Hymmm? a może coś bardziej zrozumiałego:-?
Tak w zasadzie to szkoda, że będzie wersja skrócona. Miło jest delektować się barwnym opisem perypeti Biesczadzkich Dziewic:-D
Wersja do druku
Hymmm? a może coś bardziej zrozumiałego:-?
Tak w zasadzie to szkoda, że będzie wersja skrócona. Miło jest delektować się barwnym opisem perypeti Biesczadzkich Dziewic:-D
Nie będzie wersji skróconej! Będą krótsze przerwy między rozdziałami!
Jestem przeszczęśliwy
Rozdział VI
Odyseja, a co tam- odysejka leniwa
Od początku, czyli zaraz po przejeździe w Bieszczady plany były takie, że w drodze do Ustrzyk Górnych na KIMB pojedziemy do Beniowej. Beniowa, jak każdy wie, leży dokładnie w połowie drogi z Sękowca do Ustrzyk, w ogóle nie trzeba skręcać w bok.;)
Tymczasem okazało się, że:
- Anieł Gargamel Kaśka nadwyrężyła sobie na Dydiowej nogę, do czego się wcześniej nie przyznała,
- Bertrand czekał na przyjazd Poleja i wybierali się do dawniej wsi Caryńska, ale powiedział, że jak będziemy wyjeżdżać, to mamy zadzwonić, bo może zmienią plany
-Trzeba było się spakować na cały weekend, co dla mnie i innych facetów wchodzących w skład wesołego domku nr 1 nie stanowiło problemy, ale mieliśmy dwie panie.
…A potem okazało się, że Bertrand z Polejem et consortes pojechali jednak do Beniowej!
A my , gdy udało się ogarnąć pakowanie bagaży, bagażków, bagażuniów (zależy od osoby) pojechaliśmy do Górnych.
Czułem się trochę odpowiedzialny za to, jak KIMB będzie przebiegał. Po osieroceniu nas przez Stałego Bywalca, to ja założyłem wątek KIMB-owy, jednym z punktów sobotniego wieczoru miał być występ naszych kolegów z zespołu Calcjumfolii, a tymczasem my do dziś nie mogliśmy dodzwonić się ani do Czossiego, ani do Dziadzi. Wreszcie okazało się że obowiązki zawodowe nie pozwolą kolegom dojechać. Nici z sobotniego koncertu. A mieliśmy wejść ławą w koszulkach…(patrz rozdz. kolejny).
Pojechaliśmy całą naszą „piątką”, czyli Banan też. Zakwaterowaliśmy się w Hoteliku Białym. O 18 poszliśmy do Zajazdu pod Caryńską. Po pewnym czasie dołączyli do nas Dyktator Marcowy i Hero, którzy z Warszawy przywieźli naszą WUKĘ, potem przyszedł Zbyszek, którego wcześniej nie znaliśmy, ja ubrałem misia z drewna w swoją kurtę i czapelusz.A potem…
A potem się zaczęło…
Coraz więcej osób zaczęło się schodzić, nie każcie mi wymieniać. Było bodaj więcej osób niż na obradach głównych przed rokiem. Na końcu dojechała wycieczka lwowska. Stał Bywalec, jak poznał Julię, zapowiedział, że, jako Prezydent KIMBu na jutrzejsze obrady główne wprowadzi, punkt nadzwyczajny o zaręczynach moich z Julią. Nikt go nikt słuchał. Najmniej ja. Lało się piwo, pojawiła się wódeczka. mAAtylda postawiła ślubną (vivant!).
Jurko zagadywał moją Julię, Zbyszek też , nie licząc innych pięknych kobiet. Na końcu postawił piwa dla wszystkich.
I jak się okazało po rozkręceniu imprezy nikt nie ma aparatów, chociaż na początku były
Lokal opuszczali niedobitki, Hero, Julia, ja..(więcej grzechów nie pamiętam).
Była 2 w nocy, 15 maja 2010 r. KIMBu obrady Główne…
Nie wiem dlaczego ale nie jestem zdziwiony, że zastrajkowała:mrgreen::mrgreen::mrgreen: To przecież przestarzały model:roll:
Pisze jednak zbyt wolno by dostrzec jak pojawił się kolejny opis spotkania:lol:
To były piękne chwile:grin: Tylko ta weselna i paulaner zburzyły mą świadomość:twisted: Wszelkiej pomyślności mAAtyldo:-) Piękny owoc III KIMBu:lol:
Dzizes już znowu mam kaca:)))))))))hihihi
Chyba umarłam jako pierwsza...pamiętam jak mAAtylda stawiała....
