Odp: Sylwester 2006-2007 w Bieszczadach Ukraińskich :)
Anyczka !
Gratuluję pomysłu na wyjazd.
Czekam z cierpliwością na każde kolejne zdanie. Z cierpliwością , a zarazem z niecierpliwością. Mineło już pół roku od ostatniego mego pobytu w Wołosiance.
Obrazki migotają w pamięci : gwiazda na dworcu, tajniak przy sklepie, prosiak idący główną ulicą i ta niesamowita gościnność.
Czekamy spokojnie a w domyśle się kreci.
Boże ! jak bym chciał tam pojechać znów !!!
Odp: Sylwester 2006-2007 w Bieszczadach Ukraińskich :)
Faktycznie, miejsce rewelacyjne. Na skraju polanki, w lesie. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić jak duża jest to polanka, ponieważ widoczność z każdą godziną się pogarsza. Obok naturalny bądź też nienaturalny dołek pasujący szerokością pod nasz namiot, fajnie przynajmniej nie będzie nam wiało. Znajdujemy też mały stos drewna, znaczy się ktoś tu wcześniej palił ognisko. Tak nam się coś wydaje, że to musi być jakieś miejsce widokowe. Harnasiowy namiot rozkłada się błyskawicznie. Tak nawiasem mówiąc to bardzo polecam (Marabut, lawina), strasznie mi się podoba, a najlepsze w nim jest to, że jest w widocznym z daleka kolorze ciemno - zielonym:lol: Przysypujemy fartuchy, wrzucamy swoje rzeczy do środka. Ani się nie obejrzałam a Harnaś już skombinował ognisko. http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/...95be2685d.html Tym razem nie zdołał się chłopak narąbać, ale za to się urżnął, a to za sprawą swoje nowej małej piłki, która zastąpiła mu siekierę;-) Drewna nanosił całkiem sporo, baaa…. nawet ławkę zrobił, więc jakby ktoś chciał to jeszcze tam cosik zostało. I tak na pracach obozowych doczekaliśmy zmierzchu.
Ten wieczór będzie jednym z takich, które pamięta się do końca życia. I to nie dlatego, że był to ostatni dzień 2006 roku… nie to nie żadnego znaczenia. Po prostu był śnieg, ogień, nieznane góry, spokój, ciepło… nawet nie umiem tego opisać i chyba nie chce. To zostawię dla siebie8-) Było mi po prostu dobrze. Nie myślałam o tym, co było, o tym co będzie. Cały czas starałam się chłonąć chwilę. Tu i teraz stało się ważne i nasiąknęło mną całkowicie.
Na pierwszy ogień poszedł domowy bigos mojej mamy, który zagryzaliśmy pycha chlebkiem ukraińskim zakupionym w Samborze. http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/...d0d44a3bf.html A potem przez resztę wieczoru siedzieliśmy przy ognisku i gotowaliśmy herbatę chyba na wszystkie możliwe sposoby (oczywiście z wkładką Dobrego Receptu). Zrobiliśmy jeszcze kompot z jabłek suszonych. Ja je nazwałam „perpetuum mobile”, bo z jeden garści jabłek udało się cztery razy zrobić kompot. Hmm….. właściwie o czym tu pisać… czas płynął szybko – wolno, my ciągle siedzieliśmy przy ogniu nieustannie topiąc śnieg na herbatę, co chwile przychodziły noworoczne smsy (o dziwo prawie wszędzie tam miałam zasięg, także niech nikt mi nie mówi o dzikiej Ukrainie…bo uduszę!). Od czasu do czasu rozmawialiśmy, ale też nie za dużo, jakoś chyba nikt z nas nie miał takiej potrzeby… było dobrze. Meni czudowo. http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/...9ff7d21b7.html
Kiedy zerwał się już naprawdę nieprzyjemny wiatr przenieśliśmy się do namiotu. Moja grzałka benzynowa nadal grzała, więc wrzuciłam ją do śpiworka. Tak a propos to bardzo polecam takie grzałki, nie jakieś tam gówno warte chemiczne ocieplacze, tylko grzałki benzynowe. Moja w tej chwili grzała już prawie 20 godzinę. Wypiliśmy jeszcze po łyku Bogdana, wyrzuciliśmy plecaki do przedsionka, ułożyliśmy się w śpiworach, chyba jeszcze coś rozmawialiśmy…ale dokładnie nie pamietam bo zasnęłam. Widać byłam już nieźle zmęczona, bo bardzo szybko odleciałam w sen. I tu ktoś mógłby powiedzieć, że przespaliśmy Nowy Rok. Nic bardziej mylnego. W nocy obudziły nas …. sztuczne ognie:shock: Szlag wie z której miejscowości, ale było je słychać bardzo wyraźnie. Godzinę później znów obudziły nas sztuczne ognie… ki diabeł? No tak, to pewnie z Polski było słychać…może z Mucznego, może z Ustrzyk. Obeszło się bez noworocznych życzeń. Jakoś niespecjalnie przepadam za tym zwyczajem. Ja mogę Harnasiowi codziennie życzyć „Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku”. Jedyny dialog między nami jaki wywiązał się tej nocy to:
-Słyszałaś?
