PDA

Zobacz pełną wersję : Szwejkiem tam i z powrotem.



sir Bazyl
10-07-2017, 21:42
Wczoraj rano
43364
z Wojakiem Szwejkiem ruszyliśmy na
43365
On do końca a ja nie do końca do końca, gdyż opuściłem go na zielonym peronie
43366
i ruszyłem już na własnych kopytach, wzdłuż torów
43367
ku rzece
43368
nad którą przeleciałem kilka metrów powyżej lustra wody
43369
Lecąc górą dostrzegłem hen daleko w dole człapiącą czaplę
43370
Na drugim brzegu wylądowałem koło murka wzmocnionego kamieniem z żaren
43371
i biegnącą wzdłuż niego ścieżką dotarłem po kilku metrach do zbitej z desek ławeczki. Postanowiłem sprawdzić czy wygodna i jak na niej będzie smakowało. Odpaliłem puszkę i stwierdziłem, że to był wyśmienity pomysł! :grin:

sir Bazyl
11-07-2017, 18:56
Oprócz puszki wyjąłem z plecaka mapę gdyż należało podjąć decyzję którędy?

Z Kiryndelą znamy się nie od dziś i nie będę ukrywał, że wziąłem już ją i od góry, i z dołu a nawet z boku a nasze spotkania odbywały się zarówno w aurze letniej jak i zimowej.
Tym razem w celu zintensyfikowania doznań postanowiłem trochę zboczyć trawersując u jej stóp z delikatnym uniesieniem na urocze zagłębienie rozległej i płytkiej przełęczy.

Za sobą pozostawiłem Ostrów i polną drożyną przez Bartków wędrowałem niemal równolegle do rzeki. Na łąkach Bartkowa spotkałem kangura
43372
Za rzeką piętrzyły się szczyty
43373
i strzeliste zwieńczenia tutejszej świątyni
43374
Wkrótce znalazłem się Koło Kabala i zakręciłem pod kątem prostym na widoczną już przełęcz.
43375
Wspinałem się dzielnie, zostawiając za sobą w dole łąkę Koło Kabala
43378
i w pewnym momencie dostrzegłem, że nie jestem na tej polnej drodze sam, gdyż z góry pędził w moją stronę drapieżnik
43376
Rzuciłem okiem za siebie
43377
szukając pomocy lecz wszędzie pusto, po horyzont żywej duszy!

zbyszek1509
12-07-2017, 01:44
... i w pewnym momencie dostrzegłem, że nie jestem na tej polnej drodze sam, gdyż z góry pędził w moją stronę drapieżnik

43376


Oj, pewnie stanąłeś, temu "drapieżnikowi", na drodze do znajomego kurnika :-)

sir Bazyl
12-07-2017, 22:08
Oj, pewnie stanąłeś, temu "drapieżnikowi", na drodze do znajomego kurnika :-)
Tak, tak, może nawet ocaliłem jakiejś kurze życie :-)


Po osiągnięciu progu przełęczy mogłem podziwiać pobliski wierzchołek
43381
szczyty dalsze
43379
i majaczącą w oddali bryłę kolejnej świątyni:
43380
Na zdjęciu majaczy mniej, gdyż zoomem przywabiłem ją bliżej :grin:

Droga biegnąca ku górze była bardziej trawiasta
43384
niż droga na dół
43382
Wybrałem tą brzydszą i zszedłem do wsi
43383
Wkrótce przeciąłem zakole serpentyny tuż obok tej majaczącej cerkwi i polną dróżką przez Medżyripki i Kowajce doszedłem do miejsca, w którym musiałem się zdecydować czy na skróty lekko w prawo, czy szerokim łukiem lekko w lewo.

sir Bazyl
24-09-2017, 14:32
...doszedłem do miejsca, w którym musiałem się zdecydować czy na skróty lekko w prawo, czy szerokim łukiem lekko w lewo.
Na prawo dżungla, chabazie po uszy a w lewo widać było, że jechał niedawno jakiś traktor gdyż trochę ubił to wybujałe szaleństwo, tym samym pomagając mi podjąć tą trudną :wink: decyzję.
Zacząłem ponownie zdobywać wysokość wdrapując się coraz to wyżej i wyżej. Wyboru nie żałowałem, gdyż widoki rozpościerające się z mojej trasy
43565 43566
rekompensowały mi wysiłek włożony w nadłożone „kilometry”.
Wkrótce zagłębiłem się w las i złapałem szlak,
43569
którym mijając żubrzy paśnik
43567
przez Kotylnice i przecinając utwardzony trakt
43568
popędziłem w kierunku na Strymne.
W lesie troszkę halsowałem i niechcący przepłoszyłem cztery żubry, ale że nie zachowałem odpowiedniej czujności mam na zdjęciu z tego spotkania jedynie rozmyty zad jednego osobnika :smile:
Sam pipant szczytowy odpuściłem i zarastającym trawersem przez Dił wyskoczyłem na widokowy Hrubek
43570 43571

sir Bazyl
24-09-2017, 15:49
Stąd biegnącą wierzchowiną dróżką
43573
kręcąc głową w lewo
43572
w prawo
43575
i w stronę przeciwną do kierunku marszu
43574
powoli opadałem ku dolinom
43576
Z ostatniego wybrzuszenia jeszcze raz zerknąłem wstecz
43577

43581
i po kilku chwilach, pokonując jar potoku wyskoczyłem naprzeciwko krzyża
43579

który kilka miesięcy wcześniej, podczas podróży rakietą (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/9557-Rakiet%C4%85-na-Strymne?p=169475&viewfull=1#post169475) ukrył się przed moim wzrokiem.

sir Bazyl
24-09-2017, 20:45
Dzień był jak na moje odczuwanie ciepła dość upalny i już od dłuższego czasu marzyło mi się zimne piwko. Od widocznego na zdjęciu krzyża do krzyżówki z drogą główną, przy której nęciły baldachimami parasole było około dziesięciu minut marszu. Wkrótce byłem więc już tuż przed barem, po drugiej stronie ulicy, dosłownie około dziesięciu metrów od szynkwasu i nagle, chcąc złożyć mój trekkingowy kostur co by nie przeszkadzał, zdałem sobie sprawę, że przecież go nie trzymam ani w ręce lewej ani w prawej.

