Zaloguj się

Zobacz pełną wersję : O tym jak wywołałam akcję ratunkową GOPR i że może to spotkać także Ciebie



Mamcia DwaChmiele
12-01-2015, 00:07
Pamiętam jak rok czy dwa lata temu, na jednym z naszych forumowych rzeszowskich spotkań dyskutowaliśmy o akcjach ratunkowych GOPR, o zasadności wzywania pomocy w Bieszczadach, o tym że tam nie da się zgubić. A nawet jeśli się zgubisz, to mając kompas i mapę zawsze sobie jakoś poradzisz i po prostu poruszając się w jednym [najlepiej właściwym] kierunku w ciągu 2-3 godzin dojdziesz do jakichś zabudowań. A co, jeśli przypadkiem dojdziesz na Ukrainę?

Pamiętam jak dziś, jak śmialiśmy się z grupy turystów, która zgubiła się w zimie bodajże na Połoninie Caryńskiej, a po wykonaniu telefonu do GOPR okazało się, że szlak jest kilka metrów od nich. Dziś mogę to skwitować krótko - nie śmiej się i nie oceniaj dopóki sam się w podobnej sytuacji nie znajdziesz. A jeśli się znajdziesz w podobnej sytuacji jak my, nie fifokuj, tylko dzwoń pod +48 601 100 300, bo GOPR jest dla ludzi i czasem lepiej jest przyznać samemu przed sobą - "nie wiem gdzie jestem", niż zgrywać bohatera.

To moja debiutancka relacja. Do tej pory nie wychylałam się ze swoimi wędrówkami na forum, uznając je za mało przydatne i odkrywcze w tak zacnym i doświadczonym gronie wędrowców. Po raz pierwszy czuję, że piszę coś, co może przydać się Wam wszystkim, niezależnie od tego, czy chodzicie po górach rok, czy 30 lat. Bo sytuacja w jakiej się znalazłam może się przytrafić każdemu, a błędy jakie popełniłam nie są niczym, czego należałoby się wstydzić, gdyż nie wynikały z mojej lekkomyślności, braku przygotowania czy brawury.

Mamcia DwaChmiele
12-01-2015, 00:52
To była jednodniowa wędrówka, szlakiem tak banalnym, że chyba bardziej banalnego wyobrazić sobie nie można. Czerwonym szlakiem Ustrzyki Górne > Szeroki Wierch > Tarniczka > i w dół niebieskim do Wołosatego.
Było nas dwoje.
Zima.
Temperatura lekko poniżej zera. W najgorszym momencie mogło spaść do -5 stopni, ale nie sądzę, żeby było niżej.
Silny wiatr, ale też bez przesady. Doświadczałam silniejszych, np. na Babiej Górze (z resztą też zimą). Kto był, ten wie jak tam wieje. Więc aż tak źle nie było.
Zachmurzenie duże, widoczność powyżej granicy lasu słaba, ale też bez przesady. Było widać ok. 5 tyczek przed nami, więc całkiem nieźle.

Byliśmy przygotowani na zimowe warunki, tzn.:
* mieliśmy rakiety,
* mapę + kompas,
* dwa termosy z gorącą herbatą + kanapki, czekolady, batony,
* czołówki,
* byliśmy ciepło ubrani + mieliśmy dodatkowe ciepłe ubrania w plecaku,
* buty solidnie zaimpregnowane,
* mieliśmy smartfony z długo trzymającymi bateriami,
* mieliśmy aplikację do określania dokładnych współrzędnych geograficznych miejsca położenia,
* mieliśmy wpisany numer GOPR w telefonie.

Trasa dobrze znana, przechodzona wielokrotnie, w tym raz w zimowych warunkach.

Jimi
12-01-2015, 01:29
"szlakiem tak banalnym, że chyba bardziej banalnego wyobrazić sobie nie można. Czerwonym szlakiem Ustrzyki Górne > Szeroki Wierch > Tarniczka > i w dół niebieskim do Wołosatego."

-hehe no ja nie wiem czy banalnym. Jak szłam nim tydzień temu (kierunek przeciwny), a miałam mleko z widocznością czasem nawet do 20 metrów (aż bo mogło być gorzej :D) to Szeroki Wierch mnie zaskoczył zimą bo czasem zastanawiałam się w którym kierunku iść (ale zastanowienia te były króciutkie) -oczywiście cały czas piźgawica wiatrem z śniegiem i powiem szczerze że gdyby nie wydeptana ścieżka na Szerokim to czasem bym się zastanawiała ale szłam po prostu po śladach innych ;p Wszak poprzedniego dnia (sylwester) był tędy duży ruch więc ścieżka się zachowała dosyć (jeszcze o północy spora ekipa tędy szła). Ale powiem, że zatkało mnie, gdy nadchodzące dziewczyny zapytały mnie gdzie jest Tarnica wskazując pytająco ręką w kierunku Bukowego Berda. Oczywiście Bukowego ani Tarnicy widać nic a nic nie było. I nie one jedne -bo inne osoby też pomyliły trasę idąc na "Tarnicę" z Szerokiego w kierunku Krzemienia. No ale ja się nie obawiałam niczego sądząc że w razie "w" mam kompas heh a był to okres wzmożonej aktywności turystycznej w tej okolicy (jak się okazało nie spotkałam jednak nikogo na szlaku od okolic Tarniczki do Ustrzyk ale znając maniery zielonych* turystów na pewno ktoś po mnie jeszcze przechodził). Ale już nie raz przekonałam się o tym, że i kompas potrafi wariować w terenie (i czasem człowiek chodzi w kółko he).

Co do podstawowego wyposażenia w górach (a zwłaszcza zimą) trzeba mieć też apteczkę a przede wszystkim folie nrc -ja miałam dwie ;p No i ogrzewacze do rąk ale nie specjalnie z nich korzystałam. Co do GOPR warto też zanotować numer alarmowy czyli 985 bo odbiera on także gdy nie ma zasięgu komórkowego. Z silnym gazem pieprzowym (na pieski czy nachalnych panów) też się nie rozstaje i starałam się go w miarę ogrzewać he.
Którego dnia właściwie byliście??

*określenie zielony wyjaśniłam w poście o aktualnych zdjęciach, mam tu na myśli np. siebie

don Enrico
12-01-2015, 09:36
Gdy przychodzi zima , szlaki banalne znikają.

Piskal
12-01-2015, 09:59
Gdy przychodzi zima , szlaki banalne znikają.

...i pojawiają się niebanalne relacje.

diabel-1410
12-01-2015, 16:56
Mamciu Ty zgubiłaś szlak jak rozumiem na Szerokim. Byłem od Ciebie lepszy bo zgubiłem się na Osadzkim.Wycof po z trudem odnalezionych śladach zajął mi 5 godzin :-)

Wojtek Pysz
12-01-2015, 19:45
Po raz pierwszy czuję, że piszę coś, co może przydać się Wam wszystkim...
Tak dyskretnie zapytam - czy w końcu szczęśliwie wróciłaś z tej wędrówki? Bo coś nic dalej nie piszesz.

Mamcia DwaChmiele
12-01-2015, 22:43
Jestem Wojtku i czym prędzej zaspokajam Waszą ciekawość "Co też tym razem ta Mamcia wymyśliła!"
Ania, nasza wędrówka miała miejsce w ostatnią sobotę.

Kiedy wychodziliśmy z Ustrzyk Górnych, odwilż czuć było w powietrzu. Temperatura oscylowała w okolicach zera stopni. Ciepełko. Kurtka rozpięta, wszystkie gadżety takie jak czapka czy rękawiczki w plecaku, w spodniach narciarskich lekka parówka, ścieżka przez las elegancko wydeptana.

Spotykamy jedną parę, pytamy czy bardzo wieje na górze, odpowiadają, że oni tylko do wiaty doszli, bo dalej ciut za dużo śniegu. Rakiet nie mają. Ha! My mamy!

Niedługo potem spotykamy drugą parę idącą w przeciwnym kierunku niż my. On na skiturach, ona w rakietach. Mówią, że na górze wieje mocno i nic nie widać. Nie doszli do szczytu, zawrócili. No nic. Jak będzie źle to my też zawrócimy. Nic nas nie ściga, niczego nie musimy udowadniać ani sobie ani innym. Przejdziemy się kawałek i jak będzie źle to wrócimy do Ustrzyk po własnych śladach.

Siedząc pod wiatą, gdzie wpałaszowaliśmy drugie śniadanie, poczuliśmy pierwsze podmuchy wiatru. Do tego dość mocno sypało śniegiem. Szybka decyzja - wciągamy na siebie cieplejsze ciuszki. Polarki, czapeczki, rękawice, szaliki poszły w ruch. Kilka chwil i byliśmy zabezpieczeni przed zimnem. Rakiety na nogi i pełna gotowość do wymarszu. W ciągu tych kilku chwil, kiedy się ubieraliśmy, skostniały nam ręce. Znaczy, że mrozik się pojawił. "To co? Jeszcze po kubeczku herbatki?" - zapytał M. "Może zostawmy sobie na później, na górze możemy bardziej zmarznąć" - zaproponowałam. Kobieca intuicja?

Idąc pod górę szybko się rozgrzaliśmy. Po wyjściu poza granicę lasu rzeczywiście poczuliśmy to, o czym mówiła spotkana wcześniej pani. Troszkę wiało. Głowy nie urywało, ale już kaptur zdejmowało z niej z łatwością. Widoków tego dnia nie było szans pooglądać, ale dokładnie widzieliśmy gdzie się mamy poruszać. Tyczki robiły swoje, wytyczały nam drogę idealnie. Widzieliśmy jakieś 5 sztuk przed sobą. Szliśmy wiedzeni jak po sznurku. Naokoło pustki, nikogusieńko. Idealnie.

Oczywiście im wyżej, tym silniejszy wiatr i słabsza widoczność. Z 5 tyczek robiło się 4, potem 3, potem 2, aż wreszcie było tak, że trzeba było wytężać wzrok, żeby dostrzec choć jedną przed sobą. Ale tak było już po minięciu szczytu Szerokiego Wierchu. W pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że mgła jest tak gęsta, że widoczność sięga może 2, może 3 metrów. Musieliśmy być bardzo blisko siebie, żeby siebie widzieć. W międzyczasie jedna z rakiet M poszła w strzępy, zaczęły mu przemakać buty i marznąć ręce. Szliśmy właśnie przez to charakterystyczne przewężenie na Tarniczce, było wszystko ok. Co prawda nadal nie było nic widać, ale dokładnie widzieliśmy, że w lewo i w prawo jest jakiś spadek terenu. Zaraz potem zboczyliśmy ze szlaku, bo nagle zaczęliśmy się zapadać po krocza - znaczy, że weszliśmy w borówki kochane. Dobrze byłoby wrócić na szlak. On gdzieś tu musi być, przecież jeszcze przed chwilą na nim byliśmy, to musi być dosłownie o krok... ale jak go znaleźć, kiedy wokół jest jednolita biała czapa śniegu. Dwa kroki w lewo, dwa kroki w prawo... ścieżka gdzieś tu musi być. Ale nawet jeśli nie znajdziemy, to jakoś się przemęczymy, kilkanaście kroków w śniegu po uda nas nie pokona. Zaraz będzie siodło i znów trafimy na jakiś twardszy śnieg. I w tym momencie usłyszałam za sobą serię pytań i różnych propozycji: "Czy my aby na pewno w dobrym kierunku idziemy?", "Kiedy widzieliśmy ostatnią tyczkę?", "Może zawróćmy?", "Daleko jeszcze do tego szczytu" itd. "Chłopie, szczyt minęliśmy dawno temu, do siodła mamy rzut beretem, zawracanie w tym momencie nie ma sensu, bo niedługo zapadnie zmrok, naszych śladów już dawno nie widać, a za naszymi plecami wcale nie ma lepszej widoczności. Musimy dojść do siodła i potem już prościutko na Wołosate. Byle do lasu i potem będzie już dobrze". Mój partner wpadł w głęboki niepokój. Szliśmy w dobrym kierunku. Wiedziałam to wtedy i wiem to teraz, po skontrolowaniu śladu GPS. Zeszliśmy ze szlaku, ale poruszaliśmy się w dobrym kierunku.

Ziarno niepewności jednak zostało zasiane i borówki zrobiły swoje. Wypatrywałam choćby delikatnie ciemniejszego śladu w białym mleku naokoło, który przypominałby tyczkę. Niestety wokół nie widziałam nic. I nagle, nie dalej niż kilka kroków od nas, po lewej stronie, wyłaniał się spod śniegu fragment drewnianej barierki ograniczającej ścieżkę. No jeeest!

slawek71
12-01-2015, 23:19
Aż mnie zmroziło w trakcie czytania , no ale końcówka już cieplejsza. Czekam na cd.

Jimi
13-01-2015, 00:07
Ciekawa historia Mamcia! Przemoczone zziębnięte stopy to kaplica. No i zaspy. Tak sobie wyobrażam, że odbiliście na wschód, na zawietrzną stronę więc w największe zaspy. Co z gpsami? Coś mi się wydaje, że relacja dopiero się rozkręca i końcówka jest tylko pozornie cieplejsza. Siedząc w ciepełku tak sobie myślę, że chętnie bym się tam wybrała. Czekamy na cd.

zbyszek1509
13-01-2015, 00:46
Ziarno niepewności jednak zostało zasiane i borówki zrobiły swoje. Wypatrywałam choćby delikatnie ciemniejszego śladu w białym mleku naokoło, który przypominałby tyczkę. Niestety wokół nie widziałam nic. I nagle, nie dalej niż kilka kroków od nas, po lewej stronie, wyłaniał się spod śniegu fragment drewnianej barierki ograniczającej ścieżkę. No jeeest!

To jest dopiero "atrakcja", a nie tam jakieś spotkanie oko w oko z niedźwiedziem i to na dodatek, w pełni lata. Tylko czytając Twoją relacje, to adrenalina bucha uszami. Super.

Jimi
13-01-2015, 00:52
Po ubiegłorocznych lekkich podmrożeniach stóp stałam się przewrażliwiona na tym punkcie zimą i polecam (za radą forumową Basi Z) wyłącznie babcine wełniane skarpety. Nawet jeśli zmokną to i tak grzeją. Folia NRC też wspaniale odbija ciepło, warto mieć jakieś jej skrawki w kieszeniach w razie "w" -na przykład włożyć kawałek do rękawiczki (działa raz dwa), owinąć zmarznięte stopy i dopiero na to skarpetę. Ja spróbowałam jej w celach testowych bo i tak mi się podarła podczas innego użytkowania. W Ustrzykach jeden turysta zagadnął mnie, że warto nosić kawałki podartej foli w kieszeni, a ja mu na to wyciągnęłam swoje dwa kawałki z kieszeni w spodniach -uśmialiśmy się.

Zbyszku, ja myślę, że Mamcia niekoniecznie wolałaby stanąć dosłownie twarzą w twarz z niedźwiedziem, bo po dawnej twarzy mogłoby nie być już śladu -ja na pewno bym nie chciała:)

Mamcia DwaChmiele
13-01-2015, 01:13
Jest barierka, jesteśmy w domu. Dobrnęliśmy do niej po kolana w śniegu i postanowiliśmy naprawić rakietę. W plecaku miałam smycz. Szybciutko odcięłam metalową końcówkę i powiązałam to tu to tam. Dało się używać. Robiłam to wszystko ja, gdyż M miał już całkiem skostniałe ręce.

Zaczęło się robić ciemno. Szybszym krokiem szliśmy wzdłuż wystającej nieco ponad śnieg barierki. Idziemy w dół, znaczy dobrze. Zaraz siodło i jakoś trzeba będzie wyczuć szlak na Wołosate. Ale barierka szybko się skończyła. Szliśmy dalej w tym samym kierunku. Po chwili pojawił się fragmencik kolejnego ogranicznika ścieżki, ułożonego prawie pod kątem prostym względem naszego kierunku marszu. Okej. Trzymajmy się ścieżki. Skręciliśmy więc w prawo, a potem o już nie wiem... mój błędnik w tym mleku całkiem zwariował.

Minęło kilkanaście minut, a my ciągle szliśmy w dół. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że coś jest nie tak. Nie poznawałam tego terenu. Ale szliśmy jeszcze kawałek. Jeszcze kilka kroków. "Tylko do tego wzgórka i za nim na pewno już coś zobaczymy." Za wzgórkiem była prawie pionowa ściana w dół. Po prawej mieliśmy las, po lewej i za sobą mieliśmy gęste mleko. "Nie wiem gdzie jesteśmy" - powiedziałam. Nie poznawałam tego terenu. Zaczęłam czuć niepokój.

Było już wtedy prawie zupełnie ciemno, wiatr wzmógł się, temperatura spadła, a przynajmniej takie mieliśmy wrażenie. Błyskawiczna myśl "co robić?". Najgorsze w tym wszystkim było to, że ja miałam 70% pewność względem naszego położenia, tylko zupełnie ten teren mi nie pasował... Ale z drugiej strony miałam świadomość, że mogę się mylić. Już niczego nie byłam pewna. W gęstej mgle nie byłam w stanie ocenić odległości, kierunku, nie wiedziałam w którym momencie popełniłam błąd. Wiedziałam tylko jedno - jesteśmy co najwyżej kilkadziesiąt metrów od szlaku. Jest w zasięgu kilkunastu kroków. Trzeba go tylko odszukać.

