Odp: majowe Góry Izerskie
Omijamy Stóg Izerski wiedzac, ze jutro i tak tam trzeba będzie przejsc a mamy przypuszczenia , ze tam będzie masakra... Idziemy szeroka, lesna, nieznakowana droga, przy której znajduja się dwa budynki. Jeden z nich, chata nadlesnictwa , moglaby być symbolem polskich lesnych obiektow- ze zwalonym już dachem, ale drzwi zabite dechami i zamkniete na wielka klodke, coby przypadkiem żaden wedrowiec nie znalazl tam schronienia. Drugi to chyba jakiś domek mysliwski, tez zamkniety na glucho, ale przynajmniej ma zadaszona werande gdzie można się kimnąc w razie deszczu.
Niedaleko Smreka spotykamy Stridera i razem idziemy na wieze gdzie poczatkowo zamierzamy spac.
http://images50.fotosik.pl/902/741fcd1ae825d871.jpg
Faktycznie jest tam na dole pokoik, ale siedzi paru Czechow i byloby dosyć ciasno. No i jakos malo klimatyczne nam się to miejsce wydaje, jakieś takie zimne i nowe.. Zatem ogladamy widoki z wiezy i cofamy się do wiaty na dawnym turystycznym przejsciu granicznym. Dawniej siedzieli tam pogranicznicy a teraz gdy weszlo Schengen wiaty zostaly opuszczone. Kiedys zastanawialam się czy dostrzegam jakieś plusy UE- i właśnie znalazlam pierwszy- te graniczne wiaty!! ;)
http://images39.fotosik.pl/894/979dea5612bc39b4med.jpg
Nasza wiatka jest wrecz idealna na 4 osoby: drewniana podloga, balkonik, stolik, zamykane drzwi, Strider znajduje tez laweczke, nie wiedziec czemu wrzucona na dach. Poki jest jasno zbieramy chrus na ognisko i budujemy z kamieni krag przy drodze. Potem ognicha ostatecznie nie robimy , bo noc jest wyjatkowo zimna a we wiacie już nachuchalismy, nagrzalismy palnikami i nam się nie chce wylazic.
Franek dociera dość pozno. Okolica robi się pusta- tylko my i mgla, w której się niosa dzwieki gitary. Wieczor mija nam na konsumpcji przyniesionej przez franka kofoli z rumem i innych specyfikow wygrzebanych z plecakow. Snuja się rozmowy o puszczy kanadyjskiej, pieszych wedrowcach w USA przemierzajacych pieszo trase między oceanami, opuszczonych miastach na Alasce, czy ksiazkach podrozniczych. Zastanawiamy się tez nad mzoliwoscia omijania jazów i śluz podczas kajakowych czy pontonowych splywow Odra czy Wisła. Wracaja tez wspomnienia roznych pijackich imprez typu studniowka czy półmetek. Zapadla mi w pamiec zwłaszcza jedna opowiesc o koledze z klasy, który najpierw utaplal się w kibelku, potem wpadl do rzeczki-ścieku, a na koniec ojciec go wiózł do domu w bagazniku ;)
Wieczor jest wyjatkowo chlodny i caly czas mysle o cieplutkiej kamizelce, która zostala w szafie....
http://images46.fotosik.pl/850/1ba7cf603ece9ca7med.jpg
http://images49.fotosik.pl/901/46369ba1c6d60650med.jpg
Ranek wita nas sloneczny.... i tłumny.. Non stop przewijaja się jacys spacerowicze lub przemykaja stada rowerzystow w pedalskich wdziankach. Wygladaja jak stada klonow, odlewane taśmowo z jednej formy. A może to ciagle ci sami jezdza w kolko?
My sobie jemy sniadanko na trawie a oni na nas patrza jak na kolejna atrakcje na sciezce dydaktycznej, której o dziwo nie było w kolorowym folderku. Rozwazamy, ze warto by posadzic w krzakach kukłe niedzwiedzia i puszczac z plyty jego ryk ;) i robic zdjecia ;)
Im dalej w strone Świeradowa tym gorzej.. A na to co dzieje się na Stogu Izerskim to najlepiej spuścic zasłone milczenia...
Najbardziej robia wrazenie rowerzysci, którzy wjezdzaja na szczyt kolejka, aby potem zjechac rowerami w dół w szalonym pędzie. Zwykle są tak obwieszeni specjalistycznym ,markowym sprzetem jakby się co najmniej wybierali w podroz dookola swiata.. No i ja chyba wole kłady i motory na gorskich szlakach- one przynajmniej rykiem silnika obwieszczaja , ze się zblizaja.. Rowerzysci natomiast atakuja znienacka, wyskakujac nagle zza zakretu i nie bardzo jest czas by uskoczyc w krzaki.. Dziecko albo osoba starsza raczej nie ma szans...
Ogolnie w parku miejskim w Oławie czy Bytomiu to są dzikie ostepy prastarej puszczy, nieprzebyte knieje dla dzielnych odkrywcow, nieskazona przyroda i dzwoniaca w uszach cisza..
W Świeradowie pijemy darmowa wode mineralna ( z okazji dnia dziecka). Przed pijalnia kupujemy z topeerzem zwęglone kielbaski (takie jak lubie najbardziej). Mozemy tez obserwowac mily festyn dla kuracjuszy- zespol spiewa znane przeboje i piesni biesiadne, a obok pląsaja radosnie w kółeczku wczasowicze, srednia wieku 70-80 lat. A ile radosci na ich twarzach, niejednemu mlodemu by się przydalo!
Dalej podązamy do Krobicy, gdzie zwiedzamy opuszczony zaklad przerobu łupka. Z dachu wysokiego budynku podziwiamy widoki na Sępią Góre. Pusto, cicho, tylko my i wiatr... Az się nie chce wierzyc , ze tak blisko a tak daleko... Jakby inny swiat...
http://images39.fotosik.pl/894/0e48164a4b9b88af.jpg
http://images49.fotosik.pl/901/d0227bbf899aac8bmed.jpg
http://images43.fotosik.pl/902/8dab410446713f19med.jpg
No i zrobilo się pozno... zatem musimy zrezygnowac w odwiedzenia wsi Kotlina i dymarek kaczawskich. Trzeba wracac do domu. Humor poprawie zakupiona w Złotoryi siatka lwóweckiego. No i perspektywa, ze jutro ruszam na krakowskie forty!
Więcej zdjec:
https://picasaweb.google.com/czeburi..._GoryIzerskie#
https://picasaweb.google.com/czeburiek/201105_Krobica#