Jest Goprowcem. Z reszty opisu nie można niczego ująć, a ci co Go znaja mogliby jeszcze dużo dodać.Cytat:
Zamieszczone przez joorg
Pozdrawiam
Wersja do druku
Jest Goprowcem. Z reszty opisu nie można niczego ująć, a ci co Go znaja mogliby jeszcze dużo dodać.Cytat:
Zamieszczone przez joorg
Pozdrawiam
18 sierpień
Dochodzimy do siebie po wyczerpującym dniu poprzednim. Zabiegi, leżaczek itp. Po obiedzie zabieram Renatkę na spacer-wycieczkę. :D Idziemy z Polańczyka niebieskim na Kabajkę do Myczkowa, dalej zielonym poprzez Wierchy do Rybnego. Widoki z Kabajki przepiękne. Ludzi spotkaliśmy w ilości 1. :D Przemierzał tą trasę w przeciwnym kierunku. Miejscami na szlaku dużo błota. Ale w końcu to są Bieszczady i wiemy, że tak często tu jest. Po drodze zbieramy grzyby. Jest ich tu sporo. Po Renatce widać, że jest już zmęczona. :( Schodzimy do Rybnego i dalej szosą do Wołkowyi. Dochodzimy do przystanku PKS. Dzwoni Jabol, że jest w pobliżu Polańczyka :D :D . Oferuje transport ale nie ma miejsca dla dwóch osób :( . Podjeżdża autobus. Renatka wsiada i jedzie a ja czekam na Jabola. Po kilku minutach pojawia się Łajt Lajting :D i mnie zabiera. Istotnie Jabol tylne siedzenie miał załadowane swoim dobytkiem i trochę dobytkiem Ruthenusa. Jedziemy do Polańczyka. Proponuję kawę w barze Stanica. Przy przepysznej kawie i wspaniałej muzyce dyskretnie dochodzącej z głośników prowadzimy rozmowę o chatkach i innych ciekawych miejscach w Bieszczadzie. Wyjmuję z kieszeni mapę Bieszczadów, a Jabol zaznacza na niej miejsca warte zobaczenia i miejsca gdzie mogą jeszcze być chatki :shock: . Obiecuję, że postaram się te miejsca sprawdzić. Podchodzimy jeszcze na punkt widokowy przy oczyszczalni ścieków. Widok ładny na zalew. Obiecujemy spotkać się jeszcze nie raz w Bieszczadach. Jabol jest obowiązkowy i mówi, że on teraz pracuje i nie ma za dużo czasu. /Jabol starałem się żeby dobrze wypadło. Może Barszczu to przeczyta. :lol: / po bardzo niekonkretnym umówieniu się na telefon – „No to się zdzwonimy” :D rozstajemy się.
Jeszcze podczas rozmowy z Jabolem powiedziałem mu, ze muszę jechać do Średniej Wsi, co by umówić się z moimi znajomymi z Zielonej Góry i Białegostoku na wędrówkę po Bieszczadzie. Jabol zapytał mnie jakie mam plany. Odpowiedziałem, że chcę im pokazać Szołtynię. Wtedy usłyszałem pytanie: Skręcisz :?: Odpowiedziałem, że tak bo chcę im pokazać chatkę w której oni maja zamiar spać. Jabol stwierdził, że chcę im od razu pokazać najpiękniejszą część Bieszczadu. :shock: Po rozstaniu z Jabolem pojechałem do Średniej Wsi. To jest pierwszy pobyt w Bieszczadach moich znajomych. Chcieli spędzić wakacje na wsi, więc myśleli, że Średnia Wieś będzie odpowiednim miejscem :D . Ot taka nie za duża nie za mała czyli Średnia Wieś :lol: :lol: . Po przyjeździe byli załamani lokalizacją. Mieszkali 15 m od obwodnicy. Ich sprawa. Ja im polecałem inne lepsze miejsca :twisted: . Poza tym stamtąd w najwyższe partie Bieszczadu ładny kawałek… :o Jest wieczór, czyli są na miejscu. Proponuję wycieczkę w dniu 20 sierpnia. Tłumaczę im, że zaprowadzę ich do chatki i tam zostawię, bo musze wracać do Polańczyka. Młodzież w wieku 14-18 lat pyta mnie czy tam jest prąd :?: :!: Odpowiadam, że niestety nie. Są załamani, że nie będą mogli wziąć ze sobą laptopów i grać w jakieś gry :cry: . Pytają, co tam w ogóle jest. Odpowiadam, że kominek, dwie prycze stół, piękny widok, zwierzyna rano jak będą mieli szczęście no i taśki przez całą noc :wink: :lol: . Nawet ich nie wystraszyły te dwie prycze na tyle osób. Powiedziałem, że będą mieli szczęście, jeżeli będą w chatce sami. Też bez emocji. EMOCJE wzbudziły TAŚKI. Wytłumaczyłem im, że są to bardzo przyjaźnie usposobione do ludzi takie przerośnięte myszy :shock: :o . Taśki wzbudziły prawdziwe emocje nie tylko u młodzieży. Umówiliśmy się na sobotę rano na telefon i pojechałem do sanatorium. Na miejscu okazało się, że Renatce coś bardzo mocno strzyka w krzyżu :cry: Do tego stopnia, że ma problemy z poruszaniem się …..
