-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Dziś proponuję lekturę dwóch książek biograficznych – biografii pań niezwykle nietypowych, mających żywoty i tragiczne, i swawolne.
„Narzeczona Schulza. Apokryf”. Autorka: Agata Tuszyńska
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...f-autorka.html
„Frida. Wojna mojej nieznanej babki”. Autorka: Nina F. Grünfeld
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...nej-babki.html
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Na youtube jest mnóstwo kanałów, na których ich autorzy prezentują, omawiają, recenzują książki. Chciałem polecić Wam trzy z nich, moim zdaniem zdecydowanie wyróżniające się spośród tych, które znam.
Pierwszy, realizowany koncepcyjnie, w sposób wręcz urzekający, to „Okoń w sieci”:
https://www.youtube.com/watch?v=q7hBGl0w7Ww
Co prawda Okoń gustuje głównie w innych książkach, dziedzinach literatury niż ja, ale absolutnie nie przeszkadza to w oglądaniu jego wspaniałych filmów. Na kanale ma również taki podrozdział, w którym prezentuje polskich autorów współczesnych. Tu np. film o Andrzeju Ziemiańskim:
https://www.youtube.com/watch?v=RY6oHSp4gxw
Kolejnym jest „Literaccy”. Przykładowy odcinek, w którym omawiają książkę Adriana Markowskiego „Bieszczady. Dla tych, którzy lubią chodzić własnymi drogami”:
https://www.youtube.com/watch?v=zOiSi_RTzxE
Ukazała się kolejna książka tego autora: „Bieszczady. Dla tych, którzy chcą je poznać naprawdę.” Obie polecam. Większość opisywanych w nich wątków bieszczadzkich była mi znana ale pojawiło się w nich kilka nieznanych mi historii a poza tym zawsze warto przenieść się w Bieszczady, choćby siedząc w ulubionym fotelu z książką i pochłaniając wraz z lekturą czekoladę wedlowską o smaku espresso (moje ostatnie odkrycie – wskoczyła na pudło wraz z bajecznymi i wedlowskim ptasim mleczkiem o smaku waniliowym).
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Dla młodszych czytelników (ale nie tylko) polecam prowadzony przez córki Literackich kanał „Zaksiążkowane”. Dziewczyny często zapraszają do programu swoich rodziców i urządzają teleturnieje związane z literaturą bądź starają wzajemnie zachęcić się do przeczytania konkretnych tytułów. Przykładowy odcinek z tatą jako gościem programu:
https://www.youtube.com/watch?v=SIdB_Xf9Y2A
Następnym programem jest „Bookszpan”, który jest wydzieloną częścią kanału „Langusta na palmie” prowadzonego przez o. Adama Szustaka. Wg informacji zamieszczonej na kanale: „Znajdziesz tutaj rekolekcje, biblijne komentarze i inne kaznodziejskie projekty video o. Adama.”
Powyższą tematyką to ja nie jestem zainteresowany ale jest osobny dział nazwany „Bookszpan”, w którym pan Adam prezentuje przeczytane książki i robi to ciekawie i z charyzmą.
Odcinek, w którym zachwyca się m.in. „Na południe od Brazos” (od min. 9:09):
https://www.youtube.com/watch?v=WwdPFFzNegw
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Sir Bazyl napisał:
„Na półce czeka już kolejna powieść: „Ulice Laredo”, która toczy się w troszkę innym rytmie więc muszę chwilę odczekać, żeby się zdystansować by w odpowiedniej chwili i nastroju do niej zasiąść.
Na październik zapowiedziany jest kolejny, trzeci tom (chronologicznie pierwszy) trylogii pt. „Szlakiem umrzyka”. Taki troszkę turystyczny tytuł więc z pewnością się nie pohamuję i kupię.”.
Bazylu, to nie trylogia lecz tetralogia autorstwa Larry'ego McMurtry'ego. Kolejność fabularna jest następująca:
1. „Szlak umrzyka”,
2. „Comanche Moon” (książka jeszcze nie jest przetłumaczona na nasze, jej polski tytuł podobno brzmieć będzie „Czas Komanczów”,
3. „Na południe od Brazos”,
4. „Ulice Laredo”.
Ale, Bazylu, strasznie mnie zachęciłeś, za co dziękuję. Uwielbiam westerny, zwłaszcza te osadzone w realiach historycznych, geograficznych i przyrodniczych. O tym, że tak jest (mniej więcej) w tym przypadku, informuje p. Michał Stanek w Posłowiu.
Aktualnie czytam tom 1 ww. tetralogii, jestem na stronie 196/398. Ekspedycja wędruje po spalonej prerii i zaczyna doskwierać brak wody. Odnajdują niektóre konie, które uszły z życiem. Po tomy 3 i 4 (też już nabyte, spoczywają w domowej bibliotece) sięgnę jednak dopiero po przeczytaniu tomu 2. Aby długo nie czekać na jego polską projekcję, wczoraj zamówiłem książkę angielską, oryginalną, na stronie www.libristo.pl . Zamówienie przyjęto, realizację obiecano jeszcze przed Świętami B.N. Cena (wraz z kosztami przesyłki) to 85 zł. My English in reading is much better than in speaking.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
(...)
Bazylu, to nie trylogia lecz tetralogia autorstwa Larry'ego McMurtry'ego. Kolejność fabularna jest następująca:
1. „Szlak umrzyka”,
2. „Comanche Moon” (książka jeszcze nie jest przetłumaczona na nasze, jej polski tytuł podobno brzmieć będzie „Czas Komanczów”,
3. „Na południe od Brazos”,
4. „Ulice Laredo”.
Dzięki za sprostowanie, to tetralogia i jest to wyraźnie napisane na stronie wydawcy skąd jak mi się wydaje czerpałem informację. Skąd wzięła mi się trylogia - pojęcia nie mam :) Chyba, że coś pozmieniali na stronie pod osłoną nocy ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
Ale, Bazylu, strasznie mnie zachęciłeś, za co dziękuję.
Nie ma za, ja też zostałem wcześniej zachęcony przez innych uczestników naszego forum. Wątek spełnia zatem swoje zadanie.
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
Aktualnie czytam tom 1 ww. tetralogii, jestem na stronie 196/398.
Ekspedycja wędruje po spalonej prerii i zaczyna doskwierać brak wody. Odnajdują niektóre konie, które uszły z życiem. Po tomy 3 i 4 (też już nabyte, spoczywają w domowej bibliotece) sięgnę jednak dopiero po przeczytaniu tomu 2. Aby długo nie czekać na jego polską projekcję, wczoraj zamówiłem książkę angielską, oryginalną, na stronie
www.libristo.pl . Zamówienie przyjęto, realizację obiecano jeszcze przed Świętami B.N. Cena (wraz z kosztami przesyłki) to 85 zł.
My English in reading is much better than in speaking.
Ponieważ u mnie z angielskim jest niemalże całkowita klapa więc chyba poczekam na polskie tłumaczenie tomu drugiego i też wtedy zacznę od początku. "Szlak umrzyka" już czeka na regale.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Lektura tego wątku zainspirowała mnie do lektury książki. Do cyklu powieści Larry'ego McMurtry'ego zachęciły mnie opinie Malli, Włóczykija i Sir Bazyla. Poniżej zamieszczam tekst, który w przyszłości znajdzie się na moim blogu pn. "Czytelnia Książek Historycznych". Premierę ma dziś tu.
Larry McMurtry „Szlak umrzyka”
Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2023
Przenosimy się za Atlantyk i cofamy w czasie do lat 1841 i 1842. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej dopiero się rozwijają terytorialnie. Jest jeszcze przed wojną USA z Meksykiem (1846-1848 ), która uszczupli to drugie państwo o 1/3 terytorium. Ale animozje pomiędzy nimi już trwają. Na spornym obszarze po walkach z Meksykanami powstaje w 1836 r. niepodległa Republika Teksasu, która dopiero w 1845 r. zostanie przyłączona do USA. W ciągu 10 lat swego istnienia, mając ciche wsparcie rządu i kongresu Stanów Zjednoczonych, śmiało sobie poczyna, sięgając daleko na zachód po tereny autonomicznego podówczas Nowego Meksyku, politycznie powiązanego z Meksykiem. Latem 1841 r. Teksańczycy organizują wyprawę „wojenno-osadniczą” w celu aneksji miasta Santa Fe (ważnej miejscowości na przecięciu szlaków handlowych) i terenów wokół położonych. Kilkusetosobowa ekspedycja ponosi fiasko. Ci jej uczestnicy, którzy po drodze nie polegli w zmaganiach z Indianami, Meksykanami oraz siłami natury, trafili do meksykańskiej niewoli, gdzie część z nich rozstrzelano. Tyle w telegraficznym skrócie po przeczytaniu posłowia pt. „Western jako szkoła przetrwania” (str. 383-396) autorstwa p. Michała Stanka, potwierdzonego zajrzeniem do atlasu historycznego. Dowiadujemy się też, że „Szlak umrzyka” to fabularnie pierwsza część tetralogii amerykańskiego pisarza Larry’ego McMurtry’ego (1936-2021), napisana w 1995 r. Drugą z kolei jest jego powieść pod angielskim tytułem „Comanche Moon”, napisana w 1997 r., w dacie edycji niniejszego tekstu jeszcze nie wydana po polsku. Trzecia i czwarta zaś to „Na południe od Brazos” (1985) i „Ulice Laredo” (1993), napisane wcześniej. Jak więc z powyższego wynika, powstałe później „Szlak umrzyka” i „Comanche Moon” stanowią tzw. prequele.
