i brakuje lecytynyCytat:
Zamieszczone przez iza
Pozdrawiam
Wersja do druku
i brakuje lecytynyCytat:
Zamieszczone przez iza
Pozdrawiam
Dzień ósmy.
Pada. Chwilowo nawet bardzo. Wstajemy później. Postanowiliśmy sobie pojeździć. No to jedziemy. Najlepiej w prawo. I tu mała uwaga. Dotyczy to całego naszego pobytu w Bieszczadzie, czyli dotyczy również następnych dni. Nikt mnie nie zatrzymywał na stopa. Nie mogliśmy się nadziwić. Wniosek nasuwa się sam. Trzeba tu przyjeżdżać poza sezonem. Nie, żebym coś miał przeciwko autostopowiczom, nie. Sam czasem łapię stopa w Bieszczadzie, żeby dojechać do Karawanu. Chodzi mi o to, że Bieszczad jest wtedy prawie pusty. Są tylko tacy miłośnicy spokoju jak my, Piotrkowie, Iza, Piotrek, Jabol, czy inni ludzie tego pokroju i przekonań, których jeszcze nie poznaliśmy. Dojeżdżamy do Ustrzyk Górnych. Pustki. Wizyta u Andrzeja Lacha. Jego też nie ma. Żona mówi, że można go zastać w Solinie. Wygląda na to, ze gość się wyprowadził. Jedziemy dalej. Po prawej stronie mijamy najbardziej typowe dla Bieszczadu zwierzęta – „pasące” się na błocie strusie. Jest nam żal tych ptaszków, aczkolwiek nie wiemy, jakich warunków potrzebuje taki przerośnięty drób. Wydaje nam się, że zero trawy tylko błoto to lekka przesada. Skręcamy w stronę Mucznego. Nie dojeżdżamy do samego Mucznego. Idziemy się przejść do lasu. Pada. Spacer nie jest przyjemny. Łazimy tak po lesie półtorej godziny. Nic godnego opisu nie widzieliśmy. Zwierzyna się chyba pochowała. Mówią, że psa w taka pogodę się nie wypędza. My też mamy dosyć. Wracamy do karawanu. Jedziemy na kawę do Mucznego. Po drodze mijamy miejsce odpoczynku dla turystów, którego nie było jeszcze zimą. Wydaje mi się, że po intensywnych opadach ziemia się obsunęła i po jej uprzątnięciu ustawiono ławki. Ładne miejsce. Na kawę idziemy tym razem nie do Wilczej jamy tylko do Karpathii. Szefowa Pani Małgosia wita się z nami jak z dobrymi znajomymi. Serwuje kawę. Rozmawiamy z nią przy kawie o Mucznem. Muczne też się zmieniło w ciągu ostatnich kilku lat. Nam się bardziej podobało to stare Muczne. Ale jest jak jest i najwyżej mogę tu nie zaglądać. Zaglądać tu będę, bo okolica piękna i bogata w chatki…. Jedziemy do Czarnej. Znów próbuje zdobyć wpis Łysego do książki. I znów nic z tego. Gość chyba przyjeżdża do domu nakarmić psa. Trudno może innym razem. Postanawiam zobaczyć cerkwie w Bystrem i w Michniowcu. Wszystkich, którym się nie podoba droga Dołżyca – Terka zapraszam w tamtą stronę. Łajt Lajting może tego nie przetrzymać. jakoś dojeżdżam do Bystrego. Cerkiew od mojej ostatniej tu bytności 3 – 4 lata temu w stanie jeszcze gorszym. Jak się nie znajda pieniądze na jej remont to moje wnuki już jej nie zobaczą. Obok cerkwi na drzewie zauważyłem sporych rozmiarów mrówkę. XXXX Jedziemy do Michniowca. Droga tak wspaniała, że rezygnuję z jazdy. Ponieważ leje, nie idę pieszo. Wracamy. Wizyta w Czarnej w Baraku. Wreszcie jest otwarty. Jak zwykle mała pogawędka z Panem Franczakiem. Jedziemy do Ustrzyk Dolnych. Obiad jak zwykle w tym mieście w jadłodajni Ewa. Jak zwykle niedrogo i smacznie. Polecam. Ponieważ przestało padać spacer po Ustrzykach. Za każdym razem jak jestem w tym