Więcej grzechów już nie pamiętam:twisted:
AAAAAAA i Zbyszek też stawiał pamiętam....może nie jest aż tak źle???:))))))
Tak? mam niemiłe ważenie, że wszyscy byli tak weseli i odprowadzali siebie:mrgreen::mrgreen::mrgreen: Poważnie. To było piękne spotkanie.
Ludzie wrażliwi jak struna, Sercem obdarzeni. Dziękuje.
Rozdział VII
Spotkanie w Łopieńce
Rano poszedłem z Bananem do sklepu. Nogi drogę do sklepu znają, zajęliśmy się więc rozmową, gdy oderwaliśmy się od rozmowy już siedzieliśmy przy piwie w ZpC. Tak to jest, jak człowiek się zagada. Przyszedł Wojtek1121 pytając się o plany. W tym czasie przyjechała Krysia wybierająca się do Kasi. Wojtek postanowił więc odwieźć nas do Hoteliku i być naocznym świadkiem spotkania dwóch głównych shoutboxerek.
Po śniadaniu rozdzieliliśmy się. Kryśka i Kasia pojechały do Łopieńki, Wojtek Myśliwiec poszedł z Andrzejem, Jurkiem i Kaziem zdobywać Tarnicę. Ja zaś zadzwoniłem do Pastora.Jakie masz plany, nie mam planów, możemy z Tobą, możecie ze mną. Tak my i pojechali. Kierunek :Majdan .Wspaniale jechało nam się z Pastorem, wspaniale rozmawiało . Pastorku, jak to czytasz, przypominam o zdjęciach.
Przystanek w Cisnej, Rysiu, Siekierka, potem Majdan, muzeum kolejki wąskotorowej. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się przy cmentarzu. Chwila modlitwy i zadumy nad grobami Bodzia Sikorki I Jasia Zubowa.
Szybka decyzja-jedziemy do Łopieńki. Zależało mi bardzo, żeby pokazać Julii to magiczne miejsce. Tymczasem droga od parkingu zatarasowana przez ciągnik, przy którym facet ładował drzewo na wypał. Idę dowiedzieć się, jak długo potrwa załadunek.
- Muszę jeszcze z tej strony załadować, bo inaczej przyczepa się przewróci.
- To ja panu pomogę.
Biorę się do roboty i ładujemy razem, w końcu facet mówi, że tyle wystarczy, już się nie przewróci, może nam więc trochę zjechać.
- Mogę panu jeszcze pomóc, niech pan korzysta- ofiarowuje się.
- To niech pan jeszcze kilka wrzuci i pojadę- nie chciał mojej pomocy, albo było mu głupio.
Dojechaliśmy do Łopieńki, a tam samochody Wojtka, Bertranda i Marcowego. Przy samochodach pani Ania i Renatka, reszta poszła pod kapliczkę. Zaraz powinni wrócić. Czekamy więc zwiedzając cerkiew i lipę. Wracają. Marcowy, WUKA, Bertrand, Krysia, Kasia, Wojtek 1121. Chyba nikogo nie pominąłem. Wcześniej natomiast przy łopieńskiej lipie nastąpiło pasowanie Kasi na bieszczadniczkę. Rozdziewiczenie nastąpiło na Dwerniku Kamieniu, dziś, można powiedzieć, przyklepanie (dosłownie) tego faktu. Kto jeszcze nie widział, to proszę.
Wracamy, w drodze powrotnej Pastor zaprasza nas na obiad, zatrzymujemy się w Czartorii w Wetlinie. To tutaj oglądałem ten wielki mecz Polaków, kiedy rozgramiali Niemców na Euro 2008. Wynik pogromu Polska 0- Niemcy 2.
Do Ustrzyk wracamy po południu, czas się przygotować do obrad Głównych IX Kongresu Internautów Miłośników Bieszczadów.
