W Głupkowie są tak bezczelne,że łażą po peronach w biały dzień,można się pogapić,nie uciekają.Za to w trawach jest ich tam legion,na pewno więcej niż komarów ;)
Wersja do druku
Oznaczyłem teren wbijając w ziemię urwaną gałązką. Teraz wiem na czym stoję i jestem górą.
Śmiało mogę przemieścić się na łąki .
http://img204.imageshack.us/img204/732/10062281.jpg
Łąki leżące na za sąsiednią wsią
http://img228.imageshack.us/img228/9939/hm102341.jpg
Łąki pełne skaczących kolorów we wszystkich postaciach kwiatów.
.
http://img695.imageshack.us/img695/3437/hm102343.jpg
. a dzika różyczka otwiera kusząco swe płatki.
http://img251.imageshack.us/img251/7637/hm102349.jpg
.
tylko te rumiany jakieś takie zażółcone.
Zawsze były białe a tu jakaś odmiana taka dziwna. Widząc to pierwszy raz
na wszelki wypadek powąchałem. Miodusznie. Może ktoś umie to nazwać
http://img80.imageshack.us/img80/618/hm102353.jpg
.
Owe rumiany zażółcone to Tragopogon orientalis z polska zwany kozibrodem wschodnim, który ma mało rumianowaty wygląd, ale są takie chwile w Bieszczadach kiedy percepcja zawodzi ;) No a propo botanizowania Henku to widzę, żeś nieźle nawalczył firletka poszarpana, ostrożeń łąkowy, podkolan biały, dzwonek rozpierzchły, gółka długoostrogowa, a tak niedawno przebąkiwałeś, że storczyków Ci mało. No ale łąki mniodzio teraz, więc co tu dużo gadać trza ruszyć w nie...
Sam mi podpowiedziałeś rozwiązanie : dlaczego nie spotykałem storczyków w Polsce. Bo bywałem na wschodzie w okresie ich pełnej krasy.
A teraz ... ta łąka !!!!
Ach co to była za łąka. Za mało znam słów aby ją opisać.
No właśnie trzeba cieszyć oko, bo kto wie czym zarosną te łąki, gdy nasze dzieci, będą w naszym wieku.
Specjaliści od zegarów oznajmiają że kończy się tegoroczne lato.
Zostaje na pociechę nadzieja, że jesień zagra w pełni swoimi kolorami.
Ale czy jeszcze nie za wcześnie ?
Ruszyłem w teren aby sprawdzić i podzielić się z Wami obrazkami z takiego tam wędrowania.
Tak więc na początek trawy
.
http://img696.imageshack.us/img696/5415/hm103924.jpg
.
tu widać że zieleń ustąpiła ciepłym odcieniom sepii
Potem czas na borowiny, oj tu już widać płomień
.
http://img832.imageshack.us/img832/3993/hm103934.jpg
.
Na szczęście oprócz zlotości i czerwoności pojawiają się dla urozmaicenia
również te barwy prezentowane przez goryczkę
.
http://img844.imageshack.us/img844/2353/hm103945.jpg
.
Ale i ona ma konkurencję, bo w bieszczadzkie łąki ruszył witacz zimy.
A jak ruszył to już na całego zalegając na całej łączce.
.
http://img268.imageshack.us/img268/2788/hm104022.jpg
.
pozostaje więc spokojny spacerek wzdłuż potoku nad którym przebarwiają się pierwsze buczyny. Można usiąść na ławeczce i chłonąć ciepłe promyki słoneczne.
Witamy jesień.
http://img841.imageshack.us/img841/6806/hm103994.jpg
Oj piękne te trawy chciało by się poczuć ich zapach :)
i zimowity śliczne...:)
Ano
Zimowity bomba!
Najwięcej to 5 widziałam u siebie w ogrodzie, a tu proszę;-)
Oj goryczki goryczki, zawsze mnie napełniają melancholią, że kończy się lato.
