dodajmy może, iż ABC to sieć, a nie pojedyńczy sklep, dla jasności, logistyka, koszty transportu, tak istotne, etc :idea:
Wersja do druku
dodajmy może, iż ABC to sieć, a nie pojedyńczy sklep, dla jasności, logistyka, koszty transportu, tak istotne, etc :idea:
Sądzę, że skoro właściciel sklepu chce obsługiwać kogoś poza kolejnością to powinien mieć takie prawo, obojętne czy będą to mieszkańcy Wetliny, czy np. łysi. Czy to jest mądre działanie to jest już zupełnie inna sprawa.
Pozdrawiam.
Nie znam zasad rzadzacych siecia ABC ale kazda taka siec ma wewnetrzne zasady dotyczace jakosci obslugi klienta, wiec traktuje ta kartke bardziej jako zart. Zreszta Wetlina liczy moze 1000 stalych mieszkancow a nie spotkalem sie z sytuacja zeby wszyscy przychodzili do sklepu na raz. zreszta bede tam na sylwstra wiec sie przekonam
:)
Ta informacja jest w sumie dość ..... no można zrozumieć intencje właściciela .
Osiem lat temu wszedłem do pewnego (wcale nie małego sklepu - fakt że na Słowacji) i pierwsze co "rzuciło" mi się w oczy była "tablica" informacyjna (jak gablotka ) ,na niej kilka fotek takich jak do legitymacji i napis - Kradli u nas .
:wink:
Pozdrawiam PF
Wracając do obozu koncentracyjnego dla pedofili w Smolniku - małe sprostowanie... będzie tam kolejna masarnia.
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll...ZADY/310646454
Cytat:
W Bieszczadach powstanie hodowla danieli
W Smolniku nad Sanem miał powstać kompleks wypoczynkowy, a na rzece - elektrownia wodna. Zamiast tego będzie hodowla danieli.
Wkrótce w Bieszczadach powstanie kolejna hodowla danieli. (Fot. Norbert Ziętal) PRZECZYTAJ WIĘCEJ
Jedynka z 2 grudnia 2008
2-12-2008
Prawie 200 hektarów prywatnych gruntów jest już ogrodzone. To kolejna tego typu inwestycja w Bieszczadach.
Ziemię w Smolniku kupił przedsiębiorca spoza gminy Lutowiska. Musiał zrezygnować z planów ośrodka dla turystów, bo gminny plan zagospodarowania tego rejonu nie przewidywał takich inwestycji. W dodatku teren położony jest w Parku Krajobrazowym Doliny Sanu, gdzie zabronione jest piętrzenie wody na naturalnych ciekach. Dlatego elektrowni wodnej też nie będzie.
Z pożytkiem dla natury
- Nabywca gruntów pogodził się z ograniczeniami i postanowił wyłożyć pieniądze na hodowlę danieli - mówi Małgorzata Rypyst z Urzędu Gminy w Lutowiskach. - Nieruchomość jest przygotowywana do hodowli, ale nie wiem, kiedy za ogrodzeniem pojawią się zwierzęta. Nie mamy kontaktu telefonicznego z właścicielem.
Były obawy, czy inwestor nie wybuduje sobie domu w bezpośrednim sąsiedztwie zabytkowej cerkwi, ale i to udało się załatwić.
- Ten obszar wyłączony jest z zabudowy - informuje Małgorzata Rypyst. - Budynki powstają nieco dalej, będą dobrze wkomponowane w bieszczadzki krajobraz.
promocja
Unia za danielami
Do hodowli danieli chętnie dopłaca Unia Europejska. W latach 2004-2006 farmerzy mogli otrzymać nawet 65 procent dofinansowania. Nowe programy unijne do 2013 roku stwarzają jeszcze większe możliwości pozyskiwania pieniędzy.Opłacalny biznes
Hodowla danieli staje się w Bieszczadach coraz popularniejsza. Zwierzęta pasą się już w kilku gospodarstwach, a ich życie można podglądać z okien samochodu, np. w Żłobku koło Czarnej.
- To dobry interes, a zarazem atrakcja turystyczna - twierdzi Mariusz Tworek, doświadczony hodowca danieli z Przynotecka w województwie lubuskim. - Te zwierzęta nie są wymagające, z powodzeniem mogą paść się na słabych glebach, a w Europie rośnie popyt na ich delikatne i zdrowe mięso.
Krzysztof Potaczała
problem w ty że nie będą, bo bramka jest tak szczelna, tak wysoka i ma tak rozbudowaną sieć, że spacer wzdłuż dawnej drogi w Smolniku (2 kapliczki i jeden z ładniejszych widoków rzeki San) jest w tej chwili niemożliwy. Dodajmy do tego podwójny elektryczny pastuch. Do cerkwi można dojść już tylko od strony wysypiska.
