Jak się okazuje, to wariantów przejścia przez Matragonę może być kilka. Niby niewielka góra, ale swoje atrakcje ma, szczególnie dla tych, którzy wytyczone szlaki już zaliczyli. Ponadto, gwarantowany spokój i cisza, bez tłoku i zbytniego pośpiechu.
Wersja do druku
.... Zbyszek to przecież najzwyklejsze łażenie było... czy teraz, czy dwadzieścia parę lat temu... to takie same....widzisz różnica jest taka, że Ty to dokładnie pamiętasz, a ja oprócz klimatu i że było mokro, to tylko torowisko, Ty chodzisz po górach, a ja już mniej, więc czym się tu "chwalić"... próbowałem to sobie po przeczytaniu Twojej relacji ułożyć... ale naprawdę nie mogłem.... każde miejsce jest czegoś tam zakamarkiem, ale czy są dzikie, czy w ogóle były dzikie...to mity w jakie ludzie chcą wierzyć.... są jakie są i chyba dlatego w tym banale i prostocie jest ich piękno... Bieszczady się nie zmieniły.... tylko ludzie....
No super, dałeś mi powód do niekłamanej radości. Uśmiałem się tak, że gdyby nie uszy, to dookoła głowy bym się śmiał :grin:. Prawda jest bardziej smutna, gdyż pamięć ma swoje ułomności. Po każdym powrocie, puki jeszcze wszystko jest świeże w pamięci, zapisuję którego dnia gdzie byłem, a bardzo pomocne są przy tym zdjęcia. Zebrało się tego 8 stron w Wordzie. Patrzę na listę wycieczek, sięgam po zdjęcia i wspomnienia same wracają. Oczywiście na początku to ja taki "mądry" nie byłem. Dopiero po kilku pobytach w Bieszczadach wpadłem na ten pomysł, gdy byłem jeszcze w stanie odtworzyć pewne szczegóły i utrwalić je dla potomnych.
To teraz dla odmiany, fragment wycieczki do Przemyśla i okolic. Naczytałem się o działaniach wojennych na terenie Bieszczadów podczas I WŚ i postanowiłem zobaczyć jak wyglądają w chwili obecnej, opisywane forty. W Forcie Salis-Soglio, miałem okazję poznać bardzo przyjemnych panów ze SG, gdyż przeszedłem kilkanaście metrów wzdłuż granicy z Ukrainą. Następnie Fort XII-Werner w Żurawicy z ciekawym muzeum oraz Fort XIII-San Rideau w Bolestraszycach. To wszystko było tylko dodatkiem do głównego celu wycieczki, czyli Arboretum w Bolestraszycach. Zamiast opisu krótki film, który będzie bardziej wymowny aniżeli zdjęcia.
http://www.youtube.com/watch?v=JXXah...ature=youtu.be
To bardzo proszę, już jest:). Wystarczy uruchomić piosenkę Krystyny Prońko "Deszcz w Cisnej" http://www.youtube.com/watch?v=476QyWZHqPA i mamy wszystko w komplecie, zgodnie z życzeniem Asi:).
Załącznik 33896 Załącznik 33897 Załącznik 33898 Załącznik 33899
Załącznik 33900 Załącznik 33901 Załącznik 33902
... i po deszczu.
Załącznik 33903 Załącznik 33904
O! Jeszcze stary Troll.Mam stamtąd fajne wspomnienia. Niby ładny ten nowy pensjonat, nawet tam nocowałem przed oficjalnym otwarciem, ale..czegoś tam brak.TEGO czegoś.
Popadało, zakurzyło, przetarło się - śliczności. Taki deszcz najlepiej z piwkiem pod parasolem wystawionym przed sklepem. No i ta piosenka. ech... A teraz do roboty Panie i Panowie.
gdzieś pod drzewem na skraju łąki bo zapach takiej łąki po deszczu jest niesamowity... albo ostatecznie na schodkach ganku drewnianej chałupy :)Cytat:
Popadało, zakurzyło, przetarło się - śliczności. Taki deszcz najlepiej ...
dzięki Zbyszku :)))
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące.
Aż się prosi zacytować częste powiedzenie Andrzeja z serialu "Dom", "wiśta wio łatwo powiedzieć":).