Zaraz, zaraz, to te "bestyje" jeszcze nie zapadły w "sen zimowy" ????Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
No to kurka bede musiał wziąc stoppery do uszu i jakies prochy na spanie ;-)
No chyba że do października pójda na odpoczynek.
P.S
Sorki za OT, ale nie mogłem się powstrzymac od tego pytania w związku ze zbliżającym się wyjazdem do jednej z chatek, gdzie bardzo rozpuszczone sa te zwierzaki.
W sierpniu zimowy sen :?: :?: :?:Cytat:
Zamieszczone przez Doczu
Pozdrawiam
Dzień następny.
Około południa wyjeżdżamy z Polańczyka. Do Wołkowyi. Tam skręcamy w prawo :arrow: i kierujemy się na Górzankę. Po minięciu leśniczówki w Woli Górzańskiej i przeprawieniu się przez pierwszy bród zatrzymuję Karawan przed drugim brodem. W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że przejazd przez te trzy brody podczas tego pobytu w Bieszczadzie nie stanowił jakiegokolwiek problemu dla mojego Karawanu :) ,a jeździłem tam kilkakrotnie. Gorsza jest sama droga niż te brody. Niektórzy z Was już się połapali, że chcemy obejrzeć wodospad Czartów Młyn :) . Zostawiamy pięknie zaparkowane na poboczu drogi autko i wyruszamy w drogę. Po kilkudziesięciu metrach pojawił się problem natury wodne :shock: j. Ścieżkę w poprzek przecinała nam Wołkowyjka. Ponieważ nie chcieliśmy, aby woda wlała się nam górą do butów grzecznie siedliśmy sobie na brzegu i je zdjęliśmy. Nogawki podciągnęliśmy do kolan i przeprawiliśmy się na drugą stronę. :D Woda zimna, kamienie oślizłe ale balansując całym ciałem i podpierając się laską / czyli bukowym kijem/ udało się bez upadku przebyć ten odcinek. Dalej idziemy jak zrywkowa droga prowadzi. Niestety nie przygotowałem się dobrze do lekcji /czytaj: pobierznie zaznajomiłem się z mapą/ :oops: więc nie wiedziałem, że potok Czartów Młyn powinienem mieć po lewej ręce :roll: . My mieliśmy go po prawej. Idąc mozolnie drogą zrywkową pod górę z każdym metrem oddalaliśmy się od potoku :o Jak już go nie tylko nie widzieliśmy ale nawet nie słyszeliśmy zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno idziemy właściwą drogą :?: Po kilkunastu minutach dojrzałem do decyzj :idea: : Sprawdzę na mapie :!: Okazuje się, że moje przypuszczenia są trafne. Jesteśmy wysoko na zboczach Wysokiej Skały. Postanawiam znaleźć jakąś drogę na przełaj, którą można dojść z powrotem do potoku. Jak już takową znalazłem to Renatka oznajmia mi, że ona takim stromym zboczem po błocie i krzakach schodzić nie będzie :shock: Przecież ją bolą krzyże. Zachowałem się wtedy jak kochający mąż :oops: :lol: . Odprowadziłem ją z powrotem do drogi zrywkowej i powiedziałem jej, że teraz już nie zabłądzi i może wrócić do samochodu :wink: . I tak się rozstaliśmy. Ja poszedłem na przełaj ostro w dół. Udało się bez upadku aczkolwiek parę razy nie wiedziałem dlaczego. Zrozumiałem, że Renatka tędy by nie przeszła. No cóż. Wracać do niej już nie było sensu. Przekroczyłem Czartów Młyn i poszedłem w górę do wodospadu. Miejsce jest naprawdę urocze i warte odwiedzenia. Nazwa Wodospad jest przesadzona :!: i ten kto się spodziewa jakiegoś dużego wodospadu będzie mocno rozczarowany. Należy pamiętać o tym, że w Bieszczadzie Niagary się nie znajdzie… :wink: Połaziłem po głazach i kamieniach w korycie Czarciego porobiłem kilka fotek i postanowiłem sprawdzić czy żona moja już dotarła do Karawanu. W tym momencie dostałem olśnienia: kluczyki mam ze sobą :idea: No to sobie nie usiądzie. Wracam na dół. Nie bardzo się śpieszyłem, ponieważ jeszcze interesowało mnie