Zobacz pełną wersję : rakietą na Pikuja
don Enrico
28-02-2018, 20:44
tytułem wstępu
Pikuj to najwyższa góra w Bieszczadach , (tak twierdzi wielu, aczkolwiek są też inne zdania)
Legendy mówią , że na to magiczne miejsce dotarła przed wiekami królowa Bona, bo była to granica jej dóbr uzyskanych od króla.
Potem przez setki lat pasmo Pikuja oddzielało Galicję od Węgier.
Gdy 100 lat temu Polska odzyskała niepodległość należało wytyczyć od nowa granice.
Pikuj znów stał się wówczas ważnym punktem granicznym pomiędzy Polską i Czechosłowacją nadano mu więc numer 1 na tym odcinku.
Dziś nie przebiega przez niego granica państwowa, jeno teoretyczna wewnętrzna na Ukrainie pomiędzy obłastią Lwowską i Zakarptcką
* obłast (область) to odpowiednik województwa
.
Na początku roku pojawił się plan , aby specjalną okazję uczcić specjalnym wyjazdem. Plan przygotowywany był na spokojnie i szczegółowo.
Grupa przyjaciół w liczbie 5 osób poruszająca się samochodem osobowym ruszyła na wschód.
Wyjazd miał być łikendowy z przesunięciem fazowym. Zamiast standardowego terminu piątek-sobota-niedziela wybraliśmy przesunięcie o jeden dzień aby uniknąć kumulacji na granicy. Obecnie sporo Ukraińców pracujących w Polsce wraca do swoich domów w tym zwykłym terminie.
Na granicę w Krościenku docieramy w sobotę ok 8-mej rano i zastajemy tylko kilka samochodów, więc całość zamknęła się w 30 minutach.
To o tyle istotne , bo zbyt długie czekanie na odprawę z reguły wprowadza w grupie niepokój i zmęczenie.
Tym razem wjechaliśmy bezproblemowo. Kantor na krzesełku działał (mimo że termometr pokazywał minus 11 stopni) i można było dokonać wymiany waluty.
Na tym przejściu (w Krościenku) są trzy możliwości wymiany.
1. po polskiej stronie jest zaraz za szlabanem budka po prawej stronie z dwoma kantorami
2. po ukraińskiej stronie kantor krzesełkowy (ok 500 m za granicą)
3. po ukraińskiej w pierwszym sklepie spożywczym po prawej stronie (zaraz za stacją)
W tym trzecim punkcie dokonujemy niezbędnych zakupów , bo zaopatrzenie jest pod polską specyfikę.
Dzień pierwszy, rozruchowy.
Aby pogonić poranne senności dobrze jest napić się dobrej kawy w dobrym miejscu.
Dojeżdżając do Chyrowa należy po prawej stronie wypatrywać mało widocznej informacji że w konwikcie jezuickim jest teraz ośrodek wypoczynkowy. Tak, tak, konwikt nabiera nowego biegu, w nowej odsłonie (nie wiadomo jak długo ?)
Skręciliśmy tam i po wąskiej zalodzonej drodze docieramy do bramy, gdzie odśnieża cieć.
Od niego dowiadujemy się że "restoran" otworeny od 12-tej .... nici z porannej kawy.
Nie, nie poddajemy się , kilkanaście kilometrów dalej między Stara Solą i Starym Samborem jest przecież Salzbork
Nie wiem co dosłownie znaczy to niemieckie słowo, kojarzy się z solą (może ktoś rozszyfruje ?)
Fizycznie jest to przydrożny obiekt typu motel , można tu przenocować, ale jest najważniejsze że jest restauracja w plenerowymi domkami.
Z tych domków rezygnujemy (jest przecież sporo na minusie) i zasiadamy w głównej sali na poranną kawę z expresu.
Czy wyprawa na najwyższy szczyt Bieszczadów to tylko same umartwienia i wyrzeczenia ?
Nie !
Można połączyć jedno z drugim.
