:-)
Wersja do druku
:-)
jak zwykle relację czytałem jednym tchem.
Zadumałem się nad wątkiem żydowskim; z jednej strony brak polskich napisów na kirkutowej tabliczce,
a z drugiej strony dyskoteka w synagodze, co jet bolesne dla Żydów.
Poruszałem się niemal po Waszych śladach pięć lat temu, w ramach przejazdu rowerem wzdłuż wschodniej granicy Polski. Fajnie sobie przypomnieć :) I pewnie znów się wybiorę, chociaż nieznanych miejsc jest tyle ...
Tam, gdzie Wy nocowaliście (Siemianówka), ja przemknąłem z prędkością parowozu :)
Załącznik 24976
jak nie zmieniła? w 2005 nosiła krótsze spodenki ;)
bardzo fajnie się czytało :)
Eh, słońce wschodzi tam gdzie wschód... .
Te brzozy! Ech zupełnie jak w mojej rodzinnej zagrodzie. Jednak serce pozostało w brzozowym gaju na podlasiu, mimo 28 lat przebywania na Mazowszu. A na takiej kaflowej kuchni (u nas zwanej angielką) to matula strwę warzyli, jesienią grzyby i jabłka były suzone. A zimą walonki (tak, tak całe dzieciństwo zimy w walonkach przełaziłem) sie na noc po wygaszeniu ognia stawiało. Jeno zapiecek ciut wiekszy był.
Miło bylo współuczestniczyć, szkoda że, wirtualnie:cry: w Twojej wyprawie. Buba dziękuję.:-D
Jak zwykle ciekawa relacja, niektóre miejsca poznaje z ubiegłorocznej wycieczki rowerowej.
jeszcze troche zdjec od eco
https://picasaweb.google.com/1029948...08201120082011