Orzesz, ja pierdziu, kuźwa do kwadratu! Został w jarze, oparty o stromy stok przy potoku przed krzyżem, gdzie zatrzymałem się na chwilę obmyć twarz i ręce. Normalnie DRAMAT! Już czułem jak trzymam zimny kufel w ręce, jak nurzam wąsa w pianie, jak chłodny płyn spływa do gardła i gasi pragnienie a tu dupa – trzeba się wrócić!

Ciskając w myślach mięsem na prawo i lewo, wyzywając się od różnych takich niekumatych, machnąłem ten odcinek ponownie w dziesięć minut ale w obie strony :grin:

Na szczęście bar był nadal czynny a piwa nikt w tym czasie nie wypił i udało się dwa dla mnie z beczki utoczyć.
Ukontentowany potoczyłem się na peron i już po chwili Szwejk zgarnął mnie na pokład i popędził z powrotem do Rzeszowa mijając znajome miejsca
43582

43583

43584

sir Bazyl
21-07-2018, 10:15
Trzy tygodnie temu w czwartek podczas szychty coś mną w środku szarpnęło, zaskowyczało i zaczęło skamleć: rzuć to, rzuć w diabły i wyjedź w Bieszczady! I już omalże nie podjąłem tej decyzji gdy nagle, przywalił mi głos rozsądku: taaa, i będziesz mieszkał w szałasie, wcinał grzyby i zdziczałe jabłka a jak się pogoda zbiesi to i micha pysznego deszczu ze śniegiem się znajdzie!

Wiem! Przechytrzę system – wpłaciłem cztery złote wpisowego do największej orkiestry i wieczorem zaciśniętymi kciukami wbijam w klawiaturę: „wyniki”. Zanim się wyświetliło to biłem się z myślami gdzie mam kupić tą działkę pod turystykę? Mam upatrzonych kilka miejsc i nie mogłem się zdecydować, które z nich będzie lepsze :-D

Sięgam więc po mój kontrakt na miliony – dwa rzędy liczb po sześć w każdym i ani jednego trafienia!

Dyrygentowi powiem tylko tyle: tak się nie robi…

Skoro z braku tego i owego na razie nie mogę codziennie upijać się bieszczadzkim powietrzem to może choć jakiś mały gżdyl na pocieszenie!
Chwilowo, pewnie tylko na okres wakacji na torowisku pomiędzy Sanokiem a Łupkowem zaroiło się od pociągów: Bieszczadzki Żaczek, Wojak Szwejk i Bieszczadzki Łącznik gnają tam i z powrotem we wszystkie dni tygodnia. Przypasował mi Szwejk, gdyż startował z Rzeszowa w sobotę wczesnym rankiem i wracał wieczorem.

sir Bazyl
21-07-2018, 23:01
Prognozy wieszczyły ciągłe opady deszczu tak mniej więcej do dziesiątej i podczas jazdy pociągiem się sprawdziły, więc nie udało się zrobić zbyt wielu zdjęć. Było dość ciemno i smętnie, tak że większość czasu spędziłem na lekturze. Mimo to udało się wypatrzyć kinowy wystrój dworca w Jaśle:
44826
zmykające przed szynobusem sarny
44827
gawroni zlot
44828
źródełko koło drogi prowadzącej do ruin klasztoru karmelitów bosych
44829
czy też te ruiny wraz z kopułą cerkwi w Wielopolu
44830
Wstępny plan wędrówki był następujący: po opuszczeniu Szwejka sforsować Wani Potok i przez Pemackę i Capów Horbek dojść na Witrijany i tam zdecydować co dalej.

sir Bazyl
22-07-2018, 10:09
Szwejk zostawił mnie na mokrym peronie i odjechał w siną dal
44831
Zanim rozpocząłem właściwą wędrówkę skierowałem się do sklepu po mój zestaw przetrwania (dwa piwa plus dwa bajeczne). Bardzo lubię tą atmosferę, ten klimat panujący w typowych wiejskich sklepikach. Czas tu płynie całkiem inaczej, nikt się nie śpieszy, stojąc w kolejce można dużo dowiedzieć się o aktualnościach z życia mieszkańców, sensacyjnych wydarzeniach bądź wymienić się spostrzeżeniami na temat zagrożeń czyhających w lesie na turystę. Jest to nie tylko punkt handlowy ale też miejsce spotkań, punkt wymiany informacji, takie centrum kulturalne. Tak było i w tym sklepie – dwóch panów siedziało na plastikowych krzesełkach koło drzwi i dyskutowali ze wszystkimi w kolejce o różnych sprawach. Jeden z nich zapytał mnie gdzie jest reszta nas? Jak się dowiedział, że ja to całość wycieczki, to starał się mnie zniechęcić do łażenia po lesie, gdyż po okolicy chodzi i drapie, jak szalony drapie drzewa niedźwiedź. Drugi oponował twierdząc, iż dwadzieścia lat pracuje w lesie i jeszcze żadnego nie widział. Chcąc ich pogodzić skłamałem, że będę szwendał się tylko po łąkach.

Bajecznych nie było to wziąłem nussbeissera i pożegnawszy się ze wszystkimi opuściłem ten miły zakątek. Niestety siąpawica przybrała na sile więc podbiegłem do niedalekiej wiaty przystankowej ubrać się w nieprzemakalne. Jak już wbiłem się w te dodatkowe warstwy odzienia to jakby trochę zelżało. Właściwie to wybiła już dziesiąta więc powinno całkiem przestać ale na razie nie chciało.
Dałem susa przez Wani Potok i mrocznym wąwozem
44832
piąłem się w górę.
Wkrótce moja dróżka wydostała się na łąki
44833
Na tą chwilę punktem nawigacyjnym był górujący nad okolicą maszt telekomunikacyjny
44835
Czarne nogawki spodni błyszczały od ściekającej wody niczym dach pobliskiej świątyni
44834