M zaproponował, żeby zadzwonić do GOPR'owców. Ja na to "Okej, zadzwonisz i co im powiesz? W jaki sposób Ci pomogą?". Odpowiedź brzmiała "Nie wiem". Więc przygotowaliśmy się do tej rozmowy. On znalazł za pomocą aplikacji dokładne współrzędne naszego położenia, ja, korzystając z sieci ukraińskiej, zadzwoniłam. Chcieliśmy jedynie, aby po współrzędnych określili gdzie jesteśmy i powiedzieli w którym kierunku i mniej więcej w jakiej odległości od nas jest szlak. I tyle. Nie chcieliśmy aby po nas przychodzili, bo czuliśmy, że damy radę dojść.

Wykonałam telefon o godzinie 17:00. Zgłosiła się centrala. Wypytali o to gdzie jesteśmy, spisali nasze nazwiska i kazali czekać na telefon od bieszczadzkich ratowników. Telefon zadzwonił po ok. 2 minutach. Wyjaśniłam całą sytuację, powiedziałam, że jesteśmy gdzieś w okolicy Tarnicy, ale nie wiemy dokładnie gdzie, że chcemy zejść do Wołosatego, że znamy współrzędne i że prosimy, aby nas zlokalizowali i powiedzieli w którym kierunku się poruszać i mniej więcej ile metrów, aby trafić na szlak.
Podaliśmy współrzędne: N 49.08006 E 22.73108 (DD)
- "Coś jest nie tak, podaj jeszcze raz" - usłyszałam w słuchawce. No to lecimy. Podałam raz jeszcze.
- "Pokazuje mi, że jesteście na Ukrainie"
- "Co, u licha? Na jakiej Ukrainie? Do Ukrainy mamy jeszcze kawał drogi". Rozłączyliśmy się, ratownik miał to sprawdzić i oddzwonić.

W tym momencie zaczęłam się już bać. Czy to możliwe, że doszliśmy na Ukrainę? Może Szeroki Wierch to wcale nie był Szeroki Wierch, a Tarniczka Tarniczką nie była? I jak będzie wyglądała cała procedura jeśli rzeczywiście jesteśmy na Ukrainie? Trzeba czym prędzej wrócić po naszych śladach na grzbiet. Różne absurdalne myśli przychodziły mi do głowy. Mi przynajmniej było ciepło, a M marzł coraz bardziej. Zeszliśmy kawałeczek w dół, aby przytulić się do lasu i osłonić od wiatru. Znaleźliśmy cichy zakątek między drzewami, gdzie zupełnie nie wiało. Zarządziłam "aerobik": przysiady, wymachy ramion, boksowanie. Dla ogrzania atmosfery zaczęłam śpiewać "Jesteśmy na wczasach, w tych góralskich lasach...". Ciemna noc, gęsta mgła, gdyby nie czołówka, niczego nie byłoby widać.

W międzyczasie odbyliśmy jeszcze kilka rozmów z ratownikiem. Okazało się, że podaliśmy współrzędne w notacji, której system GOPR nie umiał przetworzyć prawidłowo. Zaczęliśmy więc szukać innej notacji w innych aplikacjach które mieliśmy (m.in. w nawigacji samochodowej). Podaliśmy dwie kolejne:
N 49°4'48" E 22°43'51'' (DMS)
N 49°4.8036' E 22°43.8648' (DM)

Wszystkie trzy sposoby zapisu określają jeden punkt, ale jak się później okazało, system GOPR przetwarza tylko ten ostatni zapis. W momencie, kiedy wysłaliśmy im ostatniego smsa, ekipa ratowników była już w drodze do nas. Dostaliśmy polecenie nie ruszania się z miejsca, okrycia się kocem i czekania na nich. Co jakiś czas ratownik z dyżurki dzwonił do nas sprawdzić jak się czujemy i informował gdzie są ratownicy terenowi. Czuliśmy się dobrze. Aerobik robił swoje. Zrobiliśmy użytek z kanapek, batonów i... gorącej herbaty, którą udało mi się zachomikować.

Po jakimś czasie usłyszeliśmy nawoływania, zobaczyliśmy światła latarek. Wspólnie wróciliśmy po śladach na Tarniczkę. Pokazali nam gdzie popełniliśmy błąd (dokładnie w tym miejscu, w którym spod śniegu wyłoniła się barierka po lewej stronie). Na Tarniczce był nawis śnieżny, przez co utworzyła się bardzo stroma ściana, po której zeszliśmy na siodło, a następnie do Wołosatego.

Wszystko skończyło się dobrze. Akcja zakończyła się o godzinie 21:30. W mojej ocenie cała akcja przebiegła błyskawicznie i bardzo sprawnie. Niedługo potem spotkaliśmy się wszyscy w Zajeździe pod Caryńską i rozmawialiśmy do późnych godzin nocnych. Bardzo długo czułam wstyd w związku z całą tą sytuacją. Ale po usłyszeniu kilku opowieści z ust ratowników zdałam sobie sprawę, że dobrze się stało, jak się stało. I jeszcze raz powtórzę - GOPR jest dla ludzi. i jeśli czujesz, że straciłeś kontrolę, lepiej zadzwonić niż udowadniać sobie że jesteś bohaterem. Mnóstwo było takich, co nie zadzwonili. Ich historie mogą opowiedzieć Ci ratownicy.

zbyszek1509
13-01-2015, 01:14
Zbyszku, ja myślę, że Mamcia niekoniecznie chciałaby stanąć dosłownie twarzą w twarz z niedźwiedziem, bo po dawnej twarzy mogłoby nie być już śladu -ja na pewno bym nie chciała:)

Aniu, z mojej strony 0 (zero) zazdrości, a jedynie tylko 100% podziwu i uznania, że pomimo tak skrajnie nieprzychylnych warunków, dali sobie radę i żyją. To tylko świadczy o ich silnej woli pokonania przeszkód, które zaserwowała im przyroda. Oczywiście można dyskutować na ten temat i zastanawiać się nad tym, ile to można w takich chwilach stracić. Ale przecież sama doskonale wiesz, cóż warte jest życie bez odrobiny emocji. Ci, którzy nie mieli takich chwil w życiu, to zazwyczaj niewiele mają do powiedzenia o swoich przeżyciach. Dzięki nim, życie jest piękne :-).

Mamcia DwaChmiele
13-01-2015, 01:21
To jest dopiero "atrakcja", a nie tam jakieś spotkanie oko w oko z niedźwiedziem i to na dodatek, w pełni lata. Tylko czytając Twoją relacje, to adrenalina bucha uszami. Super.

Żadna atrakcja Zbyszku i wcale nie super. Adrenalina rzeczywiście buchała uszami, ale tam na miejscu, kiedy nie wiedziałam gdzie jestem i nie widziałam nic dookoła. To było jak zły sen... taki, w którym coś niemiłego się dzieje, boisz się, chcesz uciekać, a nie możesz zrobić zupełnie nic. Teraz już spokojnie do tego podchodzę i na zimno analizuję gdzie popełniłam błąd, co mogłam zrobić inaczej, w którym momencie należało wyciągnąć kompas itd.

Moją relacją nie chcę wzbudzić rumieńców na Waszych policzkach, ale wytłumaczyć Wam, że czasami lepiej schować wstyd i ambicje do kieszeni. I z większym respektem podchodzić do zimowych wędrówek po Bieszczadach.

Mamcia DwaChmiele
13-01-2015, 01:51
Celem zobrazowania jak bardzo błędnik mi zwariował i jak bardzo myliłam się względem naszego położenia, oznaczyłam te miejsca na mapie:

https://lh6.googleusercontent.com/-aXC3oTRurv8/VLRdGy_Sf_I/AAAAAAAAbh4/95a7mwB8A-s/s576/mapka2.png

Jimi
13-01-2015, 02:10
Jeju Mamcia! I ten tekst, że jesteście na Ukrainie -aż mi o mało oczy nie wyskoczyły! Kolejny raz czytając różne relacje przekonuję się o tym, że to kobiety zdecydowanie lepiej potrafią myśleć racjonalnie w warunkach stresowych, zachować zimną krew. Jakoś dziwnie się przyjęło, że kobiety są słabe -pewnie tylko fizycznie, bo psychicznie wydaje mi się, że są bardziej odporne. Tak samo jak facetom słabo robi się na sam widok krwi a kobiet zazwyczaj widok krwi w ogóle nie rusza ponieważ całe życie są do niego przyzwyczajone, więc też podobno kobiety bardziej racjonalnie działają podczas wypadków. Nie tak dawno czytałam, że to kobiety w wojsku są zdecydowanie bardziej wartościowym żołnierzem niż mężczyźni -większa odporność na stres i krew, a opowiadał to jakiś ważny dowódca.

A co się stało z gpsami? Przecież to urządzenie pokazuje miejsce gdzie jesteśmy, wskazuje kierunek i mając punkt nałożony na mapie można odczytać jak iść??

zbyszek1509
13-01-2015, 02:24
Celem zobrazowania jak bardzo błędnik mi zwariował i jak bardzo myliłam się względem naszego położenia, oznaczyłam te miejsca na mapie:

https://lh6.googleusercontent.com/-aXC3oTRurv8/VLRdGy_Sf_I/AAAAAAAAbh4/95a7mwB8A-s/s576/mapka2.png

Twoja relacja wyzwoliła u mnie, tyle emocji, że postanowiłem zlokalizować Wasze położenie przy pomocy GoogleEarth. Okazuje się, że prawie dokładnie pokrywa się z zamieszczonym przez Ciebie zrzutem. Nie wiem w jakim celu ktoś wymyślił 3 rodzaje współrzędnych http://web4you.com.pl/6.html , "dzięki temu" nawet GOPR miał pewne problemy. Ale fajnie, że wszystko dobrze się skończyło, a przy okazji jest co wspominać i wywoływać rumieńce emocji na twarzach czytających lub słuchających Twoich relacji. Życzę, aby w przyszłości było mniej wątpliwości, a więcej radości podczas pokonywania przeszkód terenowych :-). Twoje ostatnie zdanie, w tej relacji


czasami lepiej schować wstyd i ambicje do kieszeni. I z większym respektem podchodzić do zimowych wędrówek po Bieszczadach.

niech będą przestrogą dla tych, którzy nie mają szacunku dla gór. Pokora nic nie kosztuje, ale życie może uratować.

36843

zbyszek1509
13-01-2015, 02:36
A co się stało z gpsami? Przecież to urządzenie pokazuje miejsce gdzie jesteśmy, wskazuje kierunek i mając punkt nałożony na mapie można odczytać jak iść??

Ja tego też nie rozumiem. Czy to jest sprawa braku doświadczenia w posługiwaniu się tym wspaniałym wynalazkiem, czy wgranej mapy do tego urządzenia?. Odległość pomiędzy Twoim domniemanym miejscem stania, a rzeczywistym, wynosi ok. 1 km. W tak trudnych warunkach atmosferycznych, dokładność średniej jakości GPS-u może wynosić ok. 10 m. Więc, gdzie wystąpił podstawowy błąd w lokalizacji?.

Szkutawy
13-01-2015, 03:44
... najważniejsze, że wszystko się szczęśliwie zakończyło... a wstydzić, to człek się musi co jakiś czas całe życie..... z bardziej banalnych powodów....

Dlugi
13-01-2015, 08:52
Ja tego też nie rozumiem. Czy to jest sprawa braku doświadczenia w posługiwaniu się tym wspaniałym wynalazkiem, czy wgranej mapy do tego urządzenia?. Odległość pomiędzy Twoim domniemanym miejscem stania, a rzeczywistym, wynosi ok. 1 km. W tak trudnych warunkach atmosferycznych, dokładność średniej jakości GPS-u może wynosić ok. 10 m. Więc, gdzie wystąpił podstawowy błąd w lokalizacji?.
Myslę, że Mamcia miała tylko GPS, bez podkładu mapowego. Natomiast zupełnie nie rozumiem problemu GOPR-u z formatem współrzednych - wyglada na całkowity brak przeszkolenia w tym temacie. Przecież nawet jesli ich aplikacja komputerowa przyjmuje tylko format DM (w co za bardzo wierzyć mi się nie chce) to przecież mają GPS ręczniaki, z których obsługi byli szkoleni (tak przynajmniej gdzies widziałem na zdjęciach?) i w nich mogli by sobie przekonwertować współrzedne. a nawet jesli nie to trochę pomyśleć, kalkulator w łapę i na pewno Ukraina by im nie wyszła...

don Enrico
13-01-2015, 09:30
Brawa dla Natalki. Spisała się dzielnie.

Wojtek Pysz
13-01-2015, 10:48
Myslę, że Mamcia miała tylko GPS, bez podkładu mapowego.
Ja właśnie parę słów na ten temat. Ale najpierw, w pierwszych słowach mojego listu oświadczam, iż się cieszę bardzo, że Natalkę jeszcze żywą zobaczymy!:-)
A w drugich słowach, jako nałogowy użytkownik map cyfrowych coś podpowiem. Jeśli już mamy przy sobie jakieś urządzenie z odbiornikiem GPS, to warto zainstalować na nim jakiś program do wyświetlania map oraz kupić za 29zł mapę Bieszczadów (lub użyć innej, ulubionej). Na ekranie mapa wygląda identycznie, jak ulubiona papierowa. Telefon, smarfon czy garmin można sobie nieść w plecaku (jeśli ktoś czuje odrazę do takich wynalazków), a w szczególnym przypadku wyjąć i w ciągu paru sekund zobaczyć, gdzie jesteśmy. A jest to bardzo przydatne w terenie, gdzie nie ma GOPR-u i nie działają telefony komórkowe.

Przykład podobnej sytuacji pokazuje poniższa mapka z autentycznym trackiem z wędrówki (tylko te niebieskie strzałki teraz dorysowałem). Szliśmy ze wschodu na zachód. Nic nie było widać, śnieg z wiatrem zalepiał wszystko. Naszym zadaniem było przez jakiś czas iść prawie po poziomicy, ale trochę lekko w górę, w żadnym wypadku trochę w dół. I tak się złożyło, że ta lekko wznosząca się poziomica zawróciła nas na wschód, bez świadomości, że idziemy z powrotem. I wyszliśmy na górkę 1321, myśląc, że wychodzimy na Zełemeny 1304. Na urządzeniu (wyjętym dopiero na szczycie) zobaczyłem jakie kółeczko zrobiliśmy i gdzie jesteśmy i .... nic nikomu nie powiedziałem. Albowiem Idący na Czele otrzepał z lodu kompas, zamruczał "achaaaa" i nic nikomu nie mówiąc łagodnie zmienił kierunek marszu o 180 stopni.
http://ciekawe.tematy.net/2013/img/rundka_Szeredowska.jpg

Mamcia DwaChmiele
13-01-2015, 11:23
Aniu, Zbyszku, Wojtku, Długi... wszyscy macie rację. Bo niby jak można sobie nie poradzić, mając GPS + mapę + kompas?

Popełniłam kilka błędów:
* Nie mieliśmy w telefonach żadnej mapy turystycznej offline (niby miałam włączony przepływ danych w roamingu, ale z jakiegoś powodu internetu nie miałam). Dopiero po powrocie do domu weszłam na forum i po przeczytaniu Waszych wypowiedzi, kupiłam za świeżej pamięci aplikację Locus Pro. Miałam lokalizację zaznaczoną na mapie Google Maps, na której z jakiegoś powodu nie miałam zaznaczonej Tarnicy ani Wołosatego (a to by znacznie ułatwiło sprawę), być może przez brak internetu te dane się nie doczytały. Miałam więc zaznaczony punkt na tle zielono-zielonych nic nie mówiących plam.
* Mieliśmy co prawda aplikację do pokazywania współrzędnych, ale używała innego formatu niż mapa. A ja tego nie sprawdziłam przed wyjazdem. Jeszcze nie umiem się posługiwać formatem DD. Pewnie da się to jakoś przeliczyć zamieniając na DM - czyli taki, który można nanieść na moją mapę papierową, ale jeszcze tego nie umiem zrobić. Zadanie na weekend - zgłębić temat.

Rada od ratowników: instalować w smartfonach aplikację RATUNEK albo WEZWIJ ŚMIGŁO. Za pomocą tych aplikacji, ratownicy w razie "w" otrzymają kompletny zestaw danych niezbędnych do zlokalizowania turysty. Wszystko przebiegnie szybko i bez zbędnych pytań.

I jeszcze jedno. Mieliśmy 3 karty sim: Play, Plus i T-Mobile. Play zupełnie nie miał zasięgu, Plus i T-Mobile złapały zasięg sieci ukraińskiej. Polskich sieci nie ma w tym miejscu w ogóle.

slawek71
13-01-2015, 11:29
Kapitalna relacja i daje sporo do myślenia (myślę tu o sobie).Byłem przekonany że się przyzwoicie przygotowałem do moich wepadów ale teraz widzę że trzeba się jeszcze dużo uczyć . Dobrze że to opisałaś i fajnie że się wszystko szczęsliwie skończyło. Pozdrawiam!