To jedziemy dalej, z Matragoną spotkałem się 24 czerwca i tego dnia, w miejscu zakwaterowania , odbyła się Noc Kupały. Co do konkretnego dnia są zdania podzielone, jedni mówią o 23 inni o 24 czerwca, mniejsza o tak mało istotne szczegóły, gdy wchodzi w grę sympatyczna impreza jaką jest bieszczadzka biesiada. Oczywiście zdjęć z niej nie będzie, gdyż uzyskanie zgody na ich publikację, byłoby bardzo kłopotliwe. W każdym bądź razie, następne dwa dni deszczu były mi bardzo na rękę, gdyż mogłem sobie tylko nucić piosenkę Czerwonych Gitar http://www.youtube.com/watch?v=Ygz1VRzc8Ls . Ówczesną sytuację mogłem jedynie nazwać łaskawością niebios w stosunku do mojej fizycznej ułomności. Jednak, aby nie popaść w zbytnie rozleniwienie zrobiłem sobie wycieczkę na cmentarz w Cisnej aby odwiedzić tych, którzy wędrują już tylko po Błękitnych Połoninach.
Załącznik 33977 Załącznik 33978 Załącznik 33979
Trzeciego dnia rano w dalszym ciągu pada z lekkimi przejaśnieniami. Pomyślałem sobie, że już dość tej łaskawości i trzeba gdzieś się jednak wybrać. Wybór padł na Magurę Stuposiańską. Zakładałem, że zanim dojadę do Nasicznego to się na pewno pogoda ustabilizuje:(. W trakcie jazdy, deszcz na przemian raz mniejszy, a za chwilę dużo większy aniżeli byłem w stanie przewidzieć. Po zaparkowaniu i rozpoczęciu przygotowywania do wyprawy, poczułem jakbym był pod działaniem bardzo drobnego zraszacza umieszczonego gdzieś wysoko w chmurach. Jednak nie zrezygnowałem i przeszedłem zaplanowaną trasę.
Załącznik 33987
Przechodząc przełęczą obok Wysokiego Wierchu, działanie zraszacza przybrało na sile do tego stopnia, że skorzystałem z łaskawości świerku, który lekko osłonił mnie od całkowitego przemoknięcia już na początku trasy. Widoki z tego miejsca były wręcz wspaniałe:).
Załącznik 33988
Ale ile można w pozycji kucznej wytrzymać?, w/g danych satelitarnych trwało to 15 min. Ruszyłem dalej przez różnej jakości chaszcze aż dotarłem do stokówki. Plan przewidywał, że przejdę (normalnie) przez mostek i będę kierował się do niebieskiego szlaku. Pierwszy krok na mostku uświadomił mi, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi i na siłę chce odwieźć mnie od dalszej kontynuacji wyprawy. Buty uzyskały zerową przyczepność, a poręcz z racji swojej chwiejności, nie dawała gwarancji utrzymania równowagi na śliskim podłożu. Jedynym wyjściem było przyjęcie pozycji czworonoga i wolne przemieszczanie się do przodu. Mostek na załączonym zdjęciu jest sfotografowany dopiero w sierpniu, przy pięknej pogodzie. Tak byłem pochłonięty problemem przedostania się na drugą stronę potoku, że zapomniałem o aparacie, który był zafoliowany w plecaku.
Załącznik 33989
Odcinek do niebieskiego szlaku obfitował w jary o różnym stopniu nachylenia zbocza, a sam szlak miejscami był nawet bardzo szeroki i przypominał tor przeszkód.
Załącznik 33990
Po dotarciu na szczyt Magury Stuposiańskiej dostałem dobrą wiadomość telefoniczną o szykującej się zmianie pogody, gdyż nadchodzący wyż obejmie w swoje władanie tereny bieszczadzkie. Podczas rozmowy, zauważyłem stróżkę wody, która ściekała mi z łokcia prosto na nasiąkniętą już dość mocno ziemię. Natomiast widok jaki zobaczyłem, ma się nijak do tego miejsca, gdyż można go przypisać do wielu innych bez wychodzenia w teren, w taką pogodę. Może ktoś posiada lepsze zdjęcie z tego miejsca, chętnie obejrzę.
Załącznik 33991
Podczas dalszego wędrowania zupełnie mi było obojętne, czy pada, czy tylko rosi. Przejście stokówką przez Caryńskie do Nasicznego upłynęło mi w towarzystwie przejeżdżających wypasionych bryk w obydwu kierunkach. Ruiny cerkwi zostawiłem sobie na następny pobyt w tej okolicy przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Natomiast potoczek przed Nasicznem, wyjątkowo przybrał na sile i bardzo skutecznie wypłukał błoto z moich butów i obmył strudzone stopy:). Po dotarciu asfaltówką na parking, nastąpiła zmiana mokrego ekwipunku na suchy i mogłem sobie powiedzieć, że tego dnia nie zmarnowałem na jakieś tam...
Aż się prosi zacytować częste powiedzenie Andrzeja z serialu "Dom", "wiśta wio łatwo powiedzieć":).