Już koło jednej cerkwi hodują :)
http://www.aferyprawa.com/index2.php...&p=teksty/showCytat:
Uważaj turysto odwiedzając Bieszczady!!!
Musisz unikać Leska.
(strona w opracowaniu)
Lesko, maleńkie bieszczadzkie miasteczko przez które prowadzi droga w samo serce Bieszczad.
Praktycznie każdy zwiedzające tą uroczą i dziką część Polski musi przejeżdżać przez tą miejscowość. Jednak nie tylko krajobraz jest tu dziki i niezagospodarowany. Wiadomo, dziki grasują po lasach, ale też dzikie jest postępowanie policji i prokuratury w tym rejonie. Tak turysto, tu wszystko jest dzikie i niezorganizowane, tu kowboje-policjanci mogą Cię ustrzelić, a w najlepszym przypadku twoje zgłoszenie np. szkody kradzieży, pobicia, wandalizmu olać, a papierek użyć jako papier toaletowy, ponieważ tu toalety mało kto używa...:-).
Tu urzędnicy prokuratorzy nie znają PRAWA, policjanci nie umieją czytać - tu panuje DZICZ.
Przekonała się o tym Dorota, kiedy dnia 16 listopad 2004r po pobycie w szpitalu w Busku Zdroju celem rehabilitacji niepełnosprawnej córki - została powiadomiona przez swojego ojca o zniszczeniu przez dwóch wandali ogrodzenia swojej posesji. Rozpoznany został jeden osobnik – Piotra D. Oceniła poniesione straty - koszt robocizny i materiału ok. 700zł.
Piotr D. znany jest w tym środowisku z pijanych imprez w towarzystwie policjantów - chwali się, że z prokuraturami też imprezuje - przecież w dzikich Bieszczadach jest najtańsza, bo ruska wódka, pali się najtańsze bo ruskie papierosy, no i dużo tu ruskich dodatków, ponieważ do ukraińskiej granicy niedaleko, a w koła lasy i bieda...
Należy zwrócić uwagę, że nie jest to pierwsze wykroczenie Piotra D. przeciwko Dorocie. W swoich upojeniach alkoholowych i pomroczności umysłowej nieraz już uszkadzał jej płot z większą, czy mniejszą nieświadomością umysłową, nie raz wyzywał, groził , pokazywał efektownie na gardło...
O tym wszystkim Dorota wielokrotnie zgłaszała policjantom, ale oni przecież swojego kumpla od kielicha nie wydadzą... Fakt urokom Doroty trudno się oprzeć, nawet sędzia rodzinny Ciećkiewicz woli zaglądać jej za stanik, oglądać uda [nóż się uda?], niż proceduralnie prowadzić sprawę, a co mówić o prokuratorze :-) - tak wszędzie dzicz...
Jest stale zastraszana [art. 190 § 1kk], co zostało zgłoszone policji [w aktach] i ma uzasadnione obawy o swoje życie, bezpieczeństwo dzieci i dobro materialne [art.193kk]. Zwłaszcza, że już nawet pies pilnujący posesji został okulawiony przez rodzinę D. – wniesiona skarga na policję (w aktach). Poszkodowana Dorota zgłosiła te wszystkie fakty do Komendy Powiatowej w Lesku. W związku z powyższym zjawili się policjanci z Rewiru Dzielnicowego w Olszanicy [sprawa nr RsoW- 117/05] którzy lekceważąco potraktowali swoje funkcyjne obowiązki – wprost randkowali i wyśmiewali się z osoby poszkodowanej. Dowodzi to faktów o których od dawna przechwalają się D. - że mają układy w policji i prokuraturze i na pewno nic się im nie stanie.
O manipulowaniu faktami z akt policyjnych dowodzi fakt odmowy wszczęcia dochodzenia, jak też świadczą sprzeczne informacje podane w otrzymanym zarządzeniu L.Dz.. E – 1870/05 o odmowie przyjęcia środka odwoławczego podpisanego przez nadkom. Marka Białka.
1/ Pomimo podania przez stronę oszacowanej straty w kwocie 700zł, zaniża tą wartość do kwoty 150zł? Może za tą kwotę policjanci sami naprawią powstałą szkodę tak w ramach rehabilitacji?
