Nie należy. Nasze relacyje mają służyć potomnym:lol: dlatego upraszam się o kilka fotografii kwitnącego subendymitu.
Wersja do druku
Co kryją bieszczadzkie lasy czyli w poszukiwaniu kwitnących bluszczy.
2 listopada 2008
Komitet Poszukiwawczy: Ewa, Marcin, Funiak i pisząca te słowa
Podmiot poszukiwań: kwitnące okazy bluszcza.
Spotykamy się po 10. Krótkie powitanie i przedstawienie mi Funiaka, psa z charakterem. Jedziemy do pewnej podleskiej miejscowości. Mijamy San. Coś pływa po rzece. Zatrzymujemy się na obserwacje. Na łasze piękne stado mew srebrzystych. Obok kaczki krzyżówki. To jedno z najlepszych miejsc do obserwacji ptactwa. Byłam tu na szkoleniu wiosną. Wtedy zaobserwowaliśmy ponad 25 gatunków, w tym nurogęsi.
Jesteśmy w pierwszym miejscu poszukiwań. Ewa usiłuje przypomnieć sobie w którym miejscu widziała kwitnącego bluszcza. Krótkie łażenie po potokach i mamy ślicznotę. Jest naprawdę ładny. Ewa i Marcin przystępują do badania i opisu stanowiska. Ja obserwuje okolicę i zaczynam zaprzyjaźniać się z Funiakiem. Jest co podziwiać. Piękne rydze błyszczą na brzegu potoku. Nie chce mi się zbierać grzybów. Już wracając do samochodu Marcin odkrywa ciekawą polankę. Krótkie szkolenie, rozróżnianie wątrobowców, paprotników i podziwianie przytuli okrągłolistnej. Ewa zbiera rydze. I jeszcze stanowisko ciekawego storczyka. Nazwa znowu wyleciała mi z głowy.
Jesteśmy na drugim stanowisku. W dolinie Sanu. Piękna okolica jest powoli urbanizowana.
Obserwujemy stado czapli siwych jak wygrzewają się w słońcu. Ewa naliczyła 26 sztuk. Potem podziwiamy pracę bobrów.
Podchodzimy do osuwiska. Pierwszy bluszcz. Niestety, częściowo uszkodzony. Ktoś niezbyt umiejętnie ścinał jodłę, która spadła na olchę po której wspinała się liana. Pierwszy opis stanowiska w tej części lasu. Rozglądamy sie wkoło. Nie wierzę własnym oczom. Kilka pięknych, kwitnących bluszczy. Zabieramy się do roboty. Czas szybko płynie. Jeden kwitnący okaz jest ciekawszy od drugiego. Wspinają się po jodłach, wiązach, jaworach, świerkach, lipach, klonach polnych, brzostach itd.
Podchodzimy pod zsuw. Ruchy usuwiskowe trwają. Nie wierzę własnym oczom. Przepiękne stanowisko języcznika. Kilka?kilkanascie tysięcy roślin obok siebie. Oprócz tego liczne stanowiska: paprotnika kolczystego, paprotnika Brauna, paprotki zwyczajnej, zanokcicy i innych paproci. Marcin liczy występujace tu gatunki roślin chronionych. Ponad 15. Las pełnen wiązów, jaworów. Niektóre z nich są przepiękne. Spacerujemy po osuwisku, w dole szumi San. Opis bluszcza za opisem. Pochodzimy do suchszej części lasu. Tu dominuje paprotka zwyczajna. Marcin pokazuje nam jar, a w nim piękne kaskady. Jesteśmy w dolinie Sanu. Wracamy do samochodu wykonując naszą dzisiejszą pracę. Kolejne bluszcze. Opisujemy tylko te kwitnące. Na mniejsze już nie zwracamy uwagi. W trakcie spaceru Funiak postanowił zaprzyjażnić się ze mną. Nie liczyła się nawet jego pani. Bez mała stał się moim psem.
Zatoczyliśmy pętlę zbliżając się do samochodu. Jesteśmy pod urokiem tej części doliny Sanu. Warto było tu przywędrować. Nie chce mi się wierzyć, że takie wspaniałości są tak blisko nas. I jeszcze jedno. Mądra ochrona tego miejsca. Jest to ponad 10 ha (powierzcnia geodezyjna) stanowisko dokumentacyjne.
I jeszcze jedno. Została naprawiona następna droga. Ta wiodąca do Weremienia.