Autor, dość ogólnie zachowując zgodność z przedstawionymi na wstępie faktami historycznymi, wprowadza nas w świat Dzikiego Zachodu, jego realia socjologiczne, geograficzne i przyrodnicze. Głównymi bohaterami literackiego westernu są dwaj nastolatkowie, których los rzucił na głęboką wodę życia. O ich pochodzeniu i przeszłości wiemy bardzo niewiele. Niewykluczone, iż autor opisał je we wcześniej powstałych utworach, ale fabularnie późniejszych, i nie chciał się tu powtarzać. Są to sympatyczne chłopaki, w zasadzie bez żadnego wykształcenia. Popełniają błędy młodości, na których dopiero się uczą, życiową wiedzę czerpią też obserwując i słuchając starszych westmanów. Oprócz nich w powieści występuje cała galeria typów ludzkich, zarówno pozytywnych, jak i spod ciemnej gwiazdy. Niektóre postacie są historycznymi (choć ich faktyczne życiorysy biegły nieco inaczej niż w powieści), niektóre pod fikcyjnymi nazwiskami mają rzeczywiste pierwowzory (choć też o losach odbiegających od przedstawionych w książce), pozostałe natomiast to już zupełny wytwór wyobraźni autora.
Od lektury trudno jest się oderwać. Wędrujemy z Gusem McCrae i Woodrawem Callem dzikimi szlakami dziewiętnastowiecznego Teksasu i Nowego Meksyku, walcząc z Indianami (głównie), Meksykanami (prawie wcale), polując, marznąc, moknąc, głodując, omal nie ginąc w pożarze prerii. Owi Indianie to przede wszystkim Komancze pod wodzą okrutnego Garbu Bizona, i Apacze dowodzeni przez bliżej niescharakteryzowanego Gomeza. Ci drudzy są mniej straszni tylko o tyle, że swoich ofiar nie skalpują. Jedni i drudzy nie mają nic wspólnego ze szlachetnymi postaciami czerwonoskórych przedstawianych w powieściach Karola Maya, m.in. na których się wychowałem. Na dowód ich okrucieństwa przytoczę radę starszych westmanów dawaną nowicjuszom: w razie otoczenia przez Indian należy koniecznie i skutecznie popełnić samobójstwo, gdyż alternatywą będzie bardzo długa śmierć w męczarniach, a w zadawaniu tortur mogą uczestniczyć również indiańskie squaw, wyspecjalizowane w odgryzaniu także intymnych męskich części ciała. Oczywiście nie tylko czerwonoskórzy są w książce postaciami negatywnymi. Larry McMurtry wprowadził też do niej patologiczne typy białych łowców skalpów (to nie pomyłka) oraz białych handlarzy niewolników (głównie pojmanych meksykańskich kobiet i dzieci), kupowanych od Indian i nieraz odsprzedawanych innym Indianom. Płeć piękna również się w powieści na pierwszym planie pojawia. Przez wszystkie karty książki śledzimy losy rosłej, silnej i odważnej Matyldy Roberts, początkowo zajmującej się najstarszą profesją świata, później nieco się ustatkowującą. Skoro o tym wspomniałem, to dla zachowania międzypłciowej symetrii dodam, iż Gus McCrae jest młodzieńcem nadmiernie pobudliwym (nawet zważywszy jego wiek) i wszystkie zarobione pieniądze wydaje przeważnie w burdelu kategorii ostatniej. W książce znajdujemy opis takiego przybytku. Skoro mówimy o pieniądzach, czytelnika rozczuli duża wartość ówczesnej waluty amerykańskiej. Szeregowy Strażnik Teksasu zarabia 3 dolary miesięcznie, awans na kaprala przynosi mu podwyżkę 1 dol./mies. Jak wcześniej wspomniałem, amerykański autor, mimo wzbogacenia rzeczywistych wydarzeń i osób fikcją literacką, utrzymuje się w realiach epoki. Posiada wiedzę eksperta historycznego w tym zakresie, co m.in. potwierdzają przyznane mu w USA nagrody i wyróżnienia. Rażący wyjątek dostrzegamy dopiero w zakończeniu powieści – absolutnie nierealistycznym, fantastycznym sposobie uratowania się niedobitków pechowej ekspedycji. Ale to tylko kilka ostatnich stron (375-380) książki, proszę się z góry nie zrażać. Nadmienię także, iż tytułowy szlak umrzyka odpowiada odcinkowi trasy od Santa Fe do El Paso, przebytemu przez bohaterów powieści już w charakterze jeńców pod meksykańską eskortą. Jego określenie pozostaje bardzo adekwatne do warunków geograficznych i przyrodniczych tam występujących, co zresztą potwierdza sama nazwa geograficzna krainy w języku hiszpańskim: Jornada del Muerto. Oprócz ekstremalnie trudnych warunków terenowych życie podróżnych „urozmaicają” Indianie. Zarówno ów szlak, jak i całą trasę Austin – Santa Fe – El Paso – Galveston możemy prześledzić na mapie znajdującej się na początku i na końcu książki, jest na niej zaznaczona cienkimi, jasnymi paskami.
No i jak się to Państwu podoba? Proszę nie mantykować, tylko sprawdzić stan posiadanej broni i … siadamy na koń, czas ruszać w drogę! Wild West has been waiting for You.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Kiedyś była taka „megaekstrawagancka” gwiazda filmu i estrady. Proponowana lektura to jej skandalizująca biografia i - również szokująca - autobiografia autorki książki. Czyli dobra rozrywka świąteczno-noworoczna. Przy okazji można się „odchamić” w zakresie znajomości historii kina.
Maria Riva „Marlene Dietrich. Prawdziwe życie legendy kina”
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2021
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...iwe-zycie.html
-
1 załącznik(ów)
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Uwaga, będzie prywata, ale w szczytny celu :smile:
Miło mi poinformować, że właśnie ukazała się nowela Borisa Akunina "Adwokat Biesa", którego to dzieła miałem zaszczyt być wydawcą i tłumaczem.
Całkowity dochód ze sprzedaży jest przeznaczony dla fundacji wspierających walczącą Ukrainę oraz rodziny więźniów politycznych w Białorusi, więc potrząśnijcie kiesą
Absolutnie wszyscy uczestnicy projektu (w tym Autor, Ilustrator i wydawca) zrzekli się honorariów, dzięki czemu zdecydowana większość ceny okładkowej trafi do potrzebujących.
Link do strony projektu i e-księgarni: https://adwokatbiesa.pl/
Załącznik 49401
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Gregory David Roberts
„Shantaram”
Rzecz dzieje się w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Głównym bohaterem powieści jest młody człowiek (autor) skazany przez australijski wymiar sprawiedliwości na długoletni pobyt w więzieniu. Zostaje osadzony lecz po niedługim czasie udaje mu się zbiec i na lewych papierach przedostać do Indii gdzie rozpoczyna się jego „drugie” życie.
Akcja toczy się w kilku różnych światach tj. w wielkiej aglomeracji (Bombaj) ale też na głębokiej prowincji. W mieście również w całkiem innych światach: w świecie bogaczy, w wystawnych i hotelowych dzielnicach i w świecie biedoty w slumsach. W świecie występku i gangsterów ale również w świecie niejako moralnego ozdrowienia.
Jest piękna przyjaźń, jest miłość, jest wartka akcja i zaskakujące w niej zwroty, jest gangsterka, jest poświęcenie i wrażliwość. Jest co czytać! (796 stron :-D)
Fantastyczna powieść, którą gorąco polecam 10/10.
Z okładkowej zachęcajki: „(…) Shantaram to przypadek ciężkiego uzależnienia: jeżeli przeczytasz kilka pierwszych stron, jesteś stracony dla bliskich i pracy na nadchodzący czas.” (Marcin Meller)
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Gregory David Roberts
„Shantaram”...
cudowna książka, właściwie przesłuchałem jako audiobook chyba najlepszy jaki słuchałem, przeczytany tak że słychać kurz na bombajskich ulicach, nie raz siedziałem w aucie aby dosłuchać do końca rozdziału.
Ciąg dalszy to Cień góry.
Szukając w wyszukiwarce jako pierwszy wynik pojawia się Karla ;)
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
100 lat temu wpadli i zajął się nimi wymiar sprawiedliwości. Czasy naszych przodków! Mój tatuś (1915-1985) wtedy dopiero pobierał nauki na szczeblu wczesnopodstawowym. Mamusi (1925-2024) jeszcze nie było na świecie.
Poniższy tekst zamieszczę niebawem na moim blogu („Czytelnia Książek Historycznych”). Prapremierę ma dziś tu.