A w tym roku mimo, że lato było bardzo udane goryczek jakoś nie spotkałam (a szlajałam się już we wrześniu po górach).
Za to spotkałam trochę zimowitów.
B.
A ilustracje do kolorów jesieni miały prowokować.
Większość ludzi postrzega te barwy tylko zawieszone na gałęziach. A to nie jest pełna prawda. Jesień potrafi ukazać się w wielu postaciach , m.in. w trawach i kwiatach.
A z zimowitami to jest ciekawa sprawa. W moim mieście , te chronione kwiaty, rosły na grandę na łączkach dopóki były one normalnie użytkowane, czyli wypasane i koszone.
Teraz te łąki pozostawione same sobie zarosły pokrzywami i innymi badylami. Resztki zimowitów z trudem się przebijają (sprawdziłem dziś)
Wniosek nasuwa się kontrowersyjny : ochrona przyrody polegająca na pozostawieniu jej samej sobie - SZKODZI.
Tam gdzie człowiek normalnie ją eksploatuje, tam nawet zimowity rosną w obfitości.
Załącznik 20237
A na dokładkę jeszcze jeden kwiatek, wcale nie jesienny, ale też z ostatniego wyjazdu.
Kwiatek, który jest przestrogą dla chłopaków, co by się nie żenili tam gdzie on rośnie.
Od bardzo dawna głowię się nad dalszym ciągiem przysłowia "Gdzie rośnie ...... i dziewanna, nie pytaj czy posażna panna".Powtarzał to nam ciągle stary botanik w szkole. Zaangażowałam już kilka klasowych koleżanek w łamanie głowy - bez rezultatu. Co powinno się wstawić w miejsce kropek?Może wreszcie się dowiem?
Ruta, Wuko, ;)
tak mi się wydaje
pozdrawiam serdecznie
Długi
"Gdzie rośnie jałowiec, dziewanna, nie pytaj, czy posag ma panna" ;)
Myślałem ruta, bo panny rutę siały. Ale googlr znalazło odpowiedź:
http://www.potrawyregionalne.pl/168,...Juniperus_.htm
Krzew jałowca pospolitego występuje na terenie całego kraju na glebach piaszczystych, w borach sosnowych, na pastwiskach i wrzosowiskach, nieużytkach, oraz na wapiennych stokach górskich. Nie rośnie tylko na terenach stepowych i gruntach podmokłych. Zdolność egzystowania na jałowych nieużytkach znalazła odbicie w jego polskiej nazwie - jałowiec. Prawdopodobnie stąd wzięło się również staropolskie przysłowie ”gdzie rośnie jałowiec, dziewanna, nie pytaj, czy posag ma panna”
Pozdrawiam
Długi
Długi, Reconie1 ! Serdeczne Wam podziękowanie! Króliczek złapany....
No proszę i przy okazji poznałem pełną wersję przysłowia. Dzięki.
W nagrodę opowiastka o nowoczesnych krowach.
Było to tak, pewnego razu siedziałem w zacnym towarzystwie na ławeczce przed sklepem.
Sklep był w domu leżącym we wsi zagubionej gdzieś pomiędzy bieszczadzkimi górkami.
Po co tam siedzieliśmy ?
Proste; aby wprowadzić równowagę wodną (sic!) organizmu zachwianą przez ostre zmaganie się z górkami.
Zaopatrzeni w środki równoważące
siedzimy, równoważymy i obserwujemy otoczenie.
I co widzimy ?
Główną drogą idzie w naszą stronę stado krów i pasterz.
.
http://img696.imageshack.us/img696/1521/hm104020.jpg
.
Krowy wracały z pastwiska do swych domów.
Niby nic niezwykłego. Krowa to krowa, częściej jest synonimem głupoty niż inteligencji.
A tu nasze zaskoczenie.
Spójrz jej w oczy i zgadnij czego chce
Załącznik 20253
.
