Ten link mi nie działa!!:sad:
Ten drugi zdecydowanie lepiej:lol:
Wersja do druku
Ten link mi nie działa!!:sad:
Ten drugi zdecydowanie lepiej:lol:
niesamowity filmik!!! i świetnie dobrana muzyka. piękności (-;
w ten weekend widziałam w Bieszczadach dwa wilki...;-) coś pięknego (-;
To pewnie i niedźwiedzia też nie widziałeś...bo powędrował na Roztocze
http://bilgoraj.naszemiasto.pl/artyk...ocze,id,t.html
Pozdrawiam
Dobrze że nie u nas ale cholery można dostać:http://www.youtube.com/watch?v=Ub6-w0V8plE
Dwadzieścia miśkow i pięć rysi :http://esanok.pl/2013/zwierzeta-drap...ym-raport.html
Ciekawe te raporty ale mocno mnie zaskoczyła ilość zwierzyny w BdPNie. Tym bardziej, że w całym podkarpaciu w 2011 odnotowano 460 wilków, 130 niedźwiedzi, 220 rysi a w 2012 - 130 niedźwiedzi, 470 wilków i 240 rysi. Przecież najwięcej tych zwierząt jest w Bieszczadach. Wszak Bieszczady to nie tylko BdPN ale jakie to ma znaczenie skoro terytorium watahy może sięgać nawet do 200 km2. Pamiętam, że kiedyś oglądając filmik z fotopułapki BdPN były na końcu podane dane na temat zwierząt (min. wilków) i wtedy porównałam je ze swoimi notatkami i dane nie były tak rozbieżne jak tu a raczej pasujące (nie śmiem jednak kwestionować danych BdPN). Tej zimy był taki okres, że nie było tygodnia, żebym nie słyszała czegoś o wilkach a to jeden basior stale podchodzi do Kalnicy (widziałam jego tropy z lasu, raz nocą słyszałam, choć więcej razy wyczuwał go pies poprzez skomlenie -pamiętam jak raz zostawiłam go na chwile nocą na polu i jak usłyszałam jak przeraźliwie skomle to raz dwa wybiegłam z domu, później kobieta powiedziała, że z tamtej strony na bagnach często pojawiają się wilki), innym razem widziano tam 4 wilki -jednego w całości a w krzakach nocą czekali nań koledzy. To znów na Dydiowej nocą widziano 3 wilki. Wydawało mi się więc, że jest ich dużo. Tropów widziałam sporo. 2 wilki widziałam niedawno koło Komańczy. tego samego dnia w Zubeńsku trop do lasu. A tu się okazuje, że w Bieszczadach mamy 20-30 wilków.
Takie tam z terenu :http://esanok.pl/2013/niedzwiedz-zer...ubra-film.html
Cześć,
w sobotę przy temp. -10 obserwowaliśmy rodzinę niedźwiedzi. Mimo zimy poczuły już wiosnę, a może po prostu zgłodniały?
Zapraszamy na nasz blog, gdzie zamieściliśmy kilka zdjęć i opis spotkania.
http://www.photovoyage.pl/natureblog...za-niedzwiedz/
przepiękne! Łaziki, wspaniali z was obserwatorzy przyrody! strasznie długo ich widzieliście! aż chciałoby się zapytać -gdzie to miało miejsce? jeśli nie chcecie pisać publicznie to chociaż podzielcie się na PW :)))
Miewają i cztery, ale raczej nie w Polsce. Jeśli pojawiają się mioty z trzema małymi, to znaczy że się misiom w Bieszczadach dobrze powodzi :)
Biały, co za problem:) Wiem, gdzie w Bieszczadach stacjonują niedźwiedzie, w zasadzie wszędzie jakby się uparł ale są miejsca gdzie jest ich więcej i mniej. Mam też informacje, jakie już się wybudziły i kiedy, gdzie miały gawry. Fascynuje mnie ten temat, dlatego zbieram każde informacje:)
Odwróciłeś ideę - miały chodzić z w/w materiałami aby się (przynajmniej teoretycznie) zabezpieczyć przed spotkaniem z niedźwiedziami a nie specjalnie ich szukać aby im zaaplikować gaz pieprzowy w nos.