Jarosław Molenda „Piekielna Mańka. Dzieje krwawej femme fatale z Kresów Wschodnich, współodpowiedzialnej za ponad 50 zabójstw”
Wydawca: Agencja Wydawniczo-Reklamowa Skarpa Warszawska Sp. z o.o., Warszawa 2022
W pierwszej połowie lat 30. ub. wieku amerykańska opinia publiczna ekscytowała się wyczynami gangsterskiej pary Bonnie and Clyde. My taki damsko-męski, zbrodniczy duet mieliśmy „lepszy” – zarówno pod względem wyprzedzenia w czasie (operowali w pierwszej połowie lat 20.), jak i liczby zabójstw dokonanych na tle kryminalnym. W latach 1924-1926, gdy byli sądzeni, nie schodzili z łam naszej codziennej prasy. Owi złoczyńcy to Germanida Szykowicz z d. Błońska, urodzona prawdopodobnie w 1898 r. (data śmierci nieznana) i jej partner Stanisław Zboński, ur. w 1897 lub 1898 roku, rozstrzelany na mocy wyroku śmierci w 1926 r. Ich opus operandi był dość nieskomplikowany – pani wyszukiwała i sprowadzała (pod różnym pretekstem) ofiary, a pan pozbawiał je życia (strzałem z pistoletu, nożem, bądź jakimś tępym narzędziem). Nie byli przy tym wybredni – zabijali zarówno osoby uznane za majętne, jak i zwykłych wozaków (aby zrabować konia, furmankę i szybko je spieniężyć). Owa „niewybredność” wyboru ofiar oraz różnorodność miejsc i sposobów morderstw okazywały się, do czasu, czynnikami im sprzyjającymi. Licznych zbrodni długo bowiem nie kojarzono z jednymi sprawcami. Ostatecznie udowodniono im 51 zabójstw, ale prawdopodobnie było ich więcej. Działali na terenie całej II Rzeczypospolitej. Germanida (tytułowa Mańka) nie była, wg cytowanych relacji prasowych, kobietą specjalnie atrakcyjną, ale jednak musiała „coś w sobie mieć”, albowiem kilka ofiar to oczarowani nią mężczyźni, deklarujący nawet wobec niej „poważne zamiary”. Stanisław natomiast to zwykły osiłek i zbir posłusznie wykonujący jej polecenia. Jako byłego żołnierza go rozstrzelano, a nie powieszono. Germanida również otrzymała prawomocny wyrok śmierci, od którego wykonania wybawił ją jednak Pan Prezydent RP korzystając z prawa łaski (1927). Aż do pamiętnego września 1939 r. przebywała osadzona w więzieniu w Bydgoszczy, a co się z nią stało po wybuchu wojny – nie wiadomo. Miała wtedy 41 lat, z których ostatnie 15 spędziła za kratkami (co, jak wiadomo, zdrowiu ani urodzie nie sprzyja).
Proponowana dziś książka nie jest powieścią sensacyjną, co mógłby sugerować jej tytuł. Pan Jarosław Molenda stworzył reportaż śledczo-sądowy, bazując na archiwaliach i artykułach naszej prasy z tamtych lat, korzystając również z publikacji wybranych, cytowanych historyków. Opisał wszystkie krwawe wyczyny Germanidy i Stanisława, które wyszły na jaw w ramach śledztw i procesów. Podczas lektury szybko zauważamy, iż postępki bandyckiej pary stały się też okazją do szerszego opisania realiów życia codziennego w Polsce pierwszej połowy lat 20. ubiegłego wieku. Poznajemy polską biedę tuż po odzyskaniu niepodległości, działalność licznego świata przestępczego (dość szczegółowo), motywy i metody zbrodni, zagrożenie dla życia czające się na wielu miejskich ulicach, wiejskich traktach oraz w pociągach. I często towarzyszącą temu bezradność polskiej policji - słabo wówczas opłacanej, niedoinwestowanej w urządzenia techniczne oraz na ogół kiepsko wykwalifikowanej. Pozytywnym wyjątkiem okazał się tu policjant śledczy, starszy przodownik Kazimierz Dubaniewicz, który walnie przyczynił się do rozpracowania i ujęcia bandyckiej pary (za co dość wysoko awansował).
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Osobom, które od czasu do czasu zaglądają do mojego bloga pn. „Czytelnia Książek Historycznych” (ale latem br. jeszcze tego nie uczyniły), informuję, że w lipcu i sierpniu zamieściłem tam artykuły zawierające propozycje lektur tzw. okolicznościowych: 110. rocznicy wybuchu pierwszej wojny światowej, 80. rocznicy powstania warszawskiego i 85. rocznicy najazdu Niemiec na Polskę. Aby Was bardziej zainteresować nadmieniam, iż jedna z omówionych książek o powstaniu warszawskim została napisana przez Niemca, członka NSDAP i oficera Wehrmachtu, po wojnie historyka zachodnioniemieckiego.
Natomiast tym spośród Was, którzy zamiast wielkiej polityki i wielkiej historii wolą wielką przygodę, proponuję wędrówki po prerii i górach pogranicza amerykańsko-meksykańskiego. Poniżej zamieszczam przygotowany już tekst, który za jakiś czas również znajdzie się na ww. blogu, ale prapremierę ma dziś tu.
Cormac McCarthy – Trylogia „Pogranicze” („Rącze konie”, „Przeprawa”, „Sodoma i Gomora”)
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o., Kraków 2023
Trochę się zawahałem, czy o tych trzech powieściach napisać na blogu poświęconym książkom o tematyce historycznej. Ich bohaterami nie są bowiem postacie historyczne, powieści nie odnoszą się też do żadnych ważnych wydarzeń dziejowych. Historyczne są tylko miejsce i czas akcji: pogranicze USA i Meksyku, rok 1949 (cz. 1), rok 1941 (cz. 2) i rok 1952 (cz. 3) – naruszenie chronologii akcji wynika z kolejności napisania powieści. Autor wspaniale w nich przedstawia przygraniczne, wiejskie i małomiasteczkowe realia, charakteryzuje je przyrodniczo i etnologicznie. Wprowadza całą galerię ludzkich typów po obu stronach granicy, zarówno charakterów dobrych, jak i całkowicie nikczemnych. Ukazuje potęgę miłości i męskiej przyjaźni. Wszystko to jest tłem powieści kowbojskich, sensacyjnych. Czyli książek wartkiej akcji.
Trylogii streszczać nie zamierzam – niechże czytelnik sam pozna losy jej głównych bohaterów. Jest ich dwóch: John Grady Cole (ur. 1933) i Billy Parham (ur. 1924). Szesnastoletni John jest pierwszoplanową postacią części pierwszej (pt. „Rącze konie”), siedemnastoletni Billy natomiast przewodzi części drugiej (pt. „Przeprawa”). Obaj, już w wieku odpowiednio 19 i 28 lat, spotykają się i zaprzyjaźniają dopiero w części trzeciej (pt. „Sodoma i Gomora”). Są to chłopaki uczciwe, wrażliwe, prostolinijne, inteligentne, słabo wykształcone. Kowboje diablo odważni i sprawni fizycznie. Kochają zwierzęta, nienawidzą takich, co je sadystycznie krzywdzą. John doskonale radzi sobie z końmi, Billy jest znawcą hodowli bydła. Biedni jak myszy, zatrudniają się u zamożnych farmerów po obu stronach granicy amerykańsko-meksykańskiej. Po kolei wpadają w wielkie tarapaty. Nie ze swojej winy, ale kto to obiektywnie osądzi, kto im pomoże? Czasem mają szczęście, czasem nie. No i zwróćmy uwagę na ich młodziutki wiek. „Do zakochania jeden krok” – jak śpiewał Andrzej Dąbrowski. John, Billy i ich powieściowi rówieśnicy kilkakrotnie ten krok wykonują. W realiach Dzikiego Zachodu, na tym pograniczu naprawdę dzikim jeszcze w połowie XX wieku. Nawet jeśli początkowo mają szczęście w miłości, to wkrótce okrutny los dmuchnie biedakom wiatrem w oczy. Spotyka ich rozczarowanie, a nawet … Proszę sobie samemu przeczytać. Dla wzmożenia zainteresowania podpowiem tylko, że miłość Johna do młodej, biednej dziewczyny, zmuszonej do uprawiania prostytucji, stała się powodem pojedynku na noże, szczegółowo opisanego w trzeciej powieści. Dramaturgia narracji nie ustępuje tu Sienkiewiczowskim opisom pojedynków Wołodyjowskiego z Bohunem w „Ogniem i mieczem” i z Kmicicem w „Potopie”. Ale proszę nie traktować książek trylogii McCarthy’ego jako tylko sensacyjnych. Są to przede wszystkim powieści obyczajowe i psychologiczne. Mocne, ukazujące trudy, brudy i okrucieństwo życia. A przez pryzmat losów ich bohaterów poznajemy, dziś już historyczne, środowisko pogranicza USA i Meksyku połowy XX wieku. Autor przy okazji przytacza również ówczesne przypowieści ludowe, wspomnienia i legendy, ukazując logikę i sposób rozumowania prostych ludzi.
Na zakończenie, dwie moje kąśliwe uwagi pod adresem Szanownego Wydawnictwa, nomen omen Literackiego. W części 1 (pt. „Rącze konie”) częste dialogi w języku hiszpańskim w ogóle nie zostały przetłumaczone na polski!!! Czasem się można (z kontekstu) domyśleć ich treści, a czasem nie. Na szczęście w dwóch kolejnych częściach trylogii tłumacze się zreflektowali i w przypisach zamieścili polską treść rozmów prowadzonych po hiszpańsku. Druga ważna uwaga: występujące we wszystkich trzech powieściach częste dialogi są, moim zdaniem, niewłaściwie wprowadzone do tekstu książek. Ani nie są w nim poprzedzane myślnikami, ani nie oznaczono ich innym rodzajem druku (np. kursywą). Także nie zawsze zostały ujęte w odrębnych wierszach tekstu, bywa że je wtrącono do narracji ogólnej. Sprawia to przykre wrażenie naruszenia zasad pisowni, niekiedy wręcz pomieszania z poplątaniem. Przyznaję, że po raz pierwszy spotkałem się z takim niestarannym sposobem umieszczania dialogów w redakcji tekstu książki.
