-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
14 lipca 2008 – poniedziałek
W skrócie tylko powiem, że na dziś tylko Łokieć i Jeziorka Duszatyńskie a wracając muszę zobaczyć z bliska Latarnię Wagabundy... no co?... nie miałem dotąd okazji zahaczyć o nią przez tyle lat.
Pogoda idealna do wędrowania, gdyby nie „to coś” co gdzieś tak cichaczem wisi, czuję to i mam to na uwadze. Oby to „coś” nastąpiło jak najpóźniej. Mieszkaniec Bieszczad na pewno, a ten co tutaj bywa nabawił się zapewne tego przewidywania pogody. Niby słonecznie, niby wszystko oki a jednak podpowiada nam... uwaga!... „coś” wisi w powietrzu. Częściej wtedy się patrzy na niebo, częściej obserwuje chmury, częściej słucha wiatru, często też jakoś intuicyjnie przyśpiesza na szlaku. Nie będzie więc wchodzenia na Chryszczatą któryś raz. Spokojnie muszę pooglądać Łokieć i spokojnie podelektować się Jeziorkami jako takimi.... ich tonią, wodą. Trochę ciemno jak na zdjęcia ciemnej wody, skrytej też w ciemnym lesie. Idę z Prełuk, co jakiś czas tablice czerwone z napisem „REZERWAT PRZYRODY PRZEŁOM OSŁAWY NAD DUSZATYNEM” a ja szukam zejścia, ścieżki. Jest mokro, grząsko i nie będę próbował schodzić aż do nurtu Osławy. Wystarczająco cieszą mnie widoki z mostu kolejowego na którym znajduję sporo już czerwonych poziomek.
Na polu namiotowym w Duszatynie, niespodziewanie dla mnie, sporo samochodów i namiotów... oj, już na pierwszy rzut oka widać, że odbywają się tutaj długie nocne Polaków rozmowy J
Na początku ścieżka jakoś odbija w lewo co mnie zastanawia, po jakie licho? Wyznaczona, więc idę, ale myśl „dlaczego” mnie nurtuje i każe uważać. Po jakimś czasie kumam, że chodzi o ominięcie drogi zrywki, zjeżdżonej zresztą w straszliwy sposób i rytej zresztą na bieżąco. Idę więc dalej spokojnie w górę, woda płynie po ścieżce, grząsko i spotykam nawet ludzi co ostatnio nie było częstym widokiem w mojej wędrówce.
Jeziorka Duszatyńskie prawie każdy, kto był w Bieszczadach widział, ja też, ale dziś chciałem tutaj być jeszcze raz. Mają swój urok i są warte. Często są na ten temat kontrowersyjne opinie i dobrzeJ
Jako obytego z tym miejscem chcę od Jeziorek by mi coś pokazały.... coś czego tak normalnie idąc się nie widzi, czasami na to się patrzy a jednak nie widzi..... chodzę... patrzę... szukam.... no kurcze, pokażcie mi co skrywacie, jestem u was któryś raz i coś mi się jednak należy! Kucam bo myślę, że zbyt wysoka patrzę. Za którymś kucnięciem,po cichu mówię sobie ”jes...jes...jes”, dostrzegam to na co patrzyłem a nie widziałem. Robię zdjęcie z perspektywy i ze zbliżenia. Zatopiony maszt drzewa, już przechylony, niczym tonący statek, bez fal zalewowych, wystaje by ostatkiem swych sił popatrzeć na miejsce gdzie stał wyniośle przed bez mała stu laty i co to trwanie dało.... ano dało, najpierw wyrósł na nim mech a potem jakimś cudem przyjął nasionko, by dać życie. Rośnie na nim (kurcze co to za drzewko?). Powstała swoista symbioza śmierci z życiem... stare umiera a młode bez niego nie przeżyje. Stoję i zastanawiam się nad tą sytuacją, istna filozofia życia. „Człowiek od kamieni” z Bereżek (wspominałem o nim wcześniej) już mnie czegoś nauczył... nauczył widzieć na to na co się patrzy.
Mogę spokojnie wracać, tym bardziej, że „coś” nadal ostrzega, zaczyna mżyć a po chwili kropić. „Coś” jednak większego wisi w powietrzu, a niby nie groźnie ten deszczyk kropi. Przede mną widzę jak ojciec synem bacznie patrzy w niebo i chyba wyczuwa też to „coś” podnosi się i ostro idą już razem. Ja trochę jeszcze zwlekam , jeszcze patrzę na spokojną taflę wody ale niepokój rośnie. Myślę sobie... facet nie przeginaj, bież nogi za pas.... Już nie wracam „obwodnicą” tylko po wyjściu z lasu walę prosto na drogę, mijam załadowany już drewnem samochód, po to bym nie musiał iść za nim gdy ruszy i ostro idę....nadrobiłem nawet czas nad ojcem i synem, bo Ci szli jednak ścieżką..... oni też mocno przyśpieszyli..... a nadal niby pada tak jakby nigdy nic. Wsiadam do samochodu w Prełukach i.... to „coś” się ujawniło, temu „coś” skończyły się nerwy patrząc na mnie, ileż będę się ociągał. To „coś” to ściana wody z nieba, to istna nawałnica wody, to fala morska, oberwanie chmury z piorunami. Oby jak najszybciej (ale jak najszybciej?) do Komańczy na asfalt. Na około gałęzie spadają, wszystko wiruje w powietrzu, pioruny walą ostro. Na przeciw mnie idzie grupka młodzieży z plecakami, doszczętnie zmoczonych. Życzę każdemu będącemu teraz na szlaku wszystkiego dobrego. Droga doszczętnie zalana, ale koło Smolnika się przejaśnia i przestaje padać. W Latarni Wagabundy spędziłem 10 minut i... styknie.
Cdn...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
[QUOTE=Recon1;62…. [/FONT]
Wiem też, że nie zobaczę mostu na Krywe. Wtedy już idąc stokówką, specjalnie skręciłem by go zobaczyć, ale zanim do niego doszedłem minął mnie jakiś maluch 126p, wyszła z niego jakaś kobieta, popatrzyła bystrym okiem na most…. wsiadła i… ku…a… ja już patrząc na ten most i widząc jak wygląda, i w jakim jest stanie, widzę jak w dobrym tempie przemknęła na druga stronę. Ludzie! ja wchodząc na niego patrzyłem i przecierałem oczy, idąc drżały mi nogi czy nie wsuną mi się gdzieś w dziurę. Zrobiłem wtedy jeszcze na kliszy jakieś zdjęcia, które nadal mam.
Witam
:) ten most .... popatrzył bym na niego raz jeszcze ...., sprawiłbyś mi dużą przyjemność pokazując jego fotografię , np na ".... nieaktualnych ...... " (jeśli to możliwe).
Pozdrawiam PF
-
3 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
chcesz i... masz :).