Mamcia DwaChmiele
13-01-2015, 11:33
Kolejny raz czytając różne relacje przekonuję się o tym, że to kobiety zdecydowanie lepiej potrafią myśleć racjonalnie w warunkach stresowych, zachować zimną krew. Jakoś dziwnie się przyjęło, że kobiety są słabe -pewnie tylko fizycznie, bo psychicznie wydaje mi się, że są bardziej odporne. Tak samo jak facetom słabo robi się na sam widok krwi a kobiet zazwyczaj widok krwi w ogóle nie rusza ponieważ całe życie są do niego przyzwyczajone, więc też podobno kobiety bardziej racjonalnie działają podczas wypadków. Nie tak dawno czytałam, że to kobiety w wojsku są zdecydowanie bardziej wartościowym żołnierzem niż mężczyźni -większa odporność na stres i krew, a opowiadał to jakiś ważny dowódca.

Nie wiem, nie znam się, nie szłabym w tak duże szablonowanie w tym przypadku. Dla M była to druga wędrówka po górach zimą, dla mnie któraś z kolei. Dla niego pierwsze zabłądzenie, dla mnie któreś z kolei. On był tam pierwszy raz, ja któryś z kolei.
W większości trudnych sytuacji, to ja panikuję, a on zachowuje zimną krew. Akurat w górach jest odwrotnie, ale może to kwestia czasu :)

Mamcia DwaChmiele
13-01-2015, 11:35
Natomiast zupełnie nie rozumiem problemu GOPR-u z formatem współrzednych - wyglada na całkowity brak przeszkolenia w tym temacie. Przecież nawet jesli ich aplikacja komputerowa przyjmuje tylko format DM (w co za bardzo wierzyć mi się nie chce) to przecież mają GPS ręczniaki, z których obsługi byli szkoleni (tak przynajmniej gdzies widziałem na zdjęciach?) i w nich mogli by sobie przekonwertować współrzedne. a nawet jesli nie to trochę pomyśleć, kalkulator w łapę i na pewno Ukraina by im nie wyszła...

To jest jedyny element tej akcji, do którego mogłabym się przyczepić.

Mamcia DwaChmiele
13-01-2015, 11:59
A w drugich słowach, jako nałogowy użytkownik map cyfrowych coś podpowiem. Jeśli już mamy przy sobie jakieś urządzenie z odbiornikiem GPS, to warto zainstalować na nim jakiś program do wyświetlania map oraz kupić za 29zł mapę Bieszczadów (lub użyć innej, ulubionej). Na ekranie mapa wygląda identycznie, jak ulubiona papierowa. Telefon, smarfon czy garmin można sobie nieść w plecaku (jeśli ktoś czuje odrazę do takich wynalazków), a w szczególnym przypadku wyjąć i w ciągu paru sekund zobaczyć, gdzie jesteśmy. A jest to bardzo przydatne w terenie, gdzie nie ma GOPR-u i nie działają telefony komórkowe.


Ja do tego dojrzałam, tym bardziej, że ta przygoda wcale nie zniechęca mnie to chodzenia po górach. I tu będę miała prośbę do Ciebie Wojtku, o wskazanie, w którego Garmina inwestować. Byłam wczoraj w ich sklepie internetowym. Urządzeń masa, rozpiętość cenowa znaczna... na co zwracać uwagę, które parametry są najważniejsze itd. Ale na to się założy pewnie osobny wątek.
Wiem, że kiedyś była już dyskusja na ten temat na forum, ale szukałam jej wczoraj i nie mogę znaleźć. Jakieś porządki?

zbyszek1509
13-01-2015, 13:33
Wiem, że kiedyś była już dyskusja na ten temat na forum, ale szukałam jej wczoraj i nie mogę znaleźć. Jakieś porządki?

Bardzo ciekawy wątek założony przez Wojtka. http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/8053-Mapy-cyfrowe-nie-tylko-dla-or%C5%82%C3%B3w-%29

andrzej627
13-01-2015, 13:37
Rada od ratowników: instalować w smartfonach aplikację RATUNEK albo WEZWIJ ŚMIGŁO. Za pomocą tych aplikacji, ratownicy w razie "w" otrzymają kompletny zestaw danych niezbędnych do zlokalizowania turysty. Wszystko przebiegnie szybko i bez zbędnych pytań.

Na Androida znalazłem tylko RATUNEK (https://play.google.com/store/apps/details?id=com.pagasolutions.emergencycall).

andrzej627
13-01-2015, 14:36
wskazanie, w którego Garmina inwestować
Polecam ten, którego sam używam: eTrex® 30 (https://buy.garmin.com/pl-PL/PL/po-szlakach/po-szlakach/etrex-30/prod87774.html). Na Bieszczady polecam darmową mapę GPS Maniaka: GPS_50_Walker (mini: okolice Śnieżnika + Bieszczady) (http://gpsmaniak.com/2010/download-GPS_50_Walker.htm).

Mamcia DwaChmiele
13-01-2015, 14:52
Bardzo ciekawy wątek założony przez Wojtka. http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/8053-Mapy-cyfrowe-nie-tylko-dla-or%C5%82%C3%B3w-%29

Dziękuję Zbyszku, chyba właśnie tego szukałam.


Na Androida znalazłem tylko RATUNEK (https://play.google.com/store/apps/details?id=com.pagasolutions.emergencycall).

Być może masz wersję Androida, której aplikacja WEZWIJ ŚMIGŁO (https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.waw.bitmed.smiglo) nie obsługuje

Wojtek Pysz
13-01-2015, 15:11
Bo niby jak można sobie nie poradzić, mając GPS + mapę + kompas?
Aby wystrzelić z dawnego karabinu, należało (w dużym skrócie): odmierzyć porcje prochu, wsypać proch od strony lufy, wcisnąć kulę ()też od strony lufy, z boku założyć kapiszon, odwieść kurek, itp. Jeśli akurat nacierał na Ciebie niedźwiedź albo Tatarzyn, trudno było z tym wszystkim zdążyć. A jeśli Tatarzynów było trzech, to nawet nie warto było zaczynać.
Tak samo jest z tym wyznaczaniem punktu przebywania na mapie, posługując się współrzędnymi odczytanymi z GPS. Na dodatek, jeśli naprawdę mocno wieje i śnieży, trudno mapę rozłożyć a łatwo ją stracić.


Polecam ten, którego sam używam: eTrex 30..
Ja też polecam. Choć dla mnie ma za mały ekranik. Wezmę jutro do Rzeszowa, jeśli masz ochotę, możesz się ze dwa tygodnie nim pobawić i sprawdzić przydatność.

andrzej627
13-01-2015, 15:41
Być może masz wersję Androida, której aplikacja WEZWIJ ŚMIGŁO (https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.waw.bitmed.smiglo) nie obsługuje
Obsługuje wszystkie moje urządzenia. Dla zmylenia przeciwnika aplikacja występuje pod nazwą Medevac.:lol:

andrzej627
13-01-2015, 15:56
Poszliście w złym kierunku i byliście 100 m od szlaku. Na ekranie GPSu widziałabyś to jak na załączonym obrazku. Widziałabyś dodatkowo swój ślad, który pozwoliłby trzymać się szlaku lub do niego wrócić.

Browar
13-01-2015, 17:38
Mapa (osmapa lub freemap) całych polskich i słowackich Bieszczadów od Użockiej aż do Jaślisk waży ok 600MB, co przy dzisiejszych pojemnościach smartfonów jest żartem. Ja głównie posługuję się apką Geoportalu, ale prawdą jest że netu brak akurat jak jest potrzebny ;)
Dlatego zawsze mam zapakowanych kilka map offline rejonu badanego, włącznie z satelitarną Googla.

bieszczadzka kuna
14-01-2015, 10:27
Nie tak dawno czytałam, że to kobiety w wojsku są zdecydowanie bardziej wartościowym żołnierzem niż mężczyźni -większa odporność na stres i krew, a opowiadał to jakiś ważny dowódca.
Aniu, w rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej, nieliczna grupa kobiet zostaje wartościowym żołnierzem. Może mnie feministki nie zjedzą. I tak jak napisał Zbyszek1509... pokora nic nie kosztuje ale życie może uratować. Mamcia DwaChmiele gratuluję rozwagi i opanowania.

diabel-1410
14-01-2015, 11:11
Wczoraj znalazłem się w podobnej sytuacji na Małym Jaśle i też schowałem dumę do kieszeni

slawek71
14-01-2015, 12:10
Wczoraj znalazłem się w podobnej sytuacji na Małym Jaśle i też schowałem dumę do kieszeni

Wczoraj w okolicach Rzeszowa była nawet niezła pogoda , w bieszczadach chyba też nie było tragicznie.Można coś więcej w temacie ?

diabel-1410
14-01-2015, 12:47
Schodząc już z Małego Jasła skończył się ślad po którym schodziłem.Zadzwoniłem na dyżurkę z prośbą o instrukcje w którą stronę się kierować.Dyżurny uznał że lepiej będzie jeśli wyśle po mnie patrol. Dzwoniłem do nich około 19 a już po 20 byli$my w aucie. Warunki u góry były bardzo złe.Silny wiatr zacierał ślady momentalnie.Akcja GOPR była chyba jedną z prostszych.Nie byłem wychłodzony i czułem się dobrze

Polej
14-01-2015, 14:12
Dzisiaj na Facebooku Bieszczadzka Grupa GOPR podała taką informację: " Wczoraj,13 stycznia przed godziną 19 ratownicy ze stacji w Cisnej odebrali zgłoszenie, że w okolicy szczytu Małe Jasło zabłądził czterdziestoletni turysta i nie jest w stanie samodzielnie wrócić z gór. Powodem były trudne warunki panujące w górach; znaczna pokrywa śniegu oraz porywisty wiatr, który sprawił, że szlaki w tej części gór są zupełnie niewidoczne. Ratownicy niezwłocznie za pomocą dwóch skuterów śnieżnych udali się w kierunku szczytu gdzie bardzo szybko udało się odnaleźć turystę i ewakuować go do miejscowości Przysłup. Ze względu na trudne warunki, które panują górach prosimy wszystkich turystów o rozważne planowanie wędrówek". To o Tobie ?

slawek71
14-01-2015, 15:11
No faktycznie wiać to wczoraj wiało , podmuchy chyba nawet do 100\km , także może lepiej uzbroić się w cierpliwość i poczekać na lepszą wyżową pogodę. Pozdrawiam.

diabel-1410
14-01-2015, 16:25
Tak mimo że wystraszony i zziębnięty nie byłem.Zresztą zwróciłem na to uwagę ratownikom kiedy zawiozłem im dziś drobne suweniry

BieszczadniętyW
14-01-2015, 21:36
Wielki szacun dla Mamci nie tylko za rozwagę i opanowanie wykazane w tej zimowej wyprawie, ale także za skromność w dzieleniu się swym doświadczeniem. Niejeden grał by po przeżyciu takiej historii przysłowiowego fachurę, a tu pomimo nie małego doświadczenia pokora i dystans do gór i ludzkich możliwości. Bardzo mnie to ujęło. Dzięki, za lekcję tego, jak wiele trzeba wiedzieć i ile zmiennych brać pod uwagę, przy wybieraniu się zimą na szlak.

Jimi
14-01-2015, 22:03
Już po przeczytaniu interesującej i ważnej relacji Mamci nasunęła mi się od razu myśl, która znów potwierdziła się u Diabła. W większości relacjach ze strony Goprowców pojawiają się opisy negatywne dla turystów -że wystraszeni, zziębnięci, nieprzygotowani, lekkomyślni itp. Bardzo rzadko kiedy jest informacja, że turysta był przygotowany i że było z nim właściwie ok. Stąd wykreowała się u mnie od dawna wizja, że Goprowcy ściągają tylko tych wystraszonych, zziębniętych i nieprzygotowanych a wezwanie Gopr jest oznakiem wstydu i słabości. Spowodowane było to właśnie takimi relacjami Goprowców. I w zasadzie zazwyczaj znamy tylko wersję jednej strony, w tym momencie nawet nie wiem czy właściwą. W zasadzie wydaje się to oczywiste, że nie powinniśmy łykać wszystkiego, co piszą media. To strasznie banalne co powiem ale po wpisie Natalki zobaczyłam, że Gopr jest też dla wprawionych w boju zawodników a nie tylko dla mięczaków. To samo z Diabłem ale u niego musieli podkreślić, że wystraszony (jakoś ciężko mi to sobie wyobrazić gdyż znamy się i wiem, że to też konkretny i doświad zawodnik i takiego typu sytuacje nie są mu obce).


Ps. Chciałabym też sprostować błędną informację jaką bezwiednie podałam ale pewnie dla większości jest to informacja oczywista (ale nikt mnie nie poprawił;p). Wojtek Pysz uświadomił mnie, że numery alarmowe czyli np. 985 nie działają gdy nie mamy zasięgu żadnej sieci komórkowej :) :) (ale można na nie zadzwonić z obudowy telefonu ;D).

diabel-1410
14-01-2015, 22:34
Jimi to nie tak do końca.Gopr walczy o środki na działalność a im więcej szumu medialnego tym lepiej. Wiem że to obrzydliwe co piszę ale to jest opinia nie moja a mojego gospodarza który zna te sprawy dość dobrze.Generalnie jestem im wdzięczny za pomoc ale i wkurzony nieprawdziwą relacją na FB

asia999
14-01-2015, 23:00
Mamciu - po pierwsze fajnie, że napisałaś tę relację. Całe szczęście, że wszystko skończyło się dobrze i będziecie mieli co wspominać :) A czytało się świetnie :) Podobnie Diabeł.
Ale mam do Was pytanie - ale bardzo nie chciałabym, żeby było ono przez Was odebrane jakoś negatywnie.
Pytanie brzmi - Dlaczego poszliście w tym dniu na takie wędrówki?
Prognozy mówiły o bardzo silnych wiatrach (chociaż na północy wiało o wiele mocniej) i możliwym śniegu więc Wy jako doświadczeni wędrowcy mieliście na pewno obraz tego jak Wasza wędrówka może wyglądać. Sama Mamcia napisała, że widoków raczej się nie spodziewali. Z opisów wynika też, że na szlaki wyszliście chyba raczej poźnym przedpołudniem więc pewnie przewidywaliście, że może zastać Was mrok. Co więc było motywem tych wędrówek - chęć sprawdzenia się w trudnych warunkach? (nie neguję tego)

Ja jestem z natury tchórzem. Za żadne skarby nie wybrałabym się zimą na samotną wędrówkę w góry - zwłaszcza w taką pogodę, nie zdecydowałabym się również pójść na taką wędrówkę w parze z osobą mniej doświadczoną niż ja. Bałabym się odpowiedzialności. Strach zżarłby mi jakąkolwiek przyjemność z wędrowania. Jeśli już jakimś cudem znalazłabym się na szlaku to i tak zawróciłabym słysząc opinie schodzących a już na pewno widząc jak wieje i znając prognozy. Ale nie wymagam od innych, żeby również byli tchórzami. Chciałbym tylko zrozumieć co było Waszą motywacją do tych opisanych wędrówek.

andrzej627
14-01-2015, 23:20
Tak mimo że wystraszony i zziębnięty nie byłem.Zresztą zwróciłem na to uwagę ratownikom kiedy zawiozłem im dziś drobne suweniry
Kto napisał, że byłeś "wystraszony i zziębnięty"? Napisane jest, że zabłądziłeś i nie byłeś w stanie "samodzielnie wrócić z gór".

andrzej627
14-01-2015, 23:39
GOBR Bieszczady (https://www.facebook.com/pages/GOPR-Bieszczady/143072789219179) ilustruje wczorajszą akcję takimi zdjęciami:

https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xpa1/t31.0-8/10911380_331370760389380_6374748957172345647_o.jpg

https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xpf1/t31.0-8/10010156_331370803722709_8554544809576880327_o.jpg

https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xpf1/t31.0-8/1093922_331370830389373_4079761534961129917_o.jpg

slawek71
14-01-2015, 23:48
W komunikacie Gopr faktycznie jest napisane tak jak podaje andrzej627 , także nie ma co drążyć , choć zgodzę się z Jimi że z przekazów Gopr zazwyczaj wyłania się obraz nieodpowiedzialnego turysty co to spaceruje gdzieś w klapkach wiosną albo na jesien , pewnie czasami trochę koloryzują ale robią robote to trzeba im przyznać.

krzychuprorok
14-01-2015, 23:57
Kto napisał, że byłeś "wystraszony i zziębnięty"? Napisane jest, że zabłądziłeś i nie byłeś w stanie "samodzielnie wrócić z gór".