co znajduje się wtych czy tamtych krzaczorach. Trochę sobie pochaszczowałem. Jak już zszedłem na dół to Renatka stała już po drugiej stronie Wołkowyjki i czekała na mnie. Nie siadała nigdzie bo bała się o swoje krzyże. Bez sowa żalu powitała mnie i zapytała czy dotarłem do celu :lol: :lol: :lol: . Odpowiedziałem, że tak i przelazłem przez wodę. Na drodze stał samochód z dwoma paniami z małym dzieckiem w wieku około 5-7 lat. Chciały obejrzeć wodospad. Powiedziałem im co i jak i poszły zobaczyć. Byłem ciekawy, czy przejdą przez wodę :?: Tak jak przypuszczałem była to dla nich przeszkoda nie do pokonania :lol: Na kolację zdążyliśmy do Polańczyka. Ponieważ chcieliśmy podczas tego pobytu w Bieszczadzie odwiedzić Mrówkę w Łupkowie postanowiłem do niej zadzwonić i sprawdzić, czy aby ona tam jest. Mrówka, czyli Jadwiga Denisiuk odebrała telefon i powiedziała nam, że jest i owszem ale w szpitalu po operacji oczu :shock: . Powiedziała, ze za kilka dni wróci do Łupkowa i wtedy możemy ją odwiedzić. Po kolacji spacer po Polańczyku, oczywiście kawa mrożona dla Renatki i piwko dla mnie.
No taaa - nie wziąłem poprawki na opóźnienia w relacji :oops: :oops:Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Tak sobie stukam w klawisze jak mam czas. Miło powspominać :D , a wiem, że czytają to ludzie, których spotkałem i którzy tam mieszkają.Cytat:
Zamieszczone przez Doczu
Pozdrawiam wszystkich
To nie jest wodospad na potoku Czartów Młyn! (Myslę o tym progu na Twoich fotkach)Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Albo tam nie doszedłeś, albo nie potrafiłeś go znależć.
http://www.twojebieszczady.pl/IMGall...56&kategoria=9
http://www.twojebieszczady.pl/warto/czart.php
:oops: :oops: :oops:Cytat:
Zamieszczone przez Zosia samosia
Dzięki Ci Zosiu! Gdybym tego nie napisał i gdybyś Ty nie znalazła mojej pomyłki do końca życia myślałbym, że tam byłem. Może jednak spieszyłem sie do Renatki i wmówiłem sobie, że to miejsce to już to! Pomogłaś mi podjąć decyzję. Zastanawiałem się czy jechać w Bieszczad w następną sobotę. Będę w piątek w Tarnowie / z Tarnowa jest bliżej w Bieszczad niż z Pyrlandii/. Teraz juz wiem, za tydzień zrobię fotki wodospadu.
Pozdrawiam wszystkich czytających i proszę o następne uwagi.
Stukaj, stukaj jak najwięcej - bo masz o czym.Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Jak dzisiaj nic nie wystukam to będę konczył dopiero w październiku. Muszę znaleźć ten wodospad i wypić piwko z Jabolem. A przed wyjazdem dużo roboty...Cytat:
Zamieszczone przez Doczu
Pozdrawiam
Ojejku nie teraz!Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Teraz nie i już mówie dlaczego.
W Bieszczadach już co najmniej trzy tygodnie nie padał deszcz.
Wszystkie mniejsze i większe potoki, rzeczki i potoczki sa nieczynne :D
Nie działają :D . Prawie ich nie ma - wyschły. A potok, który Cię interesuje nigdy dużym nie był a i wodospad nawet po deszczach nie wygląda jak Niagara, mało - nawet Siklawy nie przypomina.
Wetlinka, Solinka, Osława i inne - wszystkie są bardzo, bardzo płytkie. A tych małych prawie nie ma!
Dlatego teraz możesz się troszeczke rozczarować.
Ale plusów takiej pogody jest zdecydowanie więcej. Doskonała widoczność, ciepło, sucho, pięknie, naprawdę pięknie. Choć kolorów jesiennych na razie brak. Jest zielono.
Ludzi także mniej a ci co są wydają się sympatyczniejsi niz latem.
Wiec jak już podjąłeś decyzję o wyjeździe myślę, że bedziesz zadowolony, pomimo ze zdjęcia wodospadu i potoków mogą się nie udać.
pozdrawiam.
