-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
lucyna
To cały Bertrand. Kiedyś czekaliśmy prawie rok na ciąg dalszy nastąpi.
Jeżeli masz na myśli http://forum.bieszczady.info.pl/show...4650#post54650, to nawet i dłużej. Tak, jakoś mi wtedy Wena przzykrość zrobiła i rzuciła ode mnie.;)
Obieuję, że ten wątek skończę i wygaszę ogień. Jutro postaram się coś dorzucić.
Podrawiam
-
9 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Dzień 6
Rankiem kuzyn z kuzynką i chrześniakiem odwożą kolegę chrześniaka do Rzeszowa. Po drodze chcą się jeszcze zatrzymać tu i tam, więc wyjeżdżają wcześnie. My z Renatką statecznie jedziemy do Czarnej. Jak zwykle żelaznym punktem jest Galeria Barak. Spędzamy tam trochę czasu i prawie jak zwykle nic nie kupujemy. Po wyjściu z Galerii dzwonię do Łysego. Umawiamy się na następny wieczór na spotkanie u niego w pracowni. Postanawiam odwiedzić dawno niewidzianą okolicę. Jedziemy do Czarnej Dolnej. Najpierw krótki postój przy kaplicy z 1848 roku. Później rzut oka na malutki kościólek. Jedziemy dalej. Zatrzymuję się przy starym cmentarzu i miejscu po cerkwi. Wchodzę na strasznie zarośnięty cmentarz. Miejscami trudno przedrzeć się przez pokrzywy, czy inne temu podobne rośliny. Nie obarczam tym stanem cmentarza mieszkańców Czarnej Dolnej. Po prostu jest upalny sierpień z przelotnymi, ale intensywnymi opadami. Wszelkiego rodzaju chwasty rosną jak na drożdżach. Chwila zadumy nad przemijaniem i wracam do Renatki, którą pokrzywy skutecznie odstraszyły. Jedziemy dalej. Na drodze już gruntowej zostawiam karawan. I tutaj okazuje się, że wczorajszego wieczora moja małżonka wyjęła z bagażnika swoje „buty górskie”, o których dzisiaj zapomniała. Cudownie się wtedy prezentowała. Od kostek do szyi zielony strój w plamy, a na nogach białe tenisówki /buty do chodzenia w potokach/. Widok przekomiczny. Wędrowaliśmy spokojnie dalej drogą gruntową. Nagle z daleka pojawiła się przed nami tajemnicza budowla w kształcie tipi. Coś podobnego, jak ta na Przełęczy Beskid, tylko dużo mniejsza. (Teraz rozwiązałem zadadkę z wątku "Bertrandowe zagadki". Fotka jest tam i nie mogę jej teraz wstawić do tej opowieści). Kiedy podeszliśmy bliżej, to zobaczyliśmy, że budowla ta stoi na terenie ogrodzonym pastuchem. Pastuch był pod napięciem. Mamy ją po prawej stronie drogi. Idziemy spokojnie dalej. Po pewnym czasie drogę przecina nam potok, którego nie chce się nam sforsować. Zgodnie stwierdzamy, że wracamy. Na usprawiedliwienie mam tylko jedno. Jest upał, cholerny upał, a Renatka źle znosi wysokie temperatury. Mnie jednak coś kusi… Teraz po lewej, jeszcze przed tipi mam prawie odkryty grzbiet. Stamtąd musi być przedni widok. Daję Renatce kluczyki. Niech się zamknie w karawanie i włączy sobie klimę. Będzie się lepiej czuła. Ja idę pod górę. Idę wykoszoną łąką. I tu wkurzyłem się. Po lewej i po prawej mam druciane ogrodzenie. Teren prywatny i wejść nie można. Ku…wa grodzą Bieszczad na potęgę. Jeszcze trochę i szlaki będą prowadziły pomiędzy ogrodzeniami i zboczyć na załatwienie potrzeb fizjologicznych nie będzie można. Nic to! Wspinam się pomiędzy płotami, zbliżam się do grzbietu i tu następna niespodzianka! Zaczyna mi się wyłaniać dach. Ki diabeł a właściwie Czad? Podchodzę wyżej i bliżej. Dach jak się okazało przykrywa dużą wiatę. Nagle jak spod ziemi pojawia się przede mną tubylec. Tubylec ten na szczęście jak większość tubylców tam, jest przyjaźnie do mnie nastawiony. Opowiada, że wiata to magazyn paszy. W zagajniku pod nami kryje się przed gorącem „dzikie bydło z olbrzymimi rogami. Panie, jakie one mają wielkie rogi” To tipi to ich paśnik jest. Ziemia, która jest ogrodzona została wykupiona przez jakiś Kościół – chyba Zielono Świątkowców. Tego tubylec nie wiedział dokładnie. Ogrodzenie jest po to, żeby bydło nie rozlazło się i krzywdy ludziom spokojnym nie zrobiło. Istotnie w cieniu krzaków i drzew kryje się jakiś zwierz i nawet słychać jego porykiwanie. Jeżeli napisałem nieprawdę na ten temat, to myślę, że Krzysztof Franczak sprostuje. Wszak on powinien mieć większą wiedzę ode mnie na ten temat. Tubylec robi mi fotkę, natycham się widokiem z góry i schodzę w dół. Istotnie, tipi nie jest zbyt duże. Wracam do Renatki i schłodzonego karawanu. Jedziemy do Lutowisk.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Bertrand (o Dwerniku) pisząc :
Cytat:
Bardziej zastanawiają mnie tam kosze na śmieci. Miejsce, do którego nie da się podjechać i kosz na śmieci. Czy ktoś z Was wie, kto takie kosze opróżnia? I jeżeli tak, to w jaki sposób śmieci te znajdują się na dole? Quadami? Może motorami jakimiś?
...chce rozwiązać mroczne tajemnice specjalnie zapodane przez leśników.
Cóż by to były za Bieszczady gdyby nie te tajemne tajemnice ???
