a co ty go tak zawziecie bronisz??? ;) masz swoje udzialy w tej knajpie czy co?? ;)
Wersja do druku
Heh bladego pojęcia nie mam kto to jest, ale dziwi mnie wieszanie psów na chłopie, który taki a nie inny wymyślił sobie sposób na zarabianie na życie. Jego sprawa i tyle.
Nikt tam specjalnie nikogo nie zaprasza, więc przymusu żarcia tam nie ma.
Do tego chałupa staje w takim miejscu, że raczej Bieszczad nie zeszpeci. :D
W zacnym taurusie to może kiedyś były dobre golonki. W marcu i kwietniu byliśmy tam i prawdę powiedziawszy kiepsko. Jeszcze jako tako karmią w tym Taurusie w pobliżu muzeum lalek. W tym drugim większym to ohyda. Ziemniaki były tak słone, ze niejadalne. Mięso z wczoraj. Kapusta była zasmażana i to wiele razy.
Zgadzam się z Tobą. To było tak ironicznie napisane.
Nie mam zamiaru niczego wysadzać ani podpalać.
Tym bardziej, że akurat Cisna, to nie moje klimaty.
Poczekamy, zobaczymy, a przede wszystkim odbędziemy degustację.
Mnie jest tylko przykro, że różne cwaniaczki usiłują robić kasę na Łemkach, Bojkach czy Hucułach, nie mając nawet bladego pojęcia, co jedli ci ludzie...
To przecież byli biedacy, którzy na co dzień spożywali zupę z pokrzyw, lub jakieś inne ugotowane zioła; od święta może może rosół z kury, smaku którego nawet nie potrafimy sobie wyobrazić.
Pierogów z rydzami chyba nie robili - po pierwsze mąka służyła do pieczenia chleba, a po drugie, piszcząca bieda, ciężka praca, walka o trwanie i przetrwanie w tych warunkach i czasach - chyba nie były inspiracją do myśli o takich fanaberiach.
Natomiast uważam, że ktoś zakładając autentyczną, bieszczadzką knajpę, powinien dotrzeć do źródeł - podawać w niej takie potrawy, jakie faktycznie gościły na stołach w tutejszych mieszkańców - zupa z pokrzywy - czemu nie, podpłomyki czy inne bieda-placki, jakieś przetwory z autentycznych leśnych malin, borówek...[/quote]
A skąd Ty wiesz co będzie serwowane. Polecam kilka książek kucharskich regionalnych np."Kuchnia podkarpacka", "Leksykon podkarpackich smaków" itd. Jak przeczytasz przepisy i kilka regionalnych potraw przygotujesz to pogadamy. Akurat pierogi były podstawą diety w Bieszczadach.
Kończ Waćpani wstydu oszczędź.
Podam Wam sprawdzony przepis z Równego Beskid Dukielski
ciasto: 50 dag mąki pszennej razowej, 50 dag mąki, 10 dag drożdży, 2 zółtka, 1 jajko, 1/2 l mleka, 1 łyżeczka cukru, 1 płaska łyżeczka soli, 3 łyżeczki oleju,
nadzienie: 1 kg kiszonej kapusty, 30 dag grzybów, 2 cebule, 15 dag boczku, sól, pieprz
Mleko podgrzać, dodać cukier, drożdze, mąkę w takiej ilości aby zaczyn miał gęstość smietany.Odstawić w ciepłe miejsce. Wyrośnięty rozczyn, połączyć z resztą składników, na końcu dodać olej. Ciasto powinno dwukrotnie zwiększyć swoją objętość.
Kapustę ugotować, dokładnie odcisnąć, posiekać. Cebulę udusić z posiekanymi grzybami. Boczek schłodzić, pokroić w drobną kosteczkę i wytopić. Wszystkie składniki nadzienia połączyć i przyprawić. Rozwałkować ciasto na grubość 0,5 cm nadziewać pierogi mocno sklejając. Układać na blachę zlepieniem do góry, smarować jajem, posypać kminkiem. Piec w tem 180 stopni.
Kiedyś takie pierogi pieczone były w piecu chlebowym na liściach kapusty. Teraz może być piekarnik ale smak inny
Przepis zaczerpnęłam z "Kuchnia regionalna Beskidu Dukielskiego".
A zeby wszystko bylo pieknie i po bieszczadzku kelnerzy powinni chodzic w lapciach.
A to gitarra pani Gosiu! :D
Przetestowałem knajpę. Puki co- godna polecenia. Jeśli chodzi o jakość jadła (w przystępnej cenie), wyprzęgają wszystkie znane mi knajpy w biesach.
Załączam fotki 2 kart menu, oraz placek po bieszczadzku- KOLOS!