Kilka ilustracji do opisu Lucyny:
1. Detal pamiątki po Krasnej Armii.
2. Liski Tadeusz Kościuszko.
3. Mewy srebrzyste nad Sanem.
4. Wędkowanie.
5. Mewy srebrzyste i krzyżówki na łasze żwiru na Sanie.
6. Skałki w przełomowym odcinku Sanu.
7. Czaple siwe delektujace się promieniami jesiennego słońca.
8. San.
9. Jesienne dęby szypułkowe.
10. Powalony bluszcz.
11. Jedna z grubszych lian.
12. Jaworzyna.
13. Żbyry porosłe Phyllitisem.
14. Phyllitis scolopendrium.
15. Lesko.
16. Kwiaty bluszczu.
17. Młoda liana wspinająca się po brzoście.
Ten storczyk, którego zasuszone łodygi spotkaliśmy to był gnieźnik leśny. Taki pasożyt wykorzystujący grzyby. Nie posiada liści, jest pozbawiony chlorofilu, substancje mineralne i wodę pobiera od żywiciela.
W różnych pozycjach książkowych można się spotkać zarówno ze stwierdzeniem, że jest to pasożyt żyjący w symbiozie z grzybami jak i że jest to bezzieleniowa saprofityczna roślina żyjąca w symbiozie z grzybami glebowymi. W ostatnich latach obserwuję wzrost liczby osobników tego gatunku na różnych stanowiskach oraz pojawianie się na nowych. Rośnie w grądach, buczynach, lasach porolnych oraz w suchszych i cienistych łęgach. Gatunek bardzo ciekawy ze względu na swoją biologię i sprzeczne ze sobą informacje na ten temat w literaturze. Łatwy do obserwacji przez cały rok, nawet w bezśnieżne zimy, gdyż zaschnięte pędy utrzymują się nawet przez półtora roku od przekwitnięcia.
Następne spotkanie mamy 9 listopada. Wyruszamy w okolice Balnicy o godz. 8 z Laska. Spotykamy się z ekipą krośnieńską w Komańczy. I tu pojawia się mały problem. Czy ktoś z Sanoka jedzie z nami? Danka nie ma jak dostać się do Leska, a potem wrócić. Też mamy problem z Krzyśkiem. Chce udać się z nami ale nie ma jak dojechać do nas z Lublina. Czy ktoś w tym terminie nie jedzie z okolic Lublina w Bieszczady?
Przystanek Balnica czyli coś nie coś o nas.
09.11.2008
Podmiot powitania: Andrzej przewodnik, od czasu do czasu podczytuje nasze forum
Komitet: Ewa, Kasia, osoba, która nie chce aby o niej pisać na forum, Joorg, Marcin, Rob, Sławek
Gospodarze: Wojtek Juda i Jego Córy: Martynka i Ola. No i oczywiście Luna hybryda, dwa kocury.
Na szlaku poznaliśmy Anię.
Spotykamy się w Lesku. W dwa samochody jedziemy przez Gruszkę do Tarnawy. O tej trasie będę Wam pisać w niedalekiej przyszłości, gdyż zaplanowaliśmy coś nie coś w tej okolicy. Po drodze z Andrzejem i Sławkiem rozmawiamy o naszych przewodnickiech sprawach: sytuacja na przejściu granicznym w Krościenku, UPA i książce księdza Zalewskiego, zakapiorach, Jędrku Połoninie i jego nagrobku zrobionym przez Kija z 154 podków itd. W Komańczy czeka na nas Kasia, Joorg i Rob. Krótkie zakupy. Dzwonię do Wojtka. Udało mi się umówić z Nim w Balnicy.
Wola Michowa, potem Mików i skręcamy na szlak zółty do Balnicy. Lubię tę okolicę. Byłam tu nawet kilkakrotnie z grupami. Nie wspomnę o szkoleniach. To zupełnie inne klimaty niż te, które spotykcie w Wetlinie, Ustrzykach Górnych.
Mam genialny pomysł. Może tam urządzimy KIMB?
Zatrzymujemy się na parkingu. Małe przepakowanie i udajemy się w drogę. Nie szlakiem lecz nasypem kolejki wąskotorowej. Czas płynie nam szybko. No i ostatni przyjazny dom na szlaku. Przystanek Balnica. Dziwne miejsce. Tu czas inaczej płynie. Możecie zakosztować tego jadąc do Balnicy kolejka wąskotorową. Tę trasę polecam.
