chyba byc mial troszke daleczko....
Wersja do druku
chyba byc mial troszke daleczko....
W prawdzie wina to nie nalewki, ale temu samemu służą, wiec chciałem się pochwalić w tym temacie, że w tym roku na działce winogrona obrodziły i nazbierałem ich 48 kg, a od sąsiadów dostałem 18 kg aronii :)
...a ja nazbierałam przedwczoraj sama ok 30 kg grzybów.Szkoda,że nie da się z nich sporządzić jakiejś wybornej naleweczki :(
Zamarynowałam :) 8 słoiczków czeka na zmrożoną :)
Właśnie wróciłem z lasu. Grzybobranie było udane, no może nie ma aż 30 kg, ale też jest co marynować i suszyć.
To ja też się pochwalę moimi halucynami ;-)
Hero! Same trujące:D:D:D Będziesz miał wizje... w połączeniu z tym, co w dymionach bulka:P
A najlepsze są poćce:D Znacie poćce?:D
poćce ???
Ja to nazywam piaskowcami- to bodajże jakaś odmiana borowika.Jak się je kroi to atramentują:) No chyba,że w ogóle się nie wstrzeliłam w temat..jak to jest,Derty?
w moim otoczeniu nazywa się to siniakami, ale istotnie chyba botaniczna nazwa to maślak piaskowy. A może Borowik - nie pamietam
hmmm... czy mi sie wydaje, czy temat mial dotyczyc nalewek.... swoja droga i ja sie pochwale, moj ojczulek tez w tym roku nastawil sie na zrobienie tradycyjnej sliwoweczki ;)
Hej :D
Trzony mają purpurowo-brązowe, kapeluchy z wierzchu ciemnobrazowe i zamszowe, a od spodu oliwkowo-żółte, w późniejszym wieku przechodzące w kolorek cynobrowo-czerwony. Miąższ po przekrojeniu robi się atramentowy - to są borowiki ceglastopore. Nie występują na niżu tylko w górach. Włókniste dość, ale przez to niechętnie jadane przez robale, no i mają przecudny aromat :D
Co ciekawe - borowik ten jest bardzo podobny do borowika szatańskiego i są tacy, którzy przez to podobieństwo boją się go jadać. Ale nie wiedzą, że szatany to gatunek niemal wymarły, a w dodatku występujący na bodaj 3 stanowiskach na Pomorzu. Tak wiec każdemu, kto znajdzie 'szatana' w górach polecam zebranie go i pożarcie :) Do 'szatańskiej' zupki dobrze pasuje wonna nalewka z aronii :D
Siniakami zwą niektóre gatunki podgrzybków, których hymenofor po dotknięciu z oliwkowego robi się granatowy.
PS: http://www.grzyby.pl/gatunki/Boletus_erythropus.htm
->Derty
Szatan różni się okrutnie od ceglastoporego:ma prawie biały kapeluch,taki aksamitny.Ceglastopore na Roztoczu i Bieszczadzie,w Przemyskim nazywane są "malarzami".
Czy o te grzyby Ci Derty chodziło ?? --borowik ceglastopory (beletus erythropus) --u nas to to nazywają podciecze ,sam nie wiem jak , muszę się dopytać "starych górali" - znalazłem dzisiaj te grzybki ,tam gdzie Ty tamtego roku zboczyłeś ze szlaku prowadząc grupę z Cergowej. (chyba do Ropianki, o ile dobrze sobie przypominam)U nas w tym roku rydzy dostatek.... (jak na załączonym zdjęciu)
ps. a co tam ,że temat o nalewkach ... grzybki też podobnie działają :lol:
ooo ile rydzyków :-)
Mniaaam.
No dobra, koniec z rydzykami.....
Jest sprawa! Pełen dobrej woli.... sknociłem!
Polazłem na ubocze mego miasta, celem zebrania bylicy piołun..... Chciałem tym zabełtać trochę w moim specyfiku...... Tak, nazbierałem, ususzyłem, zmieliłem w ilościach imponujących razem z miętą (zieleń od zieleni nie do rozróżnienia) i zalałem to. Wszystko teraz nie wygląda jak stara zarośnięta i zapuszczona woda z kałuży, a pachnie jak babciny amol (a nawet i mocniej), jednak nie wątpię że sam tego pić nie będę- wszak to nie trucizna.....
