Odp: We wtorek, w schronisku, po sezonie ...
Piskal: "Do schroniska z Wyżniańskiej? Hymm..Ciekawe o jakie może chodzić"
Twoja wypowiedź sugeruje Rawki -niemniej nie podejrzewałabym Wojtka o to :) Raz, że trasa wtedy byłaby bez sensu, dwa -tam nie istnieje wtorek w schronisku po sezonie, trzy -perspektywa ze zdjęć wskazuje na kierunek przeciwny.
Wojtku, ile lat nie byłeś na Wetlińskiej? Nie pamiętam czy nie wspominałeś że byłeś rok temu a wcześniej to ho, ho. A może Wojtek zmierza do Koliby..?
Odp: We wtorek, w schronisku, po sezonie ...
Tak troszkę na marginesie przypomnę czytającym ten wątek, że jeśli mają nieprzymuszoną wolę, to mogą wykonać działanie opisane tu
Odp: We wtorek, w schronisku, po sezonie ...
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
Wołosatki pięknie śpiewają ją na You Tube. Ja nie będę się tu szarogęsić, ale może Wojtek, jako gospodarz wątku ją dołączy.
Nie dołączy, bo tam nie zagląda. Bardziej lubi takie klimaty, o jakich partyzant wspomniał. Tutaj stukot "Bieszczadzkiej ciuchci" miesza się z dyskretnym szumem Pana Daniela:-)
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...2_DSC_1813.JPG
Zaczęło być trochę nie na temat. A może to też jest na temat? Bo ten wtorek jest w tytule?
Ja jednak wracam do głównego wątku. Za chwilę.
Odp: We wtorek, w schronisku, po sezonie ...
Tuptałem sobie po śniegu w górę, a miejsce, z którego wyszedłem, wciąż było widać całkiem blisko.
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...3_P1050754.JPG
Po dwóch godzinach dotuptałem pod grzbiet, a na dole było napisane, że będę tu szedł godzinę! A w dół, byłoby pół;-)
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...6_P1050753.JPG
Na grzbiecie trzeba było włożyć rakiety.
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...2_P1050764.JPG
Niby śniegu średnio nie ma wiele. Tylko to „średnio” było takie, że w jednym miejscu wystawały kamienie a w innym było ponad metr.
Tutaj chyba będzie najwyższy punkt na dzisiaj.
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...6_P1050768.JPG
Odp: We wtorek, w schronisku, po sezonie ...
Po przejściu najwyższego wierzchołka Caryńskiej (1297) zszedłem na jakąś przełączkę. Stała tu zaśnieżona tabliczka informacyjna. Pewnie z napisem, żeby nie zbaczać ze szlaku. Szedłem dalej grzbietem, gapiąc się na zbliżający się coraz bardziej cel dzisiejszej wędrówki.
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...0_P1050770.JPG
Takie gapienie się w dal nie zawsze jest pożyteczne. Przez to zapatrzenie wpadłem ze dwa razy w jakieś jamy, z których wygrzebywałem się po parę minut. Ale wciąż się gapiłem. Bardziej realistycznie spojrzałem na świat dopiero wtedy, gdy zauważyłem, że wlazłem na kolejny wierzchołek Caryńskiej, zszedłem z niego na zachód i za chwilę zejdę w dolinę Prowczy, prawie dwa kilometry na północ od parkingu w Berehach. A tam jest najpierw potok a potem droga! W dodatku, to zejście to albo zakrzaczony las, albo dolina potoku z połamanymi drzewami.
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...2_P1050773.JPG
Limit pomocy GOPR-u mam na najbliższe kilkadziesiąt lat wyczerpany, więc obszernym łukiem wróciłem do szlaku. Było to tylko ok. 1 kilometra, ale spacer w zasypanych miękkim śniegiem borówkach po kolana, zajął mi prawie godzinę.
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...1_P1050774.JPG
Jak nie lubię chodzić szlakami, tak teraz ucieszyłem się, widząc na drzewie ten znaczek:-)
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...6_P1050777.JPG
Na pożegnanie z Połoniną Caryńską zjadłem obiadek w deszczochronie nad Berehami. I było to zupełnie legalne, bo choć nie było deszczu, regulamin dopuszcza również spożywanie tutaj posiłków;-)
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...4_P1050780.JPG
Odp: We wtorek, w schronisku, po sezonie ...
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
Po przejściu najwyższego wierzchołka Caryńskiej (1297) zszedłem na jakąś przełączkę. Stała tu zaśnieżona tabliczka informacyjna. Pewnie z napisem, żeby nie zbaczać ze szlaku. Szedłem dalej grzbietem, gapiąc się na zbliżający się coraz bardziej cel dzisiejszej wędrówki.
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...0_P1050770.JPG
(...)
Potwierdzam, że takie gapienie się na cel może zmylić czujność.
Wtrącę się do wątku, bo kiedyś, dawno temu (gdy jeszcze byłem piękny) podążałem zimową porą tą samą granią, w tym samym kierunku z tym, że mgliście było i koleżanki Wetlińskiej nie było widać. Szliśmy więc tą granią do końca, aby potem spadać w dół przedzierając się przez las , a na koniec przywitał nas Nasiczański potok , który potrafi sporo wody nieść.
Nie pamiętam jak go pokonaliśmy aby dojść do widocznej parę metrów dalej drogi.
Czy to może być przestrogą dla tych którzy niezbyt uważnie czytają mapy ?
Odp: We wtorek, w schronisku, po sezonie ...
