Nie wiemy, co będzie jutro....
Pozdrawiam wszystkich Bieszczadników
Kriss40
Wersja do druku
Nie wiemy, co będzie jutro....
Pozdrawiam wszystkich Bieszczadników
Kriss40
pieknie powiedziane :), a wlasnie z Biesow wrocilem, az szkoda blotko z butow zmywac ;/Cytat:
Zamieszczone przez Kriss40
Ostatnio coraz częściej łażę po Bieszczadach samotnie. Następuje to jednak raczej z konieczności niż z wyboru. Po prostu moi rówieśnicy coraz bardziej "ramoleją" i buntują się p-ko wycieczkom ok. 30 km dziennie, które z kolei ja preferuję.
Potem dzień odpoczynku: wycieczka samochodowa albo "LB" + piwo. Do tego to mam kumpli, nikt nie odmówi. A nazajutrz znów nie mniej niż 25 - 30 km. I coraz częściej sam.
Cóż, takie jest życie. Lepiej, jak jest takie, niż gdy go ... nie ma.
Hej:)
Samotność w górach bywa urzekjąca, niebezpieczna, intersująca, a przede wszystkim wyciszajaca. Widziałem różne jej twarze. Doszedłem jednak do tego etapu, gdy samotne chodzenie nie jest już dla mnie przyjemne. Czasem jeszcze próbuję tego sportu w Puszczy Kampinoskiej, ale ma to swoje uzasadnienie - postanowiłem zrobić z bliska zdjęcia łosi :) W górach jednak odczuwam samotność jako przeżycie tylko chwilowo miłe - szybko zaczynam rozglądac się za kimś, do kogo mógłbym zagadać. To tak trochę jakby odwrócenie starej zasady o robieniu się samotnikiem na stare lata :)
Zgadzam się, że pięknie iść z kimś, kogo się kocha. Pięknie też było, gdy szedłem ze swoim dorastającym synem i mogliśmy nawiązać kontakt zupełnie inny niż w domowych warunkach. Ale na samotne 'trasowanie' po warstwicach Otrytu już nie mam takiej ochoty jak kiedyś...Może, gdy ktoś rzuci hasło, pójdę tam, bo tu nie o zmęczenie materiału chodzi tylko żeby było z kim.
Uwaga na samotność w zimie - wymaga bardzo dobrego przygotowania i sposobu na wilki :P
Jednak nie namawiam do samotnikowania każdego. Do tego trzeba się trochę przygotować, nawet jeśli się planuje łażenie tylko po Biesach.
Ależ się rozpisałem - chyba ciągnie mnie w góry:)
Derty
PS: Klopsik, co to były za robale czułe na ciepło? :)
Strasznie filizoficznie "w tym temacie". W sumie o to chyba chodziło, ale..... no nic, samotnicy, smiertelnie poważni. Trzymajta się!
Jeszcze na moment pragnę powrócić do tematu, bo jakos nie daje on mi cały czas spokoju.
Czy to aby czasem nie jest z tymi Biesami tak, jak ze szczęściem? (co na tym forum nie powinno nawet dziwić). Namawiałem do wspólnego wędrowania z kimś ważnym i kochanym i dalej namawiam. Jeżeli dzielimy się kasą, to mamy jej coraz mniej, ale dzieląc się szczęściem z kimś nam drogim, nie tylko nie ubożejemy, wręcz odwrotnie - pomnażamy nasze szczęście... Więc jeżeli tylko mamy z kim, to nie uciekajmy sami na Połoniny...WIęcej stracimy niż zyskamy...
Chyba, że mamy dylemat, z kim się dzielić... Ale to juz temat na zupełnie inny post.
Pozdrawiam
Kriss40
Temat ciekawy. Ja osobiście wolę wędrować raczej z kimś bliskim mi i górom. Raz postanowiłem wyruszyć sam na szlaki by sprawdzić jak to jest. Podobało mi się. Ale to jest dla mnie dobre tylko najwyżej na weekend. Faktycznie zgadzam się z przytoczoną tu już opinią, że na dłuższe pobyty lepiej jest wybierać się z kimś. Nie zniósłbym już trzeciego czy czwartego dnia z rzędu samotnej wędrówki bez radowania się nią z kimś bliskim. :)
Krzysztofie masz 100% racji.
Wcześniej tylko dygresja: w górach może się zdarzyć wszystko, także nieszczęście. Chodzenie w góry w pojedynkę to lekkomyślność i brak wyobraźni.
A teraz ad rem.
Chodziłem w góry z różnymi ludźmi, prowadziłem grupy i bywało różnie. Jedni narzekali "znowu pod górę" innym wciąż było mało, ale wszyscy gdy już wyleźli z lasu na połoniny rozdziawiali gęby, siadali i chłonęli widoki, atmosferę ciszy i swobody.
A ja żałowałem, że niema przy mnie tej najważniejszej.
Bo piękne są te wspólnie przeżyte chwile i te późniejsze wspomnienia - "a pamiętasz..."
Mamy wiele takich chwil i cieszy nas, że nasze bąki bawią się w kolejkę wąskotorową i nigdy im się nie nudzi. Na każdą porę roku na każdą pogodę mamy swoje " pamiętasz leje jak w Beniowej w maju..., wieje jak na Rawkach w lutym... można długo wymieniać, wyciągnąć albumy i "godziny nocy przelecą" ( kto pamięta ten cytat?).
Długi
Ładnie i szczerze to napisałeś... Rozumiem Cię doskonale. Wiesz, pewnie gdzieś tu jest też przyczyna mojej nieobecności na KIMB-ie... Chciałem spoglądać na Połoniny czterema źrenicami, a nie setką....
Naturalnie były i inne powody, całkiem prozaiczne, mojej nieobecności.
Może w przyszłym roku...
Pozdrawiam
Kriss40
Rozumiem doskonale.
Przestałem wodzić grupy, przestałem chodzić latem.
A teraz tyram w nadziei, że zanim mnie robota przygniecie to nie stracę marzeń i pójdę gdzie niknie w gąszczu ścieżka wydeptana przez jelenie.
Odwiedzam strony forum i grzeję serce przy innych, którym udało się wyrwać.
A KIMB i tym podobne imprezy - Mamy trochę wspólnych cech i wspomnień, choć osobnych. Nad nami siedzą Biesy i czekają na tych wariatów, którzy pociągną w deszcz, mróz, zamieć i będą drapać się, gdzie ich nie swędzi. Jest czas na sejmiki, zabawy w grupie i jest czas intymnych spotkań z mgłą na Smereku. Jedno i drugie ma swój urok i czas. Jestem na forum od niedawna i mam wielką chęć poznać niektórych osobiście. Tym razem się nie udało, ale dziś nie kończy się świat, on dopiero się otwiera.
Pozdrawiam
Długi