Zaloguj się

Zobacz pełną wersję : Moje Tarnice



Krzysztof Jaworski
05-09-2016, 18:56
Zdopingowany toczącą się na naszym forum dyskusją skrobnąłem coś takiego... Może ktoś przeczyta?

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na Tarnicy, najwyższym szczycie polskich Bieszczadów, byłem - wstyd się przyznać - tylko dwa razy!

Ale w obydwu wypadkach były to wejścia heroiczne!!!

Pierwszy raz wdrapałem się na niebotyczne 1346 m n.p.m. 17 lipca 1986 r. Było to w kilka dni po opuszczeniu przeze mnie Szpitala Chorób Zakaźnych we Wrocławiu, w którym skutecznie wyleczono mnie z malarii, którą przywlokłem z lipcowo-wrześniowej himalajskiej wyprawy AD 1985. Podczas opuszczania szpitala musiałem obiecać pani doktor ordynator, że nie wybiorę się w jakieś skaliste góry, gdyż "oficjalnie do połowy sierpnia jestem na stanie szpitala" (pachniało to Bareją, ale takie wtedy były realia!) i pojawiłby się problem, gdyby mi się coś w górach stało.

Najpierw - 12 lipca - wybraliśmy się z Bożenką, moją żoną, na jednodniową sudecką górską "pralkę" w Górach Kamiennych. Kto zna te góry, ten wie, że niemal wszystkie wycieczki przez to niewysokie pasmo to klasyczne przejścia "góra - dół - góra - dół", w dodatku wybraliśmy chyba najlepsze w Kamiennych hopki (trasa: Mieroszów - Jatki - Garbatka 792 - Sokołowsko - Włostowa 901 - Suchawa 928 - Waligóra 936 - schr. "Andrzejówka" 805 - Warzęcha - zamek Rogowiec 870 - Rybnica Mała - Wawrzyniak - Jedlina Zdrój). Jak na rekonwalescenta, który przez kilka tygodni co 46 godzin miał ataki blisko 41,5-stopniowej gorączki, to te 34 punkty na GOT (już wtedy odznaki nie zdobywałem, ale punkty liczę do dziś!) było całkiem, całkiem.

Pojawił sie więc pomysł na "małżeńskie Bieszczady", pierwszy nieco dłuższy wypad w góry po naszym ślubie. Pojechaliśmy oczywiście na ciężko, tzn. z większymi plecakami niż kilka dni wcześniej, podczas mojego sudeckiego testu kondycyjnego. Już pierwszego dnia zacząłem padać, okazało się, że w Górach Kamiennych wędrowałem "na euforii i adrenalinie". Ale jakoś trasę Smolnik - Dwerniczek - Dwernik - Magura Stuposiańska (1016) - Przysłup (785) - Bereżki przeszedłem, z tym że duża część klamotów noszonych przeze mnie musiała przeskoczyć do plecaka Bożenki.

Z Bereżek przejechaliśmy autobusem PKS do Ustrzyk Górnych. Nocleg w bazie namiotowej. Następnego dnia musiała być wycieczka na lekko, gdyż na nic więcej po prostu nie było mnie stać. Postanowiliśmy, że będzie to wycieczka na Tarnicę. Najpierw wejdziemy, przez Szeroki Wierch (1248 ) na Tarnicę... a później się zobaczy.

No i wyszliśmy na naszą wycieczkę...

Na Szerokim Wierchu byliśmy około dziesiątej rano. Środek lata a ludzi brak. Nikt wtedy nie myślał o jakichś tam schodach...

https://lh3.googleusercontent.com/b_RCAejgfDg_PWDgOuter9DiX6SqJk_1zqNnE-2Nbh1-Ys9x2ua5RatQTh1HeQgvafXak3SS0cA6xV0=w1366-h768-no

Kilka minut później już jakieś sylwetki byliśmy w stanie dojrzeć i policzyć... na palcach dwóch rąk.

https://lh3.googleusercontent.com/ngmRwSlgW_FaAFo5jcMOSSxszsEawUgZcEXrAY-UGp5VvemJEXQQqj7ApeW1Qlo3L3uN-i7jM3a-1Lo=w1366-h768-no

Natomiast na szczycie Tarnicy byliśmy sami!!! (te trzy wykrzykniki to tak z dzisiejszej perspektywy - w 1986 r. zdanie to zakończyłbym kropką)

https://lh3.googleusercontent.com/Ohr6xUs3RELkZEPhh_c30L9m1iH5X8iO1DwBsthp_h4p1tGFhJ ldv7YR6dYSOQFi4blzz6wZgkaUx0Q=w1366-h768-no

Na Tarnicy wydarzył się cud - odzyskałem siły. Nie trzeba było wracać do Ustrzyk Górnych - ani ponownie przez Szeroki Wierch, ani trasą, na której trzy dziesiątki lat później pojawią się schody.

