Odp: Bieszczady we wrześniu
Cytat:
Zamieszczone przez
maciek20001
Ostrzegam mniej doświadczonych i tych mniej wytrenowanych w chodzeniu po górach przed trasą Wołosate-Halicz-Tarnica-Wołosate.Trasa równie piękna / jeśli nie najpiękniejsza w całych Bieszczadach / jak i trudna.To z tego szlaku wiosną GOPR ewakułował całą szkolną wycieczkę łącznie z jej opiekunami.
Pozdrawiam życząc ciepłego bieszczadzkiego września.
:shock:
Zawsze czegoś ciekawego można dowiedzieć się czytając forum.
Tę trasę znam słabiej8-)byłam tam może ze sto razy w życiu. Moim skromnym zdaniem należy do najłatwiejszych technicznie w Bieszczadach. Ulokowałabym ją zaraz po końskiej drodze czyli szlaku żółtym na Wetlinską. Jest długa to fakt, bez mozliwości korekty. Podejście w wariancie Wołosate-Przłęcz należy do najłatwiejszych w Bieszczadach.
Fakt, GOPR ewakuował grupę. Przyczyną jednak nie były trudnoci techniczne ale złe przygotowanie grupy do wędrówki i niedostosowanie trasy do długości dnia. Gdyby mieli rakiety bez problemu przeszłiby ją śpiewająco.
Odp: Bieszczady we wrześniu
Cytat:
Zamieszczone przez
lucyna
:shock:
Fakt, GOPR ewakuował grupę. Przyczyną jednak nie były trudnoci techniczne ale złe przygotowanie grupy do wędrówki i niedostosowanie trasy do długości dnia. Gdyby mieli rakiety bez problemu przeszłiby ją śpiewająco.
Lucynko, kolega pisał o wiosennej akcji GOPR-u, a ta była chyba w lutym;)
Odp: Bieszczady we wrześniu
Cytat:
Zamieszczone przez
obywatelpp
Czy w Tworylnem jest jakiś dach nad głową? Czy w Łopience nadal rezyduje "Niedźwiedź"?
W Tworylnem może jakaś sucha piwniczka. Ambony w większości zamknięte na kłódkę, te lepsze. O planach Niedźwiedzia możesz przeczytać w postach o Łopience Lecha R.
Długi
Odp: Bieszczady we wrześniu
Cytat:
Zamieszczone przez
długi
W Tworylnem może jakaś sucha piwniczka. Ambony w większości zamknięte na kłódkę, te lepsze. O planach Niedźwiedzia możesz przeczytać w postach o Łopience Lecha R.
Długi
Dzięki. Tak zrobiłem. Mam już jaki taki pogląd. Pozdrawiam:-)
Odp: Bieszczady we wrześniu
witajcie
Bieszczady super.. fakt że pogoda nie rozpieszczała, aaale taka aura też ma swój urok;) na pewno tam wrócę :) pozdrawiam
Odp: Bieszczady we wrześniu
Napisz, gdzie byłeś, jakieś fotki.
My tu wytężaliśmy mózgi by Ci pomóc, to należy nam się opowieść
Długi
Odp: Bieszczady we wrześniu
Witam wszystkich pasjonatów Bieszczad.
Wizytowałem Bieszczady w dniach 11-14.09.2008. Na początku było znośnie, ale 13.09 pogoda nas załatwiła. Robiliśmy szlak Widełki-Bukowe Berdo-Tarnica. Na Krzemieniu krzaki z oblodzonymi liśćmi, mały hardcorek jak na wrzesień. Zimno, bardzo zimno, do tego mocno wiało. Kiedy schodziłem do Wołosatego ubrany w czapę z naciągniętym kapturem, rękawiczki itp. ludzie patrzyli na mnie jak na schiza.
