-
9 załącznik(ów)
Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Mam nadzieję, że sir Bazyl nie będzie miał mi za złe, że podczepiam się pod jego wątek, ale uwielbiam chaszczem się sztachnąć:). Przynajmniej co jakiś czas, aby nie stać się niewolnikiem następnego nałogu. Obiecałem don Enroco swoją poprawę, więc postaram się z tego wywiązać tak, aby słowo ciałem się stało:). Dzień 21 czerwca 2011 roku zapowiadał się pięknie a będąc w Bieszczadach nie warto było czasu tracić na jakieś tam .... Postanowiłem ponownie zawitać do "worka bieszczadzkiego" i wymyśliłem sobie taką oto trasę:
Załącznik 33578
Drogowskazy jasno wskazywały kierunek moich wcześniejszych założeń:
Załącznik 33579
Droga trochę przypominała mi dawne podróże do NRD ale ja szedłem na wschód w poszukiwaniu jakiejś cywilizacji:). Zarówno na wschodzie jak i na zachodzie widoki bardzo przyjemne. Czyli jak to już ktoś wcześniej zauważył, w Bieszczadach warto czasami spojrzeć do tyłu.
Załącznik 33580 Załącznik 33581
Patrząc po okolicznych i trochę oddalonych wzgórzach, pomyślałem sobie, że fajnie by było, gdyby tak w bezpiecznej odległości, popasał niedźwiadek to miałbym ciekawą fotkę. Jedynie co zobaczyłem, to ruiny cerkwi. Próba bliższego podejścia do niej zakończyła się tylko przemoczeniem butów. Może to i dobrze, gdyż to co dowiedziałem się później na forum, mogło to mieć przykre konsekwencje.
Załącznik 33582
Podziwiając umiejętności bobrów pomaszerowałem dalej betonową drogą i co jakiś czas zerkałem na oddalającą się cerkiew.
Załącznik 33583
Droga zmieniła się na bardziej chaszczowatą ale niezbyt uciążliwą. Nadszedł czas aby zmierzyć się z Kiczerą Sokolicką. Po niedługim czasie trafiła mi się piękna alejka a na niej niespodzianka. Lekki wiaterek wiał od Tarnicy a miękkie podłoże skutecznie zagłuszało moje kroki.
Załącznik 33584
Wolno przemieszczając się wzdłuż młodych świerków, usłyszałem delikatny szelest. Pomyślałem, że pewnie jakaś łania sobie posiłkuje. Zwolniłem i spojrzałem w prawo, w małą przerwę pomiędzy choinkami. To co zobaczyłem, to przerosło moje wcześniejsze oczekiwania. Z odległości ok. 3 m patrzył na mnie zdziwionym wzrokiem potężny niedźwiedź. Oczywiście o zrobieniu zdjęcia, mowy nie było. Aparat w plecaku (już tego nie robię), a on stoi w jeżynach i nie spuszcza ze mnie wzroku. Podeprę się zdjęciem z internetu aby przybliżyć to co w tamtej chwili widziałem.
Załącznik 33585
Z małą różnicą, kolor futerka miał bardziej brązowy i był zdecydowanie starszy czyli większy. A teraz, jaka była moja reakcja, gdyż to pewnie czytających zainteresuje. Mając w pamięci lekturę i filmy z Bruce Lee, zastosowałem jego metodę straszenia przeciwnika. To były tylko przebłyski podświadomości, gdyż o myśleniu w takiej sytuacji, to można zapomnieć. Podniosłem do góry ręce razem z kosturem, który jest bardzo przydatny w sytuacjach ekstremalnych i wydałem z siebie dźwięk o wysokiej częstotliwości. Później sprawdzałem to na napastliwych psach i również skutkuje. Lepiej jak gaz pieprzowy. Uciekają z podwiniętym ogonem bez względu na swoją wielkość. Policyjne pewnie są bardziej odporne ale sprawdzać nie będę:). Natomiast niedźwiadek odwrócił się i pobiegł w znanym tylko sobie kierunku. Przez kilkanaście sekund słyszałem jego pomrukiwania i odgłos przedzierania się przez chaszcze. Oddaliłem się z tego miejsca już w zdecydowanie szybszym tempie a głowa obracała się na szyi we wszystkich kierunkach.
Po wyjściu na stokówkę spotkałem regulaminowo wyposażonych rowerzystów, którzy zapytali mnie, gdzie tu jest jakiś sklep w którym można coś kopić do jedzenia a szczególnie do picia. Kiedy uświadomiłem im w jakim są miejscu i podzieliłem się na gorąco swoimi przeżyciami, to tylko usłyszałem, to my już sobie pojedziemy do Tarnawy. Po zamknięciu pętli którą w tym dniu zrobiłem i dotarłem do samochodu, zobaczyłem informację, która w tym momencie nie była mi już przydatna.
Załącznik 33586
Wszystko dobre co się dobrze kończy:).