Tylko co będzie jak sam transport materiałów wyniesie 200zł? :-)
2/ Pomimo rozpoznania wandala Piotra D. i potwierdzenia tego w zeznaniu z-ca komendanta Leska - Marek Białko dopuszcza się potwierdzenia nieprawdy pisząc cyt: Zgłaszający nie widział, kto dokonał tego uszkodzenia, lecz podejrzewał, że zrobił to P. i przebywająca w jego towarzystwie osoba. – Czy nadkom. Marek Białek zapoznał się z aktami sprawy, a może nie potrafi nawet czytać?
3/ Poszkodowana Dorota wniosła o ukaranie sprawców i naprawienie przez ich powstałych strat, zgodnie z art. 288 §1kk, jak też z art. 190 § 1kk i art.193kk. Jednak wszelkie fakty są mataczone już na pierwszym etapie śledztwa.
4/ O stronniczości, nieznajomości prawa, lub próbie mataczenia policjantów dowodzi fakt odmowy przyjęcia środka odwoławczego z powołania się na art. 429 § 1kpk, co jest niezgodne z prawdą. Poszkodowana wniosła zażalenie prawidłowo z zachowaniem terminu, i zgodnie z obowiązującym prawem.
Najciekawsze jest to, że policja sama żeby ukryć swoje przekręty odmawia przesłania zażalenia - pomimo że to ich obligatoryjny obowiązek bez możliwości dyskusji.
Zresztą tak samo, [nie przekazując zażaleń] i postępują prokuratorzy i sędziowie nie tylko z Leska, ale i Sanoka, czy Krosna, co jest wielokrotnie udokumentowane w wydawnictwie.
Mamy pomroczność umysłową tych urzędników? Logiczne, że takie zachowanie organów władz jest dowodem skorumpowania tego środowiska. A dowodem są choćby wpadki komendy leskiej czy sanockiej [fałszowanie przez komendantów faktur, zawyżanie usług itp.] nad inwestycjami poczynionymi przy budowie komend policyjnych w tych miastach. Komendanci już polecieli ze stanowisk, zastępczy też zaczynają od mataczenia?
- Dlatego nad etyczną pracą tych urzędników czuwa właśnie Raczkowski.
Brak reakcji organów władzy na prawidłowo wniesione zawiadomienia o naruszeniu dóbr osobistych strony powoduje nasilenie wzrostu karalnych zachowań u sprawców [ m.in. rodziny D.] - umacnia to ich poczucia bezkarności, jak też bezradności władzy. Zaufanie społeczeństwa i notowania władz stale maleją.
Czy musi tu dojść do tragedii rodzinnej żeby prokuratura wszczęła proceduralne dochodzenie?
Jak długo jeszcze policja zamierza kryć wandali i przestępców?
A przykład idzie z góry - wiadomo, ryba psuje się od głowy.
Bez krycia przez prokuratorów mataczenia policjantów - takie nieproceduralne zachowanie szybko skończyłoby się.
Tak dla zmotoryzowanych turystów odwiedzających Bieszczady, którzy gdzieś przy ognisku i śpiewie napili się piwa i wracając do namioty zostali przyłapani przez policjanta wyskakującego niespodziewanie zza krzaków informuję, że zabrane prawo jazdy można łatwo odzyskać u prokuratora leskiego Zygmunta Słabika. Ta przyjemność kosztuje 1500-2000zł, ale ma się gwarancje, że akta znikną zużyte w WC - tam to codzienność.
Za to koleżanka po fachu, prok. asesor Joanna Siwiec {czy blondynka?:-)} jest w stanie wypisać dowolne opracowanie pt. "postanowienie np. sygn. 547/04/D" [z oryginalną pieczątką prok. Lesko] na dowolny temat nie zapoznając się wcale ze sprawą, bez podania jakichkolwiek, choćby "z nieba wziętych" podstaw prawnych - jak robią to "starzy urzędnicy" i ma to moc oficjalną.
Żeby wypisywane bzdury nikt nie czytał, wszelkie zażalenia oczywiście wyrzuca się do WC zgodnie z zaleceniem prok. Z. Słabika.
Logiczne, że przekręty prokuratorów kryją sędziowie - taka wzajemna symbioza:-)
W końcu jedni i drudzy mają z tego korzyści materialne.
Żeby nie bawić się "płotkami" przejdźmy od razu do "rekinów" - takie polowanie daje o wiele więcej emocji :-)
Jednym z nich np. jest przewodniczący wydz. karnego Sądu Okręgowego w Krośnie Arkadiusz Trojanowski. Nie dość, że pisma sądowe wyrzuca do kosza, to jeszcze pozaproceduralnie (prywatnie) naciska na administratora sieci, żeby dowody korucji urzędników zamieszczone przez Raczkowskiego w necie były wykasowane - typowa pomroczność.