-
Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Poniższy tekst z czasem znajdzie się w mojej "Czytelni Książek Historycznych". Premierę ma dziś tu.
Szczepan Twardoch „Chołod”
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o., Kraków 2022
Obywatel radziecki pochodzenia górnośląskiego, Konrad Wilhelmowicz Widuch (ur. 1895), w 1946 roku mając dużo wolnego czasu opisuje fragmentarycznie swoje burzliwe dzieje od dnia, gdy w wieku 14 lat uciekł z rodzinnego domu, aż do okresu, w którym prowadzi tę pisemną narrację. Czyni to dość nieskładnie, z wulgaryzmami, często przerywając chronologię wprowadzaniem wielu wspomnień i refleksji, co jednak nie zmniejsza czytelniczego zainteresowania, a wręcz przeciwnie – moim zdaniem nieraz je nawet wzmaga. Przez pozornie prostacki tekst przeziera wrodzona inteligencja i wisielcze poczucie humoru narratora, który mimo tylko podstawowego wykształcenia jest dość oczytany (to przede wszystkim zasługa jego żony) oraz włada czterema językami: górnośląskim, polskim, niemieckim i rosyjskim. Naleciałości głównie tego ostatniego, oraz trochę pierwszego i trzeciego, są zauważalne w treści dziennika pisanego jednak po polsku. Początkowo to mnie, przyzwyczajonego do lektury tekstów choćby i najbardziej niecenzuralnych, ale jednak redagowanych z zachowaniem reguł gramatyki, dosyć raziło. Wkrótce przestało, tak mnie wciągnęła fabuła. Fabuła, dodajmy, fikcyjna. Autor książki dochował jednak wierności realiom epoki, wydarzenia podobne opisywanym zapewne mogły mieć miejsce. Za wyjątkiem, oczywiście, niektórych specyficznych incydentów oraz istnienia tytułowej osady Chołod. Wprowadzenie jej do powieści, wraz z wierzeniami i obyczajami jej mieszkańców, potwierdza artyzm i maestrię literacką p. Szczepana Twardocha, odczuwane zresztą podczas lektury całej książki.
Bohater powieści, początkowo obywatel Cesarstwa Niemiec, pierwszą wojnę światową spędził na morzach jako podoficer floty. Pod koniec wojny uczestniczył w buncie marynarzy i nieudanej rewolucji niemieckiej. Następnie udał się do Rosji, gdzie wziął, już jako dość zasłużony rewolucjonista-bolszewik i komisarz polityczny, udział w wojnie z Polską. W 1920 r. walczył w szeregach mającej złą sławę Armii Konnej Budionnego, naszych rodaków przy tym nie oszczędzając, a wręcz przeciwnie (w książce mamy tego przykłady). Tam poznał swoją przyszłą żonę (w Konarmii służyło sporo kobiet), z którą stworzył udane, kochające się radzieckie małżeństwo. Jego Sofie również była zagraniczną, ideową komunistką-rewolucjonistką pochodzenia norweskiego. Także miała na sumieniu wiele ludzkich istnień. Nowa władza radziecka nie patyczkowała się bowiem z wewnętrznymi i zewnętrznymi wrogami, ofiary wojny domowej szły w miliony osób. Rewolucyjna przeszłość obojga nie zapewniła im jednak bezpiecznej egzystencji w Ojczyźnie Światowego Proletariatu. Byli protegowanymi Karola Radka, który swego czasu miał nieszczęście wyrazić trochę odmienne poglądy niż Wielki Stalin. W latach 30. ub. wieku, gdy stalinowski terror objął najpierw wszystkich trockistów (rzeczywistych i domniemanych), a z czasem już prawie wszystkich starych bolszewików, Konrad i Sofie wyjechali z Moskwy do dalekiego Murmańska, mając nadzieję pozostania tam niezauważonymi. Słusznie potem jednak przewidując swe aresztowanie, postanowili uciec za granicę. Najpierw spróbowała tego Sofie zabierając ze sobą ich dwie córki. Konrad długo nie wiedział, czy im się powiodło, sam już udać się za nimi nie zdążył. Tak jak miliony innych represjonowanych podczas Wielkiego Terroru zaliczył aresztowanie, ciężkie, połączone z torturami śledztwo NKWD, wreszcie pobyt w syberyjskim łagrze z etykietą wroga ludu, co dawało mizerne szanse na przeżycie. Z obozu udało mu się jednak po niesamowitych perypetiach i w niesamowitym towarzystwie zbiec i trafić do zapomnianej przez Boga i ludzi społeczności plemiennej, nieodnalezionej jeszcze przez władzę radziecką. Byli to Ljaudis, mieszkańcy podarktycznej, nieuwidocznionej na żadnej mapie osady Chołod (stąd tytuł książki). Stamtąd po kilkuletnim pobycie też musiał uciekać. Ostatecznie uratował się, dotarł do wybrzeży Alaski, choć o tym dowiadujemy się już nie z kart jego dziennika.
Tyle w suchym skrócie telegraficznym. Z książki dowiecie się Państwo o codziennych realiach, w których przyszło żyć i mierzyć się z nimi Konradowi Widuchowi. Poznacie ludzkie typy spod ciemnej gwiazdy, płci obojga. Z kart powieści często przebija groza. Przeczytacie bowiem o dużym okrucieństwie czynów opisywanych postaci, samego głównego bohatera nie wyłączając, choć on do takich posuwał się rzadko i raczej tylko z zemsty. Napotkacie również kilka śmiałych opisów scen erotycznych, w tym też typu hardcore w warunkach łagrowych (a zresztą nie tylko tam). O tym, że to wszystko, z zastrzeżeniem jak na wstępie, mieściło się jednak w realiach czasów i miejsc, nie ma wątpliwości. Potwierdza to liczna literatura popularnonaukowa i rzeczywista wspomnieniowa, z których autor zapewne czerpał wiedzę i natchnienie. Reasumując, życzę pasjonującej lektury. Ale osobom nadwrażliwym jej nie polecam. Przy okazji: czytelnicy mający wiedzę i doświadczenie żeglarskie zapewne z przyjemnością natkną się w książce na sporo terminów oraz procedur marynistycznych.
PS. Na str. 273 autor czyni dygresję do osoby Aloisa Pokory, tytułowego bohatera swojej innej książki (opisanej na blogu - proszę zerknąć do katalogu autorskiego alfabetycznego albo katalogu tematycznego 9).
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Do osób, których zainteresowały teksty dotyczące książek trylogii "Pogranicze" (powyżej przedostatni wpis).
Proponuję Wam lekturę kolejnej (i znacznie lepszej!!!) książki Cormaca McCarthy’ego – mocnej powieści sensacyjnej, trzymającej cały czas w napięciu i powodującej odkładanie na później innych zaplanowanych czynności dziennych. Jakiś czas temu miała swoją ekranizację pod niezmienionym tytułem. Nb. film również jest świetny, można go znaleźć w Internecie, polecam. Oczywiście chodzi o powieść pt. „To nie jest kraj dla starych ludzi”, wydaną w 2023 r. przez krakowskie Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. Dla mnie nie jest to książka o tematyce historycznej – jej bohaterami nie są znane persony, nie dotyczy ważnych wydarzeń z przeszłości, a poza tym jej fikcyjna akcja toczy się w 1980 r., gdy miałem już 29 lat. Zatem dłuższej recenzji w mojej internetowej „Czytelni Książek Historycznych” mieć nie będzie. Ale miłośnikom ambitnych powieści sensacyjnych, z tłem psychologicznym i socjologicznym, naprawdę gorąco ją rekomenduję.
PS. Sposób edycji narracji, w tym licznych dialogów, identyczny jak w polskich tłumaczeniach tamtych książek. Trochę irytuje, ale cóż zrobić.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
W niezgłębionych czeluściach internetu natknąłem się w ubiegłym tygodniu na podcast Marcina Piotrowskiego „Literatura ze środka Europy”. No i przez kilka ostatnich wieczorów zamiast czytać książki to tracę ;) czas na słuchanie o pisarzach i ich dziełach już mi znanych, o tych, o których gdzieś i kiedyś coś tam mi dzwoniło, jak i o takich, o których istnieniu pojęcia nie miałem :oops:.