To jedziemy dalej, z Matragoną spotkałem się 24 czerwca i tego dnia, w miejscu zakwaterowania , odbyła się Noc Kupały. Co do konkretnego dnia są zdania podzielone, jedni mówią o 23 inni o 24 czerwca, mniejsza o tak mało istotne szczegóły, gdy wchodzi w grę sympatyczna impreza jaką jest bieszczadzka biesiada. Oczywiście zdjęć z niej nie będzie, gdyż uzyskanie zgody na ich publikację, byłoby bardzo kłopotliwe. W każdym bądź razie, następne dwa dni deszczu były mi bardzo na rękę, gdyż mogłem sobie tylko nucić piosenkę Czerwonych Gitar http://www.youtube.com/watch?v=Ygz1VRzc8Ls . Ówczesną sytuację mogłem jedynie nazwać łaskawością niebios w stosunku do mojej fizycznej ułomności. Jednak, aby nie popaść w zbytnie rozleniwienie zrobiłem sobie wycieczkę na cmentarz w Cisnej aby odwiedzić tych, którzy wędrują już tylko po Błękitnych Połoninach.
Załącznik 33977 Załącznik 33978 Załącznik 33979
Trzeciego dnia rano w dalszym ciągu pada z lekkimi przejaśnieniami. Pomyślałem sobie, że już dość tej łaskawości i trzeba gdzieś się jednak wybrać. Wybór padł na Magurę Stuposiańską. Zakładałem, że zanim dojadę do Nasicznego to się na pewno pogoda ustabilizuje:(. W trakcie jazdy, deszcz na przemian raz mniejszy, a za chwilę dużo większy aniżeli byłem w stanie przewidzieć. Po zaparkowaniu i rozpoczęciu przygotowywania do wyprawy, poczułem jakbym był pod działaniem bardzo drobnego zraszacza umieszczonego gdzieś wysoko w chmurach. Jednak nie zrezygnowałem i przeszedłem zaplanowaną trasę.
Załącznik 33987
Przechodząc przełęczą obok Wysokiego Wierchu, działanie zraszacza przybrało na sile do tego stopnia, że skorzystałem z łaskawości świerku, który lekko osłonił mnie od całkowitego przemoknięcia już na początku trasy. Widoki z tego miejsca były wręcz wspaniałe:).
Załącznik 33988
Ale ile można w pozycji kucznej wytrzymać?, w/g danych satelitarnych trwało to 15 min. Ruszyłem dalej przez różnej jakości chaszcze aż dotarłem do stokówki. Plan przewidywał, że przejdę (normalnie) przez mostek i będę kierował się do niebieskiego szlaku. Pierwszy krok na mostku uświadomił mi, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi i na siłę chce odwieźć mnie od dalszej kontynuacji wyprawy. Buty uzyskały zerową przyczepność, a poręcz z racji swojej chwiejności, nie dawała gwarancji utrzymania równowagi na śliskim podłożu. Jedynym wyjściem było przyjęcie pozycji czworonoga i wolne przemieszczanie się do przodu. Mostek na załączonym zdjęciu jest sfotografowany dopiero w sierpniu, przy pięknej pogodzie. Tak byłem pochłonięty problemem przedostania się na drugą stronę potoku, że zapomniałem o aparacie, który był zafoliowany w plecaku.
Załącznik 33989
Odcinek do niebieskiego szlaku obfitował w jary o różnym stopniu nachylenia zbocza, a sam szlak miejscami był nawet bardzo szeroki i przypominał tor przeszkód.
Załącznik 33990
Po dotarciu na szczyt Magury Stuposiańskiej dostałem dobrą wiadomość telefoniczną o szykującej się zmianie pogody, gdyż nadchodzący wyż obejmie w swoje władanie tereny bieszczadzkie. Podczas rozmowy, zauważyłem stróżkę wody, która ściekała mi z łokcia prosto na nasiąkniętą już dość mocno ziemię. Natomiast widok jaki zobaczyłem, ma się nijak do tego miejsca, gdyż można go przypisać do wielu innych bez wychodzenia w teren, w taką pogodę. Może ktoś posiada lepsze zdjęcie z tego miejsca, chętnie obejrzę.
Załącznik 33991
Podczas dalszego wędrowania zupełnie mi było obojętne, czy pada, czy tylko rosi. Przejście stokówką przez Caryńskie do Nasicznego upłynęło mi w towarzystwie przejeżdżających wypasionych bryk w obydwu kierunkach. Ruiny cerkwi zostawiłem sobie na następny pobyt w tej okolicy przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Natomiast potoczek przed Nasicznem, wyjątkowo przybrał na sile i bardzo skutecznie wypłukał błoto z moich butów i obmył strudzone stopy:). Po dotarciu asfaltówką na parking, nastąpiła zmiana mokrego ekwipunku na suchy i mogłem sobie powiedzieć, że tego dnia nie zmarnowałem na jakieś tam...