Przy okazji przesyłam też zdjęcie domku myśliwskiego którego już nie ma. Zdjęcia były robione 3 lipca 1997 roku.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
15 lipca 2008 – wtorek
Dzień objazdowy, ja tak go nazywam. Jadę do Zwierzynia zobaczyć kapliczkę z cudownym i owianym legendą, źródełkiem. Przed laty idąc zielonym szlakiem z Terki do Leska jakoś ominąłem to źródełko. Szlak szedł inaczej. Teraz idąc do kapliczki widzę, że szlak został zmieniony lekko. Wtedy chyba nawet na Lesku się kończył a teraz odbija na Gruszkę i prowadzi do Zagórza.
Od rana siąpi deszcz i widać, że pogoda jest niepewna, pełne zachmurzenie a drogą za Zwierzyniem co chwila jedzie samochód. Czy wszyscy zmotoryzowani turyści w taką pogodę jadą do kapliczki? Idąc mijam drogę krzyżową w postaci małych kapliczek, które robią nastrój i dodają bodźca dla wyobraźni... jakie muszą tu się odbywać nabożeństwa. Kapliczka jest okazała, ale nie zaskoczyła mnie bo widziałem już zdjęcia i czytałem opisy. Pomimo deszczu robię trochę zdjęć, chwilkę się modlę, chcę wracać ale widzę jak jakiś człowiek w mundurze strażnika idzie z galonem napełnić wodę. Ciekawość zwycięża i otrzymuję odpowiedź, że przychodzą tutaj z pobliskiej elektrowni w Myczkowcach bo... woda jest smaczna J Wracam do Zwierzynia obejrzeć kościół i nadgryziony czasem metalowy, bardzo wąski (na 1 samochód) most. Piękne widoki na rozlewisko Sanu. Teraz kurs na Kamień Leski, też go kilkanaście lat temu widziałem. Odświeżam pamięć i napawam się majestatem skały na skraju lasu. Szkoda, że tak brudno wokół! Co w tych ludziach, co tak śmiecą, drzemie za lenistwo by zbędną rzecz lub śmieć wywalić tam gdzie jego miejsce?
Teraz Sanok, miasto które zasługuje by poświęcić mu cały dzień a nie kilka godzin... w moich planach niestety jest tylko kilka. Dziś idę na Zamek do muzeum. Cieszę się na dwie wystawy: ikon i malarstwa Beksińskiego. Wynajmuję sobie przewodnika, co jak zawsze jest świetnym posunięciem niż chodzenie i oglądanie samemu. Przewodnik jest super, poświęca mi (nie tylko) coś tak ze 150% więcej czasu niż chyba było w planie. On gaduła a ja mu jestem wodą na młyn J
Gdy już oprowadzał, po krótkich negocjacjach zawiązała się spółka akcyjna i... przewodnik kosztował mnie 50% mniej. Ikony są wspaniałe, zresztą każdy kto chodzi po Bieszczadach musi je przynajmniej lubić, są one nierozerwalne z ich historią i kulturą. Na koniec idziemy do Beksińskiego z którym mam swoją własną historię. Nie jestem znawcą malarstwa, co mi się podoba to oglądam, wiele obrazów mnie zachwyca, mam kilku ulubionych ale ten Beksiński... Znowu wspomnę... kilkanaście lat temu też wpadłem do Sanoka zwiedzić skansen, zahaczyłem o jakąś cerkiew a koło niej było jakieś zejście do piwniczki z wystawą obrazów, jakiegoś malarza. Nie mając pomysłu co robić, a czekałem na znajomych, postanowiłem tam zejść i popatrzeć. Zszedłem, popatrzyłem i poraziło mnie, poraziło to mało powiedziane, mi tam wyssało chyba wszystkie zmysły. Chodziłem od obrazu do obrazu, stawałem i szukałem filozofii tworzenia tych obrazów. Nie znalazłem!... później się dowiedziałem że jej nie ma, nie było, to nie są żadne wizje tylko po prostu w danej chwili malowane obrazy bez żadnych przesłań. Później zacząłem się Beksińskim interesować, czytałem wszystko co mi w ręce wpadło, oglądałem filmy o nim samym i jego rodzinie by pod sam koniec jego życia się dowiedzieć, że żyje i mieszka w Warszawie w linii prostej ode mnie niecały kilometr. O jego śmierci i tragediach nie mam zamiaru pisać. Według mnie, to jest tylko i wyłącznie moje zdanie, jego obrazy a zwłaszcza te wcześniejsze powinni oglądać ludzie tylko dorośli. Myślę, że ludzie bez przygotowania do tych obrazów też nie powinni stawać „oko w oko”. Przerażenie mnie brało jak młodzi rodzice szli z małymi lub kilkuletnimi dziećmi i bez słowa to oglądali. Dzieci z tymi obrazami zostawały przed oczyma, ciekawe czy mają je do dziś? Może moralizuję, ale ja bym się z dzieckiem natychmiast wrócił gdybym zobaczył pierwszy obraz.
Następny cel to Zagórz i stary klasztor. Czemu przez tyle lat nikt nie zabrał się na poważnie za jego odnowienie? Czemu powstają nowe budowle pod klasztory a tego kościół nie odbudował?
Też zapewne każdy go zna i widział ruiny oraz piękny widok ze wzgórza, ja jestem tutaj drugi raz.
Wracając wstępuję w Nowosiółkach do Muzeum Łowiectwa i koniec „objazdówki”.
Z planami na następny dzień biję się cały czas, co wybrać? Drugi mój „deser” czy coś nowego? W jednej jego części Marcin Scelina ma swój udział i chyba jego opisy wygrają? Decyzję jednak podejmę rano.
Cdn...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Były proby odbudowy karmelu w latach 50-tych. To co zobaczyłeś to efekt prac zabezpieczająco-budowlanych sfinansowanych przez Fundację Karpacką.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Według mnie, to jest tylko i wyłącznie moje zdanie, jego obrazy a zwłaszcza te wcześniejsze powinni oglądać ludzie tylko dorośli. Myślę, że ludzie bez przygotowania do tych obrazów też nie powinni stawać „oko w oko”. Przerażenie mnie brało jak młodzi rodzice szli z małymi lub kilkuletnimi dziećmi i bez słowa to oglądali. Dzieci z tymi obrazami zostawały przed oczyma, ciekawe czy mają je do dziś? Może moralizuję, ale ja bym się z dzieckiem natychmiast wrócił gdybym zobaczył pierwszy obraz.[/FONT]
jak chcesz zrozumieć trochę jego twórczość zacznij od "Beks@" Liliany Śnieg Czaplewskiej... tam się trochę odsłonił... Krótka recenzja: http://www.wojcieszak.ovh.org/beksa.html
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Recon napisał :
Cytat:
W Latarni Wagabundy spędziłem 10 minut i... styknie.
..no tak, latarnia nie świeci tak jak dawniej.
Odkąd Kiju się wyniósł to pozostała buda na kolonie i wycieczki. Cóż, czas robi swoje.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Henek
Odkąd Kiju się wyniósł .
Gdzie się wyniósł?
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Henek
...
Odkąd Kiju się wyniósł...