Witam się z Luną. Jestem przygotowana na to spotkanie. Kiełbasa smakuje suni-waderze. Mały kawałeczek dostaje czarny kotek o bardzo aksamitnej sierści. Witamy sie z Gospodarzem.
Nie wiem czy kiedyś wchodząc do czyjegos domu mieliście wrażenie, że to dobre, przyjazne miejsce. Takie właśnie mam uczucie w salonie Wojtka. Witamy się z Dziewczynkami i zaczynają się Polaków rozmowy przy kawie. Szczególną uwagę zwracają zdjęcia ozdabiające ściany salonu i obrazy Agnieszki Słowik-Kwiatkowskiej. Zdjęcia niecodzienne: portrety wilków i wilków liżących po twarzy Wojtka. A nie powiedziałam Wam, że Wojtek jest tropicielem.Takim prawdziwym, dla którego las jest domem. Poznalismy się na szkoleniach. Zrobił nie tylko na mnie olbrzymie wrażenie. Gdybym miała powiedzieć kto według mnie jest prawdziwym Bieszczadnikiem to wymieniłabym Wojtka Judę. Czas zbierać się. Przepakowujemy się i w drogę.Ta ślicznotka Matragona czeka na nas.
Aby przybliżyć wam klimaty podam link do www.bieszczady.pl/hosting/balnica/index.php
Z perspektywy jazdy drugim karawanem droga do Balnicy wyglądała trochę inaczej. Nie rozmawialiśmy o przewodnickich sprawach, ani o problemach na przejściu w Krościenku, również ksiażka autorstwa klechy z brodą nie była tematem naszych rozmów. Za to widzieliśmy po drodze stadko raniuszków i samicę krogulca uganiającą się za jakimś skrzydlatym drobiem. Widoki szare, listopadowe były, więc i focić nie było co. W Kulasznym przy drodze kwitł piękny okaz Campanula rapunculoides. Aż dziw, że o tej porze chciało mu się kwitnąć. Po małych zakupach (nie było chleba) ruszyliśmy w dalszą drogę do rozstaju dróg w Balnicy. Dalej idąc już torami widzieliśmy spore stadko krzyżodziobów świerkowych. Goszcząc u Wojtka Lucyna opowiedziała nam o skrajnie nielicznej populacji bieszczadzkich Primula minima, które pobiegłem szybko sfocić, akurat ostatni okaz kwitł. Po dalszej części relacji kolejne zdjęcia z wyprawy tropem wilka.
1. Torowisko.
2. Balnicka stacyjka.
3. Primula minima.
No to w drogę. Prowadzi Martynka. Powoli wchodzimy w las. Na początku buczyna, a potem las modrzewiowy porośnięty jeżynami. Oczywiście tu nie ma szlaków. Obserwujemy uważnie otoczenie. O i mamy coś wyjątkowego. Kupa niedźwiedzia. Potem miejsce, gdzie stała leśniczówka. Studnia, zakrzaczone powyższenie-fundamenty, a obok pomnik przyrody: daglezja. Zaczynamy powoli podchodzić bocznym ramieniem Matragony. Czuję się dziwne. Mam wrażenie, że coś/ktoś nam towarzyszy. Być moze to wyobrażnia, być może nie. Czuję jakiś trudny do zidentyfikowana zapach.
Martynka opowiada nam o swoim pierwszym spotkaniu z niedźwiedziem. Nie chodziła jeszcze do szkoły. Z Tatą jechała maluchem. Na jezdnię wszedł miś. Na Ich widok przystanął, zrobił drabinę, ryknął i poszedł sobie w las. Na pytanie Sławka czy bała się Mała odpowedziała: trochę ale potem zrobiłam mu papa. Marcin wskazuje na babrzysko. To taka "sadzawka błotna", służąca zwierzakom. Czy wiecie w jaki sposób dziki robą sobie pancerz? Kąpią się w błotku, a potem podchodzą do świerków. Obgryzają korę i czekają aż pojawi się żywica. Smarują się nią i pancerz gotowy. Martynka prowadzi nas dawną drogą zrywkową porosłą gęstą młodziutką buczyną. No i miejsce na popas. Piękne. Co za jawor. Godny aby objąć go ochroną pomnikową. Proszę o zdjęcia. Joorg zaczyna nas częstować herbatką po bieszczadzku. Oczywiście poza szlakem. No tym zrywkowym.:)) Sławek znaduje wspólne słowo z Robem. Obaj biegają przełaje. Podobnie Andrzej. Gadu-gadu, czas płynie. Mam znowu to dziwne wrażenie. Ktoś nas śledzi. Ten zapach, szelest liści. Nie wierzę własnym oczom. Nie to niemożliwe. Kątem oka widzę ... wilka. O mój Boże. To złudzenie?