GOPR edytował komunikat z facebooka, można przeczytać obie wersje.
Pierwsza: " Ratownicy niezwłocznie za pomocą dwóch skuterów śnieżnych udali się w kierunku szczytu gdzie bardzo szybko udało się odnaleźć wystraszonego i zmarzniętego turystę i ewakuować go do miejscowości Przysłup.
Poprawiona: "Ratownicy niezwłocznie za pomocą dwóch skuterów śnieżnych udali się w kierunku szczytu gdzie bardzo szybko udało się odnaleźć turystę i ewakuować go do miejscowości Przysłup"

Browar
15-01-2015, 00:16
Stąd wykreowała się u mnie od dawna wizja, że Goprowcy ściągają tylko tych wystraszonych, zziębniętych i nieprzygotowanych
Ale zdaje się że GOPR sam się nie wezwał? A jeśli tak, to po co został wezwany, dla jaj? Jak była przyczyna wezwania pomocy skoro wszyscy byli doświadczeni i przygotowani?
Zdarzyło mi się kilkadziesiąt razy wędrować w takich warunkach, za każdym razem powyżej górnej granicy lasu (pierwszy raz na Szerokim Wierchu :-) ) gdy przestawałem widzieć następną lub poprzednią tyczkę z powodu mgły czy zamieci, to haniebnie podawałem tyły i zwiewałem z powrotem do lasu. Parafrazując Monty Phytona - dzielny Browar dzielnie uciekał :twisted: Fakt że to było w czasach gdy nie można było wyjąć komórki i zadzwonić po pomoc więc człowiek nie był skłonny iść w zaparte z myślą "jakoś będzie a jak będzie źle to wezwę GOPR". Nie było też GPS-a, ale wybieranie się w takich warunkach bez kompasu już uważane było za skrajną durnotę. W późniejszym czasie zdarzyło się kilka razy pójść po ludzi w różnych warunkach i rzadko kiedy byli w takim stanie, żeby nie mogli sami wrócić. Zauważ że koleżanka i koledzy cały czas szukali znaków, ścieżki. Bez szlaku wpadli w coś w rodzaju stuporu, to zjawisko dość często można zaobserwować nawet w doskonałych warunkach gdy brak ścieżki, szlaku, znaków itp powoduje że goście z mapą w ręce, lub bez niej "kręcą się w kółko". Te znaki to jak nić Ariadny łącząca umysł ze światem dookoła. Doświadczeni zawodnicy w podobnych warunkach nawet nie popatrzyli by na brak szlaku/ścieżki (to cud jeśli w zimie powyżej górnej granicy lasu go widać, w lesie też rzadko) tylko wyciągnęli by kompas (coby nie pójść w kierunku Lasu Hawry) i na azymut, dbając jedynie żeby się trzymać grzbietu i nie zakopać w jakimś wąwozie zeszli by na dół. I tyle.

slawek71
15-01-2015, 00:18
Nie zwróciłem na to edytowanie uwagi ,faktycznie trochę ubarwiają ale tak jak wczesniej pisałem nie ma co tematu drążyć , dobrze że pomogli i że taki jest finał.

Jimi
15-01-2015, 01:08
Browar - np. zabłądzenie, nieumiejętność wskazania swojej pozycji na mapie, żadna widoczność, więc i nieumiejętność znalezienia właściwej drogi. Wszyscy z nich byli dobrze przygotowani. Oczywiście każdy popełnił gdzieś błędy, bo gdyby tak nie było, to nie było by akcji gopr i tu się zgadzam. Chodziło mi o to, że gopr nie ściąga tylko zielonych, wystraszonych ludzi:)

diabel-1410
15-01-2015, 01:10
Asia999 wychodziłem wcześnie i do południa miałem warunki dobre. Pierwsze poważne problemy zaczęły się po 15.Trasa Omrąglik-Małe Jasło zamiast godziny zajeła mi godzin trzy.Błędy moje są oczywiste.Źle oceniłem warunki na szlaku i nie zabrałem ze sobą sprzętu biwakowego.A przecież kilka lat temu trasa Komańcza-Żebrak zajeły nam 56 godzin.Ale jak mówią ludzie - głupich nie trzeba siać sami się rodzą ;-)

zbyszek1509
15-01-2015, 01:43
Doświadczeni zawodnicy w podobnych warunkach nawet nie popatrzyli by na brak szlaku/ścieżki (to cud jeśli w zimie powyżej górnej granicy lasu go widać, w lesie też rzadko) tylko wyciągnęli by kompas (coby nie pójść w kierunku Lasu Hawry) i na azymut, dbając jedynie żeby się trzymać grzbietu i nie zakopać w jakimś wąwozie zeszli by na dół. I tyle.

Browar, fajnie się czyta relację, a nawet z wypiekami na policzkach, gdy się siedzi w ciepełku przy komputerze. Jednak całkowicie Twoją wypowiedź popieram, w której jest zawarta podstawowa zasada postępowania w takich sytuacjach. W tym konkretnym przypadku, był właściwie tylko jeden problem. Nie byli w stanie określić swojego miejsca pobytu. Tym bardziej, że otrzymali informację, że znajdują się na Ukrainie. Same współrzędne, też im pewnie nic nie mówiły. A w takich warunkach, rozłożenie mapy, również było pewnym problemem. Gdyby po zejściu z Szerokiego Wierchu na przełęcz, a to powinno być odczuwalne, złapali właściwy azymut, czyli o 180 stopni w prawo, problemu by nie było. W tym momencie chylę czoła współczesnym wynalazkom nawigacyjnym, które zdecydowanie ułatwiają przemieszczanie się w trudnych warunkach atmosferycznych, a nawet i terenowych przy lekkim zachmurzeniu.

Jimi
15-01-2015, 07:54
E tam Zbyszek, ja tam też myślę, że Browar dziesiątki razy był w takiej sytuacji, więc pisze o swoim doświadczeniu -ciepłe kapcie przy komputerku to nie dla niego ;]

Mamcia DwaChmiele
15-01-2015, 13:03
Browar ma 100% racji i bynajmniej nie jest to człowiek oceniający sytuację z pozycji kanapowej. Czuję się słusznie skarcona.

partyzant
15-01-2015, 18:21
Ta relacja od samego początku jest super z różnych powodów. Relacja jest bardzo szczera, trzymająca w napięciu od samego początku a mnie nawet jeszcze teraz. Nurtuje mnie to jak M ocenił tą przygodę i czy ona czegoś nie popsuła, wierzę że nie a może nawet wzmocniła. Tego nie muszę wiedzieć ale ciekawość jest.
Co do profesjonalizmu to nie wierzę, że on zawsze chroni przed nieszczęściem bo...Kukuczka, Rutkiewicz i tylu innych. Bieszczady to tylko Bieszczady a nieszczęścia się zdarzają i gdyby nie GOPR nieszczęść byłoby więcej. Takie relacje chce się czytać i aktywność koleżeństwa wreszcie taka "jak trza".

Mamcia DwaChmiele
15-01-2015, 20:26
Dlaczego poszliście w tym dniu na takie wędrówki?
Prognozy mówiły o bardzo silnych wiatrach (chociaż na północy wiało o wiele mocniej) i możliwym śniegu więc Wy jako doświadczeni wędrowcy mieliście na pewno obraz tego jak Wasza wędrówka może wyglądać. Sama Mamcia napisała, że widoków raczej się nie spodziewali. Z opisów wynika też, że na szlaki wyszliście chyba raczej poźnym przedpołudniem więc pewnie przewidywaliście, że może zastać Was mrok. Co więc było motywem tych wędrówek - chęć sprawdzenia się w trudnych warunkach? (nie neguję tego)

Mam wrażenie, że już o tym pisałam, ale mogę powtórzyć - nie mieliśmy na celu sobie ani nikomu innemu niczego udowadniać, sprawdzać się itp. Gdybym oceniła, że jest źle, zawrócilibyśmy po przekroczeniu górnej granicy lasu. Warunki nie były tragiczne. Wiało mocno, ale wielokrotnie wędrowałam przy znacznie mocniejszym wietrze. Wiatr akurat w tym przypadku niespecjalnie nam przeszkadzał. Zachmurzenie było na tyle duże, że rzeczywiście widoków się nie spodziewaliśmy, ale nie na tyle duże, żebyśmy pomyśleli o jakimkolwiek niebezpieczeństwie. Widoczność spadła do kilku metrów jak już minęliśmy szczyt, a więc nawet gdybyśmy chcieli się wrócić, do nie miałoby to większego sensu. Bliżej było do Wołosatego.
Jaki był motyw? Ja po prostu lubię wędrówki. Oczywiście, wolę kiedy pogoda jest idealna, a widoki zapierają dech w piersiach, ale nie zawsze tak jest. Czy prognoza pogody mówiąca, że ma wiać, albo że ma padać, albo że ma być mgła, ma mnie powstrzymać? Po tygodniu pracy za biurkiem w towarzystwie 20 rozgadanych osób, człowiek czasem po prostu ma ochotę pobyć w ciszy, bez towarzystwa, posłuchać wiatru, poruszać się... ot tak, dla przyjemności.


Ja jestem z natury tchórzem. Za żadne skarby nie wybrałabym się zimą na samotną wędrówkę w góry - zwłaszcza w taką pogodę, nie zdecydowałabym się również pójść na taką wędrówkę w parze z osobą mniej doświadczoną niż ja. Bałabym się odpowiedzialności. Strach zżarłby mi jakąkolwiek przyjemność z wędrowania. Jeśli już jakimś cudem znalazłabym się na szlaku to i tak zawróciłabym słysząc opinie schodzących a już na pewno widząc jak wieje i znając prognozy. Ale nie wymagam od innych, żeby również byli tchórzami. Chciałbym tylko zrozumieć co było Waszą motywacją do tych opisanych wędrówek.
No widzisz, a ja jestem najwyraźniej Twoim całkowitym przeciwieństwem pod tym względem. I pewnie gdyby nie naciski M., to akcji by nie było, a przynajmniej nie tak szybko. Pewnie wróciłabym po śladach na Tarniczkę i przy pomocy kompasu starałabym się dojść do Wołosatego. Ale nie byłam tam sama, byłam odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za drugiego człowieka (któremu zdążyły przemoknąć buty, rękawiczki i spodnie).

Mamcia DwaChmiele
15-01-2015, 20:31
Nurtuje mnie to jak M ocenił tą przygodę i czy ona czegoś nie popsuła, wierzę że nie a może nawet wzmocniła.

Myślę, że nas obydwoje wiele ta przygoda nauczyła. I wzmocniła potrzebę posiadania Garmina :) Tak na wszelki wypadek. Bo nie zawsze będziemy chodzić po górach, w których urzęduje GOPR.

don Enrico
15-01-2015, 20:59
(...)Czuję się słusznie skarcona.
Kto Cię skarcił ? Browar ? A to łobuz !


Ta relacja od samego początku jest super z różnych powodów. (...). Takie relacje chce się czytać i aktywność koleżeństwa wreszcie taka "jak trza".
To jest kwintesencja ładnie powiedziana.
Takie chwile trzeba przeżyć aby je zrozumieć.
Parę lat temu, (zimą oczywiście) w siedmiu chłopa chcieliśmy zdobyć Carycę. Okazało się to wyzwaniem nie do pokonania.

Browar
15-01-2015, 22:20
Czuję się słusznie skarcona.
Jaja sobie robisz, nikogo nie karcę, zwracam jedynie uwagę że wieszanie psów na GOPRze jest tutaj trochę nie na miejscu i w ich słowach kapkę racji jednak jest. Mimo wszystko uważam że i Diabeł, i Ty dobrze zrobiliście, zachowaliście się rozsądnie wzywając GOPR.

diabel-1410
15-01-2015, 22:52
Browar najgorszym bólem było dla mnie przyjęcie decyzji dyżurnego GOPR o wysłaniu patrolu.W sumie czułem się dobrze żarcia i picia ciepłego miałem dla batalionu wojska,czułem się dobrze.Uznałem jednak że nie ma co grać bohatera.W sumie gdyby kierowali mną przez telefon tak jak prosiłem też była szansa na całkowite pogubienie się i mieliby o wiele gorszą robotę nie wspominając o ryzyku

Mamcia DwaChmiele
15-01-2015, 22:56
GOBR Bieszczady (https://www.facebook.com/pages/GOPR-Bieszczady/143072789219179) ilustruje wczorajszą akcję takimi zdjęciami:

https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xpa1/t31.0-8/10911380_331370760389380_6374748957172345647_o.jpg

https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xpf1/t31.0-8/10010156_331370803722709_8554544809576880327_o.jpg

https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xpf1/t31.0-8/1093922_331370830389373_4079761534961129917_o.jpg

Słuchajcie, to PR-owy chwyt jest. To chyba jest nowy sprzęt (jak sprowadzali nas, jeszcze go nie mieli, ale dużo o tym mówili), chcieli się pochwalić na FB, że go mają i że go użyli ;)

Lisk
16-01-2015, 17:34
Gorącej dyskusji ciąg dalszy ; http://www.wykop.pl/ramka/2339514/o-tym-jak-wywolalam-akcje-gopr-i-ze-ciebie-tez-to-moze-dotyczyc/

Mamcia DwaChmiele
16-01-2015, 21:38
Gorącej dyskusji ciąg dalszy ; http://www.wykop.pl/ramka/2339514/o-tym-jak-wywolalam-akcje-gopr-i-ze-ciebie-tez-to-moze-dotyczyc/
Ale tego akurat nie warto śledzić. W porę włączyłam moderację na blogu, bo tam też cyrk.

Lisk
16-01-2015, 22:35
Ale tego akurat nie warto śledzić. W porę włączyłam moderację na blogu, bo tam też cyrk.

Oj tam oj tam z całej rzeki komentarzy można wyłuskać porad perełki

asia999
16-01-2015, 23:20
Gdybym oceniła, że jest źle, zawrócilibyśmy po przekroczeniu górnej granicy lasu. Warunki nie były tragiczne. Wiało mocno, ale wielokrotnie wędrowałam przy znacznie mocniejszym wietrze. Wiatr akurat w tym przypadku niespecjalnie nam przeszkadzał. Zachmurzenie było na tyle duże, że rzeczywiście widoków się nie spodziewaliśmy, ale nie na tyle duże, żebyśmy pomyśleli o jakimkolwiek niebezpieczeństwie. Widoczność spadła do kilku metrów jak już minęliśmy szczyt, a więc nawet gdybyśmy chcieli się wrócić, do nie miałoby to większego sensu. Bliżej było do Wołosatego.
Mamciu - właśnie o to mi chodzi. Że znając prognozy POWINNAŚ przewidzieć, że o tej porze roku nawet na takim według Ciebie banalnym szlaku - w miarę dobre - wbrew prozgnozom warunki na początku wycieczki nie gwarantują ich kontynuacji.
Akurat prognozy na tamten weekend pamiętam dobrze - słaba widoczność, miało wiać dosyć mocno (chociaż nie jakoś przeraźliwie ale z silnymi porywami) a wiatr miał się zmieniać - kręcić, co w połączeniu z opadami śniegu - jeśli dobrze mi się wydaje - może być zdradliwe, bo od nawietrznej raz nawiewa, raz wywiewa z różnych stron, więc schodzenie po takim zboczu (zakładając zejście z kompasem), zwłaszcza w ciemnościach różnie mogło się skończyć. Las całkiem bezpiecznym schronieniem przy takiej pogodzie (wieje) też nie jest.


Czy prognoza pogody mówiąca, że ma wiać, albo że ma padać, albo że ma być mgła, ma mnie powstrzymać?
Osobno może nie ale skumulowane i to zimą raczej tak. Czy jeśli jest zapowiedź sztormu i burzy z deszczem wypłyniesz w morze pontonikiem z palmą bo póki co słonko przykrywa tylko jedna wielka czarna chmura a grzmi dopiero gdzieś w oddali?


Mam wrażenie, że już o tym pisałam, ale mogę powtórzyć - nie mieliśmy na celu sobie ani nikomu innemu niczego udowadniać, sprawdzać się itp. (...) Po tygodniu pracy za biurkiem w towarzystwie 20 rozgadanych osób, człowiek czasem po prostu ma ochotę pobyć w ciszy, bez towarzystwa, posłuchać wiatru, poruszać się... ot tak, dla przyjemności.
W takim razie chyba troszkę źle oceniłaś sytuację od samego początku (a przynajmniej od wyjścia na połoninę Szerokiego) a wszystko co działo się potem było tylko tego konsekwencją.
Jeśli nad jeziorem zimą podczas odwilży spotkam kogoś kto stwierdzi, że spróbuje pochodzić po lodzie bo lubi ekstremalne sytuacje a taki kruchy, pękający lód to jego hobby i wiele razy już wpadał do zimnego jeziora to stwierdzę, że każdy ma prawo do swojego odjazdu i jeśli chce uprawiać kąpiele podlodowe to jego sprawa.
Ale jeśli nad tym jeziorem spotkam dwójkę osób w łyżwach (w tym jedna pierwszy raz), która stwierdzi, że wprawdzie zna prognozy i wie, że lód jest kruchy ale chcą się jakoś rozerwać po pracy wiec sobie pojeżdżą (bo mają super łyżwy, ciepłe szaliki i rękawki do pływania w razie czego), bez względu na to, że inni przebywający nad jeziorem mówią, że lód już się w kilku miejscach załamał - to stwierdzę, że chyba troszkę są lekkomyślni. Możliwe, że wpadając do wody pomyślą - gdzie popełniliśmy błąd? Może źle zapięliśmy łyżwy?

Browar ma 100% racji i bynajmniej nie jest to człowiek oceniający sytuację z pozycji kanapowej. Czuję się słusznie skarcona.
Mamciu - myślę, że reprymendę dały Ci góry :wink::

przysyłały aniołów stróżów:

Spotykamy jedną parę, pytamy czy bardzo wieje na górze, odpowiadają, że oni tylko do wiaty doszli, bo dalej ciut za dużo śniegu. Rakiet nie mają. Ha! My mamy!