A tak, kolejne osoby staną przed rozwiązaniem tej sprawy.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Zaglądamy do Punktu Informacyjnego BPN, gdzie dokonujemy zakupu publikacji, których jeszcze nie posiadamy. Następnie jedziemy w stronę kirkutu. Ja idę na kirkut. Jest większy niż myślałem. Renatka tylko z brzegu stała, a ja na samą górę polazłem. Kirkut, jak kirkut, ale za to widoczki z niego przednie są. Gorąc straszny się zrobił. Udajemy się do delikatesów. Tam drogą kupna nabywamy kiełbasę, piwko i inne napoje dla Renatki. Jedziemy nad San. Wyjmujemy leżaki z karawanu. Rozstawiamy je we wodzie i leżymy. Jest bosko. Cisza, tyko lekki szum Sanu, krzyk przelatującego nad nami ptaka i co najwyżej trzask otwieranej puszki. Każdego letniego pobytu w Bieszczadzie mamy taki dzień. Laba i nic poza tym. W końcu wakacje są i nie musimy nigdzie łazić, żeby intensywnie zaliczyć kolejny dzień. Jak już mi nogi trochę zmarzły, to wyszedłem na brzeg, poszukałem jakiegoś suchego drewna wokół i żeby się niepotrzebnie nie walało wziąłem i spaliłem je. Jak się paliło jeszcze, to kiełbaski na nim upiekliśmy. Potem wróciłem do bardzo intensywnego zajęcia polegającego na leżeniu na leżaku stojącym w Sanie. Późnym popołudniem zmęczeni strasznie tym leżeniem wrócilismy do Wilczej Jamy, gdzie miło dla ucha szumiała woda w naszej lodówce….
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Dzień 7
Rano, a już jest bardzo gorąco. Przy śniadaniu narada bojowa. Nawiasem mówiąc w Wilczej Jamie są bardzo pyszne śniadania serwowane w postaci stołu szwedzkiego, a jak ktoś ma ochotę na coś ekstra, czego nie ma na stole, to Pani Ania bez zmrużenia oka uszykuje. Ochotę do wędrówki mam tylko ja. Tak naprawdę nie bardzo mnie interesuje, to co reszta ma zamiar robić. Po śniadaniu wsiadam do karawanu i jadę w kierunku Zatwarnicy. Po drodze wypatruje miejsca, którego szukałem 2 dni temu. Jest ci ono nieopodal przystanku PKS. Zatrzymuję się i wyruszam w drogę pieszo. Pierwszy odcinek jest krótki, a nawet bardzo krótki. Dochodzę do Sanu. Tutaj zdejmuje buty i skarpety. Podwijam spodnie, na nogi wkładam sandały i podpierając się kijkami wchodzę do rzeki. Woda sięga mi powyżej kolan, ale szczęśliwie bez upadku przechodzę na drugą stronę. Siadam na brzegu i znowu się przebieram (od kostek w dół). Z brzegu, na którym zostawiłem karawan spogląda na mnie kilka par zdziwionych oczu. Wyruszam na teren dawnej wsi Ruskie. Planowałem tu być już kilka razy, ale nigdy nie doszło to do skutku. Cieszę się jak dziecko. Od brzegu rzeki idę gruntową drogą. Idę niedaleko. Po około 100 metrach drogę przegradza siatka stalowa z tabliczką „Teren prywatny”. No w tym momencie to „żem się” (uwielbiam tę formę) wqrwił maksymalnie. Chwila zastanowienia i obchodzę siatkę bokiem. Zastanawiam się tylko, co zrobię jak przybiegnie do mnie rottweiler, albo inny stwór. Ponieważ nic sensownego na taki słuczaj nie wymyśliłem, przestałem sobie tym zaprzątać głowę. Droga wyprowadziła mnie na uroczą łąkę. Po prawej drzewa i góra po lewej, ale dalej San, a ja sam na łące. Z niecierpliwością czekam, co będzie dalej. Przechodzę jakieś 300 metrów. Łąka robi się podmokła trochę a droga prowadzi do potoku. Przechodzę przez potok, dalej idę drogą, ale już przez zagajnik. Staram się przypomnieć, co na temat tego miejsca napisał Piotr na stronie Twoje Bieszczady. Ponieważ mam zasięg dzwonię do niego z informacją, że jest to teren prywatny i powinien to na stronie zmienić. Chwilę pogadaliśmy i poszedłem dalej bacznie patrząc w prawo. Droga delikatnie się wznosi. Po wyjściu z zagajnika wchodzę na zarośniętą łąkę. Co jakiś czas spoglądam w prawo. Niestety nic nie widzę oprócz zielonej ściany. Pomału posuwam się do przodu. Nie widzę tego, czego spodziewałem się zobaczyć. Zrezygnowany przyspieszam. Po pewnym czasie zatrzymuję się i spoglądam do tyłu. Pośród drzew nagle zauważam coś, jakby dach. Czyli chata, której się tu spodziewałem jest. Stoi naprawdę. Przedzieram się przez krzaczory w jej kierunku. Są takie miejsca, przez które nie mogę się przedrzeć. Muszę je obejść dookoła. W końcu spocony znajduję się przy budowli, która kiedyś była chatą. Niestety jest ona w takim stanie, że obawiam się wejść do środka. Jestem tu sam, moi z grubsza tylko wiedzą gdzie poszedłem. Jak mi na łepetynę spadnie jakaś belka albo inny kawał dachu, to będę miał kłopot. Budowla jest w takim stanie, że wydaje mi się, że stoi siłą woli. W środku znajduje się totalny bałagan. Z daleka widzę, że w środku chyba lodówka leży. Do dziś jak o tym myślę, to się zastanawiam, co ona tam robiła. Za szafę kiedyś robiła, czy ktoś agregat prądotwórczy miał? Obszedłem chałupę dookoła. Obok chałupy stoi mur, którego elementem konstrukcyjnym jest duża kość. To druga zagadka, której nie potrafię rozwiązać. Skąd ta kość? /Zdjęcie tego muru znajdziecie w wątku „Bertrandowa zagadka”. Muru nie daje się obejść dookoła, chyba, że razem z krzaczorami. Odchodząc od ruin domu spostrzegam jeszcze obok starą wiatę w stanie jeszcze gorszym niż dom. Wracam na ścieżkę i podążam dalej. Ścieżka prowadzi do niewielkiego lasu. W lesie tym płynie potok, który przekraczam i po chwili wychodzę z lasu. Powoli, mozolnie łąkami pnę się do góry.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Jest upał. Idzie się, jak to w upał z nogi na nogę. Co chwilę przystaję i odwracam się za siebie Przed moimi oczami roztacza się coraz ładniejszy widok. Im wyżej, tym ładniej. Im wyżej tym przyjemniej. Jakiś wiaterek powiewa. Z za grzbietu dochodzi do mnie dziwny odgłos. Tak, jakby traktor tu jeździł. Nagle przed oczami pojawia mi się płachta namiotu, krzesło jakieś i inne sprzęty. Wychodzę na grzbiet. Po jego drugiej stronie traktorzysta dzielnie zmaga się z łąkami. Dopłaty unijne zrobiły swoje i ludziska koszą łąki gdzie się da. Możecie mi mówić i przekonywać mnie, że tak być powinno, a ja swoje wiem. Nieskoszone łąki bardziej mi się w Bieszczadzie podobają. Trawy do ramion, to jest to, w czym bardzo lubię chodzić.