I jeszcze fotka potoka, który płynie z Małej Rawki i zawsze tak ładnie szumi. (po prawej stronie szlaku)
Bertrand! Jak mogłeś? Jak mogłeś nie przejrzeć mapy? Na rewersie mapy (obu wydań) jest fotka z tym wodospadem!Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Widocznie Zosiu dawno nie byłaś w Bieszczadach, a wiedz, że Sanok to nie Bieszczady. W sobotę 17 września i w niedzielę 18 wrzesnia lało jak z cebra w Bieszczadach! W minioną sobotę lało też - przynajmniej w okolicach Połoniny Wetlińskiej.Cytat:
Zamieszczone przez Zosia samosia
A ja mówiłam kiedyś, ze Sanok to Bieszczady?Cytat:
Zamieszczone przez barszczu
Tylko się upierałam i nadal będę to robić, że Sanok to najpiękniejsze miasto Podkarpacia!
A z Sanoka i tak bliżej w Bieszczady niż z Krosna!
A co do deszczu to może i przegapiłam jakąś małą mżawkę lub drobny kapuśniaczek, ale jeśli nawet był, to i tak nie miał większego wpływu na stan wody w bieszczadzkich rzeczkach i potoczkach. Byłam wczoraj to wiem jak jest :wink:
Zresztą jak byłes to możesz to potwierdzić :wink:
Powtórze jeszcze, że wodospad który Bertrand tak bardzo chce sfotografować zupełnie inaczej wyglądał tamtego lata, które było bardzo deszczowe a inaczej tego lata, które przecież też do suchych nie należało :) .
(Fotka na rewersie pierwszego wydania też wydaje się być zrobiona suchą porą :) )
Noi i nie bazgrajmy już chyba po relacji Bertranda bo nas stąd jeszcze przegoni :wink:
No mogłem. :oops: Nie wiem jak ale mogłem. :roll: Ale się poprawię. Myślałem, że tam są tylko reklamy.Cytat:
Zamieszczone przez barszczu
Jak uwagi coś wnoszą, a Wasze wnoszą to nie przegoni. Jutro wyjeżdżam w Polskę. Myślę, że uda mi sie być w sobotę w Bieszczadzie.Cytat:
Zamieszczone przez Zosia samosia
Pozdrawiam
Może zatem bedzie dane nam sie spotkac, bo ja bedę w Bieszczadzie od piątku do piatku choć w rejonie zupełnie innym niz Ty zwykłeś bywać (jak wnioskuję z Twoich relacji) bo bardziej w stronę Ukrainy czyli tzw."Worek" :-)
przegapiłas dwa dni soldnej ulewy - akurat miała ta ulewa wpływ na stan potoczków w Bieszczadach!Cytat:
Zamieszczone przez Zosia samosia
70 % rewersu to nie są reklamy tylko informacje różnorodne - m.in. słownik wazniejszych miejscowości i fotografie - tu się poprawię - tylko I wydanie mapy ma na rewersie fotkę wodospadu na potoku Czartów Młyn - na drugim już tej fotki nie ma!Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Od czwartku do niedzieli będę w Bieszczadzie - czas mam mocno zaplanowany ale w sobotę od 9 do 14 mam "wolne" więc jesli masz ochotę to zapraszam na wspólną wycieczkę na Czartów Młyn - przy okazji mogę Ci pokazać ciekawe skałki w okolicy.Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Pozdrawiam
Ciąg dalszy będzie dopiero w październiku. Mam nadzieję, że trochę przyspieszę tą relację ale nie obiecuję. W tym tygodniu będę raczej poza zasięgiem internetu. za to mam zamiar dotrzeć w Bieszczad.
Pozdrawiam
Barszczu!!!!! Ty uparciuchu!!!!!!!!!!!!!Cytat:
Zamieszczone przez barszczu
Zawsze musi być na Twoim? :wink:
Ale i tak i tak jest sucho a na wodospadzie to pewnie wcale wody teraz nie ma! o!
ja tylko stwierdziłem fakt dwudniowej ulewy - gwoli ścisłościCytat:
Zamieszczone przez Zosia samosia
pewnie nie ma lub pewnie jest - w sobotę sprawdzimy z Bertrandem i napiszę w poniedziałek na forumCytat:
Zamieszczone przez Zosia samosia
I zobacz jeszcze co pisał Stachu w necie o tym weekendzie:Cytat:
Zamieszczone przez Zosia samosia
http://www.bieszczady.pl/?newsID=4314
tere fere - to tylko prognoza.
A ona sprawdziła się tak sobie.
Dobrze, ze Bertrand pojechał w ten Bieszczad, bo teraz to pewno by nas wyprosił.