Poszliśmy sobie na wschód - najpierw na Krzemień (1335). Był to czas, kiedy szlak biegł górą - całą grzbietową grzędą tego szczytu.

https://lh3.googleusercontent.com/GCb9pHFXc9GGxnjCwxhiliccQTzXDUWVylUvSmdoAlRvKvMg3A RRGAGyqqhSObVmYv6az90nEDlqfek=w1366-h768-no

Później zaś Halicz (1333), Rozsypaniec (1280) i zejście przez Wołosate do Ustrzyk Górnych. Gdzieś po drodze - w Wołosatem - zaczęło się robić ciemno...

https://lh3.googleusercontent.com/UtqRoiljQYLEMLGB5o-egGHD0tUVjSc2v_v-dkhq7EeZOUHG_f3uFPTUoBL4MBXaZVI3qF3jr39uRck=w1366-h768-no

O kolejnych dniach nie będę pisał. Było fajnie, na ciężko, z tym że plecak Bożenki był cały czas cięższy od mojego.

Kolejne moje heroiczne wejście na Tarnicę miało miejsce 18 lat później - w czwartkowy poranek 21 października 2004 r. Heroiczne dlatego, że dźwigałem w plecaku gigantyczny ciężar. Obok sprzętu turystycznego również dużą ilość książek, garnitur, buty do garnituru, kilka koszul i kupę innych rzeczy, które się bierze na konferencje naukowe. Miałem po prostu konferencję archeologiczną w Sanoku i wyjechałem na nią trzy dni przed jej rozpoczęciem, a i z powrotem z niej do domu niezbyt się spieszyłem.

Zajechałem zatem autobusem PKS 20 października do Pszczelin (przystanek PKS Widełki) i przez Widełki (1016) i Bukowe Berdo (1313) polazłem w stronę Krzemienia. Z autobusu wysiadłem już po 14, a i podczas wędrówki raczej nie przyśpieszałem kroku. Widoki były zbyt piękne, abym urządzał sobie biegi po połoninach...

https://lh3.googleusercontent.com/r3xve7JFLu8z5GS_23SfDYlGKErpiBmSyBa9ZOg4hciManI-j06VVPn4o4yPUd5EY2okVqT4BxbIVh8=w1366-h768-no

Było więc pewne, że w tym dniu z gór nie zejdę. Koniec października to już naprawdę bardzo wczesny zachód Słońca. Udało mi się zejść do Przełęczy Goprowców i tam postanowiłem poczekać do świtu. Namiotu nie miałem, więc o biwakowaniu [nielegalnym] raczej nie mogło być mowy. Ponieważ jednak pojawił się niewielki mróz (w nocy nawet spadły pierwsze płatki śniegu) zakutałem się w śpiwór.

https://lh3.googleusercontent.com/qmrlI-DCB3iCeBD7Ihno7YW7pBLFbEszyC1vArTUr5KZsXt_L9U0d3lG 48TM_oEDnTowOGaQKJELaJg=w1366-h768-no

I tak dotrwałem do rana... A widok? Każdy go zna!

https://lh3.googleusercontent.com/re5eFTXQb2vZ2ltFO8J6N0lZDaMJcl77A92lf-28AOtRMmnk9Jzb9jsBZD460kT-JOxfS4_Lbp16ijM=w1366-h768-no

Szybko wrzuciłem manele (śpiwór, kuchenka, garnki i coś tam jeszcze) do plecaka (ale tak, żeby nie pognieść garnituru i koszul) i rozpocząłem wejście na Tarnicę.

https://lh3.googleusercontent.com/iQIu3TQj0uTWVboqhN3i_8k4eQfWXE5sojBXxX_PxNQ9NgU1YY wUGfuF8xdkaNK4xULpPkIvR8vXi5s=w1366-h768-no

Tym razem nie trzeba było używać palców do liczenia turystów. Nie były potrzebne - przez cały czas pobytu na połoninie byłem na niej sam!

https://lh3.googleusercontent.com/527_bwn4liJMaG--C3DRQjDmmlRStCQ9rheK_NTIwSrM2aP4vZF2G12uMLLGqZwirI 3MkTKtfxtOeF4=w1366-h768-no

Na Tarnicy zobaczyłem krzyż, którego podczas mojego poprzedniego na niej pobytu jeszcze nie było...

https://lh3.googleusercontent.com/r1rIJDNBcx29X2-mk3PkXiGvG_Ze4fv7vcGrUXsNKg0t8X0OMbRI1TgXjEBxPY9j4 G7Q2FvwIAAGyxk=w1366-h768-no

