolic. Wydrukowałam orientacyjny słowny plan trasy, jaki polecił mi kolega, jednak zaznajomiłam się z nim dopiero w pociągu. Pobudka o 3:40. O mało nie zrezygnowałam z tych mglistych planów kusząca przyjemnym snem. Jednak wzięłam się w garść, wiedząc, że gdybym została, to nad ranem żałowałabym tej decyzji. O 4:40 siedziałam już w pociągu do Jarosławia. W Jarosławiu przesiadka. 2 godziny przerwy można było przeznaczyć na kontynuację snu w poczekalni na dworcu. O 7:22 szynobus do Horyńca Zdrój.

35490

Na miejscu byłam już o 8:35.

35491

Spojrzałam na mapę, wyjęłam kompas. Ruszyłam. Po chwili znalazłam się na szlaku rowerowym biegnącym na północny zachód. Wjechałam w las. Po dłuższej chwili wyjechałam na łąkę gdzie zgubiłam szlak. Jeździłam w kółko przyglądając się bacznie drzewom. Na próżno. Pojechałam "gdzieśtam". W zasadzie z jednej strony nie czułam się zobowiązana trzyma się usilnie szlaku, z drugiej zaś szkoda mi było przeoczyć kapliczkę która miała być niedaleko na szlaku. Po 20 minutach beztroskiej jazdy po lesie ku memu zdziwieniu dojechałam do szlaku. Wyjechałam wypisz wymaluj idealnie na wprost kapliczki, która po chwili ukazała się mym oczom. Wjechałam dokładnie pod kątem 90 stopni do szlaku. Oto i ona:

35492

Droga zapowiadała się sielankowo, iście wakacyjna pogoda także dopisała -niemalże bezchmurne, lazurowe niebo.

35493

Jednakże wjeżdżając na pola, ścieżka spowita była dużą ilością sypkiego piachu, co utrudniało jazdę, czasem wręcz uniemożliwiało tworząc efekt zapadania się w piachu. Nie chcąc walczyć z wiatrakami, usiadłam więc i pobawiłam się rozgrzanym piaskiem czując się jak małe dziecko na nadmorskiej plaży.

35494 35495 35496

Ruszyłam dalej do wsi Podemszczyzna. Minełam kapliczkę. Ścieżka momentami była przyjemnie zarośnięta aczkolwiek dobrze przejezdna.

35497 35498 35499

tomas pablo
08-09-2014, 23:15
ech ....ja ZNAM ''ciąg dalszy '' ..ale i tak z chęcią przeczytam ! no i fajnie, że ''inspiruję"
..a myślę, że NASZ cdn. wkrótce !

Jimi
09-09-2014, 00:18
Tak instrukcja jazdy Twoja ale główną inspiracją jest książka pod red. Olgi ;>

krzychuprorok
09-09-2014, 00:20
O 4:40 siedziałam już w pociągu do Jarosławia. W Jarosławiu przesiadka. 2 godziny przerwy można było przeznaczyć na kontynuację snu w poczekalni na dworcu. O 7:22 szynobus do Horyńca Zdrój.

Oj Jimi! Nie lepiej było pospać 2 godziny we własnym łóżku? Szynobus w który wsiadłaś wyjeżdża z Rzeszowa o 6.25:smile:

Jimi
09-09-2014, 00:45
Nie załamuj mnie Krzychu proszę (po południu niedospanie dało mi mocno we znaki). Na ogólnopolskim rozkładzie jazdy (pociągów, autobusów, busów itp) wyskakuje mi tylko moje połączenie, zaś Twojego w ogóle nie widać! (Wpisując: Rzeszów - Horyniec) www.rozklady.com.pl . Jest tu wyraźnie podkreślone że szynobus jest relacji Jarosław - Horyniec (a nie Rzeszów - Horyniec). Gdy teraz wyszukuję połączenia Rzeszów - Jarosław (a nie Rzeszów - Horyniec jak wcześniej) to wyskakuje mi pociąg 6:25 relacji Tarnów - Przemyśl i żaden inny. Dlaczego pojawia się on tylko i wyłącznie gdy wpiszemy Rzeszów-Jarosław a nie Rzeszów-Horyniec tego nie mam pojęcia, może za mały czas przesiadki.

Zaś na rozład-pkp.pl wpisując Rzeszów-Horyniec wyskakuje już Twoje połaczenie! Ale znów podkreślone jest że o 6:25 jest to pociąg relacji Tarnów - Przemyśl. Więc nie jest to szynobus relacji Rzeszów -Horyniec. Więc przesiadka w Jarosławiu jest nieunikniona. Z tego co piszesz to wnioskuję, że jest to ten sam pociąg? Może coś się zmieniło, bo owy szynobus teraz ewidentnie jest relacji Jarosław - Horyniec. Tak czy owak -wolałabym jechać o 6 niż o 4 - głupie wyszukiwarki :)

krzychuprorok
09-09-2014, 00:59
Przepraszam, bezpośredni szynobus jest tylko w niedziele. W pozostałe dni, tak jak napisałaś o 6.25 Tarnów - Przemyśl, potem Jarosław - Horyniec.

Jimi
09-09-2014, 23:08
Ujrzałam ruiny dzwonnicy przycerkiewnej. Można więc wnioskować, że cerkiew była orientowana, czyli zwrócona prezbiterium ku wschodowi. Po drugiej stronie drogi znajdował się krzyż kamienny.

35504 35505

Udałam się boczną ścieżką na zachód, by obejrzeć stary cmentarz oraz bunkier. Nagrobki tu są bardzo proste, być może jedne z najstarszych w okolicy -klasyczne lub "maltańskie".

35506 35507 35508 35509

Teraz postanowiłam udać się do sklepu w Nowym Bruśnie, by później wrócić mniej więcej w to samo miejsce przy drodze głównej. Wracając ze sklepu zatrzymałam się przy cmentarzu w Nowym Bruśnie. Można tu zobaczyć nagrobki, które stylem przypominają dzieła słynnych, dziś zapomnianych bruśnieńskich kamieniarzy.

35510 35511

Na Roztoczańskich nagrobkach często można zobaczyć amatorskie figury o nieproporcjonalnych kształtach.

35512 35513

Jimi
09-09-2014, 23:39
Inskrypcję stawiali też ludzie niepiśmienni, analfabeci. Starano się, by napis wyglądał jak najlepiej. Czasem służyły ku temu linie pomocnicze, które możemy zauważyć poniżej.

35515

Na cmentarzu znajduje się wspólna mogiła ludności cywilnej zamordowanej przez UPA.

35516

Wróciłam do miejsca, gdzie z drogi "głównej", niekoniecznie asfaltowej, odchodzi szlak niebieski na wschód. Tutaj znalazłam się na ukraińskim cmentarzu, który zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Jest to duży cmentarz znajdujący się w lesie. Obejrzenie wszystkich dostępnych nagrobków zajęło mi 40 minut.

35517 35518 35519 35520 35521

Wiele nagrobków znajdowało się w gęstych skupiskach krzaków, dojście do nich i obejrzenie w całości było czasem niemożliwe. Gdzieniegdzie mi się udało.

35522 35523

Dalej pojechałam ścieżką wzdłuż cmentarza. Wydawało mi się, że tak powinien prowadzić szlak, jednak oznakowania nie widziałam. Gdy wyjechałam z lasu i rozejrzałam się po okolicy, oceniłam, że trochę za daleko oddaliłam się na południe. Ruszyłam więc prostopadłą ścieżką na północ. Wyjechałam na piękne pola, na których odbywały się wykopki.

Jimi
10-09-2014, 00:02
Dojechałam do szlaku niebieskiego. Próbowałam chwilę odnaleźć bukier, który powinien znajdować się na zachód, jednak nie mogłam sobie pozwolić na dłuższe poszukiwania, gdyż tyle miałam jeszcze planów. Jadąc dalej na wschód, ujrzałam dwa kolejne piękne bunkry. Zachwyciła mnie konstrukcja i przemyślenie tych budowli.

35524 35525 35526 35527 35528

Jadąc dalej do Brusna, ujrzałam poruszający krzyż wotywny.

35529 35530

Znów przejeżdżając przez Nowe Brusno, tym razem zajrzałam na cmentarz wojenny. Pochowani w nim są żołnierze Niemccy i Rosyjscy. Mogiły ułożone są w rzędach, całość cmentarza otoczona jest wałem.

35531 35532

Tutaj ogarnęła mnie wielka senność związana z niedospaniem. Była godzina 17. Oczy same mi się zamykały. Miałam ochotę rozłożyć tutaj namiot i na dziś zakończyć wędrówkę pogrążając się w drzemce. Jedak przewidywałam taki stan, dlatego chwilę wcześniej zakupiłam w sklepie napój energetyzujący. Takie rzeczy momentalnie stawiają mnie na nogi. Po chwili zapomniałam o śnie i ochoczo ruszyłam w dalszą przejażdżkę. Chciałam odnaleźć cmentarz cywilny polski, który według mapy powinien znajdować się niedaleko, po drugiej stronie potoku. Wdarłam się wgłąb lasu idąc poprzez mokradła. Niestety cmentarza nie udało mi się znaleźć ale też nie szukałam go bardzo dokładnie.

35533

Dlugi
10-09-2014, 10:31
Wiele nagrobków znajdowało się w gęstych skupiskach krzaków, dojście do nich i obejrzenie w całości było czasem niemożliwe. Gdzieniegdzie mi się udało.

35522 35523
Tez zdjęcia (a właściwie rabarbar, który uratował mnie przed odwodnieniem) przypomniały mi o obietnicy/propozycji fotografika forum na pewną (możlie, że "rycerską") wędrówkę po zapomnianych terenach BN. Czekamy na Polską Złotą Jesień?

Jimi
11-09-2014, 19:07
Zapomniane tereny BN -brzmi wybornie :D

Jimi
11-09-2014, 20:14
Dojechałam do walącej się cerkwi pw. św. Paraksewy. Cerkiew zrębowa (na obłap), orientowana, zwieńczona trzema kopułami, które wyraźnie podreślają trójdzielność budowli (babiniec, nawa główna, prezbiterium). Widoczne ostatki oddzielające każdą część. Jednak w środku ruina.

35644

Widoczny babiniec:

35645 35646 35647

Jadąc główną drogą dojechałam do pięknego przystanka.

35648

W Polance Horynieckiej (w czasach kolonizacji józefińskiej zwana Deutschbach) natknęłam się na ciekawy krzyż wotywny. Krzyże dziękczynne często stawiali też prości chłopi, stąd błędy w pisowni. Pewnie nie wiedzieli też z jakiej choroby ozdrowieli, wiedzieli jednak, że była to wielka choroba!

35654

Zbliżało się już powoli ku wieczorowi. Trzeba było pomyśleć o miejscu biwaku. Udałam się w dróżkę prowadzącą ku kamieniołowi w Starym Bruśnie. Natknęłam się na piękną polankę a przy niej kolejny krzyż przydrożny.

35649

Jednak obecność turystycznych rowerów w okolicy spowodowała, że prędzej zaczęłam kręcić kółka. Kamienista ściezka wznosiła się cały czas ku górze a ja jechałam prędko nie zatrzymując się prawie wcale. Przeniosłam tylko rower przez szlaban, który zamykał drogę do kamieniołomu. Dalej znów pędziłam aż do samej góry. W końcu ku mym oczom otworzył się piękny widok na kamieniołom. Pomyślałam -"a więc to tu w Bruśnie wszystko się zaczęło". Celowo chciałam najpierw zobaczyć kamieniołom, jako źródło a potem dopiero cmentarz, będący efektem pracy.

35650 35651 35652

Jimi
11-09-2014, 21:34
Sztuką jest rozbić namiot w kamieniołomie, gdyż wszędzie jest kamieniste podłoże, jednak udało mi się znaleźć trochę ziemi, w którą weszły śledzie.

35675

Piękne miejsce na biwak... Księżyc dochodził już do pełni, dlatego nocą było bardzo jasno. Światło odbijane przez księżyc doskonale odbijało się od jasnych kamienii dlatego nawet w środku nocy mogłabym przechadzać się i bez żadnej latarki zwiedzać kamieniołom. Jednak darowałam sobie tę przyjemność patrząc nań z namiotu. W środku nocy nie potrzebowałam też latarki, by cokolwiek znaleźć w namiocie. Było jasno. Może zbliżająca się pełnia powodowała, że całą noc ciężko było mi zasnąć.

Rano zjechałam tą samą ścieżką w kierunku Polanki Horynieckiej. W zasadzie od samego kamieniołomu do Polanki zupełnie nie kręciłam pedałami!

Dojechałam do sielankowej, pięjnej wsi. Rzadko można dziś już spotkać wieś, gdzie główna droga nie jest pokryta asfaltem. Gęsi wyszły mi na przywitanie, kurki gdakały, koguciki piały.

35676

W centrum wsi:

35677

Jadąc dalej wyjechałam poza wioskę na rozległe pola. Ujrzałam tak bliski memu sercu krzew -dojrzałą dziką różę. Tak dawno nie widziałam już owoców dzikiej róży! Zeszłej jesieni systematycznie charatałam sobie dłonie zrywając te wspaniałe owoce na przetwory. Nic nadto teraz, jak czekać na przymrozki.

35678 35679

Jadąc dalej wkroczyłam do krainy Starego Brusna.

35680

Po chwili znalazłam się w kulminacyjnym miejscu mojej wycieczki - na cmentarzu w Starym Bruśnie!

35681 35682

Charakterystyczny bruśnieński nagrobek:

35683

Jimi
11-09-2014, 21:40
35684

Piękne dzieło sztuki:

35685 35686 35687

Może tutaj pochowany jest ksiądz?

35688 35689 35691 35690 35693

Straszna czacha:

35692

Jimi
11-09-2014, 21:42
Śliczne aniołki:

35694 35695 35696 35697 35698

Niewielka część cmentarza została odnowiona:

35699 35700

don Enrico
11-09-2014, 22:36
Dojechałam do walącej się cerkwi pw. św. Paraksewy. Cerkiew zrębowa (na obłap), orientowana, zwieńczona trzema kopułami, które wyraźnie podreślają trójdzielność budowli (babiniec, nawa główna, prezbiterium). Widoczne ostatki oddzielające każdą część. Jednak w środku ruina.

35644

(...)
Regionalne media cały dzisiejszy dzień trąbią, że cerkiew ta będzie ratowana.
Jeszcze w tym roku mają rozpocząć się prace. Inwestorem jest Muzeum Kresów z Lubaczowa.
Oby.

tomas pablo
11-09-2014, 22:40
niestety Aniu...najśliczniejszy został parę lat temu po chamsku skradziony ..................

Jimi
11-09-2014, 23:12
Heniu, miejmy nadzieję. Tak, słyszałam o tym aniołku już dawno.

Wojtek Pysz
12-09-2014, 08:08
Regionalne media cały dzisiejszy dzień trąbią, że cerkiew ta będzie ratowana.
Jeszcze w tym roku mają rozpocząć się prace. Inwestorem jest Muzeum Kresów z Lubaczowa.

IV 2014. Pan inwestor (S. Makara, Muzeum Kresów, z lewej) ustala z Naczelnym Cerkiewnikiem Polski pd-wsch. (J. Giemza z Muzeum-Zamku w Łańcucie, w środku) jak ma wyglądać cerkiew po odbudowie. Czy ma to być bryła budowli pierwotnej, czy też po którejś istotnej przebudowie. Materiałami pomocniczymi są szkice bryły cerkwi z różnych okresów jej istnienia, wykonane przez J. Mazura z Muzeum Kresów.

http://ciekawe.tematy.net/2014/img/_DSC5469NB.JPG

skylux
12-09-2014, 10:57
W tym samym dniu co Jimi byliśmy w tej cerkwi. Myślę, że trzeba ją zamknąć bo w środku było kilkanaście pustych butelek. Co będzie, jak komuś strzeli do głowy rozpalić w środku ognisko? Może nie być czego ratować.

tomas pablo
12-09-2014, 11:08
. Zachwyciła mnie konstrukcja i przemyślenie tych budowli.



niestety , jakoś wykonania -dość licha .W wielu miejscach widać ewidentną fuszerkę . Nawet palcem można dłubać w owym "betonie " ( większa ilość użytego piachu do cementu, być może ów cement poszedł na ''lewo" ) . Procent skończenia prac dość mały. Wysłałem Ci fotkę nie do końca obsadzonej POLSKIEJ ( z linii obronnej Sarny) kopuły pancernej na Wlk. Dziale. Wiele bunkrów nie posiadało wyposażenia. Jak i pełnej obsady. Istnieje teoria ( w którą ja osobiście nie wierzę ! ) ,że linię obroną budowano ..w tajemnicy przed Stalinem. Do tego nie spełniły w zasadzie swej roli- Niemcy i tak przeszli bokiem i dalej na Rawę R.

tomas pablo
12-09-2014, 11:11
w środku było kilkanaście pustych butelek.

....butelki widywałem tam zawsze...co najmniej kilkanaście lat temu

Szkutawy
12-09-2014, 15:13
W tym samym dniu co Jimi byliśmy w tej cerkwi. Myślę, że trzeba ją zamknąć bo w środku było kilkanaście pustych butelek. Co będzie, jak komuś strzeli do głowy rozpalić w środku ognisko? Może nie być czego ratować.
... popieram... na mojej wichurze był pałac... jak się przeprowadziłem w to miejsce, to wewnątrz pałacu była stolarka nienaruszona, centralne ogrzewanie, wszystkie szyby w oknach, dach..leciutki remont i można użytkować.... później kupiła ten pałac pewna fundacja z Warszawy... nie wiem, ale chyba tylko by móc go zastawić pod hipotekę, otrzymać kredyt, lub występując o coś dysponować większym majątkiem... nikt tak naprawdę się nim nie interesował, a po kolejnym roku ubyła instalacja co, okna, stolarka, wyrwano z tynku przewody elektryczne, zaczął hulać wiatr i tylko miejscowe drobne pijaczki-cwaniaczki robili sobie imprezki przy najtańszym alkoholu.... aż pewnej nocy obudziło mnie odległe wycie syren strażackich i jedenaście jednostek straży nie uratowało pałacu....tak więc byłem świadkiem zrujnowania w przeciągu kilku lat... teraz ten pałac wygląda jak ruina z okresu IIwś .... jeśli ktoś może się przyczynić do zamknięcia tej cerkwii to być może ją uratuje od smutnego losu...

Jimi
12-09-2014, 23:47
W zasadzie w tym momencie możemy zakończyć tę Roztoczańską sielankę. Do głowy przyszedł mi fatalny pomysł, jakoby następny odcinek, czyli z cmentarza w Starym Bruśnie do Polanki Horynieckiej pokonać doliną Brusieńki. Z cmentarza wiodła przyjemna ścieżka. Po 5 minutach dojechałam do rzeki Brusieńki. Dalej ścieżka prowadziła wzdłuż rzeki. Po chwili napotkałam przeszkodę w postaci przewalonych drzew. Z lewej strony nie dało się jej obejść, co tłumaczą gęste krzaki poniżej. Z prawej strony był niski, gęsty iglasty las. Nie mając wyboru przeszkodę ominęłam lasem. Potem było tylko gorzej.

35737

Wróciłam na moją "ścieżkę" która w zasadzie już zanikła pod przykryciem starty pokrzyw i chaszczy sięgających minimum do pasa. Po prawej dalej ten gęsty, niski las świerkowy co róż z większymi i mniejszymi przewalonymi drzewami lub strome zbocze do rzeki. Tym razem lasem nie dało się iść, trzeba było wrócić na "ścieżkę". A na ścieżce porzywy minimum do pasa jak widać na zdjęciu. Nie chciało mi się nawet kurtki zakładać, szłam z krótkim rękawkiem. Pokrzywy parzyły mnie przez getry. Po rękach oczywiście też ale po dłuższej chwili przestałam na to zwracać uwagę. Starałam się je odgarniać nogą lub rowerem. Przyjęłam zasadę, że nie wolno mi się nawet raz podrapać. Dzięki temu łaskotanie przechodziło lada moment! Już nie zwracałam na to uwagi. W zasadzie jak tylko widziałam pokrzywy, to w zasadzie się cieszyłam i szłam tędy, bo było to sto razy lepsze niż noszenie roweru ponad lub pod zawalonymi drzewami pośród lasu. Od tego lasu ręce, ramiona miałam tak pocharatane jakbym całą rękę pocięła nożem w odcinkach co 2 cm :) Gdybym miała na sobie nową kurtkę to mogłoby to się dla niej źle skończyć, dlatego wolałam pociąć ręce :) Więc ruszyłam w morze pokrzyw :)

35738

Ten w sumie krótki odcinek doliny Brusieńki, idąc cały czas wzdłuż rzeki czyli właśie doliną (po lewej miałam wzniesienia, coś na kształt gór, po prawej strome zbocze rzeki) pokonałam w aż półtorej godziny! Chyba nie trzeba dodawać, że było to wyłącznie pchanie/noszenie/targanie roweru. Ah jaka ja byłam zła. Stwierdziłam, że nigdy w życiu tutaj nie wrócę! Niecierpiałam tej doliny! Dżungla! Jakieś badyle twarde i wyższe ode mnie, krzaczory, pokrzywy (te akurat najprzyjemniejsze). Samemu pewnie łatwiej by się szło. Wystarczyłoby się schylić, kucnąć itp. Ale jak przez to wszystko przeprowadzić rower! Chyba nie trzeba dodawać, że było to zdecydowanie moje największe chaszczowanie w życiu. Myślałam, że nigdy z tej dżungli nie wyjdę :) Pieprzonej roztoczańsiej dżungli. Doszłam do miejsca po starym młynie, co dało się usłyszeć przez silny wodospad.

35739

W końcu doszłam do "drogi" w wysiedlonym przysiółku Polanki Horynieckiej, uff. Minęłam stadninę koni. Ścieżka znów obsypała się piachem uniemożliwiającym zupełnie przejazd. Znowu trzeba było pchać rower z dobre pół godziny! A szlak jest oznaczony jako rowerowy - do diaska z takimi roztoczańskimi szlakami! Skąd oni mają tyle piachu na drogach??

35740 35741 35742

Po sporym wysiłku dnia dzisiejszego ogarnął mnie głód a żarełko już się skończyło. Byłam dziś tylko o skromnym śniadaniu. Zastanawiałam się po jaką cholerę wyznaczają trasy rowerowe przez miejsca po których nie da się jechać rowerem. Po pół godzinie znalazłam odpowiedź. Jak najbardziej warto było tędy pchać rower po to, by po czasie wyjść na przepięne roztoczańskie pola ("skrzyżowanie" przy kapliczce) i dalej jechać płytami betonowymi. Potem już wkroczyłam na asfalt (w końcu!) a rowerek sam zjeżdżał sobie z górki. Dość szybkim tempem w ten sposób dojechałam do Nowin Horynieckiech. Stąd miałam dwie możliwości dojazdu do Horyńca -albo elegancko asfaltem, gdzie droga wiedzie cały czas prosto lub znów jakimiś ścieżkami, lasami -kto wie co pod nimi może się kryć, czy będzie łatwo czy nie. Stwierdziłam, że skoro już jestem w Nowinach to wypada je chociaż obejrzeć. Przejechałam więc całą wieś do kapliczki. Tu przeszukałam cały plecak, czy faktycznie nie mam już nic do żarcia? Nic a wody zostało na dwa łyki. No to pięknie. Miałam ochotę jak najszybciej znaleźć się w Horyńcu. Spojrzałam znów na mapę. Najszybciej oczywiście asfaltem, gdzie prosta droga. Ale nieopodal, dalej, znajduje się cmentarzyk wojenny. I ja miałabym go przeoczyć?! Przeoczyć cmentarz wojenny dla jakiś kaprysów?! Nigdy w życiu!

35743 35744

Cmentarz wojenny zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Wbił mnie w ziemię. Przede wszystkim swoją pustką. Były na nim tylko dwa wielkie drewniane krzyże przy wejściu a pomiędzy nimi jeden nagrobek. Oprócz tego całość otoczona była wyraźnym wałem i rowem. Pośrodku znajdowały się rzędy a między nimi nasypy ziemi jako znak, że tutaj są mogiły. Nie było na nich żadnych inskrypcji, napisów. I właśnie ta pustka wywarła na mnie większe wrażenie, niż gdyby cokolwiek tu było napisane. Później doczytałam, że jest tu pochowanych 1000 żołnierzy o nieznanej przynależności do jednostek czy armii. Szok! Pierwsza myśl to taka, że Roztocze potrafi niesamowicie wyznaczyć teren cmentarza wojskowego. Najczęściej nie ma na nich nic szczególnego -wał i nasypy i tablice informacyjne, że jesteś na cmentarzu wojskowym ale teren ten jest doskonale widoczny. To robi na mnie większe wrażenie, niż beskidzkie cmentarze wojskowe, gdzie może i nawet znajdzie się jakaś mogiła czy krzyżyk ale teren ten nie jest zachowany. Tu nie chodzi o ozdoby w postaci krzyżyków. Tutaj chodzi o samo wyznaczenie cmenatrza, zachowanie jego lini wałów oraz kształtu mogił, które pokryła ziemia i trawa. Czujesz to, że jesteś na cmentarzu wojskowym. Jednak zdaję sobie sprawę, że pewnie dla 90% odwiedzających jest to zwyczajna nuda, ponieważ tu nic nie ma...

Co prawda miałam wracać na asfalt ładniutką drogą ale gdy zobaczyłam napis, że za 500 metrów jest jakaś kapliczka leśna, pomyślałam - "i ja miałabym przeoczyć tą kapliczkę leśną dla jakiś kaprysów?! Nigdy w życiu!". Kapliczka owa okazała się najbardziej popularną, wycieczkową atrakcją regionu. Wiele samochodów na parkingu na skraju lasu. Wiele turystów niedzielnych. Niektórzy łamali zakaz wjazdu i podjeżdżali autem pod samą kapliczkę. Wiele ujęć wody zdrowotnej i w ogóle szał atrakcji i ludzi. Gdy pojawiłam się z rowerem na którym miałam bagaże, robiąc wrażenie wytrawnego turysty, wzbudziłam spore zainteresowanie. Napełniłam przynajmniej zapas wody zdrowotnej. Jakieś półgodziny temu miałam wprawdzie plan jechania asfaltem prostą drogą ale teraz pomyślałam, że skoro zajechałam już tak daleko, to nie mam wyboru niż znów jechać lasem :) Przejechałam pod tunelem, potem pod górkę. No i wyjechałam do drogi prowadzącej do Horyńca. Już byłam tak głodna ale z racji, że była niedziela po południu miałam nikłe szanse na znalezienie jakiegoś otwartego sklepu. Spotkałam ludzi i zapytałam o otwarty slep. Powiedzieli zadowoleni, że dziś wszystko jest otwarte ponieważ są dożynki! :) A w centrum jest festyn! :) Koniec świata!!! Pognałam na festyn, na dożynki! Miałam jeszcze półtorej godziny do pociągu, czyli idealnie. A w Horyńcu gra wiejska kapela, ludzie się bawią, poubierani odświętnie, różne domowe pyszności i piwko się leje. Wiejskie, domowe gołąbki, kotleciki, ciasta i inne cuda -każda porcja za... 2 zł czyli symboliczną opłatę :D Ależ jadłam aż mi się uszy trzęsły! :D Głupi to ma zawsze szczęście.

35745

Dziękuję za uwgę.

wadera
13-09-2014, 09:22
Co za zbieg okolicznośći też w niedzielę byłam w tamtych stronach odwiedzając kraj przodków bo moja rodzina pochodzi z Narola.Co do kapliczki postawionej za oddalenie choroby to nie jestem pewna ale gdzieś w tych latach jak prababka mi opowiadała panował tyfus ona była jedną z niewielu chorych ,którzy przeżyli,może tamten ktoś też był ofiarą tej epidemi.

Browar
15-09-2014, 17:54
No ładne chaszczowanko Brusienką, bardzo ten kawałek od ruin młyna do cmentarza lubię :)
Ale tak naprawdę to łatwy kawałek, od ruin młyna na południe do zakrętu Brusienki a potem na wschód, tam jest 2,5 km wąwozu, jego przejście to syta dniówka po której dżungla w Kongo to lasek wolski ;)

Jimi
15-09-2014, 19:32
Haha a ja go nie lubię :) Tak jak mówiłam, na pusto nie ma problemu ale z rowerem to była masakra :) Cały czas mam całą tą trasę przed oczami no bo jak się idzie taki odcinek 1,5 godziny to można nauczyć się go na pamięć :) A ten drugi wariant sobie zapamiętam :)

ps. Lasek Wolski to chyba najczęściej odwiedzane przeze mnie miejsce w Krakowie (od strony przystanku Baba Jaga) i darzące największym sentymentem -eh ile to jesienno-wiosenno-zimowych wieczorów przesiedziałam w nim z przyjacielem sącząc piwko :) I mało tam ludzi bywa, przynajmniej z tej naszej strony. Kumpel raz nawet w lasku wolskim zobaczył dzika. Nie wiem skąd się to mi wzięło ale często gdy właziliśmy do lasku to mówiłam że idziemy na.. Łopiennik :D (mimo że przyjaciel w Bieszczadach w życiu nie był ;p)

tomas pablo
15-09-2014, 19:51
No ładne chaszczowanko Brusienką, bardzo ten kawałek od ruin młyna do cmentarza lubię :)
Ale tak naprawdę to łatwy kawałek, od ruin młyna na południe do zakrętu Brusienki a potem na wschód, tam jest 2,5 km wąwozu, jego przejście to syta dniówka po której dżungla w Kongo to lasek wolski ;)

ja też ....

Cez
15-09-2014, 20:53
W cudowne, roztoczańskie miejsca trafiłaś (trafiliście). Nieopodal (na trasie od młyna do cmentarza) umknęła Wam kapliczka św. Mikołaja. Tyle, że ostatnio chyba podtopiona przez bobrowe harce. :) W tamtych okolicach jest wiele urokliwych miejsc. Ot chociażby stare siedliska z zapomnianymi, zębem czasu nadgryzionymi , krzyżami, schrony bojowe ( Hrebcianka : 6 schronów jeszcze nie zamurowanych i nieokratowanych ) ... Przepraszam, że się rozgadałem ale Roztocze to Moja Miłość ... jak zapewne dla Was Biesy. :)

PBS. Cez (może być Czarek).

Jimi
17-06-2015, 00:41
Beskid Niski sercu bliski
...czyli chaszczem się sztachnąć!

4/7 czerwca 2015

http://wadera55.republika.pl/niski_czerwiec2015/niski.html

Chwilę zastanawiałam się, czy opisywać tę węrówkę. Jednak z racji, że czasem lubię cofnąć się w czasie i poczytać swoje wspomnienia, postanowiłam i te utrwalić. Dawno nic nie opisywałam ale to nie znaczy zupełnie, że wędrówek nie było. Wręcz przeciwnie. Były albo krótkie albo w gronie znajomych, więc nie kwalifikowały się do owej serii opowiadań. W międzyczasie zapoczątkowałam nowy kolejny etap, czyli biwakowanie zimą w górach, które stanowić miało jedynie trening przed następnymi zimowymi planami. W zasadzie w pierwszy dzień nowego roku obudziłam się na najwyższej górze polskich Bieszczadów, co stwierdziłam, że jest dobrym rokowaniem na ten rok. Były systematyczne wędrówki po bezdrożach Karpat Ukraińskich. Teraz nadszedł czas, by spakować swój 28 już letni namiot, który podarował mi pewien wspaniały podróżnik i na swoje 28 letnie urodziny udać się na kilkudniową wędrówkę po Beskidzie Niskim.

W Boże Ciało dojechałam autobusem do Krosna. Przespałam dworzec końcowy, lekko zaskoczyłam kierowcę gdy przemówiłam doń z szeluści autobusu, gdy ten zajeżdżał na zajednię w Krośnie. Podreptałam na znaną mi już obwodnicę. Stąd sprawnie złapałam stopa do Nowej Wsi. W planach była Cergowa. Przeszłam przez most i planowałam niebieskim, potem żółtym szlakiem wejść na szczyt. Udałam się wzdłuż rzeki Jasiołki niewielką ścieżką. Pod koniec była trochę zarośnięta ale przebrnęłam dalej. Doszłam do dużej stokówki. Był potoczek, tak jak na mapie. Tu zjadłam pierwszy posiłek tego dnia.

37907

Szlaku nie widziałam, więc ustaliłam azymut. Stokówka szła w kierunku północnym, ja zaś miałam iść na wschód. Trzeba było ją opuścić. Idąc lasem zobaczyłam, że moje zbocze schodzi po prawej do jakiegoś jaru. Skoro jest jar - to musi być potok! Pewnie ten właściwy, wzdłuż którego idzie szlak. Zeszłam do jaru, wdrapałam się na jego drugie zbocze. Dotarłam pięknie do szlaku. Gdzie ten szlak w Nowej Wsi się zaczyna i wchodzi do lasu?! Oj ciężko było to przewidzieć, od samego mostu żadnych zupełnie oznakowań, potem szłam jedyną możliwą ścieżką też bez oznakowań. Raczej na wyczucie trzeba wejść w las, teraz już domyślam się gdzie powinnam. Nawet się zastanawiałam nad tym punktem, nawet się do tego przymierzałam, jednak pokrzywy do pasa dzielące łąkę od lasu -nie zachęciły mnie do tego. Jeżeli ktoś chce wejść w las niebieskim po jakiejś ścieżce -niech zapomni o swoich fantazjach. Dziś tylko uśmiecham się, gdyż te wtedy trawki były niczym w porównaniu z tym co czekało mnie następnymi dniami. Tak więc po 15 minutach chodzenia po lesie na azymut znalazłam się idealnie na szlaku. Niebawem dotarłam do Złotej Studzienki. Stąd znów poszłam pierwszą lepszą stokówką na azymut myśląc że idę żółtą ścieżką. W rzeczywistości żółta szła równolegle ale zaczynała się gdzieś za studzienką. Po 10 minutach doszłam do szlaku. Stąd jak z łuku strzelił, prosto na Cergową. Na szczycie spotkałam turystów a później gdy zostałam sama posłyszałam jakiś okrzyk. Oglądam się, nikogo nie ma -czy ja mam przesłyszenia? Po chwili znów. Oglądam krzaki za zboczem -pusto. Za trzecim razem zorientowałam się, że te nawoływania dochodzą... z góry. Wesoły człowiek szybował na paralotni. Jak wiadomo, na szczycie Cergowej jest las, więc nie wypatrzyłam go za pierwszym razem, gdyż był nad drzewami. A to ci psikus! Potem chwilę szlakiem do jaskiń. Jakież to było piękne miejsce! Zostawiłam plecak i pobiegłam do skałek, wchodząc na większość i oglądając z każdej strony. Ileż jam tam było! Znalazłam nawet jaskinię. Okolica przecudna, jakby w tym miejscu poruszyła się ziemia. Pamiętam, podobne wrażenie miałam na pięknym osuwisku w lesie w Bieszczadach, które też opisywałam. Po dłuższej chwili wróciłam do plecaka. Podążyłam jeszcze chwilę szlakiem, jednak zerkając co chwilę na mapę i kompas w ustaleniu pozycji, z której miałam odbić ze szlaku. W międzyczasie zarysował mi się piękny widok na Pietrosa, zwanego w Niskim - Piotrusiem. Jeszcze chwilę szłam szlakiem aż zniecierpliwołam się tym szukaniem odbicia, więc wymyśliłam swoje. Na azymut, przez krzaki. Pełno krzaków jeżyn i malinisk, oczywiście ścieżki brak.

37908

Ale na co mi ścieżka jeśli mam azymut. Doszłam do fajowego zbiegnięcia się trzech jarów w jednym punkcie. Mizerne zdjęcie przedstawia tylko kawałek jednego.

37909

Oczywiście potok. W górę i znów do jaru. I znów pod górę. Tak szłam i szłam. Krzaki coraz większe. Drzewa coraz niższe. Czasem napotykałam ściany niskich drzewek iglastych, które w parze z krzakami już zupełnie zagrodziły mi drogę. Nie lada wyzwaniem było wydostać się z tego labiryntu! Ostatni raz taki na prawdę solidny chaszczing zaserwowałam sobie na Roztoczu, co też opisywałam. Tylko, że wtedy było gorzej, bo miałam z sobą rower :) Nie ukrywam, że trochę się już zezłościłam, gdyż idąc i idąc nie mogłam się wydostać, zaś każde podchodzenie do "skraju" okazywało się skrajem złudnym, gdyż dalej było to samo. W końcu stwierdziłam jedno -co by nie stanęło mi na drodze, nie ważne, muszę iść zgodnie z azymutem, gdyż tylko w ten sposób wydostanę się z tej mordęgi. Idąc na pałę przed siebie po dość krótkim czasie wyszłam do miejsca planowanego! A jeżeli już chcemy być drobnostkowi, to wyszłam z lasu ok. 80-100 metrów dalej niż planowałam to sobie w domku w Rzeszowie. Tylko, że w domku obstawiałam, że będę szła ścieżką zaznaczoną na mapie. Idąc dobrą godzinę po niezłym leśnym labiryncie, taki wynik uważam za bardzo dobry. Przecież mogłam wyjść zupełnie gdzie indziej -bo tak na prawdę to Bóg jeden wie, którędy ja właściwie szłam! Czasem chciałabym by mi ktoś wyrysował dokładnie trasę i slalomy którędy chodzę, nawet są urządzenia do tego służące, jednak używanie takowych wynalazków odebrałoby mi w zupełności całą frajdę i sens moich wędrówek, gdyż ważnym elementem ich jest adrenalina, która wytwarza się np. w momencie totalnego wkurzenia gdy chodzę i chodzę i sama siebie pytam -gdzie ja u licha właściwie jestem i czy tak na prawdę dobrze idę? Giepees odpowiedziałby mi na owo pytanie a to oznaczałoby koniec zabawy.

37910 37911 37912

Tak więc wyszłam na niesamowicie piękne i bezkresne łąki Beskidu Niskiego. Aż do następnego dnia nie padną żadne nazwy, by zmusić czytelnika do zabawy z mapą. Jednak z kompasem nie rozstawałam się w ogóle i wytyczałam kolejne azymuty lub opisywałam otaczające mnie panoramy. Była już połowa dnia a dopiero 1/3 planowanej trasy przebytej. Zbyt wiele czasu i energii zajęło mi krążenie po labirytnach góry Cergowej i sama zabawa na niej. Jednak cel tej wędrówki miałam dość jasno określony - miała to być po prostu wyrypa i jutro wieczorem planowałam być na ... Jasielu, do którego miałam dotrzeć z okolic Dukli pieszo górami w 2 dni. Praktycznie nigdy nie ustalam sobie punktu docelowego, punktu noclegowego itp -przecież mam namiot. Jednak tym razem zrobiłam wyjątek. Ustanowaiłam cel. Jasiel. Dlatego, że jutro wypadały mi urodziny i chciałam być wtedy w tym miejscu. Od 8 lat nie obchodziłam tego dnia, nawet uwagi nań nie zwracałam. Dlaczego więc teraz nagle mi się odmieniło? Nie wiem :)

Było bosko. Godzina chyba około 15, czyli późno. Słońce wysoko dawało we znaki. Od tej pory szłam już tylko otwartym terenem. Zanurzyłam się w wysokich, kolorowych łąkach. Schodząc w dół, a w zasadzie wynurzając się zza zakrętu za zagajnikiem, nagle ujrzałam idącą pod górę parę zakochanych nastolatków. Przywitali się. Dziewczyna minąwszy mnie, zaśmiała się sympatycznie do chłopaka, jakby chciała mu przez to powiedzieć - "a zapewniałeś, że będziemy tutaj sami!". Któż mógł bowiem spodziewać się, że nagle zza drzew wyłoni się Jimi. Jak to kolega w Przybyszowie określił -Jimi zawsze pojawia się z Marsa (czyli ni stąd, ni zowąd). Gdy po chwili obejrzałam się - kochanków już nie było na horyzoncie. Pewnie zatonęli w morzu traw. Zeszłam w końcu do sympatycznej drogi.

37913

Jednak moja droga nie szła nią ale przecinała i znów miałam wspinać się pod górę. Napełniłam zapasy wody. Wchodziłam coraz wyżej a piękne widoki nie ustępowały.

37914 37915

Weszłam na przepiękny szczyt. Zjadłam obiad z widokiem na Pietrosa. Ruszyłam dalej. Nagle dopadło mnie dziwne osłabienie, gardło lekko pobolewało. Ot słoneczny dzień, czasem zerwał się wiatr. Będąc zgrzanym łatwo wtedy o przeziębienie. Tylko nie to! Wynalazłam w apteczce aspirynę i witaminę C. Góra schodziła w dół po to, bym za chwilę wchodziła na kolejną. Potem znów w dół i znów następna góra. W ten sposób wchodziłam i schodziłam na 4 szczyty, których wysokości oscylowały na poziomie przekraczającym 600 metrów.

37916

Ot taka wędrówka po Beskidzie Niskim -góry są niewysokie, jednak na trasie do pokonania było ich wiele. Gdy weszłam na ostatnią na tym odcinku, szyfrując panoramę niemało się załamałam - pierwszy szczyt na który miałam jutro wchodzić, był masakrycznie daleko, w zasadzie na samym horyzoncie! O wiele dalej, niż teraz po całym dniu marszu, za moimi plecami była Cergowa. A to miała tylko moja pierwsza górka, dalej za nią cały dzień marszu! Zeszłam w końcu do asfaltu. Tutaj się zawahałam -czy podjechać kilka kilometrów autostopem do Jaślisk, by jutro sprawnie rozpocząć długą wędrówkę? Wtem przypomniałam sobie cel owego wyjazdu - to miała być wyrypa! Nie ma zlituj się. Przeszłam wtem przez asfalt i zaraz za nim padłam. Stwierdziłam, że wejdę jeszcze chociaż na ostatnią górkę i nań rozłożę namiot. Ciężko było wstać. Woda mi się już kończyła. Na szczęście zaraz doszłam do wybornego potoku, więc uzupełniłam zapasy. Wody piłam dziś dużo. No to - komu w drogę, temu w górę!

Dlugi
17-06-2015, 08:33
Piękny był zachód na Bani? ;)

Jimi
17-06-2015, 11:07
Myślę, że to było bardzo zacne miejsce do oglądania zachodu ;) Pięknie prezentowała się w oddali Cergowa na tle słońca ;)

Dlugi
17-06-2015, 12:10
Czekam (i pewnie nie jestem sam) na dalszą trasę - czy zniosło Cię na zagubione cmentarze czy też szukałas Jagi (choć mam nadzieję, że nie szłaś nią tylko z magicznego miejsca z dzwonnicą pociągnęło Cię polami.

Jimi
17-06-2015, 23:21
37919

Na szczycie przywitał mnie przepiękny zachód słońca nad Cergową, skąd zaczynałam dziś wędrówkę - teraz wydawała się ona całkiem daleko. Usiadłam na chwilę, gdyż takimi momentami należy się napawać. Spojrzałam wtem za siebie - "a może by pójść jeszcze trochę dalej, na kolejną górkę?", pomyślałam. Wszak do zmroku jest trochę czasu, nie ma sensu rozbijać się tak wcześnie, dużo drogi jeszcze przede mną. Im dalej zajdę dzisiaj, tym mniej będę miała jutro. Domowy plan zakładał właśnie dojście na jeszcze jedną górę. Czort z nim ale skoro dam radę iść dalej, to czemu miałabym nie iść. Kolejna górka wydawała się do ogarnięcia dość sprawnie, obstawiałam, że w 30-40 minut doń dojdę. Z góry trasa wyglądała sympatycznie i bez przeszkód. Zeszłam do drogi i próbowałam iść dalej w miarę prosto. Pokrzywy do pasa zmusiły mnie do wycofania i wybrania bardziej dogodnej ścieżki. Przeszłam wzdłuż domków letniskowych, później zobaczyłąm że pokrzywy do pasa jednak nie dadzą mi za wygraną. Barszczy też wcale nie brakowało, jednak na pierwszy rzut oka dopatrzyłam się odmiany zwyczajnej. Wyobraziłam sobie jak wiele żmii musi być w tym miejscu. Jedyne rozwiązanie to zacisnąć zęby i biegiem pokonać te kilkadziesiąt metrów. Z dużym plecakiem biega się niełatwo ;) Przez cienkie, długie spodnie poczułam muśniecie każdej pokrzywy. Od pasa w dół całe nogi mnie swędziały od pokrzyw ale podstawowa zasada to się nie drapać a przechodzi lada moment. Wchodząc na górkę nie trafiłam na ścieżkę, więc udałam się bardzo szybkim krokiem ku górze po tych wysokich łąkach, by znów nie dać się zaskoczyć żadnej żmii. Trochę wysiłku kosztowało mnie to wzniesienie. Górka pod namiot świetna ale że jeszcze widno, to należy iść dalej. Po chwili ujrzałam jakiś domek -"oho, za daleko zaszłam", pomyślałam. Nie było co iść dalej, bo dalej to tylko Jaśliska. Cofnęłam się i tym miejscu rozłożyłam namiot. Góra od której miałam zaczynać jutro z tego miejsca wyglądała już zadowalająco blisko, co mnie bardzo ucieszyło. Trasa na jutro wydała się zupełnie w sam raz. A pomyśleć, że jeszcze dwie godziny temu przeraziła mnie zupełnie i mogłabym się założyć o wszystko, że jest ona poza moimi możliwościami, choćbym nie wiadomo dokąd dziś zaszła. Więc z satysfakcją zajęłam się rozkładaniem namiotu. Trafiłam czasowo idealnie, gdyż gdy wbiłam ostatniego śledzia, nastał zmrok.

37920

długi
18-06-2015, 08:18
Piękny zmrok na pięknej polanie ...
pięknie

czekam na niechybny ciąg dalszy ;)

slawek71
18-06-2015, 10:41
Czyli jednak nie "Jagą" bo tam to trzeba krówki paść i w pobliżu kręcą się różne osobniki ;):
3792137922
To w takim razie może przez ...... tylko trzeba uważać na berezednie ;) :
3792337924

Browar
18-06-2015, 15:17
Jimi, cóż ci te straszliwe żmije uczyniły że tak na nie wyrzekasz?

asia999
18-06-2015, 18:41
Jimi - jak zwykle czytam z wielką radością :)
Niby zwykłe chodzenie po niewielkich górkach a jednak przygoda na 100%
Powinnaś jakieś pogadanki w szkołach robić dla dzieciaków przyklejonych do sprzętu i nie mogących przeżyć nawet dnia bez internetu albo śmieciowego żarcia.

Jimi
18-06-2015, 20:05
Dzięki Wam! Gdy widać zainteresowanie to dodaje motywacji do pisania. Asia, z takimi dziećmi byłoby ciężko. Średnio przepadam za takim społeczeństwem, czy to dziećmi, młodzieżą czy dorosłymi -słyszę od nich tylko pobłażliwe komentarze, więc na przyszłość im odpuszczam, bo nie ma sensu dzielić się z takimi. Ale gdy widzę jakieś zainteresowanie, nie ważne czy dziecko ma obycie górskie czy zupełnie nie -ważne że go to interesuje w danej chwili, to jak najbardziej staram się odpowiedzieć na jego pytania (a ciekawość dzieci nie ma granic!). Właśnie podczas ostatniego noclegu, a o tym nie napiszę w tej relacji, namiot pomagał mi rozkładać 5-letni Antek. Był bardzo zainteresowany i zaangażowany. Co chwilę pytał -"co jeszcze masz fajnego w tym plecaku?" i pokazywałam mu po kolei różne przedmioty, uczyłam jak działają. Gdy gotowałam kolację na kuchence, pomagał mi i bardzo chciał bym się z nim podzieliła. Powiedziałam mu, że mama ma dla niego z pewnością smaczniejszą kolację niż mój makaron z serem ale gdy spróbował to uszy mu się zatrzęsły i powiedział z rozmarzeniem: "mm.. przepyszne!" -w zasadzie byłam pewna, że cokolwiek by nie zjadł w tej chwili z biwaku, to byłoby dla niego przepyszne, tak chłopaczek się nakręcił ;)

joorg
18-06-2015, 20:48
Czyli jednak nie "Jagą" bo tam to trzeba krówki paść i w pobliżu kręcą się różne osobniki ;):
3792137922

Sławek byki (grożniejsze niż wilki) to w Polanach Surowicznych, a Jimi z Przełęczny Szklarskiej miała jeszcze kawałek drogi tam.Myślę ,że Ona tam nie szła , szła chyba na Jasiel,ale dowiemy się chyba w następnych opisach. Na Bani ;)( Szklarskiej) jak dotąd też nie widzę żeby była. Jimi dzlaczego będąc w czwartek nie wpisałaś się do zeszytu na Cergowej ? :) w piątek sprawdzaliśmy będąc tam po raz 4 w tym roku :)Czy to Ty zostawiłaś na Cergowej flagę Anglii ? :) Pozdrawiam i czekam na cd.

Szkutawy
18-06-2015, 22:43
...co Wy się byków czepiacie? ...są wszędzie... mniej, lub więcej, ale są...gdzie krowa to i byk, albo chociaż jego nasienie (zamrożone):mrgreen:

Jimi
19-06-2015, 08:24
Długi trafnie napisał, że zachód słońca oglądałam z Bani, przecież to pierwsza górka od Przeł.Szklarskiej. Haha, flaga ta już była, gdy przyszłam. Widziałam skrzynkę, podejrzewałam, że tam się ludzie wpisują ale jakoś nie poczułam potrzeby by tam zerkać mimo że troche się poleniwiłam na szczycie :)

Dlugi
19-06-2015, 08:41
Sławek byki (grożniejsze niż wilki) to w Polanach Surowicznych, a Jimi z Przełęczny Szklarskiej miała jeszcze kawałek drogi tam.Myślę ,że Ona tam nie szła , szła chyba na Jasiel,ale dowiemy się chyba w następnych opisach. Na Bani ;)( Szklarskiej) jak dotąd też nie widzę żeby była.
Co do byków to było to gdybanie, czy Jimi pociągnie z Bani ( ;-) ) na trasę kurierską czy na węgierską.
A czy nie była na Bani?:

Przeszłam wtem przez asfalt i zaraz za nim padłam. Stwierdziłam, że wejdę jeszcze chociaż na ostatnią górkę i nań rozłożę namiot. Ciężko było wstać. Woda mi się już kończyła. Na szczęście zaraz doszłam do wybornego potoku, więc uzupełniłam zapasy. Wody piłam dziś dużo. No to - komu w drogę, temu w górę!

Znasz teren - nie muszę Ci tych zdań na mapie rozrysować :-)

Ale mnie ciekawi inny fragment:

...Zeszłam do drogi i próbowałam iść dalej w miarę prosto. Pokrzywy do pasa zmusiły mnie do wycofania i wybrania bardziej dogodnej ścieżki. Przeszłam wzdłuż domków letniskowych, później zobaczyłąm że pokrzywy do pasa jednak nie dadzą mi za wygraną. Barszczy też wcale nie brakowało, jednak na pierwszy rzut oka dopatrzyłam się odmiany zwyczajnej...

Nie mogłem skojarzyć, którędy szłaś, aż wreszcie pomogły zdjęcia lotnicze. Cóż Cię dziewczyno podkusiło, by przez te chaszcze się pchać, jak mogłaś nadłożyć 200-300m drogą?
Wiem, wiem - wyrypa :-)

joorg
19-06-2015, 09:07
Na Bani ;)...... nie widzę żeby była
To był żart :)

don Enrico
19-06-2015, 21:27
To był żart :)
Dobry żart tynfa wart.
jeszcze nie widziałem "Jimi na bani"

joorg
19-06-2015, 23:56
jeszcze nie widziałem "Jimi na bani"
To jednak miałem rację ,że nie była na Bani...;)

ps. ale dlaczego nie pisze co dalej ...czyżby jednak była na Bani ? i teraz nie wie i nie pamięta co dalej ;) i nawet nie zrobiła zdjęcia rozwalającego się "trangula"

ps.2 z tą Banią... Szklarską ,zawsze były i są powiązane żarty :smile:

sory Jimi za moje tu wstawki

Jimi
21-06-2015, 23:50
Na kuchence gazowej ugotowałam makaron z serem, wspaniała była to uczta. Zwinąwszy się w śpiworze, przy świetle czołówki tradycyjnie przeglądnęłam na mapie trasę dnia minionego. Rano obudziłam się wyspana i dość połamana.

38050

Minęłam kapliczkę znaną między innymi z Wina Truskawkowego. Na horyzoncie pięknie rysowała się góra, na którą jako pierwszą miałąm dziś wchodzić. Tak, jak pisałam wcześniej -stad wyglądała ona już całkiem blisko. Teraz tylko podejść pieszo ku niej, wejść na azymut i dalej już skoczyć na szlak graniczny ku Jasielowi. Plan wydaje się banalny, prawda?

38051

Pogoda dopisywała. Zeszłam do Jaślisk. W sklepie zrobiłam małe zaopatrzenie. Pan w kolejce przede mną kupił los na lotka, ogłaszając, że jest kumulacja 30 mln. Kupiłam więc i ja myśląc - kto wie, może właśnie w moje urodziny los w Jaśliskach się do mnie uśmiechnie? Idąc dalej, po drodze uśmiechnęłam się do starszych pań, z którymi zamieniłam dwa słowa. Minęłam uroczą wioskę i za nią usiadłam, by sporzyć zakupione śniadanie.

38052

Podreptałam wesoło dalej. Ujrzałam otwartą kapliczkę, zaglądnęłam, pomodliłam się i wpisałam do księgi z intencjami. Niektóre intencje wywołały u mnie uśmiech, inne skłoniły do refleksji. Ot taki refleksyjny dzień.

38053 38054 38055

Udałam się do Lipowca i zaczęłam szukać ścieżki, jaką żartobliwie wyznaczył mi niejaki Bazyl. Chciałam tutaj wspomnieć, że dotychczas starałam się poruszać trasą zaplanowaną mi przez jegomościa. Zmieniłam jedynie miejsce noclegowe. Udałam się w jedną dróżkę, jednak nie wydawała mi się ona właściwą. Zostawiłam więc plecak i postanowiłam chwilę iść jeszcze drogą główną, by upewnić się czy oby dalej na pewno będzie ta, której szukam. Ścieżki nie znalazłam, jednak upewniłam się, że tamta oby na pewno nie jest tą, jaką miałam podążać. Cofnęłam się więc do plecaka i znów poszłam prosto. Za pomocą punktów orientacyjnych jakimi były krzyże przydrożne znałam dokładnie swoją lokalizację. Na mapie elegancka ścieżka ale gdzie do diabła jest ona w terenie? Około pół godziny zajęło mi to całe badanie właściwej drogi -gdyż grunt to znaleźć właściwą ścieżkę startową. Ta ma nawet dość wdzięczną nazwę, dlatego sądziłam, że będzie wyrazista. A gdzie tam! W końcu zdecydowałam się zejść z drogi ku polom. Ścieżka była właściwą, tylko jako taka trwała kilka metrów. Później oczywiście jej tor ciągnął się dalej, jednak z racji, że mamy początek lata -łąki mocno obrodziły i ścieżka nie była wcale szablonową ale przeprawą przez bujne pola, gdzie uważne oko wypatrzy tor ścieżki. Słońce mocno już rozlewało się po polach. Przeszedłszy w końcu łąkę zarządziłam małą przerwę. Jako, że teraz czekała mnie przeprawa przez las, nakremowałam się specyfikiem przeciwko kleszczom. Podczas tego wypadu moja trasa właściwie cały czas przebiegała przez miejsca bardzo kleszczopodatne. Dzięki dobremu preparatowi nie wbił mi się żaden, jednak pod koniec zarówno pierwszego jak i drugiego dnia dwa złapałam na gorącym uczynku. Raz jeszcze rzuciłam okiem w kierunku Jaślisk, dopatrzyłam się nawet swego miejsca noclegowego.

38056


Komu w drogę temu w górę!

sir Bazyl
22-06-2015, 17:47
(...)
Udałam się do Lipowca i zaczęłam szukać ścieżki, jaką żartobliwie wyznaczył mi niejaki Bazyl. Chciałam tutaj wspomnieć, że dotychczas starałam się poruszać trasą zaplanowaną mi przez jegomościa. Zmieniłam jedynie miejsce noclegowe. Udałam się w jedną dróżkę, jednak nie wydawała mi się ona właściwą. Zostawiłam więc plecak i postanowiłam chwilę iść jeszcze drogą główną, by upewnić się czy oby dalej na pewno będzie ta, której szukam. Ścieżki nie znalazłam, jednak upewniłam się, że tamta oby na pewno nie jest tą, jaką miałam podążać. Cofnęłam się więc do plecaka i znów poszłam prosto. Za pomocą punktów orientacyjnych jakimi były krzyże przydrożne znałam dokładnie swoją lokalizację. Na mapie elegancka ścieżka ale gdzie do diabła jest ona w terenie? Około pół godziny zajęło mi to całe badanie właściwej drogi -gdyż grunt to znaleźć właściwą ścieżkę startową. (...)
He, he, to mi się pewnie oberwie na spotkaniu :)
Obserwuję Twoją trasę i tak jak napisałaś, oprócz miejsca noclegowego wszystko się zgadza (ja proponowałem Jimi przejście z Bani Szklarskiej przez płytkie siodło na Pańską Górę i tam nocleg). O tym fragmencie z Lipowca też Ci wspominałem i przestrzegałem, że jak się nie da wbić do lasu przez łąki to najlepiej podejść dalej i żółtym szlakiem kontynuować wędrówkę. Ja tam szedłem dość dawno temu ale też przez te łąki na krechę i później halsując lasem trafiłem na właściwą ścieżkę doprowadzającą do szczytu Wozowej. Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg zmagań z beskidzką dżunglą :)

partyzant
22-06-2015, 18:25
"Na kuchence gazowej ugotowałam makaron z serem, wspaniała była to uczta"- napisała Jimi.

Ja to się głodu boję bardziej niż niedzwiedzi:

38058

Szkutawy
22-06-2015, 22:26
Partyzant... Tobie to bardziej chce się pić... widzę...;)

Jimi
28-06-2015, 18:34
Szło się bardzo sympatycznie. Ścieżka wyrazista, momentami zakrzaczona, lub trzeba było obejść ją bokiem ze względu na przewalone drzewo, jednak zgubić się nie było sposobu. Bez problemu doszłam na gorę Garbki.

38120

Poniżej jej, w zasadzie przy rozpoczęciu podchodzenia na Kamień, czyli zmierzaniu ku żółtemu szlaku, zaczęło pojawiać się wiele ścieżek, wiele rozjazdów. Tu już nie przejmowałam się tym, by trzymać się jakiejś konkretnej, w zasadzie ścieżki zmieniałam co chwilę w zależności od tego, która była bardziej przetarta. Szłam przecież ku górze, a to już znaczy dobrze, po lewej był wysoki jar, więc wiadomo, że nie nim droga. Byle do góry. Po jakiś 15 minutach dotarłam do żółtego szlaku. Stwierdziłam, że jestem godzinę przed planowanym czasem, a nie chciałam za szybko być na Jasielu, wymyśliłam sobie zadanie -znaleźć trzy zaznaczone na mapie kamieniołomy na górze Kamień. Idąc szlakiem po chwili znalazłam się przy pierwszym. Hurrra, jakie fajne skały. Zostawiłam plecak na górze i zeszłam na sam dół, przyglądając się prawie wszystkim większym kamieniom. Potem rozpoczęłam całkiem niezłą wspinaczkę, momentami nie była wcale taka łatwa. Zabawa w tym kamieniołomie zajęła mi pół godziny.

38121 38122 38123

Już nawet nie sprawdzając mapy, zostawiając dalej plecak udałam się ku szczytowi i do kolejnego kamieniołomu. Na szczycie punkt papieżowy oraz całkiem niezła sterta kamieni.

38124 38125

Drugie miejsce kamieniołomu już mniej fajne niż poprzednio. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo spodobała mi się ta górka. Spędziłam jednak na niej więcej niż planowaną godzinę. W zasadzie to trzy godziny, jednak ten fragment pominę. Dodam tylko, że przez ten czas zmęczyłam się bardzo -fizycznie także, nogi mi już odpadały, jednak zdecydowanie większe było zmęczenie psychiczne. Plan o dzisiejszym Jasielu dawno już poszedł w zapomnienie.

Jimi
28-06-2015, 20:51
Była już godzina 18. Będąc na żółtym szlaku, wyjęłam mapę, by ocenić ile właściwie jest jeszcze do tego Jasiela. Minimum 3 godziny. Byłam zmęczona i w tym momencie najchętniej zakończyłabym wędrówkę, jednak z drugiej strony ten Jasiel jeszcze był całkiem realny na dziś -jeżeli bym się bardzo postarała. Bez chwili namysłu, zarzuciłam plecak i truchtem pobiegłam na szlak graniczny. Po około 15 minutach byłam na miejscu. Oznakowania mówiły to samo -Jasiel za 3 godziny. No to dalej trucht lub szybki marsz. Po drodze mijałam pełno cmentarzy wojennych, jednak niestety nie przyglądałam im się z bliska -zrobię to następnym razem. Tylko przy jednym, największym zatrzymałam się na sekundę.

38133 38134

W zasadzie już w tym momencie nogi odmawiały mi posłuszeństwa, dlatego postanowiłam, że przerwy będę robić wyłącznie przy głównych słupkach granicznych i będą one trwały góra 2 minuty. Tempa nie zwalniałam. Fajnie się złożyło, że szłam w kierunku, gdzie numery słupków malały, więc odliczałam każdy słupek w oczekiwaniu na ten główny. Zgodnie z założeniami -nie było możliwości postoju przy słupkach mniejszych, choćby nie wiem co. Tylko dzięki tej dyscyplinie dotarłam. Gdy wyszłam na Jasielskie łąki, przekroczyłam mostkiem strumyk -poległam na drodze, z której nie ruszyłam się dobre 15 minut. W zasadzie skonałam :) Był właśnie zachód słońca.

38135

Uśmiechnęłam się z siebie ogromnie, gdyż patrząc obiektywnie nie było możliwym, że dziś zajdę na Jasiel -w zasadzie biorąc pod uwagę przebieg wydarzeń plany Jasiela około 4 godziny temu zostały przecież definitywnie odrzucone, gdyż zmusiła mnie do tego sytuacja. Więc co ja tu do diabła robię i jakim sposobem? Uśmiechnęłam się tylko. No ale zaraz, zaraz. To przecież nie koniec na dziś. Za pół godziny mam pole namiotowe, więc skoro dotarłam już tutaj to i dotrę i tam :) No to poszłam.

Na Jasielskim polu namiotowym byłam około 21.30. Dotarłam do celu. Rozłożyłam namiot, ugotowałam cudowny makaron z serem, obejrzałam mapę i poszłam spać.

Spałam długo, bo do godziny 8. Na dziś nie było wielkich planów. Rano zjadłam śniadanie, wykąpałam się w chłodnym potoku, umyłam włosy. Gdy złożyłam namiot i spakowałam się, była już godzina 11 -ot jak swobodnie płynie czas na Jasielu. Ruszyłam dalej do Moszczańca, czyli 8 km prostą drogą szutrem w samo południe, w samą lampę, gdy słońce prażyło sakramencko. Wdziałam okulary słoneczne, na głowę niebieską starą bandamkę, którą swego czasu często ze sobą zabierałam. Z resztą możesz ją zobaczyć na pierwszym zdjęciu tej relacji. Na tej długości miałam chyba tylko jedno miejsce zacienione, tuż przy dawnej leśniczówce, czyli w drugiej połowie drogi. Gdy znalazłam się w Moszczańcu zaczęłam łapać stopa w kierunku przeciwnym, niż miałam dziś zmierzać. Powodem tego był fakt, że najbliższy sklep jest w Posadzie Jaśliskiej a zamarzyły mi się napoje chłodzące z lodówki. Po zrobieniu zakupów zaczęłam łapać stopa -tym razem do Wisłoka Wielkiego, przejeżdżając znów przez Moszczaniec. Tu odbiłam w boczną drogę i udałam się niemalże autostradą leśną na górę Bukowica. Dzisiejsza wędrówka miała już charakter rekreacyjny. Autostradą -ponieważ droga była tak wielka i szeroka ale jednocześnie bardzo rozjeżdżona przez mostra leśne -tak przeogromnych kolein chyba jeszcze nigdy nie widziałam. Znalazłam się na miłym szczycie.