Cytat:
Zamieszczone przez
Piotr
Gdzie się wyniósł?
Też się zastanawiałem , ale przecież Kija z Tamtąd nawet kijem (kołem i granatem ) nie wygoni.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
16 lipca 2008 – środa
W założeniach miałem taki dzień. Robię sobie dzisiaj wolne i tylko tyle powiem ;)
17 lipca 2008 - czwartek
Na dzisiaj miałem mieć mój drugi deser, wędrówkę Stężnica - Radziejowa – Łopienka – Sine Wiry – Schronisko Jaworzec – Kalnica, zostawiam to na następny rok. Chcę zobaczyć wodospady i wioskę Choceń.
Już o godzinie 9 jadę jestem w Stężnicy, powoli szukam wodospadu na Berdystym tuż przy ujściu do Stężniczki, jest stosunkowo dobrze widoczny, blisko drogi, urokliwy. Och mieć tak domek przy takim wodospadzie i słuchać jego szumu. Robię zdjęcie a kątem oka widzę jak koło mnie przesuwa się zaskroniec i to pokaźnych rozmiarów, nurkuje w Stężniczkę by po jakimś czasie zacząć się wspinać po pionowej skale. Nie częsty to widok i jest okazja porobić mu zdjęcia (opis i zdjęcia na „florze i faunie”). Miejsce zresztą idealne dla zaskrońców. Gdy już się schował w zagłębieniach skalnych i ja idę. Mijam dwie kapliczki, dwa brody i za zakrętem szukam „Bardzo charakterystycznym punktem jest ślad po opuszczonym domostwie - piwnica, do której wejście jest widoczne po prawej stronie potoku i trudno je przegapić”. Opis opisem a nijak nie mogę tego znaleźć. Potok namierzyłem, ale śladu po opuszczonym domostwie ni cholery. Szukam, ale nie znajduję. Drugą trudnością jest przejście na drugą stronę Wołkowyjki która po deszczach przybrała i ostro płynie. Wreszcie po lewej stronie znajduję zwalone drzewko, które użycza mi gościny i jakoś udaje mi się przejść suchą nogą, ale nie było to takie do końca łatwe. Znajduję ścieżkę, którą kiedyś zjeździły jakieś maszyny do ścinki. Z początku błoto, woda, ale idę po lewej stronie, patrząc od drogi, strumienia Czartów Młyn. Wąwóz tego strumienia się pogłębia, ja idę coraz wyżej. Parno strasznie bo wszystko paruje , gorąc leje się z nieba. Trzymam się parowu ale w pewnym momencie ścieżka odbija w lewo i mijam mały wąwozik ze strasznym błotem. Przełażę go, ale buty całe w glinie. Gdy przeszedłem zaczynam kombinować, że coś mi nie pasuje. Tym wąwozikiem powinien płynąć Czartów Młyn, czy tym od którego odszedłem??? Ten jest za mało obfity by dać później „aż wodospad” a tamten, jak na niego patrzyłem, nie miał nic w perspektywie. Trzeba wrócić i chyba zejść niżej. Wracam zaś przez to błoto, już odważniej bo i tak buty upaprane, odbijam teraz w dół wąwozu. Bingo! Jest, fajnie schowany i jednak to ten z tego „wąwozu błota” tak się wzmocnił w wodę. Jest dosyć wysoki, ale zbyt dużo z niego wody nie leci, no cóż to dopiero początek jego biegu. Miejsce jest zresztą urocze, nawet jest ślad po ognisku i krąg z pni i większych kamieni dla lubiących pogadać. Widać, że urok tego miejsca ktoś wykorzystał. Jedynym mankamentem jest półmrok, bo wysokie drzewa no i wąwóz... długo więc muszę się przymierzać jak zrobić zdjęcia.
Wracam po swoich śladach w błocie, widać, że tutaj mało kto zagląda. Ile to jest takich fajnych miejsc w tych Bieszczadach, ile ich zobaczę? Kiedyś po dwóch czy trzech pobytach w Bieszczadach pomyślałem sobie tak... no cóż, wszystko już w TYCH GÓRACH zobaczyłem... powiem brutalnie... a gówno widziałeś chlopie!, nie jedne buty jeszcze zedrzesz zanim powstanie nikła myśl o tym.
Teraz czas na wioskę Choceń... ... wioskę...
... gdzie w przemijaniu i przetrwaniu
niezwykłe losy są zaklęte.
Gdzie wiatr historii pozacierał,
wcześniej wzbijając w górę kurz,
ślady i skargi, prośby, modły
gdzie nawet echo nie mieszka już... (fragment wiersza WUKI)
Człowiek z forum, Marcin Scelina zasiał mi myśl by ją zobaczyć. Zobaczyłem nie tylko tę wioskę, bo jeszcze idąc do niej zobaczyłem Cisowiec. Znowu urokliwa wioska, kurcze a które są tutaj nieurokliwe? Macie takie które Wam się nie spodobały, ja nie, każda ma to coś, by ja zapamiętać.
Droga do Cisowca i przez jest asfaltowa, ba... musi być bo po bokach domki jak się patrzy, chociaż na samym początku pamiątka po dawnych czasach jest. Po asfalcie zaczyna się świeżo szutrowa, ba... musi być bo po lewej już się fajny domek wykańcza. Dalej już zwykła polna, zjeżdżona trochę, ba... ma kto i po co zjeżdżać ;)
Wspinam się na przełęcz, z jednej strony widać Gabrów Wierch a z drugiej ogromną perspektywę. Spoglądam na wschód i prawie widzę Zalew Soliński. Piękne widoki. Teraz w którą stronę iść? Prosto i dalej, gdzie droga mocno wyjeżdżona? Czy w lewo w nikłą ścieżkę, którą prowadzi szlak koński na Gabrów Wierch właśnie, a w prześwitach widać antenę stacji GSM (chyba?). Idę tam gdzie wyjeżdżona, Marcin Scelina ją zapewne wyjeździł ;) Jednak błędnie myślałem, ale już wiem czemu taka wyjeżdżona, hahaha... bo tam jest najpierw ambona a potem.... ha, a nie powiem, sami sprawdźcie. Kto odpowie temu stawiam fajną flaszkę (proszę tylko bez fanaberii, jakieś tam roczniki itp.). Aaaaa Marcin Scelina wykluczony z konkursu, on i tak ma flaszkę za Choceń. Wracam, odbijam w tą końską ścieżkę, widzę znowu coś (dałem w innym wątku „czy to jest?”)... jak mi odpowiedzieliście i dobrze kombinowałem... ruchoma ambona. Droga wyraźnie idzie na wzgórze a ja muszę, zgodnie z mapą, odbić w dół i to wzdłuż strumienia. Jak się okazuje dobrze też myślałem, że niedawno ktoś jechał tędy (ha Marcin Scelina, dwa dni wcześniej) i teraz tylko trzymam się tych śladów łazika odciśniętych w błocie. Droga wiedzie takim mało przyjemnym laskiem, mokra, błotnista, z mokrą i wysoką trawą. Wreszcie po kilkudziesięciu minutach „cuś” widać z daleka. Dobrze trafiłem, bo Marcin dwa dni wcześniej pokazał fizycznie zarys chat, trochę wykoszone trawy, widać podmurówki, cembrowaną studnię. Teraz zapomniałem jak to się nazywa ale tutaj widać jak przyroda wchłonęła opuszczoną wioskę. Przy tablicy z mapą uruchamia mi się wyobraźnia jak duża to była wioska.