Znany z pomocy przestępcom jest też przewodniczący wydz. karnego w Rzeszowie Andrzej Kuś.
Tak więc w podkarpackich sądach przestępcy mają się jak najlepiej - odwrotnie niż osoby pokrzywdzone.
Jednocześnie takie zachowanie sędziów i prokuratorów wiele mówi o ich poziomie wykształcenia i inteligencji.
Tak, na podkarpaciu, w tej dziczy bieszczadzkiej kowboje i aferzyści, dziki i wilki mogą czują się świetnie... :-)
Tu jeszcze obowiązuje prawo pierwotne, prawo silniejszego i bezmyślność...
cdn. - np. wierszyk o dziku :-)
na czym opiera się ta skala Richtera? są jakieś dane jakie szkody mogą spowodować poszczególne progi w tej skali?
http://esanok.pl/?ak=news_c&pan=n&do...551&wroc=indexCytat:
Nigdy więcej takich wakacji! Turyści oszukani w Bieszczadach
(13-08-2009 )
BIESZCZADY. Chcieli przyjemnie, rodzinnie spędzić 2 tygodnie wakacji. Wybrali Bieszczady. Wynajęli domek letniskowy w jednej z miejscowości położonych w gminie Solina. Przyjeżdżając na miejsce przeżyli szok. Wygodny domek w Bieszczadach, okazał się totalną ruiną.
Agnieszka i Mirosław, małżeństwo ze Śląska (dane do wiadomości redakcji) domek letniskowy znaleźli w bazie noclegowej jednego z serwisów internetowych
- Było tam zdjęcie dwóch domków z zewnątrz i kolejne zdjęcia sugerujące, że to wnętrze tych domków. Zdjęcia wyglądały przyzwoicie – pisze w liście do redakcji pani Agnieszka.
Czary-mary w internecie
Kiedy małżeństwo z dwójką dzieci przyjechało do Zawozu (gmina Solina) przeżyło szok. Na miejscu zamiast komfortowego domku letniskowego, zastali trzymającą się na słowo honoru drewnianą „klitkę”. Zastana rudera miała się nijak do zdjęć umieszczonych w internecie.
Przywiązane drzwi
To jednak nie koniec nieprzyjemnych przeżyć jakie czekały na turystów ze Śląska. To co zobaczyli w środku domku letniskowego przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
- Ociekające tłuszczem sztućce, brudny czajnik, przerdzewiałe palniki w kuchence gazowej, brudne drzwi i szyby w oknach. Zastaliśmy stare, śmierdzące tapczany, zapadające się pod stopami podłogi. W brudnych szafkach, talerze i kubki: każdy inny, tak dla urozmaicenia - opisuje fatalny stan domku pani Agnieszka.
- Na niedomykającą się lodówkę gospodarze znaleźli sposób, uchwyt od jej drzwi przewiązali sznurkiem, ten z kolei przymocowali do boazerii – pisze dalej w liście turystka.
ZDJĘCIA NA STRONIE:
www.podkarpacie24.pl/aktualnosci/6/7843
Turyści ze Śląska przesłali do redakcji sporo zdjęć potwierdzających opłakany stan domku wypoczynkowego. Pani Agnieszka zapewnia, że nawet fotografie nie są w stanie odzwierciedlić, tego co zastali - Szkoda, że nie można utrwalić i przesłać zapachu z wnętrza tego domku, bo to ten zapach oddałby cały brak uroku tego miejsca – przekonuje turystka.
ZDJĘCIA NA STRONIE:
www.podkarpacie24.pl/aktualnosci/6/7843
Rodzina za każda dobę spędzoną w niby letniskowym domku miała zapłacić aż 180 zł! Wcześniej wpłaciła 200 zł zaliczki. Pieniędzy nie odzyskali.
Agroturystyka jest niczyja
O to, kto przeprowadza kontrole czystości domków wypoczynkowych i czy w ogóle mają one miejsce zapytaliśmy Joannę Kuśmider z Wydziału Higieny Komunalnej w Powiatowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej w Ustrzykach Dolnych.
- Agroturystka nam nie podlega – powiedziała Kuśmider, odsyłając nas do Urzędu Miasta w Solinie.
Okazuje się, że również ta instytucja nie ma obowiązku kontrolowania domków letniskowych
– Obiekt musi mieć zawartą umowę na wywóz śmieci i nieczystości. Jeżeli nie zanieczyszcza środowiska nie mamy prawa ingerować – mówi wójt gminy Solina Zbigniew Sawiński.