Niedługo potem spotykamy drugą parę idącą w przeciwnym kierunku niż my. On na skiturach, ona w rakietach. Mówią, że na górze wieje mocno i nic nie widać. Nie doszli do szczytu, zawrócili
stawiały znaki ostrzegawcze:

poczuliśmy pierwsze podmuchy wiatru. Do tego dość mocno sypało śniegiem. (...) Po wyjściu poza granicę lasu rzeczywiście poczuliśmy to, o czym mówiła spotkana wcześniej pani. Troszkę wiało.(...)Naokoło pustki, nikogusieńko. (...) Oczywiście im wyżej, tym silniejszy wiatr i słabsza widoczność. Z 5 tyczek robiło się 4...(...) W międzyczasie jedna z rakiet M poszła w strzępy, zaczęły mu przemakać buty i marznąć ręce (...)
a w końcu znudziło im się łagodne tłumaczenie i postanowiły huknąć głośniej:

Zaraz potem zboczyliśmy ze szlaku (...) Niestety wokół nie widziałam nic. (...)Zaczęło się robić ciemno. (...) Skręciliśmy więc w prawo, a potem o już nie wiem... mój błędnik w tym mleku całkiem zwariował.(...) Za wzgórkiem była prawie pionowa ściana w dół. Po prawej mieliśmy las, po lewej i za sobą mieliśmy gęste mleko. "Nie wiem gdzie jesteśmy" - powiedziałam. Nie poznawałam tego terenu. Zaczęłam czuć niepokój.(...)Ciemna noc, gęsta mgła, gdyby nie czołówka, niczego nie byłoby widać.
mimo wszystko, nadmierna wiara we własne możliwości i ignorancja wysyłanych przez góry prośb i gróźb nadal nie chciały ulecieć z wiatrem:

Chcieliśmy jedynie, aby po współrzędnych określili gdzie jesteśmy i powiedzieli w którym kierunku i mniej więcej w jakiej odległości od nas jest szlak. I tyle. Nie chcieliśmy aby po nas przychodzili, bo czuliśmy, że damy radę dojść
M. też tego chciał i też czuł, że da radę dojść? Z tego co opisałaś M. był już zziębnięty i miał przemoczone buty. I nie miał doświadczenia w zimowym wędrowaniu. Czy mógł realnie ocenić sytuację, że da radę dojść? Czy raczej Ty tak stwierdziłaś, bo uznałaś, że lepiej ryzykować jego dalsze wyziębienie (albo i większe nieszczęście) niż przeżyć "obciach" skorzystania z pomocy GOPR?
I już się wydawało, że lekcja jednak została odrobiona i wnioski wyciagnięte:

Bardzo długo czułam wstyd w związku z całą tą sytuacją. Ale po usłyszeniu kilku opowieści z ust ratowników zdałam sobie sprawę, że dobrze się stało, jak się stało. I jeszcze raz powtórzę - GOPR jest dla ludzi. i jeśli czujesz, że straciłeś kontrolę, lepiej zadzwonić niż udowadniać sobie że jesteś bohaterem. Mnóstwo było takich, co nie zadzwonili. Ich historie mogą opowiedzieć Ci ratownicy.

Moją relacją nie chcę wzbudzić rumieńców na Waszych policzkach, ale wytłumaczyć Wam, że czasami lepiej schować wstyd i ambicje do kieszeni. I z większym respektem podchodzić do zimowych wędrówek po Bieszczadach.

Ale nie byłam tam sama, byłam odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za drugiego człowieka (któremu zdążyły przemoknąć buty, rękawiczki i spodnie).
To jednak natura człowieka tak szybko się nie zmienia;):

I pewnie gdyby nie naciski M., to akcji by nie było, a przynajmniej nie tak szybko. Pewnie wróciłabym po śladach na Tarniczkę i przy pomocy kompasu starałabym się dojść do Wołosatego.
A ja myślę, że to była w tej wyprawie Twoja najlepsza decyzja. I podjęłaś ją dzięki M. Może właśnie jego instynkt przetrwania a nie chęć realizacji obranego planu bez względu na okoliczności okazał się zbawienny dla Was obojga.

I dzięki temu macie teraz do wspominania wspólną, zimową przygodę ze szczęśliwym zakończeniem :)))


Myślę, że nas obydwoje wiele ta przygoda nauczyła. I wzmocniła potrzebę posiadania Garmina :) Tak na wszelki wypadek. Bo nie zawsze będziemy chodzić po górach, w których urzęduje GOPR.
Z bardziej przyziemnych rzeczy polecam drugą parę ciepłych i nieprzemakalnych rękawiczek dla M. :smile:

Pozdrawiam :)

asia999
16-01-2015, 23:36
Asia999 wychodziłem wcześnie i do południa miałem warunki dobre. Pierwsze poważne problemy zaczęły się po 15.Trasa Omrąglik-Małe Jasło zamiast godziny zajeła mi godzin trzy.Błędy moje są oczywiste.Źle oceniłem warunki na szlaku i nie zabrałem ze sobą sprzętu biwakowego.A przecież kilka lat temu trasa Komańcza-Żebrak zajeły nam 56 godzin.Ale jak mówią ludzie - głupich nie trzeba siać sami się rodzą ;-)
A kto nie popełnia głupot i błędów? Chyba takiego człowieka na ziemi nie ma. A im wyżej stawiasz sobie poprzeczkę tym większe ryzyko, że jakiś błąd się przytrafi. Sztuką i odwagą jest przyznać się do błędu. Pisz częściej tu relacje Diable. Choćby i z tej wyprawy. :))))

Jimi
17-01-2015, 00:00
Znalazłam na tej stronie świetny cytat:

Ekspert - to człowiek, który popełnił wszystkie możliwe błędy :)

Ale pod warunkiem, że wyciąga z nich wnioski :)

Przypomniała mi się sytuacja, gdy podczas (niewielkiej ale jednak) zamieci śnieżnej biegałam 10-15 minut tam i z powrotem z mapą i kompasem. Widoczność była tak do 5-10 metrów czyli właściwie spoko ale strach spowodował jedynie świeży trop niedźwiedzia giganta :) (jak się później okazało idącego kilkanaście minut moją ścieżką).

Mamcia DwaChmiele
17-01-2015, 00:37
Postanowiłam sobie, że już nic nie powiem, bo wszystko zostało już powiedziane, skorygowane, wyjaśnione i powtórzone 3 razy, ale muszę...

Asia, z całym szacunkiem, ale historie o aniołach wysłannikach do mnie nie trafiają. Mimo tego, że tak a nie inaczej się to wszystko potoczyło, uważam, że można było tej akcji uniknąć. M nie był umierający, ani zamarzający, ani wycieńczony tylko zmarznięty. Miał przemoczone buty i rękawiczki, przez co ręce mu kostniały. Tyle. To jest mężczyzna, a nie kilkuletni chłopiec, więc gdyby coś było z nim nie tak, wyartykułowałby to.
Warunki nie były tragiczne. Prognozy zapowiadały znacznie gorsze warunki pogodowe niż w rzeczywistości zastaliśmy na miejscu. Gdyby nie ta cała akcja ze współrzędnymi i gdyby nie to, że M po prostu zaczął lekko panikować (do czego miał pełne prawo - bo nigdy w życiu się nie zgubił w górach, bo nigdy w życiu nie szedł we mgle czy chmurze nie widząc nic dookoła, bo to była jego druga wędrówka w zimie, bo pierwszy raz w życiu zapadał się w śniegu po kolana), to po prostu poszlibyśmy z powrotem na Tarniczkę, użylibyśmy kompasu i doszli do lasu. Jeszcze raz powtarzam - to nie był tak silny wiatr jaki był wtedy zapowiadany w prognozach. To był normalny górski wiatr, jaki pewnie wieje dziś na połoninach. Pisząc, że nie chcieliśmy aby po nas przychodzili, miałam na myśli dokładnie to - my, czyli my. Obydwoje czuliśmy się dobrze i uważaliśmy, że nasza kondycja pozwala nam na podjęcie próby odnalezienia właściwej drogi. Potrzebowaliśmy jedynie, aby ktoś nam powiedział - "jesteście na północ od Tarnicy, 100 m od szlaku, musicie wrócić na Tarniczkę" To by wystarczyło. Zauważ, że ratownicy nas nie znieśli, nie zwieźli, tylko odprowadzili. Szliśmy o własnych siłach, we własnych ubraniach, nie korzystając z żadnych udogodnień w postaci kurtek, polarów i innych akcesoriów.

Ania, popełniliśmy błędy, jesteśmy ich świadomi, wnioski wyciągnęliśmy, do expertów nam jeszcze daleko i pewnie nie jednego nas jeszcze góry nauczą. Na chwilę obecną:
1/ Kupujemy Garmina, na wszelki wypadek
2/ Następnym razem wsadzamy kawałki folii do kieszeni i rękawiczek
3/ W warunkach słabej widoczności częściej zaglądamy w kompas
4/ M. impregnuje buty moim sposobem (olej + tłuszcz + wosk), a nie słucha kolegów
5/ Wsadzamy dodatkowe pary rękawic narciarskich do plecaka
6/ Wrzucamy do plecaka ogrzewacze chemiczne
7/ Właściwe aplikacje, podające współrzędne we właściwej notacji mamy już zainstalowane
8/ Wrzucamy do plecaka apteczkę (też na wszelki wypadek)

zbyszek1509
17-01-2015, 02:54
.1/ Kupujemy Garmina, na wszelki wypadek

Mamciu, brawo za słuszne postanowienie. Wszystkie inne pozostałe, o których napisałaś, są tak oczywiste, że nie można nawet o nich dyskutować. Specjalistą w zakresie nawigacji, na naszym forum, jest bardzo sympatyczny i uczynny Wojtek Pysz. Osobiście używam Garmina od 4 lat z wgraną mapą rastrową dobrze skalibrowaną i z całą świadomością i odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że nigdy mnie nie zawiódł. Dokładność określenia miejsca stania, w dobrych warunkach atmosferycznych do 3 m, jest zadowalająca. Dlatego, bez żadnych obaw i wątpliwości, zapuszczam się w najbardziej dzikie zakątki Bieszczadów i nie tylko. Natomiast sceptycy nawigacji satelitarnej w bieszczadzkich warunkach w/g mnie, albo nie rozumieją dobrodziejstw tego wynalazku, albo uważają, że elektronika kłuci się z nastrojem, który serwują nam Bieszczady. Osobiście rozumiem urok błądzenia i chodzenia tam gdzie nogi poniosą, ale myślę, że czasami warto jest wiedzieć, gdzie się znajduję i w którym kierunku powinienem się udać. Korzystanie tylko z mapy i kompasu, nie zawsze jest efektywne, gdyż określenie swojego miejsca stania, uzależnione jest od warunków atmosferycznych i terenowych.
Fajnie, że podzieliłaś się swoimi przeżyciami mrożącymi krew w żyłach, gdyż wyzwoliło to na pewno refleksje u ludzi, którzy nie czują respektu dla gór.

Jimi
17-01-2015, 10:12
Natka, broń Boże wyłaniając ten cytat nie kierowałam go do tej sytuacji ale tak ogólnie, jako całokształt naszego łazikowania -czyli gdy popełnimy już wszystkie możliwe błędy i wyciągniemy wnioski to będziemy ekspertem w temacie :D

Marcowy
17-01-2015, 11:02
Natalia, jedynym błędem, jaki widzę, było umożliwienie komentowania Twojego wpisu na blogu. Przeżyłaś niesamowitą przygodę, szczerze i fajnie ją opisałaś, wyciągnęłaś sensowne wnioski - jesteś wielka. Nie psuj sobie wspomnienia użerając się z anonimowymi teoretykami-mądralami. Innymi słowy: pie*ol hejterstwo :-)

janusz194
17-01-2015, 12:26
Witam! Śledzę temat od początku i włączyły się wspomnienia. Błędów nie robi tylko ten co nic nie robi. W moim odczuciu słusznie zadzwoniłaś do Gopru, Oni słusznie podjęli akcję- trudno zweryfikować doświadczenie i stan kondycji przez telefon. W moim górskim życiorysie trzy razy popełniłem karygodne błędy, które mogły skończyć się źle. 1- rejon Czarnej Góry - pada hasło idziemy na skróty, w trakcie nadchodzi mgła widoczność spada do kilku metrów, w efekcie 8 godzin marszu i trafiam do punktu wyjścia. 2- Zachodnia ściana Niżnich Rysów, zespół 8 osób dwie liny, efekt spanie w ścianie i przekroczony czas alarmowy co uruchamia akcje ratowniczą, efekt dodatkowy to koniecznośc ucieczki z Moka i czasowe zalogowanie w Chochołowskiej ( trudno buło wytrzymać drwiny Łapińskiego i innych taterników), 3- Spacer w Tatrach trasa Schronisko w Roztoce -Moko - Pięć Stawów- Dol. Gąsienicowa - planowany powrót do Roztoki, ale zrobiło się ciemno do tego mgła i w rejonie Waksmudzkiej usiadłem na tyłku przy ognisku czekając do rana ( czołowka oczywiście była w Roztoce) a rano cały dotarłem do schroniska. To był jedy przypadek gdy paliłem ognisko w TPN. Podsumowując na mgłę nie ma silnych, obecna technologia pozwala na precyzyjne określenie lokalizacji, ale i tu należy zachować rozsądek. Po za tym podpisuje się pod tym co napisał Marcowy " pie*ol hejterstwo" (pie*ol = ignoruj ;))

Mamcia DwaChmiele
17-01-2015, 13:19
Natka, broń Boże wyłaniając ten cytat nie kierowałam go do tej sytuacji ale tak ogólnie, jako całokształt naszego łazikowania -czyli gdy popełnimy już wszystkie możliwe błędy i wyciągniemy wnioski to będziemy ekspertem w temacie :D
Kochana, tak będzie :))

Mamcia DwaChmiele
17-01-2015, 13:23
Marcowy, Janusz, ignoruję :) Naprawdę. A włączając moderację chcę tylko ochronić czytelników, którzy nie mają pojęcia że trafiłam na główną stronę wykopu, przed idiotycznymi tekstami. Sama mam do tego raczej zdrowy dystans ;) tak mi się wydaje

Wojtek Pysz
17-01-2015, 15:35
Mamciu - myślę, że reprymendę dały Ci góry :wink:: przysyłały aniołów stróżów, ... stawiały znaki ostrzegawcze

Asia, z całym szacunkiem, ale historie o aniołach wysłannikach do mnie nie trafiają.
Wydaje mi się, że słowa „z całym szacunkiem” są tutaj dyskretnie przemyconym wyrazem oburzenia na teorię Asi o znakach ostrzegawczych, ze szczególnym naciskiem na te anioły:?
Czy słusznego oburzenia? Ludzie spotykają różne znaki ostrzegawcze na swojej drodze. Może czasem zauważenie ich jest ważniejsze, niż trzy pary rękawic, cztery pary skarpetek i pięć kilogramów nowoczesnej techniki?

Basia Z.
17-01-2015, 17:25
No widzisz, a ja jestem najwyraźniej Twoim całkowitym przeciwieństwem pod tym względem. I pewnie gdyby nie naciski M., to akcji by nie było, a przynajmniej nie tak szybko. Pewnie wróciłabym po śladach na Tarniczkę i przy pomocy kompasu starałabym się dojść do Wołosatego. Ale nie byłam tam sama, byłam odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za drugiego człowieka (któremu zdążyły przemoknąć buty, rękawiczki i spodnie).

I to jest podstawowa sprawa.
Ja osobiście raczej należę do tych tchórzliwszych, a jak idę z ludźmi, za których się czuję odpowiedzialna to już w ogóle.

Chociaż raz osobiście wkopałam się w takie mleko na Czywczynie, gdzie na jakąkolwiek pomoc trudno było liczyć ;)
Ale to było lato, a więc mimo ulewy i padającego poziomo deszczu warunki całkiem inne.