Jednak to nie były zwykłe krowy. To były krowy najnowocześniejsze, inteligentne i w dodatku wyposażone w gepeesy.
Do takich wniosków doszliśmy w wyniku obserwacji. Otóż z idącego stada co chwilę odłączała się jedna , lub dwie i podchodziły zatrzymując się przy ogrodzeniu.
Cierpliwie stały i patrzyły na podwórko
Załącznik 20254
z którego wychodziła gospodyni, otwierała bramę i wpuszczała je.
W tym czasie stado pomalutku dalej przemierzało drogą i znów niektóre z nich po odłączeniu wchodziły na swe podwórka.
I tak stado się kurczyło.
Nikt ich nie kierował, one po prostu bezbłędnie rozpoznawały swoje miejsce (najprawdopodobniej za pomocą gps)
Takie tam obserwacje z takiego tam wędrowania.
Ech,rozczuliła mnie Twoja opowieść o krowach,coraz ich mniej w naszych górach.A w Helwecji i innych cywilizowańszych krajach krów jakby więcej niż u nas... Mleko prosto od krowy to rarytas,specjalnie nauczyłem się doić żeby móc samemu kosztować. No i Czesi też doceniają - na ścianie smichowskiego browaru faktycznie był napis "Mleko,to je ono" :twisted:
I pomyśleć że kiedyś w Bieszczadach bydło było najważniejsze.
a dziś .......?
Bydła coraz więcej, ale gatunek coraz gorszy - rzekłbym odstraszający. Są co prawda tacy którzy tylko o tym myślą jak to wydoić to "bydło"
A gdzie tu miejsce dla nas i dla zwykłych krów ?
dziś niestety krowa we wsi to rarytas - trzymana raczej z sentymentu niż dla mleka. Kiedyś udojone mleko zlewało się do baniek i stawiało na krzyżowkach skąd odbierał je wozak i zawoził do mleczarni. Dzisiaj jest tak wiele przepisów, których trzeba przestrzegać i w hodowli i w mleczarni, że mniej kłopotliwe a na pewno tansze jest kupienie mleka w sklepie - mleka wyprodukowanego w wielkich mleczarniach i pochodzącego ze specjalistycznych gospodarstw rolnych.
ale dobrze chociaż, że można powspominać jak się chodziło z krówkami na pastwisko:razz:
Asiu ! Dużo jest racji w tym co piszesz :
tak sobie podążam za tym co napisał Browar :Cytat:
dziś niestety krowa we wsi to rarytas - trzymana raczej z sentymentu niż dla mleka. Kiedyś udojone mleko zlewało się do baniek i stawiało na krzyżowkach skąd odbierał je wozak i zawoził do mleczarni. Dzisiaj jest tak wiele przepisów, których trzeba przestrzegać i w hodowli i w mleczarni,
... a gdyby tak istniała możliwość skosztowania mleka od krowy, ... prosto od krowy pasącej się na bieszczadzkich połoninach, cóż to by było za mleko :razz::razz::razz:Cytat:
... Mleko prosto od krowy to rarytas,specjalnie nauczyłem się doić żeby móc samemu kosztować.
Może kiedyś dojdzie do tego że włodarze naszego Parku nie tylko będą zabraniać ale i umożliwią wypas połączony z degustacją takiego mleka.
Może wówczas się okazać że nie tylko piwo jest jest tradycyjnym bieszczadzkim napojem , ale i najzwyklejsze mleko.
Czy przykład z Wisłoczka ? trafi kiedyś w Bieszczady ?
A dla osób z homologacją unijną - wersja dojenia extra.
"Mleko,to je ono"
no i koniecznie, żeby te krowy miały imiona, tak jak kiedyś - a nie tylko numery paszportów i kolczyki:razz:
Tak sobie czytam Wasze wypowiedzi odnośnie prawdziwego, świeżego i co najważniejsze - krowiego mleka.