Cholera mnie bierze, że „ludzie ludziom zgotowali ten los”, czuję w sobie ogromny smutek, tęsknotę i łzy tych ludzi gdy musieli swoje domy zostawiać, a być może patrzeć też i na śmierć swoich bliskich. Chodzę smętny i w cichości po tej umarłej wiosce. Chcę już iść... idę i cały czas myślę o tych ludziach, wczuwam się w ich stan co czuli.... brrr... oby nigdy więcej nikt nie musiał opuszczać wbrew swojej woli swojego własnego domu!
Dobrą robotę robisz Marcinie i całe Nadleśnictwo Baligród.
Wychodzę znowu na przełęcz, piękna pogoda, przygnębienie przechodzi chociaż za jakieś pół godziny zacznie padać (a może plakać?) ulewny deszcz, pada całą noc, walą pioruny i... no właśnie, a ja na jutro mam jakieś dziwne przejście, ale może będzie dobrze?
Cdn...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Myślę że Recon zaraz mnie słusznie opiepszy za wstawki nie w temacie
ale gwoli wyjaśnienia to Kiju mieszka teraz w Zagórzu (?) i tylko dojeżdża do Latarnii tak jak się dojeżdża do pracy. Z dawnych klimatów niewiele zostało.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Słowami "i styknie" temat w jakiś sposób został wywołany a mnie jako autora wątku tylko cieszy, że jest właściwie odbierany, pomimo cienizny opisu :)
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Henek
ale gwoli wyjaśnienia to Kiju mieszka teraz w Zagórzu (?) i tylko dojeżdża do Latarnii tak jak się dojeżdża do pracy
To prawda - konkretnie nie teraz, tylko Kiju jest z Zagórza. Latarnie nabył później. W sezonie letnim na ogół jest na miejscu - poza sezonem rzeczywiście częściej w Zagórzu (Dolinie).
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
18 lipca 2008 – piątek
Dzień wcześniej, wieczorem, odpalam komp, słabo ściąga net, ale jakoś idzie. Odnajduję na stronie przewoźników bieszczadzkich i jeden mi pasuje by go zbyt daleko nie odrywać, jest z Górzanki, więc mu chyba przypasuję. W piątek muszę się dostać się do jego miejscowości. Po co mam drałować 13 kilometrów, tym bardziej, że ciągle pada i nie wiadomo jak będzie następnego dnia? Pioruny strzelają, leje się z nieba a ja zastanawiam się jak będzie mi sie szło???
Telefon mój zostaje odebrany i po bardzo krótkich negocjacjach, kwota za transport zostaje ustalona. Nawet się nie targowałem bo jego suma mi całkowicie odpowiadała. Umawiamy się na piątek na 8.15 pod ORW Bystre na parkingu. Gość jest wporzo i już o 7.50 rano melduje swoją obecność. Podoba mi się to, jest przed czasem, ja przyspieszam i… już jedziemy. Leje nadal i nie zanosi się na zmianę. Nie ma bata, kochane Bieszczady... nie odpuszczę wam!
Dowiaduję się od przewoźnika, że musimy jechać naokoło, nie przez Stężnicę, bo brody bardzo mocno przybrały. Jedziemy drogą, która w większości pokrywa się ze Szlakiem Edukacji Leśnej. Facet nic nie gada… ja nic nie gadam… leje jak z cebra… postanawiam, że nie odpuszczę.
Wychodzę pod cerkwią, tam następuje rozliczenie i uścisk dłoni. Chyba oboje jesteśmy zadowoleni… tak powinno być w biznesie, siedzę w tym i coś nie coś wiem o zadowoleniu dwóch stron z dokonanego interesu.
Jestem na miejscu o 8.30, ciągle leje, ale na wzgórzu widzę ładną cerkiew/kościół, trójdzielna dzwonnica, stary i nowy cmentarz, dąb pamiętający chyba wszystkie wydarzenia jakie działy się w pobliżu. Szkoda, że przynajmniej do środka tej drewnianej budowli nie mogę zajrzeć. Wiem, że mogę to zrobić, ale nie chcę niepokoić na plebanii.
Dziś zaczynam tutaj, później chcę zahaczyć o wzgórze 617, ale trzeba na rozstaj dróg przejść przez otwartą bramę do miejsca szkółek leśnych. Na tym rozwidleniu fajna chatka zamknięta na kłódkę ale tam odpoczywam. Wcześniej, wychodząc już z Górzanki spotykam starszą kobietę która pomimo widocznej starości, ściska dziarsko siekierę w ręku… Dzień dobry, kogo Pani idzie zabić?... dzień dobry, ha... nie.... idę tylko upalować krowę. Stoję z nią i parę minut rozmawiam, dowiaduję się, że ma już 80 lat, pochowała 2 miesiące temu męża, ma 6 dzieci, żyje tutaj od urodzenia czyli 80 lat, kościół teraz to teraz także cerkiew. Żyje tutaj 80 lat, jest to zapewne ewenement na tych bieszczadzkich ziemiach. Ileż ona wie o tym co tutaj się działo? Ileż ona przeżyła nieopisanych historii? A ja totalny bzdet miejski mam wyznaczoną marszrutę, spoglądam na zegarek, nie mam czasu!. Mam dylemat, zobaczyć co jest za zakrętem czy zobaczyć co w duszy człowieka gra? Palowanie ważne, a może pójść i razem upalować krowę, a może ważniejsze jest też wyp….ć zegarek, harmonogram i pogadać z człowiekiem. Za zakrętem jeszcze może , jak Bóg da, wszystko kiedyś zobaczę, a z człowiekiem może już nie zdążę? Szekspirowski dylemat. Nasiąknięty czasem, podaję rękę na pożegnanie i życzę dużo zdrowia. Przez parę minut mam wyrzuty sumienia. To nie pierwszy raz tutaj, w tych górach, to mam. Teraz gdy to piszę, wiem, że należałoby pieprznąć „tym co za zakrętem”… człowiek jest ważniejszy! Znowu coś mnie nauczyło w tych Bieszczadach. Pędząc każdego dnia do pracy, z pracy, za sukcesem, za kontraktem, za przyklaskiem za uściskiem pochwały, za kasą… ucieka nam człowiek szczęśliwy, który za tym nie goni ale ma do powiedzenia coś, co być może, nie jest w danej chwili ważne dla nas samych, ale po zastanowieniu, jednak ma wiedzę nietuzinkową, wiedzę o życiu.
Bieszczady mnie oczyszczają, wyciszają i uczą... musisz bardziej wsłuchiwać się w człowieka.