sir Bazyl
22-07-2018, 19:47
Na Wirtrijanach wyskoczyłem ponownie na asfalt, tuż przed przystankową wiatą, która kusiła zadaszeniem by usiąść na jedno. Okazało się, że to był bardzo dobry wybór, gdyż zanim dopiłem przestało padać i mogłem w końcu zdjąć „ortaliony”. Oswobodzony popędziłem wijącą się początkowo wśród pól i lasów drożyną na Falów Wygon i Wysoki Dział, z którego jak się później okazało powinienem zejść do widocznej na zdjęciu szutrówki
44836
Tyle, że nie zszedłem tam bo całkiem mnie zaćmiło. Nie wyjąłem też mapy i nie sprawdziłem jak iść, gdyż byłem przekonany, że trzeba jeszcze trochę lasem. Wyraźna początkowo droga stawała się coraz mniej czytelna i po kilkunastu minutach całkiem rozmyła się w terenie. Zszedłem już dość nisko gdyż napotkałem lekko meandrujący potok. Po konsultacji z mapą okazało się, że to znów jest Wani Potok tylko w górnym jego biegu i zatacza tu łuk, po którego cięciwie mogłem na skróty dostać się do właściwej drogi. Na mapie nie wszystkie atrakcje są zaznaczone więc wkrótce dotarłem niemalże do łąk wspinających się ku zgubionej drodze. Niemalże, gdyż wyszedłem na ciągnące się, wielostopniowe bobrze rozlewisko
44837
Troszkę poprzedzierałem się wzdłuż niego w dół, później wróciłem do punktu wyjścia i próbowałem w górę ale gęsto zarośnięty teren przybrzeżny nie pozwalał na wypatrzenie któregokolwiek końca.
Podjąłem decyzję, że spróbuję po najwyższej tamie (to ta zielona linia badyli po prawej stronie na powyższym zdjęciu) znajdującej się tuż przy ich hacjendzie .
Po kilku krokach dotarłem do ścieżki, którą bobry wydeptały do kolejnego, niższego zbiornika
44838
Powolutku, stopa za stopą, badając najpierw wytrzymałość konstrukcji przed sobą, brnąłem coraz dalej i dalej, by w końcu z uczuciem ulgi zejść na twardy grunt.

sir Bazyl
23-07-2018, 20:10
Przedzieranie się przez gęsto rosnący wzdłuż bobrowiska świerkowy zagajnik trochę mnie zmęczyło więc wyjście na otwartą przestrzeń
44839 44840
powitałem z radością.
Wkrótce dotarłem do zgubionej drogi
44841
z której rozpościerały się niczego sobie panoramy
44842 44843
Po kilkuset metrach jej nawierzchnia zmieniła się z wycacanej
44844
na normalną
44845
Raźno mlaszcząc podeszwami dotarłem do samotnej chałupy na Łazach. Szare do tej pory niebo, nabrało w końcu dynamiczniejszego wyrazu
44846

sir Bazyl
24-07-2018, 21:06
Stąd działem opadającym pomiędzy potokami Z Drążawy a Modrzą zacząłem schodzić w kierunku łąk na Horbie. Mimo, iż ten odcinek można pokonać w mniej niż dwadzieścia minut to udało mi się wydłużyć ten czas do półtorej godziny :-D Było to bardzo przyjemne wydłużanie gdyż popadłem w skrajne obżarstwo. Nijak nie dało się przejść obojętnie obok rosnących całymi łanami malin
44852
i niesamowicie oblepionych jagodami trześni
44849
Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłem tak smaczne, słodkie i soczyste ptasie czereśnie. Po prostu nie można było się od nich oderwać. Przy rwaniu sok spływał aż po łokcie, gdyż mimo zastosowanych ułatwień trzeba było dość wysoko wyciągać ręce po owoce. Z ich rwaniem był mały problem, gdyż najniższe gałęzie zwisały znacznie wyżej niż wynosił zasięg ramion ale za pomocą kuli udawało mi się je do siebie przyciągać.

Może nie wszyscy wiedzą co to jest ta kula, więc postaram się wyjaśnić.
U mojej babci mieszkającej na Pogórzu Strzyżowskim kulą nazywano prosty drąg o długości około 2,5 metra, na którego końcu znajdowała się metalowa spirala (podobna do tej z grzałek elektrycznych na wrzątek). Przyrząd ten ułatwiał nabieranie wody ze studni, której lustro znajdowało się niezbyt głęboko, więc kołowrót był niepotrzebny, lecz na tyle nisko, że nie dało się zanurzyć wiadra ręką.
Z kuzynami braliśmy koromysło, wiadra i kulę, i tak wyposażeni szliśmy pod dowództwem babci do znacznie oddalonej od domu studni. Na miejscu babcia zaczepiała koniec kuli do kabłąka wiadra, opuszczała je do studni umiejętnie zanurzając (nam nie wolno było tego robić, żebyśmy nie potopili wiader) i szybkim ruchem wyciągała je do góry ciągnąc drąg pionowo do góry, chwytając go na przemian raz jedną ręką raz drugą. Później zaczepiała wiadra do koromysła i niosła je do domu. My byliśmy wtedy za cienkie leszcze na taki wyczyn  więc nieśliśmy z powrotem tylko kulę.
Drugi przyrząd noszący tą nazwę to właściwie uboższa wersja pierwszego gdyż był to też sporej długości drąg ale zakończony nie wymyślną spiralą tylko haczykowatym odgałęzieniem bądź wbitym pod kątem gwoździem. Ta kula służyła właśnie do przyciągania konarów czereśni.