Siedzę w hotelu w Lublinie o oczom nie wierzę co się tu wyprawia.Cytat:
Zamieszczone przez Zosia samosia
20 sierpień
Z samego rana dzwonię do kolegi do Średniej Wsi i umawiamy się na spotkanie. Przyjeżdżają około 10:00 do Polańczyka. Jestem pod wrażeniem. Po pierwsze przyjechały tylko trzy osoby dorosłe. Po drugie oświadczają, że nie będą spać w żadnej chatce. Ich wybór. Przesiadamy się do Karawanu i powożę do Mucznego. Po drodze zatrzymuję się na punkcie widokowym pomiędzy polaną, a Czarną. Jest tam luneta lub temu podobny przyrząd optyczny do patrzenia. Opłata 1 PLN za chwilę patrzenia. Przyrząd ten jest tak sfatygowany, że nie polecam jego używania. Dojeżdżamy do Mucznego. Zostawiam karawan przed Hotelem. Idziemy do sklepu. Pijemy piwko przed wyjściem na szlak. Kupujemy też bilety do lasu. Dziewczyna sprzedająca w sklepie była zdziwiona, że ktoś sam prosi o bilety. Ania, jedyna kobieta w naszym towarzystwie stwierdziła, że w Mucznem jej się bardzo podoba i chce tu jeszcze kiedyś przyjechać. Średnia Wieś odpada w przedbiegach. Wyruszamy na szlak. Droga niezbyt ciężka, ale w dolnym odcinku dosyć trudna ze względu na wszechobecne błocko. Sławek wydarł do przodu, a mu z Czesiem i jego żoną Anią idziemy statecznie do przodu. Ania idąc za moim przykładem podniosła sobie bukowego kija do podpierania. A tak na marginesie poważnie rozważam pomysł kupna porządnych kijków treakingowych. Po kilkudziesięciu minutach marszu i dwóch odpoczynkach wychodzimy z lasu. Jeszcze tylko parę metrów już po połoninie i jesteśmy na grzbiecie. Sławek leży w miejscu osłoniętym od wiatru. Wszyscy się cieplej ubieramy, bo wieje niemiłosiernie. Można powiedzieć, że wiatr damsko-męski. Myślę, że wszyscy czytelnicy tej relacji przyznają mi rację, że Szołtynia jest jednym z najpiękniejszych miejsc w Bieszczadzie. Widoków nie będę opisywał, bo ja nie potrafię opisać słowami takich pięknych rzeczy i doznań z nimi związanych. Tam trzeba po prostu być. W trakcie pierwszego odpoczynku wyjąłem z plecaka dyżurną piersiuweczkę i w cztery osoby wysączyliśmy połowę z niej, czyli całe 50 gram. Poszliśmy dalej. Jak na sierpień ludzi bardzo mało. Spotkaliśmy nie więcej jak 15 osób. Dochodzimy do miejsca, w którym należy zejść ze szlaku. Czekamy aż ludzie znikną nam z pola widzenia i skręcamy w bok. W tym miejscu wiem, że część czytelników jest oburzona, pili alkohol w górach, zeszli w Parku Narodowym ze szlaku. O.K. pili, ale ile? Ino ciut. O.K. zeszli ze szlaku i nie mam nic na usprawiedliwienie. Nie wierzę, że nikt z was nigdy nie zszedł ze szlaku w parku Narodowym. Nie jest to żadne usprawiedliwienie, ale innego nie znam. Z resztą wielu z Was szło tą drogą. Więc idziemy w dół. Trawa wysoka i gęsta. Ścieżki nie widać, ale łatwo się ją wyczuwa nogami. Tutaj wyraźnie można sprawdzić powiedzenie, że się idzie tam gdzie nogi niosą. Cały czas w dół aczkolwiek czasami trochę pod górę dochodzimy do lasu. Wchodzimy między drzewa. Od razu przestaje wiać. Jest ciepło. Idziemy dalej. W lesie ścieżka jest wyraźna. Ania jest już zmęczona. Dochodzimy do miejsca, w którym ścieżka się rozdwaja. To znaczy jesteśmy już blisko. Skręcamy w stronę odpowiednią i po chwili jesteśmy przy chatce. Wchodzimy do środka. Chatka jest pusta aczkolwiek zamieszkana. Plecaki śpiwory i inny turystyczny dobytek pozostawiony na łaskę i niełaskę. Na stole pełna flaszka Żubrówki i połowa flaszki wódeczki czystej. Zostawiamy nieobecnym piwko. Może się przyda na kaca. W chatce jak zwykle pełno śmieci. Czytamy zeszyt, pstrykamy aparatem i wychodzimy na zewnątrz. Moi znajomi stwierdzili, że gdyby wiedzieli jak tu jest to na pewno by tu spali. Tere