Podchodzimy pod szczyt. Ktoś nam towarzyszy. Nie mam wątpliwości. Zamykam pochód. Idę z 30 m za grupą. No i kopiec. Matragona zdobyta i to nową drogą. :)) Robimy sobie zdjęcia, a potem schodzimy na polanke widokową. No i zaczyna się. Określanie panoramy. Mapy w ruch. Musiało to wyglądać przezabawne jak czworo przewodników kłóciło się bez mała o to czy to co widzimy to Wołosań czy nie Wołosań. Schodzmy na krechę w dół. Kasia, Andrzej, Joorg, Marcin i Sławek opowiadają o swoich eskapadach po Ukranie.
[cut]
Wybuchamy śmiechem i o mały włos nie zauważyliśmy śladów...wilka. Kłębki sierści na gałązkach jodełki. Zbiorowe focenie. A potem Marcin robi nam krótkie szkolenie na temat a takich tam roślin, których nazw nie pamętam. Marcin bardzo źle mnie traktuje. Ciągle wypytuje co to jest. Żada nawet nazw łacińskich buuuu. No i piekna zrywka. Wrr. Ładne błocko musimy omijac bokiem łażac po jeżynach.
Jesteśmy z powrotem na nasypie. Oczywiście przepytywanie. Z ciekawostek botanicznych czyli floroorgazm: czarcikęs.
A potem ciekawostka historyczna. Szyna wyprodukowana w Bohun, z tego co pamiętam z 1882 r.
Tak więc dalsza część opowieści. Po powrocie ze stanowiska Primula minima sprawa się wyjaśnia i okazuje się, że Lucynie wcale nie chodziło o Primula minima tylko o jakiegoś innego chwosta, który gdzieś tam rzekomo kiedyś rósł na połoninach. A ja sobie przypominam, że wyprawa celem sfocenia Primula minima to była nie dziś, a kilka lat temu i to w całkiem innej części gór Karpatami zwanych. Wyruszamy. Daglezja obok miejsca po leśniczówce. Jakieś kłaki. Ponoć wilka. Olbrzymi jawor. Przecinka. Kilka fotek wilka - robiłem ze statywu i myślę, że joorg wytłumaczy czemu nie są ostre. Droga powrotnia mija miło i przyjemnie na botanizowaniu.
4. Pseudotsuga pomnikowa.
5. Kłaki.
6. Acer pseudoplatanus gigantus.
7. Przecinka.
8 i 9. Lupus.
10 Dysputy nad mapą.
11. Festuca drymeja.
12. Pamiątkowe zdjęcie z lupusem Luną zwanym.
Podchodzimy do stacji. Grupa podziwia drut kolczasty z I wojny św odkryty przez Wojtka. Ja zaś do domu i rozmawiając z Anią bawię się z Luną. Przygotowujemy ognisko. Joorg zajmuje się przekąskami, a Kasia i Sławek rozpalają ognisko. Ewa znika w lesie aby nazbierać chrustu. Wraca z bukowymi gałęziam i... pięknymi, dużym borowkami. A potem wyżerka. Luna jest szczęsliwa. Zjada duży kawał mojego niedopieczonego boczku. Niestety, Martynka z Wojtkiem szybko żegnają się z nami. Idą do czatowni aby obserwować i focić niedźwiedzie.