Czas realizacji zamówienia jak na ten tłok co tam był- fenomenalny. Jedyna wada, to stoły, przy których niby mają się mieścić 4 osoby 2x2, a ledwo co zmieściłem się we 2 osoby. Knajpa pozornie duża- szeroki front, ale płytka, a co za tym idzie niewielka.
Byłam ale nie testowałam. Za to obok knajpy byłam swiadkiem wymiany zdań pomiędzy turystą, a parkingowym. Turysta nieświadom tego, że jest w Bieszczadach poszukiwał kosza na śmieci coby wyrzucić puszkę po piwnie. Nie znalazł. Pyta się parkingowego(zapłacił za parking) gdzie jest kosz. Porkingowy na to, że nie ma kosza, bo wycieczki wyrzucałyby do niego śmieci. Turysta zdziwiony mówi, ze kosze są po to aby wyrzucać doń śmieci. Zdenerwowany parkingowy na to, że nie ma i nie będzie, bo kosze trzeba opróźniać co chwila, bo wycieczki zajeżdżają na parking i wyrzucają śmieci. Turysta cokolwiek zestresowanyi coś tam niecenzuralnego pod nosem mruknął. Na to parkingowy, że tylko jest pracownikiem. Niech turysta pogada z jego szefem, a najlepiej z wójciną, która postanowiła, że kosza na parkingu obok Siekierezady nie powinno być.
Pani Wójt co Pani na to?
Tu masz rację Lucyna , ostatnio jak zniosłem z Łopiennika śmieci i butelki pozbierane na górze przy okazji wmurowania tablicy ,to dowiozłem te śmieci do domu ,bo na dole nie było gdzie tego zostawić.
ps. a tak jest w drodze na Jasło
http://www.sknt.fora.pl/wyjazdy-kraj...165.html#11529
Ło Matko, tego to ja się nie spodziewałam. W Smereku sensacja.
Mamy nowe miejsce, gdzie znakomicie karmią. Nowa knajpa połączona z kawiarnią. Jedzenie znakomite. Zaskoczyło mnie i menu, i ceny, i porcje. Olbrzymiaste. Jest i żurek w chlebie. I coś dla odchudzającego się grubasa czyli mnie sałatki owocowe.
Chyba zaproponuję im współpracę. Oczywiście chodzi o te desery.
A tak całkiem przy okazji to gdzieś mi się wygooglało to:
http://www.przeglad-tygodnik.pl/inde...tykul&id=12029
całkiem interesujące, choć w sumie nie odkrywa Ameryki.
Odkrywać nie odkrywa. Bieszczadami rządzą układy co do tego nie ma wątpliwości. Przeczytałam ten artykuł. Budzi mój niesmak. Za tymi kobietami przemawiają czyny.
A jako "ekolog", gdyby okazało się, że w artykule jest ziarno prawdy, to "układowi" jestem dozgonnie wdzięczna. Za "skasowanie" stowarzyszenia wspierającego powstanie wyciągu na Jaśle.
Postanowiłam nie wpisywać do programów Cisnej i nie zatrzymywać się w tej miejscowości z grupami. Będę bojkotować tę miejscowość dopóki nie będzie koszy na parkingu obok Siekierezady.
W sumie masz rację.
Pozdrawiam
Rozumiem, że przyłączasz się do bojkotu Cisnej.:razz:
Może i obok nie ma, ale jest na przeciw - możesz wysłać tam turystów. Wcześniej zaopatrz ich w lornetki, choć ja wypatrzyłem bez niej ów kosz - o pardon: koszyk (fot1). Łatwo zapamiętać po najbardziej charakterystycznej budowli w Cisnej, czyli szaletach (2), które są tuż obok - mogli w sumie puknąć na różowo w kropki, wtedy jeszcze głośniej manifestowałyby swoją obecność.
Poza tym to się czepiasz: ogromny śmietnik (3) znajduje się obok parkingu pod Siekierezadą, na przeciw okien nowej knajpy. Mówię o najbardziej reprezentacyjnym obiekcie w Cisnej, który większość turystów ogląda, bo parkuje tam samochody, czasem żeby zaoszczędzić a czasem z braku miejsc. Swoją drogą jakby położyć tam jeszcze paru zakapiorów, ewentualnie z ich braku jakichś mniej znanych miejscowych meneli, to można by kasować po 5zł za prawdziwie bieszczadzką i klimatyczną fotkę :) Biznes murowany.
Z tych trzech(UD,Wetlina,Cisna) 'ulubionych' przeze mnie miejscowości Cisna to największy syf...
A to zdjęcie zrobiłem na terenie Gminy Cisna 11 maja 2008. W całym Bieszczadzie czegoś takiego nie widziałem.
Pozdrawiam
Ale jazda!!!