I nie mogę zrozumieć, że dla Was to rarytas
a dla mnie codzienność...
Ło matko kolejny topic o mleku;-))
Asiu jesteś trochę w błędzie. Trochę, bo i owszem wielu gospodarzy polikwidowało bydlaki na wsi, ale wielu powstało na ich miejsce, tylko, że oni się już specjalizują stricte w produkcji mleka.
Niemniej jednak gospodarstw gdzie dziadek z babcią mają po 2-3 krowinki jest jeszcze całkiem sporo.
Nie znam statystyk od Was, ale mogę powiedzieć, że tylko w moim powiecie mamy zarejestrowanych ponad 2200 stad bydła.
Powiecie;-)więc niezła ilość stad. Samych zwierząt nie jest to jakaś nie wiadomo jaka liczba, właśnie przez te stada po 2-3 krowinki. To też jest stado takie samo jak to co ma ich 400.
Co do przepisów odnośnie pozyskiwania mleka masz rację, dlatego gospodarstw stricte mlecznych aż tak wiele nie jest. Ale są to gospodarstwa oddające mleko do mleczarni, a cała reszta w dalszym ciągu produkuje mleko, tylko nie sprzedawane jest do mleczarni, a albo dla siebie, albo dla sąsiadów, albo na rynku.
Tak czy siak z bydłem nie jest źle;-)
Przynajmniej u nas Asik;-)
Długi napisał :
A wiesz , że jeszcze nie widziałem ? Owce i owszem (Berehy), ale krowy nie.Cytat:
No przecież są krowy wypasane na Połoninach. Razem z owcami.
Możesz przybliżyć coś więcej (w jakim rejonie i skąd one są)
Np. w rejonie Świdowca hahaha
A w naszych Bieszczadach też nie widziałam zwierzątek hodowlanych na połoninach.
W Górnej Wetlince wypasa owce Nikos. Przy owcach kilka krów. Sery są z mleka mieszanego. Po drugiej stronie Murzański. Takoż sery, owce i jakieś krowy. Z drogi nie zawsze widać, ale są.
Długi
Krysia - przyznaję - nie mam zielonego pojęcia ile krówek przebywa aktualnie na terenie mojego powiatu i nie mam pojęcia ile krówek pasie się w Bieszczadach. Na pewno w tej dziedzinie masz nieporównywalnie większą wiedzę od mojej. To co napisałam wynika raczej z moich osobistych porównań tego co pamiętam z dzieciństwa z tym co jest teraz oraz z tym co mowią Ci, którzy kiedyś krówki hodowali a teraz nie hodują. Chodzi o to, że kiedyś posiadając krowę lub dwie, trzy krowy w przydomowej oborze nadwyżkę mleka, ponad to co zużyło się do własnych potrzeb można było bez wielkich ceregieli sprzedać z pomocą (jeśli się nie mylę) gminnej spółdzielni mleczarskiej. Dzisiaj jest to niemożliwe - po pierwsze dlatego, że idea gminnej spółdzielczości raczej w tym zakresie podupadła a poza tym, przy dzisiejszych zasadach produkcji i pozyskiwania mleka przeznaczonego do produkcji (HACCP i inne takie nowości) nie wiem czy do skupu może być przyjęte mleko np. dojone ręcznie (a nie każdego rolnika stać na mechaniczną dojarkę dla jednej czy dwóch krów). To tylko przykład ale takich ograniczeń jest na pewno więcej. I dlatego tych miejsc, gdzie w oborze stoi sobie krowa lub dwie krowy jest już bardzo malutko (na terenie mojego powiatu również :wink:) - czasami tam gdzie wśród młodszego pokolenia są w gospodarstwie starsze osoby, dla których posiadanie krowy to święte od pokoleń prawo i obowiązek (ale z każdym rokiem coraz mniej takich miejsc) a częściej tam gdzie powstało gospodarstwo agro - dla przyciągnięcia turystów albo tam gdzie właściciel takiej krówki ma pomysł co z tym mlekiem dalej zrobić - tj. np zrobić z niego pyszny serek i sprzedać turystom. Bo dzisiaj - oprócz tego, że taką krowę nakarmisz, oporządzisz i wydoisz musisz jeszcze zadbać osobiście o zbyt lub przerób i zbyt tego mleka.