Urok gór zniszczyli ludzie
Oszukanym turystom pozostaje dochodzić roszczeń spornych przed sądem. Pytanie tylko, na jaką wartość wycenić straty moralne. Rodzina ze Śląska straciła przecież o wiele więcej niż 200 zł zaliczki. Stracili wymarzone wakacje! Stratne są także Bieszczady, bo po takim zdarzeniu turyści ze Śląska zapewnili nas, że w te strony szybko nie wrócą
- Do Zawozu jechaliśmy 7 godzin samochodem. Z 11 dni urlopu musiało wystarczyć nam 5, bo nie było więcej wolnych noclegów w innej bieszczadzkiej lokalizacji. Znowu wracaliśmy przez 7 godzin, to nie było to, o czym marzyliśmy od dawna. Chcieliśmy w Bieszczadach zostawić "kupę kasy", bo to dla nas był ciężki, pracowity rok. Wyjazd, bez odmawiania pieniędzy na przyjemności, miały w nagrodę obiecane nasze dzieci (córka za średnią w szkole 5,7 , a syn za stypendium sportowe). Chcieliśmy przyjemnie, rodzinnie spędzić 2 tygodnie wakacji i co nam zostało? Szkoda wspominać! Nigdy więcej takich wakacji! Czy wrócimy jeszcze w Bieszczady? - chyba nieprędko, bo urok gór zniszczyli nam ludzie - pisze na koniec pani Agnieszka.
A.Jarosz
No cóż, oszustów nie brakuje...często spotykana niezgodność towaru z umową...gdyby nie ta cena, to by pomyślał, że całkiem nieźle tam jest;)
Mnie też się tam podoba, ale ja jestem tylko z Podkarpacia :-)
eee tam, prawdziwego horroru nie widzieli.. ;)
Np ubytovnia w Remetskich Hamrach w Wyhorlacie:D Albo 'Biostacjonar' w Świdowcu:D Ludzie to mają wymagania...
Derty
To trza im bylo na Ibize jechac a nii w Bieszczady k.... przypalonego czajnika i piecyka nie widzieli.... myszolow w lodowce to jest to.. ja tam bym temu domkowi normalnie ze dwie labo i trzy gwiazdki dal k....
Gdyby na mnie trafilo narobilabym gospodarzom takiego dymu ze popamietaliby mnie do konca zycia.
Za 180 zlotych za dobe to mam miec komfortowy czysty domek zgodny z opisem w internecie.
Pazernym popaprancom sie we lbach juz pomieszalo, to jest chore. Chamstwo jest wszedzie, nie widze powodu dlaczego i w Bieszczadach mialoby nie byc:twisted:
Nienawidze takich ludzi - ale ze ja msciwa jestem to sobie swietnie z nimi radze.
Jeszcze pasowaloby dokladne namiary i puscic adres w necie, zeby szeroko rozreklamowac te cudowne uslugi.
noo...a jak ludziska chcą siedzieć w takiej chacie i się gapić na ten badziew ? zamiast połazić gdziesik , wrócić skonani , bo wtedy wsio rybka....a tak-marudy nie prędko zawitają w Biesy !
Nie jest wsio rybka- za 180 zlotych za dobe nie jest wsio rybka. I nie sa marudami, po prostu oczekuja za SWOJE pieniadze dobrych uslug, mysle. ze to nic zlego.Ja laze caly dzien po gorach i jak wroce ma wszystko grac,nie chce mi sie kowboic, mam swoje lata.Poza tym to nie jest ZA DARMO.
ech, Alu..nie wyczuwasz sarkazmu ?..jasne, że nie jest DARMO !! :cry:..ja osobiście nie wywaliłbym 180 zet za bezdurno.sam jeżdże od lat w miejsca gdzie płace 30-40 zet.W jednym mam luksusy (pralnia,kuchnia, lodówka, tv sat.- Z KTÓREGO NIGDY NIE KORZYSTAM !! :-D ) ,drugie- (ośrodek w S.) gdzie standart jest niski-też w domku podłoga się ugina, komplet naczyń od czapy,na ścianach farba się łuszczy..ale lubię tam przyjeżdżać -ze względu na klimat,atmosferę i położenie...na wakacjach nie muszę mieć luksusów , wystarczy mi ich na codzień....
No tak, nie wyczulam:oops:
Ale przeciez to nie sa zadne luksusy,zwykly standard za domek, ja tez tyle bede placila, w niedziele wyjezdzam i co roku tyle place - ale moj osrodek to marzenie.Szkoda mi tych ludzi.Zle trafili, pewnie juz nie wroca- a wszystko dlatego ze na pazernych brudasow trafili.