Czyżby nastąpił atak tzw. "cywilizacji"
No to ja też zapodam takie fotki z miejsca gdzie nawet normalny tubylec nie zagląda. Nazywa sie toto "Ekologiczna oczyszczalnia ścieków"
hy, a jak by zrobić taką gelerie "antycisna" z takimi kwiatkami? Te zdjecia doskonale wpisują się w mentalność typu "ale o co chodzi? Turyści i tak przyjadą"
Z tym koszem na śmieci to ja bym się nie przejmował, jak by przed siekierami w lipcu i sierpniu walały się śmieci, to Cisna upadłaby niebawem- bo ludzie przede wszystkim zieleń chcą oglądać- syf mają w miastach pod oknami....
Podoba mnie się się ten szeroki podjazd do WC w Cisnej. Wpisuje się w najlepsze tradycje urokliwej architektury bieszczadzkiej, przy której secesyjne starocie Barcelony są jeno nędznymi podróbkami piękna. Funcjonalność też najwyższej próby - spieszący do klozetki nie muszą omijać wracających po sprawie. To zwiększa przepustowość układu, a co za tym idzie, rosną obroty wc-pipe managerki oraz zapewne przepływy samej eko-rury, której na zdjęciu nie uwidoczniono. I zadowolenie turistuf też rośnie:D
Co do koszy na śmieci. Nie wygraliście Powsimordy za malkontenctwo, a mogli byście z łatwością:P Czy nie dostrzegacie piękna w śmieciach? Zwłaszcza wczesną wiosną, gdy zejdą śniegi, kolorowe plamy opakowań doskonale ożywiają szarość przygniecionego zaspami zeszłorocznego zielska;> I są radującym duszę dowodem na to, że Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej. Zatem przystąpmy do ogólnobieszczadzkiej akcji 'Śmieć się powiększa-kraj się upiększa'. W ramach akcji każden jeden turista wywali swoje odpady w najbardziej urokliwych zakątkach gór. Autorzy najciekawszych kompozycji zostaną uhonorowani nagrodą w rodzaju Złote Badziewie, która, mam cichą nadzieję, z biegiem czasu przebije sławą jakieś tam Złote Palmy, Fryderyki itp.
Cisna, ach Cisna...lube miejsce me...
Derty
PS: Nowej budowli nie widziałem jeszcze więc wstrzymam się z pochwałami:)
Te Wykształciuch! Kilka osób odebrało Twoje słowa jako poparcie dla śmieci!
Poczawszy od jajka. Dziś byłam na wspaniałej imprezie warsztatach biologicznych prowadzonych przez Jolę Harnę. Wracam ci ja z Osławicy i niestety muszę zatrzymać się w Cisnej. Oczywiście nie wjeżdżam na parking obok Siekierezady ale na ten dla osobowych pod pomnikiem. Patrzę się i oczom nie wierzę. Koszy na śmieci dostatek. Czyściuteńko tak, że bez problemu można znaleźć przysłowiową igłę. I zaczyna się. Zdawanie relacji z tego co się działo. A działo się ponoć działo.
A jeżeli chodzi o jedzenie to z czystym sumieniem mogę polecić powtórnie knajpkę w Smereku. Już wiem dlaczego ona się tak wyróżnia. Gotuje jeden z właścicieli, który pracował jako szef kuchni w Kanadzie. Muszę przyznać, że jeszcze więcej zyskali przy bliższym spotkaniu. Nie tylko przepyszne jedzenie i te wielgachne porcje ale także wszechogarniająca przytulność lokalu. Okazało się, że projektantem była mama właściciela. Wyrazy uznania. A co podają. Nie wiem czy jest w menu ale polecam przepyszne omlety z pomidorami. W skali od 1 do 10 daję 9. Mają także dobre mięcha. Największą popularnością cieszą sie kotlety pod pierzynką z pieczarkami i serami: mozarella i parmezan. Nawet pierogi posypują maleńkimi wiórkami parmezanu. Następnym razem spróbuję prawdziwego hamburgera. Zobaczę czy rzeczywiście jest dobry. Dzieciakom smakował i to bardzo.
O ile dobrze pamiętam, podział na obszary łemkowskie i bojkowskie, wg nieocenionego i niedocenianego przez paru słodziaków, prof. Reinfussa, jest nie tak całkiem ostry ( Łemki tu, a następna chata na wschód, to Bojki, i koniec).
Poza tym, jeśli podoba się nam, a mniemam, iż podoba się WSZYSTKIM na forum, tzw. wolny rynek (czyli coś, co w naturze nie występuje, ale jednak podoba się), to wypada tylko zaakceptować wstępne starania oraz następne poczynania autora: "Budowa w Cisnej". Zdegustować menu i dać sobie spokój z tematem.