Rozumiem więc tych, którzy mimo, że przez wiele lat krówki posiadali, teraz ich nie mają. Rozumiem, że tańsze jest dla nich kupienie mleka w sklepie, niż napicie się pochodzącego od własnej krowy własnoręcznie wydojonej, bo oprócz tego, że produkt finalny tj mleko od takiej krowy nie ma sobie równych to trzeba jeszcze te krowę nakarmic, oporządzić, no i codziennie wydoić - czyli ogranicza to np możliwość przebywania poza domem, co kiedyś nie miało takiego znaczenia jak dzisiaj (a życzliwych sasiadów, którzy chcieliby i umieli taką krowę oporządzić i wydoić w razie czego też coraz mniej).
Skutek tego wszystkiego jest jaki jest - albo specjalistyczne gospodarstwa spełniające wymogi i oddające mleko do skupu, albo własny warsztat rękodzielniczy mleczno-serowy.
Nie czepiam się więc, że ludzie nie chcą hodować krów tak jak kiedyś. Rozumiem, że w dzisiejszych realiach jest to trochę bez sensu. Krówki w Bieszczadach widuję (jeśli bardzo chcę napić się mleka prosto od krowy to też wiem gdzie iść) ale minęły bezpowrotnie czasy, kiedy każda prawie wioska tętniła, ryczała, muczała, meczała, beczała, gdakała, śmierdziała oborą i stajnią, pachniała sianem i mleczkiem cedzonym przez pieluchę a dokoła były pola uprawne, słychać było jadące wozy i traktory.
Wśród naszych sąsiadów chyba najwięcej takich klimatów jest jeszcze rzeczywiście na Ukrainie i pewnie na Białorusi (ale białoruskich krówek nie dane mi było póki co jeszcze zobaczyć). U południowych sąsiadów raczej obserwowałam te same zjawiska co u nas (ale może też nie widziałam wszystkiego). W czeskich podszumawskich okolicach, które bardzo przypominają mi Bieszczady też raczej widywałam pasące się większe stada a pojedynczych krów w przydomowych oborach raczej nie było.
Przepraszam Don Enrico za takie rozwinięcie się w temacie krówek. :wink: Ciekawe dokąd po „krowim” przystanku Don Enrico powędruje dalej…:-P
Asia zaciekawiona pisze :
Zobacz sama :Cytat:
Ciekawe dokąd po „krowim” przystanku Don Enrico powędruje dalej…http://forum.bieszczady.info.../imag.../icon_razz.gif
po rozważaniach o krowach przyszedł czas na kury
Załącznik 20432
.
a potem chwila relaksu przy traktorze
bo nie ma co martwić się że jedno koło jest popsute, ważne że trzy są dobre
.
Załącznik 20433
... a potem trzeba przejść przez zieloną bramę i już cel wędrówki na wyciągnięcie ręki
Załącznik 20434
prawie na wyciągnięcie.
http://forum.bieszczady.info.pl/images/misc/pencil.png
Heniu.
U mojej ciotki na wsi, do której jeździłam przez całe dzieciństwo i wiek młodzieńczy (hehe), też były takie krowy. Czarno - białe. Tylko nikt nie mówił o giepeesach, bo wtedy tego słowa to nawet nie było.