Z grzbietu widok mam przedni. W obie strony przedni. I w stronę Otrytu i w przeciwną. Stoję i podziwiam. Podziwiam i stoję. Trochę mnie denerwuje ambona pod lasem, ale nic nie poradzę. Pewnie postawiono ja li tylko dla obserwacji zwierząt. W końcu wracam. Pomału, ciągle podziwiając widoki schodzę w dół. Dochodzę do potoku i idę w górę jego biegu wychodzę na mały grzbiet. Myślę sobie, że tutaj stała gdzieś cerkiew i cmentarz też musiał być. W tej chwili wszystko jest tak zarośnięte, że nawet kamieni znaleźć nie potrafię. Obok stoi druga w tym rejonie ambona obserwacyjna. Włóczę się trochę po łące. Jest tak cicho i spokojnie...
W końcu trza wracać. Dochodzę do znajomej już mi ścieżki i podążam do Sanu. Na przeciwnym brzegu jest już spore grono ludzi szukających ochłody w rzece. Patrzą na mnie jak na zjawę jakąś, kiedy przeprawiam się na drugą stronę. Zmęczony, ale szczęśliwy docieram do karawanu. Super miejsce. Dzwonię do Renatki i pytam się gdzie jest. Okazuje się, ze cała grupa czeka na mnie na piaszczystej plaży w Stuposianach. Po drodze zabieram stopowicza z garbem. Chce do Ustrzyk Górnych, ale Stuposiany też mogą być. Podjeżdżam na plażę i rozkładam leżak w wodzie. Jest ognisko, są kiełbaski i piwko z Wołosatego jest. Raj jakiś albo, co. Żyć nie umierać!!! W końcu zalewamy ognisko i wracamy do Wilczej Jamy. Nie idziemy do lodówki tylko na obiad. Pod wieczór wsiadamy do karawanu i jedziemy do Czarnej. Jesteśmy przecież umówieni z Łysym. Chwilę na niego czekamy przy Pracowni oglądając deski z różnymi napisami. Najbardziej podoba nam się ta, z prośbą o nie karmienie psa. Ci, co ją widzieli wiedzą, co mam na myśli. Przychodzi Łysy i zaprasza nas do środka. On szykuje nam siedziska, a ja wyjmuję jego ulubiony trunek. Adam, bo takie ma imię nasz gospodarz gra i śpiewa własne teksty. Melodią jest ukochany przez niego blues. Znam jednego użytkownika tego forum, co twierdzi, że Adam nie potrafi śpiewać i grać. Ja mam inne zdanie. Jego poezja bardzo mi się podoba, a głos ma naprawdę ładny. Adam był mocno przygaszony, bo spotkała go niedawno przykrość. Napisał o tym ładny wiersz i zaśpiewał. Nie o samej przykrości, ale to już inna bajka. Może do ogniska przysiadła się też .. i się domyśla, o czym tu wygaduję. Wszystkim nam bardzo się podobało. Przy łyskaczu, gitarze, śpiewie i opowieściach czas, jak wiecie szybko mija. Ani się nie spostrzegamy, a tu noc się zrobiła i dno złowrogo spogląda na nas z butelki. Czas wracać.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Ładne miejsce, to i troche więcej fotek. Upał tego dnia był duży to i do potoku wskoczywszy się ochłodziłem.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Dzień 7
(...)Wyruszam na teren dawnej wsi Ruskie. Planowałem tu być już kilka razy, ale nigdy nie doszło to do skutku. (...)
Wg przewodnika Rewaszu (cyt.):
"W 1921 r. Ruskie liczyło 30 domów i 184 mieszkańców - samych grekokatolików. Była tu niewielka cerkiew zbudowana w 1848 r. oraz dwór. Po II wojnie światowej wieś uległa całkowitemu wysiedleniu i zniszczeniu.".
Jaki stąd można wysnuć wniosek (być może zbyt daleko idący) ?
Ano taki, że i dziedzic był chyba Rusinem.
We wsi był dwór, ale podczas spisu w 1921 r. nikt się nie przyznał do konfesji rzymskokatolickiej.
Analogiczne dane spisowe podawane dla innych wsi bieszczadzkich wymieniają po kilku - kilkunastu katolików rzymskich, którymi najczęściej byli dziedzic z familią oraz jego dworscy pomocnicy i rezydenci.
Bertrandzie, wstyd mi się przyznać, ale w opisanym przez Ciebie miejscu jeszcze nie byłem ! Przejeżdżałem lub przechodziłem "n" razy drogą po drugiej stronie Sanu, ale teren b. wsi Ruskie znam tylko z mapy.
A tam historia aż wyje ...
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Może i wyje, ale jej ślady trudno znaleźć. Nie tak jak w innych miejscach Bieszczadu /krzyże, podmurówki, piwnice itp/.