Zapukałbym teraz do tej chaty w której mieszka ta kobiet, usiadł przy jakiejś herbacie przez nią zrobioną i wsłuchał się w jej opowieść.
Teraz, a czemu nie wtedy?
Leje nadal, leśna droga, mija mnie jakiś czerwony maluch z człowiekiem ubranym w leśniczy mundur, rozstaje dróg… na Baligród, na Bereżkę.
Skręcam w prawo, zaraz za skrzyżowaniem totalne zaskoczenie tabliczką….”Uwaga, strefa nadgraniczna”... rany…. co się dzieje? tutaj? Leje tak, że nawet nie mam odwagi wyjąć z plecaka aparatu. Wychodzę wreszcie z lasu… mży, ale nie leje.. chyba to mgła opada… tabliczka Bereźnica Wyżna… fantastycznie położona wieś, z mojej strony wieś jest po prawej stronie a po lewej fantastyczne zbocze w stronę potoku Bereźnica…. Znowu myśl…. mieć tutaj dom… Przestaje padać, a ja idę po fajnej asfaltowej drodze i chłonę wieś oczyma, chłonę widoki… znowu bajka niemalże, znowu urokliwa wieś. Mgły niczym dymy unoszą się ku niebu. Cisza, spokój a ja chciałbym krzyknąć by zobaczyć czy jest echo… nie mogę, w Bieszczadach się nie krzyczy! Tutaj jest oaza ciszy, to zaklęty czar ciszy. Idę zobaczyć kościół/ cerkiew.. tak piszę bo kiedyś były tutaj cerkwie a teraz zostały adoptowane jako kościoły. Jak sam zauważyłem, w spokoju i bez zbędnych kłótni ludzie mogą się świątynia podzielić, dzieli ich tylko obrządek mszy.
Kiedyś przed laty w Sanoku, kiedy wchodząc do cerkwi i widząc jak pop (to się okazało później) sprząta swoją świątynię, spytałem… jak mam się zachować w tej cerkwi by nie urazić jego uczuć... mądre słowa powiedział… wchodzisz do Domu Bożego, módl się jak umiesz, szanuj miejsce święte jak sam byś szanował w swojej świątyni, a tak w sumie to modlimy się do tego samego Boga. Proste jak schemat gwoździa! Zapamiętałem na zawsze!
Dochodzę w Bereźnicy Wyżnej do cerkwi, znowu zaduma nad samą świątynią, spoglądam na napisy na nagrobkach… no proszę są sławne, nawet przewija się nazwisko rodziny wysokiego przywódcy UON-UPA. Można zagłębić się w historię. Gdy stoję i patrzę na niedaleką mogiłę to bacznie mnie obserwuje jakiś starszy człowiek. Mógłbym nawiązać rozmowę ale wewnętrznie boję się dyskusji. Nie wiem jaką nację reprezentuje… znowu zderzenie z dylematami, czy opcja moja czy raczej przeciwna? Człowiek najwyraźniej chciałby jednak porozmawiać…. Nie fotografuję grobu, lekko się odwracam… tak przerywam niewidzialną nić początku rozmowy. Poddałem się!
Idę dalej ku murowanej kapliczce na końcu wsi przed którą mam skręcić w drogę w lewo w stronę Żernicy Wyżnej.
Deszcz, który lał od wczoraj zrobił niezłe spustoszenie na tej polnej drodze. Woda płynie koleinami, błoto po kolana… omijam to idąc bokiem po skoszonej łące. Dochodzę do wzgórza, na którym droga się rozsypuje na różne kierunki. Nie będę opisywał gehenny wędrowania dalej, błoto, niemożliwość przejścia, krążenie (raz wyszedłem po dwóch godzinach prawie z powrotem), drogi gdzieś totalnie zalane wodą, próby ominięcia po lesie, mały strumyk rozlany na swoje pobocze. Wędrując znajduję jakąś chatkę skleconą byle jak w lesie. Pierwszy raz mam buty w środku całe mokre, spodnie po pas przesiąknięte. Bieszczady niczym przywódczyni wojny domowej w Hiszpanii krzyczy… No pasaram!!!
Poddaję się, odbijam na wzgórze, w stronę drogi asfaltowej, widzę ją. Wtedy nagle myśl…. przecież dziś zabrałem palm z GPS-em, odpalam go… i chwila moment i wiem dokładnie gdzie jestem, Pomyliłem się o jakieś 500m, ale wiedziałem gdzie jestem. Postanawiam wracać…. Schodzę stromo w dół… przystanek PKS Wola Matiaszowa…. Już dziś nic nie odjedzie, więc do Bereżki trzeba z buta. GPS wskazuje 2 km, po drodze ładny murowany kościółek, ludzie wychodzą przed dom i patrzą kogo tutaj przyniosło i po co. Wreszcie Bereżka, staję na skrzyżowaniu dróg, po 5 godzinach pierwszy raz się zatrzymałem. Z plecaka wyciągam kabanosy, suchą bułkę, cisowiankę i na koniec batonik. Najpierw coś zjem a później stopuję. Spotykam ludzi, którzy jak widzę po napisie na samochodzie, pracują dla mojej firmy…. mają ful roboty i nie dają się przekonać na podwiezienie. Zostaje stop… 20 minut i totalnie upie….go zabiera łaskawie gość małym busem, do Hoczewa. Tam stoję i macham 1,5 godziny na „nie osobowe” bo nawet wstyd mi wsiąść tak upi….ym do samochodu osobowego, nadaję się raczej na jakąś przyczepę. PKS do Ustrzyk Górnych spóźnia się 50 minut…. czemu takie spóźnienie?....no co? a kiedyś indziej to byłem wcześniej? Ludzie w autobusie jacyś zdziwieni mym pytaniem… w mordę jeża, przyłapali mnie że nie kumam o co biega. Spoko, ważne, że jadę… nogi z tego łażenia po błocie ciągle idą a ja przecież siedzę.
No Bieszczady, znowu dałyście mi trochę eliksiru miłości do siebie. Kocham Was!
Wysiadam koło dawnego Zelmera…. Chcę kąpieli, ciepłego jedzenia i żywca. Czy to dużo?
Wspomniałem wcześniej, że Bieszczady nie dają mi wszystkiego co zaplanowałem. Znowu nie dały. Spoko… wrócę do Was „Góry” jeszcze. Coś wam zabiorę a wy znowu mi wszystkiego nie dacie.
Cdn…
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Recon1!Czytając o Twoim dylemacie "trzymałam kciuki" za rozmowę ze Staruszką!Juz sobie wyobrażałam jakich ciekawych rzeczy sie dowiesz i podzielisz z nami..A Ty? Ech!Szkoda gadać! Ale dobrze,że wyciągnąłeś odpowiednie(to też cenne)wnioski na przyszłość.To taki banał ale jednak powtórzę "NAJPIERW CZŁOWIEK"!
Pozdrawiam Cię.Lubię czytać o tych Twoich"ścieżkach" !