mieście różne kobitki proponują mi kupno papierosów. Za każdym razem mam frajdę, jak widzę ich reakcję na moją odpowiedź „Dziękuję nie. Jestem za młody”. Mimo wszystko, żal mi tych kobiet z Ukrainy. Pamiętam czasy jak my Polacy jeździliśmy do Niemiec z jajkami. Nie wiem, dlaczego ale alkoholu już mi nikt nie proponował. Wracamy do karawanu i jedziemy nad zaporę. Znajdujemy nawet Andrzeja Lacha. Mówi, że zostawił interes w Górnych żonie i synowi. Teraz buduje lokal nad Soliną. Z dumą oprowadza po swoim królestwie. Może to być największy lokal nad zaporą. Plany ma duże. Gorzej z kasą. Zaprasza w sierpniu. Sprawdzimy, co zdziałał. Postanawiamy odwiedzić Polańczyka. Marzy nam się rozpusta. I rozpusta była. Informacja specjalnie dla Doczu: Kwaśnica w Stanicy nadal bardzo dobra. …. Te kropki oznaczają przerwę na otwarcie ostatniego Kelta, jakiego przywiozłem ze Słowacji. Wracamy na Przysłup. Jest środa. Liverpool gra o puchar. Idę do gospodarza do domu ma mecz. Pan Dworaczek stanął na wysokości zadania. Postawił browarna. Oglądamy mecz w trójkę: dwóch chłopów ze Starogardu i ja. Do przerwy 0:3. Zostaję sam. Po przerwie przychodzi gospodarz. Jak jest 2:3 wysyła żonę po tych mostków ze Starogardu. Przychodzą nieco osłabieni i pytają się, czy mogą kupić po setce. Dworaczek znowu mi zaimponował. Przyniósł 0.7 l i stało się. Ale Dudek zdobył puchar. C.D. może N.
oczywiscie ze za malo.... ciagle mało mi i mało... skoro nie moge pojwechac to se chociaz poczytam ;)Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
:wink:Cytat:
Zamieszczone przez KAHA
O.K. Dopiszę do końca. Tylko nie wiem kiedy. Postaram się jak najszybciej.
Pozdrawiam
myślę że na to też jesteś za młody.... hihihihiCytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Ps. jeszcze jeszcze...
Ps.2. zbieram podpisy pod petycją do Bertranda... ;)
ja myślę, że nie tylko na to..... :mrgreen: :mrgreen:Cytat:
Zamieszczone przez KAHA
Prosze wszystkich: Dajcie sobie luz. Dziś wieczorem machnę następny odcinek. Bez petycjii.. :DCytat:
Zamieszczone przez KAHA
machnij , machnij :lol: :lol: :lol: to tak jakby wokół ognia przy tobie usiadła grupka przyjaciół i sluchała twej opowieści... Pisz... my słuchamy... :lol:Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
tak więc wyluzowany, zupełnie na luzie, czekam na cdn.....Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
eh, ten net, siadasz, jednym okiem czytasz, a drugie przymykasz, i widzisz w wyobrażni , jakbyś tam był. Nawet tam gdzie jeszcze twoja noga jeszcze nie stanęła.Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
No to PRZYJACIELE, :!: zapraszam na ognisko, powiedzmy nieco spóźnione godzina 22:00. Niecierpliwi mogą zabijać czs Xiążęcym lub czym tam lubią zabijaćCytat:
Zamieszczone przez Jabol
hmmm tylko my w tym samym czasie mamy impreze konkurencyjna.... i caly szmat od ogniska... no nic wsiadziemy w ałta i przyjedziemy ... hahahaha
Dla PRZYJACIÓŁ ognisko palić sie będzie długo. na pewno zdążycie. :wink:Cytat:
Zamieszczone przez KAHA
nawet ze stolicy....???Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
milo nam zawrzec sie w gronie przyjaciol ;)