Prośba do zielonych:). Proszę skasować obydwa ostatnie posty, coś się pokręciło. Jeszcze raz napiszę i załączę zdjęcia.
Aż się prosi zacytować częste powiedzenie Andrzeja Talara z serialu "Dom", "wiśta wio łatwo powiedzieć":).
To jedziemy dalej, z Matragoną spotkałem się 24 czerwca i tego dnia, w miejscu zakwaterowania , odbyła się Noc Kupały. Co do konkretnego dnia zdania są podzielone, jedni mówią o 23 inni o 24 czerwca, mniejsza o tak mało istotne szczegóły, gdy w grę wchodzi sympatyczna impreza jaką jest bieszczadzka biesiada. Oczywiście zdjęć z niej nie będzie, gdyż uzyskanie zgody na ich publikację, byłoby bardzo kłopotliwe. W każdym bądź razie, następne dwa dni deszczu były mi bardzo na rękę, gdyż mogłem sobie tylko nucić piosenkę Czerwonych Gitar http://www.youtube.com/watch?v=Ygz1VRzc8Ls . Ówczesną sytuację mogłem jedynie nazwać łaskawością niebios w stosunku do mojej fizycznej ułomności. Jednak, aby nie popaść w zbytnie rozleniwienie zrobiłem sobie wycieczkę na cmentarz w Cisnej aby odwiedzić tych, którzy wędrują już tylko po Błękitnych Połoninach.
Załącznik 33992 Załącznik 33993 Załącznik 33994
Trzeciego dnia rano w dalszym ciągu pada z lekkimi przejaśnieniami. Pomyślałem sobie, że już dość tej łaskawości i trzeba gdzieś się jednak wybrać. Wybór padł na Magurę Stuposiańską. Zakładałem, że zanim dojadę do Nasicznego to się na pewno pogoda ustabilizuje:(. W trakcie jazdy, deszcz na przemian raz mniejszy, a za chwilę dużo większy aniżeli byłem w stanie przewidzieć. Po zaparkowaniu i rozpoczęciu przygotowywania do wyprawy, poczułem jakbym był pod działaniem bardzo drobnego zraszacza umieszczonego gdzieś wysoko w chmurach. Jednak nie zrezygnowałem i przeszedłem zaplanowaną trasę.
Załącznik 33995
Przechodząc przełęczą obok Wysokiego Wierchu, działanie zraszacza przybrało na sile do tego stopnia, że skorzystałem z łaskawości świerku, który lekko osłonił mnie od całkowitego przemoknięcia już na początku trasy. Widoki z tego miejsca były wręcz wspaniałe:).
Załącznik 33996
Ale ile można w pozycji kucznej wytrzymać?, w/g danych satelitarnych trwało to 15 min. Ruszyłem dalej przez różnej jakości chaszcze aż dotarłem do stokówki. Plan przewidywał, że przejdę (normalnie) przez mostek i będę kierował się do niebieskiego szlaku. Pierwszy krok na mostku uświadomił mi, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi i na siłę chce odwieźć mnie od dalszej kontynuacji wyprawy. Buty uzyskały zerową przyczepność, a poręcz z racji swojej chwiejności, nie dawała gwarancji utrzymania równowagi na śliskim podłożu. Jedynym wyjściem było przyjęcie pozycji czworonoga i wolne przemieszczanie się do przodu. Mostek na załączonym zdjęciu jest sfotografowany dopiero w sierpniu przy pięknej pogodzie. Tak byłem pochłonięty problemem przedostania się na drugą stronę potoku, że zapomniałem o aparacie, który był zafoliowany w plecaku.
Załącznik 33997
Odcinek do niebieskiego szlaku obfitował w jary o różnym stopniu nachylenia zbocza, a sam szlak miejscami był nawet bardzo szeroki i przypominał tor przeszkód.
Załącznik 33998
Po dotarciu na szczyt Magury Stuposiańskiej dostałem dobrą wiadomość telefoniczną o szykującej się zmianie pogody, a nadchodzący wyż obejmie w swoje władanie tereny bieszczadzkie. Podczas rozmowy, zauważyłem stróżkę wody, która ściekała mi z łokcia prosto na nasiąkniętą już dość mocno ziemię. Natomiast widok jaki zobaczyłem, ma się nijak do tego miejsca, gdyż można go przypisać do wielu innych, bez wychodzenia w teren w taką pogodę. Może ktoś posiada lepsze zdjęcie z tego miejsca, chętnie obejrzę.