W tym pierwszym dniu zaplanowaliśmy rozruchowe wejście na jakąś górkę. Jedziemy więc 40 kilometrów dalej do Rozłucza, gdzie przed hotelem wita nas ten sam Pan parkingowy, co pół roku temu co zostało opisane tu
(http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/9695-Skrzynka-pocztowa)Jesteśmy w bramie Bieszczadów i z przyjemnością patrzymy na prawdziwie zimowe krajobrazy jakby żywcem wzięte z Ossendowskiego
.
https://i.imgur.com/lk6Wxb5.jpg
cdn.
No i pewnie znowu kilka kolejnych nieprzespanych nocy:cry: No trudno. A więc snuj się opowieści, snuj (bo rakietą to ty raczej nie pomkniesz).
Nie, nie poddajemy się , kilkanaście kilometrów dalej między Stara Solą i Starym Samborem jest przecież Salzbork
Nie wiem co dosłownie znaczy to niemieckie słowo, kojarzy się z solą (może ktoś rozszyfruje ?)
Jak widzę temat Cię nurtuje od dłuższego czasu bo już co najmniej rok temu, wędrując zimą bez butów na Starostynę kombinowałeś co ten Salzbork może znaczyć.:razz: Chociaż wydaje mi się, że nazwa tego kompleksu turystycznego brzmi Saltzbork. Jak podaje ukraińska Wikipedia za panowania polskiego nazwa tej miejscowości brzmiała Sal(t)zbork ( За польського панування в 1421 р. отримало Магдебурзьке право статус міста із назвою Зальцборк ). Po niemiecku brzmienie tz czy z w takim wyrazie brzmi podobnie. Patrząc na nazwę innej miejscowości o podobnych solnych tradycjach Salzburg trudno się oprzeć wrażeniu, że obie te nazwy mają z sobą dużo wspólnego. Salzburg ( dosłownie solny zamek) po czesku to Salcburk a więc już tylko o krok od Salzborka. Być może taki był zamysł twórców niemieckiej nazwy Starej Soli lub po prostu jakiś skryba spisał co usłyszał i tak się utrwaliło. Ale żeby nie było tak sielsko, ukraińska Wikipedia podaje też niemiecką nazwę Starej Soli jako Salzbrock.:shock:wiki.
(https://uk.wikipedia.org/wiki/%D0%A1%D1%82%D0%B0%D1%80%D0%B0_%D0%A1%D1%96%D0%BB% D1%8C)
don Enrico
02-03-2018, 21:36
Ruszamy z parkingu przed hotelem Sobień główną drogą dzierżąc w rękach rakiety w pokrowcach. Po kilkuset metrach skręcamy w prawo drogą ciągnącą się wzdłuż wsi Rozłucz
Mijamy opuszczone obiekty dawnej przeszłości.
.
44325
.
Widać kunszt dawnych cieśli, to nie są zwykłe chałupy chłopskie, co się w nich mieściło ?
Może ktoś kiedyś pokusi się znaleźć odpowiedź, zanim runą
.
44326
.
Dalej dochodzimy do odnowionego kościółka z pięknym alpejskim zwieńczeniem nad wejściem
.
44327
.
Wieś w głównej osi pnie się w górę wzdłuż potoku , mijamy trzy sklepy, .... no nie, przy trzecim (ostatnim na szlaku) trzeba się zatrzymać i dokonać sprawdzenia oferowanych towarów (płynnych)
Mijamy sanie ciągnione przez konie (obrazek z historii) .
Ddroga robi się coraz bardziej nikła , skręcamy w lewo w stronę łąk
.
44328
.
Warstwa świeżego śniegu jest już na tyle duża, że czas najwyższy założyć rakiety.
Rakiety to taki sprzęt który używa się rzadko, więc pierwsze zakładanie idzie niesporo, ale ponieważ dysponujemy różnymi rodzajami można przy okazji wyciągać wnioski o wyższości jednych rozwiązań nad drugimi (ale to wkleję do stosownego wątku)
.
44329
.
Aby założyć rakiety w warunkach polowych trzeba się pogimnastykować i wykonać zespół odpowiednich skłonów.
W końcu cała grupa już zaopatrzona w sprzęt ruszyła nikłym śladem drogi wchodzącej do lasu.