Tutaj można zobaczyć Migawki ze Lwowa
oraz z tego spotkania:
Jesteśmy znowu w Zajeździe Pod Caryńską
Wyglądało to tak:
Wołosate-Tarnica-Ustrzyki
Andrzej jak zawsze niezawodny:razz:
Rozdział VIII
Obrady główne, czyli hulanka
Czy mogę coś więcej napisać o IX KIMBie, skoro wszystko już zostało napisane tutaj, będzie jeszcze tutaj, a zawsze można zapukać do sąsiadów? Wszędzie tam znajdują się wspomnienia, recenzje i dokumentacja fotograficzna i audiowizualna.
Można, bo nie wszystko zostało jeszcze powiedziane.
Primo.
Byłem fundatorem jednych z powsimordowych nagród. Jak to zatytułował Dyktator Marcowy- płynnej poezji. Czas puknąć się w piersi, nie tak ładne jak piersi Julii, ale zawsze. Miała to być słynna z zeszłorocznego KIMBu miętóweczka, ale mój rodzić nie wyrobił się, za rzadko mu przypominałem o wyprodukowaniu tego destylatu. Na flaszeczkach miał być okolicznościowy grawer. I tu druga wpadka.Wpadłem na pomysł, żeby kupić wódeczkę w sklepie, wódeczkę wyjątkowo zacną. W domu dopiero zauważyłem, że flaszeczki są plastikowe i z graweru nici. Cóż było robić? Ruszyłem tym, co mam na szyi, i wymyśliłem okolicznościowe wierszyki, wydrukowałem na papierze samoprzylepnym i już miałem nagrody. Jak płynna poezja, to płynna poezja.
I tak nasza wspaniała poetka, WUKA otrzymała flaszeczkę z takim wierszykiem:
Po co nam szkiełko, okular, oko
I cała poważna nauka
Kiedy anielskie strofy swym piórem
Pisze nam pięknie WUKA
Bmiller, Fotografik Roku przeczytał:
Pstryk! Pstryk! po Bieszczadach się niesie
To nieomylny znak ,że
Bmiller biega po lesie
Fotografując krze.
Bertrand 236, Kronikarz Roku oprócz wierszyka otrzymał ode mnie piwo Czarny Specjal.A to przez nasza piwną polemikę oraz z wielkiej sympatii. A nie tylko Tyskie i Tyskie.
Największych kronikarzy kolejność
Taka nam się wyłania:
Anonim Gall, Kadłubek Wincenty
I pewien Bertrand z Poznania.
Marcinowi .S tak napisałem:
Ile nóg ma zaskroniec
I jakie pióra ma pies
To wszystko i wiele więcej
Poznał nasz MarcinS
No i Forumowicz Roku, czyli Don Henek:
Bieszczadnikiem pełną gębą
I tej gęby całą mimiką
Jest nijaki Don Pedro
Przepraszam, Don Enrico.
Wszystkim Powsimordom jeszcze raz szczerze gratuluję!
Secundo.
W piątek, po powrocie z Lwowa w ZpC Stały Bywalec, będący już wtedy pod wpływem ,odgrażał się, że wprowadzi do porządku obrad punkt nadzwyczajny, dotyczącej mojej przyszłość z Julią.Nie brałem tego poważnie i natychmiast zapomniałem. A ten skórkowaniec pamiętał:-P!
Zawstydził mnie trochę wywlekając nas na światło dzienne i wymagając ode mnie publicznego oświadczenia się Julii. Ba, chciał przeprowadzić wśród publiczności głosowanie. Zaskoczył mnie, poza tym uważam, że to zbyt intymna sytuacja, żeby ulec takiej presji i z trudem, resztkami silnej woli, się od tego wyłgałem. Ucieszył mnie jednak. Oznacza to, że darzy mnie sympatią a i Julia została przyjęta do bieszczadzkiej braci. Miała zresztą podczas tego pobytu wiele na to dowodów. Tylko ja, biedny, już nawet w Bieszczady nie mogę uciec…
Tertio.
Na koniec zostawiłem ważną rzecz, o której nikt potem nie pisał. A warto! O pomyśle Lucyny sprzątania opuszczonych cmentarzy, których jest w Bieszczadach bez liku. Dobrą robotę wykonuje tu Szymon Magurycz, ale to wszystko kropla w morzu potrzeb. Po KIMBie mieliśmy jechać na leski kirkut. Pogoda niestety to uniemożliwiała. Stały Bywalec podobno zadeklarował , że jeden z wrześniowych dni poświeci na czyszczenie nagrobków na cmentarzu w Zatwarnicy. To dobry pomysł. Ja się piszę.