Problemy są dwa!
1. Bylica to jest, jednak po podaniu zdjęć na jakieś forum botaniczne okazało się ze nie piołun. Liczyłem ze tym razem razem z Irasem będę widział niedźwiedzie..... Mówi się trudno. Jednak czy u kogoś to rośnie?
2. Wysuszone zioła niby na powrót ożyły, zabarwiły się, napęczniały.... jak uważacie? Sączyć to przez skarpetę (albo coś) czy wsadzić na jeszcze jeden recykling - "co by zbędnej wody nie nosić"?? Szacowana woltawność obecnie to ok 70 jednostek, więcej jak na mój gust to dość skrajne wartości....
I właśnie to najważniejsze jest - przyznać się od razu :D A co do ten teges piołunu. O tej porze roku piołun to brunatne badyle na piaszczystych łąkach. Nie nadaje się do zbieractwa. Najlepszy piołun jest tuż przed rozpoczęciem i krótko po rozpoczeciu kwitnienia. Bylica piołun zawiera gorycze w takich ilościach i tak intensywne, że powinno się bardzo uważać z dodawaniem do napitku. Ponadto pewne składniki piołunu w ogóle są niezbyt zdrowe w nadmiarze. Proponuję Tobie zakupienie w Herbapolu torebeczki suszonki piołunowej. Na litr ankoholu dawaj nie więcej niż 2-3 gramy suszu. W napitkach ziołowych piołun dodawany jest właśnie dla nadania lekkiej goryczki, która jest dobrym kontrapunktem w napitkach mocno słodzonych. W ostateczności, gdy ma się możliwości, można starać się zdobyć piołun włoski. To pokrewny gatunek bylicy, znacznie bardziej aromatyczny i używany jako przyprawa w kuchni m.in. toskańskiej.
Likeiry tzw. benedyktyńskie często zawierają właśnie ten drugi gatunek piołunu w składzie. Gorycz toto ma subtelniejszą, nie taką piekącą, a aromat terpenów łagodniejszy i nie wywołujący u niektórych odruchów 'żołądkowych ' :D
Sporządzony wyciąg raczej użyj jako koncentratu. Dodawaj do innej wódki tyle, żeby uzyskać stonowany aromat. W dużym stężeniu zapewne cuchnie to jak amol. Pamiętaj, że w samym piołunie jest coś koło 30 związków terpenowych. Każdy ma swój 'cuch'. Jak jest tego za dużo, to śmierdzi amolem :P
wybrnąłem z sytuacji. Mianowicie oczyściłem trunek z goryczy, z myntów i innego dziadostwa. Uzyskałem ciecz jedynie z 5% zanieczyszczeniem wodą. Całość wlałem do naczynia z mietą- aby resztki goryczy itd .... no w ogóle ja lubię miętę. Dolałem nieco wody- tak aby mi się wąsy nie zapaliły kiedy będę dokładał do ognia..... Ale tylko troszkę- co by zbędnie nie nosić po lesie.
Jadę jutro (planowo) chętnych zapraszam!
Zgaga? eeee
Ostatecznie wyszedł masakrator. Trunek bezwzględnie poszerzający uśmiech, a w większych ilościach zwiększający grawitację. W smaku? Ten tujon dziadoski jeszcze trochę czuć i zdecydowanie obniża walory smakowe. Kogo spotkałem to wie o czym mówię- bo nie szczędzę nikomu. A reszta? Jakieś nalewki miały być gotowe coś..... no jak? Czyżby szkło pękło i się wszystko rozlało? A może takie dobre że już wszystko wypite? Gadać mi tu prędko kto gdzie co ma to odwiedzać będę!