Czas w drogę. Ścieżka spacerowa po Balnicy czeka na nas. Pierwszy przystnanek...kamienne wanny. To takie wybudowane przez Włochów przepusty. Potem udajemy się szlakem żółtym, a następnie stokówką zwiedzać nieistniejącą wieś. Na mnie największe wrażenie robi krzyż pańszczyźniany. Piękny, z piaskowca. Ewa zapala znicz. Głośno dziwię się po co, a Marcin oczywście kpi sobie ze mnie mówiąc, że światło jest po to aby niedźwiedź spacerujac nie rozwalił sobie głowy o kamienny kant. Ustalamy programy zwiedzania na całą zimę. I do samochodów. Sławek zagląda do folderu i oznajmia nam, że czeka nas jeszcze cerkwisko. Podjeżdżamy o zmroku do miejsca, gdzie wg mapy Ruthenusa powinno się znajdować. Przy świetle czołówek idziemy je szukać. W młodnik:))) Fajnie spaceruje się po gęstej świerszczynie w nocy wrr. Zrobiliśmy pętelkę. Nie ma cerkwiska. M... schodząc natrafia ręką na mrowisko i oburzona stwierdza iż je niszczymy.Na to Joorg (ma nesamowite poczucie humoru): Telimena się znalazła. Panowie nie dają za wygraną. Andrzej prowadzi nas drogą z płyt w górę. Jest. Warto tu było wejść. Cerkwisko uprzątnięte, a krzyż z cerkiewnej kopuły wmontowany w pomnik.
Żegnamy się. Obiecujemy sobie następne wyprawy.
Kilka zdjęć balnickich krzyży i krzyżyków przydrożnych z 2007 roku:
No i koniec relacyj z powitań. :)))
Krzyż na grobie Jędrka spawał i zamontował Beton,z pomocą przyjaciół.
A tak na marginesie przez parę lat był z tyłu pomnika kieliszeczek gdzie można było po 450km wychylić trochę okowity,a teraz kielicha nie ma
Tak naprawdę dlaczego nie ostre ?? bo robione na max zoomie, nie wiem ile Marcin w tym swoim aparacie ma ?, ale chyba z 30 x,
Na normalnym zbliżeniu to ja bym się bał obok stać.
fot 1 Wojtek dokładnie objaśnił co "osobnik" jadł wcześniej
fot 2 krzyż jeszcze baz zapalonego lampionu (ostrzegawczego)
@Marcin
Festuca drymeja, Festuca altissina, Carax pilosa, Deschampsia caespitosa, Dryopteris dilatata
Zapędziłem się Michał.
Obiecuję poprawę.
Już wyjaśniam co też jeszcze widzieliśmy:
"kostrzewa górska, kostrzewa leśna, śmiałek darniowy, nerecznica szerokolistna"
"turzyca palczasta, turzyca leśna i turzyca odległokłosa"
A propo gatunków wyczerwienionych to wydaje mi się, że są znacznie pospolitsze w Bieszczadzie, szczególnie przy wioskowych mahazynach można je często spotkać. :-)
No dzięki
już myślałem, że nurzam się w jakiejś bieszczadziej specjalnej trawie - a tu masz babo placek.
Czy te spod mahazynów to typu broda z lenistwa - bród przyodziany kożuszkiem - pifko zagryzane ciasteczkiem wielkości krowiego łajna - popijane pifkiem - i bełkot "literacki"?
P.s.
Ostatnio spotkałem w Mikowie dziewoję - zakapior na 300%. To tak a propos zakapiorów.
Dzięki za ludzki język
Na naszych przechadzkach tak dużo dzieje się, że ciągle zapominam przy pisaniu o ważnych sprawach. Tym razem o Międzynarodowej Leśnej Ścieżce Dydaktycznej Udava-Solinka. Byliśmy tylko na jej małym fragmencie. Zainteresowały nas perturbacje związane z korektą granic. Na tablicach informacyjnych postawinych obok scieżki w skrótowy sposób przestawiono tę historyczna ciekawostkę. Ja posłużę się fr zaczerpnitym z "Bieszczadzkie Kolejki Leśne" Zygmunta Rygiela:
" Po wytyczeniu granicy polsko-czechosłowackiej w 1918 r prawie kilometrowy odcinek torów kolejki, pomiędzy Balnica, a Solinką znalazł się po stronie słowackiej. Podczasprzejazdu przez Czechosłowację pociągibyły każdorazowo eskortowane przez słowacką straż graniczną. Po zmianie granicy w 1938 r. pomiędzy Polską, a Czechosłowacją, od 1 listopada 1938 r. cały szlak znalazł się w granicach kraju. (Protokuł delimitacyny podpisany w Zakopanem). Zmiana objęla około 0,8 km2 na płudniowym zboczu Matragony." Po II wojnie św. historia powtórzyła się. Znowu sporny odcinek był po słowackiej stronie. Ostatecznie wrócił do Polski w latach 60-tych.