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Widzę,że bakcyl bieszczadzki ma się w Tobie dobrze więc zadedykuję Ci taką swoją fraszkę:
Bakcyl to jest taki mikrob
co go wdychasz na wędrówce.
Nie pomoże żaden medyk,
bo nie zamknie go w probówce.
Jeśli chodzi o szkodliwość,
raczej zyciu nie zagraża.
Za to bardzo łatwo wszystkich...
Bieszczadami pozaraża. (WUKA)
To na pocieszenie,za te przemokniete do środka buty!!!!
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Recon napisał :
Cytat:
Szekspirowski dylemat.
Nie, nie. Żaden dylemat.
Tylko sięgasz głębiej niż powierzchowność obrazów rejestrowalnych przez oczy.
Rzadko się to zdarza, ale czytając Twe słowa nie tracę nadzieji.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Recon, jakże cenię sobie Twe bajania!!! już niedługo, jesienią, wyruszę twym tropem... może i babulinę spotkam... byle by mnie za krowę nie wzięła!
pozdrawiam i czekam na dalszy opis losów Twych w Bieszczadzie
DP
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
19 lipca 2008 - sobota
Wstaję o 5 rano, nie muszę już się szykować na chodzenie "w Bieszczady"... dokładnie o 7.10 wyjeżdżam do domu. Szybko minęły dwa tygodnie! Po drodze widzę jak San mocno przybrał w masę i widzę na trasie jak sporo ludków gna w Bieszczady, tylko które? Pytanie to nasuwa mi się nie przypadkiem! Kiedy stałem w Hoczewiu te półtorej godziny i machałem na stopa a także czekałem na spóźniony 45 minut PKS... mogłem dokonać obserwacji gdzież te samochody z turystami jadą. Stałem na rozwidleniu dróg i tak lekko licząc 90% jechało na Polańczyk a reszta, głównie samochody miejscowe, prosto. Kilka zamiejscowych, chyba z rozpędu, pojechało prosto by... po chwili jednak zawrócić. To jest fakt naocznego światka.
Napiszę jeszcze pod spodem "cdn" bo potrzebny jest jakiś epilog, który po dwóch tygodniach od czasu wyjazdu, a także w czasie "bajania" na forum... się zebrał.
Cdn...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Ja zawsze jeżdżę prosto...i nie zawracam.
Fajna relacja:)
-
4 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
Recon1:
[I]......... Mnie we wrześniu ub. roku udało się przejść tamtędy suchą nogą, co jednak nie było takie łatwe. Jak jest tam obecnie ?
Opisuj.:-)
Tak było w ostatni wtorek
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
iza
Tak było w ostatni wtorek
Bardzo ładnie. Lubię tak, lubię.
We wrześniu "przepędzę" tamtedy swoją ekipę, z którą będę wędrował. Ale to już po wyjeździe żony, bo ona to by się jednak zbuntowała !
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Już bez daty... bo sama z forum wyskoczy.
Mija właśnie miesiąc kiedy wyjechałem z „moich” górek. Miesiąc to dobry przedział czasowy by zrobić remanent w pamięci. Co w głowie zostało?, co uleciało?, czego się nauczyłem?
Wiem, że Bieszczady uczą, bo już kiedyś na moim drugim wyjeździe nauczyły mnie jednej mądrości życiowej, obnażyły coś czego do dziś się wstydzę... a może to nie bieszczadzkie góry tym kierowały? Wtedy też, tylko już za kilka dni, sprawiedliwie dano mi, zresztą bardzo sprytnie, kolejną próbę na poprawę. Byłem już czujny, bo zaraz po tej pierwszej, zrozumiałem swój błąd. Piszę o tym, bo często chodząc po górach mamy czas na myślenie, mamy różne sytuacje, które są małymi lub dużymi próbami dawanymi nam niby przypadkiem, niby nieznacząco i wielu nawet się nad nimi nie zastanawia, wielu chwilkę pomyśli i zapomina. Jakie to proste... zmagamy się z trasą, pogodą, podziwiamy widoki, zachwycamy się otoczeniem niektórzy zrobią kilka zdjęć po drodze, powrót i... dzień zaliczony... nie pamiętamy znaków do zapamiętania.
Bieszczady to nie są takie zwyczajne średnie górki, to górki z historią, przeważnie tragiczną, to góry z ludźmi, którzy w nich tworzą swoistą historię, góry z legendami, góry gdzie spotyka się zarośnięte cmentarze, zdziczałe sady, zarośnięte fundamenty wsi, teraz wydobywane przez niektórych na światło dzienne, by choć w zarysach pokazać, że tu były, to góry zroszone łzami i krwią. To nie są góry do licytacji na metry, na granie, na przepaście... Każdy ich miłośnik ma swoją filozofię do nich, bez niej do nich by nie wracał. WUKA mówi o bakcylu, ja mówię o filozofii inny o miłości, inny ma swoją nazwę.
Czego mnie nauczyły tym razem?
Bym cel czasami odpuścił a zatrzymał się przy człowieku którego mijam, bym poczynił próbę na zatrzymaniu się przy nim a nie patrzył na zegarek i cel. Tak w zasadzie to czy cel przejścia jakiegoś szlaku, jakiegoś jego odcinka, czy szczytu, jest na tyle ważny by przesłonił człowieka, który chce porozmawiać, nie poględzić a porozmawiać? Nie!
Co Bieszczady mi nowego pokazały?
W zasadzie gdy się w nie często jeździ to wydają się takie same. Jednak mam w pamięci:
- przepiękną dolinę pomiędzy Żukowem a Równią, Ustianową Górną a Hoszowczykiem... to taki skrót drogą by ominąć Ustrzyki Dolne, skrót, ale z 3 przepięknymi cerkwiami.
- pięknie położoną wieś Bereźnicę Wyżną a przed nią ładnie położoną cerkiew w Górzance,
- przepiękne widoki z Ryli i ten bezkres ukwieconej łąki,
- piękną dolinę z wsią Cisowiec i z drogą leśną do Chocenia, właściwie do jej resztek, wsi wydobywanej na światło dzienne z zapomnienia (dzięki za to Marcinie Scelina).
Zresztą doliny mają swój wymiar piękna gdy patrzy się z ich poziomu. Więcej muszę po nich chodzić.
Co chcę zobaczyć w przyszłym roku?
Koniecznie:
- trasę Stężnica - Radziejowa – Łopienka – Sine Wiry – Schronisko Jaworzec – Kalnica,
- Żernicę Wyżną i Niżną i przebić drogę do Bereźnicy Wyżnej
Na resztę jeszcze nie mam pomysłów, ale coś tam się tli. Może na Forum znajdę jakiś pomysł? Korci mnie droga i okolice drogi Smerek-Beskid-granica.
Jeszcze wspomnę o butach... zabrałem je całkowicie nowe i jeszcze nie rozchodzone. Były idealne, ładnie się dopasowały do nogi (konstrukcyjnie tak miało być). Raz tylko przemokły, ale to było ostatniego dnia kiedy woda wlewała się z błotem do nich. Jak na razie, to... dokonałem dobrego zakupu.