Załącznik 33999
Podczas dalszego wędrowania zupełnie mi było obojętne, czy pada, czy tylko rosi. Przejście stokówką przez Caryńskie do Nasicznego upłynęło mi w towarzystwie przejeżdżających wypasionych bryk w obydwu kierunkach. Ruiny cerkwi zostawiłem sobie na następny pobyt w tej okolicy przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Natomiast potoczek przed Nasicznem, wyjątkowo przybrał na sile i bardzo skutecznie wypłukał błoto z moich butów i obmył strudzone stopy:). Po dotarciu asfaltówką na parking, nastąpiła zmiana mokrego ekwipunku na suchy i mogłem sobie powiedzieć, że tego dnia nie zmarnowałem na jakieś tam...
:grin: Tym razem udało się zamieścić zdjęcia bez problemu. 3 poprzednie posty są do skasowania.
Fajna traska, ale odpuściłeś Pawłową Łukę, a żałuj ;)
Wysoki Wierch razem z jaskiniami zaliczony w sierpniu. Okolice "niby" jaskiń mają swój groźny urok. Natomiast Prypiczek i Szczob i ... wiele innych ciekawych miejsc musi poczekać do czerwca:). Domyślam się, że z Magury Stuposiańskiej jest piękny widok na Caryńską, czy ktoś może zamieścić zdjęcie?, czy muszę iść jeszcze raz i sam sobie je zrobić?:).
Niestety było mleczne południe i widok na Caryńską mętny, dorzucam Pawłową Łukę na zachętę ;)
Sir Bazyl wywołał pewne pozytywne wspomnienia przypominając mi Wysoki Wierch. W połowie sierpnia 2010 r. otrzymałem wiadomość wielce radującą moją duszę, że od 1 września będę mógł jeszcze popracować. Czyli jesienne Bieszczady już nie wchodziły w rachubę:(. Pomyślałem sobie, że dobre i 10 dni aby przy dobrej pogodzie i sezonie chylącym się ku upadkowi, nacieszyć oko bieszczadzkimi atrakcjami. Po kilku bardziej lub mniej literacko wartościowych wyprawach, nastał dzień 22.08.2010r. i z długiej listy planowanych wycieczek, wybrałem jaskinie na Wysokim Wierchu.
Załącznik 34016
Początek trasy już był wcześniej opanowany, ale sam szczyt i jego okolice jeszcze nieznane. Przedzieranie się przez zachaszczone podłoże zaowocowało przyjemnymi dla oka ciekawostkami, których uroku żadna fotografia nie jest w stanie oddać.
Załącznik 34017 Załącznik 34018
Natomiast sam szczyt i okolice jaskiń usiane różnymi wychodniami skalnymi, budziły respekt i podziw dla tak pięknie ukształtowanego terenu.
Załącznik 34019 Załącznik 34020
Trasa do jaskiń niby oznakowana, ale bardzo mało czytelnie i w śladowych ilościach. Same jaskinie nie budzą większych emocji, ale to jednak zawsze jakaś ciekawostka, którą warto zobaczyć.
Załącznik 34021 Załącznik 34022
Gdy zaspokoiłem swoją ciekawość jaskiniami, to nadszedł czas aby sprawdzić swoją sprawność akrobatyczną i przejść granią po różnych skalnych nierównościach. Przełęcz Nasiczniańska zaoferowała mi piękny widok na wschód i trasę dalszej części mojej wędrówki.
Załącznik 34023
Nadszedł czas aby odrobić zobowiązania, o których pisałem wcześniej. Po przejściu niewiele ponad 1 km, skręciłem w prawo na miejsce po cerkwi i pozostałościach dawnego cmentarza.
Załącznik 34024 Załącznik 34025 Załącznik 34026 Załącznik 34027
Załącznik 34028 Załącznik 34029
Wracając już wygodnie stokówką i podziwiając to co znajdowało się po lewicy, prawicy i na wprost, nie sądziłem, że obecnie sir Bazyl i Browar w swoich sugestiach, zmobilizują mnie do tego, abym w niedalekiej przyszłość zaplanował ponowny pobyt w tych okolicach.
Załącznik 34030
A tak na marginesie, czy może mnie ktoś oświecić w sprawie potoku Caryńskiego?. Jak to jest możliwe, że jednocześnie wpada do Wołosatego i Dwernika czy Nasiczniańskiego, a w sumie do potoku o trzech nazwach?:).
Trasa do jaskiń ( czyli jakieś znaczki na drzewach) prowadzi na szczyt i tu ginie. Już dwukrotnie próbowałem odnaleźć te jaskinie , ale bezskutecznie. We dwóch czesaliśmy okolice szczytowe tam i z powrotem i nic.
Drugim razem miałem przekazane jeszcze dokładniejsze namiary więc myślałem że to pestka, ale na nadziei się skończyło. Odpuściłem myśląc , że się zawaliły, albo zostały zasypane, wszakże już pod szczytem prowadzony jest wyrąb lasu.