Przyjaciel jest przyjacielemm Miejsce zamieszkania nie ma dla mnie znaczenia. Po imprezie możecie sobie poczytaćCytat:
Zamieszczone przez KAHA
Pozdrawiam
Żem sobie trochę pospał. :oops: A co? Mecz trwał długo. Jabol daje znać, ze przyjedzie dzisiaj z żoną i córka do Zawozu. Cieszymy się ze spotkania :D :D :D . Na razie po śniadaniu jedziemy do Cisnej. Jest w końcu Boże Ciało. Tym razem na pewno idziemy na Mszę Św. Karawan zostawiamy na parkingu w „centrum miasta” i dalej pieszo. Msza odprawiana jest z tyłu Kościoła na świeżym powietrzu. Nie mówię, że wzbudzamy ogólne zainteresowanie, ale nasz ubiór trochę odstaje ubiorów od reszty uczestników nabożeństwa. Stajemy sobie z boku pod płotem. Ciekaw jestem jednego. :?: . Czy miejscowy proboszcz nadal podczas ogłoszeń po Mszy Św. opieprza swoje owieczki. Moja ciekawość została zaspokojona prędzej niż myślałem. Proboszcz zrobił to podczas Kazania/Homilii. Można na gościu polegać :wink: Zaraz po Mszy opuszczamy teren Kościoła, ponieważ nie chcemy załapać się na procesję. W drodze na parking dyskutujemy, z Renatką na temat Kazania. Dochodzimy do bardzo odkrywczego wniosku. Tym razem proboszcz miał rację i słusznie się owieczkom należało. Wsiadamy do karawanu i tu niespodzianka. Pojawia się parkingowy i chce kasę. Zjawisko jak na Cisną mało zwyczajne. Pokornie płacimy i jedziemy w kierunku Komańczy. Po prostu nie daje mi spokoju ta chatka, której nie znalazłem kilka dni wcześniej. Zajeżdżamy do Komańczy. Jest upał. Zostawiamy autko na parkingu i idziemy do schroniska. Informuję, że schronisko to nie jest już takie klimatowi jak kilka lat wcześniej. Poza tym nazwa schronisko nie pasuje do otoczenia. Co to za schronisko sporo przed nim pełno samochodów. I to jakie bryki?! Schronisko jak sama nazwa mówi służy, aby się w nim schronić. Ja się w tym miejscu pytam: przed czym można się tam schronić? Za to obsługa tego hotelu, bo takt ten obiekt powinien się nazywać szybka i bardzo miła. Wypijamy Pepsi z lodem i wracamy do auta. Nie idziemy do Klasztoru. Zatrzymuję się w przy barze na skrzyżowaniu dróg. Bar ten nie wzbudził mojego zachwytu. Nie wzbudził nawet mojego zainteresowania. Wszedłem i wyszedłem. No to teraz szukanie chatki :D Podjeżdżam jak najbliżej się da drogą jezdną. Zostawiam Karawan w miejscu, które wydaje mi się bardzo bezpieczne i dalej z Renatka idziemy pieszo. Żeby wam trochę ułatwić powiem, że idziemy ścieżką pod górę. Wcale nie idziemy długo, ale moja żona czuje się lekko zmęczona. Trochę sapie. Robimy krótki odpoczynek. Jesteśmy prawie na szczycie. Zaprowadziłem ją do miejsca, w którym byłem przedwczoraj. Jest cudownie. Jest ciepło, wieje lekki wiatr i przed oczami mamy piękny widok powiedzmy na Beskid Niski. Coraz częściej myślę o tym, żeby sobie tam połazić. Chyba zrobię to w sierpniu. :?: Chodzimy sobie na skraju lasu. Ja idę pierwszy, a żonka moja za mną. W pewnym momencie słyszę jej głos: Czy Ty naprawdę na oczy nie widzisz? Cofam się kilka kroków i patrzę w kierunku, który pokazuje mi Renatka. Pomiędzy drzewami stoi sobie piękny domek. :D Byłem w tym miejscu kilka dni wcześniej i też go nie widziałem. Noszę okulary i nie widzę. Ech ta starość… :oops: Podchodzimy bliżej. To nie chatka, to