dla mnie smieszne a dla was zapewne tragiczne, zwazywszy wasze rozwiane nadzieje... :lol:Cytat:
Zamieszczone przez damian
Wersja do druku
dla mnie smieszne a dla was zapewne tragiczne, zwazywszy wasze rozwiane nadzieje... :lol:Cytat:
Zamieszczone przez damian
Bylo nas trzech.... no muszę przyznać że postawa Taty nas nieco rozczarowala... :evil:
Camping w Ustrzykach G. Do naszego ogniska dosiada się trzech kolesi. Gadka szmatka, piwo wódka... W pewnym momencie - ni z tego, ni z owego - kolesie przechodzą na angielski. Jak się okazało - studenci anglistyki. Głupio trochę, ale co tam... Mój koleś o ksywie Albert, który akurat nie włada, kręci się nerwowo. Chce zaproponować, żeby nowi porozumiewali się po bożemu, więc wtrąca:
- Sory, aj em propozyszn...
Teraz wszystko jasne. Rozumiem Was dobrze ale w pociągach jest zabronione spożywanie i może Tata chciał Was uchronić przed mandatem. :wink: Nie chciał was narazić na koszty. a może tak jak ja był z Poznania :DCytat:
postawa Taty nas nieco rozczarowala...
Pozdrawiam
chyba nie... akcent wyraźnie wschodni... ale rzeczywiście zachowal się jak poznaniak :)Cytat:
a może tak jak ja był z Poznania
No, może nie każdy.....Cytat:
Zamieszczone przez damian
:oops:
No to jeszcze jedna historia, tym razem sprzed kilkunastu lat...
to bylo po 3 chyba klasie liceum, sierpień 1988... pierwsze Bieszczady, już nie tak dzikie jak wcześniej ale jeszcze nie tak zabudowane jak dziś, choć na szlakach wiary bylo o wiele więcej, wiary tzw "plecakowo-jucznej"...
to byl już któryś dzień wędrówki, szliśmy z cisnej prze jaslo do Smereka, w smereku weszliśmy na tory wąskotorówki, a te zaprowadzily nas do studenckiej bazy gdzieś w okolicach starego siola, nad rzeką. Tam rozbilismy się po bożemu i bierzemy się za gotowanie jakiejś strawy. W breżniewce skończyla się benzyna, ale mieliśmy jeszcze taki gadżet na denaturat... niestety ten też byl na wyczerpaniu, więc rozejrzeliśmy się po sąsiadach. obok bawila się dobrze grupka "harleyowcow" (glównie CZ i MZ), więc podchodzimy i pytamy grzecznie czy nie mają denaturatu pożyczyć. 'Owszem' odpowiada jeden z nich, po czym wola do kolegi "Gienek, przynieś denaturat bo chopaki chcą się napić!"
Nadmieniam, że denaturat spożytkowaliśmy w celach "kulinarnych", a z tej nocy zapamiętalem jeszcze piosenkę śpiewaną przez "harleyowców", której refren lecial tak: "Uła, uła, Uła, uła, pedalują pedzie" :)
Miniona sobota...Idziemy sobie Bukowym Berdem. Za którąś ze skałek napotykamy ekipę raczącą sie za przeproszeniem "jabolem". Krótka pogawedka...Oczywiście pada pytanie
-skad jesteście?
Odpowiedzieliśmy.
-A wy?- zapytałem.
-Byłes kiedys na zabawie w Kielnarowej?
... i wszystko jasne... :lol:
No to dalsza ankoholowa historja.
Duszatyn w czasach oblężenia. Wczesne popołudnie. Po polu snuje się miejscowy pomocnik pilarza i zaczepia ludzi o denaturat. Trafił na pana o wyglądzie "nauczyciel na wczasach" z młodocianym synem okularnikiem.
- Panie, pożycz pan trochę denaturatu.
- nie mogę bo dopiero wyruszamy na wędrówkę, a mam niedużo. Lepiej kup pan wino.
- Panie, ale ja od wczoraj nic ciepłego w ustach nie miałem, do zagotowania herbaty...
- No dobra, w co panu nalać?
- o tu do kubka
- Panie, pan to będziesz pił!!!???
- ależ skąd, to do gotowania!
Błękitny płyn napełnił do połowy podstawiony metalowy kubek
- Serdeczne dzięki, pana zdrowie.... i zawartość zniknęła w gardzieli ...
Długi
Noc z soboty na niedzielę (minioną). Siedzimy sobie w chatce pod K.Wierchem, pijemy różnosci. Kolega Edi opowiada o jakimś księdzu:
- Bo wiecie, to był ksiądz z jajem!
- Z jednym? - zapytał ktoś
- Nie!!!! Bo wiecie, on miał tylko taki stosunek! - odpowiedział szybko Edi
Ja to\piłem te różności w ilościach odpowiednich do gabarytów :wink: i zrobiłły one swoje :D . Cieszy mnie to że słowa dotrzymałeś. Pozdrawiam EdiCytat:
Zamieszczone przez barszczu
a co obiecałem?Cytat:
Zamieszczone przez Edi
Miniony piątek, popołudnie. Oczekiwanie w domku na spóźnionego już dobrych parę godzin Jabola :wink: W końcu zaniepokojony tata pyta:
- A Jabol to jakim samochodem przyjedzie?