Więcej o ścieżce przeczytacie na www.twojebieszczady.pl/piesze/osadne.php
I jeszcze jedno. Nazwa Balnica pochodzi o bani, słonego źródła. Obok krzyża pańszczyźnianego Marcin nie tylko podkpiwał sobie ze mnie (i vice versa) ale także zwrócił nam uwagę na istotny szczegół. Mianowicie sukcesja leśna na terenie tej nieistniejacej wsi wygląda trochę inaczej niż w pozostałych częściach Bieszczadów. Tam gatunkami zasiedlającymi są: świerki i sosny. Leśnicy zasadzili modrzewie. W innych regionach gatunkiem dominujacym jest olcha. Jest to związane z jakością gleby. W okolicy Balnicy jest bardzo mało żyzna.
30 listopada 2008 r
Łazęgowanie miodzio czyli wędrowanie śladami hien cmentarnych.
Trasa Bystre-Łysy Wierch-Partyja(cudna ślicznota)-Dzidowa-Riabiański Potok-Bystre
Komitet Powitalny: Ewa, M., Marcin, Sławek i pisząca te słowa
Podmiot Powitania: Bertrand
Neoczekiwani i niestety krótkotrwali Goście: Henek z Małżonką, Sir Bazyl i Sirówną Bazylówną Prawdziwą Bieszczadniczką (całusy dla Sirówny od całej grupy).
Zapowiada się piękna pogoda. Po siódmej wsiadam w Olszanicy do maluszka Sławka i gnamy 40 km/godz ku przygodzie. Przez nieuwagę nie zatrzymujemy się w Lesku. Jedziemy prościutko do Bystrego. M. dzwoni do Ewy po informacje jak dostać się do pewnego klimatycznego domku. Trasa mija nam szybko na pogaduszkach. W Bystrem małe nieporozumienie. Jedziemy stokówką w kierunku Roztok. Po chwili ze Sławkiem orientujemy się, że coś jest nie tak. Na szczęście jesteśmy na jednej z górek biznesmena (tak miejscowi nazywają miejsca, gdzie jest zasięg). Dzwonię do Marcina. Musimy zawrócić. Muszę przyznać iż okolica owej stokówki jest interesująca, warto było pobładzić.
W klimatycznym domku czeka na nas niespodzianka. Oprócz Bertranda jest Henek z Małżonką i sir Bazyl ze swoją przeuroczą Córeczką. Niestety, nie idą z nami. Sirówna z Tatą zdobywają Chryszczatą. Szybciutkie pożegnanie i w trasę.
Podchodzimy na Łysy Wierch. Pierwszy interesujący punkt to zapewne znana Wam kapliczka Synarewa. Moim zdaniem nic specjalnego. Ewa wypatruje pierwszą botaniczną niespodziankę. Na jaworze piękna mąkla tarniowa. Wyraźnie uradowany Marcin robi nam króciutki wykładzik. Zwraca uwagę na rzecz bardzo ważną. Porost rośnie po południowej stronie drzewa. Te wszelkie informacje o tym, że obserwując mchy i porosty można określić, gdzie jest pólnoc są niezbyt prawdziwe. Powoli podchodzimy na Łysy Wierch. Piękne jawory towarzyszą naszej wędrówce. Odbieram telefon od Mariusza, naszego Kolegi przewodnika. Ups, nie poinformowałam go o naszym wypadzie. Dostałam zjebkę i to nezłą. Prawdę powiedziawszy należała mi się. W tym czasie Współłazęgowicze podziwiają piękne brzosty i ślady działalności małego, być może rocznego misiaczka. Jak przystało na dzielnego drapieżnika poznaczył swoje terytorium. Marcin zaczyna snuć opowieści o tych drapieżnkach. Jak wiecie ostatnio tropili z Joorgiem i Robem niedźwiedzia. Po chwili ja natrafiam na ciwekawostkę botaniczną. Schowany w kąciku,pomiędzy korzeniami buka piękny borowik. Podejrzewam M. o niecne zamiary w stosunku do grzybka i oczywiście głośno to oznajmiam. Jeżeli były w okolicy jakieś niedźwiedzie to szybciutko schowały sie do gawry.