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
....dobre, ale Ty okazałeś się chyba bardziej agresywny... z tym dżwiękiem o wysokiej częstotliwości;)
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
przemolla
....dobre, ale Ty okazałeś się chyba bardziej agresywny... z tym dżwiękiem o wysokiej częstotliwości;)
Pewnie tak:), wykorzystałem chwilę jego zaskoczenia i okazałem swoją "wielkość", jednak nikomu nie życzę takiego bliskiego spotkania. Ma to swoje uroki ale nigdy nie wiadomo jaki będzie tego finał. Na pewno, gdyby to była samica z młodym, to tak słodko by się to nie skończyło. Dlatego, podczas indywidualnych wycieczek, to lepiej wcześniej informować prawowitych mieszkańców o swojej obecności na ich terenie.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Robiłem tą traskę w odwrotnym kierunku, mnie miś zdybał w młodniku "na osobności", burczał okrutnie więc dzielnie dałem nogę. Też widziałem to ostrzeżenie już po wszystkim. Ale tego że ich tam grasuje 7 szt to dowiedziałem się dużo później :twisted:
Trasa kapitalna ;)
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
łał - zdjęcia piękne, ja chcę na sokoliki !!!!! tam jeszcze nie byłam ;( magia. A historia z niedźwiedziem i później ta straszna kartka -niesamowite
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
Browar
Ale tego że ich tam grasuje 7 szt to dowiedziałem się dużo później :twisted:
Trasa kapitalna ;)
Całe szczęście, że nie przemieszczają się stadnie, tak jak to lubią robić żubry.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Zbyszku! Piękne chaszcze wywędrowałeś nam tutaj :)))
Mam nadzieję, że to tylko odcinek pilotażowy całej serii - od czerwca 2011 wędrówek pewnie było znacznie więcej. :)
Chyba już kiedyś pisałam, ze zazdroszczę odwagi tym, którzy wędrują w pojedynkę. Chyba wtedy najbardziej można poczuć smak wędrowania.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
asia999
Zbyszku! Piękne chaszcze wywędrowałeś nam tutaj :)))
Mam nadzieję, że to tylko odcinek pilotażowy całej serii - od czerwca 2011 wędrówek pewnie było znacznie więcej. :)
Chyba już kiedyś pisałam, ze zazdroszczę odwagi tym, którzy wędrują w pojedynkę. Chyba wtedy najbardziej można poczuć smak wędrowania.
:grin: Asiu, serdecznie dziękuję za miłe słowa. Zacząłem jak Alfred Hitchcock w swoich filmach:). Takich groźnych sytuacji już więcej nie było, chociaż spotkania z innymi mieszkańcami Bieszczadów i owszem bywały. Przyznaję, że tych moich wędrówek trochę się uzbierało, było ich wiele przed 2011 rokiem i jeszcze (pewnie) więcej po 2011 roku. Wszystkie są zarchiwizowane i w jakiś sposób udokumentowane aby można było do nich w miarę szybko dotrzeć. Ubolewam, że wstawienie ruszających się zdjęć:) na nasze forum jest kłopotliwe i możliwe tylko poprzez YouTube. A z drugiej strony, nie wszystkie mogą być publicznie demonstrowane. Z racji odległości, która dzieli mnie od Bieszczadów, mogę sobie pozwolić (jak na chwilę obecną) jedynie 2 razy w ciągu roku tam zawitać. Ale jak już pojadę to przez 2 tygodnie moja dusza szaleje a w czasie ostatniego pobytu we wrześniu odwiedziłem 24 miejsca. Wiele taras jest wszystkim, tu obecnym, doskonale znana a nawet opisana, tak więc powielanie ich, wydaje mi się mało sensowne. Jednak pomimo tego, postaram się jeszcze coś chaszczowatwgo umieścić aby wątek sir Bazyla nie zaginął:).
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
zbyszek1509
:grin: pomimo tego, postaram się jeszcze coś chaszczowatwgo umieścić aby wątek sir Bazyla nie zaginął:).
A co się tak o Bazyla martwisz? Bazyl se poradzi;). Załóż własny, Zbyszkowy, wątek. Bo początki, zgadzam się, obiecujące.
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
A co się tak o Bazyla martwisz? Bazyl se poradzi;). Załóż własny, Zbyszkowy, wątek. Bo początki, zgadzam się, obiecujące.
Też podoba mi się Zbyszkowe pisanie i zgadzam się z Piskalem w 100% ! Ale mam dobrze - piszą już za mnie, odpowiadają, a kto mi jutro obiad ugotuje? :mrgreen:
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
A co się tak o Bazyla martwisz? Bazyl se poradzi;). Załóż własny, Zbyszkowy, wątek. Bo początki, zgadzam się, obiecujące.
Jasne!! sir Bazyl to potęga i nawet mi przez myśl nie przeszło, że jest zagrożony:). Jednak pobudki były inne. Wątków o relacjach z różnych wędrówek po Bieszczadach jest wiele, natomiast o pewnych zakamarkach a szczególnie o chaszczowaniu, jest tylko jeden. Zresztą w takim towarzystwie to zawsze przyjemniej:). Natomiast to co napisałem "aby wątek sir Bazyla nie zaginął:). " to tylko w formie przekory, na chwilową niemoc forum i myślę, że tak to zostało odebrane:). Jeżeli jestem w błędzie, to "sypię głowę popiołem" (cytat z dawniejszej wypowiedzi sir Bazyla). Jak to przyjemnie uczyć się od mądrzejszych!.
Natomiast na ugotowanie obiadu, to już sir Bazylu, z mojej strony nie licz, no chyba, że spotkamy się w restauracji a jeszcze lepiej w barze mlecznym:).
A za ciepłe słowa dziękuję :grin: .
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Chyba już kiedyś pisałam, ze zazdroszczę odwagi tym, którzy wędrują w pojedynkę. Chyba wtedy najbardziej można poczuć smak wędrowania.[/QUOTE]
Asia tak napisała to odpowiadam, że często łażę sam ale tylko z powodu braku towarzystwa. Wcale nie jest tak fajnie, szczególnie gdy zauważy się łapki w błocie albo jak coś wyfrunie prawie spod nóg - serce biło mi gdzieś w gardle. Pisałem już kiedyś, że spotkałem wilka pod Magurycznym i jedna z myśli jaka mnie prześladowała to taka, że wilk wyczuwa chorą zdobycz na kilometry i pomyślałem wtedy, że chyba jestem już słaby skoro wychodzi prosto na mnie. Wilk wedle mojej oceny chory nie był, o tym dniu nabazgrałem:
Ranek przywitał mnie śniegiem. Około 8 rano byłem już pod cerkwią. Ubrałem się bardzo ciepło, założyłem podwójne skarpetki. Gumowce okazały się niezastąpione. Za cerkwią zrobiłem kilka zdjęć i poszedłem w kierunku Magurycznego przez drugie wzgórze za cerkwią na wschód. Szedłem koło paśnika dla żubrów ze starym sianem dalej kolo cmentarza z I wojny na Jasielniku. Szedłem sobie dalej i dalej aż nieco w lewo od ścieżki pokazał się jakiś wierzchołek. To był dokładnie wierzchołek Magurycznego z punktem wysokościowym, resztkami ogniska i kupką wojennego żelastwa. Opodal na drzewie tabliczka informująca, że walczyli tu Węgrzy z takiego a takiego oddziału. Znalazłem papier z nazwiskami i adresami ostatnich turystów, to dopisałem siebie i przykryłem okrągłym szkłem, których sporo zostawiłem w różnych miejscach Bieszczadów.