"ideę" -> chore bądź poronione pomysły ...
Nie nawiązuj do minionej epoki - nie da się ukryć, że Twoje tłumaczenie nie jest adekwatne do tego co autorzy mieli zamiar przekazać w swych wypowiedziach. Zresztą sam się kiedyś nad zabezpieczeniami zastanawiałem, teraz mi przeszło ale nie ośmieszam tych, co nadal nad tym myślą, nie zdają sobie sprawy. A kiedyś może się okazać, że to ja nie zdawałem sobie sprawy i przeczytacie o mnie w gazetach...
o ile będziesz z psem, ręczę , że najpierw się nim zainteresują .Co do celowości ''gazowego lepszego samopoczucia " , to już bardziej granat pasuje -obronny oczywiście :mrgreen:
Dlatego czasami psa nie ciągnę by za bardzo losu nie prowokować. Za szybko ucieka ;)
Teoretyzując - nie mam pojęcia ile razy dzikie zwierzeta mnie wyczuły i same zrezygnowały z kontaktu. Są za to informacje o spotkaniach z dzikimi zwierzętami, które nie skończyły się dla człowieka dobrze. Przeciwstawiając te 2 sprawy rozumiem ludzi zastanawiających się nad własnym bezpieczeństwem - i nie wyśmiewam się z nich. A że środki zaradcze z "czapy" to już insza inszość.
Z reguły -to one schodzą nam z drogi. Nie mają ŻADNEJ potrzeby kontaktu z nami ( cóż, często tylko ciekawość ) . Chyba , że wleziemy w gawrę i bronią młodych.
Co do sensowności zabawek gazowych , to widzę to tak- miotacze ręczne, czy też pistolety -ich skuteczność to max . 4- 5 metrów !!! Pistolety na naboje , ktorych skuteczność jest o wiele większa ( do tego huk odpalonego ładunku ) są obecnie NIEDOZWOLONE. Tzn. nie kupisz ich legalnie. Nie wiem, jak kapsoicyna działa na miśki. Użycie w warunkach polowych - wiatr, deszcz , mgła , także mogą Tobie również zaszkodzić. Zaręczam iż w sytuacji dynamicznej ,stresowej , osoba nie przeszkolona, wątpię wielce czy sobie poradzi po prostu. Owe miotacze-owszem -są sensowne do odparcia wiejskich burków .....
:roll:Ciekawe na jakiej podstawie Piszesz że pistolety są obecnie niedozwolone ,ZAWSZE trzeba było mieć na gazowe zezwolenie kom woj Policji bo z przyłożenia można człowieka zabić... i tak jest do dzisiaj,a że są skuteczniejsze...,Sprawdzałeś może kiedyś? bo ja kilka razy tak, i jedno i drugie, ilość gazu w naboju jest ograniczona , popularny kal 8mm zawiera 100 mg środka drażniącego, i może czasami nie wystarczyć, i mówię tu o prawdziwej gazówce na naboje z ładunkiem prochowym ,nie mylić z plastikowanymi miotaczami o kształcie pistoletu dostępnym dla każdego.. natomiast agresywny klient nawet pod wpływem prochów i wódy potraktowany popularnym pieprzowym RMG-ręczny miotacz gazu 40ml traci ochotę do stawiania oporu,inna sprawa z wkurzonym miśkiem,obrona jest możliwa jak pokazują amerykanie ,ale trzeba mieć zimną krew i..odpowiednio spory miotacz tego środka...lepiej nie ryzykować....
Ile razy słyszałeś aby jakiekolwiek zwierzę zatatkowało człowieka na szlaku?
Ja słyszałem tylko o tych personach które mimo zakazów i zdrowego rozsądku wchodzą tam gdzie im nie wolno ...