-Noo
I tak weszliśmy w Nowy 2007 Rok, gdzieś tam na zamglonej ukraińskiej polance w ciepłym namiocie, podczas gdy inni wystrzeliwali korki z szampanów, obrzucali się brokatem tudzież innymi syfami, wypijali niezliczone ilości alkoholu, po to by rano kompletnie nic nie pamiętać… Właśnie dlatego wolałam być TU…niż TAM. I w tym miejscu zacytuje Harnasia: „Jak się jest TU to TAM nie istnieje”… niezależnie od tego gdzie jest TU a gdzie jest TAM.
PS. Henku dziękuje za piosenkę.
Odp: Sylwester 2006-2007 w Bieszczadach Ukraińskich :)
Alu dzięki!!! I te Twoje zdjęcia.... ale przecież Ty wiesz, że jestem... no wiesz... ;))) I życzę Ci dużo szczęścia... i wcale nie dlatego, że Nowy Rok... tylko ot, tak z serca... :razz:
Odp: Sylwester 2006-2007 w Bieszczadach Ukraińskich :)
Poranek. Poniedziałek 1.01 2007 roku. Godzina ok.9h. Budzi mnie dźwięk rozsuwanego zamka. Harnaś wychodzi, a ja jednym okiem zerkam na kawałek świata, który odsłania mi się zza rozsuniętego namiotu. Nic ciekawego nie widzę, oprócz wiszących nad namiotem, oblepionych śniegiem gałęzi drzewa i ($%&*#) mgły :evil: Chowam się z powrotem w śpiwór i udaje, że śpię, bo jakoś wcale nie mam ochoty wstawać i patrzeć na ten obrzydliwy zamglony świat. Harnaś wraca, wskakuje do śpiwora i stwierdza, że on dzisiaj stąd nie wychodzi. Na mojej gębie błąka się podstępny uśmiech i chyba oboje już podświadomie wiemy, że dziś tu zostajemy, żeby przekiblować złą pogodę.
Kolejna pobudka, chyba jest już ok. południa…a co tam. I tak nam się nigdzie nie spieszy i tak nie mamy żadnego planu. Liczy się tu i teraz. Wyglądamy z namiotu…. Cholerka…Jest jeszcze gorzej niż przedtem. Nie dość, że świata nie widać, to z nieba leci zmrożony śnieg. No jednym słowem ****ówka. Teraz już wiemy, że na 100% dziś tu zostajemy. Mamy tylko taką malutką nadzieję, że może jutro...choć kawałeczek świata uda się zobaczyć. Może stanie się cud i będzie poprawa pogody. Szczerze mówiąc humory mamy nijakie, nuuuda i dłużyzna. Nic się nie dzieje, nie ma co robić. Jakoś tak całe południe i popołudnie wegetujemy w namiocie, a to jedząc, a to rozmawiając, od czasu do czasu drzemiąc. Często wracamy myślami do takiej jednej chatki zastanawiając się, co tam się dzieje, kto przyjechał i jakie szkody wyrządził? :wink: Harnaś usilnie pragnie poznać konstrukcje mojej grzałki benzynowej i rozkłada ją na części pierwsze. Jak twierdzi musi poznać jej budowę, bo chce sobie zrobić taką samą. Hehe…no tak, cały Harnaś.
Mimo tego, że dziś niestety nie udało się nam wyjść w góry wcale nie mamy poczucia straconego czasu. Zawsze w takich chwilach przypominają mi się słowa Wielickiego po zimowej wyprawie na K2, że „Ważniejsze jest zdobywać niż zdobyć”. Pewnie, że fajnie byłoby się przejść po połoninach i zobaczyć to wszystko w śniegu…no ale jak nie ma warunków…to po kiego? Sztuka dla sztuki? Niektórzy by poszli…ale po co? :roll: To byłaby katorga, która skończyła by się pewnie rozbiciem obozu na następnej polance…jeżeli takowa następna w ogóle istnieje?
Tak więc siedzieliśmy w ciepłym namiocie nadal sprawdzając od czasu do czasu czy pogoda się poprawiła. Niestety wręcz przeciwnie, było coraz gorzej. A niech Cię szlag trafi! Zaszyliśmy się w namiocie i praktycznie całe popołudnie zeszło nam na grze w statki. Harnaś opracował jakiś tajny system i dzięki temu za każdym razem wygrywał. Jak nie cierpię grać w karty, tak w tym momencie bardzo żałowałam, że nie zabraliśmy ich ze sobą. Tego dnia po raz pierwszy widziałam też jak to jest, jak zabraknie tlenu w namiocie. Niby nic wielkiego, ale za cholerę żadna zapałka, zapalniczka czy też kuchenka nie chce się palić. I już jestem mądrzejsza o nowe doświadczenie.