Naleweczka wyszła diabelsko mocna. Nie to,żeby stanowić to mialo jakiś nadrzędny problem.Profanatorką nie jestem i rocieńczać dobrego trunku nie zamierzam:twisted:
A jesli kto chętny-zapraszam nieustająco.A że ktoś nie korzysta z mojego zaproszenia i przejeżdża przez kraków dwukrotnie nie odwiedzając bronowic,to..... sam sobie winien :grin:
Hoho!!:D Niedobrze, żeś się przyznał:D
A moje naciągi jeszcze stoją pod cukrem i czekają na drugie zalanie spirolkiem. Oj będzie tego w tym roku...:D Najbardziej wabi prześwietny maliniak:D Fotek nie zamieszczam...jeszce nie czas;P
Hero a kiedy robisz impreze ??? ;-)
Hmmmm no muszę tu poruszyć ! Bo ja, całą swoją produkcję rozlałem w Bieszczadach. Zapasy skrajnie się konczą.... kto chciał ten wie co inni stracili... a reszta? Czy za słowami o nalewkach idą czyny.... i nalejecie?
"Bieżesz posudę, wlewasz miodu kubek, zalewasz to litrem samogonki. czekasz tydzień, dodajesz pięć sztuk papryki czuszki czekasz miesiąc i pić możesz" Taki przepis dał mi dziadek mego kumpla gdy go odwiedziłem na Podlasiu. To prawdziwie djabelski trunek. Pali w gębie nieżle sponiewiera i głowa po nim nie boli.
:)
Hobbystycznie rowniez "param" się "produkcją" domową (i tylko na domowy uzytek) alkoholi : nalewek , likierów , miodow i win . Czytajac ten watek zastanawiam sie zawsze nad Waszymi "nalewkami" . A dokladniej : nalewka - jako termin kojazy mi się z innymi sposobami "produkcji" tychże . Nie żebym sie czepial ale (jezeli to możlie) wyjaśnijcie mi (Hero , Derty) jak Wy rozumiecie ten "termin". Czasem w lużnej rozmowie likiery (wlasnej produkcji) również nazywam "nalewkami" choc wiem , że niewlasciwie .
Obecny rok "obrodzil" tylko likierem malinowym , malinowo-czarno porzeczkowym , cz.porzeczkowym , nalewką z cz. porzeczki i miodem "agrestniakiem" (który już jest pycha ale musi jeszcze z 1,5 roku "polezeć") bo byl niezbyt udany (i w owoce i w moj czas wolny) . Z poprzednich lat jeszcze nieco zostalo likieru z agrestu , wiśni i śliw wegierek , wina z dzikiej róży(calkiem sporo) malin (ostatnia butelka) .
Pozdrawiam PF
ps. b. lubię to "zajecie" , a najbardziej wtedy gdy inni "cmokają" degustując :-)
No według mojej wiedzy jest zasadnicza różnica między nalewką a likierem. Nalewka to alkoholowy wyciąg z ziół, owoców i innych substancji. Np może być nalewka na żywicy, ale i na wiśniach. Według staropolskiej tradycji nalewka jest wytwarzana z mocnego spirytusku, a nie jak chcą czasem niektórzy producenci, z popłuczyny 35%. Wiąże się to z pojemnością płynu jako rozpuszczalnika dla substancji zapachowych, które są zwykle bardzo lotne i nalewki potrafią szybko tracić swój aromat, gdy procentów w płynie mało:D Dla uściślenia - nalewka to nastawa na całe lub rozdrobnione owoce czy inny półprodukt. Proces naciągania jest długi, pozwalający ekstrahować związki zawarte w skórce, twardych częściach miąższu i w nasionach. W toku produkcji nalewkę dosładza się wedle potrzeby syropami, ale że marnotrawstwem byłoby zostawienie spirolu w samych owocach po pierwszym naciągu, często używa się syropku do tzw drugiego naciągu. Cukier sacharozowy często zastępuje się miodziem. Wysokostężony syrop dosłownie wyciąga resztki soku i przede wszystkim alkoholu z owoców. W przypadku wiśni ideałem wg mnie jest, gdy owoce po cukrze kurczą się około 1,5 razy w stosunku do objętości po 1 naciągu spirolem. Zawsze staram się, aby moje nalewki miały nie mniej niż 50-55% Wtedy aromat ich jest tak skondensowany, że aż trudno uwierzyć, że za nalewkę biorą np 'Nalewkę babuni' albo podbne fosole w sklepach.