Mowia ze to domek. No to jak do domku wejdzie 6 osob to sie robi 30 zeta ode lba nie to chyba nie sa kokosy? A sadzac ze zdjec to pewnie goscie doprowadzili domek do takiego stanu. Faktycznie sprawa do sadu k....
no to życzyć UDANEGO urlopu !!..i pogody !!8) ..i bez zdzierstwa , nerwów itd
A dziekuje dziekuje, niech sie stanie.
Dobra, dobra, ale z drugiej strony, żeby od razu wracać do domu?? Jak by mnie tak ktos zrobił w balona to bym porobiła foty i...szybko szukała czegoś innego ( szczególnie, że mieli auto). Nie wierzę, że w całych Bieszczadach nie było NIC wolnego. Szczególnie, że chcieli zostawić "kupę kasy"
Mogli czegoś poszukać, spędzić mile urlop a po powrocie to opisać, ale bez dramatyzmów, że zepsuli dzieciom wakacje itp.
A już tekst, że każdy kubek w szafce był inny to mnie rozwalił.
Coś czuję, że swój na swojego trafił.
Nie rozumiesz...jak np każdy kubek miał inną pojemność, to horror... Powiedzmy, że dwójka dzieci konkuruje o zasoby...o kakao lub smakowite płatki z kefirem. No nie mogłoby tak być, że jedno ma mniejszy kubek. Toż afera rano niczym wojna:D:D:D Wakacje skończone:P
Pozdrawiam,
Derty
Jakże dobitnie tłumaczy problem spojrzenie z dwóch różnych perspektyw;)
Ci co polewają nie patrzą w naczynie tylko na to ile już wyleli i im nie potrzebna jest menzurka, oni mają oko. Takim obojętnie gdzie nalewają czy jednemu do wiadra a drugiemu do kieliszka... zawsze tyle samo naleje. Może nawet na słuch tylko lać... ech praskie czasy ;) . Najwyżej temu z wiadra więcej zostanie na ściankach, ale fachowiec, tym razem od picia, też potrafi sobie z tym poradzić by nic nie zostało. Nie mówię juz o piciu z gwinta gdzie pije się do milimetra i nikt nie może więcej wypić niż 1 gul, 2 gule (a gul jest odmierzany pod krechę po pierwszym pijącym) no i po obowiązkowym odlaniu pierwszej porcji dla tych co garują lub za tych co na morzu (tutaj zależy od "rodzaju" pijących!)
Ale po co ja to piszę?...
Marcowy zapewne nie o fachowcach mówisz. Oj, jest wiele jeszcze miejsc gdzie ludzie(!) posiadają tę sztukę polewania i picia.
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll...ZADY/128172791
Cytat:
Atak zimy w Bieszczadach spowodował ogromne straty w lasach
Krzysztof Potaczała
Powalone drzewa, zniszczone młodniki i ogrodzenia upraw – tak wygląda las w Bieszczadach po zeszłotygodniowym ataku zimy.
Według wstępnych szacunków, na ziemię legły drzewa o masie 235 tysięcy metrów sześciennych. Zwały mokrego śniegu połamały młode drzewka na powierzchni 4 tysięcy hektarów, trzeba będzie też odbudować 550 km ogrodzeń upraw leśnych.
- Nagła zima najbardziej dała się we znaki w nadleśnictwach bieszczadzkich –mówi Edward Marszałek, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie. – Spadające pod ciężarem śniegu drzewa uszkodziły trzy budynki mieszkalne jeden budynek gospodarczy służby leśnej, zerwały wiele linii średniego napięcia i stację transformatorową.
Szef Nadleśnictwa Stuposiany wprowadził zakaz wstępu do lasu. Gałęzie drzew łamały się jak zapałki, na drogach leżą też całe drzewa. W wysokich Bieszczadach wciąż zalega jeszcze ponad pół metra śniegu, dlatego całościowe szacowanie szkód zacznie się za kilka dni.
Najpoważniejsze i najbardziej pilne do naprawienia będą zapewne szkody w ogrodzeniach upraw. Odsłonięte młode drzewostany mogą bowiem zostać zniszczone przez dzikie zwierzęta.
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll...KA02/500151447Cytat:
Kolejna część "Atlasu wojskowego Podkarpacia": Bieszczady nieodkryte
Wojciech Zatwarnicki
O Bieszczadach napisane tysiące książek, wydano setki albumów, napisano wiele prac naukowych. Wydawać by się mogło, że Bieszczady znamy. Nic bardziej mylnego. Nadal pozostają nie odkryte. I za to je kochamy.