Jako że na samochodach znam się tyle co nic, odpowiedziałam:
- Nie wiem tata, takim bez klamek :lol:
Jeżeli chodzi o system otwierania drzwi lub bagażnika w Jabolowej cytrynce to można by napisać dłuuugi post z instrukcją obsługi :mrgreen: :mrgreen:
Zaraz tam dlugi post. Wcale sie za to nie brałem i Jabol sobie jakoś z tym radził. Szło to mu całkiem sprawnie. Nie rozumiem....Cytat:
Zamieszczone przez Anyczka20
Bo ja bystrzacha jestem :lol: :lol: :lol: pozdrowienia z Rymanowa w drodze w Bieski:)Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Samochód Jabola ma wiele zalet. Może być na przykład miernikiem równości bieszczadzkich dróg. Jak na drogach są dziury to nie odtwarza płyt. Po prostu lubi równo i dostojnie.Cytat:
Zamieszczone przez Anyczka20
hnmmm chyba kazdy samochod lubi tam gdzie jest rowno.... tylko czy sa takie drogi w Polsce...??? no ale fakt niektore wtedy tez odtwarzaja plyty :D hihihihiCytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Są, są sprawdzam to na rewerze..........jak mi łańcuch nie spada to znaczy, że równo :mrgreen:Cytat:
Zamieszczone przez KAHA
wow :DCytat:
Zamieszczone przez Jabol
Pozdrow Biesy, prosze ;))) Mnie jakas nostalgia ogarnia ;)))
U Irasa i Bartka na kwaterze. Wpadłem na chwile pogadac.
- Napijesz sie soku?- bartko podaje mi kartonik...
-Dzieki :lol: chetnie...Mmmm... pycha! Skąd wziełeś taki zimny?
Iras z bartkiem: salwa smiechu :lol: :lol: :lol:
- Bo widzisz Jabol, tu jest lodówka :lol:
No tak :lol: proces dziczenia u mnie postępuje...
Dzień: 10 lipiec 2005
Miejsce: kościól w Wetlinie
Czas: około 11:00 Po Mszy Św.
po Mszy Św. za Władka Nadoptę młody ksiądz odprawiający nabożeństwo wspomina Władka: Jak się dowiedziałem, że Majster Bieda nie żyje to nie mogłem w to uwierzyć. Wydawało mi się, że on juz dawno nie żyje...
Była późna jesień.Po "wywczasach" z końmi "Bieszczadzkiej konnej" "młodzież stadninowa" wracała na Zimę na Serednie,do stadniny.
W chłodny,październikowy poranek pojechaliśmy " silną grupą pod Stachowym wezwaniem" na Wołosate po konie.Trasa przepędu zapowiadała się widokowo,bo wiodła szosą do przełęczy pod Berehami,przez Wetlińską,Suche Rzeki i Otryt.
Gdy prowadziliśmy konie drogą do Ustrzyk Grn.,po drodze mijali nas pierwsi,poranni turyści.W pewnym momencie jakaś zaciekawiona turystka pokazując nasze Hucuły pyta:
-Przepraszam,czy to konie Przewalskiego?
-Nie,Myślińskiego-odpowiedział zmachany "Baranek",a turystka zdębiała....
Dalszych pytań nie było....
Napis przy drodze " Kozie mleko, owcze sery ".
Zatrzymują sie turyści i chcą cosik kupić. Gospodarz pokazuje swoje produkty oferowane do sprzedaży.
Jedna z pań :
- Gospodarzu a to kozie mleko jakieś rzadkie, i w smaku takie inne.
Na co ten odpowiada :
- Ni, Paniusiu, kozie mliko dobre, wszystkie panny we wsi Stasiu do mnie mówią.
Wielki napis na pewnym sklepie w bieskach: "ALKOHOL CHEMIA" :lol: :lol: :lol: czyli prawie Holandia :lol: kolejek nie zaobserwowalem...
A co do pytania " Jak daleko jeszcze ?" Za moich czasów , a było to nie tak dawno całkiem, to odpowiadało się " Trzy dni prosto a we wtorek na lewo ".
Kilka dni temu prowadziłem swego dobrego kamrata Tasmana i tłumaczyłem jak dojśc w pewne miejsce...
Ja- Zapamietaj ten układ polanek nad drogą. To oznacza że zaraz musisz skrecić w lewo...
W miedzyczasie gadamy o róznych rzeczach czyli o tzw d... Maryni. Po chwili odzywam się:
- Widzisz te złamaną wierzbę iwę przy drodze?
-no widze...
-to znaczy ze sie zagadalismy i musimy zawrócić :lol:
Zasłyszane wieczorkiem, nie wiem kto to mówił:
"Ja to nie wiem, po co dziewczyny to piwo piją, jak potem muszą kucać do sikania..."
Zeszłoroczna wędrówa z moją niewiastą.