Pozdrawiam
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Dzień 8
Pada. Niebiosa płaczą, że Bertrand razem z towarzystwem opuszczają Muczne. Nie spieszymy się. Śniadanie, pakowanie klamotów, pożegnanie z Pawlakami. Kargule nas zignorowali i się nie pojawili przez cały nasz pobyt ;). Obiecujemy, że jeszcze tutaj wrócimy /Ja swoją obietnicę już dwukrotnie spełniłem od tego czasu/ i wyjeżdżamy w nieznane. Nieznane dla mnie, bo nigdy jeszcze nie kwaterowałem w tej miejscowości. Powiem tak. Jedziemy przez U.G. Wetlinę, Cisną. W Cisnej widać, że trwają przygotowania do Bieszczadzkich Aniołów. Obiecujemy sobie, że przyjedziemy tutaj dopiero jak tłumy się rozjadą. Cały czas pada. Jedziemy dalej przez Wolę Michową. Postanawiam skręcić w lewo. Przez wioskę, później serpentynami pniemy się do góry. Dalej zjeżdżamy w dół. Po obu stronach drogi stoją dwa kioski. Już puste. Bez funkcjonariuszy naszych i Słowackich. Dalej nie jedziemy. Nabywamy drogą kupna specyfiki do zaklinania deszczu i wracamy do kraju. Po dojechaniu do Drogi Karpackiej skręcamy w lewo i spokojnie jedziemy do miejscowości będącej siedzibą gminy. Zatrzymujemy się przy naszym „Gospodarstwie Agroturystycznym”. Zabieramy klucz od domku i jedziemy kawałek dalej. Do domku, który stoi na górce trzeba podjeżdżać jedynką, tak mówił gospodarz i chyba miał rację. Rozpakowujemy się. Pada. W takiej sytuacji na usta ciśnie się tylko jedno słowo. Takie na ku...:oops: Zaczynamy zaklinać deszcz. Zapasy specyfików się kurczą…
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Dzień 8
... płaczą, że Bertrand razem z towarzystwem opuszczają Muczne..... przez Wolę Michową...... Postanawiam skręcić w lewo. Przez wioskę, później serpentynami pniemy się do góry. Dalej zjeżdżamy w dół. Po obu stronach drogi stoją dwa kioski. Już puste. Bez funkcjonariuszy naszych i Słowackich. Dalej nie jedziemy. Nabywamy drogą kupna specyfiki do zaklinania deszczu i wracamy do kraju. Po dojechaniu do Drogi Karpackiej skręcamy w lewo i spokojnie jedziemy do miejscowości będącej siedzibą gminy. Zatrzymujemy się przy naszym „Gospodarstwie Agroturystycznym”. Zabieramy klucz od domku i jedziemy kawałek dalej. Do domku, który stoi na górce trzeba podjeżdżać jedynką,…
Dobrze się "siedzi przy Twoim ognisku",
ale piszesz teraz tak tajemniczo ,że muszę "zgadywać".Jedziecie przez Radoszyce i kupujecie tam na dole "specyfiki" i to jeszcze za korony lub PLN. Następnie wracacie ... i do Komańczy i jedziecie na kwatere w kierunku Dołżycy.:-D (Witamy w Beskidzie Niskim)
ps. czy teraz dostanę piwo za odgadniecie ?
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Masz rację, ale to nie była zagadka. To piwo, to będę musiał przemyśleć jeszcze. Słyszałem o takim zwyczaju, że jak ktoś dosiada się do ogniska, to coś ze sobą przynosi.;)
O.K. Zapraszam w lutym do Twista.
Pozdrawiam
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Dzień 9.
Mówcie, co chcecie, a ja swoje wiem. Jak się dobrze zaklina, to cel się osiąga. Trzeba się tylko dobrze starać i odpowiednich środków zaklinających używać.
Poranek przywitał nas słoneczkiem.
W tym miejscu muszę podzielić się z wami pewną refleksją. Otóż od lat kilku będąc w Bieszczadzie oczy moje uciekały w stronę Beskidu Niskiego. Dlatego jeden tydzień urlopu zaplanowałem właśnie w Komańczy. Niby jeszcze Bieszczad, a Beskid Niski z zasięgu nogi i oka. Przygotowywałem się trochę bardziej do tego tygodnia niż do ostatnich wyjazdów w Bieszczad. Po prostu Beskidu Niskiego nie znam wcale. Absolutne nul. Dlatego poprosiłem sir Bazyla o rady na długo jeszcze przed urlopem. Dzięki Ci w tym miejscu Bazylu za Twoje cenne rady i gotowe plany wycieczek.
Komańcza, to nie Muczne i śniadania trzeba sobie robić samemu. Po śniadaniu pakujemy się do karawanu i hajda w stronę Dukli. Aż tak daleko nie jedziemy. Najpierw krótki postój na pogorzelisku i budowie. Jestem pod dużym wrażeniem zaawansowania prac przy odbudowie cerkwi. Jedziemy do Woli Niżnej i tam skręcamy w lewo. Bardzo wyboistą drogą dojeżdżamy do miejsca, w którym znajduje się „Ośrodek Łowiecki Gawra”. Tutaj zostawiamy karawan i idziemy drogą pieszo. Droga ta prowadziła nas lekko pod górę poprzez malownicze łąki. Minęliśmy leśnictwo Rudawka i szliśmy dalej. Ja wypatrywałem po lewej stronie drogi miejsca, w którym mógłby znajdować się cmentarz i miejsce po cerkwi. Po pewnym czasie po lewej stronie drogi, za Jasiołką widzę takie miejsce. Nawet jest kładka przerzucona przez Jasiołkę. Starym zwyczajem mówię, że idę poszukać cmentarza i nie oglądając się za siebie przechodzę przez kładkę. Po pewnym czasie dogonił mnie kuzyn w przemoczonych butach. Widocznie uznał, że kładka jest dla cieniasów jakiś. Na nasze szczęście / tak mi się wydawało/ z naprzeciwka idzie dwóch jegomościów. Pytam się o cmentarz i zdziwko z mojej strony, bo oni nic nie wiedzą o cmentarzu. Sprawiali wrażenie ludzi spędzających urlop w okolicy. Nic to kilkuletnie bieszczadzkie doświadczenie w łażeniu po cmentarzach zrobiło swoje. Cmentarz jest dokładnie tam, gdzie go oczekiwałem. Zarośnięty mocno, ale jest. Wyraźnie widać schody do istniejącej tu kiedyś cerkwi. Połaziliśmy, porobiliśmy zdjęcia i wracamy. Nie wiem, dlaczego ale po takich starych cmentarzach lubię włóczyć się samotnie. Wychodząc z cmentarza zauważamy na drzewie suszącą się skórę. Czyżby ci ludzie, których spotkaliśmy kłusowali tu sobie i nie chcieli, byśmy tutaj chodzili?