I taką właśnie kulę sobie wyrychtowałem. Wspierając się na tej ladze spacerowałem lasem od czereśni do czereśni odpoczywając po drodze przy malinach :-D
W końcu, z pełnym brzuchem wytoczyłem się na łąki widokowego Horbu
44851 44850
Tu zakręciłem w dół do potoku i walcząc z lipcową dżunglą nadrzeczną przedarłem się przez Modrzę na jej drugi brzeg i rozpocząłem wspinaczkę łąką na następny dział.

sir Bazyl
27-07-2018, 22:22
Osiągnąwszy boczne wypiętrzenie grzbietu zaległem na rozległej łące
44853
w celu uzupełnienia chmielu w organizmie.
Nasycony pociąłem lasem na grzbiet główny wyskakując nań w miejscu zwanym Do Ciupy. Tam obrałem kierunek na wieżę
44854
Po lewej stronie miałem las a po prawej widoki na południe
44856
i południowy wschód
44855

sir Bazyl
27-07-2018, 22:40
Za masztem ponownie zagłębiłem się w lesie gdzie Koło Karczmy wypłoszyłem wypoczywającego, potężnego jelenia. Wkrótce dotarłem do kolejnych łąk
44857
i z Oszałazu podziwiałem charakterystyczne kształty nadciśniańskich szczytów
44858
Na lewo od nich majaczyły Połoniny
44859
Jeszcze dalej wznosiła się góra najwyższa
44860
a na wschodzie zielone wzgórza nad bieszczadzkim morzem
44861
Z kolei z północnych stron udało się przyciągnąć szybowisko
44862
Obrałem azymut mniej więcej na najbliższą stację kolejową. Początkowo łąkami po pas w zielsku a Koło Hańczarka przez chabazie ponad dwu metrowe dotarłem do asfaltu i peronu.
Do odjazdu pociągu było jeszcze około czterdziestu minut a tu nagle od strony Komańczy pojawił się motoraczek - ekspres. Przemknął nie zatrzymując się i popędził w kierunku Zagórza
44863
Pół godziny później pojawił się Szwejk,
44864
który na szczęście był bardziej gościnny i zabrał mnie z powrotem do Rzeszowa.

Wszystkie nazwy terenowe użyte przeze mnie w relacji odpowiadają opisywanym miejscom i zostały zaczerpnięte z Państwowego Rejestru Nazw Geograficznych.

asia999
28-07-2018, 01:19
Ja się tak właśnie zastanawiałam skąd te nazwy...:wink:
A ten przyrząd do studni też pamiętam - i rzeczywiście odpędzano nas tj. dzieciaki od prób czerpania w ten sposób wody. Ale nie wiedziałam, że to kula się nazywało. A może już nie pamiętam. Ale pamiętam jaka ta woda ze studni była pyszna - w takie upały jak teraz nic lepszego ponad taką wodę.

Wojtek Pysz
29-07-2018, 20:50
Zanim rozpocząłem właściwą wędrówkę skierowałem się do sklepu po mój zestaw przetrwania (dwa piwa plus dwa bajeczne).
Relacje Bazyla zazwyczaj są tajemnicze. Owa tajemniczość polega na tym, że czytelnik prawie zupełnie nie wie, skąd, dokąd i którędy on idzie. Chyba, że zna na pamięć Państwowy Rejestr Nazw Geograficznych wraz z lokalizacją tych nazw. Tak też było i teraz.

Coś tam można wywnioskować ze strzępów przekazanych informacji. Ja swoje wnioski mam, ale przedstawię je tylko w zarysie, żeby nie psuć zabawy. Nie zdradzę tajemnicy, jeśli napiszę, że ważnym punktem wycieczki był Morochów (jest na zdjęciach: przystanek kolejowy i dachy cerkwi). Można też przypuszczać, że podczas wędrówki Bazyl prawie że zszedł na dziady. Ale tylko prawie. I że na początku było mu trochę niebiesko, a na końcu całkiem wysoko. Za to z dużą pewnością mogę podać, że odległość między startem a finałem wędrówki wyniosła dokładnie 4 kilometry, czyli cały dzień łaził i prawie nic nie przeszedł.

Ale opowieści Bazyla można też czytać bez potrzeby rozeznawania jego ścieżek. I wyciągać inne wnioski, oprócz topograficznych. Na przykład podpatrzeć środki bezpieczeństwa na wypadek spotkania z wilkiem lub niedźwiedziem. Różni (niby)fachowcy mówią o gazie pieprzowym, dzwoneczka przy plecaku, petardach hukowych, itp. Myślę, że w głodny wilk w potrzebie zeżre delikwenta razem z jego gazem i dzwoneczkami, zanim zdąży wyjąć petardę. A Bazyl ma swój sposób, o którym nie opowiada, tylko go stosuje. Wieloletnie obserwacje potwierdzają, że żaden wilk ani niedźwiedź nie ruszył nigdy człowieka po dwóch piwach.

sir Bazyl
30-07-2018, 19:38
… nie wiedziałam, że to kula się nazywało. A może już nie pamiętam.(...)

To może być tylko lokalna nazwa tak jak z borówkami, które podobno w centrum Polski nazywane są jagodami :mrgreen:




...Ale pamiętam jaka ta woda ze studni była pyszna - w takie upały jak teraz nic lepszego ponad taką wodę.

Też tak zapamiętałem smak studziennej wody. Wiadra ustawiane były w zacienionym miejscu na ganku, na wbitych powyżej nich gwoździach wisiał kubek emaliowany i chochelka, którą chyba należało nabierać wodę i przelewać do kubka. Oczywiście my nie mieliśmy czasu na te ceregiele i zanurzało się kubek bądź chochelkę i piło się z nich tą przepyszną wodę a w skrajnych sytuacjach gdy sprzęty zostały rozchwycone przez spragnioną czeredę, ustami siorbało się bezpośrednio z wiadra :-D.


… czytelnik prawie zupełnie nie wie, skąd, dokąd i którędy on idzie. Chyba, że zna na pamięć Państwowy Rejestr Nazw Geograficznych wraz z lokalizacją tych nazw. (…)

A są tacy, którzy nie znają??? :mrgreen:
Jeśli ktoś chciałby nadrobić te zaległości to warto zajrzeć na geoportal, wybrać tam sobie ulubiony wygląd mapy i w rozwijanym menu pojawia się cała masa różnych możliwości i jedną z nich jest opcja zaznaczenia nazw Państwowego Rejestru Nazw Geograficznych – i mamy Bazyla!


…Nie zdradzę tajemnicy, jeśli napiszę, że ważnym punktem wycieczki był Morochów (jest na zdjęciach: przystanek kolejowy i dachy cerkwi).