Osobiście oceniam, że w tej sytuacji dobrze zrobiliście że wezwaliście GOPR i tyle i żadnym gadaniem nie ma się co przejmować.

joorg
17-01-2015, 18:21
Postanowiłam sobie, że już nic nie powiem, bo wszystko zostało już powiedziane, skorygowane, wyjaśnione i powtórzone 3 razy, ale muszę...
..... Szliśmy o własnych siłach, we własnych ubraniach, nie korzystając z ...
Natalia myślę, że Ty się tym nie przejmujesz:) , bardzo dobrze postąpiliście. Ja kiedyś zabłądziłem nawet nad Huczwicami, a zdawało mi się że Bieszczady znam na wskroś. Było to na domiar w jesieni.Szliśmy ...szliśmy, aż wyszliśmy na Pohar.Dzwoniłem nawet wtedy do don Enrico i do Bazyla, a Oni myśleli że sobie żartuję ;)
ps. kiedyś pod Tarnicą spotkaliśmy dziewczynę która skręciła nogę, udzieliliśmy jej pomocy sprowadzając niżej.Na dole opowiedziałem to znajomej z GOPR i dostałem "opie...l" ,że nie zadzwoniliśmy do nich o pomoc.
ps. a Twoja relację czytało się jak najlepszy "kryminał" :-D ..dzięki

13piętro
17-01-2015, 21:49
Ekspert - to człowiek, który popełnił wszystkie możliwe błędy :)
No nie, to... Denat.
Każdy wypadek w górach to pewien "łańcuszek błędów" które się popełnia. Jeżeli w tym "łańcuszku" pojawi się trafna decyzja to, z dużym prawdopodobieństwem, wszystko skończy się dobrze. Jeżeli tak się nie stanie, wtedy właśnie dochodzi do tragedii.
Nie możecie mieć do siebie pretensji, bo na pogodę nie ma mocnych i żadne prognozy pogody nie mogą być traktowane jako "wytyczne" przed zaplanowaniem wędrówki. Pogoda w górach zmienia się bardzo szybko i trzeba być ZAWSZE na to przygotowanym. W tym "łańcuszku" trafną decyzją była ocena sytuacji i wezwanie GOPR. Zawsze trzeba oceniać zdarzenie pod kątem "najsłabszego" w grupie.
Jeżeli Twój partner na to nalegał, to właśnie tak należało zrobić. Poprosić o pomoc w górach to żaden dyshonor. Ludzie, którzy mieszkają tu na stałe, pomagają sobie cały czas bo..."nie ma mocnych".
Jeżeli chodzi o podanie pozycji to zawiódł nas sprzęt (przedstawię się na końcu postu). Problem został wyeliminowany i taka sytuacja nie ma prawa się powtórzyć. Nasza wina :oops:
Co do opisów akcji to niestety nie zależy to do końca od nas. MSW pokrywa tylko część wydatków na ratownictwo górskie i bez "medialnego szumu" sponsorzy dotujący GOPR...
Po Twojej wizycie w Stacji Ratunkowej w Cisnej (diabel-1410) sprostowaliśmy to na FB od razu (wybacz, zazwyczaj opisy akcji nie piszą kierownicy tych działań). Wszyscy popełniamy gafy ale ważne jest aby w "łańcuszku" pojawiła się odpowiednia decyzja:-D.
Reasumując:

"Jest ryzyko, jest zabawa
albo piargi, albo sława...":-D

Jak zanosi się na piargi... zawsze dzwońcie... (601100300, 985)


z górskim pozdrowieniem
Paterek Marek
zawodowy rat. gór., członek zarządu, szef podkomisji poszukiwawczej
Grupa Bieszczadzka GOPR

diabel-1410
17-01-2015, 22:03
Ekspert - to człowiek, który popełnił wszystkie możliwe błędy :)
No nie, to... Denat.
Każdy wypadek w górach to pewien "łańcuszek błędów" które się popełnia. Jeżeli w tym "łańcuszku" pojawi się trafna decyzja to, z dużym prawdopodobieństwem, wszystko skończy się dobrze. Jeżeli tak się nie stanie, wtedy właśnie dochodzi do tragedii.
Nie możecie mieć do siebie pretensji, bo na pogodę nie ma mocnych i żadne prognozy pogody nie mogą być traktowane jako "wytyczne" przed zaplanowaniem wędrówki. Pogoda w górach zmienia się bardzo szybko i trzeba być ZAWSZE na to przygotowanym. W tym "łańcuszku" trafną decyzją była ocena sytuacji i wezwanie GOPR. Zawsze trzeba oceniać zdarzenie pod kątem "najsłabszego" w grupie.
Jeżeli Twój partner na to nalegał, to właśnie tak należało zrobić. Poprosić o pomoc w górach to żaden dyshonor. Ludzie, którzy mieszkają tu na stałe, pomagają sobie cały czas bo..."nie ma mocnych".
Jeżeli chodzi o podanie pozycji to zawiódł nas sprzęt (przedstawię się na końcu postu). Problem został wyeliminowany i taka sytuacja nie ma prawa się powtórzyć. Nasza wina :oops:
Co do opisów akcji to niestety nie zależy to do końca od nas. MSW pokrywa tylko część wydatków na ratownictwo górskie i bez "medialnego szumu" sponsorzy dotujący GOPR...
Po Twojej wizycie w Stacji Ratunkowej w Cisnej (diabel-1410) sprostowaliśmy to na FB od razu (wybacz, zazwyczaj opisy akcji nie piszą kierownicy tych działań). Wszyscy popełniamy gafy ale ważne jest aby w "łańcuszku" pojawiła się odpowiednia decyzja:-D.
Reasumując:

"Jest ryzyko, jest zabawa
albo piargi, albo sława...":-D

Jak zanosi się na piargi... zawsze dzwońcie... (601100300, 985)


z górskim pozdrowieniem
Paterek Marek
zawodowy rat. gór., członek zarządu, szef podkomisji poszukiwawczej
Grupa Bieszczadzka GOPRDzięki wielkie za ważne słowa :-)Z mojej strony będę dążył do tego żeby więcej nie dawać Wam powodów do wyjazdów

don Enrico
18-01-2015, 00:16
Ekspert - to człowiek, który popełnił wszystkie możliwe błędy :)
No nie, to... Denat.
(...)
Człowieku nazwanym 13piętro, który nie uważasz aby się przywitać zwyczajowym "witaj" czy jakiejś "Dzień Dobry"
Ciebie ta kultura nie dotyczy, bo Ty masz inne priorytety, priorytety goprowskiej filozofii która pomknęła w annały przestrzeni.
Szlachetna idea pomagania ludziom w górach nie może odfruwać w nieboskłony.

diabel-1410
18-01-2015, 07:29
Don Enrico myślę że troszkę ostro potraktowałeś 13piętro.Widać że człowiek zadał sobie sporo trudu żeby forum odnaleźć,przeczytać cały temat,zarejstrować się i odpowiedzieć.Nie uważasz?

13piętro
18-01-2015, 10:06
Człowieku nazwanym 13piętro, który nie uważasz aby się przywitać zwyczajowym "witaj" czy jakiejś "Dzień Dobry"
Ciebie ta kultura nie dotyczy, bo Ty masz inne priorytety, priorytety goprowskiej filozofii która pomknęła w annały przestrzeni.
Szlachetna idea pomagania ludziom w górach nie może odfruwać w nieboskłony.

Witam, Dzień Dobry Wszystkim (fakt, zapomniałem się przywitać... przepraszam:oops:)
Człowieku, który nazwał siebie don Enrico...
Całą wypowiedź sprowadziłeś do mojego "braku kultury". Każdy ma prawo do własnego zdania...
"Ty masz inne priorytety" - być może, ale wyjaśnij mi proszę, co to są: "priorytety goprowskiej filozofii" :shock: :? bo nie rozumiem (jak ktoś nie jest kulturalny to zazwyczaj nie jest też zbyt bystry).
Zauważ także że na dole posta podpisałem się. To jest moja PRYWATNA wypowiedź, nie wypowiedź GOPR Bieszczady ("priorytety goprowskiej filozofii").
Moim zamiarem było spojrzenie na sytuację od drugiej strony, czyli ratownika górskiego (nie GOPR-u).

don Enrico
18-01-2015, 12:34
Don Enrico myślę że troszkę ostro potraktowałeś 13piętro.Widać że człowiek zadał sobie sporo trudu żeby forum odnaleźć,przeczytać cały temat,zarejstrować się i odpowiedzieć.Nie uważasz?
Masz rację.

Jimi
18-01-2015, 14:26
Denat nie może wyciągnąć wniosków :)

januszcz1
18-01-2015, 17:45
Jest to pierwsza moja dłuższa relacja ale skoro pojawił taki watek o „bezpiecznych” Bieszczadach , to może i ja coś dorzucę o wyprawie na Tarnice.

Jest 16 października 2013 r, jesteśmy z córką jak prawie co roku na jesieni na dwa dni w naszych kochanych Bieszczadach. pierwszy dzień to połonina wetlińska, drugi dzień z rana Łopieńka i Sine Wiry, wróciliśmy przed godz. 16 na kwaterę w Wołosatem. I co robić dalej z tak mile zaczętym dniem zwłaszcza że nazajutrz powrót do domu. Córka rzuciła hasło: idziemy na Tarnicę, przecież to tak blisko, mnie dwa razy nie trzeba było namawiać i o 16 wychodzimy, szlak niebieski. Samo wchodzenie nic szczególnego, wiadomo podejście do lasu ławeczka potem koliba i wychodzimy z piętra lasu. I tu nie miłe już zaskoczenie, wiatr i pojawiające się na wysokości połowy góry chmury, mgła ale szczyt nad nimi jeszcze widać. Na siodełku jesteśmy ok. 18, wieje już jak diabli a co tam mówimy sobie jeszcze 15 minut i jesteśmy na szczycie. Z każdym metrem w górę coraz gorzej, wiatr niemiłosierny ze słowa powiedzieć nie można, zero widoczności chmury pomieszane z mgłą lub odwrotnie.
Gdzieś tak w połowie podejścia przykucnęliśmy przy skale osłaniając się od wiatru i mówię do córki „Ania wycofujemy się wracamy” słowa wręcz więzły wtedy w gardle, chciałem jeszcze nagrać aparatem filmik pokazujący w jakich jesteśmy okolicznościach ale nie udało mi się cos tam nacisnąć uruchomić spustu.
Tak wiec niby spokojna Tarnica zdobywana przez dziesiątki setki osób , w niesprzyjających okolicznościach powiedziała nam: Hola, hola ja tu jeszcze rządzę proszę Państwa.
Ale to jeszcze nie koniec przygód.
Schodzimy więc w szybkim tempie, jest już siodełko, teraz prawie biegniemy do ściany lasu, im niżej wiatr, mgła ustają cos widać ale zapada szybko za szybko zmierzch , docieramy do piętra lasu ale tu już w lesie ciemności jak….
Latarki i znaki po drzewach pokazują na kierunek schodzenia. W pewnym momencie jest taki prawie metrowy uskok i szlak skręca prawie o 90 st w prawo / ci co znają ten szlak wiedzą zapewnie które to miejsce/ Ja idę niestety wtedy prosto z 50 metrów i okazuje się że szlaku nie ma, Coraz bardziej niespokojni, podenerwowani chodzimy kręcimy się w miejscu
szukając znaków na drzewach, nic nie ma !!! Już, rozważam sobie, jakoś tu przeczekamy noc zwłaszcza, że aż tak zimno / może niedźwiadki nas nie rusza tak sobie wtedy myślę / a rano wrócimy na właściwe tory.
Wtedy córka się cofa do uskoku i krzyczy po chwili szlakkkkkkkkkk……uff, kamień z serca, to była jak wygrana w totka i już znakach na drzewach szybko schodzimy do drogi w Wołosatem komentując cały czas co by było gdyby szlak się nie odnalazł.

asia999
18-01-2015, 20:08
Asia, z całym szacunkiem, ale historie o aniołach wysłannikach do mnie nie trafiają. Mimo tego, że tak a nie inaczej się to wszystko potoczyło, uważam, że można było tej akcji uniknąć. M nie był umierający, ani zamarzający, ani wycieńczony tylko zmarznięty. Miał przemoczone buty i rękawiczki, przez co ręce mu kostniały. Tyle. To jest mężczyzna, a nie kilkuletni chłopiec, więc gdyby coś było z nim nie tak, wyartykułowałby to.
Wcześniej artykułował ale go nie słuchałaś...

I w tym momencie usłyszałam za sobą serię pytań i różnych propozycji: "Czy my aby na pewno w dobrym kierunku idziemy?", "Kiedy widzieliśmy ostatnią tyczkę?", "Może zawróćmy?"
I rzeczywiście całe szczęście, że nie był to w tym wypadku kilkuletni chłopiec...


Warunki nie były tragiczne. Prognozy zapowiadały znacznie gorsze warunki pogodowe niż w rzeczywistości zastaliśmy na miejscu. Gdyby nie ta cała akcja ze współrzędnymi i gdyby nie to, że M po prostu zaczął lekko panikować (do czego miał pełne prawo - bo nigdy w życiu się nie zgubił w górach, bo nigdy w życiu nie szedł we mgle czy chmurze nie widząc nic dookoła, bo to była jego druga wędrówka w zimie, bo pierwszy raz w życiu zapadał się w śniegu po kolana), to po prostu poszlibyśmy z powrotem na Tarniczkę, użylibyśmy kompasu i doszli do lasu. Jeszcze raz powtarzam - to nie był tak silny wiatr jaki był wtedy zapowiadany w prognozach. To był normalny górski wiatr, jaki pewnie wieje dziś na połoninach. Pisząc, że nie chcieliśmy aby po nas przychodzili, miałam na myśli dokładnie to - my, czyli my. Obydwoje czuliśmy się dobrze i uważaliśmy, że nasza kondycja pozwala nam na podjęcie próby odnalezienia właściwej drogi. Potrzebowaliśmy jedynie, aby ktoś nam powiedział - "jesteście na północ od Tarnicy, 100 m od szlaku, musicie wrócić na Tarniczkę" To by wystarczyło. Zauważ, że ratownicy nas nie znieśli, nie zwieźli, tylko odprowadzili. Szliśmy o własnych siłach, we własnych ubraniach, nie korzystając z żadnych udogodnień w postaci kurtek, polarów i innych akcesoriów.
Tak Mamciu, ja to zauważam. Ale Ty chyba nadal nie dostrzegasz różnicy między sytuacją kiedy przyjechał GOPR i z ratownikami zeszliście na dół a sytuacją kiedy zdecydowalibyście się na samodzielne zejście.

W pierwszym przypadku to ratownicy wskazywali drogę, byli przewodnikami i podejmowali decyzje. Droga była bardziej oświetlona, schodziliscie pewnie tą samą drogą którą wchodzili ratownicy więc wiadomo było, że idziecie właściwie. M. czuł się na pewno lepiej fizycznie, bo po prostu czuł się bezpieczniej i wiedział, że jeszcze chwila i NA PEWNO znajdziecie się na dole. Gdyby był z Wami GOPR na Tarniczce, pewnie byście też nie zabłądzili.

W drugim przypadku schodzicie samodzielnie po bardzo niepewnym (przy tej pogodzie) zboczu, kierując się kompasem i z pomocą dwóch czołówek decydując gdzie postawić stopę. M. nadal jest wyziębiony (nawet jeśli twierdzisz, że tylko lekko) i w dodatku nadal czuje niepokój. Skoro miał mokre buty i spodnie to stopy i nogi ma zmarznięte i raczej się to pogłebia a nie poprawia. Nerwy dodatkowo robią swoje. Również Mamciu u Ciebie - bo jak by na to nie patrzeć, jesteście w górach już cały dzień, przy kiepskiej pogodzie, a adrenalina nie trzyma też człowieka w ryzach przez nieskończoną ilosć czasu, fizjologia więc sprawia, że Wasza forma o tej porze tj wieczorem i póżnym wieczorem jest zdecydowanie inna niż na poczatku wycieczki. Zejscie w tym wypadku jest dużo trudniejsze niż brodzenie po kolana w śniegu na prostym szczycie połoniny i w dzień. Nadal jest słaba widoczność. Nie macie (tak się domyślam z treści) już jedzenia i ciepłego picia. Nie macie (tak się domyślam) niczego do ogrzania (folia) w razie gdyby M. lub Ty np skręcił kostkę lub po prostu opadł z sił (nie znam M. ale wiem po sobie, że wychłodzenie strasznie pozbawia mnie energii). Aerobik i boksowanie mogłyby już nie zdać wtedy egzaminu.
Naprawdę Mamciu uważasz, że WARTO byłoby podejmować ryzyko schodzenia samodzielnie?

Postanowiłam sobie, że już nic nie powiem, bo wszystko zostało już powiedziane, skorygowane, wyjaśnione i powtórzone 3 razy, ale muszę...
Mamciu - ja wcale nie chciałam się tu wypowiadać. Ale do napisania postów skłoniło mnie to, że prowadzisz bloga, na którym radzisz również jak należy zachować się w górach zimą. Jest tam również takie zdanie: "W głowie pojawia się myśl "Trzeba zawrócić", a zaraz po niej kolejna "Dam radę. Bo kto jak nie ja?" i idzie się dalej."
W czasach kiedy niepotrzebne są już uprawnienia przewodnika, żeby prowadzić ludzi po górach nietrudno mi sobie wyobrazić sytuację, że na podobną jak Wy wycieczkę wybierze się jakaś opiekunka z zimowiska z dziećmi bo chce im pokazać piękno gór zimą lub np rodzina z dziećmi, bo tata zakupił sobie GARMINA i chce go wypróbować
I nie odnoszę się do opcji kiedy ktoś w podobnej jak Wy sytuacji znalazłby się bo ma taką pracę, musi pokonać taką trasę bo od tego zależy czyjeś życie lub po prostu jest to sytuacja wynikająca z dłuższej wędrówki bezludnym górskim łańcuchem lub wyprawy z opcją noclegu w górach. Wypowiadam się na temat zimowej, krótkiej (w założeniu) wycieczki w góry. Nie wiem jakie jest Twoje doświadczenie w zimowym wędrowaniu. Piszesz, ze ta wyprawa jest któraś z kolei. Nie wiem która ale myślę, że do tej pory wędrowałaś w większych grupach a to była Twoja jedna z pierwszych jeśli nie pierwsza taka wyprawa, w której ciężar decyzji spoczywał właśnie na Tobie. Lubisz być liderem i to fajnie, że dobrze się z tym czujesz ale (moim skromnym oczywiście zdaniem) troszkę bardziej musisz słuchać sygnałów, które wysyła Ci otoczenie. Zwłaszcza, że:

Bo nie zawsze będziemy chodzić po górach, w których urzęduje GOPR.