Na drodze czekają na nas kobiety i chrześniak. Idziemy dalej drogą gruntową wijącą się poprzez łąki. Dochodzimy do miejscowości Wola Wyżna. Nie powiem żeby miejsce to było urokliwe. Jest ponure. Jakiś blok, jakieś rozwalające się budynki po PGR. Krótka narada bojowa. Panie stwierdzają, że im się już nie chce dalej iść i wracają. Nic na siłę. Chcą wracać – ich prawo. Urlop jest. Nam jest to na rękę, kiedy my wrócimy do Woli Wyżnej, to powinien już na nas czekać w tym miejscu karawan. Krótkie pożegnanie i idziemy dalej. Doga po kilkuset metrach zagrodzona jest szlabanem. Omijamy go i wchodzimy do lasu. Żywego ducha tu nie ma. Nawet ptaszki nie śpiewają. Po pewnym czasie droga wyprowadza nas na uroczą polanę. A na polanie, co stoi? Kto zgadnie? Bingo! Ambona stoi. Tu zwierzyna musi przychodzić i łatwo ją obserwować przez lunetę przykręconą do lufy. Chrześniak nawet wszedł na nią, aby sprawdzić. Nie wiem co, ale aby sprawdzić. Po małym odpoczynku podążamy drogą dalej. Na jednej z mijanych polan leśnicy zrobili sobie skład drewna.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
(...) Dlatego poprosiłem sir Bazyla o rady na długo jeszcze przed urlopem. Dzięki Ci w tym miejscu Bazylu za Twoje cenne rady i gotowe plany wycieczek.(...)[/FONT]
Cieszę się, że mogłem Ci choć troszkę pomóc, dzięki czemu teraz w nagrodę mogę sobie poczytać Twoją relację z pobytu w tej części naszych pięknych gór. Dawaj dalej...
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Dochodzimy ponownie do szlabanu. Wychodzimy na przepiękne łąki. Dzięki Ci Bazylu - myślę sobie. Tutaj jest naprawdę cudownie. Urok tego miejsca podkreśla brak ludzi. Poza nami nikogo tu nie ma. Idziemy dalej. Po lewej stronie drogi stoi krzyż w miejscu gdzie, jak myślę był cmentarz w Rudawce Jaśliskiej. Zresztą po drodze mijamy, a to krzyże, a to cokoły, na których kiedyś one stały.. Dochodzimy do cmentarza i miejsca po cerkwi. Są zaraz przy drodze po jej lewej stronie. Obchodzimy te miejsca. Są one uprzątnięte i w miarę zadbane. Tak sobie myślę, że dbają o to miejsce Pracownicy L.P. Może się mylę, ale w tej chwili nie ma to żadnego znaczenia. Idziemy dalej, po drodze po prawej stronie mamy przepiękne jeziorka bobrowe. Chyba bobrowe. A może sztucznie zrobione przez człowieka? Wszak napis głosi „Zbiornik Przeciwpożarowy”. Wiem, że tutaj w rezerwacie „Źródliska Jasiołki” stoją dwa pomniki, do których chcemy dojść. Jeden to pomnik Wopistów, a drugi to pomnik Kurierów Beskidzkich A.K. Dochodzimy do pomnika Kurierów. A zatem pomnik Wopistów minęliśmy albo został on zniszczony. Odpoczywamy przy głazie, który robi za pomnik Kurierów i wracamy bacznie rozglądając się za pomnikiem Wopistów. Nie ma go i już. W tym miejscu prośba do Was. Póki, co niech tak zostanie i nie komentujcie tego teraz proszę. Ponieważ jest parno i gorąco wracamy powoli. Po drodze ku mojemu zdziwieniu spotykamy cztery osoby. Idą tam skąd my wracamy. Krótkie cześć i się rozchodzimy. Mocno zmęczony docieram do karawanu. Na moje zmęczenie w znacznym stopniu ma chyba wpływ wczorajsze zaklinanie deszczu. Wracamy powoli wyboistą drogą do Drogi Karpackiej. W trakcie jazdy uzgadniamy, że na obiad jemy smażony ser z frytkami i zimnym Keltem polany. Oczywiście takie specjały dają w Barwinku po słowackiej stronie. Obiad wprawia nas w dobry nastrój. Potem zakupy w sklepie, a potem chcemy zobaczyć panoramę z wieży po słowackiej stronie stojącej. Niestety obiekt ten już jest zamknięty, pomimo tego, że pora nie jest jeszcze zbyt późna. Cóż, co kraj to obyczaj. Wracamy do naszego. Po drodze zatrzymuję się w Wisłoku Wielkim przy cerkwi. Parę fotografii i jedziemy dalej. Teraz zatrzymujemy się przy galerii z dużym aniołem. Tam jak zwykle oglądamy obrazy i ikony. Czy ładne? Jak, kto lubi, ale my z Renatką lubimy. Po wizycie w galerii wracamy do naszego domku na górce. Ja jeszcze idę nogi sobie wymoczyć do pobliskiego stawu.:lol: I tak minął nam kolejny dzionek….
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Niech mnie ktos poprawi jeśli się mylę,ale wieża po słowackiej stronie chyba nie jest w Barwinku tylko Wyżnym Komarniku.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
WUKA
Niech mnie ktos poprawi jeśli się mylę,ale wieża po słowackiej stronie chyba nie jest w Barwinku tylko Wyżnym Komarniku.
