Bo taki właśnie jestem :!: :lol: :lol:Cytat:
Zamieszczone przez natasha
Dziękuję i pozdrawiam
Wersja do druku
Bo taki właśnie jestem :!: :lol: :lol:Cytat:
Zamieszczone przez natasha
Dziękuję i pozdrawiam
...Odwykłem od bycia pasażerem w Bieszczadach, więc na nowo odkryłem uroki relaksu podczas jazdy. Polańczyk nocą...Łajt Lajtning czeka cierpliwie na parkingu nie tkniety przez lokalnych Janosików.Wypakowałem Adamowi co Adamowe i dorzuciłem jeszcze namiot...Przyda sie na dzisiejszą mglisto mokrą noc...Potem kilka zakrętów, kilka prostych, za siedem potoków za siedem gór...I spowrotem zajechalismy do Rajskiego. Powrót piechotą przez mglistą nicość. Na azymut przez łąki. Buty rzecz jasna mokre :? Panowie wedkarze lekko rozczarowani, gdyż powierzyli mi pewną misję... Wszystkie sklepy z tinkturami były zamkniete, a pewien gospodarz wyczerpał asortyment... :? Mnie też to nie cieszyło...Ale co tam...Adam zawziął się żeby rozpalić ogień, uzyskał moja bierna akceptację :lol: Nie chciało mi się biegać po nocy za drewnem...Ci co znają moje wpisy z pewnego domku wiedzą że jestem minimalistą i że wrześniowe chłody to dla mnie nie chłody 8) Siadłem sobie przy wedkarzach i odbierałem z nimi leszczowe esemesy a gdzies z krzaczorów niosły sie chrzesty i trzaski buszującego Adama...Hmm...Zapomniałem mu powiedzieć o minach...A po co go stresowc na zapas :wink:Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
...Miałem rację. Nie wlazł w repelenty...Wrócił cało z konkretnym naręczem paliwa do ognia...Podziw za wytrwałość :lol: Chwilke potem przyrządzalismy "bieszczadzkie hot dogi" na ogniu: Kiełbacha z ognicha miedzy dwoma kromkami i pifencjo...Potem doglądnąłem jeszcze kajaka czy dobrze uwiązany. Namiot i sen...
DZIEŃ TRZECI...
...Ta noc bieszczadzka była jakoś wyjątkowo długa. Gdy zerwałem się wczesnym rankiem okazało się że jest już 10:00 :wink: doprawdy, byłem zaskoczony tym że może świtać tak późno :lol: Ale ranek jak ranek, wstałem, pozdrowiłem panów wędkarzy (których notabene podziwiam za upór i wytrwałosć). Dmuchnąłem w popiół, o :) jest żar...Kilka drobnych patyczków i nad ogniskiem zaczęła się wić cienka smużka dymu wijąca sie jak tańcząca kobra z kosza hinduskiego zaklinacza...Nie zwróciłem uwagi czy Adam wstał wcześniej...Rano mój umysł nie rejestrował zbyt wiele szczegółów, skupiając sie na sprawach pierwszorzędnych :) Zarejestrowałem jego obecność juz przy ognisku gdy podał mi cudnie chłodna butelke chmielowej tinktury...
Podczas śniadania narada...Co dalej? Koniec końców zdecydowano, że popłyniemy razem...Po sniadanku zaczęliśmy szybko i sprawnie zwijać biwak, w miedzyczasie zdążyliśmy odnieść zbędny nadmiar ekwipunku do auta i przy okazji dostaliśmy od państwa Koncewiczów drugie wiosło do kajaka- tutaj głęboki ukłon w Ich stronę :lol: Nie pierwsza i nie ostatnia uprzejmosc jaką zaznałem od Nich wtym roku... :D
Powrót nad wodę, zwinięcie biwaku i spakowanie sie w kajaku zajęło nam raptem jakieś trzy...godziny 8) Nie bede się tłumaczył...Pozwoliłem czasowi płynąć swoim rytmem...Przyszedł jednak czas że wsiedliśmy do kajaka...