I apeluję, jeśli ktoś będzie w Bieszczadach i ma ochotę, to wystarczy kubeł z wodą, jakaś szczotka, rękawice, worek na śmieci, szpachelka do mchu. Oddajmy Bieszczadom choć część tego, co Bieszczady dają nam.
Chciałbym w tym miejscu podziękować Magdzie za książkę, Pastorowi za oddanie talonów mięsnych dla Julii (o żarciu pisać nie będę, o tym już było) i Andrzejowi 627 za prezent dla Banan w postaci talonu, i za to , o czym on wie, a mnie było bardzo potrzebne. Nie zostawia się ludzi na szlaku, niezależnie od tego którędy ten szlak przebiega. Bardzo dziękuje!
mniej więcej od posta przyspieszającego relację, mój szósty zmysł podszeptuje mi, że będzie happy end - czyli w poście ostatnim okaże się, że Piskal jednak Julii się oświadczył...:razz:
Piskalu! Miałem to zrobić później, czyli ...później.
Piwo zacne,
Gardłu bliskie,
Jednak, to nie było
Piwo Tyskie.
Zacne to było piwo, przy którym wspominałem Julię no i Ciebie. A płynna poezja też już przepłynęła...
Pozdrawiam
P.S. Czy już mam inicjować jakąś nową specjalną akcje forumową???
Nie zaprzeczam i nie potwierdzam!
Bo to być nie miało Tyskie
Piwo Specjal jest mi bliskie.
Lepiej się przez gardło leje
Po Specjalu ryj się śmieje.
O jakiej akcji myślisz?
Rozdział IX
Placki
W niedzielę zaczęło padać, ba, lać. Plany były brenzbergowe, ale Julia, przestraszona tym co się z nią działo na Dwerniku Kamieniu odmówiła chodzenia po górach. Szybka narada i ustalenia, że wracamy jednak do Sękowca. Żal mi trochę poszukiwania leśniczówki Brenzberg, ale jak jest się w grupie, to trzeba liczyć się ze zdaniem innych.
Bambetli mamy więcej niż mieliśmy, ponieważ WUKA, w uznaniu mojego hie, hie, talentu oddała mi część swoich powsimordowych nagród. A konkretnie nalewkę Pastora, którą napoczniemy już jutro, po wypiciu flaszki ufundowanej przez Wojtka 1121, którą wylosowałem na KIMBi i wino od Hero, które szczęśliwie czeka na lepsze dni. To już drugie powsimordowe wino w naszym domu, ponieważ zeszłoroczne WUKA przywiozła, kiedy odwiedziła nas w wakacje w piskalówce. Poczekamy na specjalną okazję, by je wypić ku chwale Bieszczadów.
Mamy też pełną torbę i karton książek, które jutro, na prośbę Marcowego, zawieziemy dla dzieciaków w Komańczy.
Zapraszamy również na placki piskalskie, obiecane jeszcze we wrześniu, Magdę i Andrzeja 627.
Deszcz leje, nobliwy staruszek, trzydziestoletni namiot Banana zaczyna przeciekać, dzięki czemu Banan postanawia wreszcie przenieść się do naszego domku. Rozpalamy w kominku, robi się bardzo przyjemnie. House nr 1 znowu staje się Home.
Po południu przyjeżdżają nasi paryscy przyjaciele, Andrzej wciąż jest pod wrażenie zdobycia Brebnzbergu, Magda go stopuje. Nie bardzo jej się to udaje. Placki smakują. Jest rodzinnie.
Deszcz bębni o szyby, ogień gra w kominku, humory, pomimo złej pogody, dopisują. Siadamy nad mapą i ustalamy, dokąd prócz Komańczy pojedziemy.
Dokumentacja
Ja wylosowałam...nie zabieraj mi tej radości :))))
Było dla mnie to bardzo miłe,że za trzecim razem ale wylosowałam kogoś swojego...:razz:
http://img810.imageshack.us/img810/1697/img0031l.jpg
http://img809.imageshack.us/img809/4017/img0032h.jpg
http://img813.imageshack.us/img813/9456/img0033v.jpg
Rozdział X
Misja komaniecka
Książki, które przywieźliście, przywieźliśmy, bo ja przecież też, już są spakowane i ruszają z nami do Komańczy. Dzięki misji, którą nam zlecił Dyktator Marcowy mogłem w niedzielę przejrzeć niektóre z książeczek, zwłaszcza „Las pełen zwierza” E. Marszałka. Aż żałuję, że nie otrzymałem Powsimordy, bo byłbym szczęśliwym posiadaczem tej świetnej pozycji. Teraz wszystkie książeczki zmierzają do dzieci w Komańczy. Później mamy jechać do Smolnika nad Osławą, bo nikt z nas jeszcze tam nie był, ale..