To jest zdaje się w miarę nowy maszt PTK Centertel w Barwinku, widać go ładnie jak się w Tylawie skręci na Komańczę, również w nocy bo jest dobrze oświetlony. Ale głowy nie daje że to ten sam.
-
1 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Dochodzimy ponownie do szlabanu........Jeden to pomnik Wopistów, a drugi to pomnik Kurierów Beskidzkich A.K. Dochodzimy do pomnika Kurierów. A zatem pomnik Wopistów minęliśmy albo został on zniszczony. Odpoczywamy przy głazie, który robi za pomnik Kurierów i wracamy bacznie rozglądając się za pomnikiem Wopistów. Nie ma go i już. W tym miejscu prośba do Was. Póki, co niech tak zostanie i nie komentujcie tego teraz proszę.….
Nie będe komentował , choć ażż mnie nosi;)
Ale załączenie zdjęcia to nie komentarz?
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
.... na obiad jemy smażony ser z frytkami i zimnym Keltem polany. Oczywiście takie specjały dają w Barwinku po słowackiej stronie. Obiad wprawia nas w dobry nastrój….
To je dobre pane H'awranek .. w Bieriozce na górce, tuż tuż za granicą??? (jaka granica?):lol:
-
2 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
WUKA
Niech mnie ktos poprawi jeśli się mylę,ale wieża po słowackiej stronie chyba nie jest w Barwinku tylko Wyżnym Komarniku.
Po przejściu/przejechaniu granicy w Barwinku /teraz nie pamietam dobrze ale nie pomylę się o wiele/ po przebyciu około 200-300 metrów należy skręcić w lewo i asfaltowa droga po około 400-500 metarch doprowadzi do wieży. Widok z niej musi być zaje..fajny ale nie było nam go widzieć :-(
pozdrawiam
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
joorg
Nie będe komentował , choć ażż mnie nosi;)
Ale załączenie zdjęcia to nie komentarz?
A tak prosiłem....;)
Wyjaśnienia będą zaś, jak mawiała moja babcia.
Lubię jak wątek żyje. Jak piszę i nie ma komentarzy, to wydaje mi się, że sam przy tym ognisku piwo piję.
pozdrawiam
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
WUKA
Niech mnie ktos poprawi jeśli się mylę,ale wieża po słowackiej stronie chyba nie jest w Barwinku tylko Wyżnym Komarniku.
Nie wiem czy o tą wieże Ci chodzi, ale to co na zdjęciu u bertranda, to nie jest stara graniczna (obserwacyjna ;) )Słowacka (Czechosłowacka) wieża.
Tamta jest troszkę na wschód od Barwinka w stronę Zyndranowej, a czy Wyżny Komornik? , cały ten rejon to Komornik po Słowackiej stronie .
ps. i tu mi sie przypomniało ..jak kiedyś pięknie śpiewał T Wożniak..." a ja mam dziewczynę po Słowackiej stronie ,wyjdę na wyżynę i zawołam do niej...hejjj Hannno "
ps.' bertrand przepraszam, już nie "zaśmiecam " Ci wiecej "ogniska", ale musiałem bo "wdepnąłeś " TU , i dobrze:lol:
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Lubię jak wątek żyje. Jak piszę i nie ma komentarzy, to wydaje mi się, że sam przy tym ognisku piwo piję.
Do Twej prośby, tej z tekstu, się zastosowałem...teraz czas na powyższą uwagę.
Niech zatem i ja samotność Twoją zakłócę tym małym wpisem.
Tym bardziej, że zniosło Ciebie/Was w najbliższy mej duszy Beskid...
a przy ognisku przysiadam każdego dnia bardziej lub mniej widoczny ;)
Pozdrawiam i czekam przy ogniu.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Tak naprawdę, to bałem się zjebki. Forum bieszczadzkie, a opowieści z BN. ale kto nie ryzykuje to w Rawiczu nie siedzi
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Tak naprawdę, to bałem się zjebki
Hyh, śmiało...ci od BN nie dadzą ogniska zagasić...a oburzeni tematyką pewnie już nie zaglądają ;)
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Wiem,która to wieża.Też nie udało nam się na nią wejść-widać trzeba więcej szczęścia.Granicy już nie ma,ale jak istniała to pieczątka słowacka głosiła "Wyżny Komarnik"stąd moje wątpliwości co do nazwy "Barwinek Słowacki".Boze broń,żeby to miało jakies znaczenie albo wygladało na czepialstwo.Jak go zwał,tak zwał-tez chcieliśmy poszerzyć sobie z niej horyzont.A zresztą,masz dowód jak uważnie sie Ciebie "słucha"przy ognisku!
-
9 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Trochę przygasa.. Miało być o pomniku, ale na razie nie będzie. Będzie o przyjaznej ręce sowieckiej armii..