cudo. Widziałem już kilka chatek w Bieszczadzie, ale ta jest naprawdę przepiękna. Dość, że powiem, że jest kryta gontem. :!: Podchodzę pięknym gankiem do drzwi. Zamknięte na dużą kłódkę. Obok napis po czesku. Podchodzę do okna. Da się otworzyć od zewnątrz. Po chwili jestem w środku. Są dwa pomieszczenia i schody na strych. Robię dokumentację fotograficzną dla Jabola. Myślę jednak, że on tu niebawem będzie. Przecież od niego dostałem namiar na to cudo. Dzięki Ci składam w tym miejscu. :lol: :lol: Zamykam okna i wychodzę na zewnątrz. Zamykam okno, którym wyszedłem. Zostawiam wszystko tak jak było. Schodzę niżej, żeby zdobić zdjęcia chatki z innej perspektywy. Jeżeli potraficie sobie wyobrazić szczęśliwego człowieka to widzicie mnie. W tej chwili jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem. :D :D :D Siedzimy sobie przy chatce. Jedna refleksja. Znam kilka chatek w Bieszczadzie i z każdej jest niedaleko do wody. Tutaj wody nie widziałem. Może jest z drugiej strony góry, a może po prostu jej tu nie ma. Myślę, że dowiem się tego prędzej, czy później. Już nie pamiętam, czy dzwoniłem, czy wysłałem SMS, ale pochwaliłem się Jabolowi, że znalazłem tą chatkę. Schodzimy do auta. Tak się nam tylko wydaje. Troszkę zgubiłem azymut. :oops: :oops: . Wszędzie jest zbyt stromo do zejścia przynajmniej przez moją żonkę. W końcu znajduję ścieżkę. Bez problemu schodzimy do Karawanu. Kupujemy jakieś słodycze i jedziemy do Łupkowa. Krysia i mrówka są na miejscu. Robią kawę a ja puszczam im z kompa /tak, tak mam ten sprzęt ze sobą/ parę śmiesznych rzeczy. Obiecuję Krysi, że po powrocie do domu nagram jej wszystkie takie dziwne filmy i nie tylko na płytę i wyślę do Łupkowa. Kupiłem tez od Mrówki dwie ikony dla moich poznańskich przyjaciół. Było bardzo miło i przyjemnie. Obiecaliśmy wpadać tam za każdym razem jak będziemy w Bieszczadzie. Jedziemy w kierunku Zawozu do Jaboli. :D :D Po drodze do nich dzwonię. Okazało się, że po drodze mieli panę i duże problemy ze zmiana koła. Pytam, u kogo będą mieszkać? Jabol odpowiada i wtedy lekka konsternacja. My przecież u tych ludzi kilkakrotnie też mieszkaliśmy. Świat jest mały. :!: Prosimy o pozdrowienie gospodarzy. Na wysokości Zahoczewia ponownie dzwonię do Jaboli. Jeszcze są daleko. Chwila obliczeń czasu i odległości i stwierdzam, że dojada do Zawozu około 22:00. Za późno na wizyty :cry: :cry: :cry: Daje po hamulcach i zawracam. Przejeżdżając przez Baligród stwierdzam, że nigdy nie byłem na cmentarzu żydowskim. No to teraz będę. Cmentarz w pięknym miejscu. Natomiast bardzo, bardzo smutny. Trudno sobie wyobrazić wesoły cmentarz, ale ten jest naprawdę smutny. Strasznie zaniedbany. Macewy poprzewracane. Jest różnica pomiędzy starym zaniedbanym cmentarzem, a starym zdewastowanym i zaniedbanym cmentarzem. Moim zdaniem dewastacja tej nekropolii nastąpiła była kilkadziesiąt lat temu. Szkoda, że nikt nie dba o to miejsce teraz. Ja wiem takich zapomnianych cmentarzy w Bieszczadzie jest mnóstwo i też o nie nikt nie dba. Baligród to jednak siedziba gminy a nie worek bieszczadzki. Rozumiem, że gmina ma wiele innych problemów, ale…. Wracamy na Przysłup. Okazuje się, że nasi sąsiedzi osiem osób