fere. Przecież im mówiłem. Idziemy dalej. Znowu pod górę, później przez łąkę do lasu. Dalej mozolnie po błocie w dół. Po drodze mijamy kapliczkę przybitą do drzewa. Ciekaw jestem, czy Wy ją zauważyliście i czy wiecie jak długo ona już wisi na tym drzewie. Nie jest to moja prowokacja /patrz inny wątek forum/. Schodzimy do szosy. Jesteśmy zmęczeni i nie chce się nam iść. Jedzie auto. Machamy ręką. Może weźmie jednego z nas. Wróci on Karawanem. Auto dostawcze bierze nas wszystkich. W Mucznym idziemy na pstrąga do Wilczej Jamy. Pani Basia podaje szkło mimo, ze nie wolno wnosić i spożywać swojego alkoholu. Ja przynoszę z karawanu pamiątkę z Lwowa i polewam. Oni wódeczkę ja soczek i czas jakoś leci. Degustujemy jeszcze naleśnik na słodko, naleśnik na ostro i placek ziemniaczany. Wszystko po jednej sztuce na stół, ale z czterema widelcami. Sławek jako znawca potraw mącznych stwierdził, że na ostro jest O.K.. na słodko jest do przyjęcia a placek ziemniaczany ma za mało jajka. Odwożę towarzystwo do Średniej Wsi i jadę do Renatki
[quote="bertrand236"]
Siedzę w hotelu w Lublinie [/quote
jestes aż takim fanem komputera i internetu czy tez tylko niektórych stron?] :wink:
No naśmieciliśmy Ci tu trochę - to fakt, ale dzięki temu zamieszaniu masz za friko przewodnika do miejsca, które tak bardzo chcesz zobaczyć :) , nie to co ja - musiałam liczyć brody, potoki, porządnie zapoznać się z mapą itd :)
Więc jak widac nie ma złego, żeby na dobre nie wyszło.
Życzę dużo, dużo wody w potoku i niech wodospadzik głośno szumi.
ona sprawdziła się dokładnie - doświadczyłem na własnej skórze - a poza tym Ciebie wtedy nie było w Bieszczadach podobno więc się w temacie pogody nie wypowiadaj :)Cytat:
Zamieszczone przez Zosia samosia
przecież nie jesteś blondynką? chyba się nie farbujesz? wodospad jest zaznaczony na mapie tak dokładnie, że nie trafić do niego jest dużą sztuką :lol:Cytat:
Zamieszczone przez Zosia samosia
no ale trafiłam przecież
czyli nie jestes blondynką :lol:Cytat:
Zamieszczone przez Zosia samosia
Ooo widzę, że ktoś zasłonił czymś to górne okienko w chatce. To dobrze, tylko szkoda że tak poźno i musiałem najeść się strachu jak wchodziło tamtedy jakieś "Złe" i uganiało się za taśkami ;-)
No ale lepiej późno niż wcale ;-)
21 sierpień
Niedziela. Wolne od zabiegów. Pogoda nie najlepsza. Do obiadu odpoczynek. Po obiadku wyjeżdżamy do Horodła. Droga na Wersal pożal się Boże. Niech starczy za cały opis informacja jaką uzyskałem na jej temat od Pani, która robi mi zabiegi w sanatorium. Otóż ta Pani mieszka w Zawozie. Autobus z Polańczyka do Zawozu jedzie przez Werlas. Ci, co znają te okolice wiedzą, że autobus skręca w Sawkowczyku na Werlas, następnie ma przystanek na krzyżówce do Zawozu ale jedzie prosto na Werlas, potem wraca do tej samej krzyżówki i jedzie do Zawozu. Otóż rzeczona Pani wysiada na tejże krzyżówce i czeka na autobus na przystanku, aż on wróci z Werlasu wsiada do niego i jedzie do Zawozu do domu. Dlaczego nie jedzie przez Werlas? Bo droga taka wyboista, ze lepiej nie pytać. Szkoda zdrowia tłuc się wtewte i wewte. Jedziemy ta droga prawie do Werlas. Tuz przed nim odbija droga w prawo. Tam też się kierujemy. Po jakimś czasie odbija szutrowa droga w prawo. Przy tej drodze, przed szlabanem zostawiamy Karawan. Dalej pieszo. Można by jechać ta drogą szutrową dalej ale wiem, ze czasami złośliwi ludzie /a może nie chca zbyt dużego ruchu samochodowego/ zakluczają szlaban. Najpierw delikatnie pod górę, a potem w dól schodzimy do miejsca wypału węgla grillowego. Kawałek dalej po prawej stronie drogi mały domek w którym mieszka chyba małżeństwo wypalające ten węgiel. Widzieliśmy ludzi