Całe stado krów wracało z pastwiska gromadnie i bezbłędnie rozłaziło się we właściwe furtki. Krótko przed zachodem słońca słychać było krzyki "krowy idą!" i wtedy szybko się leciało i otwierało krowinom furtkę. Furtka była drewniana, na metalowych, zawsze krzywych zawiasach. Miała haczyk, ale nikt nigdy tego haczyka nie używał, no może my, dzieci, w zabawie. Krowy dostojnie wchodziły na podwórko, popiły wody z korytka, pochodziły chwilę i wchodziły w drzwi obory. Obora była budowana jeszcze przez pradziadka, z kamieni polnych spajanych cementem i tynkowanych na biało. Tynkowanie się starło i kamienie wyłaziły. Okna były obramowane cegłami, takie ostrołukowe. I solidne drewniane wrota. A potem były dźwięki... brzęk łańcucha, chlupot wody, którą się myło krowom cycki i okrzyki cioci "nastąp się!" i "stoj!" (tak, stoj, nie stój), a potem charakterystyczny dźwięk pierwszego sika do pustego wiaderka. Ciocia miała taki mały stołeczek na trzech nogach, z wyślizganym siedzeniem od częstego używania. Stał sobie w kącie obory i miał nogi wiecznie uwalane gnojem pomieszanym ze słomą. Wiaderka były emaliowane, zazwyczaj niebieskie lub białe, z metalowym prętem i drewnianą rączką. Niosło się je do domu, z takim pieniącym mlekiem w środku i trzeba było tylko poczekać, żeby zostało przecedzone. I można było pić. A do tego ciasto drożdżowe lub bułka z masłem.
I dlatego, kiedy dziś piję mleko do krowy, w oczach staje mi dzieciństwo i lato u cioci. I cieszę się widokiem, kiedy wieczorem przez wieś w Beskidzie Niskim ciągną krowy z pastwisk w górze doliny.
Tyle, ze sąsiad doi już dojarką. Ale zapach mleka jest ciągle taki sam i mleko tak samo pieniste.
A.. tak się rozmarzyłam...
Toż to góralskie nazwiska. Pamiątki po czasach, kiedy to z Podhala ściągali górale, bo hale tatrzańskie był niedostępne lub przepełnione, a bieszczadzkie puściutkie.
Rodzina Murzańskich bardzo długi czas gospodarowała na Hali pod Mnichem w Morskim Oku. Teraz tego szałasu już nie ma, sa ruiny. Resztki.
A widzę, ze w Bieszczadach rodzina przetrwała.
Fajnie
To była pomieszana wędrówka. Ot taki groch z kapustą.
Wszystko wymieszane : góry i chmury, słońce i deszcz, natura i architektura.
.
ale po kolei , zatrzymujemy się w starym obiekcie drewnianym który już z 500 lat
pełni rolę kościoła i pełni ją do dzisiaj.
.
http://img101.imageshack.us/img101/9300/hm001y.jpg
..co spowodowało że przyjeżdzali tu Matejko i Wyspiański aby podziwiać
niepowtarzalne malowidła na ścianach ?
Gdy wchodzi się do środka dobiega zapach starego drewna, który łączy się
z klimatycznym oświetleniem.
Zdjęcia tego nie przekażą, ale dlatego warto odszukać na mapie zagubioną wioskę
o nazwie Binarowa
http://img40.imageshack.us/img40/3108/hm002.jpg
.
http://img525.imageshack.us/img525/3215/hm003.jpg
.W tej podróży nie tylko drewniane obiekty spotykałem.
Na trasie pojawiły się również te wzniesione wieki temu z cegły
gdzie gotyk dotyka do samego nieba.
http://img715.imageshack.us/img715/7879/hm004.jpg
. do samego nieba wznosi się sklepienie jednego z najstarszych
kościołów w Galicji.
Mimo że nazwa nie jest obca to jednak rzadko odwiedzana
Biecz.
http://img708.imageshack.us/img708/5392/hm005.jpg
.
Oprócz architektury można podziwiać o tej porze cuda natury.
Owoce dzikiej róży nie tylko kuszą swoimi barwami
ale również niepowtarzalnymi właściwościami - każdy kto miał okazję
spróbować nalewki, wina czy dżemku ten wie o czym mowa.