Moim zdaniem błędem było niewycofanie się z wędrowania wcześniej, co już tutaj napisałam:

troszkę źle oceniłaś sytuację od samego początku (a przynajmniej od wyjścia na połoninę Szerokiego) a wszystko co działo się potem było tylko tego konsekwencją.
Ktoś może uważać, że kontynuacja wędrówki była dobrą decyzją a zawiódł wyłącznie brak GARMINA.
Ale przecież w końcu to forum dyskusyjne więc gdybyśmy się wszyscy ze sobą zgadzali to o czym dyskutować? :wink:

Z całą sympatią i podziękowaniem za fajną relację życzę Wam wielu pięknych chwil w górach i nie tylko. A moje marudzenie potraktuj jako głos w dyskusji dotyczący bezpieczeństwa w górach a nie jakąkolwiek próbę krytyki. Pozdrawiam. :)))

Jimi
18-01-2015, 20:59
"W czasach kiedy niepotrzebne są już uprawnienia przewodnika, żeby prowadzić ludzi po górach"

-Asiu, chciałam Cię tylko poprawić. Od 01.01.2014 faktycznie weszła w życie ustawa, która dereguluje większość zawodów związanych z przewodnictwem. Nie dotyczy to jednak przewodnika górskiego, który pozostał dalej zawodem regulowanym, czyli dalej obowiązuje odbycie kursu (około 2 letniego, już nie pamiętam dokładnie co do miesięcy) i zdanie (bardzo trudnego) egzaminu państwowego. Wśród zawodów deregulowanych także w II i III transzy nie ma przewodnika górskiego. Ale to temat na osobny wątek, ja chciałam tylko poprawić i tyle.

Basia Z.
19-01-2015, 01:12
Ktoś może uważać, że kontynuacja wędrówki była dobrą decyzją a zawiódł wyłącznie brak GARMINA.


Garmina można mieć, ale coś się może z nim stać, cokolwiek. Lepiej poruszać się tak jakby się go nie miało.

Dlugi
19-01-2015, 09:18
... Dokładność określenia miejsca stania, w dobrych warunkach atmosferycznych do 3 m, jest zadowalająca...

Dokładność np. 3m podawana przez urzadzenie wcale nie oznacza, że jest się w okręgu 3m od danych współrzednych. Poza tym wydaje mi się, że wielu ludzi przecenia możliwości urzadzenia w dokładnej lokalizacji. Przykład? Proszę bardzo - podczas jednej z wedrówek natknąłem się na 2 pociski moździerzowe kal. 122mm, zrobiłem tylko zdjęcia i poszedłem dalej. Później wrzuciłem na FB z prośba o identyfikację, otrzymałem ją, ale również zostałem przekonany, by zawiadomić saperów. Tak też zrobiłem, umówiłem się z nimi, że zaprowadzę ich na to miejsce - w sumie dodatkowa atrakcja ;)
Zawsze na moich wycieczkach włączam zapis śladu (ustawione mam, by zapisywał punkt co 5s), jego analiza + czas ze zdjęć pozwoliły mi na dokładne określenie miejsca znaleziska (tak mi się wydawało). Wiadomym jest, że aby dokładniej złapać współrzędne trzeba uśredniać pomiar (czyli łapać paręnaście pomiarów w jedym punkcie) - ja tam współrzędnych nie zapisałem, ale sam czas poświęcony na robienie zdjęć pozwolił urządzeniu zapisać paręnaście punktów w tym miejscu, więc uznałem, że pozycję mam namierzoną dokładnie.

Prowadziłem saperów na to miejsce, po dojściu na punkt - konsternacja. Nie ma pocisków. Nie zrobiłem zdjęć na których było by widać szersze otoczenie, więc nie pozostaje nic innego tylko szukać. Zaczynamy chodzić w kółko, mi zaczyna być wstyd, że ich wyprowadziłem w pole (las ;) ). W końcu znaleźliśmy, o 30m od miejsca, które wskazał tego dnia GPS - Garmin :-). A saperzy mieli samochodową Mantę :-)
Opisałem ten przykład, bo nie za bardzo rozumiem jak GOPR miałby przez telefon poinstruować po podanej pozycji z której strony jest szlak. Z tego co widziałem na jakichś zajawkach w tv to posługiwali się podkładem mapowym mocno podobnym do mapy Compass-u. Nie mówię, że jest zły, ale często zauważałem, że przebieg szlaku jest lekko inny niż w rzeczywistości - tak jakby "uproszczony", mniej dokładny. Czyli błąd mapy + błąd zmierzonej pozycji może wykluczyć poprawne kierowanie przez telefon, przynajmniej ja nie oczekiwałbym cudów...



Jeżeli chodzi o podanie pozycji to zawiódł nas sprzęt (przedstawię się na końcu postu). Problem został wyeliminowany i taka sytuacja nie ma prawa się powtórzyć. Nasza wina :oops:
Jeśli można by się dowiedzieć, w czym tkwił problem to byłbym wdzięczny :-)
Przy okazji - czy jest jakiś nr tel. pod który można by ze szlaku zadzwonić by dowiedzieć się o aktualne prognozy pogody (bo raczej na alarmowy nie pokusiłbym się glowy zawracać).
I druga sprawa - gdzie ma siedzibę oddział GOPR obsługujący rejon wschodniego i środkowego Beskidu Niskiego? Chodzi mi o to, ile czasu trzeba by czekać na ewentualną pomoc.
Zastrzegam, że nie jest moim zamiarem testowanie Waszych usług (mimo, że tak zapowiadałem ;) ), ale realne oszacowanie w razie "W" na ile wcześniej decydować się na wezwanie pomocy, by nie okazało się, że zdecydowałem się na to zbyt późno...

Browar
19-01-2015, 12:52
Ktoś może uważać, że kontynuacja wędrówki była dobrą decyzją a zawiódł wyłącznie brak GARMINA.

Zdaje się że większość komentujących na blogu Natalki tak uważa, zresztą wyciągnięte wnioski z tej awanturki też na to wskazują. Napisałem wcześniej, delikatnie zwrócił uwagę na to Wojtek ale widzę że trzeba napisać wprost: nie było błędem nieposiadanie GPS-a z mapą, choć ten by się przydał żeby błąd naprawić. Błędem było pójście w zaparte mimo jasnych sygnałów dawanych przez przyrodę. W momencie gdy nie widać ostatniej tyczki ale też nie widać następnej powinno się zapalić w głowie pulsujące światło z syreną, takie jak na filmach wojennych o łodziach podwodnych ;) Trzeba wiedzieć kiedy odpuścić, ta wiedza to właśnie doświadczenie i chciałbym żeby właśnie taka konkluzja była nauką z tej przygody.


Garmina można mieć, ale coś się może z nim stać, cokolwiek. Lepiej poruszać się tak jakby się go nie miało.
Takie dwie moje przygody ze sprzętem:
Idziemy w nocy w zimie na wezwanie pomocy z Zamarłej Turni. Wieje, sypie, jeden syf. Podchodzimy pod Kozią Przełęcz po płytach pokrytych ferglasem i korzystając z ciszy za przewinięciem kolega wymienia baterie w czołówce. A miał piękną Silvę, wszyscy mu zazdrościliśmy bo mieliśmy samoróbki z chińskich latarek. Otwiera jeden z dwóch pojemników (każdy na dwa paluszki) i .... baterie poleciały w ciemność. Zakłada nowe, niedokładnie zamknął zasobnik ... nowe poleciały w ciemność. Tak zostaliśmy w czterech z trzema czołówkami w paskudnym miejscu, ale już bez zazdrości o piękną Silvę ;) Akcję dokończyliśmy ale była bieda.
Drugi przypadek miał miejsce w jaskini Śnieżnej. Wychodziłem ostatni i właśnie robiłem górną część Wielkiej Studni gdy czołówka zamigotała i zgasła. Niemiło, do dna 4 dychy, do góry 3 dychy i przepinka, słabo. Oczywiście miałem zapas, ale pod uprzężą, bałem się że wisząc mogę go zgubić lub uszkodzić. Po dołojeniu po ciemku do spita przyrżnąłem kaskiem w skałę ... się zaświeciło. Ufff, spora ulga ;)
Sprzęt obowiązuje prawo Murphy`ego - jeśli może się zepsuć, na pewno to zrobi w najgorszym możliwym momencie. Tylko kompasy się nie psują, no chyba że będzie burza, wtedy wariują :-)

Dlugi
19-01-2015, 13:42
...Tylko kompasy się nie psują, no chyba że będzie burza, wtedy wariują :-)
Jimi będzie miała odmienne zdanie ;)

Basia Z.
19-01-2015, 15:09
Sprzęt obowiązuje prawo Murphy`ego - jeśli może się zepsuć, na pewno to zrobi w najgorszym możliwym momencie.

Również mam takie doświadczenia.
Dlatego nie przywiązywałabym przesadnej wagi do posiadania Garmina.
Warto po prostu bez tego urządzenia wiedzieć gdzie się jest. A jak się nie wie - wycofać się po własnych śladach.

Natomiast nie przeczę, że podanie współrzędnych w celach ratunkowych znacznie może ułatwić i uprościć samą akcję.
Akcja nie koniecznie może być skutkiem zgubienia się, może to być również np. jakiś uraz.
Wtedy też współrzędne się przydają.

13piętro
19-01-2015, 17:47
Witam, Dzień Dobry :smile:


Opisałem ten przykład, bo nie za bardzo rozumiem jak GOPR miałby przez telefon poinstruować po podanej pozycji z której strony jest szlak. Z tego co widziałem na jakichś zajawkach w tv to posługiwali się podkładem mapowym mocno podobnym do mapy Compass-u. Nie mówię, że jest zły, ale często zauważałem, że przebieg szlaku jest lekko inny niż w rzeczywistości - tak jakby "uproszczony", mniej dokładny. Czyli błąd mapy + błąd zmierzonej pozycji może wykluczyć poprawne kierowanie przez telefon, przynajmniej ja nie oczekiwałbym cudów...

Po podaniu pozycji wiemy (w przybliżeniu) gdzie dana osoba się znajduje. Oczywiście nie da się od razu przekazać informacji, czy szlak jest "po prawej, czy po lewej stronie", ale istnieją możliwości pomocy w lokalizacji szlaku:
-Po podaniu pierwszego namiaru osoba przemieszcza się, i po np.5 min. podaje kolejny namiar. Jesteśmy w stanie określić kierunek marszu i podać właściwy. Robimy tak tylko wtedy, kiedy jesteśmy pewni że stan fizyczny i psychiczny jest bardzo dobry lub dobry i osoba jest w stanie kontynuować wędrówkę o własnych siłach oraz w tym terenie jest zasięg, bateria w telefonie ma spory zapas.
-Jeżeli w pobliżu znajdują się "miejsca szczególne" na szlaku, np. przełęcz, wiata,krzyżówka szlaków, możemy podać współrzędne tego miejsca tak, aby osoba mogła nawigować (w oparciu o odbiornik) do tego miejsca i wrócić na szlak.
-Często w urządzeniach znajduje się funkcja kompasu. Można podać właściwy azymut prowadzący do szlaku.
Oczywiście namiary są obarczone błędem, ale podczas kilku prób zazwyczaj się udaje:smile:


Jeśli można by się dowiedzieć, w czym tkwił problem to byłbym wdzięczny :-)

Problemem była rozkalibrowana mapa (50k Compass) w programie OziExplorer. Była rozkalibrowana (nie źle skalibrowana), bo po sprawdzeniu funkcją "Sprawdź kalibrację Mapy" i ponownym zapisie (bez zmiany współrzędnych kalibracyjnych), wszystko wróciło do normy. Po ponownych startach programu sytuacja się powtarzała. Przeinstalowanie systemu i ponowna instalacja Oziego wyeliminowały ten problem. Nie zgłębiałem tematu dlaczego tak się stało. Szukałem podobnego tematu, ale nie udało mi się znaleźć rozwiązania (nie pytałem, ponieważ nie za bardzo lubię udzielać się na forach, i była to chyba dobra zasada;)).
Poza tym, dużo częściej pracujemy na danych wektorowych. Dzięki Lechowi Ratajczakowi (GPSManiak), który bardzo dobrze opracował Bieszczady (GPS_50_Walker) oraz rejony górskie (i nie tylko), w tym Beskid Niski (Topo_PL_100), oraz wykonał dla nas (GOPR Bieszczady) mapki tematyczne (granice i numeracja działów leśnych, drogi dojazdowe), mamy narzędzia do "wstępnej" lokalizacji z poziomu stacji ratunkowej. Trochę inaczej działamy podczas dużych poszukiwań, zwłaszcza poza terenem działania grupy (na prośbę Policji), ale to inny temat...


Przy okazji - czy jest jakiś nr tel. pod który można by ze szlaku zadzwonić by dowiedzieć się o aktualne prognozy pogody (bo raczej na alarmowy nie pokusiłbym się glowy zawracać).

Zawsze uzyskacie informację o aktualnej pogodzie w danym rejonie, ale prognozowanie pogody to nie nasze kompetencje. Natomiast otrzymujemy komunikaty z "Zarządzania Kryzysowego", jeżeli w danym rejonie jest prawdopodobieństwo wystąpienia "sytuacji szczególnych" (niebezpiecznych), np. bardzo mocny wiatr, duże opady, burze z wyładowaniami,itd. i powiadomimy o tym. Zawsze, jeżeli zapytacie, udzielimy informacji o warunkach turystycznych, wynikających z tego zagrożeniach, oraz jak sobie radzić, kiedy "coś" Was "złapie". Prognozujemy tylko zagrożenie lawinowe (mapka oraz stopień na stronie: http://www.gopr.bieszczady.pl). Co do numerów:

PołoninaWetlińska - 603449516
Cisna- 134684734
UstrzykiGórne - 134610606
Sanok- 134632204
Schroniskostudenckie "Koliba" Przysłup Caryński - 134611848
Bacówka"Pod Małą Rawką" - 504170127
Schronisko"Pod Wysoką Połoniną" - 603647290

Na powyższe numery także, choć rzadko, "spływają" zgłoszenia, także rozmowa powinna być w miarę krótka i rzeczowa.
Numery alarmowe to 601100300 oraz 985.


I druga sprawa - gdzie ma siedzibę oddział GOPR obsługujący rejon wschodniego i środkowego Beskidu Niskiego? Chodzi mi o to, ile czasu trzeba by czekać na ewentualną pomoc.
Zastrzegam, że nie jest moim zamiarem testowanie Waszych usług (mimo, że tak zapowiadałem ;) ), ale realne oszacowanie w razie "W" na ile wcześniej decydować się na wezwanie pomocy, by nie okazało się, że zdecydowałem się na to zbyt późno...

Najbliżej jest Dukla, ale to "dyżurka"sezonowa. Jeżeli w Dukli nie ma obsady, wyjedzie Sanok.
Co do czasu, to zależy od tego, co się dzieje. Przy stanach nagłych (zagrażających życiu), jeżeli pogoda pozwoli, wyleci śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (czas dolotu, przy sprzyjających warunkach, np. z Sanoka do Ustrzyk Górnych to ok.20-25 min.).
Nasz czas dojazdu zależy od warunków drogowych i przede wszystkim terenu w jakim mamy działać (szlak, teren leśny, teren otwarty, drogi dojazdów w rejon masywu górskiego, gdzie zdarzenie ma miejsce). Jeżeli "kroi się" większa akcja poszukiwawcza, to musimy przygotować całą "logistykę" (dodatkowi ratownicy, dodatkowy sprzęt, itd.) a to trwa. Nie jestem w stanie podać uśrednionego czasu, ale może odpowiem tak:
-jeżeli chodzi o urazy i zachorowania nie ma na co czekać - Dzwońcie od razu
-przy zabłądzeniach, kiedy Wasza kondycja psychofizyczna jest dobra, można zwlekać, ale w warunkach zimowych decyzja o wezwaniu pomocy, powinna zapaść szybko (na Was działają niekorzystne warunki, nam czas dotarcia na miejsce może się wydłużyć).

diabel-1410
19-01-2015, 18:36
13Piętro abstrahując od tematu pozostaje myślę nie tylko mi ale i innym forumowiczom nadzieja że pozostaniesz tu na forum dłużej :-) Nie tylko przy okazji komentowania akcji GOPR :-)

Browar
19-01-2015, 18:42
Natomiast nie przeczę, że podanie współrzędnych w celach ratunkowych znacznie może ułatwić i uprościć samą akcję.
Akcja nie koniecznie może być skutkiem zgubienia się, może to być również np. jakiś uraz.
Wtedy też współrzędne się przydają.
Ależ używam GPS-a, jest niezbędny do precyzyjnej lokalizacji różnych smaczków, łakoci terenowych np starych młynów, piwniczek, cmentarzyków, kapliczek, bunkrów itp, itd, natomiast zdrowia/życia to bym mu nie powierzył.