Dawno temu byłem w jaskiniach ale za pierwszym razem nie trafiłem, bo zle patrzyłem. Krążyłem, krążyłem i nic, i może bym zrezygnował gdyby nie pomoc kogoś miejscowego. Trzeba patrzeć bardziej pod nogi, jak za grzybami.
Ze względu na ich "wielkość" to nie jest takie proste aby je znaleźć. Oczywiście jak się wie, to wszystko jest łatwe:). Praktycznie od szczytu Wysokiego Wierchu znajdują się w odległości 250 m na wschód. Problem w tym, że metrówki to raczej nikt ze sobą w górach nie nosi:). Będzie okazja jeszcze raz zawitać w tamte strony aby mieć pełną satysfakcję. Również mam kilka takich podejść do różnych miejsc, których nie udało się za pierwszym razem znaleźć.
Może nie oświecę, bo taka mądra w temacie potoków to nie jestem :mrgreen: ale, że czasami lubię rozwiązywać zagadki...:wink:
Caryński uchodzi do Dwernika, który to Dwernik w górnym swoim biegu jest Prowczą, w środkowym biegu Nasiczniańskim a jako Dwernik uchodzi do Sanu.
tak przynajmniej wskazane zostało przez GUGiK tutaj:
http://ksng.gugik.gov.pl/pliki/hydronimy1.pdf
Z mapy Ruthenusa rzeczywiście wynika, jakby Caryński uchodził do Wołosatego, ale na innych mapach jest to potok Bystry, który ma źródło na stoku Caryńskiej. Ten Bystry zgadzałby się również z tym co podaje GUGiK - że Bystry uchodzi Wołosatego. Szerokość i długość wskazuje na to ujście, które na mapie Ruthenusa jest "ujściem" Caryńskiego do Wołosatego.
Chyba, że jest jakaś inna odpowiedź.
I gdzie Caryński tak właściwie ma źrodło?
Pomocna może być Mapa Podziału Hydrograficznego Polski. Taka MPHP (w wersji z 2010 r.) znajduje się na stronie Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej (Geoportal KZGW). Informacje szczegółowe (np. długości cieków) można odczytać za pomocą narzędzia „identyfikacja” (zielona ikonka po lewej stronie). :-).
O! Widać, że leiron też lubi rozwiązywać zagadki :))
mapa z tej strony też potwierdza, że to co na mapie Ruthenusa jest nazwane (u ujścia do Wołosatego) Caryńskim jest potokiem Bystrym. A -według tej mapy - Caryński wypływa gdzieś spod Magury Stuposiańskiej, a raczej takiego wzniesienia o wysokości 922.
Czyżby na mapie Ruthenusa była drobna nieścisłość?
Ten sam problem występuje również na mapie Compass. Ile to dobrego można dowiedzieć się na forum, gdzie zaglądają mądrzy ludzie. Asiu Twoje źródełko podaje jednoznaczną odpowiedź na moje wątpliwości. A Tobie leirion dzięki za dodatkową podpowiedź, gdzie można znaleźć wiarygodne informacje.
Jeszcze nie tak dawno temu, nawet nie pomyślałem o tym, że będę mógł podzielić się swoimi wrażeniami z pobytów w Bieszczadach w takim szerokim gronie. Zazwyczaj czyniłem to wśród znajomych którzy wiedzieli, że gdzieś tam daleko są "jakieś" Bieszczady, ale poza tym niewiele więcej. Oczywiście są i tacy z którymi można podyskutować, ale jest ich niewielu i nie mogą zaspokoić moich podstawowych potrzeb duchowych. Dzięki Ci don(ie) Enrico za mobilizację i pozbycie się, jak to nazwałeś, kompleksów w stosunku do tak szacownego gremium:).