Ale kiedy jesteśmy już w drodze dzwoni Wojtek 1121, który, wraz z żoną ,ma ochotę się do nas podłączył. Spotykamy się na stacji benzynowej przed Cisną. Wojtek był już w Dolnych, gdzie napadły go ukraińskie baby i zgwałciły przez siatkę. Efekt gwałtu- siatka pełna ukraińskiej gorzoły. Proponuje mi butelkę z ramach wylosowanej nagrody, ale ja nie jestem wielbicielem ukraińskiej wódki, chociaż jak pojawia się w domku nr 1, najczęściej ze Stałym Bywalcem, nie odmawiam. Jednak dostać flaszkę a samemu, „temy ręcamy”, wykopać, to jest różnica. Chciałem ją wykopać we wrześniu, ale Julia odwiodła mnie od tego, ma ochotę na dziś. Potem okaże się, że wypije tylko kieliszek. Trudno, we wrzeniu będę pił ukraińską.
Dojeżdżamy do Komańczy, znajdujemy szkołę, idziemy do sekretariatu
- Akcję „Wyślij książkę do Komańczy” zamieniliśmy na akcję” Przywieź książkę do Komańczy”-informuję panią- to jest dar od Bieszczadzkiego Forum Dyskusyjnego.
Podziękowania. Zauważyłem, że wybór książek był bardzo przemyślany, wszystkie bardzo merytoryczne, na pewno dzieciakom posłużą.
Jedziemy pod cerkiew zobaczyć postępy prac, owszem, widoczne. Potem udajemy się pod klasztor. Wojtek odgraża się Kaśce Gargamelowi, że załatwi jej przyjęcie do klasztoru.
Wojtek nas pogania, wymyślił, że kupi kiełbaski i zrobimy sobie grilla lub ognisko. To nic że pada deszcz. Dajcie sobie spokój ze Smolnikiem, wolę coś zjeść. Znowu narzuca nam swoją wolę i znowu okazuje się, że miał rację!
Z Komańczy zatem jedziemy na Przełącz Żebrak, gdzie miał ukryty grill. Miał w sensie dosłownym, bo po grillu zostaje garstka zmoczonego węgla. Ktoś, zapewne gdy poszedł za potrzebą musiał się na grilla nadziać i tak grill dostał nóg. Za to ja wykopuję wygraną flaszkę. Pastor wie, z którego miejsca. Flaszeczka zmrożona, aż parzy. Ech…
Jedziemy najpierw nad jeziorko, ale marne są szanse, żebyśmy tam rozpalili ognisko. Chrust jest mokry. Lecz mamy jeszcze plan B.
I wtedy, a może to było jeszcze przed Przełęczą Żebrak, wychodzi nam na drogę.
Żubr.
Piękny, na chwilę nawet przystanął i popatrzył na nas z ciekawością, a może z politowaniem. A aparat w bagażniku! I z pewnością nie było go (żubra) w Smolniku! Dzięki Wojtkowi go zobaczyliśmy. I dzięki Kasi, która swoim brum-brumem nie mogła się rozpędzić. Przez co i Wojtek jechał wolno i po cichu. O licznych sarnach przy żubrze nie ma co wspominać.
Oczywiście nad jeziorkiem bobrowym nawet nie próbowaliśmy rozpalać ogniska, wdrożyliśmy plan B. Pojechaliśmy do chatki. Dziś pusto w niej. Tam po rozpaleniu w kominie pozwoliliśmy sobie na wyżerkę. Ta chatka jest o wiele lepiej utrzymana niż ta na Dydiowej. Ale wiem, że ma stałych lokatorów, w tym kolegów z naszego forum.
Wojtek tego dnia był przewodnikiem. Z chatki pojechaliśmy do sztolni Rabe i źródełka mineralnego . Czy to po wodzie z tego źródełka doszło do tego, że musze zmienić pointę. Nie, chyba wcześniej.