Krajobrazem Bieszczadów nie sposób się nie zachwycić.
Na ziemi Bieszczadzkiej, pozornie chłodnej i dzikiej, kamiennej, leśnej i rzecznej, wytropić można mieszkańców leśnego świata. Dostrzec można szczegóły życia natury, usłyszeć szczęk szabel i zbroi z minionych epok.\
Nie sposób dojrzeć i usłyszeć w pośpiechu, rozgwarze – a tylko w ciszy i samotności, sprzyjającej najgłębszemu ludzkiemu zamyśleniu.
Bieszczadzkie Los Alamos
Oprócz niezliczonych miejsc wypoczynku na łonie natury, które co roku odwiedzają tysiące turystów, znajdziemy tu dużo nie mniej ciekawych, choć nie do końca odkrytych miejsc.
Gdzieś w Bieszczadach na terenie tysiąca hektarów znajduje się były ośrodek badań atomowych oraz sztolnia, w której miała być przeprowadzona pierwsza próba nuklearna w Polsce.
Józef Rolicki znany dziennikarz i publicysta (dziś już nieżyjący) twierdzi, że nie tylko planowano przeprowadzić próbną eksplozję w Bieszczadach, ale wybudowano w tym celu specjalny ośrodek badawczy z wieloma bunkrami no i oczywiście sztolnie gdzie miano dokonać pierwszej eksplozji.
reklama
Szejkowie z Polany
Podczas gdy ceny ropy na światowych rynkach wariują, w bieszczadzkiej Polanie można czerpać ją wiaderkiem. Za darmo. Są tacy, co na tym zrobili interes. Dla ludzi w Bieszczadach nie jest tajemnicą, że na południowym stoku Ostrego są stare szyby naftowe i odwierty.
Ale dokładnie, w których miejscach się znajdują, wie niewielu. Nie wiedział nawet wnuk dawnego właściciela kopalni, Rudolfa Stadtmullera, który mieszka obecnie na Śląsku.
Kilka lat temu chciał poznać posiadłości przodka. A właściwie to, co z niej zostało, bo po starej kopalni pozostały dziś tylko zarośnięte szyby i odwierty. Hobbyści mogą także, na allegro, nabyć egzemplarz akcji kopalni Polana.
Akcja, wraz z kuponami wystawiona była 10 czerwca 1914 roku na kwotę 500 franków. To swoisty rarytas dla zbieraczy. Emisja wynosiła 3 tysiące sztuk. Oferowana na aukcji nosi numer 2743 i warta jest od 60 złotych wzwyż.
Szkockie krowy
Bieszczady od lat były poligonem doświadczalnym, dla różnego typu działalności rolniczo-hodowlanej (PGR, Igloopol), czego świadectwem są pozostałości w postaci starych stajni. Próbowano, tu już hodowli kóz, owiec, krów, królików itp.
Nie inaczej jest dzisiaj, choć powstają hodowle nieco bardziej egzotyczne. Dziś w Bieszczadach hoduje się szkockie krowy, jelenie i daniele.
Mało kto wie, że w okolicy Michniowca na ponad 300 hektarach ogrodzonego terenu, znajduje się największa w Bieszczadach ferma... jeleni. Je właścicielem jest główny sponsor drużyny siatkarskiej Jadar Radom.
...
BEWARE!!! :shock:
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll...ON00/698603505
Cytat:
Zdetonowano niewybuchy znalezione na górskim szlaku w Bieszczadach
Małgorzata Motor, KPP Lesko
Patrol saperski zdetonował trzy pociski moździerzowe znalezione kilka dni temu w masywie Okrąglika w Bieszczadach. Niewybuchy leżały w odległości około 5 m od miejsca, gdzie przebiega szlak turystyczny.
- Miejsce znalezienia niewybuchów zabezpieczali funkcjonariusze policji, Straży Granicznej oraz GOPR-u – podaje KPP w Lesku.
Kilka dni temu jeden z leskich policjantów, biorący udział w zabezpieczeniu imprezy sportowej na czerwonym szlaku zauważył niewybuchy z II wojny światowej, leżące nieopodal ścieżki uczęszczanej przez turystów.
Ze względu naa coraz większy pieszy ruch turystyczny na szlaku, miejsce znalezienia pocisków moździerzowych było zabezpieczane przez funkcjonariuszy kilku służb w tym policji.
W piątek saperzy zadecydowali o neutralizacji niewybuchów na miejscu ich znalezienia, ponieważ ich znoszenie z góry było zbyt ryzykowne. Ok. godz. 13.30 pociski zostały zdetonowane.