płci obojga. Zaraz za ich domem odbija w prawo ścieżka-droga? Skręcamy w nią. Po krótkiej chwili dochodzimy do starego cmentarza w Horodłu. Według mapy jest tu również miejsce po cerkwi ale na tyle trudne do odnalezienia, że go nie znaleźliśmy. Wróciliśmy do drogi poszliśmy dalej. Po około 20 minutach dochodzi się do dosyć dziwnego miejsca. Na drodze jest brama. Za brama droga prowadzi do okazałej rezydencji. My przed brama skręcamy w prawo i idziemy jak prowadzi droga. Następnie na skos przez łąkę. Znajdujemy wąska ścieżkę i po chwili jesteśmy przy pustelni Julka. Gospodarz nie ma. Siadamy na „tarasie” i czekamy. Na dole przy brzegu po drugiej stronie wody stoi dosyc duża łódź motorowa/ jak to się ma do przepisów?/ i słychać ludzi. Po dziesięciu minutach łódź odpływa, a na brzegu zostaje jedna postać. Postać ta po małej chwili zdejmuje z siebie całe przyodzianie i wchodzi w zarośla. Już wiem, ze jest to Julek. Zaczynam go nawoływać. Po chwili wychodzi z zarośli lekko ubrany. Przedstawiam się i proszę go o chwile rozmowy. Każe na siebie poczekać. Po około 15 minutach przychodzi do nas. Jest ubrany, ku radości Renatki. Miała bidula strach, ze będzie musiała rozmawiać z golusieńkim facetem. Jest nie tylko ubrany ale również na wszelki wypadek uzbrojony w siekierę. Zaprasza nas na „taras”. Proszę Go o wpis do książki przy rozdziale opisującym jego osobę. Myślałem, że użyje swojej siekiery. Odmowa była bardzo gwałtowna. Dało się odczuć, że Julek nie darzy sympatia Andrzeja Potockiego autora książki. Stwierdził, że książke tą należy nak najszybciej spalić tak jak kiedyś spalił książkę komunistycznego Ministra oświaty i Wychowania niejakiego Kuberskiego. /ministrował w latach 60. to dla tych, co tego nie pamiętają/. Nie chce się podpisać to nie. Nie będę go zmuszał zwłaszcza, że ma siekierę. Pogadaliśmy o życiu jakieś 45 minut. Zamierzamy odejść. Julek wręcza nam pocztówke ze swoim wizerunkiem na tle pustelni i ją podpisuje. Przy okazji mam okazję zerknąć do środka pustelni. Ogólnie rzecz ujmując można powiedzieć, że brakuje w tym gospodarstwie kobiecej ręki. Nie jest tak czysto jak w chatce koło Baligrodu ale tam przecież sprzata Anyczka… Julek delikatnie daje do zrozumienia, że należy się jakiś datek za rozmowę i pocztówkę. Dostaje. A co? Stać mnie… jak odchodzimy to przychodzi dwóch nowych gości. Sa to miejscowi ludzie. Jesteśmy przekonani, że mają ze sobą flaszeczkę jakąś. W drodze powrotnej oglądamy z daleka rezydencję, która stoi w Horodłu. Julek stwierdził, że zamieszkują tam ludzcy Państwo. Wracamy spokojnie do KARAWANU. Dobrze, że nie przejechaliśmy szlabanu, bo jest zamknięty. Jedziemy do Zawozu. Odwiedzamy Danusię i Krzysztofa Markuców, u których kilka razy mieszkaliśmy na agroturystyce. Jesteśmy przyjęci jak dobrzy znajomi. Widać, że się ucieszyli na nasz widok. Przy flaszeczce, która postawił na stół Krzysztof opowiadamy o sobie i swoich najbliższych. Są zadowoleni i szczęśliwi, bo ich dzieci zdały maturę. Córka teraz będzie studiować, a syn idzie do szkoły mundurowej. Robi się ciemno. Musimy wracać do Polańczyka.
:lol: :mrgreen: :lol: ...apropos sprzątania koło Baligrodu...ktoś obiecał mostek, remont, jakieś deski trzeba przybić koło kominka, miały być prycze...i co? :twisted: :twisted: ....ja sie wcale nie czepiam :wink: , tylko delikatnie naruszam styrane sumienie :wink: :twisted: ...może w końcu sie jakoś wszyscy zbierzemy i coś poremontujemy przed zimą???Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
jest bardzo czytelne - z tym ze byłem tam w listopadzie i nie miałem problemów z jego umiejscowieniemCytat:
Zamieszczone przez bertrand236
pozdr.