Właśnie dla zdradzenia „tajemnicy” zamieściłem zdjęcia przystanków kolejowych i masztów telekomunikacyjnych. Poza tym nazwy takie jak Witrijany, Wysoki Dział i Łazy są na mapie W. Krukara. Tajemnicze nazwy miały tylko wzbudzić zainteresowanie czytelników ale niestety nie wypaliło :cry:


Można też przypuszczać, że podczas wędrówki Bazyl prawie że zszedł na dziady.

Ano zszedł (choć właściwie to się wspiął :-D)


Ale tylko prawie. I że na początku było mu trochę niebiesko, a na końcu całkiem wysoko. Za to z dużą pewnością mogę podać, że odległość między startem a finałem wędrówki wyniosła dokładnie 4 kilometry, czyli cały dzień łaził i prawie nic nie przeszedł.

Z tymi kilometrami to cała prawda! :mrgreen:
Niebiesko było równolegle, gdyż gdyby uwierzyć mapie to było czarno ale w terenie nie wypatrzyłem żadnych znaków, choć przyznam, że nie szukałem ich, bo droga polna była wyraźna. Niebiesko tylko przeciąłem w okolicach „górnego” Morochowa.

Trasa wg mapy: Morochów – Czekajka - Wysoki Dział – Sietniki – Łazy – łąki nad Ratnawicą – łąki przed Bełchówką – Dziady – Kamienna – Zurawinka – Wysoczany.


A Bazyl ma swój sposób, o którym nie opowiada, tylko go stosuje. Wieloletnie obserwacje potwierdzają, że żaden wilk ani niedźwiedź nie ruszył nigdy człowieka po dwóch piwach.

He, he, bardzo lubię ten sposób. Pięknie to Wojtek przedstawił, tylko jaką funkcję pełnią Bajeczne?

bacza
30-07-2018, 21:07
(....)

He, he, bardzo lubię ten sposób. Pięknie to Wojtek przedstawił, tylko jaką funkcję pełnią Bajeczne?

Obstawiałbym, że zapewniają odpowiedni zapas energii do ucieczki przed terytorialnym bykiem (żubrem - samcem), albo... przemytnikami (np. ludzi :shock: ).

Wojtek Pysz
30-07-2018, 21:20
Względem tego, że na początku było mu trochę niebiesko, a na końcu całkiem wysoko, to nie miałem na myśli żadnych bazgrołów na drzewach, tylko w nieudolny sposób zgadywałem, że najpierw szedłeś w kierunku na Niebieszczany a potem na Wysoczany;-)
Względem środka antywilkowego "dwa piwa", to wyróżnić tu można dwa aspekty tego tematu: subiektywny i obiektywny.
Subiektywny, to taki, że po owych dwóch piwach człowiek staje się trochę śmielszy. Widzi takiego niedźwiedzia, ściska w ręce mocniej swój leszczynowy kij i groźnym głosem warczy: ty, niedźwiedź, no podejdź no tu bliżej, to zobaczysz! A niedźwiedź cię po prostu olewa, bo ma ważniejsze sprawy na głowie, niż ty i twój kij.
A obiektywny, to opowiadania o życiu i pacy bieszczadzkich leśników i drwali. Bywało, że jechał zimą przez las trochę napruty chłop na koniu i napadły go głodne wilki. Żeżarły konia razem z uprzężą a chłopa nie tknęły.
I jeszcze o "Bajeczych". Nie kupuj tego świństwa, toż to sama chemia! Kup sobie płatki owsiane i pomieszaj z rodzynkami 1:1.

Dlugi
31-07-2018, 10:13
... Trasa wg mapy: Morochów – Czekajka - Wysoki Dział – Sietniki – Łazy – łąki nad Ratnawicą – łąki przed Bełchówką – Dziady – Kamienna – Zurawinka – Wysoczany...
Fajne tam tereny są, ale oświeć mnie, czemu nie zahaczyłeś o cmentarze w Bełchówce czy Ratnawicy?
Mam tam swoją ulubioną, jesienną pętelkę - Płonna - Kuty (albo przez Kamienne) - Dziady - Wyszylas - Bełchówka - Dił - Ratnawica - Łazy - Zawadka Morochowska - Kuty - Żurawinka - cmentarz w Płonnej.
A ostatnio włócząc się motorowo zajechałem pod cerkiew w Morochowie. Tam przy sławojce stoi tablica z reprodukcją WIG-ówki z zaznaczonymi ścieżkami historyczno-kulturowymi. I tam, pod szczytem nazwanym przez autorów Bubenne(?) jest oznaczone miejsce martylologii. Taki jeden punkt jest wystarczający, by zaplanować całodzienną wycieczkę. Tylko poczeka to do jesieni...

bartolomeo
31-07-2018, 10:28
Jest tam w okolicy kuriozalna Ścieżka Historyczno-Przyrodnicza "Szlakiem Dawnych Osad", która - wspominając Ratnawicę, Bełchówkę, Kamienne i Płonną - zagląda tylko do Ratnawicy.

Nie to, żeby mi brak było znakowanych ścieżek, ale jak można tworzyć ścieżkę historyczną i w odległości kilkuset metrów omijać stare cmentarze?

Dlugi
31-07-2018, 11:13
Zgadza się - ścieżka omija Bełchówkę. Z tego co pamiętam, to tablica stoi prawie naprzeciw cmentarza, tyle że od niego oddziela ją zakrzaczony, dość głęboki wąwóz (też to dojście już testowałem). A wystarczyło tylko pociągnąć ją dalej z Ratnawicy w kierunku Zboisk i tam wlatuje droga, która przechodzi przez Bełchówkę. Choć cmentarz i tak trzeba poszukać w pewnej odległości od niej. Ja mam taką wskazówkę - jak idę drogą nad cmentarzem (czyli nie skręcam koło ruin po szkole w kierunku cerkwiska) to w pewnym miejscu jest jedyna rosnąca przy tej drodze jabłoń. Wtedy skręt o 90st w lewo (idąc od Ratnawicy), 150-200m przez las i zobaczy się już płożący barwinek. Wtedy szukać rabarbaru bo on wespół z barwinkiem porasta tamtejszy cmentarz.
Albo wykorzystać kataster, bo ten cmentarz jest wydzielony. Prościej, ale zależy co kto lubi ;)
Ścieżka przydaje się tylko z powodu tej wiatki nad Ratnawicą - zawsze tam mam postój :-)

bartolomeo
31-07-2018, 12:12
Czytujesz sobie dekalog turysty? Punkt IV jest wyjątkowy, chciałem sobie na tę okazję zrobić zdjęcie pod znakiem ścieżki ale żadnego nie znalazłem :wink:

