nic dziwnego, ze WRAZENIA OGROMNE!!!
Ach, Agajotko, czułem się jakbym wędrował w Twoim towarzystwie po tych szlakach znajomych, w okolicy Tarnicy dumnie rozciągnionych! No cóż, wybrałaś akurat najbardziej chyba ludne miejsca w Bieszczadach naszych drogich, w jeden z najbardziej obsypanych ludzką stonką weekendów! Polecam goąco wypady wrześniowo - październikowe lub nawet kiwertniowe! Gdy z druhem mym drogim (też na tym forum głos często zabierającym, choć bardziej w pierogach niż plackach gustującym) byłem w Bieszczadach ok 15 kweitnia, przez dwa dni ducha żywego nie spotkaliśmy! Słońca było wprawdzie mniej, ale i atmosfera bardziej swojska w schroniskach, gdzie święty Piotr z herbatą czeka i z zaserwowaniem placków nie zwleka! Sam takowe w bacówce pod Hionem ludzikom przygotowywać pomagałem i zerkałem, jak czyni to Łukasz pod Jaworcem! Dobre miejsce, gorszy czas, ale... uszy go rócy (nawet to lewe, bieszczadzkim Słońcem spalone!) Następonym razem będzie jeszcze lepiej! Zawsze jest....
Barszczyk pozdrawia!
Re: nic dziwnego, ze WRAZENIA OGROMNE!!!
Ale ja dopiero zaczynam, wlasnie teraz poczulam czym jest bieszczadzki bakcyl, o ktorym tyle czytalam na tym zacnym forum.Faktycznie, przyznaje, mogłam wybrac mniej popularny na wyjazdy okres, ale byl to jedyny czas kiedy moglam sobie pozwolic na cale trzy dni wedrowania :( A jesli chodzi o wedrowanie w moim towarzystwie, to bardzo chetnie ale za czas jakis, gdy kondycja bedzie lepsza, zadyszka przestanie lapac w polowie nawet niewielkiego wzniesienia, a nogi przyzwyczaja sie do maszerowania, wlasnie zaczynam nad tym pracowac i mam nadzieje, ze wkrotce bedzie lepiej, tym bardziej ze kolejne wedrowanie zaplanowane jest juz na czerwiec, niestety znowu bedzie krotko, ale lepiej krotko...Tym razem jednak, planujemy wyruszac na szlaki o swicie, moze to pozwoli uniknac korkow na trasach. A w pazdzierniku juz na urlop i caly tydzien w Bieszczadach...:)))W pierogach z nadzieniem wszelkim gustuje moj kompan od zycia i od wedrowek, ktorymi z reszta sam mnie zarazil i z cala pewnoscia bedziemy kosztowac te bieszczadzkie gotowane, okraszane i zapiekane...mmm...
Tymczasem pozdrawiam goraco z nizin.