PDA

Zobacz pełną wersję : Rakietą na Strymne



sir Bazyl
17-01-2017, 20:17
W ostatni sobotni wieczór nabrałem chęci na niedzielny, załogowy lot w zaśnieżoną galaktykę bieszczadzką z lądowaniem na jednym ze szczytów i powrotem do bazy macierzystej tego samego dnia.

Wykonałem dwa zaczepne telefony ale żaden z rozmówców nie dał się skusić na wzbicie się te kilkaset metrów do góry i dryfowanie w śnieżnym pyle :smile:

Trudno, będę sam pruł nieskalane oceany bieli niczym Gagarin przestrzeń kosmiczną.

Niedzielnym rankiem, o godzinie 6.45 z mojego ulubionego terminala numer pięć wystartował prom relacji Rzeszów – Bukowiec. Usadowiłem się w nim wygodnie i pomknęliśmy jak strzała
42289
ku południu. Gdzieś daleko w tyle pozostały kościoły
42290
bazyliki
42291
i cerkwie
42292
Po skwerze obok stacji PKS w Brzozowie przechadzała się królowa Jadwiga w białym cylindrze
42293
Na międzylądowaniu w Sanoku
42294
opuściłem mój ulubiony prom i podreptałem na „teżewe” prujące w kierunku Komańczy.
Na pasie startowym trwały gorączkowe przygotowania mające na celu usunięcie zbędnego ośnieżenia i oblodzenia czyli szyn depilacja szuflą:
42295
Nagle, ni stąd, ni zowąd pojawił się on:
42296
Teraz wystarczyło tylko dotknąć kółeczka z podświetloną, zieloną obwódką i drzwi się rozstąpiły a ja chyżo wskoczyłem na pokład.

sir Bazyl
17-01-2017, 21:53
Wskoczyłem do środka i rozglądam się za wolnym miejscem, bo to kurs inaugurujący zimowe ferie! I szok - wszystkie miejsca...wolne. Co jest grane? Patrzę do kabiny maszynisty a tam też pusto:
42300
Podchodzi do mnie kierownik i już myślałem, że zapyta:
- Czy leci z nami pilot?
Ale on tylko, że do Rzepedzi siedem dwadzieścia.
Jego stoicki spokój naprowadził mnie na właściwe tory i zrozumiałem, że każdy Żaczek ma dwa końce a ja zaglądałem w ten niewłaściwy. Na drugim końcu stanowisko powożącego było zajęte i zgodnie z informacjami wyświetlanymi na telebimie pomknęliśmy nawet z prędkością 41 km/h w kierunku docelowym.
Pierwszy raz miałem cały pociąg dla siebie. Autobusem (na Bukowiec) już tak kiedyś jechałem ale pociągiem jeszcze nigdy :razz:

sir Bazyl
17-01-2017, 22:54
Pędząc mijaliśmy budynki stacyjne duże
42313
i małe
42314 42315 42316
Malownicze ruiny
42317 42318
Cerkwie murowane
42319 42321
i drewniane
42320 42322

sir Bazyl
17-01-2017, 23:03
Można było dojrzeć malowniczo rozpostarte nad Osławą kładki
42323 42324
Pejzaże mimo brudnych szyb prezentowały się wspaniale
42325 42326 42327
Zauważyłem, że dojazd niektórymi drogami może być bardzo trudny
42328
W Rzepedzi wyskoczyłem na peron a Żaczek pognał już bez żadnego pasażera na pokładzie do stacji końcowej:
42329

długi
18-01-2017, 08:08
A się czepiają, że do pracy jadę sam w 4 osobowym aucie. Żaczek jak taksówka - fiu fiu ...
ale i tak zazdroszczę Ci tego śniegu. Nie to, że tu nie ma śniegu, to mnie nie ma tam...