Nieco wcześniej wspomniałem o swojej słodkiej tajemnicy, o której powinienem napisać, a przypomniała mi o niej Jimi pisząc o "kosmicznym pięknie" w okolicach Chryszczatej. Wszystko było by dobrze gdybym mógł podeprzeć się zdjęciami z tej okolicy. Jednak gdy sięgnąłem do archiwum, to okazało się, że mam z tej wycieczki 42 zdjęcia, ale ani jednego z tego konkretnego miejsca. Tak byłem zauroczony ukształtowaniem terenu i atmosferą tego miejsca, że zapomniałem o zrobieniu zdjęć. Brak słów na określenie swego samopoczucia w tym momencie. Napiszę jeszcze o genezie tej wyprawy w okolice Kamiadoli. Kiedyś podczas dyskusji z jednym ze stałych bywalców w Bieszczadach, padło pytanie, czy widziałem jeziorko pod Łopiennikiem??. Byłem na Łopienniku kilka razy, wchodziłem od wschodu, zachodu i południa, ale jeziorka nie widziałem. Kolega nie potrafił precyzyjnie określić tego miejsca, a jedynie powiedział, że szedł od szosy Cisna - Habkowce, czyli od zachodu. Zacząłem przeszukiwać mapy nowe , stare i bardzo stare oraz satelitarne, aby znaleźć miejsce w którym może być te tajemnicze jeziorko. Wiadomo przecież, że wszelkie zbiorniki wodne będą znajdowały się w jakimś zagłębieniu terenu. W okolicy Kamiadoli znalazłem coś podobnego, a nawet widać, że wypływa z niego dopływ potoku Żukra. Jednak nasunęły mi się pewne wątpliwości, gdyż rok wcześniej przechodziłem obok tego miejsca w odległości nie większej jak 50 m na północ i nic co by sugerowało obecność jeziorka nie zauważyłem. Potrzeba zobaczenia tego miejsca, jednak musiała zostać zrealizowana.
Nastał jesienny i pięknie słoneczny dzień 26.09.2012 r. Swoją wędrówkę zacząłem od parkingu w Jabłonkach, a całość trasy przebiegała jak w załączniku poniżej.
Załącznik 34041
Minąłem historyczną kapliczkę pośród drzew i skręciłem w lewo w stokówkę, aby po 1 godz. marszu z krótką przerwą, dotrzeć do pętli prawie takiej jak dla autobusów.
Załącznik 34042 Załącznik 34043 Załącznik 34044
Ponownie krótka przerwa dla nasycenia się ciszą i widokiem na pasmo Za Grozowe oraz drzew w jesiennej kolorowej szacie. Po prawej stronie potok Żukra, który pewnie by mnie doprowadził do celu przy mniejszym wysiłku. Jednak nie poszedłem na łatwiznę i wybrałem pnącą się lekko w górę zarastającą drogę zrywkową...
Załącznik 34045 Załącznik 34046
...która poprowadziła mnie na plantację jeżyn, następnie trafiłem na ścieżkę zwierzęcą aby w końcu zobaczyć światełko na horyzoncie.
Załącznik 34047 Załącznik 34048 Załącznik 34049
Zanim poznałem urok okolic Kamiadoli, musiałem pokonać jeszcze jedno małe wzniesienie i dopiero wszedłem na przepiękną polanę na której poczułem magię tego miejsca. Ledwo sączący się potoczek nie wydobywał z siebie żadnego dźwięku. Ciszę i tajemniczość tego miejsca potęgowała grupa wyrośniętych świerków dostojnie panujących nad lekko opadającą polaną. Wspaniałe miejsce na biwak dla ludzi spragnionych ciszy i ceniących sobie bieszczadzkie uroki. Nawet gdybym zrobił zdjęcia tego miejsca, to i tak na pewno nie oddały by tego nastroju jaki wokół panował. Jeziorka nie znalazłem, ale cudowne miejsce tak. Jako namiastkę, pozwolę sobie jedynie zamieścić widok tego miejsca z wysokiego lotu ptaka mechanicznego.
Załącznik 34050
W drodze powrotnej udałem się niebieskim szlakiem w kierunku Durnej. Szlak typowo turystyczny lecz jego okolice bardziej egzotyczne, ciekawie usytuowane skałki ...
Załącznik 34051 Załącznik 34052
... oraz budzące pewne ciekawe skojarzenia obiekty dendrologiczne.
Załącznik 34053 Załącznik 34054
A przed samą Durną dodatkowo jeszcze widok na Solinę.
Załącznik 34055
Zmieniłem kolor szlaku na zielony i przy okazji przetestowałem sprawność ucha wewnętrznego na chybotliwej drabinie z ruszającymi się szczeblami.
Załącznik 34056
Na Woronikówce poczytałem historyczne zapisy wycieczek szkolnych, które dawno temu miały w swoim obowiązkowym programie punkt - "zaliczyć" Waltera:).
Załącznik 34057
Pozostało jeszcze "sakramencko" strome zejście, już wcześniej opisane szczegółowo przez Jimi i ...
Załącznik 34058
...Woronikówka w swoim jesiennym wystroju została w tyle.
Załącznik 34059
A ja dzięki relacji z tej wyprawy, mogłem już ujawnić swoją "słodką" tajemnicę:).