Jedyne czego mogę się obawiać w Biesach to ludzi. Agrsywnych i pijanych - choć są rzadkościa raz na kilka lat takowych spotykam.
Na tak zadane pytanie ja mogę odpowiedzieć, że mnie zaatakowało jakiekolwiek zwierzę trzy razy. Konkretnie pies. I tak się śmiesznie składa, że za każdym razem było to na znakowanym szlaku, raz nawet na niebieskim "granicznym" taki piesio niegroźnie mnie udziabał. Od tego czasu poważnie zastanawiam się nad jakimś gazem albo czymś podobnym, potępianie w czambuł ludzi noszących gaz, granat hukowy, petardę lub coś podobnego jest delikatną :wink: przesadą. Wyjdź z parku narodowego, przejdź się przez zwykłą polską wioskę z dala od głównych dróg a sam pomyślisz o jakiejś obronie.
Z drugą częścią wypowiedzi zgadzam się, choć nie do końca. A pierwsza? Myślisz, że szlaki to taki azyl, że (w przesadzie) jak nawet jakiś zwierz Cię goni to wystarczy wskoczyć na najbliższy szlak i jesteś uratowany??? Myślisz, że zwierzęta nie przekraczają/przemieszczają się czasami szlakami? Jeśli tak to jakie szlaki omijają - takie po których codziennie chodzą ludzie (możliwe) - a może również takie po których przejdzie człowiek raz na tydzień, miesiąc?
A czym się różni szlak od drogi leśnej - zwierz patrzy czy kolorkami drzewa wybabrane?
Nie spodobał mi się Twoje przeinaczanie wypowiedzi innych, a ze szlakiem podłożyłeś się przy okazji.
Tylko chciałem zwrócić uwagę, nie jest to zachętą do żadnych pyskówek. W końcu święta idą, obojętnie czy ktoś obchodzi czy nie ;)
Wow ... sprawdziłem wszelkiego typu źródła i nie zauważyłem aby psy były wymienione obok innych dzikich zwierząt zamieszkujących bieszczady :-(
A może to nie dziki pies tylko jakiś debil wszedł do Parku z psem nie trzymając go na smyczy etc.
Dziękuję za radę, ale w sumie to mnie nie dotyczy gdyż nie ograniczam swoich wędrówek po parku narodowym ani też do Bieszczad. I wielokrotnie miałem możliwość i w dzień i w nocy słyszeć i widzieć psy które uzewnętrzniają swoje potrzeby przegonienia intruza ...
Wracając do głównego wątku. GAZ, petardy etc na niedźwiedzi ... Użycie gazu itp. aby ratować się przed " krwiożerczym niedźwiedziem" jest głupotą gdyż takowych nie ma ...
Ehhh sprowadzę swoją wypowiedź do poziomu tłumaczenia że 2 + 2 = 4 ....
Odrobina wysiłku i można byłoby domyśleć się że "Szlaki" -> pisząc o szlakach miałem na myśli każde miejsce w parku / poza parkiem w którym nie jest zabronione wejście człowieka.
Tak więc odrzucając wszelkiego typu idiotyczne uwagi -> Pozostaje pytanie o to które szlaki zwierzęta omijają, żadnego szlaku nie omijają ale czując obecność człowieka omijają to miejsce.
Przykład z Tatrzańskiego Parku Narodowego, niedźwiedzica spędziła cały sezon w odległości 15 - 30 metrów od szlaku na Morskie Oko. Nikt jej nie widział, nikogo ta "krwiożercza bestia" nie zaatakowała. Skąd wiemy ze szlajała się non stop przy szlaku gdzie miliard osób chodzi?! Nadajnik gps ....
Jest filmik z foto pułapki kilka stron wcześniej który przedstawia co się dzieje jak niedźwiedź wyczuje, usłyszy, zobaczy człowieka który idzie po "szlaku" ....