Troszkę się zatraciłem w traceniu, do czego i Was gorąco namawiam :razz:
Przede wszystkim polecam odcinek o „Czarownicy z Funtinel” Alberta Wassa, do przeczytania której kiedyś zachęcałem ( http://forum.bieszczady.info.pl/show...l=1#post181314 ) :
https://www.youtube.com/watch?v=OG7KHiI8kgY
oraz o „Szkicach piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego”, (polecanych przeze mnie w tym poście:
http://forum.bieszczady.info.pl/show...=1#post1787370 ) :
https://www.youtube.com/watch?v=1sbal0zIHgA&t=346s
Podcastu można również słuchać w serwisie Spotify.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Magali Delaloye „Historia erotyczna Kremla. Od Iwana Groźnego do Raisy Gorbaczowej”
Wydawnictwo Bellona Sp. z o.o., Warszawa 2018
Opis tu:
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...-od-iwana.html
W pakiecie również życzenia świąteczne. :razz:
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Jeżeli ktoś jest zainteresowany to "Into the wild" Jona Krakauera jest obecnie w Amazonie za $2.09. Ebook, format Amazona z DRM - do każdego Kindla jak znalazł, ale poza ekosystemem Amazona już trudniej.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Polecam katastroficzny, hipotetyczny reportaż z przyszłości pt. „Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz” autorstwa Annie Jacobsen, znanej amerykańskiej dziennikarki. Jest to książka o wybuchu i dokładnym przebiegu, minuta po minucie, III wojny światowej, trwającej tylko 1 godzinę i 12 minut. Autorka przygotowywała tę książkę przez kilka lat, przeprowadziła szereg wywiadów ze specjalistami, naczytała się odpowiedniej literatury, aż sama stała się ekspertką. Aktualnie to największy hit czytelniczy w Stanach Zjednoczonych. Polski wydawca: Insignis Media, Kraków 2024. Nie przeczytać nie można.
Aha, za pasem sylwester. Czego by więc Wam w nadchodzącym Nowym 2025 Roku życzyć? Co ja się będę wysilał, pisał banały o zdrowiu, szczęściu, pomyślności etc. … Może niech teraz każda/każdy z Was, czytająca/czytający ten tekst, pomyśli sobie o najskrytszym swoim marzeniu do spełnienia w Przyszłym Roku. Już? No to ja właśnie tego Jej/Jemu życzę. :-P
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Poniższe dwa teksty za jakiś czas znajdą się w mojej internetowej „Czytelni Książek Historycznych”. Ale prapremierę mają dziś tu.
Colson Whitehead „Rytm Harlemu”
Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2022
Nowy Jork, Harlem, lata 1959-1964. Dziś to już historyczny obraz tamtejszej murzyńskiej społeczności bez retuszu. Oszustwa, wymuszenia haraczy, szantaże, prostytucja, kradzieże, napady, paserstwo, bójki, morderstwa, narkomania … Ale także liczni mieszkańcy pragnący żyć normalnie i pracować uczciwie. Główny bohater Ray Carney (ur. 1930) to facet sympatyczny, postać raczej pozytywna. Wywodzący się z nizin społecznych, syn czarnoskórego bandziora, po śmierci matki wychowywany przez ciotkę. Z dużym samozaparciem, pracując na swe utrzymanie i czesne, ukończył studia z zakresu zarządzania, założył kochającą się rodzinę, otworzył własny sklep meblarski (pośmiertnie pomógł mu w tym szemrany tatuś; szczegóły w książce). Pracowity, bez nałogów, wierny mąż, dobry ojciec. Powyżej napisałem „postać raczej pozytywna” - już tłumaczę użycie słówka „raczej”. Interes Raya idzie jako tako. Bohater marzy o najmie mieszkania większego i w lepszej harlemskiej lokalizacji, a zatem sporo droższego. Swe oficjalne meblarstwo wspomaga więc drobnym, okazyjnym paserstwem – miejscowi prymitywni rabusie przynoszą mu przeróżne „fanty” z kradzieży i napadów, a on z kolei przekazuje je paserom bogatszym i bardziej wyspecjalizowanym w ocenie łupów i możliwości ich sprzedaży, najczęściej nowojorskim Żydom. Za owo pośredniczenie pobiera „prowizję” pozwalającą mu nie tylko związać koniec z końcem, ale również rozbudować pawilon sklepowy, rozszerzyć jego meblarski asortyment, a nawet odłożyć na większe mieszkanie. Z czasem zamierza ograniczyć się do działalności wyłącznie legalnej. Ale z kryminalną przeszłością nie jest tak łatwo zerwać! Na domiar złego dużo kłopotów przysparza mu brat cioteczny, z którym się wychował, i którego bardzo kocha. A tamten to już typowy harlemski złodziejaszek i bandziorek, obracający się w towarzystwie jeszcze gorszym.
W tle mamy rasizm oraz tytułowy codzienny rytm życia wielkiej dzielnicy murzyńskiej. Bardzo wzmagający się podczas gwałtownych zamieszek ulicznych po tym, gdy biali policjanci zabijają niezupełnie niewinnych czarnych chłopaków. Otrzymujemy arcydokładny opis czarnego Nowego Jorku tamtych lat. Ubodzy, niemający legalnych źródeł utrzymania mieszkańcy gnieżdżą się w wyeksploatowanych budynkach i obskurnych, śmierdzących lokalach. Miasto się rozbudowuje, inwestycjom towarzyszą przeróżne deweloperskie szwindle. Abyśmy się owym opisem nie znudzili, autor wprowadził doń kilka wątków kryminalno-mafijnych godnych powieści Mario Puzo. M.in. czytamy o organizacji, przebiegu i konsekwencjach dużego napadu rabunkowego, o międzygangowych „sprzecznościach interesów” oraz o wewnątrzgangowych przekrętach i krwawych porachunkach. Także o do cna skorumpowanej lokalnej administracji i policji, o bójkach i strzelaninach. W centrum tego wszystkiego oczywiście pozostają nasz Ray i jego marnotrawny kuzyn Freddie. Reasumując, jest to bardzo dobra, trzymająca w napięciu powieść sensacyjna, od której ciężko się oderwać. Od typowych kryminałów odróżniająca się wszechstronną charakterystyką wielkomiejskiej społeczności oraz analizą życiorysów i mentalności wybranych jej reprezentatywnych przedstawicieli. Colson Whitehead to wielokrotnie nagradzany amerykański pisarz i dziennikarz, piszący o sprawach doskonale mu znanych (choć niezupełnie z autopsji, urodził się w roku 1969). Nowojorskich poloniców podczas tej lektury nie napotkamy. Raz tylko autor napomyka, że – podczas klubowego spotkania – miejscowa elita murzyńska opowiadała sobie dowcipy o Polakach.
PS. Ciąg dalszy losów Raya Carneya możemy poznać z kolejnej książki Colsona Whiteheada pt. „Reguły gry”.
I oto one:
Colson Whitehead „Reguły gry”
Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2023
Akcję „Rytmu Harlemu” Colson Whitehead zakończył w roku 1964. Sequel pt. „Reguły gry” to już lata 1971-1976. Nadal przebywamy w Nowym Jorku, ze szczególnym uwzględnieniem Harlemu. Bohaterowie są ci sami, oczywiście po odjęciu postaci uśmierconych w pierwszej powieści. Ray Carney to już czterdziestoletni, zamożny przedsiębiorca branży meblarskiej. Wydawałoby się, iż zerwał z paserstwem na boku. Pozory mylą, a wilka ciągnie do lasu. Nowy Jork się rozwija, deweloperzy nie przebierają w środkach chcąc uzyskać kolejne tereny pod budownictwo inwestycyjne. Pod różnymi pretekstami dokonują quasi legalnych wyburzeń, nieraz technicznie i funkcjonalnie bezzasadnych. Oficjalnie to się nazywa rewitalizacją miejskiej zabudowy. Współpracują z nimi lokalni urzędnicy do szczebla burmistrza dzielnicy włącznie. Takie są właśnie tytułowe reguły gry. Nie wyłamują się, a wręcz ochoczo w niej uczestniczą także skorumpowani pracownicy wymiaru sprawiedliwości: lokalni policjanci, prokuratorzy, sędziowie. Społeczność murzyńska nie pozostaje bierna. Bardzo się już zradykalizowała – w mieście działają Czarne Pantery oraz grasuje ich terrorystyczny odłam: Armia Wyzwolenia Czarnych. Przestępczość pospolita nadal rozkwita. W tle tak złowrogiej i obszernie naszkicowanej charakterystyki miasta mamy trzy pasjonujące wątki sensacyjne, których lektura nie pozwala oderwać się od książki.
W pierwszym rozdziale nasz Ray Carney lekkomyślnie oraz zupełnie przypadkowo został pomocnikiem skorumpowanego policjanta, który miał już dość służby w policji i postanowił ją porzucić, ale bez formalnego wypowiedzenia, a za to ze zrabowaną forsą i klejnotami. Tak przedstawiał Rayowi swą motywację (cyt., str. 126): „Chciałbyś mieszkać na tym śmietnisku? (…) Kiedyś getto to było getto, teraz całe miasto jest gettem. Gnoje zrzucają noworodki do zsypów. Trzynastolatki noszą w brzuchach dzieci swoich ojców. Kobieta tyle razy dostaje po pysku, że strzela w łeb mężowi, a potem sama połyka kulkę. Wnuczki przykuwają babcie do kaloryferów i kradną im emeryturę.”. Jak wymuszona współpraca Carneya z owym policjantem Munsonem przebiegała i jak się zakończyła, nie będę zdradzał, przeczytacie Państwo sami. Nadmienię jedynie, iż i krew się lała, i trup się słał gęsto.