Rzepedka to jedno z wielu wspaniałych miejsc widokowych w Bieszczadach. Miałem przyjemność je podziwiać z tego miejsca 2x i w dalszym ciągu mam pewien niedosyt. Wystarczy popatrzeć na mapę i okaże się, że wariantów takiej wyprawy może być wiele. Na pierwszym zrzucie jest przedstawiona pierwsza moja wycieczka o długości 13 km, a na drugim, bardziej wymagająca i jednocześnie ciekawsza wynosząca 23,8 km. Opiszę drugą, gdyż w razie potrzeby można ją jeszcze bardziej zmodyfikować. W obydwóch przypadkach nie ma problemu z zaparkowaniem samochodu.
Załącznik 34072 Załącznik 34073
28.09.2013 r. zacząłem swoją wędrówkę od wiaduktu przy wjeździe na teren Klasztoru Nazaretanek i podążyłem w kierunku izby pamięci Kardynała Stefana Wyszyńskiego, która już przed godz. 9 była udostępniona.
Załącznik 34074 Załącznik 34075
Następnie, aby nie cofać się do czerwonego szlaku, zszedłem lekko stromym zboczem do ścieżki przyrodniczo - historycznej i dowiedziałem się, jakie to zwierzęta mogę spotkać na swojej drodze.
Załącznik 34076
Niestety, albo pora nie taka, albo moje zachowanie było zbyt dynamiczne i żadnego zwierzątka z wymienionych na tablicy, nie spotkałem. Natomiast trafiłem na przepiękną plantację muchomorów.
Załącznik 34077
Maszerując już dalej czerwonym szlakiem dotarłem na szczyt Wahalowskiego Wierchu.
Załącznik 34078
Kilkanaście minut postoju wypełniłem na uzupełnieniu kalorii oraz podziwianiu widoków wraz z lokalizacją poszczególnych szczytów, które zobaczyłem.
Załącznik 34079 Załącznik 34080
Celem dalszej wędrówki była góra Kamień, na której w atmosferze tajemniczości mogłem nacieszyć oko skalnymi ciekawostkami, z których pewne przypominały prehistoryczne stworki.
Załącznik 34081 Załącznik 34082 Załącznik 34083 Załącznik 34084
Wędrowanie w kierunku Rzepedki pozwoliło na chwilowe podziwianie współczesnych źródeł prądotwórczych.
Załącznik 34085 Załącznik 34086
Trasa bardzo urozmaicona różnymi przeszkodami terenowymi, ale bez większych trudności do pokonania.
Załącznik 34087 Załącznik 34088
Nawet miałem okazję zobaczyć w jaki to sposób obecnie budowane są stokówki.
Załącznik 34089
Po dotarciu na Rzepedkę, ponowny rzut oka na otaczające pasma górskie oraz oddalony o ok. 26 km Łopiennik i charakterystyczne Boroło.
Załącznik 34090 Załącznik 34091
Zejście po wykoszonych łąkach w kierunku wsi Rzepedź, cieszyło oko kolorowym pierwszym planem.
Załącznik 34092 Załącznik 34093
Greckokatolicką cerkiew Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja w Rzepedzi, zastałem zamkniętą, ale przycerkiewny cmentarz, był bardziej łaskawy dla zwiedzających.
Załącznik 34094 Załącznik 34095
Pozostały odcinek asfaltowy o długości ok. 6 km na pewno był mniej atrakcyjny, ale jadąc samochodem nie byłbym w stanie zobaczyć pewnych szczegółów, które według mnie, są również godne aby rzucić na nie okiem. Dodatkowo dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy, np. że droga którą maszeruję została zbudowana przez żołnierzy Nadwiślańskiej Jednostki KBW-4 w 1963 roku.
Załącznik 34096 Załącznik 34097 Załącznik 34098
Nie ukrywam, że po 8,5 godz. marszu obfitującego w miłe dla oka atrakcje, dotarłem do "bram" klasztoru lekko strudzony, ale pełen pozytywnych przeżyć.
Załącznik 34099
Zbyszku ! ze zdjęć widzę że to była jesień, ale w którym roku.
To jest istotne pytanie, bo ponoć Rzepedka (czy też Rożynkania - jak chce Krukar) zmieniła ostatnio swój wygląd.
ale , aby się dowiedzieć prawdy czekam na zakończenie tego wątku
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/8374-Bo-Henek-nie-wierzy%C5%82
... Zbyszek... fotki widokowe z Rzepedki...fajowe:-D
Gratuluję spostrzegawczości i domyślam się, że chodzi o krzyż. Zdjęcie cerkwi zamieszczone w powyższej relacji zostało zrobione 29.09.2012 r. Natomiast prawie dokładnie rok później czyli 28.09.2013 r. zrobiłem podobne tego miejsca i wygląda ono tak.
Załącznik 34100
Zamieściłem bardziej fotogeniczne, gdyż nie byłem w stanie przestawić przyczepy, która psuje kadr:).
Natomiast stokówka, obecnie również bardziej "elegancko" wygląda.
Załącznik 34102