Z Wołosatego ciągnęły ludziki w klapeczkach i kaszkietówkach. Na dole w Wołosatym faktycznie był lajcik, ale na górze hebel. Musieli mieć mały surprise po wejściu na szczyt...hehe, w każdym razie uradowany dotarłem na dół, bo w pewnym momencie na Krzemieniu miałem serdecznie dość, tym bardziej że zjadłem wszystkie batoniki i banany, a jedyne co mi zostało to lodowata woda w butelce 8-)
Przy okazji pozdrowienia dla kierowcy busa, który wiózł mnie z Wetliny do Cisnej, prawdziwy bieszczadzki pasjonat z krwi i kości, aż miło posłuchać.
Tenże kierowca zasugerował mi, by lepiej jeździć w październiku, we wrześniu często trafia się długo trwający przełom pogody, ponoć właśnie październik jest zdecydowanie lepszy.
Odp: Bieszczady we wrześniu
hehe oki już zdaje relacje, chcieliście to macie ;)
ja wizytowałam w Bieszczadach w zasadzie od 14 (pierwszy dzień wyjścia na szlak) do 18 (19 wychodziłyśmy z koleżanką z Bacówki Jaworzec w kierunku jakiejś drogi)
Z Gdańska, jak już gdzieś wcześniej napomkłam, pojechałyśmy do Przemyśla, stamtąd do Ustrzyk Dolnych.
była już gdzieś godzina 21 więc stwierdziłyśmy że lepiej się tu zatrzymać (mimo że jak wysiadłyśmy z autobusu, podeszła do nas jakaś pani i powiedziała, że słyszała że jedziemy do Górnych, więc jak coś może nas zabrać;)
zostałyśmy jednak w Dolnych i następnego dnia rano miałyśmy autobus do Górnych.
w Górnych prosto z autobusu czerwonym szlakiem na Tarnice. o jakże zdziwione byłyśmy, gdy na jakimś słupie z zaznaczonym szlakiem zobaczyłyśmy pierwszy lód ;)
wyżej to już tylko mroźniej, wiało okrutnie i lodu na słupkach coraz więcej.
Na szczycie krzyż był już całkiem nieźle oblodzony, nawet kawałki lodu spadały (z czego jednak się wszyscy cieszyli wmawiając sobie, że temperatura rośnie heh)
widoki... hmm... no nie było widać za wiele, generalnie mgła, co jednak też ma swój klimat.
Stojąc na górze można sobie wyobrazić, że się jest naprawdę wysoko ;)
tu zorientowałyśmy się, że nasza rosyjska kuchenka na benzyne przestała działać heh
W taką pogodę nie było już zabardzo sensu wchodzić na Halicz i robić tej pętelki czerwonym więc zeszłyśmy niebieskim. Niżej pokazały się w końcu jakieś widoki:) spotkałyśmy też dwóch stałych bywalców, którzy zwrócili naszą uwagę na jagody (całkiem niezłe).no i niżej na przełęczy pasły się konie – widok cudo J (w pobliżu studni - nie wiem czy ten odcinek się jakoś nazywa)
Dalej podjechałyśmy stopem do Górnych i zatrzymałyśmy się w Kremenarosie (gleba całkiem przyjemna, dostałyśmy materace )
W poniedziałek rano wyruszyłyśmy niebieskim na Małą i Wielką Rawke (schodządz jeszcze do Krzemieńca) i docelowo do Bacówki Pod Małą Rawką.
Tego dnia już padało ;)
Nie mogę wam napisać czy odcinki, którymi chodziłyśmy były trudne bo i się za bardzo na tym nie znam, a poza tym jakoś szybko zapominam ;) ...chociaaż ten na Wielką Rawkę przez chwilę ma dość ostre kamieniste podejście (dość ciekawe jak jest ślisko)
Mało większych widoków ale lasy są genialne jak parują w czasie deszczu. No bo widoki to powtórka z rozrywki – mgła, mgłą, mgła ;)
Na Rawce pamiętam, że znowu okrutnie wiało. Tu pojawiło się pierwsze zwątpienie w głosie mojej towarzyszki i myśl żeby wracać do Gdańska.
Ostatecznie dotarłyśmy do Bacówki ( i tu w końcu też jakieś widoki).