Na szczycie Łysego Wierchu interesujące widoki poprzez galęzie. Krótki egzamin, mylę się. Nie rozpoznaję łąk Rabego. Idziemy szczytową drogą. Wieje jakby ktoś się obwiesił.Piękna jaworzyna miesięcznicowa. Ślady okopów z czasów I wojny św. Pierwsze znalezisko. Poukładane w rządku dziesiątki łusek. Troszeczkę dalej, poniżej znaleziska na bukowym krzyżu tabliczka upamiętniajaca nieznanego żołnierza. Schodzimy do niej. Ten krzyż niedługo rozpadnie się. Mam pomysł. Jak to mówi Ewa zróbmy coś dobrego. Moze siłami forum zrobimy nowe upamiętnienia grobów żołnierskich? Dziewczyny wołają nas. Podchodzimy na szczyt. Mówiąc wprost szlag mnie zalewa. Porozkopywane groby. Ktoś je rozszabrował. Obok drzew poukładane stosiki niepotrzebnemu nikomu żelastwa: zerdzewiałe bagnety, łoptaki itp. Na tym nie można zarobić. Wszystko co miało jakąkolwiek wartość materialną zabrano ze sobą. Widac, że działałotu kilka ekip. Pierwsza miała jakiś tam szacunek dla pomordowanych. Groby oznakowane są stosikami kamieni. Następne to byli zwykli sku... Porozkopywane mogiły, a w nich ... puszki po piwie. Po chwili następne porozkowywane miejsca. Tylko swołocz tak się zachowuje.
Schodzimy w dół. Ewa odkrywa pas z nabojami. Przez zerdzewiałą łuskę widać trotyl. Muszę przyznać iż las jest miejscami naprawdę ładny.
...zapewne w tej samej "dobrej" sprawie zadziałamy... kilka lat temu (będzie z 10) odnaleźliśmy (pewno w tym samym miejscu) nieśmiertelnik austriackiego wojaka, zaraz przy rozszabrowanych grobach, hieny z wykrywaczami swoje robią.(aż dziw ze takie kolekcjonerske cacko przeoczyli) Co roku odwiedzamy Karla i palimy w tym miejscu znicze... parę razy już sklepaliśmy kilka krzyży, zawsze jednak jakieś pojeby rozkopują groby na nowo... przy samym szczycie postawiliśmy kiedyś 14! ...dane z nieśmiertelnika wysłałem do Czerwonego Krzyża w Austrii , zobaczymy co z tego będzie... i szkoda że nie mogłem się z Wami dzisiaj wybrać...
Obieramy kierunek na Partyję.
Owa ślicznota wita nas gołoborzem. Piękne, porośnięte porostami. Wśród nich są mężyki. Pora na przerwę śniadaniową. Robert wyjmuje banany, Sławek niesłodzoną kawę (Bertrand ma bardzo ciekwą historyjkę na ten temat do opowiedzenia), a Ewa ciasteczka własnego wyrobu.Przepyszne kruche rogaliki z kwaskowatą marmoladą. Po przepis do Ewy.
I w górę. Piękne, suche podejście na Patryję. Po trasie możemy obserować zlepieńce i żwirek kwarcytowy. Przy szczycie uschnięte łodygi paproci orlej. Jestem zafascynowana tą górką. Piękne ramię aż kusi do zejścia. Naczynam marudzić. Bertrand jest nieubłagany i stwierdza, że życie składa się z wyborów. Niestety, to prawda. Wiem jedno. Niedługo tam wrócę. Podchodzimy na szczyt. Po jednej stronie ciekawa brzezina, a po drugiej stromizna z dużym udziałem jawora i jarzębiny. Projektowany rezerwat. Ten fragment przejścia urzekł nas. I tu porozkopywane groby. Zaczynamy zbierać śmieci, które trafiają do plecaka ekologa. Muszę ze sobą zabierać worki. Schodzimy ostro w dół do drogi zrywkowej. Oj kusi, kusi mnie ta droga. Chcę nią iść. Reszta grupy sprzeciwia się. Skręcamy na Dzidową. I całe szczęście. Łał, cudo przed nami. Jedna z najpotężniejszych jodeł jakie widzieliśmy. Marcin z Ewa zaczynają ją mierzyć w pierśnicy. 432 cm obwodu, przekrój 1,5 m. Ma na oko ze 120 lat. Powoli obumiera.