ze Starogardu też było w Komańczy. Wiedzieli, że tam jest Klasztor, chcieli do niego iść, ale nie znali drogi. Widocznie wstydzili się o nią zapytać. :?: :) Ogólnie rzecz biorąc baaardzo ciekawi ludzie. Siedzą już parę dni w Bieszczadzie i jeszcze nigdzie nie byli. Mam na myśli szlak turystyczny, czy inną ścieżkę. Polecam im na dzień następny wypad na Jasło. Dosyć długo tłumaczę drogę, bo przecież jest bardzo skomplikowana. Mówią, że się wybiorą. Ano zobaczymy. Zaczynam się denerwować. :mrgreen: ostatni dzień w Bieszczadzie i zupełnie nie wiem gdzie wyruszyć. Chciałbym być wszędzie, a wszędzie się nie da. :cry: :cry:
Uff…. Chyba najdłuższy odcinek. C.D.N ale w przyszłym tygodniu :wink:
Pozdrawiam
Qurcze :!: ale toto ładne, rzekłbym nawet piękne - chatka znaczy się :!: :!: :!:
czekam z niecierpliowscia :)Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Pozdrawiam
A ja właśnie wróciłem z Biesków.Odwiedziłem Wetlinę,U.G.,pospacerowałem po Tarnawie Niżnej.W Tarnawie w hoteliku trwa remont,malowanie ścian itp.Widać że nowy właściciel chce coś zmienić...A koło baraków iglopolskich stały dwie "wypasione", czarne bmw.Ktoś chce przejąć tą schedę po prl-u???
W worku totalna cisza-zero turystów.Na całej trasie spotkałem tylko pięciu pracowników leśnych.Mili i ugadani jak zawsze :wink: W schronie piwka(choćby ukraińskiego)niestety nie było.Była tylko woda mineralna,no i jakaś kolorowa po 5zł za 1,5litra. W Siankach,jak to w Siankach-totalny spokój.Tylko ukaińscy drwale troszkę przeszkadzają trwać tej ciszy.Odwiedziłem też Caryńską.Spotkałem kilka osób,zaś w Łopience nie było nikogo oprócz tych wspaniałych mężczyzn na swoich wspaniałych wyposażonych w gąsienice maszynach.Generalnie z moich wędrówek wysnuwam wniosek że nasze Bieski (a w szczególności Worek Bieszczadzki) są wycinane w zastraszającym tempie.Nie wiem kto tą wycinkę koordynuje mam nadzieję że ktoś mądry a nie tylko przedsiębiorczy.Odwiedziłem też Solinę,zjadłem pstrąga(pysznego jak zawsze)u Bolka w Teleśnicy.Smutno było wracać ale już niedługo...
Mam nadzieję że niedługo odwiedzę WAS Bieski :wink:
Aha,zapomniałem napisać jeszcze o jednej sprawie...
W Smolniku(koło Woli M.)dmuchałem w alkomat :!: Dacie wiarę :?:
I gdzie ta dzikość Bieszczadów :?:
Pozdrówka :wink:
Dzięki za cenna uwagę. :lol: :lol: :lol:Cytat:
Zamieszczone przez robines
Pozdrawiam
Bertrandzie urocze sprawozdanie...
dorzuc cos Bertrandzie, bo ogien przygasa... Komus piwko otworzyc?
Ostatni dzień to spędziliśmy wspólnie Może Ty go opiszesz Jabol? :lol: :lol: :lol:Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
Pozdrawiam
Jasne :lol: Wspomoge pamięć kamrata, ale dopiero pojutrze...
Nie musisz się spieszyć. Ja zdeklarowałem się, że dokończę w tym tygodniu... A przecież dopiero mamy poniedziałek. Przedtem mam spotkanie z niejakim Bisonem przy browarku. Chyba skąś Go znasz? :lol: :lol: Tymczasem zadbaj żeby ognisko nie zgasło :wink:Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
postaram sie nie spowodowac pozaru :lol: :lol: :lol:
dobra juz sie nie kłóćcie tylko opiszcie :mrgreen: jak skonczycie to mozecie sie klocic :)Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Pozdrawiam
K.
