-
Rozumiem doskonale.
Przestałem wodzić grupy, przestałem chodzić latem.
A teraz tyram w nadziei, że zanim mnie robota przygniecie to nie stracę marzeń i pójdę gdzie niknie w gąszczu ścieżka wydeptana przez jelenie.
Odwiedzam strony forum i grzeję serce przy innych, którym udało się wyrwać.
A KIMB i tym podobne imprezy - Mamy trochę wspólnych cech i wspomnień, choć osobnych. Nad nami siedzą Biesy i czekają na tych wariatów, którzy pociągną w deszcz, mróz, zamieć i będą drapać się, gdzie ich nie swędzi. Jest czas na sejmiki, zabawy w grupie i jest czas intymnych spotkań z mgłą na Smereku. Jedno i drugie ma swój urok i czas. Jestem na forum od niedawna i mam wielką chęć poznać niektórych osobiście. Tym razem się nie udało, ale dziś nie kończy się świat, on dopiero się otwiera.
Pozdrawiam
Długi
-
Mi udalo sie tym razem znaleźć "zloty środek", tak myśle...
Byl czas na wspolne ciche wieczory, i na patrzenia na poloniny czworgiem oczu - wyobrażcie sobie ze w zeszly czwartek, idąc od Halicza przez Tarnice do Wolosatego nie spotkalismy NIKOGO! Chociaz zrobila sie przepiękna, sloneczna pogoda!
I nie bedzie z tej wycieczki żadnej relacji, zachowam to wspomnienie tylko dla nas. :)
A od byl piątku kongresowanie w wesolej grupie - tez piekne, ale inne. Z tego relacja juz wkrotce. :)
-
Mi udalo sie tym razem znaleźć "zloty środek", tak myśle...
Byl czas na wspolne ciche wieczory, i na patrzenia na poloniny czworgiem oczu
Gratuluję!
Mnie te 800km tym razem przerosło. Do następnej okazji.
Przyjdę do Was , gdy będzie mi smutno
Wcześniej nie chciałbym składać wizyty
Zapić smutek, to wcale nie trudno
Trudniej ubrać go w słowa garnitur
(to nie ja, to cytat)
Długi
-
W sumie nigdy nie probowalam chodzic samej.... ale chyba jest to ciekawe doswiadczenie... Naczesciej lazilam z jeszcze jedna osoba i wydaje mi sie że jest to dobry uklad. Zawsze w razie jakiegos czegos niespodziewanego, jest ktos kto Ci pomoze - nawet jesli jest juz b. pozno :)
Choc z drugiej strony, jak tu mówić o samotnym chodzeniu.. skoro na szlakach jest tyle ludzikow.... Mysmy kiedys spotkali takiego samotnika... i tak sie zagadalismy.. ze z nami zszedl ze szlaku :) To jest mile
Pozdrawiam i tych samotnikow i tych co parami i tych co wielkimi grupami sobie laza po gorkach.. bo samo lazenie po gorkach jest swietne :)
Buziaczki
K. vel wredotka
-
Hej
Ja też lubię się samotnie powłóczyć po górach. Jestem panem swojego czasu i sam wybieram gdzie chce iść! Ale wyprawa z wypróbowanymi druhami, zaprawionymi w bojach ma swój niepowtarzalny urok!!!
Nie ma więc jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Lubię i jedno i drugie. Jedyne czego nienawidzę to łazić po górach z ekipą zmontowaną w ciemno, i zludźmi, którzy nie mają szacunku do otaczającej nas przyrody i innych ludzi!
pozdrawiam wszystkich bieszcadników oraz innych górołazów!
DP
-
Ja tym razem w Biesy samotnie. A może z psem... Tak wyszło. Samotność ma swój urok, choć muszę się z nią oswoić - na początku może przeszkadzać. Oczywiście, że nie ma jak z ukochaną osobą! :) Tak zawsze najlepiej!
A w tym roku... cóż, mam nadzieję spotkać miłych ludzi w schroniskach, a może nawet podczepić się do kogoś na chwilę.
Co do grupy, to chodziłem już sam, we trójkę i w szóstkę. Zdrcydowanie najlepiej było we trójkę :)
Pozdrawiam i do zobaczenia.
-
Samotne chodzenie po górach potrafi być piękne. Nie rozumiem tylko po co cała ta dyskusja. Każdy, kto ma wobec tego jakiekolwiek wątpliwości powinien choć raz spróbować. Niech wyjdzie samotnie na jedną z zagubionych polanek, rozejrzy sie dokoła, wciągnie powietrze... i jeżeli wtedy nie zrozumie, to niech sie w ogóle w Bieszczady nie wybiera. Mozna wybierać się w parach lub gromadach, ale to już coś innego. Równie pięknego, ale już innego, rozważanego na zupełnie innych płaszczyznach. :D
HEJHO!
-
Rambo nie ma wątpliwości.
Rambo nie dyskutuje.
Rambo najpierw napierdala, a potem pyta o rację.
-
Bardzo prawdziwie napisała tu Ann. :) SAMOTNOŚĆ w górach ma tez swoje dobre strony, można odszukać siebie , poczuć taką dziką wolność , która przeszywa serce. .SAMOTNOŚĆ jest potrzebna, kiedy trzeba podjąć ważne w życiu decyzje, góry wszystko przyjmą...Ale na dłuższą wędrówkę warto zabrać kogoś bliskiego, kochanego, dzielić się z nim ciszą , magią gór...razem pomilczeć, posłuchac szumu wiatru i szeptu potoku, żeby potem zejść pod wieczór w doliny, zapalić ogień, patrzeć w jego blask...ehhh...
-
Witam
W Bieszczady - tylko samotnie. Tak kiedy mylałem, czyniłem przez kilka dobrych lat.
I wtedy poznaje się teren, odkrywa swoje małe uroczyska. Zima - no cóż... w granicach rozsšdku :lol:
Ostatnio przemierzam Biesy z duzymi i mniejszymi grupami i też jest niele. Poza tym
odkryłem jeszcze jednš formę - bazowanie. I tak to się toczy.
Słowem - każdemu według upodobań.
Pozdrawiam podkarpacko
Lech
P.S. Co do "mistyki" samotnego wędrowania - to chyba mija. Ja już nie słucham SDM-u :roll: