trzykropkiinicwiecej
24-10-2014, 22:43
http://3.bp.blogspot.com/-5GOGURnLp-M/VEqpnXaQXmI/AAAAAAAACp8/XS-4cFL-UPU/s1600/cats.jpg
Miało być polowanie,
na czerwony październik. Szukałem nici, co zostały po Nim w lesie, choćby jedną martwą, znalazłem samo żywe, w dodatku fragment siebie, i zarośnięte ścieżki, po których już tylko lisy chodzą do chatki Majstra Biedy. Jeżyny odzierają je z sierści, a ludzi ze złudzeń.
http://4.bp.blogspot.com/-gyU4WSh1ZQg/VEqpu8MLPlI/AAAAAAAACqE/YGbWB5jEszE/s1600/2.jpg
Bywa, że ludzką historię spłyca się śmieszno-strasznie, pozostawiając murawę obrosniętą legendą, którą by poznać prawdę - trzeba odkrywać warstwami, bardzo powoli, jak det.
http://1.bp.blogspot.com/-uOGwOISDJnI/VEqp2fHkv8I/AAAAAAAACqM/QllGWY6WBP4/s1600/3.jpg
Spotkałem Go jednego lata. Siedział w kącie kuchni pod radiostacją, w niebieskiej czapeczce od chłopaków z Gopru, w jasnym wełnianym swetrze, mrużył oczy gapiąc się w okno. W dzień łaził za zielskiem, wieczorem za ciepłem. Później, po zapaleniu płuc, po górach prawie nie chodził już wcale. Przed śmiercią marzył o powrocie do Bacówki na przełęczy, a ja przyjechałem tu, by po chorobie stanąć na nogi jakoś i móc oddychać nie tak mętnym powietrzem jak w mieście, z dala od pustki, która prędzej czy później zachodzi do okna, choćby i na dziesiątym piętrze, i puka w szybę pazurem. Samotność to najmocniejsza strona choroby.
http://2.bp.blogspot.com/-26Tv_SUtavM/VEqp-R-Um2I/AAAAAAAACqU/hE9tUgeaPDY/s1600/4.jpg
Włodka ślady wydają się nazbyt dokładne i jasne, bywało, że czułem je na wylot, jak cichy szmer. On kilka lat spędził w swojej chatce nieopodal, Ja kilka miesięcy w starym Uazie pod tarasem. Dwa pojazdy napędzane kaszlem, podskakujące na wybojach drogi mlecznej podczas podróży nocnych międzygalaktycznych, sennych albo bezsennych.
http://4.bp.blogspot.com/-cvgtpqXr3WY/VEqqMFdxnYI/AAAAAAAACqk/eA3WOBVhW-I/s1600/5.jpg
Zima idzie, pies się leni, co ranek mniej liści na drzewach a więcej w rynnie. Dzisiaj szron pchał się na szyby do chaty, mróz powoli wchodzi po schodach jak po swoim.
Z drogi na Wierch, co noc zrywają się Lelki, a z buków przy parkingu - Puchacze.
Rzadziej zachodzą do schroniska turyści, jedni śpiewają o Nim piosenki, inni marudzą, że klimatu już nie ma, a za plecami jednych i drugich na gałęziach wiszą skrzydła odkładane czasem, wieczorem przy ognisku dla niepoznaki, można je sobie pożyczać żeby odlecieć, jakby się zdarzyło siedzieć pod wielkim głazem i kij wędrowny, jeśliby go trzeba było najpierw odwalić. Wieczorem mgła przewala się nad Wyżniańskim, jakby tylko czekała na okręt, i miała nas zabrać z przystani, kto widzi ten wsiądzie, a dostrzec ją można w ciszy tylko, najpierw na szlaku, spróbuj się życiem tak do krwi natrzeć, spróbuj na życie popatrzeć...
https://www.youtube.com/watch?v=IXs_h7ncLPQ
Miało być polowanie,
na czerwony październik. Szukałem nici, co zostały po Nim w lesie, choćby jedną martwą, znalazłem samo żywe, w dodatku fragment siebie, i zarośnięte ścieżki, po których już tylko lisy chodzą do chatki Majstra Biedy. Jeżyny odzierają je z sierści, a ludzi ze złudzeń.
http://4.bp.blogspot.com/-gyU4WSh1ZQg/VEqpu8MLPlI/AAAAAAAACqE/YGbWB5jEszE/s1600/2.jpg
Bywa, że ludzką historię spłyca się śmieszno-strasznie, pozostawiając murawę obrosniętą legendą, którą by poznać prawdę - trzeba odkrywać warstwami, bardzo powoli, jak det.
http://1.bp.blogspot.com/-uOGwOISDJnI/VEqp2fHkv8I/AAAAAAAACqM/QllGWY6WBP4/s1600/3.jpg
Spotkałem Go jednego lata. Siedział w kącie kuchni pod radiostacją, w niebieskiej czapeczce od chłopaków z Gopru, w jasnym wełnianym swetrze, mrużył oczy gapiąc się w okno. W dzień łaził za zielskiem, wieczorem za ciepłem. Później, po zapaleniu płuc, po górach prawie nie chodził już wcale. Przed śmiercią marzył o powrocie do Bacówki na przełęczy, a ja przyjechałem tu, by po chorobie stanąć na nogi jakoś i móc oddychać nie tak mętnym powietrzem jak w mieście, z dala od pustki, która prędzej czy później zachodzi do okna, choćby i na dziesiątym piętrze, i puka w szybę pazurem. Samotność to najmocniejsza strona choroby.
http://2.bp.blogspot.com/-26Tv_SUtavM/VEqp-R-Um2I/AAAAAAAACqU/hE9tUgeaPDY/s1600/4.jpg
Włodka ślady wydają się nazbyt dokładne i jasne, bywało, że czułem je na wylot, jak cichy szmer. On kilka lat spędził w swojej chatce nieopodal, Ja kilka miesięcy w starym Uazie pod tarasem. Dwa pojazdy napędzane kaszlem, podskakujące na wybojach drogi mlecznej podczas podróży nocnych międzygalaktycznych, sennych albo bezsennych.
http://4.bp.blogspot.com/-cvgtpqXr3WY/VEqqMFdxnYI/AAAAAAAACqk/eA3WOBVhW-I/s1600/5.jpg
Zima idzie, pies się leni, co ranek mniej liści na drzewach a więcej w rynnie. Dzisiaj szron pchał się na szyby do chaty, mróz powoli wchodzi po schodach jak po swoim.
Z drogi na Wierch, co noc zrywają się Lelki, a z buków przy parkingu - Puchacze.
Rzadziej zachodzą do schroniska turyści, jedni śpiewają o Nim piosenki, inni marudzą, że klimatu już nie ma, a za plecami jednych i drugich na gałęziach wiszą skrzydła odkładane czasem, wieczorem przy ognisku dla niepoznaki, można je sobie pożyczać żeby odlecieć, jakby się zdarzyło siedzieć pod wielkim głazem i kij wędrowny, jeśliby go trzeba było najpierw odwalić. Wieczorem mgła przewala się nad Wyżniańskim, jakby tylko czekała na okręt, i miała nas zabrać z przystani, kto widzi ten wsiądzie, a dostrzec ją można w ciszy tylko, najpierw na szlaku, spróbuj się życiem tak do krwi natrzeć, spróbuj na życie popatrzeć...
https://www.youtube.com/watch?v=IXs_h7ncLPQ