CDN... ale już tylko w postaci linku do moich zdjęć z tegorocznego łazikowania.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
Co Bieszczady mi nowego pokazały?
W zasadzie gdy się w nie często jeździ to wydają się takie same. Jednak mam w pamięci:
- pięknie położoną wieś Bereźnicę Wyżną a przed nią ładnie położoną cerkiew w Górzance,
Jeszcze wspomnę o butach... zabrałem je całkowicie nowe i jeszcze nie rozchodzone. Były idealne, ładnie się dopasowały do nogi (konstrukcyjnie tak miało być). Raz tylko przemokły, ale to było ostatniego dnia kiedy woda wlewała się z błotem do nich. Jak na razie, to... dokonałem dobrego zakupu.
Witaj !
Jeśli masz ochotę na wspomnienia z Twojej lipcowej wyprawy to zapraszam do mojej "zgadywanki" na Forum: "Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady", Wątek: "Zagadka z cerkwią w tle". Z pewnością w lot odgadniesz przynajmniej jedną fotkę.
Co do butów, to mam zamiar kupić sobie Meindle bardzo podobne, damskie na wycieczkę pod koniec IX 2008. Cieszę się, że nie znajdujesz w nich wad. To mój faworyt w skrytości ducha, polecany szczerze przez spotkanych Przewodników Beskidzkich w Pieninach w lipcu. Życzę i Tobie i sobie, by nam Meindle dobrze służyły. Pozdrawiam,
C
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
Po drodze widzę jak San mocno przybrał w masę i widzę na trasie jak sporo ludków gna w Bieszczady, tylko które? Pytanie to nasuwa mi się nie przypadkiem! Kiedy stałem w Hoczewiu te półtorej godziny i machałem na stopa a także czekałem na spóźniony 45 minut PKS... mogłem dokonać obserwacji gdzież te samochody z turystami jadą. Stałem na rozwidleniu dróg i tak lekko licząc 90% jechało na Polańczyk a reszta, głównie samochody miejscowe, prosto. Kilka zamiejscowych, chyba z rozpędu, pojechało prosto by... po chwili jednak zawrócić. To jest fakt naocznego światka.
Witaj ! Przestańmy wreszcie mówić o Solinie i Polańczyku jako o Bieszczadach. To nieporozumienie :oops: Przecież nawet Otryt to nie Bieszczady a co dopiero Pogórze Sanocko-Turczyńskie ( ? ) i sztucznie powstały "półwysep" Soliński. Cóż, cieszę się, że 90 % zostanie tam, gdzie jedzie i nie będzie śmiecić i hałasować w Bieszczadzkiej Głuszy. "Dla każdego coś miłego" ... Na tych 10 % - wiernych i "zaczarowanych" mogę cierpliwie czekać na szosie lub dreptać mozolnie pod górę, przed siebie, na południe ... Pamiętajcie, kochani Zmotoryzowani, o nas AUTOSTOPOWICZACH :mrgreen:
Na zawsze już wierna,
C
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Carrmelita
Witaj ! Przestańmy wreszcie mówić o Solinie i Polańczyku jako o Bieszczadach. To nieporozumienie :oops: Przecież nawet Otryt to nie Bieszczady a co dopiero Pogórze Sanocko-Turczyńskie ( ? ) i sztucznie powstały "półwysep" Soliński. Cóż, cieszę się, że 90 % zostanie tam, gdzie jedzie i nie będzie śmiecić i hałasować w Bieszczadzkiej Głuszy. "Dla każdego coś miłego" ... Na tych 10 % - wiernych i "zaczarowanych" mogę cierpliwie czekać na szosie lub dreptać mozolnie pod górę, przed siebie, na południe ... Pamiętajcie, kochani Zmotoryzowani, o nas AUTOSTOPOWICZACH :mrgreen:
Na zawsze już wierna,
C
1. Co to jest Pogórze Sanocko-Turczańskie?
2. Co to jest sztucznie powstały "półwysep" Soliński?
3. Co to jest Bieszczadzka Głusza?
4. A tak w ogóle znasz te okolice w których pozostane 90 % aby śmiecić i hałasować?
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Lucyna Twojej Przedmówczyni chodziło o Pogórze Sanocko-Turczyńskie.
Nie wiem gdzie to jest... Może w Turcji.
No dobra, dość tych złośliwości.
Podziały geograficzne, nazwy... Wszystko to są ludzkie wymysły. Każdy poprzez Bieszczady może rozumieć całkiem co innego. Nie ma sensu o to kruszyć kopii. A jesli nawet już tak bardzo Wam Drodzy Współforumowicze, tudzież Współforowicze(ukłon w stronę purystów językowych czy jak im tam) chodzi o nazwy to podawajcie autora i wszystko będzie jasne. Według jednego Bieszczady są tu, według innego tam.
No a głusza... To chyba większa jest w tych Pogórzach Sanocko-Turczyńskich...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
No, wreszcie Ktoś zauważył, że moje pagóry są bardziej dzikie od Bieszczadów.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Lucyna nie przywłaszczaj sobie pagórów!!!
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Carrmelita
Witaj ! Przestańmy wreszcie mówić o Solinie i Polańczyku jako o Bieszczadach. To nieporozumienie :oops: Przecież nawet Otryt to nie Bieszczady a co dopiero Pogórze Sanocko-Turczyńskie ( ? ) i sztucznie powstały "półwysep" Soliński. Cóż, cieszę się, że 90 % zostanie tam, gdzie jedzie i nie będzie śmiecić i hałasować w Bieszczadzkiej Głuszy. "Dla każdego coś miłego" ... Na tych 10 % - wiernych i "zaczarowanych" mogę cierpliwie czekać na szosie lub dreptać mozolnie pod górę, przed siebie, na południe ... Pamiętajcie, kochani Zmotoryzowani, o nas AUTOSTOPOWICZACH :mrgreen:
Na zawsze już wierna,
C
Co do Otrytu, to według niektórych podziałów zaliczany jest do Bieszczadów..o ile dobrze pamiętam:mrgreen:
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Dla mnie Bieszczad zaczyna się na wschód od szosy Dukla-Barwinek (równoleżnikowo) oraz na południe od Przemyśla (południkowo) i różne inne podziały mam w rzyci.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Browar
Dla mnie Bieszczad zaczyna się na wschód od szosy Dukla-Barwinek (równoleżnikowo) oraz na południe od Przemyśla (południkowo) i różne inne podziały mam w rzyci.
Ty to w ogóle jesteś Oryginał , w pozytywnym tego słowa znaczeniu , zgadzam się z Tobą tak troszkę , rozumię Cię i wiem o co Ci chodzi w tym stwierdzeniu . Beskid Niski od tej szosy do Komańczy jest Prześliczny i niech tak to zostanie Beskid N.-Bieszczady , przecież lubisz Jasiel i Czeremche.
ps . Browwar, Tylko sobie nie bieszczad :mrgreen:(specjalnie piszę małą literą).Nie bądż taki poeta :razz: i Ty też zaczynasz ?