Zaskoczyła mnie spora stromizna drugiej strony Magurycznego oraz szeroki trakt przez wierzchołek, może od Mikowa. Dalej kierowałem się w stronę Żebraka, trakt zamienił się w ścieżkę, póżniej trochę domyślną. Nieświadomie znalazłem się na Rozdilach Horyszniańskich (fajna nazwa) i usłyszałem warkot piły motorowej. Bogdan z Mikowa co jeżdzi BMW opowiedział mi o chorej żubrzycy co kręciła się po okolicy(rym). Bogdan zdziwił się jak mu powiedziałem, że idę ze Smolnika sam, może dlatego że na oko (chyba tak jak wilk?) dołożył mi dziesięć lat. Po paru minutach byłem już na Żebraku. Niestety na przełęczy jest zasięg telefonów i było po wycieczce.
Jak widzicie to moja relacja jest trochę nudna, bo takie raczej jest chodzenie samemu. Jasne, że wszystkiego nie opisałem np, że czasami las zapierał dech i że, i że...
ech...
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
(...) Niestety na przełęczy jest zasięg telefonów i było po wycieczce.
Hej partyzancie! Taki jeden przycisk rozwiązuje problemy z zasięgiem :) Wczoraj go użyłem i zapomniałem nawet, że istnieje czas, łaziłem szachownicą łąk, starych sadów i zadrzewień czyli pozostałościami po bieszczadzkiej wsi i nagle, no może nie tak nagle gdyż dolinę spowił już wieczorny cień, postanowiłem sprawdzić ile mam jeszcze czasu...Za późno, jak się okazało, czas na planowy powrót dawno minął i musiałem zmienić plan co się rypnął, przegrupować szyki, wziąć dupę w troki i lotem błyskawicy pokonać kilka kilometrów dzielących mnie od cywilizacji...a dziś chodzę jak ten wyższy robot z Gwiezdnych Wojen :)
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Jak widzicie to moja relacja jest trochę nudna, bo takie raczej jest chodzenie samemu.
Już bym dał się sprowokować do ostrej reakcji, gdybym nie doczytał, że
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Jasne, że wszystkiego nie opisałem np, że czasami las zapierał dech i że, i że...
ech...
Samemu zawsze się lepiej słyszy, więcej widzi i mocniej czuje! Tylko nie ma z kim pogadać i się napić :)
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Zanim przystąpię do następnej relacji, to może kilka zdań na temat, jak to się zaczęło z Bieszczadami w moim przypadku. W październiku minie 30 lat jak pierwszy raz poczułem zapach tej ziemi. Kolega, który był wychowawcą w jednej z maturalnych klas, zaproponował mi udział w szkolnej wycieczce w Bieszczady. W ówczesnych czasach takie wycieczki mogły trwać tylko około 3 dni. A Bieszczady daleko i praktycznie aby dojechać, to już kilkanaście godzin było w plecy. Uruchomił swoje możliwości aby ten czas przedłużyć i udało się jeszcze 2 dni dołożyć. Jednak nic za darmo:). Warunkiem było odwiedzenie pomnika gen. Świerczewskiego w Jabłonkach w dniu 12.10. czyli w święto które nazywało się Dzień Wojska Polskiego. Zakwaterowanie mieliśmy w Ustrzykach Górnych w baraczku PTTK, który był w opłakanym stanie ale na głowę jeszcze nie leciało. Obecnie w tym miejscu znajduje się Hotel Górski. Niewiele pamiętam z tego pierwszego pobytu, gdyż pogoda w pierwszych dniach była zadymiona, tak jak i widoczność na Tarnicy. Jednak 12 października zaświeciło słońce i mała grupa regulaminowych straceńców powędrowała do Jabłonek. Nie wiem jak to nam się udało, ale przeszliśmy przez Połoninę Caryńską, Wetlińską, Smerek, Łopiennik i ówczesnego Waltera. Szczęście nam dopisywało, gdyż zdążyliśmy na autobus PKS, który przywiózł nas do UG. Siedząc w okolicy pomnika i upajając się jesiennymi kolorami Bieszczadów, postanowiłem, ja tu muszę wrócić. I tak to się zaczął mój romans z Bieszczadami. Przyjechałem jeszcze 3 razy z rodziną w okresie wakacyjnym na pole namiotowe "Jawor". Jednak bardziej w celu wędkowania i poznawania Bieszczadów przez szyby samochodu aniżeli wędrowanie po górach. Jako ciekawostką z ówczesnego okresu niech będą slajdy stoku na którym znajdowało się pole namiotowe. Nawet widać jakie to samochody dominowały wtedy przy namiotach:).
Załącznik 33693 Załącznik 33694 Załącznik 33695
I to była gra wstępna, którą Bieszczady mnie obdarzyły:). Nastąpił długi okres ostudzenia kontaktów do roku 2003 z przyczyn zawodowo-usługowych, ale tylko po to, aby obecnie przeżywać szczytowanie:).
Oczywiście początki tego drugiego okresu, w dzisiejszym odczuciu, były anemiczne, każdy na pewno to przechodził. Czyli przewodnikowe szlaki i wydeptane ścieżki. Dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu książek i poznaniu historii tej ziemi, mogłem poczuć się zdecydowanie lepiej podczas dyskusji o Bieszczadach z bardziej doświadczonym towarzystwie. I tu występowała pewna prawidłowość, czym więcej wiedziałem, tym większą miałem świadomość tego, że jeszcze o wielu sprawach nie wiem i w wielu miejscach nie byłem. I to pozostało jeszcze do dnia dzisiejszego:(.
Teraz już wracam do następnej wycieczki bardziej atrakcyjnej w chaszcze. Następnego dnia po spotkaniu z niedźwiadkiem, czyli 22.06.2011 r. postanowiłem zmienić szerokość geograficzną i przeniosłem się bardziej na zachód. A trasa wynosiła 13,3 km i wyglądała tak, jak to widać na zżucie ekranu.
Załącznik 33696
Początek całkiem przyzwoity, gdyż równo i w miarę sucho.
Załącznik 33697
Jednak, co dobre nie może trwać wiecznie a nawet zbyt długo. Zaczął się teren zalesiony i atrakcje z nim związane. Przeszedłem obok stanowiska "miłośników" zwierzyny.
Załącznik 33698
I zaczęło się to, co bieszczadzkie "tygrysy" lubią najbardziej.
Załącznik 33699
Po pewnej chwili, rodzi się refleksja, co tu musiało się kiedyś dziać, że te drzewa zostały tak strasznie okaleczone. Przyznaję, że w tym miejscu powiało grozą.
Załącznik 33700 Załącznik 33701
Maszerując dalej starą drogą zrywkową usłyszałem dziwny szelest wśród leżących liści. Oczywiste zainteresowanie wzięło górę i zobaczyłem zaskrońca, który przeliczył się chyba ze swoimi możliwościami konsumpcyjnymi.
Załącznik 33702 Załącznik 33703
Przyznaję, że nie zamierzałem ingerować w prawa natury, jednak pewnie moja obecność nie została doceniona przez zaskrońca i ropucha, tym razem, uszła z życiem.
Dalsze wędrowanie zaowocowało kontaktem z panem ubranym w strój maskujący, który podglądał przez lornetkę ucztujące żubry. Moja nagła obecność przy jego boku, wywołała u niego pewne zakłopotanie nerwowe, gdyż wziął mnie za niedźwiedzia:). Tak był pochłonięty podglądaniem, że zapomniał o zmyśle słuchu. Skończyło się na krótkiej pogawędce i poszedł w swoim kierunku a ja za żubrami. Trochę zboczyłem z trasy aby nie przepuścić takiej okazji i zrobić kilka zdjęć. Skończyło się tylko na dwóch, (trzecie było nieostre) gdyż po pierwszym pstryknięciu, żubry mnie wyczuły lub dźwięk migawki wzbudził ich zainteresowanie i całym stadem ruszyły w ostro w dół. Wrażenie niesamowite, dosłownie wyczuwałem trzęsącą się ziemię i słyszałem łamiące się krzaki. O tej chwili, migawkę w aparacie mam wyciszoną do zera.
Załącznik 33704 Załącznik 33705
W okolicach Woroty trasa już bardzo przyjemna a jedynie stok po prawej i lewej stronie dość stromy. Zdjęcie tej głębi przestrzeni nie jest w stanie oddać ale w realu jest to bardzo imponujące wrażenie.
I w tej chwili dostałem informację, że mogę wgrać tylko 10 zdjęć w jednym poście. A wgrałem już 14, czyli składam podziękowanie za łaskawość portalu i za chwile cd w następnym poście.
-
3 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Jak widzę to wystąpił mały problem z edycją, pewnie przedobrzyłem ze zdjęciami. Do załączników 33693 33694 33695 wklejam jeszcze raz zdjęcia
Załącznik 33706 Załącznik 33707 Załącznik 33708
-
6 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Ciąg dalszy poprzedniego postu.
W okolicach Woroty trasa już bardzo przyjemna a jedynie stok po prawej i lewej stronie dość stromy. Zdjęcie tej głębi przestrzeni nie jest w stanie oddać ale w realu jest to bardzo imponujące wrażenie.
Załącznik 33709
I już po krótkiej chwili zaliczyłem szczyt Magurycznego, czy jak kto woli Magury 884, na której jest sporo różnego rodzaju żelastwa z wojennej historii tego miejsca.
Załącznik 33710 Załącznik 33711
Teraz już tylko z górki i po mniejszych lub większych chaszczach docieram do cmentarza wojennego, aby już drogą zrywkową w przyjemnym otoczeniu dotrzeć do potoku. Jednak jak się okazało to limitu atrakcji dnia dzisiejszego jeszcze nie wyczerpałem. Przechodząc płytkim wąwozem obok młodnika usłyszałem podobnie delikatny szelest jak w dniu poprzednim. Przyspieszyłem kroku a z przodu pojawiła się żmija. Poczułem się jak osaczony a w głowie wojna myśli, czy się oddalić, czy utrwalić żmiję. Oczywiście wybrałem drugi wariant i następna żmija zaszczyciła moją kolekcję fotograficzną.
Załącznik 33712
Po bezpiecznym już wyjściu z lasu ukazał się widok na pasmo graniczne.
Załącznik 33713
A z tyłu zostały przyjemne wspomnienia, którymi spróbowałem się z Wami podzielić:).
Załącznik 33714
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Samemu zawsze się lepiej słyszy, więcej widzi i mocniej czuje! Tylko nie ma z kim pogadać i się napić :)
Najprawdziwsza prawda pod słońcem:). Natomiast odnośnie picia, co jest szczególnie istotne w upalny dzień, to wystarczy małe okrągłe lustereczko w które dawnymi czasy, był wyposażony każdy mężczyzna obowiązkowo:).
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
zbyszek1509
Następnego dnia po spotkaniu z niedźwiadkiem, czyli 22.06.2011 r. postanowiłem zmienić szerokość geograficzną i przeniosłem się bardziej na zachód.
Jak zwykle muszę coś spierniczyć :oops:. Jeżeli przeniosłem się na zachód to powinno być, że zmieniłem długość a nie szerokość geograficzną. Mam nadzieję, że więcej baboków nie będzie :sad: .
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Przyjemnie się z Tobą chaszczuje. A pewnie jeszcze lepiej chaszczowało by się w realu.
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
...no to Zbyszek rozbuchałeś się .... pozytywnie... miło poczytać :lol:
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
Przyjemnie się z Tobą chaszczuje. A pewnie jeszcze lepiej chaszczowało by się w realu.
Miło coś takiego przeczytać :grin: , nie widzę przeszkód - (jak to powiedział słabo widzący dżokej).
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
przemolla
...no to Zbyszek rozbuchałeś się .... pozytywnie... miło poczytać :lol:
No to widzę problem:), podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna ;).
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Ja tu czytam z wypiekami na twarzy - bo tyle wrażeń w jednej relacji - i już się cieszę, że Zbyszek ma zapał do pisania,a tu doczytuję w ostatnim poście, że Autor już się o koniec martwi. :-(
Fajne zdjęcia - lasu, zwierzaków (zaskroniec z żabą świetni), drzewa rzeczywiście niesamowite. Fotki z przeszłości wzruszające.
Wiem, że recenzje po relacjach są niewspółmiernie krótkie do czasu jaki trzeba poświęcić na stworzenie relacji i nie oddają radości czytającego z czytania, ale mam nadzieję, że Zbyszek nie straci szybko zapału i radości z pisania.:grin:
-
Odp: Chaszczem się sztachnąć! ( czyli Bazyla głodne kawałki suto omaszczone cytatami
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Asia tak napisała to odpowiadam, że często łażę sam ale tylko z powodu braku towarzystwa. Wcale nie jest tak fajnie, szczególnie gdy zauważy się łapki w błocie albo jak coś wyfrunie prawie spod nóg - serce biło mi gdzieś w gardle.
Partyzancie - moim zdaniem brak towarzystwa do odwagi w wędrówce nic nie ma. Bo ta odwaga zaczyna się już właśnie w momencie decyzji o samodzielnej wędrówce - niezależnie od tego czy jest to samodzielność pożądana czy wręcz przeciwnie. Pewnie łapki w błocie robią rzeczywiście większe wrażenie kiedy nie ma z kim podzielić się strachem, chociaż kiedy idziesz nie sam to pewnie też boisz się, dodatkowo też o tych co idą z Tobą. Tak czy siak relacje z takich jednoosobowych wędrówek mają dla mnie jako czytelnika szczególny smak.
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
o tym dniu nabazgrałem (...) Jak widzicie to moja relacja jest trochę nudna, bo takie raczej jest chodzenie samemu. Jasne, że wszystkiego nie opisałem np, że czasami las zapierał dech i że, i że...ech...
Twoja relacja nie jest nudna. Napisałeś o podobnych rejonach, o których napisał Zbyszek - a Wasze relacje są kompletnie inne. Masz styl pisania, który jest nie do podrobienia. I mnie ten styl urzekł od początku Twojego pisania tutaj. :)))
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Bogdan z Mikowa co jeżdzi BMW opowiedział mi o chorej żubrzycy co kręciła się po okolicy(rym).
ja bym powiedziała, że i rym i rytm. ;) Idealny tytuł dla wątku z relacjami Partyzanta :grin:
(a napisałeś, że robiłeś zdjęcia podczas tej wędrówki - miło byłoby je tutaj zobaczyć...)
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
asia999
Ja tu czytam z wypiekami na twarzy - bo tyle wrażeń w jednej relacji - i już się cieszę, że Zbyszek ma zapał do pisania,a tu doczytuję w ostatnim poście, że Autor już się o koniec martwi. :-(
Fajne zdjęcia - lasu, zwierzaków (zaskroniec z żabą świetni), drzewa rzeczywiście niesamowite. Fotki z przeszłości wzruszające.
Wiem, że recenzje po relacjach są niewspółmiernie krótkie do czasu jaki trzeba poświęcić na stworzenie relacji i nie oddają radości czytającego z czytania, ale mam nadzieję, że Zbyszek nie straci szybko zapału i radości z pisania.:grin:
Oj Asiu, polałaś miodu ma moje serce - dzięki. Największą siłą napędową do pisania, są właśnie recenzje a szczególnie reakcje, bez względu na to, czy długie czy nawet krótkie. Osobiście również mam w tym przyjemność, gdyż automatycznie wracam do wspomnień i wrażeń kiedyś przeżytych. Materiału uzbierało się sporo, jednak nie wszystkie nadają się do publikacji ze względu na swoją banalność. Przeglądając "dokumentację" poszczególnych pobytów w Bieszczadach robię ostrą selekcję tego co się nadaje, co w miarę atrakcyjne a co musi być głęboko ukryte:). Z pełną premedytacją umieściłem w nazwie wątku NASZE i mam cichą nadzieję, że jeszcze innych bieszczadników relacje wspólnie poczytamy. Obiecuję, że "horrorów" niedźwiedziami i wilkami w tle, już nie będzie:).
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Zbyszku - relacja super !!!!! Zupełnie nie banalna.
"I tu występowała pewna prawidłowość, czym więcej wiedziałem, tym większą miałem świadomość tego, że jeszcze o wielu sprawach nie wiem i w wielu miejscach nie byłem. I to pozostało jeszcze do dnia dzisiejszego:(."
-ja też tak mam!! i to jest właśnie najfajniejsze :D bo to oznacza niekończące się wędrówki i coraz to lepsze miejsca :D
"Bo ta odwaga zaczyna się już właśnie w momencie decyzji o samodzielnej wędrówce"
-Hm, jakby tak zestawić dziesiątki moich wędrówek po Bieszczadach to w zasadzie z kimś mało byłam i były to banały:
wetlińska (z 5 razy z kimś), cisna-jasło-smerek wieś (2 razy z kimś) i mój lubiany łopiennik (dołżyca-łopiennik-dołżyca) (2 razy z kimś) i jeziorka duszatyńskie (1 raz) i jeszcze spacery: raz poszłam z kolegą z jaworca do dwernika (kawał drogi!), raz na sine wiry, raz z browarem z tarnawy do dźwiniacza (hehe) i raz z koleżanką na zbocze Czartoryji -haha, w zasadzie tylko na tych 4 trasach szlakowych byłam z ludźmi. Czyli w zasadzie można powiedzieć śmiało, że całe Bieszczady zeszłam sama!! (bo te szlaki też nie raz sama robiłam -wyjątek: jeziorka duszatyńskie, do których już nie wracałam ale niedługo zamierzam nadrobić zaległości ;P). Ale wiecie co -odnośnie myśli, to ja właśnie od tego roku czyli 2014 zaczęłam się bać i boję się już samej chodzić! -nie mówię tu o uczęszczanych szlakach ale tych prawie w ogóle nieuczęszczanych bądź bezszlakowych. Tak jakoś w myślach się boję już. Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka.