W drugim wątku tematycznym głównym bohaterem jest Pepper, przyjaciel i ochroniarz Carneya, z zawodu bandyta. Nie odrzuca również zleceń legalnych – w tym przypadku poszukuje czarnoskórej seksownej aktoreczki, która nagle zniknęła podczas kręcenia filmu, w którym gra główną rolę. Po nitce do kłębka Pepper dochodzi do potencjalnego sprawcy domniemanego porwania – kolejnego czarnego gangstera. Przed laty był on kochankiem dziewczyny, umożliwił jej zrobienie kariery aktorskiej, a teraz, gdy chciał odnowić z nią znajomość, potraktowała go jak prehistorię, co oczywiście nie mogło nie przynieść ujmy na gangsterskim honorze. Po wielu perturbacjach i łomotach (sprawionych innym, jak też samemu odebranych) Pepper wykonał zadanie zlecone mu przez reżysera filmu. A propos – owym, już dość sławnym reżyserem jest niejaki Zippo, w „Rytmie Harlemu” jeszcze fotograf oraz handlarz zdjęciami dorosłych i dla dorosłych. A więc także i on w międzyczasie zrobił karierę.
Trzeci rozdział książki nosi tytuł „Wykończeniowcy”. Okazują się nimi nieuczciwi deweloperzy albo spekulanci w obrocie nieruchomościami. Reguły ich brudnej gry przedstawia cytat (str. 346, 347): „Wykończeniowiec wyciąga budynek z kabały (…). Właściciel jest u kresu wytrzymałości – podatki sięgają sufitu, ćpuny się panoszą – więc sprzedaje nieruchomość wykończeniowcowi, a ten wymontowuje instalację elektryczną, wodno-kanalizacyjną, wszystko, co jest warte więcej niż pół centa, a następnie zleca podpalenie budynku, żeby zgarnąć odszkodowanie z wyśrubowanej polisy ubezpieczeniowej.”. Jak z powyższego cytatu musi wynikać, w trzecim wątku tematycznym mamy morze ognia i spotykamy szereg specjalistów w dziedzinie wzniecania miejskich pożarów. Ray Carney wraz z Pepperem pragną choć trochę ten proceder ukrócić. Rayem powoduje współczucie wobec lokatorów - ofiar podpalanych budynków, ale też … uraz osobisty. A mianowicie podejrzenie, iż jednym ze wspólników wykończeniowców może być niedoszły narzeczony jego żony, obecnie zamożny pan prokurator, lekceważący go i traktujący protekcjonalnie, aktualnie kandydat na burmistrza dzielnicy w nadchodzących wyborach samorządowych. Jak się to wszystko zakończyło, dowiecie się Państwo z książki. Nadmienię jedynie, iż oprócz mnóstwa płomieni mamy dużo mordobicia i strzelaniny, w następstwie której – podobnie jak w „Rytmie Harlemu” – ubywa paru drugoplanowych bohaterów powieści. Nowojorskich poloniców w książce nie spotykamy, raz tylko pewien paser nadmienia o swym koledze po fachu, starym Polaku specjalizującym się w paserstwie drogimi zegarkami.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Poniższy tekst również za jakiś czas zawędruje do mojej internetowej "Czytelni Książek Historycznych". Prapremierę ma dziś tu:
Guy Sajer „Zapomniany żołnierz”
Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o., Poznań 2022
Bardzo dobra książka o drugiej wojnie światowej głównie na froncie wschodnim. Literatura pamiętnikarska pola walki, ale taka ambitna – z ciekawym podtekstem psychologicznym. Autorem jest młodziutki żołnierz Wehrmachtu, pół-Niemiec (po matce), pół-Francuz (po ojcu, francuskim patriocie, kombatancie pierwszej wojny światowej). Urodzony wg notki na okładce oraz wg Wikipedii w roku 1927. Natomiast z treści tych jego wojennych wspomnień wyraźnie wynika, że jednak już w roku 1926. Różnica ta ma duże znaczenie, zważywszy młodziutki wiek i sposób rozpoczęcia służby w wojsku niemieckim. W 1940 r. po klęsce Francji Guy Sajer oczarowany zwycięską Trzecią Rzeszą odkrył w sobie przewagę genów przodków po kądzieli. Latem 1942 r., jeszcze kiepsko mówiąc po niemiecku, wstąpił na ochotnika do Wehrmachtu. Nie mogło być chyba inaczej, chociaż sam pisze, że został do niemieckiego wojska zmobilizowany. Ale przecież w połowie 1942 r. Wehrmacht nie odczuwał jeszcze tak wielkich braków kadrowych, żeby przymusowo powoływać pod broń szesnastolatków (piętnastolatków?), w dodatku nie w pełni niemieckiego pochodzenia. Volksturm powstał dopiero jesienią 1944 r. Niezakwalifikowanego do służby w Luftwaffe Sajera skierowano do piechoty, do konwojenckich oddziałów transportowych. Trafił na front wschodni, na którym pozostawał aż do końca marca 1945 r., gdy drogą morską jego pododdział dyslokowano z Helu do Danii. Ostatnie jego walki to już front zachodni w północnych Niemczech, gdzie trafił do alianckiej niewoli. Na str. 28 znajdujemy mapkę pt. „Szlak bojowy Guya Sajera”, do której radzę powracać w toku dalszej lektury.
Początkowo, służąc w pomocniczych oddziałach transportowych, Guy Sajer taszczył do pierwszej linii okopów zaopatrzenie (amunicję, żywność, medykamenty itp.), w drodze powrotnej pomagając zabierać na tyły rannych oraz grzebać zabitych. Wiosną 1943 r. na własną prośbę został przeniesiony do elitarnej Division Grossdeutschland, w której to formacji (należącej do Wehrmachtu, proszę nie pomylić z Waffen SS) pozostawał prawie do samego końca wojny. W 1944 r. otrzymał awans na kaprala. We wspomnieniach spisanych po francusku w latach 1952-1957 bardzo dokładnie przedstawił swoje wojenne przeżycia i towarzyszące im refleksje. Ukazał koszarową musztrę, brutalny realizm życia w okopach, walki w natarciu i w odwrocie, bohaterstwo i tchórzostwo żołnierzy, pogarszające się w miarę upływu lat zaopatrzenie wojenne, polowych dowódców dobrych i złych. Poznał co to latem na Ukrainie i w Rosji wielki upał, a zimą silny mróz. Nieuniknione stały się mu brud, smród i wszy. Niejednokrotnie Sajer odczuwał też głód i pragnienie. Bywał ranny i chory. Z kilkoma kolegami scementowała go okopowa, żołnierska męska, prawdziwa przyjaźń, w sytuacji krytycznej ratująca życie. Wielokrotnie napatrzył się na ciężkie rany i śmierć towarzyszy broni, niektórych bardzo mu bliskich. Bohatera nie zgrywał, szczerze pisał o nurtujących go obawach, o własnym strachu przeżywanym pod ostrzałem, przyznał też, że nie sprawdził się w roli dowódcy drużyny. Pierwszej miłości zaznał w 1943 r. podczas 15-dniowej przepustki w Berlinie. Potem korespondencja z ukochaną Paulą stała się jego jedyną odskocznią od przeżywanego na co dzień wojennego brutalizmu. Drugą przepustkę w 1944 r. anulowano mu w Lublinie, gdy był już w drodze do Niemiec i dziewczyny. Na przełomie lat 1944 i 1945 doświadczył agonii Prus Wschodnich.
Wypada podkreślić, iż wojenne wspomnienia Guya Sajera czyta się jednym tchem, głównie ze względu na wartką narrację i wspomniany realizm opisów toczonych walk. Od lektury naprawdę trudno jest się oderwać. Do osoby autora należy jednakże podejść z dużym dystansem – jest to w końcu chłopak nieposiadający szerszej wiedzy historycznej i geograficznej, politycznie bardzo naiwny, ślepo zapatrzony w przybraną ojczyznę i jej Führera, unikający też tematów niewygodnych. Czytając wplecione do wojennych wspomnień jego dygresje i refleksje już powojenne można odnieść wrażenie, iż wiele nie zmądrzał. O masowym ludobójstwie radzieckich Żydów, o którym Guy Sajer, przebywając w latach 1942-1944 na okupowanych terenach ZSRR nie mógł nie wiedzieć, nie przeczytamy nic – jakby takie zjawisko w ogóle nie zaistniało. Trochę tylko bąka o tym, że czasem jego oddział nie brał jeńców, ale zaraz dodaje, że również czerwonoarmiści zabijali, a przed śmiercią torturowali poddających się żołnierzy niemieckich. Represje wobec ludności cywilnej tłumaczy jej współpracą (dobrowolną albo wymuszoną) z partyzantami. Poloniców mamy w książce kilka, w końcu Sajer parę razy przemierzył nasz kraj (vide mapka na str. 28, o której wspomniałem wcześniej). O Polsce pisze, jakby nie była pod okupacją, termin Generalne Gubernatorstwo nigdzie się nie pojawia. O naszych rodakach wyraża się raczej z sympatią. Zapewne to wpływ akurat tej francuskiej połowy jego genów. Nieprzyjemnie wspomina tylko pewną grubą, brudną, chutliwą Polkę, która mało go nie zgwałciła, gdy samotnie udał się na wieś w poszukiwaniu czegoś do jedzenia.
Wojna dla Guya Sajera osobiście skończyła się happy endem. Uznano jego francuskie (po ojcu) pochodzenie oraz przedwojenne obywatelstwo francuskie i potraktowano analogicznie, jak w tamtym czasie niejednokrotnie postępowano np. z wziętymi do alianckiej niewoli naszymi rodakami zmobilizowanymi uprzednio do Wehrmachtu, którym dawano możność wstąpienia do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Czyli szybko zwolniono go i wcielono do armii francuskiej. Miał w ten sposób olbrzymie szczęście uniknąć niewoli … radzieckiej. Na mocy bowiem międzyalianckich porozumień do ZSRR kierowano tych pojmanych na Zachodzie niemieckich żołnierzy, których wcześniejszy szlak bojowy wiódł przez tereny radzieckie. Niewykluczone, że tak postąpiono z frontowym przyjacielem, z którym Guy Sajer nie rozstawał się aż do ostatnich dni walk.