Obiekt przetrwa :)
Ej, Kochani, inwestujta w Bieszczady, zamiast łazić po nich, wydalać, śmiecić, pstrykać cyfrowe foty i grymasić ...
Jestem najszczerzej zdziwiony, tak łase obiekty na sprzedaż, zagłosować na forum, który z nich łykacie, zwarta paka jesteście, zrobić forumową zrzutę, policzyć aktywnych, podzielić przez cenę, wyjdzie tanio. Jest wtedy baza, po co jakieś koszulki z napisami forumowymi, jak czytam w innym miejscu.
Bannery nad obwodnicą, miejsce realne na swary, czyli wymianę poglądów, wystawy prac wszelakich, przychylny i taniutki daszek nad głową wg grafiku jakowegoś, wszak sami swoi, a pod tym zadaszeniem kuchnie, każdy z Bieszczadników mógłby wykazać się znajomością "prastarej kuchni bieszczadzkiej"... Toć :idea:
Chris ma dobrego pomysła i nawet dobrze brzmi... Bieszczadzkie Forum Dyskusyjne S.A.
BFD S.A w budowie, jak wynika z ostatnich doniesień z parkietu, ma wszelkie szanse na przejęcie (pomału już byłych) terenów BdPN, utworzenie restrykcyjnej wielce zony, własnych biletów, z których wpływy przeznaczane były by na najszczytniejsze cele statutowe, wprowadzenie własnej policji, wyprostowanie ujawnionych machinacji wyborczych, a tym samym postawienie w pion a potem w niebyt lokalnych władz samorządowych, lustrację "kapytalystów" połączoną z odebraniem tymże najatrakcyjniejszych terenów, wprowadzenie zakazu jazdy cztero- i dwu-śladami (wyjąwszy rowerki), a być może nawet zakazu jakiegokolwiek wstępu komukolwiek, z wyłączeniem "Bieszczadników" mających imprimatur KIMB i adminów, podówczas już prezesów, sorry, Prezesów BFD.S.A. Etc.,etc :grin:
Chcesz masz.
Jest taka knajpa. W Polańczyku. Nazywa się Oberża Zakapior. Dziś grupa zaciągnęła mnie do knajpy abym zobaczyła menu. Tam wśród innych potraw figurowała "zupa-dupa". Szczęka mi co nie co opadła ale znalazłam właściciela. I szczeka już mi "zachwiała się w zawiasach". Kolega z którym współpracuję od roku założył to dziwo. Prawdziwy zakapior czyli Sikorka w ogródku piwnym. Prawdziwa kuchnia bieszczadzka, prawdziwe świeżutkie potawy z przedziwnymi ziołami-chabaziami rosnącymi u nas.
Menu tak dziwne, że nie potrafię zacytować. Mam ściągę ale o niej później.
Grupa rzuciła się na "zupę-dupę", która okazała się pychotą. Jest to zupa z borowików i suszonych śliwek. Ja dostałam placki po zakapiorsku. Gdy zobaczyłam ten półmisek to aż się przeraziłam. Kto to zje? Były przepyszne ale zjadłam tylko 1/3 porcji.
Potem Adam pokazał mi książeczkę, którą można u niego kupić. "Kuchnia Bieszczadu z pogranicza łemkowsko-bojkowskiego" Krzysztofa Antoniszaka.
Fantastyczne przepisy, często typu zupa z niczego. Są też takie odświętne jak pstrągi po fredrowsku. Co najważniejsze są to autentyczne przepisy z naszych stron. Niektóre potrawy to zagadki np. nupis kapuściany z melisą.
Polecam też fajną Karczmę Bieszczadzką w Polańczyu. Przeciekawe wnętrze. Dobre piwo i dobra pomidorówka.
Ostatnio zaczęłam obserwować to co dzieje się po knajpach. Widać poprawę. Być może dlatego, że nie ma zbyt dużo turystów i właściciele postawili na jakość aby wybić się z tłumu lokali. Wczoraj byłam w Tarnawie. Polecam tamtejszą stadninię koni huculskich. W Tarnawie ludzie czują się gośćmi, a nie stonką. Grupa zaciągnęła mnie do jedynego lokalu w tej miejscowości. Zaskoczenie in plus. Fajny wystrój i co najmniej dobra kuchnia. Na pewno przepyszne pierogi po bojkowsku. Jadłam je po raz pierwszy i na pewno nie po raz ostatni. Pierogi z tartych ziemiaków i boczku.
W Polańczyku zaś jest w Karczmie Bieszczadzkiej serwują następną dobrą zupę. Taką domową, jaką gotują mamy. Tym razem borowikowa.
Traktory ze zdjęcia już nie pyrkoczą, ale na zapleczu nadal jacyś galernicy działają, robiąc huk w środku ciszy. Wiem, bo wróciłam stamtąd dopiero-co.