Dzisiaj niedaleko Bacówki Pod Małą Rawką...
zobaczyliśmy z mężem zbieracza borówek...robił to niedozwoloną metodą z metalowym podbierakiem.
Gdy mąż zwrócił mu uwagę, ten się tylko roześmiał i spokojnie robił to dalej niszcząc krzaczki...
Totalnie bezmózgie zachowanie.
Te krzaczki to lubią,ten sposób zbioru stymuluje wzrost borówek,tak przynajmniej mówią najnowsze badania.
Ja wiem tylko, że podbierak niszczy całą roślinkę, łamiąc ją... w następnym roku może po prostu nie zaowocować...
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll...ZADY/300796651
Cytat:
Fekalia wpłynęły do Jeziora Solińskiego. Turyści kąpali się nie mając o tym pojęcia
Dorota Mękarska
Turyści, który kąpali się w Jeziorze Solińskim, między zaporą a przystanią Białej Floty, nie mieli pojęcia, że w tym czasie wpływały do niego nieczystości z przepompowni ścieków. Doszło w niej do awarii.
Fekalia wpływały do Jeziora Solińskiego ok. 100 metrów od zapory.
Problemy w przepompowni zaczęły się w czwartek. Fekalia płynęły do jeziora, niewielkim rowkiem, jeszcze w piątek i sobotę – kiedy panowały największe upały. Przy temperaturze sporo powyżej 30 st. C smród był nie do wytrzymania. Turyści nie kryli oburzenia.
– Przez trzy dni borykaliśmy się z tą awarią, ale już została usunięta – zapewnia Zbigniew Sawiński, wójt gminy Solina. – Wszystkich bardzo przeprasza
Nieliczni mają oczyszczalnie
Jezioro Solińskie jest zanieczyszczane ściekami nie tylko przy okazji awarii. Jest to zbiornik stosunkowo odporny na degradację, ale zwiększający ruch turystyczny ma duży wpływ na pogorszenie się jakości wody.
Wiele z rozlokowanych wzdłuż brzegu ośrodków turystycznych wpuszcza ścieki wprost do jeziora. Tylko kilkanaście z nich ma własne oczyszczalnie, m.in. WZW Jawor, ośrodek Połoniny i Solinka, hotel Orzech w Bukowcu oraz Ośrodek Wypoczynkowy Ranczo w Wołkowyji.
Na terenie gminy funkcjonują 4 gminne oczyszczalnie: Solina – Osiedle Energetyczne, Myczkowce Wieś, Polańczyk i Solina Wieś. Piąta oczyszczalnia, Solina – Zabrodzie, jest w rozruchu. Pełną parą zacznie działać od końca lipca. W budowie są oczyszczalnie: Wołkowyja i Solina – Jawor. To do tej ostatniej będzie podłączona przepompownia, w której doszło do awarii.
Dają kasę, ale nie na turystów
– To ciągle jest mało. Dlatego projektujemy następne. Ze wszystkimi oczyszczalniami uporamy się do 2015 roku – dodaje wójt Sawiński.
Kolejne oczyszczalnie planowane są w Berezce - dla Berezki oraz wsi Wola Matiaszowa i Bereźnica.
Skanalizowanych zostanie też siedem miejscowości: Bóbrka, Myczkowce, Wołkowyja, Rybne, Górzanka oraz Wola Górzańska. Ścieki z tych miejscowości będą oczyszczane przez już istniejące oczyszczalnie lub budowane.
– Przykre jest to, że przy rozdziale pieniędzy unijnych, bierze się pod uwagę tylko stałych mieszańców gminy, bez turystów. Dlatego gmina musi sobie radzić sama – zaznacza wójt Soliny. – W wakacje i weekendy mamy zaś u siebie taki tłok, że czasami nasza infrastruktura wysiada.
"...Najgorzej jest jak następuje zbiór jagód takimi agregatami. Pudła z ogromnymi grzebieniami niszczą całe skupiska roślin, które później usychają. Owe agregaty z desek trzydziestocentymetrowej szerokości powodują, że niewiele jagód zostaje dla zwierząt..."
http://www.witrynawiejska.org.pl/str...?p=1891&c=4249
No...jakoś na Ukrainie wszyscy grzebieniami zbierają te jagody i mają się one w najlepsze.
Nie usychają, czasem jak na Borżawie sięgały mi po pas, więc pal sześć te naukowe badania Browara :mrgreen:
własne obserwacje mi mówią, że grzebień wcale nie szkodzi jagódkom.
Pytanie tylko kto rozpowszechnił taką teorię, czemu ona miała służyć?Że szkodliwe itd.???
BdPN?:-)