Po już dość wyczerpującej wędrówce, moje małe Maleństwo (mowa o niewiaście), objuczona wieeelkim plecakem stanęła i mówi:
"Barnaba!!! Twój Ślimaczek już nie ma siły nieść domku!!!"
Faktycznie wyglądała jak slimak targający chatę na plecach.....
Wracajac z Tarnicy na Siodlo idzemy przez chwilke za matka z mniej wiecej 5-letnim dzieckiem i zdolalismy uslyszec.
1. Dziecko: -Dlaczego tu nie ma sklepu?
Matka: -Jeszcze nie zdazyli wybudowac :D
2. Matka do dziecka -Wiesz, ze na tej gorze byl papiez?
Dz: -Ktory papiez?
M: -Ten, ktory umarl.
Dz. -A on byl tu jeszcze przed umieraniem?
W zeszłym roku, Połonina Caryńska.
Idziemy połoninami od strony Ustrzyk, w pewnym momencie doganiamy rodziców z pięcioletnim na oko synkiem i słyszymy mamusię:
- No, o co miałeś państwa spytać?
Dzieciak wali prosto z mostu:
- Widzieliście Krzysia i Tygryska?
Przerażeni patrzymy na mamusię, a ta kiwa głową i bezgłośnie powtarza: "TAK!"
- Tak, tak, widzieliśmy! - zarzekamy się. Na to mamuśka szubciutko:
- A mieli chusteczki na głowach?!
- Mieli, jasne, że mieli! - mówimy z przekonaniem, a mamusia oddycha z ulgą i do synka:
- A widzisz? Ty też musisz założyć chusteczkę!
Pozdrawiamy wszystkich:)
W pewnym miłym i cichym zakatku w Rajskiem gdzie czasem zaglądam żeby sie "odchamić" zgadałem sie z gospodarzem że słuchamy podobnej muzyki.Robert Plant, Ozzy i tym podobne...Przy okazji powspominalismy polska rzepną muzyke lat osiemdziesiatych :lol: Tak dla kontrastu :lol: Przy okazji opowiedział jak do Rajskiego przyjechala czterech facecików na wypoczynek.W pewnym momencie którys z nich z nieskrywana dumą mówi:
- Bo wie pan, my jestesmy Papa Dance 8)
a mój znajomy rock'androllowiec bez chwili namyslu
-no to co? :lol: :lol: :lol:
POłowa lat 80. Schronisko na Przysłupie Caryńskim, czyli Koliba. ówczesny gospodarz Tomek N wychodzi o zmierzchu na taras i liczy pogłowie nocujących turystów. Mine ma wyraźnie zafrasowaną.
- Co się stało ? - pytam grzecznie, bo może pomóc trzeba...
- Eee, nic, tylko prawie komplet. Co zrobię, jak jakaś duża grupa teraz z Caryńskiej zejdzie? - mówi Tomek, dalej zafrasowany.
- Wycieczka harcerzy - podrzucam, znając "sympatię" Tomka do osobników w mundurkach.
- Nie, na nich to ja mam psy - odpowiada Tomek natychmiast.
Nie wiesz może co się dzieje z Tomkiem?, Gdzie go losy rzuciły?
Długi
Słyszałem, że wraz z żoną i córeczką Dominiką wyjechał do Stanów. Ale to było bardzo dawno - grubo ponad 10 lat temu chyba. Od tej pory nie wiem nic - a szkoda, bo to była wspaniała postać bieszczadzka...
Ostatni urlop w Bieszczadzie spędzałem jako kuracjusz w sanatorium w Polanczyku. Nie przeszkadzało mi to często i gęsto chaszczować. Pewnego dnia wracam do sanatorium ślicznie ubłocony, tak mniej więcej po kolana. Zdejmuję byty przed sanatorium coby mnie sprzataczki nie zabiły i nagle słyszę pytanie:
- Gdzie się Pan tak ubłocił okropnie? pyta mnie kobieta około czterdziestki
- W krzaczorach odpowiadam
- A gdzie w Bieszczadach ma Pan krzaczory? słyszę następne pytanie
a moze ta pani nie zrozumiala pojecia... ???
no ładnie , ładnie Bert .. a żona wie jak Ty sie "leczyłeś " w tym sanatorium ???Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
jak bys pani powiedział ze byłeś u Krzaczory to by zrozumiała , a tak sobie pomyslała
"że facet z butami wlazł ..." zabłoconymi ?? do sanatorium... nie sądziła ze w sanatorium miłosnika wędrówek mają
I tu Cię zaskoczę. Mam świadków, aktywnych bywalców tego Forum, że byłem tam z żoną. Zresztą zamierzam w osobnym poście skrobnąć krótką relację. Już nawet zacząłem.Cytat:
Zamieszczone przez joorg
Pozdrawiam
dobra ja Ci wierze ,że tak było --ale pani jednak miała wątpliwości -twierdząc że w bieszczadach nie ma krzaczorówCytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Myślę, że ona nie wiedziała co to jest.Cytat:
Zamieszczone przez joorg
Pozdrawiam