38136

Z Bukowicy podreptałam na Tokarnię, na której spotkałam konnych turystów.

38137

Na Tokarni usiadłam i zaczęłam szyfrować panoramę Bieszczadów, jaka się pięknie roztaczała. Ujrzałam pasmo Łopiennika i Chryszczatą, z lewej strony zaś Magurę Łomniańską na Ukrainie. Teraz mogąc w domu spojrzeć na mapę Bieszczadów i wygenerowaną panoramę widzę, że na zdjęciu uchwyciłam też między innymi Smerek, Roha, Paportną i Jawornik.

38138

Jimi
28-06-2015, 21:09
Szłam dalej czerwonym szlakiem. Aż tu nagle... ujrzałam turystę z plecakiem! Aż się przestraszyłam, czego wcale przed nim nie kryłam. Zamieniliśmy kilka zdań. To był bardzo miły wędrowiec. Wędrował także z namiotem. W tej chwili zdałam sobie sprawę, że idę już trzeci dzień, jest długi weekend Bożego Ciała, za 20 minut skończę całą wędrówkę a ja w tej chwili spotkałam pierwszego turystę na swojej drodze od chwili Cergowej!! Niesamowite. Nie liczę ludzi na polu namiotowym w Jasielu, bo to oczywiste i koni na Tokarni. To już kolejny raz z rzędu, gdy idę najbardziej obleganymi weekendami w roku a moich ścieżek praktycznie w ogóle turyści piesi nie przekraczają. Jednak tutaj w Beskidzie Niskim kilka razy na swojej drodze napotkałam jeżdżące po pagórkach motory -pierwszego dnia majałam się z nimi trzykrotnie. Ale pieszych turystów nie było.

Dalej podążałam do Przybyszowa, by tutaj odwiedzić serdecznych znajmych z Bieszczadów.

38139

Jeden z nich kupił tutaj ziemię i powstało nowe schronisko dla przybyszów - "Chata w Przybyszowie" -miejsce ze wspaniałym klimatem nad rzeką. Szczerze, serdecznie zapraszam. Tu spędziłam miły wieczór w gronie dobrych znajomych. Następnego dnia gospodarz Piotrzyk oprowadził nas po pięknym Przybyszowie -udaliśmy się na pobliskie cerkwisko, cmentarz oraz jeziorko bobrowe.

38140 38141 38142 38143 38144 38145

Wróciłam ze znajomymi do Sanoka i dalej autobusem do Rzeszowa.

To była bardzo udana wędrówka!



Dziękuję za uwagę ! ;-)

Całość: http://wadera55.republika.pl/niski_czerwiec2015/niski.html

Więcej wędrówek: http://wadera55.republika.pl/ania.html

Szkutawy
28-06-2015, 22:20
Aniu... przed chwilą kończyłem pisać relację swoją i po wejściu na forum zauważyłem jedną wspólną rzecz w naszych relacjach.... my w trzeciej dekadzie maja też spotkaliśmy turystów w ostatnim dniu na Jaśle...

bogdan64
29-06-2015, 08:53
Piękna trasa. Koło Cergowej lepiej rozpocząć wędrówkę od kamieniołomu w Lipowicy. Po pokonaniu kładki trzeba kierować się w lewo wzdłuż Jasiołki a za domem skręcić w prawo i wyraźną ścieżką wyjdziesz na Złotą Studzienkę. W Nowej Wsi tez kiedyś zdarzyło mi sie chaszczować :)

Dlugi
29-06-2015, 11:57
Z Lipowca zdaje się że szukałas spirytusowej drogi, podobno jest (prywatnie) wyznaczona w terenie czarnymi znakami a zaczyna się gdzies w okolicy mostu z zakazem nieobowiązującym znajomych królika :-) Co do kleszczy - jakoś tak jest, że jedne osoby wręcz je przyciągają a innych się nie czepiają. Nieraz podczas chaszczowania w myślach liczyłem już, ile ich będę ściągał - po przyjściu do domu okazywało się, że nie było ani jednego. Na szczęście...
Na Kamieniu ze szczytu, lekko odchodząc w kierunku wschodnim, przy dobrej widoczności jest widok na Bieszczady, a trzeci kamieniołom jest trochę oddalony na północ od szczytu.
Pod szczytem Kamienia narobiło sie sporo cmentarzy, czy wszystkie odpowiadają prawdzie - nie wiem. Pewny jest "nasz", przedstawiony na WIG-ówce. Po słowackiej stronie wymienia się bodajże 4. Na pewno wielu tam zginęło.

Szłam dalej czerwonym szlakiem. Aż tu nagle... ujrzałam turystę z plecakiem!
Ciekaw jestem, czy to nie on przypadkiem widział podczas swej dalszej wędrówki stada wilków pod Wilczymi Budami :-) A właśnie - jak ze zwierzyną? Idąc samotnie pewnie dane Ci były spotkania z dziką zwierzyną?

Jimi
29-06-2015, 20:28
"Po pokonaniu kładki trzeba kierować się w lewo wzdłuż Jasiołki a za domem skręcić w prawo i wyraźną ścieżką wyjdziesz na Złotą Studzienkę."

-Wydaje mi się, że ten opis jest właśnie opisem niebieskiej ścieżki, którą zamierzałam iść. Okolice domu były zakrzaczone dlatego nie poszłam tamtędy tylko dalej na wprost i doszłam do dużej stokówki i stąd odbiłam w las. Tak jak pisałam -podejrzewałam, że ścieżka niebieska jeżeli jest to musi iść za domem gdzieś ale mi nie chciało się przez to przedzierać. To co się nie zgadza to to, że kamieniołomów jeszcze nie mijałam a oznakowanie miejscowości tam gdzie jest mostek mówiło, że jestem już w Nowej Wsi :>

Dlugi, zgadza się i tędy szłam. Znak zakazu nieobowiązujący znajomych królika mnie rozbawił i zrobiłam mu zdjęcie i dokładnie obok niego poszłam. Odnośnie kleszczy, często miewałam podobne wrażenie i zaskoczenie. Ale kilka razy już złapałam, powiedzmy 1-2 na rok. Byłam na tym "trzecim" kamieniołomie, czyli tym na północ. Odnośnie turysty -skąd taka informacja? Znasz go, chwalił się że widział stada wilków? : D Odnośnie zwierzątek, to tylko jakieś sarny lub łanie -na pewno na Bani i gdzieś chyba jeszcze. Na Kamieniu słyszałam jakieś większe szmery z lasu. W zasadzie ostatnio to tylko sarny widuję -tydzień temu w Bieszczadach także - mała niemalże mi spod nóg wyskoczyła -ciekawe kto się bardziej przestraszył.

bogdan64
30-06-2015, 09:07
" To co się nie zgadza to to, że kamieniołomów jeszcze nie mijałam a oznakowanie miejscowości tam gdzie jest mostek mówiło, że jestem już w Nowej Wsi :>
Kamieniołomy są po drugiej stronie góry więc z drogi na Barwinek ich nie zobaczysz,jest tylko duży parking na którym często stoją ,,krokodyle,,i przystanek autobusowy. Ta stokówka zawsze wchodzimy na Cergową w pierwszą niedziele stycznia.

Dlugi
30-06-2015, 19:52
... Odnośnie turysty -skąd taka informacja? Znasz go, chwalił się że widział stada wilków? : D ...
Od znajomej z FB - była na paśmie Bukowicy 6.06. i spotkała samotnego turystę idącego od Ustrzyk. To on powiedział znajomej, że chwilę wcześniej pod Wilczymi Budami widział 5 wilków.
Ale czy to ten sam? Jak sama pisałaś - turystów mało - więc to mógł być on...

Jimi
01-07-2015, 00:45
Bogdan -ok, miałam faktycznie na myśli wejście na teren kamieniołomów oraz budynki zakładu a nie do końca samo miejsce wydobywania kamienia, więc masz rację -chodziło mi że jeszcze nie doszłam do tego "punktu". Rok temu spałam na terenie tego kamieniołomu.

Dlugi, ale numer! :) Myślę, że to mógł być ten sam człowiek. Zrobił na mnie bardzo miłe wrażenie. Wyglądał właśnie na wędrowca (słowo turysta mi tu nie pasuje) z plecakiem, wspomniał, że już niedługo kończy na dziś i niedługo będzie rozkładał namiot - ale jednocześnie dodał że idzie dziś blisko Puław, więc by pasowało -co to dla niego taki odcinek skoro wędruje od Ustrzyk (tego mi nie powiedział). To poniekąd fajne dowiedzieć się gdzieś od kogoś jaką przygodę miał kompan z którym zamieniło się dwa zdania na trasie kilkadziesiąt minut wcześniej ;)

bogdan64
02-07-2015, 11:58
Rok temu spałam na terenie tego kamieniołomu. ;) Swietne miejsce na nocleg :) Góra Kamień jest dosyć atrakcyjnym miejscem na turystykę.I brakuje wyznaczonych tras, dobrze jest więc posługiwać sie najprostszą nawigacją. Zołnierze którzy tu sa pochowani w wiekszości nie polegli w wyniku działań wojennych lecz zamarzli podczas wyjątkowo mroźnej zimy. Jeździ tez w te tereny jakiś turysta ,wsiada do autobusu w Krośnie mówił ze czesto jest w beskidzie niskim.