Przewietrzyliśmy namiot przed nocą i wyciągnęliśmy ostatnią butelkę Chortycji, co by miło spędzić wieczór i poprawić sobie humor. Za kielonek posłużyło nam opakowanie po soli, czy też jak kto woli po kliszy fotograficznej. http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/...b3d661362.html Od tej chwili minuty wieczorne zaczęły płynąć dość szybko, bo ani się zorientowaliśmy jak było już po północy. Rozsądek nakazywał spać, więc ułożyliśmy się w śpiworach i odeszliśmy w sen. Nie mogłam od razu zasnąć, długo jeszcze rozmyślałam, o wszystkim i o niczym, o tym jak bardzo ważne jest towarzystwo z którym się wędruje, o najbliższych, o górach. Pamiętam, że miałam wcześniej wiele możliwości, żeby przyjechać w te góry, ale jakoś nie czułam wtedy w sobie że powinnam jechać. Natomiast teraz, teraz były okoliczności jak najbardziej sprzyjające, to był ten czas i ludzie :-D
>>Wracając wspomnieniami do tamtych dni, tak sobie analizuję teraz to wszystko z perspektywy czasu i myślę, że to iż nigdzie nie poszliśmy było bardziej uwarunkowane przez umysł niż przez pogodę. Czasem tak mam, że odczuwam że są dla mnie miejsca dobre i złe. Nie wiem, nie potrafię tego dokładnie wytłumaczyć. Tam mi po prostu było dobrze i jak się obudziłam, to wiedziałam że dziś nie chce stąd iść. Podświadomość, przeczucie? Nie wiem… po prostu tak jest, że raz czujesz że musisz tu zostać, a innym razem że czas już iść przed siebie. Tez tak macie? Bom ciekawa? <<
Odp: Sylwester 2006-2007 w Bieszczadach Ukraińskich :)
Często wracamy myślami do takiej jednej chatki zastanawiając się, co tam się dzieje, kto przyjechał i jakie szkody wyrządził.
Byłem było super o szkodach nic nie wiem ot padł jeden suchy świerk,co by atmosfere i grzańca podgrzał.
Pozdrawiam Serdecznie.
Odp: Sylwester 2006-2007 w Bieszczadach Ukraińskich :)
Ten cytat z Wielickiego
Cytat:
„Ważniejsze jest zdobywać niż zdobyć”
to chyba nie ma w chwili obecnej wielu zwolenników (również na forum).
Częściej zdarza się spotkać z hasłami >kto szybciej przebiegnie Bieszczady<
niż z nastrojami którymi pozwalasz się podzielić. Dzięki.
Ale to synonim czasów obecnych (niestety)
.
Dla wyjaśnienia - wkradło się małe przejęzyczenie gdy pisałaś o balsamku. Poprawne brzmienie to "Dawnyj Recept" ale słowo Dobryj oddaje pełniej zawartość. Wersja Bogdan o której wspominasz, jest robiony głównie z wykorzystaniem głogu (tak podaje skład)
Też należę do klubu osób za-balsamowanych.
Odp: Sylwester 2006-2007 w Bieszczadach Ukraińskich :)
Faktycznie ma być "Dawnyj Recept" ;-) Przepraszam za zmyłke. To pewno dlatego, że ciagle pamiętam jego dobry smak... a w barku stoją jeszcze 3 inne balsamy z tej serii 8-) :mrgreen:
Odp: Sylwester 2006-2007 w Bieszczadach Ukraińskich :)
Ja mam bardzo często przeczucia.... i wiem ze nijak ma się do dorabiania filozofii do braku odwagi (stopka).
Odp: Sylwester 2006-2007 w Bieszczadach Ukraińskich :)
Cytat:
Zamieszczone przez
Anyczka20
..... Udajemy się tam i jak się okaże dwa dni później była to bardzo dobra decyzja.
Anyczka , już nie mogę się doczekać co okazała się dwa dni póżniej....
Odp: Sylwester 2006-2007 w Bieszczadach Ukraińskich :)
Cytat:
Zamieszczone przez
Anyczka20
Poranek...... Tam mi po prostu było dobrze i jak się obudziłam, to wiedziałam że dziś nie chce stąd iść. Podświadomość, przeczucie? Nie wiem… po prostu tak jest, że raz czujesz że musisz tu zostać, ..... <<
Anyczka - czy TY tam "jesteś" czy "zostałaś tam" ??,że nie piszesz dalej??- co się okazało dwa dni póżniej ???