To znaczy, że muszę tam pójść jeszcze raz. I wyobraź sobie, że bardzo się z tego cieszę. :lol: :lol: :lol: Mam takie coś w sobie, że lubię byc w Bieszczadzie. Nawet jeżeli jest to dajmy na to 13 godzin.
Pozdrawiam
cerkwisko jest po prawej jak idziesz od strony zalewu - nieco wczesniej niz cmentarz - cmentarz jest ok 100 - 200 m wyzej po lewej stronie drogiCytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Dzięki Dobry Człowieku! Pamietaj też o książce :wink:
pozdrawiam
Rano leje. W południe postanawiamy, że spróbujemy znaleźć chatkę, której bardzo przybliżone namiary dał mi Jabol. :D Ma ona znajdować się gdzieś na północ od Markowskiej. No to wsiadamy do Karawanu i jedziemy do Baligrodu. Jedziemy naokoło, to znaczy przez Hoczew. Za Stężnicą zatrzymuje nas autostopowicz. Oczywiście zabieramy gościa. Jest dziwnie ubrany jak na turystę :?: . Po chwili rozmowy okazuje się, że jest to student odbywający tu praktyki. Studiuje na AR w Poznaniu :D . Odwozimy go do miejsca biwakowego. Niech krajan ma bliżej. Wracamy do wypału. Zostawiamy Karawan na poboczu i idziemy w las. Wydaje nam się, że sprawa jest prosta. Niestety tylko się nam tak wydaje. Idąc po strasznym błocie więcej uwagi zwracamy na to, żeby się nie przewrócić niż na cokolwiek innego :shock: . W końcu błoto się kończy. Ścieżka nas prowadzi w dół. Jedna polana nic, druga polana i nic. Jedynym pożytkiem z tych poszukiwań póki co są maliny. Jest ich dużo i są bardzo słodkie :D . Od czasu do czasu zostawiam Renatke na ścieżce, a sam wchodzę w krzaczory, żeby tam poszukać ewentualnej chatki. Oprócz nadwerężenia spodni nic więcej nie wskórałem :? . Po trzech godzinach szlajania się po lesie postanawiamy wracać. Renatka jest pełna obaw, czy trafimy do karawanu. Jak już zauważyła nasze ślady w błocie to była już bardzo zadowolona. Jeszcze tylko przebrnąć przez to straszne błoto i już jesteśmy na drodze. Postanowiłem zasięgnąć języka na temat chatki u gości pracujących przy wypale. Piwko wyjęte z bagażnika szybko przełamało lody :D . Niestety informacja, którą uzyskałem jest mniej więcej taka: Nic nie wiemy na temat chatki. Jeżeli jakakolwiek jest to jest tam a tam ale jej tam nie ma. Prawda, że jasno i przejrzyście :lol: ? Wsiadamy do Karawanu i tu nachodzi mnie refleksja: czy da się go kiedykolwiek doczyścić? :shock: :?: Jedziemy do Bereźnicy Wyżnej. Z tamtąd do Berezki. Na skrzyżowaniu jest sklep. Tam postój. Kiełbacha, buła i piwo zastąpiły nam obiad :P . Wracamy do Polańczyka. Przed sanatorium zdejmujemy buty i boso wchodzimy do środka. Wzbudza to ogólną sensację :shock: ale podbijamy tym serce pani sprzątaczki. Po kolacji tradycyjne piwko u Pana Leszka. Postanawiam znaleźć tą chatkę za wszelką cenę. Jutro wybieram się tam sam ale od drugiej strony.
Jak ja Ci zazdroszczę bertrand..Ale ostatnia podróz w Bieszczdy zajęła mi 14 godz.-nie ma szans na krótki wypad:(.
Pieknie tam jesienią-prawda?
Pozdrawiam.
pięknie...
Nie wiem co masz na myśli?Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
23 sierpień.
Się zawziąłem. :evil: Jadę jeszcze raz tam gdzie byłem wczoraj z Renatką. Jak Jabol powiedział, że tam cos musi być, to musi być. :!: Złaziłem górę i las dosyć dokładnie. Chatki nie ma. :( Dzwonie do Jabola, co by dał mi jakieś dokładniejsze wskazówki. Niestety Jabol jest poza zasięgiem. :evil: Łażę dalej. Znalazłem na jednej polance arkusz przerdzewiałej blachy zawieszony na drzewie :shock: . Umordowałem się w tych krzaczorach i trawach jak rzadko. Postanawiam jeszcze trochę połazić po okolicy. Okolica jest piękna, czasu mam dużo to łażę :lol: . Miejsce jest o tyle fajne, że nikogo tam nie spotkałem. Wracam tym razem przez Baligród do Renatki. Nawet zdążyłem na kolację. Mam już plan na dzień następny. :idea:
Pozdrawiam