Bacówka super – polecam naprawdę. Nie przepadam za piwem, ale to z jajem naprawdę dobre .. i bigosik też :)
Ludzie super i w nocy włączyli ogrzewanie więc do rana wszyscy się wysuszyliJ
We wtorek dość późno zdecydowałyśmy się na wyjście (zaznczam, że nieustannie pada).
Weszłyśmy zielonym na Połoninę Caryńską (widać tyle co przed nami ) i czerwonym do Brzegów Górnych. Znowu jakieś widoki, chociaż tyle. Tu liczyłyśmy też na jakiś sklep, ale był tylko przystanek ;)
Z Brzegów podjechałyśmy stopem (naprawdę szybko biorą, nawet mimo deszczu) do wejścia w kierunku Schroniska.
Kolejny wieczór w Bacówce Pod Małą Rawką (znowu się suszymy, ogrzewanie działaJ ), gorące kakao smakuje jak nigdy J
W środę bierzemy plecaki i idziemy zielonym do Wetliny (ciągle pada).
Tu się orientujemy, że idąc w drugą stronę, nie zauważyłyśmy małego wodospadu i słyszymy pierwszy raz nawoływania jeleni J
Na Małej Rawce tym razem już śnieg ;) mało bo mało ale jednak. I oblodzone krzaki. Moje traperki do tej pory nie przemakalne (treki wielu ludziom przemakają dużo szybciej) tu dają za wygraną. Załatwia nas trawa.
Później kawałek szosą i jesteśmy w schronisku PTTK (powiem że średnie, brak klimatu, ludzie raczej nie żyją górami, tyle że tanio – łóżko 15 zł).
W piątek decydujemy się późno i ruszamy na Połonine Wetlińską. Podjeżdżamy busem do Brzegów Górnych i wchodzimy czerwonym na Wetlińską. Oczywiście pada, mgła i błoto ;)
Dochodzimy do Chatki Puchatka (szczerze w Rawce bardziej mi się podoba), pijemy herbatę i ruszamy dalej bo już późno jak na taką wędrówkę.
W połowie Wetlińskej już byłam ostro wkurzona hhehehe.. w taką pogodę i mnie dopada, ale schodząc wnerw przechodzi i jest wesoło;)
Schodzimy na czarny szlak.. i ten to już dobrze pamiętam;)
Trawa nas do końca załatwia, ciągle pada.. ale mimo to dostrzegamy powolne zmiany koloru liści (zwłaszcza na jagodach – nabierają czerwonego koloru).
Przez jakiś odcinek nie ma szlaku, ale w końcu się znajduje. W lesie już mniej trawy, ale nadrabiamy błotem... ;)
Niedaleko odbicia do Bacówki Jaworzec spotykamy dwoje ludzi, którzy zgubili szlak (jest tam taki odcinek gdzie idzie się taką szerszą drogą i w pewnym momencie szlak odbija w prawo w małą dróżkę, łatwo można ominąć). Tu się robi ciekawie bo ścieżka dość zarośnięta i błoto, błoto, błoto ;)
Do Bacówki docieramy już całkiem późno, ale widoki wokół niej genialne.
Ściągamy w końcu nasze „stuptupy” zrobione z worków na śmieci i taśmy (sprawdzają się, ale najwyżej przez pierwsze dwie godziny w takich warunkach).
Aaaaaaale jaka nagroda... w schronisku z właścicielami i z nami włącznie z osiem osób:)
W kominku napalone, prąd tylko przez chwile włączony więc kolacja przy świecach:)
Wieczorem pijemy kakao i siedzimy przy kominku. schronisko, ludzie, klimat superJ
Przed południem wyruszamy do domu. Po krótkim odcinku zarośniętej, błotnnistej ścieżki całkiem sympatyczna (mimo że już asfaltowa) droga, z płynącą po lewej Wetliną. Docieramy do Kalnicy i dalej już różnymi środkami lokomocji ;)
Taaaaaaaaaaaaaaaaak oto cudnie mimo pogody spędziłyśmy czas.
Zamierzam oczywiście wrócić.. no i jeszcze coś zobaczyć poza mgłą ;)
Mam nadzieję, że nie zanudziłam. Pozdraaaawiam