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
zbyszek1509
No to widzę problem:), podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna ;).
... tak mówią... ale kto wskaże gdzie początek i gdzie koniec ... ;)
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Tak się złożyło , że dopiero teraz miałem okazję przeczytać Twoje relacje i cieszę się.
Cieszę się że powstał taki skutek uboczny innego wątku. Myślę że Bartolomeo uwzględni krótkie wejście Partyzanta i zbliży swój optymizm do 8 punktów.
Napisałeś Zbyszku coś ważnego, z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę
Cytat:
Największą siłą napędową do pisania, są właśnie recenzje a szczególnie reakcje, bez względu na to, czy długie czy nawet krótkie
Jako autor (prawdopodobnie) największej ilości relacji na tym forum nie raz popadałem w depresję pisząc do ściany i zadawałem sobie pytanie : po co ?
Twoje przebudzenie dodało mi impuls i wkrótce umieszczę kolejną , tym razem będzie to przedwiośnie.
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Jakimiż to drogami błądzi myśl ludzka...
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Twoje przebudzenie dodało mi impuls i wkrótce umieszczę kolejną , tym razem będzie to przedwiośnie.
Żeromski "Przedwiośnie", a tam Szklane domy
"Z pustych butelek po wódce można zrealizować wizję Żeromskiego Szklane domy"- to z kolei Mrożek
A butelki po wódce, butelki z wódką, wódka z butelek kojarzy się z Bieszczadami . Przynajmniej mnie.
Taka tam dygresja..
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka.
Jimi, tylko Ci można pozazdrościć takich wrażeń dźwiękowych. Wielokrotnie ich słuchałem ale bardziej w indywidualnym wykonaniu. Jedyny raz udało mi się utrwalić na zdjęciu takiego indywidualistę w pełnej okazałości lecz pomimo bezpiecznej odległości nie miał ochoty zademonstrować swoich umiejętności wokalnych. Piszesz o swoich wielokrotnych wyprawach po Bieszczadach w czasie których, pewne miejsca zaliczałaś kilka razy. Podobnie jest również w moim przypadku. Czasami czuje się niedosyt po pierwszym razie i aby utrwalić i lepiej zapamiętać wrażenia trzeba to powtórzyć. Tak samo jest w miłości:) a Bieszczady to przecież nasz miłość. Lubisz Łopiennik:), przyznaję, że okolice Łopiennika również kilka razy spenetrowałem, gdyż w pewnym okresie, tuż pod nim, było miejsce mojego zakwaterowania. Wiele naczytałem się o historycznych wydarzeniach w jego okolicy, więc automatycznie czułem potrzebę jego głębszego poznania. W Duszatynie i Komańczy również byłem, przejeżdżałem przez Prełuki ale Twoje okolice jakoś zawsze umykały. Już wcześniej obiecałem a teraz potwierdzam z całą stanowczością, że do Twojej Chatki, na pewno w czerwcu zajrzę i nawet przygotowałem już stosunkowo dokładną mapę aby poznać tajemne ścieżki okolicznych bezdroży i związane z nimi atrakcjei:)
Cytat:
Zamieszczone przez
przemolla
... tak mówią... ale kto wskaże gdzie początek i gdzie koniec ... ;)
W zasadzie gdzie jest początek, to wszyscy wiedzą lub czują:), jednak koniec, to wielka niewiadoma i cały w tym urok.
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Tak się złożyło , że dopiero teraz miałem okazję przeczytać Twoje relacje i cieszę się.
Cieszę się że powstał taki skutek uboczny innego wątku. Myślę że Bartolomeo uwzględni krótkie wejście Partyzanta i zbliży swój optymizm do 8 punktów.
Napisałeś Zbyszku coś ważnego, z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę
Cytat:
Największą siłą napędową do pisania, są właśnie recenzje a szczególnie reakcje, bez względu na to, czy długie czy nawet krótkie
Jako autor (prawdopodobnie) największej ilości relacji na tym forum nie raz popadałem w depresję pisząc do ściany i zadawałem sobie pytanie : po co ?
Twoje przebudzenie dodało mi impuls i wkrótce umieszczę kolejną , tym razem będzie to przedwiośnie.
Lepiej późno niż wcale, tak przeczuwałem, że wskazówki zegara, chwilowo zaczęły Ci się jakoś tak podejrzanie szybo kręcić, ale czasami jest to normalne. Efekt Twojej ankiety, czyli pobudzenie mnie do pisania, to nie jest żaden skutek uboczny, tylko działanie z premedytacją która Ci się doskonale udała i Twoja radość i satysfakcja jest w pełni zasłużona. Z wejścia Partyzanta jestem w pełni zadowolony, gdyż tematyka bardzo bliska a wątek jest otwarty również dla innych a jest to przecież wątek "Nasze wędrowanie..". Mam nadzieję, że chwilowe pomieszanie się wątków z sir Bazylem, zostanie w niedługim czasie wyregulowane.
Cytat:
Jako autor (prawdopodobnie) największej ilości relacji na tym forum nie raz popadałem w depresję pisząc do ściany i zadawałem sobie pytanie : po co ?
Pięknie napisał Piskal cytując Bertranda o podrzucaniu do ogniska. Tak, to jest dowodem zainteresowania i pewnego uczestnictwa w opisywanych relacjach. Na przedwiośnie czekam z utęsknieniem:).