Gdy się idzie tak przed siebie, i niekoniecznie musi dojść tam, gdzie się chce dojść, można sobie pozwolić na komfort gapienia się i niepatrzenia na mapę w ogóle;-) Trochę gorzej, gdy się trafi na las z przeszkodami albo wodęniedoprzebyciasuchąstopą.
Żeby wyjaśnić niezgodności w zeznaniach: Prowcza i Nasiczniański to ten sam potok. A jeszcze niżej mówią na niego Dwernik.
Ja odzyskałem czujność na widok zwartej ściany lasu przed sobą i głębokiej doliny pod nią. Bo na szczęście nie miałem mgliście.
Na grzebiecie Połoniny Caryńskiej nie spotkałem ani jednego człowieka, nie było też żadnych śladów. Na parkingu w Berehach stały trzy samochody bez pasażerów, co dawało nadzieję, że szlak na Połoninę Wetlińską będzie choć trochę przedeptany. I rzeczywiście był. Trzy schodzące grupki rodzinne spotkałem po drodze. I jedną grupkę długodystansową, która na noc chciała dojść pod Rawkę. Widząc moje lekkie zaniepokojenie, uspokoili mnie, że drogą.
Podstawowy aparat po nurkowaniu w śniegu trochę przymarzł. Okazuje się, że telefonem komórkowym też się da zrobić zdjęcie. Widok na wschód. Zdradziecki grzbiecik Połoniny Caryńskiej, zwany Kińczykiem, który chciał mnie ściągnąć na manowce. A Henia ściągnął:-).
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...9_15.20.00.jpg
Widok na zachód – tuż przed swoim zachodem, słońce pojawiło się przez kilka chwil w małej dziurce w chmurach.
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...9_15.42.58.jpg
To zdjęcie już było na początku. Na wschodzie - księżyc obejmuje dyżur nad Caryńską, na zachodzie - słońce już się schowało.
Stąd do schroniska niedaleko.
http://ciekawe.tematy.net/2016/wtore...1-19_16.20.jpg
Odp: We wtorek, w schronisku, po sezonie ...
I tak we wtorek wieczorem (po sezonie) dotarłem do schroniska na Połoninie Wetlińskiej.
Zdjęć ze schroniska nie będzie. Opisu też nie. Jakie jest schronisko, każdy widzi. Ostatnio obszernie opisał je Henio. Przy okazji używając nietolerowanej przeze mnie nazwy „Ch.P.”, która to nazwa kojarzy mi się raczej z nazwą kilkudziesięciu przedszkoli publicznych i niepublicznych w każdym większym polskim mieście.
A opisał tutaj: http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/9152-Szukaj%C4%85c-w%C5%82asnych-%C5%9Blad%C3%B3w-173?p=164086&viewfull=1#post164086
Potwierdzam tylko, że żeliwny piecyk jest tradycyjnie zamknięty na patentowy zamek.
Zgodnie z przewidywaniem – we wtorek wieczorem nikogo w schronisku nie było. Zjawił się natomiast na chwilę młody wicegospodarz. Akurat wtedy, gdy zgłaszałem u żony szczęśliwe przybycie na miejsce. Wszedł akurat w chwili, gdy odpowiadałem na pytanie, czy jest ciepło. Zgodnie z prawdą, odpowiedziałem, że ciepło, to przesada, ale nie wieje i za kołnierz nie sypie, więc jest nieźle. Wtedy wicegospodarz spojrzał na moje buty, suszące się nad zimnym piecem i zaproponował, że zabierze je do siebie do ciepłego. Obiecał też otworzyć służbową ubikację, bym nie musiał iść w nocy na grzbiet. Buty zabrał. Ubikacji nie otworzył. Na grzbiet i tak musiałem pójść, ale w końcu miałem jeszcze sandały;-)
Rano umówiliśmy się na 6:00 na odbiór butów. O 6:30 w schronisku nadal panowała cisza (oprócz wyjącego za oknem wiatru). Nie chcąc gospodarza budzić, do WC znowu poszedłem w sandałkach. W końcu zapukałem, bo buty jednak chciałem zabrać ze sobą na dół. Chyba już nie spał, bo błyskawicznie zjawił się z butami w ręku. Dostałem też klucz od ubikacji. Nie skorzystałem jednak z niej, bo nie wiedziałem, jak się spłukuje muszlę lodem z wiaderka, a brudnej po sobie nie chciałem zostawiać.
Tak wymyślam różne niby-dziwne rzeczy, ale z pobytu byłem zadowolony, nawet bardzo.
Parę razy już próbowałem złapać na Wtlińskiej wtorek po sezonie, ale dopiero teraz mi się udało.
Zupełna pustka. Gospodarz poszedł spać, wyłączając przy okazji światło. Wiatr sobie wył, jakieś konstrukcje na zewnątrz skrzypiały i dudniły. Ale był w tym wyciu i huku jakiś dziwny spokój i niezachwiana pewność, że kamienna budowla wszystko wytrzyma.
Koniec opowieści o schronisku.
Odp: We wtorek, w schronisku, po sezonie ...
Trzy tygodnie temu też tam nocowałem ale na szczęście nikt mi butów nie zabrał i mogłem dzielnie walczyć z oblodzonym stokiem wspinając się do wygódki, która na pewno nie była wygodna i żeby nie chybnąć się w złą stronę podczas figurowej jazdy po płytkach wokół oczka, trzeba było użyć przemyślnych technik asekuracyjnych a wtedy rąk brakowało :)
Oczami wyobraźni widziałem tablicę o treści: "BdPN ostrzega: Wyprawa do wucetu grozi śmiercią lub kalectwem!!!";)
Odp: We wtorek, w schronisku, po sezonie ...
Wojtek uwielbiam czytać Twoje relacje :)