PS. Podczas lektury kilkakrotnie dziwiła mnie bardzo dokładna pamięć autora do wojennych szczegółów. O wydarzeniach i swoich przeżyciach z lat 1942-1945 pisał już wszak w latach 1952-1957. Zrobiłem więc małe „doświadczenie”. Zastanowiłem się, czy sam, gdy byłem w wieku 26-31 lat, potrafiłbym tak dokładnie przypomnieć sobie własne losy i przemyślenia z okresu, gdy miałem lat 16-19. Przez dłuższą chwilę sięgałem pamięcią wstecz i stwierdziłem, że owszem, byłoby to możliwe. Wątpiącym proponuję przeprowadzić podobne doświadczenie na sobie. Odbędą ekscytującą wycieczkę w czasie minionym.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Niech to będzie na Prima Aprilis. Raz w roku szokuję Szanownych Czytelników (a jeszcze bardziej Szanowne Czytelniczki).
Marek Karpiński „Najstarszy zawód świata. Historia prostytucji”
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2010
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...-historia.html
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Michał Przeperski „Dziki Wschód. Transformacja po polsku 1986-1993”
Wydawnictwo Literackie Sp. z. o.o., Kraków 2024
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...po-polsku.html
W pakiecie najserdeczniejsze życzenia świąteczne! :razz:
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Otrzymałem e-mail od wydawnictwa Vesper z informacją, że „Comanche Moon” ukaże się w polskim tłumaczeniu już w sierpniu br. Jest to czwarta (a fabularnie druga) część tetralogii Larry’go McMurtry’ego, o której w tym wątku jakiś czas temu pisaliśmy.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
Otrzymałem e-mail od wydawnictwa Vesper z informacją, że „Comanche Moon” ukaże się w polskim tłumaczeniu już w sierpniu br. Jest to czwarta (a fabularnie druga) część tetralogii Larry’go McMurtry’ego, o której w tym wątku jakiś czas temu pisaliśmy.
Świetna informacja. Dzięki!
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Propozycje dwóch książek.
1. Vincent V. Severski "Krawiec". Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2025. Pasjonująca powieść szpiegowsko-sensacyjna, cały czas trzymająca w napięciu. Zakończenie nieco naciągnięte, uproszczone - autor musiał jakoś logicznie połączyć kilka rozbudowanych wątków. Ale mimo to gorąco polecam. W pewnym sensie prequel wcześniejszych powieści tego autora.
2. Teraz coś dużo ambitniejszego. Poniższy tekst za jakiś czas zamieszczę w mojej Czytelni Książek Historycznych. Prapremierę ma dziś tu.
Jacek Komuda „Upadek. Jak straciliśmy Pierwszą Rzeczpospolitą”
Fabryka Słów sp. z o.o., Warszawa 2025
Sławny autor poczytnych powieści historycznych wziął na warsztat temat dużo ambitniejszy – napisał obszerny esej o naszej Ojczyźnie przedrozbiorowej. Tytuł książki niezupełnie wiernie oddaje jej treść, pierwsze cztery rozdziały określają bowiem jeszcze nie JAK, ale CO utraciliśmy. Pan Jacek przedstawia w nich terytorium, ustrój polityczny i skład narodowościowy wielkiego oraz silnego (do czasu!) państwa. Następnie zajmuje się modą (ubiorami i fryzurami), edukacją, podróżami, zainteresowaniami, wyróżniającymi się indywidualnymi postępkami naszych przodków, ich obyczajami, łącznie z zamiłowaniem do mocnych trunków – z podkreśleniem, iż ma na myśli głównie szlachtę i magnaterię. A propos owych mocnych trunków – autor informuje, iż bywały one jednak sporo słabsze niż te dziś spożywane (mające ok. 40% alk.), przestaje więc dziwić wizerunek pana Zagłoby wychylającego duszkiem całą manierkę gorzałki i niemającego dosyć. Spostrzeżeń i wniosków autor nie ogranicza do płci brzydkiej, część stron poświęca dominującym a charakternym niewiastom. Nadmienia również, iż obywatele Rzeczypospolitej Obojga Narodów nie rozstawali się z bronią – używaną do pojedynków (nieraz z byle powodu) oraz niezbędną w podróży z uwagi na licznych grasantów czających się przy gościńcach. Najsłynniejszych takich rozbójników oraz ich wyczyny autor imiennie wymienia. Pan Jacek charakteryzuje także ówczesne koronne i litewskie wojsko, zarówno zaciężne, jak też pospolite ruszenie szlachty. Najwięcej uwagi poświęca oczywiście husarii. Szczegółowo zajmuje się jej wartością bojową oraz trudnymi i kosztownymi warunkami rycerskiej służby husarzy. Opisuje również słynnych lisowczyków, ich bitewne szlaki biegnące niemalże po całej Europie, oraz dowódców - Aleksandra Lisowskiego i jego kolejnych następców. Dużo czytamy o siedemnastowiecznych wojnach prowadzonych przez Rzeczpospolitą – o tzw. dymitriadach, o pierwszych buntach kozackich, następnie o trzech potopach, jakie nas w tamtym stuleciu nawiedziły: kozackim, moskiewskim i szwedzkim. Mało? No to dodajmy jeszcze najazdy tatarskie i księcia siedmiogrodzkiego Rakoczego, wojnę z Turcją oraz krwawy bratobójczy rokosz Lubomirskiego. Autor wskazuje ich przyczyny, w tym także te przez naszych przodków zawinione.
Ostatni (i najdłuższy) rozdział książki odpowiada już jej tytułowi. Pan Jacek wymienia najważniejsze błędy oraz zaniechania królów Jana Kazimierza i Jana III Sobieskiego, przesądzające o wprowadzeniu Rzeczypospolitej na równię pochyłą wiodącą ku upadkowi. Potem w XVIII wieku obserwujemy już degrengoladę państwowości – wojsko własne nieliczne i słabe (żołnierze niezmotywowani i niewyszkoleni), obce armie przemieszczające się przez nasz kraj, dwa skłócone ze sobą potężne stronnictwa polityczne, zrywane sejmy, szarogęszący się ambasadorzy państw sąsiednich, skorumpowani przez nich posłowie na sejm. Spora część durnej szlachty uwierzyła w gwarancje dla swojej złotej wolności, dawane przez … carycę Katarzynę II (w Rosji rządzącą przecież twardą ręką i mającą tam władzę absolutną!). Doprawdy aż dziw bierze, że pierwszy rozbiór nastąpił … dopiero w 1772 r. Czytamy o wszystkich trzech rozbiorach, także o tym, jak pierwsze dwa nasi posłowie zatwierdzili na sejmach, a trzeci i ostateczny rozbiór król Polski legitymizował własnym podpisem. Pisząc o podejmowanych próbach naprawy państwa autor słusznie zauważa, że nastąpiły o około sto lat za późno.
Reasumując, otrzymujemy książkę przedstawiającą Rzeczpospolitą szlachecką „od podszewki”, opracowanie bardzo wzbogacające obraz ówczesnego państwa znany ze szkolnych podręczników historii oraz z literatury i ekranu. Na zakończenie jednak ciut pogrymaszę. Ale niedużo, gdyż książka naprawdę jest świetna! Zauważyłem, że autor nieco relatywizuje ustrój pańszczyźniany, widząc nawet jego, oczywiście na miarę tamtych czasów, pozytywne strony. Nie ma jednak racji. Tematu nie rozwijam, multum przeciwstawnych argumentów w tej kwestii zawierają opracowania autorstwa Kamila Janickiego, Adama Leszczyńskiego i Michała Rauszera – tu wcześniej omówione (zob. alfabetyczny katalog autorski albo katalog tematyczny 8 ). Poza tym p. Jacek Komuda wprowadził do książki garść własnych refleksji i porównań sięgających dnia dzisiejszego, współczesnej Polski i Unii Europejskiej. Z częścią ich się osobiście nie zgadzam, pozostawiając tu bez komentarza.
PS. Na dowód uważnej lektury wskazuję „przejęzyczenie się” autora – w posiadanym przeze mnie egzemplarzu książki na str. 294. W akapicie u góry strony wymieniony jest książę Bogusław Radziwiłł jako ten, który miał uratować życie króla szwedzkiego, zastrzeliwując szarżującego nań polskiego husarza (w bitwie pod Warszawą w 1656 r.). Natomiast w dole strony autor dywaguje, że mogło chodzić o ów czyn przypisywany księciu Januszowi Radziwiłłowi. Czytelnicy Sienkiewiczowskiego „Potopu” oczywiście nie mają wątpliwości, iż rzecz dotyczyła księcia Bogusława.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Larry McMurtry „Księżyc Komanczów”
Wydawnictwo VESPER sp. z o.o., Czerwonak 2025
Czytelnia Książek Historycznych - szczegóły pod linkiem:
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...-mcmurtry.html
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Zachęcony przez Mallę zachęconą przez Włóczykija i Slava sięgnąłem po tą powieść i na kilka popołudni przepadłem dla otoczenia. Książka przepyszna, tłusta (prawie 900 stron) a mimo to pozostawia niedosyt. Mam tylko jedno ale do autora o to, że troszkę za ostro potraktował jednego z bohaterów i zrobił mu to co zrobił!:twisted:
(...)