sir Bazyl
18-01-2017, 17:35
...Żaczek jak taksówka - fiu fiu ...ale i tak zazdroszczę Ci tego śniegu. Nie to, że tu nie ma śniegu, to mnie nie ma tam...
Jak taksówka - limuzyna :-P
Przejazd na tej trasie (Sanok – Komańcza - w sezonie Łupków, a w moim przypadku Sanok - Rzepedź) jest dużo ciekawszy niż słynną, bijącą z roku na rok kolejne rekordy frekwencji, kolejką bieszczadzką. Jak moja Młoda była bardzo młoda to dwukrotnie jechałem z nią tą kolejką i generalnie dla mnie to były nudy do kwadratu. Na Balnicę to jeszcze dało się wytrzymać ale trasa na Przysłup to już było totalne nieporozumienie.
A tu jadąc Żaczkiem wijemy się wraz z Osławą, za oknami piękne panoramy, zabytki i inne ciekawostki. Gorąco polecam przejazd tą trasą – ja od ubiegłego roku jechałem już kilkakrotnie i za każdym razem latam od jednej strony do drugiej i nie mogę się napatrzeć okolicą. Generalnie, jadąc z Sanoka lepszą /ciekawszą stroną jest lewa patrząc zgodnie z kierunkiem jazdy więc warto zająć miejsce po tej stronie. Ja miałem teraz cały pociąg dla siebie więc mogłem wybrzydzać i wybierać nawet mniej zabrudzone okna po obu stronach. Zrobiłem dużo więcej zdjęć ale nie chcąc Was zbytnio nimi zanudzać wybrałem tylko kilkanaście powyższych.

Co do śniegu, to w końcu mamy normalną zimę. W mediach co parę dni słychać, że to zima nad zimami ale jak większość z nas pamięta, nie różni się ona od zwykłych zim sprzed lat. Śniegu sporo, lekki mróz i słońce – czegóż chcieć więcej na górskiej wycieczce?

Raźno ruszyłem przed siebie i wkrótce minąłem Turzański most
42330
oraz bogato zdobiony krzyż przydrożny, którego piękno ukryte było pod czapą śniegu
42331
Śnieg otulał również mijane chyże
42332 42333 42334
Nieco dalej od drogi, w promieniach słońca połyskiwały cerkiewne cebulki
42335
Z okolicznych gospodarstw wybiegały pojedynczo lub w stadach rozmaitej wielkości i maści rozszczekane kundelki więc dla respektu odpiąłem od plecaka trekkingowe kostury i wspierając się na nich parłem ku przełęczy.
Odśnieżona droga skończyła się na wysokości ostatnich zabudowań
42336
i przemieniła się w ścieżkę
42337
Tu napotkałem mojego dzielnego towarzysza, o którym wcześniej napisałem w tym wątku (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/9554-Zagubiony-wilczur-z-Turza%C5%84ska!)
Jak dotarliśmy do przełęczy to chciałem go po raz pierwszy przegonić ale nieskutecznie.
42338

bartolomeo
18-01-2017, 17:39
Pięknie! A ja nie mogłem pojechać... To sobie choć pooglądam :smile:

sir Bazyl
18-01-2017, 19:38
Pięknie! A ja nie mogłem pojechać... To sobie choć pooglądam :smile:
Dzień był faktycznie piękny więc trzaskałem zdjęcia na prawo i lewo bez opamiętania :-P

jojo
18-01-2017, 19:39
Pięknie ! Pięknie ! Ale Ci Bazyl pogoda się udała cudna !
trzeba się ruszyć w łykend.

sir Bazyl
18-01-2017, 21:25
Pięknie ! Pięknie ! Ale Ci Bazyl pogoda się udała cudna !
trzeba się ruszyć w łykend.
Słońce było nieprzewidzianym dodatkiem gdyż prognozy wieszczyły całkowite zachmurzenie i małe opady śniegu. Na szczęście jestem na nie odporny i nie daję się im zniechęcić więc czasem trafi się jakiś bonusik.:)

Wracajmy do wędrówki.