...Wsiadłem ostatni odepchnąłem sie mocno od pnia przy którym cumowaliśmy. NO! TO TERAZ SOBIE POPŁYNIEMY! :) - Pomyślałem przepełniony nadzieją, Przeca co dwi pary wioseł to nie jedne. W końcu to własnie ten argument zaważył za zabraniem załoganta...Nawet obawiałem się żeby teraz za wcześnie nie zakończyć tej wyprawy, bo we dwójke to bez wysiłku przepłyniemy trasę do polańczyka... :lol: Hehehe...Rzeczywistość w mig rozwiała moje obawy...Miast pędu powietrza, odkosów od stewy dziobowej i spienionego kilwateru za rufą - usłuszałem szczęk zderzających się wioseł ...No tak, załoga musi się zgrać... :? Odruchowo chciałem zaprzeć się wiosłem w wodzie od dziobu do rufy, co wczoraj dawało tak piękne efekty...Zapomniałem że przed soba mam jeszcze jeden "napęd" i to dopiero na dotarciu... 8) Trasa do zakrętu na Łokciu była mordęgą okrutną. Musiałem zająć się głównie utrzymaniem kierunku...Słonko grzało jeszcze w trybie letnim. Adam nie miał żadnej czapki, więc trzymaliśmy się prawego brzegu gdzie panował zbawczy cień...Sięgnąłem po swój mapowy brudnopis, by nanieść to, czego nie naniosłem wczoraj wieczorem. Hmm... gdzie mam długopis? Roentgen po wszystkich kieszeniach...K...a! Ani chybi utopiłem go gdzieś :evil: Nie miałem innego...Nie chciałem polegać na swojej pamięci przez najbliższe dwa dni więc podpłynęliśmy do najbliższego wędkarza, moze uda sie załatwić choć kawałek ołówka. Wedkarz owszem, miał długopis, ale niespecjalnie miał ochotę sie go pozbyć. Kiepska sprawa co chwila żebrać na brzegu o jakieś pisadełko :? Dla pewnosci rozejrzałem sie po kajaku...Jest! :lol: Przeprosilismy ze zawóciliśmy panu głowę i powleklismy sie dalej...Nie ukrywam ze na tym etapie żałowałem, że nie jestem sam. meczyło mnie to ciągłe nakierowywanie kajaka na własciwy kurs. W po jakiejs godzince chlapania wiosłami pierwszy objaw zgrania załogi. Razem zdecydowalismy wpłynąć do zatoczki i napić sie herbaty. :)
Uff...Kuchenka, garnek woda...ja mogłem sobie spokojnie posciągac azymuty na interesujace mnie miejsca, i rozejrzeć sie po okolicy.W łagodnym zboczu nad zatoczka ktoś wykopał wygodne płaskie tarasy na trzy namioty, te tarasy to dosyć powszechna praktyka nad Soliną. Biwakował tu ktos dobrze wychowany, nie zauważyłem żadnego smietniska :) Gdzieś w pobliżu rozległ się charakterystyczny chrapliwy skrzek i za chwilkę ujrzeliśmy ptaszydło które od przodu wygladało jak latająca litera "m"...
-Czapla- ni to poinformowałem, ni to stwierdziłem fakt...
za chwilę słysze:
-Patrz Jabol! tutaj leci jakis wiekszy!
-Haha :lol: to też czapla, tylko bliżej :lol: :lol: :lol:
b.dobrze sie to czyta i przeżywa --jak bym tam był.....Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
ale dobrze ,że sie pojawiłeś na forum , bo myślałe , że spotkałeś watahe wilków (jeden samotny wilk nie problem ) i już miałem skrzyknąć "pospolite ruszenie" na odsiecz Tobie
nooo to kiedy sie ukaże nowe wydanie mapy razem z przewodnikiem z zaznaczonymi tarasami ? oby jak najszybciej .. (Barszczu a Ty co tak milczysz) żeby było szybciej to nastepne relacje proponuje "jak Jabol na łyżwach wędrował "Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
To troche nieładnie by było niepokoić dzikie zwierzęta przy posiłku :lol: :lol: :lol:Cytat:
Zamieszczone przez joorg
hmm... Na mapie bedą zaznaczone tylko dogodne miejsca do wędkowania...A jak wędkarz będzie chciał sie chwilke zdrzemnąć, to juź sobie poradzi...Cytat:
Zamieszczone przez joorg