Jimi
19-01-2015, 20:51
No kompas może się przecież też rozmagnetyzować, gdy jest nieodpowiednio przechowywany np przy metalowych rzeczach albo w terenie mają miejsce zaburzenia magnetyczne. Mi się zdarzyły oba przypadki. Co do pierwszego, kompas kupiłam w znanym sklepie górskim Wierchy w krakowie. Był to model podstawowy, popularny. Użytkowałam go intensywnie przez ok 3-4 lata, nie dbając o niego w ogóle ale o kompas przecież nie trzeba dbać. Pewnego razu się rozmagnetyzował -tyle. Następnego dnia odwiedziłam przyjaciół, pozdrowienia dla Tomka Pablo i owy potwierdził, że kompas jest niezdecydowany :) Jakieś pół roku wcześniej na Hruniu k. Chryszczatej wariował ale już wcześniej słyszałam o tym zjawisku w tym miejscu. Później w tym samym miejscu podobną sytuacje miały dwie różne grupy turystów w różnym czasie. Ciekawi mnie jak w tej sytuacji zachowa się GPS -pewnie da sobie radę, taki wynalazek!
Więc po obu przypadkach doszłam do wniosku, że kompas to zawodna rzecz (chyba przerzuce się na mchy). A ja trochę mam z nim jak inni z giepeesami -czyli łażąc offroadem spoglądam na kompas co minutę ;D Ale gdy kompas mi się zepsuł wówczas odkryłam nowy -niezawodny przewodnik jakim było... słońce! I położenie względem słońca wyznaczyło właściwy kierunek. A to nie zawiedzie -co najwyżej się schowa ;p

Dlugi
20-01-2015, 08:26
13piętro - dziękuję za obszerną wypowiedź.

...ponieważ nie za bardzo lubię udzielać się na forach...
Ja jednak mam nadzieję, że będziemy mogli liczyć na Twoje odwiedziny a w szczególności na opisy Waszych akcji. Z takich opisów można wiele wniosków wyciągnąć a lepiej uczyć się na cudzych niż własnych błędach ;)

asia999
20-01-2015, 21:59
"W czasach kiedy niepotrzebne są już uprawnienia przewodnika, żeby prowadzić ludzi po górach"

-Asiu, chciałam Cię tylko poprawić. Od 01.01.2014 faktycznie weszła w życie ustawa, która dereguluje większość zawodów związanych z przewodnictwem. Nie dotyczy to jednak przewodnika górskiego, który pozostał dalej zawodem regulowanym, czyli dalej obowiązuje odbycie kursu (około 2 letniego, już nie pamiętam dokładnie co do miesięcy) i zdanie (bardzo trudnego) egzaminu państwowego. Wśród zawodów deregulowanych także w II i III transzy nie ma przewodnika górskiego. Ale to temat na osobny wątek, ja chciałam tylko poprawić i tyle.
To bardzo dobrze Jimi, że poprawiłaś :) Szczerze mówiąc, nie znam tego tematu a wydawało mi się, że np wycieczkę po Bieszczadach może po deregulacji prowadzić niekoniecznie przewodnik. Ale opieram to tylko na jakimś przebłysku tego co gdzieś czytałam albo słyszałam i mogę źle kojarzyć. A coś więcej na ten temat? Kto może prowadzić grupy w górach? Czy to jakoś zależy od rodzaju gór - np inaczej jest to w Tatrach a inaczej w Bieszczadach?

Basia Z.
20-01-2015, 22:19
To bardzo dobrze Jimi, że poprawiłaś :) Szczerze mówiąc, nie znam tego tematu a wydawało mi się, że np wycieczkę po Bieszczadach może po deregulacji prowadzić niekoniecznie przewodnik. Ale opieram to tylko na jakimś przebłysku tego co gdzieś czytałam albo słyszałam i mogę źle kojarzyć. A coś więcej na ten temat? Kto może prowadzić grupy w górach? Czy to jakoś zależy od rodzaju gór - np inaczej jest to w Tatrach a inaczej w Bieszczadach?

To jest tak (i akurat to się w przepisach nie zmieniło od tego co było wcześniej), że to kto może prowadzić daną grupę zorganizowaną stanowi umowa pomiędzy organizatorem (np. biurem podróży) a uczestnikiem.
Ogólnie nie ma obowiązku posiadania przewodnika, ale uczestnik zapisując się na taką wycieczkę powinien mieć wtedy jasno powiedziane, że przewodnika nie będzie.
Na ogół biura robią odwrotnie - to znaczy piszą "grupę będzie prowadził wykwalifikowany przewodnik górski", jeżeli taki jest, a jak nie będzie prowadził - to nie piszą nic.

Inne są przepisy dotyczące wycieczek szkolnych, dokładnie ich nie znam, ale kuratoria zwracają uwagę na to, aby wycieczki szkolne w góry były jednak prowadzone przez przewodników.

A jeszcze inne dodatkowe przepisy narzucają parki narodowe - i to każdy park ma to rozwiązane inaczej, po swojemu. Na ogół (ale nie zawsze) parki wymagają aby po ich terenie grupy prowadził przewodnik górski z licencją danego parku.

edit:

To co wyżej dotyczy tak zwanego "obowiązku przewodnickiego".
Natomiast to że przewodnik górski pozostał zawodem regulowanym oznacza tylko tyle, że nikt nie może sam siebie nazwać "przewodnikiem górskim" (jest to nazwa w pewnym sensie zastrzeżona) i że egzaminy końcowe aby uzyskać ten tytuł nadal się zdaje przed komisją państwową w Urzędzie Marszałkowskim.

Po ostatniej nowelizacji zostały zniesione egzaminy na przewodnika terenowego i miejskiego i jednocześnie obowiązek przewodnicki w dużych miastach (tam gdzie on wcześniej był). Tak że np. po Warszawie i Krakowie może teraz oprowadzać każdy, kogo zatrudni biuro, nie musi mieć tytułu przewodnika. Przedtem było to mocno, aż do przesady pilnowane i np. Straż Miejska miała prawo zatrzymać w Krakowie nauczyciela, który oprowadzał swoją klasę.

partyzant
20-01-2015, 23:09
Może ktoś wie, czy nadal grupa powyżej 10 osób musi mieć przewodnika i czy teraz zimą straż parkowa może się czepić jak im nie zgłosimy wejścia do BPN.

Basia Z.
20-01-2015, 23:21
Może ktoś wie, czy nadal grupa powyżej 10 osób musi mieć przewodnika i czy teraz zimą straż parkowa może się czepić jak im nie zgłosimy wejścia do BPN.

Grupa zorganizowana to nie musi być wcale grupa 10-osobowa. "Organizacja" nie ma nic wspólnego z wielkością.
Chodziłam z większymi grupami ale nieformalnymi i nikt się nie czepiał.

Natomiast nie znam lokalnych przepisów BPN o poruszaniu się zimą, więc na takie pytanie czy będą się czepiać czy nie - nie odpowiem.

Mamcia DwaChmiele
21-01-2015, 00:28
Witam, Dzień Dobry Wszystkim

Dzień dobry! I... dziękuję, że się tu pojawiłeś.

Brak Garmina już nadrobiłam, a upór w różnych życiowych sytuacjach (to do Browara i Asi), to moja paskudna, pierońsko paskudna cecha, której jestem świadoma i dlatego czasem odpuszczam. Przykład macie kilkadziesiąt wpisów wyżej. A ilekroć odpuszczam, mam potem moralną czkawkę przez dłuższy czas. To jeszcze bardziej pierońsko paskudna cecha :twisted:

A co do całej akcji - może im odmówiły posłuszeństwa urządzenia, ale intuicję mieli rozwiniętą prawidłowo (pytanie ile w tym intuicji ile doświadczenia). Oni domyślali się gdzie jesteśmy jeszcze przed otrzymaniem prawidłowych współrzędnych.

asia999
21-01-2015, 22:47
Mamciu - jeszcze raz życzę pięknego wędrowania :)

Basiu - dzięki za wyjaśnienie. Ciekawi mnie jak to jest np z obozami dla dzieci i młodzieży (takimi "tematycznymi") organizowanymi przez prywatne firmy. Czy to podlega jakiejś kontroli - np kto może pójść z taką grupą w góry (nie tylko w rejonie PN)? i gdzie można sprawdzić jakie ktoś ma uprawnienia dot. przewodnictwa? Pewnie można to w przepisach wyczytać ale może na forum będzie szybciej i jaśniej ;)

asia999
21-01-2015, 23:04
Jest to pierwsza moja dłuższa relacja (...)
januszcz - wcześniej nie napisałam to teraz napiszę - pierwsza dłuższa relacja bardzo udana :)))

zbyszek1509
22-01-2015, 15:04
Dokładność np. 3m podawana przez urzadzenie wcale nie oznacza, że jest się w okręgu 3m od danych współrzednych. Poza tym wydaje mi się, że wielu ludzi przecenia możliwości urzadzenia w dokładnej lokalizacji. `

Dokładności urządzenia nie sprawdzimy będąc gdzieś w lesie lub w terenie, gdzie nie ma wyraźnych punktów orientacyjnych. Jednak, jeżeli stoimy na mostku lub przepuście i to pokrywa się ze wskazaniem GPS, to możemy mieć pewne zaufanie do skalibrowanej mapy znajdującej się w urządzeniu. Nigdy nie udało mi się dobrze skalibrować zeskanowanej mapy. Zawsze któryś region, w pewnych miejscach się "rozjeżdżał". Jeżeli ktoś sprawdzał pokrywanie się stokówek na mapie np. w "worku", lub na odcinku Zatwarnica-Studenne, Cisna-Przysłup i wielu innych, to pewnie zgodzi się ze mną. Można powiedzieć, że to tylko stokówki, a na nich trudno jest zabłądzić, jednak to będzie odnosiło się również do innych miejsc, gdzie nie ma punktów orientacyjnych. Jedynie wiarygodne są mapy ORTO, o których była kiedyś tu mowa. Jednak przydatność tych map jest bardzo ograniczona, lub nawet nieprzydatna w terenie zalesionym. Ciekawostką w sprawdzeniu jak pracuje GPS, będzie położenie go na kilkanaście minut w jednym miejscu w bezruchu i zobaczenie jaki ślad zarejestrował w tym czasie :-(.


Napisałem wcześniej, delikatnie zwrócił uwagę na to Wojtek ale widzę że trzeba napisać wprost: nie było błędem nieposiadanie GPS-a z mapą, choć ten by się przydał żeby błąd naprawić. Błędem było pójście w zaparte mimo jasnych sygnałów dawanych przez przyrodę. W momencie gdy nie widać ostatniej tyczki ale też nie widać następnej powinno się zapalić w głowie pulsujące światło z syreną, takie jak na filmach wojennych o łodziach podwodnych ;) Trzeba wiedzieć kiedy odpuścić, ta wiedza to właśnie doświadczenie i chciałbym żeby właśnie taka konkluzja była nauką z tej przygody.

Sprzęt obowiązuje prawo Murphy`ego - jeśli może się zepsuć, na pewno to zrobi w najgorszym możliwym momencie. Tylko kompasy się nie psują, no chyba że będzie burza, wtedy wariują :smile:

I tu nasuwa się jedynie słuszny wniosek, nigdy, nawet najlepsze komputery i inne wspaniałe współczesne wynalazki, nie zastąpią rozsądku nabytego z doświadczenia własnego, a co nie jest ujmą, również i innych osób.
Natomiast na kompasy, dodatkowo niekorzystnie wpływają wszelkie urządzenia i przedmioty terenowe, emitujące pole elektromagnetyczne. Przecież to jest zakres wiedzy z pewnych przedmiotów obowiązujących w szkole średniej, a pewnie i podstawowej ;).

zbyszek1509
22-01-2015, 17:08
Natomiast na kompasy, dodatkowo niekorzystnie wpływają wszelkie urządzenia i przedmioty terenowe, emitujące pole elektromagnetyczne.

Chwila zapomnienia i umknęło mi z pamięci, że i pewne złoża mineralne, również mogą zakłócić właściwe wskazania kompasu :-( .

Browar
22-01-2015, 20:15
`
Jednak, jeżeli stoimy na mostku lub przepuście i to pokrywa się ze wskazaniem GPS, to możemy mieć pewne zaufanie do skalibrowanej mapy znajdującej się w urządzeniu. Nigdy nie udało mi się dobrze skalibrować zeskanowanej mapy. Zawsze któryś region, w pewnych miejscach się "rozjeżdżał".
No bo do kalibracji musisz wiedzieć w jakim systemie współrzędnych była robiona mapa, a to rzadko jest na mapie napisane. Jak nie ma to dzwonię do wydawcy mapy i się pytam, potem przy kalibracji to ustawiam i zawsze jest ok.

Natomiast na kompasy, dodatkowo niekorzystnie wpływają wszelkie urządzenia i przedmioty terenowe, emitujące pole elektromagnetyczne. Przecież to jest zakres wiedzy z pewnych przedmiotów obowiązujących w szkole średniej, a pewnie i podstawowejWpływają miejscowo, poza tym ile tych złóż jest w Bieszczadach? I jakie tam pola elektromagnetyczne grasują? Poza moim chińskim kompasem pokazującym południe to odchyłki nie są raczej stuosiemdziesięciostopniowe :twisted:

Derty
23-01-2015, 13:04
Mapa (osmapa lub freemap) całych polskich i słowackich Bieszczadów od Użockiej aż do Jaślisk waży ok 600MB, co przy dzisiejszych pojemnościach smartfonów jest żartem. Ja głównie posługuję się apką Geoportalu, ale prawdą jest że netu brak akurat jak jest potrzebny ;)
Dlatego zawsze mam zapakowanych kilka map offline rejonu badanego, włącznie z satelitarną Googla.
To Ty stary chaszczowniku z GPS-em przemierzasz krzaczory?;)
Ja też już nieco przywykłem do GPS w ręku - taką mam robotę, że muszę co i rusz w lesie szukać siatki. Ale jako łazęga starej daty używam jeszcze jednego gadżetu - kompasu. Szybkie porównanie kierunku spadku terenu i już widać, że nastąpił błąd, tak, jak w tym przypadku. Kiedyś tak się splątałem na Smotrecu w drodze na Popa, że właśnie kompas wskazał mi moj błąd, oczywiście wywołany dziadowską cwanglą i niedoskonałością zmysłów. Co do wezwania GOPR - pochwalam. W zimie nie warto rżnąć bohatera:)
Pozdrawiam,
D.

Derty
23-01-2015, 13:33
Chwila zapomnienia i umknęło mi z pamięci, że i pewne złoża mineralne, również mogą zakłócić właściwe wskazania kompasu :-( .
Czy biegał ktoś z Was z kompasem w biegach na orientację? Jak tak, to wie, że nawet dość grube błędy wskazań kompasu niwelują się, gdy zejdziemy z trefnego miejsca (np mała 'składnica złomu' pod stertą zielska) i zawsze można korygować kierunek, a poza tym, gdy leci się na łeb na szyję w chaszczach, to nie ma czasu na pozycjonowanie co do stopnia. liczy się kierunek ogólny +- 5 stopni, a dokładnośc staje się potrzebna potrzebna blisko celu. W opisanym przypadku Mamci żadne anomalie magnetyczne nie przekręcą igły o 180 stopni. O czymś takim nie słyszałem:)
Derty

coshoo
23-01-2015, 14:50
..Kiedyś tak się splątałem na Smotrecu w drodze na Popa...

Chyba wszyscy tam błądzą w niepogodę. W sprzęcie który taszczę mam gps ale nie wyobrażam sobie żeby gps wyznaczał mi marszrutę, nawigacja z kompasem i mapą to sama frajda. :)

zbyszek1509
23-01-2015, 16:15
nawigacja z kompasem i mapą to sama frajda. :)

Do tej frajdy zaliczam rozłożenie mapy, a po jej zorientowaniu, możliwość określenia tego co znajduje się na horyzoncie i upajanie się widokiem. Oczywiście wszystko zależy od warunków atmosferycznych :-).

joorg
23-01-2015, 17:37
liczy się kierunek ogólny +- 5 stopni, a dokładnośc staje się potrzebna potrzebna blisko celu. W opisanym przypadku Mamci żadne anomalie magnetyczne nie przekręcą igły o 180 stopni. O czymś takim nie słyszałem:)
Derty
Coś nie doczytałeś dokładnie Derty, tu nie chodzi o 180 st. Mamcie idącą z Szerokiego Wierchu do Przełęczy Sidlo "zniosło" raptem z 5-10 stopni z kierunku południowo-wschodniego na bardziej wschodni. Tym sposobem znależli się na wschodnim stoku Tarnicy.Przypuszczam dlaczego, jak pisała, odszukali we mgle barierke szlaku i poszli na wprost... a tam jest taki myk ,że schodząc na przełęcz szlak skręca lekko w prawo i tego nie zauważyć we mgle. Mieli prawo, każdy by tak zrobił.

Derty
26-01-2015, 11:55
Tak, Joorg, za szybko czytałem, za dużo napisane, żyje w biegu i marzę o zagubieniu się w zadymce gdzieś Tam... I to dla mnie najważniejsza konkluzja:)
Życząc przygód Wszystkim, pozdrawiam,
D.

janusz194
21-04-2015, 18:12
Nie te góry, nie ten GOPR ale warto obejrzeć https://www.youtube.com/watch?v=rrD4SJqtDwU ( a przy okazji wspomóc GOPR)