Dzień wcześniej ktoś z buta wdrapywał się na Suliłę i początkowo szedłem korzystając z dziur przez niego wydeptanych. Niestety co pewien czas ślad był całkiem zawiany więc postanowiłem odpalić mój napęd rakietowy. Poza tym nie do końca chciałem iść zgodnie z przebiegiem szlaku lecz bardziej po widokowych łąkach opadających po wschodniej stronie pasa drzew wśród których poprowadzona jest znakowana ścieżka. A tam, na zaśnieżonych połaciach łąk, innych tropów niż zwierzęce już nie było. Za to widoki były przednie tak na jedną stronę
42340 42341
jak i na drugą
42342 42343
Gdy polany już się skończyły musiałem wejść w sosnowy zagajnik
42344
W tempie trzydzieści kroków do góry – odpoczynek na kilka oddechów , trzydzieści kroków – odpoczynek, dość szybko dotarłem do kulminacyjnego punktu podejścia, z którego już tylko po prostej do właściwego wierzchołka z przekaźnikiem. He, he, tylko po prostej. Dopiero tu zaczęła się właściwa zabawa. Początkowo chciałem myknąć lasem, zgodnie z przebiegiem szlaku ale prędkość zmalała między odpoczynkami do kroków kilku gdyż w rakietach zapadałem się po kolana. Śniegu nieuleżałego mnóstwo, przy takiej głębokości nie dało się go pchać pod skosem w górę by postąpić kolejny krok naprzód, tylko trzeba było prawie w pionie unieść nogę do góry i wtedy dopiero ciach maleńki kroczek do przodu. Oczywiście żadnych śladów tu już nie było więc musiałem sam je wydeptywać choć nie do końca, gdyż dzielne psisko starało się mi pomóc torując przejście co sił w łapach
42346
Obok, kilkanaście metrów od szlaku biegnie leśna droga, którą niejednokrotnie już szedłem więc postanowiłem spróbować czy tam nie będzie odrobinkę lepiej. Po kilku minutach (odległość przy bezśnieżnych warunkach około 20 sekund) przedarłem się na nią. Lepiej nie było a wręcz miałem wrażenie, że jest nieco gorzej. Ale wracać się nie chciało więc kilka kroków i odpoczynek, kilka kroków i odpoczynek, i tak brnę z tą szaloną prędkością by po kilkunastu minutach dotrzeć w końcu pod wieżę
42345

bieszczadzka kuna
18-01-2017, 22:56
Dzień był faktycznie piękny więc trzaskałem zdjęcia na prawo i lewo bez opamiętania :-P

Odbiłeś sobie ukraińską wycieczkę bo z niej to niewiele zdjęć było. Słoneczka też niewiele, za to mrozu i śniegu po pachy.

sir Bazyl
19-01-2017, 22:03
Odbiłeś sobie ukraińską wycieczkę bo z niej to niewiele zdjęć było. Słoneczka też niewiele, za to mrozu i śniegu po pachy.
Zgadza się, aparat wtedy mi zamarzł i troszkę wróciłem niepocieszony, że tak mało zdjęć udało się zrobić. Za to ostatnia niedziela wynagrodziła mi to z nawiązką :)


... by po kilkunastu minutach dotrzeć w końcu pod wieżę
Teraz miało być już lajtowo w dół, w kierunku Wysokiego Wierchu, przecinką którą poprowadzony jest szlak koński. Z tego odcinka biegnącego lasem zdjęć nie mam bo mi mroczki latały przed oczami i serce waliło jak oszalałe z wysiłku. Zaraz za tym parkanem się zaczęło. Śniegu nawiane tyle, że cztery razy na odcinku około pięćdziesięciu metrów zapadłem się po nazwijmy to uda! Jakich ja rozpaczliwych technik próbowałem żeby się odkopać i ruszyć z miejsca to się opisać nie da. Dobrze, że nikt tego nie widział bo wyglądało to na pewno paradnie. W każdym razie po kilku minutach parowałem już jak jakiś rozsierdzony żubr a jak się za siebie obejrzałem to parkan był w odległości rzutu śnieżką. Na tym odcinku pies już nie wyrywał się do przodu i szedł krok w krok za mną, utorowanym w śniegu kanionem. I tu u Bazyla nastąpiła delikatna załamka, że jak tak dalej pójdzie to może i zdążę na pociąg powrotny ale za tydzień! Już walczyłem z myślami czy nie wracać po swoich śladach bo czas się strasznie kurczył ale zacisnąłem zęby i postanowiłem dojść do końca zarośniętego odcinka i jak dalej, na odkrytym terenie będzie taka walka, to zejdę polami do drogi. Jakoś się udało i jak tylko wypadliśmy z lasu
42366
to nastąpił pierwszy i ostatni w tym dniu kilkuminutowy odpoczynek na regenerację sił i uzupełnienie kalorii. Podczas przerwy pstrykałem widoki rozpościerające się przede mną
42368 42371
po skosie w tył
42370
i na boki
4236742369
Okazało się, że tu, na terenie odkrytym jest w końcu właściwy śnieg pod rakiety i po prostu nogi same niosły z prędkością o wiele większą niż dotychczas. Zrezygnowałem więc ze schodzenia najkrótszą trasą do drogi i myknąłem na zarastający powoli Wysoki Wierch
42372

sir Bazyl
20-01-2017, 17:18
Szło się wspaniale, widoki czy to za siebie na Strymne
42374
Jafornicę, Łecową Kiczerę i Chryszczatą
42375
Czy przed siebie na Dziady i Kamienną
42380 42376
Dił z Rożynkarnią
42377
i we wszystkie inne kierunki :razz: były przednie. Nawet pies usiadł z wrażenia i zapatrzył się gdzieś w dal
42378
Wkrótce trzeba było opuścić ten widokowy grzbiet i mijając cerkiew
42379
doszliśmy do drogi, którą po kilkunastu minutach dotarliśmy do Rzepedzi. Do odjazdu Żaczka miałem jeszcze ponad dwadzieścia minut więc skoczyłem do sklepu grzmotnąć jakąś kolę a psisko ruszyło już samotnie na zwiedzanie okolicznych podwórek.

W takie dni, podczas wędrówek leśno-górskich, jak się zaciągnę górskim powietrzem i upiję widokami to wpadam w jakieś błogostany i delikatnie odlatuję na jawie. Niestety nie trwa to wiecznie i już podczas powrotnej podróży odczuwam symptomy odstawienia i nie mogę się doczekać kiedy ponownie będę mógł się sztachnąć!

coshoo
21-01-2017, 13:25
Eh, zazdroszczę wycieczki. I miejsca zamieszkania nieco bliżej gór :sad:

sir Bazyl
23-01-2017, 22:39
Eh, zazdroszczę wycieczki. I miejsca zamieszkania nieco bliżej gór :sad:
Ale za to nad morze mam tak daleko, że w ogóle nie jeżdżę :-P

długi
24-01-2017, 08:06
Ja też nad morze nie jeżdżę. Morze jest przereklamowane. A w Bieszczady jeżdżę bardzo chętnie. Tylko ta odległość... Dlatego tak chętnie odwiedzam forum, bo tam zawsze można liczyć na relację czy to Bazyla, czy to innego Kronikarza, suto omaszczoną zdjęciami, za co serdecznie dziękuję ;)

mercun
24-01-2017, 15:50
Ja też nad morze nie jeżdżę. Morze jest przereklamowane.
Owszem, takie..
42405

Ale takie po sezonie, czy zimą to inna bajka. I do Parku Oliwskiego masz blisko:-(

A i Bieszczady mogą odstręczać tłokiem w niektórych miejscach i okresach.
Ale takich:


42374

można pozazdrościć.
Wychylę za Ciebie Bazylu i innych puchar albo dwa abyście mieli siły i chęci na kolejne wypady i relacje. Dzięki!