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
A mnie się podobają obie formy
- BIESZCZAD brzmi jakoś dumnie,wzniośle i potężnie!
- Bieszczady wieloobszarowo,szeroko!
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
WUKA
A mnie się podobają obie formy
- BIESZCZAD brzmi jakoś dumnie,wzniośle i potężnie!
- Bieszczady wieloobszarowo,szeroko!
Wuka , ale Tobie to wolno , ale nie Browarowi i innym.:lol:
Nadużywanie tej formy zuboży "język poetów" , nie sądzisz??
ps. a tak na serio, jest to w języku potocznym przekręcanie nazwy własnej , to jest tak jak pisanie warszawka , wrocek itd.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Misieg
Co do Otrytu, to według niektórych podziałów zaliczany jest do Bieszczadów..o ile dobrze pamiętam:mrgreen:
Tylko według niektórych ... W tych dwóch przewodnikach, które mam w biblioteczce - Otryt nie zalicza się do Bieszczadów, ale oczywiście z racji bliskiego położenia możemy go "adoptować" za obopólną zgodą :wink:
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
lucyna
1. Co to jest Pogórze Sanocko-Turczańskie?
2. Co to jest sztucznie powstały "półwysep" Soliński?
3. Co to jest Bieszczadzka Głusza?
4. A tak w ogóle znasz te okolice w których pozostane 90 % aby śmiecić i hałasować?
Witaj Lucyno !
Zaznaczam, że nie jestem stałym bywalcem i znawcą Bieszczadów i okolic. W Bieszczadach byłam pierwszy raz w 2007r. Nad Soliną i w Polańczyku byłam w maju i we wrześniu 2007r, więc też niewiele było tego zwiedzania, ale co zobaczyłam, to moje :-?
Widzę, że wymagasz ścisłych odpowiedzi :-) ( sama mam wykształcenie techniczne ) i cudzysłowy Ciebie nie zadawalają, więc już wyjaśniam.
Wczoraj pisałam odp. na gorąco, z emocjami i bez pomocy mapy lub przewodnika, więc mogły powstać błędy np. w poz. 1. ( sprawdzę wieczorem, czy poprawnie podałam nazwę pogórza i podam cytat ).
ad 2. Jak zerkniesz na mapę Sanu i jez. Solińskiego i włączysz wyobraźnię, to zobaczysz, że wody zalewu omywają ląd w kształcie półwyspu ( potem podam z mapy miejscowości na tym tzw. "półwyspie" i dopiszę cytat z przewodnika, którego autor nazywa ten obszar "półwyspem" ).
ad.3 Bieszczadzka Głusza to rejon na mapie mojej duszy. To kraina wolności, intuicji, pierwotnej, dzikiej mądrości i zapomnianego człowieczeństwa. Albo powiem inaczej: to jest to, co w Bieszczadach podoba mi się najbardziej - spokój, wszechwładza natury, zwierzyna, bezludne w większości szlaki, wszechobecność historii, nieme pamiątki z przeszłości i ludzie prawdziwi ... inni niż na nizinach lub w wielkich miastach. Słowo "Głusza" celowo napisałam z dużej litery aby głuszę umiejscowić, uwznioślić, personifikować ... moja Bieszczadzka Głusza to symbol , to dzika kobieta "biegnąca z wilkami" ( w nawiązaniu do tytułu znanej książki ).
Ad. 4 Znam te okolice Soliny i znam je aż za dobrze, ale niestety ze złej strony...( nic nie ujmując swoistemu urokowi tego miejsca ). Ciężko mi o tym pisać i może nie powinnam. Powiem krótko: W Solinie został bestialsko pobity a potem uduszony Chrześniak mojej siostry. Morderstwo miało miejsce na dyskotece a sprawcami byli miejscowi tzw. lewi "ochroniarze" a publiczność na imprezie w liczbie ww. 90% populacji nie zareagowała ! Tym "Gentelmenom" nie podobało się, że Piotr stanął w obronie dziewczyny, zaczepianej przez pijaków i, że oboje byli z Warszawy ... Martwego chłopaka bandyci wyrzucili, jak śmieci na plac za budynkiem ... Od tej pory moja Ciocia nie może jeździć i w ogóle myśleć o Bieszczadach i dziwi się dlaczego ja w ogóle tam pojechałam. Dlatego ja zawsze protestuję, gdy ktoś mówi, że Solina to Bieszczady. O nie, co to, to nie i mam nadzieję, NIGDY NIE !!! :evil:
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Misieg
Co do Otrytu, to według niektórych podziałów zaliczany jest do Bieszczadów..o ile dobrze pamiętam:mrgreen:
Zastanówmy się, czy mówimy o Bieszczadach w sensie formacji górskiej północno-wschodnich Karpat czy potocznie o obszarze Polski zw. z bojkowszczyzną i całą powojenną historią regionu...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Bardzo współczuję Tobie i Twoim Bliskim. W Solinie wydarzyło sie coś strasznego. Masz rację to nie powinno mieć miejsca.
Mówisz, że znasz Solinę. Być może znasz kilka knajp i tamę. Nic więcej. Już na pewno nie najbliższe okolice.
Chcesz poznać Bieszczady, jesteś zafascynowana naszą krainą do tego stopnia, że nazywasz ją częścią Swojej duszy. Rozumiem to i podzielam Twoje odczucia. Dlatego radzę Ci poznaj bieszczadzkie smaki poprzez lekturę. Na początek polecam Ci www.twojebieszczady.pl Rzetelny pod względem przewodnickim sewis internetowy Piotra. Potem wejdź na www.bieszczady.net.pl Irka to dobre uzupełnienie podstawowej wiedzy.
Rozmawiasz z przewodnikami. Wiesz mi na słowo. Zarowno Misieg jak i ja obudzeni o północy wyśpiewamy Ci wszystkie podziały geograficzne, geomorfologiczne itd regionu.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
WUKA
A mnie się podobają obie formy
- BIESZCZAD brzmi jakoś dumnie,wzniośle i potężnie!
- Bieszczady wieloobszarowo,szeroko!
Ale jednak banicko-, wygnańczo- , pustelniczo- ( patrz: BIESZCZAD ) a Bieszczady w swojej wielowątkowości są także stanem umysłu i ducha, no chyba że już mi się wszystko poplątało i powinnam się wreszcie wyspać :idea: ?
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Dziękuję za zrozumienie ... oraz informacje. W wolnej chwili wpadam na te stron, ale muszę to robić bardziej gruntownie i nie "jak po ogień". Masz racje Lucyna, nie ma co kruszyć kopii. Wiedza Przewodnika to potęga !
P.S. Dziwne to jednak ... jedni przyjeżdżają w Bieszczady i to wszystko po nich spływa ... a inni - łapią haczyk. Tylko potem powinni sobie uświadomić, jaka to "przynęta", na którą się złapali :wink: