Odp: Znowu w drogę, w drogę trzeba iść, w zimę się zanurzyć
Zasiedziałem się trochę na schodach cerkwi, nie wiedziałem, że slawek71 przyjdzie dopiero za dwa dni! :wink: Ale w końcu trzeba było się ruszyć.
Na początku czekała mnie przeszkoda wodna, ale uważałem pilnie na szkoleniach sir Nadchaszczownika i udało mi się ją pokonać bez strat własnych.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/pierwszy_17.jpg
A potem spokojne, łagodne podejście na naprzeciwpołożną stronę doliny.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/pierwszy_18.jpg
Jeszcze rzut oka za plecy...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/pierwszy_19.jpg
i po raz ostatni tego dnia (tak przynajmniej planowałem) dałem nura w las.
Odp: Znowu w drogę, w drogę trzeba iść, w zimę się zanurzyć
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
Siadłem sobie na schodkach,
i wciąłem drugą bułę. A co! :wink:
Ten rodzaj turystyki nazywa się (chyba) "Żer-owaniem"?
Odp: Znowu w drogę, w drogę trzeba iść, w zimę się zanurzyć
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
Ten rodzaj turystyki nazywa się (chyba) "Żer-owaniem"?
Niewątpliwie, tym bardziej, że szedłem przez Żer-denkę i Żer-nicę :wink:
Odp: Znowu w drogę, w drogę trzeba iść, w zimę się zanurzyć
Minąłem Żer-denkę, minąłem Żer-nicę, każdy kto zaglądnie na mapę z pewnością już się domyślił dokąd szedłem. Jeszcze ostatni las, jeszcze dwie mylne ścieżki i już, już gdzieś między drzewami zaczęły przebijać domostwa. I nagle w ten sielski krajobraz wdarł się dysonans: odgłos pracy silnika. Już się miałem zdenerwować, ale między gałęziami ujrzałem...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/pierwszy_20.jpg
Czy to naprawdę on? Dawno już go w lesie nie widziałem, więc musiałem sprawdzić! A trzeba Wam wiedzieć, że jego podchodzenie wymaga wyjątkowej wytrwałości i ostrożności. Ze dwa razy już wydawało się, że go spłoszyłem, ale powolutku, powolutku minąłem go jakimś wykrotem, szybko przeskoczyłem łączkę, a że wiatr mi sprzyjał w końcu udało mi się z nim stanąć prawie maska w maskę!
http://www.bmiller.pl/forum/2015/pierwszy_21.jpg
Tak, to był on, ЗиЛ! Zdaje się, że ЗиЛ-131, ale to już detal :wink: A żeby nie było mało to kilkaset metrów dalej stał kolejny weteran bieszczadzkich lasów, tym razem Star-66.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/pierwszy_22.jpg
Z radości, że tak miło kończył mi się dzień wlazłem jeszcze na jedną, ostatnią już górkę.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/pierwszy_23.jpg
Sturlałem się stamtąd w dół (bo do góry nie potrafię) i prawie dokładnie o zachodzie słońca stanąłem pod baligrodzkim czołgiem.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/pierwszy_24.jpg
Cóż za monstrualny koniec dnia :mrgreen:
Odp: Znowu w drogę, w drogę trzeba iść, w zimę się zanurzyć
Gratulacje za upolowanie takiego "dużego zwierza"
Odp: Znowu w drogę, w drogę trzeba iść, w zimę się zanurzyć
Liczę na to, że tej zimy Bartek dopiero się rozkręca :)) i wraz z postępującym stopniem rozbielenia krajobrazu znajdzie też sposób na turlanie pod górkę ;)
Odp: Znowu w drogę, w drogę trzeba iść, w zimę się zanurzyć
Cytat:
Zamieszczone przez
asia999
Liczę na to, że tej zimy Bartek dopiero się rozkręca
Ano, rozkręciłem się na dobre następnego dnia, bo przewracałem się nawet na płaskim. Pod górę jeszcze się nie turlałem, ale płaskie to jednak postęp w stosunku do turlania się w dół :smile:
Ale zanim wyczyniałem harce na płaskim musiałem gdzieś przenocować. Niestety Baligród mi odmówił... Trzeba było się posilić (akurat z tym nie było problemów), zaopatrzyć w wiktuały na następny dzień wędrówki (zgadliście, kupiłem dwie buły) i z pomocą niezawodnego PKS (który nie wiem jak się obecnie nazywa, bo po Veolii i Arrivie już straciłem rozeznanie) przegrupowałem się do Jabłonek. Po ciemku pomerdały mi się przystanki i wysiadłem dopiero przy odejściu czarnego szlaku na Łopiennik, przeparadowałem jeszcze więc przez całą wieś i lekko przed 18oo w końcu mogłem rozpakować plecak, zdjąć polar i buty... I zaraz założyć polar z powrotem, bo upału w schronisku nie było :wink: Tylko żeby ktoś nie pomyślał, że było zimno - było akuratnie, spało mi się tam wyśmienicie!
Co prawda plan przejścia na piechotę z Hoczwi do Cisnej mi się posypał, ale miałem całą noc przed sobą aby wymyślić plan rezerwowy. Łopiennik? Wielki Dział? A może plątanie się w okolicach Baligrodu? Niestety nie zdążyłem podjąć wieczorem decyzji, bo... zasnąłem. I jak się już rzekło spałem dobrze. Dobrze i długo :mrgreen:
Odp: Znowu w drogę, w drogę trzeba iść, w zimę się zanurzyć
.... turlanie w okolicach Baligrodu?;)
Odp: Znowu w drogę, w drogę trzeba iść, w zimę się zanurzyć
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
...Co prawda plan przejścia na piechotę z Hoczwi do Cisnej mi się posypał, ale miałem całą noc przed sobą aby wymyślić plan rezerwowy. Łopiennik? Wielki Dział? A może plątanie się w okolicach Baligrodu? Niestety nie zdążyłem podjąć wieczorem decyzji, bo... zasnąłem. I jak się już rzekło spałem dobrze. Dobrze i długo :mrgreen:
Zdecydowanie większą część trasy masz już za sobą :-). Natomiast od możliwych wariantów przejścia z Jabłonek do Cisnej, może się rzeczywiście dobrze poturlać w głowie :-).
Cytat:
Zamieszczone przez
przemolla
.... turlanie w okolicach Baligrodu?;)
A sądziłeś, że tylko w okolicach Sękowca można się turlać ? :-).
Odp: Znowu w drogę, w drogę trzeba iść, w zimę się zanurzyć
Cytat:
Zamieszczone przez
zbyszek1509
Zdecydowanie większą część trasy masz już za sobą :-)
Zależy jak na to patrzeć. Choćby zasadnicze pytanie "w kilometrach" czy "w godzinach" wymaga od razu uzupełnienia "a w jakich warunkach?". A warunki w sobotę były diametralnie inne: było lekko powyżej zera i padał deszcz. Chwilami dość intensywnie. Kto chodził w takich warunkach po śniegu wie, że przemoczenie butów jest tylko kwestią czasu.
Wyjścia jednak nie było, jakoś do tej Cisnej dostać się musiałem. Długo się wahałem (mniej więc przez czas potrzebny na zjedzenie... buły :wink:) i postanowiłem wędrować przez Łopiennik omijając jednak stokówką Woronikówkę. Ślisko było, rzekłbym nawet, że nawet jak na Bieszczady wyjątkowo ślisko.
Woronikówkę zobaczyłem tego dnia jedynie od wschodu...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/pierwszy_26.jpg
a jak wszedłem na grzbiet pasma Durnej i Łopiennika to szedłem, szedłem i szedłem. A deszcz padał. Były momenty, że trudno się było utrzymać na nogach nawet na płaskich odcinkach a poza upadkami (nie było ich tego dnia mało) wędrówkę urozmaicały mi jedynie... zwierzęta. Może przez mgłę było trochę skołowane i wybiegały czasem na ścieżkę prosto pod nogi?
http://www.bmiller.pl/forum/2015/pierwszy_27.jpg
A może ten padający deszcz zagłuszał moje kroki, dzięki czemu mogłem podejść całkiem blisko nie płosząc zwierzyny?
http://www.bmiller.pl/forum/2015/pierwszy_28.jpg
Nie wiem, ale nie bardzo mnie to martwiło, skoro spotkań z sarnami i jeleniami miałem tego dnia tak dużo i z tak niewielkiej odległości, że na podobne atrakcje długo będę chyba musiał czekać.