Czyli wyszło na to, że Malla jest niewrażliwa i ja też.;)
Po tej zachęcie to ja podchodziłem do tej książki jak pies do jeża :!: Bo zdecydowanie jestem wrażliwy i nie bardzo lubię westerny. Choć np. bardzo mi się podobała „Nienawistna ósemka” i mini serial „Bezbożnicy”. I wg mnie powieść „Na południe od Brazos” to właśnie taki trochę inny western, który okazał się wspaniały!
Wtóruję więc zachętom Włóczykija i Malli oraz „USA Today”, zacytowanego na ostatniej stronie okładki powieści:
„Jeśli miałbyś w swoim życiu przeczytać tylko jeden western, przeczytaj »Na południe od Brazos«”.
Gdyby przypadkiem ktoś jeszcze nie przeczytał "Na południe od Brazos", to może zachęci go poniższy (pod linkiem) tekst. W zakończeniu wskazuję możliwość dotarcia w Internecie do ekranizacji, z polskimi napisami i bez reklam.
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...tor-larry.html
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Poniższy tekst za kilka tygodni znajdzie się w mojej internetowej „Czytelni Książek Historycznych”. Premierę ma dziś tu.
Orlando Figes „Opowieść o Rosji. Władza i mit”
Wydawca Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2023
To już druga interesująca książka tego brytyjskiego historyka przeze mnie omawiana. Pierwsza to „Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji” (zob. katalog autorski alfabetyczny albo katalog tematyczny 6). Tytułowa opowieść traktuje o historii Rosji, tym niemniej nie można w niej widzieć kompleksowego, syntetycznego opracowania, już raczej zbiór ułożonych chronologicznie esejów historycznych. Autor przemierza dzieje Rosji przez stulecia: od zarania państwowości Rusi Kijowskiej aż do agresji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. Opisuje wybrane najważniejsze wydarzenia, uznane za epokowe. Komentuje ich wpływ na dalszy bieg historii i kształt cywilizacyjno-ustrojowy państwa. Te traktowane jako mniej istotne pomija. Nie przeczytamy więc nic np. o wyprawie Bolesława Chrobrego na Kijów, ani o wojnie polsko-bolszewickiej lat 1919 i 1920. Z królów polskich, analizując konkretne epoki w dziejach Rosji, autor wymienia tylko Zygmunta III Wazę i Stanisława Augusta Poniatowskiego.
W kolejnych dziesięciu rozdziałach książki poznajemy:
1) historię powstania Rusi Kijowskiej, wpływ Wikingów i państwa Chazarów, chrzest w 988 r. przesądzający o znalezieniu się w orbicie chrześcijańskiej cywilizacji i kultury Bizancjum,
2) rozpad Rusi Kijowskiej w XIII i XIV wieku na dwie części: ziemie zagarnięte przez Litwę i Polskę, oraz księstwa będące pod panowaniem Złotej Ordy (ok. 1240-1500), te drugie po wyzwoleniu i zjednoczeniu utworzyły państwo moskiewskie; w kolejnych wiekach ów podział implikował w obu częściach byłej Rusi odmienne ustrój, kulturę, sztukę, architekturę, obyczaje, nawet mentalność mieszkańców (co w wielu aspektach obserwuje się do dnia dzisiejszego),
3) samowładztwo, podboje, koronację Iwana IV Groźnego na cara, krwawe rządy tego monarchy; wykreowanie mitu Rosji jako Trzeciego Rzymu i obrońcy jedynej słusznej wiary chrześcijańskiej, czyli prawosławia,
4) tzw. Wielką Smutę w historii Rosji po śmierci Iwana Groźnego, carskie aspiracje Dymitrów Samozwańców mających wsparcie Rzeczypospolitej, zmarnowaną szansę objęcia carskiego tronu przez polskich Wazów, natomiast zapoczątkowanie dynastii Romanowów,
5) okoliczności zwrotu Rosji ku zachodowi Europy, reformy ustrojowe i cywilizacyjno-kulturowe Piotra I Wielkiego i Katarzyny II Wielkiej, powstanie nowej stolicy w Petersburgu oraz znaczne powiększenie terytorium państwa; przy okazji dowiedziałem się, że rządząca Rosją w latach 1725-1727 po śmierci Piotra I jego druga żona cesarzowa Katarzyna I była Polką (str. 116); no proszę – Marynie Mniszech to nie wyszło (a raczej wyszło jej bokiem), królowi Zygmuntowi III też się nie udało, natomiast córce Samuela Skowrońskiego ponad sto lat później już tak, proszę kliknąć:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Katarzyna_I ,
6) dzieje Rosji pod rządami carów Aleksandra I i Mikołaja I, zwycięstwo w wojnie z Napoleonem i porażka w wojnie krymskiej lat 1854 i 1855,
7) sytuację wewnętrzną Rosji za panowania carów Aleksandra II, Aleksandra III i Mikołaja II, połowiczne reformy ustrojowe, wybuch, przebieg i konsekwencje rewolucji 1905 r.,
8 ) uczestnictwo Rosji w I wojnie światowej, okoliczności rewolucji lutowej i październikowej 1917 r. oraz zwycięstwa bolszewików w wojnie domowej, krótkotrwałą (1921-1928 ) Nową Polityką Ekonomiczną (NEP),
9) w latach trzydziestych XX wieku uprzemysłowienie państwa radzieckiego kosztem olbrzymich ofiar, konsolidację dyktatury Stalina, wielki terror obejmujący całe społeczeństwo (czołowych bolszewików, najwyższych oficerów wojska i policji politycznej nie wyłączając),
10) przebieg walk na froncie wschodnim II wojny światowej, a następnie politykę wewnętrzną i zagraniczną ZSRR aż do rozwiązania państwa w grudniu 1991 r.
W zakończeniu (str. 253-285) autor przedstawia politykę historyczną uprawianą we współczesnej Rosji oraz sposób sprawowania rządów przez ekipę prezydenta Putina. Wskazuje nacjonalistyczne oraz terytorialne uzasadnienie w 2014 r. aneksji Krymu, rosyjskiej inspiracji separatyzmu w Donbasie, a następnie już pełnej agresji na Ukrainę w lutym 2022 r. Uważający się za dobrego historyka Putin twierdzi, że Rosjanie i Ukraińcy są jednym narodem. Wytyka Ukraińcom (str. 277), że skoro wystąpili ze związku republik, to powinni oddać Rosji tereny byłej guberni noworosyjskiej (obszary nad Morzem Czarnym od Odessy do Doniecka), które jeszcze w roku 1917 nawet przez samych Ukraińców nie były traktowane jako część Ukrainy, a zostały przyłączone do Ukraińskiej SRR dopiero w dacie powstania ZSRR (grudzień 1922 r.). Z tego samego powodu Ukraina powinna Rosji zwrócić Krym sprezentowany USRR przez Chruszczowa w 1954 r. Oddając opracowanie do druku dnia 20 kwietnia 2022 r. autor profetycznie stwierdził (cyt. str. 280): „Wszystko wskazuje na to, że wojna potrwa jeszcze długo”. Reasumując, polecam Państwu lekturę książki prof. Orlando Figesa, „bez której nie zrozumiecie dzisiejszej Rosji” (cyt., Anne Applebaum). Dodam: książki napisanej przystępnie, łatwej w odbiorze czytelniczym, odbieranej jak interesujące artykuły w tygodnikach społeczno-politycznych, wzbogaconej o dwadzieścia kilka ciekawych fotografii.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Jung Chang „Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin”
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2025
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...n-autorka.html
Doskonała lektura. Przy okazji:
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego 2026 Roku!
-
1 załącznik(ów)
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
właśnie się ukazał nowy przewodnik
zamierzam przeczytać
Michał Organ
Powiat strzyżowski
Przewodnik turystyczny
z strony autora na FB
Cytat:
..
.w którym zapraszam Was w świat kulturowego pogranicza Pogórzy Strzyżowskiego i Dynowskiego. Na ponad 300 stronach wspólnie odbędziemy nostalgiczną podróż wzdłuż 11 tras pieszych poprowadzonych przez przeszło 260 kilometrów urokliwych pogórzańskich szlaków, majestatycznych lasów, meandrujących grzbietowych ścieżek i wijących się polnych dróg. Kilkanaście dni spokojnej, refleksyjnej wędrówki pozwoli przemierzyć najciekawsze pasma i wzniesienia regionu, a także zagłębić się w przyrodnicze i kulturowe dziedzictwo blisko 70 opisanych miejscowości wraz ze skrywającymi się w nich zabytkami, ciekawostkami i mikrohistoriami. Barwną mozaikę okrasza niemal 500 zdjęć, a w szczególności 45 opisanych panoram widokowych przybliżających nawet najdalej sięgające szczyty i wzniesienia.
W tym miejscu chciałbym podziękować za pomoc nieocenionemu Witek Grodzki, za wiele merytorycznych uwag, a także Markowi Skruchowi za piękne zdjęcia. Osobne podziękowania ślę także dla Bartosz Kuźniar i Małgorzata Kuźniar z #WydawnictwoEdytorial...
Załącznik 49755