W Jabłonkach się rozstajemy. Teraz to Wojtek Myśliwiec jest przewodnikiem, siedzi na przednim fotelu i kieruje Kasią. Tak kieruje, że, gdyby nie ja w Berahach pojechalibyśmy prosto. Zawsze pomyślę nie w porę. Mogłem trzymać gębę na kłódkę i popatrzeć na miny kierowcy i jej pilota, kiedy mijają tablicę w napisem Ustrzyki Górne. Cóż, stało się.
W domku, w którym został Banan cieplutko, ogień wesoło wesoło gra w kominku.
Tymczasem komplikuje się sytuacja powodziowa. Rzeki wzbierają gwałtownie, również na Podkarpaciu. Robimy burzę mózgów, tworzymy sztab kryzysowy, co robić? Czy wracać jutro, czy jeszcze dzień pozostać w Bieszczadach. Przy tej pogodzie i tak nigdzie nie będziemy chodzić. Ale wyjeżdżać, tylko dlatego, że spadło kilka kropel deszczu. Nikt się nie spodziewał, że sytuacja w kraju stanie się tak groźna, że to dopiero pierwsza fala.
Postanawiamy jeszcze zostać.
Rozdział XI
Powrót
We wtorek rano znowu zadzwonił Wojtek Cyferki, znowu pytając się o plany, ale jakie mogą być plany kiedy tak leje. A jednak plany są.
Te telefony Wojtka, świadczące o tym ,że pomimo tego, że wyprowadził się z Sękowca , chce się z nami spotykać, wspólnie spędzać dzień były niezwykle miłe. Te telefony Wojtka, Andrzeja, Bertranda, które jeszcze przed przyjazdem pytały się, czy na pewno i kiedy przyjadę, te wspólne wyprawy, pytanie na priv. od Marcowego, czy się spotkamy na KIMBie, te głosy na mnie w plebiscycie powsimordowym .. To wszystko sprawia, że nie czuję się na tym forum anonimowy. Czuję się zauważony, a może nawet potrzebny. To dla mnie bardzo dużo. Wielkie dzięki wszystkim!
…Plany są takie, żeby iść nad wodospad Szepit na Hylatym zobaczyć jak wygląda teraz, po obfitych opadach deszczu. Wybieramy się w siódemkę- Julia, Kasia, Wojtek Myśliwiec, Wojtek Cyferki, Andrzej, Banan i ja. Od Zatwarnicy towarzyszy nam ósmy towarzysz, pies, którego w drodze powrotnej od mostu trzeba było odgonić, bo poszedł by z nami do Ośrodka.
Wodospad pokazuje swoją siłę i oblicze. Groźne oblicze, krzyczy na nas wzburzoną wodą, odgania nas od siebie. „Jedźcie sobie stąd, stajemy się groźni! Potoki, rzeki , strumienie! Wracajcie do domu, póki czas” .Rzeczywiście w drodze powrotnej woda pod Tarnowem dotyka szosy, w Szczucinie Wisła sięga korony wału, wojskowe śmigłowce ewakuują ludzi, Żołnierze i strażacy układają worki z piaskiem. Za kilkadziesiąt minut wzburzone wody z potoku Hylaty wpadną do Sanu, za kilkadziesiąt godzin do Wisły, by po kilku dniach oprzeć się o historyczne mury Torunia.
Pod kultową wiatą żegnamy się z braćmi cyferki, zobaczę ich, mam nadzieję, we wrześniu, w domku nr 1.
Po południu odwiedza nas wreszcie Basia, zjadamy wspólny obiad. Pomimo deszczowej aury i niebezpieczeństwa, że powódź nie pozwoli nam wrócić ,mamy smętne miny. Chyba nikt z nas nie chce stąd wyjeżdżać. Ech, Bieszczady, co wy takiego w sobie macie..
***
Środa rano. Żegnamy się z naszą wspaniałą gospodynią i ruszamy. Kaśka ma zły w oczach. Planujemy postój w Lesku, aby dziewczyny i Wojtek mogli zaopatrzyć się w suweniry. A ja z Bananem idę na pożegnalne piwo do .. No pewnie, do Alfa, Już mnie tam rozpoznają. Z pożegnalnego piwa robią się dwa, ale za bardzo nie możemy marudzić. Przed nami daleka droga. Spotykamy się na parkingu i wyjeżdżamy z Leska. Deszcz nie pada, ale jest ponuro, nawierzchnia mokra a szosa poskręcana jak wąż Eskulapa. Mijamy duży parking i wtedy…
***
Lecz czasem tak się zdarza
Gdy robi się bardzo źle
Że brygada aniołów pracuje
By nic nam nie stało się.