Ale jeśli jakiś Ktoś wybiera się do Parku i jego ościennych terenów śmigając na azymut lub szukając zrzutów poroży, wchodząc w młodniki, grzebiąc w gawrach niedźwiedzich etc. -> tak takie osoby muszą mieć zabezpieczenie przed niedźwiedziami!
Tylko dla mnie jest to taki złodziej który wchodzi do mieszkania i dziwi się że w środku jest właściciel który go atakuje!
Według mojej wiedzy, nadajniki GPS umieszczone są na 31 satelitach, które krążą dokoła Ziemi na średniej orbicie okołoziemskiej. Na satelitach owych prawdopodobnie nie ma niedźwiedzi. Na powierzchni ziemi występują wyłącznie odbiorniki sygnału GPS.
Informację o niedźwiedziu z nadajnikiem GPS uważam więc na nieco przesadzoną.
I ten miliard, to też lekko źle policzone.
Ja wiem, że to są takie sformułowania o charakterze przenośnym lub symbolicznym, ale jeśli wszystkim chcesz tłumaczyć, ile jest dwa plus dwa, to ja się "czepiam", że na podstawie powyższych przykładów, nie zawsze jest:)
trzy podstawowe rzeczy jakie zawsze zabieram ze sobą w góry: czołówka, kompas i bardzo silny gaz pieprzowy :) na miśka jednak bym go nie psiknęła ;-) raczej z myślą o psach, dzikich psach i ludziach. na tym forum pojawiło się kiedyś zdjęcie idealnego zabezpieczenia przez niedźwiedziami -http://www.spoko.co/wpis/950 (ewentualnie można też zastosować pewną metodę opisaną przez A.Mickiewicza -słyszałam przypadek w Bieszczadach w którym poskutkowała) i myślę że tyle w temacie, który już tyle był wałkowany
To są Twoje słowa (wyboldowanie owszem, moje), z odrobiną wysiłku nie udało mi się wydedukować, że pisząc "szlaki" miałeś na myśli ludzkie autostrady. Może idiotą jestem? ->
Jako przykład ja mogę podać to: http://www.rymanow.krosno.lasy.gov.p...ymanow-zdroj-1Cytat:
Tak więc odrzucając wszelkiego typu idiotyczne uwagi
Też powiesz, że był tam, gdzie nie powinien?
Wow - widzę lekarskie zacięcie. A może tak trzeba nazwać osobnika na warszawskich blachach pod domkiem w Wołowcu, który przyjeżdżając do daczy puszcza luzem psa. I co z tego, że on może i niegroźny dla ludzi. Po zobaczeniu mojego psa nie był już taki miły. To było tuż przy szlaku.
Nie masz zielonego pojęcia, ile razy zwierz zszedł Ci z drogi a ile razy nie było go w ogóle w okolicy. Jedyne co wiesz to to, ile razy nie miałeś żadnej z nim styczności.