Dlugi
31-07-2018, 12:15
Czytałem raz i wstyd mi się zrobiło. 4 pkt-y notorycznie łamię ;)

bartolomeo
31-07-2018, 12:32
Mam nadzieję, że tej jesieni ja go też złamię w tych okolicach :mrgreen:

Dlugi
31-07-2018, 15:35
No to może się jeszcze okazać, że się tam w lesie będziem nawzajem straszyć ;)

sir Bazyl
31-07-2018, 17:11
Względem tego, że na początku było mu trochę niebiesko, a na końcu całkiem wysoko, to nie miałem na myśli żadnych bazgrołów na drzewach, tylko w nieudolny sposób zgadywałem, że najpierw szedłeś w kierunku na Niebieszczany a potem na Wysoczany;-)
No niezły rebus :) - teraz wszystko jasne! :)

I jeszcze o "Bajeczych". Nie kupuj tego świństwa, toż to sama chemia! Kup sobie płatki owsiane i pomieszaj z rodzynkami 1:1.
Bajeczne są bajeczne a płatków i rodzynek nie lubię!

Fajne tam tereny są, ale oświeć mnie, czemu nie zahaczyłeś o cmentarze w Bełchówce czy Ratnawicy?
Tak myślę, że pociąg mógłby nie poczekać gdybym się spóźnił :) Pi razy drzwi potrafię oszacować czas potrzebny na wycieczkę i szczerze mówiąc Bełchówka była w planach (Ratnawica nie gdyż już kiedyś tam byłem a z czegoś trzeba było zrezygnować). Niestety zmitrężyłem trochę czasu w lesie i na bobrowiskach, później na malinach i trześniach więc ostatecznie odpuściłem też Bełchówkę. Chwilę myślałem czy nie spróbować ale wolałem się poszwendać bez spiny. Poza tym nie wiedziałem czy i jak często teren cmentarza jest koszony a przedzierając się w tym dniu dwukrotnie na rympał lasem, wiedziałem, że prędzej mogę się potknąć o nagrobek niż go zauważyć. Dlatego pewnie też jesienią będę się tam plątał :)

sir Bazyl
04-08-2018, 11:24
Tydzień później ponownie zagościłem na pokładzie Szwejka lecz tym razem wtarabaniłem się doń wraz z rowerem. Taką sobie odmianę postanowiłem strzelić. Na wszelki wypadek nikomu nic nie mówiłem, żeby czasem któryś z forumowych szaleńców rowerowych nie postanowił dołączyć i mnie wykończyć :-D Pomyślałem, że potrenuję kapkę i wtedy Ну, погоди! Велосипедисты!:mrgreen:

Ale nim przejdę do opisu wycieczki chciałem poruszyć temat wznowionych połączeń kolejowych do Łupkowa. Teraz jest ich sporo (przynajmniej w wakacje) i kursują z Rzeszowa bądź Jasła więc jest w czym wybierać. Ja jestem z tego powodu bardzo zadowolony i chciałbym, żeby takie połączenia choćby tylko w weekendy utrzymano przez cały rok (tym bardziej, że mój autobus na Bukowiec (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/9588-Zabrali-mi-autobus!!!) nie został przywrócony nawet na okres wakacji!) :twisted:
W zależności od obranej stacji docelowej, w Bieszczadach jest się pomiędzy dziewiątą a dziesiątą, a na kurs powrotny trzeba być między osiemnastą a dziewiętnastą. Dla szaleństwa w terenie zostaje około ośmiu godzin, co pozwala na przejście całkiem fajnych tras. Koleją można dotrzeć do Łupkowa również z głębi Polski, gdyż przywrócono połączenie z Gdyni przez Warszawę i Kraków z przesiadką bez oczekiwania (podstawiony jest specjalny pociąg) w Jaśle. Po kilkunastu latach całkowitego bądź częściowego marazmu cieszy, że choć troszkę ożyły połączenia z Bieszczadami.

Jak to wyglądało kiedyś, można obejrzeć i posłuchać w bardzo ciekawym reportażu „Podróż sentymentalna na koniec świata”:

https://www.youtube.com/watch?v=_qt2asdqh3U

„Było tak, że jeśli ktoś nie dojechał do Zagórza pociągiem, nie był uważany za bieszczadzkiego turystę”* - są tacy na forum???


----------------------------------------------------------------------------------------------------------
*„Podróż sentymentalna na koniec świata” https://www.youtube.com/watch?v=_qt2asdqh3U

Slav
04-08-2018, 15:33
Stąd działem opadającym pomiędzy potokami Z Drążawy a Modrzą zacząłem schodzić w kierunku łąk na Horbie. Mimo, iż ten odcinek można pokonać w mniej niż dwadzieścia minut to udało mi się wydłużyć ten czas do półtorej godziny :-D Było to bardzo przyjemne wydłużanie gdyż popadłem w skrajne obżarstwo. Nijak nie dało się przejść obojętnie obok rosnących całymi łanami malin
44852
i niesamowicie oblepionych jagodami trześni
44849
Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłem tak smaczne, słodkie i soczyste ptasie czereśnie.

Wtrącę małe sprostowanie nie swoimi słowami - "cechą charakterystyczną jagody jest brak endokarpu " więc czereśnia/wiśnia nie jest jagodą.



To może być tylko lokalna nazwa tak jak z borówkami, które podobno w centrum Polski nazywane są jagodami

Puszcza Sandomierska też obfituje w jagodę a stamtąd do centrum jeszcze ho ho ale obie formy są zrozumiałe i jednakowo smaczne :-D
Tak przy okazji regionalnego nazewnictwa to w Krakowie na płytki ceramiczne mówi się flizy i tu już miałem kłopot ze zrozumieniem o co chodzi pytającemu.