Widoki były jednak nadal takie same.

https://lh3.googleusercontent.com/IK4eWpl-ZbH7M9Msa7J5iQdQJj_6GtVA6111TcItoJwxBClVohuyhQ6X0R bGJOkzbWoeBYpuxhblyWk=w1366-h768-no

Jeszcze fotka mojej ukochanej pancernej Tatonki, służącej mi przez kilkanaście lat i dopiero przed dwoma laty wymienionej na jakiegoś Ospreya tylko dlatego, że ten ostatni jest lżejszy o 0,65 kg, a to w moim wieku istotne "odciążenie".

https://lh3.googleusercontent.com/zgRgoFOnrNoWEmp__3-uwePHrwVHdeOMuzm4ogXQ6o8lXs6Q31Y0sZ3Ui5xN07h-XLjbUJqslZYvvNY=w1366-h768-no

I można było schodzić... Z Szerokiego Wierchu spojrzałem za siebie. Szczyt Tarnicy był już w chmurach. Ścieżka z Wołosatego nie wyglądała na taką, która będzie musiała dziesięć lat później przejść ponoć uzdrawiający ją lifting.

https://lh3.googleusercontent.com/kc5j5fNVVldv5oNMuiDL4DTzI-IHy-BZgYducAXTncrWB6oexq047Wwrjyza_YtYWjfyQqumvMVL168= w1366-h768-no

Zszedłem do Ustrzyk Górnych, posiedziałem godzinkę w którejś z tamtejszych knajpek i pojechałem do Sanoka. I to był mój ostatni dzień, kiedy byłem na Tarnicy.

Tarnicę widziałem jeszcze wielokrotnie z bliższych i dalszych (Pikuj, Vihorlat) miejsc w Karpatach. Chyba najbliżej tego szczytu byłem 6 października 2012 r., gdy spoglądałem na Tarnicę z Pliszki (1068 ), szczytu znajdującego się już w ukraińskiej części Bieszczadów, może z 7 kilometrów w linii prostej od Tarnicy.

https://lh3.googleusercontent.com/Kdba91ny8POJpGHvTQ5kMCjEEXoj4UY33p9hEhi5artGdejMej bdSfyqNEl9ZqNJB-zWifOm2ocxWfI=w1366-h768-no

https://lh3.googleusercontent.com/4nlEHtzFOCjmD5NSFVtEhrO5iqm6M-ZVWoYG8aodlnPbDPqKHgPTfynVnUL1ju0xFx-jGtHLHqOhh_g=w1366-h768-no

Przez lornetkę i obiektyw tele widać było mrowie ludzi okupujących wierzchołek najwyższego szczytu polskich Bieszczadów...

https://lh3.googleusercontent.com/IZFWqDLy9gZ3wPqISO8ZZhMDiR5jkd3eKfjopkskJk7_UprnfD 2-bYGL5RYovw3NpiTQ7YIQGpeWMmE=w1366-h768-no

I ostatnie moje spojrzenie na Tarnicę z nieco bliższego dystansu - sprzed niespełna trzech tygodni (18 sierpnia 2016 r.). Weszliśmy z żoną wieczorem na Połoninę Caryńską... Jak trzydzieści lat temu - niemal sami na połoninie...

https://lh3.googleusercontent.com/o9HmClpwV8ZHl2TpN_W63q_lqPNnsFGJmHF8rJK_Qm3-HzZPRTGYvpL5D0oIpeX5ikeSMhIxY27JdFg=w1366-h768-no

luki_
06-09-2016, 00:33
Cóż za zbieg okoliczności - na Tarnicy też byłem dwa razy w życiu - w 1994 i w 2008, z kolei pod Pliszką także w 2012 r (i drugi raz w 2013) - na sam szczyt jednak z pewnych względów (niezależnych ode mnie) nie dotarłem, czego niezwykle żałuję (wiedząc skądinąd jak piękna panorama roztacza się z tej góry na gniazdo Tarnicy, Krzemienia i Halicza)...
Ostatni raz w Bieszczadach także gościłem w sierpniu br (akurat 18.08. przemierzaliśmy trasę z Cisnej przez Jasło, Okrąglik, Płaszę po Rabią (Riabe) Skałę, skąd zeszliśmy do Wetliny), również z małżonką (choć jeszcze nie z okazji 30 lecia naszej pierwszej tam wizyty :-) ).

http://forum.bieszczady.info.pl/attachment.php?attachmentid=41376&stc=1
Na zdjęciu Pliszka (w środku kadru za zboczami Tarnicy) widziana z Szerokiego Wierchu(19.08.2016). Tak blisko, a tak daleko...