Ps. Ciagle cierpliwie czekam :lol:
Kto sie kłóci? Nawet nam to do łbów nie przyszło.Cytat:
Zamieszczone przez KAHA
I tak trzymaćCytat:
Zamieszczone przez KAHA
Pozdrawiam
Ja również cierpliwie czekam drogi bertrandzie na cią dalszy. Z wielką przyjemnością czytam Twoją relację :mrgreen: :mrgreen: ...i staram się wyłapywać jakieś szczegóły :wink:
Pozdrawiam smerfowo :mrgreen:
Musze Cię pochwalić :D dobrze Ci Idzie :wink:Cytat:
Zamieszczone przez Anyczka20
Pozdrawiam
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Dzień dziesiąty!
Budzi mnie SMS od Jabola. Treść wiadomości niestety nie nadaje się do opublikowania na forum. Natomiast wiem, że miał w tamtej chwili wspaniały widok. Jemy śniadanie i nadal nie wiemy, co ze sobą zrobić. W końcu zapada decyzja. Chcemy spotkać się z Jabolami. Renatka stwierdziła, że możemy podjechać do Zawozu to i nasi wspólni znajomi, czyli gospodarze się ucieszą. Dzwonimy do Jabola, albo on dzwoni do nas. Już nie pamiętam. Niech się nazywa, że się zdzwaniamy. Okazuje się, że on już wyrusza. Umawiamy się koło Spisówki. Jedziemy w stronę Dołżycy coby skręcić / ciągle sobie wmawiam, że po raz ostatni/ na drogę w kierunku Terki. Tuz przed tą droga w ubiegłym roku otwarto bar serwujący potrawy z grilla. No cóż jest to dopiero łykend majowy to, po co go otwierać? Stoi nieczynny. Dziury na tej drodze już opisywałem, więc przyjmijcie do wiadomości, że one tam są. Po drodze zatrzymujemy się przy Galerii „Czarny kot”. Nic nas nie zainteresowało, ale stwierdzamy, że potrafimy już rozpoznać autorów po ich pracach. Oczywiście nie wszystkich… Przydrożna pijalnia piwa jeszcze nieczynna. Dojeżdżamy do Spisówki. Jabola jeszcze nie ma. Rozumiem to, bo jego Łajt Lajting musiał jeszcze pokonać przeuroczą drogę z Zawozu do Sakowczyka. Po chwili nadjeżdża. Reflektory na swoich miejscach, nie powypadały, znaczy Jabol z cała pewnością nie używał trzeciego biegu. Ku rozpaczy Renatki wysiada z auta. Ku rozpaczy, bo wysiada sam, bez rodziny. Tłumaczy się, że córeczka jego się rozchorowała. Trudno. Mamy nadzieję, że poznamy resztę Jaboli w innym nieodległym terminie. Odpalam mojego kompa w nadziei, że baterie wytrzymają ten eksperyment. O dziwo udało się. Próbuję pokazać Jabolowi zdjęcia, które zrobiłem podczas tego pobytu. Interesują go przecież chatki, na które dał mi namiary. Chyba tylko dzięki wrodzonej uprzejmości patrzy na ekran, na którym niewiele widać. Jest przecież piękny słoneczny dzień. Obiecuję mu, ze po powrocie do Poznania nagram zdjęcia na płytkę i mu wyślę. Wyjmuje z bagażnika Tyskie /teraz już wiem, że Jabol preferuje Xiązęce, ale Gronie tez wypił z apetytem/. Wyruszamy w stronę Sinych Wirów. Po drodze rozmawiamy o naszych wspólnych znajomych z Zawozu. Coś nam nie pasuje. Po chwili okazuje się, że rozmawiamy o rodzeństwie. Jabole kwaterują u przemiłych gospodarzy, a my często stacjonujemy u brata ich gospodarza. Po drodze mijamy grupkę ludzi z leżakami i małymi dziećmi. Stwierdzam, że każdy wypoczywa tak jak lubi. Renatka jest pod wrażeniem wiedzy Jabola w kategorii flora. Po chwili okazuje się, że robaczki i inne owady też rozpoznaje. Nie będę tutaj wyjawiał skąd to wszystko wie. Tak spacerując, bo z pewnością nie można tego nazwać marszem dochodzimy do Sinych Wirów. Są ludzie. Jest plaża. Odchodzimy w bok. Jabol w poszukiwaniu tylko sobie wiadomej rzeczy przełazi na druga