Nie feruj tak wyroków...Za mocno jedziesz...Cytat:
Zamieszczone przez Biały
Dyskusja znów nabrała bezsensownego toru i zamieniła się w kłótnię. Dzikie psy zawsze zamieszkiwały Bieszczady i zamieszkiwać je będą. Nie mówię tu o burkach latających nocą po wsiach ale o mieszańcach pół psach, pół wilkach. W zasadzie jest to już wilk ale z psią domieszką i częściowo pozbawiony lęku przed człowiekiem. Wilka w zupełności się nie boję, dzikiego psa średnio -niby wiadomo, że nie zaatakuje ale wiem, że nie ma takiego lęku przed człowiekiem. Wizualnie nie da się odróżnić jednego od drugiego :} Więc pewnie w Twoich statystykach Biały takie zwierzę klasyfikowane jest jako wilk, bo faktycznym jest, że jest to jednak już wilk :)
a który wilk połasiłby się na psa?? zjeść a i owszem, ale kopulować? Psy nie panują nad cieczką, ale w watahach jest ustalona hierarchia i nie robi się "skoków w bok"
W porządku, możesz mieć odmienne zdanie, ja jednak podtrzymuję swoje. Uważam, że krzyżowanie się psa (=suki) i wilka jest zjawiskiem normalnym. Wiele rozmawiam w Bieszczadach z różnymi ludźmi (głównie podczas autostopu), opisując swoje spotkania z wilkami w górach, zawsze wtedy pojawia się pytanie: "a może to były dzikie psy?", wtedy schodzimy na temat takich krzyżówek, więc skoro tyle osób mi o tym mówi, zatem przyjmuję to za pewnik, spotkałam się też w książkach, że takie zjawisko jest normalne. 2 tygodnie temu nawet miałam ciekawą rozmowę, nie wiem czy gość ma rację ale na pewno jest to interesujące. Twierdził, że skoro podczas wysiedleń tysiące ludzi opuściło swoje gospodarstwa to przecież pozostawały całe rzesze psów, które pałętały się po wioskach i siłą rzeczy musiało dojść do wielu krzyżówek z wilkami, dlatego tak wiele wilków teraz może mieć domieszki psiej krwi :) Nie zgodziłam się z nim, twierdząc, że minęło już tak wiele czasu, że psie geny już dawno w nich zanikły ale szczerze powiedziawszy zastanawia mnie ta kwestia do dziś -jak długo (do którego pokolenia) z takiej krzyżówki może utrzymywać się w wilku psia natura. Niestety nie przytoczę w tej chwili żadnych rzeczowych argumentów, czy cytowanych wypowiedzi fachowców, bo nie przypominam sobie takowych:). Nasuwa mi się na myśl tylko pewna sławna suka z Bieszczadów, w której płynie wilcza krew. Ale cenię odmienne zdanie, bo to też skłania do przemyśleń i na pewno użyję Twych argumentów podczas kolejnej rozmowy.
Zmieniając wątek, ostatnio coraz więcej słyszę, że coraz więcej wilków pojawia się w lasach w okolicy Sanoka a nawet jeszcze za Sanokiem na północ. Podchodzą tam też pod domy. Dla mnie to dość ciekawe, bo nawet nie wiedziałam, że tu też są wilki :)
No właśnie , bliskie okolice Sanoka - Wiecha. zdjęcie drastyczne
Załącznik 31466Załącznik 31467
Pomijając dzisiejszy dzień, to coraz trudniej oddzielić to co prawdziwe od tego co zmyślone i co jest tylko propagandą. Jeżeli prawdą jest to, że na terenach operacyjnych UPA obowiązywał rozkaz zabraniający trzymania psów pod karą batów z oczywistym wyrokiem dla psa, to psów pozostawionych przez wysiedleńców mogło nie być. Inna sprawa to taka, że wielu zamiast psa zabić mogło go przegonić na cztery wiatry lub ukrywać (o ile to możliwe). Jeszcze inna to taka, że jak głód dokucza człowiekowi to i psy nie mogą być bezpieczne (znam z opowieści dziadka Podolskiego).
Wracając do tematu, to mieszańce są o tyle bardziej niebezpieczne, że mimo pozornego ułożenia nadal są nieobliczalne i wcześniej czy póżniej to wychodzi. To moje zdanie.
"...idąc ścieżką leśną, przebiegająca przez gęste młodniki jodłowe..." nie zachował ostrożności. Znajomy prowadzi firmę ścinkową dla lasów państwowych w Biesach ( okolice Dwernika/ Smolnik/Lutowiska) i nie słyszałem nigdy aby on bądź jego pracownicy byli przegonieni przez niedźwiedzia ...
I nawet nie próbuje określać ... A to że nie miałem z nimi styczności świadczy że one nie mają zamiaru mieć z nami do czynienia ?!
Dla przypomnienia filmik i 30 sek. -> co robi niedźwiadek gdy usłyszy i zobaczy człowieka
http://www.bdpn.pl/index.php?option=...d=939&Itemid=1