Przepraszam za offtop.

sir Bazyl
04-08-2018, 16:14
Wtrącę małe sprostowanie nie swoimi słowami - "cechą charakterystyczną jagody jest brak endokarpu " więc czereśnia/wiśnia nie jest jagodą.
Niby czytam zawsze post przed zatwierdzeniem a tu taki klops z jagodami :) Powinno być "oblepionych owocami" ale pewnie myślałem już o tych borówkach :) Dzięki za sprostowanie - przy okazji sprawdziłem w necie i dowiedziałem się co to jest endokarp! :)


Puszcza Sandomierska też obfituje w jagodę a stamtąd do centrum jeszcze ho ho ale obie formy są zrozumiałe i jednakowo smaczne :-D
Też tak sądzę! :)

sir Bazyl
04-08-2018, 17:01
Odnoszę wrażenie, że gdyby nie pasjonaci kolei prowadzący kampanię społeczną www.KochamKolej.pl czyli Panowie Jerzy Zuba, Adam Filar, Igor Wójciak i Dawid Kubowicz z tymi połączeniami byłoby znacznie gorzej bądź nie byłoby ich wcale. Wielkie podziękowania dla Panów i wszystkich innych osób związanych z przywróceniem ruchu kolejowego za włożoną w ten projekt pracę i wieloletnie zaangażowanie!

Pan Jerzy Zuba wraz z Bieszczadersami nagrał kilka lat temu klip promujący wyżej opisaną kampanię społeczną, do piosenki „Stacja Zagórz”:

https://www.youtube.com/watch?v=Ze1f8SE9pFw

A teraz możemy z okien pociągu oglądać jak Pan Jerzy nagrywa przyjazdy i ruch na stacji w Zagórzu spacerując wzdłuż peronu, jednocześnie komentując z ożywieniem całą sytuację. Prawdziwy pasjonat!

bartolomeo
04-08-2018, 21:50
Nie tak dawno kolej twierdziła, że przed linią Zagórz-Łuków nie ma przyszłości. Ja odnoszę wrażenie :wink: że kolej została zmuszona do reaktywacji tej linii i do dziś nie może wyjść ze zdumienia, że ludzie tam pociągami jeżdżą. Trzymam kciuki za Zubę & Co., może uda im się odpalić jakiś (*) pociąg na Ukrainę... To by była petarda :smile:

(*) mówi się o co najmniej dwóch wariantach, jeden z Krościenka a drugi z Przemyśla na południe.

jojo
05-08-2018, 15:12
(*) mówi się o co najmniej dwóch wariantach, jeden z Krościenka a drugi z Przemyśla na południe.
Piękne by to było:
wsiadasz w Krościenku - po drodze ci sprawdzają paszporty (jak w tym pociągu Przemyśl-Kijów)
i za pół godziny jesteś w Chyrowie:-D
Może dożyję ....

sir Bazyl
06-08-2018, 19:53
Jeszcze troszkę wspomnień z lat sześćdziesiątych:

„…w niedzielę o 5:30 rano wymarsz na stacje kolejową, na pociąg relacji Sanok – Zagórz i w Zagórzu przesiadka na pociąg Zagórz – Łupków (przez Rzepedź i Komańczę). (…)

W każdą niedzielę rano na dworcu kolejowym w Sanoku i Zagórzu roiło się od podróżnych, udających się w rejony Szczawnego, Rzepedzi, Komańczy, Smolnika, Łupkowa w celach hobbystyczno-rekreacyjnych. Jechali pszczelarze taszcząc ze sobą ule nadawane na wagon pocztowy, wędkarze z wędkami i plecakami na złowione ryby, grzybiarze, zbieracze jagód leśnych i śliwek w sadach połemkowskich no, i myśliwi z psami.

Całe to towarzystwo wsiadało do pociągu o godzinie 6:00, który kursował punktualnie,…

Wracając do podróżnych, to było ich tak wielu, że w pociągu nie uświadczyłeś siedzącego miejsca. W Rzepedzi wysiadało się na stacji i wzdłuż rzeki Osławy szło się z wędką w górę do Komańczy lub w dół do Szczawnego. Piękna rzeka Osława miała wówczas dwa razy tyle wody co dzisiaj i była rwąca tak, że ciężko było przejść na drugą stronę.(…)

…o dwudziestej godzinie był pociąg z powrotem do Sanoka i cała ta grupa ludzi z porannego kursu, spotykała się ponownie w pociągu.
Gwar i radość przepełniała wagony, a były to wagony bez przedziałów, podobne do dzisiejszego tramwaju, tym bardziej, że każdy wiózł jakieś łupy i miał w zapasie butelczynę na powrotną drogę. Pszczelarze chwalili się bańkami z miodem, wędkarze pokazywali opasłe plecaki jeszcze ociekające wodą, myśliwi transportowali zwierzynę na pomostach pomiędzy wagonami, grzybiarze i jagodziarze mieli pełne plecaki grzybów, a zbieracze śliwek pięćdziesięciokilowe worki ze śliwkami (na śliwowicę). Gwar w wagonach panował taki, że człowiek nie słyszał własnego głosu, jedni grali w karty – w oczko, inni pili na zdrowie, śpiewali, psy myśliwskie szczekały, ogólnie wielki piknik rekreacyjny.
Dzisiaj nie mamy pojęcia o tym, jak organizowało się czas wolny nie mając motocykla, samochodu czy biletu na samolot…”*

No i proszę, doczekaliśmy czasów gdy pociąg/wagon też jest bez przedziałów, pić co prawda nie wolno ale da się :-D. Na szczęście nikt zwierzyny nie transportuje ale można z okien obserwować zające, bażanty, myszołowy, czaple
44877
(przy odrobinie wyobraźni można ją dostrzec na lewo od wysepki)
i mnóstwo saren
44878 44879

Podróżni co prawda zamiast wędek i uli wożą rowery a plecaki służą im raczej do wędrówek a nie na ryby ale „ogólnie wielki piknik rekreacyjny” powrócił i ma się całkiem nieźle. W tym sezonie wakacyjnym już czterokrotnie podróżowałem pociągiem do różnych miejscowości położonych w dolinach Osławy i Osławicy, i miejsca siedzące zajęte były w zależności od kursu, tak między 40 a 100% (w jedną z niedziel w drodze powrotnej kilka osób siedziało na schodkach).