Dzień 10
Pogoda cudowna. Jedziemy, zatem do Łupkowa. Nie, żeby tam spać, ale zobaczyć. Nowy Łupków zawsze robił na mnie przygnębiające wrażenie i nic się teraz nie zmieniło. Przejechaliśmy przez centrum i pojechaliśmy drogą w kierunku stacji kolejowej. Parkuję na tyłach stacji i idziemy do kolejarzy. Pytam się, czy możemy przejść tunelem na słowacką stronę. Usłyszeliśmy, że za chwilę pojedzie pociąg, a potem możemy iść. Rzeczywiście pociąg nadjechał szybko. Na początku tunelem idzie się fajnie, a potem robi się ciemno. Tylko to światełko na końcu tunelu… Po kilku minutach wychodzimy po słowackiej stronie. Ja oczywiście od razu włażę na górę, nad tunel. Robię fotki i schodzę na tory. Po chwili z tunelu wychodzi jeszcze kilka osób. Na murze obok wjazdu do tunelu jest tablica w języku rosyjskim rodem z zamierzchłych czasów oznajmiająca, że bratnia ręka sowieckiej armii odbudowała to, co nienawiść niemiecka zniszczyła. Posiedzieliśmy chwilę przy tunelu i postanowiliśmy wracać. Ruszyłem z kopyta do przodu. Szybko zostawiłem towarzystwo za sobą w tunelu. Po wyjściu skierowałem się w lewo, a potem w kierunku zabudowań. Popadł mnie mały bardzo hałaśliwy piesek. Właścicielka psa starsza pani zdziwiła się niezmiernie, ze ktoś z tej właśnie strony nadchodzi. Przywitałem się grzecznie i poszedłem dalej. Po chwili zaczął szczekać większy pies. Tego już znałem. To strażnik domu Krysi Rados. Krysia nie od razu mnie poznała, ale jak już spunktowała, kto ją odwiedził, ucieszyła się bardzo na mój widok. I tu mnie zaskoczyła. Powiedziała, że wiedziała, iż ją odwiedzę. Kurcze pytam się, ale skąd? Otóż niejaki Darek odwiedził ją kilka dni wcześniej i powiedział, ze będę w tej okolicy i na pewno ją odwiedzę. I tak się też stało. Ku wielkiemu niezadowoleniu Krysi odmówiłem kawy tylko zamieniłem kilka z nią słów i powędrowałem na stację kolejową. Tam przyszła reszta grupy. Karawanem podjechaliśmy na rozwidlenie dróg. Ja z chrześniakiem poszliśmy na cmentarz, a reszta poszła do schroniska. Nam na cmentarzu zeszło trochę czasu. Moim zdaniem cmentarz w Łupkowie jest najpiękniejszym cmentarzem bieszczadzkim. Każdy może mieć inne zdanie, ale jam mam właśnie takie. Wychodząc z cmentarza zobaczyliśmy jak obok nas śmiga łania. Po kilku minutach dotarliśmy do schroniska.
-
1 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
jedno zdjęcie mi umknęło..
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Bertrandzie jednak chyba inne zdjęcie Ci umknęło...
-
Odp: Zapraszam do ogniska
A co masz na myśli? Wiesz, z naprawdę dużej ilości zdjęć wybieram tylko 10 do każdego posta, bo więcej nie można. I dobrze tak..
Pozdrawiam
-
Odp: Zapraszam do ogniska
A na myśli mam to, że zdjęcie które wstawiłeś w drugim poście jest również w pierwszym na miejscu nr 2.
-
1 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Przepraszam. miało być to. Ale miło, że jesteś czujny, jak bolszewik :wink:
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Sam wiesz Bertrandzie, że ktoś musi stać na straży ognia...
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
Marcin Scelina
ktoś musi stać na straży ognia...
Byle taki co z zaskoczenia nie ugasi go "po harcersku" ;]
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Reszta już tu była i czekała na ławce pod drzewem. Przechodząc tuż obok chałupy przywitałem się z Gospodarzem i zamieniłem z nim kilka słów. Uważam, że tak trzeba, ale jak się później okazało tylko ja z naszej grupy tak uważam… Wyjąłem mapę i zacząłem ją studiować. Po prostu nie chciało mi się wracać o tak wczesnej jeszcze porze. lepiej iść dokądkolwiek. Dużo czasu nie potrzebowałem na podjęcie słusznej decyzji. Idę na Zubeńsko, a potem czarnym do szosy. Proszę Renatkę, żeby po mnie tam przyjechała. Ruszam na szlak. Po chwili słyszę, że ktoś za mną idzie. Patrzę, a to dogonił mnie chrześniak, a po chwili kuzyn. Idziemy sobie we trzech. Renatka z żoną kuzyna wróciły do karawanu. Dawno nie szedłem tą trasą. W krzakach widzę stojącą sławojkę. Podszedłem, nie żeby skorzystać, tylko, żeby zobaczyć, w jakim jest stanie. Stan opłakany. Idziemy dalej. Nagle po lewej stronie drogi widzimy nowiusieńki maleńki domek. Domek o pięknej nazwie „Mglisty Anioł” Podchodzimy do samego domku. Zbudowany na podstawie 3x4m. Zakluczony. Ciekaw jestem, kto go sobie tu postawił. Mijamy trzy niewiasty. Idą do Łupkowa. Przy domku chwilę odpoczywaliśmy i poszliśmy dalej. Na Zubeńsku idę szukać cmentarza. Znaczy się miejsce znaleźć nie jest trudno, tylko jest ono tak pozarastane, że niczego nie widziałem. Krzyża, nagrobka, ani kamieni nawet. Za to chaszczowanie w krzaczorach - miodzio. Kuzyn z chrześniakiem sporo czasu na mnie czekali na drodze. Po chwili skręcamy czarnym szlakiem w lewo. Po prawej widzę drewniany dach. Nie zastanawiam się ani chwili i podążam w jego kierunku. Jest to stara wiata a raczej jej resztki. Wracam do chłopaków i już spokojnie idziemy do karawanu. Siadam za kierownice i nic nikomu nie mówiąc jadę w kierunku Cisnej. Daleko nie jadę. Wiem, że w Woli Michowej jest bardzo wysoki wiadukt kolejowy. Mam zamiar go znaleźć. Towarzystwo nie jest chyba bardzo zadowolone, ale kierownica, czyli władza jest w moich rękach. Zostawiam karawan razem z chrześniakiem. On się zbuntował i łazić nigdzie nie będzie. My idziemy. Znalezienie wiaduktu nie przedstawia żadnej trudności. Istotnie jest wysoki. Żeby sprawdzić jak jest wysoki schodzę na dół. Nikt nie idzie ze mną. Miejsce takie sobie, ale budowla robi na mnie wrażenie. Wyłażę na górę i wracamy do samochodu. Wracamy do Komańczy. Nie jest to koniec dnia. Mam jeszcze coś w zanadrzu. Bez pomocy Lucyny się nie obejdzie. Wiem, że w Komańczy mieszka pewna starsza pani, która ma w domu cos w rodzaju muzeum, czy skansenu jakiegoś. Nie wiem gdzie i nie wiem jak się ona nazywa. Po krótkiej rozmowie z Lucyną wiem prawie wszystko. Pani nazywa się Daria Boiwka i mieszka mniej więcej tam i tam. Po zasięgnięciu języka na miejscu trafiam bez problemu. Starsza pani jest przeuroczą gawędziarką. Przede wszystkim prezentuje w swoim domu hafty, które zrobiła razem ze swoim nieżyjącym już mężem. Nie znam się na „sztrykowaniu”, ale Renatka tak. Jest pod wrażeniem ogromu pracy. Poza tym pani Daria opowiada o starych zapomnianych zwyczajach miejscowej ludności. Czas szybko leci. Wychodzimy w końcu z domu Pani Darii. Jedziemy na obiad. Mimo, że Komańcza to siedziba gminy, to zjeść nie można prawie nigdzie. Jedziemy do schroniska, tego obok klasztoru. I tu pełne zaskoczenie. Porcje smaczne duże i niezbyt drogie. Najedzeni wracamy do domku…
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Porcje smaczne duże i niezbyt drogie. Najedzeni wracamy do domku…
..tchnie intrygująco... niemożliwością prawie...