Ale to wszystko trzeba zrobić samemu.
Tego nie kupisz w żadnym markecie choćby o powierzchni miliona metrów.
.
http://img146.imageshack.us/img146/3055/hm006.jpg
.
Te krzaki z owocami dzikiej róży prowadziły dróżką prosto na cmentarz.
Niezwykły cmentarz.
Cmentarz majerowski pozostałość po pierwszej wojnie
Wzniosłe pylony na frontowej ścianie widoczne są z daleka.
Ale już niedługo.
Ten piękny, niepowtarzalny obiekt niedługo zniknie , bo tuż przed nim
zasadzono las, unijny las z dopłatami, a wiadomo kasa jest ważniejsza niż widok na jakiś tam cmentarz
Już niedługo na rynku w Krakowie zasadzony zostanie las i nie będzie widać Sukiennic
http://img535.imageshack.us/img535/962/hm007.jpg
.
http://img337.imageshack.us/img337/6466/hm008.jpg
Solidny , majerowski styl budowy, z betonowymi pergolami i żeliwnymi
krzyżami przetrwał dziesiątki lat.
I ten widok na okoliczne górki ze wschodnim krzyżem upamiętniającym
różne narodowości spoczywające tu
I napis : nie pytaj kto tu spoczywa
.
http://img641.imageshack.us/img641/2189/hm009.jpg
.
http://img338.imageshack.us/img338/3484/hm010.jpg
.
A potem wędrówka poszła w jesienny las , gdzie przyczaiła się mgiełka walcząca
z porannym słoneczkiem.
http://img683.imageshack.us/img683/7937/hm011.jpg
.
Jesień odchodzi a wraz z nią ostatnie jesienne kwiaty.
Udało się namierzyć ostatnie sztuki zimowitów na południowych łączkach
wkrótce trzeba będzie powitać zimę.
http://img338.imageshack.us/img338/6007/hm012.jpg
.
Schodząc ze szczytu najbardziej wzniosłej w okolicy góry trafiłem
na przecinkę, dzięki czemu można było podziwiać
rzadko odwiedzane ruiny.
Zborov hrad prezentował się bardziej okazale niż niejeden
z reklamowanych zamków nad Loarą
Ale , niestety, on jest za blisko, ledwie kilka kilometrów od granicy.
Dlatego nie ma po co tam zaglądać.
.
http://img148.imageshack.us/img148/5436/hm013.jpg
I jeszcze krótka dokładka :
Załącznik 21308
.
na szczycie masywna konstrukcja
górka niby niewielka (900 m.npm) ale 600 metrów przewyższenia
Załącznik 21309
.
tu się bywało , cesarzom i cesarkom
i innym królewietom
Załącznik 21310
.
Załącznik 21311
.
To już bieszczadzkie klimaty, znaczy się bieszczadzkie wspomnienia z pierwszej wojny
zwanej później światową
Załącznik 21312
.
Załącznik 21313
/cóż to za dziwne zielone zwierzaki plączą się wśród liści ?
Załącznik 21314
.a ten cmentarz ?
Kto o nim pamięta ?
Maniów
Załącznik 21315
niektórzy specjalnie się rozpędzali swymi maszynami
co by posmakować bieszczadzkiego błotka
.Załącznik 21316
.a w oddali błyszczca droga do wolności
i nic to że opłakana deszczem.
http://img816.imageshack.us/img816/4161/hm023.jpg
Długie jesienno-zimowe wieczory.
To dużo czasu na uporządkowanie wspomnień.
Znalazłem takie relacje, oj dawno, dawno to już było, ale może kogoś to zainteresuje, wówczas
życzę przyjemności w zgadywaniu gdzie akcja się dzieje ???
Trzeba otworzyć tu ;
http://www.youtube.com/watch?v=EHCzPQUpFDc