Likier, to już tylko mieszanina: np soku z jakiegoś owocu, jajek, cukru, dodatków aromatyzujących i oczywiście naszego ulubionego, przedniego, życiodajnego ankohola:D Ten sposób sporządzania napoju prowadzi do powstania dużych różnic smakowych. Weźmy i wyciśnijmy soczek z wiśni. Trunek z niego nigdy nie zyska tego specyficznego aromatu migdałów, który pochodzi z nasion. W toku powolnej ekstrakcji alkoholem do roztworu nalewki przechodzi znacznie więcej różnych substancji z owoców niż znajdziemy w soku. Może być, że czasem w tworzeniu likieru jednak zalewa się owoce alkoholem, ale wówczas proces extrakcji jest krótki i do spirytusu głównie przechodzą substancje zawarte w soku owoców.Likiery powinny mieć niższą zawartość alkoholu niż nalewki.
To i cała różnica wg mojej wiedzy:D O, jakże i ja lubię oglądać zachwycone gęby biesiadników, gdy mlaszcząc smakują solidną naleweczkę.
I sam lubię spożywac;P
eee..i jeszcze jedno...likier nie może być wytrawny:) I jeszcze jedna rzecz - są likiery, do których produkcji używa się nalewek:D
Ten wątek nie może spaść.....
Nadszedł czas robienia nastawów wszelkiej maści. Sam nie bardzo mogę, bo truskawki i rabarbar jeszcze pracuje, a ciekawi mnie co Wy majstrujecie.....
A może by tam winko z ziemniaków?
nalewka ze spirytusu to już coś!!! rad bym spróbować. A ja tak się zastanawiam co za warzywo dać do kompotu z drożdży. Próbował ktoś wsadzić jakiegoś iglaka? (igły są kwaśne, i drożdże mogłyby się pogniewać na mnie), ale może samą oskubaną gałązkę, a może inne drzewo?
chyba tylko owoce się nadają, ale za to wszystkie :wink: wg.UE marchew to owoc, może poeksperymentujjjjj :grin: Poza tym jak winko słabe - można dodać spirytusku, choć na Słowacji już nie tak tani. Ale na podorędziu jest Ukraina :arrow: Pozdro.... Jeśli mówimy o drzewie, to znakomitym owocem jest czeremcha, ale jak czytam teraz, czeremcha to krzew :???:
Hero - naleweczka (wisniówka) wg Twojego przepisu ma niestety potężną wadę, mianowicie ubywa jej w zastraszającym tempie. Smak, kolor, aromat - REWELACJA! Robiłem nalewkę po raz pierwszy i po jej degustacji zostałem chyba nalewkoholikiem (pierwszy syndrom - dlaczego tak mało wyszło!?), za co dziękuję Tobie, Dertiemu i wszystkim Nalewkoforumowiczom.
Pozdrówka - Bazyl
P.S.
Zacząłem dokonywać zakupów niezbędnych szklanych pojemników (gąsiorków, balonów itp.) na przyszły sezon - chyba to kolejny syndrom.
No właśnie-a propos gąsiorków,balonów i innych nadmuchanych naczyń.. :) w czym przechowujecie nalewki? U mnie butelek po 40%-owych soczkach nie brakuje,ale jakoś tak nie w deseń wlać mi do nich moją wypieszczoną naleweczkę..postąpiłam ciut burżujsko i przelałam część do kryształowej karafki! Mówię Wam,smakuje 2 razy lepiej :)
Niestety podobnie jak Sir Bazylowi-ubywa mi jej i ubywa...no ale za to mam więcej witaminki Cy w organizmie :))))
Naleweczka + karafeczka!Piękny duecik!
Pozdrawiam najpiękniejsze miasto świata(jak donosi onet)
A na zimowe depresje najlepsza naleweczka z pigwy-słońce w karafce!
Cieszy mnie, że nalewki robią karierę:) Większe ilości przechowuję w dowolnych szklanych flachach. Ostatnio w Ikei ukazały się git flachy z korkiem takim, jak w dawnych oranżadówkach. Ustawiłem w takiej malinóweczki zasób i wybornie to wygląda. Może nawet za karafkę służyć:D Cena flachy - <9 zł, pojemność chyba z litr. Szczelna jest bardzo - robiłem testy na 3 czy 4 butelkach.