Trzeba Wam wiedzieć , że na niektórych mapach jest tu oznaczony szlak żółty prowadzący do źródeł Dniestru, ale na mapie łatwiej go znaleźć niż w rzeczywistości.
Naszym wyznacznikiem był ślad drogi, ale nie zdziwiło nas że po wejściu do lasu pokrytego równo białym puchem , ślad zaginął w krzakach.
Pozostało nam iść na czuja w wyznaczonym kierunku, ciągle pod górkę
.
44330
.
Przedzierając się przez krzaki i leśne przeszkody dotarliśmy do grani grzbietu, czyli tuż tuż od źródeł Dniestru które oznaczone studzienką wypływają z przeciwnego zbocza.
Nie mając pojęcia czy to jest na prawo czy na lewo (nie posługiwaliśmy się na tej białej pustyni gps-em) podjęliśmy uchwałę , że cel został osiągnięty
Zapis z rejestratora trasy (loggera) pozwala w domowym zaciszu odczytać parametry czyli 4,75 km w jedną stronę z przewyższeniem 380 m maksymalne poziom 905 m
i bardzo blisko źródła , ale nie to jest w tym momencie ważne.
.
44331
Ważne , że wykonaliśmy zaplanowany rozruch i sprawdzenie marszu w trudnym puchowym śniegu.
Po raz kolejny mogę tylko potwierdzić , że na duże opady świeżego śniegu nie ma mocnych, nie pomogą ani rakiety , ani narty.
Po powrocie do auta wszyscy byli rozgrzani i zmęczeni , dlatego chętnie skorzystaliśmy z oferty hotelowej restauracji aby spożyć coś na ciepło.
Do celu dnia dzisiejszego pozostało niby niewiele, ale to ok 60 km , co w warunkach ukraińskich nabiera innego wymiaru
.
44332
.
Pierwszy odcinek drogi Rozłucz - Turka już był w ubiegłym roku pokryty nowym asfaltem
, ale boczny odcinek Borynia - Matków który tak mocno przeżył kolega Bertrand opisując w tej (http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/9504-Jak-Bertrand-przegra%C5%82-z-Pikujem-czyli-zapraszam-do-ogniska) relacji, już nie był łagodny.
Ku mojemu zdziwieniu nie można pochwalić nowej nawierzchni tej drogi, bo zimą pokryta jest głębokimi nabojami lodowymi
które głaszczą podniebienie samochodu.
.
44333
.
Można jechać "górną warstwą" ale wówczas kołysanie jest dużo większe .
To wszystko nie nie jest dziwne, po co odśnieżać, gdy samochód spotykamy raz na 5 km ?
Pokonanie 60 km w 1,5 km to rezultat w sam raz
Docieramy do "Bojkowskiej Chaty " we wsi Husne Wyżne już po zmroku.
don Enrico
02-03-2018, 21:50
Jak widzę temat Cię nurtuje od dłuższego czasu bo już co najmniej rok temu, wędrując zimą bez butów na Starostynę kombinowałeś co ten Salzbork może znaczyć.:razz: Chociaż wydaje mi się, że nazwa tego kompleksu turystycznego brzmi Saltzbork. Jak podaje ukraińska Wikipedia za panowania polskiego nazwa tej miejscowości brzmiała Sal(t)zbork ( За польського панування в 1421 р. отримало Магдебурзьке право статус міста із назвою Зальцборк ). Po niemiecku brzmienie tz czy z w takim wyrazie brzmi podobnie. Patrząc na nazwę innej miejscowości o podobnych solnych tradycjach Salzburg trudno się oprzeć wrażeniu, że obie te nazwy mają z sobą dużo wspólnego. Salzburg ( dosłownie solny zamek) po czesku to Salcburk a więc już tylko o krok od Salzborka. Być może taki był zamysł twórców niemieckiej nazwy Starej Soli lub po prostu jakiś skryba spisał co usłyszał i tak się utrwaliło. Ale żeby nie było tak sielsko, ukraińska Wikipedia podaje też niemiecką nazwę Starej Soli jako Salzbrock.:shock:wiki.
(https://uk.wikipedia.org/wiki/%D0%A1%D1%82%D0%B0%D1%80%D0%B0_%D0%A1%D1%96%D0%BB% D1%8C)
Dzięki za zgłębienie tematu, widocznie byłem zbyt leniwy aby wejść w ukraińską wikipedię,
Ja tak prymitywnymi metodami pytałem ludzi o nazwę , ale bez rezultatu
Dzięki za zgłębienie tematu, widocznie byłem zbyt leniwy aby wejść w ukraińską wikipedię, Nie sadzę:lol: A w oczekiwaniu aż rakieta na Pikuj wystartuje na dobre można luknąć tutaj (http://dir.icm.edu.pl/pl/Slownik_geograficzny/Tom_XI/222) aby dowiedzieć się nieco więcej o miejscowości Starasól ( też taka nazwa kiedyś była w użyciu).
don Enrico
03-03-2018, 20:05
Kończymy pierwszy dzień kolacją zamówioną u gospodarza i wieczornym ustalaniem planu na jutrzejszy dzień.
W "chacie" oprócz nas jest pięć dziewczyn z Polski , miejscowi rzadko wychodzą w góry zimą.
Plan jest na Pikuja jest prosty dajemy sobie czas 5 godzin na wyjście i 3 godziny na zejście (+rezerwa na wszelkij słuczaj)
Rankiem temperatura spadła poniżej dwudziestu kresek, co budzi niepokój, ale ..
Wstajemy po szóstej i wkrótce wita nas słoneczko promykami wymykającymi się nad okolicznymi górkami.
.
44334
.
To dobry prognostyk, po wczorajszym zachmurzonym dniu.
Wychodzimy przez wrota "Bojkowskiej Chaty" przekraczamy mostek na potoku i zaraz skręcamy w prawo idąc po wytartym śladzie na śniegu.
Rakiet nie ma sensu zakładać po jest przedeptane
.
44335
.
Na końcu polanki droga przeskakuje przez potok , więc odbijamy 90 stopni w lewo i można tu było dostrzec nowy obiekt drewniany typu wiata
.
44336
.
Teraz wznosimy się w górę idąc grańką. Idziemy wyraźnie przetartym szlakiem. Nie według oznaczeń, bo tych tu nie ma w ogóle, tylko według tego co widać na śniegu.
Skąd wziął się tak doskonale przetarty szlak...?
I tu dochodzimy do sedna, bo trzeba Wam wiedzieć , że dwa tygodnie wcześniej nasza koleżanka forumowa J. zorganizowała tajną grupę 20-osobową która w całkowitej tajemnicy i we mgle przetarła ten szlak z Husnego na Pikuja, a ponieważ w między czasie nie było intensywnych opadów my szliśmy jak po maśle.
.
44337
.
Nie było potrzeby zakładać rakiet, zatrzymywaliśmy się tylko aby pochłonąć skrzącą się zimę na buczynach
.
44338
.
albo zobaczyć jawor z tajemniczą dziuplą który rozłożył się w górnej warstwie lasu
.
44339
.
Gdy wychodzimy powyżej granicy lasu pojawiają się pierwsze widoki w stronę Ostrego Wierchu
Pogoda jest przyzwoita, ale tu na otwartej przestrzeni połonin odczuwalny jest mocny wiatr
.
44340 .. 44341
.
Ten wiatr pozawiewał trakt wytyczony przez tajną grupę w śniegowej płaszczyźnie.
Czas liczyć tylko na siebie.,teraz już zakładamy rakiety
44342
sir Bazyl
04-03-2018, 13:06
Kończymy pierwszy dzień kolacją zamówioną u gospodarza...
Lenie patentowane ;) , czyż nie przyjemniej na świeżym powietrzu?:
44363
Ale w ostatni wieczór spędzony już w Libuchorze, mimo iż kolacji nie zamawialiśmy, gospodarze, którzy przygarnęli nas do swego domu, poczęstowali nas czym chata bogata
44364
Czas liczyć tylko na siebie.,teraz już zakładamy rakiety
44342
Tak, tak, to jest miejsce słynące z ubierania rakiet :-P . Jak widać na poniższym zdjęciu nie wszyscy w to uwierzyli ale po kilkudziesięciu metrach nie trzeba było ich już przekonywać
44362
I muszę Enrico zdementować pogłoski, jakoby to Jimi przetarła ścieżkę! To zrobiła grupa, z którą szedłem 28 grudnia a Jimi tylko udeptała ;)
W poprzedni weekend była niezła pogoda więc pewnie widoki z Pikuja też były przednie. Pewnie niedługo się o tym przekonamy :)
don Enrico
05-03-2018, 21:40
(...)
Tak, tak, to jest miejsce słynące z ubierania rakiet :-P . Jak widać na poniższym zdjęciu nie wszyscy w to uwierzyli ale po kilkudziesięciu metrach nie trzeba było ich już przekonywać(...)
Następna tajna ekspedycja zamontuje w tym miejscu tablicę z napisem
RAKIETY WŁÓŻ
....
Wystarczy zatrzymać się na chwilę, na złapanie kadrów ze śnieżnymi chochołami lub drzewami w przebłyskującym słoneczkiem a już byłem na końcu grupy
.
44366.... 44365...
.
i nie przeszkadzał coraz mocniejszy wiatr, który lodową pokrywę ugłaskał i wyrzeźbił na swój sposób
.
44367
.
Każdy krok przybliżał nas do celu , ale generował większe zmęczenie
Chmurka odeszła na chwilę więc radośnie można było popatrzeć na nasz cel, niby w zasięgu, ale jeszcze tak odległy
.
44368
.
Z każdym krokiem wydaje się coraz bliżej , ale na grani wiatr wieje coraz mocniej.
Na dole w czasie wyjścia było około 20 stopni poniżej zera, tu południowe słońce przełamywało do kilkunastu, ale ten wiatr zatykający oddech, najgorszy jest wiatr.
Moment oddechu i retoryczne pytanie : idziemy czy zawracamy ?
Jeszcze ostatnie podejście pod skalną grzędę
.
44369
.
Czym jest człowiek wobec tego bezkresu bieli zamykanego chmurkami przeganianymi po grzbiecie.
Jeszcze ostatnie sprężenie i można dopaść grzędy skalnej gdzie za zawietrzną łapiemy oddech
Jakże ciekawie wygląda od dołu, ten paskudny betonowy obelisk.
Zima przybrała go w przecudną kołderkę, szkoda że przenikliwy wiatr nie pozwala na zbyt długie przebywanie
.
44370
.
Szczyt Pikuja zdobyty. LUTY 2018,
ale czy jaki to ma sens ? - zapyta ktoś ?
i słusznie zapyta.
To moje ósme wejście na Pikuja (trzecie zimowe) i potwierdzam - to nie ma sensu
Jednak jest coś co nie potrafię wytłumaczyć, w towarzystwie przyjaciół, najbardziej bezsensowne działanie zamienia się przyjemne wspomnienia
...
ale, ale ...być na szczycie i nie zrobić sobie grupówki ?
Nie wiedziałem , że wyciągnięcie na chwilę dłoni z ciepłych rękawiczek, aby ustawić aparat to taki wysiłek na pograniczu odmrożenia
(płatki śniegu wpadają na obiektyw, a wiatr zawiewa nam w twarz)
.
44371
.
a tu następny wysiłek jeszcze czeka człeka,
bo zwyczajem górskim jest, uczcić zdobycie szczytu odrobiną płynu niezamarzającego - odmierzanego Wielką Rawką.
Pozostaje jeszcze zrobić ostatnie zdjęcie na szczycie.
.
https://i.imgur.com/lMFnb0q.jpg
Następna tajna ekspedycja zamontuje w tym miejscu tablicę z napisem
RAKIETY WŁÓŻ
W wersji dla piśmiennych:
44372
i mniej gramotnych ( znaczy obrazkowych):
44373
:razz:
https://i.imgur.com/lMFnb0q.jpg
Śliczny ten Pikujowy Jezus jest.
Śliczny ten Pikujowy Jezus jest. To nie jest jeden z uczestników?:shock:;)
don Enrico
07-03-2018, 19:03
(...)
i mniej gramotnych ( znaczy obrazkowych):
44373
:razz:
Dobry pomysł, trzeba tylko również wprowadzić znaki odwoławcze.
Z powodu braku odwoławczego już na szczycie Pikuja zacząłem zdejmować rakiety, bo powierzchnia śnieżna na grani była cienka i twarda.
Zdjąłem pierwszą, niestety, opaska w drugiej się zablokowała i nie można było jednej zdjąć, zimny wiatr nie pozwalał na szczegóły
Idę więc jak inwalida, obuty w jedną rakietę, stąd skojarzenie do tytułu wątku "rakietą na Pikuja"
.
Zejście z reguły jest łatwiejsze i szybsze i tak było tym razem. Ponieważ nie było "znaku odwołującego" jedni zdjęli rakiety na granicy lasu a inni dopiero po dotarciu do chutoru który był naszą bazą
.
44374
.
Jeśli się dobrze wpatrzeć , można dostrzec maszt z powiewającymi flagami. Zestaw rzadko spotykany w tym kraju.
Na dziedzińcu przywitał nas gospodarz i ustaliliśmy wieczorny plan rekreacji celem podładowania nadwyrężonych sił.
Chętni mogli zapoznać się ze sprzętem używanym w tym rejonie a jesteśmy w centrum Bojkowszczyzny
44375
.
Kolejny ranek powitał nas siarczystym mrozem (-22) i krystalicznie oświetlonym Pikujem.
Rozliczamy się za kwaterunek i po długich dyskusjach z silnikiem naszego pojazdu, przekonujemy go do pracy.
.
44376
.
Ostatnie spojrzenie z westchnieniem
Ech , tam byliśmy !
może jeszcze uda się kiedyś powrócić ?
koniec
Dobry pomysł, trzeba tylko również wprowadzić znaki odwoławcze.
Z powodu braku odwoławczego już na szczycie Pikuja zacząłem zdejmować rakiety, bo powierzchnia śnieżna na grani była cienka i twarda.
Zdjąłem pierwszą, niestety, opaska w drugiej się zablokowała i nie można było jednej zdjąć, zimny wiatr nie pozwalał na szczegóły
No cóż. Bez znaku odwołania nie należy rakiet zdejmować. To powoduje problemy. Odwołanie nakazu należy nosić ze sobą w plecaku bo , jak sam widzisz, nigdy nie wiadomo w którym momencie może się przydać.:-P
Na kolejny zimowy lot rakietą się piszę.
PS. A nóż do przecinania pasów dobrze mieć w plecaku.Hа всякий випадок.
O jakie fajne zdjęcia! To super, że nasz tor przedeptany się zachował choć trochę czasu minęło, bo my większą grupą byliśmy 4 lutego. Śniegu tyle nam nasypało, że gospodarz Bojkowskiej Chaty mówił że na pewno nie uda nam się przez niego przebrnąć :) Torowanie to była mordęga - rakiety założyliśmy już w Husnem bo innej opcji nie było. Cały dzień w rakietach więc po południu po ich zdjęciu czułam się lekka jak piórko :D To było też moje 3 zimowe wejście na Pikuj (co roku pod rząd) -ale widoki jeszcze nigdy nam nie dopisały :) :)
O Ku... takiej zimy w Biesach to jeszcze nie widziałem
don Enrico
09-03-2018, 20:44
O(...)To było też moje 3 zimowe wejście na Pikuj (co roku pod rząd) -ale widoki jeszcze nigdy nam nie dopisały :) :)
No widzisz , pogoda rozdaje karty. Jeszcze nie tak dawno, na początku stycznia deszcz przegonił mnie spod Tarnicy, a Tobie się fartnęła pogoda, tym razem było odwrotnie.
Gdy siedzieliśmy na bazie w Bojkowskiej Chacie dziewczyny które przyjechały dzień wcześniej miały fatalną pogodę i mimo przetartego szlaku doszły tylko do połonin zasłoniętych tumanem i odwróciły.
Jak się jedzie na jeden dzień to trudniej trafić w okno pogodowe.
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.