Odp: Bieszczadzkie mustangi
no to się wprost porobiło ...
Odp: Bieszczadzkie mustangi
Odp: Bieszczadzkie mustangi
Nooo, to trza uważac na szlaku. Idzesz sobie spokojnie, aż tu nagle zza pokrzyw wyskoczy kuń i hyc - pokryje!! I co wtedy?
Odp: Bieszczadzkie mustangi
Odp: Bieszczadzkie mustangi
uwaga co piszecie, bo jeszcze ktoś zamknie forum za propagowanie treści nie po linii:)
1 załącznik(ów)
Odp: Bieszczadzkie mustangi
Jak nie ma o czym pisac, to pisze sie jakąś bzdurę bo zapełnić miejsce w gazecie. W Bieszczadach jest wiele grożniejszych zwierząt niż czyjeś konie. A tak przy okazji - jak ktoś ma okazję, warto korzystać z drogi z Terki do Dołżycy / to dla tych co mogliby przypadkiem w te gazetowe prawdy uwierzyć/.
Odp: Bieszczadzkie mustangi
Całkiem poważanie - nie wiem, czy dla hodowcy koni takie przypadkowe pokrycie klaczy to taka błahostka czy "bzdura". Co do zagrożenia dla ludzi, to też bym wiary nie dała - konie to płochliwe stworzenia, te dzikie chyba szczególnie.
Jeśli się mylę, chętnie przyjmę naukę od kogoś mądrzejszego.
pozdrawiam
Odp: Bieszczadzkie mustangi
Cóż, ogier kryje, bo od tego jest. Może pokryć klacz z jeźdźcem, co bywa i śmieszne i straszne.
Ma również instynkt posiadania. I każdego, kto zechce zbliżyć się do JEGO stadka pań będzie chciał odgonić. Może to być dość bolesne.
Myślę, że to duży brak odpowiedzialności ze strony hodowcy.
Pozdrawiam
Długi
Odp: Bieszczadzkie mustangi
Tak to jest problem.
Tylko, że stado to 5 sztuk, a właściwie już 4, 1 ogier i 3 wałachy.
Inaczej to wygląda w porównaniu z wołosatem? A jakaż sensacja...
Co prawda p. Budzyński do zdrowych nie należy (każe się nazywać Niedźwiedziem Bieszczadzkim) i o istnieniu elektrycznego pastucha pojęcia nie ma albo mieć nie chce, a odpowiedzialny to nie jest....bo buja w książkach Karola Maya.
Lech