stronę Wetlinki. Wraca. Idziemy dalej. Tak sobie rozmawiając jeszcze dwa razy schodzimy nad brzeg Wetlinki. Bardzo się cieszyłem z tego, ze mogłem mu pokazać miejsce, którego jeszcze nie widział. Stwierdziliśmy, że jest to dobre miejsce nawet na nocleg, chociaż nie jest to chatka. Znaczy się były trzy ściany i dach był. W dobrym stanie wiata na brzegu rzeki. Powoli wracamy do naszych stalowych mustangów przy Spisówce. Wejść się do aut nie daje. Ze środka wylewa się na drogę żar. Staramy się schłodzić wnętrza aut oczywiście. Ja jestem w zdecydowanie lepszej sytuacji. Po prostu Karawan 2 ma ciut bogatsze wyposażenie. Zapraszamy Jabola na obiad do Biesiska. Jabol daje mi do posłuchania płytę z muzyka Mika Oldfielda. To było to, czego potrzebowaliśmy z Renatką. Przy takiej muzyce dziury na drodze to pryszcz. Można m nie wjeżdżać w rytm muzyki. Podjeżdżamy pod Biesisko. Przed budynkiem stoi Tomek współwłaściciel obiektu jak sądzę. Wygłasza taką sentencję: „nie idźcie do środka. Drogo, niedobre, mało i trzeba długo czekać” /cytat z pamięci/. Nie zrażamy się tym zupełnie. Wchodzimy do środka. Jak zwykle jedzenie i obsługa super, a ceny akceptowalne. Proszę Jabola o adres, cobym mógł mu wysłać zdjęcia. I dostaję od niego prześliczny prezent w postaci rysunku z adresem. Kto widział jego rysunki, a są na tym forum to wie, o czym piszę. Nadeszła chwila rozstania. Czułości nie było, ale żal był i u Renatki i u mnie. W tym miejscu jeszcze raz Ci dziękuję Jabol za ten wspaniały dzień….. Wracamy na kwaterę. I tu niespodzianka. Nasi sąsiedzi są bardzo zmęczeni. Okazuje się, że posłuchali mojej rady i poszli W GÓRY. Z Przysłupia doszli do stokówki, stokówka w lewo do Smereka i od Smereka asfaltem do Przysłupia. Trochę mi się od nich dostało, że poradziłem im taka wyczerpująca wycieczkę. Na moje sprostowanie, że radziłem im wypad na Jasło usłyszałem, że to za stromo i nie było widać szczytu. Trochę się spakowaliśmy przed podróżą do domu. Pojechaliśmy jeszcze do Cisnej pożegnać się ze znajomymi i tak skończył się ten dzień. C.D.N. Ciągle mi się coś przypomina, co nas spotkało podczas tego pobytu, a o czym zapomniałem, ze może po ostatnim C.D. skrobnę jeszcze krótki Epilog.
ja chce w gory!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie chcę wyjść na starego zgreda, ale to miejsce to rezerwat.Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
:oops:
Długi
Punkt dla Ciebie. wtedy jednak tak myśleliśmy jak to opisałem. Ale co racja to racja.Cytat:
Zamieszczone przez długi
Nie przesadzaj. Nie wyszedłeś.Cytat:
Zamieszczone przez długi
Pozdrawiam
Dziękuję, że po cichutku mogłam przysiąść przy ognisku i wysłuchać opwiesci.Niestety nie byłam tam dla mnieiweki więc wchłaniałam relację jak gabka. Przynajmniej przez chwilę czułam się jak bzm tam była dziękuję bardzo Bertrandzie :lol:
Jeżeli sie podoba to cała przyjemność po mojej stronie. :D
Pozdrawiam
jesli przewróce sie tam i zasnę bez palenia ognia, to tak jakby mnie tam nie było... :lol:Cytat:
Zamieszczone przez długi
hmmm tylko dlaczego masz sie przewrocic... :?: :wink:Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
Jabol chodzi po Bieszczadzie do upadłego. :lol: :lol: :lol:Cytat:
Zamieszczone przez KAHA
Pozdrawiam
to może to jest upadły jabolCytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Pozdrawiam z jeszcze nie tak strasznie goracej stolnicy
K.