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
JA butelki po wódce, butelki z wódką, wódka z butelek kojarzy się z Bieszczadami . Przynajmniej mnie.
Taka tam dygresja..
Ładna Ci dygresja:) Bardziej zakrawa na zaproszenie do wspólnego biesiadowania. ;)
Czy pamiętasz datę swojego pobytu na Magurycznym?. Takich informacji o których napisałeś, ja nie zastałem pomimo pewnego rozejrzenia się po szczycie. Ciekawi mnie, czy już ich nie było, czy jeszcze nie zostały umieszczone?.
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Znalazłem jeszcze jedną nieprawidłowość w swojej relacji :oops:
Cytat:
Zamieszczone przez
zbyszek1509
Oczywiście początki tego drugiego okresu, w dzisiejszym odczuciu, były anemiczne, każdy na pewno to przechodził. Czyli przewodnikowe szlaki i wydeptane ścieżki. Dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu książek i poznaniu historii tej ziemi, mogłem poczuć się zdecydowanie lepiej podczas dyskusji o Bieszczadach w bardziej doświadczonym towarzystwie.
Zataiłem bardzo istotny element poznawczy. Oczywiście chodzi o Bieszczadzkie Forum Dyskusyjne. Nie pamiętam od kiedy poczytywałem relacje i różne przydatne ciekawostki, ale od 14.04.2007 r. zacząłem również je podglądać. Nie będę wymieniał i faworyzował tych, którzy wnieśli najwięcej, gdyż jest ich wielu a gdybym kogoś pominął to mógłbym się niepotrzebnie narazić:). Kiedy napisałem coś po raz pierwszy?, tego już nie wiem, domyślam się tylko, że mogła to być tematyka dotycząca zdjęć. Czyli śmiało można napisać i być w pełni przekonanym, że forum było, jest i jeszcze bardzo długo będzie potrzebne.
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
odnośnie myśli, to ja właśnie od tego roku czyli 2014 zaczęłam się bać i boję się już samej chodzić! -nie mówię tu o uczęszczanych szlakach ale tych prawie w ogóle nieuczęszczanych bądź bezszlakowych. Tak jakoś w myślach się boję już. Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka.
Jimi - mam nadzieję, że czy solo, czy w duecie, trio, kwartecie czy jeszcze większej grupie - Twoje chaszczowanie w tym roku pięknie się rozwinie i zaowocuje urodzajem relacji :))
Bo odwagi to z pewnością Tobie akurat nie brakuje :))) - kojarzę te relacje, które już napisałaś - chwilami cierpła mi skóra ;)
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Fajnie, cieszę się Asiu, czasem zastanawiam się czy ktoś to w ogóle czyta (jak pisał Heniu). Dziś rozmawiając z kolegą o tym temacie bojaźni, powiedział mi (niezbyt odkrywczo), że są dwie drogi - chodzić albo nie chodzić ;P Z racji, że druga droga w ogóle nie wchodzi w grę, trzeba zacisnąć zęby i iść. Czuję się jak kilka lat temu, gdy bałam się samej chodzić po Bieszczadach (ze względu na zwierzęta jakie spotykałam), wówczas postanowiłam się do tych szmerów przyzwyczaić, bo innej możliwości na ten NAŁÓG nie było. Z kolei w sytuacji gdy idę w dwójkę (np. z sąsiadką na rogi) to zupełnie niczego się nie boję, mimo, że spotykamy ślady np świeżego dzikiego polowania, lub ona ma jakieś urojenia, że widzi wilki -to ja jestem tą osobą, która uspokaja całą sytuację. Więc w dwójkę nie ma strachu, można się swobodnie cieszyć wędrówką. Dzięki wam za te wszystkie relacje na forum!! To właśnie dzięki nim mam nadzieję, że w końcu napiszę coś swojego o ile czas na wędrówkę pozwoli :)
-
5 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Odpowiadam Zbyszkowi, że najprawdopodobniej list z adresami pisałem w ostatnich dniach pazdziernika 2011r. Jednak gdy sięgnąłem do notatek to okazało się, że papier z adresami włożyłem do leżącej, plastikowej butelki a list w sprawie mojego kolegi, położyłem na słupku i przykryłem szkłem.
Asia pyta o zdjęcia to zamieszczam: rano zaskoczył mnie śnieg, cerkiew przed remontem, ach te konie, jesienno-zimowy krajobraz. Załącznik 33768Załącznik 33770Załącznik 33771Załącznik 33772Załącznik 33769
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Fajnie Asia i Jimi podyskutowały o pewnych wrażeniach emocjonalnych, które są siłą napędową wszystkich bieszczadzkich wędrówek. Strach jako tak, na pewno wszystkich dotyczy, tylko w zależności od indywidualnej wrażliwości:), będzie różnie odbierany. Czasami mobilizuje, a czasami paraliżuje nasze reakcje. Jednak posmak adrenaliny, jest tak przyjemny, że nie rezygnujemy z następnych wypraw. Natomiast o rozsądku, czy bardziej o rozumie, piękne motto cytuje sir Baryl, które wielokrotnie sprawdziło się w moim przypadku.
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Odpowiadam Zbyszkowi, że najprawdopodobniej list z adresami pisałem w ostatnich dniach pazdziernika 2011r. Jednak gdy sięgnąłem do notatek to okazało się, że papier z adresami włożyłem do leżącej, plastikowej butelki a list w sprawie mojego kolegi, położyłem na słupku i przykryłem szkłem.
Czyli, gdy byłem tym samym miejscu w czerwcu w 2011r. to jeszcze tej listy nie było. Twoje zdjęcia są jak z bajki, a konie "skubiące" śnieg - niesamowite.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
W dniu 23.06.2010r. o godz. 7:30 podjechałem pod Dybasiówkę w Liszczej, aby zrealizować zamiar wdrapania się na Hyrlatą i Rosochę, w niekonwencjonalny sposób. W gęstwinie różnych, bardziej lub mniej widocznych i zarośniętych ścieżek, odbiłem niepotrzebnie zbytnio w lewo, ale dzięki temu miałem więcej kontaktu z dziką przyrodą.