Dzwoni telefon. To Piotr. Nasz kolega z forum (nie mylić z naszym Piotrem Adminem www.twojebieszczady.pl. ). Zakłada stowarzyszenie upamiętniające pomordowanych na Wołyniu. Zastanawiam się z Współłazęgowiczami czy przyjąć zaproszenie (będziemy upamiętniać wszystkie ofiary, polskie przede wszystkim i drugiej narodowości pod względem ilości pomordowanych z równym okrucieństwem) to fragment sms który przed chwilą otrzymałam). Podejście pod Dzidową jest strome i krótkie. Z górnej stacji wyciągu jest przepiękny widok. Miejsce ciekawe także pod względem botanicznym. Mi osobiście podobał się najbardziej chrobtek kieliszkowiec o ile dobrze zapamiętałam informację Marcina. Bertrand zaznacza iż jest to pod względem trudności druga po Nosalu trasa narciarska w Polsce.
Idziemy na krechę w dół. Ewa i Marcin pokazują nam osobliwości botaniczne na tej wysokości: lipę szerokolistną i dęba. Stromo,bardzo stromo.
No i Rabiańskij Potok. Sławek przechodzi przez przerzuconą prze wezbraną rzeczkę jodłę. My idziemy w kierunku mostu. Uwielbiam ten potok. Kilka razy wędrowałam jego korytem. Pokazuję dwa ładne miejsca. Marcin odwzajemnia się wskazując na węglanowe źródło i potoczek. Potem niespodzianka. Stromizna porośnięta: paprotką zwyczajną, paprotnikiem kolczystym i Brauna oraz paprocią orlą. A za nią odsłonięcie fliszu karpackiego. Musimy wejść na stromiznę. Idziemy po łupkowej kruszyźnie. Koledzy wybierają wariant łatwiejszy, ja zaś na odwrót. Końcówkę pokonuję bez mała wspinając się.
Betranda ciepło żegnamy w Bystrem, a sami jedziemy jak to jest w naszym zwyczaju na coś na ząb. W fajnej knajpce Roma w Lesku (polecamy) zaczynamy Polaków rozmowy. Snujemy plany na przyszłość. Na pewno nie jest to nasze ostatnie spotkanie. Mimo tego iż czeka nasz wszystkich tyle zmian w życiu prywatnym i służbowym.
Kilka zdjątek upamietniajacych wycieczkę:
1. Synarewa.
2. Nucifraga caryocatactes na Picea abies.
3. Żółty grzybek o konsystencji galarety.
4. Brzost.
5. Borowik śniegowy (Boletus nivalis Sc.)
6. Zbrojownia.
7. Łuski po pociskach z I WŚ.
8. Krzyż z płn. stoków Łysego Wierchu.
9. Rozpadający się krzyż z grzbietu Łysego Wierchu.
10. Miejsce zbuchtowane przez Homo profanus.
PS1 Merzyk (ryzomerzyk) kropkowany rósł gdzie indziej, w wielu miejscach i pospolicie.
PS2 Na szczycie Dzidowej rósł chrobotek kieliszkowy.
Ciąg dalszy ilustracji do Lucynowej opowiastki:
11. Tabliczka na krzyżu na zbuchtowanych grobach.
12. Mąkla tarniowa.
13. Pomrów błękitny.
14. Gołoborze na płd. stokach Patryi.
15. Borło z Patryi.
16. Łysy Wierch.
17. Sorbus aucuparia (jarząb pospolity) na szczycie Patryi.
18. Kamieniołom.
19. Jodłowe bory na płn. grzbiecie Patryi.
20. Gabrowy Wierch z Patryi.
I jeszcze kilka:
21. Profan rzekłby jodła trzydziestokubiczna... prawdziwy gigant wśród baligrodzkich lasów.
22. Na stokach Dzidowej.
23. Jawor.
24. Borło z Dzidowej.
25. Przy górnej stacji wyciągu.
26. Baligród.
27. Przeprawa przez wezbrane wody Rabskiego.
28. Porohy na Rabskim.
Zdjęcie 26 cudowne. Oglądam i zżera mnie zazdrość, że nie oglądam tego w naturze.
Lucy :) jakieś zmiany w życiu służbowym się szykują? Czy to tylko taka zagrywka jak z likwidacją Żabki (sklepu)?
Panie Barnabo ja prosta baba ze wsi. Nie wiem co szykuje się u Żabki.
A u mnie. Żaden milioner mi się w tym miesiącu nie oświadczył, na koncie mam grosze więc pilnie poszukuję pracy.