--------------------------------------------------------------------------------------
* Andrzej Radzik „Pasja łowiecka, to nie tylko las i pola”

Wojtek Pysz
06-08-2018, 21:29
Odnoszę wrażenie, że gdyby nie pasjonaci kolei prowadzący kampanię społeczną www.KochamKolej.pl (http://www.KochamKolej.pl) czyli Panowie Jerzy Zuba, Adam Filar, Igor Wójciak i Dawid Kubowicz z tymi połączeniami byłoby znacznie gorzej bądź nie byłoby ich wcale.
Były takie lata, że ruch kolejowy w tych okolicach całkiem zamarł. Jeśli coś tu jeździło, to pan zawiadowca dwókółką popychaną i jego synowie na rowerach. Dobrym gwarantem, że nic tu dzisiaj nie pojedzie była córka pana zawiadowcy, czytająca na środku torów "Wesołą Szkołę 3".

http://ciekawe.tematy.net/2007/img/IMG_1403.jpg

sir Bazyl
08-08-2018, 21:30
Tym razem opuściłem pociąg na stacji kolei normalnotorowej w Nowym Łupkowie
44895
Przeprowadziłem rower przez tory i koło drewnianego budynku (tzw. Rzepedki wyprodukowanej przez Bieszczadzkie Zakłady Przemysłu Drzewnego w Rzepedzi) dawnej stacji kolejki wąskotorowej
44896
wskoczyłem na siodełko i mijając łupkowskie rondo Warszawsko-Rzeszowskiej przyjaźni :-D
44897
popędziłem asfaltową drogą w kierunku zakładu karnego, na wysokości którego droga zmieniła nawierzchnię na kamienisto-żwirową. Wkrótce dotarłem do głównej drogi asfaltowej i mijając zabytkowy krzyż przydrożny
44898
popędziłem w kierunku Smolnika. Jednak zanim pojawił się zakręt w lewo do Smolnika, pojawił się zakręt w prawo w starą łemkowską drogę wyprowadzającą na trasę byłego torowiska kolejki wąskotorowej
44899
Po kilkuset metrach droga zakręciła na łąki a ja kontynuowałem jazdę bujnie porosłą trawą półką torowiska
44900
Trawa całkiem tłumiła odgłosy toczącego się roweru i w pewnym momencie, wjeżdżając z rozświetlonych łąk w cień kępy drzew, wśród których prowadziła moja droga, musiałem ostro zahamować gdyż byłbym rozjechał posilającego się jenota. On w szoku, ja w szoku (w końcu pierwszy raz miałem okazję na czołówkę z jenotem), on do fosy przydrożnej i w krzaki, ja za aparat z nadzieją, że może gdzieś przemknie kawałek dalej. Niestety nie przemknął. Na wszelki wypadek aparatu nie chowałem i dyndał sobie przewieszony przez ramię. Po chwili wyjechałem na łąki z widokiem na Matragonę
44901
i na nich udało mi się upolować jakieś ptaszysko buszujące w trawie
44902

sir Bazyl
08-08-2018, 21:38
Śmignąłem dalej i wkrótce przeleciałem zabytkowym mostem
44903
nad Magurycznym Niżnym i dotarłem do starego cmentarza w Woli Michowej
44904 44905 44906
Stąd betonką puściłem się ku głównej drodze gdzie przydybałem drącego dziób myszołowa
44907

sir Bazyl
09-08-2018, 20:15
Na asfalcie zawróciłem w kierunku Smolnika i mijając rozpostarte nad Osławą mosty wąskotorówki
44909 44910
dojechałem do skrótu wijącego się wzdłuż meandrującej rzeki,
44911
której przeciwległy brzeg obfitował w malownicze skarpy
44912
We wsi zajrzałem na ulicę Henia Lenartowskiego
44913
- na kufelek
44908
I do cerkwi
44914
- na chwilę.
Stąd bród za brodem
44916
i już wcinam pierogi z sarniną w Duszatynie. Po pierogach nabrałem takiego wigoru, że pędząc przez Prełuki zignorowałem most i pociąłem prosto drogą o sympatyczniejszej nawierzchni
44915

don Enrico
11-08-2018, 19:43
(...)
i na nich udało mi się upolować jakieś ptaszysko buszujące w trawie
44902
Długi podpowiadał, że w tej okolicy można spotkać orzechówkę, może to ona była ?

Verid
11-08-2018, 20:51
Ciężko odczytać gabaryt nie mając żadnego punktu odniesienia ale powiedziałbym że drozd. Orzechówka na pewno nie...

sir Bazyl
12-08-2018, 09:37
Długi podpowiadał, że w tej okolicy można spotkać orzechówkę, może to ona była ?


Ciężko odczytać gabaryt nie mając żadnego punktu odniesienia ale powiedziałbym że drozd. Orzechówka na pewno nie...

Oglądam zdjęcia tych ptaków i wygrywa drozd :)

sir Bazyl
13-08-2018, 20:21
Starą drogą przez Prełuki, mijając przydrożne krzyże
44927 44928 44929
dojechałem do następnego brodu, pilnowanego przez hajstrę
44930
Teraz mozolnie sporym podjazdem ku odpicowanej na bogato myśliwskiej kapliczce
44934
Następnie obok ruin starej kapliczki
44935
i rozpostartego blaszanego Chrystusa
44931
popędziłem żwawo dalej, gdyż było już z górki. Po kilku sekundach minąłem zarastający budynek dawnej stacji kolejki wąskotorowej w Rzepedzi
44932
i wyskoczyłem w centrum
44933

sir Bazyl
13-08-2018, 20:25
Stąd skierowałem się do Szczawnego
44936 44937
a następnie leśną stokówką do Średniego Wielkiego. Od górnej części stokówki budowana jest w kierunku południowym nowa autostrada leśna
44938
Z Średniego pojechałem już „normalną” drogą do Zagórza, gdzie około 19.20 wpakowałem się do powracającego Szwejka.