Załącznik 33785
Zarastające drogi zrywkowe zakończyły swój żywot, a ja stanąłem oko w oko z nieprzetarty szlakiem.
Załącznik 33787
W okolicy Bukowiny trafiłem na wiszący mostek, który przetestował mój stan równowagi nie tylko psychicznej.
Załącznik 33790
Po pokonaniu bezimiennego potoku trafiłem do miejsca opanowanego przez jakieś złe moce. Rozszalał się wiatr, połamane konary spadały na ziemię, a moja podzielność uwagi została wystawiona na ciężką próbę. Podłoże pełne nierówności, a z góry lecą gałęzie. Głowa poruszała się we wszystkich kierunkach jak u wańki-wstańki. Dodatkowe informacje, które zobaczyłem na drzewie, uświadomiły mi, że znajduję się na czyimś terenie łowieckim.
Załącznik 33791
Gdy wszedłem na sporą polanę zarośniętą łopianami (chyba), nastąpiła raptowna cisza, co ponownie dziwnie mnie zaskoczyło. Przynajmniej mięśnie szyi mogły powrócić do równowagi. Już bez większych emocji dotarłem do wydeptanej ścieżki łączącej Hyrlatą z Rosochą i po krótkiej chwili zaparło mi dech w piersiach. Widok zarysu Tatr oddalonych o ok. 160 km oraz poszczególnych pasm górskich, przez kilkanaście minut rekompensował wcześniej przeżyte emocje.
Załącznik 33792
Jeszcze kilka minut i dotarłem na najwyższy szczyt Hyrlatej, czyli Szymowa Hyrlata 1103.
Załącznik 33793
Jak przystało na tak atrakcyjny szczyt, to i widoki muszą być wspaniałe, zarówno na południe jak i na zachód. Pięknie prezentujące się pasmo graniczne z jasną plamką zabudowań w Solince i te połacie borówek, które nie załapały się na tym zdjęciu. Ci którzy tam byli, to na pewno widzieli, a ci którzy się wybiorą, to zobaczą. Pozostali muszą uwierzyć:).
Załącznik 33794
Po długim delektowaniu się widokami z Hyrlatej, ruszyłem na południe w kierunku Rosochy. I tu również miła niespodzianka widokowa, tym razem na północ. W oddali Durna oraz już bliżej Łopiennik w towarzystwie Boroła, Łopieninki oraz Horodka.
Załącznik 33795
Zejście z Rosochy w towarzystwie bukowego lasu bardzo przyjemne i relaksujące. W końcowym etapie pokręcona droga zrywkowa została przecięta potokiem Roztoka, który schłodził rozgrzane stopy.
Załącznik 33796
Rozgrzane słońcem sążnie drewna poukładanego wzdłuż drogi, zachęciły mnie do relaksu, w pełnym tego słowa znaczeniu:).
Załącznik 33797
Teraz już tylko stokówką, po przejściu 12,6 km, o godz. 14:10 dotarłem ponownie do Dybasiówki z pozytywnym nastawieniem do dalszych podobnych wycieczek.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Była Hyrlata i Rosocha, więc nie wypadało pominąć Matragony. Następnego dnia, czyli 24.06.2010r. pomimo, że niebo nie wróżyło nic dobrego, podjechałem na przełęcz Pryslipce i postanowiłem zmierzyć się z Matragoną. Wolno udałem się w kierunku Szczerbanówki, aby znaleźć w miarę dogodne wejście do lasu.
Załącznik 33831
Po kilkudziesięciu metrach, zwierzęca ścieżka doprowadziła mnie do polanki z widokiem na szczyt Matragony.
Załącznik 33832
Dalsze przemieszczanie uatrakcyjnił dość stromy stok z nadzieją na pewne widoki.
Załącznik 33833
Jednak w porównaniu z Hyrlatą zastane widoki lekko mnie rozczarowały.
Załącznik 33834
Po krótkim pobycie na szczycie, podyktowanym potrzebą uzupełnienia utraconych kalorii, zacząłem przemieszczać się w kierunku Solinki. Przez pewien czas towarzyszył mi przepiękny śpiew samotnego ptaszka ukrytego wśród listowia, a na trasie pojawiły się reszki wojennych okopów.
Załącznik 33836
Obok, siły natury wyładowały swoją energię na rosnących tu drzewach.
Załącznik 33837
Po wyjściu z lasu, zobaczyłem pasmo Hyrlatej i Rosochę na horyzoncie.
Załącznik 33838
Gdy znalazłem się obok nieczynnych retortów, zastanowił mnie widok betonowych bloków. W jakim celu zostały tu umieszczone i jakie miało być ich przeznaczenie?.
Załącznik 33839
Rytm dalszego marszu był podyktowany odległością, pomiędzy poszczególnymi podkładami toru kolejki. W jednym miejscu zachował się nawet przyczółek dawnej, drugiej nitki torów.
Załącznik 33840
Następnie, zmieniłem szlak kolejowy na drogowy i po 4.5 godz. dotarłem do przełęczy Pryslipce. Szczyt Matragony otulony mgłą, nie wróżył przyjaznej pogody na dzień następny.
Załącznik 33841
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Lubię Matragonę, chyba najbardziej za jej nazwę :) Kojarzy mi się ona z tęsknotą za górami, ponieważ w pracy na komputerze miałam ją na tapecie :) Kojarzy mi się też ona z silną kobietą albo zwycięstwem. Szłam na nią tak samo jak ty ale schodziłam inaczej, przez Balnicę.
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
... a ja tam byłem wstyd się przyznać :oops:, ale na przełomie lat 80/90... pamiętam dobrze tylko te tory, jakoś one najbardziej mi utkwiły ... może najwyższy czas znowu tam się wybrać....
-
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
...a ja, jeszcze bardziej mi wstyd,...wybieram się w tym roku po raz pierwszy na Matragonę...dzięki Zbyszku za relację i ...motywację