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Przynajmniej w sierpniu było to jedyne sensowne miejsce, w którym można było dobrze zjeść. Pomijam kuchnię u naszych Gospodarzy. Raz u nich jedliśmy i było smaczne i jeszcze taniej. Problem polegał na tym, że pani Być chciała dzień wcześnieć znać godzinę posiłku. A kto to może wiedzieć, gdzie rzuci Bertranda dnia następnego??? ;)
pozdrawiam
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Dzień 11
Słonecznie i ciepło. Po śniadaniu zarządzam wyjazd w dwa samochody. Jedziemy ogólnie rzecz biorąc na północny wschód. Po drodze cały czas po lewej stronie mamy tory kolejowe. W pierwszej większej miejscowości skręcamy w prawo i z niej wyjeżdżamy. Kawałek dalej rozpoczyna się wieś. Na wysokości cerkwi, która nadal pełni tę rolę zostawiamy jeden samochód i już karawanem jedziemy przez wieś. Domostwa są przy drodze, którą jedziemy i w dole po prawej stronie. Wieś się skończyła, a my jeszcze jedziemy. Już jednak niedaleko. Ilekroć tutaj byłem, albo z drugiej strony, zawsze zastanawiałem się, czy dałoby się karawanem przejechać? Z tamtej strony po betonowych płytach już na górę wyjeżdżałem. Tylko, co dalej? Czy podwozie karawanu to wytrzyma? W każdym razie dojechałem do takiego miejsca, skąd można wyruszyć już pieszo oznakowaną na niebiesko ścieżką. Idziemy w lewo, pod górę. Pniemy się mozolnie sapiąc i dysząc, a za nami widoczki piękne są. Przy granicy lasu robimy sobie odpoczynek podziwiając widoki. W lesie wydawałoby się, że będzie przyjemniej, ponieważ cień jest. Nic z tego. Nie ma wiatru i jest parno. Dochodzimy do wieży przekaźnikowej. Przy niej skręcamy w lewo i rozpoczynamy powolne zejście. Po kilku minutach wychodzimy z lasu i przystajemy. Przed sobą mamy imponujący widok zarówno na Beskid Niski jak i na zachodnią część Bieszczadów Zachodnich. Schodzimy łagodnie opadającym grzbietem, a widoki mamy na prawo, na lewo i przed siebie. Za siebie się nie oglądamy. Ścieżka prowadzi przed siebie, ale ja zabieram chrześniaka i odbijamy w prawo. Tam stoi ambona. Miejsce cudowne. Nie zabieram go do drugiej ambony, która jak pamiętam stoi nieopodal. Tęsknym wzrokiem spoglądam w prawo. Czy będzie mi dane tego wyjazdu odwiedzić pobliską dolinę? Chyba nie, ale co się odwlecze to nie uciecze. Przyspieszamy kroku i doganiamy naszą grupę. Z dala wyłania nam się widok na cerkiew, ale jeszcze kawał drogi do niej. Nie spiesząc się, rozmawiając i żartując sobie dochodzimy do miejsca, w którym jest cmentarz wojskowy/wojenny. Cmentarz, to bardzo duże słowo. Jest to miejsce o powierzchni około 4 m kwadratowych otoczone małym płotem. Za to na płocie znajdują się krzyże: greckokatolicki, prawosławny i rzymskokatolicki. Od cmentarza w dół prowadzi już polna droga. Nie idziemy nią do końca, tylko skręcamy w prawo. Dochodzimy do dwóch cmentarzy i cerkwi. Po raz kolejny żałuję, że nigdy jeszcze w niej nie byłem. Oznacza to jednak, że trzeba tutaj wrócić. Po chwili kuzyn zawozi mnie do karawanu. Wracamy do naszej grupy. Tutaj się rozdzielamy. Kuzyn z rodzinką jadą do Radoszyc,
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Ilekroć tutaj byłem, albo z drugiej strony, zawsze zastanawiałem się, czy dałoby się karawanem przejechać?
Musi być bardzo sucho, wtedy powoli przejedziesz. Po deszczach nie ma się co pchać. Suma sumarum najgorszy (imho) jest króki odcinek od samej przełęczy do lasu (głębokie koleiny i "nigdy" nie wysychające kałuże, zrobione przez ciągniki) i potem kawałek w lesie (w zasadzie pierwszy ostry skręt w prawo, bo drogę przecina potok i teren jest podmokły). Potem zostanie łąka (dobrze żeby była skoszona lub choć droga "przetarta"), przejazd przez potok (płytki), krótki podjazd i zjazd centralnie na leśniczówkę droga polną. Spróbuj kiedyś to się dowiesz na 100% :)
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Szanowny Panie Autorze za wspomnienie o kuchni pani Być powinieneś iść na stos.
Ja chcę pajdę domowego chleba z serem i swojskim mlekiem.
Buuu tylko jedną pajdkę.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Stołowałaś się tam? Nie za daleko miałaś? :-)