…wtedy czas się zatrzymał, a samochód zatańczył. Rzuciło nas najpierw w lewą stroną, potem w prawą, potem..nie pamiątem. W tym czasie bieszczadzkie anioły były już na miejscu. Dwa stanęły na szosie pilnując, aby nie nadjechał żaden samochód, zwłaszcza od strony Zagórza, gdzie byliśmy nie widoczni zza zakrętu. Dwa pilnowały poboczy, abyśmy nie stoczyli się do rowu. Reszta obciążyła samochód tak, że nie wyrzuciło go z szosy. Zatańczyliśmy na szosie, obróciło nas niemal odwrotnie do kierunku jazdy, jakby samochód też nie chciał wyjeżdżać z Bieszczadów. Nadjechały inne samochody, chyba przez mokrą nawierzchnię nie jechały za szybko. I na szczęście odpowiednio później. Nie stało nam się nic, nawet małego przytarcia o słupek, chociaż tańczyliśmy pomiędzy nimi. Jeden z bieszczadzkich aniołów postanowił pojechać z nami, aby czuwać nad tym, żeby w dalszej drodze nie spotkała nas żadna zła przygoda.
Dojechał z nami do Torunia i od tej chwili jest w herbie naszego miasta…
***
I tak miała zakończyć się moja gawęda, ale, jak już sugerowałem, życie napisało swoją własną pointę.
Bieszczady są cudownym miejscem. Wszyscy o tym wiemy. Kasia i Julia już też. Tam człowiek zaczyna inaczej myśleć, inaczej się zachowywać. I nabiera zupełnie innych sił witalnych.
Działo się na naszym pięterku, oj działo, aż nie poznawałem Julii. Nie tylko zresztą na pięterku. Efektem tego dziania jest to…
…Że za kilka miesięcy urodzi się mała Piskalówna albo mały Piskalek. Kolejny Bieszczadnik.
PS. Wszystkich kolegów, którzy ofiarowywali mi w tym swoją pomoc, przepraszam. Poradziłem sobie sam, „temy rękamy „.
A zresztą mniejsza o ręce…
Koniec
Wielkie gratulacje!!!!! Piskali nigdy za wiele!!! :-) :-) :-)
[quote=Piskal;104637
Kaśka ma zły w oczach.[/quote]
Oczywiście łzy.
No i dowód na interwencję aniołów.
Ha, czyli jednak uchwały Pana Prezydenta na Uchodźstwie mają sprawczą moc :mrgreen::mrgreen: yes yes yes
GRATULACJE!!!!!!!!
Czyli co?połowa lutego?;-)
Gratulacje:razz: Piskal Bieszczadny:lol:
Faaaajnie!!!
@Piskal - serdeczne gratulacje dla Julii i Ciebie :-)
Nie zapomnij przekazać !!!
Ale fajno, będziecie mieć bieszczadzkiego Dzidziusia :-)
B.
Gratulacje
Bardzo bardzo dziękujemy.
Bertrand, teraz starasz się o Powsimordę w kategorii Poeta Roku?
GRATULACJE!!! co za pointa :razz:
Jak te Bieszczady mogą oczarować ;)
Piskalku - tobie tatusiowi i mamusi Julii - gratulacje :)
A koty proszę pogłaskać :)
GRATULACJE!!!:razz:
(i jednak będę się upierała przy tym, że to nie będzie ostatni post w tej sprawie...;))
a ponieważ czas szybko płynie i za jakieś 60 miesięcy Tata Piskal pewnie pokaże ten wątek Piskalątku, żeby zobaczyło jakie wiwaty były na jego cześć - to ja tak już na przyszłość - WSZYSTKIEGO DOBREGO PISKALĄTKO :razz::razz:
Jest i filmik z tej podróży ;) hihihi
http://www.youtube.com/watch?v=SfB_xosZGCg
Dzięki Kasiu! Ja mam tylko na płycie. I w głowie!
I czyż nie miałem racji, że Wojtek Myśliwiec to filutek? Wystarczy posłuchać jego komentarzy.
Wojtku, uwielbiam Cię!