Krzysztof Jaworski
07-09-2016, 12:24
Luki, ten "zbieg okoliczności" jest rzeczywiście spory... O mały włos (ale dość gruby, bo poślizg był dwudniowy) nie spotkaliśmy się na Płaszy lub w jej okolicy. My podczas naszej namiotowej tegorocznej wycieczki przeszliśmy z Ustrzyk Górnych przez Połoninę Caryńską, Przeł. Wyżniańską, Małą i Wielką Rawkę, Krzemieniec, skąd granicą (sz. niebieskim), z odboczką na Jasło, do Przełęczy nad Roztokami. Tam złapała nas jedyna w ciągu dwóch tygodni trwająca dobę ulewa, dlatego też zeszliśmy asfaltem (sz. żółtym) do Majdanu (tam suszenie prawie wszystkiego w agroturystyce i przy okazji wycieczka kolejką Majdan - Banica - Majdan). Następnego dnia najpierw PKS do Nowego Łupkowa i stamtąd na pieszo przez tunel pod Przeł. Łupkowską do słowackiej (rusińskiej) Paloty. Następnie były jeszcze - po krótkich dojazdach - wędrówki po Wyhorlacie i Slanskych Vrchach. W sumie 11 razy namiot (w tym dwa razy camping - w Sninskych Rybnikach i Koszycach) i raz agroturystyka (Majdan).

A widok z Pliszki na polskie Bieszczady jest rzeczywiście wspaniały.

PS. Córka o literaturze dotyczącej znaków naskalnych w ukraińskich Karpatach pamięta. Będzie szukała, gdy tylko wróci na uczelnię.

luki_
07-09-2016, 14:16
A my z kolei jechaliśmy do Rumunii, ale...nie dojechaliśmy. Dość poważna awaria samochodu zatrzymała nas w Jaśliskach, które stały się naszą przymusową bazą na trzy dni. Wyruszając stąd (w oczekiwaniu na naprawę) pierwszego dnia przeszliśmy szlakiem z Czeremchy przez Kamień do Jasiela, a drugiego z Wisłoka Wielkiego przez Kanasiówkę do Moszczańca. Po perypetiach związanych z naprawami (w efekcie w międzyczasie zahaczając jeszcze o Rymanów-Zdrój i Iwonicz) zdecydowaliśmy nie kontynuować już dalszej podróży za granicę i ruszyliśmy w Bieszczady :-) . Po drodze zrobiliśmy podobną znów do Waszej trasę - z Nowego Łupkowa przez Łupków tunelem na Słowację skąd wróciliśmy do Łupkowa górą przez przełęcz.
W ciągu kolejnych trzech dni, wyruszając z "bazy" w SSM w Jabłonkach, odbyliśmy wycieczki trasami (pierwsze dwie wzmiankowane już we wcześniejszych postach): Cisna - Jasło - Płasza - Wetlina, Pszczeliny - Bukowe Berdo - Krzemień - Szeroki Wierch - Ustrzyki i Jabłonki - Chryszczata - baza Rabe - Jabłonki.
W efekcie nieplanowanie spędziliśmy tydzień w Beskidzie Niskim i Bieszczadach (czego oczywiście nie żałuję!), nasze rumuńskie plany przesuwając na kolejny rok...
P.S. Dziękuję za pamięć o moim "zamówieniu" :-) .

Wojtek Pysz
12-09-2016, 21:17
Zdopingowany toczącą się na naszym forum dyskusją skrobnąłem coś takiego... Może ktoś przeczyta?

Przeczyta, przeczyta:-)


Na Tarnicy, najwyższym szczycie polskich Bieszczadów, byłem - wstyd się przyznać - tylko dwa razy!
Ja tez byłem dwa razy. I może też się "zdopinguję" i coś napiszę.

krzychuprorok
15-09-2016, 08:57
To i ja podłączę się pod ten temat.
Na Tarnicy byłem 9 razy. Po raz pierwszy dokładnie 15 lat temu. To było najbardziej pamiętne wejście, pierwszy raz na bieszczadzkiej połoninie i byłem zachwycony. Później wracałem na Tarnicę raz albo dwa razy w roku. Potem miałem przerwę 9 lat i dwukrotnie (raz w lutym, raz w marcu) wróciłem w 2015 roku. Dodam, że w tych dwóch przypadkach nie zszedłem a zjechałem na nartach z najwyższego szczytu Bieszczadów.

Niedziela 15.02.2015, na szczycie jeszcze pusto.
41442

Z Ukrainy również obserwowałem Tarnicę. Dołączam zdjęcia na widok z Pliszki, Czeremchy i okolic Wołosianki:
414434144441445